Mentionsy

Ślady Zbrodni
20.08.2025 18:00

O jej życiu zadecydował rzut monetą...

Wiktoria Kozielska rusza z koleżankami na imprezę do jednego z katowickich klubów. W czasie imprezy dziewczyny się rozdzielają. Nad ranem dziewczyny decydują się wrócić do domu, zostawiając Wiktorię samą, biorąc ze sobą jej rzeczy. Dziewczyna bez telefonu i portfela musi wrócić do domu sama.


KUBKI: https://mojakambukka.pl/

ZBIÓRKA: https://www.siepomaga.pl/ireneusz-blaszczyk


Chcesz nagłośnić swoją sprawę?

Zapewniamy stuprocentową anonimowość!

Skontaktuj się z nami pod adresem: [email protected]


Wpadnij do nas:

https://instagram.com/kanal.slady

https://www.tiktok.com/@kanal.slady

https://www.facebook.com/kanal.slady

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 718 wyników dla "Sądzie Okręgowym w Gliwicach"

Dziewiętnastolatka nie ma myśli w głowie, że może ktoś ją za chwilę zamordować.

Żona mówiła, nie, nie ufaj nikomu.

Mamo, ja wiem, mówi, spokojnie, nie martw się.

Opowiadał, że spakował ciało Wiktorii w worek, tam owinął różnymi rzeczami, poszedł i powiedział to o połowie swojej rodziny.

Że niby rzucił monetą, czy wyjdzie orzeł, czy rzeszka, to ją zabija.

Nie każda kobieta, która pozna mężczyznę powinna być tak wyzywana.

Najbardziej, że oni nic o niej nie wiedzieli.

Adwokat powiedział nam, żebyśmy tego nie czytali po prostu.

No Wiktorii teraz nie ma, nie?

Obwinianie ofiary to jedna z największych współczesnych plak.

Taki victim blaming spotkał dziewczynę, której historię dzisiaj wam opowiem.

Sponsorem kanału Ślady jest Kambuka, producent wysokiej jakości kubków termicznych, mutelek na wodę i termosów obiadowych.

Dla naszej ekipy bezcennym dodatkiem w trasie są właśnie kubki termiczne, jak zobaczycie w materiale.

Jeśli szukacie sprawdzonego i niezawodnego kubka termicznego, szczerze polecamy markę Kambuka.

Z kodem SLADY15 czeka na Was rabat minus 15% na cały nieprzeceniony asortyment.

Prośba do widzów Śladów.

Nasz współpracownik, zawodowy kierowca i przede wszystkim dobry człowiek zawsze chętnie pomagał innym.

Walczy teraz o zdrowie i życie po rozległym zawale, a przed nim ekstremalnie droga i trudna rehabilitacja.

Jeśli możesz, wesprzyj Irka.

Żyjemy w świecie internetu, w którym dla niektórych słowa potrafią ważyć mniej niż piórko, ale dla osób, których dotyczą, są przecież ciężkie jak ołów.

Obwinianie ofiary to jedna z największych współczesnych plag.

Mogła odejść wcześniej, była tam, gdzie nie powinna.

Taki victim blaming spotkał dziewczynę, której historię dzisiaj wam opowiem.

Poznajcie Wiktorię Kozielską, nastolatkę z Bytomia, którą życia pozbawił zwyczajny chłopak w jej wieku.

I jak zawsze zresztą, zbrodnia nie była winą ofiary, była winą sprawcy.

4 czerwca 2025 roku w Sądzie Okręgowym w Gliwicach.

Zapadł nieprawomocny wyrok w bulwersującej sprawie bestialskiego zabójstwa.

Wiktoria zginęła w sierpniu 2023 roku na miesiąc przed swoimi 19 urodzinami.

Jej oprawca był niewiele starszy.

Mateusz H. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 40 latach.

Tak surowy wyrok

W przypadku niekaranego nastoletniego sprawcy to rzadkość i zaskoczenie dla najbliższych wiktorii.

Czy ty się spodziewałaś, że taki wyrok zapadnie?

Nie spodziewałam się, ponieważ zazwyczaj młodzi, niekarani ludzie nie dostają aż takich wyroków.

Oczywiście jestem naprawdę, żeby to brzydko nie zabrzmiało, szczęśliwa, że zapadło do żywocie.

Wdzięczna bardziej, bo uważam, że nigdy nie powinien wyjść na wolność.

Ale nie spodziewałam się.

Ja nie sądziłam w ogóle, że nawet on tyle dostanie.

Mój tata do mnie powiedział, mówi tak, mówi, Aga, nie licz, że on dostanie, mówi, dożywocie.

Jak dostanie, mówi, 25 lat, mówi, no to... A tutaj jednak dożywocie.

Przy naszym wymiarze sprawiedliwości, no to jest dobrze, no ale... Obojętnie, jaki to nie byłby wyrok, nie ma z nami wiktorii.

Podczas ogłaszania wyroku sędzia mówiła o niezwykłej brutalności oskarżonego i jego kompletnie lekceważącemu podejściu do najbardziej wartościowego dobra, jakim jest życie.

Mateusz podjął decyzję o odebraniu go Wiktorii po rzucie monetą.

Biegli wyrazili opinię, że młody mężczyzna może ponownie dopuścić się okrutnych czynów, ale przez dwa lata rodzice Wiktorii, Agnieszka i Mariusz musieli w internecie mierzyć się z nieludzkimi komentarzami dotyczącymi swojej jedynej córki.

Adwokat powiedział nam, żebyśmy tego nie czytali po prostu, tych komentarzy, bo były komentarze bardzo naprawdę takie obraźliwe i w ogóle...

Dużo też było na Wiktorię.

Też wina jej, bo ona z nim poszła praktycznie, ale Wiktorii teraz nie ma.

Co by pan jako tata powiedział takim ludziom, którzy z perspektywy wygodnego fotela oceniają innych, nie znając ich kompletnie?

Najpierw siebie ocenią, popatrzą sobie w lustro.

A potem niech sobie oceniają, jeśli będą w stanie.

Przyjaciele Wiktorii, w tym Donata, także nie mogli uwierzyć w oceny, które bezkarnie pojawiały się w sieci.

Uważam też, że gdyby to nie było takie medialne, to ludzie by nawet...

się nie wypowiadali tak między sobą o tym, a nie wiem, czy chcieli sobie dodać jakiegoś ego, wysyłając takie komentarze, czy nam ubliżyć, czy rodzicom ubliżyć, gdzie rodzicom jest naprawdę ciężko w takiej sytuacji, to była jedyna córka, i może nie pomyśleli, jak drugi człowiek może się poczuć w takiej sytuacji.

Zamiast współczuć i okazać wsparcie, po prostu wylewali wiadro, pomyj.

sami nie wiedzieli, o czym wtedy pisali.

Zanim poznacie historię Wiktorii, chciałabym, żebyście zrozumieli zjawisko obwinienia ofiary, z którym tak boleśnie zetknęli się najbliżsi nastolatki z Bytomia.

O victim blamingu porozmawiam z psycholog Katarzyną Kucewicz, która zwraca uwagę na powszechność tego zjawiska.

Po zabójstwie Wiktorii w sieci można było przeczytać mnóstwo okropnych komentarzy, takich obwiniających Wiktorię.

Jest to zjawisko psychologiczne i społeczne, które nazywa się victim blaming i chodzi w nim o to, że obwiniamy ofiarę, czy przypisujemy jej odpowiedzialność za zbrodnie, za przemoc, za sytuację.

Jest to taki mechanizm bardzo dobrze znany i dość popularny, zwłaszcza w kontekście obwiniania kobiety, chociaż mężczyzn też się obwinia, ale dlaczego my to robimy?

No robimy to dlatego, żeby zrozumieć ten świat, żeby utrzymać w sobie takie poczucie, że świat jest bezpiecznym i sprawiedliwym miejscem.

To jest taka nasza wiara, to jest taki nasz mechanizm obronny, który pozwala nam funkcjonować i nie bać się.

Bo bardzo często te historie, które słyszymy, to są historie, które wywołują w nas ciarki i strachu, które nas przerażają, które...

każą nam widzieć świat jako naprawdę niebezpieczne miejsce i ludzi, często w naszym wieku, młodych, uśmiechniętych, jako potencjalnie groźnych.

Więc żeby nie patrzeć na świat w ten sposób, żeby nie mieć poczucia

że jest groźnie, my musimy budować jakieś mechanizmy.

Jednym z takich mechanizmów jest właśnie wiara w to, że świat jest sprawiedliwy i że złe historie zdarzają się osobom, które są prawdopodobnie złe, które same sobie winne są, same zawiniły, które mają coś na sumieniu, które nie zachowują się w sposób bezpieczny, czyli w taki sposób, jaki rzekomo my byśmy się zachowali.

No i stąd myślę, że tyle hejtu na Wiktorię, bo przez to, że Wiktoria była pod wpływem alkoholu, że była młodą dziewczyną, że może miała na sobie, nie wiem, obcisłe ubranie dajmy na to, czy jechała w ogóle autobusem w nocy.

To już dla wielu osób wystarczające są dowody na to, że jednak mogła nie być rozsądna, czy mogła sama być sobie winna, co jest oczywiście po pierwsze ogromną krzywdą, ale też wielkim uproszczeniem.

Bo takich dziewczyn jak Wiktoria jest setki i będzie setki i żadna ofiara tak naprawdę, choćby nie wiem jak wyglądała i choćby nie wiem co robiła,

Nie prosi się o to, żeby zostać zamordowana.

Jest to sytuacja incydentalna i za którą odpowiedzialność ponosi wyłącznie sprawca.

Natomiast w naszej głowie często my rozpraszamy tą odpowiedzialność, bo chcemy wierzyć, że...

Często jest tak, że my nie znamy ofiar, nie możemy się z nimi w jakiś sposób zżyć, ponieważ mamy o nich bardzo niewiele informacji.

Dla mediów ciekawy jest często sprawca, jego nawet historia, jego jakaś...

opowieść, narracja, kim był, dlaczego jest takim drapieżcą, natomiast rzadko kiedy poznajemy historię ofiary i stąd bierze się taka mała empatia często, bo po prostu nie mamy z ofiarą przepływu, nie czujemy bliskości z ofiarą.

No właśnie.

W takim razie poznajmy Wiktorię Kozielską, która 12 sierpnia 2023 roku została pozbawiona życia przez Mateusza H. Była nastolatką z pasją, marzeniami, przyjaciółmi.

Taką samą, jaką każdy z nas zna ze swojego otoczenia.

6 września 2004 roku.

Urodziła się Wiktoria.

Planowana córeczka, gruźni tatusia.

Dostałem ją na ręce pod taką lampę i tak fajnie się to wspomina.

A wiedział pan, że będzie to dziewczynka?

Tak, wiedzieliśmy, bo żona tam mówiła, że ma wymarzoną córkę.

I rzeczywiście tak było?

Ja byłam z Wiktorem bardzo żyta.

Z wujką.

Wszędzie razem.

No, była taka żywa po prostu, nie?

Wszędzie pełno jej było, nie?

Lubiła aktywności, nie lubiła siedzieć w domu, nie... Nie, ona nie lubiła... Boże, jak było ciepło, mama, chodź, idziemy na dwór.

Ona nie umiała się wysiedzieć w domu.

Ona lubiła się bawić z dziećmi.

No, była taka otwarta po prostu, nie?

Jak wyszła rano, powiedzmy, to mogła wrócić wieczorem.

Dzwoniło się, chodź, Witusia, na obiad coś zjeść.

Czyli tak tutaj wyglądało to dzieciństwo też, że Wiktoria mówiła, idę z koleżankami i wracała wieczorem, albo się wychylało przez okno i się krzyczało Wiktoria, do domu.

Pisało się, pewnie dzwoniła.

Zawsze, jeśli mówiło do 22, miała co najmniej czas, 21.

Było to dla niej trochę takie, mama, czemu tak krótko i w ogóle?

I tu wszystkie dzieciaki tak funkcjonowały, tak?

Ona chciała być wszędzie.

Wszędzie chciała być, zobaczyć co i jak.

Sprawdzić.

Grzeczna była, no... Potrafiła zadbać, żebyśmy się nie martwili.

No bo koleżanki, wiedzieliśmy jakie były koleżanki, jakie jej otoczenie było.

No to nie martwiliśmy się tak, nie?

Bo potem jak przychodziła Wiktoria z nimi do domu, czy na kolonie jeździli, czy coś tam, to dużo miała przyjaciół naprawdę.

Aż byłam sama taka zdziwiona po prostu.

Wiktor ma tyle przyjaciół po prostu.

Ona lubiła się spotykać z przyjaciółmi tutaj koło szkoły właśnie na Strażackiej.

Przesiadywali tam.

Przesiadywali wieczorami właśnie.

Wiktoria była bardzo koleżeńską i szaloną w pozytywnym znaczeniu osobą.

Lubiła spędzać czas z ludźmi, a ja też bardzo to lubię, więc jakoś tak nasze charaktery uważam, że były bardzo podobne.

Zazwyczaj siedzieliśmy na boisku Szkoły Podstawowej nr 3.

Tam graliśmy w koszykówkę, śpiewaliśmy, robiliśmy głupoty, jak to młodzi ludzie zawsze.

Ale także jeździliśmy nad jakieś jeziora, chodziliśmy na basen tutaj w Betoniu.

Byliśmy wszędzie, naprawdę.

Wiktoria też była taką osobą, że nigdy nie dawała komuś powiedzieć, że jest gorszy.

Dla niej wszyscy byli na jednakowym stopniu.

Nas było dużo, nas potrafiło wychodzić po 30 osób, i chłopaków, i dziewczyn.

I Wiktoria właśnie zawsze była tą osobą, która nas wszystkich łączyła.

Potem, krótko przed śmiercią Kozieli, ta nasza ekipa się rozpadła i zawsze właśnie Koziela chciała ją połączyć z powrotem.

I próbowała, próbowała, coraz bardziej jej to wychodziło, ale niestety po śmierci jedyny moment, gdzie się wszyscy razem spotkaliśmy, to był pogrzeb.

Wiktoria już w młodym wieku wiedziała, czym chce się zająć i, co ważne, potrafiła swój plan wprowadzić w życie.

Wiedziała, czego chce.

A od dziecka to ona wybrała zawód po prostu fryzjerstwo albo cukiernik.

I potem jak już dorosła, to ona powiedziała, mówi, mama, wiesz co, mówię, ja jednak wyglądam jak fryzjerska.

Konsekwentna była, czyli to było już takie marzenie?

Ale miała rękę, nie mogę powiedzieć, do fryzjerska.

Jezu, ona była w siódmym nibie, nie?

Jezu, ona aż z uśmiechem chodziła po prostu na te praktyki do szkoły i w ogóle, nie?

A jak do egzaminu dochodziło, to ona była taka potem już nerwowa taka, do Katowic musiała jechać na egzamin tego, nie?

wię, mama, mówię, ja się boję.

wię, nie bój się.

wię, że wszystko wiesz i w ogóle, nie?

Wszystko, te sprzęty, to wszystko, Boże.

Co ona szykowała i robiła.

Ale fryzury piękne robiła, nie mogę powiedzieć.

Nie mogę powiedzieć.

Dostała dyplom i w zasadzie mogła pracoww zawodzie i być takim pełnoprawnym, pełnoprawną fryzjerką.

Ale jeszcze stwierdziła, że to nie koniec.

Nie, nie koniec, bo ona potem jeszcze planowała, bo ona bardzo ładnie paznokcie robiła.

Ale jej marzeniem chciało być robić te paznokcie i mieć taki zakładzik swój.

I tam właśnie robić te różne cuda wszystkie.

Bo jak się spojrzy na zdjęcia Wiktorii, to widać, że ona sama lubiła chyba upiększać się, co?

Pewnie z koleżankami.

Tak, koleżanką robiła dużo paznokci, hybrydy, czy jak to tam się nazywa.

Wychodziło jej to nawet fajnie.

wię, to okej, jak chcesz to robić, to rób.

Czym więcej takich tych chciała sobie zrobić, to dla niej lepiej było, nie?

Chciała najpierw uzbierać różne umiejętności, doświadczenie i dopiero potem otworzyć już taki salon, który miałby dużo różnych usług.

Potem jak poszła do pracy, jak zarobiła sobie swoje pierwsze pieniążki, zapisała się na prawo jazdy, sobie opłaciła prawo jazdy sama, to dużo pieniędzy jest jak dla takiej dziewczyny po prostu, nie?

Ona była dobra dziewczyna, nie mogę powiedzieć.

Czy ona nie musiała pracować, bo jednak mieszkała z wami, była na waszym utrzymaniu?

A ona powiedziała, że pojadę do pracy, mówię, to nie musisz mi potem nic kupować, ja sobie sama zarobię pieniążki i w ogóle.

A myśmy jej powiedzieli, nie musisz dawać nam na opłatę, za to, co zarobisz, to będziesz miała dla siebie i w ogóle.

Tak, żeby sobie kupowała i w ogóle.

Ale myśmy z mężem i tak jej tam coś kupowali, czy dawali pieniądze i w ogóle.

Potem muszę weźmieć mieszkanie do remontu.

Tata ci pomoże remontować, bo wynajęcie to jest takie drogie mieszkanie, że myśmy się śmiały, że potem ci nie starczy na paznokcie, na malowanie i w ogóle z tej wypłaty.

wi, mama, za dwa lata się wyprowadzę.

wi, nie ma ci.

I pewnie by się wyprowadziła, bo wszystko, co sobie postanowiła, to spełniała.

Tak, meble sobie wybrała.

Miała guz dobry, nie mogę powiedzieć.

Taka radosna dziewczyna była.

Patrząc na zdjęcia Wiktorii, od razu rzuca się w oczy to, jak ładną była dziewczyną.

Wie pani, jakie ona miała loki.

Jezu, jak ona potem dorastała, ona sobie te włosy tak robiła i w ogóle swoje.

A potem moja mama z tatą mówili, mówię, ty musisz na nią uważać, bo ona jest piękna dziewczyna, lokowata, ciemna karnacja.

Taka egzotyczna wręcz uroda.

Ładna była dziewczyna, naprawdę dbała o siebie, nie mogę powiedzieć.

Potrafiła sobie dużo ciuchów kupić i w ogóle kosmetyków.

Zawsze.

Póki dziewczyńskie rzeczy, co?

W końcu nic nie kupiły i przyjechali na pusto.

Ale zadowolone.

Ale zadowolone, no bo były razem, nie?

Patrzę na panią i widzę tatuaże.

Wiktoria też miała tatuaże.

Wiktoria.

Wiktoria sobie pokryła, bo zrobiła jeden tatuaż, co myśmy nie wiedzieli.

I kiedy się dowiedzieliście?

Późno jakoś tak, bo ona ukrywała na ręce taki mały tatuaż.

I udawało się to ukryć?

No udawało, bo to był taki mały, nie?

Ja też chciałam zrobić kiedyś to w dziecięciu, tylko na to pieniędzy nie było, nie?

Bo dopiero tak z Wiktorią tak wszystko, my tak praktycznie z Wiktorią to wszystko.

Tak mam wrażenie, że się zacierała taka granica między mamą a przyjaciółką.

Jednak tak, prawda?

Mnie z Wiką to bardzo.

Jak ona gdzieś szła i w ogóle...

Zawsze mówiłam, dzwoń, pisz, gdzie jesteś.

wię, wika, niech się śmieją, ale bynajmniej napisz, że jesteś tu czy tu.

Bo nigdy nie wiadomo później, co jest.

I robiła tak rzeczywiście?

Meldowała się zawsze?

Nie baliście się o nią, jak wychodziła gdzieś?

A to zawsze wiedzieliście, że jest ufna?

Ja jej mówiłam, Wika, za dużo tak ufasz po prostu.

Ale ona taka była, nie umiała pomocy odmówić, czy coś tam.

Wiara w dobre intencje ludzi to naturalna cecha nastolatków, którzy wychowują się w domach pełnych miłości.

Ale inni nastolatkowie nie mają dobrych rodzinnych wzorców i potrafią wykorzystać ufność swoich rówieśników.

Właśnie taką osobą okazał się chłopak, którego spotkała na swojej drodze Wiktoria.

Obrońca Mateusza H. wskazyww sądzie na fakt, że oskarżony miał trudne dzieciństwo.

Mieszkał z matką i jej zmieniającymi się partnerami w przyczepie kempingowej, gdzie nieraz zostawał sam na kilka dni, pozbawiony możliwości opuszczenia tej namiastki domu.

Chłopak musiał także przyjmować hormony, bo cierpiał na niedoczynność przysadki mózgowej, przez co jego dojrzewanie było opóźnione.

Zupełnie zwykłego, niepozornego chłopaka.

No uda mi się jakby to powiedzieć.

No nie ten profil człowieka.

I pewnie tak samo myślała Wiktoria.

Nie widziała w nim zagrożenia na pewno.

Właśnie.

Czy Wiktoria i Mateusz znali się wcześniej?

Nie znali się, mimo że można powiedzieć, że chodzili do tej samej szkoły, poniewWiktoria po skończeniu szkoły zawodowej poszła do liceum w Piekarach zaocznie.

I dowiedzieliśmy się po czasie, że nasi znajomi, którzy tam chodzili do szkoły, poniekąd znali Mateusza.

Może nie to, że go znali, ale kojarzyli, wiedzieli, kto to jest.

I widzieli, że ten chłopak nie jest normalny.

Co oni o nim mówili?

On był taki zawsze wykluczony ze społeczeństwa.

On nie potrafił nawiązywać kontaktów międzyludzkich.

Nie chcę tego brzydko powiedzieć, ale wyglądał zawsze inaczej niż wszyscy rówieśnicy.

Nie mówię, że to jest coś złego, ale...

Zwracał swoją uwagę po prostu, mimo że nie chciał zwracać tej uwagi, to zapadł w pamięć tym ludziom.

Że i tak odstawał.

Że mieliście wrażenie, że on próbuje wtopić się w tłum, ale efekt jest odwrotny.

Że wszyscy go właśnie widzą przez to, że jest taki może wycofany.

Wizualnie nigdy w życiu bym nie powiedziała, że jest to morderca.

Trafił niestety na taką dziewczynę, która była nie dość, że pijana, to taka drobniutka i malutka, nie miała się jak obronić, a Mateusz też nie ma dużych rozmiarów.

Też jest taki wychudzony, ale źle mu patrzy z oczu.

Ten wzrok był niepokojący.

I pierwszy raz zobaczyłam tego Mateusza, to ja pomyślałam, to jest jakiś inny chłopak.

Nie wyglądał jak typowy zabójca, jak sobie człowiek wyobrażał.

Taki... Moim zdaniem, jeżeli jego rodzice się starali o dziecko i w ogóle powinni to dziecko kochać, a oni widocznie to dziecko odpychali, moim zdaniem.

Bo na przykład jak ja się starałam o dziecko z mężem, to myśmy Wiktorię kochali bardzo.

Ona miała tej miłości dużo, a on widocznie... Widać, że taki odpychany może, że do tego go skłoniło w ogóle, nie?

Bo on w ostatnich latach podobno nie mieszkał z rodzicami, tylko z babcią.

Prawdopodobnie tak.

wił tam jeszcze, że miał taką potrzebę zabicia kogoś.

Znalazł tam jakiegoś przybłędy, zaprosił go na ogródek tam stawiając mu alkohol.

Ale coś mu się cofło w tej pustej głowie i nie zabił go, poszedł się wieszać.

Tak mówił, no i podczas próby samstwa swojego ponoć gałąź pękła, nie?

Bo... Bo nie zrobił nikomu krzywd.

Bo właśnie.

Mógł sobie zrobić krzywdę, a nie o innej osobie.

Czyli Wiktoria nie była pierwsza.

Z tego, co opowiadał, to tam próbował.

To była taka myśl, która krążyła w jego głowie.

Cały czas w jego głowie to krążyło.

Jak mówił, że on w domu lustra obraca, bo nienawidzi, nie lubi ludzi, nie lubi odbić, swojego odbicia nie lubi, no to... To coś... To brzmi przerażająco.

No właśnie.

Dlaczego w ogóle w młodym człowieku rodzi się taka myśl, która wręcz jest dla niego uporczywa?

Te niuanse w diagnostyce są naprawdę bardzo subtelne, a już one mogą stanowić odmienną linię obrony, odmienną linię też leczenia.

i kierowania na leczenie takich osób.

Tutaj mamy takie jakby pewne szczątkowe informacje wskazujące nam, że u podłoża zaburzeń mogły tkwić różnego rodzaju traumatyczne doświadczenia i często tak jest, że osoby, które były zabójcami czy dopuściły się jakiś przestępstw,

to są osoby, które miały tak zwane, mówiąc kolokwialnie, złe dzieciństwo.

Ale to możecie Państwo tak przewracać oczami, że o Jezu, nie usprawiedliwiajmy wszystkiego złym dzieciństwem i tu absolutnie nikt nie usprawiedliwia, ale czasami warto jest też zrozumieć, że krzywdy i rany i traumy wyrządzone przez rodziców mogą bardzo, bardzo wypaczyć umysł osoby.

I często to są krzywdy, które dzieją się, to nie jest jedna krzywda, tak?

To nie jest tak, że rodzic na niego nawrzeszczał i teraz co?

I teraz mamy usprawiedliwiać.

Nie, to są często lata traumatycznych nadużyć czy przemocy, która niestety później owocuje tym, że osoba dodatkowo jeszcze mająca różnego rodzaju zaburzenia osobowości plus traumatyczne doświadczenie z dzieciństwa może wyli...

może mieć taką potrzebę zabijania, czy potrzebę pozbawienia kogoś życia, żeby zobaczyć jak to jest, czy żeby w jakiś sposób też swoje napięcie, swoje zdenerwowanie zniwelować.

I doświadczenie traumy w dzieciństwie nie jest gwarantem tego, że będziemy mieć później do czynienia z osobami, które będą mordować czy zabijać.

Czyli trauma nie czyni zabójcy, bo gdyby tak było, to tych zabójstw byłoby znacznie więcej, bo bardzo wiele osób doświadczyło gigantycznej traumy.

Więc to nigdy nie jest tak, że zła matka jest winna temu, że mamy mordercę.

Kiedyś była taka nagonka na matki i matka wszystkiemu winna.

To wszystko przez tą matkę.

I to nie jest tak, że jest zawsze jeden czynnik.

Ja to często mówię o tym, że

W przypadku zabójstw to jest trochę tak jak z katastrofą samolotu.

Wiktoria i Mateusz nie znali się, ale 12 sierpnia 2023 roku ich drogi się przecięły.

To banał, ale tej tragedii naprawdę nie można było przewidzieć.

Czy pani pamięta ten dzień, ten moment, kiedy widzicie się po raz ostatni?

Przyjechała z Angeliką właśnie potem do mojej pracy, to było gdzieś koło 17 właśnie.

I ona tak właśnie mówiła, mama, ja pójdę na dyskotekę sobie, mówię, bo to było w piątek wieczorem, w sobotę rano przyjdę nad ranem, mówię, ja się prześpię, mówię, ty przyjdziesz z pracy, mówię, potem pojedziemy sobie na zakupy, nie?

Ja jeszcze do Wiki mówiłam też przed śmiercią, mówię, Wika, mówię, za dużo ufasz, mówię.

wię, coś się stanie, mówię, wiesz, jakie teraz czasy są.

No Wika mi powiedziała przed śmiercią jeszcze coś takiego, mówię, no mama, no co może mi się stać?

No tego nie przeczuwała jej w ogóle.

Ona jeszcze jak szła na tą dyskotekę, przecież cały pokój wysprzątała, ciuchy w szafie, z pieskiem wyszła, wypłatę miała położona na komodzie i w ogóle...

Nic nie wskazywało, że w ogóle, że coś się stanie, czy coś ona ukrywała, czy coś, nic.

Wyszła z domu i nie wróciła po prostu.

To był zupełnie zwyczajny dzień.

Pamięta pan ten dzień, kiedy Wiktoria wyszła wieczorem?

Znaczy ja pamiętam, jak myśmy się rozstawali na dole, no ja akurat jechałem, bo oglądaliśmy meble tu właśnie do mieszkania, nie?

Ja mówię, to jadę.

Jadę zobaczyć tam za meblami, no a Wiktoria mówi, no to idę i jutro się widzimy, to na razie, cześć Panie.

Zawsze wyjeżdżała na jakąś imprezę, no cała, nie?

Nic nie podejrzewa, no kto by mógł podejrzewać takie coś, no nikt.

Nikt nawet się nie da podejrzewać takiego czegoś, no.

Że takie coś może się wydarzyć.

Ona jak wychodziła z tą Anżeliką ode mnie ze sklepu, bo ja w sklepie pracuję jako sprzedawczyni w Jarzynowym, i tak mnie tak pocałowała w policzek, tak łusiskała po prostu.

Inaczej niż zwykle, tak.

Ona może nie wiedziała o tym i w ogóle.

Tak mi się tak wydaje po prostu.

I to się wszystko sprawdziło po prostu.

Wiktoria jest na dyskotece.

Nie sama, ale w towarzystwie najbliższych przyjaciółek.

Co dzieje się tej sierpniowej nocy?

W nocy z 11 na 12 sierpnia też poniekąd byłyście razem.

Byłyście w tym samym miejscu.

Gdzie bawiłyście się tamtej nocy?

Bawiłyśmy się w klubie Energy 2000.

Ja byłam na 18 mojej drugiej koleżanki bardzo dobrej, w której ja była z innymi znajomymi.

Pamiętam jeszcze jej ostatnie słowa, jak stałyśmy w toalecie i się mnie pytała, gdzie jest ta druga koleżanka.

Ja będąc w tym klubie nie wiedziałam, że ona wyszła.

Ja się dowiedziałam dopiero później.

A inni, którzy z nią byli na tej imprezie, wiedzieli, że ona wyszła?

Czy ktoś to zauważył?

Zauważyli w pewnym momencie, że Wiktoria zaginęła i bardzo długo jej szukali.

W pewnym momencie po prostu pomyśleli, że jest już tu w domu.

Nie miała telefonu, nie miała jak się skontaktować.

PoniewWiktoria zawsze zostawiała torebkę w szatni i telefon dawała innym koleżankom.

Bo nie chciała mieć niczego w rękach, ten telefon jej też bardzo szybko się zawsze rozładowywał.

Czyli bawiłyście się w klubie, było dużo waszych znajomych, w ogóle w tym klubie było znacznie więcej osób, które znałaś i ty i Wiktoria.

ale niestety w pewnym momencie nikt nie wiedział, gdzie jest.

Po prostu Wiktoria znika z klubu.

A czy to, że Wiktoria wyszła sama z tego klubu, to było coś normalnego, czy to już było nietypowe?

To było bardzo nietypowe, poniewWiktoria lubiła w klubie iść do innych znajomych i tak się przemieszczać po grupkach, bo Wiktoria miała bardzo dużo znajomych, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby Wiktoria sama opuściła klub.

To była pierwsza taka sytuacja.

Dlatego nikt nie myślał nawet, że coś się stało, bo każdy myślał, że pewnie jest z kimś innym, pewnie rozmawia z tamtymi.

Było was tak dużo, że ta odpowiedzialność wzajemna się trochę rozproszyła.

Tak, właśnie mieliśmy dwie myśli w głowie.

Albo, że pojechała do domu, moja koleżanka dostaje wiadomość od Wiktorii.

I znowu znika.

Wiktoria stojąc na przystanku, czekając na autobus, od jakiejś tam nieznajomej dziewczyny pożyczyła telefon i ta dziewczyna ją ostatnio widziała.

Dzwoniliśmy, potem policja dzwoniła do niej i opowiedziała, że Wiktoria siedziała na przystanku, poprosiła o telefon, udostępniła telefon, żeby się skontaktować z koleżankami, z rodziną.

Czyli Wiktoria planowała spać u jakiejś koleżanki, tak?

Prawdopodobnie tak, tak.

Według zeznań Mateusza, zobaczył on ją na przystanku autobusowym, dokładnie w Katowicach, na ulicy Piotra Skargiej.

Witał, że jest jakaś dziewczyna bardzo pijana.

Przyjechał autobus, wsiedli do tego autobusu.

Wiktoria miała siedzieć w Bytomiu na dworcu, a Mateusz miał jechać dalej.

Zobaczył, że ona jest bardzo pijana, wywróciła się z fotela, cały czas patrzył na nią, w końcu usiadł obok niej, ona zasnęła, przejechali bytom, pojechali na Tarnowskie Góry i tam on ją obudził.

Wiktoria jedyny, jaki miała minus, to właśnie, że lubiła spać po alkoholu, bardzo.

Ale zawsze trafiała do domu, tylko gdzieś musiała po drodze się drzemnąć, tak jak na przykład w tym autobusie, jadąc do Tarnowskich Gór docelowo.

kto normalny nie wraca w wieku 19 lat pijany z klubu.

I to nie jest powód, żeby zginąć i nie powód, by kogoś o to wyzywać czy dodawać jakieś teorie niestworzone.

Tak samo uważam, że nie każda kobieta, która pozna mężczyznę powinna być tak wyzywana, jak była Wiktoria.

Było dużo takich komentarzy, były wyzwiska.

jak bardzo ją wyzywali, że jest kobietą lekkich obyczajów, jakby to powiedzieć, i która nigdy taka nie była.

tak mogli komentować jej życie.

Najbardziej, że oni nic o niej nie wiedzieli.

Od tamtego momentu uważam, że tak jak i ja, tak i moi znajomi wiemy, że nie możemy nic wierzyć, co jest napisane w internecie.

Wysiedli razem z autobusu i się jej zapytał, czy chcą jechać do Bytomia i wracać, czy jednak iść do niego.

I według jego zeznań ona wybrała, że chce iść do Mateusza.

Czy dla ciebie to brzmi wiarygodnie, że zdecydowała się iść do obcego chłopaka?

Po części można powiedzieć, że tak, poniewWiktoria była bardzo ufną osobą i ufała ludziom, którym nie powinna.

Uważam, że jeśli wysiadłaby w tym metomiu...

to dotarłaby na pewno bezpiecznie do domu sama.

Tutaj też gdyby ktoś ją znajomy spotkał, to na pewno wziąłby ją ze sobą i by ją odprowadził do domu.

To było dla pana, jak się pan potem o tym dowiedział, takie normalne, że ona poszła z tym chłopakiem?

Ona była taka otwarta, ufna?

Żona mówiła, nie ufaj nikomu.

Mamo, ja wiem, mówi.

Spokojnie, nie martw się.

Nie spodziewała się, że ktoś po prostu może mieć zły zamiar.

Wiktoria poszła do Mateusza dobrowolnie.

Czy ty odnajdujesz tu takie punkty, które mogły sprawić, że ona podjęła jednak taką dosyć lekko myślną decyzję, ale która mogła ją popchnąć do tego, że nie zobaczyła w Mateuszu zagrożenia?

Ja mogę tylko ze swojej perspektywy psychologicznej powiedzieć, że...

Jakie było prawdopodobieństwo, że trafi na zabójcę?

To jest naprawdę problem, że się trafi na zabójcę, chociaż już, że będą wykonywane wobec niej zachowania wbrew jej woli, to już było bardziej prawdopodobne, chociaż rozumiem, że wciąż ona nie wzięła tego zagrożenia na poważnie.

Miała trochę zmienioną świadomość pod wpływem alkoholu, więc mogła nie podejmować decyzji w zgodzie ze swoim stylem funkcjonowania, tylko bardziej spontanicznie.

Ale mogło też być tak, że zobaczyła w nim osobę niezagrażającą, osobę swojego rówieśnika.

młodego chłopaka, z którym być może nawet fajnie się rozmawiało.

W takim dosyć niesympatycznym otoczeniu nagle rozmawia z nami całkiem sympatyczna osoba o też kruchej budowie, wątłej budowie, więc może też nam się stereotypowo możemy sobie wyobrazić, no to nie jest

To nie jest sprawca, jakiego znamy przecież z filmów, który nam się raczej jawi jako powiedzmy wielki facet groźny, czy osoba złowroga.

A przecież to też nie jest prawda i tu też trzeba uważać, że sprawcy często są osobami szczupłymi, wątłymi, uśmiechniętymi, o całkiem przyjemnej aparycji.

Więc mogło być tak, że te lampki, te bezpieczniki się po prostu powyłączały.

Często jest tak, że młode osoby, no Wiktoria była młodą dziewczyną, była nastolatką, tak, niestety podejmują takie decyzje, które później po latach, myślimy sobie, Jezu, byłam jeden krok od tego, żeby mi ktoś zrobił coś.

No i w tym przypadku, no niestety Wiktoria nie będzie mogła, nie będzie mogła wspominać tego w żaden sposób, ale myślę, że po prostu nie przemyślała tego zupełnie, że...

Dziewiętnastolatka nie ma myśli w głowie, że może ktoś ją za chwilę zamordować, że jednak nie idziemy przez miasto i nie patrzymy na jakiegoś człowieka i nie myślimy, że jest zabójcą.

Myślę, że w jej głowie też nie było w ogóle takich myśli, bo u nas...

W naszej grupie znajomych nigdy też nie poruszaliśmy takich tematów, nie spotkaliśmy się z taką sytuacją.

A do momentu, do którego się nie spotkamy z taką sytuacją, to nie wiemy, z czym to się je.

Niestety po tak tragicznej sytuacji wszyscy wiemy, jak musimy się zachowywać.

Jak jest się młodym, to często ma się takie poczucie panowania nad swoim życiem, nad swoim ciałem i światem.

I często mamy takie poczucie, że te złe rzeczy dzieją się w filmach, mnie nic złego nie spotka, ja przecież panuję nad sytuacją.

Niejednokrotnie byłam w takiej sytuacji, gdzie sama na siebie musiałam liczyć,

wyszłam z jakiejś opresji, gdzie poradziłam sobie w trudnej sytuacji.

I nierzadko jak słucha się o ofiarach przestępstw, to są często historie osób samodzielnych, takie, które niejednokrotnie same szły, chodziły przez las, takie, które niejednokrotnie musiały na siebie liczyć gdzieś w trudnych sytuacjach, więc często to są też ludzie, którzy mają takie poczucie, że one sobie poradzą.

że one to nie są z tych słabych, to nie są te, co sobie tam ktoś je będzie musiał ratować z opresji.

I takie myślenie o tym, że ja sobie zawsze sama poradzę, ma też często dużo dziewczyn, a uwaga, no to może być też zgubne.

Tak, więc warto jest pamiętać, że okej, jesteśmy samodzielne, poradzimy sobie w trudnych sytuacjach, ale kiedy nasza

siła jest osłabiona, na przykład przez alkohol, to miejmy zawsze w towarzystwie przyjaciółkę, koleżankę czy kolegę, kogoś, kto w razie czego po prostu poda nam pomocną dłoń.

Ja boleję nad tym, że jest jednak mało kampanii uświadamiających

skalę problemu, że dalej właśnie victim blaming, właśnie to, że dziewczyno pilnuj się jest dominującą narracją, zamiast te narracje pokazujące słuchajcie dziewczyny, czy słuchajcie chłopaki w sytuacji jak jesteś.

Po twojej mamy alkoholu, nigdy nie wracaj bez koleżanek.

Zawsze miej kogoś, zawsze bądźcie w grupie.

Tak jednak myślenie zbiorowe tutaj może cię często bardzo uratować.

Nie mamy takich kampanii, które jednak wskazują, one nie docierają aż tak, które bym powiedziała.

Pamiętajcie, że tak naprawdę zło czai się wszędzie, trzeba na siebie bardzo uważać.

Powiedziałeś, że Wika była na pewno do 6 rano na tej dyskotece.

Ona dopiero coś o 6, w pół do 7 była na przystanku, dopiero coś.

A jeżeli była, to ja do tych koleżanek, do tej Andzi i do Emilii powiedziałam, mówię, jeżeli Wika była do rana, mówię, zostawiła rzeczy, mówię, no to powinniście szukać ją.

na dyskotekę, to powinniście razem wrócić.

A nie stwierdziliście, że ona zostawiła torebkę, zobaczyliście w szafce, że Wika nie wzięła torebki ani telefonu, żeście poszli, wzięli torebkę, stwierdziliście, że Wika poszła do domu i nie szukaliście jej, tak?

Bo jeżeli idzie się na imprezę, to się wraca razem.

Oni sobie dwie wrócili razem.

A Wika bez dokumentów, bez torebki, bez telefonu sama była, tak?

Nie mogę ich oceniać i w ogóle... Wika tego by nie chciała i w ogóle, nie?

Ale powinni wrócić razem.

Te wszystkie przemyślenia są oczywiście kwestią perspektywy.

Tamtego poranka Wiktoria ląduje w mieszkaniu dopiero co poznanego Mateusza.

Już nigdy nie wyjdzie z tego miejsca o własnych siłach.

Kiedy pan się zorientował, że coś jest nie tak?

No to mnie dawało spokoju już od rana.

Dzwoniliśmy po koleżankach, że koleżanki odsypiały.

Zanim ktoś się odzwonił, mówię, Wiktorii nie ma.

No jak to nie ma Wiktorii?

No i zaczęły larmo robić, no w sensie obdzwaniać wszędzie.

No ale nikt jej nie widział.

A tak się wydzwaniałam, potem wszędzie z mężem mówię, czy widzieli Wiktorę gdzieś, czy w ogóle, czy u kogoś jest, czy co.

Nikt, tak, jakby się rozpłynęła po prostu w powietrze.

Wiki nie ma po prostu.

Czyli od rana była już nerwówka?

Od kiedy w sumie czuła pani?

Tak, od rana, no tak praktycznie, jak już poszłam do pracy, to już mówię, kurde, mówię, Wika zawsze się odzywała, mówię, ale zawsze, czy się wwietlała na Facebooku, czy na Messengerze się wwietlała, zawsze.

Czy napisała SMS-a, mama, za niedługo będę, bo ona wiedziała, że pies jest po prostu, nie, jej piesek.

że trzeba wyjść z tym psem i w ogóle ogarnąć.

Ale zawsze się wwietlała i w ogóle napisała coś, czy zadzwoniła, a tutaj nic nie było.

Ale jeszcze byłam w pracy, to dostałam smsa od tego Mateusza H., dostałam.

To było też dziwne, bo mówię, skąd on miał mój numer po prostu.

Czyli w pracy?

W pracy.

Dzień dobry, nazywam się Mateusz H. Wiktoria jest ze mną i z pewnością wróci za niedługo do domu.

Wiem, że tylko, że było napisane, proszę się nie martwić o córkę, przyjedzie do domu cała i zdrowana.

A czy próbowaliście dzwonić?

Próbowaliśmy dzwonić, już był wyłączony telefon.

On nie odpowiadał.

Tak, tak, wyłączył telefon.

Ktoś, no bo nie wiedzieliśmy, kto to jest, nie?

On nie uspokoił was, mimo że tam było napisane... Mnie nie uspokoiło właśnie, bo to było takie dziwne po prostu.

wię, skąd on miał mój numer po prostu?

Czy on od Wiktorii wydusił ten numer, czy... Trudno powiedzieć po prostu, nie?

Dowiadujemy się, gdzie Wiktoria tak naprawdę jest, kiedy moja koleżanka dostaje wiadomość od Mateusza H., gdzie Wiktoria pisze...

że wróci za niedługo do domu, że kto ma jej rzeczy, coś w tym stylu.

Ale dla mnie i dla moich wszystkich znajomych wydawało się to też troszkę dziwne.

Może nie w tamtym momencie, bo w tamtym momencie byliśmy tak wszyscy zestresowani, że nie myśleliśmy o tym, ale po czasie nie wyglądało to jak wiadomość Wiktorii.

Później Mateusz też pisał do mojej koleżanki, że nie da się jej dobudzić, że Wiktoria śpi i że nie wstanie.

Moja koleżanka pisała, że za chwilę zadzwoni do taty od Wiktorii i tak dalej, ale on dalej pisał, że nie da się jej dobudzić.

W pewnym momencie rodzice od Wiktorii stwierdzili, że idą na policję.

Wiedzą, że coś się dzieje.

No i tam wszystkie SMS-y i wszystko przekazane było policji.

Wszystkie dziewczyny, wszystkie koleżanki, koledzy nie wiedzą, gdzie jest.

Dyspozytor powiedział, że musimy iść na drugi komisariat, no bo oni nie mają tutaj ludzi, bo jest zabójstwo dziewczyny młodej w Radzionkowie.

No i tak do mnie to dotarło już w tym momencie, że to mówię, to będzie to Wiktoria.

Idąc na komisariat, mówię do Agnieszki, że Wiktoria już nie wróci.

To dziewczyny jak szły z nami, no to, a nie Mariuszu, niech Pan się uspokoi, to nie jest ona.

I w tym momencie wyszedł artykuł, że zginęła 19-letnia dziewczyna zabita przez Mateusza.

I my już wiedzieliśmy.

Jeszcze przed potwierdzeniem wszystkiego, my już tak połączyliśmy wszystkie sytuacje, że już z samego rana, 13 sierpnia, wiedzieliśmy.

Ja poszedłem na komisariat i mówię, ile można czekać?

Pojechaliśmy taksówką do Tarnowskiej Góry na komisariat.

do kostnicy później na potwierdzenie.

Potem nas po tym rodziowodzeniu zawieźli tam właśnie, żeby zwłoki obejrzeć, córki po prostu.

I wam powiedzieli, że zabierają was na identyfikację?

Mąż zaraz stwierdził, że to jest Wiktoria.

Ja jak zobaczyłam Wiktorię, to mi się nie chciało wierzyć, że to Wiktoria, bo myślałam, że to jest inna dziewczyna po prostu.

No prawie nie praktycznie.

Nie rozpoznałam Wiktorii.

Myślałam, że to jakaś inna dziewczyna jest.

Nie było żadnych takich cech charakterystycznych, że Pani spojrzała i powiedziała nie, że do końca Pani nie wierzyła.

Nie, nie wierzyłam, że to liktura po prostu jest.

Ale potem wszystko się potwierdziło.

Potem wszystko się potwierdziło.

Wychodziły nowe fakty.

Jak pokazali rękę, że te tatuaże, bo ona miała to jedno oko podbite, właśnie nie wiem, czy prawe, czy lewe, wargę rozciętą miała.

To jest właśnie to.

Dopiero te tatuaże, jak zobaczyła Pani tą rękę... Te tatuaże, jak wyciągnęli tą rękę, jak już miała ułożone to wszystko, no to... Jeszcze ciuchów nie miała na sobie ubranych też, to było takie dziwne po prostu.

Nie wiedziałam, o co chodzi.

Dopiero później jakoś się dowiedzieliśmy to wszystko.

Czy w ogóle to jest obraz, który da się wymazać z pamięci?

To utkwiło w człowieku już do końca.

Przyczyną śmierci Wiktorii było zagardlenie przez zadławienie spowodowane mechanicznym uciskiem na szyję.

A co się w ogóle działo po zbrodni?

Bo rozumiem, że on próbował jakoś zatuszować to, co zrobił.

Opowiadał, że spakował ciało Wiktorii w worek.

Tam owinął różnymi rzeczami.

Poszedł i powiedział to o połowie swojej rodziny.

Kiedy już było po zbrodni, dzwonił do bliskich i mówił, że zabiłem kogoś?

Tak, że zabił i że on nie wie, co ma teraz zrobić.

Jak to wyglądało?

Właśnie dziewczyna Mateusza podobno zgłosiła to służbom.

I wszyscy też mówili, że ma się sam przyznać do winy.

Czyli on był w związku w tamtym momencie?

Miał dziewczynę?

Tak, miał dziewczynę, która była od niego dość dużo młodsza.

Na sprawę, gdzie były moje koleżanki właśnie przyjechała ta dziewczyna.

Pamiętam, że opowiadały mi, że w momencie, w którym on wychodził z sali, ponieważ ta dziewczyna nie chciała zeznawać przy nim, to pokazał teraźniejszemu chłopakowi tej dziewczyny pistolet z dłoni.

A później, gdy sędzina się zapytała, dlaczego to zrobił, powiedział, że poprawiał sobie tylko kajdanki.

Ale szybko go złapali, prawda?

Szybko, na drugi dzień go złapali, ponoć na ogródkach gdzieś tam się schował i w ogóle tam...

Na ogródkach działkowych, tam gdzie jego dziadek miał swój ogródek.

Co my w ogóle wiemy o tym Mateuszu?

Oni się nie znali, bo sprawdzili Wiktorii telefon, jego komputer czy telefon.

Oni się w ogóle nie znali.

To była po prostu przypadkowa... się spotkali przypadkowo po prostu.

Skąd on się wywodził?

Cokolwiek oni...

Trudno powiedzieć, no moje koleżanki tam z pracy, oni tam coś tam znają właśnie tych ludzi, ale tak nie dopytywałam w ogóle, bo nie chciałam się dopytywać.

Pamiętam, że on też na tej sprawie mówił, że zjadł dużo tabletek, popił wódką, chciał się zabić, ale złego diabli nie biorą najwyraźniej.

Mateusz przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia.

Utrzymywał, że Wiktoria zasnęła, a on przez dwie godziny zastanawiał się, co z nią zrobić.

W końcu powierzył los nowo poznanej dziewczyny, Monecie.

To, co ona przecierpiała z nim tam w ogóle, to, bo ona miała śmierć okropną po prostu.

Dużo miała siniaków po prostu, głowę od głowy zaczął, no to albo biłą tępym prętem, albo pięściami, bo miała dużo siniaków po prostu.

Czyli najpierw ją pobił, tak?

Próbował ją bić po prostu, dusić, jak to nie dawało, no to...

Kablem ją dusił, a potem w końcu jak ją tutaj złamał w karku, to była szybka śmierć po prostu.

Czy Wiktoria się broniła?

Moim zdaniem może ona jeszcze tak nie zajarzyła może co się dzieje, bo on tak siedział i prawdopodobnie, jak tak czytałam w tych wynikach z sekcji zbóg, na klatce piersiowej siedział, nie?

Tam ponoć jakiś sąsiad słyszał po prostu krzyki dziewczyny po prostu.

Tylko jak zeznawał, to nie chciał się tam wtrącać i w ogóle, nie?

Czyli znowu ktoś nie zareagował?

Nie zareagował.

Jakby ktoś może by zareagował, no to może by się udało coś zrobić, nie?

Uratować dziewczynę i w ogóle, nie?

On po prostu działał po to, żeby zabić i robił wszystko, żeby to życie odebrać i nie umiał tego na początku zrobić, bo to wygląda tak, jakby to długo walczył o to, żeby to życie odebrać.

Ja mówię, to co ona tam wycierpiała na pewno, to mówię, Boże, mówię.

Jak odebrałam wyniki z sekcji zwłok, to jeszcze nawet nie sądziłam, bo tam w tych wynikach nie pisało, że ona w ogóle została zgłonna też, nie?

A została zgłonna i się dowiedziałam na pierwszej rozprawie po prostu.

Też nie wiem dlaczego, czy wszystkich papierów mi nie dali, czy nie chcieli może, żebym się dowiedziała po prostu.

Nie wiedzieliście tego?

Nie, nie wiedziałam tego.

Na pierwszej rozprawie, żeśmy się dowiedzieli.

On mówił jeszcze coś o jakiejś monecie.

Tak, że niby rzucił monetą, czy wyjdzie orzeł, czy rzeszka, to ją zabija.

Wyszedł chyba orzeł.

Jego to wkurzało po prostu, że ona po prostu spała, spała, spała.

A on coś chciał zrobić i w ogóle po prostu coś.

Irytowało go.

W nim się wzrodziła irytacja.

I to wzbudziło znowu ten chory instynkt, który już tam krążył w nim.

I powierzył jej los monecie.

Ja mówię, co za chora, monetą rzucić, żeby po prostu zabić po prostu.

Co to za człowiek po prostu, ja tego nie rozumiem.

Już no miała całe życie przed sobą, wszystko miała.

Nie to, że jej zmarnowało życie, to jeszcze swoje po prostu, nie?

Sędzia rozumiem, że prosiła o złożenie takich obszernych wyjaśnień.

On mówił krok po kroku, jak wyglądał ten wieczór, ta noc.

Tak, sędzina kazała mu mówwszystko, co pamięta, totalnie wszystko, co do każdej jednej rzeczy.

I mówił to, może nie, że ze spokojem, ale na pewno nie był jakoś bardzo poruszony.

Myślę, że do niego też dopiero teraz dochodzi po prostu, co zrobił ze swoim całym życiem.

I po prostu opowiadał.

Słuchając wszystkich zeznań Mateusza, łzy same mi leciały z oczu.

Pamiętam jedno zdanie, które on powiedział.

Zapadło mi bardzo w pamięć.

On mówił, że on nie chce żyć.

Takie słowa powiedział w stosunku co do nas wszystkich i Wiktorii.

Bardzo na mnie właśnie oddziaływały te słowa, ale uważam, że gdyby Wiktoria nie była moją koleżanką, przyjaciółką, gdybym nie była tak blisko w tym momencie z jej rodzicami, tylko po prostu nie znałabym sytuacji, to bym mu uwierzyła.

Bardzo manipuluje ludźmi, próbuje manipulować sędziną.

wił tak, jakby miał się za chwilę rozpłakać, jakby naprawdę go to bolało, co zrobił.

Później, gdy wychodził z sali, to się śmiał nam po prostu w twarz.

Czyli grał wtedy, kiedy wiedział, że coś może na tym zyskać, ale kiedy już nikt nie patrzył, ci, którzy decydują o jego losie, to ta maska spadała.

Myślę, że to była taka właśnie perfekcyjna gra i może też wtedy, jak spotkał Wiktoria, to może też wtedy grał.

A pamięta pan ten pierwszy moment, kiedy go pan zobaczył na żywo?

To było na sali sądowej?

Nie patrzyłem na niego w ogóle, bo nie mogłem.

A czy on skierował się do was?

Znaczy, coś tam może i przepraszał, ale na sali sądowej ani razu nie popatrzał w naszą stronę.

A jak to pan odbiera, że on się czegoś wstydził, że to była skrucha, czy że po prostu nie miał takiej potrzeby?

No, mi się wydaje, że chyba nie miał takiej potrzeby, bo wychodząc z sali, śmiał się.

Była dziewczyna Mateusza wskazywała na jego chore preferencje w sferze intymnej, co zresztą potwierdzili biegli.

Do obcowania płciowego doszło, gdy Wiktoria jeszcze żyła, a samo zabójstwo zostało dokonane ze szczególnym okrucieństwem.

Podkreślmy, zabójstwo kompletnie bez powodu, dokonane porzucie monetą.

Rodzice Wiktorii marzą o tym, żeby jej śmierć była przestrogą dla innych młodych ludzi.

Namówwas do tego wasz prawnik, prawda?

Tak, prawnik nam powiedział po prostu, żeby założyć taką zbiórkę po prostu na rzecz Wiktorii, żeby pokazać po prostu to, co się stało, po prostu.

Żeby opowiedzieć tam, żeby...

Żeby dać przykład po prostu dziewczynom, żeby po prostu uważali i w ogóle, żeby nie ufali po prostu, nie?

Żeby razem wracać do domu i w ogóle, nie?

Bo teraz jest taka młodzież po prostu, że naprawdę, że tylko imprezy, imprezy i... Młodzież jest jaka jest.

Może dotrze do młodzieży, żeby jednak trochę bardziej uważali.

Może ktoś się zastanowi po obejrzeniu reportażu i to uratuje kogoś, nie?

Znaczy, powiem to tak, no jeśli...

Może się ktoś zastanowi, że jednak nie... nie walno wierzyć na słowo drugiej osobie, nieznajomej.

Bardzo na nas to wpłynęło.

Gdziekolwiek nie jedziemy, wszystkie pilnujemy siebie jak oczka w głowie.

Staramy się też być w stałych kontaktach, w razie czego, gdyby coś się stało, żeby każdy wiedział, gdzie kto jest.

Ale też staramy się już tak nie ufać ludziom, tym bardziej nowo poznanym ludziom, w momencie, w którym nie wiemy, jaki mają zamiar w stosunku do nas.

Przez dwa lata dzielące zabójstwo Wiktorii i wyrok dożywotniego więzienia dla Mateusza, rodzice i bliscy ofiary musieli mierzyć się z okrutnymi komentarzami w internecie.

A tymczasem to przecież oprawca zasługuje na potępienie, co zresztą potwierdził sąd.

Sprawa tej tragicznej śmierci zwraca również uwagę na potrzebę wsparcia psychologicznego dla bliskich ofiar, które w naszym kraju wciąż kuleje.

Czy ktokolwiek wam kiedykolwiek pomógł, wyciągnął rękę po tym wszystkim?

Czy otrzymaliście propozycję jakiegoś wsparcia psychologicznego?

I to jest właśnie dziwne.

Byliśmy w urzędzie miasta, no bo gdzie można iść?

I tam pani nam dała adres na wrocławską.

Tam porozmawialiśmy z tą sympatyczną panią, która nam próbowała załatwwszystkimi możliwymi sposobami psychologa, bo to było i przed pochówkiem.

Potrzebowałem, bo niestety byłem

Rozsypało się wszystko.

Kiedy Wiktoria straciła życie, jej rodzice zostali kompletnie sami.

Zostali pozbawieni jedynego dziecka, ale też jakiejkolwiek pomocy.

Myślę, że systemowo to powinno być zupełnie inaczej rozwiązane, bo trauma związana z utratą członka rodziny w tak dramatycznych okolicznościach, to jest trauma, która naprawwymaga

bardzo, bardzo dużego wsparcia psychologicznego.

Jest niewiele osób, które są w stanie samodzielnie poradzić sobie z takim kalibrem cierpienia.

To jest niewyobrażalny ból połączony z bezradnością, z bezsilnością.

Ten ból nie przechodzi, nie mija, tylko człowiek uczy się z nim żyć.

Może uczyć się po prostu takiego życia tu i teraz, życia pomimo budzenia się w nocy z płaczem, pomimo ogromnej tęsknoty, pomimo...

pomimo ogromnego takiego poczucia niesprawiedliwości, szoku.

Więc to jest takie życie, które jest naprawdę bardzo wymagające, bardzo trudne i często osoby mają możliwość porozmawiania z interwentem kryzysowym.

z osobą, która kilka razy się spotka i po prostu na tu i teraz, chwilę po zdarzeniu czy po zbrodni pomoże się zebrać.

Interwencje kryzysowe robią ogromną robotę i to jest bardzo ważne.

Natomiast często ten proces żałoby i dojścia do siebie po tej gigantycznej stracie, on się rozpoczyna tak naprawdę, wiecie Państwo, kiedy?

Po wyroku.

Po wyroku, to tak jak człowiek dochodzi do siebie dopiero po rozwodzie, zaczyna się proces takiego wychodzenia z traumy rozstania po rozwodzie, tak samo z traumy zabójstwa, śmierci bliskiej osoby dochodzi się dopiero po rozprawie, czyli kilka lat.

Kiedy już naprawdę nikt nie pamięta, kiedy już media nie pamiętają, kiedy już w zasadzie nie jesteś pod opieką niczyją, to wtedy dopiero zaczyna się twój proces godzenia się z tą stratą.

I wtedy często rodziny są same.

To jest na przykład, nie wiem, 10 lat, 15 lat po zabójstwie.

a trauma dalej w nich tkwi.

A to doświadczenie każdego dnia daje o sobie przypomnieć.

To jest to, że na przykład osoba nie jest w stanie funkcjonować na co dzień, że nie jest w stanie na przykład wsiąść do autobusu, dajmy na to, nie jest w stanie iść na dyskotekę, choć minęło powiedzmy 10 lat czy 15 lat od zabójstwa, dajmy na to siostry, dajmy na to.

Więc to są takie flashbacki, które się pojawiają w kimś cały czas.

Więc to wsparcie psychologiczne moim zdaniem jest naprawdę bardzo ważne, żeby w jakiś sposób nauczyć się żyć i to też tak jak zawsze mówię, bo czasami jest tak, że kiedy ja zaczynam w ogóle rozmowę z taką osobą,

osobom, która doświadczyła straty bliskiego, to rodziny mówią mi tak, Pani Kasiu, ale przecież i tak mi Pani nie pomoże, mnie i tak nie przestanie boleć.

I ja zawsze staram się powiedzieć, nauczymy się żyć z tym bólem.

Więc ja bardzo bym chciała, żeby rodziny miały wsparcie systemowe.

a nie tylko takie, które jest często kosztowne i na które najzwyczajniej w świecie nie stać rodziny, bo wiele rodzin nie korzysta z psychologa nie dlatego, że nie chciałaby, że nie wierzy w psychologów, tylko bo nie ma na to pieniędzy po prostu.

Jak patrzę na tej koleżanki teraz, jak spotkałam, to ja mówię, Boże, mówię, Wika, teraz jakbyś widziała, nie?

Widzi Pani w nim Wiktorię.

To pani zaprojektowała to, jak ma wyglądać?

Ale pogrzeb miała Witusia bardzo ładny, dużo było znajomych, bardzo dużo było.

Nawet nie wiem, kto tam był, bo to było tyle ludzi, tyle twarzy, tłumy po prostu, że naprawdę... Nie wiem, co tam nawet było.

Wtedy zobaczyliście, ile ludzi ją kochało.

Była ważna dla wielu osób.

Takim oczkiem w głowie, nie?

Wróćmy jeszcze raz na chwilę do tego, co dzieje się w sieci i do niesprawiedliwych komentarzy.

Obwinianie ofiary i hejt na tych, którzy odeszli i nie mogą się bronić, to przecież zachowanie, które zasługuje na największe potępienie.

wiliśmy o victim blamingu jako zjawisku, ale jak ono wpływa na ofiary victim blamingu, czy na przykład bliskich osób, które, tak jak w przypadku Wiktorii, na przykład są nimi rodzice Wiktorii, którzy czytali te okropne komentarze, jak to na nich wpływa?

Wszystko zależy od osobowości ofiar i osób, które czytają komentarze o sobie czy o bliskich, ale generalnie jest to na pewno bardzo stresujące, bardzo raniące, bardzo krzywdzące, wyprowadzające z równowagi, dające takie poczucie bezradności, bezsilności.

Czyli jest to coś, co u większości osób, ludzie, którzy czytają takie komentarze na swój temat, zazwyczaj bardzo się denerwują.

To nie jest tak, że nawet jeżeli ktoś jest mocny, silny psychicznie, przeczyta taki komentarz na swój temat i wraca do swoich zajęć, tylko takie oceny zostają w nas.

One też czasami, jeżeli ktoś jest na przykład niepewny siebie, ma niskie poczucie własnej wartości, to one zasiewają takie

takie nasionko niepewności.

Więc często ludzie, którzy nie mają silnego poczucia własnej wartości, bo na przykład są bardzo młodzi, albo bo są nieśmiali, gdzieś wycofani, ciężko im też bronić swojego zdania, bronić swojego stanowiska, to kiedy czytają hejty na swój temat, to one biorą je jako prawdę na temat świata i prawdę na temat siebie.

I to jest pierwszy krok tak naprawdę do tego, żeby wpaść w bardzo głęboki kryzys psychiczny, który nierzadko niestety kończy się próbą samobójczą, czasami udaną, czasami nieudaną.

Natomiast jest to naprawdę bardzo niepokojące i może być

Niektórzy mówią, że victim blaming to jest zjawisko psychologiczne, to jest zjawisko społeczne, socjologiczne.

Natomiast z mojej perspektywy dla mnie jednoznacznie victim blaming to jest przemoc.

Dla większości hejterów, troli czy osób, które dopuszczają się takiego bardzo szybkiego oceniania ofiar, to to jest po prostu napisanie jakichś dwóch zdań.

Napiszę i wracam do swoich zajęć.

Napiszę jakiegoś hejta i wracam do robienia kotletów.

Napiszę i wracam do czytania książki.

Dla mnie to jest chwila, ja później o tym nie myślę, zapominam, mogę nie pamiętać nawet.

Dla niej ten jeden komentarz to może być ta wisienka na torcie, która już zadecyduje o tym, że człowiek pomyśli sobie, nie, ja już nie chcę żyć.

Nie pozwalajmy sobie na to, bo łatwo jest ocenić ofiarę, zwłaszcza kogoś, kto już nie żyje, kto się nie obroni, kto powie, chwila, tak nie było, chwila, to nie było, to nie jest tak, jak ty sobie wyobrażasz.

I dla mnie to jest wielka bezczelność ze strony internautów i uważam, że powinno być to w jakiś sposób też karane, a przynajmniej każda z tych osób powinna występować pod swoim imieniem i nazwiskiem.

żeby po prostu widać było czarno na białym, tak to jest ta pani, to jest na przykład moja sąsiadka, żebym ja po prostu wiedziała, że ktoś sobie na to pozwala, bo może to upublicznienie w internecie dawałoby nam jednak jakiś hamulec wewnętrzny, żeby takich rzeczy nie robić.

A nie masz poczucia, że jest takie ogólne przyzwolenie na hejt w internecie, bo jest go tak dużo, jest normalny i nikt nie widzi, że nie powinno tak być i każdy traktuje to jako jakiś taki element krajobrazu internetowego.

Tak, hejt jest czymś, co cały czas eskaduje, co rośnie, natomiast wciąż mam wrażenie, że mało mówi się o tym, że hejt zabija.

że hejt jest przemocą, która naprawdę może doprowadzić ludzi do załamania nerwowego, może zniszczyć człowieka, złamać człowieka, zniszczyć jego wiarę w siebie, poczucie własnej wartości.

Nierzadko jest tak, że ofiary hejtu stają się nie tylko zamknięte w sobie, nie chcą wychodzić, nie chcą kontaktować się z ludźmi, ale przecież są też historie takie, że ofiara hejtu sama stała się na przykład oprawcą.

Dlatego, że została tak wykluczona społecznie, że poczuła się tak odrzucona.

Nawet jeżeli jesteśmy introwertykami i nie lubimy wcale odtaczać się wianuszkiem osób, to potrzebujemy przynależności.

Jeżeli widzimy, że nie przynależymy, bo doświadczamy hejtu i ktoś nas odrzuca, wyrzuca poza nawias, to poradzenie sobie z tym naprawwymaga bardzo dużej siły psychicznej.

I na przykład sprawcy wcale jej nie mają.

Więc tak jak się mówi, że każdy głos się liczy, tak samo każdy hejt też się liczy.

I terapeuta uzależnieni Robert Rutkowski powiedział kiedyś takie fajne zdanie, że tak jak dobro wraca, tak hejt też wraca.

I ja mam wrażenie, że faktycznie coś w tym jest, że

że ta zła energia, którą my mamy w sobie, kiedy piszemy hejt, ona też do nas wraca, bo jeżeli my pozwalamy sobie na tyle nienawiści, na takie osądzanie, ocenianie, to bardzo często też przesiąkamy w takim negatywizmem, który często do nas wraca.

Myślę, że świat byłby dużo lepszy i to nie jest truizm.

Naprawdę świat byłby lepszy, gdybyśmy czasami ugryzli się w język i nawet jeżeli mamy ochotę powiedzieć coś,

Zastanówmy się 200 razy, czy serio musimy to pisać, czy naprawdę to jest takie ważne w tym momencie, żebyśmy napisali jakąś swoją refleksję na temat, co by było, gdyby.

Nie wiemy, co by było, gdyby.

Nie wiemy.

A może gdyby były dwie dziewczyny, to by oby straciły życie.

Nie wiemy, co by było.

Więc takie tworzenie scenariuszy w oparciu o swoją wyobraźnię, to jest karminie swojego ego, to jest taka potrzeba zaistnienia w sieci, pokazania się, wygłoszenia swoich mądrości, często kosztem innych ludzi, którzy i tak doświadczyli niewyobrażalnej tragedii, bo

To, jakiej tragedii doświadczają ofiary przestępstw, zabójstw, to jest coś, czego nawet myślę, że ja jako psychoterapeuta z wielokrotnym doświadczeniem nie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Ja sobie tylko mogę wyobrazić i większość z nas może sobie tylko wyobrazić, ale nie poczuć tego, jaki to musi być ból.

Potrafię to odciąć, skupić się na obowiązkach.

A w domu, no to wiadomo, nasz człowiek przyjdzie, trochę odsapnie.

Są takie dni, które są szczególnie trudne, święta, urodziny, to rzeczywiście tak jest, że wtedy jest najgorzej?

Zawsze, zawsze tu przeważnie w urodziny już się szwędałam, co kupiliście, gdzie schowaliście.

wię, nic nie kupiliśmy, po co ci to?

Masz wszystko prawie, kupisz sobie.

Brakuje Wiktorii, no taka pustka cisza jest w domu.

Zawsze, zawsze przyszła coś zagadała.

Kochała też święta.

Była taka wdzięczna.

Ból po stracie Wiktorii nie ustaje.

Jej pogrzeb pokazał, jak ważnym człowiekiem była dla całego mnóstwa osób, a jaka pozostanie w pamięci bliskich, taka jaka była naprawdę.

Na pewno nie taka, jaką uczynił ją Mateusz.

Na pewno też nie taka, jaką chcieli ją widzieć hejterzy.

Osiemnastoletnia Wiktoria Kozielska została pozbawiona życia nie ze swojej winy i nadal pozostaje żywa we wspomnieniach.

Pozostawiła też coś po sobie.

Niedawno przed śmiercią kupiła pieska sobie i powiedziała, pamiętam wtedy tacie o nim, bo tata się nie zgadzał, przyprowadziła go do domu.

I Pepa jest do teraz z rodzicami od Wiktorii.

I pamiętam, mama od Wiktorii mi mówiła, że ona nie wie, co by zrobiła, jakby tego psa teraz nie było.

Że to jest jakby taka jedyna, największa rzecz, która im została po Wiktorii.

To w ogóle miał być chłopczyk.

Okazało się, że to jest dziewczynka.

wiła zwierzęta.

Jak kupiła, była bardzo szczęśliwa wtedy z powodu tego psa.

Prawie dwa lata Pepcia już ma.

Chyba dwa miesiące.

Jak Wika ją przyniosła.

No nie mogę powiedzieć.

Rano ja wychodzę z pieskiem, wieczorem mąż wychodzi z pieskiem.

Za drzwiami słychać stukanie łapek.

No pies, którego przyprowadziła, miał być to jamnik, a okazał się zwykłym pieskiem fajnym.

Przyprowadziła?

Przed faktem dokonanym nam postawiła.

Tata się na pewno zgodzi.

Zdała was.

Nie jesteśmy tacy, żeby wyrzucić nawet taką zwierzynkę.

Wiktoriam się dużo śni właśnie.

Naprawdę?

A jak się śni Wiktoria?

Czyli przychodzi powiedzieć, że jest wszystko okej.

Czuje to Pani, że jest tam gdzieś, że w jakichś trudnych decyzjach albo w momentach jest tam i trzyma tą rękę, tak?

Taki reportaż jak ten mógł powstać dzięki wsparciu wspierających, a także sponsorów.

Dziękuję, że jesteście w imieniu swoim, a także całej ekipy Śladów.

Jeżeli znacie kogoś, kto potrzebuje pomocy lub sami chcecie nagłośnić swoją historię, czekamy na Wasze maile.

0:00
0:00