Mentionsy

Szkic Kryminalny
11.05.2025 18:00

Śląskie: Rodzina, która się nie znała (2012) | Sprawa ze Skrzyszowa

W domu w Skrzyszowie mieszka wielopokoleniowa rodzina. Wraz z upływem lat relacje między członkami rodziny ulegają pogorszeniu.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1yavp1YSLDVC21ygZxRZGvwQmdD5MT2HSDqim2LqpwRI/edit?usp=sharing

JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny

KONTAKT: [email protected]

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 526 wyników dla "K i"

Dzień dobry słuchacze, witam w nowym odcinku i w nowym województwie.

Przenosimy się na Śląsk, gdzie jak się analizuje materiały internetowe, to można dojść do wniosku, że spraw kryminalnych było od groma i jeszcze trochę.

Totalnie polska czołówka, chociaż nie wiem czy te sprawy nie są po prostu bardziej nagłośnione, szczególnie w podcastosferze, a ilościowo nie jest ich aż tak znowu dużo.

Jakby ta teoria była prawdziwa, to pewnie niemały udział w tym nagłośnieniu mają książki napisane przez profilera Bogdana Lacha, działającego głównie na Śląsku, więc też opisującego sprawy głównie z tego regionu.

Niemały udział, bo chyba każdy kto się interesuje polskim true crime zna zbrodnię niedoskonałą i motyw ukryty, a ja dziś właśnie o motywie ukrytym, bo opiszę jedną ze spraw przedstawioną w tej książce, ale nie opierając się wyłącznie na niej, a też na innych źródłach.

W książce sporo detali zostało zmienionych, o ewentualnych rozbieżnościach będę wspominać na bieżąco, a teraz jak zawsze zapraszam do wysłuchania odcinka.

Przenosimy się na południe Polski, bardzo blisko granicy z Czechami, do wsi o nazwie Skrzyszów.

Wieś leży w województwie śląskim, należy do tych dużych, bo zamieszkuje ją ponad 3,5 tysiąca osób, a jeżeli chodzi o odległości do większych miast, to właściwie tuż obok znajduje się Jastrzębie Zdrój, a jakieś 20 kilometrów dalej Rybnik.

Sam Skrzyszów trochę przypomina takie małe miasteczko.

Jest kościół, klub sportowy, sklepy, apteka i gęsta zabudowa, jak to na wsi, składająca się głównie z domków jednorodzinnych.

Społeczność tutaj jest ze sobą bardzo zżyta, wszyscy znają się z widzenia i szybko zauważają, gdy pojawia się ktoś nowy.

A przechodząc już do sprawy, to mniej więcej w centrum Skrzyszowa znajduje się ulica Wspólna, przy której mieści się dom zamieszkiwany przez rodzinę, o której dzisiaj wam opowiem.

Ten dom, pomalowany na kolor łososiowy, nawet jak się na niego patrzy z zewnątrz, to już sprawia wrażenie uporządkowanego.

Elewacja jest czysta, w oknach białe firanki, na zewnątrz idealnie przycięte drzewka, kwiatki w różnych odstępach, wszystko jak od linijki.

Zaczynamy w latach 80., kiedy to w domu przy wspólnej mieszkają trzy osoby, rodzice, czyli państwo G, Maria i Raimund, razem ze swoją córką Eugenią.

Eugenia mieszka z rodzicami, mimo że już wiele lat temu osiągnęła dorosłość, bo w drugiej połowie lat 80., kiedy to wszystko się zaczyna, ona ma 28 lat, z kolei jej rodzice powoli przekraczają pięćdziesiątkę.

Rajmund z zawodu jest górnikiem, wtedy już może na emeryturze, a może niedługo przed nią.

Z kolei Maria nie pracuje zawodowo, po prostu zajmuje się domem.

Rodzina w okolicy uchodzi za zamożną, ten dom przy wspólnej Rajmund odziedziczył w spadku, później zdobył dobrze płatną pracę, doczekał się wysokiej emerytury, więc mimo, że był on jedynym żywicielem rodziny, pieniędzy im nie brakowało i nie brakuje.

Nie wiadomo jak on i Maria się poznali, natomiast prawdopodobnie mieszkali niedaleko siebie, bo również w Skrzyszowie nadal mieszka siostra Marii wraz ze swoją rodziną, więc widać pochodziły one z tych okolic.

Po ślubie Maria wprowadziła się do Rajmunda, później urodziła się Eugenia i tak sobie żyli we trójkę, czasem spokojnie, a czasem mniej spokojnie, bo Rajmund jest kłótliwym człowiekiem i ma taką przypadłość, że winę za swoje niepowodzenia zawsze szuka u innych.

Jak jest do czego, to zawsze się do czegoś przyczepi, a jak nie ma, to zawsze znajdzie powód.

Maria teoretycznie jest mu podporządkowana, aczkolwiek w jednym ze źródeł zostało określone, że to ona ma zawsze ostatnie słowo, tylko wyraża je w taki sposób, żeby mąż myślał, że jest tak jak on chce.

Mimo wielu lat razem nadal dość często się kłócą, głównie z inicjatywy Raimunda, bo to on zazwyczaj szuka wad u swojej żony, ale mimo tego jakoś ze sobą funkcjonują, a Eugenia razem z nimi.

W 1986 roku, tak jak mówiłam, kończy ona 28 lat, jest więc już po szkole i po studiach, o ile jakieś podjęła.

Wiadomo, że po latach pracuje jako księgowa w szpitalu, więc może w tamtym momencie już też, bo kiedyś to wiecie jak było, ludzie często siedzieli w jednym miejscu pracy przez cały okres kariery, zwłaszcza jak to była praca w budżetówce, tak jak w tym przypadku.

Dodatkowo w tej rodzinie, jak z czasem pewnie sami zauważycie, jest naprawdę niska dynamika zmian, więc jestem w stanie uwierzyć, że jak złapała się jednego miejsca pracy to po prostu się go trzymała.

Jednym z powodów, dla którego Eugenia nadal mieszka z rodzicami jest zapewne to, że nie pozostaje ona w żadnym związku, więc też nie ma z kim zamieszkać, a sama, czy to ze względów emocjonalnych, czy ekonomicznych, być może nie chce.

Jej status zmienia się jednak właśnie w drugiej połowie lat 80., bo to wtedy na wiejskim festynie poznaje swojego przyszłego męża, Krystiana K. Krystian nie mieszka w samym Skrzyszowie, ale gdzieś w bliskiej okolicy.

Jego rodzice mają swoje gospodarstwo, poza nim w domu są jeszcze dwie siostry i właściwie to wszystko, co o nim wiadomo sprzed, że tak powiem, czasów Eugenii.

W książce motyw ukryty Katarzyny Bondy i Bogdana Lacha, która posłużyła mi za jedno ze źródeł, jest też informacja, że Krystian był wojskowym, ale nie wiem czy w to wierzyć, bo w tej książce wiele danych zostało zmienionych, nie tylko imiona czy miejscowości, ale też właśnie drobne szczegóły z charakterystyki uczestników zdarzeń.

Może więc był tym wojskowym, może nie był.

Z jednego artykułu wynika bardziej, że pracował podobnie jak Raimund jako górnik.

W każdym razie wykonywał taki zawód, który pozwolił mu przejść na wcześniejszą emeryturę.

Ale to w przyszłości, obecnie jesteśmy w latach osiemdziesiątych, Krystian jest tylko o rok starszy od Eugenii, więc są na podobnym etapie, poznają się, poznają swoje rodzii bardzo szybko, bo już po kilku miesiącach znajomości, wchodzą w związek małżeński.

Wiadomo co się nasuwa, jak szczególnie w dawnych czasach taki szybki ślub.

Zazwyczaj to były tak zwane małżeństwa z rozsądku, bo pani była w ciąży, ale tu niekoniecznie tak było, bo ich córka przychodzi na świat dopiero dwa lata później, chociaż przed nią wiadomo, że Eugenia była też w innych ciążach, w których niestety dochodziło do poronień, więc teoretycznie w trakcie ślubu mogła też być w ciąży, ale nie wiadomo.

Z rozsądku czy z miłości są razem, Krystian wprowadza się do Eugenii i jej rodziców i już od początku mają pełną wspólnotę, razem prowadzą budżet domowy, zakładają wspólne konto itd.

W domu przy wspólnej jest parter i piętro, więc dzielą się tak, że rodzice mają dla siebie cały parter, z kolei młodzi całe piętro.

I z czasem dzieli się to na dwa osobne mieszkania z osobnymi kuchniami, łazienkami, wejściami itd.

To znaczy wejścia do domu są wspólne, ale z tego co rozumiem one zahaczają tylko o korytarz, tak że użytkownicy piętra nie muszą np.

przechodzić przez pokój czy kuchnię Marii i Raimunda.

Nie ma zbyt wielu informacji na temat ich wyglądu, jedynie tyle, że Eugenia jest drobnej budowy, z kolei Krystian postawny i dość niski jak na mężczyznę, bo ma niecałe 1,70 m wzrostu.

Jak podają źródła może on uchodzić za przystojnego, więc czymś widać urzekł Eugenie, nie urzekł za to jej rodziców, a szczególnie Rajmunda, który jak to ma w zwyczaju ciągle krytykuje swojego zięcia.

Główną kością niezgody jest ogródek, który zawsze był takim oczkiem w głowie Raimunda, ale ostatecznie zrzekł się on tego obowiązku i powiedział, że od teraz dbanie o teren na zewnątrz należy do córki i zięcia.

Teoretycznie mają więc oni wolną rękę, ale praktycznie ojciec ciągle wtrąca swoje trzy grosze, więc ta ich relacja nie kształtuje się zbyt dobrze.

Takim powiewem świeżości i tym, co na jakiś czas scala rodzinę, są narodziny Anny, czyli córki Eugenii i Krystiana, która przychodzi na świat w 1988 roku.

Oczywiście to ogromna radość dla wszystkich, Anna jest wyczekanym dzieckiem, też ze względu na to, że wcześniejsze ciąże nie dotrwały do końca,

Wcześniejsze i późniejsze dokładniej mówiąc, bo jakiś rok po narodzinach Anny, gdy Eugenia spodziewa się trojaczków, znów dochodzi do poronienia.

Tą utratę ciąży ona przeżywa bardzo mocno, mocniej niż poprzednie, bo raz pewnie miała nadzieję, że skoro córka się urodziła cała i zdrowa, to kolejna ciąża też się uda, a dwa teraz jest to utrata aż trójki dzieci jednocześnie.

Po tym trudnym wydarzeniu, szukając jakiegoś ukojenia, Eugenia zwraca się w stronę kościoła i staje się bardzo religijna.

To znaczy wcześniej też była wierząca i praktykująca, ale teraz angażuje się mocniej i dużo częściej chodzi na różne nabożeństwa, msze itd.

Krystian jej w tym nie towarzyszy, przynajmniej na tamtym etapie, ale po czasie, kilka lat później, kiedy to przychodzi nawrócenie, już owszem dołącza do żony.

Po tym nawróceniu zupełnie zmienia swój dotychczasowy styl życia, przede wszystkim odstawia alkohol, od którego wcześniej był uzależniony, często się upijał, potem bywał agresywny, co zapewne nie było łatwe ani dla Eugenii, ani tym bardziej dla dorastającej Anny.

W końcu jednak nadszedł punkt zwrotny.

Krystian nagle postanowił, że nie będzie już pił, wtedy zaczyna też regularnie chodzić do kościoła, a z czasem mówi, że to Bóg go uratował.

Naturalnie to dobrze, że przestał pić, tylko niestety z czasem przechodzi w inne kompulsje, przede wszystkim w totalną obsesję kontroli.

Chce kontrolować wszystko i wszystkich, w tym siebie, to ile je, o jakich porach, kiedy chodzi spać, ile waży itd.

Musi mieć ściśle zaplanowany każdy dzień, a jakiekolwiek opóźnienia wyprowadzają go z równowagi.

Staje się też bardzo nieufny wobec ludzi, w ogóle nie jest elastyczny i uważa, że najlepiej wszystko robić tak jak on chce, więc też może przez to, plus przez te wcześniejsze alkoholowe wyskoki, teściowie nie szczególnie za nim przepadają.

Ich rodzina z upływem lat coraz bardziej się rozjeżdża, bo też Eugenia będąca pod wpływem męża coraz rzadziej rozmawia z rodzicami, co z kolei sprawia, że tworzy się między nimi ogromny dystans.

Nie jest opisane jak dokładnie postępuje ten proces, więc...

Po prostu przeskoczymy teraz o kilkanaście lat, już do samego efektu, dokładnie do lat dwutysięcznych, gdy Anna jest nastolatką, później wkracza w dorosłość i opiszę Wam, jak wtedy rodziny K i G funkcjonują ze sobą.

Mimo, że mieszkają w jednym domu, to nie utrzymują bliższych kontaktów.

Wspólnie rozliczają rachunki, na tym polu nie ma żadnych nieporozumień, ale ogólnie prawie wcale się nie odwiedzają, nie rozmawiają ze sobą, nie wiedzą co się u nich dzieje, a ten dystans jest utrzymywany do tego stopnia, że nawet jak dziadkowie idą na przykład do kościoła,

Na tą samą godzinę, co Eugenia i Krystian i wychodzą o tej samej porze z domu, to i tak nie idą razem, tylko w odstępie.

Co oczywiste, nie jedzą też wspólnych posiłków, ale to w ogóle jest ciekawy temat, bo tam nikt nigdy nie je razem.

Mogłoby się wydawać, że mimo podziału są chociaż jakikomitywy i rodzina G żyje ze sobą dobrze i rodzina K ze sobą, ale nie.

Żeby powiedzieć, że jest dobrze, to jeszcze sporo im brakuje.

Wspólnych posiłków nie ma, jak ktoś jest głodny, to bierze sobie jedzenie z kuchni i je u siebie w pokoju, więc takie rodzinne spotkania właściwie nie funkcjonują.

Nie tylko na co dzień, ale też od święta, bo przynajmniej rodzina K świąt nie obchodzi, to znaczy może Boże Narodzenie jakoś skromnie celebrują, ale urodziny czy imieniny nie.

To wszystko za sprawą Krystiana, który jak wyjaśnia nie chce świętować, bo to strata pieniędzy, a pieniądze to kolejny obszar, który on mocno kontroluje.

Jest przeciwny wszystkim wydatkom, które nie są niezbędne, więc co do zasady w ich rodzinie nikt nie robi sobie prezentów.

Ostatnia impreza, jaka miała miejsce w domu przy wspólnej to osiemnastka Anny, ale to taki wyjątek.

Natomiast na wszystkie inne urodziny mogła ona ewentualnie zaprosić gdzieś do restauracji czy na kawę dwie najbliższe koleżanki i to tyle.

Anna jest łączniczką między dwoma piętrami, bo wiadomo, mieszka z rodzicami, ale też mimo, że oni tego nie robią, ona co jakiś czas odwiedza dziadków.

Rajmund, wbrew swojemu podejściu do wszystkich dookoła, wnuczkę darzy nawet ciepłymi uczuciami.

Chyba lubi jak ich odwiedza i co jakiś czas daje jej jakieś drobne kwoty pieniędzy, przy czym zawsze zastrzega, żeby nie mówiła ojcu.

Jak już jesteśmy przy temacie Rajmunda, to na emeryturze on rzadko wychodzi z domu, aczkolwiek czasem zdarza mu się wyjść na mecz, oczywiście po to, żeby ponarzekać na piłkarzy, albo ewentualnie do pubu na piwo.

Siedzący tryb życia na emeryturze i brak konkretnego zajęcia sprawiają, że z wiekiem Rajmund zaczyna tyć, ma przez to i przez inne dolegliwości problemy z poruszaniem się, więc ogólnie u niego nie jest zbyt kolorowo.

Wracając do Anny, to na 18 urodziny dostaje ona od rodziców samochód małego Fiata, co jest kosztownym prezentem, jak na to, że zazwyczaj tych podarunków w ogóle nie było, jednak od razu zastrzegają oni, że koszty napraw i paliwa musi ona pokrywać ze swojego kieszonkowego.

W związku z tym ona rzadko używa tego samochodu, żeby jak najrzadziej tankować i naprawiać, bo to kieszonkowe ledwo jej starcza.

Najczęściej jeździ wtedy, gdy jest brzydka pogoda i nie chce jej się iść na przystanek albo warunki są już naprawdę niekorzystne, więc ten samochód to taka druga opcja, ale gdyby go w ogóle nie było, to zapewne w kryzysowych sytuacjach pożyczałaby samochód Christiana.

I to jest główny powód, dlaczego mimo tak oszczędnego stylu życia państwo K zdecydowali się kupić córce Fiata, bo Krystian bardzo nie lubi, gdy ktoś używa jego auta.

Można powiedzieć, że nie lubi tego jeszcze bardziej niż zbędnego wydawania pieniędzy.

Peżot Krystiana to jego oczko w głowie, bardzo o niego dba i wychodzi z założenia, że nikt nie prowadzi tak dobrze jak on, więc też pewnie zakłada, że gdyby córka pożyczała to auto, to mogłaby je uszkodzić.

Co do wątku jej kieszonkowego, to Anna mimo osiągnięcia pełnoletności pozostaje na utrzymaniu rodziców, ewentualnie może gdzieś dorabia, ale ogólnie to oni płacą za dom i wydzielają jej pieniądze.

ponieważ ona nadal się uczy.

Po szkole idzie na studia, nie wiadomo do jakiego miasta, ale zapewne gdzieś blisko, bo nie wyprowadza się z domu rodzinnego.

Nie tylko Anna w tym domu jest zależna, Eugenia również.

To znaczy ona pracuje, zarabia, ale chodzi mi bardziej o zależność emocjonalną.

W domu wszystko jest tak, jak zażyczy sobie Krystian.

Wszystko kręci się wokół niego.

Jak się kłócą, to też zawsze o coś, do czego on ma zastrzeżenia.

Schemat jest taki, że on jej coś wytyka, ona go przeprasza, on się awanturuje dalej, ona dalej przeprasza, później on zamyka się u siebie i gdy wychodzi wspaniałomyślnie i nie wraca już do tematu, po prostu przechodzą dalej do porządku dziennego.

Tym sposobem właściwie nigdy nie wyjaśniają konfliktów, bo Krystian zachowuje się tak, jakby zapomniał już co się stało, ale do czasu, bo tak naprawdę nigdy nie zapomina.

W najmniej spodziewanej sytuacji potrafi wytknąć Eugenie jakieś w cudzysłowie przewinienie sprzed nawet kilku lat, co mówiąc wprost jest słabe, ale ona zdaje się tego nie zauważać.

Eugenia bardzo idealizuje męża, nie widzi jego wad, a gdy ma go opisać, to mówi tylko o zaletach, że jest spokojny i zrównoważony.

Powiedziałam, że Krystian zamyka się u siebie i mam tu na myśli domową kotłownię, w której on często spędza swój czas wolny.

Ta kotłownia to tylko jego przestrzeń, niepisana zasada w domu jest taka, że nikt poza nim nie może tam wchodzić, co jest trochę dziwne, bo przecikażdy powinien mieć możliwość, żeby ogrzać dom w razie potrzeby, ale okej, oni po prostu się do tego stosują.

Krystian w tej kotłowni ma swój fotel, gazety, niektóre narzędzia, bo część trzyma w garażu, więc bywa, że przesiaduje tam całymi godzinami.

Co do jego postrzegania relacji z Eugenią, to jedna z niewielu form uczuć jakie on jej okazuje, to to, że codziennie jeździ po nią do pracy, później razem robią zakupy i wracają do domu.

Niby miłe, ale z drugiej strony przy jego podejściu to też jest jakaś forma kontroli.

Tak generalnie to oni nie wyglądają na zbyt szczęśliwych ze sobą, ale też nie planują rozstania, bo Krystian na rozwód nigdy by się nie zgodził.

A to dlatego, że traktuje Eugenię jak swoją własność, która mu się należy i kropka.

Oboje nie mają żadnych znajomych, ewentualnie może znajomi z pracy.

Eugenia ma tam jakikoleżanki, ale poza pracą się z nimi nie spotyka i ogólnie poza pracą mało wychodzi.

Do fryzjera tylko od święta, dwa razy w roku, rzadko też kupuje ubrania, o kosmetykach już nie mówiąc.

Nie dba za bardzo o swoje zdrowie, ma zniszczone zęby, a to wszystko z oszczędności, do których skłonność w pełni przejęła od męża.

Krystian szczyci się tym, jak bardzo jest oszczędny, jak niewiele potrzebuje do życia i ona tak samo.

Skutkuje to tym, że oboje wyglądają na, mówiąc wprost, zaniedbanych.

Nie mają też żadnych nowszych sprzętów, bo szczególnie Krystian nie lubi nowinek technologicznych.

Jest pod tym względem człowiekiem starej daty, ma dwie lewe ręce do komputera, więc jedyne z czego korzysta to komórka, ale koniecznie taka starego typu.

Jest listopad 2008 roku.

Eugenia i Krystian mają kolejno 50 i 51 lat, Anna 20, a Rajmund i Maria są już po 70.

To on z ich dwójki ma poważniejsze problemy ze zdrowiem, ale ogólnie oboje nie są już tak sprawni jak kiedyś.

Niestety pewien mężczyzna postanawia to wykorzystać i włamuje się do ich domu.

Robi to, gdy innych domowników nie ma, Maria i Raimund są sami, ale i tak wydaje się to absurdalnym pomysłem, patrząc raz na okolice, w której mieszkają, a dwa na porę, kiedy dochodzi do włamania, chociaż widać, włamywacz ma w sobie tyle odwagi, że podejmuje próbę.

I jak się okazuje, dobrze wycelował, bo mimo tego, że zabudowa jest tam naprawdę gęsta, sąsiedzi są żywo zainteresowani życiem innych, a do zdarzenia doszło w biały dzień, około godziny 14, to gdy po całym zdarzeniu policja przesłuchuje świadków, okazuje się, że nikt nic nie widział.

Ale co dokładnie się stało?

Do domu przy wspólnej można wejść z dwóch stron, od frontu i od ogrodu i też z dwóch stron można wejść na samą posesję, bo od frontu jest furtka, a od ogrodu jest brama wjazdowa.

Tamtego listopadowego dnia Maria wyszła wynieść śmieci do śmietnika znajdującego się na tyłach posesji, więc też wyszła i weszła z powrotem drzwiami od ogrodu.

Niestety nie zauważyła, że ktoś wchodzi za nią.

Zamaskowany mężczyzna najpierw ogłuszył ją drewnianą pałką, po czym podbiegł do jej męża i jego też zaczął okładać.

Rajmund próbował się bronić, ale sam nie miał wielkich szans.

Na szczęście Maria szybko odzyskała świadomość i podbiegła mu na pomoc.

chwyciła krzesło, którym uderzyła włamywacza, raz i drugi, po chwili dołączył do niej Rajmund, który też zaczął go szarpać i w efekcie napastnikowi spadł kask motocyklowy.

Bo tak, osłaniał się on kaskiem i nie tylko, ponieważ pod nim miał jeszcze dodatkową ochronę na twarzy, czyli pończochę.

Kask po tym jak spadł potoczył się gdzieś w głąb mieszkania, a mężczyzna widząc, że nie ma już szans, po prostu wyszedł.

Ale przed tym, i tu są dwie wersje, w artykułach internetowych jest, że tylko pogroził im palcem, a w motywie ukrytym, że odezwał się i na odchodne zagroził małżeństwu, że wróci i ich zabije.

Jeżeli ta pierwsza opcja miałaby być prawdziwa i sprawca faktycznie nie odezwał się ani słowem, a do tego miał podwójną ochronę na twarzy, to zapewne dlatego, że był on znany rodzinie i bał się, że Maria oraz Raimund go rozpoznają, jeśli nie po twarzy, to nawet po głosie.

O ile te słowa na pożegnanie są kwestią sporną, o tyle w trakcie ataku jest pewne, że napastnik niczego nie mówił, nie groził, nie stawiał żądań, a wychodząc niczego nie zabrał, więc tak naprawdę nie wiadomo po co ten napad.

Po wszystkim wyszedł tak jak wszedł, czyli drzwiami od ogrodu, zostawiając za sobą przestraszonych domowników.

Na szczęście zarówno Maria jak i Raimund w trakcie szarpaniny, mimo tego, że doznali urazów głowy, to nie poskutkowały one niczym poważniejszym, więc małżonkowie dochodzą do siebie w ciągu kilku najbliższych dni.

Oczywiście o sprawie zostaje powiadomiona policja, aczkolwiek jako, że nie udaje się ustalić nawet motywu działania sprawcy, to trudno ustalić jego tożsamość.

Świadkowie niczego nowego nie wnoszą, nikt nic nie widział, dlatego ostatecznie nikt nie zostaje zatrzymany.

Jedyne co zabezpieczono to kask, który leżał na podłodze nietknięty przez jakąś godzinę, gdy sanitariusze zajmowali się państwem G i ten kask trafia do depozytu komisariatu policji w pobliskim Rogowie, gdzie zapomniany przez wszystkich spędza kilka kolejnych lat.

Cała ta sprawa z napadem bardzo wpłynęła na wszystkich domowników.

Co prawda nadal nie utrzymują oni bliskich relacji, ale niewątpliwie wystraszyli się, a Eugenia stała się trochę bardziej opiekuńcza względem rodziców.

Oni po tym wszystkim boją się wychodzić z domu, więc oferuje, że zacznie im robić zakupy, bo i tak codziennie po pracy jeździ z Christianem do sklepu.

Obawy co do wyjść z domu ma szczególnie Maria, bo Raimund po kilku tygodniach wraca do swojej rutyny i znów co jakiś czas odwiedza pobliski pub albo stadion, na którym rozgrywane są mecze, ale ona już taka chętna do ponownych wyjść nie jest.

Jak już ma gdzieś wyjść, to jedynie do kościoła i to właściwie tyle.

Już wcześniej członkowie tej rodziny byli zamknięci w swoim gronie i nie utrzymywali zbyt wielu znajomości, ale teraz po napadzie rezygnują z jakichkolwiek relacji sąsiedzkich.

Nigdy nikogo nie wpuszczają do domu.

Jeżeli ktoś z sąsiadów coś chce, albo nawet przychodzi listonosz czy jakiś akwizytor, to wszystko załatwiają na podwórku.

Te drzwi od ogrodu zawsze zamykają na klucz, te z przodu też, aczkolwiek na tych z tyłu bardziej się koncentrują, bo to jednak nimi wszedł włamywacz.

Jedyne co zostawiają otwarte to bramkę, aby ewentualni goście mogli sami wejść na posesję i poczekać przy drzwiach.

Najbardziej otwarta na ludzi z nich wszystkich jest Anna, ale to tylko porównując z resztą rodziny, bo tak ogólnie to też nie można o niej powiedzieć, żeby była szczególnie wylewna.

Ona w przeciwieństwie do rodziców i dziadków ma znajomych, co jakiś czas z nimi wychodzi, ale widać, że po części przejęła ich styl komunikacji, bo nigdy nikomu nie opowiada, co się dzieje w domu.

A jak już jesteśmy przy Annie, która w 2008 roku kończy, co warte podkreślenia, 20 lat, to opowiem Wam o niemałym konflikcie, który pojawił się na linii Ona-Krystian.

Nie wiadomo, czy on wcześniej też tak tyranizował córkę, czy przyczepił się do niej bardziej dopiero w wieku dorosłym, bo nie akceptował jej dorosłych wyborów, ale powiedzieć, że między nimi jest napięta atmosfera, to jak nic nie powiedzieć.

Co do tych dorosłych wyborów, to Krystian po prostu bardzo nie lubi chłopaka, a później narzeczonego Anny, Stefana.

Ten chłopak tak naprawdę ma chyba inaczej na imię, bo jego imię pojawiło się tylko w książce, nigdzie indziej go nie ma, więc niech zostanie już pod tymi zmienionymi danymi, czyli Stefan.

Główne zastrzeżenia Krystiana to to, że chłopak jest za niski i ma za mało pieniędzy, co jest absurdalne, bo Krystian też nie należy do wysokich, to raz.

a dwa, oni mają dopiero po 20 lat i mało kto w wieku 20 lat może się pochwalić dużym majątkiem.

Krystian próbuje używać różnych argumentów, aby przekonać córkę do rozstania, ale zdaje się na próżno, bo Anna, mimo że ogólnie dostosowuje się do dziwnych domowych zasad, w tej kwestii jest nieugięta.

W pewnym momencie pojawia się jednak nadzieja, że życzenie Krystiana zostanie spełnione, bo młodzi się rozstają, ale jak się szybko okazuje na krótko, bo po niedługim czasie znów się schodzą i później takich perturbacji między nimi już nie ma.

Mimo, że to była chwilowa rozłąka, to Anna bardzo ją przeżyła, co później, gdy znów są razem, ojciec nieraz jej wypomina, mówiąc, że ten chłopak na pewno znowu ją skrzywdzi, co może po części jest podszyte jakąś troską, ale raczej znów głównie chodzi o kontrolę.

W motywie ukrytym jest nawet taka wzmianka, że ojciec sprawdzał telefon córki, żeby wiedzieć, co robiła ona ze Stefanem.

Są też różne inne przykłady sytuacji, ale tak jak wspominałam na początku, tego chyba nie można brać za stuprocentowy pewnik.

Bardziej przyjęłabym, że po prostu klimat relacji jest dobrze odwzorowany, ale nie wszystko musiało dziać się tak jeden do jednego.

W każdym razie, nawet jakby to sprawdzanie telefonu nie było prawdą, no to ogólnie cała ta aura, ciągłe awantury o Stefana i kontrola są na tyle trudne do zniesienia, że Anna tyle czasu ile może spędza poza domem.

Tylko, że niestety to jeszcze bardziej nakręca całą spiralę, bo jak jest poza domem, to siedzi głównie u swojego chłopaka, każdorazowo wraca na noc, bo wie, że jak nie wróci, to Krystian będzie się awanturował, ale to i tak nie daje żadnej gwarancji, bo nawet jak wróci, ale w jego opinii za późno, to on też się wścieka.

Stefan to nie jedyny powód do konfliktów, bo jest jeszcze kwestia sprzątania.

Jak już wiemy, Krystian obsesyjnie podchodzi do wielu tematów, między innymi do porządku, a skoro nie może nakłonić córki do zerwania, to zaczyna odreagowywać na niej w inny sposób i czepia się coraz większych, kolokwialnie mówiąc, pierdół, na przykład tego, że nie odstawiła ona kubka na właściwe miejsce.

Narzuca jej też coraz to nowsze reguły dotyczące sprzątania, tego jak ma to robić i kiedy.

I ogólnie te reguły można podsumować tak, że dom musi błyszczeć, a po każdorazowym sprzątaniu on chodzi i sprawdza czy błyszczy wystarczająco.

Jeżeli Krystian jest niezadowolony z rezultatów, to wprowadza swojej dorosłej córce kary typu zabranie telefonu, kabla od komputera albo potrąca jej, jak to określa, odsetki z kieszonkowego.

Eugenia w tym wszystkim nie uczestniczy, ona raczej nie wchodzi z Anną w konflikty, ale jako, że jest kompletnie podporządkowana mężowi, to też jej jakoś szczególnie nie broni.

Zawsze po kłótniach próbuje usprawiedliwić męża, mówiąc, że on nie miał na pewno złych intencji, ale do Anny raczej takie argumenty nie trafiają.

Krystian z kolei nie jest taki chętny, żeby usprawiedliwiać swoją żonę, wręcz przeciwnie, regularnie robi jej przytyki, głównie dotyczące wyglądu, mimo że sam jakoś bardzo o siebie nie dba.

Nosi stare, zniszczone ubrania, ale to żonie i córce wytyka, że mają niedopasowaną bluzkę albo dziwną fryzurę.

Nie jawi się więc jako szczególnie przyjazny człowiek, ale to w domu, natomiast na zewnątrz w sumie tak.

To znaczy, mało kto zna go dobrze, Krystian, jak już wiemy, nie wchodzi z nikim w bliższe relacje, ale jak już ma kontakt, na przykład z jakimś sąsiadem, to przedstawia się w jak najlepszym świetle, w taki sposób, jak chce być zapamiętany.

Przechodzimy teraz do kluczowych wydarzeń, które miały miejsce 4 lata po napaści na Marię i Rajmunda w grudniu 2012 roku, ale zanim o tym co się stało, to jeszcze mała aktualizacja jak w tamtym momencie wygląda sytuacja rodziny ze wspólnej.

Maria i Raimund, jak się można spodziewać, niezmiennie przebywają na emeryturze, nie podejmują żadnej dodatkowej pracy, bo są już coraz starsi, a Raimund coraz bardziej podupada na zdrowiu.

Anna skończyła studia i nie wiadomo co robi, ale prawdopodobnie gdzieś pracuje.

Tylko, że z tymi studiami nie jest do końca tak, jakby się mogło wydawać, bo ona co prawda zaliczyła wszystkie wymagane przedmioty, ale z jakiegoś powodu nie oddała pracy końcowej, więc też nie dostała dyplomu.

Jest to kolejny powód do awantur w ich domu i kolejna rzecz, którą Krystian wypomina jej przy każdej możliwej okazji.

Sam Krystian, który w 2012 roku kończy 55 lat, podobnie jak jego teściowie jest już na emeryturze, więc w pełni korzysta z uroków czasu wolnego.

Niezmiennie chce wszystko kontrolować i niezmiennie jest bardzo oszczędny, co przekłada się na to, że w tamtym momencie jego oszczędności są już naprawdę pokaźne.

W międzyczasie zmarli jego rodzice, więc odziedziczył po nich ziemię, którą sprzedał.

Poza tym ma też wysoką, jak na tamte czasy, emeryturę, więc naprawdę dobrze mu się wiedzie.

Eugenia nadal pracuje, nadal jako księgowa, gdzie radzi sobie bardzo dobrze, ma imponującą pamięć do liczb i przepisów, natomiast ma mniejszy dochód niż jej mąż.

Cały czas mają jednak wspólne konto, więc właściwie jego pieniądze to też jej pieniądze, chociaż nie wszystkie, bo z comiesięcznych wpływów Krystian zabiera sobie zawsze 500 zł na własne wydatki.

Nikomu się nie tłumaczy z tego, co to za wydatki, chociaż wiadomo, że w tamtym czasie odkłada m.in.

Mimo jego miłości do Peugeota chyba marzy mu się nowszy model, więc skrupulatnie sprawdza wszystkie modele, analizuje parametry, aby kupić najlepsze możliwe auto.

Powiedziałam, że odkłada m.in.

na samochód, bo ogólnie jego oszczędności znacznie wykraczają poza kwotę, jaką chce przeznaczyć na ten zakup.

Nie wiadomo więc, czy odkłada jeszcze na coś, czy to po prostu taka forma zabezpieczenia.

W każdym razie, skoro on i Eugenia dysponują dużymi środkami, to mają takie dwie główne zasady finansowe.

Pierwsza to, że nie robią żadnych zakupów na kredyt, a druga, forsowana bardziej przez niego niż przez nią, to że nie udzielają nikomu pożyczek.

A jak już jesteśmy przy temacie pożyczek, to od razu dodam, że jedyne co Krystian chętnie pożycza innym, to narzędzia, których ma naprawdę sporą kolekcję.

Jest to fakt znany w całej okolicy, więc też z prośbą o pomoc zwracają się najczęściej sąsiedzi.

Dla niego jest to chyba powód do dumy, że ma tyle różnych akcesoriów i ludzie proszą go o pożyczanie, więc robi to chętnie, ale bez zaskoczeń każdego rozlicza przy zwrocie.

Zawsze dokładnie sprawdza każde narzędzie, a gdy zobaczy jakąś wadę, której nie było, żąda zwrotu kosztów.

Na początku grudnia 2012 roku, dwa tygodnie przed kluczowymi wydarzeniami, dochodzi do dwóch poważnych konfliktów rodzinnych.

Pierwszy konflikt dotyczy pieniędzy, które po namowach i w drodze wyjątku Krystian zgodził się pożyczyć swojej siostrzenicy.

Niestety dziewczyna nie oddała tych pieniędzy na czas, co kompletnie wyprowadziło go z równowagi.

I wiadomo, pewnie większość osób w takiej sytuacji by się zdenerwowała, ale on podejmuje kłótnie na ten temat w bardzo niefortunnym momencie, bo na stypie, i to na stypie po pogrzebie swojego szwagra, ojca tej dłużniczki.

W tak przykrym momencie urządza awanturę swojej siostrze, później siostrzenicy, a na końcu Eugenii, która jak twierdzi namówiła go, żeby pomógł i pożyczył te pieniądze.

Zagranie niezbyt taktowne, ale przynosi efekt, bo już kilka dni po pogrzebie dziewczyna zwraca całą kwotę, a rodzina wraca do swojego regularnego rytmu.

Raimund jest w tamtym czasie widziany w pubie, gdzie nadal co jakiś czas przychodzi, a Eugenia i Krystian powoli zaczynają przygotowywać się do świąt.

Kilka dni później Krystian jedzie do marketu po karpie na święta, które on i Eugenia zamierzają najpewniej zamrozić.

Na zakupach spotyka dawnego kolegę, z którym jakimś sposobem omijają kolejkę, więc szybko udaje im się dokonać zakupu i wrócić do domu, gdzie Krystian po powrocie zaczyna obrabiać ryby.

Mniej więcej w tamtych dniach dochodzi do kolejnej poważnej awantury, tym razem standardowo między nim a Anną.

Powód w sumie też jest standardowy, bo znów kłócą się o Stefana, z którym Anna umówiła się na spotkanie.

W trakcie kłótni rozdrażniona wychodzi, bierze swój samochód, którym odjeżdża z posesji, ale ojciec tak łatwo nie odpuszcza.

Dzwoni zarówno do niej, jak i do jej narzeczonego po kilkanaście razy.

Ich telefony dzwonią non-stop w trakcie tego spotkania, więc gdy Anna po kilku godzinach ma wrócić do domu, jest bardzo zdenerwowana.

Przez to jest nie do końca uważna i po drodze dochodzi do stłuczki.

Nie wiadomo, czy z jej winy, czy nie.

W każdym razie auto jest widocznie uszkodzone.

To jeszcze bardziej wyprowadzają z równowagi, przez co gdy z powrotem wjeżdża na podwórko, popełnia kolejny błąd, źle kalkuluje odległość i zarysowuje samochód o ogrodzenie.

Krystian od razu zauważa, że auto jest uszkodzone.

Załamana Anna próbuje mu przedstawić jakąś okrojoną wersję wydarzeń.

Mówi, że to nie jej wina, że pies wpadł jej pod koła, ale on nie daje się przekonać.

Wywiązuje się tak zaciekła awantura, że mimo, że wcześniej w domu nie dochodziło do przemocy fizycznej, tym razem Krystian szarpie córkę i uderza ją w twarz w taki sposób, że strąca jej okulary, które spadają na ziemię i łamią się na pół.

Grozi, że skoro ona nie umie dbać o swoją własność, to sprzeda jej samochód, który i tak jest zarejestrowany na niego, więc może to zrobić w każdej chwili.

Potem zamyka się u siebie w kotłowni, a Anna zostaje sama, kompletnie roztrzęsiona.

Po chwili przychodzi do niej Eugenia, próbuje ją uspokoić, ale bezskutecznie, bo używa tych argumentów co zawsze.

Tłumaczy Krystiana, a gdy widzi, że to nie skutkuje, próbuje zmienić temat i mówi, że niedługo święta, a ojciec będzie miał urodzinę.

Jak się nietrudno domyślić, Anny to jakoś szczególnie nie pociesza.

Dwa dni przed kluczowymi wydarzeniami dom przy wspólnej odwiedza szwagier.

Nie wiadomo czy Krystiana czy Eugenii, ale rozmawia z nią.

Mimo niskiej temperatury jak zawsze rozmawiają na podwórku, ale rozmowa trwa chwilę, bo szwagier przyszedł tylko oddać pożyczone wcześniej książki.

Są to książki o tematyce religijnej, których Eugenia ma sporą kolekcję, więc zabiera z powrotem to, co przyniósł i daje mu do przeczytania kolejne.

W trakcie tej wizyty, co się rzadko zdarza, Krystiana nie ma w domu, nie wiadomo gdzie jest, ale gdy później zostają sprawdzone logowania jego telefonu, to okazuje się, że musiał przemieszczać się po okolicy, bo telefon logował się do stacji w trzech pobliskich miejscowościach.

Ale co dokładnie tam robił, czy się z kimś spotykał, czy coś załatwiał, tu zostają tylko domysły.

Dzień przed kluczowymi wydarzeniami, w sobotę, nie dzieje się już nic szczególnego ani tajemniczego.

Krystian wychodzi z domu tylko raz i to z Anną, z którą ponownie jedzie do marketu po ryby, tym razem ryby dla teściów.

I przechodzimy do niedzieli 16 grudnia, kiedy to mieszkańców z Krzyszowa wita niezbyt ładna pogoda, termometry pokazują zaledwie 1 stopień, za oknami jest szaro i co jakiś czas popaduje deszcz.

Rano ma miejsce niestandardowe wydarzenie, bo Krystian informuje, że nie idzie do kościoła na poranną mszę, tak jak zawsze, tylko że pójdzie później.

Eugenia idzie więc sama, a on zamyka się w kotłowni.

Gdy z niej wychodzi, idzie na górę, gdzie znów kłóci się z Anną, do której ma pretensje o to, że nie poszła na poranną mszę.

Ona wyjaśnia, że do kościoła zamierza iść wieczorem, razem ze Stefanem, co pewnie ojcu też się nie podoba, ale już za dużo o tym nie rozmawiają, bo on sam zaczyna się szykować do wyjścia.

W motywie ukrytym jest taka informacja, że na tą mszę, co on, razem z nim poszedł Rajmund, a na tą, na którą poszła Eugenia, poszła też Maria i że rzekomo one też wracały razem.

Po drodze cała czwórka miała się spotki odbyć krótką rozmowę.

Mężczyźni powiedzieli, że idą na mszę, a kobiety, że wracają do domu robić obiad, ale nie wiem czy w to wierzyć, bo nie brzmi mi to jak opis tej rodziny.

No chyba, że te relacje rodzinne faktycznie wraz z upływem lat trochę się poprawiły.

Obiad po ich powrocie przebiega w dobrej atmosferze, zapewne dlatego, że nikt ze sobą nie rozmawia i jedzą osobno, ale po obiedzie znów wracają nerwy i napięcie, bo Krystian z jakiegoś powodu zaczyna wydzwaniać do Stefana.

Chłopak od niego nie odbiera, co drażni go jeszcze bardziej, ale za to odbiera od Anny, która żeby porozmawiać z narzeczonym musi ukryć się w garażu, bo inaczej ojciec by się pewnie przyczepił, że od niej Stefan odbiera, a od niego nie.

Ich rozmowa trwa dosłownie chwilę, potwierdzają tylko, że spotkają się przed kościołem, on mówi, że zapraszają później do siebie na obiad rodzinny, Anna mówi, że przyjdzie i to tyle.

Chwilę po godzinie 16 jest już prawie gotowa do wyjścia, krząta się jeszcze chwilę po domu i ostatecznie o 16.40 żegna się z rodzicami, po czym wychodzi.

Do dziadków przed wyjściem nie zagląda, kieruje się od razu do tylnego wejścia, tego od podwórka, bo chce jechać samochodem.

Jest pewna, że po wyjściu drzwi zgodnie z praktykowanym zwyczajem zamyka na klucz.

Ze Stefanem tak jak ustalili spotykają się przed kościołem, ale nie idą na mszę, tylko jakąś okrężną drogą znów do samochodu, po czym jadą do niego.

Trochę kombinują, ale Anna nie chce, żeby ktoś ją zobaczył i nawet przypadkiem doniósł ojcu, że w czasie mszy kręciła się po okolicy zamiast siedzieć w kościele.

W domu u Stefana są jego rodzice, którym Anna proponuje, że zamówi dla wszystkich pizzę.

Oni tę propozycję przyjmują z entuzjazmem, więc dzwoni do lokalnej pizzerii i składa zamówienie.

Przez jakiś czas po posiłku siedzą razem w rodzinnym gronie, ale później ona i Stefan idą do jego pokoju, gdzie spędzają czas już tylko we dwójkę.

Około 22.30 zaczynają powoli zbierać się do wyjścia, bo Anna chce już jechać do domu, z kolei Stefan, jak mówi, umówił się jeszcze w pubie z kolegami.

O 22.50 ona dociera z powrotem pod dom i wjeżdża na posesję.

Auta z tego co rozumiem nie parkuje nigdy w garażu, bo stoi tam Peugeot Christiana i na inne samochody nie ma miejsca, zostawia więc swojego Fiata na podwórku, po czym kieruje się do domu.

Gdzieś przed jej nogami szybko przebiega kuna, na którą Krystian poluje od kilku tygodni.

Córka zamierza mu o tym powiedzieć, ale gdy wchodzi do domu, kompletnie zapomina i o kunie, i o wszystkim innym, bo zostaje tam widok, którego kompletnie się nie spodziewała.

Jak później wspomina, dziwna była już sama cisza panująca przed domem, bo ich sąsiadka zza płotu ma psa, który szczeka zawsze, gdy ktoś przechodzi, nie tylko obcy, ale też znajomy i tym razem ten pies nie szczekał w ogóle.

W pierwszej chwili ona nie zwraca na to uwagi.

Bardziej skupia się na drzwiach, bo najpierw chce wejść frontowymi, ale jak się okazuje są one zamknięte i to w taki sposób, że ktoś włożył klucz od środka, a zamek jest tak skonstruowany, że jak z jednej strony jest klucz, to już z drugiej nie da się go włożyć.

Idzie więc znów na tyły domu i zaskoczona odkrywa, że drzwi, które wcześniej na pewno zamknęła i które zresztą zawsze wszyscy zamykali, są otwarte.

Zaniepokojona wchodzi do środka, gdzie podobnie jak na podwórku panuje kompletna cisza, więc głośno oznajmia, że wróciła, ale nikt jej nie odpowiada.

Na piętrze nie ma ani Krystiana, ani Eugenii, idzie więc do salonu na parterze, do części zamieszkiwanej przez dziadków i tam doznaje szoku.

W salonie pali się światło, więc doskonale widzi spływającą po meblach krew leżącego na podłodze Rajmunda ubranego w niebieską piżamę, również brudną od krwi, oraz leżącą kawałek dalej Marię w podobnym stanie.

Babcia leży na boku, ma na sobie podomkę i w przeciwieństwie do Raimunda daje oznaki życia.

Ma otwarte oczy, cicho pojękuje, ale nie podejmuje kontaktu.

Obok niej leży krzesło turystyczne, na którym zazwyczaj siedziała i na którym zapewne siedziała też, gdy została zaatakowana.

Dziadkowie mają rozległe rany na głowach, wygląda to naprawdę źle, więc Anna w panice dzwoni po pogotowie i rusza szybko na ponowne poszukiwanie rodziców.

Jeszcze raz sprawdza, nie ma ich na górze, nie ma też żadnych śladów krwi, więc ma nadzieję, że nic im się nie stało.

Podwórko jest puste, garaż zamknięty, ani śladu żywej duszy, więc rezygnuje i wraca do dziadków, u których czeka na przyjazd pogotowia.

Eugenia oraz Krystian zostają znalezieni, gdy na miejscu są już sanitariusze i policja.

Znów jest rozbieżność informacji, bo w jednym ze źródeł jest podane, że znalazła ich sama Anna, a w innym, że policjanci, którzy wyważyli drzwi do garażu, bo akurat co do tego wszystkie źródła są zgodne, państwo K leżeli zamknięci w garażu.

W tej wersji, w której znaleźli ich policjanci, garaż ten miał być zamknięty od środka na łańcuch, co brzmi trochę jak zagadka zamkniętego pokoju, ale niekoniecznie, bo sprawca mógł zamknąć drzwi wejściowe od środka, a później po prostu wyjść bramą wjazdową.

to znaczy włączył zamykanie pilotem albo jakimś przyciskiem w środku i jak brama zaczęła się zamykać, to wyszedł dołem.

Tak czy inaczej, pewne jest, że oboje leżą w środku, Krystian bardziej w głębi Eugenia bliżej wejścia, a leżą obok Peugeota, który przynajmniej Krystianowi widocznie zagrodził drogę ucieczki.

Sprawca, podobnie jak wobec Raimunda i Marii, musiał być bardzo brutalny i uderzać z dużą siłą, bo krwią opryskane są nie tylko ściany, ale nawet sufit.

Na miejsce przyjeżdżają kolejne karetki, ratownicy rozpoczynają proces reanimacji, bo tak jak Maria, Eugenia i Krystian żyją.

Policjanci wypychają więc samochód z garażu, aby ratownicy mieli więcej miejsca i niestety to wszystko sprawia, że sporo śladów zostaje zatartych.

Medycy kręcą się i po garażu, i po domu, roznoszą krew po całym parterze, a do tego ktoś jeszcze myje ręce w łazience, więc kolejna ingerencja w otoczenie, ale oczywiście ważniejsze od zachowania śladów w tamtym momencie jest ratowanie życia.

Niestety ratownicy odnoszą tylko częściowy sukces, bo Krystian umiera w drodze do szpitala.

Raimunda nie udało się uratować, prawdopodobnie nie żył, gdy przyjechała pomoc, ale Maria i Eugenia żyją i dojeżdżają do szpitala.

Obie nie podejmują jednak kontaktu, jedynie Eugenia wykazuje jakieś reakcje obronne, bo np.

ściąga maskę do oddychania albo robi jakieś ruchy rękami, tak jakby myślała, że nadal jest atakowana i musi się bronić.

Ich dom zostaje ogrodzony taśmami, a w ciągu następnych kilkunastu godzin na miejscu non-stop pracują technicy, którzy mimo wszystko próbują zabezpieczyć jak najwięcej śladów.

Po tych kilkunastu godzinach wyłania się taki wstępny obraz zbrodni, a więc co pierwotnie udało się ustalić?

Po pierwsze to, że Krystian leżał twarzą do podłoża, co sugeruje, że został uderzony w tył głowy i zresztą widać to po samych obrażeniach.

Z kolei Eugenia leżała skulona na boku, z podgiętymi nogami, bo pewnie w ten sposób próbowała się chronić przed ciosami spadającymi z góry.

Oboje byli ubrani, nazwijmy to, po domowemu, luźne spodnie, jakieś dresy.

Do tego Eugenia miała na sobie rozchodzone buty męża, w których on zazwyczaj wychodził do garażu.

Zazwyczaj, ale nie tym razem, bo Krystian miał na nogach takie obcięte kalosze, które również służyły mu do poruszania się wyłącznie po terenie posesji.

Po drugie, po ułożeniu całej czwórki można wywnioskować, że wszyscy zostali zaatakowani z Gienacka.

Po trzecie, Anna przekazuje policji, że drzwi wejściowe do garażu zawsze były zamknięte na kłódkę od zewnątrz.

Gdy wyjeżdżała, wydaje jej się, że też były zamknięte, ale gdy policja znalazła Eugenię i Krystiana, tej kłódki już nie było.

To znaczy była, ale w środku, na haku, obok drzwi, a same drzwi były zabezpieczone tym wewnętrznym łańcuchem.

Chodzi o coś podobnego jak teraz widzicie na zdjęciu.

Po czwarte, w domu nie ma śladów plądrowania, więc włamywacz najpewniej niczego nie szukał.

Na wierzchu na widoku leżała biżuteria, której nie wziął, więc właściwie to nie wiadomo po co w ogóle wchodził do domu.

Krystian i Eugenia najpewniej zostali zaatakowani jako pierwsi w garażu, który nie ma połączenia z domem, to jest osobny budynek na podwórku, więc sprawca mógł po prostu uciec tylną furtką, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił.

I po piąte, tak jak się można było spodziewać, jest problem ze śladami, a właściwie ich brakiem.

Z miejsca zdarzenia zebrano łącznie kilkaset śladów biologicznych i biochemicznych, ale żadnego nie udało się przypisać do sprawcy.

Wygląda to tak, jakby po ataku on po prostu rozpłynął się w powietrzu.

Dom jest badany pod kątem zacierania śladów, pewnie głównie przez Annę, bo to ona jest pierwszą podejrzaną, ale nie wiadomo, aby znaleziono cokolwiek obciążającego ją.

Jak już wiemy, ona spędzała popołudnie w gronie innych ludzi, właściwie każdy etap da się łatwo potwierdzić, więc jej udział szybko wykluczono.

W czasie, gdy policja działa na miejscu zbrodni, Eugenia oraz Maria walczą o życie.

Młodsza z kobiet trafia do szpitala w Jastrzębiu, starsza do Wodzisławia, gdzie obie nieprzytomne leżą na ojomach.

Policja przydziela im całodobową ochronę, bo co wydaje się prawdopodobne, one zgodnie z założeniem sprawcy nie miały przeżyć.

To jest jego niedopatrzenie, błąd, który, jak spekulują śledczy, będzie chciał naprawić.

Tym bardziej, że obie kobiety zapewnego widziały, więc gdy tylko się obudzą, mogą obciążyć go zeznaniami.

Na ten moment jednak nie wiadomo, czy w ogóle się obudzą.

Lekarze mają zakaz informowania kogokolwiek o ich stanie zdrowia, a ten stan nie wygląda najlepiej.

Zarówno z wyników sekcji zwłok, jak i z wyników badań Marii i Eugenii można wywnioskować, że sprawca zadawał ciosy długo i metodycznie, stąd tak rozległe obrażenia na głowach.

To nie były przypadkowe uderzenia, zależało mu na tym, żeby zabić.

Każdy otrzymał po kilkanaście ciosów, co do samej sekcji to wiadomo, że Rajmund był uderzony więcej razy niż Krystian, ale z mniejszą siłą, zapewne dlatego, że włamywacz był już zmęczony.

Niestety nikt nie wykonał prześwietlenia głów zmarłych, więc trudno powiedzieć czym dokładnie zadawano ciosy.

Na pewno było to tępe narzędzie, może młotek, może trzonek siekiery.

ale najbardziej prawdopodobny wydaje się łom albo klucz do kół samochodowych.

Anna, co zrozumiałe w tej sytuacji, jest w bardzo złym stanie psychicznym, ale mimo tego stara się pomóc policji tyle na ile może.

Składa szczegółowe zeznania i to wielokrotnie, bo za każdym razem jak pojawiają się jakieś nowe wątki do zweryfikowania, zostaje przesłuchana ponownie.

A tych wątków jest coraz więcej, bo początkowo śledztwo prowadzi prokuratura rejonowa w Wodzisławiu, ale po zaledwie dwóch tygodniach przejmuje je prokuratura okręgowa w Gliwicach, więc informacje są uzupełniane na nowo.

Ta zmiana organu prowadzącego sprawę nastąpiła oficjalnie z uwagi na kaliber, ale mniej oficjalnie przez zaniedbania, m.in.

przy zabezpieczaniu śladów.

Po przeniesieniu sprawy do Gliwic śledztwo nabiera tempa, a policja zaczyna przesłuchiwać kolejnych świadków, łącznie jest ich ponad 200.

Przesłuchiwani są nie tylko mieszkańcy Skrzyszowa, ale też lekarze, ratownicy, znajomi oraz członkowie rodziny zamordowanych, a nawet pracownicy gazowni i energetyk, którzy w ostatnim czasie odczytywali liczniki w domu przy wspólnej.

Niektórzy świadkowie są dodatkowo badani za pomocą wykrywacza kłamstw, ale w ostatecznym rozrachunku bez skutku.

Wydaje się, że najwięcej do powiedzenia będą mieć sąsiedzi, ale niestety ich zeznania też nie wnoszą niczego przełomowego.

Ci, którzy mieszkają najbliżej domu rodziny K i G twierdzą, że pomiędzy godziną 17 a 22 nikt do nich nie wchodził.

Przynajmniej nie widzieli, żeby wchodził, bo nie sądzę, żeby ktokolwiek przez te 5 godzin obserwował dom non-stop, żeby mieć stuprocentową pewność.

Ale nikt nie odnotował też żadnych dziwnych dźwięków, krzyków czy odgłosu pojazdów.

Od garażu, gdzie zostali zaatakowani Eugenia i Krystian do najbliższego domu jest jakikilkadziesiąt metrów, ale mieszkańcy tego domu, podobnie jak inni, nic nie słyszeli.

Wraca wątek psów, bo faktycznie tych psów w okolicy jest sporo, mieszkańcy trzymają je głównie na podwórkach, a zwierzęta reagują zawsze, gdy po okolicy kręci się ktoś obcy.

Widać to nawet w materiale interwencji na temat tej sprawy, gdzie gdy dziennikarz chodzi po okolicy i próbuje rozmawiać z sąsiadami, cały czas słychać szczekanie.

Mówiłam też wcześniej o tym psie najbliższej sąsiadki, który zawsze reaguje nie tylko na obcych, ale też na znajomych, a który tego dnia był cicho.

Właścicielka tego psa zeznaje później, że według niej ktoś mu coś podał, dlatego pies spał i nie zareagował na tajemniczego przybysza.

W okolicy panuje przekonanie, że musiał zaatakować ktoś ze Skrzyszowa, więc mieszkańcy wsi boją się rozmawiać z dziennikarzami, bo nie chcą stać się kolejnymi potencjalnymi ofiarami.

Rozmawiają za to z policją, a w tych rozmowach bardzo często wspominają napad, który miał miejsce 4 lata wcześniej w tym samym domu.

Policja obiecuje przyjrzeć się tej sprawie, ale zanim to następuje jeszcze raz wnikliwie badają teren.

Anna ma wrażenie, że w nieskończoność musi demonstrować, jak zamykała i otwierała drzwi, jak dokładnie przekręcała klucz w zamku, ale niezmiennie tak jak była, tak nadal jest pewna, że przed wyjściem zamknęła drzwi, a gdy wróciła, były one otwarte.

Skoro napastnik znalazł się w środku, a zamek nie został uszkodzony, to znaczy, że ktoś z domowników musiał mu dobrowolnie otworzyć.

Pogrzeb Raimunda i Krystiana zostaje zorganizowany tydzień po zdarzeniu, 22 grudnia o godzinie 9.

Ofiary morderstwa zostają pochowane na cmentarzu parafialnym w Skrzyszowie, a pogrzeb ściąga tłumy ludzi, którzy całkowicie wypełniają kościół.

Niestety Maria i Eugenia nie mogą uczestniczyć w pożegnaniu swoich mężów, bo nadal przebywają w szpitalu, gdzie lekarze utrzymują je w stanie śpiączki farmakologicznej.

W międzyczasie policjanci przyjmują nową hipotezę, zgodnie z którą ataku miał dokonać nie jeden człowiek, a co najmniej dwóch.

Według śledczych wzięcie na cel aż tylu osób to zbyt obciążające zadanie jak dla jednej osoby, więc być może początkowo był tylko jeden napastnik, który zapukał do drzwi, ale później dołączył do niego kolejny bądź kolejni.

W związku z tą teorią na mieszkańców z Krzyszowa pada blady strach, ludzie nie mogą spać i w panice dzwonią do księdza, który każdorazowo cierpliwie ich wysłuchuje i uspokaja.

Parafianie boją się, że każdy z nich może stać się kolejną ofiarą tajemniczej bandy, która zaatakowała rodziny K i G.

Dochodzi nawet do tego, że w nocy nie gaszą świateł, żeby w razie czego móc szybciej zareagować, gdy włamywacze wejdą do domu.

W ciągu kolejnych dni dom przy wspólnej zostaje dokładnie przeszukany i w tym miejscu, jak się wydaje, nadchodzi przełom.

Tym razem technicy nie skupiają się już na śladach pozostałych pozbrodni, a bardziej na znalezieniu odpowiedzi w rzeczach należących do ofiar.

Metr po metrze przeszukują dom, aż w końcu w kotłowni natrafiają na bardzo interesujące znaleziska.

Znajdują między innymi telefon, cztery karty SIM, damską bieliznę oraz gadżety erotyczne.

Przedmioty są ukryte za dużym bojlerem, gdzie, jak się okazuje po zbadaniu telefonu, ukrył je sam Krystian, bo ten telefon bez wątpienia należał do niego.

I to nie jest ten telefon, którym on posługiwał się oficjalnie, to jest druga komórka, dzięki której mógł prowadzić podwójne życie.

Według ekspertyzy sporządzonej przez biegłego, telefon służył mu do kontaktów towarzyskich z licznymi kobietami z całej Polski, poznawanymi głównie w prasie oraz przez internet.

Ogłoszeń szukał naturalnie głównie na portalach randkowych, a potem korespondował z tymi kobietami w taki flirciarski sposób.

W wiadomościach można znaleźć liczne podteksty, ale też wiele kłamstw, bo Krystian w opowieściach o sobie mocno podrasowywał rzeczywistość.

Przykładowo nigdy nie przyznał, że jest na emeryturze, mówił, że jest aktywny zawodowo i młodszy i że pracuje w różnych ciekawych zawodach, np.

że jest dziennikarzem albo inżynierem.

Nie zdradzał też jak wygląda, używał cudzych zdjęć, w jednym ze źródeł jest wzmianka, że posługiwał się m.in.

zdjęciami swojego kuzyna i oczywiście przedstawiał siebie jako kawalera.

Co ciekawe, mimo tego nieraz opisywał swoim wybrankom Annę, a także Eugenię, ale w takim kontekście jakby Anna to była jego siostra, a Eugenia matka.

Wysyłał naprawdę setki wiadomości, wykonywał też od kilku do kilkudziesięciu połączeń dziennie, ale widać robił to na tyle dyskretnie, że nikt nigdy nie podejrzewał go o prowadzenie podwójnego życia.

Zapewne dlatego, że tego drugiego telefonu używał tylko, gdy siedział zamknięty w kotłowni, gdzie nikt poza nim nie miał wstępu.

Gdy Anna dowiaduje się, co potajemnie robił ojciec, jest w kompletnym szoku.

Raz, że szokują ją oczywiście same czyny...

a dwa, że on dał radę technicznie to ogarnąć, bo zawsze sprawiał wrażenie człowieka, który nie zna się na komputerze, na żadnych nowinkach technologicznych też, ani na niczym podobnym, a tu wychodzi, że sprawnie poruszał się przynajmniej po stronach randkowych.

Do tego w kontaktach z tymi kobietami zachowywał się zupełnie inaczej niż na żywo, był bardzo szarmancki, prowadził interesujące rozmowy, ale nie obyło się też bez jego obsesyjnych skłonności, bo jak się okazało prowadził katalog tych kobiet, gdzie skrupulatnie notował wszystko na ich temat.

Pewnie nie spodziewał się, jak bardzo pomocne może się to w przyszłości okazać, bo oczywiście spis kobiet to dla policjantów bardzo cenna wskazówka.

Zabezpieczają zarówno notatki Krystiana, jak i bazy ogłoszeń w redakcjach oraz na serwerach, a z niezliczonej ilości anonsów wyłuskują kolejne numery, które zapisane były w jego telefonie.

Tak zyskują dokładną tożsamość kolejnych kobiet, które po kolei będzie trzeba sprawdzić.

Na którymś z przedmiotów ukrytych w kotłowni, prawdopodobnie na bieliźnie, znajdują też włos, co się dobrze składa, bo w ten sposób zyskują próbkę DNA.

To wszystko wygląda więc obiecująco, a policja przyjmuje nową hipotezę, że ataku dokonał zdradzony partner albo mąż którejś z kobiet.

Raczej wykluczają, aby sprawczynią była kobieta, ze względu na zbyt dużą ilość siły, która musiała być użyta, żeby pozbawić życia tyle osób i do tego w tak krótkim czasie, w tak brutalny i też patrząc zupełnie pragmatycznie, męczący sposób.

Nie udaje się namierzyć wszystkich kobiet, ale sporą część owszem.

Wszystkie potwierdzają, że utrzymywały kontakt z Krystianem, aczkolwiek zgodnie twierdzą, że był to tylko kontakt online oraz telefoniczny, nie było żadnych spotkań na żywo.

To jest wersja z artykułów internetowych, natomiast w motywie ukrytym jest informacja, że takie spotkania na żywo owszem były, ale wydaje mi się, że to jeden z tych zmienionych szczegółów, no bo skoro on posługiwał się zdjęciami kogoś innego, to już jednak twarzą w twarz trudno byłoby coś takiego ukryć.

Kobiety zaprzeczają też, aby miały wysyłać Krystianowi swoją bieliznę, więc tu pojawia się zagadka, czy zamówił tę bieliznę gdzieś przez internet, czy jednak dostał od kogoś innego, z kim spotkał się na żywo.

Od wszystkich kobiet zostaje pobrany materiał do badań, ale nie ma zgodności z włosem zabezpieczonym w kotłowni.

Takiej zgodności nie udaje się też znaleźć wśród mieszkańców Skrzyszowa, bo od nich również próbki są pobierane.

Policjanci sprawdzają telefony kobiet, sprawdzają też czy nie logowały się do nadajników BTS w okolicach wsi, ale wszystko wskazuje na to, że mówią prawdę i takich logowań faktycznie nie było.

Jeżeli chodzi o ostatni dzień życia Krystiana, to wtedy tak jak praktycznie codziennie również rozmawiał z tymi paniami, ale w tych rozmowach nie pojawiło się nic szczególnego czy niestandardowego.

Wiadomo, że rano, gdy Eugenia poszła na mszę, a on zamknął się w kotłowni, to rozmawiał z Lucyną, z którą znali się aż od pięciu lat.

Lucyna jest przesłuchiwana, zeznaje, że ich relacja to był tylko niezobowiązujący flirt, chociaż z analizy wiadomości wynika, że była to jednak dużo bliższa i głębsza znajomość.

Krystiana nigdy nie spotkała na żywo, nie znała nawet jego prawdziwego imienia, bo przedstawił się jej jako Romek, 30-letni mechanik.

Później po południu, gdy Anna wyszła na spotkanie ze Stefanem, Krystian ponownie zamknął się w kotłowni, znów rozmawiał z wieloma kobietami, ale rozmowy te nagle się pourywały, zapewne dlatego, że poszedł na górę, a swój tajny telefon zostawił w ukryciu.

Miesiąc po ataku, w styczniu, nadchodzi przełom, na który już chyba mało kto miał nadzieję, bo ze śpiączki w końcu budzi się Eugenia.

Wszyscy liczyli na to, że jeśli jedna z ofiar odzyska przytomność, to zagadka natychmiast zostanie rozwiązana, ale niestety nie ma tak łatwo.

Eugenia faktycznie podaje imię, nawet chyba wspomina wprost, że ta osoba jest zabójcą, ale nie udziela żadnych dodatkowych informacji, bo po chwili znów zasypia, a gdy znów się budzi, jak mówi, niczego nie pamięta.

Imię, które podaje w tym krótkim przebłysku świadomości to Grzegorz.

I jest to jakiś trop, bo w Skrzyszowie, w ich bliskim otoczeniu, jest mężczyzna nazywany Grzegorzem, chociaż nie jest to jego prawdziwe imię, a jedynie przezwisko.

Jego prawdziwa tożsamość nie została nigdzie podana, więc dalej też będę go nazywać po prostu Grzegorzem.

Mężczyzna ten mieszka niedaleko rodziny K, jest lokalnym przedsiębiorcą i jak wynika z kontekstu w ramach prowadzonej działalności wykonuje prace remontowe.

Szybko trafia na przesłuchanie, w trakcie którego zarzeka się, że to nie on, a na wieczór zabójstwa ma alibi, bo siedział w domu z córką i oglądał telewizję, co córka rzeczywiście potwierdza.

Dopiero około godziny 23.00 razem wyszli przed dom, żeby zobaczyć co się stało, bo usłyszeli dźwięk jadących karetek i radiowozów.

To tłumaczenie właściwie mogłoby zamknąć temat, gdyby nie fakt, że policjanci zaczynają znów przyglądać się napadowi, który miał miejsce 4 lata wcześniej.

Kask, który Maria i Raimund zrzucili wtedy napastnikowi nadal jest w depozycie.

Jak się okazuje przy zabezpieczaniu go zabezpieczono również włos, który znajdował się w środku, więc teraz śledczy mogą porównać go z materiałem genetycznym pobranym od Grzegorza.

Wynik tego porównania wprowadza niemałe zamieszanie, bo jest zgodność.

Włos w kasku z całą pewnością należy do Grzegorza.

On jednak zarzeka się, że nigdy nie zaatakował swoich sąsiadów.

Obecność Włosa tłumaczy tak, że te cztery lata temu jeździł na motocyklu, ale nie miał własnego kasku, więc często pożyczał go od kogoś znajomego.

Zapewne ten kask również pożyczył, być może od kogoś mieszkającego w Skrzyszowie, później go oddał, włos został, a ta osoba mogła w nim dokonać napadu.

Niestety w związku z upływem lat tak się niefortunnie składa, że nie pamięta do kogo ten kask mógł należeć.

Policjanci znów ruszają więc na obchód po całej wsi, po kolei wypytują czy ktoś kojarzy właściciela tajemniczego kasku, ale nikt nic nie wie.

Mimo wszystko śledczy nie odpuszczają Grzegorzowi, sprawdzają jego bilingi oraz rachunki bankowe i tu znów niespodzianka, bo okazuje się, że miał on spore zaległości w spłatach rad kredytów, ale 17 grudnia, czyli dzień po zabójstwie, uregulował wszystko.

Śledczy w mediach wyjaśniają, że to nie musi nic znaczyć, że te zaległości nie były tak duże, żeby kogoś zabijać i oczywiście to nie musi nic znaczyć, mógł mieć przypływ gotówki z innego źródła, ale akurat to jaka wysokość długów jest dla kogoś tą krańcową, która popycha do desperackich działań, to jest bardzo indywidualna kwestia.

Kogoś nie będzie ruszać milion złotych długu, a ktoś będzie panikował już przy tysiącu czy dwóch.

W dalszych krokach technicy wchodzą na posesję Grzegorza, zabezpieczają tam wszystkie narzędzia, które specyfiką odpowiadają narzędziu zbrodni, a w domu wykonują badania luminolem, które niczego nie wnoszą, bo ani w domu, ani na samych narzędziach nie ma śladów krwi.

Grzegorzowi nie udaje się więc nic udowodnić, chociaż policjanci próbują go jeszcze przycisnąć, ale bez rezultatów.

On mówi później, że ten włos mógł się też jakoś przyczepić do kasku, bo po prostu znajdował się w domu, może na podłodze, a może skądś spadł, a jego włos mógł być w domu, bo jak twierdzi często odwiedzał rodziny K i G.

Ta informacja zostaje zweryfikowana z Eugenią, kiedy jest już ona w stanie rozmawiać z policją i ona stanowczo temu zaprzecza.

Grzegorz na pewno nie bywał u nich często, jedynie czasami i to raczej nie w środku domu, ale faktem jest, że kiedyś wykonywał u nich drobne prace remontowe na korytarzu na parterze, czyli w części zajmowanej przez Marię i Rajmunda.

Przypadkiem korytarz ten znajdował się tuż obok pokoju, w którym Maria trzymała kasetkę z pieniędzmi, bo ona miała taki zwyczaj, że pieniądze trzymała właśnie w domu, ale też tak się złożyło, że w 2011 roku, czyli rok przed atakiem, wszystko wpłaciła na konto bankowe.

Mimo tego od początku 2012 roku zaczęła znów zbierać gotówkę od zera, tak żeby ponownie wpłacić ją na konto jak zbierze jakąś większą kwotę i jak twierdzi Eugenia przez ten rok zebrała jakieś 15 tysięcy złotych.

Ostatecznie podobno nie zdążyła tego wpłacić na konto, a gdy Eugenia wróciła do domu nie znalazła tych pieniędzy w szafce ani nigdzie indziej, więc pojawia się podejrzenie, że jednak doszło do rabunku.

Niestety jest to informacja z tylko jednego artykułu internetowego.

We wszystkich innych źródłach było wprost, że z domu nic nie zginęło, nawet w motywie ukrytym, który został wydany dopiero kilka lat po zdarzeniu.

Jest wskazane, że nikt nic nie ukradł, więc szczerze mówiąc nie wiem co o tym myśleć.

Sama Eugenia w tym jednym artykule mówi, że gazety pisały o tym, że nic nie zginęło i tak to się dalej rozniosło, a pisały tak, bo w domu nie było oznak plądrowania, ale według niej to dlatego, że włamywalcz po prostu wiedział gdzie szukać.

Otworzył szafkę z pieniędzmi, zabrał co chcii uciekł.

Dodaje też, że zaginęła jakaś nieaktualna już książeczka należąca do Marii, ale nie precyzuje o jaką dokładnie książeczkę chodzi.

W każdym razie, jeżeli z tymi pieniędzmi to prawda, to rzuca to trochę inne światło na sprawę, bo raz, wiadomo po co napastnik wszedł do domu po stoczonej walce w garażu, a dwa, staje się jasne, że atak nie był ukierunkowany na jakąś konkretną osobę, więc śledztwo może być prowadzone pod trochę innym kątem.

To wszystko w teorii mogłoby się złożyć w całość, bo Grzegorz robił u nich ten remont, mógł zauważyć, gdzie jest skrytka na pieniądze, mikłopoty, potrzebował gotówki, więc włamał się do domu, tylko czy na pewno?

On ten remont robił w 2004 roku, więc 4 lata przed pierwszym i 8 lat przed drugim włamaniem.

w związku z czym nie miał żadnej gwarancji, że ta zaobserwowana skrytka na pieniądze jeszcze w ogóle funkcjonuje.

Dziwne to by było, jakby zdecydował się na włamanie dopiero po tylu latach, więc ten wątek zostaje przez śledczych porzucony.

Na koniec jeszcze dodam, że na samym początku Grzegorz był badany wariografem, to znów o niczym nie świadczy, ale generalnie badanie przeszedł pomyślnie, to znaczy nie wyniknęło z niego, aby to on był sprawcą.

Po złożeniu dokładniejszych zeznań przez Eugenię, która po części podważyła jego słowa, śledczy próbowali go namówić na drugie badanie, ale tym razem on się już nie zgodził, bo jak powiedział, nie będzie królikiem doświadczalnym.

A wracając do samej Eugenii, to tak jak powiedziałam zostaje ona wypuszczona ze szpitala, natomiast jej stan zdrowia jeszcze pozostawia wiele do życzenia.

Na głowie ma liczne blizny, a dodatkowo cierpi na amnezję pourazową, więc z tamtej niedzieli pamięta jedynie co się działo do godziny 16, czyli mniej więcej do momentu jak Anna zbierała się do wyjścia.

Później, jak mówi, ma kompletną pustkę w głowie.

Lekarze potwierdzają, że to możliwe, ale są pewne wątpliwości, bo tu już trochę wybiegnę w przyszłość.

Wraz z upływem lat Eugenia nie odzyskuje pamięci.

W niektórych źródłach pojawiają się takie sugestie, że ona może jednak kogoś kryć i np.

dlatego powiedziała o tych zaginionych pieniądzach, o których nikt wcześniej nie wspominał, żeby skierować śledztwo na inne tory.

Na fali zainteresowania napadem z 2008 roku pojawia się też takie podejrzenie, że nie tylko Eugenia...

Ale również Maria i Rajmund coś ukrywali, bo policja robi eksperyment, w którym sprawdzają jak wygląda twarz z naciągniętą pończochą i okazuje się, że osobę z taką w cudzysłowie maską można z łatwością rozpoznać, no bo jednak twarz mocno prześwituje.

W związku z tym, jeśli Maria i Rajmund znali napastnika, to po strąceniu kasku powinni go od razu poznać,

No chyba, że go nie znali, to ta pończocha faktycznie miałaby sens, bo jednak utrudnia opisanie wyglądu.

Przez nią mniej widać kolor oczu, włosów, stan i odcień skóry itd.

A co z Marią?

Niestety półtora miesiąca po ataku, 1 lutego 2013 roku umiera, więc od tego momentu śledztwo dotyczy już potrójnego morderstwa.

Prokurator zamawia u profilera portret psychologiczny sprawcy, a po zebraniu wszystkich zgromadzonych informacji razem udaje się odtworzyć możliwą rekonstrukcję.

Według profilera sprawcą jest mężczyzna, patrząc po charakterystyce obrażeń, relatywnie niski, o wzroście max 1,70 m.

Zbrodnia była nacechowana dużym ładunkiem emocjonalnym, sprawca mógł się kierować nienawiścią i chęcią zemsty za wyrządzoną mu kiedyś krzywdę, ale od razu dodam, że policja próbowała ustalić z kim rodzina miała, mówiąc kolokwialnie, napiku i nie udało się tego sprecyzować.

Ofiary najpewniej znały sprawcę, bywał on wcześniej u nich w domu, bo dobrze znał ich zwyczaje, a także dobrze znał okolice, przez co był bardzo pewny siebie.

Wiedział, o której godzinie już praktycznie nie ma ruchu na ulicach, wiedział o tym szczekającym psie zza płotu i wiedział, jak działać, żeby nie skierować na siebie uwagi otoczenia.

Tego dnia na jego korzyść dodatkowo zadziałała pogoda, bo w związku z tym, że było deszczowo, to ludzie głównie siedzieli w domach, nikt nie garnął się do wyjścia, a widoczność była mocno ograniczona.

A jaki jest najbardziej prawdopodobny przebieg zdarzeń?

Taki, że gdy zabójca zapukał do drzwi, to otworzył mu Krystian.

Chodzi o te drzwi od ogrodu, które sprawca zapewne wybrał celowo, bo były mniej widoczne z ulicy niż te od frontu domu.

Krystian musiał mieć ważny powód, żeby pójść ze sprawcą do garażu.

Po tym roboczym obuwiu, jakie miał, można wywnioskować, że nie planował z nim nigdzie jechać, a bardziej wejść tam tylko na chwilę.

I tu, znając jego zwyczaje, nasuwa się jedno.

Zabójca pewnie powiedział, że chce pożyczyć jakieś narzędzia.

Wiedział, że Krystian trzyma je w garażu, że tam będą poza zasięgiem wzroku i wiedział też, że on takiej pożyczki nigdy nie odmawia.

Sposób ułożenia ciała to potwierdza, bo Krystian został zaatakowany w tył głowy, gdy się pochylał, przodem do szafki, w której trzymał szlifierkę i wiertarkę.

Gdyby nie to specyficzne położenie, to prawdopodobnie odparłby atak, ale przy uderzeniu z zaskoczenia nie miał szans.

Uderzenia zadawane były z dużą siłą, czaszka praktycznie pękła na pół, w związku z czym profiler stwierdza, że zabójca od długiego czasu musikumulować w sobie złe emocje.

To zabójstwo nie wygląda więc na afekt, on musiał przynieść narzędzia za sobą, mógł ewentualnie dokończyć swój czyn czymś, co znalazł na miejscu, ale niestety ani Anna, ani później Eugenia nie umieją określić, czy z narzędziowej kolekcji Krystiana coś zniknęło.

Na fakt, że Krystian nie był w stanie podjąć obrony złożyło się kilka czynników, nie tylko ten atak z zaskoczenia.

Drugim ważnym powodem była ograniczona przestrzeń, to, że auto praktycznie zagrodziło mu drogę ucieczki, a także drogę do stolika, na którym leżało więcej narzędzi, takich, które ewentualnie byłby w stanie wykorzystać do obrony, ale nie mógł ich dosięgnąć.

Na podstawie analizy śladów można jeszcze powiedzieć, że sprawca bywał w tym garażu wcześniej, wiedział jaki tam jest układ, gdzie co się znajduje, a także, że będzie możliwość zablokowania drzwi nawet bez klucza, co oczywiście opóźniło znalezienie poszkodowanych.

Poszkodowanych, no bo właśnie jeszcze Eugenia, która znalazła się tam przypadkiem, prawdopodobnie zaniepokojona dziwnymi dźwiękami albo długą nieobecnością męża.

Założyła na szybko jego buty i poszła sprawdzić co się dzieje, a gdy weszła do środka otrzymała pierwszy cios.

Po zamknięciu garażu sprawca ruszył do domu, dokąd Eugenia, wychodząc w pośpiechu i w przekonaniu, że na chwilę, zostawiła otwarte drzwi.

Raimund prawdopodobnie nie podjął żadnej obrony, siedział tak, że widział drzwi do pokoju, ale po pierwsze, jak wiemy, miał problemy z poruszaniem się, więc nie miał też zbyt szybkiego refleksu, a po drugie, jeżeli to był ktoś znajomy, to w pierwszej chwili pewnie nie uznał go za zagrożenie.

Gdy napastnik do niego podszedł, siedział na krześle z kubkiem herbaty.

Do tego miał na sobie piżamę i okulary, które zostały połamane.

Maria być może się broniła, ale jak wiadomo, bezskutecznie.

Po podjęciu ataku na nią i na Raimunda włamywacz wyszedł tylnymi drzwiami i cóż, według zebranych śladów rozpłynął się w powietrzu.

Jak wierzyć w tę wersję o zaginionych pieniądzach, to sprawca wszedł do państwa G właśnie po to, żeby je zabrać, a jak nie wierzyć, to pole do domysłów jest otwarte, ale zapewne albo na nich również chciał się zemścić, albo uznał, że mogą go oni zidentyfikować.

Być może myślał, że wcześniej widzieli go przez okno albo słyszeli jego rozmowę z Krystianem, więc mogliby go rozpoznać po głosie.

To, że Raimund miał więcej obrażeń niż Krystian może teoretycznie sugerować, że to on był głównym celem ataku, ale znów może tak, może nie.

Może sprawca po prostu czuł, że ma mniej siły i uderzył więcej razy, żeby to jakoś zrekompensować.

Najważniejszy wniosek jest taki, że według profilera był to atak z konkretnym celem, że ten cel był jeden, a pozostałe osoby zginęły jako przypadkowi świadkowie.

Prokurator ma na ten temat jednak inne zdanie, bo według niego napastnik wszedł do domu z zamiarem zabicia wszystkich osób tam mieszkających, w tym Anny, która cudem uniknęła śmierci.

Co do innych teorii, to oczywiście pojawia się cień szansy, że atakujący to był ten sam człowiek, co w 2008 roku.

Może faktycznie chciał dokończyć zadanie, ale równie dobrze mogły to być dwie zupełnie inne osoby.

Policja ma spore obawy o życie Eugenii.

Dopuszczają możliwość, że sprawca może wrócić, aby zabić ostatniego świadka, dlatego od razu po jej wyjściu ze szpitala komendant wojewódzki z Katowic przydziela jej całodobową ochronę policyjną.

Na początku zarówno ona jak i Anna czują się z tym trochę dziwnie, ale w końcu przyzwyczajają się, że policja non-stop jest w ich domu.

Policjanci mieszkają na parterze i zmieniają się najpierw raz, a potem dwa razy na dobę.

Towarzyszą Eugenii nawet, gdy idzie ona do pobliskiego sklepu, bo boją się, że sprawca może wykorzystać każdy moment.

Jeżeli tylko pod domem kręci się ktoś obcy, na miejsce od razu przyjeżdża osobny patrol, a taki człowiek jest spisywany.

Anna również podlega ochronie, ale ona nie chce wszędzie chodzić z policją, w związku z czym, jeżeli chce gdzieś wyjść sama ze znajomymi, każdorazowo musi podpisywać oświadczenie, że wychodzi na własną odpowiedzialność.

Po czasie obie kobiety przyzwyczajają się do pilnujących ich policjantów tak bardzo, że zaczynają ich traktować wręcz jak rodzinę, bo przecież spędzają z nimi wszystkie święta, wigilie, sylwestra itd., więc więzi się zacieśniają.

Eugenia po tym co się stało wychodzi właściwie tylko do sklepu, a tak to całe dnie spędza w domu.

Czasem porozmawia z jakimiś sąsiadami, czasem z tą rodziną ze strony mamy, która mieszka w pobliżu, ale to tyle.

Pamięci niestety nie odzyskała, aczkolwiek jak mówi w trakcie jednej z rozmów z mediami, co pół roku jeździ do jakiegoś hipnotyzera w Łodzi, bo ma nadzieję, że sesje hipnozy przywrócą jej wspomnienia z tamtej tragicznej niedzieli.

Tak naprawdę pamięć może wrócić nagle, w najmniej spodziewanym momencie, wskutek zetknięcia np.

z jakimś punktem zapalnym, np.

z obrazem czy zapachem, więc kto wie, może jeszcze kiedyś doczekamy się przełomu.

W 2014 roku, czyli dwa lata po zdarzeniu, w fakcie pojawił się artykuł na temat tej sprawy, gdzie tylko ogólnikowo wspomniano, że pojawiły się jakieś nowe okoliczności związane z niewyjaśnionymi rodzinnymi sprawami sprzed lat, a te niewyjaśnione sprawy miały dotyczyć rozliczeń finansowych.

Brzmi obiecująco, ale wątek nie został jednak bardziej rozwinięty i nic nie wiadomo na temat tego, aby śledztwo wstąpiło na jakąś rozwojową ścikę.

Tym bardziej, że rok później, jesienią 2015 roku, Anna i Eugenia dostają dwa identyczne listy polecone z prokuratury okręgowej w Gliwicach, w których to poinformowano o umorzeniu śledztwa w związku z wyczerpaniem wszystkich możliwości dowodowych.

Anna w złości podarła swoje pismo, natomiast Eugenia zachowała zimną krew i pojechała ze swoim do adwokata.

Z jego pomocą napisała wniosek, w którym domagała się przeprowadzenia dodatkowych czynności, m.in.

ustalenia co się stało z zaginioną gotówką, przeszukania mieszkkobiet, z którymi Krystian pozostawał w kontakcie, ponownego przebadania Grzegorza wariografem, a także ustalenia dlaczego jego włos znajdował się w zabezpieczonym kasku.

Nie wiem, czy wtedy podjęto te wszystkie czynności, natomiast w maju 2017 roku akta sprawy trafiły do krakowskiego Archiwum X, więc pięć lat po zbrodni znów pojawiła się nadzieja na rozwiązanie.

Biegli na nowo, sporządzili profil psychologiczny, a na rozmowę ponownie zostały zaproszone Anna oraz Eugenia.

Na temat tego przesłuchania wiadomo jedynie tyle, że rozmowa z Anną na jej prośbę została przerwana, ponieważ nie spodobało jej się, że policjanci wypytują ją o wydarzenia z jej dzieciństwa, dlatego że według niej jest to wątek kompletnie niezwiązany ze sprawą.

Śledczy wyjaśnili, że te pytania były celowe, bo chodziło im o odtworzenie śladów pamięciowych.

Po ataku Anna była w szoku i mogła nie uznać czegoś istotnego za faktycznie istotne, dlatego zależało im na wywołaniu określonych wspomnień w nadziei na nowe wskazówki, ale oczywiście rozmowę miała prawo przerwać.

A co do ich zdania na ten temat, to zarówno Anna jak i jej matka mówią wprost, że podejrzewają kto to zrobił i nie podoba im się, że ten wątek w śledztwie został już zamknięty.

Nie jest podane wprost o kogo im chodzi, ale po tym wszystkim co wyszło chyba można się domyślać, że o Grzegorza.

Też w 2017 roku zostaje w końcu zdjęta ochrona, co czyni Eugenieka najdłużej chronioną przez policję osobą w Polsce.

Była pod nadzorem blisko 5 lat, ale jak mówi spodziewała się, że to nie będzie trwać wiecznie, bo przecież policja nie siedziałaby z nią do końca jej życia.

Wie, że wszyscy liczyli na to, że ona sobie coś przypomni, ale niestety pamięć nie wraca.

Jak mówi w rozmowie z dziennikarzem, po tragedii pojawiło się wiele krzywdzących plotek na temat ich rodziny, więc pewnie ma trochę żal do sąsiadów, ale przede wszystkim ma żal do prokuratury, która według niej zbyt szybko umorzyła śledztwo.

Po tym jak zdjęto ochronę, policjanci doradzili jej, aby kupiła sobie psa obronnego, co też zrobiła, więc od 2017 roku żabka, czyli kilkudziesięciokilogramowy pies rasy Can Corso, strzeże ich posesji.

Poza tym na terenie domu i podwórka zainstalowano liczne zabezpieczenia, ale z wiadomych względów nie zostało podane do wiadomości publicznej, jakie dokładnie.

To, co jednak widać gołym okiem, to że jest monitoring podłączony do ekranu, który w swoim pokoju ma Eugenia i dzięki któremu na bieżąco może zerkać ona na to, co dzieje się przed domem.

Jak mówi, zabezpieczenia działają bez zarzutu, bo kiedyś, gdy przez pomyłkę błędnie wpisała kod, dosłownie po chwili zadzwonili do niej z komendy, a pod dom podjechał radiowóz.

Policjanci dopytywali ją, czy wszystko w porządku.

Ona tłumaczyła, że tak, że to zwykła pomyłka, ale oni nie chcieli odpuścić i powiedzieli, że nie odjadą, dopóki nie zobaczą Anny, całej i zdrowej.

Dopiero gdy dziewczyna wyszła z domu i się im pokazała, odjechali.

Mimo upływu lat Eugenia nadal pozostaje bardzo nieufna wobec otoczenia, a najbardziej boi się tego, że kiedyś powie dzień dobry osobie, która zabiła jej bliskich.

W 2017 roku, kiedy śledztwo zostaje podjęte na nowo, prawie 60-letnią Eugenię odwiedza dziennikarz lokalnego portalu informacyjnego.

Jak opisuje, jego rozmówczyni ledwo przytrzymuje żabkę,

ale finalnie udaje mu się wejść do środka.

W domu, tak jak przed laty, jest czysto i schludnie, pokoje są odmalowane, a Eugenia nadal mieszka z córką, wtedy 29-letnią Anną.

Mimo, że sporadycznie podejmują rozmowy z dziennikarzami, to żadna z nich nie pokazuje twarzy w mediach.

Niestety ani w 2017 roku, ani później sprawa nie doczekała się rozwiązania,

a sprawca zapewne nadal pozostaje na wolności.

Dziękuję za wysłuchanie odcinka.

Jeżeli podoba Ci się, w jaki sposób przedstawiam sprawy, w ramach wsparcia możesz mi postawić kawę na buycofitu.

Link jak zawsze znajduje się w opisie.

0:00
0:00