Mentionsy

Pismo do słuchania
05.08.2025 16:00

Bagno nostalgii

Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.


Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]

Karolina Lewestam

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 61 wyników dla "K"

Magazyn Opinii Karolina Lewestam Rozmowy z K Bagno nostalgii Czytają Karolina Lewestam i Maciej Więckowski Droga K

Wystarczy dzień w przestrzeniach osiedla, gdzie zamoczone jest mieszkanie, w którym dorastałem, bym zaczął odczuwać obezwładniającą nostalgię.

Lokuje się ona zazwyczaj w podbrzuszu i uciska, jakby nagromadzenie wspomnień było sprzężone z pamięcią młodzieńczej frustracji seksualnej.

Myślę o tych, z którymi siedziałem na ławkach, pomalowanych na butelkową zieleń.

Teraz, po sześciu latach od wyjazdu do innego miasta, widzę jak my wszyscy, nastolatkowie pływający w tym samym jeziorze, odbijaliśmy się od kolejnych rzucanych nam w wodę śmieci.

które teraz nazywam traumami.

Mnie się udało jakoś to przeżyć.

Dbam o swoich bliskich.

Kiedyś jednak usłyszałem słowa, nie wiem naprawdę, jak odbiłeś się od tego dna.

Błądziliśmy jak kijanki.

Niektórzy nie przeżyli, inni trafili do więzień, a ławki straciły swój butelkowy blask przez wiele butelek zostawionych pod ich deskami.

Dziś to tylko widmo, które stale gdzieś powraca.

W snach, zapachach, kształtach.

Jak młodzieńczy popęd, który kłuje pod brzusze.

Czy może pogodzić się z tym, że jedyne, co te tereny zamoknięte robią, to ściągają mi buty z kostek?

Twój K. Drogi K.,

Nie będzie drugiej szansy, żeby przeżyć te lata grając w kosza z kumplami i umawiając się z ładnymi, miłymi dziewczynami, których ojcowie patrzą na ciebie badawczo, ale jednak z uznaniem.

Nie będziesz już mógł być beztroskim chłopakiem, którego buntem są przydługie włosy i złoty kolczyk w uchu, w jego plecaku komiksy i buszujący w zbożu salingera.

Nie będziesz miał okazji grać na basie w szkolnym zespole.

Nie zbierzesz ekipy na pierwszy samodzielny wyjazd w góry z plecakiem, podczas którego przeżyjesz swój piękny i czuły pierwszy raz.

A potem o świcie dnia następnego, zamiast wchodzić na śnieżkę, będziesz tam leciał na skrzydłach.

Tak nie może być, że musiało tak być.

Ale jednak tak jest.

Mój drogi K., pytasz mnie o to, czy budować coś na zgliszczach.

Ale czuję, że tak najbardziej ze wszystkiego potrzeba ci żałoby.

Żałoby po nieistniejącym tobie, po wyśnionym mieście pełnym dobra i błyszczących zielonych ławek.

Mogłeś mieszkać na łące, a mieszkałeś na bagnie.

I ten fakt jest jak wrośnięta w skórę drzazga.

Taka jest prawda.

Ale nie da się o tym spokojnie myśleć.

Nie potrafimy się przyznać, że stworzył nas głupi przypadek i kształtuje nas sęk po sęku, obrastająca nas kolejnymi warstwami kory nasza historia.

Wystarczy się nad tym zastanowić, a od razu buntuje się umysł, który kultura wytresowała do myślenia o sobie jako o wyabstrahowanej od ciała i zdarzeń rozumnej jaźni.

To zresztą problem związany z pewną konfuzją filozoficzną, której symbolem jest kartezjusz.

Pomyślka, jego myślą więc jestem, to niemal to samo, co do istnienia wystarczy mi myślenie.

Odetnijcie mi ręce i nogi, ba, wyjmijcie mi mózg z czaszki i wsadźcie do kadzi z elektrodami, a będę istniał nadal.

Właściwie taki sam.

Zabierzcie mi zdarzenia, w których byłem, klasę społeczną, płeć, a nadal będę istnieć.

Ja oprze się wszystkiemu.

Ja mogło wzrosnąć na łące czy na bagnie, ale jeśli się postaramy, będzie to wciąż tak samo racjonalnie myślące ja.

Ale nie, tak nie będzie i twoje ja zawsze będzie chłopakiem, który odbijał się od śmieci i nie miał do kogo pójść z żadną ze swoich traum.

Tak jak moje na zawsze zostanie bardzo samotnym dzieckiem, z wszechświatem rojeń i niespełnionych prostych pragnień.

Akceptacja.

Bo będziesz umiał, brodząc po podmokłej ziemi, zadbać przede wszystkim o siebie.

Tak, na pewno masz tam jeszcze jakieś sprawy do załatwienia.

Coś domaga się domknięcia.

Stąd ta paradoksalna nostalgia podszyta adrenaliną.

Kiedy czytam twój list, przypomina mi się stary film.

Dito, zbieżność imion z reżyserem nieprzypadkowa, rzecz jest autobiograficzna, wraca tak jak i ty wracasz, a jego bagnem jest miasteczko Astoria w stanie Nowy Jork.

I tak jak twoje, jego też jest pełne śmieci i traum.

Przeszłość to śmierć, narkotyki, bójki i ten rodzaj klaustrofobii, od której się szaleje, nawet nie zdając sobie dobrze sprawy, że tkwi się w klatce.

Lito wraca i może dzięki temu zrozumieć trzy rzeczy.

Po drugie, że nigdy tak naprawdę nie przestanie stamtąd pochodzić.

A po trzecie, że nawet w tamtym trudnym życiu spotkał swoich świętych.

Ułomne, niekiedy żałosne anioły, które wiedziały, co mu powiedzieć.

Czasem jak go chronić, czasem jak mu pomóc żyć.

Nie po to, by suszyć wielkie bagno.

To nie twoje winy, nie twoje odkupienie.

Ale po to, by znaleźć wszystkich swoich świętych i oddać im hołd.

Bo nic tak nie suszy ziemi, jak wdzięczność.

Felieton ukazał się w 66. numerze miesięcznika Pismo Magazyn Opinii.

Czytali Karolina Lewestam i Maciej Więckowski.