Mentionsy

Sekielski o nałogach
19.08.2025 16:00

Zakochałem się w amfetaminie

Książka "Polska na odwyku" z moim autografem do kupienia tu: https://allegro.pl/oferta/polska-na-odwyku-marek-sekielski-z-autografem-16973676819Książka "Współuzależnione" z autografem do kupienia tu: https://allegro.pl/oferta/wspoluzaleznione-marek-sekielski-z-autografem-17366483203

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 262 wyników dla "Towarzystwo na Świecie"

Ten program oglądasz dzięki zbiórce pieniędzy prowadzonej na patronite.pl.

Zostań naszym patronem.

Przypominam, że czekam na wasze zgłoszenia zawsze i chętnie.

Adres mailowy jest w opisie tego odcinka na YouTubie.

Można do mnie napisać przez Instagrama i przez Facebooka również.

mniej takie pozytywne bym to nazwał.

Przyjechałeś dzisiaj do mnie jako osoba, która wpadła mocno w narkotyki.

Jesteś po terapii w Monarze.

Narkotyki u mnie zaczęły się, jak myślę, że w większości przypadków przez przypadek.

Ktoś gdzieś tam powiedział o tym, że jest coś takiego jak marihuana.

Po prostu zapaliłem gdzieś tam na jakimś obozie, w ogóle poza krajem.

I stwierdziłem, że w ogóle od kany do dupy roszczać taki temat, bo co to ma być, że mi się nic nie dzieje tak naprawdę.

No ale przyszła kolejna propozycja.

Zacząłem wtedy palić co tydzień, obracałem się w towarzystwie, które myślało, podobnie jak ja, że narkotyki, dokładnie marihuana w tamtym momencie, to jest coś, co sprawia, że jesteśmy fajni.

Ja tak mogę przynajmniej o tym powiedzieć, bo ja tak wtedy myślałem.

że jeżeli ja palę, jestem cool, jestem na topie.

Nie wszyscy do tego mieli dostęp, ale moje towarzystwo miało do tego dostęp i właśnie to załatwiało.

No i tak to było, co miesiąc, na początku co miesiąc, tak.

To była gimnazjum, wtedy druga, trzecia klasa, 14-15 lat około wtedy zacząłem palić.

No i do liceum tak to wyglądało, że paliłem sporadycznie, okazjonalnie, na imprezie, ze znajomymi i nie były to też duże ilości.

Można powiedzieć, że zacząłem jak wszyscy, czyli powoli i dla zabawy.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że dużo już rozmyśliłem, rozkminiłem na ten temat, po co mi to było i skąd się to wzięło.

Na pewno składało się to z kilku czynników.

Tak jak mówiłem, zaczynam rozmawiać.

taka potrzeba przynależności do grupy, do społeczeństwa, do tego, żeby być lubianym, że czuję, że jestem właśnie fajny i że jestem w towarzystwie.

A miałeś wcześniej problemy jakieś takie interpersonalne?

emocjonalnie może jakoś stresowały bardzo te relacje, a pod wpływem właśnie, jak paliłem marihuanę, to czułem bardziej jak król, że jestem luźny i to wszystko mam pod taką kontrolą.

Że jednak podejście do osoby na przykład nowo poznanej

Ocena.

To mnie tak głównie tak blokowało trochę, a po zapaleniu nie miałem tych blokad i było to dla mnie bardziej naturalne.

A mi wtedy bardzo zależało na tym, żeby być właśnie w środku tego towarzystwa i żeby, nazwijmy to, wzbijać się w tym rankingu, który tam jest.

Byłem lubianym dzieckiem, to znaczy dałem się lubić i starszym kolegom, i młodszym kolegom.

Odkąd pamiętam, zawsze miałem właśnie wielu kolegów, nawet jakichś bliższych kolegów i nie było z tym nigdy jakichś większych problemów.

Tylko bardziej mi zależało na takiej, no bo wtedy dorastałem, nie?

jak byłem nastolatkiem, to dla nastolatków najważniejsze właśnie jest poczucie przynależności do grupy i bardziej chciałem się gdzieś jakąś swoją pozycję zanotować, takie parcie na szkło trochę, tak bym to nazwał, że to nie były te zwykłe kontakty, tylko właśnie chciałem coś więcej, takie parcie na szkło mnie gdzieś tam prowadziło w tym wszystkim.

No dobrze, mówisz, że to było tak sporadycznie raczej oparze się o sporadyczne palenie raz na miesiąc, to pewnie większości ludzi się wydaje, że to jest taka bezpieczna dosyć.

forma przyjmowania jakichkolwiek substancji, bo czy by to był alkohol, czy to by była marihuana, czy jakiś inny narkotyk, no to w zasadzie podobnie, nie?

Tak, no raz na miesiąc wydaje się bezpieczne.

Z mojej perspektywy wtedy na pewno wydawało się bezpieczne, bo jak sobie powiedziałam, hmm, ja zapalę tylko raz na miesiąc, to jak ja się mam uzależnić?

O narkotykach wiedziałem tyle, że są złe, z tego, co mówili mi rodzice i mówili na przykład w telewizji czy na internecie.

Trochę wiedziałem, pokazywali w szkole te obrazki tych ludzi, ale oni byli po tej heroinie, po jakichś bardziej zaawansowanych narkotykach, a ja wtedy sobie pomyślałem, że tylko palę trawę, tak?

Legalizacja, bo wtedy w tamtych czasach były te wszystkie wolne konopie, legalizujemy, taki ruch się zaczynał tego wszystkiego.

Ja też do tego chciałem właśnie przynależeć, bo myślałem, że przecież trawka nikogo nie zabije, prawda?

takiej osoby, która gdzieś pokazałaby tą drogę, co się może stać, ale myślę, że wtedy nawet jakbym spotkał taką osobę, to bym powiedział, co ty gadasz do mnie, gościu, i tak zrobię po swojemu, nie?

Wtedy spotykaliśmy się już codziennie, żeby wtedy właśnie zapalić, właśnie w tym przejściu między gimnazjum a liceum.

Wakacje skupiliśmy się właśnie na paleniu, nie?

Ja chodziłem do liceum, które było na granicy województwa śląskiego i będzińskiego.

Tam okazało się, że jest też ciekawe towarzystwo.

No my się śmialiśmy wtedy, bo się okazało, że najciemniej wtedy jest pod latarnią.

Najciemniej wtedy jest pod latarnią.

robiliśmy to i kolega zaproponował, że słuchajcie, tu jest taki narkotyk, nazywa się amfetamina, ja już go próbowałem z innymi kolegami, będzie fajnie, ale nie bierzcie, bo możecie skończyć źle.

On wtedy to nazywał, że to jest właśnie pakt z diabłem, podpiszemy z szatanem, że jak już raz wciągniemy kreskę, to już do końca życia z nami zostanie.

Tak, on nam to opisywał, że czuje się wtedy super, że właśnie nie śpi, że dużo gra, że coś tam robi więcej rzeczy od siebie, że ma taką zajawkę.

Ja się tak trochę nakręciłem, mówię, wow, ale co to będzie ciekawe, bo zaraz zobaczymy.

Mówił oczywiście, że no, ale to na własną odpowiedzialność, potem nie możecie mi nic tam nie mówić, coś takiego kojarzę.

I nie brałem tego codziennie, tylko wtedy w tym liceum robiliśmy to co tydzień i ciągle paliliśmy w międzyczasie marihuanę, po lekcjach, przed lekcjami wychodziliśmy, uciekaliśmy, jeździliśmy do innego miasta po dopalacze, nawet wtedy pamiętam, takie różne akcje robiliśmy.

Ale głównym motywem było to, że ja jak będzie weekend, wezmę, wciągnę amfę i pójdę na dyskotekę.

To po prostu było klapki na moje oczy.

Ja się budziłem rano w piątek szczęśliwy, szedłem do szkoły, mówię tak, kolega załatwi towar, pójdziemy na imprezę, będzie super.

Naprawdę było super.

To była taka kulminacja w ogóle tygodnia, tak?

Jakby oczekiwanie na to.

Wtedy jeszcze dopalacze też wszedły na jakiś moment, ale tak na kilka miesięcy, bo jednak zbrzydły się po czasie, że już takie dziwne rzeczy się działy wtedy za mną.

No i jakby skończyło się na tym, bo stwierdziłem, że to jest najfajne.

No i w głowie moim tylko była ta amfetamina.

Ona była takim moim najważniejszym wątkiem wtedy w tym wszystkim.

Tak właśnie się czułem po tej narkotyce.

A nie czułeś tego przygnębiającego stanu, który jest na zejściu, moim zdaniem bardzo przygnębiający i trudny momentami do zniesienia?

Miałem takie podejście, że ja chcę wykorzystać ten stan i wiem, że będzie to zwała, ale ja się na nią przygotuję.

Że nawet jak mi się nie chce iść, to ja jadę specjalnie, żeby po prostu lepiej się czuć na tym i zminimalizować ten efekt.

Tak, na początku był ze mnie taki zdyscyplinowany ćpun, dokładnie.

Co oni tam wszyscy ćpają, po kontach się tam krzątają, spać nie mogą, a ja tu proszę, łóżko, leżeć z zamkniętymi oczami, nawet jak się nie chce spać, uzupełnić witaminy, zrobić sobie jedzenie.

Oczywiście to na tamten moment tak wyglądało, a potem to już nie było tak kolorowo.

Wniesie za sobą konsekwencje, na przykład rodzinne, że matka zauważyła, że coś jest ze mną nie tak, że zachowuje się inaczej, że zaczyna się tym stresować.

Okazało się, że ona mnie widziała kilka razy na mieście właśnie, jakbym potrwał marihuany, że były akcje w domu z tego powodu.

Nawet mimo tego, że się zajmowałem, to i tak już tam gdzieś stękałem z tego powodu.

Gdzieś tam w różne towarzystwa wpadłem, takie mniej ciekawe, bardziej patologiczne to nazwijmy.

I nie zwracałem na przykład uwagi już na to, jak się ubieram.

I to gdzieś było pod koniec tego liceum, jak właśnie skończyłem ten liceum, bo wtedy byłem tym, nazwijmy to, ogarniętym ćpunem.

No i co, dwa miesiące w pracy i nie poszedłem nagle po prostu do pracy, bo mi się nie chciało, bo ważniejsze było dla mnie na to...

żeby iść się naćpać.

Więc zacząłem na przykład, wyrzucany z pracy byłem, potem do innej pracy się zapisałem, to się spóźniłem do niej właśnie, bo miałem zjazd, tak?

Więc napisał do mnie szef, mówi...

Ojciec zaczął mnie traktować już trochę jak powietrze, bo miał dość właśnie tych sytuacji, że ja gdzieś tam wracam wieczorem do domu i że nie zajmuję się tym domem i zaczynam się z nimi kłócić.

Bo ja na początku tak próbowałem...

trochę powiedzieć, że to jest ich wina, że przez to, jak oni się zachowują, ja tak robię, że ja wychodzę z domu na noc, to nie jest nic strasznego tak naprawdę, że ta marihuana, to też nie jest nic takiego strasznego.

Ja nie widziałem, jak ja się zachowuję i próbowałem to na nich zwalić wszystko wtedy, pamiętam.

To było tak właśnie, że ona była zlękniona z mojego powodu, więc ona chciała mi pomóc jak najbardziej się tylko da, więc, że tak powiem, hodowała żmiję na własnej piersi i utrzymywała narkomana.

Wtedy już miałem tak, że ja zrezygnowałem z innych używek, czyli głównie z marihuany jeszcze, bo stwierdziłem, że ona mi zaburza tą zmianę świadomości po amfetaminie, bo po niej czułem się taki wolniejszy, że mój umysł jest bardziej wolny, więc skupiłem się tylko na tym jednym dragu.

Gdzieś tam nawet do Holandii pojechałem na miesiąc i wróciłem po miesiącu, bo się przećpałem tam.

Pamiętam, jak mówiłem mamie, mamo, słuchaj, idź teraz na dwór.

Naprawdę wyglądało tak, że ja wziąłem od niej pięć dych, poszedłem do babci, pomogłem, wziąłem pięć dych, poszedłem po dragi, z kimś tam pogadałem i wróciłem dać panu.

Ale w mojej głowie to wyglądało inaczej.

Ta wiara była dla mnie bardzo ważna.

Ona była dla mnie ucieczką od konfrontacji, odpowiedzialności z rzeczywistością.

Ja sobie tak o tym wymyślałem po prostu, no bo ojca nie doścignę, bo on jest najlepszy we wszystkim zawsze.

Nawet jak będę świecił dobrze latarką, to i tak mógłbym lepiej.

A matka jest taka, że nawet jak coś zrobię dobrze, to zawsze mogę jeszcze wyczyścić te buty dokładnie, albo wziąć tam czapkę na dwór.

Ja miałem tak, że chodziłem codziennie do lasu, bo mieszkałem obok lasu i tam jakiś szałas, ogniska, tam potem handlowałem narkotykami w ogóle w tym lesie, tam ludzie przychodzili, mówiłem im, że ja to lepszy ćpun, lepiej podiluj narkotykami.

Ja chodziłem wtedy do szperaka i wybierałem jakieś tam stare płaszcze, kapelusze, jakieś naszyjniki.

Ja to ubierałem w ogóle na wszystko na siebie.

chodziłem na przykład do tego lasu, przychodzili tam właśnie znajomi, czyli też inni narkomani, śpaliśmy tam razem, budowaliśmy coś razem, na przykład wracałem do domu, myłem się i zmieniałem stylówkę i ubierałem się na imprezę od razu i szedłem na imprezę, w menażną dyskotekę na przykład, jakiś techno-hardstyle, wracałem i znowu byłem szamanem, który się jednoczył z naturą, nie?

Miałem taką swoją grupę znajomych, która tam regularnie do mnie przychodziła, ja ich tam regularnie zapraszałem.

Było widać jak na oku, że ktoś idzie, że oni coś słyszą, że tam się świeci światło, że zaraz tu ktoś będzie w tym lesie.

I mówię, spokojnie, po tygodniu wam minie, to naturalne, każdy tak ma.

I tak to wszystko gdzieś tam obracałem w tą magię, że ona była tą odpowiedzią na te pytania i moim wytłumaczeniem na rzeczywistość.

No i taka wyglądała moja droga magicznego, ćpuna, szamana, imprezowicza, oszustwa.

Co się zadziało, że ty w ogóle zacząłeś, może nie nagle, zauważać, że coś jest nie tak z tymi narkotykami i z tym modelem życia, który sobie wybrałeś?

Trochę ta duchowa droga, nazwijmy ją tak,

Było często wspominane, że to się skończy źle, te brania narkotyków.

Tamci ludzie, których słuchałem na YouTubie różnych, mówili o tym, że jest ważna ta samoświadomość, rozwijanie się, pójście w jakąś konkretną drogę.

Wymyśliłem sobie, że ja spróbuję ograniczyć jak najwięcej minusów zażywania narkotyków i wtedy będę rzucał.

Ale każda próba była nieudolna.

Wyglądało tak, że na przykład zamykałem się na tydzień w domu, grałem na komputerze.

No i po tygodniu wychodziłem na dwór.

Na koszykówkę, bo wtedy też dużo sportu robiłem właśnie i gram gdzieś na tym koszu.

Ej, idziesz z nami tutaj na ten?

No jasne, że z nami idę jakby.

I gdzieś od tego osiemnastego roku życia próbowałem rzucać to wiele razy.

Miałem to gdzieś z tyłu głowy, że muszę gdzieś to zrobić, prędzej czy później, bo mogę się skończyć, bo już widziałem po moich znajomych aktualnych i znajomych starszych, że niektórzy na przykład trafili do psychiatryka.

Wtedy byłem nieletni za posiadanie tam narkotyków.

I też widziałem te lęki i te schizy, jak one ewoluowały i ludzie zaczynali się zmieniać.

Byli bardziej na przykład agresywni.

ze sznurka towar i wciągali pieniądze, bo oni nie wyjdą, bo oni się boją, że ktoś tam na zewnątrz jest.

I ja widziałem, że towarzystwo się zmienia i niektóre osoby gdzieś odpadają po drodze.

Już nie chodzą na te wyprawy, na te przygody, tylko robią dziwne rzeczy.

nie wiem, gdzieś koleś na przykład skoczył, gdzieś tam z okna na przykład, bo coś tam widział, drugi drugiemu przywalił i jakby widziałem te konsekwencje powoli, które się robią i sobie mówię, a ja to ogram wszystko, ja tak nie skończę, bo oni tak sobie wymawiają to wtedy.

Ale ja kończyłem jeszcze gorzej, można powiedzieć, bo ja w ten magiczny świat wchodziłem.

Ja się oddalałem od tego rzeczywistego tak naprawdę jeszcze bardziej.

I w końcu gdzieś tam pojechałem do Czech na imprezę.

kurwa mać, co ja robię na tych zajebanych blokach?

Ja mówię, kurwa mać, ludzie mi mówią fajne rzeczy o mnie, a ja jestem na jakichś zajebanych blokach, oszukuję moich rodziców, nie mam pieniędzy i jestem na imprezie.

Może zostanę dziennikarzem, wtedy pomyślałem na przykład.

Załadowaliśmy się z ekipą, wróciliśmy do domu, ja się obudziłem i miałem lęki wtedy, urojenia i alucynacje głosowe, że słyszałem jakieś głosy gdzieś, że jak auto przyjeżdżało obok, to ja myślałem, że to może policja po mnie przyjechała.

No i wtedy stwierdziłem, to miałem 22 lata, jeżeli dobrze pamiętam, że chcę z tym skończyć, chcę iść na leczenie.

Bo ja już byłem wcześniej na leczeniu, jak kończyłem to 18 lat, w takim ambulatoryjnym, dochodzeniowym modelu i trybie rodzice mi postawili taki ultimatum właśnie, żebym się zaczął leczyć, bo oni nie będą wychowywać pasożyta.

No i wtedy byłem w takiej fazie bardziej ogarniętej, że mniej zażywałem tych narkotyków, mniej tak zasadnie i dobitnie, żeby myśleli, że jest okej.

Wtedy też nie zdałem na przykład matury z matematyki, bo się na nią spóźniłem.

I tam poznałem też innego narkomana, który został się potem moim dealerem i poleciałem jakby dalej.

A wtedy, jak miałem te 22 lata, to te konsekwencje już narosły tych moich znajomych.

Mój ojciec, który właśnie traktował mnie jak powietrza matka, która już widziała, że ma lęki, musiała iść też do psychiatry z tego powodu, bo już była trudna sytuacja rodzinna.

To wszystko ponarastało i mówię, chcę spróbować.

I pod wpływem tych lęków, tego stanu, w którym ja się wtedy znajdowałem, wróciła moja matka do domu.

Ona, okej, pomogę ci, synku.

I że mi pomoże znaleźć ośrodek.

Do ośrodka jakiś pierwpołowniowice miał być, ale to nie wyszło, bo kolejka była długa i Monardębowiec okazał się, że za dwa tygodnie możemy, tylko musimy załatwić skierowanie.

Minął tydzień, mi już trochę przeszło, ja wtedy się już bardziej wyluzowałem i już tak zaczynam się zastanawiać, czy tak, czy nie, czy to zrobić, czy tego nie zrobić.

I jeszcze pamiętam, że dzień przed pojechaniem do ośrodka jeszcze sobie załatwiłem właśnie, kolega podszedł pod bramę do mnie, zapaliliśmy razem jeszcze ostatni raz, pożegnałem się z nim.

Opinie były różne, ale większość było takich, że a, po co ty to ci, to i tak do nas wrócisz.

Jakby tak zawsze było, że ściągające na dół.

Chodź, wróć do nas, zostaw to, nie warto.

No i tych prób też moi znajomi też mieli wiele, tak samo jak ja opowiadam o tym wcześniej.

Zamykali się na tydzień, tu gdzieś mówili, że już przestają, tu nawet udawało im się na miesiąc przestać, no ale jednak ten powrót do tego środowiska, ten mechanizm, to po prostu on jest taką szklaną pułapką, tak bym to nazwał.

Na ile spędziłeś czasu w Monarze?

I spędziłem tam cały rok, plus dodatkowe... Miałem przedłużoną terapię o 2 tygodnie, dodatkowo jeszcze miesiąc byłem, ale już jako nie pacjent, tylko na socjalu tak zwanym, czyli tam mieszkałem po prostu i dojeżdżałem do pracy.

Pamiętasz ten proces monarchski?

Bardzo dobrze pamiętam proces monarchski.

To powiedz o nim trochę, bo w sumie nie wiem, czy dużo wiedzy jest na temat tego, bo pewnie w większości udziwia, że on jest trochę odmienny od takich tradycyjnych terapii.

Myślę, że każdy monarch cechuje się troszkę odrobinę innym procesem, ponieważ zależy to od kadry terapeutycznej, ich doświadczeń, w jaki sposób oni działają.

Czyli trafiamy jakby do systemu, który ma zwiększyć, przyspieszyć pracę nad elementami, które pomogą nam trzeźwieć i żyć trzeźwo.

Proces zaczyna się hierarchicznie.

Lądujemy na samym dole na poduszce jako osoba, która nazywa się nowicjusz.

Jest nam przydzielany opiekun.

Dostajemy też terapeutę prowadzącego, który jest naszym już towarzyszem do samego końca i który ma z nami taki kontakt indywidualny i zajmuje się nami bardziej indywidualnie.

Ja na przykład byłem kwiatkowym na początku.

Jeżeli bym nie wykonał swojego zadania, to podniosę tego konsekwencje, dostanę karę, to może być na przykład 15 minut cięcia drewna, albo umyć jakiś garnków.

Czyli trenujemy pokorę, robimy rzeczy, której nie chcemy do końca robić, ale jest ona gdzieś przydatna dla całego społeczeństwa, który tam istnieje.

Ponieważ na ośrodku znajduje się jeden terapeuta, który jest jakby dostępny cały czas, a całą resztę tworzą pacjenci, czyli inne osoby uzależnione.

Najstarsi pacjenci mają największą odpowiedzialność i pomagają wszystkim młodszym pacjentom.

W czym takie, nie wiem, obieranie ziemniaków, mycie garnków, rąbanie drewna, podlewanie kwiatków ma pomoc w osobie uzależnionym?

Na pewno jako osoby uzależnione byliśmy w stanie nawet wyjść w nocy, gdy padał śnieg, potowar.

Ale nie byłem ja osobiście w stanie właśnie posprzątać mieszkania czy ugotować ubiadu, bo nie zależało mi na tym.

Zależało mi na zdobyciu narkotyków.

i inne takie czynności, to tam właśnie to obieranie ziemniaków miało nas troszkę powrócić, jak wygląda normalne życie, jak żyją normalne osoby, no bo jako narkoman na przykład nie lubiłem tego robić, chyba, że się mega naćpałem i mam akurat fazę, ale tak ogólnie to nie chciałem sprzątać po sobie, wynosić śmieci, takich czynności wykonywać.

Więc na pewno one miały nas wracać do tego normalnego życia.

To jest jedna kwestia.

Druga kwestia jest taka korna, czyli że wykonujemy daną czynność, jest ona jakaś monotomna, ale wiemy, że robimy to też dla innych ludzi.

Nawiązywaliśmy wtedy kontakty, ale nie tak jak za życia narkomańskiego, za kiedy ćpaliśmy, tylko właśnie w sposób normalny.

Więc odbudowywaliśmy w sobie te umiejętności społeczne nawiązywania kontaktów, podtrzymywania rozmowy.

które u wielu narkomanów, jak widać, oni zaprzestają tych czynności.

Na przykład są zarośnięci, są gdzieś brudni, potem już o siebie nie dbają, nie wiedzą właśnie jak gotować ten obiad, więc wyposażają nas w takie wszystkie umiejętności podstawowe, potrzebne do przeżycia.

I to jest taka warstwa typowo życiowa do przetrwania, która nam jest potrzebna.

jakie są nasze mocne strony, jakie są nasze słabe strony.

Na przykład jak widziałem, że ktoś manipuluje drugą osobą, to bałem się zwrócić mu uwagę.

Wolałem jednak na to zamknąć oczy i nie spojrzeć.

Czyli dowiedziałem się tam, jakie są moje mocne strony, czyli moimi mocnymi stronami są rozmowa z innymi ludźmi,

Zabawianie może tych trochę ludzi być taką rozrywkową osobą, ale też emocjonalną, jakąś gdzieś czułą, budowanie kontaktów, zajmowanie się ogrodem.

A dowiedziałem się, że moimi słabymi rzeczami jest zwracanie komuś uwagi na popełnianie błędów, stawianie granic, jeżeli są one przekroczone, branie odpowiedzialności.

Dowiedziałem się właśnie tego o sobie podczas tego monaru.

Widziałam, jak moi znajomi mieli takie momenty.

I tak stwierdziłem, że zostałem do końca, więc nie miałem tych kryzysów, ale widziałem masę kryzysów ludzi, którzy chcieli opuszczać w tej chwili, bo ja muszę iść do córki, bo ja muszę iść do męża, bo nie wiem, tata zadzwonił, że potrzebuje pomocy, albo niektórzy mówili wprost, że ja chcę po prostu się naćpać, bo mam w to wyjebane, urzacie mnie tu wszyscy, nie będę tutaj siedział.

jak w ośrodku Monardębowie, gdzie jest chyba miejsc 50 około i w trakcie tego całego roku, który byłem, czasami wyliczaliśmy za znajomymi, ile odpadło.

No to tak liczyliśmy tam 60-70 osób po drodze odpadło, czyli na pewno taki cały ośrodek, pewnie nawet więcej tego było, ale bardzo dużo.

też chyba 10, nie chcę powiedzieć bennej liczby, ale na pewno mniej niż 50.

Tak to wygląda w rzeczywistości, bo zazwyczaj te osoby powracają do starych gdzieś nawyków, to jest taki najczęstszy problem, do starych schematów, do starych prac, do starych znajomości, ale też jest ta mniejszość, która gdzieś sobie dobrze radzi przez jakiś czas i po drodze trafia na kryzys, to może być nawet awans w pracy za dobry, awans w pracy, czy po prostu taka sytuacja życiowa.

Kończy terapię tak naprawdę i to jest straszne, ponieważ ja widziałem wiele osób, które wracały na drugie kółko, na trzecie kółko i opowiadały tę historię, co się z nimi działo i że ten każdy kolejny raz był jeszcze gorszy od poprzedniego.

Mówi, ja za pierwszym kółkiem to miałem jeszcze, mieszkałem u mamy, coś tam robiłem, a teraz to już mieszkam na ulicy, jestem tutaj, żeby się leczyć.

Nawet po towarzystwie, w którym ja się obracałem.

Ale tam to była taka śmietanka po prostu narkomaństwa.

Zakładam, że w takim bezpiecznym środowisku, gdy jesteś zamknięty, oczywiście możesz stamtąd wyjść, natomiast gdzieś żyjesz trochę w pewien sposób pod kloszem.

I to może być stresujące też, to może być trudne, bo jesteś trochę po roku w ogóle gdzieś wycięty z takiego zwykłego życia, można powiedzieć, nie?

Tak, to jest śmieszne, bo tam byliśmy zamknięci w środku lasu i zawsze się śmialiśmy, jak jechaliśmy na Częstochowę, że o, tubelce wyszli z lasu, bo nie widzieli prawdziwego świata.

Chociaż Monarch w swoim systemie...

ma elementy przepustkowe, to jest 4 do 6 realizowanych przepustek musi być do swojego właśnie domu rodzinnego lub do około rodzinnego przynajmniej, żeby się skonfrontować z rzeczywistością i tym wszystkim.

Ale faktycznie, rok to jest mało, ponieważ dopiero po tym roku te zmiany, które są tam procesowane i zachodzą, one się zaczynają utrwalać i tak naprawdę wychodzimy w kulminacyjnym momencie, czyli po roku, kiedy osoba już mniej więcej...

jest gotowa, żeby zacząć się trwale zmieniać, już nabyła tych nowych cech, tej odpowiedzialności, to ona musi teraz wyjść na zewnątrz właśnie.

Dlatego bardzo duży nacisk kładziony jest na relacje społeczne i przygotowują nas do wyjścia w taki sposób, że mamy ofertę pójścia na darmowy hostel, zamieszkać tam razem.

Czyli to jest trochę tak zachęcanie, żeby się odciąć też od tego środowiska rodzinnego na przykład, które gdzieś jakby niekoniecznie rodzina musi być sama w sobie problemem, ale cały świat dookoła, koledzy, znajomi, imprezowe miejsca.

To nawet nie jest tyle, co jest zachęcanie, co po prostu jak te osoby, które już są na którymś tym kółku,

Jest odradzane wracenie do domu, ponieważ są przytaczane właśnie te historie faktyczne, jak to będzie wyglądało i są przytaczane też historie tych osób z przepustek, czyli jak gdzieś był na przepustkę, a spotkałem znajomego, z którym brałem narkotyki,

I nie jest to odradzane w stu procentach, ale na pewno nie jest zalecane.

Taka osoba wtedy jest dla nas najbardziej wspierająca i możemy się nawzajem wspierać.

Relacje są naprawdę najbardziej wspierające, bo wtedy, jeżeli coś się wydarzy nawet w pracy, w której nie ma tych osób, to po tej pracy mówimy tej osobie, ej słuchaj, bo gościu wyciągnął blanta i zaczął go jarać nagle na przerwie, poczułem ten zapach.

I rozmawiamy o tym z tą osobą, ona nas rozumie, bo ona wie, że chcemy żyć trzeźwo, no a jeżeli byśmy to, ja miałem taką sytuację, że wróciłem z przepustki i że ja powiedziałem mojej mamie, mamo, mi się chce ćpać.

Przecież ona tego nie rozumie.

Ty ją tylko właśnie dasz jej lęku, dasz jej strachu, że ona teraz się boi, że ty zaraz wrócisz do nałogu, że znowu wszystko będzie to samo, ale ostatecznie ona nie zrozumie tego, że to by się chce ćpać i to, co znaczy, tak samo jak inna osoba, która chce być trzeźwa.

Więc to wspierające środowisko było wtedy najważniejsze.

Ty się zdecydowałeś na taką drogę?

Panie, bo nie miałeś presji właśnie ze strony rodziców, że jednak wracaj do nas?

Teraz jest moim najlepszym przyjacielem zresztą.

Razem z nim się potem z tego hostelu wyprowadziłem na inne mieszkanie.

Do tej samej pracy chodziliśmy i gdzieś zawsze te tematy między nami były.

Jak coś się komuś wydarzyło, na przykład on pojechał do siebie, spotkał jakichś tam narkomanów, to mi o tym opowiadał, ja mu o tym opowiadałem i wspieraliśmy się w tym wszystkim właśnie cały czas.

Te środowiska wspierające to nie muszą być osoby uzależnione, bo też żeby cały czas być w tym towarzystwie to też nie jest moim zdaniem dobra, ponieważ dalej jesteśmy w tym bąbelku, w tej bańce, a my potrzebujemy wyjść poza tą bańkę i właśnie bardziej skosztować tego normalnego życia, czyli więcej takich kontaktów interpersonalnych normalnych, które znajdujemy na mieście, gdzie się dowiadujemy o tym wszystkim.

Taka izolacja trochę następuje.

Dlatego znajdujemy inne znajomości i możemy poczuć się wtedy bardziej normalni przez powiowo, tak?

Że ja chodzę do pracy, mam normalnych znajomych, którzy nie są uzależnieni, którzy nie mówią o tych tematach, że on znowu musi jeć pać, chce.

No bo jednak też trzymanie się w tych tematach może nas...

Zawracać na te tory, na te myśli, na te uczucia.

Trochę też można zdziczyć, jak się siedzi w takiej bańce.

Mam masę, mnóstwo różnych znajomych, ale moim takim korowym właśnie jestem przyjaciel.

Skąd ta psychologia się wzięła, żeby nagle to zrobić?

Ja myślałem o niej jeszcze jak ćpałem, bo wiedziałem, że na psychologii będzie dużo dziewczyn i stwierdziłem, że pójdę na taki profil, gdzie będzie dużo dziewczyn.

No ale gdzieś mnie też interesowały zawsze te tematy, bo jak brałem te narkotyki, to już o nich czytałem, dowiadywałem się, jak te substancje działają na mózg, co one robią, co to są właśnie halucynacje, co to są urojenia, jaką wiedzę próbowałem zdobyć.

I po terapii myślałem, żeby iść na filozofię, na psychologię albo na socjologię.

No i tak zapisałem się na psychologię.

Też z dziećmi, które mają ADHD na przykład?

Czy masz jakieś dane na temat korelacji właśnie ADHD z jakąś tendencją z uzależnieniami?

Tak, posiadam informacje na ten temat, jest to ciekawy temat, ponieważ badania, metaanalizy, tu akurat metaanalizy wchodzą, czyli takie większe badania,

że dzieci, które zażywają leki na ADHD i mają ADHD, mają mniejszą szansę dwu-, trzykrotnie na popadnięcie w uzależnienie i na odwrót.

Czyli dzieci, które nie zażywają leków albo psychoedukacji nie uczą się, dwu-, trzykrotnie większą szansę na uzależnienie.

Dokładnie jest to 70% alkohol w dorosłości, czyli 70% więcej szans mają na to, żeby popaść w alkoholizm.

Tak, nieleczone na ADHD, mające ADHD.

Kokaina to jest tam chyba 60%, właśnie substancje psyoaktywne, nikotyna to też jest około 60-70%, hazard też jest bardzo dużo, czyli...

Osoby z ADHD rozpoznanym nieleczonym mają szansę popaść właśnie w nałogi.

To nie muszą być też te nałogi, o których my rozmawiamy.

które mają rozpoznane ADHD, mogą... Od 2018 roku Towarzystwo na Świecie zrobiło taki konsensus, że jest zalecane leczenie farmakoterapią osób ADHD, ponieważ jeżeli osoba uzależniona od środków psychoaktywnych będzie brała do tego leki stymulujące, się okazuje, że jeszcze w większych dawkach niż normalne, to mają mniejszą szansę na nawrót po nałogu.

No bo mamy wyrównany poziom dopaminy w mózgu i nie szukamy tych dodatkowych wrażeń wszędzie, a właśnie to szukanie dodatkowych wrażeń, czyli impulsywność jest tym głównym czynnikiem, który nas pcha w stronę w uzależnieniu.

Ale też to może być z tego, że osoby, które biorą amfetaminę, która jest lekiem na ADHD, akurat w Polsce jest to metylefenidat, czyli inna substancja, która działa trochę inaczej.

I naturalnie też wiele osób szuka jakiegoś ujścia i znajduje to właśnie w środkach psychoaktywnych, bo czują wtedy ukojenie i większą ulgę.

Jest dużo badań na ten temat, bardzo szerokich badań.

Jeszcze dodam, że jest to 60%, 40 osób, które ma rozpoznane ADHD w wieku dorosłym, ma też właśnie uzależnienie behawioralne czy od substancji psa aktywne.

Te osoby też zawsze mają, nie zawsze tylko, występuje u nich korelacja na 60% z innym zaburzeniem psychicznym.

Bo nam się to kojarzy, to jest dziecko, które skacze po ścianach, prawda?

Ale to jest dziewczyna, która siedzi w tylnej ławce i ona bardziej marzy, myśli i rozkminia bardzo dużo.

Więc to też są takie ciekawe właśnie dane gdzieś, no my w Polsce jesteśmy bardzo daleko w tyle, bo mamy rozpoznawalność na poziomie 0,02%, w Europie jest 5%, a w Ameryce jest 10%.

Także u nas jeszcze długa droga do nadrobienia, ale myślę, że temat staje się popularny.

Mam nadzieję, że Państwo też wyciągnęli trochę ciekawych rzeczy, takich może, nie wiem, jakich może, nie wiem, co chciałem powiedzieć, co nie.

To może zakończę to tak, że przypominam, że jak się będziecie zgłaszać, to będę nagrywał, więc proszę się z wami kontaktować.

Tutaj są moje książki, które wyszły na jesieni, będzie coś nowego, ale zanim będzie, to tym jeszcze zdążę powiedzieć.

Ten program oglądałeś dzięki zbiórce pieniędzy prowadzonej na patronite.pl u Kośnik Sekielski.

Zostań naszym patronem.