Mentionsy
Wszystko już napisano
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.
Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]
Karolina Lewestam
Szukaj w treści odcinka
Karolina Lewestam.
Rozmowy z K. Wszystko już napisano.
Czytają Agata Turkot i Magdalena Celmer.
Droga K.
Nowości w księgarniach jest więcej niż kiedykolwiek.
Platforma Wattpad pęka w serwerowych szwach, nie wspominając nawet o serwisach informacyjnych, które przy każdym odświeżeniu potrafią nam wypluć coś nowego.
Można czytać cały dzień i być głupszym niż przed lekturą.
Mrozi mnie za każdym razem, jak pomyślę o miliardach gigabajtów informacji generowanych każdego dnia.
Jest to ilość nie do przetworzenia, nie do ogarnięcia, przerażająca jak kosmiczna czarna dziura.
Czy przyszłe pokolenia w tym morzu dziadostwa odnajdą te pojedyncze, sensowne materiały?
Chciałabym kiedyś napisać coś własnego, a jestem przerażona, że będzie to tak niskiej jakości, że tylko dorzucę do tej sterty kolejny, nic nieznaczący tekst.
Może przesadzam i jestem w trybie kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów, a może na wszelki wypadek musicie stworzyć kapsułę czasu z numerami pisma, żeby ocalić naszą reputację.
K.
Droga K. Oj, niedobrze.
Twój list stawia ważne pytanie, a zarazem zawiera też komplement dla pisma.
Ale my, jedna K i druga K, wiemy, jak jest naprawdę, czyż nie?
Bo słów jest, jak słusznie zauważasz, za dużo.
Słowa są jak deszcz, który metodycznie wsiąka w nasze ubrania.
Niby każda kropla jest maleńka, każda jest tylko drobinką znaczenia, ale płaszcz robi się coraz cięższy, głowa jest coraz cięższa.
Słowa są jak mrówki, które nas obłażą, jak komary, które wysysają z nas uwagę, uważność, moc.
Każdy pragnie wsadzić nam w ucho słowo, a przed oczy litery.
Nawet metrem nie można się przejechać, żeby nie zahaczać wzrokiem o słowa.
Najlepsza kawa w mieście, wpłać na loty balonem, na święta tylko zupki Knorr.
Ekran pluje na nas słowami.
To tylko słowa, ale tak jak dla psów Pawłowa dzwonek nie był dzwonkiem, lecz jedzeniem, tak dla nas słowa są światami.
Nie potrafimy się nie ślinić, kiedy je nam pokazują.
I tak było jeszcze do niedawna.
Bo wystarczy szepnąć słowa do dużych modeli językowych, które uczą się składania słów, przeglądając miliardy słów, a one wyczarowują legiony słów, potopy słów i to słów, których przecież nikt nie mówi.
Nie ma już Pawłowa, który dzwoni dzwonkiem.
Dzwonki rozdzwoniły się same.
Nikt nie wypełni misji takich słów.
Nikt nie poda nam misek jedzenia, które obiecują zawieszone w pustej przestrzeni słowa, narodzone bez poruszeń mięśnia języka, niepokalanie poczęte słowa.
Droga K., ja też, tak jak ty, myślałam, że w obliczu takiego nadmiaru nie mogę już produkować słów.
Ty się bałaś, że twoje słowa będą jak reklamówka, którą z wysiłkiem dowieziesz łódką do pacyficznej plamy śmieci.
Ja czułam, że ów potop mnie zgniata, że z własną reklamówką czy bez ja w tej plamie śmieci bezustannie tonę i nie mogę się z niej wydostać.
Przyszła do mnie, kiedy zaczęłam czytać nową książkę Andrzeja Ledera.
Ekonomia to stan umysłu.
Leder pisze, że zamiast myśleć o ekonomii jako o nauce zarządzania ograniczonymi zasobami, trzeba traktować ją jako sztukę zarządzania nadmiarem.
Że nie tylko ekonomia, ale właściwie całe ludzkie życie to przecież od zawsze nic innego jak zarządzanie nadmiarem.
Od czasu, gdy pierwszy raz otworzą się oczy noworodka, uderza w nie nieskończoność bodźców, którymi jego biedny mózg musi zarządzić.
Nastroić odpowiednie soczewki, żeby widzieć tylko to, co widzieć warto.
Możesz mi mówić, że są ludzie ubodzy, którzy nie zarządzają żadnymi nadmiarami.
Chcą bowiem zjeść chleb, a nie zatańczyć, wyrecytować Rilkego, świadomie oddychać, wyruszyć w nieznane, umrzeć z wyziębienia, udawać, że dziergają rydźwidelcem w parapecie.
Wszystkiego na świecie jest za dużo.
Wszystkiego jest za dużo w umyśle.
A jednak jesteśmy stworzeni, żeby sobie z tym poradzić.
Musimy być ekspertami w budowaniu tam.
Dlatego piszka, jakby świat nie był śmietniskiem zapomnianych słów.
I pisz tak dobrze, żeby Twoje słowa dostawały glejty na przekroczenie każdych murów granicznych.
I te dwa listy spotykają się ze sobą i podają sobie ręce, nie widząc wokół siebie pacyficznej plamy śmieci.
W takich chwilach plamy nie ma.
Jesteśmy tylko Ty i ja.
Felieton ukazał się w 85. numerze miesięcznika pismo Magazyn Opinii.
Czytały Agata Turkot i Magdalena Celmer.
Czytaj i słuchaj innych materiałów autorki tego tekstu na stronie magazynpismo.pl.
Materiał zrealizowany we współpracy z Audioteką.
Ostatnie odcinki
-
Christelle Oyiri. Szukając wytchnienia w ciągły...
27.01.2026 16:07
-
List od K.
22.01.2026 15:57
-
Premiera Pisma. Czy medycyna estetyczna wyklucz...
21.01.2026 12:39
-
Ottessa Moshfegh. Stop hierarchii doświadczeń
15.01.2026 09:36
-
Mała troska
08.01.2026 10:16
-
Wiersz na do widzenia
29.12.2025 08:00
-
Susan Seidelman. Jak odnalazłam Susan?
23.12.2025 11:33
-
Ella Eyre. Dokładnie taka, jaka jestem
22.12.2025 14:00
-
À propos relacji rodzinnych
18.12.2025 15:21
-
O śmierci internetu i technologicznych symetrys...
11.12.2025 14:09