Mentionsy

Stan Wyjątkowy
11.01.2026 07:50

Kaczyński traci kontrolę nad PiS. Tusk upokarza Lewicę. Nawrocki podnieca się swymi wetami #OnetAudio

Jeśli Jarosław Kaczyński liczył na to, że podczas spotkania wierchuszki PiS na Nowogrodzkiej przedstawiciele wrogich frakcji „maślarzy" i „harcerzy" wybaczą sobie winy, wzajemnie przebaczą i rzucą się sobie w ramiona, śpiewając przy tym kolędy — to srogo się przeliczył. Według twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Kamila Dziubki sukcesem jest tylko to, że do spotkania w ogóle doszło, bo wcześniejsze próby — pod koniec grudnia — skończyły się fiaskiem. Mimo żądań prezesa w centrali partii nie stawił się Mateusz Morawiecki, lider „harcerzy". Tym razem Morawiecki przyjechał, spotkał się z Kaczyńskim w cztery oczy i wyszedł z nim oraz „maślarzami" na konferencję prasową. I to wszystko — żadnej pokutnego korzenia się przed prezesem nie było. Nie ma się co Morawieckiemu dziwić — Kaczyński wysyła sygnały, że nie widzi go w roli premiera, jeśli za 2 lata PiS wróci do władzy. A to oznacza, że wojna między frakcjami w PiS wcale nie ustanie. Wręcz przeciwnie — będzie jeszcze brutalniejsza. Mówiąc wprost: to nie jest zwykła wojenka o pozycję w partii i dostęp do ucha prezesa, jakich wiele było w PiS przez ponad dwie dekady działalności partii. To jest prawdziwa wojna o sukcesję. Kaczyński może udawać, że kontroluje sytuację, ale po prawdzie — nie kontroluje wcale. Bo to jest gra o to, kto po nim. Gra, w której jego już nie ma. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Kamila Dziubka wchodzą także za kulisy wojny Donalda Tuska z Lewicą, dochodząc do wniosku, że premier postanowił pokazać Włodzimierzowi Czarzastemu jego miejsce w szeregu. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" odliczają również kolejne weta Karola Nawrockiego, dostrzegając perwersyjną radość, jaką prezydentowi sprawia niszczenie rządowych projektów.  

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 233 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Najlepszy podcast roku w konkursie Best Stream Awards 2025.

Szanowni Państwo, witamy bardzo serdecznie w Słuchowisku Politycznym.

Stan wyjątkowy, pan redaktor Kamil Dziubka.

Dzień dobry.

Ja, czyli Andrzej Stankiewicz.

W tym tygodniu, drodzy Państwo, dużo o spotkaniach, z których niewiele wynika.

Pokażemy całe tło spotkania pana premiera z panem prezydentem.

Akurat, gdy pan premier wjeżdżał do pana prezydenta, to kancelaria prezydenta podała, że pan prezydent zawetował trzy ustawy, w tym ważną ustawę.

o usługach cyfrowych, która miała służyć walce z hejtem w internecie.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński spotkał się z kolei z maślarzami, harcerzami.

Też nic z tego nie wynika, bo to, co im powiedział, tylko podgrzało sytuację w partii.

Donald Tusk spotyka się także z lewicą.

Tak, z koalicyjną lewicą, ale jednocześnie projekt ważny dla lewicy.

Zmian na rynku pracy, wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy ląduje w koszu.

To decyzja jednoosobowa, trudna do zaakceptowania dla lewicy, ale drodzy Państwo, dzisiaj też będą ważne tematy w tym programie.

Otóż profesor Cenckiewicz.

Ogłosił, tak chcę ze słowa, bo to ważny moment, za mało dostrzegany i my nadamy mu rangę w stanie wyjątkowym.

Otóż profesor Cenckiewicz ogłosił, że Donald Tusk nie był agentem NRD.

Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek.

Przede wszystkim rozmawialiśmy o kwestii dalszego działania, jedności partii w tym działaniu.

Oczywiście to jest działanie nastawione na...

wybory na to, żeby te wybory były zwycięskie.

Zwycięskie dla opcji polskiej, a to w ogromnej mierze oznacza opcję Prawa i Sprawiedliwości.

I tutaj nie było innych głosów niż tylko te, które uznawały, że to jest jedyna droga, że tą drogą mamy iść i będziemy szli, że ta droga

może i powinna, wręcz musi doprowadzić nas do sukcesu, do zwycięstwa.

To jest w gruncie rzeczy komunikat krótki, ale bardzo ważny, bo te sprawy były często omawiane.

Były często skądinąd omawiane, może nie zawsze z dobrą wolą, ale chociaż dyskusje merytoryczne w ramach tej operacji przygotowania programu kolejnych konferencji będą trwały,

to z całą pewnością nie będą to dyskusje, które będą miały cokolwiek wspólnego z jakimiś napięciami, słusznie mówiąc o rozłamach w partii.

To są marzenia naszych przeciwników, te marzenia się z całą pewnością nie spełnią.

Muszą wrócić do władzy ci, którzy potrafią rządzić, muszą wrócić do władzy ci, którzy...

Już się sprawdzili, ale oczywiście muszą w tym uczestniczyć także ludzie innego już pokolenia, młodszego, często znacznie młodszego.

I z całą pewnością w trakcie tego wszystkiego, co pokażemy przed wyborami, Państwo się przekonają, że tak właśnie będzie.

Szanowni Państwo, drogi Kamilu, po wielotygodniowych, brutalnych wojnach wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, po wielu oddzielnych wigiliach i nie dzieleniu się opłatkiem, jak to w Partii Chrześcijańskiej, prezes PiS-u Jarosław Kaczyński doprowadził do spotkania dwóch wrogich frakcji, zorganizował posiedzenie Prezydium Komitetu Politycznego, czyli tzw.

Pojawili się na nim maślarze, czyli Czarnek, Jaki, Bocheński oraz Sasin, a także harcerze, zwani także zielonymi, zwani także margaryniarzami, do wyboru, do koloru, drodzy Państwo, czyli stronnicy Mateusza Morawieckiego.

To miał być takie spotkanie wylewające olej, oliwę na te wzburzone fale prawa i sprawiedliwości.

Mam wrażenie, Kamilu, że prezes tam, raczej benzynki dolał.

Czy ta oliwa miała rozmasować te fale?

To dość powiedziałbym ekstrawagancka metoda.

Zależy kogo się spyta po tym spotkaniu, bo w rzeczywistości... Ja mam wrażenie, że obie frakcje udają zadowolone.

Ale chyba żadna nie jest do końca zadowolona.

Nie jest.

Wydaje mi się, że trochę mniej zadowolony jest mimo wszystko Morawiecki.

Takie mam wrażenie także.

Bo rzeczywiście pan prezes oprócz tego, że próbował godzić przez prośbę, może nie groźbę do końca, ale jednak przez taki dość znaczący, znaczącą sugestię, żeby jednak się nie nawalać publicznie, bo to partii szkodzi.

No ale jednak kluczowe jest to, o czym mówił, no bo...

O co się toczy gra?

Kto będzie premierem ewentualnie za dwa lata?

I czy będzie to Mateusz Morawiecki?

No bo Morawiecki wprost o tym mówi, że ma tam ambicje.

On zresztą publicznie ujawnił ambicje też bycia szefem PiSu w przyszłości.

Natomiast prezes jednak mówił, że premierem powinien być ktoś młodszy.

Poniżej pięćdziesiątki, a pan premier Morawiecki, choć w sumie formę ma niezłą i dobrze się trzyma, to jednak jest już po pięćdziesiątce.

Lat pięćdziesiąt siedem, no nie pasuje.

No nie pasuje do tego profilu.

Ale wiesz co, pamiętajmy, że jak zyskał kandydata na prezydenta, to miał być młody, dobrze wykształcony, z językami obcymi i tak dalej.

Wiesz, to tylko ty pasowałeś.

Karol Nawrocki tak średnio pasował.

Doktor Nawrocki nie pasował?

No tak nie bardzo z tymi językami.

Językiem nawet było obciążenie w kampanii.

Dobrze, więc nie przywiązując się, drodzy państwo, do tego, co prezes opowiada, on jednak taki sygnał wysłał.

No słuchaj, ale prezes nie miał wyjścia.

Spotkał się z socjologami, o czym tam wprost mówił, no i socjologowie mu powiedzieli, słuchaj, musi być taki i taki.

No i prezes nie ma wyjścia przecież.

No musi słuchać socjologów.

Tylko tak się składa, że ten portret socjologiczny pasuje pod Tobiasza Bocheńskiego, pod Przemysława Czarnka, pod Patryka Jakiego, czyli trzech z czterech liderów frakcji maślarzy.

Pasuje także do Zbigniewa Boguckiego, bo tam Kaczyński używa tego kryterium, że to musi być ktoś, kto ma dobre relacje z Karolem Nawrockim.

Tak czy inaczej, dla ludzi Morawieckiego, jeżeli traktują poważnie to, co prezes mówi, my was pocieszamy.

Nie przejmujcie się tym zbytnio.

On wiele rzeczy mówił.

On też Szydło obiecywał, że będzie do końca kadencji premierką.

Nie przywiązywał bym się do tego.

Nie będzie koalicji z Andrzejem Leperem?

Oczywiście.

A potem rządził z Leperem, rządził z Giertychem, rządził też z Lewicą, mediami publicznymi.

Nie przywiązywał bym się do tego.

Ale jeżeli Kaczyński w tej sytuacji taki sygnał wysyła do Morawieckiego, zresztą spotkali się

twarzą w twarz, rozmawiali w cztery oczy.

Tu ludzie Morawieckiego są umiarkowanie zadowoleni, bo na przykład padła deklaracja, Kaczyński miał to obiecać Morawieckiemu, ale potem to powtórzył na tym PKP.

że nie będzie koalicji z Braunem, też bym się do tego nie przywiązywał.

Dobrze, ale przy tym całym świecie niepewności Kaczyńskiego, jeśli on dzisiaj, wiedząc, że te frakcje się tłuką i to stanowisko premiera jest symboliczne, czyli maślarze mówią, wszystko tylko nie Morawiecki, bo jego rządy doprowadziły do tego, że wyborcy nam uciekli trochę do Konfederacji, a najbardziej uciekają teraz do Brauna, a Morawiecki mówi, nie ścigajmy się z tymi szaleńcami po prawej stronie.

tylko szukajmy gdzieś elektoratu bliżej centrum, jakichś ludzi w środku po trzeciej drodze, może trochę z PSL-em coś trzeba zrobić.

Więc jeżeli Kaczyński wie, że jest taki spór, no to jednak wysłanie sygnału młodszy niż Morawiecki, no...

to będzie mieć ciąg dalszy.

To nie jest łagodzący komunikat.

No zdecydowanie nie.

To znaczy, to świadczy o tym, że ta wojna będzie trwać.

No bo wydaje mi się, że Morawiecki i ludzie Morawieckiego zrozumieli, że to jest już gra o to, czy oni się w ogóle w tym projekcie w jakikolwiek sposób zmieszczą.

I oni mają, mówię, ja już odsuwam na bok samego Morawieckiego, ale jego ludzie.

Chociaż trzeba przyznać, że ta grupa, którą on stworzył wokół siebie,

budując ją przez lata, ona jest dosyć lojalna wobec niego.

I oczywiście tę grupę spieły też, mam wrażenie, nas nie pozwali.

No pieniądze, tak?

To znaczy... Jeszcze dzisiaj będzie o ciekawym pozwie, który dostałem.

Proszę czekać, ale to w części rozrywkowej, bo on się nie nadaje na poważne opowiadanie.

No mówmy się, Mateusz Morawiecki jest człowiekiem od załatwiania pieniędzy.

Jako prezes banku robił to skutecznie i generalnie tę swoją grupę trzymał.

Ta grupa miała

dostęp do jakichś kosmicznych fantastycznych... Ty mówisz językiem maszlarze.

Ja tu będę musiał dociążać na drugą stronę, bo to maszlarze mówią, a skąd ten hajs taki na kampanię europejską, że wszyscy ludzie Mateusza z niskich list weszli na listę, że Buda, który kandydował w łódzkim okleju przy okazji półwielkopolski.

Słuchaj, jak się jedzie z zachodu na wschód do łódzkiego, to tak.

To jest akurat logiczne.

I chodzi o to, oni mają dwa wyjścia.

Albo zostać przy Morawieckim, tak?

No bo różnie to z prezesem jest.

No bo prezes raz chowa tego Morawieckiego, raz go wyciąga za uszy.

W zależności od tego, jaka gra się aktualnie toczy i do czego on mu jest potrzebny.

Bo może znowu będzie frontalny atak na Konfederację.

Choć trzeba przyznać, że w ostatnim czasie...

Nie ma, bo nie ma, drodzy państwo, oni doszli... Oni zrozumieli, że to nie ma sensu.

To nie ma sensu, zobaczyli w badaniach, że to nie jest ich elektorat, to znaczy, że ich elektorat ucieka do Brauna, a nie do Konfederacji, więc jakby kompletnie ta wojna tuż po wyborach prezydenckich była bezsensowna, ona nic PiSowi nie dała.

ludzie Morawieckiego zaczną się orientować na jakiegoś innego patrona, nie wiem, na Czarnka umownego, choć ja też trochę nie wierzę w ten scenariusz premiera Czarnka, tak mówiąc zupełnie szczerze.

Raczej wydaje mi się, że tu będzie...

postawienie na figurę właśnie kogoś jeszcze młodszego, dobrze wyglądającego, umowno Bogucki, choć pytanie, czy Nawrocki go puści z kancelarii.

To jest zupełnie inna sprawa, ale on byłby też w pewnym sensie jego człowiekiem, a pewnie będzie miał ambicje, żeby tutaj w tej grze wziąć udział, więc wydaje mi się, że to jest trudny czas dla Morawieckiego.

To są to, co rozpuszczają też politycy PiSu i jemu niechętni, no że on rozmawia...

A to jest teraz z PSL-em, czy nie wiem, z Piotrem Zgorzelskim, tak?

No bo Zgorzelski jest takim człowiekiem od, powiedzmy, kontaktów z różnymi partiami.

No i w PiS-ie mówią, że Zgorzelski to teraz jest najgorsza zdrada, bo przecież on się podpisał pod karą dla Jarosława Kaczyńskiego.

Pamiętasz po tej słynnej awanturze w Sejmie z Giertychem, kiedy tam szereg posłów PiS-u zostało ukaranych i Zgorzelski pod tym podpisał.

Zgorzelski to jest teraz największy wróg, to już nie jest.

Jak wam dopinał wybór Karola Nawrockiego na prezesa IPN-u w 2021 roku, żeście z nim kolacyjki, a dali to też do pana, panie prezesie, mówię.

No pana Karola Nawrockiego także, do Władysława Kośniaka-Kamysza, do psa Terleckiego.

No jakoś wtedy wam to nie przeszkadza.

Do Terleckiego i jego psa, czy do psa Terleckiego?

Do psa Terleckiego.

Ja tak już automatycznie nie wiem, co mówię.

Chyba się jeszcze pan pies pojawi w tym wydaniu.

W każdym razie dzisiaj Zgorzelski jest zły, natomiast no umówmy się, Morawiecki...

wiedząc nawet, jaki prezes ma humory, po pierwsze jest w mniejszości w tym kierownictwie.

I w mniejszości w tym klubie, bo spora część jego ludzi wyjechało do Europarlamentu.

W związku z tym on musi myśleć, co się stanie, jeśli pół roku przed wyborami, no nie teraz, ale za rok, za rok z hakiem...

dojdzie do jakiegoś przesilenia i jego ludzie zaczną być wycinani z list, albo okaże się, że on ma jakąś absolutnie marginalną rolę.

On musi dzisiaj myśleć o tym, co Kaczyńskim możemy zrobić za rok.

Dokładnie tak.

Pytanie, czy to jest w ogóle jeszcze do odbudowania, bo pojawiają się też takie...

że rzeczywiście na linii Morawiecki i Kaczyński coś jednak pękło na stałe, na trwale.

Ja słyszałem, że dla Kaczyńskiego było szokiem to, o czym mówiliśmy Państwu kilka razy w stanie wyjątkowym, że to nie jest żadna tajemnica, to, że Morawiecki nie przyjechał przed świętami wezwany na posiedzenie tego PKP-u.

kiedy miał, bo to przed świętami miał po raz pierwszy dojść do spotkania maślarzy z harcerzami, on nie przyjechał, wykorzystał taki pretekst, że jest na Podkarpaciu z Beatą Szydło i Danielem Obajtkiem, tam robią spotkanie z wywodcami, tłumaczył się potem Kaczyńskiemu, że nie mógł dojechać, że nie miał jak, nikt to nie wierzy.

Kaczyński podobno był w szoku, to znaczy Kaczyński przyjął to jako potwarz i to był pewien sygnał Morawieckiego, bo on po pierwsze nie pojawił się na wezwanie Kaczyńskiego, bardzo jasne, Kaczyński wiedział, że on ma spotkanie, mimo to go wezwał, no ale

Przede wszystkim on się nie pojawił dlatego, że on wiedział, że to może wyglądać jak sąd nad nim, że tam maszlarze są przygotowani, żeby dokonać jakiejś politycznej egzekucji.

Tak, ale ja to słyszałem gdzieś od ludzi, powiedzmy, bliskich Morawieckiemu, że on to trochę zrobił z premedytacją oczywiście.

Oczywiście, że tak.

On stwierdził, że jeżeli on teraz da się złamać, no bo ściągnięcie go do Warszawy, on miał to spotkanie przecież zaplanowane wcześniej.

Wcześniej, tak.

Ściągniecie go do Warszawy i zgoda na to oznaczałaby, że Kaczyński może go złamać i może z nim zrobić wszystko.

Więc z jednej strony Kaczyński oczywiście mógł być w szoku, ale myślę, że on już nie takie rzeczy widział w polityce.

I on też pewnie zrozumiał, że Morawiecki, nie chcę powiedzieć, że rzucił mu rękawice, ale jednak pewne granice postawił.

Że po pierwsze nie da się złamać, a po drugie, że nie da się też łatwo wypchnąć z tej partii, no bo wypchnięcie Morawieckiego z jednej strony, który cały czas jest popularny w elektoracie Prawa i Sprawiedliwości.

To nie jest tak, że on, nie wiem, jest nielubiany przez polityków PiSu, przez wyborców PiSu, bo ja pamiętam, kiedy on był premierem, to jego notowania...

W pewnym momencie on miał lepsze badania niż Andrzej Duda.

Gdzieś nawet w okolicach roku 2020, w okolicach pandemii, on się też na tej pandemii trochę zbudował w pewnym sensie.

Natomiast na pewno... Na pewno dzisiaj partia, mówię ogólnie partia, klub parlamentarny, spora część partii, może bądźmy precyzyjni, bardziej się wstydzi Morawieckiego niż wyborcy PiSu, mam wrażenie.

Tak, też mi się tak wydaje.

Natomiast... I też...

A propos tej narracji, która gdzieś tam w PiS-ie krąży, no bo jest też taka opowieść gdzieś z kręgów sasinowych płynąca, że oto Morawiecki w rzeczywistości, że ten Kurski, który zwalcza Morawieckiego i go atakuje, to tak naprawdę jest ustami prezesa.

Że nie jest Jackiem Kurskim, że tak naprawdę jest przekaźnikiem woli Jarosława Kaczyńskiego.

A jest to wszystko robione dlatego, że podobno Nowogrodzka obawia się, że za chwilę sam Morawiecki może dostać zarzuty w śledztwie dotyczącym RARS-u.

Zobaczymy, czy wróci Michał Kuczmierowski, bo w lutym bodajże, o ile pamiętam, jest ta sprawa ekstradycyjna.

w Londynie i że prezes się boi rzekomo konsekwencji zarzutów dla Morawieckiego.

Szczerze, nie chce mi się w to wierzyć.

Połowa PiSu ma zarzuty.

Będzie dzisiaj cała część rozliczeniowa.

Mówiąc tak umownie, więc prezes akurat takimi rzeczami się nie przejmuje.

No ale to też dobrze moim zdaniem pokazuje klimat, jaki tam w tym momencie jest, bo przecież...

To nie było jedyne spotkanie, ten backup.

Było też spotkanie wyjazdowe klubu parlamentarnego.

Dokładnie.

Jak prezes organizuje spotkanie wyjazdowe, to znaczy, że poważnie jest.

A w dalszej części stanu wyjątkowego o tym, że kierownik Donald Tusk przykręcił śrubę Lewicy.

Premier poczuł się oszukany, dlatego że projekt ten już był wcześniej omawiany przez ministrów i Tusk uważał, że pewne zapisy takie daleko idące zostały uzgodnione.

Zostało uzgodnione, że powinny zostać zmienione.

One zmienione nie zostały.

Zostały wniesione przez Agnieszkę Dziemianowicz, błąd minister pracy ponownie pod obrady rządu.

Tuskiej zarzucił, że próbowała ideologicznie przemycić lewicowe swoje przekonania.

Po tej decyzji premiera liderzy lewicy zapowiadają walkę o przyjęcie tych przepisów, no ale Kamil, mówiąc zupełnie szczerze, szanse mają niewielkie.

O tym, że Karol Nawrocki zawetował kolejne rządowe ustawy.

Pan premier i pan prezydent spotkali się, drodzy państwo, i żyjemy w takiej rzeczywistości, że sama dyskusja o tym, że się spotkają, potem wyznaczanie dat, wreszcie śledzenie w czasie rzeczywistym, jak premier przekracza bramy Pałacu Prezydenckiego, budzi emocje

ja uważam, że to jest chore, dobrze, ale spotkali się, porozmawiać o bezpieczeństwie w Ukrainie, fantastycznie, że ponieważ wam płacimy za to, że jesteście tym, kim jesteście, że ze sobą rozmawiacie, to jest naprawdę cudowne osiągnięcie, ale żeby pan prezydent nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie sprzedał panu premierowi kopa, ten kop nazywa się kolejne trzy weta.

Moim zdaniem, no moment jest z premedytacją wybrany, to znaczy wtedy, kiedy Tusk wchodzi do pałacu, jest komunikat

No, wydaje mi się, że jeżeli rzeczywiście Karolowi Nawrockiemu zależałoby na jakiejkolwiek współpracy, to może ogłosiłby te weta później, albo przynajmniej po spotkaniu, albo innego dnia.

Natomiast to był ewidentnie sygnał też do wyborców Nawrockiego.

Oczywiście, on cały czas uprawia kampanię.

On jest cały czas w trybie kampanijnym.

Dokładnie tak, że słuchajcie, to, że ja rozmawiam z Tuskiem, nic nie znaczy.

Ja go upokarzam i ja idę na frontalną wojnę i z mojej strony tutaj to się nie zmieni.

o tym, że Ryszard Terlecki idzie na całość.

Ja obserwuję teraz Terleckiego, mam wrażenie, że to jest prank w ogóle, to co on robi, bo po prostu, przepraszam za wyrażenie, ale każda jego wypowiedź jakby pokazuje, że Terlecki ma kompletnie wywalone na wszystko.

I za to go lubimy.

Ten program taki jest.

Ma wywalone na wszystkich polityków, więc każdy polityk, który dostarcza nam amunicji do śmiania się z innych, jest idealny.

O politycznych skutkach przyjęcia przez Unię Europejską umowy z państwami Mercosur.

Ja tego nie rozgrzeszam, bo trzeba oczywiście myśleć o własnych interesach.

My nie mamy aż tak rozwiniętego przemysłu, ale ta umowa z punktu widzenia wielu krajów Unii Europejskiej nie jest całkowicie bezsensowna.

Każdy kraj reprezentuje swój interes.

Francja, było wiadomo, silne rolnictwo będzie przeciwna.

Polska, duże rolnictwo też jest przeciwna.

I od paru miesięcy mówiło się już o tym, że Włości się wahają, bo oni na początku byli przeciwni tej umowie.

No ale teraz zagłosowali za tą umową.

No i teraz pojawia się pytanie, dlaczego nie udało się tej mniejszości blokującej zbudować, bo tak naprawdę chodziło tylko o Włochy.

Oraz o tym, że Donald Tusk nie był agentem NRD-owskiej bezpieki.

To jest koniec właściwie, już nie ma dokąd pójść.

Wszystkie na ciebie upadły.

Może był agentem BND, bo tutaj ten wątek się nie pojawia.

Obecnego wywiadu niemieckiego.

Drodzy Państwo, trzeba mieć zryty beret, żeby w ogóle stawiać takie teorie.

Historia jest dość prosta.

Tutaj wesel się pręży.

Ja, zwykły magister, znam te historie dość dobrze, bo też jako zwykły magister występowałem do Instytutu Gałka.

W Gdańsku pojawił się w latach 80-tych człowiek, który nazywał się Detlef Russer.

Był zwany heniem przez działaczy tamtejszej opozycji.

Otoczenie takiego pisma samorządność, w którym Tusk pracował, w tej chwili nie ma takiego znaczenia.

Robił dużo zdjęć, tłumaczył, że to na pamiątkę, spotykał się z działaczami opozycji, także kręcił się w te kręga co Tusk, co Borusewicz, tak jak powiedział Cenckiewicz.

I potem po latach się okazało, że on był agentem Stasi i donosił na tych wszystkich ludzi, na Borusewicza donosił, donosił na Tuska.

Notabene wyszedł, czy ożenił się z Polką i teraz nie wiadomo, czy to była tylko miłość, czy to było działanie wywiadowcze.

mieszkał w ogóle w Gdańsku, przywoził na przykład, do Tusku o tym wspominał, kiedyś o tym pytałem, przywoził taśmy do maszyny IBM-a, na której składali na przykład swoje pisma takie antykomunistyczno-opozycyjne.

I to tyle.

Więc to jest kompletnie absurdalne.

Natomiast o tym Oscarze, o którym wspominał, świetnie zorientowany

redaktor Kłeczek, który też pracy domowej nie odrabia,

Otóż był tajny współpracownik SB o pseudonimie Oskar, który w ramach sprawy o kryptoninie klan albo związek, bo to była jedna sprawa rozpracowania operacyjnego bezpieki, założona na Solidarność Gdańską, to był agent ówczesnego trzeciego wydziału, czyli zwalczanie opozycji, Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku, czyli de facto SB, tak, no bo SB było w ramach Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej,

i zajmował się inwigilacją środowiska studenckiego, szczególnie jazdatestw, w którym działał Tusk.

Więc Oskar donosił na Tuska, to dzisiaj nie wiadomo zresztą, kto to był.

A Tusk nie był Oskarem, chyba, że donosił sam na siebie, według redaktora Kółeczka.

Jest to pewien wstrząs, powtarzam ci, Kamil.

Ale słuchaj, no ten Detlef Ruser, myślę, że pan Sumiński się załamie, bo on chyba połowę książek napisał o tym, że Tusk jest... Detlefem Ruserem.

To specjalnie dla państwa.

Ale to mógł zerżnąć, wiesz, od Chandlera.

To widzą Państwo w tej chwili meldunek Oskara.

Jeśli dobrze pamiętam, to jest meldunek własnoręczny.

Mogą Państwo sprawdzić to z pismem Tuska.

I widzą też Państwo zdjęcia pana Rusera z Tuskiem, czyli wtedy nie było sztucznej inteligencji, więc Tusk nie mógł udawać kogoś innego niż jest.

Całego odcinka posłuchasz w aplikacji Onet Audio.

0:00
0:00