Mentionsy

ZŁO - Zbrodnia Łowca Ofiara
21.01.2026 19:16

Kegaszbek Orunbajew - Rozpruwacz z Iwołgi. ZŁO - Zbrodnia Łowca Ofiara

„Nie miałem konkretnego typu. Są kobiety, których nie dotknąłbym nawet na trzeźwo. Kobiety powinny być szanowane jako czyste, jak matka. Tych nie dotykałem." – tak Kegaszbek Orunbajew, seryjny morderca z Kirgistanu, mówił o swoich ofiarach. Jak przekonywał, wybierał tylko te kobiety, które w jego odczuciu nie były skromne. Gdy nie chciały z nim współżyć, brutalnie je mordował, a później okaleczał ciała. Przyznał się również do kanibalizmu. Posłuchajcie wstrząsającej historii Rozpruwacza z Iwołgi, który w swoich zbrodniach odzwierciedlał przerażającą wizję moralności.

Scenariusz: Marta Kiermasz

Lektorzy: 
Marta Kiermasz
Paweł Trzoch
Michał Konopiński

Główne źródła:

https://www.alt.kp.ru/daily/27485.5/4741574/?_x_tr_sl=ru&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://www.alt.kp.ru/daily/27464.5/4719113/
https://www.alt.kp.ru/daily/27482.5/4738298/
https://www.alt.kp.ru/daily/27461/4666649/
https://ru.wikipedia.org/wiki/Орунбаев,_Кегашбек_Шамшиевич
https://mash.ru/longread/185542/?_x_tr_hist=true
https://www.youtube.com/watch?v=1tTecWFNOUI

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 273 wyników dla "Uniwersytecie w Mińsku"

Zbrodnia łowca-owiara.

No cóż, jak to powiedzieć?

Są kobiety, których nie dotknąłbym nawet na trzeźwo.

Kobiety powinny być szanowane, jako czyste, jak matka.

Patrzysz na nie i od razu chcesz szanować.

Tych nie dotykałem, ale są też te nieskrępowane.

Jak to powiedzieć, nie ma w nich skromności.

Tak Kegaszbek Orunbajew tłumaczył zbrodnie, których się dopuścił.

Zapewniał, że atakował tylko dlatego, że był pijany.

Każde zabójstwo czy gwałt było jego zdaniem następstwem wcześniejszego spożywania alkoholu.

Ale była to jedynie wymówka, bo Urumbajew za każdym razem działał z premedytacją i świadomością tego, co robił.

Świadczyły o tym m.in.

obrażenia, jakie zadawał swoim ofiarom.

Nie wystarczyło mu jedynie odbieranie życia.

On mordowane przez siebie kobiety dodatkowo jeszcze okaleczał i to w sposób tak brutalny, że wielu milicjantów nie było w stanie poradzić sobie z tym widokiem.

Kim był Orumbajew i dlaczego stał się rozprówaczem z Iwołgi?

Kegaszbek przyszedł na świat 14 lipca 1962 roku w Kokiangak w Kirgistanie.

O jego dzieciństwie wiemy niewiele, a on sam wypowiadał się o nim w oszczędnych słowach.

Przyznał jednak, że jego matka była alkoholiczką, co mocno wpłynęło na jego dalsze życie.

Na początku matka mnie kochała, ale potem w zasadzie stała się alkoholiczką.

Miałem ojczyma, ale nie pomagał w moim wychowaniu.

Orumbajew przyznał, że choć nie był zły na swoją matkę za to wszystko, to czuł pewną gorycz i musiał sobie z nią radzić.

Choć chłopiec uczęszczał do kirgijskiej szkoły, mówił głównie po rosyjsku.

Według niego był wtedy lepiej postrzegany.

Po ukończeniu szkoły wyjechał na Białoruś, by studiować na Uniwersytecie w Mińsku inżynierię.

Zapał szybko mu jednak minął i po dwóch latach porzucił studenckie życie.

Przeprowadził się do Barnału w Rosji, gdzie zamieszkał ze swoim kuzynem.

Naprawdę chciałem czegoś więcej.

Był tam mój znajomy i mówił, że było tam dobrze.

Słyszałem, że wtedy na Syberii dobrze płacili.

Dlatego się przeprowadziłem.

Siedział wcześniej w więzieniu.

W każdym razie zacząłem pić razem z nim.

Orumbajew był inteligentny i świetnie radził sobie z matematyką.

Uznał więc, że to powinien być kierunek, w którym mógłby się rozwijać.

Zaczął dawać korepetycje uczniom, a później zgłosił się do jednej ze szkół technicznych, by kontynuować naukę.

Choć było już po egzaminach, władze szkoły zgodziły się przyjąć również Orąbajewa i pozwoliły mu zamieszkać w akademiku.

Ale dla młodego mężczyzny od kariery naukowej ważniejsze było co innego.

Bardzo zależało mu na związku.

Zaczął więc podrywać młode dziewczyny.

Zapraszał je na randki i starał się przekonać do siebie, ale żadna nie była zainteresowana taką znajomością.

Nieustanne odmowy zaczęły wywoływw Orumbajewie ogromne pokłady frustracji, z którą nie potrafił sobie poradzić.

Według biegłych, którzy później badali Orąbajewa, odrzucenie przez kobiety było dla mężczyzny wręcz traumatyczne i całkowicie zmieniło jego podejście do płci przeciwnej.

To właśnie wtedy, jak mówili psychiatrzy, przeszedł w tryb łowcy.

Dopuścił się pierwszych gwałtów.

Ofiarami były młode kobiety mieszkające w akademiku.

Kegaszbek uniknął kary, bo zaatakowane dziewczyny bały się zgłaszać sprawę na milicję.

A w mężczyźnie stopniowo rosło przekonanie, że jedynym sposobem na zdobycie kobiety jest właśnie zgwałcenie jej.

W 1988 roku 23-letnia krawcowa mieszkanka Barnau wracała do domu po nocnej zmianie.

Gdy mijała jedno ze skrzyżowań, poczuła silne uderzenie w głowę.

Sprawca zaciągnął ją w krzaki i zgwałcił.

Po chwili uciekł, spłoszony przez przechodniów.

Był nim 26-letni wówczas Orumbajew.

Zaatakowana od tyłu ofiara nie widziała jego twarzy i nie potrafiła go zidentyfikować.

To dało mu pewne poczucie bezkarności.

23-latka była pierwszą ofiarą rozprówacza, którą chciał zabić, choć przez wiele lat sądzono, że była nią zupełnie inna kobieta, 76-letnia mieszkanka nowoautajska.

Kegaszbek pojechał tam w 1991 roku.

Chciał wynająć mieszkanie.

Po dotarciu na miejsce poznał starszą kobietę, która wynajmowała pokoje w swoim domu.

Zgodziła się, by Orumbajew zamieszkał u niej, a on natychmiast się wprowadził.

Kilka dni później seniorka i jej nowy znajomy postanowili symbolicznie przepieczętować ich umowę.

Do tego posłużył oczywiście alkohol.

W trakcie libacji Jorumbajew dwukrotnie proponował kobiecie seks, ale ta za każdym razem odmawiała.

Być może sądziła, że młodszy od niej mężczyzna żartował i nie wzięła jego słów na poważnie.

Ale dla Kegaszbeka był to kolejny cios, na który zareagował furią.

Rzucił się na kobietę i zaczął ją bić w głowę.

Gdy ofiara upadła na podłogę, mężczyzna chwycił za siekierę i dwanaście razy uderzył ją trzonkiem.

Po wszystkim zgwałcił 76-latkę.

Na drugi dzień Orumbajew próbował zatrzeć ślady swojej zbrodni.

Sam uciekł i pozostawał niepowiązany z tą sprawą aż do 2022 roku.

Według Kegaszbeka do zbrodni doszło ze względu na alkohol.

Nie mogłem przezwyciężyć swojego zwierzęcego pragnienia.

Szczerze mówiąc, chciałem umrzeć.

Po zabójstwie 76-latki morderca uderzył ponownie.

Tym razem ofiarą była 17-letnia dziewczyna z Barnału.

Orumbajew tłumaczył później, że nie wiedział, że nastolatka była aż tak młoda.

Wyglądała na starszą.

Widziałem, jak się z kimś kłóciła i z jej rozmowy wywnioskowałem, że była pijana.

Sposób, w jaki przeklinała, był dla mnie nie do zniesienia.

Orumbajew zaciągnął nastolatkę za garaże, tam ją rozebrał, zgwałcił, a następnie zabił.

Jeden z milicjantów badających sprawę mówił później...

To przechodnie znaleźli tę dziewczynę.

Jej spódnica znajdowała się w pobliżu.

Po zbadaniu miejsca zbrodni jasne było, że doszło do gwałtu.

Był rok 1992, dlatego choć milicjanci dysponowali śladami pozostawionymi przez mordercę, nie byli w stanie na ich podstawie go schwytać.

Sama grupa krwi była zbyt słabym dowodem, by wytypować konkretną osobę.

Dlatego zabójstwo siedemnastolatki, podobnie jak wcześniej seniorki, pozostało przez jakiś czas nierozwiązane.

Orumbajew rozsmakował się w polowaniu na kobiety, a także w zabijaniu ich.

Mimo to zdołał poznać kobietę, która wreszcie go zechciała.

W dyskotece spotkał swoją przyszłą żonę.

Para przeniosła się do Buriacji, gdzie wkrótce po tym urodziło się ich dziecko.

Małżeństwo przetrwało zaledwie kilka lat.

Później para się rozwiodła i przestała ze sobą kontaktować.

Jak mówił morderca, syn wyrzekł się go i nie chciał mieć z nim nic wspólnego.

Kontaktu nie utrzymywali z nim również jego bracia.

Do 1997 roku Orumbajew zgwałcił i zabił jeszcze trzy kobiety.

Do ostatniego ataku doszło w Niżnej Iwołdze.

Morderca zaatakował tam kobietę, którą wykorzystał seksualnie, a później odebrał jej życie.

Tym razem nie miał tyle szczęścia co zwykle i został zatrzymany.

Skazano go jednak tylko na 8 lat więzienia.

Po odbyciu kary wyszedł na wolność w 2006 roku.

Wrócił do Buriacji, w której mieszkał wcześniej z żoną.

Ulokował się u swoich przyjaciół, łapał się też dorywczych prac fizycznych.

To pozwalało mu dorzucać się do czynszu, ale też kupować alkohol.

Pobyt w więzieniu nie wyleczył go bowiem z uzależnienia.

Nie sprawił też, że stał się lepszym człowiekiem.

Wręcz przeciwnie.

Zaledwie rok po wyjściu na wolność znów zaatakował młodą kobietę.

Poznał ją w Ulan-Ude.

Później, jak relacjonowały media, para pojechała taksówką do wsi pod miastem.

Tam Kegaszbek wyciągnął alkohol i poczęstował znajomą.

Morderca, będąc już mocno pod wpływem, zaczął proponować kobiecie seks.

Orumbajew wpadł we wściekłość.

Nienawidził, gdy kobiety mu odmawiały i nie potrafił zaakceptować słowa nie.

Reagował z agresją i tak było również tym razem.

Rzucił się na znajomą, udusił ją, a jej zwłoki wykorzystał seksualnie.

Po zabójstwie uciekł z miejsca, pozostawiając ciało na brzegu rzeki.

Morderca wrócił na miejsce na drugi dzień.

Najwyraźniej uznał, że pozostawienie zwłok było dla niego zbyt ryzykowne.

Poćwiartował je wieńca, szczątki, wrzucił do rzeki.

Fragment ciała kobiety odnalazł jakiś czas później Wiktor Korolkow, inżynier, który pracoww zarządzie dróg wodnych.

Miał sprawdzić rejon w pobliżu rzeki.

Gdy pojechał na miejsce i zaczął przyglądać się linii brzegowej, zobaczył dziwny przedmiot leżący na piasku.

Była to ludzka głowa.

Na miejsce natychmiast wezwano milicję.

Głowa była mocno zdeformowana i ciężko było rozpoznać jakiekolwiek rysy twarzy.

Stwierdzono jednak, że należała do kobiety.

Co więcej, w tej samej rzece miesiąc później odnaleziono tułów i kończyny również kobiece.

Eksperci nie mieli wątpliwości.

Zarówno te części ciała, jak i głowa należały do tej samej ofiary.

W trakcie sekcji zwłok biegli doszli do jeszcze jednego szokującego wniosku.

Sprawca nie tylko poćwiartował ciało ofiary, ale również wyciął z niej organy.

Brakowało serca, wątroby czy tchawicy.

Według ekspertów sprawca zrobił to, bo chciał zatrzeć po sobie wszelkie ślady.

I to mu się w zasadzie udało, bo biegli nie byli w stanie określić, w jaki dokładnie sposób kobieta zginęła i co gorsza, nie wiedzieli, kim była.

Milicjanci, którzy badali tę sprawę, podejrzewali, że za zabójstwem stał mężczyzna, który nienawidził kobiet.

Działał z ogromną brutalnością, co z kolei wzbudziło niepokój śledczych.

bo mogło to oznaczać, że nie była to jego pierwsza ofiara.

I patrząc na to wszystko, co działo się w przeszłości Orumbajewa, Mundurowi byli niezwykle blisko ze swoimi teoriami, ale jeszcze tego wówczas nie wiedzieli.

Sprawa pozostawała nierozwiązana, choć śledczy sprawdzili wszystkie kobiety, które w ostatnich tygodniach zaginęły w regionie.

Ale żadna z nich nie pasowała do poćwiartowanego ciała odnalezionego w rzece.

Skreślano z listy poszczególne nazwiska po zbadaniu DNA z krewnymi zaginionych.

W ten sposób przebadano kilkaset osób.

Wszystko to na nic.

Spróbowano więc innej metody.

Zbrodnia łowca-owiara.

Specjaliści z laboratorium podjęli się zrekonstruowanie twarzy zmarłej kobiety.

Wszystkie dane zostały wgrane do komputera i na ich podstawie powstał prawdopodobny wygląd ofiary.

Ustalono, że była białą, młodą dziewczyną o łagodnych rysach i włosach w kolorze ciemnego blondu.

Miała około 160 centymetrów wzrostu i krępą budowę ciała.

Tak przygotowany portret rozesłano do mediów i jednostek milicji, ale i to nie przyniosło oczekiwanego efektu.

Ale była jedna osoba, która rozpoznała twarz kobiety w gazetach i był nią Kegaszbek.

Przerażony tym, że wkrótce może zostać namierzony, przez kilka kolejnych lat pozostaww ukryciu.

Wyłonił się dopiero w 2012 roku, a więc pięć lat po ostatnim zabójstwie.

I zaatakował po raz kolejny.

Orumbajew wynajął pokój hotelowy, do którego zaprosił wcześniej poznaną przypadkową kobietę.

Tym razem nie wpadł w szał, dlatego że ktoś odmówił mu seksu.

Motywem była rzekoma kradzież.

W trakcie spotkania stwierdził, że znajoma ukradła mu pieniądze i choć ta zaprzeczała, zaatakował ją i udusił sznurówką.

Po zabójstwie wyszedł z hotelu.

Planowwrócić do pokoju, by pozbyć się ciała, ale obawiał się, że ktoś już je odkrył i zrezygnował.

W tym samym czasie zaskoczony zauważył, że pieniądze wcale nie zostały mu skradzione.

Wciąż miał je w swojej kieszeni.

W tym samym roku, 20 września, milicja w Niżnej Wołdze pod Ułan Ude dostała zgłoszenie, że na jednej z posesji odnaleziono ciało kobiety.

Ofiarą była 53-letnia Margarita Caripowa.

Zwłoki znaleziono w domu Galiny Sanapowej, która w tamtym momencie prowadziła w budynku remont.

Gdy przyjechała zobaczyć, jak idą prace, odkryła poćwiartowane zwłoki swojej sąsiadki.

Ślady krwi ciągnęły się przed domem.

Biegli ustalili, że do ataku doszło w miejscu zamieszkania Margarity, a później kobieta została przeciągnięta na posesję sąsiadki.

Ofiara miała na ciele liczne złamania, siniaki i otarcia, co sugerowało, że wcześniej doszło do pobicia.

Później sprawca pociął zwłoki i usunął z nich serce oraz wątrobę.

Śledczy szybko przypomnieli sobie o zbrodni z 2007 roku i nabrali podejrzeń, że mogli mieć do czynienia z tym samym sprawcą.

Milicjanci weszli do domu Tsaripowej.

Zauważyli tam dwa kubki i popielniczkę pełną niedopałków papierosów.

Po szybkiej rozmowie z sąsiadami ustalono, że kobieta nie paliła, a więc musiała to robić osoba, która była z nią w domu.

To z kolei oznaczało, że Margarita prawdopodobnie znała swojego zabójcę.

Przesłuchano mieszkańców wsi.

Ustalono, że w pobliżu, na budowie, pracował mężczyzna pochodzenia kirgizkiego, który miał na imię Marat.

Nie był mieszkańcem wsi, dlatego szybko stał się jednym z podejrzanych.

Ale żeby sprawdzić, czy mógł być zamieszany w brutalne zabójstwo, najpierw należało go odnaleźć.

Dzięki mieszkańcom wsi udało się sporządzić szczegółowy rysopis mężczyzny.

Ustalono, że był niski, nie przekraczał 170 cm wzrostu.

Z relacji wynikało, że był cichy, w pewnym sensie nawet nieśmiały.

Milicjanci zaczęli łączyć wątki.

Okazało się bowiem, że mieli w bazie już podobny opis.

Pasował do mężczyzny, który przebyww hotelu w Ułan Ude.

To właśnie tam w lipcu odnaleziono ciało kobiety.

Ustalono, że nazywała się Larysa Siergiejewna Prywajka.

I co ciekawe, już wtedy milicjanci dysponowali nazwiskiem sprawcy, bo Orumbajew wynajął pokój na siebie.

Został zatrzymany w tym samym dniu, w którym odkryto zwłoki kobiety.

Kegaszbek jak gdyby nigdy nic siedział na ławce w okolicy.

Podczas aresztowania nie protestował.

Całkowicie spokojny opowiedział milicjantom, że owszem, znał Larisę, ale zapewniał, że gdy wychodził z hotelu po wspólnie spędzonej nocy, kobieta jeszcze żyła.

Jak twierdził, wciąż spała, dlatego przedłużył jej pobyt w hotelu, a sam wyszedł.

Śledczy sprawdzili nagrania z monitoringu, które potwierdzały, że rano Orumbajew podszedł do recepcji.

Milicjanci uznali, że Kegaszbek był zbyt spokojny, by mieć na sumieniu zabójstwo.

Był opanowany również wtedy, gdy rozmawiał z recepcjonistką.

Uznano więc, że tak nie zachowywałaby się osoba, która chwilę wcześniej dokonałaby brutalnej zbrodni.

Według śledczych po wyjściu Kegaszbeka z pokoju, mógł tam wyjść ktoś inny i udusić śpiącą Larisę.

Co więcej, Orumbajew nie miał przecież motywu.

Był zupełnie przypadkowym znajomym.

W ten sposób mężczyzna został zwolniony do domu.

Musiał jedynie podpisać dokument, że nie będzie na razie wyjeżdżał z miasta.

I to wszystko.

Dysponując tymi informacjami, śledczy natychmiast rozpoczęli ponowne poszukiwania mordercy.

Tym bardziej, że dopiero wtedy ustalono, że mężczyzna był w przeszłości karany za podobne przestępstwo.

Na wolność wyszedł w 2006 roku i pojawił się w okolicy, w której znaleziono ciało niezidentyfikowanej ofiary z rzeki.

Co więcej, ustalono, że synkę Gaszbeka miał na imię Marat, czyli dokładnie tak jak tynkarz z okolic domu Margarity.

Śledczy doszli do wniosku, że mężczyzna przyjął imię swojego syna i próbował stworzyć nową tożsamość.

Wszystkie elementy tej układanki zaczęły do siebie pasować.

Milicjanci wydrukowali zdjęcie Orumbajewa i wrócili do wsi, by pokazać mieszkańcom fotografię mężczyzny.

Ci od razu rozpoznali w nim wspomnianego Marata.

Nikt nie miał już wątpliwości, że to właśnie Kegaszbek odpowiadał za zabójstwo 53-letniej Margaryty.

Rozpoczęły się poszukiwania mordercy.

Namierzono go w górach na Syberii.

Orumbajew zaszuł się tam w obawie przed zatrzymaniem.

Był przekonany, że w takim miejscu nie uda się go odnaleźć.

Co więcej, między wzgórzami ukrył swoje rzeczy osobiste, a wraz z nimi narządy wewnętrzne Margarity.

Orumbajew wiedział, że jakakolwiek próba ucieczki nie ma żadnych szans.

Dlatego ze spokojem oddał się w ręce milicjantów, którzy przewieźli go na przesłuchanie.

Jeden ze śledczych tak później wspominał spotkanie z mordercą.

Klasyczny, seryjny zabójca podczas przesłuchania przyznał się do zamordowania dziewczyny w 2007 roku.

Jego historia w pełni zgadzała się z wynikami badań kryminalistycznych.

Była to niezidentyfikowana ofiara z rzeki, która, jak stwierdził Orumbajew, miała na imię Natasza.

Przyznał, że zdenerwowała go, bo nie chciała uprawiać z nim seksu.

Ona po prostu zaczęła krzyczeć i łapać się za nogi, a ja chwyciłem ją za głowę i powiedziałem, czy ty tam nie jesteś szurnięta?

Jak wyjaśnił, poćwiartował jej ciało, bo nie chciałby śledczy odkryli, jaki był motyw jego działania.

Kegaszbek przyznał się też do zabójstwa Larisy.

Twierdził, że najpierw dusił ją kolanem, a później sznurówką.

Chciał wrócić do pokoju hotelowego, by poćwiartować ciało i wyciąć genitalia.

Nawet poszedł do sklepu, by kupić nowy nóż, ale potem uznał, że to zbyt ryzykowne.

Chciał uprawiać z kobietą seks, ale ona nie była tym zainteresowana.

W odpowiedzi Orumbajew ją zabił.

Kgaszbek zapewniał, że wszystkie te zabójstwa były częścią pewnego rytuału, który miał mu zapewnić specjalne miejsce w piekle.

Wierzył, że po śmierci trafi do otchłani, w której znajdowali się znani mordercy.

Według Orumbajewa on miał stać się kimś w rodzaju opiekuna przeklętych dusz, na co, jak mówił, zgodził się sam diabeł.

Usuwanie narządów wewnętrznych miało mu utorować drogę do piekła.

Po tym wyznaniu morderca trafił na badania psychiatryczne.

Biegli uznali jednak, że był w pełni poczytalny i doskonale rozumiał, co robił, a także jakie czekają go konsekwencje.

Potrafił kontrolować swoje działania.

Stwierdzono jednak, że był sadystą seksualnym.

Proponował kobiecie seks, a gdy ta odmawiała, zabijał ją, a później okaleczał ciało.

Według śledczych Orumbajew dopuszczał się też aktu kanibalizmu.

Podczas wizji lokalnej Kegaszbek potrafił niemal z dokładnością wskazać miejsca zbrodni.

Na kartkach, na których notowano jego zeznania, sam umieszczał adnotacje, gdy uznawał, że należy coś doprecyzować.

Podczas procesu Orumbajew przyznał się do sześciu zabójstw.

Skazano go za to na dożywocie.

Po tym jak trafił do więzienia Czarny Delfin, uznawanego za najcięższy zakład karny w Rosji, morderca przyznał się do kolejnego zabójstwa.

Jak tłumaczył wówczas jeden ze śledczych?

Ludzie tacy jak Orumbajew niestety przyznają się do morderstwa nie z wyrzutów sumienia, ale tylko dlatego, że mają interes, motywację, by opuścić mury więzienia.

By, że tak powiem, zbadać miejsca swojej dawnej świetności.

W końcu mając wszystkie nowe dowody, śledczy muszą zabrać podejrzanego na miejsce zbrodni.

Podczas śledztwa pojawiły się spekulacje, że Orumbajew wycinał narządy wewnętrzne kobiet, by nakarmić nimi psa.

On sam temu zaprzeczył, ale przyznał się za to do wspomnianego kanibalizmu.

Twierdził też, że zabił znacznie więcej osób niż wykazano w śledztwie.

Kegaszbek przekonywał, że za jego zbrodnię odpowiada krewna, która próbowała go uwieść, gdy miał zaledwie 12 lat.

Do tego, jak mówił, kobiety, które spotykał w swoim życiu, były dla niego okrutne.

No i należy tu dołożyć również alkohol, od którego mężczyzna był uzależniony.

Kilka lat temu rosyjski dziennikarz przeprowadził wywiad z mordercą.

Ten zgodził się na rozmowę, ale postawwarunki.

Zażyczył sobie papierosy, karmelki, zapałki, sól, ołówek, kartki papieru, a także wkłady do długopisów.

W trakcie rozmowy przyznał, że pierwszą jego ofiarą była nie 76-letnia seniorka, a 17-letnia dziewczyna, która wychodziła wówczas z dyskoteki.

Do dziś, w zależności od źródeł, chronologia wydarzeń w przypadku tego mordercy znacznie się od siebie różni.

Siedząc w więzieniu, Orumbajew zaczął walczyć o zakaz aborcji.

Pisał petycje, a także własne filozoficzne wywody na ten temat.

Morderca musi pokutować i zrozumieć wartość ludzkiego życia.

Nie ma sensu wyrywać sobie włosów z głowy.

Musisz to sobie uświadomić.

Żal nie zmieni świata.

Nie chcę ratować dzieci z kaprysu w stylu kiedyś zabijałem, ale teraz jestem miłosierny.

Orumbajew wciąż przebywa w Czarnym Delfinie.

Tam stara się dużo czytać, choć jak przekonywał, nie ma na to zbyt wiele czasu, bo osadzeni zajęci są pracą głównie w szwalni.

Ale gdy sięga po książki, są to zazwyczaj dzieła Dostojewskiego.

0:00
0:00