Mentionsy

Szkic Kryminalny
30.03.2023 17:00

Małopolskie cz. 1: Prawie tacy sami (Krużlowa Niżna, 2018)

Angelika wychodzi na imprezę. Do domu mają ją odwieźć bliźniacy - Kamil i Karol.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł.

ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1aP7obpy7lGMgZkPYB-MvEGDkTuthxUNkV-cuoZHm8QA/edit?usp=sharing

JEDNORAZOWE WSPARCIE MOJEJ TWÓRCZOŚCI: buycoffee.to/szkickryminalny

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 502 wyników dla "Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie"

Dziś opowiem Wam o sprawie rozwiązanej, ale rozwiązanej z trudem.

Jest to historia tragedii, która spotkała pewną młodą dziewczynę, a zarazem jedna z najtrudniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat.

Mimo, że na początku sprawa nie wyglądała na skomplikowaną,

Wschody zaczęły się, gdy doszło do porównania materiału genetycznego podejrzanych.

Okazało się, że DNA dwóch różnych osób jest identyczne.

W drugiej części odcinka przybliżę Wam historię dziennikarki zaangażowanej w rozwiązanie tej sprawy.

Kobieta nie dokończyła dziennikarskiego śledztwa, ponieważ nagle zmarła, a okoliczności jej śmierci do dziś budzą wątpliwości.

Nie przedłużając, zapraszam Was do wysłuchania odcinka z województwa małopolskiego pod tytułem Prawie tacy sami.

Przenosimy się do województwa małopolskiego, a dokładnie do leżącej tam wsi o nazwie Wojnarowa.

Akcja będzie też zahaczać o inne miejscowości, to jest o Króżlową Niżną oraz o Grybów.

Wszystkie trzy miejscowości leżą blisko siebie.

Są to odległości rzędu od kilku do kilkunastu kilometrów.

Z większych miast w pobliżu mamy Nowy Sącz, oddalony od Wojnarowej o około 20 kilometrów i Gorlice, oddalone o około 25 kilometrów.

Historia zaczyna się właśnie w Wojnarowej, która jest dość dużą wsią zamieszkiwaną przez mniej więcej 1400 osób.

Infrastruktura jest raczej klasyczna, najważniejsze obiekty to szkoła, remiza, sklepy spożywcze i kościół.

Wieś jest położona na lewym brzegu rzeki o nazwie Biała.

Przez jej środek przepływają też mniejsze strumyki i niestety Wojnarowa leży na terenach zalewowych, więc mieszkańcy dość często muszą się mierzyć ze skutkami powodzi.

To właśnie w Wojnarowej mieszka bohaterka dzisiejszej historii, Angelika.

Angelika urodziła się 22 kwietnia 2000 roku, więc w 2018 roku obchodzi swoje 18 urodziny i tym samym wkracza w dorosłość.

Z uwagi na to, że od zawsze mieszka na wsi, skąd dojazdy bywają kłopotliwe, chce jak najszybciej zdać egzamin na prawo jazdy i kupić własny samochód.

Zapisuje się na kurs i wszystko idzie po jej myśli, bo już dwa miesiące po urodzinach, w czerwcu, zdaje egzamin zarówno z teorii jak i z praktyki.

Do pełnego zrealizowania celu zostaje jej jeszcze kupno samochodu, więc gdy tylko kończy się rok szkolny, Angelika znajduje pracę, żeby odłożyć trochę pieniędzy.

Opowiada mamie, że ma już jakieś wymarzone auto i koniecznie ma ono być w kolorze białym.

Przechodząc do wątku rodziny, to Angelika mieszka w Wojnarowej razem z rodzicami, mamą Katarzyną i tatą Władysławem, a także z rodzeństwem.

Rodzeństwa jest aż czwórka, spośród nich Angelika jest najstarsza, ale mimo to z każdym z braci i sióstr ma dobry kontakt.

Jest jednak jedna siostra, z którą Angelika ma szczególną więź i chodzi tu o 14-letnią Karolinę.

Dziewczyny są ze sobą najbardziej zżyte pewnie ze względu na nie aż tak dużą różnicę wieku między nimi.

Jakby ustawić rodzeństwo od najstarszego do najmłodszego, to Karolina jest druga po Angelice, więc mogą ze sobą porozmawiać na więcej tematów niż z kilkuletnimi dziećmi.

Trzecia w kolejności pod względem wieku jest 9-letnia Weronika.

Dziewczynka cierpi na chyba dość rzadkie zaburzenie, mianowicie na mutyzm.

Osoby cierpiące na mutyzm nie podejmują z innymi kontaktu werbalnego, mimo tego, że nie mają uszkodzonego ośrodka mowy.

Rozumieją, co inni do nich mówią, natomiast odpowiadają jedynie gestami albo wcale nie odpowiadają.

Można wyróżnić różne rodzaje mutyzmu, m.in.

sytuacyjny, występujący jedynie w określonych sytuacjach, np.

stresowych, albo wybiórczy, polegający na tym, że ktoś rozmawia tylko z niektórymi osobami, np.

z bliskimi, jednak nie jest w stanie podjąć rozmowy z obcymi.

Ze względu na to, że zaburzenie nie wiąże się z mechanicznym uszkodzeniem ośrodka mowy, a jest to raczej problem natury psychicznej, to leczy się je zazwyczaj poprzez psychoterapię.

Terapeuta razem z pacjentem próbuje dojść do podświadomego źródła problemu, który powoduje niechęć do podejmowania rozmów.

Nie wiem jaki rodzaj mutyzmu miała Weronika, ale z kontekstu wynika, że największy problem stanowiły rozmowy z obcymi, więc może był to mutyzm wybiórczy.

Rodzice wcześniej zareagowali i zadbali o to, żeby córka uczęszczała na terapię, więc w 2018 roku widać już duże postępy, poniewWeronika powoli zaczyna odzywać się nawet do obcych.

Poza Angeliką, Karoliną i Weroniką jest jeszcze dwójka młodszego rodzeństwa, ale na ich temat nie znalazłam wielu informacji.

Na pewno są to jeszcze bardzo małe dzieci, w wieku mniej więcej 2-3 latka, więc kiedy rodziców nie ma, wymagają opieki i to właśnie Angelika najczęściej się nimi zajmuje.

Ogólnie dziewczyna ma bardzo dobry kontakt z rodzicami i raczej bez ogródek mówi im co u niej.

Można powiedzieć, że te relacje z mamą i tatą są zupełnym przeciwieństwem tych, o jakich opowiadałam w poprzednim odcinku, gdzie Samantha miała przed mamą bardzo dużo tajemnic.

Natomiast Angelika zawsze mówi rodzicom, gdzie idzie, bo też nie zdarza się, żeby mama albo tata zabraniali jej na przykład wyjść na jakąś imprezę albo do znajomych.

Nie mają z tym większego problemu, bo według nich córka jest odpowiedzialną osobą, która nie zrobi niczego głupiego.

Tym bardziej, że na imprezach Angelika rzadko pije alkohol, ponieważ choruje na cukrzycę.

Rodzina jest ze sobą bardzo zżyta, może też przez to, że kilka albo kilkanaście lat wcześniej spotkała ich ogromna tragedia.

Nie ma na ten temat zbyt wielu informacji, ale Angelika nie była pierwszym dzieckiem.

Nie wiem w jakim wieku, ale chłopak podjął próbę samobójczą, która niestety była udana.

Cała rodzina jest bardzo wierząca, może po tym tragicznym wydarzeniu szukali jakiegoś ukojenia w religii, a może wcześniej też tak było.

W każdym razie wszyscy regularnie chodzą do kościoła, a gdy najstarsza córka kończy edukację podstawową i ma wybrać szkołę średnią, to decyduje się na katolickie liceum plastyczne w Nowym Sączu.

Tym samym przechodzimy do jej ogromnej pasji, ponieważ Angelika jest niezaprzeczalnie artystyczną duszą.

Najbardziej lubi rysować i malować, zdarza jej się również rzeźbić, a najbardziej interesuje ją grafika warsztatowa, czyli ogólnie mówiąc wszystkie techniki związane z drukiem.

Prawdopodobnie gra też na jakimś instrumencie i bardzo ładnie śpiewa.

Nie jest pierwszą osobą w rodzinie uzdolnioną w tym kierunku, bo jej wujek, brat pana Władysława, również malował.

Może to właśnie po nim Angelika odziedziczyła talent i zapał do tworzenia własnych prac?

Jest pewna, że jeżeli w przyszłości będzie miała możliwość i warunki, to chce zarabiać na życie malując obrazy.

O ile dobrze liczę, to maturę ma zdawać za rok, w 2019 roku, a po zdaniu egzaminów jej ogromnym marzeniem są studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Jest to spore wyzwanie ze względu na dużą ilość kandydatów, ale też nie jest to rzecz niewykonalna i Angelika wierzy, że dostanie się na wymarzoną uczelnię.

Gdy jest w domu, to najczęściej przebywa w swoim pokoju, gdzie czyta, uczy się albo maluje.

Tematyka obrazów to najczęściej portrety i krajobrazy, ale również zdarza się abstrakcja.

Wchodząc do pokoju Angeliki już na pierwszy rzut oka można się domyśleć, czym dziewczyna się interesuje.

Pokój jest dość przestronny, ma pomalowane na biało ściany, a na jednej z nich Angelika powiesiła zasuszone kwiaty.

Znajdują się tam również jej obrazy oraz przybory do malowania.

Na półce stoi puchar, ale akurat nie jest to wygrana w konkursie plastycznym, a puchar dla sportowca roku, bo Angelika także lubi sport.

Nie wiem, jaką dyscyplinę dokładnie trenowała, ale gdy jeszcze chodziła do szkoły w Wojnarowej, należała do uczniowskiego klubu sportowego Bociek.

Gdy poszła do szkoły średniej, miała na to już trochę mniej czasu, ponieważ zaczęły się codzienne dojazdy do Nowego Sącza.

W związku z tym Angelikę już coraz rzadziej można spotkać w rodzinnej miejscowości, ponieważ sporo czasu spędza na zajęciach, a także w drodze.

Nauka w liceum idzie jej równie dobrze jak na wcześniejszych etapach edukacji, a mimo kłopotliwych dojazdów Angelika nie opuszcza ani jednej lekcji.

Na koniec roku szkolnego dostaje nawet nagrodę za stuprocentową frekwencję.

Dzięki temu, że wybrała liceum plastyczne, to bez przeszkód może realizować swoją pasję i bardzo dużo maluje zarówno w domu, jak i w szkole, gdzie zostawia sporą część prac.

Jedna z nich zostaje zgłoszona przez dyrekcję do konkursu międzynarodowego.

Ze względu na osiągnięcia w zakresie nauki Angelika jest naturalnie lubiana przez nauczycieli, ale poza tym jest też bardzo lubiana przez rówieśników.

Ma bardzo dużo znajomych, którzy swoją drogą nie zwracają się do niej Angelika, tylko Andzia i z którymi lubi się spotykać w wolnym czasie.

Nie wspominałam, ale jak ktoś ogląda na YouTube, to już widzi po zdjęciach, że Angelika jest bardzo ładna.

Wręcz wyróżnia się swoją urodą na tle innych.

Wydaje się dość wysoka, ma delikatne rysy i długie, ciemnobrązowe włosy.

W jednej z wypowiedzi sąsiadka Angeliki wspomina, że ma ona urodę mis.

Pojawia się też sformułowanie twarz jak lalka.

Tak jak wspominałam, Angelika zawsze mówi rodzicom, gdzie wychodzi, ale nie tylko to, bo zwierza im się również ze swoich planów na przyszłość i życia uczuciowego.

Wiedzą też, że Angelika bardzo go kocha i chciałaby kiedyś wziąć z nim ślub.

Namalowała nawet portret przedstawiający ich razem.

Poza tym, z uwagi na to, że od zawsze żyła w dużej rodzinie, to w przyszłości sama chciałaby taką założyć i jej marzeniem jest posiadanie aż czwórki dzieci.

Są to dość dalekosiężne plany jak na osiemnastolatkę, jeszcze do niedawna siedemnastolatkę, ale Angelika wydaje się być bardzo dojrzała jak na swój wiek.

Wszystkie plany ma poukładane i zna swoje priorytety.

Przeniesiemy się teraz o kilka kilometrów dalej, do Króżlowej Niżnej.

Miejscowość jest trochę mniejsza od poprzedniej, zamieszkuje ją około tysiąca osób.

Wśród nich znajdują się bliźniacy jednojajowi, Kamil i Karol.

Chłopacy mieszkają w żółtym domu jednorodzinnym na wzgórzu, razem z mamą Anną i może tatą, a może jedynie mężem mamy, Jerzym.

Wszyscy mają tak samo na nazwisko, ale pan Jerzy wspomniany kilkukrotnie tylko w jednym artykule ani razu nie jest opisywany jako ojciec, a wyłącznie jako mąż pani Anny.

Co więcej, w komentarzu pod jednym z artykułów ktoś napisał, że ojcem bliźniaków jest pewien regionalny polityk w tamtym czasie należący do Platformy Obywatelskiej.

Nie będę wam podawać nazwiska, bo to jedynie informacja z napisanego anonimowo komentarza,

czyli źródła o bardzo niskiej wiarygodności.

wię to raczej jako ciekawostkę, bo tak się splotło z tym, że w artykule nie określano pana Jerzego jako ojca, ale być może jest to czysty przypadek.

W każdym razie pani Anna pracuje jako opiekunka osób starszych, a pan Jerzy jest hydraulikiem.

Znowu może zbieg okoliczności, ale w jednym ze źródeł jest informacja, że poza 19-letnimi Kamilem i Karolem, pani Anna wychowała jeszcze dwóch starszych synów, tak jakby wychowywała ich sama.

Ze starszymi synami w przeszłości były spore problemy.

Nie znalazłam informacji o tym młodszym, natomiast starszy finalnie się ożenił i generalnie ustatkował.

Po ukończeniu technikum budowlanego wyemigrował z żoną na Islandię, gdzie znalazł pracę.

Kamil i Karol, którzy również chodzili do technikum budowlanego, mają wkrótce dołączyć do brata.

Zarezerwowali już nawet bilety i 25 czerwca zamierzają ruszyć w podróż na Islandię.

Pani Anna ma bardzo dobrą opinię wśród lokalnej społeczności.

Jest pomocna, cicha i pobożna, co mieszkańcy Króżlowej Niżnej określają jako wzór cnót.

Zupełnie odwrotnie sprawa ma się z opinią jej synów, ponieważ Kamil i Karol, podobnie jak ich starsi bracia, od dzieciństwa sprawiają kłopoty.

Już w szkole podstawowej nauczyciele zaczęli się skarżyć, że bardzo trudno mieć bliźniaków w jednej klasie.

Strasznie rozrabiają na lekcjach, popisują się jeden przed drugim i generalnie są nierozłączni, więc to podwójny kłopot.

Po rozmowie z dyrektorem szkoły mama wpada na pomysł, że może spróbować ich rozdzielić, tak żeby Kamil chodził do jednej klasy, a Karol do drugiej.

Dodatkowo wysyła synów na psychoterapię, którą podobno kończą, ale niestety niewiele to zmienia w ich zachowaniu.

Mimo, że chodzą do innych klas, to przerwy spędzają razem, a w ich trakcie bardzo często wdają się w bójki.

Jeżeli jeden z nich popełni jakieś przewinienie, to nigdy nie chce się przyznać, a winą cały czas obarczają siebie nawzajem.

Z wiekiem jest gorzej i mieszkańcy Króżlowej Niżnej zaczynają bać się Kamila i Karola, więc chłopacy, można powiedzieć, rządzą całą wsią.

Nieraz mieli problemy z prawem, ale za każdym razem uchodziło im to na sucho, ponieważ rodzice chcąc pomóc synom wynajmowali adwokata.

Jak to bywa z bliźniakami jednojajowymi, Kamil i Karol są uderzająco podobni, jednak da się zauważyć drobne różnice.

Na pewno na pierwszy rzut oka widać, że Kamil ma tatuaż na prawym ramieniu.

Karol takiego tatuażu nie ma, ale żeby to zauważyć chłopacy muszą być bez koszulek.

Kolejna różnica to uśmiech, bo gdy Karol się uśmiecha robi mu się w policzku charakterystyczne wgłębienie.

Z kolei, gdy Kamil jest zdenerwowany, to w trakcie mówienia zacina się, a Karol mimo emocji cały czas mówi płynnie.

Kamil wydaje się mieć też trochę bardziej wysportowaną sylwetkę, nabytą w trakcie regularnych treningów,

Prawdopodobnie przez długi czas trenował koszykówkę.

Te różnice więc są, ale to bardziej niuanse.

Lustrując ich na szybko, można powiedzieć, że są identyczni.

Nie jest tak, że bliźniacy przez cały czas zatruwają innym życie, bo zdarzają im się również przebłyski szerzenia dobra.

Na przykład w trakcie jednego z dobroczynnych pikników przekazują organizatorom datek w kwocie aż 300 zł na pomoc słabszym.

Dużo, nie dużo, ale jak taką kwotę dają nastolatki i to jeszcze na jakimś gminnym pikniku, gdzie raczej większość przekazuje pewnie bilon, no to 300 zł wydaje się sporą kwotą.

W wolnym czasie chłopacy najczęściej przesiadują w pubie znajdującym się niedaleko szkoły w Kruszlowej Niżnej.

Mają tam stałe grono znajomych, z którymi oglądają telewizję.

W pubie można też coś zjeść, np.

pizzę lub kebab, a także oczywiście napić się piwa.

Kamil i Karol pewnie ze względu na oszczędności najczęściej jednak przynoszą swoją zgrzewkę piwa i w ten sposób spędzają wieczory ze znajomymi.

Koledzy uważają ich za wrednych, takich, którzy żyją po to, żeby komuś dopiec i generalnie typ cwaniaczków.

Jak już pewnie zauważyliście, zarówno Wojnarowa, jak i Króżlowa-Niżna to wsie z gatunku tych bardzo religijnych, gdzie ksiądz ma silną pozycję społeczną.

W związku z tym dziennikarka pisząca artykuł o bliźniakach, a także o sprawie, do której zaraz przejdziemy,

W trakcie wizyty w Króżlowej Niżnej odwiedziła księdza, aby spytać go o zachowanie Kamila i Karola.

Ksiądz powiedział tylko, że ich zachowanie to kwestia moralna i bardziej boska sprawa niż ludzka, ale prowadzi w tym zakresie intensywną pracę duszpasterską.

Cokolwiek miało to znaczyć, bo niestety więcej konkretów nie ma i chyba też ta intensywna praca nie przynosiła zbyt dużych efektów.

Jeżeli chodzi o powiązanie braci z wcześniej wspomnianą Angeliką, to ona i chłopacy chodzili do różnych szkół podstawowych, każdy w swojej miejscowości.

Szkołę średnią też wybrali inną, bo Kamil i Karol poszli do technikum, a Angelika do liceum, natomiast jakimś sposobem Angelika poznała Kamila.

Mieszkali zaledwie kilka kilometrów od siebie, więc może poznali się na jakiejś imprezie albo przez wspólnych znajomych.

Nie mają jakiejś bardzo bliskiej relacji, na pewno się nie przyjaźnią, można powiedzieć, że Kamil jest po prostu kolegą Angeliki.

Gdy na początku czerwca Angelika zdała egzamin na prawo jazdy, przy okazji rozmowy z Kamilem zaoferowała, że gdyby on i jego brat potrzebowali, żeby ich zawieźć albo przywieźć z jakiejś imprezy, gdzie zamierzają pić alkohol, to ona chętnie to zrobi.

Liczy też na rewanż, bo w końcu mieszkają blisko siebie, więc znalezienie takich znajomych, z którymi nawzajem będą się podwozić, brzmi sensownie.

Tym bardziej, że mieszkają na wsi, gdzie nocne powroty z imprezy mogą być bardzo kłopotliwe.

Rodzice Angeliki nigdy nie widzieli chłopaków na żywo, ale ich kojarzą, bo córka opowiadała im czasem o różnych znajomych i kiedyś pokazała im też zdjęcie Karola i Kamila.

Jest niedziela, 24 czerwca 2018 roku.

Niedawno rozpoczęły się wakacje.

Po południu Angelika wraca z pracy.

Najwidoczniej ma taką pracę, że wykonuje ją również w weekendy.

W poniedziałek też ma pracować, ale na późniejszą zmianę, więc mówi mamie, że wieczorem zamierza iść na imprezę, bo i tak zdąży się wyspać.

Impreza ma się odbyć w oddalonym o kilkanaście kilometrów Grybowie i jest to osiemnastka kogoś z jej znajomych.

Przed wyjściem Angelika prasuje sobie jeszcze strój do pracy, bo ma taki zwyczaj, że lubi mieć przygotowane ubrania na następny dzień.

Gdy zawiązuje buty, rozmawia przez chwilę z Karoliną, a później idzie się pożegnać z młodszym rodzeństwem.

Potem wkłada niebieską kurtkę, zakłada kaptur i wychodzi.

Angelika ma też inny nawyk, mianowicie po wyjściu, będąc na podwórku, odwraca się zawsze w kierunku domu, aby jeszcze raz spojrzeć, czy ktoś nie stoi w oknie.

Tym razem akurat w oknie stoi jej mama, więc Angelika macha jej na pożegnanie i odchodzi.

Nie wiem jak dojechała do Grybowa, może się z kimś zabrała, a może była jeszcze na tyle wcześnie, że jeździła jakaś komunikacja publiczna.

To, co teraz będę opowiadać, wiemy wyłącznie z zeznań chłopaków, które, jak potem zapewne zaobserwujecie, mogą nie być do końca wiarygodne, więc proszę może brać te słowa jako prawdopodobne, a nie pewne.

Jak przejdę znów do części popartej zeznaniami innych świadków, to o tym powiem.

W czerwcu 2018 roku trwają Mistrzostwa Świata Piłki Nożnej odbywające się w Rosji.

24 czerwca Polska gra swój drugi mecz na Mistrzostwach, w trakcie którego ma rywalizować z Kolumbią, więc szanse na wygraną są raczej małe.

Kamil i Karol idą do pubu jeszcze z jednym kolegą, aby we trójkę obejrzeć mecz.

Bracia piją alkohol, natomiast kolega nie, tak żeby po meczu odwieźć ich do domu.

Niestety zgodnie z przewidywaniami mecz kończy się wynikiem 3-0 dla Kolumbii, więc nie ma już możliwości, aby Polska wyszła z grupy.

Po meczu bliźniacy wracają do domu i nadal rozmawiają o sportowej porażce Polaków.

Nie wiem, co w tym czasie robi Kamil, ale najprawdopodobniej też jest w domu i nie śpi.

Minęła północ, jest już następny dzień, poniedziałek 25 czerwca, w nocy albo nad ranem, a do Kamila pisze Angelika.

Pyta go, co robią on i Karol, bo ona była na imprezie w Grybowie, ale impreza już się kończy i szuka kogoś, kto by ją odwiózł do domu.

Kamil odpisuje, że co prawda są w domu, ale kilka godzin temu pili alkohol.

Karol już śpi i nie zamierzają więcej wychodzić z domu, tym bardziej, że na następny dzień mają zaplanowany wylot na Islandię, więc chcą się wyspać.

W końcu jednak Angelika go namawia, Kamil budzi więc Karola i po nią jadą.

Jest też druga wersja, że Angelika dotarła sama do Gróżlowej Niżnej, może tam ktoś ją podwiózł, ale potrzebowała jeszcze podwózki do Wojnarowej, ponieważ nie chciała w nocy pokonywać kilku kilometrów pieszo.

Która wersja by nie była prawdziwa, to finalnie Angelika, Karol i Kamil wsiadają razem do srebrnego Audi A6, czyli wspólnego samochodu chłopaków.

Jest mniej więcej trzecia nad ranem.

Angelika jak zwykle na imprezie nie piła, więc proponuje, że teraz ona może poprowadzić auto.

Chcą jeszcze podjechać na oddaloną od Króżlowej o jakieś 10 km stację benzynową, żeby zatankować i kupić papierosy.

To, że byli na stacji jest informacją pewną, bo widać ich na nagraniach z monitoringu.

Stali tam przez chwilę, Karol podszedł na stację po papierosy i alkohol, a Kamil w tym czasie zatankował.

Gdy odjeżdżali, nadal prowadziła Angelika, Kamil siedział obok niej na miejscu pasażera, a Karol z tyłu za Kamilem.

Według nich Angelika nie radziła sobie zbyt dobrze za kierownicą, bo na początku zapomniała włączyć świateł, a później cały czas myliła biegi.

Teraz wracamy do informacji popartych z zeznaniami innych świadków.

Jest 25 czerwca poniedziałek, godzina mniej więcej 5 rano, a w Króżlowej Niżnej robi się jasno.

Wąską gminną drogą w kierunku Chodorowej jedzie srebrne Audi A6.

Auto skręca w lewo i mniej więcej na wysokości różowego domu jednorodzinnego.

Pół kilometra od budynku Ochotniczej Straży Pożarnej wpada w poślizg.

Potem wypada z drogi, uderza w nasyp i zaczyna dachować.

W środku otwierają się poduszki powietrzne.

Kilka sekund przed uderzeniem w nasyp Kamilowi i Karolowi miga przed oczami ich dom, leżący bardzo blisko miejsca zdarzenia.

Huk i dźwięk gniesionej blachy wyrywa ze snu mieszkańców wsi.

Jako pierwszy z domu wychodzi mężczyzna mieszkający na górce, 200 metrów od miejsca zdarzenia.

Jest to wujek Karola i Kamila.

Widząc, że doszło do wypadku, zakłada buty i na skos przez łąkę biegnie na miejsce zdarzenia.

Gdy tam dociera, chce zadzwonić po pogotowie, ale zauważa, że w nerwach nie wziął komórki, więc biegnie do domu z powrotem.

W międzyczasie zbiegają się inni świadkowie.

W tym momencie drzwi samochodu są już otwarte, a na tylnym siedzeniu widzi chłopaka i dziewczynę.

Chłopak jest oparty rękoma o przednie siedzenia, także głowę ma pochyloną między nimi.

Próbuje rozmawiać z dziewczyną, pyta cały czas czy żyje, jednak ona się nie odzywa.

Dookoła auta chodzi drugi chłopak, jednak korzystając z całego zamieszania i tego, że wszyscy zajęli się Angeliką, odchodzi.

Gdy jego wujek ponownie schodzi z góry, tym razem z telefonem, widzi, że jeden z bliźniaków się oddala.

Na miejsce przyjeżdżają też inni strażacy, łącznie działania prowadzą aż trzy jednostki.

Ochotnicza Straż Pożarna Skróżlowej, Ochotnicza Straż Pożarna Schodorowej, a także jednostka ratowniczo-gaśnicza Państwowej Straży Pożarnej z Nowego Sącza.

Strażacy rozcinają karoserię auta i wyciągają Angelikę.

Dziewczyna jest nieprzytomna, więc rozpoczynają resuscytację.

Po chwili na miejsce przyjeżdża karetka pogotowia i reanimację przejmują ratownicy.

Walka o życie Angeliki trwa prawie kilkadziesiąt minut.

Niestety działania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu.

Angelika umiera zaledwie dwa miesiące po swoich osiemnastych urodzinach.

W międzyczasie na miejsce przyjeżdża także policja.

Funkcjonariusze ustalają, że jeden z uczestników zdarzenia uciekł.

Wkrótce okazuje się, że to Karol.

Znajdują go niecałe dwie godziny później, ukrywał się w krzakach pół kilometra od miejsca wypadku.

Dwie godziny po wypadku, około siódmej rano, policjanci pukają do drzwi domu Angeliki.

Otwiera mama, która akurat szykuje się do wyjścia do pracy.

To wtedy dowiaduje się, że był wypadek, a jej córka mimo prób reanimacji zmarła.

Pani Katarzyna jest w szoku.

Najpierw myśli, że to pomyłka.

wi tylko szybko Karolinie, żeby zajęła się dziećmi i razem z policjantami wychodzi.

Gdy docierają na miejsce, ukazuje się przed nią jeden z najgorszych widoków w życiu.

Widzi swoją córkę zakrytą już workiem, tak że wystaje jedynie kawałek twarzy.

To wtedy pani Katarzyna widzi, że Angelika ma bardzo rozległą ranę głowy.

W pierwszej chwili mama jest w takim szoku, że nie czuje zupełnie nic.

Nie jest smutna ani zła, nie cierpi, odczuwa po prostu pustkę, ponieważ nie wierzy w to, co się stało.

Gdy po chwili to wszystko do niej dociera, traci przytomność, a karetka zabiera ją do szpitala.

Około 7.50 na szpitalny oddział ratunkowy w Nowym Sączu trafiają również Karol i Kamil.

Są przytomni i odpowiadają na pytania policjantów.

Jeden z nich pyta Karola, ile wypił poprzedniej nocy.

On mówi, że trzy piwa, ale w trakcie i po meczu.

Ostatnie piwo wypił przed północą.

Wydaje się to być prawdą, bo w badaniu wychodzi, że w wydychanym powietrzu ma 0,7 promila.

Pół godziny później alkomat pokazuje 0,65 promila, więc Karol trzeźwieje, ale w dość wolnym tempie.

Badanie alkomatem w przypadku Kamila wykazuje 1,2 promila.

Bardziej szczegółowe badania wykazują również, że obaj bracia tej nocy zażywali narkotyki, a dokładnie amfetaminę, o czym w rozmowie z policjantami nie wspomnieli.

W obawie przed mataczeniem leżą w osobnych salach, każdy z nich pod nadzorem policji.

Na początku lipca zostają wypisani ze szpitala i wracają do domu.

Następnie stawiają się w prokuraturze rejonowej w Gorlicach, której podlega gmina Grybów, aby złożyć zeznania.

Zeznania Kamila właściwie niczego nie wnoszą, bo utrzymuje, że niczego nie pamięta.

Karol za to mówi, że samochód prowadziła Angelika, Kamil siedział z przodu, a on z tyłu.

Nie pamięta natomiast momentu wypadku, a jedynie to, że po zderzeniu klęczał na jakiejś kładce, a następnie położył się w krzakach.

Później chciał ruszyć w kierunku domu, ale zatrzymali go policjanci.

Ostatecznie więc wydźwięk tych zeznań jest taki, że wypadek to wina Angeliki, bo to ona prowadziła.

Gdy na miejsce przybiegli świadkowie, Angelika siedziała nieprzytomna na tylnym siedzeniu.

W międzyczasie ze szpitala wychodzi również pani Katarzyna.

Przechodzi załamanie nerwowe, rezygnuje z pracy i trafia pod opiekę psychologa.

Pomocy psychologicznej potrzebuje również tata Angeliki oraz jej rodzeństwo.

Śmierć siostry szczególnie przeżywa Karolina ze względu na ich silną więź, a także Weronika, która mimo wcześniejszych postępów znów przestaje się odzywać.

Wszyscy muszą uczęszczać na terapię minimum raz w tygodniu, więc miesięcznie koszty są ogromne.

Pogrzeb Angeliki odbywa się 28 czerwca.

O godzinie 13 rodzina i znajomi spotykają się w kościele w Wojnarowej, a następnie jadą na cmentarz w Wilczyskach, aby pożegnać ją po raz ostatni.

Angelika zostaje pochowana w białej trumnie, na której bliscy układają setki kwiatów.

Po pogrzebie rodzina nie jest w stanie w spokoju przeżyć żałoby, ponieważ nadal nie postawiono zarzutów osobie odpowiedzialnej za śmierć Angeliki.

Rodzice nie są w stanie nawet wejść do pokoju, zostawili wszystko bez zmian, więc rzeczy leżą ułożone tak, jak Angelika je zostawiła.

Na drzwiach szafy nadal wisi wyprasowany strój do pracy, który przygotowała sobie przed wyjściem na imprezę.

Karolina łapie się na tym, że nieraz po powrocie do domu czeka, aż siostra wróci, bo chce jej coś opowiedzieć.

Dopiero po czasie uświadamia sobie, że Angelika nigdy nie wróci.

Karolina przestaje też chodzić do kościoła, ponieważ nie może się tam w ogóle skupić.

Cały czas wydaje jej się, że między ławkami stoi biała trumna, w której leży Angelika, dokładnie tak jak w dniu pogrzebu.

Ogólnie rodzeństwo ma chyba blokadę, żeby dopuścić do siebie myśl, że to już koniec i nigdy więcej jej nie zobaczą, dlatego nie chcą odwiedzać jej grobu.

Jest mało informacji na temat tego, jak po wypadku radziła sobie rodzina bliźniaków, poniewwszyscy wręcz unikali kontaktu z prasą i telewizją.

Rodzice wydali jedno oświadczenie do mediów, pewnie dlatego, że i tak bez przerwy ktoś próbował się z nimi skontaktować, więc chcieli uspokoić trochę nastroje opinii publicznej.

Nie ma sensu, żebym cytowała wam całe stanowisko, więc streszczając to jest im przykro.

Bardzo przeżywają całą sytuację, przeprosili rodziców Angeliki i teraz proszą o chwilę spokoju.

Po czasie dziennikarce Newsweeka udaje się skontaktować z Anną.

Mama bliźniaków opowiada o tym, że czuje się bardzo źle psychicznie, rozważa wizytę u psychiatry i rozpoczęcie farmakoterapii.

Krótko wspomina też, że Karol i Kamil zachowują się bardzo niestabilnie, na zmianę mają napady śmiechu i płaczu.

Dziennikarka korzystając z okazji pyta, czy może pani Anna wie, który z synów prowadził samochód, ale po tym pytaniu kobieta odwraca się i idzie do domu.

Przechodzimy teraz do śledztwa, w którym są już pierwsze ustalenia.

Po pierwsze, jest pewne, że Angelika tamtej nocy nie piła alkoholu.

Miała odwieźć chłopaków autem należącym do ich rodziców, ale z tego co rozumiem jeździli nim tylko Kamil i Karol.

Pewnie samochód był prezentem od rodziców albo z innego powodu został zarejestrowany na nich, ale jeździli nim wyłącznie bracia.

Po drodze z jakiegoś powodu za kierownicą usiadł jeden z bliźniaków i doprowadził do wypadku.

Bardziej prawdopodobne wydaje się, że był to Karol, bo świadkowie widzieli Kamila na tylnym siedzeniu, a dodatkowo to Karol uciekł z miejsca zdarzenia.

Po drugie, wujek bliźniaków, a zarazem pierwszy świadek, który zjawił się na miejscu zdarzenia, zeznał, że gdy przyszedł tam po raz pierwszy, to bracia siedzieli z przodu, a Angelika z tyłu.

Nie jest jednak w stanie wskazać, który gdzie siedział, ponieważ chłopacy są prawie identyczni.

Tak jak mówiłam, bliscy zauważali drobne różnice w ich wyglądzie, ale to zaledwie szczegóły.

Tatuaż Kamila nie był widoczny, ponieważ obaj mieli założone bluzy z długim rękawem.

Dodatkowo na pewno byli ubrani inaczej, ale prawdopodobnie w silnych emocjach świadek nie zwrócił uwagi, czy np.

osoba w takiej bluzie siedziała po lewej czy po prawej stronie.

Nie tylko on, bo wszyscy obserwatorzy mają problem z identyfikacją,

nikt nie jest w stanie powiedzieć, który z bliźniaków kierował.

Po trzecie, technicy zabezpieczyli ślady kierowcy, które pobrano z kierownicy i deski rozdzielczej.

Dodatkowo zabezpieczono poduszki powietrzne, dywanik kierowcy, pedały sprzęgła i gazu, a także buty oraz odzież, które każda z osób miała na sobie w momencie wypadku.

Powołano biegłego z zakresu wypadków komunikacyjnych, który miał za zadanie obejrzeć wrak samochodu i porównać go z obrażeniami, jakie poniosła cała trójka.

Śledczy otrzymali wyniki sekcji Angeliki, a także opinię lekarską o stanie Kamila i Karola.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy stanie technicznym samochodu, który mówiąc wprost był opłakany.

Auto przed wypadkiem jechało z bardzo dużą prędkością, było niesprawne i miało mocno wytarte opony.

Miały one dużo mniejszą przyczepność niż powinny, co doprowadziło do wpadnięcia w poślizg.

Sekcja zwłok wykazała, że Angelika nie miała żadnych szans na przeżycie.

Gdy auto zaczęło dachować, z bardzo dużą siłą uderzyła głową o sufit samochodu.

Stąd wzięła się rozległa rana, którą po przyjeździe na miejsce zdarzenia zobaczyła m.in.

W wyniku uderzenia doszło do złamania kości czaszki, prawej kości jarzmowej, kręgosłupa oraz przerwania rdzenia kręgowego.

Nie miała za to żadnych obrażeń mogących świadczyć o tym, że to ona prowadziła samochód, gdy doszło do wypadku.

Kierowca w takiej sytuacji z dużą siłą uderza o kierownicę, co skutkuje połamaniem żeber.

Angelika nie miała połamanych żeber, ani uszkodzonego mostka, kości udowych, miednicy czy stawów kolanowych, co też jest charakterystyczne u kieroww.

Z kolei Karol i Kamil mieli zupełnie inne obrażenia niż Angelika, ale za to bardzo podobne do siebie nawzajem.

Obaj mieli rozległe uszkodzenia klatki piersiowej oraz kręgosłupa.

Każdy z nich miał połamane żebra, ale tylko z lewej strony, najpewniej dlatego, że gdy wypadli z zakrętu, polecieli właśnie na lewo.

Internetowi detektywi z wykopu oburzali się, że przecież to takie proste śledztwo i prokurator źle wykonał swoją pracę, bo przecież wystarczyło sprawdzić odcisk w opasie bezpieczeństwa, który przy ostrym hamowaniu zostawia zasinienie.

Dzięki temu łatwo porównać, w którą stronę pas był zapięty i z tego wywnioskować, kto był kierowcą, a kto pasażerem.

Bardzo pomysłowe, tylko aby wprowadzić ten pomysł w życie, najpierw pasy muszą być zapięte, a tu tak niestety nie było.

Nikt z całej trójki nie zapiął pasów, co poskutkowało po pierwsze tym, że nikt nie miał po nich odciśniętego śladu, a po drugie, gdy auto wpadło w poślizg, ciała zaczęły się przemieszczać i tym samym w różnych miejscach w samochodzie było wiele wymieszanych śladów genetycznych.

Śledczy wysyłają do laboratorium w Krakowie zabezpieczone poduszki powietrzne, tą zamieszczoną w kierownicy oraz boczną, znajdującą się po lewej stronie siedzenia kierowcy.

Na pewno zabezpieczono też poduszkę sprzed siedzenia pasażera, tą, która zazwyczaj jest umieszczona nad schowkiem.

Nie znalazłam jednak informacji, aby ją również przekazano do badań.

Na poduszce z kierownicy znajdowały się ślady dwóch osób, ale udało się to wywnioskować jedynie po ich rozmieszczeniu.

Gdy bliźniacy przechylili się w lewą stronę, co już wiemy dzięki ekspertyzie lekarskiej, poduszka objęła ich obu.

Idealnie byłoby w takiej sytuacji stwierdzić, czyje ślady były bardziej po lewej, bo to ta osoba kierowała, tylko że nie da się tego rozdzielić, ponieważ genetycy z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie

orzekają, że Karol i Kamil mają prawie identyczne DNA.

Prawie w tym przypadku nie robi wielkiej różnicy, bo oznacza, że dzięki żmudnym badaniom eksperci być może byliby w stanie wykryć pojedyncze zmiany.

Tych zmian jest od kilku do kilkunastu na cały genom i znalezienie ich to, tutaj cytat, szukanie igły w stogu siana.

Gdy szukałam informacji na ten temat to znalazłam wzmiankę, że w tego rodzaju badaniach eksperci nie dostają całego wzoru DNA.

Posiadają jedynie próbkę z miejsca zdarzenia oraz próbkę pobraną od podejrzanego i ich zadaniem jest znalezienie podobieństw, a nie określenie wszystkich możliwych różnic.

Jeżeli więc tak jak w tym przypadku DNA dwóch osób jest bardzo podobne, to w takim badaniu, które nie jest jakoś bardzo precyzyjne, wyjdzie, że jest ono praktycznie takie samo.

Te małe różnice po prostu nie zostaną wychwycone.

Brzmi to dla mnie sensownie, ale nie mam jakiejś wybitnej wiedzy z biologii, więc jak ktoś się na tym zna i chciałby coś dodać albo skorygować, to zapraszam do sekcji komentarzy.

Jeżeli jednak faktycznie tak to działa, to nasuwa się pytanie, czemu po prostu nie zostaną przeprowadzone badania o większej dokładności i domyślam się, że jest to kwestia kosztów.

Laboratorium musiałoby oddelegować pracownika do wielogodzinnej pracy nad jedną próbką, chociaż w tym samym czasie mógłby zbadać kilka innych.

W związku z tym zapewne za taką ekspertyzę liczą sobie więcej niż za taką bardziej uogólnioną.

Wracając do poduszek, to na tej drugiej, czyli poduszce bocznej, zabezpieczono ślady trzech osób.

Ta poduszka objęła Angelikę, ale także chłopaków, ponieww momencie dachowania, tak jak wspominałam, wszyscy zaczęli się przemieszczać po samochodzie.

Skoro słuchacie podcastów True Crime, to pewnie wiecie, że odciski palców w tej sprawie będą bezużytecznym dowodem, ale patrząc po komentarzach pod artykułami, to krótko omówię też ten temat.

Wielu ludzi się oburzało, że nawet jeżeli po DNA nie da się jednoznacznie wskazać winnego, to przecież nawet bliźniacy mają inne wzory linii papilarnych.

Wystarczy je więc porównać, a akt oskarżenia oprzeć właśnie na dowodach w postaci śladów daktyloskopijnych.

No nie do końca, bo przypominam, że zadaniem prokuratora jest poprowadzenie śledztwa tak, żeby zebrać dowody bezsprzecznie świadczące o winie oskarżonego.

W teorii obowiązuje zasada domniemania niewinności i sąd nie skaże kogoś na podstawie niejednoznacznych dowodów czy poszlak.

Jak wiemy, w praktyce zdarzają się odosobnione przypadki, kiedy ta zasada nie jest do końca respektowana, ale to nie temat na dziś.

Tak czy inaczej na kierownicy srebrnego Audi A6 były odciski całej trójki.

Wykluczamy Angelikę, bo ona jak udowodniono siedziała z tyłu, więc zostają Karol i Kamil.

Na tym potencjał dowodu się kończy, bo był to ich wspólny samochód, którym jeździli na zmianę.

Jakby jednego posadzić na ławie oskarżonych, to mówiłby, że to nie on kierował, tylko brat, a jego odciski są tam tylko dlatego, że auto należy również do niego.

Wobec tego na ten moment nie znaleziono żadnych dowodów ani na winę Kamila, ani Karola, a jedynie poszlaki i to łatwe do obalenia przez obronę.

Można bardziej skłaniać się ku wersji, że to Karol, bo uciekł z miejsca zdarzenia, a Kamil został w samochodzie, ale tą ucieczkę można równie dobrze uargumentować jako szok po wypadku.

Śledczy podejmują więc kolejną próbę znalezienia niezbitego dowodu na winę jednego z bliźniaków.

Tym razem ma to być badanie śladów osmologicznych.

Do laboratorium kryminalistycznego przyprowadzają cztery psy, Liptona, Miętusa, Jaza i Jurga, które specjalizują się w badaniu śladów zapachowych.

Śledczy dysponują tamponami zapachowymi zabezpieczonymi w słoikach i są to próbki zapachu Angeliki, Kamila i Karola.

Najpierw zostają przeprowadzone testy pozytywne, gdzie pies dostaje kilka próbek i w jednej z nich jest zapach, który ma rozpoznać.

Czyli na przykład dostaje trzy próbki, dwie z nich to jakieś obce zapachy, a jedna to zapach powiedzmy Angeliki.

Wszystkie psy wykonują test poprawnie.

Następnie przychodzi czas na testy negatywne, w których pies dostaje do przebadania kilka próbek, ale w żadnej z nich nie ma zapachu osoby, której szuka.

Czyli jego zadaniem jest niewskazywanie żadnej próbki.

W tym przypadku również psy radzą sobie wzorowo.

Skoro testy poszły bezbłędnie, to czas przenieść to na grunt, który śledczy chcą zbadać, czyli na siedzenie kierowcy.

Jako pierwszy podchodzi Lipton.

Po kolei jeszcze raz dostaje próbki zapachowe uczestników zdarzeń, jednak na fotelu nie znajduje wyraźnego zapachu żadnego z nich.

Tak samo sytuacja ma się w przypadku Miętusa, Jaza i Jurga.

Żaden z psów nie wskazał, kto jako ostatni mógł siedzieć na fotelu kierowcy, być może dlatego, że od wypadku minęło już zbyt wiele czasu.

Śledztwo nie posuwa się więc ani trochę do przodu.

Ponad rok po wypadku w listopadzie 2019 roku znajomi ze szkoły Angeliki otwierają od dawna planowaną wystawę jej obrazów i rysunków.

Wystawę można obejrzeć w Centrum Informacji Turystycznej przy ulicy Szwedzkiej w Nowym Sączu.

Angelika nigdy wcześniej nie pokazywała swoich prac szerszej publice, z wyjątkiem tych, które były wysyłane na konkursy.

Jej koleżanka Kinga w rozmowie z Gazetą Krakowską wyjaśnia, że każdy artysta chce być zauważony, ponieważ tworzy dla ludzi, a nie tylko dla siebie.

Angelika nie miała szansy zorganizowwystawy samodzielnie, więc koleżanki i koledzy zdecydowali, że oni to za nią zrobią.

Nie było to trudne, bo wiele prac Angeliki zostało w szkolnym archiwum, więc wystarczyło przedstawić pomysł nauczycielom i dyrekcji, którzy zgodzili się na ich udostępnienie.

Uczestnikom wernisażu towarzyszy wiele emocji, niektórzy opowiadają historię o Angelice oraz opisują różne związane z nią wspomnienia.

Na wydarzeniu pojawia się również najbliższa rodzina Angeliki.

W marcu 2020 roku, czyli prawie dwa lata po wypadku, prokurator nadal nie postawił nikomu zarzutów.

Pojawia się za to kolejny problem dotyczący wypłaty środków z ubezpieczenia.

Są pewne rozbieżności odnośnie tego, co to było za ubezpieczenie, bo w niektórych źródłach jest informacja, że to była szkolna polisa Angeliki.

co polega na tym, że rodzice płacą składkę i szkoła zgłasza wybranych uczniów do ubezpieczenia grupowego w jakimś towarzystwie.

W razie wypadku wypłacane kwoty są raczej niskie, bo też składka jest bardzo niska i z tego co pamiętam płacona raz na semestr albo nawet na rok, a nie co miesiąc.

Druga wersja to, że pieniądze miały pochodzić z polisy wykupionej przez właściciela samochodu, czyli przez rodziców Kamila i Karola.

Ta opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna ze względu na wysokość kwot, jakie są podawane w źródłach, do czego przejdę zaraz.

Już od początku z wypłaceniem pieniędzy z polisy był problem, ponieważ najpierw ubezpieczyciel poinformował rodziców Angeliki, że polisa jej nie obejmuje, ze względu na to, że w momencie wypadku była pod wpływem alkoholu.

Oczywiście było to nieprawdą, na co rodzina miała dowody, m.in.

ekspertyzę z wykonanej sekcji zwłok.

Po przedstawieniu odpowiednich dokumentów Towarzystwo odpisało, że Angelika, tutaj cytat, decydując się na poruszanie samochodem skierującym pod wpływem alkoholu, dopuściła się ze swojej strony rażącego niedbalstwa.

Nawet jeśli, to trochę dyskusyjna odpowiedź, bo raz, że ubezpieczyciel nie ma za zadanie oceniać kwestii moralnych, dwa, teoretycznie mogła zostać zmuszona albo nie wiedzieć, że prowadzący pił alkohol,

Była pasażerką, zdarzył się wypadek, została osobą poszkodowaną, więc rodzina powinna dostać środki z ubezpieczenia.

Po kolejnych odwołaniach towarzystwo ostatecznie wypłaca kwotę bezsporną, czyli 53 tys.

Znalazłam wypowiedź ekspertki na ten temat, z której wynika, że statystycznie za śmierć osoby w wypadku komunikacyjnym wypłaca się około 100 tysięcy złotych dla każdego członka najbliższej rodziny, czyli w tym wypadku wypłacono zaledwie ułamek należnej kwoty.

W międzyczasie dyrektor prokuratury rejonowej w Gorlicach, Tadeusz Cebo, informuje media, że nie może udzielać szczegółowych informacji o postępach ze względu na dobro śledztwa.

Po artykule opublikowanym w Gazecie Krakowskiej do prokuratury zgłasza się Zbigniew Jabłoński, czyli jeden z najlepszych ekspertów w Polsce z zakresu tworzenia ekspertyz mechanoskopijnych.

Specjalista oferuje swoją pomoc w śledztwie, jednak propozycja nie zostaje przyjęta.

Jak wyjaśnił prokurator Cebo, o konieczności powołania biegłego decyduje prokurator prowadzący śledztwo.

W tym przypadku prokurator uznał, że nie ma potrzeby korzystania z opinii tego biegłego.

Oczywiście wszystkiego nie wiemy, ale dopiero po wielu miesiącach od tamtej chwili ustalono sprawcę, więc trochę zastanawiające dlaczego śledczy nie chcieli skorzystać z zaoferowanej pomocy.

Pojawiają się spekulacje, że może chodzić o koszty, bo do tej pory postępowanie i tak pochłonęło spory budżet, ale rozwiązanie dla tego problemu proponuje telewizja Polsat.

wnież w marcu 2020 roku premierę ma odcinek programu Państwo w Państwie poświęcony sprawie Angeliki.

W odcinku występuje m.in.

mama Angeliki, są też przebitki z jej domu rodzinnego i można posłuchać wypowiedzi ekspertów.

Wraz z publikacją odcinka telewizja Polsat ogłasza, że pokryje koszty ekspertyzy, którą wykona Zbigniew Jabłoński, jeżeli prokuratura rejonowa w Gorlice zdecyduje się skorzystać z tej pomocy.

Jednak nawet to nie skłania prokuratora do zmiany stanowiska.

Materiał dla programu Państwo w Państwie przygotowała dziennikarka Ewa Żarska.

Zapowiedziała również kontynuację, ale do tematu już nie wróciła, ponieważ niespodziewanie zmarła.

To swoją drogą też jest ciekawa sprawa, dlatego opowiem o tym w drugiej części odcinka, żeby teraz nie mieszać wątków.

Ewa Żarska co prawda nie mieszkała na co dzień w województwie małopolskim, a w łódzkim, ale ze względu na to, że sprawy się ze sobą łączą, ponieważ przed śmiercią przygotowała obszerny materiał na temat Angeliki, przedstawię obie w jednym odcinku.

W tamtym czasie akta sprawy trafiają do prokuratury okręgowej w Nowym Sączu, więc w mediach pojawiają się domniemania, że najwidoczniej rejonówka nie radzi sobie ze sprawą.

Prokurator Cebo komentuje to tak, że akta były w Nowym Sączu jedynie chwilowo w związku z koniecznością przedłużenia okresu śledztwa.

Po dopełnieniu wszelkich formalności akta wróciły do Gorlic, gdzie śledczy nie odpuszczają tematu i nadal prowadzą intensywne działania, mające na celu wykrycie sprawcy.

Nie odpuszczają również rodzice Angeliki, którzy ostatecznie pozywają Towarzystwo Ubezpieczeniowe i chcą wywalczyć wypłatę wyższej kwoty odszkodowania.

Mimo, że sprawa trafia do sądu, to przypominam, że w tamtym czasie jest rok 2020.

Pandemia koronawirusa skutecznie wszystko spowalnia, więc dopiero po następnych kilku miesiącach dochodzi do pierwszej rozprawy.

Na procesie cywilnym jako świadkowie zeznają m.in.

Kamil i Karol, którzy podtrzymują swoje wcześniejsze zeznania i zasłaniają się brakiem pamięci.

Wcześniej nie rozwijałam tego wątku, więc teraz bardziej szczegółowo opowiem o tej ich rzekomej amnezji.

Kamil twierdzi, że nie pamięta jak się znalazł w szpitalu, nie pamięta wypadku ani kto prowadził, ale jest pewien, że to nie był on ani jego brat.

Zastanawiające, że nie pamięta nic, ale jest pewien, że ani on ani Karol nie prowadzili.

Poza tym, skoro jechali autem we trójkę, to raczej nie jest trudno wydedukować, że w takim razie według niego prowadziła Angelika.

Nie rozumiem więc, po co aż tak mieszać i mówić, że nie wie, kto z trzech osób prowadził, jednocześnie mówiąc, że na pewno nie konkretne dwie.

Karol za to zeznaje wprost, że Angelika kierowała, Kamil siedział z przodu jako pasażer, a on z tyłu.

Nie pamięta, czy za kierowcą, czy za pasażerem.

Bracia nie wyjaśniają, jak to możliwe, że Kamil po wypadku siedział z tyłu, skoro według zeznań Karola na pewno siedział na miejscu pasażera.

Ale to jeszcze nie jest największy absurd, teraz uwaga.

Karol zeznał, że nie pamięta 20 minut przed i 20 minut po wypadku, czyli urwał mu się film na jakieś 40 minut.

Jednocześnie zeznał, że w aucie razem z Kamilem pili alkohol kupiony wcześniej na stacji.

Pamiętał też takie detale jak to, że po wyjeździe z Grybowa, jak już wracali ze stacji do Gróżlowej Niżnej,

to Angelika nie pojechała prosto do domu, tylko skręciła w jakąś boczną drogę.

Ze stacji, gdzie byli, do Króżlowej Niżnej jedzie się kilkanaście minut, więc czasowo cała droga zawiera się jednocześnie w tym przedziale, z którego Kamil rzekomo nic nie pamięta.

Jak to możliwe, że wobec tego zapamiętał taki szczegół, jak to, że Angelika pojechała naokoło, a nie najkrótszą drogą?

Ostatecznie rozprawa zakończyła się tak, że sąd zgodził się z wnioskiem Towarzystwa Ubezpieczeniowego, czyli postępowanie cywilne powinno być wstrzymane do czasu zakończenia domniemanego procesu karnego.

Rodzice Angeliki złożyli jednak apelację i sąd drugiej instancji orzekł wypłatę 120 tys.

zł na rzecz rodziny zmarłej, argumentując to tak, że nie wiadomo czy proces karny się w ogóle odbędzie, bo na razie prokuratura nie postawiła podejrzanym żadnych zarzutów.

Wyrok odnośnie wypłaty tych 120 tysięcy jest ostatnim jaki znalazłam w sprawie o wypłatę ubezpieczenia, więc być może tak to się zakończyło, a może była jeszcze jakaś apelacja, ale nie komentowano tego w mediach.

Tymczasem śledztwo idzie swoim torem.

Tak jak wspominałam już po wypadku, śledczy zabezpieczyli obuwie i ubrania uczestników zdarzeń.

Wypadek samochodowy wiąże się z oddziaływaniem bardzo dużej siły, więc prokurator licząc na to, że którejś z ubrań lub butów pozostawiło ślady, jeszcze raz zleca przebadanie wnętrza auta.

Największe nadzieje pokłada w pedałach gazu i hamowania, gdzie mogły pozostać wyraźne odciski butów.

Okazuje się jednak, że kierowca w geście obronnym, gdy wpadł w poślizg, zdjął nogi z pedałów, więc odcisków nie ma.

Po uderzeniu w nasyp przyjął taką pozycję, że nogi nie dotknęły również dywanika kierowcy.

Okazał się to więc ponownie błędny trop, ale jeżeli nie obuwie, to została jeszcze odzież.

Specjaliści z zakresu chemii kawałek po kawałku przebadali wszystkie ubrania oraz kluczowe elementy auta, głównie kierownice i poduszki powietrzne.

Założenie mieli takie, że w momencie wypadku doszło do przeciążenia, które spowodowało przeniesienie włókien z ubrań na miejsce kierowcy i pasażera.

I to założenie okazało się strzałem w dziesiątkę.

Na bocznej poduszce powietrznej od strony kierowcy biegli wykryli siedem mikrowłókien koloru czerwonego.

Włókna okazują się mieć taką samą strukturę jak dzianina, z której wykonano bluzę Karola.

Do pozostawienia tych śladów musiało dojść w wyniku bardzo dynamicznego ruchu, zapewne podczas pierwszego uderzenia rozpędzonego auta w nasyp.

Na poduszce powietrznej, która wystrzeliła z kierownicy, biegli znaleźli kolejne sześć włókien z identyczną strukturą jak poprzednie.

Pięć kolejnych było na oparciu fotela kierowcy.

Łącznie dzięki 18 mikrowłóknom udaje się w końcu określić, że to Karol siedział za kierownicą, gdy doszło do wypadku.

Ponadto na poduszce powietrznej znajdującej się przed siedzeniem pasażera eksperci również znaleźli mikrowłókna, tym razem 11 sztuk w kolorze granatowym.

Z tych 11, 8 okazuje się mieć identyczną strukturę jak te, z których wykonano bluzę Kamila.

Pozostałych trzech nie udaje się w pełni zidentyfikować, być może nie zachowały się w tak dobrym stanie jak poprzednie.

Dodatkowo na tej samej poduszce powietrznej sprzed fotela pasażera znaleziono żółty barwnik, dokładnie taki sam jak ten, z którego wykonano nadruk na granatowej bluzie Kamila.

W momencie wypadku Kamil uderzył nogami o schowek, co zostawiło ślad na jego szarych spodniach.

Biegli znaleźli wtopione w spodnie fragmenty tworzywa sztucznego pochodzące właśnie z obudowy schowka.

Nie ma już najmniejszych wątpliwości, że za kierownicą siedział Karol, obok niego na siedzeniu pasażera znajdował się Kamil, a Angelika jechała z tyłu.

Mimo, że winny został namierzony, to przez kilka kolejnych miesięcy nie zostaje zatrzymany.

Oczywiście zatrzymanie jest planowane, ale Karol w tamtym czasie przebywa za granicą.

Ze względu na dobro śledztwa i przede wszystkim, żeby go nie spłoszyć, plany odnośnie aresztowania i w ogóle odkrycia prawdy pozostają tajemnicą.

Tak jak na początku opowiadałam, Kamil i Karol mieli lecieć na Islandię do swojego brata.

Bilety mieli zakupione na 25 czerwca, czyli tak się złożyło, że akurat na dzień wypadku.

Musieli więc przesunąć wylot, ale finalnie zrealizowali swój plan.

Na Islandii Karol pracuje jako cieśla, w międzyczasie związał się też z dziewczyną, ale nie wiem czy poleciała z nim, czy tak jak to było pierwotnie ustalone, poleciał jedynie z bratem.

Śledczy cierpliwie czekają aż wróci, co ostatecznie następuje w grudniu.

Samolot, którym lecą Kamil i Karol, ląduje w Polsce w piątek, 10 grudnia 2021 roku.

Bracia mają zostać aż do świąt, natomiast wbrew ich planom, tych świąt Karol nie spędzi w domu.

Dzień po zatrzymaniu, w sobotę, Karol zostaje przesłuchany.

W trakcie przesłuchania nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień.

Zostają mu postawione dwa zarzuty, to jest spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu i substancji odurzających, w tym wypadku amfetaminy, oraz prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości spowodowane spożyciem alkoholu i substancji odurzających.

W przypadku pierwszego zarzutu grozi mu od 2 do 12 lat pozbawienia wolności, zaś w przypadku drugiego do 2 lat pozbawienia wolności kara grzywny bądź ograniczenie wolności.

Kolejne dwa dni później, w poniedziałek, sąd przychyla się do wniosku prokuratora i orzeka areszt dla Karola na najbliższe dwa miesiące.

25 stycznia 2022 roku do sądu rejonowego w Gorlicach trafia akt oskarżenia, więc rozprawa zbliża się wielkimi krokami.

Wracając jeszcze na chwilę do rodziny Angeliki, to przez stres związany z całą sprawą jej tata schudł ponad 20 kilo.

Mama w międzyczasie znalazła nową pracę, ale nadal bardzo to wszystko przeżywa.

W rozmowie z Gazetą Krakowską potwierdza, że niezmiennie zarówno oskarżony, jak i jego rodzina chcą winą za wypadek obarczyć jej córkę.

Postępowanie sądowe rozpoczyna się we wtorek, 15 marca 2022 roku.

Do sądu rejonowego w Gorlicach, poza rodzicami Angeliki i Karola oraz świadkami, przyjeżdżają również przedstawiciele różnych mediów w Polsce.

Dziennikarze w pierwszej kolejności proszą o komentarz panią Katarzynę, jednak ona odpowiada, że dziś nie jest w stanie udzielać wywiadów.

Po chwili na sądowy korytarz wchodzi Karol, prowadzony przez policjantów.

Ma skutekajdankami ręce, a w nich trzyma butelkę wody mineralnej.

Nie patrzy w obiektywy kamer ani aparatów, wzrok ma wbity w podłogę.

Sędzia Jerzy Augustyn otwiera przewód sądowy i w pierwszej kolejności zwraca się do Karola z pytaniami, czy przyznaje się do winy i czy zamierza składać wyjaśnienia.

Karol odpowiada, że się nie przyznaje, ale zamierza złożyć wyjaśnienia.

Tylko, że chyba nie dogadał się z obrońcą, na co dokładnie ma się zgodzić, bo adwokat musiał zainterweniować i poinformować sąd, że Karol chce odpowiadać wyłącznie na jego pytania.

Ostatecznie chyba właśnie w tej formie przebiega przesłuchanie, w trakcie którego oskarżony zeznaje, że właściwie nie znał Angeliki.

Zamienił z nią może kilka zdań w życiu, bardziej była koleżanką jego brata.

Ponadto zeznał, że amfetaminę, którą zażyli z Kamilem tamtej nocy, mieli właśnie od Angeliki, która swoją drogą też była pod wpływem narkotyków.

Sekcja zwłok niczego takiego nie wykazała, ale pobrano od niej jedynie próbki do przebadania obecności alkoholu w organizmie i wyszło, że z całą pewnością go nie piła.

Na etapie postępowania sądowego nie można już więc było ani potwierdzić słów Karola, że Angelika zażywała amfetaminę, ani im zaprzeczyć.

Dodatkowo według słów oskarżonego przed wypadkiem Angelika była pobudzona, mówiła, że i tak nie zaśnie i nie chciała wracać do domu, dlatego jeździli jeszcze po okolicy.

Po tym rozpoczęły się zeznania świadków, natomiast sąd wyłączył jawność, a dziennikarze zostali wyproszeni z sali sądowej.

Wyrok zapada 4 maja 2022 roku.

Za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu i amfetaminę oraz spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Karol zostaje skazany na 6 lat pozbawienia wolności.

Dodatkowo sąd nakłada na niego zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, natomiast w źródłach są rozbieżności co do czasu, w jakim ten zakaz ma obowiązywać.

W niektórych artykułach jest informacja, że Karol nie będzie mógł prowadzić przez 4 lata od momentu wyroku, co brzmi trochę absurdalnie, bo skoro ma spędzić w więzieniu 6 lat, to i tak nie będzie tam przecież jeździł.

Według innych źródeł zakaz ma obowiązywać dożywotnio, co już brzmi bardziej sensownie.

Trudno powiedzieć, która wersja jest prawdziwa, bo wyrok nie został udostępniony online.

Oprócz zapłaty na rzecz rodziców oskarżony musi też wpłacić 5000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Rodzice Angeliki komentują to tak, że zdają sobie sprawę, że Kamil jest młody, nie działał celowo i przez to sąd potraktował go łagodniej, jednak i tak uważają, że kara jest za niska.

Dodatkowo zapłata za dość uczynienia powinna objąć również rodzeństwo Angeliki, a nie tylko ich samych.

Wyrok nie podoba się obu stronom, bo z kolei obrońca Karola, jak to obrońca, chce jeszcze niższego wyroku.

Po złożonej apelacji sąd drugiej instancji, czyli w tym wypadku sąd okręgowy w Nowym Sączu, utrzymuje poprzedni wyrok w mocy.

Dla nikogo nie jest to satysfakcjonujące, więc zarówno pełnomocnik rodziców Angeliki, jak i pełnomocnik Karola zapowiadają wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego.

Adwokat Karola zarzuca, że Sąd Okręgowy naruszył przepisy, ponieważ nie przeprowadził postępowania dowodowego, o jakie on wnioskoww apelacji.

Jest to ostatnie doniesienie na temat sprawy, jakie znalazłam.

Rozprawa w Sądzie Okręgowym odbyła się na początku tego roku, więc na wyrok Sądu Najwyższego poczekamy pewnie jeszcze kilka miesięcy, ale ciekawe jak to ostatecznie się rozwiąże.

Mimo tego, że sprawa została wyjaśniona, to jedna rzecz mnie nurtuje.

Skoro wiemy, że po wyjeździe ze stacji Angelika prowadziła, to dlaczego w trakcie ostatnich kilkunastu minut jazdy zamieniła się z Karolem, który wcześniej pił alkohol?

To samo w sobie jest nielogiczne, ale jak już koniecznie chcieli się zamienić, to dlaczego nie zrobili tego, gdy i tak stali na stacji i tankowali?

Wiem, że przewinął się wątek zeznań Karola, w których powiedział, że Angelika bardzo słabo radziła sobie za kierownicą.

Jeżeli to prawda, to jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wobec tego nie chciał, żeby prowadziła ich samochód.

Tylko, że nie widział tego w drodze na stację, żeby już tam się zamienić?

Zauważył, że nie włącza świateł i mylą jej się biegi dopiero w drodze powrotnej?

Nie wiem jak wam, ale zamiana w momencie postoju wydaje mi się bardziej naturalna i logiczna, niż zatrzymywanie się później, po ciemku, gdzieś w połowie drogi, żeby tylko zamienić się miejscami.

To bardziej wygląda tak, jakby po drodze coś się stało.

Wcześniej mówiłam, że będzie jeszcze druga część na temat tajemniczej śmierci dziennikarki zajmującej się sprawą Angeliki i będzie tylko za parę dni.

Spodziewałam się po prostu, że informacji na ten temat będzie mniej, więc uda mi się je streścić jeszcze tutaj.

Natomiast gdy zaczęłam robić research już po nagraniu części o Angelice, okazało się, że sprawy Ewy Żarskiej nie da się opisać w kilku słowach,

A historia jest bardzo złożona, więc zdecydowałam, że podzielę materiał na dwa odcinki.

Po pierwsze dlatego, żebyście nie mieli przesytu.

Po drugie, żeby ten odcinek nie trwał kilka godzin.

I po trzecie, żeby wypuścić go zgodnie z planem już w czwartek, a nie później.

Druga część pojawi się na początku przyszłego tygodnia, więc do usłyszenia i miłego weekendu.

0:00
0:00