Mentionsy

Tłoczone z danych
21.02.2024 07:00

Koniec bezrobocia w Polsce?

Historycznie niskie bezrobocie, rekordowe zatrudnienie – jest tak dobrze, jak pokazują oficjalne statystyki? Możemy ogłaszać koniec bezrobocia w Polsce? Ile zajmuje znalezienie pracy i dlaczego wciąż tak długo? Co się zmieniło na rynku pracy przez ostatnie 30 lat? Odpowiedzi szukamy z prof. Igą Magdą w najnowszym odcinku podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Joanna Tyrowicz & Marcin Bojanowski. Odcinkiem o bezrobociu kończymy pierwszy sezon podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Dziękujemy, że byli Państwo z nami. Do posłuchania! 🔗 STRONA ODCINKA:

https://grape.org.pl/news/podcast-grape-koniec-bezrobocia-w-polsce


🍇 O TŁOCZONE Z DANYCH Kobiety pomagają kobietom w karierze? Urlopy ojcowskie obniżają mężczyznom pensje i pozbawiają ich awansów? Czy da się prowadzić samochód zgodnie z przepisami? Jaka jest cudowna broń w walce z długiem państwa? Kim był kapitan Nemo i co ma wspólnego z polską prywatyzacją? Odpowiedzi tłoczymy z danych wraz z najlepszymi polskimi ekonomistkami i ekonomistami. Nowy odcinek co dwa tygodnie w niedzielne poranki. Zapraszają: Joanna Tyrowicz & Marcin Bojanowski.


ℹ️ Podcast powstaje dzięki wsparciu finansowemu Fundacji Wolności Gospodarczej.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 113 wyników dla "Urzędu Pracy"

To stwierdzenie, że bezrobocie się skończyło i już go więcej nie obserwujemy jest jednak zbyt mocnym opisem polskiego rynku pracy.

Faktycznie dane, którymi dysponujemy wskazują na to, że sytuacja na rynku pracy jest bardzo dobra.

Natomiast ten pozytywny obraz przyćmiewa kilka statystyk dotyczących tegoże rynku pracy.

Tak naprawdę w niskim bezrobocie w Polsce wynika po części z tego, że spora część osób na rynku pracy nie jest bezrobotna, ponieważ pozostaje zupełnie poza rynkiem pracy.

Jest bierna zawodowo, czyli tej pracy nie ma, ale też nie szuka, nie jest gotowa do jej podjęcia.

A jak mówisz bezrobocie młodych, Iga, to masz na myśli takie bezrobocie, że ktoś poszedł się zarejestrować w urzędzie pracy?

Na takie dane w ogóle tak naprawdę jako ekonomiści nie patrzymy, bo te dane o bezrobociu rejestrowanym tak zwanym, czyli tym z urzędów pracy, odzwierciedlają bardziej przepisy, różne regulacje niż faktyczną sytuację tych osób młodych na rynku pracy.

Nie, mówimy o osobach, które nie mają pracy, ale tej pracy fizycznie poszukują i są gotowe do jej podjęcia.

Mamy takie badanie, które nazywa się BAEL, Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności, które w ten sam sposób w Polsce, jak we wszystkich krajach globu, tak naprawdę, świata, mierzy ten poziom bezrobocia i co kwartał mamy informację o tym, jaki odsetek osób młodych faktycznie jest bezrobotnymi, ponieważ nie ma pracy, a tej pracy poszukuje i jest gotowy mi do jej podjęcia.

Zdradzając Państwu aspekt osobisty i historyczny, tak Iga jak i ja zajmujemy się rynkiem pracy, delikatnie mówiąc, naście lat korzystając z najwspanialszego zbioru świata, czyli właśnie badania aktywności ekonomicznej ludności.

I z jednej strony mnóstwo się na naszych oczach zmieniło, a z drugiej strony te wady czy problemy polskiego rynku pracy, które wymieniłaś, to są te, o których byśmy opowiadały tak samo w połowie lat 2000.

Połowa lat dwutysięcznych, lata dwutysięczne, początek, to ten okres, kiedy polski rynek pracy charakteryzował też duży napływ osób młodych na rynek pracy i generalnie ten rynek pracy wówczas był młodym rynkiem pracy, jak się spojrzy na przeciętny na przykład wiek osoby bezrobotnej czy pracującej.

No i to też znajduje odzwierciedlenie w tym, jak wygląda populacja osób pracujących, że coraz większy odsetek osób pracujących to są osoby, które mają 45-50 lat i więcej, a tych osób młodych wchodzących na rynek pracy jest wyraźnie mniej.

No tych osób, które poszukują pracy po prostu fizycznie jest z roku na rok mniej, ponieważ populacja osób bezrobotnych i pracujących się kurczy.

Kolejne roczniki wchodzące na rynek pracy...

Czy poza liczbą osób bez pracy nasz rynek pracy bardzo się zmienił?

Jedną z takich frustracji, które chyba obie podzielamy, to jest to, że jakbyśmy mieli wymieniać problemy polskiego rynku pracy, takie bardziej strukturalne, te 10 lat temu, 20 lat temu i dzisiaj, to by były takie same.

Obie sprawdziłyśmy, ile się szuka w Polsce teraz pracy, bo z jednej strony można popatrzeć, ok, stopa bezrobocia jest bardzo niska, jest super, łatwo znaleźć pracę, tylko, że

Kiedy popatrzymy w dane te 10 lat temu, osoby z wyższym wykształceniem szukały pracy średnio trochę ponad 10 miesięcy.

Osoby bez wyższego wykształcenia szukały wówczas pracy około 12 miesięcy.

Dziś jedni i drudzy szukają pracy 8,5 miesiąca.

Czyli stopa bezrobocia obniżyła się trzykrotnie, a czas szukania pracy skrócił się w taki sposób, że to jest niezauważalne.

I przy tak dużej trudności w znalezieniu pracy, w sensie, że jest to tak długotrwałe i tak...

obciążający przez to psychicznie proces, trudno nazywać polski rynek pracy przyjaznym.

Znaczy niska stopa bezrobocia super, ale młodym osobom wchodzić się na rynek pracy bardzo trudno, o czym już mówiła Iga, a wszyscy ci, którzy z różnych względów muszą nową pracę znaleźć, znajdują się w niemal tak trudnej sytuacji jak dekadę temu.

Dlaczego szukanie pracy wciąż jest traumą przy tak niskiej stopie bezrobocia?

Po pierwsze to kwestia niedopasowanych kwalifikacji, tego jakie wyglądają umiejętności, wiedza osób młodych, a tego czego potrzebuje rynek pracy.

To prawda i myślę, że wraz ze zmianami technologicznymi i tym, jak dotykają one rynków pracy, to wyzwanie ciągle istnieje i będzie się tylko nasilać.

To z drugiej strony zmusiło pracodawców do tego, żeby upraszczać stanowiska pracy.

A jak upraszczasz stanowiska pracy, to one nie są wysokopłatne, co z kolei zmniejsza atrakcyjność podejmowania zatrudnienia i wchodzimy w takie błędne koło.

Po pierwsze kwestia, o której rzadziej się mówi, ale ona jest istotna z perspektywy funkcjonowania rynku pracy, mianowicie kwestia transportu, transportu publicznego w szczególności i tego, że Polska ciągle pozostaje krajem, gdzie 40% osób mieszka na obszarach wiejskich, gdzie dojazd do większych ośrodków miejskich, do tych miejsc pracy jest utrudniony, często niekoniecznie opłacalny i to gdzieś ma przełożenie na to, jak wygląda ten proces poszukiwania pracy i znajdowania pracy.

To szczególnie jest istotne z perspektywy kobiet i to jest kolejna frustracja, o której chciałam powiedzieć, jakby takich problemów, które mamy na rynku pracy.

Ten proces poszukiwania pracy jest szczególnie trudny dla kobiet i to widać wyraźnie, jak wygląda różnica chociażby w wskaźniku zatrudnienia kobiet, które, wykształconych kobiet, które mają dziecko lub nie mają dziecka i aktywność zawodowa i zatrudnienie kobiet z dwójką dzieci w szczególności i większą liczbą dzieci.

I to nas jakby różni od tego, jak wygląda rynek pracy w krajach europejskich.

Ale też duże znaczenie ma kwestia nieelastyczności rynku pracy.

Jak się spojrzy na dane Eurostatus, takiego badania dotyczącego tego, jak wyglądają możliwości elastycznego decydowania o swoim czasie pracy wśród kobiet i mężczyzn w krajach europejskich, to jest badanie jeszcze sprzed pandemii, to podkreślę.

To jest bardzo duże ograniczenie dla rodziców w szczególności i przekłada się na niższe możliwości znalezienia tej pracy.

Dostępność pracy na część etatu?

Zacznijmy od tego, że 10-15 lat temu ten wskaźnik zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu pracy w Polsce był niski.

Polska, podobnie jak większość innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ma relatywnie niski odsetek 7-8% kobiet, które pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy w Polsce.

W takich krajach, już nie mówię o Holandia czy Niemcy, gdzie większość kobiet, jeżeli pracuje, to pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy, no ale w większości krajów te wskaźniki wynoszą kilkanaście procent.

Spodziewałabym się, że mając na uwadze właśnie, że próbujemy włączać te kobiety na rynek pracy i tyle mówimy o tym, jak powinno wyglądać wspieranie życia zawodowego z rodzinnym, że ten wskaźnik będzie rósł, a on nie rośnie, ale maleje.

Dodam tylko, że jakieś 5-6% kobiet pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy, czyli tak naprawdę bardzo nikły odsetek kobiet na rynku pracy.

Co więcej, jak się popatrzy w te dane, o których Iga wspomniała, czyli w Polsce BAEL, w innych krajach analogiczne badanie, tam pojawia się również pytanie, dlaczego ktoś pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy i najczęściej udzielaną przez matki w zagranicznych badaniach odpowiedzią jest, bo ułatwia mi to godzenie ról życiowych i zawodowych.

W Polsce odpowiedź najczęstsza brzmi, bo nie mogę znaleźć pracy na pełen etat.

wynagrodzenia w innych częściach rozkładu i mimo to nadal praca na części etatu to jest gorsza opcja, to znaczy pracuję na części etatu, bo nie mogę znaleźć pracy na pełen etat, a nie dlatego, że to jest wygodne, dogodne rodzinnie, jakieś optymalne rozwiązanie na jakimś etapie życia danej rodziny.

Spodziewaliśmy się, że wraz z próbą podnoszenia tego wieku, w którym opuszcza się rynek pracy, przechodzi na emeryturę, już abstrahując od formalnych uwarunkowań w tym zakresie, że będziemy obserwowali rosnący odsetek osób starszych na rynku pracy, które pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy, no bo tak jest łatwiej łączyć tę pracę z życiem rodzinnym, ale też z jakimiś potrzebami zdrowotnymi na przykład.

No nie, właśnie jak patrzymy na dane, znowu na przestrzeni ostatnich 10 lat mniej więcej, widzimy wyraźny spadek odsetka osób w wieku 55-64, które pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy.

Z największych frustracji, czyli niesprawne, czy praktycznie niefunkcjonujące pośrednictwo pracy, bo żeby znaleźć pracę, kiedy jej nie masz, to musisz gdzieś znaleźć informację o tym, że ta praca jest, dotrzeć do danego pracodawcy, móc wziąć udział w procesie rekrutacyjnym, jakkolwiek by on nie wyglądał, w sensie od najprostszych, że wejdziesz i spytasz, czy jest praca, do najbardziej skomplikowanych, wieloetapowych problemów.

Mamy bardzo posegmentowany rynek pracy, to znaczy są takie segmenty, gdzie oczywiście jest i internet, i oferty, i headhunterzy, i dowolnie wyrafinowane na wysokim poziomie usługi.

Ale on dotyczy bardzo wąskiego, wąskiej grupy pracowników i mamy całą resztę, która Anno Domini 2023 zapytano o to, z jakich sposobów poszukiwania pracy korzysta najczęściej, odpowiada.

Już o ofertach pracy się nie dowiem.

Centralna tabela ofert pracy, czyli rozwiązanie, które miało ułatwić zbieranie informacji ze wszystkich powiatowych urzędów pracy, ma tę samą wadę, które mają tablice w poszczególnych powiatowych urzędach pracy, czyli ma bardzo niewielki udział w tym, co się dzieje w tych rekrutacjach, które się dzieją na terenie danego powiatu i w większym stopniu dotyczy tzw.

Dlatego, że jeżeli szukam pracy przez znajomych, no to szukam pracy w ich kręgach, w ich sieciach, w ich zawodach, w branżach, zgodnie z ich doświadczeniem, które w najmniejszym stopniu nie muszą pasować.

Profesjonalizacja pośrednictwa pracy była jedną z tych fundamentalnych zmian na europejskim rynku pracy, które doprowadziły do obniżenia bezrobocia w całej Europie między latami 80. a dzisiaj.

Te kryzysy dotykały polski rynek pracy w ograniczonym stopniu.

To trzeba powiedzieć, że i ten z lat 2007, 2009 i 2013 tak naprawdę te kryzysy obeszły się z rynkiem pracy dosyć łagodnie.

Ja jeszcze wrócę do tego, co Joanna mówiła o tych urzędach pracy, o tym, jak one funkcjonują.

Myślę, że to jest taki dobry przykład tego, co się zmieniło na rynku pracy, jak późno niektóre rozwiązania legislacyjne, instytucjonalne, które mamy w kraju, jak one późno reagują na te zmiany, które się dzieją na rynku pracy.

Jak się prześledzi to, jak funkcjonowały urzędy pracy obecnie.

2004, 2006 rok, kiedy mieliśmy ogromne bezrobocie osób młodych, to dopiero gdzieś w 2007, 2008 pojawiły się programy działania, które miały pomóc osobom młodym wchodzącym na rynku pracy.

Chociaż to był okres, kiedy mierzyliśmy się ze zmianami w systemie emerytalnym i tak naprawdę potrzebowaliśmy ogromnego wsparcia polityką rynku pracy kierowanego do osób w wieku emerytalnym.

To wszystko po to, żeby powiedzieć, że jest bardzo duża inercja w tym, jak funkcjonują urzędy pracy i one bardzo dużo czasu potrzebują, żeby wypracować jakieś rozwiązania, już abstrahując do tego, czy one są skuteczne czy nieskuteczne.

Jedną ze słabości urzędów pracy obecnie i to w kontekście sytuacji na rynku pracy osób młodych, trudnej sytuacji osób młodych, jest to, że urzędy pracy pomagają tym, którzy do nich przyjdą, poproszą o pomoc, zarejestrują się w szczególności jako osoby bezrobotne, jeżeli mogą, bo też nie każdy może.

Natomiast polski rynek pracy teraz obecnie to w dużej części osoby tak zwane nicy, osoby, które nie uczą się, ale jednocześnie ani nie pracują, ani tej pracy nie poszukują.

I to tak naprawdę urząd pracy musi wyjść do tych osób, znaleźć ich, dotrzeć do nich, żeby móc im zaoferować swoje wsparcie.

Bo urzędy pracy ostatnie 2-3 lata z jednej strony miały dużo środków, które oczywiście były głównie środkami pochodzącymi z Unii Europejskiej, z Komisji Europejskiej, program Gwarancja dla Młodzieży i tego innego typu rozwiązania.

ale z drugiej strony nie miały komu tych środków, na kogo wydatkować, ponieważ tych osób, które byłyby skłonne poszukać zatrudnienia, podjąć jakieś staże, prace interwencyjne czy inne formy doszkalania się, tych osób po prostu nie było, one się nie kierowały do urzędów pracy z różnych względów, bo to jeszcze wchodzimy w kwestię dlaczego nie, czy to jest kwestia braku zaufania do sensowności działań i możliwości wsparcia otrzymanego przez urzędy pracy, czy to jest kwestia bardzo często takiej niechęci w ogóle do wyjścia

poza swój bezpieczny świat i statystyki mówiące o tym, że spora część niców wśród mężczyzn, wśród młodych mężczyzn to są osoby, które deklarują, że są poza rynkiem pracy, nie szukają tej pracy, bo mają problemy ze zdrowiem, w szczególności ze zdrowiem psychicznym.

Wśród kobiet ciągle tą barierą wyjścia i próby poszukiwania zatrudnienia, czy też podjęcia pierwszych kroków ku temu i rejestracji w urzędzie pracy są oczywiście ciągle ograniczenia, jeżeli chodzi o opiekę nad małymi dziećmi.

Więc jest bardzo dużo nowych wyzwań, które stoją przed urzędami pracy.

Mieliśmy nową ustawę o rynku pracy przygotowaną w zeszłym roku, ale zdaje się, że utknęła gdzieś znowu w czeluściach zamrażarek sejmowych czy ministerialnych.

A przerażające w tej historii jest to, że kiedy ja pierwszy raz się zaczęłam zajmować rynkiem pracy, to był taki projekt bezrobocie co robić i prowadziliśmy wówczas poza badaniami ilościowymi także badania jakościowe.

I kontaktowaliśmy się z organizacjami pozarządowymi, które próbowały jakoś uzupełnić dysfunkcjonalne w tych konkretnych lokalizacjach powiatowe urzędy pracy.

że on przez dwa lata odbijał się od tablicy, na której nie było ogłoszeń, albo nie było ogłoszeń dla niego, aż po dwóch latach zupełnym przypadkiem trafił w tym powiatowym urzędzie pracy na trzecie piętro.

Powiatowe urzędy pracy w Polsce się bardzo różnią.

Wiadomo, że są takie, które są świetne, ale nie ma żadnego mechanizmu, który by użyje takiego agresywnego słowa, który by przymusił te słabsze, słabiej radzące sobie powiatowe urzędy pracy do tego, żeby zaadaptowały

Do dziś będę pamiętała Powiatowy Urząd Pracy w jednym z niedużych miast powiatowych w Polsce, w którym dyrektorka miała idealną współpracę z gminnymi ośrodkami pomocy społecznej dookoła tego miasta powiatowego.

i który organizował targi pracy na dożynki czy jakieś takie, w sensie, że wychodzili w lato, tam gdzie się spotykali ludzie w różnych grupach wieku, ale także osoby młode, rozstawiali swoje stanowiska, mówili przyjdź, spotkaj się, porozmawiaj, umówimy się w tygodniu, wpadniesz, jakoś rozwiążemy.

W bardzo trudnym terenie, w sensie miejscu, gdzie rynek pracy nie należał do najbardziej dynamicznych, mieli bardzo silną relację z lokalną społecznością.

Przy czym to być może jest nieco wyświechtany argument, ale jednak prawo do pomocy w znalezieniu pracy jest gwarantowane w Polsce konstytucją.

Mamy milion osób bez pracy, których nie widzą oficjalne statystyki.

To znaczy ciągle odwołujemy się do takiej tradycyjnej definicji bezrobocia, czyli tego, czy osoby są poza rynkiem pracy, nie pracują, ale też pracę szukają i są gotowe do jej podjęcia.

Ale w tym umykają nam osoby, które nie mają pracy, ale tej pracy nie poszukują.

Albo nie mają pracy, poszukują jej, ale jeszcze nie są gotowi do jej podjęcia, bo na przykład tutaj za miesiąc muszę coś zorganizować, więc dopiero za trzy miesiące będę mógł pracę podjąć.

Do tych definicji, ogólności definicji bezrobocia wpada też coś, co poratujesz, może nie wiem, jak to po polsku nazwać, underemployment, czyli te osoby, które co prawda pracują, ale tak naprawdę pracują w mniejszym wymiarze czasu pracy niż by chciały i są skłonne pracować dłużej.

To wszystko są jakby takie godziny czy liczby osób, których nie widzimy jako bezrobotnych, a które jednocześnie są miarą takiego potencjalnego zasobu pracy, który jest niewykorzystany.

Więc dyskusja o tym, jaki jest potencjał zwiększenia zatrudnienia w Polsce, gdyby rynek pracy działał sprawniej, gdyby był bardziej elastyczny, gdyby był bardziej otwarty na to, jakie są możliwości i potrzeby osób, które chciałyby w nim uczestniczyć.

poza zakładem pracy, co dla wielu osób może mieć duże znaczenie i być dużą korzyścią, otworzyła też taką możliwość, że można pracować poza swoim miejscem zamieszkania, w sensie nawet bardzo daleko, tak fizycznie, że to nie jest dojazd, tylko że w ogóle pracujesz

Jak liczyli nasi koledzy z IBS-u, w Polsce mniej więcej 46% stanowisk pracy można częściowo lub całkowicie uzdalnić, a 54% stanowisk pracy nie może być uzdolnione, nawet w tak dramatycznych warunkach jak pandemia i zagrożenie epidemiologiczne.

Więc to jest jakby ta dyskusja o tym, czy i jak można nasz rynek pracy poprawić i jej nie mogą prowadzić ci pracodawcy, którzy już się jakoś otworzyli i coś uelastycznili, tylko trzeba do niej włączyć tych pracodawców w tych zawodach i w tych branżach, w których na dzisiaj na przykład zdalność jest niemożliwa, a jakaś doza elastyczności jest niezbędna, żeby byli w stanie znaleźć pracowników.

Ale ona też musi uwzględniać tych wszystkich, którzy powinni pełnić jakąś funkcję pośredniczenia pomiędzy potencjalnymi pracownikami a potencjalnymi pracodawcami, bo na dzisiaj na przykład jak chcesz zgłosić ofertę pracy w niepełnym wymiarze czasu pracy do Urzędu Pracy, to usłyszysz, że ona jest nie...

Jak chcesz zgłosić ofertę pracy, która nie jest ofertą pracy w rozumieniu kodeksu pracy, czyli nie jest to praca etatowa, tylko jakaś inna forma współpracy, powiatowy urząd pracy powie ci, że to jest oferta nieinteresująca i w ogóle nie przyjmie jego do katalogu.

Skutkiem czego w powszechnym obiegu, w sensie w centralnej tabeli ofert pracy jest mniej więcej między 10 a 12% ofert rynkowych.

Bo raz na jakiś czas ktoś robi jakieś badanie reprezentatywnej grupy pracodawców i albo pyta, jaki procent pracodawców kieruje oferty do urzędów pracy, albo pyta, ile jest wakatów.

No jak się porówna te wakaty z badań reprezentatywnych z tymi, które są w centralnej tabeli ofert pracy, to zazwyczaj wychodzi mniej więcej to samo, czyli jedna na dziesięć, jedna na osiem w ogóle trafia do tego systemu, który ma być powszechny i służyć wszystkim.

Teraz wymieniłam jako te osoby będące częścią potencjalnego zasobu pracy, który jest niewykorzystany, to kobiety i w dużej mierze osoby z niepełnosprawnościami, do tego zaraz wrócę.

Pracują dużo mniej niż mogłyby pracować na takim pełnym, otwartym rynku pracy.

Powiedziałaś, że kryzysy bardzo łagodnie obeszły się z polskim rynkiem pracy, a pandemia?

Pandemia ostatecznie też, chociaż to trzeba wyraźnie powiedzieć, że gdy wybuchła pandemia, to te obawy ekonomistów o to, jak wpłynie na rynek pracy, jak wzrośnie bezrobocie, spadnie zatrudnienie, były naprawdę duże.

Czy pan, pani w danym momencie nie ma pracy, szuka pracy i jest gotów ją podjąć?

No to jak wszyscy siedzieli pozamykani w domach, to nikt nie odpowiedział tak na środkowe pytanie, czy szuka pracy.

Skutkiem tego, wtedy kiedy robiliśmy to badanie Diagnoza Plus po to, żeby na bieżąco monitorować rynek pracy i nie czekać do końca kwartału i jeszcze potem 60 dni, żeby się dowiedzieć, co się działo, zobaczyliśmy wtedy bezrobocie w Polsce wynosiło około 6%, do którego dzisiaj się odnosimy, że wynosi około 3%.

I to sześć urosło w ciągu dwóch miesięcy do dziewięciu, ale nie dlatego, że urosła grupa osób spełniających wszystkie trzy kryteria, to znaczy nie mam pracy, chcę ją mieć i aktywnie jej szukam, tylko dlatego, że urosła grupa osób, którzy mówią nie mam pracy.

O ile wszyscy mówiliśmy o pracy zdalnej i tym, jak ona wielu pracowników dotyka, o tyle jednak dla większości osób była ona całkowicie niedostępna i to tworzyło ogromne poczucie zagrożenia, że oni do tej pracy muszą się dostać i w tej pracy pozostają w kontakcie bezpośrednim i to poczucie zagrożenia przełożyło się na to, że mieli ogromną potrzebę zmiany.

pracy po to, żeby uciec od zagrożenia zdrowotnego.

To znaczy, myśmy poszli do ludzi i powiedzieli, pomóżcie nam dowiedzieć się, co się dzieje na polskim rynku pracy i 35 tysięcy osób wzięło udział w jednej albo więcej, w dwóch albo więcej, przepraszam, fali naszego badania.

To duża różnica między na przykład Europą czy Polską w tym konkretnym kontekście, a Stanami, gdzie urzędy pracy pozostały otwarte i ludzie mogli zgłaszać się po zasiłki.

Myślę, że spośród tych wielu ciekawych liczb, które obrazują polski rynek pracy, dzisiaj ta dziewiątka jest szczególnie istotna, to znaczy dziewięć miesięcy przeciętnie poszukiwania pracy na polskim rynku pracy.

Jest jednak skakująco dużą liczbą, w sensie ten czas trwania poszukiwania pracy jest długi, patrząc na tak niskie bezrobocie, jakie obserwujemy.

Za każdym razem, kiedy z Igą albo ze mną rozmawiają jacyś dziennikarze, żeby porozmawiać o rynku pracy...

Dopóki pracy w Polsce się będzie szukało 9 miesięcy, 8 miesięcy, ponad pół roku, to nie będzie w Polsce rynku pracownika, a będzie się jej szukało tak długo.

Nie wtedy, kiedy stopa bezrobocie będzie niska, tylko kiedy nasz rynek pracy zacznie być sprawny po prostu i do tego potrzebne jest tak pośrednictwo, jak i zrozumienie nawzajem potrzeb potencjalnych pracowników i potencjalnych pracodawców.