Mentionsy

Z diabłem za pan brat
31.01.2026 10:00

RECENZJA. Primitiae Dormientium - "The Ash Chalice" (Putrid Cult, 2026)

Solidny black/death metal, a może nawet bardziej death/black metal. Polecam!

---

https://www.youtube.com/@zdiabemzapanbrat

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 130 wyników dla "K z"

Dzień dobry.

Mamy na naszej scenie, a także w scenie wielkopolskiej, żeby być tak troszkę bardziej szczegółowym, nową nazwę Primitiae Dormientium.

I ta nowa nazwa w tej chwili będzie, myślę, szerzej znana, bo niby jest nowa, ale taka wcale nie do końca nowa, bo już wcześniej coś wydała, ale to trochę przeszło bez echa, przepraszam.

Także teraz za sprawą Putrid Cult ten zespół na pewno gdzieś tam szerzej odbije się echem w podziemiu, a wydaje mi się, że na to zasługuje.

Wydali właśnie drugi album, The Ash Chalice, no i postanowiłem o nim parę słów powiedzieć.

Zapraszam.

Troszkę namieszałem na początku, ale uściślając i doprecyzowując, Primitiae Dormientium to na początku był jednoosobowy projekt pana, który ukrywa się pod pseudonimem K z kropką.

I on tenże projekt wypuścił już w 2025 roku płytę The Flame Vessel.

Ona wyszła w Old Forest Production i pewnie dlatego przeszła bez echa.

Też z drugiej strony nie jest to jakieś wiekopomne dzieło, o którym bardowie śpiewaliby pieśni do końca świata.

Natomiast drugi już krążek The Ash Chalice

Wydany zostaje przez Putrid Cult.

Ja mówię o nim dopiero teraz, bo też niektórzy mi na to zwrócili uwagę, czemu dopiero teraz, skoro oni już od kilku miesięcy tego słuchają.

No okej, słuchacie tego od kilku miesięcy, ale słuchacie tego z...

Ja czekałem na płytę, na nośnik fizyczny, bo po prostu lubię.

Faktycznie ten materiał w sieci pojawił się w listopadzie 2025 roku, no ale Putrid Cult na CD wydał to w styczniu 2026 roku, dlatego teraz dopiero o tym mówię.

Koszulka jak widzicie też jest dostępna, ją dostałem dzki uprzejmości zespołu, za co wielkie dzki panowie, bo teraz Primitiae Dormientium to jest duet, pojawił się perkusista.

Także też na pewno muzyka zyskuje, bo nie mamy problemu programowanej perkusji.

Zacznijmy od tego, co widać, a tu niestety mamy pewne problemy.

Problemy mamy dlatego, że The Ash Chalice, jeśli chodzi o jakość wydania tej płyty, tego CD, to jest daleka, daleka ta jakość od pożądanej, myślę, od tej, która powinna towarzyszyć wydawnictwom.

Naszych labeli krajowych, ale oczywiście nie tylko ich, także wszystkich innych.

No niestety jakość tego wydruku jest bardzo kiepska.

Szczególnie przejawia się to w okładce.

Ja tu już nie będę tego przybliżał, nie będę się aż tak pastwił.

Nie o to chodzi.

Natomiast faktycznie kiepski temat.

Ja wiem, że często akurat jeszcze idzie o Putrid Cult i jest to problemem.

Ostatnio co prawda widziałem pewną poprawę w tym temacie, no ale widzę, że nie była ona stała i wracamy do starych przyzwyczajeń.

W środku mamy wkładkę z tekstami, jest też kilka zdjęć, także generalnie wszystko się zgadza poza tą jakością.

Pudełko też jest dramatycznie niskiej jakości, no niestety, ale...

Sprawia wrażenie, jakby za chwilę miało się rozpaść.

Nie pomaga w wyciąganiu wkładki.

Osobiście jestem jednak zwolennikiem dbania o tego typu rzeczy, żeby te wydawnictwa były rzeczywiście sensowne i wyglądało to jakoś tak, jak powinno to wyglądać.

Co zrobić?

Mam tutaj też jeszcze jedną uwagę do wytwórni w przypadku tego materiału, no bo czytałem sobie gdzieś te notki promujące opisy np.

linków do muzyki itd.

No i czytam tam, że jest to niesamowity black metal.

W stylu starego Gorgorodu, Watajn i tak dalej.

I tak sobie myślę, kurde, blade.

A nie słuchałem jeszcze wtedy tej płyty, no ale znałem już tę pierwszą płytę.

A pierwsza płyta muszę Wam powiedzieć, że jak ją, o kurczę, coś mi się tutaj burza zrobiła, uwaga, sztorm, black metalowy sztorm.

Pierwsza płyta jak jej słuchałem, no to miałem takie wrażenie, że nie do końca chyba twórca jest już w 100% uformowany, że on w 100% wie co chce grać.

Miałem takie wrażenie, że gdzieś tam jest bardzo dużo różnych elementów, które może nie, że sobie przeczą, ale wskazują na ogrom inspiracji oraz na ogrom...

Kierunków, w których twórca chciałby pójść.

I potem czytam taką notkę i myślę sobie, a jeszcze wtedy tej drugiej płyty nie słyszałem, myślę sobie, o kurczę, czy jednak wybrał, wybrał ten kierunek i wybrał go najlepiej jak mógł.

No Vatain to akurat nie jest do końca moja bajka, no ale dobra, wszystko to brzmi bardzo black metalowo.

Tam jeszcze były inne nazwy, ale ich teraz już nie pamiętam, nieistotne i myślę sobie kurczę bladę, ale czad.

A potem przychodzi do mnie płyta, odpalam ją i myślę sobie coś tu chyba grubo poszło nie tak w tych notkach prasowych, bo jak to jest stary gorgorod, no to albo ja nigdy w życiu nie słyszałem starego gorgorod, a wydaje mi się, no nie dam sobie za to głowy obciąć i ręki, bo chciałbym mieć głowę i rękę, że słyszałem.

Gorgoroth stary, pewnie nawet kilka razy.

Słyszałem też Vatain.

Mówię, to nie jest mój zespół w żadnym wypadku, no ale go słyszałem.

No i Primitiae Dormientium jest bardzo, bardzo daleko od takiego grania.

Ja wiem, że wydawcy, i to nie jest grzech tylko... Znaczy grzech, no... To nie jest tylko i wyłącznie błąd Putrid Cult, tylko inni wydawcy też ze swoich wydawnictw robią...

Niesamowite rzeczy, a potem się okazuje, że jest trochę inaczej, ale wiadomo, no to jest gdzieś tam marketing, reklama swoich wydawnictw.

Nic dziwnego, no ale zachowajmy jakiś umiar.

Primitiae Dormientium to przede wszystkim nie jest czysty black metal.

To jest dużo bardziej black death metal, a wręcz momentami death black metal.

A momentami wręcz, to po prostu jest death metal.

To był fragment pierwszego utworu.

Płyta ma 8 kawałków, trwa 42 minuty i znowu jest bardzo, bardzo zróżnicowana.

Intensywność, ale i momentami trochę więcej powietrza.

Ciężkie, mocne riffy czasami przechodzą w łagodniejsze melodie.

Jest też trochę takiej black metalowej, charakterystycznej

Gitarowej zabawy, natomiast przede wszystkim ta płyta bazuje na riffie ciężkim, na riffie wywodzącym się z death metalu bez dwóch w ogóle zdań.

To, że czasami wpuszczane tutaj jest powietrze, to, że czasami zdarzają się tu fragmenty bardziej klimatyczne, bo i takie tutaj są.

To nie znaczy, że to jest black metal, bo tak jak mówię, według mnie nie jest.

Oczywiście nie stwierdzę, że to źle czy dobrze, tylko

Gdzieś tam chcę naprowadzić Was na to, co gra mniej więcej Primitiae Dormientium, bo

Problem polega na tym, że nadal według mnie twórca nie do końca cały czas wie, co by chciał robić.

To mi się tak skojarzyło z sytuacją, kiedy jeden facet na przykład zakłada sobie trzy projekty.

W jednym wali piwniczny black metal, w drugim ciśnie epickie, podniosłe hymny w stylu Hammerhardt, a w trzecim na przykład gra brutalny death metal.

I okej.

I wtedy to wszystko ma sens.

O tyle, że po prostu w każdym z nich realizuje to, co chce i dzki temu takie wydawnictwa nie są przepełnione wszystkim, tylko trzymają się spójnie jednego nurtu, w którym miały się znajdować.

W przypadku Primitiae jest tak, że oczywiście tu nie ma aż takiej mieszanki, ale jest tak, że po prostu jest tutaj znowu bardzo dużo najróżniejszych elementów i mam wrażenie, że lepiej by było przekształcić ten projekt w rzecz bardziej jednotorową, a po prostu założyć sobie drugi i tam dawać upust na przykład swoim jakimś bardziej takim

Klimatycznym, melodyjnym zapędom.

Ale okej.

Z drugiej strony nie moja to sprawa przecież.

Twórca dokładnie robi tak jak chce.

Podejrzewam, że twórca ma tutaj całą masę inspiracji.

Wręcz jestem tego pewien.

Jest wiele rzeczy, które chce zawrzeć w tej muzyce.

No i wszystko to zamknął pod jedną nazwą.

Jego wybór, jego rzecz.

Natomiast potem właśnie z tego też tytułu gdzieś tam mogą być najróżniejsze, dziwne określenia tej muzyki.

Oczywiście te najmniej istotne.

Ale odbiór tego albumu też na pewno byłby inny, bo ja po skończonym odsłuchu pierwszym tego krążka uznałem, że to jest bardzo solidny materiał, to po pierwsze.

Po drugie, że to jest bardzo ambitny materiał.

Po trzecie, że to jest materiał niesamowicie...

Pełen jakiegoś takiego twórczego niezdecydowania, a to niekoniecznie dobrze.

Oczywiście może w przyszłości coś się zmieni.

Z tego co wiem, to już tam powstaje kolejny materiał, więc tu widzę prędkość tworzenia jest bardzo duża.

Też nie wiem, czy to dobrze okaże się przy trzecim materiale.

Ale słucha się tego naprawdę dobrze, tylko trudno się w tym czasami odnaleźć.

No to akurat był fragment taki, w którym mamy więcej powietrza, więcej przestrzeni, bo generalnie ten materiał jest gęsty, on jest dosyć zwarty, on jest intensywny, ale to też tylko w niektórych fragmentach, bo właśnie jest tutaj dużo takich zwolnień, są momenty klimatyczne, zresz

Trzeci fragment, który wam puszczę, będzie też na to wskazywał, a to i tak nie będzie najmocniejszy klimatyczny fragment z tego albumu.

Brzmienie jest dosyć gęste, brzmienie jest lekko przybrudzone, ale jest selektywne, na pewno jest mocne.

I to brzmienie też jest dużo bardziej death metalowe niż black metalowe.

A tutaj naprawdę tego black metalu wcale dużo nie ma.

Ale to... I dlatego też to nie do końca jest moja codzienność, ten album, bo ja raczej słucham takiego stricte black metalu, black metalu.

Ale podoba mi się ta rzecz.

Dużo bardziej zauważam ogromny postęp w porównaniu do jedynki.

Jedynka po prostu mi tam przeleciała gdzieś, no okej, dobra, jest sobie w miarę, tam to jest.

Niech sobie będzie, zobaczymy co będzie dalej.

No i okazało się, że ten drugi album The Ash Chalice jest dużo, dużo lepszy, dużo bardziej przemyślany mi się wydaje, dużo bardziej słuchalny w tym sensie, że właśnie jest tutaj zastosowanych trochę takich zabiegów.

Gdzieś tam ten album czyniącym łatwiejszym w odbiorze na pewno dla niektórych.

Ja osobiście nie jestem z tych zabiegów do końca zadowolony, bo ja bym wolał na przykład, żeby to wszystko było mniej więcej w klimacie tego pierwszego fragmentu, który słyszeliście z pierwszego numeru.

Ale ja sobie mogę woleć, to jest twórca robi tak jak chce.

To jest całkowicie jego rzecz.

No, a teraz ten fragment taki troszkę bardziej klimatyczny.

Zdjęcia i montaż

Zdjęcia i montaż

Ja sobie zdaję sprawę, że ta recenzja też jest trochę chaotyczna, ale taka jest ta płyta.

To nie jest płyta, o której można powiedzieć monolit.

To nie jest płyta, o której można powiedzieć, że od początku do końca idzie tą samą ścieżką, co już wielokrotnie mówiłem w swoich materiałach.

Raz bywa plusem, raz bywa minusem.

Tutaj, w tym momencie, na dzień dzisiejszy, według mnie to jest bardziej minus.

RECENZJA DORMIENTIUM

Także, o ile nie popełnij tego błędu zbyt częstego nagrywania, wydawania i kiedy to wszystko stanie się po prostu bardzo miaukie, no to myślę, że tutaj jeszcze parę rzeczy dobrych możemy usłyszeć.

Jest to na pewno materiał dla ludzi, którzy przede wszystkim nie uciekają od death metalu, nawet siedząc w black metalu.

Jest to materiał dla ludzi, którzy lubią muzykę może nie oczywistą, ale też nie taką totalnie łopatologiczną.

Oczywiście agresywną, ale z dodatkami gdzieś tam troszkę większej atmosfery czy klimatu.

Jest to na pewno album dla ludzi, którzy

Cenią sobie dobrą robotę, jeśli idzie o brzmienie, o instrumentarium.

To jest album, który żadnej rewolucji oczywiście nie wnosi, ale nie ma się czego wstydzić i jak najbardziej myślę, że warto czekać na kolejne wydawnictwa Sportego Szyldu.

Materiał do nabycia w Putrid Cult, więc myślę, że bez problemu, jeśli będziecie mieli taką ochotę, to kupicie.

Są też koszulki chyba i biała i czarna, więc tam do wyboru, do koloru.

Prośba do Putrid Cult na koniec.

Morgul, przyłóż tam się trochę bardziej do tych jakości wydawnictw, bo sorry, ale słabo to naprawdę momentami wygląda.

Dzkuję bardzo.

0:00
0:00