Mentionsy
Radio z Charakterem 27.11.2025 W starym gliwickim Kinie - Urszula Biel
Szukaj w treści odcinka
Pani Urszula jest filmoznawczynią, ukończyła studia kulturoznawcze na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego.
Studia doktoranckie na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk obroniła doktorat.
Publikowała między innymi w czasopismach Film, Kino, Świat Filmu czy Kwartalnik Filmowy.
Metorów deszcz w żyłach tańczy nam Kiedy z oczu traciliśmy świat Stawialiśmy dom z hotelowych ścian Pierwszych losów splot nie miał szans by trwać
Dlaczego tak, albo dlaczego nie?
No właśnie, co w tym kinie jest, albo może być fascynującego, ciekawego.
Akcja, ale też lubię historyczne.
Z tym chodzeniem do kina to zależy na jaki film, bo jak się pójdzie jakiś taki odmurzający film, to tam jest różny sort ludzi i...
Ale ten duży ekran, mówię ekran kinowy, czasem jest istotny w przypadku niektórych filmów.
i mocno dało się odczuć te wszystkie wybuchy, te wszystkie efekty specjalne.
Można zobaczyć rzeczy niewyobrażalne.
Tak na szybko, ja wiem takie pytanie, ale ktoś, bo czasem idziemy do kina tylko i wyłącznie dlatego, że gra tam ktoś.
Albo, że film jest w reżyserii kogoś.
Na pewno to będzie Robert De Niro, jeszcze i Al Pacino.
Robert De Niro, Al Pacino.
A aktorki to powiem szczerze, że Emma Stone, Natalie Portman, Maggie Smith, świętej pamięci, już niestety zmarła.
Male kino, czy pamiętasz male nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino, a w zacisznej loży ty i ja.
Male kino, czy pamiętasz male nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino, a w zacisznej loży ty i ja.
Ale w tak utworzonym lustrze dziecko widziało już tylko własną twarz.
Dalej w tan, orkiestra gra Dalej w tan, orkiestra gra Dalej w tan, orkiestra gra Dalej tańczmy tango Nieustanne tango Nieustanne tango
Dalej w tan orkiestra gra!
Dalej tańczmy tango!
Na co dzień nasi młodzi widzowie, będąc u pani w kinie, nie kojarzyć muszą, ale się dzisiaj dowiadują, że pani jest osobą kierującą kinem Amok w Gliwicach.
Potem w zasadzie mogłabym to zarzucić, ale trochę mnie ten temat wciągnął i postanowiłam się z nim tak na poważnie zająć, więc to już wymagało takich dogłębnych poszukiwań informacji, bo nie są to rzeczy dostępne.
Książka jest monumentalna, ma bardzo dużo informacji dotyczących terenów, dzisiaj byśmy powiedzieli województwa śląskiego i województwa opolskiego, dawnej terenu Regencji Opolskiej, czy właśnie prowincji górnośląskiej.
Ale pani książka ma też takie spoiwo, że pracuje pani na co dzień i w chwili obecnej rozmawiamy z panią telefonicznie, znajduje się pani w miejscu dawnego kina, które pani opisuje.
I teraz ile takich kin, które pani opisuje, przetrwało do dziś, czy jako kina, czy jako inne placówki kulturalne?
Bo wprawdzie niektóre kina śledziłam, zresztą zaznaczam w tej książce, jeżeli są czynne do dzisiaj, ale tu w każdej chwili może się coś zmienić, jakieś kino może przestać istnieć.
Też tej pracy chodziło mi o to, żeby trochę inaczej ten nasz region pokazać, który jest postrzegany głównie albo pod kątem powstań i walk polsko-niemieckich, albo pod kątem przemysłu i węgla.
Nazywa się Becek, ale ono jest w Gdynku, które nie było kiedyś kinem.
istnieje Kinoclub w Gródkowie, bardzo się cieszę, że też super jest historia Kina Bajka w Kuliborku, które podobno, znaczy ono istnieje w rynku, które kiedyś było kinem, ale długo nie było czynne, no i podobno zostało kupione na Allegro, tak, że była ilustracja, no i tutaj chyba miasto budowało ten budynek i bardzo się cieszę, że on funkcjonuje.
Pierwsza, siódma, trzecia, piąta, ktoś mi wszystko dziś poplątał, ale jedno, jedno wiem.
kolejowego w Gliwicach, udali się właśnie ulicą Zwycięstwa w kierunku Pańkina, w kierunku ulicy Dolnych Wałów.
Jakie kina w Gliwicach by nasi uczniowie mijali?
Idąc ulicą Zwycięstwa, od strony dworca, to było kino na zwycięstwo właściwie w trzech lokalizacjach.
One nie przetrwały, ale tak jak piszę w tej książce, to na pewno funkcjonowało kino tam, gdzie kiedy.
ale nie spełniało wymogów, dlatego że kiedy kina się rozwijały, wiadomo było, że już przetrwają i że potrafią być niebezpieczne, mianowicie związane to było z pożarami, które tliły się, dlatego że filmy tłuszczano z łatwą palnej taszmy.
I nie zawsze te pomieszczenia na to pozwalały, żeby takich remontów dokonać.
theater-kino, ale to tylko przez dwa lata.
On też był na zwycięstwa, wtedy miał numer 43, teraz to jest Ruch Zwycięstwa i Banalizm.
Tam kiedyś był wtedy sklep fotograficzny i myślę, że z racji tych zainteresowań właścicieli to funkcjonowała działalność kinowa przez jakiś czas.
To kin już istniało do 1926 roku przy ówczesnej Wilhelmszczyce 24, czyli po tej samej stronie co Wiktoria, tylko dosłownie dwa domy dalej.
I w jednej z sal właśnie utworzono kino Szedliszewie.
No i na pewno też już w ogóle nieistniejące, bo ono chyba zostało, jeżeli to kino miejskie, to zdaje się, że Rosjanie spalili, ale jeszcze było kino Szałbórk na rogu ulicy Konstytucji chyba i Dworcowej.
Ciekawo jest, że wiele osób z Gliwicy pamięta to kino, chociaż ono było najmniejsze i takie na pewno przeznaczone dla widzów, których nie stać było na drogie bilety, ale bardzo chętnie było uczęszczane i pamiętane jest dlatego, że ono miało taką salę w kształcie litery L.
Jeszcze się toba, ekran pali Pod zimnym światłem gwiazd Jak ciężko żyć tym, co zostali
na dany film, czyli ktoś idąc do danego kina kupował bilet w różnej cenie, mimo że ludzie oglądali to samo.
I ta różna cena zależała od tego, czy widz siedział na balkonie, na parterze, w loży, czy blisko ekranu, czy daleko, czy z boku.
które do dzisiaj, niewiele teatrów, ma różne ceny na ten sam spektakl, które zalogą od tego, gdzie dany widz siedzi.
Ale potrzebowało czasu, żeby się zorientować, że tak naprawdę w kinie nie ma to takiego znaczenia.
Albo jest to inaczej niż w teatrze.
W teatrze ten, kto siedzi blisko sceny płaci więcej, niż ten, kto siedzi dalej.
Lepiej widzą ci, którzy siedzą dalej, niż ci, którzy...
Nie od razu to zadziałało, to trzeba było trochę lat, ale to zróżnicowanie cenowe na początku było.
A w tym kinie Amor, które później się nazywało Mitro, były mniej zróżnicowane, no bo tam ta sala była na tyle mała i na tyle się tak samo oglądało te filmy z różnych miejsc, że nie trzeba było aż tak różnicować, ale jednak różnicowało.
No i też początkowo kina projektowano z balkonami, bo właśnie tak było elegancko, tak?
I tak też było w teatrach właśnie, że podstawały balkony i loże.
Ale kiedy wyszło kino dźwiękowe, to właśnie paradoksalnie te kina bez balkonów miały lepszy dźwięk niż te z balkonami, dlatego że sposób montowania głośników i nagłośnienia
powiedziałabym, lepszy jest wtedy, kiedy nie ma tych balkonów.
Dlatego, że tak, ów, w tej sali inaczej zupełnie pracuje.
Dlatego dzisiaj obserwujemy właśnie, że kina już po pierwsze się buduje bez balkonów, a po drugie te, które miały, to właściwie wszędzie zlikwidowano te balkony.
Aczkolwiek możecie je zobaczyć właśnie w kinie Roma w Zabrzu oraz w Kinoteatrze Rialto.
Tylko, że ten obiekt w tej chwili spełnia taką funkcję nie tylko kina, ale też miejsca, gdzie odbywają się koncerty.
Jest to produktowane właśnie w aktorze działalności.
W realcie tego miejsca w kinie Roma to myślę, że po pierwsze oni nie mają funduszy na przebudowę, a po drugie myślę, że też mogą tutaj już zadziałać względem tego, że być może ten obiekt jest już zabytkiem i wtedy inaczej się przebudowuje to miejsce.
Urodzeni mordercy Kalifornia 7 Harry Angel, Pulp Fiction, Hellraiser i Freddy Codziennie filmy były dla nas jak Biblia Te same sceny nawet w snach je widzę Widzę w snach wciąż to samo Ciągle boję się zasnąć Tamten leży we krwi A mnie robi się słabo Powiedział patrz jak pięknie Prawie tak jak w filmach Zapamiętaj to pamiętam Prawie tak jak w filmach
Nie do zwykłych dziewczyn, ale do tych najpiękniejszych.
Ale w tej odpowiedzi pojawiły się takie dwa zagadnienia.
Zacznę może od tego drugiego, to znaczy właśnie kiedy w tych czasach, które opisuje Pani w swojej książce, kino przestaje być nieme, staje się kinem dźwiękowym i jak bardzo w tym niemym kinie, czego my w naturalny sposób nie pamiętamy, ale też nie jesteśmy z tym jakby zaznajomieni.
nie tylko widzowi towarzyszyła gra na fortepianie czy na pianinie, ale wielokrotnie grał cały zespół.
No to był pewien proces, dlatego że tak jak z każdym wynalazkiem, który wchodzi, to te pierwsze pojedyncze sztuki kupują, powiedziałabym, prekursorzy albo niektórzy mają dużo pieniędzy, bo wynalazki jak wchodzą na rynek to są bardzo drogie.
ale generalnie dźwięk wszedł do kina w 1927 roku.
To się uznaje za umowną datę narodzin kina dźwiękowego, ale to się stało w Stanach Zjednoczonych w Nowym Jorku.
Tutaj na nasze ceny to pierwsze projektory dźwiękowe z 1929 rok, ewentualnie 1930, początek lat 1930, to jest takie, powiedziałem, pierwsze 2-3 lata.
Ale myślę, że to też była presja technologiczno-ekonomiczna, ażeby tak się stało.
Mianowicie, kiedy uczniowie, kiedy widzowie przychodzą do Pani kina dzisiaj, no to trudno im sobie wyobrazić, że ta sala, kiedy zasiadają w kinie amok, kiedyś, tak jak Pani powiedziała, była dwupoziomowa, że miała balkon,
że była troszkę inaczej zaprojektowana pod względem wejścia do kina, wchodzenia właśnie na tą część balkonową i na tą widownię parterową.
A drugi właśnie, ten drugi biegun, parę metrów od Pani kina, od Pani biura, gdzie Pani teraz przebywa, można było przejść do kina, o którym Pani nam opowiedziała, przy dawnej ulicy Banhofstrasse, do kina Amor, czy tego, którego ktoś mógł zapamiętać, ale bardziej rodzice naszych słuchaczy jako Mikrus, kino przy ulicy Dworcowej.
Ja piszę o tym w książce i ja mówię, że w ciągu pięciu minut nie odpowiem na to, bo poświęciłam temu wiele lat, więc dlatego napisałam takie monumentalne dzieło, żeby to wszystko wyjaśnić.
Generalnie pamiętajmy, że to był czas...
Należy złożyć, że kina były wypełnione przez publiczność.
No i o tym, że ludzie tłumnie chodzili do kin, to właśnie też zaświadczają raporty chociażby czy listy ze straży miejskiej, która nieustannie upominała właścicieli kin, że nie mogą mieć sal przepełnionych.
Że właśnie sprzedawali więcej biletów niż było miejskich.
Nawet się naleknęłam na takie właśnie pisma urzędowe, w których upominano osobę, która prowadziła kino miejskie, żeby spuszczała więcej uczniów na salę, niż było foteli, bo ten prowadzący dopuszczał się takich rzeczy, że na przykład ustawiał przesław...
I niektórzy uczniowie oglądali filmy stojąc na oparciach krzeseł, na których siedzieli inni uczniowie.
Czyli sytuacja w ogóle kuriozalna i absolutnie niezgodna z przepisami jakimikolwiek.
No ale tak się działo i to właśnie świadczy o tym, że filmy, kino było bardzo popularne i wszyscy chodzili z kina wtedy.
Nie pytaj mnie, wiem tyle co i ty Poganiam dzień i nie śni mi się Już siebie znam, znam z bliska słowo, ale wiem, że ja sam
Jeżeli chodzi o Niemcy, to przede wszystkim bardzo dużo grano filmów niemieckich, ale to jest naturalne.
bardzo lubili filmy europejskie, tak, a widzowie, powiedziałam, z krajów mniejszych, nawet Polski, gdzie ta produkcja była po prostu mała, nieduża, no więc jeżeli chcieli oglądać filmy europejskie, no to często sięgali, tak, czy chcieli na filmy francuskie też, ale niemieckie bardzo chętnie, bo to był, ich powiedziałabym też, bliższy był im kulturowo niż amerykańskie.
ale w dawnych czasach przed seansem filmowym pojawiały się różne produkcje o charakterze paradokumentalnym, ale również w kinach, tak jak Pani powiedziała, które były jedynym miejscem, gdzie można było zobaczyć film, pojawiały się filmy dokumentalne czy paradokumentalne.
Jak bardzo ta historia filmów dokumentalnych czy paradokumentalnych była wtedy obecna?
która jest takim, powiedziałabym, naturalnym odbiorcą filmów dokumentalnych.
W kinie, owszem, też pokazujemy je, ale stanowią one jednak wyjątkowe sytuacje.
Natomiast wtedy grano ich więcej, ale najczęściej w formie dodatków do filmów.
No i po kronice był właśnie dodatek, albo to był krótka jakaś fabułka, ale też bardzo często był to właśnie dokument, że...
Wtedy powiedziałam te dokumenty, jeżeli przynajmniej chodzi o rynek niemiecki, to one nie były, powiedziałam, takimi dokumentami, jakbyśmy to dzisiaj nazwali interwencyjnymi czy społecznymi.
Raczej to w Niemczech się w ogóle wykształcił taki specjalny gatunek filmowy, który się nazywał Kulturfilm.
Czyli on nie był, powiedziałabym, takim dokumentem realistycznym, tylko takim kulturowym.
Najczęściej chciano w nim oddać piękno jakiegoś regionu albo piękno jakiegoś problemu.
Więc one bardzo często miały taką konwencję właśnie odrealnioną.
I niekiedy właśnie, albo nawet często towarzyszyły filmom i były puszczane przed filmami tymi głównymi.
Dokument później w okresie dźwiękowym to tak troszeczkę zanikł, ale nie był aż tak często puszczany jak w okresie kina niebego.
Ale nadal był obecny, a jeżeli chodzi o Niemcy, no to często właśnie kręcą filmy propagandowe i te propagandowe treści właśnie oddawano w dokumentach, w tej formie dokumentalnej.
No tak jak mówię, nie były to takie realistyczne dokumenty, czy takie powiedziałabym obiektywne.
Na pewno należy wymienić też Carla Hoffmana, zresztą kompozytora Franza Wachsmana.
Bernard Grzimek, w ogóle już akurat nie aktor, tylko zolog, który zrealizował film o paru cenach Grecji i on był z kolei, bo został jego film, pierwszego Oscara dla filmu z RFN-u, nim jest zachodni.
No na pewno Kustomala, Gostomala no i Janfetkę, więc to bardzo ciekawe osoby.
Ale on też jest bardzo ciekawą osobą, postacią, bo mimo tych wszystkich kontrowersji, konsystów, jakie tutaj były na plenarowościowym, to on zrobił niesamowitą karierę i był aprobowany zarówno z Polską,
jak i niemiecką stronę Górnego Śląska, a że niemiecką to jest o tyle ciekawe, że on też powiedziałabym w dalszym pokoleniu, ale miał korzenie żylowskie.
Więc jeżeli takie osoby robiły karierę w kinematografii niemieckiej, no to tak, że musiały dużą sobą reprezentować, być bardzo popularne, że Niemcy nie odrzucili go, ale jak najbardziej angażowali do filmów.
To jeden z nielicznych polskich twórców, który został także utrwalony w dziennikach takiej złowieszczej osoby, ale właśnie odpowiadającej w czasach nazistowskich za kinematografię Józefa Goebbelsa, który w samych komplementach się rozpływał o Kiepurze.
Mam nadzieję, że to aż wszystkiego, chociaż dużo mówiłam, ale nie powiedziałam i może jeszcze coś dopowiem na spotkaniu.
Z wykształcenia był prawnikiem, specjalistą w dziedzinie prawa autorskiego.
Podobna była do Franza Fischera, filozofa i gawędziarza należącego do śmietanki towarzyskiej.
Akademia Pana Kleksa wydana została w 1946 roku w prywatnym wydawnictwie Piotra Kawczyńskiego, od którego tuż przed powstaniem warszawskim Brzechwa i Szancer wyciągnęli sporą zaliczkę na napisanie encyklopedii fantastycznej.
Encyklopedia nie powstała, ale Brzechwa, którego gryzło sumienie, postanowił jednak dotrzymać umowy.
Znakomita kreacja Piotra Frączewskiego w roli tytułowego bohatera oraz piosenki wykorzystujące oryginalne brzechwowskie wiersze podbiły nie tylko serca najmłodszej publiczności, ale także jej rodziców, którzy na książkach Brzechwy się wychowali.
Akademia znalazła się w pierwszej piątce rankingu najchętniej oglądanych polskich filmów XX wieku, wyprzedzając nawet Seksmisję Juliusza Machulskiego.
Doskonale pamiętam zresztą długie kolejki po bilety do nieistniejącego już kina Apollo w Gliwicach.
Dzięki nauce w tej nietypowej szkole nasz młodzieniec odkrywa w sobie talenty i umiejętności, o które się nie podejrzewał.
Pan Kleks natomiast przede wszystkim chce nauczyć swych podopiecznych samodzielnego myślenia i doskonale mu to wychodzi.
Fabuła pełna magii przenosi czytelników w zaczarowany świat, przez który prowadzi nadgenialny mag, chemik, matematyk i kleksograf.
Myślę, że opis ten może pasować zarówno do serii książek o Harrym Potterze, nastoletnim czarodzieju walczącym z czarnoksiężnikiem Voldemortem, autorstwa brytyjskiej pisarki J.K.
Pani Rowling stworzyła fascynującą sagę czarodziejską, rozpoznawalną niemalże na całym świecie.
Oczywiście to, czy Jana Brzechwe można uznać za dziadka najbardziej znanego młodego czarodzieja, jest kwestią nierozstrzygalną.
Jednak miło jest czasem pomyśleć, że pierwowzorem postaci Albusa Dumbledora był Ambroży Kleks.
Nie pracą, ta była łatwa, ale brakiem rezultatu.
Może warto zastanowić się na tym, co ma znaczenie, ale nie mam czasu, bo żyję strachem, że kiedyś przestanę pracować, zwątpię w siebie i w dalszy sens robienia czegokolwiek.
To prędzej, ale musiałbym całkowicie zająć się tą pracą.
A zwłaszcza malować.
Gdybym miał talent w tym kierunku, to po latach, przy tej świadomości, którą mam dzisiaj, coś bym z siebie wydusił oryginalniejszego niż notatki rzeczy widzianych.
Niezależnie od tego, na ile manifestacje studenckie w kraju są sprowokowane, opozycja powinna wystąpić w ich obronie.
Nawet ryzykując zerwaniem obrad okrągłego stołu, które i tak przyciągają się już poza granicę pozwalającą mieć nadzieję na rezultaty.
Ostatnie odcinki
-
Radio z Charakterem 04.02.2026 Aleksander Wat -...
04.02.2026 06:01
-
Radio z Charakterem 03.02.2026 Dzień Naukowy - ...
03.02.2026 06:02
-
Radio z Charakterem 02.02.2026 Matematyka, bank...
02.02.2026 07:08
-
Radio z Charakterem 30.01.2026 Inwigilacja, prz...
30.01.2026 19:54
-
Radio z Charakterem 29.01.2026 Błogosławieństwo...
29.01.2026 08:02
-
Radio z Charakterem 28.01.2026 Zygmunt Bauman -...
28.01.2026 09:28
-
Radio z Charakterem 27.01.2026 Dzień Naukowy - ...
27.01.2026 10:26
-
Radio z Charakterem 26.01.2026 Utracona pamięć ...
26.01.2026 13:48
-
Radio z Charakterem 23.01.2026 Piątki na piątki...
23.01.2026 07:04
-
Radio z Charakterem 22.01.2026 Sztuka w paryski...
22.01.2026 09:14