Mentionsy

Szkoła Bardzo Wieczorowa Radia Katowice
27.11.2025 21:00

Śmierć przy kolacji

Co można zrobić kiedy do wroga nie trafiają argumenty, negocjacje z przeciwnikiem nic nie dają, strategie zawodzą, a osiągnięcie celu jest na wagę złota? Historia ludzkości jest pełna odpowiedzi. Tradycja rozwiązań ostatecznych jest długa  i świadczy o dużej pomysłowości. Jednym słowem dzisiaj w wykładzie w Szkole Bardzo Wieczorowej Beata Tomanek i jej gość nawiążą do niechlubnej strony radykalnych rozwiązań w historii.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 417 wyników dla "Elżbieta I"

Szkoła Bardzo Wieczorowa w Radiu Katowice.

Dobry wieczór Państwu, przed mikrofonem Beata Tomanek.

Witam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Katowice, którzy postanowili posłuchać kolejnego wykładu w szkole bardzo wieczorowej.

Ten będzie emocjonujący, gdyż mówić będziemy o różnych strategiach prowadzących do niekwestionowanego sukcesu.

W studiu jest ze mną pan profesor Zbigniew Widera, medioznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Pani redaktor.

I co tu dużo mówić, będziemy truć.

Będziemy dzisiaj truć.

My będziemy truć, państwo będziecie słuchać, nie zostaniecie oczekiwani.

Ale nie będziemy truć nudno.

Można truć nienudno, panie profesorze?

Trucie jest procesem czasem długotrwałym, czasem krótkotrwałym.

Jak sobie przypominam pewnego cesarza, truto wielu lat, który zresztą był znakomitym cesarzem, poświęcona mu została,

owa tarakotowa armia, ponieważ ktoś wymyślił, że należy sobie dawkować rtęć i ta rtęć doprowadzi do wieczności, czyli człowiek nie będzie umierał.

Jak to się skończyło, to się skończyło.

W siedmiu latach umarł.

Z własnej woli.

Chińska zasada polegała na tym, że nagradzano tych lekarzy, którzy nie dopuszczali, że pacjent chorował.

Co do dzisiaj w różny sposób, jak widać, mamy interpretowane, ale to dobra zasada, szczerze mówiąc.

Chciałbym mieć lekarza, który nie dopuszcza do tego, że on zachorował.

Ale ja nie wiem, kto chciałby wówczas zostać lekarzem.

Albo pożegnać się z tym światem.

No właśnie.

Jak za tamte pieniądze to pewnie było warto, dlatego że lekarz człowiek wtedy wysoce ceniony, zwłaszcza, że obsługiwał te osoby, które były najbardziej szlachetne.

Czy my wiemy, czy możemy przypuszczać, kiedy człowiek zauważył, że trwała eliminacja daje mu szansę zwycięstwa?

Przeciwnika oczywiście, trwała eliminacja przeciwnika.

Gdybyśmy się tu mogli odwołać do jakichś autorytetów, to powołamy się na książkę Jerzego Jankowskiego, który stwierdził, że trucizny stanowiły ważny element walki politycznej w dawnych czasach, w dawnych wiekach.

Zawsze bezpieczniej nam mówić o dawnych wiekach, dlatego że to już przypadki, które są mało kontrowersyjne.

przynajmniej w tych generalnych ilościach, można było powiedzieć, że jeżeli nie dało się kogoś pokonać wprost, to próbowano go zgładzić za pomocą trucizny.

Oprócz faktu, że był to bezkrwawy sposób wyeliminowania politycznego, jak państwo pamiętacie, ostatnio mówiliśmy o biesiadach jako elemencie działań politycznych,

Czyli aż się prosi, żeby podać.

Najczęściej ten proceder miał tą zaletę, że nie bardzo było wiadomo, kto był trucicielem.

Można się było oczywiście domyślać, ale truciciele najczęściej rekrutowali się z najbliższego otoczenia tych, którzy w efekcie zostali otruci.

I mówiąc wprost, były to osoby darzone największym zaufaniem.

Nie, czy to jest zasada ogólna?

Tak jak dzisiaj płatni mordercy?

Nie, nie.

Wyspecjalizowani w swoim fachu?

A byli tacy również.

Dojdziemy do tego dzisiaj.

Byli również tacy.

We Włoszech założono taką ligę, być może nam się uda do tego dzisiaj dojść, która się specjalizowała w tych możliwości trucia kogoś na zlecenie.

Ale jeżeli popatrzymy na dwory królewskie, to raczej należało myśleć o tych, którzy...

No za każdym razem, gdyby to uprościć, uzyskiwali pewną korzyść z tego, że ktoś został utruty.

No tak, tak, skutecznie.

Jakby na to nie patrzeć, tak to sobie w tamtym czasie było.

Oczywiście, jeżeli już truto, jeżeli już powiemy, że najczęściej z bliskiego otoczenia spróbujemy to przytoczyć w przykładach, no to też możemy powiedzieć, czym truto.

bo to różne substancje służyły do trucia, w różny sposób konfigurowane, o tym też będziemy mówić, ale najczęściej używano wilczej jagody, lulka ciemiężycy, szaleja, bielunia czy tojadu.

Z tych właśnie substancji przygotowywano tak zwane napoje oszałamiające, cokolwiek by to znaczyło.

Również posługiwało się nimi pod postacią na przykład tak zwanej maści czarownic, która wykazywała początkowo działanie narkotyczne.

No czyli być może możemy domniemywać, że był w tym jakiś element przyjemności, a przynajmniej odurzenia tego, kto był otruty w tym przypadku.

Jednak, co pewnie państwo znane, była kiedyś taka słynna sztuka, arszenik i koronki.

O ile sobie dobrze przypominam, najbardziej uniwersalną, najbardziej często stosowaną substancją służącą do otruwania był właśnie arszenik.

Szczerze mówiąc jego historia jest taka, że on dosyć przypadkowo został odkryty w czasie doświadczeń alchemicznych.

Dlaczego jakby zwrócono na niego uwagę?

Ponieważ on od samego początku był stosowany do tępienia szczurów i praktycznie rzecz biorąc jego sprzedaż właśnie w związku z tą konotacją nie podlegała dystrybucji kontrolowanej, przynajmniej w tych drobnych ilościach w tym momencie.

No i zaletą arszeniku, niczego broń Boże nie sugerując i ostrzegając Państwa przed tą substancją, było to, że on nie posiadał ani smaku, ani zapachu, co praktycznie czyniło go niewykrywalnym.

Stąd jego użyteczność i możliwość dodawania np.

do wina, ale również do konfitur, a także do różnych innych, różnie konfigurowanych i podawanych potraw.

Zbrodnia doskonała nieomal.

Tak, to znaczy przynajmniej w zakresie takim, że ówczesna możliwość weryfikacji tego, na co ktoś został, czy zapadł.

bo też w różnych sposób niekoniecznie odidentyfikowano to od razu śmierć z otruciem.

Ale marszenik oczywiście podawany w drobnych ilościach, tu sięgając do owego przykładu cesarza, któremu podawano rtęć, on był początkowo zupełnie bezowjawowy.

Trzeba było nasycić organizm w tym momencie, a potem zaczął się charakteryzować powolutku biegunkami, wymiotami,

Mimo, że dalej nie podejrzewano, że to był związek połączony z truciem.

Po prostu dolegliwości.

Tak, dolegliwości często zdarzające się, jak Państwo niektórzy pewnie pamiętacie, mówiliśmy o tym ostatnio.

W tamtych czasach nie korzystano powszechnie z wody jako tego, czym zaspakano organizm, jeżeli chodzi o nawodnianie, bo woda nie była badana i w związku z tym często zdarzają się takie sensacje, że ktoś, kto wypił gdzieś w lesie wodę, to zapadał na przeróżnego rodzaju takie właśnie sensacyjne.

Tak, więc jedna z teorii, łatwo nam też uciekać w kategorii teorii spiskowych, mówi również o tym, że śmierć Napoleona przebiegała w dziwnych okolicznościach, które po jakimś czasie zaczynał łączyć z tym, że właśnie byłaby to pewnie możliwość otrucia go.

Zresztą umówmy się w tych kategoriach uproszczonego myślenia politycznego.

Ktoś, kto mógł wygłaszać poglądy, a już nie daj Boże wydostać się z jakiejś wyspy, żeby narobić sporo zamieszania, no to dla tych, którzy panowali najlepiej, żeby go nie było.

I w związku z tym to prowadzi do rozumowania, że należało szukać takich sposobów, które a, niewykrywalne, dwa, nieidentyfikowalne wprost osobom truciciela, przynajmniej owego intencyjnego truciciela, nie tego wykonawczego,

mogły doprowadzać do pewnego ładu, przynajmniej rozumowanego z tamtej strony, która te czynności popełniała jako ład pożądany.

żeby jego mit czy wielkość się nie odrodziła, nie powróciła.

Ale badanie włosa, czytałam, wykazało, że istotnie tak było.

Czy to też teoria spiskowa?

Jeżeli już mówimy o potwierdzonych badaniach naukowych, to należałoby rozpatrywać je w kategoriach naukowych.

To je zlecił, tak?

Oczywiście.

Całe dociekania dotyczące śmierci najbardziej brutalnego dyktatora, jeżeli już mówimy o pewnych relacjach, czyli Adolfa Hitlera, który też w sposób dziwny zniknął z tego miejsca, w którym ostatnio go widziano.

Zabrano szczątki podobno do Moskwy, potem się okazało, że niekoniecznie te szczątki.

Wielka dyskusja, potem się jeszcze okazało, że być może jakiś samolot gdzieś odleciał, ale cały czas do momentu, kiedy nie sięgniemy po owe dzisiaj już

zresztą nieodległe wymyślone sposoby weryfikowania tego przeszkody przez DNA, no to wtedy zawsze będziemy mieli tego typu wątpliwości, czy to była prawda, czy to nie była prawda.

Sięgając z powrotem, czyli do tych czasów, o których mówimy.

Czyli odległych.

Takich odległych, takim bardzo napiętnowanym śmiertelnymi otruciami burt Jagiellonów, znanych zresztą, niezwykle zasłużonych.

Takim pierwszym spektakularnym władcą był władca, który nazywał się Mendok, król Litwy.

Został otruty, ale również wielki Gedymin, dziad Jagiełły.

Od trucizny również umarli dwaj bracia Jagiełły.

Zresztą w latach 1395-1394 to był ten okres, w którym akurat, jeżeli chodzi o Gielonów, nie najlepiej się wiodło.

też oczywiście możemy powiedzieć, że w jakiś sposób dociekano, że te otrucia następowały i przynajmniej w źródłach historycznych można się do tego odnosić w tym momencie.

Czyli cudem było przeżyć w tych królewskich rodach.

Głównym elementem trworzenia się o spokojne wychodzenie z biesiadowania była zdolność do ochrony przed takimi zdarzeniami.

Czyli mówiąc krótko, od zapobiegania potencjalnym zdarzeniom, które powodowali truciciele.

Strzeżono bardzo silnie te miejsca, w których gromadzono żywność, które potem były, ta żywność była wykorzystywana.

Przede wszystkim właśnie wino, które zresztą, jak Państwu mówiliśmy ostatnio, było dosyć często używane nie tylko na piesiadach, ale również w codziennym życiu, przynajmniej mówimy cały czas o dworach królewskich.

Dlatego, że jak już wspomniałem, w Indii właściwie nie dało się wykryć, że taka substancja została dodana w tym momencie.

Bardzo dbano o to, aby niezaufani ludzie, to też pytanie, co to jest zaufanie do ludzi, nie mieli dostępu do królewskich piwnic w żadnym wypadku.

I ta funkcja takich pilnowaczy, gdybyśmy to dzisiaj populistycznie powiedzieli,

polegała na tym, żeby strzec wszystkie te potrawy, żeby nie dostały się w czyjeś ręce, żeby były bezpieczne.

No ale to też, być może o tym za chwilę, też wyznaczano pewnych ludzi, którzy... Testerów.

Szkoda, że dzisiaj można używać testerów, chociaż powinni mieć taki aparat, który mówi o tym, że są nasycone

Ta żywność jest nasycona środkami, która nas zakonserwuje, a będziemy troszeczkę... Bynajmniej nie da nam wiecznego życia.

Oczywiście też, gdybyśmy poszerzyli troszeczkę ten spektrum owych rozważań, które pozwalamy sobie dla Państwa prowadzić, to można by było powiedzieć, że poszukiwano antidotum.

zwłaszcza na Arszenik w tym momencie.

Kanclerz króla Węgier, Ludwika, który był jednocześnie jego nadwornym lekarzem, zalecał wieszanie delikwenta głową w dół.

Po odkryciu, że został przynajmniej z podejrzenia otruciu, no miano go do góry nogami powiesić.

W tym momencie zresztą należy nadmienić, że ten właśnie sposób sam przetestował, co go uratowało podobno od śmierci w tym momencie.

Jak długo trzeba było wisieć, żeby się uratować?

Nie, tak nie dało się w tym przypadku dociec od owego rozpatrywania szczegółów, ale umówmy się, że proszę nie eksperymentować z tym wieszaniem.

Bardziej klasycznymi metodami, które również wtedy ordynowano, było spożywanie na przykład zęba narwala, rekina.

Ale to też za chwilę o tym.

Z ciekawostek takich bliżej państwa wierzono bardzo w magiczne właściwości porcelany.

Porcelany, którą znaliśmy albo z rzeczy użytecznych, albo z rzeczy pięknoużytecznych, albo tylko pięknych, wystawianych z różną konfiguracją cudownych kolorów i wzorów.

Ta porcelana miała również tą funkcję, że picie z niej miało zadanie chronić przed trucizną.

gdyż według wierzeń porcelana w zetknięciu z trucizną miała mętnii pękać.

A przynajmniej ta dobra porcelana, zanim się pojawiły przeróżne konfiguracje tej porcelany.

Na przykład sięgając dalej, innym takim elementem, który miał zapobiegać skutkom trucizny był kokos.

Otóż skorupa orzecha kokosowa chroniła miąższ i mleczko przed działaniem słonej wody.

Zresztą bardzo dobrze zabezpieczając, stąd też wierzono, że kokos ma możliwość zneutralizowania praktycznie każdej trucizny.

No ile w tym prawdy tego, że nie jesteśmy w stanie to dociec.

Ale innym antidotum, już też bardziej na bliskim, był koral.

znany zresztą powszechnie, któremu przypisywano cudowną moc.

Ten minerał różny w różnych okresach, zresztą minerały również wykorzystano do trucia, tak na marginesie, ale wracając do

do korala, mimo że jest on pochodzenia organicznego, był zaliczany do kamieni szlachetnych.

Ale wystarczyło go mieć przy sobie, czy coś więcej?

Wierzono, że ma moc ochrony przed urokiem i dlatego zwłaszcza w Europie Zachodniej wieszano sobie na szyi kawałek korala, zwłaszcza gołązki korala.

Na ogół wierzano to chłopcom i mężczyznom, o tym pewnie też za chwilę, dlatego że przynajmniej w kategoriach historycznej statystyki kobiety bardziej były aktywne w truciu w stosunku do mężczyzn.

Ale jako ciekawostkę taką, mówię rygadniająco.

To była taka informacja, nie trój, jestem odporny, mam koral.

Jeżeli to, to nie wiem, mam nadzieję, że jak wyjdziemy stąd, to pójdziemy po korala, co wcale nie oznacza nas otrują, ale być może przed truciem powszechnym jesteśmy wtedy zabezpieczeni.

Jako ciekawostkę tu w tym kontekście mogę powiedzieć, że na obrazach Piera de la Francesca,

renesansowego dla przypomnienia mistrza malarstwa, mały Jezus, ma zawieszoną na szyi koralową gałązkę właśnie.

Wierzono również, że koralowa gałązka w zetknięciu z płynem zanieczyszczonym trucizną ma moc oczyszczania go.

A w zetknięciu z trucizną koral, podobnie jak porcelana, miał tracić swój

Jakieś kupiłem takiego korala, stracił blask bez wrzucania go do trucizny, pewnie był podrobionym koralem, ale wydawało mi się, że jakiś taki element wystroju można w ten sposób zrealizować.

Z tego zresztą względu wystarczyło tylko zanurzyć ową gałązkę w płynie, ale i nie tylko, dlatego że wierzona w to, że wystarczy zbliżyć tak troszeczkę metodą, być może z tego się wzięła, nie chcę tu...

Co do autorytatywnych wypowiedzi, proszę mnie nie brać za słowo, czarodziejska różdżka być może również z tym była związana, że wystarczyło to zbliżyć do naczynia z trucizną i wtedy już będzie wiadomo, że... No też z tego był pewien praktyczny kontekst.

Dzisiaj nam bardzo trudno już zobaczyć.

Te rączki sztućcy wykonywano również z korali.

Wtedy jakby wierzono w to, że przynajmniej ktoś jest bezpieczny.

Nie wiem, czy to oczywiście...

Głównie ci, którzy zarabiali na tym, rozpowszechniali tego typu koncepcje, bo to takie marketingowe.

Ale też możemy powiedzieć o jaspisie.

Jemu również przypisywano taką moc cudownego antidotum w stosunku do trucizm.

W skarbcach zresztą Jagiellonów możemy znaleźć kawałki jaspisu, które były przeznaczone najpewniej do zawieszania również na szyi.

I ten jaspis, podobnie zresztą jak to, o czym mówiliśmy Państwu wcześniej, miał też reagować, zmieniać kolor, czyli tracić swoją cudowną właściwość w zasadzie po zetknięciu się, czy po zbliżaniu się do trucizn.

W skarbcu zresztą zinwentaryzowano w czasie inwentaryzacji na przykład jaspisową łyżkę oprawioną w srebro, która najprawdopodobniej służyła do przeprowadzania testów.

Czyli jedzono antytrucicielskie właściwości przepisywane zresztą wielu innym kamieniom, ale przede wszystkim również topazowi.

Z takich ciekawostek w tym momencie.

Na przykład, idąc troszeczkę dalej, w 1545 roku w skarbcu wielkich książąt...

w zasadzie został ulokowany, po czym zidentyfikowany kubek jednorożcowy w srebro oprawiony, złocony z wieszkiem.

Takie właśnie wieczka, to też należy powiedzieć, w królewskich kubkach miały za zadanie chronić monarkę przed truciznami, który odważyłby się oczywiście taką truciznę podać, zwłaszcza w czasie uczty, dlatego że uczty były...

To nigdy nie wiadomo, kto coś może dosypać.

Zresztą Państwo, jak popatrzycie na filmy, to już tyle tego przysypywania.

A nie tylko, bo też w dzisiejszych czasach w dyskotekach nierzadko podaje się zupełnie...

może już nie tak bardzo drastycznie trucicielskim, ale również niegodnych celach do napoi, zwłaszcza drinków i wina, bardziej pewnie powszechnie do drinków, przeróżne substancje, które mają wprowadzić owego, któremu się podaje w różne stany nieczeźwości, niepamięci, euforii, podekscytowania w tym momencie.

Jednak, żebyśmy mogli postawić kropkę na dni, trzeba sobie powiedzieć, że największą moc antytrucicielską, a w tym fragmencie jesteśmy, przypisywano smoczym językom.

Smocze języki miały podać nie tylko neutralizować truciznę, ale również mogły za pomocą swojego drżenia wskazywać osobę truciciela, co ciekawe.

Z tego względu smocze języki stały się jednym z najbardziej cennych artefaktów średniowiecznej Europy, z uwagi na to, że wiara w cudowne ich właściwości,

sprawiała, że na królewskich dworach pojawiały się wręcz kredensy, na których przy rzeźbionych łodygach przedstawiających walory, na przykład przenoszone z winnic,

Czyli winogron pojawiały, zawieszano właśnie smocze języki w tym momencie.

Zresztą najstarsza... To jest roślina?

Już zmierzamy do tego.

Najstarszą zmianką o kredensie w polskich źródłach pojawiała się już na początku XIV wieku w tym momencie.

I teraz w średniowieczu.

Wierzono, że smoki, podobnie jak jednorożce, zamieszkują nie tylko odległe, nieznane lądy, ale żyją również na obrzeżach Europy.

Wybitny angielski smokolog, taka dziedzina również funkcjonuje, epoki elżbietańskiej, niejaki Topsel, autor traktatu, który mówił o smokach, twierdził, że największe smoki wielkości mniej więcej diplodoka występują w Macedonii, krainie przecież zupełnie nieodległej.

W 1395 roku złotnik Marcin Czech wykonał dla króla naczynie ze złota czystego na smocze języki specjalnie.

Jagiellonowie zabierali ze sobą owe kredensy, na których wieszano smocze języki.

Za chwilę Państwu będziemy odkrywać ową tajemnicę.

Bo jeżeli wpisze się w Google smocze języki, to wychodzą piękne rośliny.

Na to stawiałam, panie profesorze.

Natomiast trzeba powiedzieć, że smocze języki to przede wszystkim były zęby kopalnych rekinów.

bo to można było zidentyfikować w tym momencie, przynajmniej dzisiaj w kontekście tych badań, które były prowadzone w tym momencie, ale wierzono w to, że nadawano im ten walor, że one od smoków rzeczywistych

Chodzą, co zresztą można dzisiaj powiedzieć, że takie PR-owskie, że jeżeli coś jest takiego fascynującego w tym momencie, to na pewno jest to coś, czym można przestraszyć tego, który je truje.

A jeszcze jak się powie, że jak one tam będą odpowiednio drżały, zawieszone na tych kredensach, to wtedy dziedziciel zostanie zidentyfikowany w tym momencie.

Na przykład książę Olgierd, aby nie zostać otrudniem, nie pił ani wina, ani miodu.

Jego syn Jagiełło również nie pił alkoholu.

Jedynym napojem, jaki mógł sobie zaordynować, była woda.

Zresztą, nie wiem, również to z obowiązku historycznego, jak podają źródła, abstynentem był również Kazimierz Jagiellończyk, postać niezwykle znana w tym przypadku.

Wydawałoby się, że ci, którzy już mogli wszystko i na wszystko ich było stać, no proszę sobie wyobrazić ten paradoks.

Pili wyłącznie wodę.

No bo woda jest, chciałam powiedzieć, trudno zatruć.

Nie wiem, akurat nie jesteśmy specjalistami tutaj w tej materii.

Ale w świetle owych rozważań można powiedzieć, że łatwiej w niej wykonać trucizny, jak w winie, czy w jakiejś potrawie w tym momencie.

Zresztą woda to na ogół jest taki napój, który się może pozostać.

Wino to na ogół wszyscy kończą.

W tej wodzie te bakterie, które się wtedy namnażały w sposób niekontrolowany, niefiltrowany, dzisiaj też się przypisuje wielkie znaczenie temu, żeby pilnować tych elementów.

Ja pamiętam na Uniwersytecie Śląskim podjęto kiedyś taką pracę badawczą, którego było urządzenie, które miało monitorować wodę i co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, wtedy miałem kontakt z możliwością...

przenoszenia tego do praktyki, to w francuskich urządzeniach były małe ślimaczki, które sobie funkcjonowały.

U nas to były takie bakterie specjalne, które zmieniały kolor w momencie, kiedy woda zaczęła być zatruta.

Wbrew pozorom wydaje się, że to takie skomplikowane urządzenia, a to urządzenie zresztą świetnie działające.

Natura najlepiej podpowiada.

No właśnie, jeżeli wpuścimy truciznę do akwarium i rybki nam padną, to będziemy wiedzieli na pewno, że była to trucizna.

Żeby lepiej nie pić.

Szkoła Bardzo Wieczorowa w Radiu Katowice.

Przypominam, że dzisiaj w szkole bardzo wieczorowej naszym gościem jest pan profesor Zbigniew Widera, medioznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Ekonomicznego i rozmawiamy o roli trucizny w prowadzeniu polityki.

Mówiliśmy też czym truto, mówiliśmy również o tym jak próbowano się zabezpieczyć przed owym truciem.

No to też trzeba sobie powiedzieć, że mimo powszechności proceduru truwania, bo wcale taki niepowszechny nie był,

trucicieli surowo karano.

Kościół zwłaszcza karał ekskomunikom na przykład.

władze świeckie karą śmierci, albo wręcz konaniem w mękach, co w tamtych czasach.

Poza życiu trucizmu.

Tak, co w czasach w takich nie, no można było powiedzieć, było dosyć powszechne.

Jednak te poważne reperkusje nie powstrzymywały trucicieli, co zresztą, gdybyśmy tak mogli geograficznie wskazać tereny, to głównie dotyczyło dworów francuskich i włoskich.

Właśnie.

Tam owa galanteria trucia się rozpowszechniała.

Jako ciekawostkę możemy powiedzieć, że król francuski Henryk IV tak bardzo się obawiał owego faktu otrucia go, że jadał wyłącznie jajka.

które popijał wodą z Sekwany.

Kiedyś o tym wspominaliśmy.

Proszę, jeszcze raz wrócę do owej spektakularności.

Strach był wielki, naprawdę.

No cóż, jak już ktoś był taki ważny, no zresztą w dzisiejszych czasach, jak ktoś jest ważny, to też dziesiątki policjantów stoją wokół niego w tym momencie.

A potem na ogół jeszcze go nie ochronią.

Zresztą podobnie jak z owym wspomnianym królem, który paradoksalnie był tak dzielnym człowiekiem, że jadł tylko te jajka, pił tylko wodę i w końcu go zasztyletowano.

No tak, istnieją jeszcze inne możliwości eliminacji.

Dokładnie tak, już się w końcu tym przeciwnikom znudziło biegać z jakimś rozpuszczonym ziołem czy arszenikiem i po prostu go zgładzono zupełnie.

Nie tak, to inaczej.

Tak, to jest zupełnie, trzeba powiedzieć, wyraźne.

Ale wracając jeszcze przez moment do tych strażników, ulubieńcem króla Władysława Jagiełły, tu przytaczamy również...

Znanego władcę był taki człowiek, który nazywał się Olechno Sudymontowicz, był zresztą wojewodą wileńskim i kanclerzem, ale był najbardziej zaufanym człowiekiem na dworze i to on podobno, przytaczając konkretne przykłady, wypijał wino.

Z każdego dzbana, który pojawił się na królewskich stołach, nikt oprócz niego nie miał prawa również dotykać królewskich naczyń oraz sztućców.

Zapewne był człowiekiem niezwykle odpornym, jeżeli chodzi o alkohole, mimo że owe wina wcale nie musiały być tak wysokoprocentowe.

Przynajmniej na okoliczność owych dociekań w tym momencie już mniej istotna była jego późniejsza historia.

Ważne było to, że można było pokazać personalnie, kto był takim strażnikiem władcy, który miał robić wszystko, żeby go nie otrutał w tym momencie.

Jeżeli tak już popatrzymy na te dwory francuskie i włoskie, to możemy sobie powiedzieć, że w Polsce wydaje się, że to trucicielstwo było mniej rozpowszechnione.

Co więcej, bardzo trudno z pewnością stwierdzić, czyj zgon nastąpił od trucizny.

Zawsze można powiedzieć, że ta kultura zachodnia gdzieś tam była bardziej kolorowa i w związku z tym te możliwości dociekania i trucia były większe, albo też więcej było takich miejsc, w których można było troszeczkę porządzić i w związku z tym komuś zależało, żeby kogoś zastąpić w tym przypadku.

Ale bez specjalnych deliberacji możemy powiedzieć jeszcze to, że w zasadzie też mniej owe punktowanie trucicieli dotyczyło płci pięknej, dlatego że tak na dobrą sprawę kobietom, co karygodne, poświęcano znacznie mniej uwagi niż mężczyznom, którzy byli bardziej spektakularni.

Jednak jak podaje, zresztą wspomniany autor Jankowski, istnieje takie założenie, taka hipoteza, że co najmniej aż 20 zgonów z dynastii piastowskiej nastąpiło właśnie od trucia.

Taki pierwszy przykadek od trucia datuje się na rok 1089.

Zresztą Państwo pamiętacie, mówiliśmy o tych biesiadach jako o działaniach towarzyszących polityce, gdzie ten, kto wydawał...

dużo krzyczał, im bardziej był ważny, tym był bardziej dostojny, ale też należało się liczyć z tym, że go szybciej odtrują, bo jeżeli ktoś się bardzo chwali, to na ogół zawsze się znajdzie ten, który postanowi zmienić bieg rzeki i go troszeczkę wycofać z owego miejsca, w którym jest istotny.

Ale na przykład ten 1089 rok, dlaczego o tym mówimy?

Dlatego, że wtedy zmarł Mieszko, syn Bolesława Śmiałego.

To bardzo znane postaci w szkołach.

Tego nie uczą, jak ci władcy kończyli.

I może dobrze, żeby nikogo nie stresować.

Ale taką, zresztą taką informację można znaleźć w kronice Długosza, co już wydaje się być niezwykle wiarygodne, który mówi ponadto, że od trucizny zginął nie tylko sam Mieszko, ale również jego część dworu.

Wszyscy jedli to samo.

Tak, być może ci, którzy jedli, być może ci, którzy próbowali jako trudziciela.

Zresztą w tamtym czasie wskazano o osobę Władysława Hermana, znanego zresztą również historycznych przekazów, który chciał oczywiście, co wcale nie oryginalne i państwa nie zaskoczy przed snem,

pozbyć się swojego konkurenta do objęcia tronu.

Zresztą tak na marginesie przypuszczenie jest również takie, że w ten sam sposób, czyli poprzez truciznę, został pozbawiony życia ojciec Mieszka, Bolesław Śmiały, równie znana postać historyczna.

Historia, jak widać, poza bitwami, o których mówi się często, efektami w postaci murów ochronnych, warownych czy kościołów, coś co jest cudem architektury, pozostaje również wspomina o tych elementach, które...

Zresztą sięgając do cesarzy rzymskich, to mi też często... No właśnie, jeżeli mówimy trucizna, strategię poprzez truciznę, czy osiąganie celów, władzy zwłaszcza poprzez truciznę, to mamy na myśli od razu w pierwszym rzędzie starożytność.

Ponieważ z książek, na przykład o Klaudiuszu, czy z filmów, wiemy, że tam właściwie trudno było przeżyć, bo

Bo zawsze się znalazł ktoś, kto postanowił kogoś zastąpić.

I nie była to jedna postać, po prostu truta symultanicznie, bym powiedziała.

Z tego, co pamiętam, za chwilę pewnie jeszcze, jeżeli będziemy mieli czas, dojdziemy, to chodziło też o Kaligulę, którego tam potraktowano, ale na pewno o truto Kazimierza Sprawiedliwego na przykład.

Wracamy do Jagiellonów.

Kończymy ten fragment jagielloński, bo on nam taki bliski w tym momencie.

Zresztą otruto go dzień św.

Floriana w 1194 roku podczas okazji tego święta.

Co ciekawe, gdybyśmy mogli przytoczyć, to znany zresztą Wincenty Kadłubek opisuje to w sposób następujący.

Właśnie Kazimierz zadawał obcym kapłanom jakieś pytanie o zbawieniu duszy,

gdy wtem wychyliwszy niewielki kielich upadł na ziemię i skonał.

I oddał duszę.

Nikt nie wie, dlaczego go choroba akurat w tym momencie zwaliła, a może była to trucizna w tym momencie.

Zresztą ostatnie chwile Kazimierza Sprawiedliwego, co też sympatyczne z punktu widzenia pewnego opisu.

Podaje Stanisław Smolka i pisze w ten sposób.

W przerażeniu zerwali się gwarni biesiadnicy od stołu, płacząc jak wyniosła postać monarchy.

Wśród wesołej uczty zwaliła się łoskotem na ziemię.

Kiedy go podniesiono, to były tylko zwłoki Kazimierza Sprawiedliwego.

Śmierć wycisnęła swoje piętno na tym łagodnym obliczu, które cierpliwie zniosło nawet policzek z ręki.

dworaka grom rozpamiętnionego.

Zamknęły się na zawsze te usta, które najłatwiej było nawet w chwili takiej zniewagi wymawiać słowa przebaczenia.

Martwa było już jego dłoń, która mimo bezprzekładnej łagodności i pobłażliwości władcę utrzymać umiała.

Zresztą Henryk IV Probus, który był synem Henryka III, po zjednoczeniu znacznej części kraju, wstąpił do papieża, chcąc uzyskać z niego na koronację, niestety, jak to bywa w polityce duchownej, który został wysłany w jego imieniu, zabalował ostro i wydał wszelkie pieniądze, które otrzymał od Henryka Probusa.

Następnie poprosił swojego brata lekarza, aby ten uraczył księcia trucizną.

Można było wnioskować, że truciciela zidentyfikowano i stracono zresztą, gdyż później jego osoba nie pojawiała się już w dokumentach.

Proszę też zwrócić uwagę, że czasem tak bywa w polityce, że jeżeli wydaje nam się, że chodzi o tak wielkie jak Everest sprawy polityczne, to czasem nagle ktoś, kto się zabawił, jak podaję historyczny przykład, żeby się pozbyć kłopotu i tłumaczenia i konsekwencji.

w taki sposób bardzo interesujący z punktu widzenia naszych rozważań, pozbawił życia tego, który go wysłał, żeby załatwił rzeczy wielkie w tym momencie.

Tak to ciekawostkowo również wygląda w tym momencie.

Chcę też powiedzieć Państwu o jednej rzeczy, jeżeli Pani redaktor łaskawa, że zdrowe rzeczy, które kojarzą nam się z mlekiem, przykładowo, wcale niekoniecznie były aż tak zdrowe, dlatego, że mleko okazało się dla księcia elgińskiego Henryka XI, który był kandydatem zresztą do Korony Polskiej.

Po śmierci ostatniego z Jagiellonów, zakończyliśmy już tych Jagiellonów, no właśnie też mu podana trucizna, kiedy przybył do Krakowa.

Żeby nie kandydował.

pospyć tego człowieka.

Tak, jeżeli byśmy też pozwolili sobie na jakieś literackie przytoczenia, to można powiedzieć, że takim spektakularnym elementem był dramat Szekspira, zimowa obowieść, dla którego inspiracją były wydarzenia związane z Siemienowitem III, domniemanym syna Henryka.

Oczywiście użenił się...

Cała jego długa historia wskazywała na dochodzenie do pewnych profitów, do pewnych wpływów.

No ale jak to się okazało w tym momencie, skończyło się jak się skończyło w tym momencie.

Zresztą nie tylko Shakespeare.

Trucizną się skończyło.

Ale u Shakespeare'a trucizna jest częstym narzędziem.

Jeżeli popatrzymy na rzeczy, które związane są z historią, to ta

Ta literatura jest przepojona przeróżnymi fatalnymi zdarzeniami, truciem, rzucaniem się z murów.

Niekoniecznie jest to takie.

A jednak ludzie zazdroszczą królom, władcom.

Niech sobie pomyślą o tych jajkach i tej wodzie.

Cóż z tego, że władca mógł zgładzić tysiące ludzi i jego zakarę w jakimś zbożnym... Elżbieta I rządziła bardzo długo.

To widocznie miała dobrych... Testerów.

Ale gdybyśmy znowu mogli podać spektakularność owego pokazywania tych sytuacji, trzeba powiedzieć, że inspiracją dla mistrza Matejki, zresztą znanego, i jego obrazu stało się otrucie królowej Bony z Forcy.

Jak podałem źródła, została ona otruta arszenikiem w 1557 roku przez swojego zaufanego dworzanina, Dziano Lorenzo Pappacodeł, który podał jej do podpisu testament, w którym miała się zrzec zwrotu pożyczki udzielonej Filipowi II, a także przekazywała mu swoje posiadłości.

Jednak, jak się okazało, dawka trucizny nie była śmiertelna i Bona sporządziła nowy testament, w którym zapisała prawie wszystko Zygmuntowi Augustowi.

Krótko zresztą po tym podano jej kolejną dawkę trucizny.

Tym razem okazała się ona skuteczna.

Jak donoszą źródła historyczne, 19 listopada 1557 roku wysionęła ducha.

Miała świadomość, że ktoś ją próbował otruć?

Tego nie wiemy.

Możemy przepuszczać, skoro zmieniła testament.

Jeżeli moglibyśmy popatrzeć przynajmniej przez kontekst owych dzisiaj prowadzonych rozważań, to pewnie oni wszyscy mieli świadomość, że za chwilę mogą zostać... Że to się może tak skończyć, no właśnie, że trzeba się zabezpieczyć.

Ale też Bonę oskarżano o trucie.

Co prawda do dzisiaj nie mamy żadnych specjalnych dowodów, ponieważ Barbara Radziwiłłówna

wiemy już dzisiaj z całą pewnością, nie została otruta, tylko umarła na nowotwór.

Tak, natomiast trzeba powiedzieć, że aspekt psychologiczny, o którym była pani uprzejma, pani redaktor wspomnieć, on jednak wywierał dosyć duży wpływ na zachowania i sposób życia władców, dlatego, że to życie w wiecznym stresie.

W wiecznym stresie.

I w podejrzeniach, prawda?

Bo na pewno ktoś knuje przeciwko mnie.

Dobrze, że to się dzisiaj nie przenosi na tych, którzy rządzą i na ich opozycję, że nie przychodzi im do głowy, że należy kogoś truć.

Ponieważ byłoby to dzisiaj, powiedziałbym, o dziwo zresztą, dlatego, że powiem szczerze, że nawet w tych historiach dotyczących historii papiestwa można różne rzeczy podejrzewać, gdzie tam kto...

Jednak to zawsze z punktu widzenia przynajmniej doniesień medialnych tyczy osób najbardziej spektakularnych, najbardziej znanych, najbardziej istotnych, a my malutcy w tym znaczeniu dostępu do informacji nie wiemy ile tych zamachów, a one na ogół są podawane długo po śmierci tych, których chroniono, tych zamachów organizowano, w jaki sposób te zamachy miały być robione.

Dzisiaj zamach to kojarzy się z terrorystami, a

Być może to podawanie tych potraw jest o wiele bardziej trudne, co dzisiaj logiczne przy tych możliwościach, przynajmniej technicznych.

Ale przyszło mi do głowy, panie profesorze, że skoro mówimy o współczesnym truciu, to bardzo skuteczna jest inna trucizna.

To jest trucizna, którą podaje się w wirtualnym świecie wszelkiego rodzaju właśnie trolle, fake newsy.

One potrafią zmienić bieg historii i zniszczyć niejedną karierę.

Znaczy, nawet nie wiem, czy nie gorsze jak owe trucizny, dlatego że po tych truciznach to już nic człowiekowi nie zostawało, mówiąc przesadnie.

Natomiast jeżeli dzisiaj, jak państwo spojrzycie na każdą stronę informacji, które do was docierają, jeżeli ktoś się wypowiada krytycznie o kimś, kto rzeczywiście uczynił coś...

niezbyt wartego pochwały, wręcz wielkiej nagany, no to jednak ten element psychologicznego trucia w sposób zupełnie inny, on jest błyskawiczny.

Tak, trudno się wybronić, nawet będąc niewinnym, prawda?

Zwykle człowiek jest skończony.

To też oczywiście można było powiedzieć tak.

To nadmierne dążenie do uznania, do zainteresowania, ten publiczny narcyzm, to każde pokazywanie wszystkiego to, co jest być może w sferze prywatnej, już nie mówiąc intymnej.

a możliwość naciśnięcia kilku klawiszy po to, żeby komuś dokuczyć albo wyrazić swój pogląd, bo to przecież ten świat nie jest skonstruowany z samych pożądanych przez Boga aniołów, ale również tam w tym opisie znalazła się ta czarna strona.

No i dzisiaj ludzie, nawet ci, którzy na co dzień niezwykle twórczo i szlachetnie mogą się zachowywać, być może mają gdzieś ten element tego

tego rewersu, który pobudza ich do tego, żeby coś niestosownego robić w tym momencie.

Ale też bardzo skuteczne jest to, na co nie mamy wpływu.

Jest to właśnie polityka uprawiana gdzieś tam w zaciszu tych ekranów komputerowych, przy których siedzą ludzie, którzy zmieniają dzieje.

Gdyby tak poważnie kiedyś przy okazji to rozważać, to te narzędzie docierania do ludzi w sposób bezpośredni, a wręcz weryfikowania ich zachowań, czy zdolnością sterowania, wpływu, karania, sprzedawania, żeby to uprościć, jest tak ogromna, że dzisiaj byłoby to niezwykle już, powiem, zatrważające.

Być może można byłoby powiedzieć, że Bolesław III Rozrzutny po zjedzeniu 13 pieczonych kurczaków i wypiciu kilku litrów piwa i wina umarł z przeżarcia.

Nie hejtowano go wtedy w sposób bezpośredni w internecie, bo trzeba sobie również powiedzieć, że również... I tak dużo zdążył zjeść.

Można go było otruć poprzez nadmierną ilość podawanych potraw i jego chuć do zaspokajania swoich ówczesnych apetytów.

Zresztą to nie pierwszy, nie jedyny w tym momencie.

Galanonim, który zauważył, że na dworze Bolesława Chorobnego podczas posiłku miało być zastawianych 40 stołów, na których znajdowały się przeróżne mięsa i tym podobne rzeczy.

One niestety prowadziły czasem do

Opłakanych skutków, o czym nie mówiliśmy Państwu, a być może to dla wielu w tym kontekście refleksyjnym ważne, otruwanie ludzi pozbawiało ich bezwarunkowo pewnej możliwości spokojnego, ewolucyjnego dokarania rachunku sumienia.

ostatniej spowiedzi, namaszczenia w sposób godny w tym przypadku i to też nie było takie, nie bez znaczenia, jednak wychowywanie w duchu głębokiej wiary, bez względu oczywiście nikt tego nie testował na sposób jej prawdziwego przeżywania, zresztą proszę sobie też wyobrazić, że

No jednak przy pewnym stopniu wpływu i bogactwa, no jak już wszystko człowiek ma i wszystko może, no to co mu pozostaje?

No strach przed śmiercią, a przede wszystkim również godzenie się z tym, że po tej śmierci następuje, jak to kiedyś w przepięknym zresztą filmie o tym samym tytule powiedziano, co jest po śmierci, no młodość.

Wspomnieliśmy o rszeniku, o ołowiu, o opium, o mandragorze, o cykucie, o tojadzie, o piołunie, glikozjadach cyjanowych.

Na marginesie warto wspomnieć, że sam termin trucizna pojawił się jako napój, wywar, który jest przygotowany ze śmiertelnych składników, a opisano go już, pojawił się już w 1230 roku w literaturze zresztą angielskojęzycznej.

Z tamtych czasów się wywodzi w tym momencie napój.

Trucizny, jak pani redaktor cennie wspomniała, były cenione w starożytności szczególnie, gdzie znajdowało liczne zastosowania.

Nomen omen one również służyły do samobójstw, nie tylko do owego trucia w tym kontekście lub do wprowadzania w stan odurzenia albo wykonywania wyroków.

Podobno zresztą, tu nie chcę być autorytatem, w przypadku Sokratesa zostało to jakby skojarzone.

ponieważ podobno sekretarz poniósł śmierć prawdopodobnie po zadziałaniu szczywołu plamistego, a nie, jak podaje się w większości w źródeł, po wypiciu cykuty.

W Rzymie w 184 roku Newius skazał za proceder trucia 2000 osób, 2000 kobiet, żeby to było jakby w pełni oddane.

Świadczy to o tym, że jednak ta powszechność tego procederu była...

Była trudno doograniczona i w sposób bardzo radykalny próbowano się być może profilaktycznie na przyszłość z tymi osobami rozprawiać w tym momencie.

Takim przykładem, o którym też mówiliśmy, to było skorzystanie z możliwości otrucia swojego szanownego towarzysza życia przez Agrypinę podającą mężowi, a owym mężem był Cesarz Klaudiusz znany.

Mimo, że taki był ostrożny.

Ja zdobyłam taką informację, że w starożytności Sławę jako trucicielka, bo były też etatowe trucicielki, zdobyła niejaka lokusta z usług, której korzystało wielu wysoko urodzonych Rzymian.

Zaczęła skromnie od usunięcia z tego padołu swojego męża.

Oczywiście najlepiej się testuje chyba

na najbliższych.

Zresztą pani redaktor znakomicie tu jakby podaje przykład, ale również te wątpliwości dotyczące sposobu odejścia dotyczyły Aleksandra Wielkiego, znanego zresztą króla Macedonii, którego również w 22 lata miał zupełnie młody człowiek.

Nastąpił 10 dni po potencjalnym otruciu go dopiero przeniesiono na

na inny świat i zaczęto opłakiwać w tym momencie.

Może warto dodać a propos tej lokusty, bo pan profesor powiedział, że jednak karano trucicieli, jak ich schwytano, prawda, udowodniono im winę, natomiast lokusta stała się wręcz trucicielką nadworną.

I bohaterką, kiedy na tron wstąpił Neron, kiedy usunęła Brytanika, to wówczas okazało się, że należy jej okazać wdzięczność i otrzymała majątek ziemski oraz zgodę na założenie szkoły trucicielskiej.

Niestety kilka lat później po przewrocie pałacowym i usunięciu Nerona, Lokustę stracono w ramach usuwania popleczników byłego cesarza.

I gdybyśmy mogli ten cudowny wniosek w ten wnątek kontynuować, to powiedziałbym, że renesans...

Nastąpił również w kwestii zbrodniczych otruć wieku od XV do XVII, kiedy to w Wenecji, Rzymie, istniały rzeczywiście szkoły zatruć.

Można było uczestniczyć w takiej szkole.

W Wenecji funkcjonowała wyspecjalizowana tak zwana Rada Dziesięciu.

jej członków wynajmowania do zbrodniczego procederu trucia, a tą szkołę, tu kontynuując ówdamski wątek, wprowadziła do Francji Katarzyna Medycajska, znana zresztą niezwykle, która wykorzystywała biednych, chorych...

i więźniów do swoich eksperymentów, skutecznie ich trując, analizowała objawy tego trucia, możliwości identyfikacji owych trucizn.

Zresztą, tak patrząc historycznie, kara śmierci przez spalenie żywcem spotkała w 1680 roku Katarzynę Deschewis.

która to była okrzyknięta francuską morderczynią, która sprzedawała kobietom, powszechnie zresztą, które chciały zabić swoich mężów, żeby to było w pełni identyfikowalne, tak zwany, ładnie nazwany proszek sukcesji.

Sprzedawała, w jego skład wchodził arsen, tojat, beladonna i opium, opium, żeby można było odlatywać, niekoniecznie wywalcząc

Po podaniu w tym momencie.

I tu te spektakularne przykłady tych, którzy, które, pań, które pozwalały sobie na truci, oczywiście się przejawiały takimi spektakularnymi przykładami, jak pani była uprzejma zauważyć Bonapartego, który też w jakichś dziwnych okolicznościach w tym momencie sobie...

Jeżeli chcielibyśmy na przykład znaleźć, bo wiadomo, że wyszukiwarki wiedzą wszystko, największą trucicielkę wszechczasów, to oczywiście mówię już i wskazuję na to, że to będzie kobieta, nie mężczyzna, to nazywała się ona Julia Tofana.

I ona została stracona.

Spędziła też dużo czasu w więzieniu na Politańskim, bo ponad 11 lat, ale jej mikstura zdążyła zabić około tysiąca osób.

Przede wszystkim mężczyzn.

których podobno szczególnie nienawidziła.

Jeżeli chcielibyśmy wiedzieć, kim była największa polska trucicielka, to okaże się, że to była żona Popiela.

A gdybyśmy pani redaktor już w sposób smutny...

chcieli poszerzyć owe największe, no to powiedzielibyśmy sobie, że największe trucie nastąpiło w czasie II wojny światowej w obozach koncentracyjnych.

Oczywiście, ale tutaj czy chodziło o władzę, o usunięcie przeciwników?

To znaczy chodziło o koncepcję władzy na likwidację określonej nacji, która miała wpływy też polityczne.

Nie ukrywajmy, że to też nie chodziło o...

Przynajmniej w tej ideologii o to tylko dlatego, że... Element polityki.

Oczywiście.

Chorej polityki.

Chorej polityki, ale te trucizny wówczas doprowadziły do śmierci miliony ludzi.

I one, jak państwo pamiętacie zresztą ze swoich wizyt albo z informacji, które macie na pewno, wsypywano do odpowiedniej wentylacji w komorach, w których wpędzano setki, tysięcy, miliony ludzi i oni byli otruwani.

I gdybyśmy popatrzyli na te, które dzisiaj oczywiście te przykłady troszeczkę staramy się nie dramatyzować i czasem przejawia się przez nas jakaś taka próba łagodzenia poprzez bardziej, takie bardziej powiedziałbym humorystyczne postrzeganie tych wydarzeń, być może tak jest.

No to już w przypadku tego dramatu, który na bazie trucizny, to już się nie da.

Barbarzeństwo, okrucieństwo, tak.

Niemniej my dzisiaj mamy taki temat naszego wykładu.

Mamy trucizna, tak.

Na usługach polityki, na usługach władców, no i walki o tron zwłaszcza.

Chociaż jeżeli się Państwo zastanowią, a myślę, że taka refleksja przyjdzie po tym wykładzie, stosowanie trucizny we współczesnym świecie wcale nie jest znowu takie rzadkie, jak nam się wydaje.

I tylko dlatego, że nie chcieliśmy straszyć, pozwoliliśmy sobie truć, a nie identyfikować tego i pokazywać przykładów, być może czasem mniej lub bardziej spektakularnych na to, co się dzieje, bo przecież jeżeli dostajemy informacje, co się dzieje w Korei,

na przykład północnej, jest tylko informacją, to tak na prawą sprawę nie wiadomo.

Zresztą w nieodległej przeszłości wszyscy znamy te informacje o eliminacji szpiegów, czy przeciwników polityki.

Są to wcale nie takie już jeszcze anachroniczne sposoby eliminacji przeciwników.

I myślę, że to będzie historia w tym kierunku trwała.

Do tego dołączyliśmy w sposób oczywiście bardzo taki, bym powiedział, poprzez pewne porównania troszkę abstrakcyjne na tą okoliczność, o wytrucie przez troli, przez ludzi niechętnych tym, którzy się wypowiadają.

No ale jeżeli byśmy to skonfudowali i powiedzieli, że jednym z tych kluczowych elementów było psychologiczny ciężar, który niosło się w przypadku,

I dostarczanie owych trucizn to bardzo to adekwatne, to znaczy czy my sobie żyjemy dlatego, że ktoś nas chce otruć, a to nikomu do głowy nie przychodzi, czy żyjemy dlatego, że ktoś nas obumawia już dzisiaj publicznie, no to psychologicznie się wykańczamy, a droga do zdrowia prowadzi poprzez niwelowanie.

stresów i niwelowanie nadmierności myślenia.

Ale dobrze, że nie uczestniczymy w polityce światowej, prawda panie profesorze?

Tylko mówimy sobie o zatruwaniu.

A staramy się państwu przypodobać.

Historia pisze własny tekst, a tam przypadki otruć wciąż się...

Państwo o tym wiedzą i słyszą w różnych serwisach informacyjnych.

Niestety.

Niestety również kończymy dzisiejsze dywagacje.

Bardzo ponury temat pan wymyślił, panie profesorze, ale kończymy go już dzisiaj, kończąc również wykład w szkole bardzo wieczorowej.

Przypomnę, że państwa i naszym gościem był dzisiaj pan profesor Zbigniew Widera, medioznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Ekonomicznego.

W Katowicach życzymy mimo wszystko spokojnej nocy.

Dobrej nocy, wszystkiego dobrego i proszę się nie przejadać.

Ostatnie odcinki

0:00
0:00