Mentionsy

Psychologicznie Rzecz Biorąc
09.09.2025 14:00

26. A co twoja stara wrzuca na Facebooka? - o sharentigu i prywatności

Twoje zdjęcie z nocnika nie trafiło do internetu tylko dlatego, że w latach 90. nie było Wi-Fi. Dzisiejsze dzieci nie mają tego szczęścia.


Ten odcinek to ostra diagnoza sharentingu – od psychologicznych skutków dla dzieci, przez obszerny ślad cyfrowy budowany bez zgody, aż po zagrożenia bezpieczeństwa.


Do tego dorzucamy garść badań, kilka anegdot i sporą dawkę ironii, żeby pokazać, że dzieci nie są contentem – nawet jeśli dobrze wyglądają w matchy-matchy piżamkach.


Wspomniani twórcy:

• https://www.instagram.com/magbigaj

• https://www.instagram.com/fathering_daily

• https://www.instagram.com/fundacja_ico

• https://fdds.pl/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 230 wyników dla "Le Brandt"

To jest dzień dobry i dobry wieczór, niezależnie od pory w jakiej osoby, do których się zwracamy nas słuchają, to jest ten moment, w którym...

My faktycznie po raz drugi gdzieś tutaj siadamy, no bo wiadomo, że wszystkie poprzednie odcinki to wiadomo, za jednym zamachem sobie tak nagraliśmy, usiedliśmy te 24 godziny, a przyjemnie zleciały sobie, popierdoliliśmy i to jest tyle.

Tak naprawdę czy wy wiecie, o czym będą kolejne odcinki?

Czy my wiemy, o czym będą kolejne odcinki?

gdyż dajemy się ponosić tutaj naszym fantazjom, naszym impulsom, naszym mózgom, naszym neuroatypowościom i neuroróżnorodnościom, ale także temu, co ten świat będzie miał nam do zaoferowania.

Wydarzyły się już bowiem do tej pory rzeczy, których nie mieliśmy w naszym bingo na 2025 rok, a będziemy tutaj zmierzać do końca tego szlachetnego roku, do tego ćwierćwiecza poskromienia i będziemy rozpoczynali kolejny piękny rok.

tym samym sezonem, w którym dzisiaj sobie siedzimy, czyli zaczniecie razem z nami 2026 rok i co tam się wydarzy, też nie wiemy, ale wiemy jedno, że będziemy tutaj dla Was i będziemy opowiadać o tym, co się będzie wydarzać i będziemy faktycznie brukać język polski najpiękniejszymi wulgaryzmami i najbrzydszymi wulgaryzmami, jakie tylko przyjdą nam do głowy.

Czyli jeżeli ktoś nie lubi, a wiem, że równie wielu nie lubi, no to przykro mi, do widzenia, nie słuchajcie dalej, bo nie będzie się Wam podobało, a kto lubi, no to proszę bardzo, rozgośćcie się, bo kurwa jedziemy z tematem.

Ale Olga, ja tutaj chyba odbieram już jakąś kakofonię dźwięków, jakąś symfonię niepewności.

No słuchajcie, no to jest w ogóle taka rzecz, która jak się wydarzyła, to ja na przykład żałowałam, że nie jesteśmy na bieżąco, że nie nagrywamy podcastu całe wakacje, no bo to jest taki temat, który wielu z Was mogło już zapomnieć, może już nie pamiętać, nie wiedzieć, co to tam było, ale ja uważam, że jak zaczynać sezon, to naprawdę z mocnym pierdolnięciem i czekamy na pozwy, czekamy na pozwy od Anielki i od jej partnera Tygryska,

Natomiast ja dzisiaj w ogóle o temacie absurdu, jakim jest zakładanie fundacji mającej bronić prawa do szarentingu i o szarentingu w ogóle mówię.

Bo jest to temat mega złożony, jest to temat, który w momencie, w którym social media są już w swoim czwartym cyklu funkcjonowania jest mega istotne, ale w momencie, w którym były już trochę tematy mamowe, były już trochę tematy związane...

Ja w ogóle uważam, że pierwsza gęstość to były w ogóle jakieś takie epulsy, fotka.pl, to były te pierwsze media społecznościowe i to w ten sposób szło.

Druga era mediów społecznościowych to był Facebook i to ten taki jeszcze trochę zuckerbergowski, ale później wiesz, zaczep na Facebooku i te wszystkie...

Później weszły Instagramy, ale taki Instagram, nie wiem czy pamiętacie, że kiedyś, żeby wrzucić zdjęcie na Instagram, to to musiało być zdjęcie w tej chwili zrobione.

Nie można było dodawać z galerii, więc to było jakiegoś rodzaju zabezpieczenie przed edycją tych zdjęć, więc one miały być takie bardzo saute, bardzo na świeżo, bardzo na bieżąco.

Czyli to są generalnie, to jest fast foodyzacja mediów społecznościowych i to jest po prostu tworzenie nowych pokoleń influencerów.

Fani seksuolog, a do której gęstości wrzucimy na przykład portale takie jak Zbiornik, Datezone, Aerodate...

I to nie mam na myśli PewDiePie czy Jenny Marbles, tylko bardziej tutaj z naszego ogródka, nie?

Rest in peace Jenna Marbles, tęsknimy.

To takie guilty pleasure, ale tak naprawdę myślę, że takich rodzimych youtuberów to gdzieś tam w tą drugą erę gęstości mediów społecznościowych, czyli jak Facebook się rozkręcał, nie?

Ja bardziej mam na Facebooku, ale wiem, że młodsze pokolenie wtedy mocno na YouTubie, także to na pewno też będzie istotne.

Dobrze, ale to jest jakby moja teoria, to nie jest tak, że to są jakieś socjologiczne pierdololo, ja sobie to wymyśliłam, ale jeżeli wam się to podoba, to proszę bardzo powoływać się na mnie i wszelkie tantiemy ja sobie biorę.

oversharujący, czy uprawiający oversharenting, albo w ogóle szarentingujący, fajnie by było, jakby się w ogóle zapoznali, bo to jest hasło prywatność, to jest hasło intymność i to jest hasło godność.

to mogłoby się okazać, że chyba może lepiej mniej wrzucać do tego internetu.

Ja też roboczo chciałabym tutaj trochę w toku tego odcinka, ale myślę, że w ogóle podzielić trochę ten szarenting na ten szarenting, który uprawiają nasi znajomi, czyli osoby, które nie są najczęściej jakoś publicznie, czy medialnie znane, czy rozpoznawalne.

i na osoby trochę bardziej znane, celebrytów, influencerów, ale też być może wielkie gwiazdy, bo wielkie gwiazdy też czasem swoimi dziećmi szarentingują mocno i mocno je promują i mocno je pokazują i mocno gdzieś tam ich wizerunek eksploatują.

czy w ogóle lat dziewięćdziesiątych, na przykład o bardzo znanym małżeństwie Gwyneth Paltrow i Chrisa Martina, którzy też swoje dzieci gdzieś tam dosyć publicznie pokazywali.

Rozwinięcie w ogóle tego, co my rozumiemy przez sharing, że to jest pojęcie, na które składają się inne dwie frazy.

wizerunkiem twoich dzieci, albo w ogóle, no nie wiem, jakichś tam innych bliskich, kuzynów, bla, bla, bla.

Tak, i ja dlatego chciałam trochę o tych gwiazdach opowiedzieć, bo to jest temat, którego dalej nie chcę ruszać, bo poza tym, że są gwiazdy, które gdzieś tam jawnie swoje dzieciaki pokazywały, pozowały z nimi na okładkach różnych czasopism, też polskie gwiazdy bardzo pokazywały swoje dzieci.

Myślę sobie o Michale Wiśniewskim,

którego dzieci były bardzo dobrze znane, ich imiona charakterystyczne też były bardzo dobrze znane, ale tutaj nie chcę za bardzo tematu takich faktycznych celebrytów, czy jakichś mega gwiazd, mega rozpoznawalnych osób ruszać, bo to są osoby, którym bardzo często prywatność dziecka będzie nieco ciężej chronić, ze względu na to, że jest duże medialne zainteresowanie.

zwłaszcza myślę w tych latach dwutysięcznych, jakieś pogonie paparazzi, jakieś próby włamań na te oddziały porodowe, gdzie ci paparazzi usiłowali robić zdjęcia tym gwiazdom, tym celebrytkom.

i o tym, jakie zagrożenia mogą czekać na dzieci bardzo znanych osób, co do których znane jest ich imię, znane jest ich nazwisko, znany jest ich wygląd, mogą na nie czekać, no bo myślę, że potencjalnie chętniej ktoś porwałby dziecko Michała Wiśniewskiego, bo większy okup być może wyciągnie od takiego celebryty, niż dziecko, no może nie Lil Masti, ale powiedzmy jakiejś tam mamy piątki, która gdzieś tam sobie postuje.

i wrzuca dużo różnych treści, czy w ogóle pani Anny Nowak, która w ogóle gdzieś tam wrzuca na Facebooka zdjęcia swoich maluchów, swoich bąbelków dla znajomych.

Natomiast dzisiaj chciałabym się skupić typowo na tych zjawiskach szarentingu naszych znajomych, czyli tego, że na pewno macie tę jedną koleżankę albo tego jednego kolegę,

No, myślę, że na pewno Lil Masty, Wersow i Frizz, myślę, że dużo, dużo innych tutaj celebrytów też się nam pojawi, czy takich no może bardziej influencerów, ale też myślę sobie o influencerach, którzy są znani tylko i wyłącznie dlatego, że mają dziecko i że tak naprawdę ich cały content opiera się albo opierał się i wyrósł na jakimś contencie mamowo-dzieciowym i gdyby nie to...

Tutaj też na pewno wiemy o jakie osoby chodzi, bo też są to jakieś takie mamy nagrywające na TikToku czy na Instagramie, które w sumie na poleceniach wyprawek dziecięcych, na poleceniach pakowania torby do porodu, na polecajkach wyprawki przedszkolnej, na polecajkach bucików na jesień, czy na polecajkach...

rodziców, którzy założyli konta, na przykład to na YouTubie bardzo mocno jest widoczne, ponieważ chyba jednymi z większych kanałów prężniej działających na YouTubie, nie tylko polskim, lecz gdzieś w tym zagranicznym, są konta dzieci influencerów.

Natomiast faktycznie to są dzieci, gdzieś profile, które są nazwane dziecięcymi imionami.

Jeżeli to jest content produkowany w pewien sposób przez dzieci, no bo wiemy, że za tym i tak stoją rodzice, za jakimiś scenariuszami, czy jakimiś pomysłami na te filmiki, to czy i tak ładowanie, czy pokazywanie swoim dzieciom, na ile to jest dobra rozrywka, jakaś taka wartościowa rozrywka też dla tego.

Ty przywołałaś jeden kanał, jakiś czas temu tam chyba u nich się pojawiło drugie dziecko, albo to myślę o innym kanale.

Takich kanałów jest w ogóle dużo.

Jest jeden taki mega, mega znany, ale później na kanwie tej popularności wyrastały kolejne.

Ja nie wiem w ogóle, czy ty kojarzysz.

O, jej się tam odkleiło, nie?

Peron jej podleciał.

On jest w ogóle wychowywany, to jest jak taka roślinka, to jest produkt po prostu.

Ale ja w ogóle nie wiem, czy kojarzysz, on taki starszy, ona młodsza, ta dziewczyna, ta dziewczyna w ogóle do klasy chodziła.

To jest w ogóle jakieś uniwersum niebywałe.

Poczekaj, też to wypikamy, ale dla ciekawości nazwiemy, że chodziła do klasy z artystą, który był obecny na Bittersweet Festival w Poznaniu.

Bardzo znanym raperem, myślę, że związanym, który jest w związku z 10 lat młodszą, i to też jest takie spicy w ogóle, bardzo znaną córką, bardzo znanych rodziców, dziennikarzy.

No ale gdzieś tam jasne.

No to ja pamiętam, że tam w momencie, w którym był wysikany test ciążowy, chyba, że mylę ludzi, ale zabijcie mnie.

Także to dziecko miało konto na Instagramie czy na jakichś social mediach jeszcze będąc płodem w momencie, w którym jeszcze jego płeć nie była pewna i określona przez lekarza.

Na Facebooku można, że jak się wyśle akt zgonu, to oni robią takie in memoriam.

Z półtora roku temu rozpoczęła się inba, ponieważ tam ktoś wrzucił, tam chyba jedna z tych dziewczynek z tego domu wrzuciła takie zakulisowe behind the scenes, jak ta matka się wyżywała na nich, że kurwa, stań tu jeszcze raz, światło się rozjebało, w ogóle wszystko, nie?

W Stanach Zjednoczonych sprawa w sądzie, ta córka tam zeznawała właśnie, okazało się, w ogóle też się okazało, że ten chłopiec, bo tam było, ja nie pamiętam ile tam było, z piątka dzieci, chłopiec w ogóle uciekł z domu przez płot.

I on był wychudzony, wygłodzony, bo on źle się zachowywał przed kamerą, więc ta matka nie dawała mu wtedy jeść.

Dobra, ja na pewno kojarzę, jest za granicą, taka rodzinka, Le Brandt.

Tak, Le Brandt.

Że ona takie ciemne włosy, takie duże oczy i ona tam ją malowała i też było jakieś takie podejrzenie, że one są ofiarami w ogóle jakiejś przemocy domowej.

I jeszcze była taka dziewczynka, której mama specjalnie tak montowała filmiki, tak jak na początku ludzie myśleli, że to jest przypadkowe.

To później się okazało, że to jest prawdopodobnie celowe działanie, żeby to było jak najbardziej kontrowersyjne i żeby było jak najwięcej wyświetleń, lajków i w ogóle być może niewłaściwych też osób zainteresowanych tym kontentem, żeby to było trochę seksualizujące to dziecko.

że wyjadała majonez palcami i się oblizywała po tym, że jadła miód i ten miód jej po buzi cały spływał i tak były te okładki tych tiktoków i tych rolek gdzieś tam montowane, że to wyglądało dziwnie.

Na tyle dziwnie, że człowiek aż z takiego zdziwienia klikał w to.

Po czym się okazywało, że to jest po prostu dziecko, które się bawi, ale w tak sugestywny sposób to było zmontowane albo tak było wykadrowane, że był to taki...

to ona blokowała te osoby, blokowała możliwość dodawania komentarzy i dalej dodawała filmy, które były takim bejtem.

Doszliśmy do tego momentu, bo to faktycznie jest jeden z takich koronnych i nawracających i powtarzających się argumentów, to znaczy dotyczący narażania dzieci na cyberprzemoc, na takie ryzyko, że właśnie pedofile po prostu pobierają sobie, czy wykorzystują te zdjęcia i jakkolwiek to nie zabrzmi, pół biedy, jeżeli to jeszcze się dzieje gdzieś tam na własny użytek, że ktoś sobie tutaj rozładuje swoją energię do tego,

Jak na tacy zaserwowane w różnych filmikach, ale w momencie, w którym ktoś jest zdeterminowany, nie ma żadnego problemu, żeby do tego dotrzeć.

To tak naprawdę jakaś panika moralna związana z tym, że to jest niebezpieczne, w krzakach siedzi pedofil albo na wydmach, w pobierowie siedzi jakiś pan na P, on podgląda, leży z lornetką i podgląda te nagie dzieci.

Pedofile tak naprawdę nie wyszukują sobie i nie robią zdjęć z ukrycia nagim dzieciom na plażach, tylko pobierają te zdjęcia, stworzą.

Nie no, przestańcie, ja nigdy nie widziałem przecież pedofila to raz, ale osoby skłonnej do popełnienia czynu pedofilnego dwa.

Bo tak jak ty opowiadałaś w naszym ostatnim naprawdę tutaj odcinku, jest różnica między pedofilem a czynem o charakterze pedofilnym.

To, że ktoś ma jakieś takie skłonności pedofilne, to jeszcze nie oznacza, że dokona takiego czynu, ale wiecie, czasami okazja czyni złodzieja, tak?

Ja nie wiem, czy w ogóle to kojarzysz, ale ja kojarzę jakieś takie dane.

Natomiast kojarzę, że były jakieś takie badania, czy przyglądy, czy w ogóle dane udostępniane na temat tego, że w tej chwili, kiedy ktoś wpada, wpada ktoś, kto ma pornografię dziecięcą na przykład na komputerze i idzie za to siedzieć, albo gdzieś tam toczą się procesy prawne.

To się okazuje, że oprócz takich materiałów, to źle zabrzmi, quasi profesjonalnych, czyli jakichś takich, no nie wiem, gdzie ktoś po prostu kręcił ewidentnie jakieś czyny przestępcze na dzieciach, to jest mnóstwo materiałów sztuczną inteligencją poprzerabianych z materiałów z mediów społecznościowych.

I cała duża kolejna ilość materiałów, które są softami, ale są bezpośrednio pobrane z mediów społecznościowych.

Teraz jak wpada pedofil, to on nie ma z jakiegoś darknetu, jakiejś pornografii dziecięcej, po prostu z dziećmi z Tajwanu, czy nawet z Europy, uprowadzonymi w ogóle gdzieś tam z jakiegoś handlu, ludźmi przypiętych po prostu łańcuchami do piwnicy, tylko jakby on ma zawartość folderu jakiejś mamuśki z Facebooka.

Więc zamykanie oczu na to, że istnieją, może nie tyle co szajki, ale istnieją osoby o różnych tendencjach, z różnym mindsetem, z różnymi zaburzeniami lub jakimiś makiawelistycznymi cechami osobowości po prostu.

Nie dalej też jak kilka czy kilkanaście dni temu pojawiła się informacja o tym, że Facebook Meta chyba zbanowała jakąś włoską grupę na Facebooku.

Tak, gdzie publikowano, gdzie Włosi publikowali zdjęcia swoich żon z ukrycia, w ogóle jakieś takie też takie powiedzmy w cudzysłowie spicy foteczki i tam siedziało

Dobrze, ja bym chciała zacząć, czy jakby kolejny akapit tutaj, kolejny wątek poruszyć z tym, że na czym polega w ogóle, no bo może zacznijmy od tego, że jak w ogóle nas słuchacie, to przypuszczam i wierzę w to, że większość z Was, drodzy słuchacze,

Trochę algorytmy Was do nas sprowadziły i pewnie jak słuchacie tego naszego pierdolamento, to się zastanawiacie, ale w ogóle w czym problem?

Albo jasne, rozumiem, że ktoś może chcieć wrzucać zdjęcia, ale ja osobiście się z tym nie zgadzam.

jakich argumentów w takim razie ktoś może używać, bo wasze tutaj, Olgo i Sławku, są tak wybitne, że ja w ogóle prawą i lewą nerkę wam sprzedam.

Pokojowa w ogóle, rozwiązane wszystkie konflikty na świecie.

Ale tak naprawdę ja spotykam się z takim przekazem ze strony rodziców szarentingujących, że to jest tak...

co nie do końca jest prawdą i przejdziemy do tego, bo znalazłam pewne informacje, bardzo ciekawe, do których Was odeślę, tak, ale druga rzecz, o której mówiłam, ale to jest mój wybór, moja decyzja, nie chcesz, nie szeruj, ale tak jak bronisz moje ciało, mój wybór i bronisz prawa do aborcji, tak samo musisz bronić mojego prawa do prowadzenia swoich mediów społecznościowych, tak jak mam na to ochotę.

To jest w ogóle z takiego poziomu, jakby I am here.

W ogóle dzieciofobii i nienawidzenia dzieci i traktowania dzieci jako ułomnych, głupich, niemogących samostanowić albo właśnie będących własnością swojego rodzica.

Rodziców, w momencie, w którym jesteś rodzicem, nie jesteś właścicielem swojego dziecka.

Ty masz pełnię praw do decydowania niejako o nim, ale w nawiązaniu do tego, że chcesz czynić jak najlepiej, że wykorzystujesz te swoje prawa rodzicielskie do tego, żeby jak najlepiej sprawować opiekę rodzicielską i tę pieczę rodzicielską i chronić swoje dziecko.

Ale to prawo nie uprawnia Ciebie, czy nie daje Tobie prawa do decydowania zamiast niego.

Ojeju, ale jak to jest?

Bo ma nierozwiniętą, kurwa, korę przedczołową, bo ona się rozwija po dwudziestym roku życia, ale...

szczęśliwie jest tak, że w naszym kraju osobą pełnoletnią stajemy się od 18 roku życia i wtedy mamy pełnię praw, ale dostęp do mediów społecznościowych uzyskujemy wcześniej.

Ale naście lat to jest różnica niż dwa, trzy, cztery albo pięć lat.

Jakąś kalkomanię mu co najwyżej pozwolisz przykleić na rękę, która zajdzie po tygodniu.

A i tak nie zgodzisz się, żeby zrobił to sobie na czole i żeby zrobił to sobie na dwa dni przed własną pierwszą komunią świętą.

Na tym polega Twoje prawo do wychowywania dziecka w zgodzie z własnymi przekonaniami, że wykorzystujesz to prawo, ale nie wykorzystujesz go przeciwko dziecku.

pracy w zawodzie psycholożki, pracy w zawodzie seksuolożki, pracy w zawodzie psychoterapeutki, ale też obcowania z pedagogami, pedagożkami, nauczycielami, nauczycielkami, osobami, które pracują z dziećmi w poradniach psychologiczno-pedagogicznych, w szkołach, w placówkach oświatowych, w placówkach wychowawczych.

Rodzice nie zawsze wiedzą, co jest najlepsze dla ich dzieci i niestety, to może być szok dla wielu z Was, niektórzy rodzice nie robią rzeczy, które są dla ich dzieci dobre.

Trochę może jeszcze na temat, żeby złapać ten moment, gdzie prawo do decydowania czy prawo do wychowywania zgodnie ze swoimi poglądami i przekonaniami łączy się gdzieś też z tą cielesnością, z tą prywatnością.

Jednym z takich chyba najczęściej padających pytań do psychologa, seksuologa, do seksuologa, do lekarza seksuologa, w którym

w kontekście rozwoju dziecięcego albo w ogóle kontaktu z dziećmi, to jest pytanie o nagość.

To pojawia się, to jest po prostu taki klasyczek, który zawsze gdzieś tam... Chleb powszedni po prostu.

Tak, wjeżdża na każdej jakiejś prelekcji, na każdym warsztacie praktycznie.

I ten temat też w ogóle...

Pojawił się gdzieś tam na jednym z jakichś takich może nie forów dyskusyjnych, ale po prostu na reddicie i tam też sobie akurat pozwoliłem odpowiedzieć w ogóle w bardzo podobnym wątku i to jest odpowiedź, którą mniej więcej mogę tutaj przytoczyć, mianowicie, że nie ma w zasadzie jednej jakiejś takiej dobrej odpowiedzi,

że to zależy od Was, od Waszych poglądów i od Waszych przekonań.

To może być tak, że ta nagość w Waszym domu, w zależności od tego, jak ją potraktujecie i jak ją opiszecie, nie musi być niczym złym.

Zależy to naprawdę od tego, w jaki sposób opowiecie też o tym swojemu dziecku, bo dorośli też często pytają, od kiedy warto rozmawiać z dziećmi na tematy związane z ciałem, z seksualnością.

Dokonujemy jakiegoś takiego selektywnego wyboru tego, o czym opowiadać i z jaką liczbą detali.

Na tyle, na ile to będzie po prostu zrozumiałe też dla dziecka i przejrzyste.

Że no to po prostu jest element ciała na przykład taki sam jak ręka, brzuch, noga.

I że im się nie podobało, że oni teraz mają też pewnego rodzaju kłopoty związane z ciałem, dużo takiego elementu wstydu.

I to jest znowu o tym, w jaki sposób będziemy sobie o tym rozmawiać, ale przede wszystkim to jest o prywatności.

No bo wciąż jeszcze z 20 lat temu... Że te granice międzypowoleniowe były mocno trzymane, nie?

I takiego podporządkowania tej otoczce trochę takiej konserwatywno-katolickiej, gdzie faktycznie taka seksualność to w domku pod pierzynką i rączki na stole.

I moja obserwacja jest taka, że ci tacy liberalni rodzice, oni mieli problemy z prywatnością, z zagwarantowaniem swoim dzieciom prywatności i dostępu.

I to objawia się nie tylko tym, że chcę mieć własny jakiś kącik, czy swój własny pokój, lecz również tym, że chcę być może przeżywać moją cielesność, intymność, seksualność wyłącznie...

I ci rodzice często mieli z tym problem na zasadzie, no ale jak to przecież?

Przecież ja cię wypchnęłam, nie musisz się niczego wstydzić, ja twojego siusiaka wiele razy widziałam, dupę ci przecież tam wycierałam, ja wiem jak ty wyglądasz.

Patrz co ci kupiłam, ale ze mnie równa mama.

Więc to jest bardzo mocno o tym, więc podsumowując, nagość potrafi być w porządku w zależności od waszych przekonań i tego w jaki sposób wy do tego podejdziecie i jaką prywatność, dostęp do prywatności, która jest potrzebą człowieka.

taką psychologiczną zagwarantujecie tym dzieciom czy osobom w waszym otoczeniu i ta kwestia związana z tą kulturą udostępniania wizerunku i w ogóle z taką decyzyjnością na temat obecności dzieci w sieci czy w ogóle dla mnie to jest bardzo podobne do tej seksualności że to działa na podobnych mechanizmach że odbierasz komuś taką prawo do samostanowienia

co jest w ogóle takim niezbywalnym i bardzo podstawowym prawem człowieka, nie?

Nie wiem, Światową Organizację Zdrowia, w sensie w ogóle takie... Helsińską Fundację Praw Człowieka.

Powiedzieliśmy ten najważniejszy dylemat, czyli czemu w ogóle szarentingujący rodzice bronią swojego prawa do szarentingu, jak je rozumieją.

Natomiast ja bym chciała przytoczyć moim zdaniem super post, który fajnie wyjaśnia, jakie w ogóle są te zagrożenia tego szarentingu, czy...

Nie dbania w ogóle o prywatność dzieci w sieci, a jest to post niczyj inny jak Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która jest w ogóle, jak chcecie coś gdzieś mądrzej co jakiś czas popatrzeć, poczytać, to absolutnie odsyłam do wszystkich treści spod skrzydeł czy spod strzechy Fundacji, bo to jest w ogóle ultimate polecajka, tam zawsze jakościowo, tam zawsze na podstawie EBM, no sensownie.

I teraz tak, ja bym też chciała podkreślić kwestię szerszego kontekstu, czyli szarenting to nie tylko zdjęcia w mediach społecznościowych czy filmiki, ale to będzie też w ogóle szerowanie informacji dotyczących kontekstu dziecka i jego...

Bo wyobrażam sobie, że nikt w internecie może nigdy nie ujrzeć twarzy mojego dziecka, ba, w ogóle jego sylwetki, czy w ogóle na żadnym zdjęciu się go nie dopatrzeć, a ja będę ze szczegółami opowiadać o jego dylematach sercowych, o jego biegunkach, o jego chorobach, o jego preferencjach seksualnych.

Bo myślę sobie, że nie tylko mając dwulatka, to są zagrożenia, które na takie dziecko, czy na rodziców czekają, ale też nawet rodzic dorosłych dzieci, nie?

Czyli ja mogę tak opowiadać, z taką intensywnością, z taką szczegółowością o jakichś krępujących, intymnych, czy prywatnych kwestiach dotyczących mojego dziecka, że nie wiem, czy to dziecko w ogóle chciałoby, żeby to się znalazło w sieci,

I tutaj pierwszy przykład z brzegu, nie dalej jak dziś czy wczoraj.

takim ciążowym jeszcze, a drugie ujęcie jak w tej samej bluzeczce, w tej samej spódnicy, obraca się, no i już na wysokości tego brzucha czyma, ale noworodka.

W ogóle to już jest, kurwa, trzy czwarte numeru PESEL tego dziecka.

Ale z drugiej strony...

No tak, mamo udostępniająca, niestety musisz się liczyć z tym, że w momencie, w którym upubliczniasz imię, dane jakieś swojego dziecka, to znajdzie się ktoś, kto uzna za stosowne, chociaż to wcale nie jest słuszna myśl być może, skomentowanie tego, czy wyrażenie swojego niezadowolenia.

To jest w ogóle jakieś takie moje imperium rzymskie, czyli refleksja nad tym, dlaczego osoby komentujące uznają, że to, co mają do skomentowania w ogóle kogokolwiek obchodzi, kogokolwiek interesuje.

Jeżeli masz coś do powiedzenia, to równie dobrze zatrzymaj to we własnej dupie, no ale dobra.

No ale tak naprawdę tak, z tym się musimy liczyć, że imię najzwyklejsze, najładniejsze, którym...

To jest przemyślana decyzja, rozważana, a jak będzie kiedyś, a jak będzie teraz, no cieszymy się, uważamy, że imię naszego dziecka jest najpiękniejsze, najlepszym pomysłem, super, jesteśmy dumni z tego, co udało nam się wymyślić, a tu ktoś wchodzi i powie, brzydkie, teraz wszyscy tak mają, nie podoba mi się, a jak będzie stara, to będzie to głupio brzmiało, czy stary.

No ale tak.

Myślę, że kobiecie w połogu nie jest potrzebne przeczytać coś takiego, ale myślę też, że temu dziecku za kilkanaście lat wejść do internetu i przeczytać, że jakiś random spod płocka uważa, że jego imię jest chujowe i w ogóle brzydkie i bezsensowne, też nie jest potrzebne.

Druga kwestia, którą porusza FDDS to jest ryzyko wykorzystania seksualnego online, czyli to, że nawet niewinne zdjęcia mogą przecież trafić do niewłaściwych rąk i to jest ten wątek, który sobie tutaj, czyli że sprawcy przemocy seksualnej, grumerzy czy producenci jakichś nielegalnych materiałów mogą wykorzystywać te zdjęcia czy materiały nie tylko w celach seksualnych, ale i to jest bardziej niebezpieczne, do budowania zaufania dziecka albo jego szantażowania.

Budowanie zaufania, czyli grooming polega na tym, że ja wiem jak ma na imię Twój piesek, ja wiem jak ma na imię Twoja mama, ja wiem, że chodzisz do przedszkola imienia Koszałka Opałka, więc generalnie mówię Tobie, że ej, bo Ty chodzisz do tego przedszkola i tam w grupie, zaraz sobie szybko sprawdzam, to jest kolejny temat, który też sobie poruszymy, chodzisz do grupy z taką Anią i Ania z kolei ma kotka Leonka, prawda?

Tak naprawdę się niewiele zmieniło od czasu tej sławetnej, no może nie sławetnej, co znanej po prostu i zasłużonej akcji marketingowej właśnie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

ale może też wykorzystywać znajomość mojego dziecka z internetu, którą sama podałam mu na tacy, do tego, żeby zdobywać jego zaufanie, czy być może, nie wiem, w najgorszym przypadku napaść się i porwać.

Także to jest kolejna rzecz.

Poczucie utraty autonomii za tym idzie, trudność z budowaniem własnej tożsamości, ale w momencie, w którym ktoś może utworzyć sobie fałszywe konto w internecie właśnie na Twoje dane, wykorzystując Twoje zdjęcia, postarzając je w jakimś modelu językowym typu chat GPT,

Natomiast to pokazuje cały mechanizm tego, jak własnym życiem mogą zacząć żyć materiały, które w tej chwili są totalnie niewinne i służą do czegoś innego, ale patrząc na to, jak szybko rozwija się technologia internet, już za 10 lat mogą być wykorzystywane zupełnie do czegoś innego.

Dobra, ja lecę dalej.

Może go zaprosimy w ogóle.

Bo ja sobie myślę, że część osób, które nas słuchają, to sobie myśli, a dobra, tam se pierdolą o dzieciach, ja nie chcę mieć dzieci, nie mam dzieci, to nie jest mój problem.

Kurwa, to jest twój problem, bo twoja prywatność... Bo tak powiedzieliśmy i już.

Bo kurwa, my rozmawiamy tak naprawdę o problemie prywatności, który się tutaj dzieje i o decyzyjności względem tej prywatności.

I to kurwa jest jak najbardziej twój problem, bo ty jesteś tak samo jak ja i Olga, którzy tutaj wpierdalamy nasze głosy do internetu.

Więc jak najbardziej to jest twój także problem, droga osobo.

No wiem, chcecie być z nami bliżej, jesteśmy tacy influencujący was i w ogóle chcecie kupować to samo mydło, które ja kupuję.

Na przykład w temacie mydła, jeżeli ktoś byłby zainteresowany, kupiłam ostatnio mydło z Dils, to takie, które jest pianką i powinien się pojawiać kwiatek, jak sobie je wyciśniesz, gówno nie działa, nie polecam.

Ale pachnie malinami, super.

Także trochę polecam, trochę nie polecam.

Więc jak najbardziej to jest też coś, co tyczy się was, bo to wszystko, o czym rozmawiamy, to jest tak naprawdę relewantne nie tylko dla dzieci i nastolatków, tylko dla całego pokolenia, czy w zasadzie wszystkich użytkowników.

to zobaczcie, jak bardzo my stajemy się uzależnieni od tego, co się klika, w sensie, co się podoba naszym widzom, nie?

To odbiera w ogóle nie dość, że prywatność, to jeszcze takie poczucie kontroli sprawstwa i swojej tożsamości, bo ja być może w dorosłym życiu, czy w kolejnej fazie rozwojowej, czy już teraz będąc nawet dorosłym, czy młodym dorosłym,

Ale wiesz co, ja też myślę, że pierwszy kamieniem niech rzuci ten, kto nie wstydzi się swoich postów, które wrzucał na Facebooka 10 lat temu.

Przeszłam kilka lat temu deep cleaning swojego walla i to nie było nic przyjemnego, a nadal co jakiś czas coś znajduję.

Ciary żenady, absolutne, no ale to czemu robimy to własnym dzieciom, nie?

Myślę sobie też o tym, bo to wiąże się z tym, co kolejne tutaj proponuje FDDS, czyli że to jest naruszenie dóbr osobistych, czyli w momencie, w którym publikujesz te treści, które bywają mega szczegółowe, to są jakieś dane medyczne, zachowania, miejsca pobytu.

Słuchajcie, no tutaj jesteśmy na jakichś testach na alergię, czy nie wiem, pokarmową.

kiedyś za 10 czy 15 lat mieć takie poczucie, no choćby 10 osób, ale widziało, że mam sraczkę i wylądowałam w szpitalu.

Dane medyczne, to w ogóle tak powiem Wam z praktyki zawodowej, to są tak wrażliwe dane, to w ogóle inne zasady RODO, to...

I w momencie, w którym na przykład Wasz lekarz, a była taka inba związana z jedną influencerką, lekarką, która gdzieś tam trochę anonimowo, trochę nie, ale wrzucała informacje o stanie zdrowia, czy o jakichś takich procedurach medycznych, które dotyczą jej pacjentek, w taki sposób, że gdzieś tam na upartego można było rozpoznać te pacjentki, miała chyba jakąś sprawę w ogóle od swojego pracodawcy.

Wasz lekarz nie może na wierzchu, w niezabezpieczony sposób zostawić Waszej karty medycznej, żeby następny pacjent, który przyjdzie, wystarczy, że sobie kuknął i był w stanie przeczytać, co tam Wam było, czy chociażby jaki lek na grypę mieliście zapisany.

Kolejna rzecz, którą tutaj fundacja podpowiada, to jest kwestia negatywnego wpływu na formowanie się i kształtowanie tożsamości, czyli to, że to jest takie czucie się zawstydzonym albo pozbawionym kontroli nad własnym wizerunkiem, że to jest kwestia poczucia utraty autonomii, trudność z budowaniem własnej tożsamości i to są bardziej przypuszczenia, bo my nie wiemy do końca jak to będzie w przypadku tego pokolenia.

I w jaki sposób to wpływało na ich nastoletnie i dorosłe życie?

No, wiemy, nie jak przeżywała różne rzeczy Demi Lovato, Miley Cyrus, bracia Jonas, Miranda Cosgrove, no to są bardzo znane medialne historie.

Na pewno wiele z nich widzieliście, jeżeli nie, to jest w ogóle lektura obowiązkowa.

trzyletni ślad cyfrowy na przykład, nie?

I sama we własnym imieniu go tworzyłam, więc zażalenia mogę mieć tylko do samej siebie.

Także tyle, jeżeli chodzi o fundację Dajemy Dzieciom Siłę.

Dobra, to ja jeszcze jedną polecajkę i to jest w ogóle ciekawa rzecz, ponieważ ja tego pana znam osobiście.

blogujący trochę tata, ale tata doktor.

I Kamil Janowicz jest psychologiem, adjunktem chyba, nie wiem, pracuje u nas na razie, ale ma mater.

6000 obserwatorów, absolutny reach, informacje bezpośrednio przekazujące nam dalej kwestie z badań naukowych, z konferencji naukowych, wypowiada się dla fundacji, matecznik prowadzi webinary, założył własną ojcowską szkołę rodzenia, e-book dla tatów pod tytułem hashtag tata wspiera, no bardzo treści takich umacniających psychologicznie ojców, tatów, tatów wannabe,

i w ogóle osób zainteresowanych psychologią dziecięcą.

Kamil mnie nie będzie znał, ale chodziliśmy razem na rozwojówkę, bo Kamil nadrabiał ten przedmiot i razem sobie siedzieliśmy na tych zajęciach.

I odsyłam Was absolutnie do posta Kamila z 18 lipca tego roku, w którym Kamil przedstawia i przekazuje dalej badania naukowe dotyczące szarentingu i przekazuje m.in.

Dylematy rodziców.

Są rodzice, którzy mają dylematy, które dotyczą m.in.

gdzie ja totalnie jako rodzic tracę kontrolę nad tym, kto w jaki sposób robi jakiegoś edita i wrzuca zdjęcia mojego dziecka i to jest kwestia na przykład dość popularnej blogerki parentingowej czy tiktokowej mamy, czyli Antosi z Owies i Len, która ma dwójkę dzieci i która posiada kilka kont fanowskich, w sensie ludzie jej założyli jakieś konta, robią edity

Ciężko mi to było znaleźć, kiedy na potrzeby dzisiejszego odcinka trochę pod tym kontem się przygotowywałam.

Ale pamiętam, że były takie konta.

Bo dla mnie edity akurat bardziej się kojarzą z pewną jakąś taką kulturą żartu, czy podawania dalej jakiegoś takiego... Niektóre były takie bezczelne.

Jak sobie myślę, kurde, no może na dziecięcych TikTokach może to jest, o jakie urocze, to podam dalej, zrobię edit.

Niektóre tak, ale niektóre były takie, że z jakimiś takimi filtrami powiększającymi oczy, czy robiącymi głupie miny, czy z jakimiś odgłosami bąków, no jakby...

To tylko pokazanie Wam, jak daleko to potrafi zajść.

Jest to element autoprezentacji i budowania swojej marki.

Pies i dziecko, albo w ogóle jakieś zwierzątko i dziecko, że to się po prostu dobrze klika.

Ale w ogóle, czy dziecko zdecydowałoby się, żeby w ten sposób zarabiać?

Bo wielu szarentingujących i zarabiających metem rodziców mówi o tym, że no tak, ale ja to wszystko odbieram.

Ale to zabrzmiało jakbyś była jakimś takim lordem po prostu.

Nie wiem i szczęśliwie, uważam szczęśliwie, w ogóle nie muszę stawać w obliczu takiego dylematu.

Trochę tak, że raczej się nosiło vintage ciuchy po kuzynach starszych i że to w ogóle była taka unisex moda.

Fajnie, jakby, ale wtedy to nie było aż tak fajne.

Natomiast w ogóle nie ma takiego dylematu, czy ktoś na tym zarabiał, myślę, że to jest ważny kawałek.

Kolejna rzecz, którą tutaj dr Janowicz jeszcze podpowiada, to to, że to są treści, które mają angażować społeczność, zwiększać poczucie zaufania ze strony odbiorców i zwiększać zasięg swoich kanałów, czyli co pomaga ciekawsze reklamy, czy ciekawsze pieniądze wyciągać.

Wyobrażam sobie, że są influx, którzy będą potrafili to źle wykorzystać.

Nie tylko, żeby to spieniężać i robić na tym zasięgi, ale żeby opychać produkty, które są bardziej szkodliwe, a wydaje się, że ona jest mamą i pokazuje swoje dziecko, to na pewno chce dobrze.

Ludzie się śmieją z tego, że wszyscy jesteśmy jakimiś takimi pionkami tak naprawdę ucieśnieni przez szpony korporacji, czy w ogóle całej tej kultury zapierdolu i pracy, jesteśmy tylko trybikami, nic nie znamy.

Natomiast w zasadzie, kiedy patrzysz na to wychowywane pokolenie ludzi, którzy teoretycznie mieliby tutaj budować jakiś nowy ład, nowy porządek, no to nikt nie zwraca uwagi na to, że...

Rodzice zaś mają tendencję do niedoszacowywania ryzyk związanych z szarentingiem, nie pytania dziecka o zgodę i dzielenia się większym zakresem informacji w środowisku, w którym czują się bezpiecznie.

W każdym razie, jeżeli chodzi o jakąś jeszcze polecajkę, bo być może są takie osoby, które stwierdzą, nie, te półtorej godziny to za mało, chcemy więcej i chcemy więcej o Szarentingu, o jego szkodliwości.

Podlejcie nas tutaj, nasze korzonki dalej tymi ważnymi informacjami.

To podlewanie.

Tak, jest tutaj też taka ultimate polecajka.

Ja dopiero raczkuje w świecie Magdaleny Bigaj, natomiast to jest taka pani, która na higienie cyfrowej, na wychowywaniu przy ekranie, na opiekowaniu się cyfrowymi dziećmi i dziećmi, które w świecie cyfrowym chcą, muszą i będą istnieć.

To jest autorka takich pozycji jak Wychowanie przy ekranie i Twój telefon, Twoje zasady, prezeska fundacji ICO, twórczyni studiów z higieny cyfrowej na uczelni Korczaka i jest to taka osoba, która generalnie, kiedy temat szarentingu się pojawia, to jej nazwisko również się pojawia i ona po prostu świetnie się na temacie zna.

Proszę zastanowić się, gdzie wy jesteście tak naprawdę, gdzie się plasujecie, skąd akurat taka potrzeba umiejscowiona w tym momencie, czy możecie, jak możecie to realizować i komu zależy, kto będzie benefitował z tego, że wasza potrzeba jest ulokowana akurat w tym miejscu, a nie innym.

Ciekawy jest też temat, ale myślę, że to na absolutnie inne rozważania, ale dajcie nam znać, co myślicie.

co przecież nie jest zbrodnią i można to robić w sposób szanujący prywatność, intymność, autonomię i godność swojego dziecka, w ogóle nie pokazując jakichkolwiek informacji na temat swojego dziecka, poza samym faktem tego, że to dziecko pewnie istnieje i ktoś tam w jakiejś ciąży pewnie jest.

i niewiele więcej potrafią zrobić, niewiele więcej potrafią zaoferować.

Wszystkich fajnych paczek PR-owych się skończył, no to wtedy nagle surprise, surprise, mamy drugą ciążę.

I wszystko od początku, co mi się sprawdziło za pierwszym razem, a co mi się nie sprawdziło za pierwszym razem, co polecam, co nie polecam, co teraz i znowu, nie?

Filip z konopi i po prostu kolejny raz cała ta fabryka się odpala na nowo.