Mentionsy

Kolasinska Podcast
03.11.2025 08:52

Ten suplement zmienia ciało i mózg!

"Sexy jest zdrowie i uśmiech, nie magiczna pigułka.” Rozmawiamy z Dr n. o zdr. Hanną Stolińską o żywieniu bez fanatyzmu: jak słuchać ciała, ogarnąć jelita (objętość, błonnik, rytuały), odróżnić mity od faktów (soja, Hashimoto, histamina) i gdzie kreatyna realnie pomaga kobietom. Zero sekciarstwa, dużo praktyki i normalności.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 597 wyników dla "Instytucie Żywności i Żywienia"

Też pojawiają się w gabinecie pacjenci, którzy bardzo agresywnie reagują na różne moje teorie.

Nasze ciało też lubi dostarczyć sobie energii i odżywienia co parę godzin.

I wtedy jest spokojne, wyluzowane, to jest jego nawyk.

I dlatego jest tak dużo problemów z zaburzeniem odżywiania w dzisiejszych czasach.

Że nie mamy kontroli nad życiem, nad tym, co się od nas wymaga, ale mamy kontrolę nad tym, co zjemy.

Dlatego dietetyka jest takim biznesem.

Zobacz, ile powstaje suplementów, ile powstaje programów dietetycznych, obozów dietetycznych, detoksów.

Lekarze nie mogą reklamować leków i suplementów, no to zaczynają być dietetykami.

Może szkodzić w nadmiarze, może obciążyć nerki.

I coraz więcej trafia do mnie pacjentów z problemami nerkowymi właśnie przez mega dawki witaminy.

Hania, bardzo mi miło gościć Ciebie dzisiaj tutaj w rozmowach w dresie.

Cześć, dziękuję za zaproszenie.

Może takie nietypowe i dziwne pytanie, ale szczególnie w przypadku takich rozmów, które gdzieś sięgają zdrowego stylu życia, to lubię je zadawać.

Dlaczego Twoim zdaniem warto odsłuchać dzisiejszą rozmowę?

Ja bym chciała dzisiaj naszym słuchaczom dać trochę spokoju, trochę łagodności, trochę opieki, trochę bezpieczeństwa, trochę otulenia tym, żeby zadbać o siebie, bo dbanie o siebie jest bardzo przyjemne.

To jest takie moje hasło, które często powtarzam.

To dbanie poprzez zdrowy styl życia i żeby się utulić taką normalnością i zdrowym podejściem do siebie, zdrową relacją z jedzeniem, z samym sobą.

Żeby troszkę się dzisiaj, żeby ta rozmowa wyciszyła naszych słuchaczy, żebyśmy nie bombardowali dzisiaj ile tych posiłków jeść, czy keto, czy białko, tylko po prostu, żeby dać taką normalność w tej rozmowie i przyzwolenie na to, żeby iść swoją drogą żywieniową.

Bo jak to mówisz, i to w sumie nie jest za bardzo związane z dietą, ale zastanawiam się, czy ty jako osoba, która jednak w tym siedzi na co dzień, nie odczuwasz już takiego jednak dużego przytłoczenia?

ludzi, w ogóle tą tematyką diet, treningów, zdrowego stylu życia, że od dobrych kilku lat jesteśmy tak bardzo bombardowani tym, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy, a potem to się zmienia i się okazuje, że to jednak powinniśmy, a tego nie powinniśmy, że jest takie przytłoczenie, mam wrażenie, może być takie przytłoczenie,

Niestety żyjemy w takim świecie, że im więcej dopaminy, im więcej coś bardziej będzie kontrowersyjnego, im bardziej dopaminowo przekazanego w tych mediach społecznościowych przede wszystkim, tym ta osoba będzie bardziej popularna i chwytliwa i osoby inne będą w to wierzyć.

Na przykład pokazanie jakichś efektów odchudzania, po prostu ludzie potrzebują tego efektu wow, tu i teraz.

I jeżeli to jest przedstawiane w mediach społecznościowych,

to ludzie w to idą, bo nie chcą poświęcić czasu na zmiany swojego życia, swoich nawyków, swojego podejścia do siebie.

I jest jeden wielki bałagan w kontekście żywienia.

Tak jak rozmawiałyśmy przed rozmową, na pewno jest to też dosyć temat taki agresywny, bo ja się z tym spotykam na co dzień, że jeżeli coś powiem, to od razu...

A gdzie badania naukowe?

Proszę mi tutaj link podesłać.

A ja uważam inaczej.

A ten mówi to.

I ja się czuję atakowana i trochę się staram wtedy zawsze wycofywać i sobie myślę, po co mi to wszystko?

Też mam wątpliwości.

Natomiast idzie za mną też taka potężna grupa osób, które mi ufają, którym udało mi się zmienić ich życie, że chcę w tym trwać.

I nawet kiedy ja miałam bardzo mocne problemy zdrowotne, kiedy na mnie wylewał się hejt, naprawdę garami z wodą, wiadrami z wodą,

to nie wycofałam się, to stwierdziłam, że muszę tym bardziej pokazać, że można walczyć o siebie i można się odbudować, można walczyć o to zdrowie.

I kto mi zaufa, bardzo się cieszę, przejdzie na moją zieloną stronę mocy, ale do tego jest potrzebny czas.

Też pojawiają się w gabinecie pacjenci, którzy faktycznie...

bardzo agresywnie reagują na różne moje teorie.

A moje teorie są po prostu teoriami normalnymi, bazującymi na nauce.

No ale wiesz, po prostu te jajka, masło, margaryny, no możemy mnożyć i mnożyć tych mitów.

Natomiast ja mam pewność siebie też.

I mimo, że często przychodzą do mnie osoby dużo starsze ode mnie i sobie myślą, taka młoda, co ona ma do powiedzenia, no to jednak ta osoba przyszła do mnie.

I proszę ją o zaufanie, ale też pokazuje tą pewność siebie i myślę, że to jest klucz do sukcesu w dzisiejszym czasie.

Bo jak powiedziałaś o tych mitach, to od razu mi przyszło do głowy to pierwsze zdanie, które jest właściwie, można powiedzieć, na okładce książki.

Chciałam uporządkować wszystkie te półprawdy, mity i przekłamania, które od lat krążą po internecie.

to dużo musiałaś tych mit i półpraw.

Książka jest dużo objętościowo.

Dokładnie.

Natomiast jeszcze została mocno okrojona około 200 stron, no bo powstała naprawdę duża Biblia.

Zamiast jednej książki tak naprawdę objętościowo powstały trzy książki.

Napisałam tą książkę w półtora miesiąca.

Po prostu usiądę i płynę.

Lubię to.

Po prostu to lubię.

bo mam wrażenie, że ten czytelnik jest właśnie moim pacjentem.

Tak jak mówię często w mediach do kamery, to ja nie widzę tej kamery, nie widzę prowadzących, tylko widzę drugiego człowieka, który potrzebuje wytłumaczenia prostym językiem.

Ale w tej książce też jest dużo takich aspektów psychodietetycznych.

Trochę właśnie o mnie, chociaż wydawnictwo trochę to ucięło ze względu na objętość.

Ale ludzie mnie znają, kto mnie obserwuje, to wie jaka jestem i nie ukrywam się z niczym.

Trzeba być szczerą osobą i pokazać, że jest się też człowiekiem i też się ma trudności, chociażby w dbaniu o siebie.

Też mam takie dni, że po prostu wrzucam warzywa na patelnię mrożone i mam gdzieś to gotowanie.

Nieee.

Tak, i właśnie ta normalność.

Natomiast tak, tych mitów było bardzo dużo, jest dużo i będzie dużo, ale ja jestem otwarta na zmiany i o tym też piszę w książce, że nauka o żywieniu jest tak bardzo intensywna, tak ewoluująca, żeby po prostu dopasowywać te wszystkie prawdy do siebie, że nie ma jednego człowieka i to jest piękne, że się różnimy.

na którego działa to samo.

I właśnie, żeby skupić się na tym, że dobra dieta dla nas to jest taka, którą możemy stosować długoterminowo, która przynosi nam korzyści zdrowotne, która jest dla nas przyjemna.

Ja na przykład jestem na diecie roślinnej.

I tak lubię się żywić, tak się żywię od wielu, wielu lat, ale to nie jest tak, że każdy mój pacjent teraz jest na diecie roślinnej.

Bardziej w gabinecie pracuję nad taką normalnością i jedzeniem wszystkiego, ale dostosowuję to do człowieka.

I wiesz, początek mojej książki był zupełnie inny, te pierwsze zdanie na początku i mogę to powiedzieć, że napisałam, że życzymy sobie tego na zdrowie za każdym razem, jak są święta, jak są urodziny, zawsze wysyłam pierwsze, to jest dużo zdrowia, bla, bla, bla.

Natomiast mam wrażenie, że my jeszcze nigdy, mimo że ten świat jest taki teraz bardzo fit, jeszcze nigdy nie mieliśmy tak zdrowia, tak głęboko tupie, jak teraz.

I tak brzmiało moje pierwsze zdanie.

Wydawnictwo mi troszkę to zmiękczyło.

Ale ja chciałam, żeby ta książka była trochę kontrowersyjna.

Chciałam, żeby po prostu była moja.

A słuchaj, tak trochę może nietypowo, jest coś takiego na twoim własnym przykładzie, bo tak ogólnie to jeszcze sobie porozmawiamy, co twoje życie zweryfikowało w takim sensie, że kiedyś w to wierzyłaś, że to jest jedyny właściwy sposób, a dzisiaj na przykład już wiesz, że tak nie jest.

Czy na przykład coś, czego kiedyś byś absolutnie nie zjadła, bo uważałaś to za niezdrowe, a na przykład dzisiaj jesz, bo...

No tak jak mówisz, to jest trochę też o tym, że powstają właściwie codziennie, jak ktoś śledzi, no ja już nie śledzę, ale codziennie właściwie są nowe badania i rzeczy, które jeszcze kilka lat temu były, może nawet nie niezdrowe, ale były nieprzebadane, być może dzisiaj już są.

Więc zastanawiam się, czy w Twoim przypadku były jakieś takie rzeczy, które...

Kiedyś mówiłaś temu absolutnie nie, albo przeciwnie, mówiłaś absolutnie tak, a dzisiaj mówisz nie.

Wiesz, no jak sama przeszłam na dietę roślinną, to było na trzecim roku studiów, czy na czwartym, to byłam strasznie maniakiem tej diety roślinnej.

Że ten nawiał szkodzi, jajka szkodzą.

Jak to sekta byłam, ale całe szczęście krótko to trwało.

bo praca z ludźmi po prostu weryfikuje, też uczy empatii, uczy doświadczenia, uczy wglądu w drugą osobę, w jego potrzeby i to, że mi to służy i bardzo to lubię, chociaż też nie jestem taka zero-jedynkowa, bo jak ktoś mi zrobi pasztet, a tam wiem, że jest jajko, to ja to zjem, tak?

Pasztet z soczewicy chociażby.

Jakby nie jestem też taka zero-jedynkowa, raczej, no nie wiem, na przykład przyznałam się jakiś czas temu, że piję kolagen.

Bo mam hipermobilność, bo mam problemy z rozstępami, ze skórą, bo moja skóra nie ma kolagenu i moje zdrowie jest dla mnie ważniejsze.

I mimo, że jeszcze nie ma potwierdzonych badań na ten kolagen, raz tak, raz tak, to na przykład ja widzę, że to na mnie służy.

I robię sobie takie szoty kolagenowe raz na jakiś czas.

I faktycznie widzę to, że zahamowały mi się problemy ze skórą.

No i oczywiście jak ja to powiedziałam, no to przecież nie jesteś weganką, tak?

No tak, bo to jest albo na razie pewnie wołowej, albo rybnej.

Tak, rybi.

No przecież nie jesteś weganką.

No i znowu, wiesz, pomyję się wylały, ale ja już...

Tak długo jestem w różnych mediach, że zaczyna mi to jedną ucha wpadać, a drugim wypadać i nie czytam tych negatywnych rzeczy.

Staram się jakoś od tego odcinać, a chociaż zawsze gdzieś tam coś poboli, ale mam taką miłość do siebie i poczucie wartości budowane przez bliskie mi osoby, że nie jest już dla mnie istotne.

Ale tak, ten weganizm na pewno...

był czymś takim, na co byłam ześwirowana wręcz, a teraz absolutnie nie jestem.

Ale ciekawa jestem i to pewnie by jakaś statystyka w komentarzach to potwierdziła albo zaprzeczyła, mam wrażenie, że do pewnego stopnia może mężczyźni mniej, chociaż pewnie też przechodzą jakiś przynajmniej etap w swoim życiu takiego obsesyjnego...

czegoś związanego z dietą, bo ja z kolei w kontekście, bo ci mówiłam, że ja przez wiele lat już teraz nie, ale byłam na diecie ketogenicznej, no i ja miałam ogromny strach przed tym, żeby zjeść nawet truskawkę.

I jak doszło do tego, to ja sobie pomyślałam, no nie, no jakby...

Jak bardzo by mi ta dieta nie służyła, jak dobrze bym się na niej nie czuła, no to w momencie, w którym to się staje już właśnie jakąś obsesją czy sektą, bo też są takie grupy, no to nie może być przecież dobre.

Wszyscy niby wiemy, że żadna skrajność...

Nie jest dobra.

Ale wiesz, słuchajmy swojego ciała.

Ono się zmienia, ono ma inne potrzeby, hormony, jakby ciało nami rządzi.

I trzeba je szanować i nie traktować jako osobny byt, bo to jesteśmy po prostu my.

Natomiast mniej trochę słuchać głowy.

Ja mam takie wrażenie, bo głowa, te myśli automatyczne i to, co nam podpowiada co sekundę, jakieś negatywne aspekty, to się mało wiąże z tym, co chce nasze ciało.

I słuchajmy naszego ciała.

Ja też na przykład nie mówię, że

Może ja za chwilę zacznę jeść mięso, czy jakiinne rzeczy.

Nie wiem, jak środowisko by na to zareagowało, bo pewnie kolejny hejt by się wylał.

Ale ja słucham swojego ciała i staram się też uczyć tego moich pacjentów.

Właśnie, żeby nie być opornym na te zmiany i nie być zero-jedynkowym, bo jednak jak głowa szaleje, to i ciało szaleje.

Po co mamy sobie taki rollercoaster robić różnymi dietami, restrykcjami?

To nie jest związane z życiem, to nie jest związane z ulgą.

Wiesz, ja mogę to powiedzieć, bo doświadczyłam tego w tym tygodniu.

Za dzieciństwa miałam takie ulubione ciastko, które w ogóle smaczne nie jest teraz, a mianowicie kochałam bajaderki.

Ale to ciekawe, czy to się po prostu ciastko zmieniło, czy ty się zmieniłaś?

Wiesz, takie po prostu te mama nam kupowała te bajaderki i pamiętam, że bajaderkę ostatnio jadłam w wieku 21 lat.

Pamiętam, że sobie kupiłam na dworcu w Białymstoku.

Teraz mam 38 lat i wyobraź sobie, że w tamtym tygodniu zjadam tą bajaderkę.

I byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.

Nie była wegańska pewnie.

Nie wiem, co tam było, nie wnikałam.

Ale to było bardzo przyjemne uczucie.

Takie odpuszczenie sobie, że ja nie muszę być na czystej diecie, mimo że jestem dietetykiem.

I że to też, jak widzę u moich pacjentów w dzienniczkach, że pojawiają się różne kwiatuszki, to ja wręcz się cieszę, że to nie jest taka czysta, restrykcyjna dieta.

Ale to totalnie potwierdza też to, jak ja się czuję, że od czasu, jak przestałam tak bardzo się skupiać na tym, co jem.

Oczywiście, że mój mąż to by się zaśmiał, ty się nie skupiasz na tym, co jesz.

Przede wszystkim porównuję siebie do siebie, a nie siebie do innych.

Więc ja dzisiaj versus ja na przykład sprzed pięciu lat uważam, że mam bardzo dużo wolności takiej dietetycznej, a w związku z tym też życiowej.

I nigdy się tak dobrze nie czułam, jak czuję się dzisiaj.

Mimo tego, że tak jak mówisz, może nie bajaderka, ale czasami się zdarzą, a to lody, a to coś innego.

I to też chyba jest o tym, że pod koniec dnia, tak jak już powiedziałaś zresztą, liczy się to, jak się ty czujesz i co ci mówi twój organizm.

Ale wracając do tych mitów, bo to jest zawsze ciekawy temat, na dzień dzisiejszy i na stan dzisiejszej nauki, jakie uważasz, że są największe mity, które cały czas krążą gdzieś tam po przestrzeni internetowej?

Mam wrażenie, że to my Polacy mocno w tych mitach siedzimy, że za granicą trochę już się odchodzi od tego, jednak te badania naukowe są bardziej wiarygodne i bierze się je pod uwagę.

Teraz wiesz, jak ja powiem jakieś badanie, to a, to było ustawione, tu sponsor był tego badania, no życie jest.

Zawsze jest coś nie tak.

Już ja też 7 lat pracowałam w Instytucie Żywności i Żywienia i trochę...

Wiem, jak to wygląda z tymi badaniami.

No ale dobra, tych mitów jest faktycznie dużo.

Że wiesz, feminizuje, tak, że codziennie moje pacjentki pytają, czy mężowi mogą podawać ten napój sojowy.

Tak, musiałby wypić 12 szklanek napoju sojowego, żeby może coś się zaczęło dziać, tak?

Jest dużo też takich mitów dotyczących różnych diet, na przykład diety przy Hashimoto, że są diety specjalne.

Wiesz, to jest też biznes ogromny, bo w cateringach dieta na Hashimoto, dieta bez glutenu, dieta bez laktozy, a przecież wiemy, że odstawienie tych dwóch produktów, tych dwóch składników nie przyniesie efektów, jeżeli ktoś nie ma z tym problemów.

Nic nie zmieni, a może znowu powodować jakieś restrykcje i ograniczenia i wpływ na cenę diety i na łatwość stosowania.

Ta łatwość stosowania to jest rzecz najważniejsza.

Jakie jeszcze są mity żywieniowe?

Wiesz, teraz pojawiają się takie mity dotyczące zanieczyszczeń żywności, że przecież sałaty nie można jeść.

Tak, żeby jak myć te warzywa i owoce.

Myślę, że dużo mitów związanych też nadal z masłem i z margaryną, że przecież teraz te margaryny miękkie nie mają tłuszczów trans, a mają mniej niż masło.

Jeszcze się to utrzymuje?

Utrzymuje się bardzo.

No oczywiście mity związane z olejem rzepakowym, na czym smażyć, na czym nie, czy jeść ten nabiał, czy nie, czy jest prozapalny, czy banany powodują śluz w nosie.

Tak, bo był też duży taki, teraz chyba się to uciszyło, ale może się dla mnie uciszyło, bo ja tak nie śledzę tematów aż bardzo dietetycznych.

bo też był taki duży boom na histaminę w pewnym momencie.

Mam wrażenie gdzieś z początkiem, może z początkiem tego roku, jakby nie negując tego, że niektórzy mogą mieć problemy z histaminą.

Tak, to teraz prawdę wszyscy mieli.

Tak, miałam takie poczucie, nawet ja zaczęłam sama zastanawiać, może Boże, może ja nie mogę tych bananów jeść, bo wiesz, może to jest histamina.

A ja uważam się jednak za osobę krytycznie myślącą, natomiast to pokazuje, jak bardzo duży wpływ ma to, co my...

codziennie gdzieś tam widzimy w social mediach.

No i właśnie ty wiesz, też te diety wszelkiego rodzaju, głównie keto czy niskowęglowodanowe diety, są różne sprzeczne badania na ten temat, ale trzeba patrzeć na metaanalizy i słuchać siebie.

Do tego będę w każdej rozmowie wracać cały czas.

To, co mi się podoba, a ja zawsze takie tematy lubię poruszać, to to, że zarówno w twojej książce, ale też na twoim profilu na Instagramie właściwie nie ma tematów tabu związanych z dietą, ale nie tylko z dietą, bo wyskoczyła mi taka rolka o robieniu kupy w trakcie okresu.

Bo znowu tak trochę mi się wydaje, że my dużo rozmawiamy o diecie, o tym, co powinniśmy, nie powinniśmy, ale dalej są takie tematy, których może trochę więcej już je poruszamy niż kiedyś.

Ale jednak cały czas, wiesz, ja miałam taki wiralowy odcinek u siebie podcastu a propos właśnie tego, jak powinna wyglądać nasza kupa.

I się okazało, że to jest tak uniwersalny problem.

Jasne, ja się głównie zajmuję teraz jelitami.

Ale wiesz, o którym praktycznie nikt nie rozmawia nigdzie tak w przestrzeni internetowej, ani nie pisze o tym w książce.

Też jest jak zrobić dobrą kupę.

Jest, dlatego o tym mówię, bo mnie ten rozdział od razu przyciągnął.

Tym bardziej, że to jest taka rzecz, której my nie obserwujemy właściwie codziennie, a...

A w sumie powinniśmy.

Myślę, że kobiety zwłaszcza są bardzo podatne na to, w jaki sposób załatwią tą sprawę.

Że jak są zaparcia, że jak nie pójdą do toalety, to ten brzuch jest pełny, to ten nastrój jest gorszy, bo nie mogę fajnych spodni założyć, bo coś tam nie gniecie, coś się przelewa, a to, co w jelitach, to jest w głowie i odwrotnie.

I myślę, że my jesteśmy mimo wszystko bardzo wyczuleni na tą toaletę, w jaki sposób ona codziennie wygląda.

A pracuję z bardzo dużą ilością pacjentów, bo ja się skupiam na tym w mojej pracy.

To mi daje największą satysfakcję.

Mimo często zmęczenia i różnej energii, to naprawdę 9 na 10 osób ma jakieś problemy ze zrobieniem kupy.

W ogóle z pracą jelit.

Mocno się tym zajmuję, bo sama dużo przeszłam.

Sama jestem po pięciu przeszczepach mikrobioty jelitowej, żeby naprawić jelita, bo miałam zakażenie clostridium difficile.

Pięć razy prawie straciłam życie i byłam wrakiem człowieka.

Albo lał się ze mnie zielony wodospad, a później przez rok sama nie chodziłam do toalety.

Więc przeszłam bardzo dużo i mam wrażenie, że dzięki temu mam duże zaufanie moich pacjentów i tych pacjentów jelitowych jest bardzo dużo i też cały rozdział jest w książce, bardzo dużo poświęciłam temu tematowi, jak zadbać o nasze jelita na co dzień, jak po prostu dać też wiarę do tego, że ten brzuch może zdrowo pracować, tylko psychosomatyka też jest bardzo, bardzo silna w tym temacie.

I sama widzę po sobie, że mimo teraz, że mam najlepszy brzuch na świecie, to jeżeli przychodzi dzień stresowy, to ja w tej toalecie ląduję.

I daję sobie też na to przestrzeń i sobie tłumaczę, że to nie jest kolejny problem, który gdzieś tam mocno siedzi, jakieś bakterie, coś się wydarzyło, tylko to jest po prostu moja głowa, na którą muszę pracować.

Ale rozumiem absolutnie, że to może wywoływać duży niepokój i panikę, bo jak ja z początkiem tego roku miałam właśnie wskutek stresu takie ogromne problemy z jelitami, że skończyłam u proktologa, nie mogąc wyleczyć nie tylko hemoroidów, ale różnych innych niefajnych przypadłości, które są...

skrajnie, w sensie nie życzę najgorszemu wrogowi, co więcej, wolę rodzić, nie iść mieć tego typu problemy, autentycznie, więc i rzeczywiście

To, o czym mówisz, o tyle ze mną rezonuje, że jak przychodzi teraz taki moment, że zaczynam widzieć, że coś się dzieje niedobrego, no to pierwsza myśl to jest o kurde, znowu się zaczyna.

I żeby to jakoś... Żeby się nie nakręcać.

Żeby siebie nie nakręcać, bo to jest zamknięte koło, tylko...

To jest łatwo powiedzieć, nie nakręcaj się, a dużo trudniej to jest zrobić i pewnie, no to zaraz mi powiesz i to są... A to jest ze wszystkim, z każdym aspektem naszego życia, głównie z zadbaniem o siebie.

Tak, natomiast wiesz, tak sobie myślę, że pewnie bardzo duża część problemów jelitowych, szczególnie u kobiet, jest skorelowana z głową, ze stresem.

Dokładnie.

Więc zastanawiam się, jak już mówimy o tych jelitach, nie ma takiej uniwersalnej metody na pewno, ale są jakieś takie rzeczy, które każdy może gdzieś tam zastosować, które mogą pomóc w tym, żeby nasze jelita lepiej funkcjonowały, a dzięki temu, żebyśmy robili łatwiej kupę, czy lepiej kupę, nie wiem jak to...

A nie, ja ci nie powiem nic odkrywczego, bo ja chcę właśnie pokazać tą normalność, że żeby zrobić dobrą kupę, to przede wszystkim trzeba jeść, bo mam też wrażenie, że ludzie teraz przestali jeść.

Albo jest grupa osób, które się objadają i tego jedzenia jest bardzo dużo, ale do mnie przychodzi też bardzo duża grupa, szczególnie kobiet, które jedzą bardzo mało.

Jedzą jak ptaszki, te metabolizmy po prostu są rozwalone.

Wysoka tkanka tłuszczowa, niska mięśniowa, no bo przecież organizm się zjada sam.

I te masy kałowe zawsze tłumaczę, że z czegoś muszą powstać.

Że jak pani zje sobie jajeczko i pomidorka na śniadanie, a na obiad kawałek kurczaczka i list sałaty, to ta kupa nie ma z czego powstać.

po prostu objętościowo musimy zacząć jeść więcej warzyw, produktów pełnoziarnistych, owoce.

Jakby no zacząć po prostu jeść, odżywiać nasz organizm i wtedy on pracuje jak na pełnych obrotach.

Widzę to sama po sobie, że mimo, że jestem szczupłą osobą, to ja jem sporo.

Na pewno nikt ci w to nie wierzy, co?

Nikt mi w to nie wierzy, tak.

Wiem po sobie.

Dokładnie.

Natomiast jak ja patrzę w dzienniczki moich pacjentów, to ja sobie myślę, boże, tutaj, wiesz, plasterek tofu, a ja całe tofu naraz jadam.

Może coś ze mną jest nie tak?

Może ja się zaczęłam objadać?

Ale nie, ja właśnie się ruszam, ja się dobrze czuję, myślę, że nie wyglądam na swój wiek dzięki temu, że gdzieś tam dbam o siebie i chcę tym zarażać właśnie ludzi, że zadbaj o podstawy, zadbaj o tą regularność posiłków, bo to jest klucz do sukcesu.

Ostatnio też bardzo fajny podcast nagrałam i tłumaczyłam Wojtkowi, który jest po pięćdziesiątce i on mówi, o co chodzi z tym regularnym jedzeniem?

No właśnie o to chodzi, że słuchaj, my mamy codzienne rytuały.

Rano wstajemy, kąpiemy się, jemy śniadanie, wychodzimy.

na ten tramwaj czy autobus o tej naszej godzinie.

Jakby mamy wszystko ustawione.

I wyobraź sobie, że nasz organizm też by chciał mieć to coś ustawione.

Też chciałby mieć o danej godzinie posiłek, o danej godzinie odpoczynek, o danej godzinie różne rzeczy.

A my w ogóle robimy mu jakiś rollercoaster.

Lubimy swoje nawyki, ale nie słuchamy naszego organizmu, jakie on lubi nawyki.

I właśnie o to chodzi w tej regularności, że nasze ciało też lubi dostarczyć sobie energii i odżywienia co parę godzin.

I wtedy jest spokojne, wyluzowane, to jest jego nawyk.

Raz jemy, raz nie jemy, raz za dużo, raz za mało, raz się obijemy, raz się opijemy.

A raz w ogóle tego nie robimy i nasze ciało nie wie, jutro będzie, nie będzie, za trzy godziny dostanę, nie dostanę, mam kumulować, mam trawić, mam aktywować ten hormon czy ten hormon.

I robi się jeden wielki bałagan.

My lubimy rytuały i nasze ciało też lubi rytuały, więc zapewnijmy mu to, a to przyniesie nam efekty zdrowotne na każdym polu.

To, o czym mówisz, wydaje się być o tyle trudne, że i to nie dotyczy tylko diety i treningów, tylko wszystkiego, że trochę żyjemy w takich czasach, które nie sprzyjają słuchaniu swojego organizmu, swojej psychiki.

Bo porównujemy się do innych, bo oglądamy te media społecznościowe, kto co robi.

Czy wiesz nawet to, że tu masz zegarek na to, tu masz pierścionek, który ci coś obliczy, tutaj, w sensie ja nie mówię, że aplikacje są złe.

Idź na spacer, ale posłuchaj podcast o produktywności.

Tak, albo, nie wiem, tu masz suplement na to, na tamto, właściwie tak naprawdę na wszystko.

Oto jeden wielki bałagan, tak.

Więc świat, w którym żyjemy, po prostu nie sprzyja temu, żeby gdzieś usiąść i się zastanowić, czego tak naprawdę ja potrzebuję, bo trochę bazujemy na liczbach.

Tu aplikacja do liczenia kalorii, tu ja już nawet nie śledzę, ale na pewno jest już cała masa innych aplikacji, które powstały.

Więc wszystko jest takie strasznie namacalne, wyliczalne.

Kontrolujące nas, wiesz?

Bo my chcemy się mocno kontrolować w różnych rzeczach, które często są od nas niezależne, bo życie jest życiem i czasem nie uda się zjeść obiadu o tej godzinie, o której mamy wyznaczonego przez dietetyka, czy domierzyć do grama daną rzecz, czy pójść na siłownię, bo się gorzej czuję, bo mam spotkanie, bo mi dziecko się rozchorowało, jakby tysiące rzeczy się dzieje w życiu.

I jeżeli tracimy kontrolę,

to zaczynamy mieć coraz więcej problemów względem siebie i w co robimy, mamy zaburzenia odżywiania.

Bo tak naprawdę jedzenie jest rzeczą, którą my sami możemy kontrolować jednak.

Może nie te godziny czy coś, ale to, co wkładamy do buzi, zależy od nas.

I dlatego jest tak dużo problemów z zaburzeniem odżywiania w dzisiejszych czasach, że nie mamy kontroli nad życiem, nad tym, co się od nas wymaga.

No dobra, to jak w tym świecie, w którym mamy taki zalew wszelkich informacji, w ogóle zacząć, bo jakby zmieniać swoje nawyki żywieniowe i od czego zaczynać?

Czy jest jakaś taka uniwersalna zasada, poza tym, o czym już powiedziałyśmy, że słuchać swojego organizmu, ale to jest taki, wiesz, ogólnik, który jak ktoś usłyszy, to tam sobie powie, a tam...

No niestety, te ogólniki są nudne, tak.

Są najważniejsze, ale są nudne.

Natomiast ja bardzo lubię metodę spisywania wszystkiego.

Czyli załóż sobie dziennik i spisz sobie, co jesz.

Spisz sobie, jak się czujesz, co się wydarzyło danego dnia.

Łącznie z tą kupą?

Łącznie z tą kupą, łącznie z tym, ile wypiliśmy wody czy innych płynów, łącznie z tym, czy poszliśmy na trening, czy zrobiliśmy w ogóle jakąkolwiek aktywność fizyczną, czy się zregenerowaliśmy, jak wyglądał nasz sen i zacznijmy analizować sobie powolutku, małymi krokami, co lepiej, co gorzej działa, coś, czego wynika, czy nasze codzienne samopoczucie wynika z tego, że wypiłam dzisiaj za mało, czy się nie poruszałam, czy zjadłam świństwo.

I małymi krokami, że może, jeżeli tego jeszcze nie potrafię zmienić, czyli na przykład ciągnie mnie do słodkiego, to może zajmę się tą wodą, bo to jest dla mnie w tym momencie łatwiejsze.

Stawiać sobie bardzo drobne cele.

Nie, że schudnę 20 kilo, tylko schudnę 2 kilo.

Ale wiesz też Ania, znowu taki banał, to skupienie się na sobie, a nie żebyśmy my, szczególnie kobiety, były uzdrawiaczami całego świata, pomagaczkami wszystkich.

Ten zdrowy egoizm jest naprawdę bardzo ważny, ale to też w kontekście mojej książki, bo to nie jest tylko tak ogólnie o jedzeniu.

Ja się też skupiłam na różnych problemach zdrowotnych.

Tak, mamy tu PCOS, na pewno widziałam, chyba endometriozę.

Tak, na zdrowiu kobiecym, ale też i na zdrowiu męskim, żeby traktować ten zdrowy styl życia, takich 80 do 20 w tej zasadzie, tak, żeby to była też prewencja chorób na przyszłość.

Żebyśmy chcieli długo żyć fajnie, żeby korzystać z tego życia, bo myślę, że my, milenialsi, osoby właśnie...

teraz, które zaczęły trochę myśleć bardziej o sobie i dla mnie to jest bardzo fajne, bo my byliśmy uczeni tej produktywności i robienia wszystkiego za wszelką cenę, kosztem swojego zdrowia, żeby tylko się pokazać i co się ma i co się osiągnęło, bo to było w życiu najważniejsze.

Sama jestem tego przykładem i mówię o tym głośno.

To żebyśmy zobaczyli, spojrzeli na naszych rodziców, na naszych dziadków,

jaką oni mają teraz jakość życia przez to, jak funkcjonowali.

Czy przechodząc na emeryturę, my chcemy zasiąść i chodzić tylko do lekarzy i marudzić?

Czy chcemy żyć pełnią życia przez wiele lat?

Bo nasze ciało jest narzędziem do życia.

I chciałabym, żeby ta książka była zarówno takim ogólnikiem zdrowego podejścia do jedzenia, tej psychodietetyki, ale też właśnie prewencji

I już pomocy sobie w konkretnych jednostkach chorobowych.

Że ja jestem tego przykładem i uczę moich pacjentów i im to pokazuję, że trzeba też dać sobie czas na wszystko.

Że ja jelita naprawiałam, wszystko mi zajęło pięć lat.

Już ostatecznie, tak jak już zaczęłam... Wiesz, że to nie brzmi seksji, że nie da się tego, że to nie jest 24 godziny i magiczna tygułka.

O, to chodzi.

Ale nic nie jest seksji, tak?

Seksji jest zdrowie i uśmiech.

Natomiast ja tak ostatecznie, no mogę powiedzieć, że po tych wszystkich przeszczepach i tak dalej, no to dwa lata mi zajęło, żeby było dobrze.

A teraz przychodzi pacjent po dwóch, trzech tygodniach i mówi, no ten brzuch jeszcze nie działa tak, jak bym chciał.

Ja mówię, a jest trochę lepiej?

No tak, zaczęłam kupę robić, trochę mniej wzdęć jest, zgaga minęła, w sumie wieczorem to się dopinam w te spodnie i mogę wyjść na miasto, nie szukam toalety non-stop.

A ja mówię, no i właśnie, słyszy pani, co pani mówi?

Już się zmieniło i to jest, patrzmy na drobne rzeczy, nie skupiamy się na tym, wiesz, jak przychodzi pacjent, nie schudłam.

Mniej głowa boli, lepiej śpię, lepiej brzuch pracuje, mam lepsze samopoczucie, chce mi się wyjść do ludzi, przygotować siedzenie, uśmiechnęłam się do męża, pomalowałam się.

Patrzmy na takie aspekty w naszym życiu, bo jeżeli byśmy chcieli być idealni, żeby wszystko było idealne, to to nigdy nie będzie.

A słuchaj, dalej myślisz, bo ja już tak jak mówię, jakiś czas nie siedzę w tej tematyce, myślisz, że dalej główną motywacją jeszcze jest odchudzanie, bo powiedziałaś teraz o naszych dziadkach, o naszych rodzicach.

o tym, że fajnie by było na starość dalej mieć siłę, energię, nie chodzić do tych lekarzy.

Zastanawiam się, czy tu się coś zmieniło, że trochę patrzymy bardziej w kontekście zdrowotnym o diecie, czy cały czas to jest właśnie chcę schudnąć te 2 kg, 10 kg, ale tak szczerze, jakie masz odczucia?

Czy dalej jednak to odchudzanie jest główną motywacją, a to zdrowie jest trochę tak...

No i jak przy okazji mi się zdrowie poprawi, no to super, ale pod koniec dnia to ja chcę się wcisnąć w tą sukienkę na wesele.

Niestety.

Dlatego dietetyka jest takim biznesem.

Nie mówię o mojej pracy w gabinecie, chociaż wiele osób to tak traktuje, ja to raczej traktuję jak jakąś misję i ogromne doświadczenie i wzruszenie i radość i to, co mi daje siłę i mnie napędza.

Natomiast zobacz, ile powstaje suplementów, ile powstaje programów dietetycznych, obozów dietetycznych, detoksów, chociażby książek o różnej dziwnej dietetycznej tematyce.

Każdy ci napisze teraz e-book, nie musi być.

Żeby zostać dietetykiem, to w sumie musisz mieć 18 lat i przeświadczenie, że masz jakąś wiedzę na ten temat.

nic więcej nie musisz robić, tak?

Możesz być kołczem żywienia, trenerem żywienia, różnie się to teraz nazywa, tak?

Byle tego dietetykiem nie nazwać.

Bo to może już trochę poważniejsze.

I zrobił się jeden wielki biznes i ja o tym też piszę w książce.

Na co się nie dać złapać?

Na co się nie dać złapać w kontekście producentu żywności?

To na co się

nie dać złapać.

Oj, to cały duży rozdział, zdecydowanie.

Ale to rzuć chociaż kilkoma przykładami, bo to ciekawe.

Jak są te etykiety produktów, tak?

Wiesz, to jest takie, wydaje mi się, że to jest akurat taka rzecz, która się każdemu przydaje na co dzień, no bo każdy z nas mniej lub bardziej, ale chodzi do tych sklepów, wybiera te produkty, mniej lub bardziej intuicyjnie, mniej lub bardziej świadomie, no bo teoretycznie już coś tam...

Wiemy, ale dalej pewnie nie za dużo.

Więc to jest taki, wydaje mi się, temat bardzo znowu uniwersalny, z którego każdy z nas mógłby korzystać.

Najbardziej mnie na przykład denerwuje to, że na serze żółtym jest napisane bez laktozy.

Albo na maśle jest napisane bez laktozy.

No jest to bez laktozy i nigdy nie będzie miało laktozy, tak?

To jest trochę tak, jak się pisze na rzeczach typu sałata, że jest bezglutenowe.

Już trochę przesadziłam z tą sałatą, ale... No tak, teraz wszędzie te hasła.

Albo na przykład ja staram się, żeby moi jelitowcy, jak ja to nazywam, jedli chleb orkiszowy.

No to jest napisane bułka orkiszowa, a orkiszu jest 5% w spadzie.

Dlaczego te wielkie hasła są na opakowaniach, a musimy poświęcić tak dużo czasu, żeby przeczytać skład, żeby w tym molochu wielkim, gdzie kupujemy tą bułkę...

pójść tam gdzieś na zaplecze i z lupą przeczytać, co tam jest w składzie.

My nie mamy czasu.

Chociaż czas jest najgorszą wymówką niedbania o siebie, uważam.

Natomiast, no ale tak, w dzisiejszych czasach tak jest.

No i nie obejdziesz tego chyba jednak.

Nie obejdę.

Więc fajnie by było, jakby była trochę większa szczerość.

tych producentów i niechęć zarobienia, trochę by nam to ułatwiło zdrowe odżywianie.

A marzycielka z ciebie.

Marzycielka, tak.

Ja bardzo bym to chciała, ale też Aniu wiem, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Nawet w systemie naszego zdrowia, tak?

Na opieki medycznej.

Po prostu im więcej zapłacisz w pakiecie w danej placówce, to masz lepszy dostęp do lekarza, tak?

że lekarzom i naszej służbie zdrowia to nie do końca się opłaca stawiać na styl życia, chociaż jest teraz już medycyna stylu życia, coś tam kiełkuje, tak?

Natomiast najłatwiej jest wypisać lek, bo na tym się zarabia, niż edukować.

Chociaż z drugiej strony pojawiają się, to też mnie irytuje, że o tej diecie to każdy może teraz mówić, wiesz?

lekarze nie mogą reklamować leków i suplementów, no to zaczynają być dietetykami.

A to jest, oni mają 15 godzin na zaliczenie.

Wiem, że można sobie doczytać, czy popatrzeć na swoich pacjentów, na doświadczenie, no ale jednak działajmy komplementarnie i uzupełniajmy się tą wiedzą, że ja nie wchodzę w kompetencje lekarza, chociaż mam wrażenie, że czasem mogłabym.

Bo dzwonią do mnie sami lekarze, jak przypisać dany lek dla pacjenta.

Albo na przykład pacjent jest w gabinecie lekarskim i dzwoni do mnie, że pan doktor się pyta, jak to ten i ten lek przypisać.

To ja mimo wszystko...

gdzieś tam zaciskam zęby przy tym pacjencie i mówię, proszę iść do lekarza, to jeszcze przegadać.

A lekarze, czy inne zawody, teraz wszyscy próbują być wszystkimi.

Dzielmy się naszą wiedzą i uzupełniajmy i miejmy do siebie szacunek.

A czy to, czekaj, ja naprawdę nie znam szczegółów, ale ta ustawa twoim zdaniem coś zmienia, która weszła, ona już weszła w życie?

Nie, jeszcze nie weszła.

Nie, bo to też jest ciekawe, no bo był też tak, i to znowu jest biznes, tak?

Też duża część tego biznesu, no tak jak powiedziałaś, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Rzeczywiście nie mam dnia, żeby jakaś firma suplementacyjna szedła do mnie.

Nowa nie odezwała.

No i bardzo dużo powstaje.

Każdy teraz robi.

No przecież mamy propozycje na co dzień.

A nie chce pani swojego suplementu zrobić?

Nie, nie chcę.

To jest bardzo kuszące, żeby zrobić swój suplement, bo fajnie, bo pracować nad czymś i mieć coś swojego.

Natomiast ja nie chcę być tak postrzegana, bo mi nie chodzi o te pieniądze.

Ja sobie daję radę i chcę po prostu być dobrze postrzegana i dlatego też napisałam tą książkę.

Ale uważasz, że są jakieś, i tu absolutnie nie idąc w żadne marki, ale uważasz, że są jednak pewne suplementy, które warto brać?

Czy można tak naprawdę wszystko pozyskać po prostu z dobrej diety?

Nie, nie można wszystkiego pozyskać z dobrej diety.

W tym momencie mamy ich za mało.

A jednak wiemy, że działają przeciwzapalnie, mają ogromną machinę wpływu na mózg, na oczy.

O tych oczach to też się bardzo zapomina w kontekście zdrowia.

Mało kto myśli o oczach, że trzeba dobrze jeść, żeby mieć dobry wzrok.

Ja nie zapominam, bo akurat u mnie w rodzinie genetycznie są problemy z oczami, więc ja wiesz, mam to gdzieś z tyłu głowy, ale rzeczywiście tak, no mało się mówi o tym, że dieta też może wpływać na oczy.

No wiesz, pewnie się będzie myślało jak to ze wszystkim, dopiero jak się coś wydarzy.

O to chodzi, tak?

Natomiast w kontekście tej profilaktyki, bo pytałaś mnie też, czy ludzie patrzą tylko na odchudzanie, czy na zdrowie.

Mam takie świadełko w tunelu, że coraz więcej pojawia się osób młodych, które właśnie chcą postawić na tą profilaktykę.

Że w przyszłości chcą się czuć dobrze.

Widzę na przykład spadek spożycia alkoholu wśród młodych osób, co mnie bardzo cieszy.

Starsze osoby to nie.

No to przychodzą panie, które często mówią, że butelka wina na wieczór musi pójść, bo ja jestem tak zestresowana i muszę zasnąć.

Ale młode osoby, nie wiem, czy one mają z czegoś innego tą dopaminę z gier, z mediów społecznościowych czy coś, ale już nie z alkoholu, więc to mnie też bardzo cieszy.

O tych nałogach różnych też pisałam w książce.

Ale myślę, że takim tematem nałogowym na przykład jest kawa.

Ale mi się podobało to, że ty generalnie tak nie hejtujesz kawy bardzo.

Nie, ja jej napisałam tam pod tytuł kawa moja miłość.

Bo moja też, jakby ja ze wszystkiego w życiu mogę zrezygnować, ale nie z kawy.

Ja mam na przykład wolny metabolizm kofeiny w testach genetycznych, które robię, też mi to wychodzi.

I jak przedobrzy z tą kawą, to ja czuję jej objawy.

Czuję takie niepokój w ciele, mdłości, coś tutaj w tym żołądku nie bardzo.

Głowa boli, trochę nie mogę się skupić.

Ja jestem taką osobą, ale nie ukrywam, że wstaję i pierwsze co z zamkniętymi oczami naciskam ten guzik.

Jestem wtedy przeszczęśliwa.

Miałam fazę tylko kawy bezkofeinowej.

Teraz sobie trochę mieszam, trochę tej, trochę tej.

Te ziarna.

Ale to jest o przyzwyczajeniach, bo to nawet

To jest mój rytuał, to jest mój czas dla siebie.

To nie chodzi o pobudzenie, absolutnie.

Natomiast z drugiej strony tłumaczę pacjentom i też piszę to w książce, że to nie jest tak, że ty wypijesz tą kawę wieczorem i pójdziesz spać.

Bo ja pii na mnie nie działa.

Działa, działa, nie masz tej regeneracji.

A najlepszą regeneracją i może najlepszym pobudzeniem do życia jest dobra regeneracja.

Czyli jeżeli się nie wyśpimy, a zalewamy się kawą od rana przez cały dzień, to to jest zamknięte koło.

Jeżeli będziemy pić mniej kawy i produktów w ogóle pobudzających dostarczać sobie do organizmu, chociażby cukru, to lepiej się zregenerujemy i nie będziemy potrzebować tego pobudzenia od rana.

Mimo, że mówię, że kawa moja miłość i to też można przedobrzyć, jak ze wszystkim.

Chyba nie ma w ogóle jednego takiego produktu czy składnika, którym go możemy na legalu jeść cały czas.

Nie no, chyba wszystko można przedawkować.

W sensie nie próbowałam, ale wydaje mi się, że tak jak mówisz, no nie ma takiego produktu, który by w przesadnie dużej ilości nie miał jakichś konsekwencji.

Dokładnie, tak.

Plus wiesz, no jednak, znaczy ja jestem bardzo monotematyczna, nie wiem jak ty, że mogę, naprawdę mogę przez pół roku jeść dokładnie to samo, ale potem przychodzi taki jeden dzień...

I już nie mogę tego.

I koniec.

Limit się skończył i wtedy muszę po prostu zmienić i przez kolejne pół roku jeść znowu coś innego.

Ludzie jedzą bardzo monotonnie.

Myślę, że nie jest to do końca dobre.

Żebyśmy mieli swoje przyzwyczajenia, swoje rytuały, nie wiem, rano owsianka, to tamto.

Fajnie, tak?

To też jest jakby danie nam takiego trochę spokoju.

Natomiast z drugiej strony zauważam, że jeżeli dieta jest zbyt monotonna, to zaczynamy sięgać po różne mniej zdrowe rzeczy w międzyczasie, no bo mózg też czerpie tą dopaminę właśnie z jedzenia.

Jedzenie pełni funkcje różne w naszym życiu, w naszym organizmie.

I widzę, że jeżeli jest zbyt monotonnie, to sięgamy po różne rzeczy, zwłaszcza po słodycze.

Monotonność też nie sprzyja naszej mikrobiocie.

Ja mam świra na jej punkcie pod kątem tych jelit.

Myślę, że to dobry temat też na osobną rozmowę, żeby o tym porozmawiać.

I nasz mikrobiom kocha różnorodność.

Kocha od 20 do 30 różnych warzyw i owoców w tygodniu.

Tak mówią badania naukowe.

A zwykle jemy pomidora, ogórka, cebulę, marchewkę.

To już i tak bardzo dobrze.

Tak, bardzo mało ludzi je warzywa, wiesz.

Generalnie ostatnio badania z tego roku pokazały, że ludzie jedzą więcej warzyw, owoców, zboża, mięsa, ryb, jajek na biało.

No i przyszła do mnie telewizja, nie jedna, no proszę się wypowiedzieć na ten temat.

A spadło spożycie cukru, minimalnie, ale spadło i alkoholu.

Dlaczego spadło spożycie?

Alkohol bardzo się cieszę, widzę to faktycznie.

Natomiast czemu spadło spożycie cukru?

Bo są reformulacje i producenci dodają mniej cukru do pożywienia, bo to jest przestrzegane.

Natomiast czemu... Podniosła się niby.

I miałam pytanie z telewizji, no fajnie, jemy więcej warzyw.

Ja mówię, dobrze, ale jemy więcej tego, tego, tego.

Wszystkich grup produktów spożywczych tak naprawdę jemy więcej.

Czyli po prostu jemy więcej.

Po prostu jemy więcej.

To nie jest to, że my jemy więcej warzyw.

My po prostu jemy wszystkiego więcej, bo to są wszystkie rzeczy, które są przez cały dzień w naszych posiłkach.

Makarony, ziemniaki, warzywa, nabiał.

Tego jest po prostu dużo więcej.

Ale poczekaj, to nie jest już tak do końca optymistyczne, skoro jemy więcej.

I właśnie gasiłam te wszystkie wywiady, że to wcale nie jest dobrze.

Być może, wiesz, coś tu się zmienia i od wielu lat już się mówi o epidemii otyłości, o chorób metabolicznych.

Tak, ale to jest ciekawy temat, bo mam wrażenie, że ty jako osoba też bardzo szczupła, być może się z tym utożsami, bo ja się z tym stykam codziennie, mimo że w branży dietetycznej nie jestem.

I może ja siedzę w jakiejś takiej bańce, bo wiadomo, Instagram lubi cię wrzucać w jakieś takie dziwne sytuacje.

Ale ja czasami mam wrażenie, że jednak osoba, która jest chuda, będzie bardziej uznawana za niezdrową, niż ta, która ma otyłość, mimo tego, że na otyłość już mamy ewidentne badania.

I są ewidentne badania, jakie są konsekwencje otyłości.

Ani w jedną, ani w drugą stronę nie jest dobra.

Każdy sobie zdaje z tego sprawę, że trzeba mieć po prostu zdrowe to ciało.

Zdrowią tkankę mięśniową.

To dla mnie przede wszystkim

bo można być, wiesz, dobrze wyglądać, a tak naprawdę mieć mało mięśni, a sporo tkanki tłuszczowej.

Także ta analiza składu ciała, patrzenie na to pod kątem długowieczności i zdrowia jest super ważna, zwłaszcza dla kobiet.

A zaraz do tych suplementów jeszcze wrócimy.

I tak, ja się też spotykałam kiedyś z hejtem, teraz mniej, ale kiedy byłam bardzo chora na jelita, to ważyłam bardzo mało i łatwo jest powiedzieć, ale chuda, ale jaka gruba, to już tak niełatwo.

I jesteśmy trochę szykanowani.

Znaczy wiesz, ja od anorektyczek jestem wyzywana.

Właściwie nie ma dnia, żeby nie dostać takiego komentarza.

A ja się bardzo dobrze czuję, ty pewnie też.

Wszystko jest w porządku, wyniki badań są super, cykl hormonalny jest wyregulowany.

Ale wiesz co, zastanawiam się na ile to się wywodzi też trochę z tego takiego naszego dzieciństwa.

No ja też jestem millennial, z trochę odrobinę młodsza od ciebie, bo rocznik 9.0 i to trochę jest takie chyba wyniesione od naszych dziadków i rodziców, że były takie teksty, ja pamiętam jak byłam młodsza, że jak ktoś chudł...

to się go uznawało za chorego, tak?

A że jak, wiesz, jak trochę masz ciałka, no to dobrze wyglądasz, ty jesteś... I to się jakoś tak, mam wrażenie, tak przykleiło, że dalej gdzieś to funkcjonuje.

I ja nie mówię, że to jest standard.

Oczywiście, że ja domyślam się, że osoby, nie wiem, które zmagają się z nadwagą czy z otyłością też na pewno są piętnowane, tylko ja po prostu nie mam tego doświadczenia.

Niemniej jednak obserwuję taką dziwną, bardzo dziwną tendencję w internecie, że my cały czas wierzymy bardziej w to, że ktoś jak jest chudy, to jest chory, aniżeli jak ma nadwagę, czy może nie nadwagę, ale otyłość.

No i jeszcze jak jest nadjecie rośliny, to już w ogóle, o Jezus, sam niedobory ma ten człowiek.

Tak, jest skreślony, mnie to bawi.

I wiesz, teraz mam już do tego bardzo duży dystans.

Natomiast wiesz, nawet pod kątem siłowni, wiesz, że ludzie mówią z nadwagą, że się wstydzą pójść na siłownię, bo są oceniane.

Ja na przykład powiem, że o Jezu, wow, fajnie, że ta osoba przetrwa na siłownię, tak sobie pomyślę.

I w sumie na siłowni to każdy się sobą zajmuje.

Ale ja też mam coś takiego, że wiesz, mam top i mam cieniutką bluzę i czasem się wstydzę zdjąć tą bluzę.

Ja już od pewnego czasu nigdy nie zdejmuję.

I nie dlatego, że ja się źle czuję w swoim ciele.

Tylko boisz się oceny.

Nie jest mi to do niczego potrzebne.

Żeby ktoś się na mnie spojrzał.

I mimo wszystko to istnieje.

I my mamy jeszcze w sobie blokady i te osoby z nadwogą otyłością też mają swoje blokady.

A zajmijmy się do cholery jasnej swoim własnym ciałem i życiem.

Nie oceniajmy innych.

I ja bym chętnie tę bluzę zdjęła i zdarza mi się to coraz częściej.

I trudno.

Przecież teraz idzie zima.

Jest mi gorąco, to się rozbieram na tej siłowni.

Ale to nie ma znaczenia, chodźmy na tą siłownię, jak chcemy ubrani.

Więc ocena drugiego człowieka pod kątem wyglądu, czy tego, co je, czy w ogóle jak funkcjonuje, jest okropna.

Naprawdę, bo ja na przykład mam przestrzeń, żeby dbać o siebie.

Ja nie mam rodziny, nie mam dzieci.

Tak jest mój wybór życiowy i mogę się na tym skupić.

Mogę sobie pojechać na wakacje, kiedy chcę, prowadzę swoją własną firmę, ustalam pacjentów, kiedy chcę, życie, kiedy chcę.

Ale zdaję sobie sprawę, że takie mówienie o tym, że dbaj o siebie za wszelką cenę, to też by była trochę hipokryzja z mojej strony.

Że jak kobieta ma trójkę dzieci...

pracę, jakby jak musi ogarniać życie i być super seksowna i być ekstra kochanką i super przyjaciółką i w ogóle wszystko super, no to organizm siada, ciało siada, głowa siada, ale to jest ta ocena po prostu z zewnątrz moim zdaniem.

No mi to bardzo życie zweryfikowało, jak się pojawiła moja córka na pewno na świecie, ale uważam, że akurat zweryfikowało na plus, a nie na minus, bo gdzieś kiedyś wierzyłabym w to, że lepiej mi wstać o tej czwartej nad ranem, żeby polecieć na tą siłownię, zrobić ten trening, wrócić i wtedy po prostu zająć się moją córką, jak ona wstanie.

No dzisiaj nie.

Dzisiaj wolę jednak sobie pospać godzinę dłużej, bo wiem, że pod koniec dnia to przyniesie więcej korzyści dla mojego organizmu niż zapierdzielanie po ciemku na godzinę siłowni i bycie po prostu, wiesz, potem z wywieszonym do pasa językiem, co nie znaczy, że nie ćwiczę, po prostu ćwiczę mniej, tak?

Ale może to też uczy potem bardziej efektywnego trenowania, bo tak sobie myślę, że jak chodziłam sześć razy w tygodniu na siłownię, to niekoniecznie to dawało lepsze efekty niż jak się pójdzie trzy.

Absolutnie, tak.

Też miałam taką fazę codziennej siłowni i wchodząc później na analizator składu ciała, no po prostu nie było żadnych efektów, bo nie było regeneracji.

Co z tego, że ja jednego dnia ćwiczyłam to, drugiego to?

No po prostu nie.

Organizm mówi stop.

Ale wczoraj byłam na siłowni, dzisiaj pójdę na siłownię, bo wiem, że kolejne dwa dni nie pójdę.

I to też jest ok.

Weryfikujmy nasze codzienne życie, to co się dzieje i ja będę apelować o tą normalność, o tą mądre.

Muszę ci wejść w słowo, bo był taki trend, albo jest taki jeszcze trend.

Takie rolki, nie wiem, czy ci się kiedyś wyświetliły.

Mam, które wstają o 3.30 rano i ona idzie na siłownię, ogarnia pralkę, ogarnia suszarkę, potem ogarnia siebie, maluje siebie i wiesz, o 6 rano wstaje dziecko i ja mam taki...

No ja pierdolę, za przeproszenie.

Kto o zdrowych zmysłach chciałby wstać o 3.30, wiesz, żeby zrobić to wszystko, zamiast po prostu spać, gdzie już z drugiej strony na temat snu tak strasznie dużo wyszło badań i publikacji.

Tak, sen też wpływa na to, jak jemy później przez cały dzień.

No właśnie, że jemy na przykład więcej.

Tak, tak, zdecydowanie.

Organizm chce nadrobić wszystko.

Miałyśmy wrócić do suplementu, bo powiedziałaś.

Tak, powiedziałaś o kwasach omega-3, witamina D, oczywiście, z tym, że warto obalać też mity końskich dawek witaminy D. Że nie można przedawkować.

Tak, dokładnie, można przedawkować, wiemy kto to mówi.

Ale tak, tych różnych szarlatanów dietetycznych, tak to nazywam, ja nie mówię, że ja jestem 100%, wszystko dobrze powiedziałam w tym internecie, bo też popełniłam wiele błędów.

bo nie doczytałam, bo się coś zmieniło, bo popatrzyłam bardziej na siebie niż na naukę i przyznaję się do tego.

Natomiast nie można tkwić w takich naprawdę już obalonych 100% mitów.

Ta witamina D może szkodzić w nadmiarze, może obciążyć nerki.

I coraz więcej trafia do mnie pacjentów z problemami nerkowymi właśnie przez mega dawki witaminy D. Także trzeba się badać i dostosowywać tą witaminę D. No i trzeci suplement, no to myślę, że to jest taki hit dzisiejszych czasów, to jest kreatyna.

A teraz to jest na czasie.

To jest na czasie, to jest moda, ale to dobra moda.

Musiałam znaleźć taką, żeby nie działała mi źle na brzuch, ale też jak sobie pomyślę, a wezmę trochę więcej, bo dzisiaj był trening, no to też gorzej się czuję, też jestem bardziej napuchnięta, też gorzej pracuje brzuch.

Jak sobie przedobrzy z tą kreatyną?

Każdy z nas chyba ma coś takiego, a może trochę tego więcej, może tego, może tego.

Mamy takie rysy, że może czegoś łykniemy więcej, to będzie działało lepiej.

Natomiast tak, kreatyna jest świetna, zwłaszcza pod kątem kobiet.

Ja lubię właśnie, żeby sobie tej już kolejnej kofeiny nie dorzucać.

Po śniadaniu wziąć kreatynę i faktycznie widzę, te funkcje kognitywne mózgu są bardzo rozhulane.

I to jest fajny suplement, zwłaszcza dla kobiet i zwłaszcza dla osób, które nie jedzą mięsa.

Bo musielibyśmy naprawdę jeść dużo czy jajek, czy sera, czy właśnie mięsa, ryb, żeby dostarczyć sobie te 5 gramów kreatyny zalecanej w ciągu dnia.

Ale kobiety się boją jeszcze kreatyny.

Boją się, że będą napakowane kreatyny.

Bo jak ja mówię, czy udostępniam, rzadko, bo rzadko, ale zdarza mi się, że biorę kreatynę gdzieś tam przy okazji po prostu, nie wiem, lecę na trening i mam ją przy sobie, to dostanę przynajmniej kilka pytań, a nie siedzę w temacie diety, czy mi kreatyna nie zatrzymuje wody.

I to jest standard.

To się właściwie pojawia za każdym razem i przez to chyba kobiety boją się brania kreatyny.

Mają takie poczucie, że od razu je tak po prostu zaleje.

Tak, natomiast bardzo ważne jest picie dużej ilości wody przy kreatynie.

Generalnie, żeby nie zatrzymywać wody, niezależnie od tego, czy bierzemy kreatynę, czy nie, to jest po prostu picie wody.

Ludzie nie piją.

w ogóle nie piją płynów, to nie musi pić sama woda.

I o tym też pisze dużo w książce.

Bardzo dużo jest na temat mitów dotyczących wody obalonych tutaj w jednym rozdziale.

Po prostu trzeba zacząć pić.

Żeby nie zatrzymywać wody, trzeba pić.

Ale też jeżeli pijemy dużo wody, a mamy inne problemy, no to trzeba to znaleźć.

Bo chociażby możemy mieć problemy z tarczycą.

czy z jelitami, bo generalnie jak jelita są niezdrowe, to nie wchłaniają i suplementów i wszystkiego.

Także trzeba się zastanowić, czy na początku nie zejść znowu do tych podstaw nudnych, beznadziejnych.

Tak, wejść do tych podstaw, naprawić organizm i wtedy można mniej przyjmować różnych rzeczy, bo one się lepiej wchłaniają, lepiej z jedzenia się wszystko wchłania.

W ogóle poluzować trochę tego pasa w spodniach trzeba.

I znowu nudna rzecz, tak, normalność, nudne zalecenia dietetyczne.

A dlaczego ta kreatyna, bo do tej pory, właściwie do tego roku, jeżeli pojawiał się temat kreatyny, to jednak on się głównie pojawiał w temacie siłowni i w temacie raczej mężczyzn aniżeli kobiet.

W tym roku bardzo mocno się mówi o kreatynie, którą, tak jak powiedziałaś, także powinny, albo przede wszystkim powinny suplementować kobiety dla

momencie jest to jeden z najbardziej przebadanych suplementów na świecie.

Ale dlaczego z perspektywy kobiet to jest tak ważny suplement?

Właśnie ze względu na to, że my trudniej mamy mniejszą ilość masy mięśniowej.

Myślę, że dosyć mamy różne problemy, które mogą spowodować, że tracimy tą masę mięśniową.

Spożywamy mniej chociażby tego mięsa, czy różnych produktów, żeby dostarczyć to.

No i

Nasze hormony robią swoje.

Więc dlatego dla kobiet jest to naprawdę super ważny suplement, nawet właśnie w kontekście osób starszych.

Także fajnie dać na prezent, jak na nadchodzące święta

Mami kreatyny albo babci kreatyny.

W kontekście kości też jest to bardzo ważne.

I ogólnie długowieczności, bo na to są już badania.

Ja nawet gdzieś ostatnio widziałam, chociaż nie przetestowałam na sobie, że podobno w razie czego, jak ma się bardzo słabą noc i źle się śpi, to podobno też kreatyna może pomóc.

Właśnie nawet nie po przespanej nocy.

Jestem czasem człowiek trzecia, trzydzieści, czwarta, różnie to bywa.

Dzisiaj dospałam do szóstej.

Ale tak, ja raczej chodzę dwudziesta pierwsza, dwudziesta druga, to już mnie nie ma.

Taki mam tryb, zawsze taki miałam.

I w sumie już się do tego przyzwyczaiłam i to lubię.

Ale tak, nieraz ratowałam się kreatyną i pomagało mi to wjechać w dobry dzień.

Książka jest obszerna, więc jak ktoś będzie miał ochotę, to musi sięgnąć i przeczytać, ale jakbyśmy miały dzisiaj jakoś podsumować naszą rozmowę i to, co zawarłaś w tej książce.

W książce zawarłam, myślę, że mogę zacząć od tego, co powiedziałam, takie skupienie się na sobie i ten zdrowy egoizm i zwrócenie uwagi na to, jak dany pokarm, pożywienie działa na nas w kontekście zarówno tego dnia codziennego, jak i w kontekście długoterminowej profilaktyki czy nawet leczenia różnych chorób.

To jest bardzo taka przekrojowa książka.

Myślę, że jak wydawnictwo dostało tę książkę, to pani Monika powiedziała, panie Haniu, to jest Biblia.

W szkołach powinna być ta książka.

Może będzie kiedyś.

Bardzo by mi się marzyło.

Bo są tam i podstawy, i część psychodietetyczna, i po prostu prewencja i leczenie chorób.

Także myślę, że jest to pewnego rodzaju Biblia i przekrój.

i mimo swojej objętości trochę została ucięta, ja bym mogła jeszcze pisać, pisać i pisać.

No to będzie przynajmniej na kolejne książki, których oczywiście Ci życzę, a ja bardzo serdecznie dzisiaj dziękuję Ci za naszą rozmowę.

Myślę, że nasze osoby, które nas dzisiaj słuchały, na pewno coś wyniosą z niej dla siebie, także bardzo dziękuję.

Ja też dziękuję, Anio.

0:00
0:00