Mentionsy
86. Zniknęła w drodze do szkoły - Tabitha Tuders
Tabitha Tuders miała zaledwie 13 lat, gdy wyszła do szkoły i nigdy nie dotarła na autobus. Jej zniknięcie wstrząsnęło Nashville i do dziś pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych spraw zaginięć w USA. Co odkryli śledczy? Co ukrywała dziwna notatka znaleziona w jej pokoju? I dlaczego przez lata nie udało się nikogo pociągnąć do odpowiedzialności?
www.zmorderstwem.pl
Wsparcie
💀 https://buycoffee.to/zmorderstwem
💀 https://patronite.pl/zmorderstwem
💀 Wsparcie przez YouTube (przycisk na stronie kanału bądź pod filmem)
Źródła: https://cutt.ly/1rS3UnpX
Muzyka:
Heartbreaking by Kevin MacLeod
Link: incompetech.filmmusic.io/song/3863-heartbreaking/
License: creativecommons.org/licenses/by/4.0/
Scenariusz: Aleksandra Chrzanowska
Korekta: Joanna Kupczak
Postprodukcja audio-wideo: Marcin Gmitrzyk
#TabithaTuders #ZaginionaDziewczynka #PodcastKryminalny #Zaginięcie #ZbrodniaBezCiała #TajemniczeZaginięcie #TrueCrime #TrueCrimePodcast #SprawaTabithyTuders #NiewyjaśnioneZaginięcie #MissingTabithaTuders #PrawdziweHistorie
Szukaj w treści odcinka
Jest trzecim, a zarazem najmłodszym dzieckiem Debrie i Bo Tudors.
Między Tabithą, a jej rodzeństwem jest spora różnica wieku.
Jej brat Kevin jest starszy od niej o 12 lat, a siostra Jamie o 8.
W domu wszyscy mówią na nią Boo.
Ten pieszczotliwy pseudonim staje się jej znakiem rozpoznawczym.
Często mówi się, że najmłodsze dzieci mają najłatwiej, są tymi najbardziej uprzywilejowanymi i najbardziej rozpieszczanymi.
W przypadku Tabity faktycznie się to sprawdza, ale w tym dobrym znaczeniu.
Jest oczkiem w głowie całej rodziny.
Nie tylko rodziców, ale też Kevina i Jamie.
Wszyscy troszczą się o nią jak tylko mogą i choć o jej wczesnym dzieciństwie wiadomo niewiele, to źródła podają, że była bystrym i posłusznym dzieckiem.
Rodzina Tudersów mieszka w niewielkim, dwupokojowym domu przy Lillian Street we wschodnim Nashville.
Okolica, choć dobrze znana mieszkańcom, nie należy jednak do najbardziej przyjaznych.
Są tu stare domy, jest niewiele zieleni i czasem bywa nieprzyjemnie głośno.
Ale to nie jest tak, że Tudersowie żyją w ciągłym strachu i obawie o swoje bezpieczeństwo.
Mają kilku zaufanych sąsiadów, z którymi są blisko, na tyle, że ich dzieci wspólnie się bawią, odwiedzają i spędzają razem czas.
Kiedy Tabita trochę podrasta i zaczyna chodzić do szkoły, często zagląda do domu obok.
Mówi na sąsiadów babcia i dziadek, choć nie jest z nimi spokrewniona.
Siada z nimi przy kuchennym stole, rozmawia i zajada się swoimi ulubionymi nuggetsami z kurczaka.
na które zawsze może tam liczyć.
Czasami, kiedy jej mama przygotowuje na obiad coś, za czym Tabita nieszczególnie przepada, wymyka się, oczywiście za zgodą rodziców, i zjawia się u sąsiadów z nadzieją, że poczęstują ją kurczakiem.
Kiedy Tabita wkracza w wiek nastoletni i zaczyna uczęszczać do gimnazjum, można by się spodziewać, że to tylko kwestia czasu, aż pojawi się bunt.
Niektórzy mówią, że to nadzwyczajna dziewczyna.
Bardzo dojrzała i empatyczna jak na swój wiek, a jednocześnie pełna takiej dziecięcej energii, może nawet naiwności.
Jest wolontariuszką w pobliskiej parafii, śpiewa też w kościelnym chórze.
Jednocześnie wciąż lgnie do swoich rodziców, bo to w domu czuje się najbezpieczniej, a mama i tata to jej najlepsi przyjaciele.
Czasami nocą, bez słowa, wślizguje się do ich sypialni i układa się w nogach łóżka.
Robi sobie z koca małe gniazdko i zasypia, jak mała dziewczynka, która boi się, że pod jej łóżkiem czają się potwory.
Cieszą się, że mimo dorastania ich córka wciąż nie wstydzi się okazywać miłości.
A w tym domu miłości nigdy nie brakowało.
Rodzice Tabity robią co mogą, by stworzyć dla niej najlepszą przyszłość.
Wiedzą, że ich córka jest mądra, bystra i ma potencjał, którego oni sami nigdy nie mogli w pełni wykorzystać.
Nigdy bowiem nie ukończyli szkoły średniej.
Rzucili naukę, zaczęli pracować i od lat robią wszystko, by zapewnić swoim dzieciom to, czego sami nie mieli.
Kiedy w którymś momencie zauważają, że Tabita zaczyna się lekko opuszczać w nauce, nie krzyczą ani jej nie grożą.
Po prostu siadają z nią do spokojnej rozmowy.
Chcą, żeby zrozumiała jedno, że ma możliwości i talent i że naprawdę może osiągnąć w życiu wszystko, co sobie wymarzy.
Nie zależy im na ocenach, tylko na tym, by Tabita uwierzyła w siebie tak, jak oni w nią wierzą.
W jej domu to czas raczej gorący, żeby nie powiedzieć, że nerwowy.
Chociaż Kevin, najstarszy syn małżeństwa, dziś już 25-letni, zdążył już jakiś czas temu wyfrunąć z gniazda.
to w domu przy Lillian Street jest raczej tłoczno.
Jamie, która wcześniej także zdążyła się wyprowadzić, jakiś czas temu musiała wrócić i to nie sama.
Towarzyszył jej chłopak i ojciec dwójki jej maleńkich dzieci.
Nie do końca wiadomo, co takiego wydarzyło się, że musieli to zrobić, ale z dostępnych informacji wynika, że to rozwiązanie miało być jedynie tymczasowe.
Niestety, ich związek nie wytrzymał próby czasu i turbulencji losu i w efekcie rozpadł się, skutkując wyprowadzką byłego już chłopaka Jamie z domu jej rodziców.
To oznacza, że teraz na stałe zamieszkuje go sześć osób.
To wciąż sporo jak na mały dom.
Tabita musi teraz z powrotem dzielić swój pokój, który od czasu wyprowadzki rodzeństwa należał już tylko do niej i musi też przystosować się do życia w towarzystwie dwójki maleńkich dzieci.
Nie jest to łatwe, ale w końcu każdemu udaje się odnaleźć w nowej sytuacji.
Tabita wzięła sobie też do serca rady rodziców w związku z jej edukacją i ostatni semestr okazał się dla niej pasmem sukcesów.
Gdy na zakończenie kwartału otrzymuje kartę ocen, na której z góry do dołu wypisane są wysokie oceny, jest z siebie niesamowicie dumna.
Tym bardziej, że nie wymagało to od niej jakichś dużych poświęceń.
Musiała się po prostu przyłożyć odrobinę bardziej, a efekty upewniły ją w przekonaniu, że rzeczywiście jest bystra i jeśli zechce, może wszystko.
Powodem do radości jest także dla niej wzorowa frekwencja.
Rodzice widząc, jakie efekty przyniosły rozmowy z córką, są znacznie spokojniejsi o jej przyszłość, przynajmniej tę najbliższą.
W nogach łóżka, na stosie poduszek pod ciepłym kocem, śpi Tabita.
W ich pokoju jest spokojniej niż w sąsiednim, gdzie śpi jej starsza siostra z dwójką małych dzieci.
Debra stara się nie obudzić ani męża, ani córki.
Niedługo potem opuszcza dom, zostawiając resztę rodziny jeszcze śpiącą.
Bo ojciec Tabity wstaje krótko po tym.
ale jego firma obsługuje raczej krótkie trasy, dzięki czemu codziennie wraca do domu.
Około 7 rano budzi Tabitę, by mogła spokojnie się przygotować i zdążyć na szkolny autobus.
Daje jej jeszcze dolara na lunch i wychodzi z domu.
W tym czasie Jamie i jej dzieci nadal śpią, co wcale nie jest zaskakujące.
Przy maluchach, które często budzą się w nocy,
Poranek potrafi przyjść czasem dość późno.
Tego dnia wychodzi z domu nieco wcześniej niż zazwyczaj, bo o 7.30.
Z reguły jednak jest to około 7.50 i to wystarcza, by spokojnie dotrzeć na przystanek autobusowy, ale też nie czekać tam zbyt długo.
Zwłaszcza, że rodzice zawsze powtarzali jej, by nie stała sama na przystanku.
Co prawda nigdy wcześniej nie wydarzyło się nic dziwnego ani podejrzanego, jednak dzielnica nie należała do najbezpieczniejszych, więc ta prosta zasada miała chronić ją przed niepotrzebnym ryzykiem.
Trasa z domu Tabity na przystanek przy 14 ulicy to zaledwie kilka minut piechotą, maksymalnie 10.
Po wyjściu z domu Tabita jest widziana przez sąsiadów.
Ma w ręku kartkę lub dokument, który uważnie czyta podczas marszu.
Według niektórych był to arkusz z ocenami, które niedawno trzymała w szkole.
I choć od celu dzieli ją zaledwie kilkadziesiąt metrów, Tabita nigdy nie dociera na przystanek.
Debra wróciła do domu już ponad dwie godziny temu i zajęła się swoimi codziennymi domowymi obowiązkami, od czasu do czasu zerkając na zegarek, by upewnić się, że zdąży przygotować obiad przed powrotem Tabity.
Każdego dnia, zaraz po szkole, Tabita wpadała do domu i niemal od progu relacjonowała mamie cały dzień.
Opowiadała o lekcjach, koleżankach, nauczycielach, śmiesznych historiach z autobusu.
To były ich codzienne pokaduszki, niby nic takiego, ale dla obu był to ważny, niemal nieodłączny element każdego dnia.
Kiedy więc godzina jej spodziewanego powrotu minęła, Debra zaczęła się niepokoić.
A żeby nie siedzieć bezczynnie i nie pozwolić złym myślom się rozwinąć, postanowiła pójść na przystanek, na którym córka zazwyczaj wysiadała z autobusu.
Pomyślała, że może się zagadała.
Może szła wolniej albo po prostu zapomniała kontrolować czas.
Jednak kiedy dociera na miejsce, nie ma tam nikogo.
Zaniepokojona jeszcze bardziej, postanowiła natychmiast jechać do szkoły.
W głowie miała różne myśli, ale jeszcze nie te najgorsze.
Może Tabita spóźniła się na autobus?
a może z jakiegoś powodu po prostu czeka w pobliżu szkoły.
Na miejscu jednak okazało się, że niemal wszyscy uczniowie i większość nauczycieli już dawno opuścili budynek.
Dochodziła godzina 17 i szkoła praktycznie świeciła już pustkami.
Debra nie zamierzała jednak odpuszczać.
Drzwi otworzył woźny, który po krótkiej rozmowie wpuścił ją do środka i poinformował, że w budynku są jeszcze osoby z obsługi sekretariatu i kilku nauczycieli.
Wspomniał też, że trwają jeszcze zajęcia dodatkowe i kilkoro uczniów nadal jest na miejscu.
Może zapomniała dać znać, a może coś jej się pomyliło.
Niestety, kiedy weszła do klasy, zrozumiała, że jej córki tam nie ma.
Z każdą minutą była coraz bardziej skołowana i przerażona.
Udało jej się odnaleźć wychowawczynię Tabity, która poinformowała ją, że dziewczynki w ogóle nie było dziś w szkole.
A ta informacja dosłownie zmroziła jej krew w żyłach.
W końcu miała przecież stuprocentową frekwencję.
Jak to możliwe, że nikt nie zwrócił uwagi na jej nieobecność i nie zadzwonił do rodziców?
Zwłaszcza, że sekretariat miał obowiązek informować rodziców o każdej nieusprawiedliwionej nieobecności.
Roztrzęsiona wróciła do domu i opowiedziała mężowi o tym, że Tabita nie wróciła po szkole i że nigdzie nie może jej znaleźć.
Niedługo później, około godziny 18, małżeństwo pojawiło się na najbliższym komisariacie, żeby zgłosić zaginięcie swojej trzynastoletniej córki.
W takim przypadku każdy, nawet najmniejszy szczegół może mieć znaczenie.
Niestety w przypadku Tabity nikt nie widział momentu, w którym wyszła z domu.
Nie było więc nawet wiadomo, w co była ubrana.
Dla funkcjonariuszy to jedno z pierwszych i podstawowych pytań, a dla rodziny w tamtym momencie ogromny problem.
Jedyne, co można było zrobić, to przeszukać jej pokój i szafę i na podstawie brakujących rzeczy spróbować odtworzyć jej ubiór z tamtego poranka.
a mówimy o nastolatce z mnóstwem ubrań, torebek, kosmetyków, dodatków i butów.
Ostatecznie to Jamie, jej starsza siostra, metodą eliminacji doszła do wniosku, że tamtego dnia dziewczyna była ubrana w białe trampki, dżinsy i niebieską bluzkę.
Może się to wydawać dziwne, skoro wybierała się do szkoły, ale jej rodzice stwierdzili, że to nie pierwszy raz, kiedy poszła na lekcje bez plecaka.
Jeśli zostawiała książki i zeszyty w szkolnej szafce, to w sumie miałoby sens.
W mieszkaniu znaleziono też jej klucze do domu.
Choć formalnie zgłoszenie zostało przyjęte, funkcjonariusze nie skorzystali z Amber Alert.
To system wczesnego alarmowania w przypadku zaginięcia dziecka.
Powiadomienie, które trafia do mediów, kierowców, a teraz również na telefony komórkowe w odpowiednim obszarze.
muszą zostać spełnione konkretne kryteria.
Między innymi musi istnieć uzasadnione podejrzenie porwania, znany opis porywacza lub pojazdu, którym dziecko mogło zostać zabrane.
Zdaniem policji w przypadku Tabity te warunki nie zostały spełnione.
To oczywiście jest zrozumiałe, ale postawa samych funkcjonariuszy pozostawia wiele do życzenia.
Według źródeł, zamiast potraktować tę sprawę jak możliwe porwanie czy poważne zaginięcie,
Śledczy niemal od razu przyjęli własną wersję wydarzeń.
Tabita uciekła z domu.
Ich zdaniem była po prostu kolejną nastolatką, która postanowiła wyrwać się spod rodzicielskiego nadzoru i za kilka dni wróci sama.
Nawet mimo zapewnień rodziny, że dziewczyna nigdy wcześniej nie sprawiała problemów, nie miała konfliktów z rodzicami, nie wdawała się w podejrzane znajomości i nie miała najmniejszego powodu, by uciekać, policja była nieugięta.
Ponadto według rodziców już na pierwszy rzut oka widać, że ucieczka nie mogła wchodzić w grę z czysto logistycznych powodów.
Nie zabrała ze sobą ubrań na zmianę, swoich ulubionych przyborów do makijażu, ani nawet zaoszczędzonych z kieszonkowego 20 dolarów.
Nie wystarczyłoby jej nawet na bilet na pociąg, nie wspominając o samodzielnym utrzymaniu się przez kilka czy kilkanaście dni.
Poza tym Tabita nigdy nie podróżowała, nawet z rodziną.
Nie miałaby więc pojęcia, jak zorganizować taką ucieczkę na własną rękę.
Mijały kolejne godziny, a pierwsze momenty, tak cenne w przypadku zaginięć, które mogły zadecydować o jej losie, zostały bezpowrotnie stracone.
To jeden z tych elementów śledztwa, który z czasem budzi coraz większe kontrowersje, bo z dostępnych informacji wynika, że nawet wśród funkcjonariuszy nie było zgody co do tego, z czym właściwie mają do czynienia.
Część śledczych, i to już od samego początku, była przekonana, że trzynastoletnia dziewczyna mogła paść ofiarą przestępstwa, porwania, a być może i czegoś znacznie gorszego, a co za tym idzie, że kluczowe są pierwsze godziny.
Inni, mimo zapewnień rodziny, uparcie trzymali się wersji o nastoletnim buncie i ucieczce, która w ich oczach była czymś niemal rutynowym.
Niezależnie od tych rozbieżności, jeszcze tego samego dnia wieczorem informacja o zaginięciu Tabity wraz z jej zdjęciem i opisem trafia do lokalnych wiadomości i już chwilę później każdy, kto zna Tudersów, jest przekonany, że Tabita nie uciekła.
Wtedy zgłaszają się też pierwsi ochotnicy do pomocy.
Są to sąsiedzi, znajomi, nauczyciele, a nawet obcy ludzie z miasta i spoza niego.
Dzięki temu Debra i Bo nie zostają z tym wszystkim sami, przynajmniej nie jeszcze.
Ale nigdzie nie ma śladu po tabicie.
Jest jednak jeden problem.
Mimo wysiłków, nawet w wiadomościach pada zdanie o możliwej ucieczce z domu.
To, choć z pozoru niepozorne stwierdzenie, okazuje się poważnym błędem.
Tego rodzaju sugestia, wypowiedziana publicznie na samym początku, działa jak strzał w kolano.
Nie tylko osłabia zainteresowanie sprawą, ale przede wszystkim zmienia sposób, w jaki postrzegają ją odbiorcy.
Zamiast martwić się o bezpieczeństwo trzynastoletniej dziewczynki, część ludzi zaczyna zastanawiać się, czy nie miała powodów, by odejść.
Być może rodzice nie traktowali jej tak dobrze, jak twierdzą i być może to im trzeba się przyjrzeć bliżej.
Ta zmiana narracji, subtelna, ale bardzo szkodliwa, powoduje, że nawet jeśli ktoś widział coś ważnego, mógł uznać, że nie musi się tym dzielić.
A ten mechanizm działa zaskakująco często.
Tym samym policja sama, mniej lub bardziej świadomie, utrudnia sprawę, zanim ta na dobre ruszy.
Mija tydzień, a tabity wciąż nie ma.
Żadnego tropu, żadnego znaku, żadnej wiadomości.
Ale właśnie wtedy, nagle, pojawia się ktoś, kto być może zna odpowiedź na najważniejsze z pytań.
Co wydarzyło się tamtego poranka?
Policja zaczyna przepytywać sąsiadów, znajomych, a nawet uczniów w szkole, do której uczęszczała Tabita.
Nikt jej tam nie widział, więc coś musiało się stać podczas tej krótkiej przechadzki na przystanek.
Do przeczesywania terenu udało się sprowadzić psy tropiące z jednej z organizacji non-profit zajmującej się poszukiwaniami osób zaginionych.
Dzięki temu nastąpił pierwszy przełom.
Nagle jednak, tuż przy skrzyżowaniu z 14 ulicą, trop się urwał i zaraz potem został ponownie podjęty.
Tym razem psy poprowadziły przewodników z powrotem w górę ulicy, tam skąd przyszli.
ale psy nie podjęły tam żadnego tropu.
Potwierdza to wersję wydarzeń przedstawioną kilka dni wcześniej przez 11-letniego chłopca, ucznia tej samej szkoły.
Chłopiec zeznał, że widział Tabitę tego dnia rano, kiedy sam szedł na przystanek przy 15 ulicy, czyli zaledwie przecznicę dalej.
Z jego relacji wynika, że czarnoskóry mężczyzna w wieku około 30-40 lat w czapce z daszkiem
Podjechał do Tabity czerwonym samochodem.
Dziewczyna miała chwilę z nim rozmawiać i ostatecznie wsiąść do auta, po czym mężczyzna zawrócił i ruszył z powrotem w górę ulicy, tam skąd przyjechał.
Chociaż opis nie jest dokładny, jest pierwszą wskazówką, realnym tropem na to, że w zniknięciu dziewczyny brał udział ktoś jeszcze.
Rodzice Tabity stanowczo zaprzeczają, jakoby ich córka kiedykolwiek wsiadła do samochodu z kimś obcym.
Wiedziała, że może rozmawiać i zgodzić się na podwózkę,
tylko kiedy oferuje ją ktoś znajomy, rodzina lub przyjaciele jej rodziców.
Skoro więc Tabita nie wsiadłaby do samochodu z nikim obcym, należy dokładnie prześwietlić osoby z jej najbliższego otoczenia.
Nikt z jej rodziny i bliskich znajomych nie odpowiada rysopisowi poza byłym chłopakiem jej siostry, Jamie.
Mężczyzna mieszkał z nimi przez jakiś czas, więc Tabita naturalnie miała do niego zaufanie.
miał wszystkie informacje, których potrzebowałby, gdyby planował coś złego.
Policja postanawia bliżej mu się przyjrzeć, jednak ten trop szybko pozostaje porzucony, przynajmniej na razie.
Mężczyzna jest młodszy niż opisywał chłopiec, poza tym nie ma czerwonego auta, ani on, ani nikt z jego znajomych czy rodziny, od których ewentualnie mógłby je pożyczyć.
Być może właśnie z tego powodu wersja przedstawiona przez jedenastolatka została uznana za niewystarczająco wiarygodną.
Poza tym, Jamie zapewniała, że jej były partner nigdy nie skrzywdziłby jej siostry.
Dodatkowo wszyscy członkowie rodziny, w tym znajdujący się w kręgu podejrzeń były chłopak Jamie, zgodzili się na udział w badaniu wariografem.
Wszyscy bez problemu je zaliczyli.
poza Jamie.
Przeprowadzono z nią łącznie cztery badania, z czego aż trzy z nich wskazały rzekomo nieprawidłowe reakcje.
Pojawiły się więc spekulacje, że być może to sama Jamie jest w jakiś sposób uwikłana w zaginięcie młodszej siostry.
Plotki wzmagał fakt, że ona jedyna, nie licząc oczywiście jej maleńkich dzieci, była obecna tego ranka w domu, gdy Tabita wychodziła do szkoły.
Jamie postanawia osobiście zdementować te plotki i wyjaśnia, że za negatywny wynik jej testów odpowiedzialni są funkcjonariusze, którzy od samego początku zastraszali ją, że zabiorą jej dzieci i wszyscy dowiedzą się, co zrobiła.
Mówili, że jej twarz będzie w każdym wydaniu wiadomości.
Była wystarczająco zestresowana zaginięciem swojej siostry, a została jeszcze dodatkowo wyprowadzona z równowagi przez prowadzących śledztwo policjantów.
Jeśli tak faktycznie było, to niestety nie pierwsza i nie ostatnia sytuacja, gdy funkcjonariusze prowadzący śledztwo stają w negatywnym świetle, ale do tego jeszcze wrócę.
Na ten moment zarówno były partner Jamie, jak i ona sama zostają wykluczeni z kręgu podejrzanych.
Gdy okazało się, że nikt z najbliższych dziewczyny z dużym prawdopodobieństwem nie miał nic wspólnego z jej zaginięciem, naturalnie uwaga śledczych kieruje się na dalszych znajomych i sąsiadów.
Jak już wspominałam, wschodnia część miasta nie należy do najbezpieczniejszych miejsc i wskaźnik przestępczości jest tutaj dużo wyższy niż w innych dzielnicach Nashville.
W najbliższym sąsiedztwie Tudersów znalazło się kilka osób o mrocznej przeszłości, którzy zaledwie kilka tygodni po zaginięciu dziewczyny dopuścili się okropnych czynów.
Mężczyzna nazwiskiem Smith został aresztowany za wykorzystanie jedenastoletniego chłopca, swoją drogą ucznia tej samej szkoły, do której uczęszczała Tabita i zag**na nastoletniej dziewczynce.
Miało to miejsce zaledwie kilka kilometrów od miejsca zniknięcia Tabity.
Co więcej, w tym samym czasie...
Para mieszkająca kilka domów od Tudersów została aresztowana za zgłaszanie nieletniej osoby i uwaga, to ich własny syn ich nakrył i zawiadomił o tym policję.
Mimo tak niepokojących sygnałów, śledczy nadal upierają się, że Tabita dobrowolnie uciekła z domu i z tego co rozumiem, nie podążyli tymi tropami.
W jednym z nich wzięła udział okoliczna pracownica seksualna.
Zainteresowała się sprawą, bo niedługo wcześniej, raptem kilka dni, razem ze swoim klientem przejeżdżała przez Lillian Street, czyli ulicę, przy której mieszkają Tudorsowie.
Mężczyzna miał w samochodzie laptop i wspominał jej...
że właśnie w tej okolicy jest umówiony z młodą dziewczyną o imieniu Tabi.
Kiedy więc kobieta dowiedziała się o poszukiwaniach zaginionej nastolatki, nie tylko zgłosiła się na ochotniczkę, ale też opowiedziała policjantom o tej sytuacji z klientem.
Mimo, że zgadzało się imię, miejsce i czas, to policja nigdy nie przesłuchała tego mężczyzny.
Kolejną osobą, która mogłaby zostać uznana za podejrzaną, jest mężczyzna, którego nazwisko nie pada w źródłach, ale który jest określany jako konserwator, przypuszczalnie konserwator jednego z budynków albo ktoś w rodzaju dozorcy.
Okazało się, że ma on w zwyczaju nawiązywanie relacji, jak sam to określił, przyjaźni z dziećmi z sąsiedztwa.
Jednym z takich dzieci miała być dawna przyjaciółka Tabity, choć jeśli dobrze rozumiem, nie udało się tego jednoznacznie potwierdzić.
Jednak w sierpniu 2003 roku konserwator udziela wywiadu dla jednej z lokalnych telewizji, która realizowała program o zaginionej Tabicie.
Podczas rozmowy z reporterką jego zachowanie jest co najmniej niestosowne, żeby nie powiedzieć, że obleśne.
Kiedy o niej opowiada, cała jego uwaga koncentruje się na tym, że zaczyna dojrzewać i stawać się kobietą.
Kiedy opowiadał o tym, jak jej ciało się zmieniało, dłońmi obrysował nawet jej kształt w powietrzu.
Ze względu na jego przeszłość i ten występ przed kamerami, w tym momencie staje się on najważniejszym podejrzanym w sprawie.
Ostatecznie też, 15 lipca 2003 roku, dwa i pół miesiąca po zaginięciu, policja zmieniła status z ucieczki na możliwy udział osób trzecich.
W trakcie śledztwa pojawia się także hipoteza, że Tabita jednak nie mówiła o wszystkim swoim rodzicom i najbliższym koleżankom.
T, D, T, N, M, T, L. Litery zostały napisane odręcznie.
a sama kartka była pognieciona.
Kto z nas w zeszytach szkolnych czy innych miejscach nie pisał w ten sposób inicjałów swoich sympatii?
Być może więc...
Tabita poznała kogoś, kim się zauroczyła.
Policja sprawdziła czatrumy na różnych stronach internetowych, które dziewczyna odwiedzała, korzystając z komputera w szkolnej bibliotece, ale nie znaleziono niczego, co mogłoby wskazywać na jakąś rodzącą się internetową miłość.
Nikt też w kręgu znajomych Tabity...
Nie odpowiadał tym inicjałom, więc osoba skrywająca się za nimi pozostaje zagadką.
Jednak istnieje szansa, że policja coś przeoczyła i Tabita rzeczywiście poznała kogoś, być może starszego chłopaka, o którym nie chciała wspominać nikomu.
Może tamtego dnia wcale nie planowała iść do szkoły i dlatego nie zabrała za sobą plecaka, a wyszła z domu nieco wcześniej, bo umówiła się ze swoją tajemniczą sympatią.
Może mężczyzna, który podjechał czerwonym samochodem, podszywał się pod kogoś w jej wieku podczas rozmów przez internet, a tak naprawdę był znacznie starszy.
i nie miał względem niej czystych intencji.
To oczywiście tylko ogdybanie, ale jeśli jej rzeczywiście rozmawiała z kimś przez internet i uznała, że zna już tę osobę, to mogła zaufać jej na tyle, by wsiąść z nim do auta.
Chociaż w sumie istnieje też szansa na to, że poznała kogoś na żywo i z jakiegoś powodu ta o wiele starsza osoba ją zainteresowała.
Mijają już cztery miesiące od zaginięcia Tabity, a postępów w śledztwie nadal brak.
Ponadto niektórzy ze śledczych nadal nie przyjmują do wiadomości scenariusza innego niż ucieczka.
Postawa policji wzbudza oburzenie opinii publicznej oraz mediów, które postanawiają skonfrontować śledczych.
Wtedy głos w sprawie zabiera tymczasowa komendantka policji w Nashville, która zamiast wziąć odpowiedzialność za poczynania swoich podwładnych, za brak rezultatów w śledztwie,
lub po prostu powstrzymać się od komentarza, postanowiła obwinić rodzinę Tabity.
Zarzuciła jej, że zgłoszenie zaginięcia zajęło im aż 10 godzin, co jest prawdą, jednak absolutnie nie jest to ich wina.
Otóż gdyby zostali powiadomieni o nieobecności córki w szkole, sprawa ruszyłaby już po dwóch, może trzech godzinach od jej zniknięcia.
a nie dopiero po południu, kiedy nie wróciła do domu, co zaniepokoiło jej mamę.
Ale jak wiemy, sekretariat szkoły dopuścił się w tym aspekcie zaniedbania.
Kobieta w swojej wypowiedzi nie zatrzymała się jednak tylko na tym.
Zarzuciła też, że zdjęcie Tabity przekazane śledczym nie było najlepszej jakości, a zanim udało się ustalić, w co dziewczynka była ubrana, minęły trzy dni.
To jedynie pogarsza zdanie opinii publicznej na temat policji i jej działań.
Mimo podejrzanego w śledztwie tego konserwatora nie dochodzi do przełomu.
Wkrótce nadchodzą też czternaste urodziny Tabity, a niedługo po nich mija rocznica jej zaginięcia.
Na elewacji jej rodzinnego domu, z nadzieją, że ktoś się zgłosi, powieszono ogromny transparent z jej zdjęciem, dokładnym opisem i telefonem kontaktowym.
Powstaje też strona internetowa dedykowana Tabicie i jej historii, a media społecznościowe dodają nowe możliwości dotarcia do większej liczby osób.
Rodzina i policja są przekonani, że ktoś musi coś wiedzieć i jedna, nawet na pozór nic nieznacząca wskazówka może pozwolić na poznanie prawdy.
Kolejne lata to pasmo nadziei, nowych tropów i ciszy, bowiem żadna z nowych informacji nie pozwoliła na odnalezienie nastolatki ani ustalenie, co jej się przydarzyło.
W 2010 roku, 7 lat po jej zaginięciu, FBI zaproponowało nagrodę w wysokości 25 tysięcy dolarów za informacje w sprawie.
Jednak wciąż, chociaż doniesienia o nastolatce nadciągały z niemal całego kraju, żadnej z nich nie udało się potwierdzić.
Zdawało się, że prawdziwy przełom nadszedł w 2016 roku, 13 lat po zaginięciu.
Wtedy to detektywowi zaangażowanemu w sprawę udaje się dotrzeć do dorosłego już mężczyzny, który rzekomo był świadkiem tego, co wydarzyło się kwietniowego poranka, a którego nigdy wcześniej nie przesłuchiwano.
Zeznaje on, że widział, jak Tabita wsiada w okolicy przystanku do samochodu z czarnoskórem mężczyzną.
Wersja wydarzeń nie odbiega w zasadzie niczym od zeznań jedenastolatka, którego przed laty uznano za niewystarczająco wiarygodnego, poza jednym szczegółem.
Według nowego świadka, samochód, do którego Tabita wsiadła, był zielony, a nie czerwony.
Detektyw ruszył tym tropem, aż w końcu udało mu się dotrzeć do mężczyzny pasującego opisem do widzianego tego dnia kierowcy samochodu, a raczej udaje mu się dotrzeć do jego kartoteki.
Mieszkał wtedy w okolicy i, co ciekawe, w tamtym czasie miał nie tylko zielony, ale także czerwony samochód.
Wiadomo tylko, że mężczyzna zmienił adres kilka lat wcześniej i nie udało się go namierzyć.
Co więcej, w tym samym roku sąd wydał federalne wezwanie sądowe dla kobiety i mężczyzny, którzy rzekomo mogliby być zamieszani w sprawy zaginięcia Tabity.
Źródła jednak są bardzo skąpe w informacje w tym wątku, kim są i dlaczego właśnie oni.
Być może to para, która w tamtym czasie mieszkała w sąsiedztwie i miała szemraną przeszłość.
lub kartotekę, z której wynikałoby, że ich ofiarą mogłaby paść młoda dziewczyna.
Niestety, chociaż udało się doprowadzić ich na przesłuchanie, nie udzielili żadnych informacji w sprawie.
Tabicie poświęcono też kilka odcinków programów informacyjnych amerykańskich odpowiedników naszego 997.
Tego samego roku nagroda za informacje przydatne w śledztwie wzrosła do 50 tysięcy dolarów.
Kolejna istotna wskazówka, która dała rodzinie Tabity nadzieję na sprowadzenie jej do domu, nadeszła z Las Vegas, jakoś około 2014 roku.
Domysły, jakoby Tabita mogła paść ofiarą handlu ludźmi i zostać zmuszona do pracy jako prostytutka, pojawiały się na przestrzeni lat, jednak nigdy nie udało się ich zweryfikować.
Nagle jednak zgłosił się ktoś, kto jako anonimowy informator
Rodzina zaginionej dorosłej już dziś kobiety poczuła nagły impuls do działania i postanowiła wynająć prywatnego detektywa, który zbadałby ten trop.
Sami też nie zamierzają bezczynnie czekać i gdy okazuje się, że ich ukochana córka może rzeczywiście być w Las Vegas, bez zastanowienia wsiadają w samolot.
Udaje im się nawet umówić spotkanie z kilkoma dziewczynami,
które rzekomo miałyby z nią pracować, jednak ten trop także okazuje się trefny.
Trwające ponad dwie dekady śledztwo nie przyniosło wyczekiwanego przełomu.
Niemniej oceniać, na ile jest to kwestia braku kluczowych wskazówek, a na ile brak odpowiedniej reakcji policji i służb na te tropy, które udało się pozyskać, jednak przez ten czas narodziło się kilka teorii, które zdają się mieć przewagę nad innymi.
maczał nie kto inny jak były chłopak Jamie.
Tym bardziej, że w ciągu tych wszystkich lat pojawiły się także nowe informacje o tym, że w czasie jej zaginięcia rzeczywiście posiadał czerwony, sportowy samochód, który krótko po jej zaginięciu zezłomował.
Ze względu na to, że nie znaleziono ciała Tabity, przyjmuje się, że kobieta wciąż żyje, być może w innym stanie, pod innym nazwiskiem.
Najbardziej prawdopodobna hipoteza to wciąż handel ludźmi.
W okolicy aż roiło się od podejrzanego towarzystwa, które mogło mieć kontakty z półświatkiem.
Młoda, mimo wszystko ufna dziewczynka o stałej, ustalonej rutynie wydaje się być dość łatwym celem.
To wszystko pozostaje jednak w sferze domysłów, bo tak naprawdę mogło wydarzyć się wszystko.
Nagroda za informację w sprawie wciąż obowiązuje i pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś znajdzie się ktoś, kto na nią zasłuży, a prawda o tym, co wydarzyło się tamtego kwietniowego poranka w 2003 roku, wyjdzie na jaw.
Jej rodzice wciąż mieszkają w tym samym domu, na którym wciąż wisi ten sam plakat.
To był jej dom, który zna i zapewne dobrze pamięta.
Pociesza się, że serce matki zawsze wie najlepiej i zwyczajnie poczułaby, gdyby jej dziecko umarło.
W każde kolejne urodziny Tabity, jej najbliżsi i wszyscy ci, których jej zniknięcie poruszyło, zbierają się, by ją wspominać i podtrzymywać ją wzajemnie na duchu.
Jeśli jest coś, co napawa nadzieją w tego typu sprawach, to niemal zawsze jest to postawa rodziny i najbliższych.
Małżeństwo Tudersów aktywnie wspiera rodziców innych zaginionych dzieci i podtrzymuje ich wiarę w pozytywne zakończenie, mimo że oni sami wciąż czekają na swoje.
Tabita, jeśli żyje, ma dziś 35 lat.
Kochani, dziękuję Wam za wysłuchanie dzisiejszego odcinka.
Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie łapkę w górę i komentarz.
To dla mnie naprawdę wiele znaczy.
Tymczasem uważajcie na siebie i do usłyszenia niedługo.
Ostatnie odcinki
-
112. Chore fantazje
03.02.2026 18:17
-
111. Kino, popcorn i śmierć - sprawa Curtisa Re...
27.01.2026 21:49
-
110. Granica desperacji
20.01.2026 19:53
-
109. Zbrodnia Hello Kitty
13.01.2026 18:48
-
108. Zaginięcie Kamili Szarmach
06.01.2026 19:29
-
107. Christine Paolilla i masakra w Clear Lake
30.12.2025 17:00
-
106. Krwawe święta
23.12.2025 15:38
-
105. Bestia z Klucova
16.12.2025 19:38
-
104. Niechciany chłopiec - historia Daniela Pełki
09.12.2025 20:50
-
103. Ostatnia impreza - sprawa Wiktorii Koziels...
02.12.2025 20:49