Mentionsy

Radio Wnet
28.01.2026 08:46

Bosak o umowie UE–Indie i SAFE: „Nikt nic nie wie. To nie jest normalne”

Bosak krytykuje sposób negocjowania umów handlowych UE i brak informacji o funduszach SAFE: Nie wiemy, dla kogo i na co – mówi w Radiu Wnet. Wskazuje też na koszt sporu o ambasadorów.


Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak odniósł się w rozmowie w Radiu Wnet do wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który wskazał go jako polityka, z którym można rozmawiać o ewentualnej współpracy. Bosak studzi jednak emocje i podkreśla, że dziś nie ma do tego żadnych realnych podstaw.

Jesteśmy w połowie kadencji i partie opozycji rywalizują ze sobą o wyborców. Niech nam żadne rozważania koalicyjne nie zakrywają tej perspektywy, ponieważ w tej chwili żadne rozmowy koalicyjne nie toczą się i toczyć się nie będą, bo nie ma do tego kontekstu konstytucyjnego czy demokratycznego. Większość rządząca jest dość stabilna i co będzie za dwa lata, tego nie wie nikt

– mówi Krzysztof Bosak.

W jego ocenie pochwała pod jego adresem jest elementem gry politycznej i próbą „zrównoważenia” krytyki wymierzonej w Konfederację.

Ta wypowiedź jest elementem rywalizacji z nami. Dobre słowo pod moim adresem było po to, żeby zrównoważyć ogólną krytykę Konfederacji. Problem jest taki, że w publicznych wypowiedziach prezes PiS przypisuje Konfederacji program, którego Konfederacja nie ma. Buduje stereotyp partii groźnej, nieodpowiedzialnej i skrajnie liberalnej — to jest literalnie nieprawda

– podkreśla.

Bosak przekonuje, że Konfederacja ma zaplecze polityków o konserwatywnych poglądach, a różnice programowe z PiS są rzeczywiste, ale nie takie, jak je przedstawiają przeciwnicy.

Konfederacja jest pełna dobrych ludzi, polskich patriotów o poglądach konserwatywnych z bardziej wolnościowym akcentem lub bardziej narodowych. W większości spraw dotyczących Polski mieliśmy rację wtedy, kiedy PiS popełniał bardzo poważne błędy rządząc. My byliśmy ignorowani jako konstruktywna opozycja, a do dziś z tego, co mamy do powiedzenia, nie zechcieli wyciągnąć wniosków

– zaznacza.

Jednocześnie ostrzega, że jego zdaniem samodzielna większość PiS jest mało prawdopodobna, a ewentualny wpływ Konfederacji na większość sejmową będzie oznaczał inne podejście do personaliów.

Moim zdaniem samodzielna większość dla PiS już nie będzie. Jeżeli będziemy mieć wpływ na większość w Sejmie, na pewno nie pozwolimy, żeby ludzie odpowiedzialni za różne patologie wrócili na te stanowiska i drugi raz robili te same numery

– mówi.

Umowa UE–Indie i logika „ucieczki do przodu”

Bosak komentuje też zapowiedzi dużej umowy handlowej UE–Indie. Jego zdaniem Unia próbuje odzyskać konkurencyjność przez kolejne porozumienia handlowe, ale nie jest jasne, czy takie podejście zadziała.

Unia Europejska, ze względu na utracenie konkurencyjności, próbuje przywracać sobie witalność gospodarczą, zawierając kolejne umowy handlowe. To próba ucieczki do przodu, charakterystyczna dla elit państw zachodnich o wielopokoleniowej tradycji handlowej. Czy to wyjdzie, czy nie wyjdzie, to inna sprawa — to myślenie doktrynalne, a nie stricte ekonomiczne oparte na analizie przepływów handlowych

– ocenia.

Zwraca uwagę, że Polska ma w tych procesach ograniczony wpływ, a negocjacje w praktyce toczą się poza społeczną kontrolą.

W wyniku zrzeczenia się suwerenności w sprawach handlowych państwa członkowskie często nie wiedzą, co dokładnie Komisja Europejska negocjuje. My nie wiemy dokładnie, co zostało wynegocjowane. Wiemy tylko o niektórych wyłączeniach. Państwa takie jak Brazylia czy Indie prowadzą nacjonalistyczną politykę gospodarczą, ochronę swojego rynku, a w Europie stało się to tematem tabu

– podkreśla.

SAFE: „Nikt nic nie wie. To nie jest normalne”

W rozmowie pada też wątek programu SAFE i wielkich kwot, które mają trafić na zbrojenia. Bosak twierdzi, że kluczowy problem to brak jawnej informacji o projektach, beneficjentach i celach.

Sytuacja jest trochę typu „nikt nic nie wie”. Nie jest jawne, ani nawet nie jest przedmiotem szerszej wiedzy kuluarowej, jaka jest treść wniosku złożonego przez ministra obrony do Komisji Europejskiej. Wiemy, że zatwierdzono transfery na wielkie kwoty, ale nie wiemy dla kogo. Nie wiemy, jaka jest lista firm, priorytetów, ani alokacja środków

– mówi.

Jako przykład wskazuje doświadczenia z KPO i ryzyko, że projekty mogą rozbić się o zdolności wdrożeniowe i terminy.

Zwracam uwagę, że rząd ogłaszał KPO jako ogromny sukces, a potem wycofywał się z pewnych elementów, bo realizacja nie mieściła się w terminach Komisji Europejskiej. Gotowość techniczna do absorpcji środków ma znaczenie. W tej chwili mówiąc uczciwie: nikt nic nie wie — i to nie jest normalne

– zaznacza.

Dodaje, że w innych państwach da się to komunikować bardziej przejrzyście.

W Rumunii ogłoszono publicznie tabelę z projektami, kwotami i celami. Można to zrobić bez ujawniania tajemnic. Nie wiem, dlaczego rząd robi wokół tego aurę tajemnicy. Być może mają coś do ukrycia — na przykład niewielki udział firm polskich

– podkreśla.

Spór o ankietę bezpieczeństwa Czarzastego

Bosak odniósł się także do wezwań, by marszałek Włodzimierz Czarzasty wypełnił ankietę bezpieczeństwa. Zwraca uwagę, że formalnie nie ma takiego obowiązku, a sama procedura jest dla polityków bardzo obciążająca.

Wedle mojej wiedzy zgodnie z prawem nie ma takiego obowiązku. To jest procedura dla tych członków komisji ds. służb specjalnych, którzy chcą mieć dostęp do „ściśle tajne”. Ankiety są bardzo inwazyjne, szczegółowe, wymagają spowiadania się z całego życia, kontaktów i operacji finansowych. Poseł, który naprawdę tego nie potrzebuje, raczej tego nie zrobi

– mówi.

Rząd–prezydent i ambasadorowie: „To osłabia pozycję Polski”

Wątek na koniec dotyczył napięć między rządem a Pałacem Prezydenckim i problemu nominacji ambasadorskich. Bosak ocenia, że brak porozumienia szkodzi państwu.

Dobrze, że doszło do paru spotkań. Potrzebujemy elementarnej drożności komunikacji i minimalnych kompromisów umożliwiających prowadzenie wspólnej polityki poza granicami. Brak nominacji ambasadorskich osłabia pozycję Polski i to nie jest tak, że tylko jedna strona ponosi winę — obciąża obie strony

– podkreśla.

Wskazuje też, że inni partnerzy mogą odbierać takie sytuacje jako obniżenie rangi relacji.

W wielu państwach konflikt wcale nie musi być rozumiany. Wysyłanie wyłącznie chargé d’affaires bywa odbierane jako dyshonor i obniżenie rangi stosunków. Nie musi nikogo interesować, że w Polsce mamy spór polityczny — ich to po prostu zwyczajnie nie interesuje. Zaczynają podejrzewać, że to jest celowa robota

– zaznacza.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 150 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

A z nami jest już zapowiadany gość, pan marszałek, wicemarszałek Sejmu, jeden z liderów Konfederacji, pan Krzysztof Bosak.

Dzień dobry.

Dzień dobry pani redaktor i dzień dobry państwu.

No i w pierwszej części Poranka w net komentowaliśmy trochę o ostatniej wypowiedzi prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.

To takie pochlebne w kierunku do pana marszałka mówiące o tym, że jakby jedynym, jak rozumiem, podmiotowym politykiem, konkretnym politykiem, z którym można rozmawiać o współpracy jest właśnie pan Krzysztof Bosak, bo tak powiedział prezes Jarosław Kaczyński.

I jak pan poseł by się odniósł do takich słów i do ewentualnych rozmów koalicyjnych czy ewentualnej współpracy?

Po pierwsze jesteśmy w połowie kadencji i partie opozycji rywalizują ze sobą wyborców w horyzoncie kolejnych wyborów i po drugie o to, kto jest lepszą partią opozycji, bardziej rzetelnie i skutecznie patrzącą na ręce rządowi.

I niech nam żadne słowa...

rozważania, żadne koalicyjne nie zakrywają tej perspektywy, ponieważ w tej chwili żadne rozmowy koalicyjne nie toczą się i toczyć się nie będą, bo po prostu nie ma do tego kontekstu konstytucyjnego czy demokratycznego.

Jesteśmy w trakcie kadencji, większość rządząca jest dość stabilna i nic po prostu w tej sprawie szczególnego się nie dzieje, a co będzie za dwa lata tego nie wie nikt.

To pierwsza sprawa.

Druga sprawa?

Ta wypowiedź jest oczywiście elementem rywalizacji z nami i jakieś dobre słowo pod moim adresem było tylko po to, żeby delikatnie zrównoważyć ogólną krytykę Konfederacji, którą przy różnych okazjach...

prezes Prawa i Sprawiedliwości formułuje, podkreślając różnice programowe między nami i nie mam absolutnie nic przeciwko temu.

My też podkreślamy różnice programowe z PiS-em.

Problem jest jednak taki, że w tych publicznych wypowiedziach prezes PiS-u przypisuje Konfederacji program, którego Konfederacja nie ma.

Po prostu buduje pewien negatywny stereotyp Konfederacji jako partii groźnej, nieodpowiedzialnej i skrajnie liberalnej.

Jest to literalnie nieprawda.

To nie jest tak, że w Konfederacji tylko ja mam dobre spojrzenie.

Konfederacja jest pełna dobrych ludzi, młodych i w średnim wieku doświadczonych już polskich patriotów o poglądach konserwatywnych, z bardziej wolnościowym akcentem lub z bardziej narodowymi.

którzy w większości spraw dotyczących Polski mieli rację, mieli prawidłowe oceny wówczas, kiedy PiS popełniał bardzo poważne błędy rządząc.

My byliśmy w tych swoich ocenach przez prawie wszystkich członków rządu PiSu ignorowani jako ta konstruktywna opozycja i moim zdaniem do dziś jest tak,

że z tego, co mamy do powiedzenia, oni nie zechcieli wyciągnąć wnioski i raczej woleliby tego nie słuchać, a w szczególności nie przyznać, że mamy rację.

Więc zwracam uwagę, że to jest próba rozgrywania nas.

Uważam, że również drugi lider Konfederacji, czyli Sławomir Mencen, w wielu swoich ocenach i politycznych, i ekonomicznych ma rację.

odpowiedzialny, nie ma on nic wspólnego z karykaturami jakimiś skrajnie liberalnymi przedstawianymi przez niektórych polityków PiSu.

Moim zdaniem oni dostali taką instrukcję wewnętrznie właśnie, żeby straszyć wyborców nami i naszym programem, ponieważ zobaczyli, że Konfederacja jest po prostu dla wielu wyborców taką, można powiedzieć, rozsądną, lepszą alternatywą na prawicy.

niż sam PiS pogrożony po pierwsze w kryzysie wiarygodności, w który wpadł w drugiej kadencji swojego rządzenia, realizując nie program obiecany wyborcom, tylko jakiś inny, często program globalistyczny, prounijny, ukrywany przed wyborcami, który wyszedł później w tak zwanych kamieniach milowych czy w protokołach z rad europejskich, gdzie przedstawiciele rządu co innego akceptowali niż tutaj wyborcom w Polsce mówiono.

Po drugie, no moim zdaniem PiS oczywiście też ma poważny problem z partią Grzegorza Brauna, która pojawiła się i w sondażach i w sferze publicznej pomimo izolacji medialnej i też przyciąga część wyborców PiSu.

I obok nas atakowanych jest tam oczywiście też atakowany Grzegorz Braun i jego środowisko.

Ja osobiście, jeśli miałbym coś doradzać kolegom i koleżankom z PiSu, to żeby jednak skupili się na pisaniu dobrego programu, na rozliczeniu swoich afer i wyciągnięciu wniosków ze swoich błędów, bo być może to im pozwoli w przyszłości zrobić jeszcze coś pożytecznego i nie powtórzyć drugi raz tych samych błędów.

Na razie z tego, co widzę na stronie wewnętrznej w PiSie...

to poza potwornym poziomem wewnętrznego skonfliktowania, tam wszyscy szykują się do powrotu mniej więcej na te same funkcje rządowe, no i tutaj zła wiadomość, ale to się nie wróci, tak?

Moim zdaniem w samym czele większość dla PiSu już nie będzie, a my nie, jeżeli będziemy mieć wpływ na większość, to na pewno nie pozwolimy, żeby ludzie odpowiedzialni za różne patologie wrócili na swoje stanowiska i drugi raz zrobili te same numery.

To w takim razie teraz przejdźmy już do tych spraw, nie chcę mówić ważniejszych, ale takich, które mają wpływ na, albo będą zaraz miały wpływ na naszą codzienność.

Ostatnio głośno było na temat umowy handlowej z państwami z grupy Mercosur, a teraz oczywiście na agendzie wielka umowa.

Mowa tutaj jest o dwóch miliardach osób, które może objąć, czyli Unia Europejska, Indie.

Jak pan poseł się do tego ustosunkowuje?

Co to może oznaczać dla Polski?

Unia Europejska ze względu na utracenie swojej konkurencyjności próbuje przywracać sobie tę utraconą witalność gospodarczą, zawierając kolejne umowy handlowe.

To jest taka próba ucieczki do przodu, charakterystyczna dla kręgów bogatych, kręgów gospodarczych, mających wielopokoleniową przeszłość handlową, nawet kolonialną, krajów zachodnich.

Moim zdaniem w Polsce tego sposobu myślenia nie tylko nie rozumiemy, my go zupełnie nie znamy.

To jest też sposób myślenia właściwie dla Brytyjczyków, proszę zwrócić uwagę.

że Brytyjczycy po Brexicie tym, czym swoje humory poprawiali, to że oni w miejsce tego więdnącego rynku unijnego, ich stanie, bo ten rynek ciągle jest bardzo duży, też z perspektywy Wielkiej Brytanii, to inna sprawa, że oni pozawierają sobie umowy handlowe z innymi różnymi krajami i blokami na świecie i w ten sposób rozbudują swoją gospodarkę.

I w podobny sposób myślą w tej chwili...

elity części państw zachodnich o tej dłuższej tradycji uczestniczenia w handlu światowym.

W dużej mierze są to też przemysłowe kadry niemieckie.

Czy to wyjdzie, czy nie wyjdzie, to jest zupełnie inna sprawa, bo to jest myślenie doktrynalne.

To nie jest myślenie stricte ekonomiczne oparte na analizie przepływów handlowych, gdzie niestety tańsza produkcja napływająca do Unii Europejskiej niszczy europejski przemysł.

To jest myślenie oparte na wielopokoleniowej tradycji wiary we własne przewagi ekonomiczne,

po to, żeby czerpać z nich tzw.

rentę czy marżę i w ten sposób kontynuować dominującą pozycję własnych elit finansowych i gospodarczych.

Więc to myślenie jest moim zdaniem mocno osadzone w krwiobiegu elit zachodnich.

do których Polacy, trzeba to powiedzieć wyraźnie, choć bardzo by chcieli, nie należą, nie są w tych dyskusjach, nie są brani pod uwagę, mają bardzo niewielką reprezentację także w elitach brzucelskich i jakby zmierzanie do tych umów handlowych jest od dawna.

Druga sprawa, którą warto powiedzieć,

Jest bardzo trudno przewidywać, co z tej umowy z Indiami może wyjść, ponieważ wedle mojej wiedzy znamy tylko niektóre szczegóły tej umowy, nie znamy jej całej treści i tak jak było w przypadku negocjowania Mercosuru, tak i w tym wypadku,

w wyniku zrzeczenia się suwerenności, co cały czas społeczeństwo są oszukiwane, że nic takiego nie nastąpiło, ale w sprawach handlowych bez wątpienia to nastąpiło, wystarczy umieć czytać traktaty.

W wyniku zrzeczenia się suwerenności państwa członkowskie, jak dyplomaci i rządy często nie wiedzą, co dokładnie Komisja Europejska tam negocjuje, no ponieważ oczywiście gdyby się podzielić tymi informacjami z urzędnikami 27 państw, nie byłoby to żadną tajemnicą, co przekreślałoby sens jakichkolwiek połównych negocjacji.

Więc tak naprawdę my nie wiemy dokładnie, co tam zostało wynegocjowane, czy jest wynegocjowane.

W tej chwili wedle mojej wiedzy wiemy tylko o niektórych wyłączeniach, które są na przykład dla istotnej w Polsce branży stalowej, branży hutniczej zrobione w jakimś tam zakresie, czy dla innych branż, które, co ciekawe, sami czasem hindusi chcieli zastrzec dla siebie.

Moim zdaniem to trzeba mieć na uwadze, że państwa, z którymi Unia się dogaduje,

takie jak Brazylia, takie jak Indie, na tle europejskim, to prowadzą całkiem nacjonalistyczną politykę gospodarczą, politykę ochrony swego rynku, czasem takiego dosyć brutalną ochronę, egzekucji swoich interesów gospodarczych, co w Europie stało się od wielu dekad przedmiotem, takim tematem tabu.

To prawda i tutaj, proszę.

Umów o dużym znaczeniu, a jej dokładnych konsekwencji w tej chwili jeszcze nie znamy.

No właśnie, bo nie ma żadnej gwarancji, że będą tutaj przestrzegane jakieś... Co mogę swoje powiedzieć?

Oczywiście nie była ona przedmiotem żadnej debaty w polskim parlamencie.

Bo teraz słyszymy i to wiemy na pewno i taka jest tutaj narracja, że tak powiem w głównym obiegu, że już te wielkie pieniądze, to jest chyba ponad 44 miliardy...

euro zaraz trafią do Polski, będą wydatkowane, będziemy się zbroić.

Pan często uczestniczy w konferencjach, rozmawiał Pan też z sektorem prywatnym w Polsce.

Jaka jest tutaj, gdzie szukać tej prawdy i co ta umowa SAIF może oznaczać dla nas?

Sytuacja jest trochę typu nikt nic nie wie.

To znaczy nie jest jawne, ani nawet nie jest przedmiotem jakiejś szerszej wiedzy kuluarowo-korytarzowej, jaka jest treść wniosku złożonego przez ministra obrony narodowej do Komisji Europejskiej.

Więc wiemy, że zostały zatwierdzone transfery na wielkie kwoty, ale nie wiemy dla kogo.

Natomiast wiemy, że wymogiem Komisji Europejskiej było to, żeby to były konsorsje międzynarodowe, więc z pewnością są tam zaangażowane firmy i projekty z Polski i z pewnością są tam zaangażowane firmy z Unii Europejskiej spoza Polski, ale w tej chwili nie wiemy ani dokładnie jaka to jest lista firm, ani jaka lista priorytetów, ani jaki podział środków.

Nie znamy też celów stawianych przed tymi projektami, w związku z czym trudno jest określić prawdopodobieństwo ich realizacji w przewidywanych terminach.

Zwracam uwagę na to, że rząd pisał ogłaszoną KPO jako ogromny sukces, a później rząd wycofywał się z pewnych konkretnych...

cząstek, elementów tego programu, na przykład dla branży farmaceutycznej, z tegoż to powodu, że realizacja ich od strony technicznej i zarządczej nie mieściła się w terminach wskazanych przez Komisję Europejską.

Więc gotowość techniczna do absorpcji środków, szczególnie w przypadku przemysłu, ma też niebagatelne znaczenie.

I sytuacja w tej chwili, mówiąc uczciwie, z gatunką nikt nic nie wie.

Więc ja nawet nie będę swojej ogólnej oceny formułował, w zasadzie jest dobrze albo jest źle, bo uczciwie mówiąc my tego nie wiemy i to nie jest normalne.

To znaczy w innych państwach europejskich, na przykład w Rumunii, została publicznie ogłoszona tabela,

z zarządzanymi projektami, kwotami i celami, więc można to zrobić, nie trzeba ujawniać żadnych tajemnic, od razu powiem, gdyby ktoś chciał tutaj kontrować, nie chodzi o ujawnienie tajemnic, chodzi o ujawnienie pewnych ogólnych celów i tego, kto po prostu będzie teraz te fundusze konsumował.

Ci, co będą te fundusze konsumował, podpisywać będą umowę, no przecii tak tam

dziesiątki osób w to będą zaangażowane, więc prędzej czy później to zacznie docierać i do pracy, i do opinii publicznej.

Nie wiem do końca, dlaczego rząd robi wokół tego taką aurę tajemnicy.

Być może, trzeba to powiedzieć, być może mają coś do ukrycia.

Na przykład duży udział rynku kapitału.

Niewielki udział firm polskich, no zobaczymy.

Na pewno tutaj możemy obiecać, że będziemy trzymać rękę na pulsie i informować o tych konkretach, bo to jest ważne, aby mówić.

Sprawdzam, ale skoro mowa o tych kryzysach, ja spoglądam tutaj na dzisiejsze gazety i jest na głównej stronie Gazeta Polska Codziennie.

Czarzastego, ja tutaj dodam pana marszałka Czarzastego, by poddał się sprawdzeniu przez służby.

Chodzi o wypełnienie ankiety bezpieczeństwa.

Ostatnio mieliśmy odwołanie szefa SOP-u, to jest SOP ochrania i prezydenta i premiera.

Może tak zadam najpierw pytanie, czy pan marszałek uważa, że zgadza się z tym żądaniem?

Czy to powinno zostać zrobione?

Czy pan marszałek powinien wypełnić taką ankietę bezpieczeństwa?

Wedle mojej wiedzy, zgodnie z prawem, nie ma takiego obowiązku i jestem niemal pewien, że skoro unikał tego przez ostatnich parę lat, z ostatnich publikacji medialnych, wynika jasno, że marszałek Czarzowscy tego unikał.

bo jest to procedura, której poddają się ci członkowie komisji do spraw służb specjalnych, którzy chcą mieć dostęp do poziomu ściśle tajne.

Jako posłowie z mocy ustawy, co też moim zdaniem swoją drogą jest dosyć wątpliwym rozwiązaniem i wcale być może niekoniecznie potrzebnym, z mocy ustawy mamy dostęp do tajnych dokumentów bez żadnej weryfikacji, podobnie jak na przykład sędziowie.

czy prokuratorzy, co uważam, że jest systemowym błędem i uważam, że wszyscy przez jakiś rodzaj niezależnego urzędu oddającego dostęp do danych powinni być weryfikowani, a są wątpliwości, poddawani sprawdzeniu.

W tej chwili my jako posłowie nie jesteśmy poddawani takim procedurom do tajnego, natomiast jeżeli chcemy odkryć dostęp do ściśle tajnego, to musimy się poddać.

Natomiast moim zdaniem po tych wszystkich medialnych historiach, które ostatnio były z wyciekaniem danych z tych ankiet,

I też zważywszy na świadomość posłów, że te ankiety są bardzo inwazyjne, szczegółowe, wymagają spowiadania się niejako z całego życia, z wszelkiego rodzaju kontaktów i finansowych operacji, co dla pana Czarzastego myślę, że może być też, szczególnie patrząc na ostatni reportaż przedstawiony przez Telewizję Republika,

może być znaczącą dla niego okolicznością.

Myślę, że żaden poseł, który naprawdę nie jest pewny, że to dostanie i nie potrzebuje tego naprawdę, nie będzie tego robił.

To jest po prostu duże obciążenie dla każdego posła i ryzyko, ryzyko też polityczne.

Więc sądzę, że PiS oczywiście, jeżeli to PiS, bo opozycja, ale to nie my, czyli PiS prawdopodobnie,

Nie PiS, bo oczywiście w ramach walki opozycyjnej do tego nawołuje marszałek, oczywiście też już widziałem jego uniki, jeżeli chodzi o komentowanie medialne tej sprawy, on nie będzie zainteresowany tym, zresztą nie rzekujmy się, każdy, kto jest na wysokiej funkcji, takie jak na przykład marszałek Sejmu, ma bardzo dużo pracy, ma bardzo dużo zajęć i ostatnia rzecz, o której marzę, to jeszcze więcej obowiązków, które wygenerują mu nowe problemy, a nie rozwiążą już istniejących, tak?

Z punktu widzenia Marszałka Sejmu brak dostępu do dokumentów ściśle tajnych nie jest żadnym problemem, bo on tych dokumentów po prostu do niczego nie potrzebuje.

Marszałek Sejmu nie decyduje o niczym ściśle tajnym, przynajmniej dopóki jest Marszałkiem Sejmu.

Gdyby przeszedł na jakąś inną funkcję państwową, to może.

Natomiast póki jest Marszałkiem Sejmu, w Sejmie my się nie zajmiemy ściśle tajnymi sprawami.

Takie rzeczy są gdzieś wewnątrz bardzo wąskich komórek w rządzie czy w służbach specjalnych, ale nie u nas, nie w Sejmie.

To jeszcze na zakończenie kilka słów na temat relacji na linii rząd-pałac prezydencki.

Mamy najnowsze wypowiedzi pana ministra MSZ-u Radosława Sikorskiego o tym, że jest szansa na wyjście z pewnego impasu dyplomatycznego na wybór ambasadora Stanów Zjednoczonych.

Jak pan ocenia te relacje i to wszystko, co się dzieje jednak na tej głównej linii, jeżeli chodzi o kierunek polskiej polityki zagranicznej?

Myślę, że dobrze, że doszło do paru spotkań, które normalizują relacje albo przydają nadzieję na normalizację relacji rządu z prezydentem i oczywiście te relacje nie staną się ani łatwe, ani przyjemne dla obu stron.

Natomiast potrzebujemy takiej elementarnej drożności komunikacji, jakichś minimalnych kompromisów decyzyjnych, umożliwiających prowadzenie jednak wspólnej polityki przez państwo polskie poza granicami.

Brak zgody powodujący brak nominacji ambasadorskich osłabia pozycję Polski poza granicami kraju i to nie jest tak, że tylko jedna strona ponosi tu winę.

brak zgody obciąża obie strony.

I ja nie mówię, kto ma komu ustąpić.

W żadnym wypadku moim zdaniem propozycje MSZ-u, tych kwestionowanych przez kancelaria prezydenta i przez prezydenta i poprzedniego obecnego ambasadorów do Waszyngtonu i do Rzymu były złe.

Ja ostrzegałem przed tym również na Komisji Spraw Zagranicznych.

Moim zdaniem być może nawet sam minister spraw zagranicznych ma świadomość, że ta propozycja była zła.

Taką plotkę słyszałem ze środowisk zbliżonych do rządu, że to nie był w ogóle jego pomysł, tylko spłata jakichś zobowiązań zawartych w ogóle przez kogo innego wysłanie pana Klicha do Waszyngtonu.

Myślę, że gdyby sam wicepremier Sikorski decyzję podejmował, to wysłałby kogoś innego.

Bo obiektywnie to na pierwszy rzut oka była decyzja nietrafiona, jeżeli wygra prezydent.

A mówimy jednak o polityku bardzo doświadczonym.

Pan Radosław Sikorski to jest... Co nie znaczy, że nie popełnia wielu błędów.

Jest doświadczony i popełnia błędy.

Ale można powiedzieć jak każdy, tylko w różnej proporcji.

Natomiast uważam, że dobrze gdyby panowie doszli do...

doszli do porozumienia, dlatego że w wielu innych państwach na świecie ten konflikt wcale nie musi być rozumiany i wysyłanie wyłącznie szarży z AFR, czyli kierowników placówki, może być przez państwa różne, naszych partnerów i wiem, że jest, na przykład tak jest w Indiach,

odbierane jako swego rodzaju dyshonor i obniżenie rangi stosunków i naprawdę w Indiach nie musi nikogo interesować, że w Polsce mamy poziom konfliktu politycznego wysoki, który powoduje, że nie mogą się dogadać w zakresie ambasadora.

Ich to po prostu zwyczajnie nie interesuje.

No właśnie, trzeba powiedzieć, że ich to nie interesuje, a nawet nie, nie musi.

Konflikty polityczne znacznie intensywniejsze niż w Polsce.

I skoro oni przy swoich konfliktach są w stanie radzić sobie i prowadzić dyplomację i mieć broń atomową, zawierać umowy handlowe, to nie wyobrażają sobie, jak naród cywilizowany z Europy nie radzi sobie z takimi wyzwaniami i zaczynają podejrzewać, że to jest celowa robota.

I na przykład nie wysyłają do Polski ambasadora, tylko również mamy kierownika placówki.

Więc moim zdaniem trzeba wyciągnąć z tego wnioski.

Oczywiście jest tak, że w wielu państwach zachodnich, takich jak Hiszpania, właśnie Stany Zjednoczone, kierownik placówki jest traktowany jako de facto ambasador.

Ale jednak to jest zupełnie niepotrzebna komplikacja i my się powinniśmy raczej zastanowić nad tym, jak wzmocnić polską dyplomację.

jak kluczowe kierunki lepiej obsadzić kadrowo, dofinansować, lepiej rozliczać z wyników pracy, a nie jak przepychać się o to, czy to będzie Kowalski czy Wiśniewski, tak jakby od tego była przyszłość polskiej pozycji międzynarodowej.

To prawda, a do tego wystarczy potrzeba albo aż może potrzeba odrobiny woli politycznej, no i pewnie takiego rozliczania po stronie obywateli.

Mówienia sprawdzam.

I oby tak było, tego możemy sobie życzyć na resztę tygodnia.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

Pan wicemarszałek Sejmu, jeden z liderów Konfederacji, pan Krzysztof Bosek był gościem poranka w net.

Bardzo dziękuję, pani redaktor.

Serdeczne pozdrowienia dla słuchaczy Radia Wnet i dziękuję bardzo.