Mentionsy

TOK FM Select
02.10.2025 10:00

Odcinek 1. Do źródła

W pierwszym odcinku serialu "Fala" cofamy się do września 2024 roku - do momentu, kiedy znaliśmy już niepokojące prognozy pogody, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, co dokładnie i w jakiej skali nas czeka. Krzysztof Story odwiedza Beskidy, gdzie na własne oczy obserwuje, jak zachowuje się woda w górach. I jak ważne jest, by zatrzymać ją tam jak najdłużej. Poznaje również dwie perspektywy na ochronę przed powodzią - tę od podstaw w górze potoków i tę opierającą się na potężnych zbiornikach i wielomilionowych inwestycjach. Rozmawia z ludźmi, którzy na wodzie znają się jak mało kto. Wszystko to by zrozumieć, jak żyć z powodzią.
Serial "Fala" wyprodukowany przez redakcje Frontstory.pl i TOK FM to opowieść o sile żywiołu, ludzkiej determinacji i granicach naszej władzy nad przyrodą. O tym, co wypływa na wierzch, gdy przychodzi wielka woda, co zostaje, gdy fala opadnie i co zrobimy, zanim przyjdzie kolejna. Bo przyjdzie na pewno.

FRONTSTORY.PL ujawnia to, co inni chcą ukryć. Inwestuj w jakościowe dziennikarstwo śledcze na frontstory.pl/wspieram
TOK FM Premium to nagradzane podcasty i całe archiwum radia TOK FM. Kup subskrypcję na tokfm.pl/premium

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 64 wyników dla "Michała A."

Moje dziecko ma 12 lat i jego dzieciństwo skończyło się 15 września.

To dowodzi, że to było ponadnaturalne, bo to były konie, które cały rok stoją na dworze, gotowe na minus 32, jak trzeba.

Kilkadziesiąt metrów za budynkiem spokojnie płynie Biała Lądecka.

Na wypadek bycia ofiarą katastrofy najlepiej jest mieć jednego małego psa.

Otóż w sytuacji konieczności ewakuowania całego swojego majątku na raz, posiadanie dwóch wolnych rąk jest nie bez znaczenia.

Dziś willa Łukaszewskiej z powrotem przyjmuje gości, choć nadal trwa remont i sprzątanie terenu dookoła.

O tym, co wypływa na wierzch, gdy przychodzi wielka woda.

Co zostaje, gdy fala opadnie i co zrobimy, zanim przyjdzie kolejna.

W korycie rzeki jest pełno głazów, drzew i wszystkiego, co przyniosła woda.

Późnym wieczorem siadamy z Borysem w barowym ogródku w uzdrowiskowej części miasta.

Tej, którą powódź ominęła.

Na nizinach woda powoli się podnosi i powoli opada.

No i ona ma bardzo dużą prędkość, porywa wszystko w dół, ale też szybko się przemieszcza.

Często powodując ogromne zniszczenia.

Wtedy jeszcze nikt nie podejrzewał skali zagrożenia.

Kiedy 9 września w poniedziałek Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegał przed nadchodzącymi opadami i możliwością powodzi w dorzeczu Górnej Odry, to ogłosił alert, ale drugiego, a więc nie najwyższego stopnia.

Były tylko lokalne podtopienia.

To po prostu kilka pni umocowanych w poprzek koryta.

Przed przeszkodą woda zwalnia.

Spowalniając nurt powstrzymywały także erozję koryta.

Dzięki temu z potoku mogły pić nie tylko studnie wykopywane przez mieszkańców górskich wiosek, ale też rosnące na brzegach drzewa i cała okoliczna gleba.

Wszystko działało jak naturalna, biologiczna pompa.

To nie chodzi o zatrzymanie tylko i wyłącznie wody, ale zatrzymanie tego humusu, tej biomasy, tego wszystkiego, co tutaj napływa.

Zbiorniki w górach budują, bo to dopiero jak w zbiorniku zgromadzisz wodę, metry, kubiki policzysz, to jest retencja.

Tuż obok jest szeroka, leśna droga zrywkowa.

Takie szlaki służą do transportu drewna.

Wszystkiemu winien wspomniany żur, czyli po prostu muł i ziemia, którą woda znosi do jeziora.

Na każdej takiej jednej rynnie jest parę metrów sześciennych błota.

I to była cała robota.

A jak jest uparty i zawzięty, to zrobi dwa.

W Alpach, w krajach wysoko rozwiniętych, w Szwajcarii, w Bawarii, to jest standardowa procedura.

Zagadaliśmy się i nawet nie zauważyłem, kiedy zza drzew wyłoniła się spora chałupa.

O ile remont w górskiej chałupie kiedykolwiek się kończy, bo tu przecież zawsze jest coś do zrobienia.

od rana do wieczora.

Zaczęliśmy od prostych dopłat do uprawianego hektara.

No i wtedy jak już ten rolnik był świadom tego, że może dostać pieniądze za koszenie łąki, to się okazało, że już połowy tych łąk nie ma.

Mniej więcej wiedzieliśmy, jaki jest koszt odtwarzania takiego zbiornika.

Adam i spółka zaczęli sprawdzać co się bardziej opłaca.

Myśmy to zgłosili, no i taka się batalia zaczęła.

Za zlecenie podpaleń, ogień podłożono też w okolicznym gospodarstwie, skazano Michała A., właściciela wspomnianej fabryki mebli, który dostał 6 lat więzienia.

Nad Milówką znalazł dom do kupienia.

Niektórzy to powiedzą, że do dzisiaj jest ruina.

Komina, wody, prądu, światła, niczego nie było, więc to wszystko... Cały czas sobie wmawiałem, że to był remont domu, ale to była budowa domu od nowa, no i dalej jeszcze trwała.

Przez kilka metrów droga robi się szersza.

Zresztą nie tylko ja.

Mówi, że od lat obserwuje, jak kolejne strategie, inwestycje i programy powstają zza biurka.

Prostej odpowiedzi, Adam od razu zaznacza, nie ma.

Ale całe lata 90. ta amelioracja zaczęła przez ekologów, była od czci i wiary odżegnana.

Drugą zmorą polskiej gospodarki wodnej, zdaniem Ulbrycha, jest centralizacja.

Potem znowu się 7 lat nie robi nic, bo nie ma tych pracowników do bieżącego utrzymania.

Bo to jest tak, że te zbiorniki na rzece są zasilane wodą z rzeki, ale ponieważ rzeka płynie jakby lasem, jest zarośnięta drzewami, zacieniona, to w tej rzece jest woda chłonna.

I w tym momencie te zbiorniki tą wodę odparowują, ale niekoniecznie odparowują zanieczyszczenia.

Wielu z nich pamięta, jakie spustoszenie wyrządził ten żywioł w 2010 czy 1997 roku podczas powodzi tysiąclecia.

No nie ma gdzie, no co to jest za... Jak się stanie przy takiej zaporze, która ma 30 metrów wysokości...

Są takie trzy komponenty przy ograniczaniu ryzyka.

Te małe wodopusty, czyli rynny w drogach, które Adam wyceniał na 500 zł za sztukę i te gnijące w potokach drzewa.

W Krakowie tereny zalewowe to prawie jedna czwarta miasta.

W Elblągu w 2017 była taka dramatyczna historia, że 400 strażaków broniło szpitala.

Jeszcze w piątek, choć padało od pięciu dni, a służby słały kolejne alerty, Łukaszewska nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia.

W piątek to my byliśmy z mężem w Gliwicach oglądać samochód i jak wyjeżdżaliśmy, to rzeka była zupełnie nie... nic nie skazywało na to, że jest jakaś sytuacja podbramkowa.

Produkcja Magdalena Birecka.

Konsultacja i redakcja scenariusza Barbara Sowa.

Montaż Daria Kędziora.

Głosu użyczyli Bartosz Dąbrowski i Marietta Wiśniewska.