Mentionsy

Podcasty Rzeczpospolitej
09.07.2025 06:00

Przystanek Historia | Obława Augustowska

W chwili, gdy żołnierze sowieccy wywieźli w nieznanym kierunku ostatnich aresztantów, urwał się z nimi kontakt. Zaniepokojonym rodzinom nie udzielono żadnych informacji o ich losie. Rozpoczęły się poszukiwania oraz próby nawiązania kontaktu – bliscy, a także niektóre zakłady pracy i samorządy, wysyłały pisma do polskich władz i organizacji z prośba o ich odnalezienie. Bez rezultatu. Z czasem, pod naciskiem funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, bliscy ofiar przestali „niepokoić” władze, co nie znaczy, że zapomnieli. Przez kolejne lata pamięć o sowieckiej zbrodni pozostawała tajemnicą rodzinną, nieznaną społeczeństwu.

Przełom nastąpił 28 czerwca 1987 r., gdy Stefan Myszczyński, szukający w lesie śladów po swoich bliskich, porwanych przez Sowietów w lipcu 1945 r, odkrył w pobliżu Gib, w centrum Puszczy Augustowskiej, ludzkie kości. Ekshumacja wykazała, że zostali tam pochowani żołnierze niemieccy. Sprawa stała się jednak publiczną, zaczęli o niej pisać korespondenci zachodnich gazet, dla których okoliczności obławy augustowskiej przypominały Zbrodnię Katyńską. Wobec obojętności komunistycznych władz, dawni lokalni działacze „Solidarności”, powołali Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 r., który zajął się tworzeniem listy zaginionych i wyjaśnianiem okoliczności ich zatrzymania.

W 1995 rosyjska prokuratura wojskowa przyznała, że operacja miała rzeczywiście miejsce a los 592 osób pozostaje nieznany. Spadkobierca sowieckiego imperium nie chciał jednak przyznać się do ich zamordowania. Szczątki ofiar obławy augustowskiej najprawdopodobniej zostały ukryte w okolicach wschodniego brzegu jeziora Szlamy, na terenie obecnej Białorusi. Zlecone przez prokuratora IPN badanie zdjęć tego miejsca wskazały na duże prawdopodobieństwo występowania tam jam grobowych. 

Rodziny ofiar, teraz już raczej drugie i trzecie pokolenie, wciąż czekają na pełne wyjaśnienie okoliczności zbrodni. 

Więcej podcastów historycznych znajdziesz na portalu przystanekhistoria.pl

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 88 wyników dla "Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku"

Proszę państwa, naszym gościem jest pan dr Marek Jedynak, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.

Dzień dobry, witam pana.

A powodem naszego spotkania jest zbliżająca się rocznica obławy augustowskiej, czyli największej zbrodni na Polakach dokonanej po II wojnie światowej.

Największa zbrodnia na narodzie polskim dokonana przez Sowietów po zakończeniu działań zbrojnych, po zakończeniu II wojny światowej.

Od 12 lipca operacja realizowana siłami 50.

Armii III Frontu Białoruskiego, Armii Czerwonej.

50 tysięcy żołnierzy sowieckich, 11 dywizji piechoty rzuconych na teren.

Od Suwałk po Augustów na wschód, aż po Niemen, Sokółkę to kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych.

To dwa pasy tyraliery rzuconych żołnierzy przeciwko cywilom, przeciwko wszystkim osobom w wieku od 16 do około 40 roku życia.

którzy wystarczyło, że mogli wyglądać na podejrzanych, mogli wyglądać na osoby, które współpracowały z polskim podziemiem niepodległościowym.

I to było polowanie na wszystkich.

Zatrzymano ponad 7 tysięcy osób i zgarniano każdego, kto wydawał się Sowietom podejrzany.

No ale najgorsze jest to, że prawie 600 Polaków nigdy do domów nie wróciło.

Sowiecki kontrwywiad wojskowy Smierz, czyli śmierć Szpionam, miał błędne informacje.

Zakładano, że na terenie, który został ujęty obławą, może być nawet kilka tysięcy silnie uzbrojonych żołnierzy Polskiego Podziemia, czyli Armii Krajowej Obywatelskiej.

Tymczasem większość oddziałów, widząc, że nadciąga duża liczba wojsk sowieckich, ewakuowała się z tego terenu.

Na pewno nie było tam kilka tysięcy żołnierzy Polskiego Podziemia.

Sowieci wkroczyli na ten teren, aresztowali wszystkich cywilów, aresztowali tych, którzy mogli współpracować.

Ponad 7 tysięcy osób zostało odesłanych na tyły właśnie na przesłuchania przez funkcjonariuszy Smiersza i z tych ludzi według listy, według raportu generała Bakumowa,

592 co najmniej osoby zostały zlikwidowane.

Jest to raport, szyfrogram, który został przesłany do Moskwy, w którym Abakumowwi o propozycji likwidacji.

Natomiast te osoby nigdy nie wróciły.

Możemy więc przypuszczać, że podobnie jak przy zbrodni katyńskiej, najwyższe czynniki Związku Sowieckiego, czyli prawdopodobnie sam Józef Stalin, wydali decyzję, że ci ludzie mają zostać zlikwidowani.

I tak zapewne się stało, stąd też ofiary i sama obława nazywana jest Małym Katyniem.

600 osób, no 592 osoby dokładnie zostały zamordowane.

Nie wiemy gdzie.

Zapewne gdzieś na Białorusi.

Dodatkowo w trakcie samej operacji wojskowej zginęły inne osoby.

więc możemy mówić o co najmniej 600 ofiarach.

A jeżeli mówimy o Małym Katyniu, to jest taka nazwa, która przyjęła się kilka lat temu, ale jako historycy, jako osoby zajmujące się szerzej naukowo obławą augustowską, próbujemy odejść od tego terminu.

Nie możemy deprecjonować ofiar Obławy Augustowskiej.

Ich śmierć, chociaż było ich ponad 600, nie jest w żaden sposób mniej ważna niż te 22 tysiące ofiar zbrodni katyńskiej.

Staramy się mówić Obława Augustowska i ten jeden termin przekazywać do szerszego obiegu.

Obława Augustowska, trzymajmy się tego określenia,

Między 12 a 19 lipca ta operacja została przeprowadzona.

wimy cały czas o Smierszu, o Sowietach, ale trzeba to podkreślać.

Haniebny udział żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego w tej operacji, żołnierzy 1.

Pierwsza faza operacji tak była realizowana między 12 a 18 lipca.

Druga faza to jeszcze kolejny tydzień i dodatkowe działania oczyszczające.

Natomiast od samego początku brał udział w tych działaniach zbrojnych przeciwko Polakom pierwszy praski pułk piechoty.

Tutaj wzmocniona kompania z tego pułku pod dowództwem porusznika Sznepfa.

Wyruszyła z Białegostoku w rejon Suwałk.

Tam realizowała działania mające na celu zatrzymanie podejrzanych.

I według raportów, które pozostały po działalności tej kompanii, co najmniej jeden obywatel nieznanego nazwiska został zabity, ponieważ nie chciał się poddać.

Więc mają ci żołnierze Ludowego Wojska Polskiego na rękach śmierć Polaków.

Mają krew Polaków na rękach.

Powiedział pan o tym, że Sowieci spodziewali się tam ogromnych sił partyzanckich.

Tak naprawdę był jeden niewielki oddział Groma, który stawił opór w rejonie jeziora Brożane.

W rejonie jeziora Brożane 15 lipca doszło do potyczki takiego boju spotkaniowego.

Oddział Groma natknął się na tyralierę sowiecką.

Część osób wpadła w ręce Sowietów, część zdołała ukryć się w szuwarach, na bagnach, w lasach, na drzewach.

Byli wyłapywani w kolejnych dniach, ale niecały oddział został zdziesiątkowany.

Takie siły przeciwko oddziałom partyzanckim z perspektywy taktyki wojsk sowieckich były...

Wskazane, gdy liczylibyśmy się, że faktycznie jest kilka, około 8 tysięcy żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Te proporcje Sowietów do tego, czego oczekiwano w lasach były właściwe, by spacyfikować.

My wiemy dzisiaj, że całe uderzenie poszło nie przeciwko oddziałom uzbrojonym, tylko właśnie przeciwko ludności cywilnej.

Przeciwko kobietom, dzieciom, przeciwko młodym ludziom.

Ile prawdy jest w tym, że Sobieci przeprowadzili tę operację, bo Józef Stalin jechał na konferencję w Podżdamie.

Czy to rzeczywiście miało związek, czy to była taka zwykła operacja NKWD przeciwko polskiej partyzance?

Ruch kolejowy w tamtych okolicach został udrożniony kilka miesięcy po Obławie.

Te odcinki kolejowe w rejonie Grajewa czy Ełku nie były przejezdne, więc to dzisiaj możemy traktować jako urban legend.

Przede wszystkim można zwracać uwagę na to, że oddziały 50.

Armii, które cofały się z Prus Wschodnich, zostały wykorzystane przez władze sowieckie, przez władze, które znajdowały się na terenie dzisiejszej północno-wschodniej części Polski.

by przy okazji, jeżeli już te siły są, dokonać prewencyjnych działań, dokonać tych pacyfikacji, bo wywiad sowiecki donosił, że jest kilka tysięcy żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Korzystając akurat z przechodzących żołnierzy, cofających się Sowietów, po prostu...

Uruchomiono wszystkie siły, wszystkie środki i przy okazji niejako zrealizowano tę akcję.

Ale zwraca się też uwagę na to, że ten teren był głównym kierunkiem wywozu w głąb Związku Sowieckiego bydła, koni, wszystkiego, co udało się Sowietom pozyskać na terenie Prus Wschodnich, czy też Polski Północno-Wschodniej, bo te tereny też były traktowane jak tereny podbite.

Ewakuowano tamtędy maszyny z zakładów pracy, meble, wszystko co dało się zrabować.

Zresztą wiemy jak do dzisiaj ta tradycja sowiecka wygląda.

Rabują wszystko co tylko udało się zdobyć.

I tamtędy główne szlaki przerzutowe na wschód szły.

Te konwoje były zatrzymywane przez polskie podziemie.

Bydło, konie były rozdawane miejscowym gospodarzom, a materiały, które można było wykorzystać, również trafiały do osób, które faktycznie potrzebowały tego.

Przed nami 80. rocznica obławy augustowskiej.

Jak spoglądać na tamte wydarzenia z tej właśnie perspektywy?

Dzisiaj praktycznie nie ma już świadków, którzy są w stanie relacjonować, jak wyglądał przebieg obławy.

Ale wówczas rozpoczęto starania, rozpoczęto taki cykl działań mających na celu upamiętnienie ofiar.

I do tradycji już przeszło, że zawsze w trzecią niedzielę lipca w Gibach, na wzgórzu, które zostało nazwane Golgotą Gibiańską, odbywają się uroczystości.

Zawsze zjeżdżają rodziny, zjeżdżają wszyscy zainteresowani tematem, by przypomnieć o tym, że te ofiary nie wróciły do domu, ale my Polacy czekamy na nich.

W Augustowie na cmentarzu parafialnym w 1922 roku został pochowany jedyna zidentyfikowana ofiara obławy augustowskiej.

Czekamy, jest tam miejsce i władze miasta i społeczeństwo chce, by na tym cmentarzu został zorganizowany, zbudowany panteon.

w którym będzie można pochowwszystkie pozostałe odnalezione kiedyś ofiary.

Dzisiaj podejrzewamy, że znajdują się te doły, nie powiem groby, bo to oni nie byli pochowani, tylko byli po prostu zakopani, ukryci.

Te doły znajdują się po białoruskiej stronie granicy, niedaleko pasa granicznego, przy byłej leśniczówce Giedź.

Jeżeli kiedyś nastąpi przesilenie polityczne i strona białoruska pozwoli nam rozpocząć poszukiwania, mam nadzieję, że znajdziemy ich, że będziemy mogli zwrócić rodzinom i zwrócić narodowi polskiemu tych 600 czy ponad 600 osób, które jeszcze nie wróciły do domu.

Pan dr Marek Jedynak, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.

Pięknie dziękuję za rozmowę.

Wysłuchali Państwo podcastu Przystanek Historia.