Mentionsy

Pismo do słuchania
05.08.2025 16:00

O pisaniu

Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.


Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]

Karolina Lewestam

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 46 wyników dla "Rozmowy z"

Pismo Magazyn Opinii

Rozmowy z K. O pisaniu.

Czyta Maciej Więckowski.

Zwykle marzenia dodają człowiekowi skrzydeł.

Pomagają mu oderwać się od rzeczywistości, złapać świeżą perspektywę i poczuć nadzieję na lepsze jutro.

Czuję, że moje marzenie zamiast mnie podnieść, jeszcze bardziej przyszpiliło mnie do ziemi, a nawet przeraziło.

Nie czuję, że jestem dobra w wielu rzeczach, jednak przez lata miałam przeczucie, że pisanie może być tym czymś dla mnie.

Z tym, że gdy za każdym razem przychodziło do faktycznego napisania czegoś, powstawała z tego jedynie pusta kartka i godziny stresu.

Byłam ambitnym dzieckiem i jestem jeszcze ambitniejszym dorosłym, jednak dążenie do niedookreślonego, lecz postawionego na złotym piedestale w moim umyśle ideału, związanego bezpośrednio z pisaniem, sprawiło, że przez wiele lat zrobiłam wielkie nic.

a raczej nic, co sama bym uznała za godne mojego marzenia, by żyć z pisania i osiągnąć coś w tym kierunku.

Ostatnio przybliżyłam się o mały krok do celu.

Udało mi się przejść na kolejny etap rekrutacji na wymarzone studia pisarskie.

Nie chcę jednak, by po raz kolejny mój stres i poszukiwanie perfekcji sprawiły, że kolejny raz wyjdzie wielkie nic, a ja pozostanę w status quo, przygnieciona kolejną porażką.

Jak odpuścić poczucie winy, zacząć pisać i czuć się z tym dobrze?

Chciałabym, żeby ktoś mi kiedyś wyjaśnił, co takiego jest w pisaniu, że tak męczy ludzi.

Nie pytam w sposób protekcjonalny, z pozycji kogoś, kto nie ma problemu z pisaniem, kto uważa, że po prostu trzeba usiąść i pisać.

Nie, wręcz przeciwnie.

Pytam, bo sama chciałabym wreszcie zrozumieć swoje popaprane przygody, których imię jest milion.

Chcę zrozumieć tę dziewczynę, mnie, która od dziecka chciała pisać, pisać, pisać, ale zawsze traktowała tę czynność z tak bałwochwalczym szacunkiem, że bała się wyjąć z szuflady zapisywane cichcem pliki kartek i komukolwiek pokazać.

która wierzyła, że wszystko co robi, każda jej praca i zajęcie są tylko pobocznym hobby, bo jej prawdziwa tożsamość spełnić się może wyłącznie w pisaniu, która pisząc jednocześnie przeżywała najlepsze i najgorsze chwile swojego życia i snuła marzenia o pisarskiej wielkości na zmianę z koszmarami o ostatecznej demaskacji, która nastąpi przez jakiś nieopatrznie pokazany komuś tekst.

O co tu chodzi?

Czemu taka masa sensownych i rozgarniętych osób żyje w przeświadczeniu, że pisanie jest czynnością magiczną, która je zbawi, a przynajmniej ustanowi?

I czemu tak wiele osób to pisarze niepiszący, którzy chcą pisać, ale nie mogą, muszą, ale nie dają rady, pragną, ale się boją?

Przecież nie ma stolarzy, którzy bardzo chcą robić w drewnie, ale niestety się boją, że im nie wyjdzie.

W związku z tym trzymają piłę i tokarkę na dole tej słynnej szafy na akta, stojącej w nieużywanym klozecie, na drzwiach którego napis ostrzega Uwaga zły Leopard.

Nie ma też chirurgów, którzy nie dostąpili zaszczytu uczęszczania na akademię medyczną, ani rozparcelowywania nieboszczyka w prosektorium i zarabiają na życie jako wychowawcy w świetlicy, ale są całkowicie i niewzruszenie przekonani, że gdyby tylko dostali szansę, gdyby ktoś im dał skalpel, to zapanowałaby harmonia między ich duszą a światem.

Nie ma też przedsiębiorców, których powołaniem jest wcielanie w życie ideałów przedsiębiorczości, ale jakoś nie mogą się do tego zebrać od wielu długich lat i zamiast tego piszą wiersze ku chwale socjalizmu.

Co więcej, nawet wśród zawodów artystycznych pisarze są dość wyjątkowi, bo przecież czy można czuć głęboko w duszy, że się jest aktorem, ale od dziecka bać się wyjść na scenę, nawet w celu wyrecytowania wiersza o kaczuszce?

Można za sceną tęsknić, wyobrażać sobie, że się na niej występuje.

Można snuć marzenia o byciu Julią czy inną Ofelią, ale bez jakiegoś modikum zewnętrznej walidacji, czy choćby kilku nieudanych prób, nikt nie będzie po mieście opowiadał, że tak naprawdę je suis une actrice.

Pisarzy zaś bez książek, a jeszcze częściej bez wydanych książek, jest wśród nas bez liku.

Wiem, bo długo byłam jednym z nich.

Byłam pisarką i zarazem oczywiście biczowałam się, że tak naprawdę to nią nie jestem, ale wciąż nią byłam, bo chciałam być i nie byłam, bo nie zasługiwałam na bycie.

Pochlebia mi, że piszesz do mnie z pytaniem, jak odpuścić poczucie winy, zacząć pisać i czuć się z tym dobrze.

Ale niestety, jest to równie celnie dobrany adres, jak wysyłanie listy upragnionych prezentów świątecznych do Żyrafy Pietruszki z warszawskiego zoo.

Muszę cię więc odesłać najlepiej do pisarzy, którzy od dawna rozumieją, że pisanie to po prostu pisanie, ani więcej, ani mniej.

A jak pisanie wychodzi źle i brzydko, to trzeba pisać znowu i ćwiczyć pisanie za pomocą pisania.

A jeśli nadal nie idzie, to pisać należy przestać i zająć się szefstwem, aktorstwem, stolarką czy wychowywaniem młodzieży.

Innymi słowy odsyłam cię do Stephena Kinga i najwspanialszej książki instruktażowej o pisaniu, jaką jakikolwiek pisarz napisał, a nazywa się ona Jak pisać pamiętnik rzemieślnika.

Polecam ci ją serdecznie z samego dna piekła, jakim jest kończenie książki.

Czy to ma sens?

Czy ja jestem pisarką?

Czy mogę nią być?

Odpowiedz.

Tekst ukazał się w 89. numerze miesięcznika pismo Magazyn Opinii.

Czytał Maciej Więckowski.