Mentionsy

Radio Plus Koszalin
24.11.2025 10:33

Reportaż „Modliłam się za każdą część ciała”

Reportaż „Modliłam się za każdą część ciała”

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 102 wyników dla "Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku"

Diana przyszła na świat w 26 tygodniu ciąży.

To bardzo wcześnie.

Jak pani na początku zareagowała na to, że tak wcześnie musi pani jechać do szpitala na porodówkę?

Wie pani co, ja tak naprawdę nie wiedziałam, że jadę na porodówkę.

Nazywam się Aneta Malec.

Wszystko zaczęło się w piątek rano 18 listopada.

Dokładnie trzy lata temu szykowałam się w ogóle do szkoły rodzenia na zajęcia z jogi.

I rano dostałam jakichś takich bóli, wydawało mi się, że boli mnie wątroba po prostu.

Wzięłam telefon, tak, patrzę, że co cztery minuty jest skurcz i dzwonię do męża i mówię do niego, kochanie, ja mam skurcze.

Jako, że to jest moje pierwsze dziecko, to w ogóle nie przyszło mi do głowy, że to mogą być skurcze porodowe w połowie ciąży.

Jak skurczek, to za wcześnie.

Ja mówię, no wiem, że za wcześnie, ale mam.

Pojechaliśmy szybko do szpitala, na szczęście tam na SOR-ze szybko się to wszystko rozegrało, trafiłam na patologię ciąży.

Doktor przyszedł i powiedział mi, że będzie cięcie i że muszę przygotować się na wszystko.

I tak właściwie dowiedziałam się, że no rodzę.

W jakim stanie było maleństwo?

Jakie były rokowania?

Bo przy tak wczesnej ciąży to rzeczywiście nie wszystkie dzieci mają szansę przeżyć.

Najgorsze chyba co wspominam to to, że nie usłyszałam jej płaczu.

Jak już trafiłam na tą salę poporodową, przyszła pani doktor, powiedziała, że Diana mimo tak wczesnego urodzenia dostała 7 punktów w skali Apgar.

To jest nawet dużo na dziecko donoszone do końca, że tak powiem.

Ona od początku już była waleczną dziewczynką.

Powiedzieli nam też, że...

Plusem jest to, że jest dziewczynką, bo dziewczynki są silniejsze podobno, no ale kolejna informacja była taka, że pierwsze cztery doby będą decydujące po prostu.

Wiadomo, karmili ją przez sondę, więc to był taki najgorszy widok, podłączone dziecko pod te wszystkie kabelki.

Jakie są konsekwencje dla Diany tego, że urodziła się za wcześnie?

Z czym Pani musiała się zmagać po opuszczeniu szpitala?

To znaczy tak, Diana na wypisie miała takie tutaj schorzenia jak skrajne wcześniactwo, dysplazja oskrzelowo-płucna, zespół zaburzeń oddychania, retinopatia wcześniaków i krwawienie dokomorowe.

A praktycznie z czym to się wiązało dla Państwa, dla rodziców?

To były takie wyroki, które tak naprawdę nie wiadomo było jak się skończą.

I Diana wyszła z tych wszystkich objawów.

Wiązało się to wszystko z tym, że musieliśmy chodzić na rehabilitację.

Miała rehabilitację zapewnione w szpitalu po wyjściu.

Miała rehabilitację prywatne w domku.

Miała wizyty co dwa tygodnie w Gdańsku w poradni szpitalnej.

związanej z leczeniem retinopatii właśnie u takich dzieci, ale tak jak mówię, z wszystkiego wyszła obronną ręką.

W tej chwili w oddziale słupskiej neonatologii przebywa pięcioro wcześniaków.

Magdalena Kukulska, koordynator oddziału neonatologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku.

Mamy też wcześniaka, który przebywa nie stricte w oddziale patologii noworodka, tylko który już...

kończąc pobyt u nas w tym takim bardziej intensywnym oddziale, przebywa na sali z mamą na tej części położniczej.

Od niedawna udało nam się we współpracy z oddziałem ginekologiczno-położniczym zorganizować taką salę opieki pośredniej również w obszarze tego oddziału położniczego, co jest fantastyczną wiadomością właśnie dla mam.

wcześniaków, które kończą już u nas swój pobyt, że mogą one te ostatnie dni hospitalizacji spędzić razem z nimi.

Mają wtedy tą naprawwyjątkową możliwość, żeby trochę nauczyć się tych dzieci, spędzić z nimi pełne 24 godziny, zobaczyć jak funkcjonują, jak sobie z nimi radzić, jak one jedzą, jakiej potrzebują troski, jakiej regularności.

Jak wczesne wcześniaki są to i też w historii tego oddziału, jakie dzieci udaje się uratować?

Polska jest krajem bardzo mocno nastawionym na ratowanie i na pomoc wcześniakom, więc w naszym kraju porody przedwczesne to takie, w których ciąża kończy się po zakończeniu 22 tygodnia ciąży.

Więc poród w 23 tygodniu ciąży, dużo przed zakończeniem 6 miesiąca, dużo, dużo, to już są porody i to już są dzieci, o które my walczymy.

Nasz ośrodek, będąc ośrodkiem drugiego stopnia referencji, te najmłodsze dzieci, najmniejsze 23-24 tygodnie odsyła do ośrodka trzeciorządowego, czyli przekazuje je pod opiekę ośrodka w Gdańsku.

Natomiast w związku z tym, że dysponujemy fantastycznym sprzętem, fantastycznym personelem, fantastycznym zapleczem takim fizjoterapeutycznym i diagnostycznym, to wszystkie dzieci takie właściwe urodzone od 25 tygodnia ciąży.

Są dziećmi hospitalizowanymi u nas i tutaj rokowania zależą bardzo mocno od tego, w którym tygodniu ciąży te dzieci przychodzą na świat.

Bo bycie wcześniakiem to jest cała jakby paleta przygód i obciążeń i to ten stopień obciążeń i stopień powikłań jest bardzo mocno uzależniony i wprost proporcjonalny od tego, w którym tygodniu ciąży dziecko przyjdzie na świat.

Wcześniak, który urodzi się w 25 tygodniu i waży kilogram albo 900 gramów ma zupełnie inne rokowanie i zupełnie inną długość pobytu,

Ilość możliwych potencjalnych powikłań, ilość przygód, które tu przeżywa, zupełnie inną niż dziecko urodzone w 35 tygodniu ciąży, choć i takie miewają problemy i to dosyć znaczne.

Więc tutaj bardzo trudno jest generalizować, bo to naprawdę tutaj nawet nie tyle każdy tydzień ciąży jest inny, ale naprawdę każda historia jest inna.

Wróćmy jeszcze do tego pierwszego dnia, kiedy pani zabiera dziecko ze szpitala.

Ja myślę, że warto tutaj jeszcze dodać moment, kiedy pierwszy raz w ogóle pozwolono mi wziąć Dianę na ręce, bo tak jak każda inna mama dostaje swoje dziecko praktycznie zaraz po urodzeniu i jest ten moment pierwszego przytulenia, tak my mogliśmy się przytulić dopiero po tygodniu.

I to jest cudowny moment.

To był moment, w którym...

Pełne wzruszenie i tata płakał i panie w szpitalu i mama oczywiście też.

Natomiast moment, kiedy weszliśmy do domu, to było niesamowite uczucie.

Z jednej strony była oczywiście wielka radość, ale z drugiej strony też pełno obaw, jak sobie damy radę.

bo mieliśmy tych objawów sporo.

Najważniejsze dla nas było to, bo Diana już podczas pobytu w szpitalu pod koniec została odłączona oczywiście od tych wszystkich maszyn.

Żeby mogła wejść do domu musiała samodzielnie oddychać.

To był jeden taki warunek.

Kolejnym było to, że musiała tam osiągnąć wagę minimum 2,5 kg, bo jak się urodziła to było tylko 980 g. Musieliśmy mieć takie urządzenie, które monitoruje jej oddech, bo w każdej chwili mogła złapać jeszcze w domu bezdech.

Więc pierwsze noce to w ogóle były takie nieprzespane, bo ja siedziałam cały czas i tylko sprawdzałam, czy ona tam oddycha w tym łóżeczku.

Natomiast dwa razy się zdarzyło, że Dianka nam złapała taki bezdech w domu, ale tak to sobie dzielnie radziła.

No i to uczucie, kiedy mogliśmy przyjść do domu, kiedyśmy mogliśmy przytulić ją na łóżku, położyć się, ja i mąż, ona razem z nami gdzieś tam na naszych klatkach piersiowych.

To był moment, na który czekaliśmy tak naprawdę trzy miesiące, bo tyle trwał jej pobyt w szpitalu od urodzenia.

Od tych trudnych chwil, chwil trwogi, w ogóle od porodu minęły trzy lata.

My się dzisiaj spotykamy w kawiarni i to jest też związane z tym, że dzisiaj ma Pani wolny dzień.

Córeczka miała dzisiaj pasowanie w przedszkolu.

Wydaje się, że to jest dawno.

Czy te trzy lata to był czas taki trudny i wreszcie możecie odetchnąć z ulgą?

Pierwszy rok był taki trudny tak naprawdę u nas, bo to był właśnie ten czas, kiedy żyliśmy od wizyty do wizyty u lekarza, od wizyty do wizyty rehabilitacji.

Rehabilitację mieliśmy trzy razy w tygodniu, plus czwartą, tą prywatną, więc tak naprawdę cztery razy w tygodniu.

To był taki czas, kiedy płynął po prostu właśnie od wizyty do wizyty.

Dzisiaj jak na to patrzę, to wydaje mi się, że żyliśmy po prostu tak mechanicznie, byliśmy zaprogramowani.

Ma zadanie do wykonania i działa, po prostu działa.

Dzisiaj już ze spokojną głową możemy powiedzieć, że żyjemy jak normalna rodzina.

Dianka chodziła już do żłobka, teraz chodzi do przedszkola i możemy celebrowwszystkie te święta, takie jak pasowanie na przedszkolaka, jak wszystkie inne rodziny.

Diana właściwie można powiedzieć, że nie tylko dogoniła swoich rówieśników, ale także ich przegoniła.

Wczoraj właśnie skończyła trzy lata, na dzień dzisiejszy składa piękne zdania.

U nas to wszystko dobrze się skończyło.

Niestety nie u wszystkich się to kończy tak dobrze jak u nas, więc możemy być tylko wdzięczni i dziękować zarówno lekarzom, jak i...

Opatrzności boskiej, bo jako, że jestem osobą wierzącą i bardzo też w tym czasie dużo, dużo, no modliłam się tak o to, żeby moje dziecko było zdrowe i wierzę, że ktoś tam u góry mnie jednak wysłuchał.

Właśnie chciałam zapytać Panią o to, co Pani i mężowi dawało siłę w tym trudnym czasie?

To znaczy, tak ja powiem od razu szczerze, że u nas po prostu takie powiedzenie, jak trwoga to do Boga, to to się sprawdziło, bo wcześniej byliśmy osobami wierzącymi, natomiast wierzącymi nie praktykującymi.

Gdy wydarzyła się ta cała sytuacja, to pierwsze co gdzieś tam właśnie ja bynajmniej byłam...

W sumie nie wiem, jak mąż do tego podszedł, ale ja siedziałam przy małej, przy inkubatorze i po prostu się modliłam, żeby wszystko było dobrze, że tak naprawdę modliłam się za każdą część ciała, organ, żeby tylko to działało, było dobrze, żeby te wszystkie objawy, o których mówili lekarze, żeby to wszystko od nas uciekło.

I chyba to mi dawało taką siłę i taką nadzieję, że może jednak ktoś tam mnie wysłucha.

I dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że ktoś mnie wysłuchał.

Byłoby wspaniale, gdyby bycie wcześniakiem to było tylko świętowanie na dzień wcześniaka, bo to święto, które teraz obchodzimy, to jest napraww naszej pracy najwspanialszy dzień.

To jest nagroda za wszystko i dla wszystkich.

To jest nagroda dla tych dzieci, nagroda dla tych rodziców, nagroda dla nas.

To jest tak radosne i piękne święto.

To widać po rodzicach, którzy nas odwiedzili podczas tej wspólnej zabawy, którą zorganizowałyśmy.

Widać po rodzicach, którzy przychodzą tutaj do oddziału.

To są tak piękne i wzruszające momenty, bo tam wszyscy są radośni.

Wszyscy się cieszą.

Widzieliśmy się w inkubatorze w momentach trudnych, w momentach, w którym było ciężko, w których mamy były bardzo mocno zrozpaczone, pełne lęku, pełne takiego niepokoju jak to będzie i nagle widzimy się w kulkach i te dzieci skaczą na trampolinie, zjeżdżają ze zjeżdżalni, podrzucają balony i to jest coś wspaniałego.

Jaka fryzura cudowna.