Mentionsy
Wysypisko. Zimowe ptaki, północne przyloty i powietrze pod lupą
Chyba nie ma nic piękniejszego niż obserwowanie ptaków zimą – fotografowanie ich w parku na tle zaśnieżonych drzew albo poranne nasłuchiwanie, kto się odzywa. Dziś w "Wysypisku" rozmowa o przybyszach z północy, powrót do tematu czystego – a raczej zasmogowanego – powietrza, a także nagranie o planach zagospodarowania lasku Alfreda i zaproszenie na film.
Szukaj w treści odcinka
wysypisko.
Audycja dobrze posegregowana.
Nie ma chyba nic piękniejszego niż obserwacja ptaków zimą, fotografowanie w parku przy zaśnieżonych drzewach albo nasłuchiwanie o poranku, kto się tam odzywa.
No i dziś w wysypisku rozmowa o przybyszach z północy.
Powrócimy do czystego, a raczej zasmogowanego powietrza.
Będzie też nagranie o planach zagospodarowania lasku Alfreda i zaproszenie na pewien film.
Ja się nazywam Katarzyna Głuchiuszkiewicz, a program realizuje Rafał Drabek.
Chciałabym, żebyśmy trochę porozmawiały o ptakach, które przylatują do Polski, aby tutaj właśnie spędzić zimę, bo przez wiele, wiele lat tłumaczono nam, że tak naprawdę to mamy gile i sikorki.
I o innych gatunkach w ogóle nie było mowy, a tymczasem w przestrzeni medialnej pojawiły się informacje o ptaszkach, które nazywają się jery.
O, piękne ptaki, bardzo ładne, to są kuzyni naszej zięby, kuzyni z północy.
I czy jerów jest tak dużo nad Polską?
Nie zgodzę się, jeżeli chodzi o migrantów ze Skandynawii, czy też z Syberii.
Rosji, no to więcej mamy raczej czyży.
Czyże są dużo częściej spotykane w Polsce i też gromadzą się duże stada.
No i są to ptaki, które jedzą w głównej mierze nasiona.
To są tak zwane ziarnojady, więc najczęściej spotkamy je gdzieś raczej w krajobrazie rolniczym.
W miastach również się zdarza.
No to jak przypominają naszą rodzimą ziębę, to proszę opowiedzieć naszym słuchaczom, jak one wyglądają, no bo jednak nie każdy ma taką wiedzę jak pani.
Czy one są bardziej rudawe, czy szare, czy białawe?
Takie są pomarańczowe, tak intensywnie pomarańczowe.
albo rudę powiedzmy, z takimi ciemnymi wstawkami, z bardzo mocnym dziobem i z takimi charakterystycznymi jasnymi plamami na skrzydłach.
Jak lecą, te plamy tak migoczą jak lampa błyskowa.
Czyli nie możemy powiedzieć, że jest to jakiś gatunek inwazyjny.
Nie, nie, nie.
To nie jest gatunek inwazyjny, ponieważ te naloty na Polskę są absolutnie naturalne.
One nie są spowodowane gdzieś działalnością człowieka i one też fluktuują.
One są zależne od dostępu pokarmu w miejscach dla nich lęgowych.
Jeżeli tego pokarmu jest mniej...
bo rok nie był nasienny, a mamy też właśnie lata nasienne, gdzie mamy tylko tych nasion więcej i lata, których tych nasion jest mniej, to wtedy właśnie widzimy, że one mogą nadciągać do nas większymi chmarami.
Ten rok, z tego co mi wiadomo, nie był rokiem nasiennym.
W poprzednich latach mieliśmy takie silne owocowania, na przykład dębu, czy też buka i wtedy ptaki na północy miały co jeść, a w tym roku...
Ja przynajmniej osobiście nie obserwowałam, żeby było bardzo dużo owoców dużych na drzewach.
W związku z tym możemy obserwować, że ptaki z północy, które pożywiają się w głównej mierze nasionami, będą w dużych ilościach do nas zmierzać.
Rozumiem, że jest duża taka różnica między Skandynawią a Polską w tym okresie styczeń, luty, marzec.
Ogólnie jakby nasz kraj gości bardzo wielu migrantów z północy.
Dla nas ornitologów jest to nie lada gratka, ponieważ mamy w końcu obserwacje, mamy możliwość obserwować inne gatunki niż te, które są w okresie lęgowym, czyli na przykład droździki, które w Polsce właśnie nie gniazdują.
Czy, że właśnie w dużych ilościach, czy wspomniane jery, również wiele gatunków ptaków wodnych do nas przylatuje, więc po prostu ptaki przemieszczają się na południe po to, żeby
po prostu mieć co jeść.
Nasze gatunki na przykład albo migranci krótkodystansowi lecą gdzieś na zachód Europy, bardziej na południe naszego kontynentu, a jeszcze inne lecą daleko w stronę Afryki, a inne na przykład nawet do Indii.
A czy są takie długoterminowe perspektywy, czy takie raczej przypuszczenia, w jaki sposób zmiana klimatu i ocieplanie klimatu stopniowe może wpłynąć na różnice w tych migracjach?
W pewnym momencie już przestaną nas odwiedzać na przykład gile i sikorki.
Tak może być, pewnie nie zdarzy się to w najbliższych latach, ale może w najbliższych dziesięcioleciach taka sytuacja może mieć miejsce, ponieważ nawet my w Polsce obserwujemy, że jeszcze do niedawna niektóre gatunki migrowały, jak na przykład rudziki, czy kosy, czy zięby.
Ich nie powinno było u nas być zimą, powiedzmy, że te 30-40 lat temu, a teraz one są regularnie spotykane.
W związku z tym, że ten klimat mamy łagodniejszy, albo powiedzmy te zimy nie są aż tak srogie, jak miało to miejsce przed dziesięcioma leciemi, no to one po prostu decydują się zostawać w Polsce, dlatego że jest to ryzykowne, ale to się opłaca.
Jeżeli zima nie będzie bardzo sroga, no to one będą pierwsze,
przed tymi migrantami w kontekście zajmowania miejsc lęgowych.
Sama migracja również jest bardzo kosztownym energetycznie procesem.
Ona również jest niebezpieczna, ponieważ ptaki lecą w miejsca dla nich nieznane.
Zdarzają się jakieś nieprzyjemne sytuacje, jak na przykład nad Libanem albo na Cyprze.
Masowo się łapie ptaki w trakcie przelotu, kłusownictwo.
Jest bardzo silnie tam rozwinięte, więc jest to oczywiście bardzo niebezpieczne z jednej strony, więc wiele ptaków decyduje się zostawać w Polsce i podjąć to ryzyko przetrwania trudnej zimy, które finalnie będzie profitem w kontekście wcześniejszej możliwości rozpoczęcia okresu lęgowego.
Ale generalnie z reguły marzec jest takim miesiącem, gdzie ta wymiana, czyli te jery na przykład sobie już lecą do siebie, a do nas przylatują bociany.
taką książkę, Głupie ptaki polskie i za chwilę porozmawiamy przez chwilę o tym przewodniku świadomego obserwatora, ale tutaj na pierwszej, jako pierwszy ptak została opisana Aleksandretta obrożna i celowo po nią sięgnęłam, bo kiedy szukałam informacji o gatunkach inwazyjnych, to właśnie ta Aleksandretta obrożna, czyli po prostu papuga zielono-błękitna z żółtym dziobkiem.
Wyświetlała się zawsze jako pierwsza.
No i czytam, że z powodzeniem wypiera mniejsze rodzime gatunki, takie jak dudki, dzięcioły, kosy i szpaki.
Oddaje się wyjadaniu słoneczników i zbóż w lokalnych uprawach.
Rzeczywiście tych papug się nagle tyle pokazało u nas?
W Polsce jeszcze nie.
Jak udamy się na południe Europy, to tam co najmniej trzy gatunki papug mają się bardzo dobrze.
Mnicha nizinna, Aleksandretta obróżna i Aleksandretta większa, z tego co dobrze pamiętam, więc one faktycznie...
Mają tam takie trochę ptasia Eldorado.
Jeżeli chodzi o warunki polskie, jest zarejestrowany jeden lęk z pewnością w Nysie, w województwie opolskim.
I tam właśnie obserwowaliśmy, że Aleksandrety karmią swoje młode.
Natomiast na ten moment jeszcze Aleksandreta nie ma tak silnej populacji, jeżeli chodzi o Polskę.
Natomiast pewnie jest to kwestią czasu, że ze względu na ten coraz łagodniejszy klimat w Polsce, ona będzie sobie dawała radę zimą, no ponieważ zima jest oczywiście dla niej najtrudniejszym okresem.
I ona może wypierać.
Oczywiście dzięcioły w dużej mierze.
Sama takiej dziupli raczej nie wydziubie, więc będzie zajmowała miejsca, które powinny zająć nasze rodzime gatunki.
Miejsca lęgowe.
A one są agresywne wobec innych mniejszych ptaków?
Są agresywne, tak.
Czasem się widzi gdzieś ogłoszenia, z reguły gdzieś na osiedlu porozwieszane, że no widziana na jakimś drzewku papuga i tak dalej, ale to być może też są takie, które uciekły komuś z mieszkania.
No właśnie od tego się zaczęło.
Czyli komuś uciekły papugi i nie zostały wyłapane, no i wówczas zakładają właśnie swoje populacje.
Nawet kilka dni temu widziałam w Świętochłowicach właśnie dwie papużki, tak sobie aleksandretty obrożne
Wesoło skakały po gałęziach, więc najprawdopodobniej właśnie są one uciekinierami jakiejś hodowli czy z domów.
A taki ptak jak żołna, to możemy już mówić, że ona jest gatunkiem inwazyjnym?
O nie, nie.
Żołny, przepiękne ptaki, one są naszym gatunkiem rodzimym.
Występowały od zawsze w Polsce, natomiast faktycznie aktualnie obserwujemy wzrost liczebności tego gatunku, z tego względu, że mamy po prostu coraz cieplejszy klimat.
A to jest gatunek stricte południowy.
Większość gatunków żołn jednak gniezduje w tych cieplejszych sprawach klimatycznych.
W związku z tym, im jest u nas cieplej, tym one się mają lepiej.
Oczywiście też potrzebują bardzo określonych warunków siedliskowych, to znaczy odsłoniętych skarb takich glinianych bądź piaszczystych, w których będą swoje norki wykupywały, ponieważ jest to ptak, który jak zimorodek gniezuje w ziemi w takiej...
skarpie, w której właśnie wykupuje swoją norkę.
Opowiadała Karolina Skorp, ornitolożka.
Audycja dobrze posegregowana.
Zakończył się pierwszy etap konsultacji społecznych dotyczących utworzenia parku na terenie Lasku Alfreda.
To 16 hektarów na pograniczu Katowic, Siemianowic i Chorzowa.
I to jeden z nielicznych, nietkniętych jeszcze przez człowieka, terenów zielonych w okolicy.
Bianka Malinowska sprawdzała, czy objęcie terenu pracami dla Lasku i mieszkańców będzie oznaczać wyłącznie pozytywne zmiany.
Przychodzę codziennie.
Chcemy na spacer przede wszystkim.
Tam są takie zarosza i to jest miejsce, gdzie sobie tam po cichu dziki siedzą.
One tutaj nad ranem albo w nocy przychodzą do Lasku Bytkowskiego sobie trochę pożerować.
Jak się to zagospodaruje, no to nie wiem, albo je wystrzelają, albo je będziemy mieli tutaj na miejscu w biały dzień.
Będą sobie spacerować, bo się już po prostu nie mają gdzie podziać.
Znaczy ja powiem tak, boję się strasznie dzików i tu strasznie dużo dzików łazi, więc jeśli by był park i by było mniej dzików, super.
Uwolałbym naturalnie, nie?
Zawsze tu jest, też wydaje mi się, tak naturalnie.
Nie, no moim zdaniem lepiej, żeby został las.
Tu się tyle na ptaki można napatrzeć.
Tu jest dziupla z puszczykami, które przyjeżdżają ludzie z całego Śląska przyjeżdżają je fotografować.
One są lęgowe.
Mamy tutaj trzy gatunki dzięciołów.
Także naprawdę to taki fragment zieleni, a już obudowany tak szczelnie ze wszystkich stron.
Ten ekosystem las liściasty kształtował się w wyniku spontanicznych, naturalnych procesów ekologicznych.
Profesor nauk biologicznych Piotr Skubała.
Myślę, że mieszkańcy to doceniają, zauważają, że mają w centrum aglomeracji pomiędzy tutaj trzema miastami coś cennego.
Podoba mi się ten lasek taki, jaki jest w stanie naturalnym.
Te alejki tutaj są dość fajnie zrobione i tak mi się wydaje, że mogłoby zostać.
Jest tak fajnie, dziki mają gdzie przebywać, więc moim zdaniem powinno zostać tak jak jest, jest po prostu łatwiej.
Może wystarczyłoby ten lasek wyczyścić.
Tam są, ludzie chodzą z pieskami, biegają ludzie też, więc on jest dostępny, tylko wystarczyłoby go wyczyścić i żeby tam było przyjemniej.
Wcale nie trzeba z tego robić wielkiego parku.
Rzeczywiście ten teren nie jest w tej chwili taki sprzyjający bardzo do spacerów, ale to jest wina nasza, ludzi, bo po prostu tam są śmieci.
Jeżeli ten teren byłby uprzątnięty, to myślę, że to byłyby wielkie brawa ze strony mieszkańców.
Jeżeli chodzi o zagospodarowanie Lasku Alfreda, to takie głosy płynęły do prezydenta miasta w ciągu kilku ostatnich lat, że to jest taki teren, którym należałoby się zająć.
Michał Mendela z Urzędu Miasta Katowice.
No i znalazło to odzwierciedlenie w umowie prezydenta Marcina Krupy z mieszkańcami, którą pan prezydent sukcesywnie realizuje.
Natomiast konsultacje są prowadzone po to, aby to mieszkańcy wskazali, jak ma przebiegać proces rewitalizacji tej przestrzeni i jakie funkcje ma ona spełniać, żeby warto było ładnie.
Proszę tylko, żeby nie wcinać tutaj żadnych drzewek.
Ja nie wiem, czy to koniecznie trzeba, każde takie niezagospodarowane miejsca, każdy nieużytek trzeba zabudować.
Bieramy takie jakieś tam inicjatywy właśnie, które mają służyć mieszkańcom, ale tutaj akurat to się robi kompletnie nie myśląc o zwierzętach, a ich tu niestety mamy mnóstwo w sąsiedztwie.
Ważne, żeby nie było zabudowań, nie?
Bo to jest najważniejsze, a reszta, to wie pani... To znaczy, to by mogło być i naturalnie, i na park.
Można powiedzieć, zrobić park, żeby był naturalny, oczywiście.
No bo to tak, to lepiej będzie zadbane, jak będzie park, nie?
Tu jakieś ustawki albo coś, no to spoko, dzieci dużo, nie?
Można by coś tutaj zrobić trochę porządku.
My wiemy najczęściej, czym się kończy tworzenie parku i jakieś próby rewitalizacji takich terenów.
Niestety wchodzi ciężki sprzęt, wchodzą maszyny, pojawia się beton, pojawia się asfalt.
Żeby to był park, żeby to była przestrzeń do rekreacji, do edukacji, to ten beton i asfalt jest potrzebny.
Czy da się zagospodarować ten teren i jednocześnie połączyć to z ochroną przyrody?
Ochrona przyrody najczęściej polega na tym, że my nie ingerujemy, a tutaj ta ingerencja siłą rzeczy będzie.
Tworząc park nie ma innej drogi.
Ankieta diagnostyczna to pierwszy element tych konsultacji z mieszkańcami.
Ona ma diagnozować wstępnie, jakie są właśnie oczekiwania mieszkańców, a więc jakie najważniejsze funkcje oni widzą w tej przestrzeni lasku Alfreda,
ale też ma stanowić dla nas taki punkt wyjścia do dyskusji nad tym miejscem.
Wszystkie te dokumenty znajdą potem odzwierciedlenie w raporcie.
Ja się bardzo cieszę, jeżeli w jakimś mieście powstaje nowy park, co jest wielką rzadkością, natomiast ten teren jest to las, który się ukształtował w wyniku naturalnych procesów, cenny przyrodniczo, z ciekawą florą i fauną i z
I cieszący się popularnością mieszkańców, którzy tam lubią spacerować.
Park jak najbardziej, ale może po prostu w innym miejscu, a nie w miejscu, gdzie przyroda ten teren zajęła i my go, mieszkańcy, po prostu polubiliśmy.
Do tego tematu obiecuję, na pewno powrócimy.
A teraz chcę powrócić do smogu, bo w wielu polskich miastach i regionach niestety jakość powietrza jest zła.
Jest zimno, grzejemy, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa regularnie przypomina, aby w czasie wysokiego zanieczyszczenia osoby starsze, chore i dzieci ograniczały przebywanie na zewnątrz.
Ostrzeżenia przed prognozowanymi przekroczeniami pyłów otrzymujemy w aplikacji Regionalny System Ostrzegania czy przez komunikaty smsowe.
O reakcję na tego typu wiadomości pytał nasz reporter.
Na telefon nie dostaję, radio słucham, ale tak wie pan, wychowałam się w gorszych warunkach i było gorzej niż teraz.
Czyli nie analizuje pani specjalnie?
Nie, nie, bo ja nie mam problemów oddechowych, więc mnie nie razi nic.
Stosunkuję się do tego poważnie, bo to jest poważna sprawa, a poza tym sami jesteśmy temu winni.
Nie wiem jak reagować konkretnie, ale uważam, że powinniśmy coś robić w kierunku tego, żeby tego smogu jak najmniej było.
Smog uszkadza płuca w podobny sposób jak dym tytoniowy, mówi pulmonolog prof. Paweł Śliwiński z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.
Prof. dodaje, że smog jest szczególnie niebezpieczny dla osób przewlekle chorych, małych dzieci i seniorów.
Smog na szczęście nie trwa 365 dni w roku, ale też jeżeli on się powtarza i jeżeli ktoś przez wiele lat żyje w środowisku, gdzie co jakiś czas ten smog się pojawia, to oczywiście też wpływa destrukcyjnie na komórki, które są odpowiedzialne za inicjację stanu zapalnego w drogach oddechowych.
Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego mówił z kolei, że obecna sytuacja nie jest dla niego zaskoczeniem.
Smog to typowe zjawisko przy mroźnej i bezwietrznej pogodzie, podkreśla ekspert.
Trochę nas ta nasza pogoda te zimy w Polsce znieczuliły i troszkę uznaliśmy, że problem smogowy zniknął.
A on po prostu był przykrywany tymi zimami, które były i cieplejsze i nieco bardziej wietrzne, no a tutaj mamy taką typową polską standardową zimę, minus osiem, minus dziesięć bez wiatru, no i niestety okazuje się, że wracamy do smogu jak sprzed lat.
Głównym źródłem smogu są przestarzałe kotły na węgiel i drewno.
Szacuje się, że wciąż działa ich około 2 milionów 700 tysięcy.
Chociaż dzięki programowi Czyste Powietrze udało się już zlikwidować około 1 trzeciej tak zwanych kopciuchów, problem nadal jest bardzo poważny.
Prawie 90% smogu w Polsce, 90% zanieczyszczenia pyłami zawieszonymi wytwarzamy w naszych własnych domach.
Wspomniane 2,7 mln sztuk generuje 90% polskiego smogu, więc recepta jest prosta.
Jeżeli tych kopciuchów nie będzie, będziemy mieli wreszcie czyste zimę.
Tymczasem w miasteczku śląskim rozpoczęła się kampania edukacyjna Zobacz czym oddychasz.
Jej celem jest zwiększenie świadomości na temat zanieczyszczeń powietrza, ich wpływu na zdrowie, no a poprzez to zachęcenie do wymiany przestarzałych źródeł ciepła.
Na placu przy ratuszu zainstalowano płuca, czyli taką dużą konstrukcję pokrytą białą tkaniną filtracyjną, przez którą przepływa powietrze z otoczenia.
W miarę upływu dni materiał stopniowo ciemnieje, obrazując ilość zanieczyszczeń obecnych w powietrzu, którym oddychamy na co dzień.
Tempo w jakim płuca nabierają szarego, a nawet czarnego koloru wskazuje na stan lokalnego środowiska.
Teraz przypominajka, na terenie województwa śląskiego wykroczeniem jest korzystanie z jakichkolwiek kotłów bezklasowych.
No bo zgodnie z zapisami uchwały antysmogowej właściciele takich urządzeń mieli obowiązek wymienić je najpóźniej do końca minionego roku.
I każdy prezydent, burmistrz czy wójt powinien teraz zajrzeć do centralnej ewidencji emisyjności budynków i sprawdzić.
Ile bezklasowych kotłów funkcjonuje jeszcze na terenie jego miejscowości?
Mówi Zdzisław Kuczma z Rybnickiego Alarmu Smogowego.
Każdy z tych eksploatujących takich kopciów po 1 stycznia 2026 roku popełnia wykroczenie z artykułu 334.
prawa ochrony środowiska i organ albo sam powinien skierować wniosek o ukaranie, albo też złożyć zawiadomienie na policję.
Od 2 stycznia, jeżeli na obszarze będą eksploatowane kopciuchy, to znaczy, że organ nie chce z nimi zrobić porządku.
Przypomnę, że zgodnie z zapisami uchwały antysmogowej na terenie naszego regionu do końca grudnia przyszłego roku będą jeszcze mogły funkcjonować kotły klas 3 i 4.
Strażacy przypominają, że czujki dymu i tlenku węgla to jeden z najprostszych i najtańszych sposobów ochrony domowników przed pożarem oraz śmiertelnym zatruciem czadem.
O zagrożeniach, jakie niesie ze sobą mroźna zima, mówi starszy brygadier Karol Kieszkowski, rzecznik prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Podkreślił, że prawidłowo zamontowana czujka może uratować życie, bo tlenek węgla, potocznie zwany czadem, stanowi szczególnie duże zagrożenie.
Głównie dlatego, że
Czadu nie widać, nie słychać i nie czuć.
To jest taki gaz bardzo podstępny.
My go nie wyczujemy, a możemy stracić przytomność i niestety już się nie wybudzić.
Warto zainstalować czujki wszędzie tam, gdzie znajdują się urządzenia grzewcze, wyjaśnia rzecznik PSP.
Warto jest mieć czujkę dymu w każdym domu.
Już taki obowiązek będzie w 2030 roku.
Już teraz zachęcamy wymontować.
I do tego czujka tlenku węgla, jeżeli jest urządzenie grzewcze, takie jak piecyk na gaz, czy piecyk na węgiel, czy na olej okołowy.
Czyli wszędzie tam, gdzie są piecyki, tutaj obowiązkowo musi być czujka tlenku węgla.
Właśnie dla własnego bezpieczeństwa.
Tylko od początku tego roku Państwowa Straż Pożarna odnotowała ponad 1100 pożarów.
Z kolei przy około 200 zdarzeniach strażacy interweniowali w związku z emisją tlenku węgla.
I zmieniamy temat.
Projekt nowych przepisów dotyczących ochrony, retencji i walki z suszą wkrótce trafi pod obrady rządu.
Zapowiada wiceministra klimatu i środowiska Urszula Zielińska.
Poinformowała, że projekt będzie zawierał rozwiązania deregulacyjne.
Projekt ma też ułatwić m.in.
zakładanie parków, utrzymanie zieleni miejskiej oraz rozbetonowywanie miast.
Celem jest lepsza ochrona miast przed zagrożeniami związanymi ze zmianami klimatu, a wsparcie finansowe dla samorządów będzie bezwzwrotne.
Nabór do trzeciej edycji programu, co ważne, potrwa do 16 marca.
Resort Klimatu pracuje nad projektem ustawy zakładającej, że właściciele nieruchomości będą mieli wyznaczony ostateczny termin na usunięcie lub zabezpieczenie wyrobów wykonanych z azbestu.
Tymczasem w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach ruszył nabór wniosków na dofinansowanie usuwania azbestu.
Nabór tych wniosków skierowany jest do jednostek samorządu terytorialnego, w których została przeprowadzona inwentaryzacja tych wyrobów, które zawierają azbest, albo planujących zadania związane z demontażem, zbieraniem i transportem unieszkodliwionych wyrobów, oczywiście zawierających azbest.
Maksymalna kwota dofinansowania ze środków Wojewódzkiego Funduszu, czyli pożyczka i dotacja, może wynosić do 100% kosztów kwalifikowanych zadania.
Szczegółowe informacje, bardzo obszerne, znajdą Państwo na stronie internetowej Funduszu.
No i teraz zgodnie z zapowiedzią mam dla Państwa zaproszenie kulturalne.
Historia lekarki i katowiczanki.
Jolanty Wadowskiej-Król stała się inspiracją do powstania nowego serialu pod tytułem Ołowiane dzieci w reżyserii Macieja Pieprzycy.
Produkcja opowiada o epidemii ołowicy wśród dzieci z katowickich szopienic w latach 70-tych.
Serial inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami z Katowic i książką Michała Jędryki o tym samym tytule.
Badania nad epidemią były moim priorytetem.
Tak dwa lata przed śmiercią w 2021 roku podkreślała dr Jolanta Wadowska-Król.
Wtedy robiłam wszystko, żeby jak największą ilość dzieci przebadać.
Nie było dla mnie żadnej przeszkody, nie było dla mnie żadnej tamy, która by mnie zatrzymała w działaniu.
Wyniki były przerażające.
Zdjęcia do serialu Ołowiane dzieci powstawały w Katowicach, Bytomiu, Zabrzu i Gliwicach.
W rolę głównej bohaterki, czyli Jolanty Wadowskiej-Król wcieliła się Joanna Kulik.
Jeszcze nie widziałam tego filmu, ale zamierzam poświęcić na to czas w najbliższy weekend, zatem za tydzień podzielę się z Państwem spostrzeżeniami.
A co jeszcze warto zobaczyć, na przykład z młodszą częścią rodziny?
Filmy o ekologii to przecież zarówno poruszające dokumenty o zmianach klimatu, jak i przyrodzie, takie jak rzeka, niewygodna prawda albo życie na naszej planecie Davida Attenborough.
jak i produkcje edukacyjne dla najmłodszych.
Kodeks Małego Ekologa, czy Kazio i Dzień Ziemi.
One pokazują segregację odpadów, oszczędzanie zasobów.
Są także filmy o życiu w symbiozie z naturą, jak Nasze Miejsce na Ziemi.
Warto też poznać film Terra, ukazujący bogactwo życia na naszej planecie.
I to tyle na dziś.
Katarzyna Głuchiuszkiewicz, Rafał Drabek.
Wszystkiego ekologicznego.
Audycję dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Za części przedstawione w audycji dofinansowanej ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach odpowiedzialność ponosi redakcja.
Ostatnie odcinki
-
Wysypisko. Czym oddychamy?
29.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Co zrobić z choinką? Opady śniegu or...
22.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Zimowe ptaki, północne przyloty i po...
15.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Co o mrozach sądzą klimatolodzy?
08.01.2026 18:15
-
Wysypisko. W poszukiwaniu idealnej choinki
18.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Gdzie po choinkę?
11.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Sól, która powoduje ból na psich łap...
04.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Zima
27.11.2025 18:15
-
Wysypisko. Czyste powietrze
20.11.2025 18:26
-
Wysypisko. Od futra po butelki: jak przygotowuj...
06.11.2025 18:15