Mentionsy

Radio LUZ
25.10.2025 20:18

#cyberLUZ: O cyfrowej rewolucji turystyki górskiej

Smartfon zmienił góry. GPS ocalił wiele istnień, ale algorytmy zabiły ciszę. Rozmawiamy o tym, co rzeczywiście tracimy i zyskujemy, kiedy wędrówkę zamieniamy na relację.

Program CyberLUZ tworzymy we współpracy z Wrocławskim Centrum Rozwoju Społecznego. 

Autorzy: Michał Cimaszewski, Martyna Wilk

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 125 wyników dla "SI"

Tym razem od 14 do 15 będziemy szczególnie trzymać kciuki nie tylko za to, że zostaniecie z nami, ale też za weekendową pogodę, bo dzisiejszy temat, jest nam potrzebna do niej ładna pogoda, bo planujemy w weekend iść w góry i dzisiaj pogadamy o tym, jak to zrobić dobrze.

jak to zrobić dobrze i jednocześnie jak jakoś się zaadaptować do cyberprzestrzeni w tym świecie, bo ona może działać na naszą korzyść, jak nie na naszą niekorzyść.

No i mamy kilka tematów, które chcielibyśmy dzisiaj poruszyć.

Chyba pierwszy, taki najbardziej interesujący, taki intrygujący, który pojawił się w naszych głowach, to są pewnego rodzaju przeszkody, które pojawiają się wraz z rozwojem nowoczesnej technologii, które zaczynają trochę ingerować w ten taki świat natury, którego też chcemy doświadczać na przykład w górach.

To jest właśnie bardzo ciekawie, bo myślę sobie, że w dużej mierze dzięki nowym technologiom, dzięki social mediom, wszystkim nam się wydaje, że jesteśmy turystami, szczególnie górskimi, wysokogórskimi także i że świetnie pływamy, nurkujemy, jesteśmy generalnie niezatapialni.

Często się zastanawiam nad tym, czy przypadkiem nie przeceniamy swoich możliwości, kiedy myślimy o jakimś wysiłku fizycznym podejmowanym właśnie w przestrzeni takiej środowiskowej.

Rzeczywiście jest jesień, jest ładna pogoda, trzymamy kciuki za tą sobotę, żeby rzeczywiście było pięknie.

To jest w ogóle bardzo ciekawe, bo zastanawiam się, czy właśnie mamy taką refleksję, że jak idziemy sobie w te góry, w tą przysławę, żeby się na chwilę odciąć od naszego codziennego życia, od studiów, od pracy i tak dalej,

Czyli właśnie tą potrzebę nawykową robienia selfie, robienia rolek, pisania zaraz o wszystkim, co się dzieje na żywo.

I zawsze się zastanawiam, jak bardzo jesteśmy tego świadomi, że tracimy przez to coś mega cennego, czyli właśnie to bycie w przestrzeni, w tym środowisku naturalnym mniej lub bardziej.

Ja sobie też myślę bardzo dużo o tym w kontekście tego, o czym często edukujemy głównie młodych rodziców, ale też dziadków, czyli o tak zwanym szarentingu, o tym, że wrzucamy dużo treści na temat dzieci, szczególnie małych dzieci w internet i okazuje się, że robimy tym, szczególnie dzieciakom, podwójną krzywdę, bo z jednej strony narażamy dzieciaki na takie niebezpieczeństwo, że ktoś po prostu te filmiki, zdjęcia pokradnie, powyciąga i wrzuca w jakieś takie przestrzenie internetu, gdzie nie chcielibyśmy zdjęć naszych dzieci oglądać,

Ale z drugiej strony okazuje się, że z takiej psychologicznej perspektywy odcinamy bardzo małe dzieciaki od umiejętności uczenia się przeżywania danej chwili tu i teraz.

Okazuje się, że coraz więcej dzieci ma takie poczucie, że dopóki mama i tata nie zrobi zdjęcia czegoś, nie opublikuje tego gdzieś, nie wrzuci na Whatsappa.

na Insta, na Facebooka, to dzieci mają takie poczucie, że może to się nie wydarzyło, może to nie jest wystarczająco serio, nie jest to wystarczająco godne uwagi.

No i tak się zastanawiam, czy to nasze chodzenie po górach jest wystarczająco godne uwagi, bez roleczki i bez foteczki.

Jest taka fajna książka, nazywa się Mistyka Gór i tam się pojawiają różnego rodzaju tipy, jak wykorzystać tą konkretną chwilę, ten wysiłek plus to, co nas otacza, to naturalne środowisko, żeby jakoś coś do tego swojego życia wciąż.

Nuda i umiejętność nudzenia się podobny z trudnym wysiłkiem i dużą sztuką.

No właśnie, ale jak się nudzić w górach?

Czy można się nudzić w górach?

Czy da się nudzić?

To nawet dla naszego mózgu musi być jakimś bodźcem, który powinien nas jakoś zaangażować.

Może właśnie w tym jest problem, że uczymy się, że nudne jest wszystko, co nie jest elektroniczne, co jest właśnie z daleka od smartfonów i wtedy jest rzeczy, które tak naprawdę są mega fascynujące.

Prepersi jako ta część najbardziej przygotowana na różne scenariusze.

Ludzie, którzy kiedyś wydawali się szaleńcami, ale w aktualnej przestrzeni zaczynamy się od nich uczyć.

musimy się raczej... Ale zanim, Michał, powiedz, przyznaj się na forum, kiedy ostatnio rejestrowałeś się w systemie Odyseusz.

No i ja się przyznaję bez bicia, a może z biciem, ale po programie, że nie rejestrowałem się.

Zastanawiam się, czy nasi słuchacze wiedzą w ogóle, czym jest Odyseusz, bo trochę cię teraz biorę pod włos.

Odyseusz to jest, wydaje mi się, dość ważna funkcja, udostępniona przez polski rząd.

System, gdzie po prostu możemy zarejestrować siebie, kiedy opuszczamy polskie granice.

Wydaje się to banalne, ale tak naprawdę jesteśmy jako Polacy bardzo, bardzo mobilni.

Szczególnie chyba tym czasem, jeśli chodzi o pożary, czasem letnim, ale jesień jest bardzo, bardzo niestety powodziowym czasem.

Jeśli rejestrujemy się w stemie Odyrseusz, piszemy tam skąd jesteśmy, podajemy tam też informacje do potencjalnie kontaktowych osób tutaj w Polsce, gdyby coś się stało.

A prepersi rzeczywiście, dla mnie to jest ciekawy wątek.

Czyli o ludziach, powiedzmy dla wszystkich, żeby było jasne, o ludziach, którzy mają takie poczucie, że trzeba być w każdym momencie gotowym, że coś się może stać.

Plecak pełen rzeczy, które są niezbędne, gdyby właśnie stała się powódź, pożar, wybuchła wojna.

Mi się wydaje, że całkowicie obraz Prepersa zniekształciły mi amerykańskie dokumenty i generalnie różnego rodzaju treści, które spływały zza wielkiej wody.

I on pokazał, że tu wcale nie chodzi o jakieś tam przygotowywanie się na wojny, tylko bycie gotowym na różnego rodzaju sytuacje życiowe.

Różne rzeczy się mogą wydarzyć.

Prądu nam zabraknie, coś się będzie działo w mieście.

No ja zgodzę się z tobą, mam chyba podobnie, też mam takie wrażenie, że w pierwszej myśli Prepper skojarzy mi się z takim trochę wariatem, który przegina i bardzo przesadnie się martwi rzeczywistością, ale z drugiej strony coraz częściej mam takie poczucie, że to jest super przyjąć trochę tą filozofię, właśnie bycie przygotowanym na różnego rodzaju sytuacje.

Nawet jakby się wydawało, że logicznie nic takiego się nie dzieje, bo szpitale są zabezpieczone, duże, ważne obiekty także.

Więc jeśli nam, zwykłym mieszkańcom, przez 2-3 godziny zabraknie prądu, chyba nic się nie wydarzy.

Trzeba się trochę uczyć od tych prepersów, no bo jednak żyjemy w takim środowisku, gdzie jesteśmy absolutnie uzależnieni od tych wszystkich ulepszaczy naszego życiorysu związanych z technologią.

I okazuje się, że większość z nas ma takie odruchy, a rzadko kto ma odruch, żeby właśnie przygotować się przed takim wyjściem w większe, mniejsze górki i na przykład dać znać bliskiej osobie, gdzie konkretnie będę.

Zazwyczaj mam, no bo nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć.

No bo nie ma co się oszukiwać.

No ale właśnie chodzi o to, że coraz mniej przygotowujemy się do różnego rodzaju aktywności.

No i można zauważyć tendencję tworzenia się coraz to większej ilości różnych forów, różnych grup dyskusyjnych.

gdzie pojawia się praktycznie każdy i na jedno proste pytanie, czasami aż absurdalnie proste, czy mogę pójść z pięciomiesięcznym dzieckiem na giewont albo tego typu rodzaju, pojawiają się ludzie, którzy na chłopski rozum tak zwany, czyli całkowicie subiektywnie wedle własnego widzimisię, sprzedają porady, oceniają różnego rodzaju działania.

Wiesz co, myślę sobie, Michał, że to jest chyba jeszcze głębszy problem, że nie dość, że przygotowujemy się mniej do różnego rodzaju działań, które podejmujemy, to przez to, że właśnie łatwo możemy o coś zapytać na przykład na tym forum innych ludzi, to się nie przygotowujemy, ale mamy poczucie, że przecież się przygotowałam solidnie, bo zadałam pytania na tych dwóch forach o to, czy mogę wejść z tym pięciomiesięcznym dzieciakiem na Giewont.

No i pojawiają się różnego rodzaju tragedie w przestrzeni górskiej.

Najlepszy dentysta na osiedlu XYZ, ktoś coś?

To jest trochę tak jak dzisiaj w czasach już w miarę rozwiniętych czatów typu DGPT, czasów, które pozwalają nam się komunikować ze sztuczną inteligencją.

Ludzie pytają SI o najróżniejsze rzeczy.

Nie podejmując wcześniej kompletnie żadnego własnego intelektualnego wysiłku i myślę, że to naprawdę sprawia takie poczucie, że przecież zrobiłem solidne dziennikarskie wręcz research na jakiś temat, a to kompletnie jest odklejone, ale to wynika potem właśnie, przykładzę się moim zdaniem na to, że tutaj pozwalamy sobie...

na zadawanie takich nieszkodliwych pytań w nieszkodliwych i prostych tematach, że najwyżej jak ktoś ci poleci złego fryzjera, to raz źle zetniesz włosy, nic się nie stanie.

No właśnie, ale to jest też bardzo ciekawe zagadnienie, no bo tutaj to się łączy też z jakimś niesamowitym wręcz ślepym zaufaniem.

Zastanawia mnie właśnie, czy nasi słuchacze, o co w ogóle pytacie na grupach?

Ale z drugiej strony trochę mnie, powiem szczerze, przeraża, jak czytam wpis osoby, która planuje jakąś daleką wędrówkę, powiedzmy powyżej nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów.

No ja to czytam i myślę sobie, że wypowiada się człowiek, który w ręku nie miał mapy, nie pofatygował się, żeby na mapę spojrzeć i spróbować sobie samodzielnie popatrzeć na te góry.

Chyba jestem tutaj bardzo wdzięczna mojej nauczycielce z podstawówki, która opiekowała się nam jako wychowaczyni od czwartej klasy i naprawdę nas nauczyła chodzić po górach do tego stopnia, że jak były zbiórki na przystanku autobusowym, którym jechaliśmy na dworzec, jak zobaczyła, że ktoś ma złe buty, to była nawrotka do domu i nie mogliśmy wziąć udziału w wycieczce.

Po prostu wraczało się z pałaczem w sobotę do domu i sprzątało się pokój zamiast chodzić po górkach.

Jest taki bardzo fajny kanał na YouTube, nazywa się Partyzanci Lubelszczyzny.

Różnego rodzaju działalność survivalowa, takie typowe przeżycie w lesie załóżmy.

Ludzie tam od razu po pierwszym filmiku się go czepili.

Przecież ty uczysz, jak się wszystko robi manualnie.

On mówi, słuchajcie, gdybyście wy setki godzin namotali się tym krzesiwem i umieli to wszystko zrobić, to też byście pewnie sobie wzięli pilarkę, żeby sobie na chwilę odpocząć.

Najpierw się nauczcie to robić, a później sobie korzystajcie z tych różnego rodzaju ulepszaczy technologicznych, bo nie daj Boże, weźmiecie pilarkę, a nigdy nie cieliście zwykłego drewna i się okazuje, że umrzecie w lesie.

No i tak to się kończy często.

Tak to się kończy i też właśnie myślę sobie, że tego tak wprost tutaj nie powiedzieliśmy.

Ja mam nadzieję, że tego jeszcze kilka razy wrócimy na antenie dzisiaj, że rzeczywiście takie chodzenie po górach zaczyna się dużo, dużo wcześniej, zanim w te góry wyjdziemy.

na używanie jej w mądry sposób, więc może warto się zastanowić nad tym, czy lepiej poświęcić 10 minut na napisanie kilku pytań na różnych forach, gdzie nie wiadomo, kto nam odpowiada na pytania, czy może lepiej poświęcić godzinę na przejrzenie fajnych aplikacji, stron internetowych, które sprawią, że będziemy trochę bardziej mądrzejsi jako turyści.

No i przechodzimy teraz do tych aplikacji, które wydaje mi się, że powinny być całkowicie normą i my jako ci krzewiciele cyberświata powinniśmy o tym napominać.

Jak najbardziej, ale myślę sobie, że znowu już trochę o tym mówiliśmy, bardzo fajnie sobie przyjąć taką zasadę, że te aplikacje są do wykorzystania przede wszystkim właśnie w tej fazie przygotowywania się do trasy, bo myślę sobie, że jeśli wyjdziemy z założenia, że po raz pierwszy uruchomię aplikację, kiedy już jestem na szlaku albo właśnie wybiegam z pociągu na szlak, to to chyba nie jest najlepszy pomysł.

Chociażby, że niekoniecznie będziemy w miejscu, w którym będzie zasięg i okaże się, że te aplikacje, które miały nam uratować życie i powiedzieć, jaka będzie za 15 minut pogoda w górach, są już dla nas niedostępne.

Klikając w jeden przycisk, jeden okrągły przycisk, wysyłamy informację przez sieć komórkową do jakiegoś lokalnego, najbliższego oddziału ratowników górskich bądź wodnych.

W przypadku, kiedy zasięg mamy dramatyczny, no to pojawia się też często opcja, że wysyłany zostaje SMS, więc oni i tak mają mniej więcej oszacowane, w którym miejscu będziemy.

Jest super ważna, ale do tej aplikacji warto jest wykorzystać jeszcze odpowiednie przygotowanie pod względem terenu, no bo załóżmy, że wydarzy się taka sytuacja, kiedy nie daj Boże coś się stało.

Ze względu na to, że nie przygotowaliśmy się odpowiednio pod względem tego terenu, w którym będziemy się udawać przed wyjazdem.

Akcja ratunkowa jest prowadzona bardzo szybko i teraz jaki jest największy problem tej zabawy, że w momencie, kiedy nam się coś wydarzyło, być może komuś też się coś wydarzyło.

Więc każda kolejna godzina pracy zespołu ratowniczego to jest ryzyko, że ktoś może stracić życie przez to, że my nie przygotowaliśmy się pod względem miejsca, w którym potencjalnie mógł wydarzyć się wypadek.

Jakimś sposobem tak się nie dzieje.

Tak, nawołuję, że jeżeli nie macie telefonu, gdzie da się mapy pobrać, chociaż wątpię, bo już, ale czasami tak się zdarza, to weźcie tą fizyczną mapę.

po której będziecie się poruszać i oszacować, w którym miejscu.

Wydaje nam się, że wybieramy jakiś bardzo prosty szlak albo popularny szlak i myślimy sobie, dobrze, na to krótkie przejście, na to godzinne wyjście, tym prostym, uczyszczanym szlakiem w popularnym miejscu ta mapa nie będzie mi potrzebna, ten naładowany telefon nie będzie mi potrzebny.

Dwie turystki z Krakowa, młode dziewczyny zgubiły się na Dolnośląskiej Górze Ślęża.

Dla bardzo wielu osób to był powód do tego, żeby się z dziewczyn ponaśmiewać, jak można się zgubić na takim pagórku.

Było jasno, był dzień, nie zgubiliśmy się, ale była jesień i było mega dużo liści.

I pamiętam, że średnio co 10-15 minut orientowaliśmy się, że jesteśmy kilkanaście metrów od szlaku, bo nie byliśmy w stanie iść po szlaku, którego po prostu nie widzieliśmy.

I nagle właśnie oto, sierpień 2025 roku, dwie młode dziewczyny gubią się po zmroku na tej ślęży i mają właściwie prawie totalnie rozładowany telefon.

Myślę sobie, że to jest taka bardzo pozytywna historia, dlatego że rzeczywiście udało się skontaktować z policją lokalną w Sobótce i policjant bardzo trzeźwo zadzwonił na krótko do dziewczyn, świadomy tego, że mają rozładowany telefon, poprosił o tak zwaną pineskę i po tej pinesce dziewczyny zostały zlokalizowane.

I tak naprawdę te takie drobne szlaczki, które nam się wydają krótkim spacerkiem, mogą zamienić się w duże wyzwanie.

Mieliśmy skupić się też na tym bardziej takim konkretnym odzwierciedleniu działań właśnie w tej rzeczywistości outdoorowej.

Na chwilę schodząc z gór, ale zostając przy wysiłku fizycznym.

Ja zaczęłam w tym roku po raz pierwszy w życiu chodzić regularnie na siłownię.

I przeżywam wciąż absolutny szok poznawczy, chociaż już chodzę ponad pół roku na tę siłownię.

że właściwie wszyscy poza mną i może jakąś jedną osobą, która gdzieś tam wyłoni się zza winkla, wszyscy non-stop siedzą w smartfonach.

Absolutnie wszyscy siedzą w smartfonach.

Ja na początku swojej najwidności myślałam, że może oglądają, jak się wykonuje lepiej ćwiczenie, które właśnie próbują rozpracować na jakimś urządzeniu.

Więc bezczelnie zaczęłam podglądać ludziom te smartfony i okazuje się, że nie, że po prostu większość z nas na siłowniach siedzi w social mediach.

Co się takiego z nami dzieje, że w sytuacji wysiłku fizycznego, podobnie jak w górach, zamiast się skupić nad tym, czy ten mięsień w udzie mi dobrze pracuje, czy to kolano mi na pewno już za bardzo nie strzyka, albo czy fajnie mi się rozwija biceps albo mięśnie brzucha, to ja muszę uciekać w obraz w social mediach albo zagłuszać się muzyką.

co się dzieje.

Mam wrażenie, że naprawdę mamy duży problem z taką odklejką od naszego fizycznego ciała i tak naprawdę nawet te momenty, kiedy możemy spróbować porozwijać się manualnie, nasze zdolności, naszą percepcję, to wciąż stajemy twarzą w twarz z technologią i próbujemy się odciąć od rzeczywistości.

Ja mam taką teorię, swoją osobistą, że jeżeli potrzebujemy uciekać do jakiegoś rodzaju zewnętrznych bodźców w czasie wykonywanego, nie wiem, treningu, jakiejś aktywności, to znaczy, że ta aktywność jest po prostu zacienka.

Jeżeli coś jest naprawdę od nas tak wymagające, że musimy się skupić, to już zaczyna wpływać być może na nasze potencjalne bezpieczeństwo.

Tylko to jest to pytanie, czy jesteśmy w stanie na pewno zorientować się te 30 sekund przed czasem, że naprawdę jest już mega niebezpiecznie?

Czy orientujemy się, jak już spadamy w dół, bo zapomnieliśmy, że się za barierkę na przykład w wysokich górach nie wychodzi, żeby sobie zrobić selfiaka?

ale również można za pomocą różnego rodzaju zorganizowanych działań, które są na bieżąco praktykowane w tych środowiskach górskich, żeby też prewencyjnie ludzi uczyć, jak zanim się wydarzy tragedia, wyczuć to, zobaczyć, zauważyć, zweryfikować czynniki ryzyka potencjalne, które mają miejsce, a jeżeli już się wydarzy, to jak reagować, bądź po prostu działać pod tą presją, kiedy wymaga to od nas maksymalnego skupienia.

No i ja tutaj od razu biję do konkretnego działania, bo istnieje od dłuższego czasu tak zwana Akademia GOPR, gdzie goprowcy, którzy naprawdę wyprówają żyły w tych górach, żeby całkowicie wolontaryjnie często ratować tych ludzi z różnego rodzaju problemów, które potencjalnie im się mogą przydarzyć.

I szkoli się tych właśnie turystów, szkoli się ludzi zainteresowanych po to, żeby oni mogli trochę wspomóc tych ratowników.

że to nawet nie chodzi o to, żebyśmy my siebie uratowali, tylko chodzi o to, żebyśmy nie utradniali też życia tym, którzy próbują nas ratować.

Mamy 2025 rok, coś mi się wydaje, że to korzystanie z mapy to jest akurat w tej grupie tych...

można mieć taki porządniejszy, który się nie roztopi za szybko w deszczu.

Zawsze mówili, mapa zalaminowana musi być, niech se leży, nie użyjesz, waży tak mało, że nawet nie poczujesz.

Jesteśmy w stanie, jak się będzie działo źle, jakoś sobie poradzić.

Nie chcemy się nigdy postawić w sytuacji, kiedy jesteśmy tylko i wyłącznie ograniczeni do jakichś technologicznych niuansów i jeżeli to nam nie pomoże, to jest już lipa całkowita.

Zbliżamy się do końca, ale zbliżamy się też coraz bardziej, jesteśmy tam 40 minut do przodu, bliżej weekendu.

Ja od siebie mogę polecić.

Strona oczywiście naszych przyjaciół z Norwegii, yr.no, jeżeli sobie sprawdzicie na yr.no, jest bardzo duża szansa, że to się Wam wszystko sprawdzi, wiadomo.

Tą pogodę trzeba też weryfikować trochę własnym okiem, spoglądać jak tam się układy chmur robią, czy jakieś kumulusy tu latają, czy coś innego.

No bo jednak lepiej się tego nie da oszacować niż własnym okiem.

No ale też się trzeba zasugerować.

Jeżeli widzimy, że będzie waliło cały dzień deszczem, no to proszę, posiedźmy w domu.

I żebyśmy nie zbzikowali od tego świata technologicznego, który ma nam pomagać, ale z jednej strony też trochę... Nie bzikujcie, bo musimy się za tydzień usłyszeć.

Tak, no to dzięki wielkie za dzisiejszy program.