Mentionsy

Sprawy Wschodu
02.02.2026 22:00

Aryna Sabalenka i granice neutralności

244. Czytamy po rosyjsku
Bartosz Gołąbek mówi o kobiecym tenisie i Australian Open jako punkcie wyjścia do refleksji nad granicami neutralności w sporcie. Analizuje postawę Aryna Sabalenka, zestawiając sportowe deklaracje z politycznym i symbolicznym kontekstem, w jakim dziś funkcjonują zawodniczki z Europy Wschodniej.

W dalszej części odcinka o rosyjskiej platformie demokratycznej przy Parliamentary Assembly of the Council of Europe, napięciom wewnątrz rosyjskiej opozycji oraz pytaniu o reprezentowanie „antywojennej Rosji”. Następnie werbunek studentów na wojnę przez uczelnie i narastającą kontrolę nauki i badań, pokazując, jak sport, edukacja i nauka zaczynają funkcjonować według tej samej logiki państwa wojennego.

Zaprasza Bartosz GołąbekŹródła i materiały wykorzystane w odcinku

Tenis / Australian Open

Sport.ru — finał Australian Open: Sabalenka – Rybakina
https://www.sport.ru/tennis/tennis-australian-open-final-sobolenko-rybakina-pryamaya-translyatsiya/article639649/

SportArena.kz (Threads) — kontekst sportowy i reakcje
https://www.threads.com/@sportarena_kz/post/DULGliMiKG-

Konferencje prasowe i wypowiedzi:

https://www.youtube.com/watch?v=hl9fPrsy8Ls

https://www.youtube.com/watch?v=d6fgxoxsbPo

Rosja: studenci i werbunek na wojnę

Projekt „Черта” — Nie zdałeś sesji? Weź do ręki drona
https://cherta.media/story/ne-sdal-sessiyu-beri-v-ruki-dron/

Rosja: nauka, badania i kontrola państwa

T-Invariant — „Nieokiełznani bojownicy”: FSB i kontrola nad nauką
https://t-invariant.org/2025/02/niokrotimye-bojtsy-u-fsb-poyavyatsya-svoi-gosuslugi-dlya-kontrolya-za-uchyonymi-2/

Rosja: opozycja i PACE

Meduza — platforma rosyjskiej opozycji przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy
https://meduza.io/feature/2026/01/30/v-strasburge-vpervye-sobralas-platforma-rossiyskoy-oppozitsii-pri-pase

Wesprzyj „Sprawy Wschodu”

Jeśli chcesz wesprzeć powstawanie podcastu Sprawy Wschodu i kolejnych odcinków „Czytamy po rosyjsku”, możesz to zrobić tutaj:

☕ Buy Coffee To
https://buycoffee.to/sprawywschodu

❤️ Patronite
https://patronite.pl/sprawywschodu

Dziękuję za każde wsparcie — pozwala ono rozwijać projekt i zachować jego niezależny charakter.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 369 wyników dla "Fundacji Walki z Korupcją"

Dzień dobry.

Włączyli Państwo podcast Czytamy po rosyjsku, nagrany 2 lutego 2026 roku i opublikowany na kanale Sprawy Wschodu.

Przy mikrofonie Bartosz Gołąbek.

Wracam do Państwa z cotygodniową regularnością i mam nadzieję, że stali słuchacze pamiętają.

Anowi mogą odkryć, że podcast Sprawy Wschodu, kanał Sprawy Wschodu ma swoją skarbonkę By Coffee Too oraz jesteśmy także

Ze swoim profilem Sprawy Wschodu w Patronite.

Serdecznie dziękuję wszystkim, wszystkich, którzy wspierają i mają zamiar wspierać nasze prace.

Zapraszam do tego wspierania.

Linki do obu serwisów znajdą Państwo oczywiście w opisie do tego odcinka i do każdego innego, do którego sobie sięgniecie.

A w tym wydaniu właśnie sporo o ludziach, jak zwykle poruszymy kwestie społeczne, między innymi będzie też o kobiecym tenisie, paradoksalnie z kontynentu niezwiązanego zdawałoby się z obszarem naszych zainteresowań, bo będzie trochę o Australian Open, rywalizacji największych gwiazd w wynikach i sportowych napięciach, ale jak zawsze spróbujemy też spojrzeć poza kort, poza linie kortu na kontekst polityczny, symboliczny i kulturowy,

W którym dzisiaj funkcjonuje Rosja i jej otoczenie, a mam na myśli Białoruś, mam na myśli Ukrainę oczywiście, mam na myśli także Kazachstan.

Gorąco zapraszam do słuchania, najlepiej z kawą lub herbatą, no najlepiej w kubku Spraw Wschodu, jeśli go macie, jeśli nie to piszcie, piszcie ciekawe maile, będę je z całą pewnością czytał.

No w te chłodne dni warto się w taki kubeczek pewnie zaopatrzyć.

U mnie za oknem dziś jedynie minus 10 stopni.

Zaczynamy od kortu, tu jest wszystko jasne.

Australian Open, porządek sportowy nas interesuje na wstępie.

Drogi Aryny Sabalenki z Białorusi, Eliny Svitoliny z Ukrainy i Eleny Rybakiny, która reprezentuje Kazachstan, realnie się przeciąły właśnie w Melbourne i to w decydujących momentach tego turnieju.

Aryna Sabalenka zagrała półfinał z Eliną Svitoliną, Ukrainką i wygrała to spotkanie w dwóch setach, narzucając tempo i siłę od pierwszej piłki.

Podczas czwartkowego pojedynku, to w ubiegłym tygodniu się działo, nie zabrakło jednak emocji.

Być może państwo, którzy śledzą...

Tenisowe zmagania to doskonale widzieli i znają tą sprawę.

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w czwartym gemie.

Sędzia przerwała jedną z wymian i przyznała punkt Ukraińce, wywołując tzw.

Tutaj właśnie okrzyki Aryny Sabalenki.

Podczas odpowiedzi w grze, no wydały się być dziwne, prowokujące, przeszkadzające w zasadzie.

I to zostało dostrzeżone.

Z pewnego rodzaju drugą taką sytuacją, która po tym meczu...

Zaistniała i oczywiście zwróciła uwagę wielu komentatorów i obserwatorów było to, że obie sportsmenki, zarówno Aryna Sabalenka jak i Elina Svitolina nie podały sobie rąk, uścisnęły jedynie rękę pani sędzi i

Na tym się rozeszły, do tego jeszcze wrócę.

No i jest jeszcze trzecia gwiazda, zwyciężczyni tego turnieju, Elena Rybakina, która awansowała do finału z drugiej połówki drabinki i zwyciężyła 31 stycznia w sobotę w starciu z Aryną Sabalenką.

To był rozegrany na pełnym dystansie mecz trzech setów i zakończono oczywiście właśnie zwycięstwem pani Rybakiny, która zachowała chłód i kontrolę

W najbardziej decydujących momentach tego meczu Aryna Sabalenka była zaskoczona.

Było to widać w różnych momentach, kiedy była pokazywana w trakcie i po turnieju.

Switolina i Rybakina w tym turnieju nie spotkały się bezpośrednio, no ale sportowy porządek wydaje się klarowny.

Na korcie Sabalenka była lepsza od Switoliny, a Rybakina lepsza od Sabalenki oczywiście.

No i właśnie na tym porządku można bezpiecznie oprzeć dalszą opowieść.

A ona polega na czym?

Kiedy zawodniczki schodzą z kortu i zaczynają mówić, ale kiedy my też zerkniemy na ich biografię, na ich kulturowe zaplecze i tło, z jakiego się wywodzą, no trudno się odciąć, zgodzą się państwo, od polityki, od tego, co dzieje się obecnie.

No i snop reflektorów, światła reflektorów przede wszystkim zwrócone są ku niezwykle wyrazistej, interesującej

Zabiegającej też bardzo intensywnie o uwagę medialną Aryny Sabalenki.

I ona, będąc Białorusinką, już kilka razy miała okazję do tego, żeby bardziej jednoznacznie albo w ogóle jednoznacznie wypowiedzieć się na temat tego, co się dzieje.

Z jej zasięgami internetowymi, z jej wpływem sportowym, z jej rozpoznawalnością naprawdę mogłaby tutaj bardzo dużo zrobić.

Mówi co prawda, że jest przeciwko wojnie, mówi, że jest za pokojem, ale to jest język ostrożności, swoistego odcięcia się od polityki.

No posłuchajmy, po co mówiła po meczu w Melbourne, odpowiadając na pytanie zreszzainteresowanych dziennikarzy, stwierdziła, mówiła to po angielsku, że nie ma nic w zasadzie do powiedzenia w tej sprawie, język spokojny, wygładzony, no bez wskazywania agresora w wojnie.

No jestem za pokojem.

Mówiłam o tym wiele razy wcześniej.

Oczywiście chcę spokoju.

Gdybym mogła coś zmienić, to zdecydowanie bym to zrobiła.

Poza tym nie mam nic więcej do powiedzenia.

W przypadku Aryny Sabalenki słyszeliśmy już to wcześniej, w 2023 roku w turnieju Roland Garros, niemal tym samym zdaniem, troszkę inaczej oczywiście je skonstruowała i może bardziej była taka podenerwowana tym pytaniem, mówiła, że nie chce się angażować w politykę, bo chce być tylko tenisistką, jest przeciwko wojnie, jeśli mogłaby coś zrobić, to by zrobiła, ale twierdzi, że nie może.

Posłuchajmy Aryny Sabalenki z roku 2023.

Jak Państwo słyszą, no jest to sprzeciw taki bezpieczny, a może nawet nie sprzeciw, tylko pewnego rodzaju wycofanie się.

Znamy to oczywiście z różnych przestrzeni, znaczy nie z różnych, no przede wszystkim z rosyjskiej przestrzeni kulturowej, ale też i z białoruskiej.

Przypomnę Państwu, że Aryna Sabalenka jest białorusinką, ma w domu, czyli w Białorusi jeszcze swoich bliskich.

Sama mówiła zresztą na konferencji, w którejś z rozmów, których ja odsłuchiwałem, a ostatnio nawet się aktywizowała medialnie po rosyjsku.

Mówiła, że odwiedzała babcię po turnieju w Nowym Jorku.

One zostały przez nią odwiedzone, więc no zapewne Aryna Sabalenka waży tutaj bardzo wiele różnych wartości i pewnego rodzaju no też takiego podejścia do tego, kim ona jest dla Białorusi i dla białoruskiego dyktatora, ale i dla rosyjskiego dyktatora w gruncie rzeczy, bo włada przecież językiem rosyjskim.

W tych swoich różnych wypowiedziach.

I pojawia się, zaraz to Państwu powiem, też w takich miejscach, które jako żywo mogłyby być lepiej przez nią wyselekcjonowane.

No bo jeśli ktoś twierdzi, że Sabalenka bezpiecznie chce się sprzeciwić, wycofać i zneutralizować swój pogląd na temat...

Wojny na tego co się dzieje teraz i na uczestnictwie też jej kraju w agresji przeciwko Ukrainie, no choćby przez to, że no akceptuje, bo on twierdzi, że akceptuje to, że Switolina nie podaje jej ręki, że Switolina uważa, że powinny białoruskie i rosyjskie ewentualnie tenisistki być wycofane z tych turniejów.

No to w przypadku już doboru miejsc, do których się Aryna Sabalenka udaje, to jednak wygląda to dosyć specyficznie.

Więc ten jej pozbawiony ryzyka i pozbawiony takiego, powiedziałbym, wejścia na ostro dystans do polityki, wydaje się, że został w pewnym sensie naruszony, bo jak sobie przeglądałem sieć, to Sabalenka pojawiła się w podcaście rapera Levana Gorozji.

To jest gruzińsko-rosyjski, można by rzec, raper, w tym sensie gruzińsko-rosyjski, że jego ojciec jest Gruzinem, a mama Rosjanką.

Bardzo ciekawa kariera, zresztą bardzo ciekawa twórczość.

W każdym razie Gorozja jest bardzo głęboko osadzony w rosyjskim pejzażu kultury wojny.

Do tego stopnia głęboko, drodzy słuchacze, że na wewnętrznej stronie palców prawej dłoni, przyglądałem się temu podczas oglądania jednego z podcastów z Gorozją, na wewnętrznej stronie...

Właśnie palców prawej dłoni widnieje tatuaż skracający bardzo znane słowa w rosyjskiej przestrzeni symbolicznej, kulturowej i politycznej SVO.

SVO, czyli Specjalna Wojenna Operacja.

Symbol jednoznaczny, bliski Gorozji, bo on o tym mówił bardzo wyraźnie, on teraz wspiera swoich przyjaciół, którzy walczą w okopach przeciwko Ukrainie.

Jego zdaniem oczywiście bronią ojczyzny.

Bliski, widoczny w rozmowie ten symbol był bardzo, bo on go celowo pokazał.

Zresztą link do tego wywiadu macie w opisie jak zwykle do odcinka.

Więc nie chodzi tutaj o to, że to jest jakiś gest oskarżenia, ale Gorozia Sabalenka tam u niego występuje.

Oczywiście słodzi swojemu idolowi też, bo zna jego twórczość.

Mówi tam po rosyjsku, więc też osadza się bardzo głęboko w ten właśnie

Rosyjskojęzyczny kontekst kulturowy no i no niestety nie buduje to wiarygodności dla jej wcześniejszych zastrzeżeń, że jest przeciwko wojnie albo że jest no, że wszystko by zrobiła, żeby tą wojnę zatrzymać.

Ma pani milion i jeden jeszcze sposób, żeby to zrobić.

Wciąż ta wojna niestety trwa i byłbym absolutnie jednym z najbardziej szczęśliwych ludzi, przynajmniej tu w Polsce, obserwując pani zawrotną i błyskotliwą karierę.

Jeśli mogłaby pani bardziej stanowczo zająć stanowisko.

Rozumiem, że to nie jest jeszcze ten czas i moment, za to pokazanie się z gorozją wydaje mi się co najmniej nieroztropne.

Ona przez całe życie mówiła też po rosyjsku, teraz mieszkając we Francji nie musi tego robić oczywiście.

Przyszła do języka ukraińskiego, jak wielu obywateli Ukrainy ostatnimi czasy, ale tutaj jest spójność, tutaj nie ma żadnej dwuznaczności.

Jeśli ona nie chce podawać ręki Arynie Sabalence, nie chce dłoni podać Arynie Sabalence, no to ma, stoi za nią pewnego rodzaju jasna koncepcja, jasny przekaz.

Łatwiej jej się oczywiście opowiedzieć, ona jest Ukrainką, jej tożsamość nie wymaga asekuracji, nie wymaga jakiegoś rodzaju kombinowania, chociaż pojawiają się bardzo różne przykłady, też odwrotne.

Myślę, że to jest temat na odrębny podcast, tak sobie pomyślałem w tym momencie, no na przykład Jołka znana być może Państwu niektórym

Artystka, piosenkarka, która już od dawna oczywiście pracuje w Moskwie, w Rosji, a jest pochodzenia ukraińskiego.

Ona przyjęła z kolei rosyjskie obywatelstwo, rosyjski paszport i to teraz w zasadzie, to się wydarzyło teraz, w tym momencie.

Czyli w lutym roku 2026.

Wracając do Sfitoliny, jej ojczyzna została napadnięta i jej postawa symboliczna, ktoś by chciał powiedzieć, nie kończy się na słowach.

Jest wsparcie finansowe z jej strony, jest działalność fundacyjna, pomoc dzieciom, projekty odbudowy.

Gesty jej na korcie, jeśli się nawet pojawiają, nie są performansem, ale przedłużeniem po prostu jej

Dla mnie to jest ultra ciekawa historia, w której się znalazły te trzy

Damy światowego tenisa, bo to są damy światowego tenisa, stanęły na czołówce rankingu i dla osób, które się interesują sportem ich symboliczna waga, ich siła przekazu jest absolutnie w tym momencie niepodważalna i można z tym było zrobić cokolwiek.

Przychodzę teraz do zwycięzczyni tego turnieju.

Jelena Rybakina, drodzy Państwo.

Jej biografia jest też bardzo ciekawa i odpowiedź będzie się ukrywała w tym właśnie jej zapleczu, z którego ona wyrosła.

Przyjęła obywatelstwo Kazachstanu jeszcze w odległym już, jakby się mogło wydawać, roku 2018.

I mówi tutaj, zresztą na wielu swoich konferencjach prasowych to powtarzała i chciałbym, żeby państwo tego posłuchali, że nie wie w zasadzie, gdzie by dzisiaj była, gdzie by się znalazła w swojej karierze, gdyby nie Kazachstan, gdyby nie Kazachstan podał jej w pewnym sensie pomocną dłoń.

Jelena Rybakina od 2018 roku trenuje i pracuje dla Kazachstanu, dla popularności Kazachstanu, jak sama powiedziała, jest też w pewnym sensie popularyzatorką tego sportu.

W Kazachstanie za to zwycięstwo Jeleny Rybakiny w rosyjskich mediach zostało przedstawione jako zwycięstwo Moskwiczki.

Rosjanie nie zapomnieli skąd przyjechała Jelena Rybakina do Aumaty.

Wiedzą doskonale, że jest Rosjanką, która zmieniła swoją sportową tożsamość, albo raczej na zaproszenie Kazachstanu zmieniła tożsamość.

Czy to było jedyną przesłanką?

Z takich powierzchownych, oficjalnych komunikatów wynika, że po prostu chodziło o pieniądze i pewnego rodzaju wsparcie, którego nie otrzymywała.

Tam jest jeszcze bardzo interesująca biografia ojca, biografia, albo raczej postać ojca Jędry Bakiny.

Rybki cesarzowej, jak się o niej mówi, Jelena Prykrasnej, a także taki ma pseudonim w Kazachstanie, chociaż mieszka w Dubaju, jak twierdzi, i cały czas w hotelach, no bo to jest jasne, to jest życie tenisistki topowej.

W każdym razie ojciec Jeleny Rybakiny to producent telewizyjny, pracujący dla sportowych kanałów, między innymi dla przetransformowanego w Match TV pod wodzą

I no tutaj były pewnego rodzaju nie, powiedziałbym nieporozumienia, przynajmniej tak delikatnie, oględnie mówiąc, z nowym szefostwem.

Producent Rybakin musiał się rozstać z tym kanałem i być może to w jakimś aspekcie zaważyło też na rozwoju kariery jego córki Jeleny.

Kazachstan przyszedł, powiedział dzień dobry, zapraszamy, trenuj z nami.

Nie jest to, drodzy słuchacze, którzy się interesują sportem, z całą pewnością doskonale rozumieją, nie jest to coś wyjątkowego zupełnie w świecie sportu, że zmienia się te barwy.

No za to w tym konkretnym wydarzeniu, jakim było Australian Open roku 2026 ze zwycięszczeniami

Rosyjskojęzycznymi tak to określę w zasadzie.

Jest to na pewno pretekst do tego, żeby trochę popatrzeć jak wygląda ten świat i jak bardzo można było dużo zrobić w przekazie medialnym.

I zgrabnie zrobić, jeśli tutaj między konkurentkami oczywiście na korcie mogłoby dojść do jakiegoś rodzaju porozumienia.

Nie oczekiwałbym oczywiście od Jeleny Rybakiny, która w Moskwie ma swoje życie ułożone na pewno, także jakichś gestów bardzo istotnie politycznych, chociaż już samo to, że gra dla Kazachstanu na pewno tym gestem jest.

Jeśli chodzi o tą drabinkę, jak państwo słyszą, to są tutaj trzy odpowiedzi, można by rzec, Sabalenka w takim symulowanym języku ostrożności, a w zasadzie wycofania się i z drugiej strony jednak z jakiegoś powodu przyjście do podcastu Luan, dla mnie to było jednak już pewnego rodzaju gestem dosyć jasnym.

Dowiedziałem się o tym, że Gorozja jest takim no dosyć zdecydowanym zwolennikiem wojny jesienią zeszłego roku, a te podcasty następowały po sobie, więc jestem absolutnie przekonany, że taka postać z takim teamem jak Aryna Sabalenka zdecydowanie mogła sobie dobrze

Kiedy jest osadzona w kontekście, no zdecydowanie traci, widać, że raczej nie chciałaby być przeciwna wojnie, a jeśli tylko może to gdzieś się chowa za bycie tenisistką zwykłą i nikim więcej.

Jeszcze raz powtórzę, z wielkimi budżetami, wielomilionowymi zasięgami.

Jelena Switryna, jasna tożsamość, a Rybakina, no cóż, biografia zamiast deklaracji sama o niej mówi, opowiada, no i też bardzo ciekawy, no pewnego rodzaju trik, którego tutaj się dopuścili jej bliscy z całą pewnością, żeby przenieść się do Kazachstanu i dalej wygrywać, dalej zarabiać.

Tenis nie usuwa wojny z kortu, to chciałem Państwu powiedzieć, dla mnie przynajmniej.

Przenosi ją trochę, mógłby dać tej wojnie też inne oblicze, jeśli by tutaj było jakieś porozumienie między konkurentkami.

Jak powiedziałem, jego nie ma, jego być nie mogło.

No więc właśnie, jeśli chodzi o porozumienie, to przejdźmy do następnego tematu.

Porozumieli się przedstawiciele Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

To już trochę sygnalizowałem, jak spotkaliśmy się w ubiegłym naszym tygodniu w wydaniu podcastowym z Magdą Paciorek.

Pamiętają Państwo, zapraszam do słuchania, wydanie 243, całe poświęcone Kaukazowi.

Bardzo to z Magdą lubimy, zagłębiać się w tą akurat przestrzeń.

Rosyjskiego języka także wciąż widocznie.

To jest dla nas też ciekawe, jak to bardzo się tam interesująco rozkłada.

Więc wtedy już sygnalizowałem o tym, że faktycznie powstaje już platforma.

Powstała, to był ten dzień w gruncie rzeczy, tydzień temu dokładnie, kiedy Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy ogłosiło skład Platformy Rosyjskich Sił Demokratycznych.

No nie państwo to jest, nie rząd na uchodźstwie, ale platforma, no coś pośredniego, coś co zaczyna się instytucjonalizować, konstytuować, forma pośrednia.

Nie opisana w podręcznikach dyplomacji, ale bardzo charakterystyczna dla czasu wojny.

Bardzo dużo też żartów oczywiście, jeśli chodzi o samo zgromadzenie Parlamentarnej Rady Europy.

Niektórzy bardziej złośliwi twierdzą, że to jest jedyny moment, w którym

W ogóle ktoś zainteresował się istnieniem tego gremium, kiedy rozpętała się w gruncie rzeczy dyskusja na temat składu tej rosyjskiej, no delegacji nie, ale no właśnie zespołu rosyjskiego, rosyjsko w zasadzie europejskiego, w którym można będzie omawiać sprawy, no to jest pytanie czyje?

Czy tylko i wyłącznie migracji, czy też tego co się dzieje w Rosji?

No i oczywiście za tym zawsze stoją politologiczne rozważania, jaki w ogóle

Wpływ, jaką egzekutywę ma w ręku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy?

No oczywiście masa nieformalnych.

Masa nieformalnych, drodzy słuchacze, na pewno to rozumiecie.

Ale nic takiego bardzo silnego i konkretnego, co mogłoby przynieść jakieś wyraziste zmiany.

Tak sądzę przynajmniej ja.

Przyglądając się temu procesowi.

Teraz jeśli chodzi o skład tej platformy.

Weszło do niej kilkanaście osób w sumie.

Mówię o rosyjskiej tylko częściej.

Przedstawicieli bardzo różnych tradycji rosyjskiej opozycji.

Spotkanie pierwsze miało część otwartą, symbolicznie krótką i później część zamkniętą, dosyć długą, roboczą, pozbawioną kamer.

Tam mowa była o tym też, że oni dostali praktycznie niczego oprócz samych siebie do dyspozycji i dachu nad głową.

Do porozumienia się wewnętrznego, mówimy o Rosjanach oczywiście, decyzja, aby zamknąć obrady przed mediami została uzasadniona potrzebą tzw.

bezpiecznej przestrzeni.

No i już tu pojawia się pierwszy paradoks, opozycja wobec systemu, która nadużywa tajności, zaczyna od spotkania za zamkniętymi drzwiami, to się niekoniecznie dobrze odebrało w rosyjskich mediach, w rosyjskim rozumieniu, mówię o mediach oczywiście antyreżimowych.

Z perspektywy instytucjonalnej wszystko wyglądało oczywiście poprawnie.

Ustalono tryb pracy, zasady głosowania, priorytety, pomoc więźniom politycznym, wsparcie antywojennych Rosjan, którzy znaleźli się w próżni prawnej, administracyjnej.

To jest takie palące dla wielu dzisiaj stamtąd emigrujących, uciekających.

No i próba zbudowania kanału komunikacji między Europą, a tymi, którzy odrzucili putinowską Rosję.

Czy to będzie budowanie alternatywnej Rosji na zewnątrz, poza Rosją, sąsiadującej?

Nie sądzę, ale warto obserwować to gremium i myślę, że jeszcze wiele informacji ze względu na jego istnienie będziemy mogli tutaj w podcaście czytamy po rosyjsku komentować.

No ale jak państwo rozumieją, to nie procedury przejdą do historii.

Jednym z najciekawszych wątków tego spotkania pierwszego było nazwanie grupy, która dotąd w zasadzie nie miała reprezentacji Rosjan występujących przeciwko wojnie.

Jak zauważono, jeśli ktoś wojny nie potępiał,

Zajmuje się nim rosyjskie MSZ, a jeśli ją potępił, w pozytywnym sensie nie zajmuje się nim nikt.

A problemy są bardzo konkretne.

Dokumenty, status prawny dzieci, paszporty, pełnomocnictwa, legalizacja pobytu.

To są troski codzienne emigracji.

No i to ważny moment, bo rosyjska opozycja próbuje przestać być obiektem moralnego współczucia, a chce zacząć funkcjonować jako podmiot rozwiązujący realne problemy.

Wiedza o Rosji, o skutkach sankcji, o propagandzie, o możliwych scenariuszach postputinowskiego tranzytu, to wszystko ma być wkładem, a nie pewnego rodzaju jakąś tutaj taką łaską z ich strony.

W tym sensie słowa jednego z członków tego gremium Gariego Kasparowa o historycznym wydarzeniu,

Mogły nie być przesadą.

Pewną emfazę Garry Kasparow zawsze reprezentuje, już o tym mówiłem tu w podcaście, więc nie chcę tego drążyć, ale to chyba nie jest przesada faktycznie.

To jest coś nowego na naszej scenie.

Europa, jak sam zauważył, zrozumiała, że wojna nie skończy się jutro, a antyputinowska Rosja przestaje być ideą, a zaczyna być problemem do instytucjonalnego zagospodarowania.

Tak on to widzi.

Czy tak wszyscy to widzą, którzy się razem z nim tam zebrali?

Strasburg nie był oczywiście soczewką jakiejś czystej zgody opozycji rosyjskiej, opozycji względem oczywiście reżimu putinowskiego, jeśli tak można o nich mówić, bo wciąż tutaj też jest debata komentatorów, czy w ogóle istnieje rosyjska opozycja, czy to są po prostu emigranci antyreżimowi.

Tutaj bardzo ciekawa jest to dyskusja, ale trochę bym powiedział raczej akademicka niż

Praktyczna.

O Akademii jeszcze będziemy dzisiaj rozmawiać.

Więc spory, które od lat toczą rosyjską opozycję, przeniosły się w nowe mury.

Dyskusja o tym, kto ma prawo reprezentować inną Rosję, czy budować wyraźną granicę, bazę tych, którzy zerwali z putinowską Rosją, jak chciałby Kasparow, czy raczej zachować łączność z tymi, którzy pozostali w kraju, nawet jeśli nie spełniają jednoznacznych takich kryteriów.

Jak argumentował jeden także z tego zespołu członków Olek Orłów.

No to nie jest spór techniczny, on jest sporem tożsamościowym tam wewnątrz tej struktury.

Czy ma być ekskluzywna i moralnie jednoznaczna, czy inkluzywna i politycznie niestety wtedy niejednoznaczna.

I czy w ogóle się będą mogli do głosu dobrać?

Oczywiście szczególnym momentem było też symboliczne wykluczenie strony ukraińskiej z dalszej części obrad.

Przedstawicielka Ukrainy w Radzie została poproszona o opuszczenie sali razem z dziennikarzami.

Ukraina wcześniej sprzeciwiała się samej idei platformy i proponowała włączenie do niej Rosjan walczących po stronie Ukrainy, czyli tych przywiezionych niejako z Ukrainy.

Chodziło o przedstawicieli formacji zbrojnych.

Ten postulat został odrzucony.

Platforma antywojenna powstaje bez udziału tych, którzy wojnę przeżywają bezpośrednio.

No to napięcie między potrzebą dialogu z Rosjanami a ukraińskim doświadczeniem agresji będzie za każdym razem w tej sprawie wracać.

I pytanie, czyj jest Krym?

Takie testowe pytanie na dzień dobry przy otwieraniu drzwi przez Rosjanina.

Bardzo niefajne i bardzo to też rzutuje chyba negatywnie na to, co ta grupa będzie mogła zrobić w przyszłości.

Władimir Karamurza został zapytany przez dziennikarkę o finansowanie swojej działalności, jego indywidualnej.

Gdy usłyszał, że reprezentuje redakcję SOTA ta dziennikarka, zareagował słowem, które właśnie natychmiast się dobrze sprzedało.

Na pewno nie powinno było tutaj zostać wymyślone, wynalezione i pokazane publicznie, wygłoszone przez akurat polityka tak szanowanego przez wielu także tutaj w Polsce komentatorów i polityków.

Abassota oznacza ni mniej, ni więcej jak

Czy obszczaniec, tak bym to określił?

Obszczaniec, obszczymur.

Obszczymur to nawet bardziej miękko, raczej obszczaniec.

Chodzi oczywiście o krytyczne odniesienie się do redakcji, której po prostu żywcem Władimir Karamurza nie lubi.

Oczywiście to jest prawo demokracji, ale czy Władimir Karamurza może sobie na to pozwolić?

Tutaj bym się na jego miejscu jakbym mu doradzał, a nie mam absolutnie takich ambicji ani uprawnień, żeby mu doradzać.

Za to wydaje mi się, że tutaj można było

Ten epizod jest brutalny, niewygodny, ale też niezwykle symboliczny, bo pokazuje jak krucha jest granica między wysokimi deklaracjami o prawach, demokracji, nowej Rosji, no tak to brzmi, a starymi plemiennymi odruchami, no i wojenkami wewnątrz emigracyjnej.

Antyrezimowej diaspory.

W jednym zdaniu Karamurza w gruncie rzeczy przekreślił starannie budowaną narrację o nowej jakości politycznej.

No nie dlatego, że źle to sformułował, ale po prostu nie umiał znieść tak postawionego pytania w przestrzeni publicznej i nerwy mu po prostu odmówiły posłuszeństwa.

Opozycja może się wydawać pewnego rodzaju lustrem Rosji, ale nie przecaniałbym, drodzy słuchacze, takiego podejścia, nie forsowałbym.

Strasburg jest pewnego rodzaju próbką.

To, co się dzieje w Strasburgu jest próbką rosyjskiej opozycji, ale nie jest absolutnie pełną reprezentacją.

Jest na pewno zdolna do myślenia instytucjonalnego w jakiejś części, ale też uwięziona, zakleszczona w swoich konfliktach, swoich też troskach, strapieniach, w bytowych, bardzo trudnych sytuacjach.

To, że oni tam są w parlamencie nie znaczy, że oni tak naprawdę mają za co żyć, mają jak się przemieszczać.

Nie dotyczy to na pewno wszystkich tutaj, których zaraz wymienię, ale myślę, że jakiejś grupy może.

Jeszcze na koniec tego wątku.

Główna część platformy, dziesięcioosobowa.

Natalia Arnault, urodzona w 1976 roku, założycielka i prezeska Free Russia Foundation.

Andrzej Wałna, to jest chirurg, publicysta i działacz społeczny, jeden z mniej znanych tutaj.

Członków tej platformy po stronie rosyjskiej.

Dmitry Gutkow, były deputowany dumy państwowej w latach 2011-2016, urodzony w 1980 roku.

Władimir Karamurza, o nim już chwilę temu powiedziałem.

Z kolei wiceprezes Free Russia Foundation, były więzień polityczny, to prawda.

Także tutaj taka trochę nadreprezentacja.

Zarzucano to właśnie platformie, a raczej Europejczykom, którzy skonstruowali taką właśnie strukturę, przecież nie sami.

No z jakiejś podpowiedzi, z jakiegoś lobby to wynikało.

Garry Kasparow, 63. rok urodzenia, były mistrz świata w szachach, współzałożyciel Forum Wolnej Rosji.

Co do tej postaci najmniej wątpliwości zgłasza diaspora rosyjska na świecie.

To jest wieloletni działacz memoriały urodzony w 1953 roku.

Zasłużony człowiek dla wolności o prawa człowieka.

Lubow Sobol, prawniczka, była liderka struktur Fundacji Walki z Korupcją, od których się teraz skrupulatnie odcina, ale wielu twierdzi, że w zasadzie po to tam jest, żeby trochę wniosła tej FBK do systemu, a jak państwo pamiętają, być może ci, którzy się lepiej tutaj w ten temat wgryzali, no to FBK, czyli Fundacja Walki z Korupcją Julii Nawalnej, dzisiaj dawniej Aleksia Nawalnego, oczywiście odcina się, odłącza się od tego

Gremium nie chce być z nimi kojarzona.

Jeszcze jedna ciekawa postać.

Charyzmatyczna, niezwykła w sumie.

Nadjeżdża to Łokonnikowa, urodzona w 1989 roku.

Członkini takiej grupy może ktoś pamięta.

Te panie wystąpiły w cerkwi, bodajże w Chramie Chrystusa Zbawiciela w Moskwie z takim protest songiem, byśmy to określili, obrazoburczym niezwykle swego czasu.

Wygooglują sobie to państwo na pewno, a na ustach taką pieśń niosły Bogurodzico, przegoń Putina.

To było bardzo dawno temu i jak słyszymy, jak wiemy, nie zrealizowała się ta modlitwa specyficzna.

Tutaj mogliby państwo szukając w internecie natknąć się na bardzo ekstrawaganckie, to jest mało powiedziane, nawet bym powiedział kontrowersyjne,

Jej zachowania, fotografie zostawmy.

Jest ona na pewno też zasłużoną bojowniczką o coś, co nazwalibyśmy wolnością słowa w Rosji, to niewątpliwie.

Mark Feigin, były adwokat i były deputowany dumy państwowej, bardzo dawno deputowany.

No tutaj też wiele wątpliwości i z jednej strony to jest albo czarne, albo białe jeśli chodzi o Chodorkowskiego, albo ukochany, albo znienawidzony.

Były współwłaścicieli UKOS-u, na pewno były więzień polityczny, na pewno bardzo chętnie stymulujący różnego rodzaju działania polityczne.

Teraz na zewnątrz Rosji oczywiście, w emigracji.

No i jest jeszcze ta grupa przedstawicieli rdzennych narodów Rosji, piątka.

Rusłan Kutajew, tutaj jest to reprezentant Czeczenii, czeczeński aktywista, były wicepremier tej republiki.

Jekaterina Kuzniecowa, artystka, założycielka domu Ingri w Narwie, czyli w Estonii.

Vasily Matyanov, Batuaj, założyciel ruchu Azjaci Rosji, Lana Pyłajewa, ekspertka do spraw rdzennych narodów i założycielka ComiDaily, takiego medium oraz Paweł Sulianzyga, udegejski aktywista, twórca Międzynarodowego Komitetu Rdzennych Narodów.

A teraz jest sesja, jest sesja przynajmniej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Więc pomyślałem sobie, że zerknę, co o życiu uczelnianym w Rosji piszą media tamtejsze i otwieram sobie Čerta Media.

Bardzo ciekawe właśnie takie mikromedium.

Artykuł z 26 stycznia.

Nie zdałeś sesji, no to do ręki drona i na front.

Czyli jak rosyjskie uczelnie wciągają studentów w wojnę.

W Rosji pojawił się nowy, cynicznie prosty oczywiście sposób rozwiązywania problemów akademickich zamiast poprawki, no studenckich problemów byśmy powiedzieli, zamiast poprawki kontrakt z wojskiem.

Studentom zagrożonym przede wszystkim skreśleniem z listy uczelnianych studentów proponuje się dziś alternatywę, czyli roczną służbę jako na przykład operator drona w wojskach bezzałogowych tak zwanych.

W zamian oczywiście jest obietnica powrotu na studia, wysokie garze i zapewnienie, że front dla nich pozostanie bezpiecznie daleko.

Co jakkolwiek to brzmi oczywiście.

No tak przynajmniej brzmi ta oferta.

Jednak według ustaleń projektu Čerta Media jest to po prostu nowa forma werbunku na wojnę prowadzona przy aktywnym udziale rosyjskich uczelni wyższych.

Nie peryferyjnych nawet, lecz bardziej prestiżowych niż nam by się zdawało, nawet najbardziej prestiżowych instytucji edukacyjnych w Rosji.

Jak Państwo się domyślają, można to doskonale ustawić poprzez...

Odpowiedni odsiew grup studenckich w porozumieniu z poszczególnymi wykładowcami.

Wyobrażam sobie też to ze względu na pewnego rodzaju doświadczenie, które mam w pracy na uczelni.

Nie to, żeby coś takiego się działo, to żeby było jasne.

Absolutnie nic z tych rzeczy, w mojej przynajmniej.

Przestrzeni.

Za to różne rzeczy już też mogłem we współpracy choćby z naszymi partnerami z Rosji słyszeć.

Więc ta oferta tutaj, którą się składa tym właśnie studentom wydaje mi się bardzo realna jak się na nią popatrzy choćby przez to co podaje Čerta.

Trzy dni na decyzję.

W grudniu roku 2025 przedstawiciel Wojskowego Centrum Szkoleniowego Moskiewskiego Instytutu Fizyki i Technologii, czyli MFTI

Zwrócił się do studentów, którzy nie zaliczyli sesji.

Zaproponował im po prostu użyteczne rozwiązanie, akademicki urlop, dziekanka połączony z kontraktem z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej.

Spotkania promujące specjalny kontrakt zorganizowano także w Białgorodzkim Państwowym Uniwersytecie Technologicznym.

Imienia Szuchowa, BGTU, uczelni położonej w regionie bezpośrednio graniczącym z Ukrainą.

Reklamy tej oferty zaczęły pojawiać się również w oficjalnej aplikacji Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu Technicznego imienia Mikołaja Baumana.

Czyli Bauman tradycyjny, jednej z kluczowych uczelni inżynieryjnych Rosji, historycznie związanej oczywiście też z przemysłem obronnym.

Najdalej poszła administracja Narodowego Uniwersytetu Badawczego, Wyższa Szkoła Ekonomii, czyli WŚE, do standardowego pisma o planowanym skreśleniu ze studiów, z listy studentów w zasadzie, polecono obowiązkowo dołączyć informacje o alternatywie.

Czyli możliwość podpisania kontraktu wojskowego.

Student wówczas otrzymuje trzy dni na decyzję, a w tym czasie procedura relegacji zostaje zawieszona, wstrzymana.

No więc dron zamiast indeksu.

Warunki przedstawiane studentom są niemal identyczne.

Kontrakt jest na jeden rok, bierzesz urlop dziekański, wynagrodzenie jest jak u żołnierzy kontraktowych, służba wyłącznie w wojskach bezzałogowych systemów, no i obietnica powrotu na studia po zakończeniu kontraktu.

Chciałoby się rzec, jeśli przeżyjesz.

Ministerstwo Obrony otwarcie przyznaje, że prowadzi pilny nabór do wojsk bezzałogowych.

Rekrutowani są nie tylko wojskowi, lecz także cywilni operatorzy dronów, informatycy, elektronicy, radiotechnicy, a nawet fotografowie i filmowcy, którzy wcześniej używali dronów do celów komercyjnych.

Naturalna rzecz.

Jeśli państwo mają coś do czynienia z dronami, to wojsko może po was się zgłosić.

No przynajmniej tak jest w Rosji.

Specjalny kontrakt, który tak naprawdę nie istnieje, no wygląda tak, że prawnicy wojskowi, organizacje antywojenne podkreślają to i mówią tak.

W rosyjskim prawie nie ma czegoś takiego jak specjalny kontrakt, który gwarantowałby możliwość odejścia ze służby po roku.

W praktyce student podpisuje zwykły kontrakt z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej, taki sam jak tysiące innych żołnierzy, którzy mimo upływu czasu pozostają w armii, no choćby z powodu obowiązującego dekretu mobilizacyjnego Władimira Władimirowicza Putina.

Zdaniem prawników po roku służby student usłyszy, że kontrakt został automatycznie przedłużony do odwołania mobilizacji i indeksu nie otrzyma.

Uczelnie nie ponoszą oczywiście za to żadnej odpowiedzialności prawnej, oszukują swoich studentów najprawdopodobniej, no a edukacja pozostaje po prostu kolejnym narzędziem do prowadzenia wojny, bo po raz pierwszy na taką skalę system szkolnictwa wyższego, bo to podkreślmy, to chodzi o uniwersytety.

Został włączony w państwowy mechanizm werbunkowy.

W wewnętrznych instrukcjach Ministerstwo Obrony zaleca uczelniom prowadzenie agitacji, również oczywiście wśród kobiet, oraz raportowanie realizacji planów rekrutacyjnych.

To już nie są jednostkowe przypadki.

To systemowe wykorzystywanie strachu przed relegacją, presji administracyjnej i niepewności młodych ludzi, by zasilić armię w czasie wojny.

W Rosji coraz częściej nie pyta się studentów czy chcą walczyć, pyta się tylko czy zdali sesję.

A jeśli nie, dron już czeka.

No więc jest to odpowiedź o tym jak porażka akademicka, porażka studencka zostaje zmieniona w punkt wejścia do armii.

Jak system edukacji przestaje pełnić funkcję ochronną, a zaczyna działać jak filtr mobilizacyjny.

Student nie jest oczywiście jeszcze przymuszany, ale dostaje tak zwaną alternatywę w cudzysłowie.

No i zdecydowane, i zgodzicie się do tego, jeśli słuchają mnie moi studenci, to rozumiecie co mówię, nierównowagi sił.

Gdzie jest wykładowca, gdzie jest student?

No i właśnie w tym miejscu warto jeszcze zrobić krok dalej, żeby studentów też troszeczkę uspokoić może, chociaż nie widzę tutaj żadnych argumentów do uspokajania, raczej chciałbym powiedzieć coś innego, bo w Rosji jeszcze jeden element jest pod nadzorem służb, a dokładnie FSB i specjalnego portalu gosusługi, ale stworzonego dla monitorowania badań naukowych, czyli właśnie wykładowców.

Tu z kolei powołuje się na tekst takiego publikatora fenomenalnego, zresztą bardzo zawsze precyzyjnie opisującego życie badawcze, życie naukowe Rosji, T-Invariant, który pokazuje drugą, mniej widoczną, ale kluczową warstwę dokładnie tego samego procesu, czyli systemowego podporządkowania badań naukowych, logice bezpieczeństwa państwa, w gruncie rzeczy wojnie.

Chodzi o projekt zmian w ustawie o nauce i Państwowej Polityce Naukowo-Technicznej, który wprowadza obowiązek cyfrowego raportowania wszystkich planowanych badań naukowych i kontraktów międzynarodowych do Państwowej Bazy Jegisu Njoktr.

Jedyna ja, государstwienna informacjonna ja, systema uciota rezultatow nauczno-i-sledowatelskich, apytno-konstruktorskich i technologickich robot grażdanskowo-naznacienia.

Przepraszam Państwa, to

Taki jest tytuł, mówiąc krótko, specjalna wspólna baza informacyjna, która zbiera rezultaty badań i wyników tych badań dla celów cywilnych, mówiąc bardzo skrótowo.

W tej bazie FSB ma otrzymać własny, osobny pokoik taki, cyfrowy, formalny, instytucjonalny dostęp, innym językiem mówiąc, do danych o cywilnych projektach badawczych w całym kraju.

Kluczowa zmiana polega na tym, że kontrola staje się

Prewencyjna, czyli przed, a nie po fakcie, nie po publikacji.

Zanim badania się rozpoczną, zanim zostanie wysłany artykuł na przykład, zanim pojawi się zakraniczny partner do badań, o ile się w ogóle może pojawić, to już FSB widzi, co się dzieje, ma to naniesione i może na przykład zablokować badaczowi, naukowcowi, wykładowcy czyjemuś właśnie jakiekolwiek działania, które mogą prowadzić do rozwoju nauki.

W praktyce oznacza to, że każda współpraca z cudzoziemcem, nawet bez finansowania, może zostać uznana za potencjalnie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

No a jak zauważają rozmówcy T-Invariant, w skrajnym wariancie każda publikacja w zagranicznym czasopiśmie może też zostać potraktowana jako przekazanie informacji obcemu państwu, czyli tak naprawdę protokół i paragraf z miejsca dla naukowców.

Paradoksalnie część środowiska naukowego reaguje na ten projekt z ulgą jednak.

Po latach procesów o zdradę, ujawnianie tajemnic, mimo formalnych zgód komisji eksperckich pojawia się nadzieja, że jawna kontrola zastąpi arbitralne represje.

Lepiej by projekt został zablokowany zawczasu, niż by naukowiec trafił do aresztu po fakcie.

No refleksje, że na przykład FSB nie ma zasobów ani kompetencji, by realnie analizować ogromną liczbę projektów badawczych.

Nowy system daje, znaczy no nie chodzi o to, żeby, no brakuje kontrolerów, brakuje kompetencji, no wszystkiego tego brakuje, co jest istotą badania, ale nowy system daje

Pełny wgląd w dane, bez realnego przejęcia odpowiedzialności, a to z kolei tworzy, bo o to tutaj przecież chodzi, to tworzy idealne warunki do selektywnej presji, filtrowania nielojalnych i pogłębiania samocenzury.

Zakładamy zatem istnienie takiego naukowcy, naukowca, badacza A w miejscowości Jekaterinburg, w miejscowości Sankt Petersburg, w miejscowości Krasnoyarsk,

Który na przykład gdzieś coś chlapnął, powiedział jakiś żart, dowcip, albo napisał w sieci społecznościowej, nawet tej legalnie w Rosji istniejącej, czyli nie jest to Instagram, nie jest to żaden czat w Whatsappie, nie będzie to YouTube, niech to będzie w kontakcie albo coś podobnego, no i coś tam napisze takiego, że nie będzie to specjalnie dobrze brzmiało,

Nie będzie jeszcze dyskredytacją armii, żeby państwo to rozumieli, ale już będzie podejrzane.

No to wtedy FSB sprawdza go sobie w tym pokoiku.

W bazie badań otwierają mu tam wszystko i patrzą, a otworzył tutaj, chciał sobie publikować, no to już sobie nie opublikuje.

Będzie zatrzymany, a jak się nie podporządkuje, nie ukorzy, no to w ogóle wyleci.

Efekty są, myślę, do przewidzenia.

Na pewno już to sami Rosjanie widzą, że będzie to gwałtowny spadek międzynarodowych publikacji, no to to już wejście w tą strukturę jest dzisiaj praktycznie

Przez tak zwane umaucianie, czyli domyślnie zamknięte.

Ta droga jest zamknięta.

Chyba, że są to badacze BRICS.

To też jest bardzo ciekawe, jak to się zmienia.

No i rezygnacja z kontaktów zagranicznych na wszelki wypadek od razu.

No tutaj wszelki wypadek to jest codziennie.

Dalsza prowincjonalizacja rosyjskiej nauki?

Zobaczymy, jak ta nauka w ogóle przetrwa, w jakiej ona postaci będzie funkcjonowała.

Czy ona już się po części nie wyniosła do krajów o większej swobodzie intelektualnej?

Czy ci najlepsi już nie opuścili, nie wyprane zostały mózgi Rosji?

Na razie trudno to ocenić.

Trzeba by mieć bardzo szeroką perspektywę.

Ja myślę, że takie analizy będą też powstawały.

Także nadzór jest, jest mobilizacja.

Tak to funkcjonalnie będzie wyglądało.

Drodzy Państwo, bardzo serdecznie dziękuję za uwagę.

Dzisiaj poświęciliśmy trochę czasu.

Bardzo różnym kwestiom, od tenisa ziemnego przeszliśmy się przez nową platformę porozumienia z Rosjanami, trochę więcej uwagi temu gremium poświęciliśmy, no i wreszcie życie uniwersytetów rosyjskich, od studentów poprzez badaczy.

Bardzo mi było miło.

Myślę, że jeśli Państwo są na feriach, są gdzieś jeszcze w jakiś wypoczynkowych warunkach, to warto sobie również doczytać pewne kwestie.

Jak zwykle wszystkie te teksty, te treści, do których się odwołujemy tutaj w podcaście, do których ja się dzisiaj odwoływałem, są linki do nich umieszczone w opisie do odcinka.

Przypominam także,

Jednocześnie, że istnieje taka strona internetowa, która nazywa się sprawywschodu.online i tam mogą Państwo mieć dostęp do wszystkich, absolutnie wszystkich wcześniejszych wydań podcastu Czytamy po rosyjsku.

Także tego, o którym mówiłem dzisiaj, powoływałem się na nasze spotkanie z Magdaleną Paciorek.

No i myślę, że będziemy szykować dla Państwa nowe, ciekawe, różne wydania.

Czytamy?

No właśnie, czy czytamy po rosyjsku?

No zobaczymy.

Jeśli tylko będziecie mieli poczucie, że warto nas wspierać, to ja jak najbardziej jestem za.

Tak jak powiedziałem na wstępie, skarbonka.

Bycofitu oraz profil Patronite są otwarte, dostępne, będziemy bardzo, bardzo zobowiązani.

Serdecznie się z Państwem żegnam, ciepło się żegnam w te chłodne dni i do usłyszenia, mówił Bartosz Gołąbek.

0:00
0:00