Mentionsy

ZSŻ
30.10.2025 14:20

Zaczynała od fugowania płytek na budowie. 10 lat później sprzedała globalny startup. Joanna Drabent

Jak wygląda "życie po exicie"? Joanna Drabent, współzałożycielka Prowly, w szczerej rozmowie opowiada o kulisach budowania startupu SaaS od zera, aż po jego sprzedaż międzynarodowemu gigantowi Semrush.

Joanna podczas rozmowy dzieli się swoją niezwykłą historią - od kompletnej niepewności, co chce robić w życiu, przez ciężką pracę fizyczną na Cyprze, po przypadkowe wejście do świata PR i założenie własnej agencji.

W rozmowie z Maciejem Joanna Drabent ujawnia:

🟡Dlaczego postanowiła zamienić skalowalny, ale usługowy biznes agencji PR na ryzykowny startup technologiczny.

🟡Jak wyglądały początki Prowly i zdobywanie pierwszej rundy finansowania (220 000 zł).

🟡Z jakimi wyzwaniami wiązało się skalowanie biznesu na rynki międzynarodowe.

🟡O przełomowym momencie, gdy klientem Prowly zostało Vimeo.

🟡Jak wyglądały trudne negocjacje z funduszem inwestycyjnym i dlaczego w umowie pojawił się zapis zmuszający ją do powrotu do pracy 2 miesiące po porodzie.

🟡Kulisy wieloletniego procesu sprzedaży firmy do Semrush, który rozpoczął się od rozmów o partnerstwie.

🟡Co dał jej exit i dlaczego pieniądze uważa za "miły efekt uboczny", a nie przyczynę działania.

🟡Jak odnalazła się w nowej rzeczywistości "życia po exicie", w której jej głównym zajęciem stało się malarstwo.

To inspirująca opowieść o budowaniu biznesu, trudnych decyzjach, kobiecie w świecie technologii i odnajdywaniu siebie na nowo po osiągnięciu spektakularnego sukcesu.


Joanna przez pierwsze lata swojej kariery zawodowej pracowała jako specjalistka ds. Public Relations, a w latach 2010-2016 prowadziła własną agencję PR. W 2013 założyła firmę Prowly.com sp. z o.o., która oferuje narzędzie wspierające działania Public Relations w firmach i agencjach. W 2019 roku spółka Prowly dołączyła do portfela holdingu Semrush Inc, oferującego pełen wachlarz narzędzi do marketingu internetowego. Do sierpnia 2024 roku pełniła w Prowly funkcję Prezesa Zarządu i odpowiadała za kluczowe obszary działalności firmy, aktywnie angażując się między innymi w rozwój produktu, skalowanie globalnego marketingu oraz sprzedaży. Obecnie działa jako angel investor, jest Członkiem Rady Nadzorczej w spółkach internetowych Vercom S.A. oraz Shoper S.A. i rozwija swoją miłość do malarstwa.


_________________

PARTNERZY AUDYCJI - WSPÓŁPRACA KOMERCYJNA

🏦 Saxo Bank https://www.home.saxo/pl-pl

🚐GTV Bus https://gtvbus.pl/

💲Plona Group https://plonagroup.pl/

🤑 Emiteo https://emiteo.pl/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 303 wyników dla "PR"

Przed Wami odcinek z Joanną Drabent.

Stworzyła taki niesamowity startup Prowley, który sprzedała do dużej amerykańskiej firmy.

I w tej chwili jest przed bardzo ciekawym prezentem swojego życia, a okres swojego życia, który tutaj razem ustaliliśmy, to jest okres życia po eksycie, który nazywamy obydwojem.

Zapraszam was bardzo serdecznie na tę rozmowę, pełną refleksji, pełną ciekawych historii.

Czy twoja firma zarobi dla ciebie więcej pieniędzy, jeżeli ją sprzedasz dziś, czy jeżeli będziesz ją prowadził przez kolejne 10 czy 20 lat?

Witajcie w audycji Zaprojektuj Swoje Życie.

Jak co tydzień w czwartek o czwartej zapraszamy dla was gości i zastanawiamy się, co ich napędza i co robią.

Joanna, masz niesamowitą historię budowania biznesu wokół czegoś, co chyba było trochę twoją pasją i zainteresowaniem, czyli PR-u i zrobienia biznesu i sprzedania go na supergórce.

Jak się projektuje życie, żeby mieć wszystko w nosie, żyć po Exicie, malować i robić, co się chce?

Jak to zrobić, powiedz mi, bo ja próbuję i nie wiem.

Wydaje mi się, że w ogóle tak w całości życie jest ciężko zaprojektować i to chyba byłoby dosyć smutne, jakby można było tak zrobić, bo życie nam przynosi dużo nieoczekiwanych sytuacji i okazji, z których warto lub nie warto skorzystać.

Wcześniej zaczęłam w ogóle pracować.

Moja mama bardzo chciała, żebym została prawnikiem.

I może to jest lekcja, że warto nie projektować życia dzieciom.

Aczkolwiek uległam presji i poszłam na rok prawa w trakcie innych studiów.

I jak to prawo na ciebie wpłynęło, że tylko rok?

Broniłam pracy licencjackiej.

Więc mówię, dobra, może spróbuję.

Czyli przebrnęłaś przez prawo rzymskie.

Logikę, prawo rzymskie, po prostu świetne tematy.

Czułam delikatną presję, ale z drugiej strony gdzieś nauczyło mnie to trochę kombinować może i też dało mi tę możliwość bardzo szybko zweryfikowania też, co jest dla mnie, a co nie.

Bo tak jak mówię, ja zaczęłam studia, studiowałam europeistykę, czyli kierunek o wszystkim i o niczym, bo ja naprawdę nie wiedziałam, co ja chcę robić.

Miałam przebłyski myśli, że może warto by było pójść na ASP.

Zaczęłam kursy przygotowawcze i uciekłam stamtąd, bo stwierdziłam, że po prostu...

Tam presja nauczycieli takiej typowej starej szkoły artystycznej była tak duża, że ja stwierdziłam, że to zupełnie nie jest dla mnie.

I chyba jakichś jeszcze innych przedmiotów.

No a potem w wakacje po drugim roku studiów rozpoczęłam swoją przygodę z prawdziwą pracą.

I to było... Przepraszam, co to jest prawdziwa praca?

I to była praca wakacyjna.

Wybłagałam moich rodziców, żeby kupili mi bilet lotniczy na Cypr.

Wybrałam się tam ze swoimi dwoma koleżankami i obiecałam im, że wrócę na swój koszt, zarobię pieniądze, zasmakuję prawdziwej pracy, tak jak zresztą oni bardzo tego chcieli.

No i pojechałam tam na miejsce i okazało się, że praca, którą miałyśmy mieć wcześniej załatwioną, nie istnieje.

Nie powiedziałam rodzicom o tym, bo bałam się, że po prostu będą kazali mi wracać do domu.

I zwyczajnie rano wychodziłyśmy z domu, z wynajętego mieszkania, które mieliśmy tam zapewnione i szukałyśmy pracy.

Ile dni szukałyście pracy?

Pierwszą pracę dostałyśmy po trzech dniach.

To była praca na budowie.

I to była chyba najcięższa praca w moim życiu.

Miałam majstra, który jedną ręką rozmawiał przez telefon, a drugą tłumaczył mi, jak mam te płytki fugować.

Przepracowałyśmy tam tydzień i niestety ta praca fizyczna była trochę cięższa, niż się tego spodziewałyśmy.

I to było lato na Cyprze, tak?

Tak, to było lato na Cyprze.

Tak, to w sumie to chyba z tego, co pamiętam, tego samego dnia, którego rozpoczęłyśmy tę pracę, to ją zakończyłyśmy, tak?

I trzeba było szukać dalej i ostatecznie dostałyśmy pracę w restauracji i pracowałam jako kelnerka.

Pamiętam po prostu hektolitry potu, które się ze mnie wylewały w tym całym zamieszaniu.

To była dosyć znana restauracja na południu Cypru.

No i w sumie jakby takim dosyć dużym uzyskiem stwierdziłam, że skoro jestem na europeistyce i zaraz muszę oddać pracę licencjacką, to napiszę tę pracę o Cyprze.

I uzysk był taki, że wróciłam z gotową pracą licencjacką, bo tam po prostu pozbierałam jeszcze w międzyczasie wszystkie materiały i miałam już w zasadzie gdzieś tam luz na tych studiach.

Czego taka przygoda ci nauczyła?

że lubię przygody, że kompletnie jakby nie przeraża mnie ten status, nie wiem co będę robić.

Myślę, że to dzisiaj też się super sprawdza w miejscu, w którym jestem.

Polubiłam pracę fizyczną, to jest w ogóle... Tak, ona mi sprawia strasznie dużo satysfakcji.

Bo widzisz też produkt swojej pracy na koniec, nie?

jak rozwijaliśmy Prawli, tego mi bardzo brakowało, że ja nie wiem, co ja... Nie mogę tego dotknąć.

Więc tak, więc praca fizyczna mi daje ogromną satysfakcję.

To w ogóle ja uwielbiam też remontować, sprzątać kocham.

Naprawdę mam takie...

Krótka przerwa.

Szukasz Game Changera w przewozie pracowników?

GTVBus od ponad 30 lat dowozi pracowników, oferując nowoczesne rozwiązania dla firm.

To skąd się pojawił w ogóle pomysł, żeby zostać przedsiębiorczynią?

Ta decyzja przyszła mi zupełnie naturalnie.

Po powrocie z tego Cypru i obronie pracy, zakończeniu tego pierwszego roku studiów prawa, poszłam na zaoczne studia uzupełniające, bo już wiedziałam, że wtedy chcę pracować.

do pracy jako stażystka z Urzędu Pracy wtedy.

Biegałam po tych wszystkich festiwalach po całej Polsce i po prostu myślałam, że będę pracować w przemyśle filmowym.

Swoją drogą wyprodukowałam swój film dokumentalny kilka lat temu.

To był przepiękny epizod w moim życiu.

byliśmy zatrudnieni i dopiero po tym, jak zostaliśmy zatrudnieni, były nam przydzielane role związane z organizacją tego festiwalu.

Mi została przydzielona rola osobę, która ma się opiekować partnerstwami medialnymi i biurem prasowym tego festiwalu.

I tak w zasadzie trafiłam do PR-u, czyli mogła powiedzieć, że był to przypadek.

Dobry przypadek.

Później trafiłam do agencji PR-owej na kilka miesięcy, która

Ja po sześciu miesiącach stamtąd uciekłam, jak dostałam zadanie napisania kolejnej notatki prasowej o tym, co się wydarzyło w Big Brother edycja 7.

spróbować jakiejś zupełnie innej branży i tak trafiłam do Telco i tu już się zaczęło jakieś połączenie.

To była firma, która produkowała wasy, czyli te usługi dodane do telefonii komórkowej, premium SMS-y, premium MMS-y, voicemail-e.

I ja tam dostałam jako zadanie wypromować, zaopiekować się PR-em platformy, autorskiej platformy tej firmy.

Śmiejemy się z Sebastianem, moim wspólnikiem z Prawli, bo tam się też poznaliśmy, że to był pierwszy startup.

który rozwijaliśmy, bo Sebastian tam był zatrudniony najpierw jako mobile developer, później jako designer, na koniec w ogóle w marketingu tam pracował, dużo rzeczy działo, to była mała firma, która była...

ciekawym miejscem pracy pod tym kątem.

Ludzie mogli wtedy projektować swoje dzwonki i tapety na telefon i je sprzedawać w sieci.

My mieliśmy wtedy ogromne budżety marketingowe, żeby to wypromować, więc w zasadzie miałam świetne pole do eksperymentów w tym zakresie.

No i w trakcie tej pracy i po tym jak ten projekt upadł, zaczęłam się zastanawiać właśnie co dalej.

W tym świecie tylko poznałam dużo osób, które gdzieś tam, które gdzieś pchnęły mnie do tego, żebym otworzyła właśnie swoją agencję, bo poszukiwały usług właśnie PR-owych, wsparcia.

Agencja PR-owa jest relatywnie łatwym biznesem do otwarcia, jeżeli rozumiesz branżę i zdobędziesz tych kilku klientów na początek, żeby utrzymać, prawda?

Ja jako z ramienia agencji mieliśmy przyjemność obsługiwać i fundusze inwestycyjne i startupy.

I to te czasy tych trzech jedynek, moment, kiedy w Polsce naprawdę jak z worka wysypały się pieniądze na projekty, to był mega ciekawy czas.

Jeden z funduszy, z którym wtedy pracowaliśmy miał 100 projektów w szczytowym momencie w swoim portfelu.

I to było dla mnie mega fascynujące i też taki miałam łatwy dostęp bezpośredni do tego, jak to wygląda naprawdę.

co to są za projekty, jak powstają, jak upadają.

O wszystkich projektach to było dużo upadków.

To była produkcja masowa startupów wtedy.

I wracając do tej myśli, co sprawiło, że jestem dzisiaj...

mogę o sobie mówić jako przedsiębiorca, przedsiębiorczyni, no to właśnie chyba taki splot okoliczności i umiejętność łączenia kropek.

Do dzisiaj firma istnieje, całkiem nieźle prosperuje.

I to było naprawdę imponujące, że w tym wieku po pracy na etacie mój tato był inżynierem w Wojskowym Instytucie Technicznym.

Myślę, że po czasie dopiero jakby to gdzieś przetworzymy.

Prowadzisz agencję.

ciężko skalowalny w Polsce ze względu na budżety PR-owe, które są znacznie mniejsze niż budżety marketingowe, ograniczoną ilość klientów, których jesteś w stanie pozyskać, posiadając ograniczoną ilość osób w zespole i też takie obciążenie...

psychiczne związane z tym, że jak jesteś PR-owcem w jakiejś firmie, to jesteś relatywnie blisko i musisz wiedzieć o wszystkim, żeby...

Wydaje mi się też, że jakaś taka pasja mi powoli gasła przez to.

Pracowałam z jednej strony w agencji, którą zarządzałam.

No stary dobry Excel też przyjmie wszystko, nie?

I bardzo ciężko było tę pracę jakoś tak przyspieszyć, zautomatyzować.

Dalekie to było od efektywnego zarządzania czasem pracy.

Z drugiej strony właśnie gdzieś te wszystkie historie, których słuchałam, które obserwowałam, w których uczestniczyłam, opiekując się nimi PR-owo.

No pchnęły mnie do tego, że kurczę, może jednak warto by było pomyśleć o czymś, żeby tych biednych PR-owców odciążyć od tych rutynowych czynności.

Bo te czynności, którymi zajmowało się Prawli, to było coś, co zawsze się powtarzało przy każdej kampanii, przy każdym kliencie, nie?

To jest budowa, aktualizacja bazy kontaktów, wysyłka komunikatu prasowego do tych kontaktów, follow-up, analityka, której wtedy nie było, no bo Outlook nie daje takich możliwości.

Więc cały ten proces był rozrzucony po prostu po różnych narzędziach.

I niewiele chyba się zastanawiając, wykręciłam numer do Sebastiana, z którym pracowałam wcześniej właśnie, zanim otworzyłam agencję.

Sebastian później właśnie w trakcie tej mojej przygody agencyjnej też nas wspierał jako designer.

No i opowiedziałam mu o tym projekcie.

Czyli nie miałeś jakiegoś wyszlubowanego pitchdecka, prosta historia, tak?

Nie, kompletnie, a w ogóle nie, zupełnie ten etap w tym, na tamtym etapie ten proces był dużo prostszy.

Bo miałeś przetartą ścieżkę do funduszu, prawda?

My wtedy dostaliśmy 220 tysięcy złotych i no niestety nieproporcjonalną ilość udziałów musieliśmy oddać w zamian za to.

Też nie mieliśmy w ogóle doświadczenia w tym, więc szczerze to cały czas mi się wydawało, że złapałam byka za rogi i byłam skoncentrowana na tym, żeby teraz dowieźć ten projekt.

Zresztą akurat z tym funduszem nam się super współpracowało i wykazał się sporą elastycznością na kolejnych etapach finansowania, więc tak, więc super.

Bo w pewnym momencie przestałaś prowadzić agencję również, nie?

Co prawda najniższy abonament kosztował wtedy 29 zł, więc... Miesięcznie.

Tak, szybko się zorientowaliśmy, że posiadanie 100 klientów w portfolio to nie jest duże osiągnięcie w tym przypadku.

Natomiast wydaje mi się, że tak około roku minęło, kiedy już zdałam sobie sprawę z tego, że jak się temu na 100%, zresztą ja już byłam praktycznie na 100% sercem i głową w tym projekcie, w związku z tym tak, poświęciłam się mu w 100% wtedy.

A skąd pomysł na to, żeby to był jednak produkt i biznes ustawiony międzynarodowo?

Bo to jest to, co zmieniło tak naprawdę losy Prawli, tak?

Żebyście mieli tam 70 krajów chyba byli klienci, prawda?

No nam na początku w ogóle nie przyszło do głowy, że możemy z tym produktem wyjść poza Polskę.

Zresztą mało było projektów SAS-owych, które już wtedy gdzieś próbowały swoich sił poza Polską.

Dzisiaj jest zupełnie odwrotnie, bo nikt nikomu nie doradzi, żeby zacznął od polskiego rynku, wiedząc, że chciałby stworzyć produkt międzynarodowy.

Kiedy to przyszło?

Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że rynek polski jest skończony.

Natomiast zaczęliśmy już powoli obserwować to, co się dzieje na rynkach międzynarodowych i czuliśmy, że ten produkt może być konkurencyjny do tego, co jest na... co gdzieś...

Plus proces PR-owy bez względu na kraj jest bardzo podobny i powtarzalny, więc my nie musieliśmy bardzo dużo zmieniać w całym produkcie i gdzieś platforma była przygotowana na to, żeby wyjść z nią poza Polskę.

takiej większej rundy finansowania po to, żeby spróbować swoich sił na rynkach zagranicznych.

Czy to naturalnie przyszło?

On po prostu przejął pełnię odpowiedzialności za jej rozwój i gdzieś po czasie stwierdził, że po prostu to nie jest jego świat, jego parakaloszy i on się w tym po prostu nie odnajduje.

Czyli ty zrobiłaś exit operacyjny z agencji, a potem ona po prostu umarła.

W którym momencie prowadzenia Prawli zdałaś sobie sprawę, że to już jest duży międzynarodowy biznes?

Dostaliśmy prezent na gwiazdkę, pozyskaliśmy Vimeo jako klienta.

I nie pamiętam, który to był rok, to było kilka miesięcy po tym, jak... Vimeo samo przeszło, czy wyście do nich uderzali i to trafiło?

Wydaje mi się, że przyszli do nas z reklamy, z googolaców i domknęliśmy ten proces.

Wystartowaliśmy tam w konkursie i tak, tuż przed Bożym Narodzeniem dostać informację, że tak, że chcą z nami pracować.

Tak, to był moment, w którym naprawdę stwierdziliśmy, wow, ale fajnie.

Mało było takich role models, przykładów z rynku, inspiracji.

W zasadzie każdy gdzieś tam na swoje sposoby próbował gdzieś swoich sił.

I w zasadzie byliśmy tak naprawdę pozostawieni trochę sami sobie.

I metodą prób i błędów dochodziliśmy po prostu do jakichś takich skutecznych metod.

I na początku to była droga przez mękę.

My żeśmy w ogóle zaczęli od tego, że zbudowaliśmy zespół sprzedażowy w Stanach.

Zatrudnialiśmy zdalnie wtedy, co nie było wielkim problemem.

Natomiast większym problemem było to, że my nie mieliśmy jeszcze do końca ułożonego procesu sprzedażowego w ogóle w Polsce, żeby go skalować dalej.

Nie, no to były spektakularnie przepalone pieniądze.

I tak naprawdę moment, w którym...

takiego brakującego puzla w tej układance pod kątem produktu, jaki mieliśmy, czyli gotowej bazy mediów, bo okazało się, że poza Polską, o ile w Polsce to nie była taka praktyka wśród PR-owców, żeby kupować bazę na rynku, poza Polską, szczególnie w Stanach, to w zasadzie to jest ich chleb powszedni i w momencie, w którym zbudowaliśmy tę bazę i zaczęliśmy ją rozwijać,

to po prostu zaczęło wszystko naprawdę w tempie mega szybkim.

To się nazywa odkrycie product market fit, tak?

Tak, product market fit, tak.

A ty zrobiłaś to tak trochę lekką ręką, dzwoniąc do kolegi z poprzedniej roboty.

Jak sama powiedziałaś, udziały były za duże, fajna współpraca itd.

Każdemu takiego małżeństwa życzę, bo naprawdę uzupełnialiśmy się kompetencyjnie od samego początku.

Sebastian był tym mózgiem produktowym i ja opiekowałam się operacjami.

marketingiem, sprzedażą, pozyskiwaniem kapitału i wszystkim tym, co gdzieś wykracza poza te kompetencje produktowe.

Przez 10 lat?

No naprawdę mało, szczerze.

Ale naprawdę...

Przez wszystkie gorsze chwile i te lepsze zawsze byliśmy po prostu jednym zespołem i to jest ogromna wartość.

Ja pamiętam rozmowy z inwestorami w spółkach, w których ja byłem aniołem biznesu, że po prostu włosy chciałem z głowy rwać, a ci, co mnie widzą, to już włosów dużo nie mam, więc to większość, że...

Ciężko mi jest się chyba z nią do końca ułożyć i ilekroć do niej wracam, to jestem coraz bardziej przekonana, że podjęłabym inną decyzję dzisiaj.

I to był wybór inwestora przy właśnie tej dużej rundzie finansowania.

Tam jakby to był trudny moment, w ogóle trudny, z tego względu, że ja byłam wtedy w ciąży i to był pierwszy taki proces też dla tego funduszu, który się dział w trakcie, kiedy było wiadomo, że ja za dwa miesiące wyląduję na porodówce i w sumie nie wiadomo, co dalej z tym będzie.

Oni też nie do końca wiedzieli jak do tego podejść i ostatecznie wybrali metodę wywarcia presji i podczas negocjacji tej umowy inwestycyjnej dostałam m.in.

propozycję takiego zapisu, że wrócę do pracy po każdym urodzonym dziecku, czyli tak jakby teraz plus jeszcze na przyszłość, po dwóch miesiącach.

Szklany budynek przy rądzie ONZ, całodniowe negocjacje z prawnikami i taki zapis się pojawił.

W ósmy miesiąc ja po prostu miałam za chwilę dziecko rodzić.

Naprawdę.

Ja przecież nie mogę tego tak zostawić.

I uległam tej presji, swojej własnej, ale też myślę, że nie miałam wokół siebie takich osób, które by mi powiedziały, hej, dasz radę w ogóle.

I to jest ta decyzja chyba, która gdzieś już tak po prostu...

I tutaj zadziała się taka sytuacja, że ja naprawdę miałam takie poczucie, wyszłam z tej sali, poszłam do parku, usiadłam na ławce, autentycznie się rozpłakałam i miałam takie poczucie, że sprzedaję własne dziecko za 4 miliony złotych.

Jan, przez 14 lat budowania startupu, a później firmy, trafiasz na różnego rodzaju takie momenty, które momenty były, jak to było w kaberecie Olgi Lipińskiej dawno temu, które w pewnym sensie definiują ten moment.

Nie wiem, czy czytałaś taka super książkę o budowaniu startupu, Bridge Scaling, gdzie tam masz pierwszych 10 klientów, to to robisz, pierwszych do 100 klientów, to to robisz i to, co było przy 10 już nie działa, potem 1000 itd., itd.

Pamiętam, jak zatrudniliśmy właśnie jedną z osób, która się opiekowała sprzedażą w Stanach.

Właśnie w Stanach pracowała dla nas i pewnego dnia

Okazało się, że wszystkie kole sprzedażowe tego dnia ta osoba odbyła właśnie z samochodu, ponieważ włamali jej się do samochodu i ta osoba musiała po prostu tego samochodu pilnować, żeby mu już nikt go nie ukradł w związku z tym, że miał rozbite szyby.

I okazało się, że właśnie z poważnymi klientami robi demówki sprzedażowe w kurtce, po prostu siedząc w samochodzie.

To były przedwczesne update systemu.

Tak, tak i dzwonili po prostu niezadowoleni klienci, którzy byli mega zaskoczeni, bo jeszcze nie raczyliśmy ich z odpowiednim wyprzedzeniem poinformować i obudzili się rano z totalnie innym interfejsem, który jeszcze do tego słabo działał, więc to było gaszenie pożarów i w zasadzie praca 24h na dobę.

Jak w PR-ze.

Ten proces sprzedażowy był...

w miarę dobrze dopracowany, mieliśmy zwiększające się konwersje, wszystko szło w dobrym kierunku.

A takiego sasa do PR, przepraszam, wchodzę ci w słowo, ale takiego sasa do PR to się sprzedaje w większości online lejkiem sprzedażowym, czy tam jednak ludzie są potrzebni, żeby dopiąć taką sprzedaż?

My mieliśmy tę sprzedaż taką dwutorową.

Product-led growth, czyli ta sprzedaż automatyczna i sprzedaż manualna, w zależności od typu, wielkości klienta, on trochę wymaga innego podejścia.

Opiekowali się sprzedawcy.

Czyli jak to było w cudzysłowie enterprise, to to był człowiek do tego dopisany?

Tak, Vimeo było dużym klientem jako marka, bo była wtedy w tamtym czasie bardzo mocno rozpoznawalna i też jeśli chodzi o miesięczny powtarzalny przychód spoza Polski, to był jeden z większych klientów.

Więc to był taki przełom na polskim rynku.

Co się stało, że sprzedałaś firmę?

To nie jest tak, że wyście zbudowali firmę, która jest pod sprzedaż.

Każdy startup się buduje pod sprzedaż, ale to chyba nie był ten moment, kiedy wyście byli gotowi na sprzedaż, nie?

Mam wrażenie, że po prostu jak tylko przychodziło do jakichś tematów fundingu i takich strategicznych decyzji dla Prawli, to one były dla mnie jakieś takie totalnie abstrakcyjne.

Aczkolwiek z perspektywy czasu mogę nazwać ten proces dosyć spokojnym.

Tak, szukaliśmy, bardziej zastanawialiśmy się ze względu na to, że byliśmy rentowni, że to był ten etap przyspieszonego skalowania, że w zasadzie większość klientów już mieliśmy poza Polską.

To był etap, w którym bardziej zastanawialiśmy się nad kolejną rundą, żeby przyspieszyć wzrost.

bo tam się naprawdę wszystkie liczby zgadzały i też w związku z tym nie mieliśmy takiej presji w ogóle na sobie.

Jedyna presja to była presja funduszu, który właśnie w tamtym okresie planował kończyć swoją działalność.

wywierał na nas presję, że coś z tym trzeba dalej zrobić.

Przez chwilę faktycznie szukaliśmy tej rundy finansowania poza Polską.

Może liczyliśmy na to, że w tym czasie też ten fundusz wiodący z Polski będzie w stanie się wyegzitować przy tej rundzie.

Ale to nie uzdrowiło tej sytuacji na tyle, żeby łatwo przychodziły nam te rozmowy z funduszami zagranicznymi.

Być może jakiejś współpracy takiej cross-sprzedażowej.

Więc to był długi proces i taki spokojny.

Proces poznawania się chyba, tak?

Proces poznawania się, też ten brak presji związanej z tym, że my nie musimy w tym momencie tego robić, nam sprzyjał również w trakcie jakichś negocjacji późniejszych, ale też zaszłam w drugą ciążę.

No i niestety też w tym czasie wydarzyły się takie dwie ogromne tragedie w moim życiu prywatnym, które okupiłam depresją i leczeniem i taką intensywną terapią i to był ten moment, w którym wiedziałam, że nie mogę wrócić do pracy.

Kurczę, teraz tak, no praktycznie.

Sebastian wziął na siebie prowadzenie firmy.

Tam gdzieś w ogóle nie wchodząc w szczegóły, po prostu powiedziałem im, że potrzebujemy więcej czasu.

Wykazali się ogromną cierpliwością i to też jakby było dla mnie takim dobrym sygnałem na przyszłą współpracę.

Także my proces due diligence w ogóle rozpoczęliśmy w głębokiej pandemii.

To ja pamiętam jak ze swojej sypialni telefonem komórkowym, aplikacją do skanowania dokumentów po prostu siedziałam i te wszystkie segregatory...

A to była spółka prawa polskiego, wyście nie zrobili nic takiego.

Natomiast doradców mieli z tamtego rynku w większości procesów due diligence, w związku z tym gdzieś musieliśmy tym standardom

sprostać i w ogóle umowę podpisywaliśmy zdalnie też.

Ale przedtem się widzieliście, tak?

Tak, przedtem się widzieliśmy.

Na szczęście przed pandemią mieliśmy okazję się kilkukrotnie zobaczyć.

Natomiast tak, pamiętam ten proces jako spokojny pod tym kątem, że ze względu na to, że gdzieś też trochę mi się, sporo rzeczy mi się przewartościowało po prostu w tamtym czasie i autentycznie jakoś tak poczułam, że to wszystko nie jest aż takie ważne.

Myślę, że to gdzieś paradoksalnie sprawiło, że ten proces się zakończył w takim kształcie, jaki mogłam sobie naprawdę wymarzyć.

Po 10 latach, 11 latach prowadzenia firmy, to to jest fajna nagroda.

Ty zostałaś na Ernaucie jeszcze, prawda?

Jeszcze kolejny rok pracowałam.

My też mieliśmy tak tę umowę skonstruowaną, że mieliśmy naprawdę ogromną autonomię w tamtym czasie.

To było o tyle trudne, że później po trzech latach, jak zaczęły się procesy integracyjne, to już to było trudne momenty.

Byliśmy więksi, ale też byliśmy przyzwyczajeni po prostu do pewnego rodzaju swobody, której myślę, że...

Myślę, że ten poziom autonomii, który nam wtedy pozwolono zachować był unikalny, ale też prawda jest taka, że biznes szedł dobrze.

Ale wydaje mi się, że to sprzyjało też takiej mentalności.

Tak, jest ciężko dołączyć się i to po prostu w pewnym momencie sprawia trudności i myślę, że z perspektywy czasu, jakbym miała podejmować decyzję o integracji, to pewnie bym ją podjęła odrobinę wcześniej.

Bo z KeyLab prowadzi się zupełnie inaczej niż startup, prawda?

Później jednak są już procesy.

Tak, są procesy.

Ta rutyna pracy jest trochę inna.

bezpośrednie przełożenie, to był moment, w którym już tam mi zaczęło coś gasnąć w środku i czułam, że muszę po prostu skończyć.

Co ile sprzedaliście firmę?

To ja wam ugotuję zupę, słuchajcie, bo ja sobie zrobiłem research, bo mieliście wtedy około miliona, według danych, około miliona dolarów ARR-u, czyli tegorocznego przychodu.

Przynajmniej tak kupujący napisał.

Tak, to były dane z poprzedniego roku obrotowego.

Więc tak, więc to było... Trzycyfrowy wzrost i słuchajcie, wtedy mnożniki, to jest niesamowite, ja sprawdziłem, jakie były mnożniki na SAS-ach, to było 12,5 do 25 razy roczny obrót ARR, tak?

No, dochodzimy do stubaniek tutaj prawie.

Ale jak zobaczyłem, jakie wtedy były mnożniki, mówię, trzeba było wtedy sprzedawać te startupy.

Ale to był też ten czas, że tak jak Excel przyjmie wszystko tak, każdy był w stanie uzasadnić swój mnożnik.

Co ci to dało osobiście, jeszcze po tych swoich przejściach osobistych?

To był wynik, a nie przyczyna tego, że jestem w miejscu, w którym jestem.

I w momencie, w którym faktycznie już podjęłam decyzję, że ta przygoda już się gdzieś tam zmierza ku schyłkowi,

Naprawdę, tak autentycznie.

Mam taką listę to-dosów, która mam wrażenie, że jest po prostu dłuższa niż jak... Taki bucket list prawie?

Nie traktuję tego w kategorii jakichś marzeń, tylko po prostu rzeczy, które chcę spróbować.

Od nauki kursu ceramiki, przez to, że chciałabym się nauczyć robić szpagat.

Trzeba malować, prawda?

Tak, i zaczęłam malować i to jest w zasadzie teraz moje główne zajęcie, bo mnie po prostu totalnie pochłonęło do reszty.

bo jestem raczej taką osobą, która jest nastawiona na sprawczość i ja lubię po prostu, jak rzeczy się dzieją.

Trzeba po prostu te godziny...

frustracji, przeżyć, żeby nauczyć się czegoś.

Tak, rzemiosła takiej... To jest metoda prób i błędów, ale raczej częściej błędów niż tego, że coś ci się nagle udaje.

No i jest to ten proces fizyczny, który też mnie tak bardzo gdzieś fascynuje, że gdzieś na koniec powstaje jakiś obraz, który jest efektem mojej wyobraźni, tego rzemiosła, którego się cały czas uczę, który jest po prostu procesem nieskończonym.

Po prostu mój dzień wygląda w ten sposób, że...

Wstaję rano, oporządzam dzieci do szkoły, 8.30 jestem w pracowni, przychodzę tam ze swoją kawą, która jest ciepła, a o godzinie 16 orientuję się, że kawa jest zimna.

Ja się nawet nie napiłam i po prostu wychodzę z tunelu.

Czy to jest, to malowanie to jest taki, przepraszam, że tak powiem, trochę proces terapeutyczny, żeby trochę zaparkować wszystko i znaleźć siebie na nowo, czy to jest pasja?

Ale tak, jest to też proces terapeutyczny zdecydowanie.

To nam nie działa bardzo oczyszczająco, ale też naprawdę

Jest dużo rzeczy, nad którymi się generalnie zastanawiam w procesie twórczym.

Wiemy, że żeby osiągnąć przysłowiowy sukces, trzeba po prostu robić.

I czasami zbyt ostrożne podejście po prostu powstrzymuje cię od działania, które może gdzieś do tego sukcesu cię doprowadzić.

potencjalnym zagrożeniem, jakie widzę, to może być właśnie ta przesadna ostrożność, no ale to zobaczymy.

tak naprawdę może cię przybliżyć do osiągnięcia twojego celu takiego osobistego.

Sprawia, że dużo bardziej, powiedzmy, że ta intuicja jest też dużo bardziej rozwinięta.

Joanna, w audycji Zaprojektuj swoje życie staramy się poznać naszych gości trochę lepiej i mamy taką serię pytań na koniec, które oczywiście mają hashtag trudne pytania.

Wydaje mi się, że każda z decyzji, którą podjęłam, przyniosła mi coś dobrego.

Nie jestem w stanie ich tak przewartościować w kategoriach, która była najlepsza.

Sprawczość, robienie rzeczy, naprawdę się w tym czuję jak ryba w wodzie, uwielbiam jak rzeczy się dzieją, szczególnie właśnie w kontekście takiej pracy fizycznej, wytworów, gdzieś ludzkich rąk chociażby.

Fascynuje mnie na przykład historia Joe Mangano.

Czy jest coś, co mogłeś przestać teraz robić, co poprawiłoby twoje samopoczucie albo spowodowało twój rozwój?

Myślę, że taką rzeczą jest czas przed ekranem, czyli korzystanie z telefonu.

Mam wrażenie, że po prostu dzisiaj jest tak, że każda osoba ma poczucie, że teraz ma dla ciebie ważny temat do omówienia, tu i teraz.

Próbuję zachować jakąś higienę patrzenia w ten telefon, ale szczególnie w procesie twórczym jest to bardzo...

dekoncentrująca, a ja niestety jeszcze mam taką przypadłość, że jak mam coś do zrobienia, to ja po prostu muszę to zrobić.

I jak już zobaczę jakąś wiadomość, że coś tam trzeba zrobić, to ja po prostu rzucam wszystko i to robię.

A poza tym media społecznościowe, scrollowanie Instagrama, w poszukiwaniu inspiracji, co prawda, ale ciągle jest to czas, który czuję, że zabiera mi coś.

Moje kręgi to są moi przyjaciele głównie.

To są przyjaciele od lat.

Ja jestem dosyć sentymentalną osobą i bardzo pielęgnuję przyjaźnie.

Mam przyjaciółki od podstawówki i wiem o tym, że nasze drogi się tak totalnie rozeszły i my żyjemy w totalnie innych bańkach, ale jesteśmy dla siebie zawsze.

przypadkowo gdzieś, to nie wiem, czy ta energia by między nami była taka.

I to jest chyba dla mnie taki priorytet.

Paradoksalnie najwięcej inspiracji w życiu mogą ci dać nieoczekiwane spotkania, szersze kręgi i czasami po prostu nieoczywiste połączenia, rozmowy z ludźmi, którzy się zajmują czymś kompletnie innym niż ty na co dzień.

Opowiedz o filmie, który wyprodukowałeś.

I on w takim artystycznym wymiarze był spotkaniem przeszłości z teraźniejszością.

Naprawdę świetne doświadczenie.

który jest skoncentrowany wokół wykraczania poza strefę własnego komfortu i przekładania tego na sztukę, na wartość artystyczną.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co ta artystka ma na koncie.

Joanna, co chciałabyś, żeby widzowie i słuchacze audycji za projekty swoje jeszcze zapamiętali z naszej rozmowy?

Wydaje mi się, że z perspektywy tego, czego ja doświadczyłam, mogę powiedzieć o tym, że warto słuchać własnej intuicji i warto działać po prostu.

Dziękuję wam i jak to tydzień, w czwartek o czwartek zapraszam was do audycji Zaprojektuj Swoje Życie.

0:00
0:00