Mentionsy
Powinniśmy zestrzeliwać rosyjskie samoloty? "Być może trzeba zmienić procedury"
"Jeśli wojskowi uznają, że obecne procedury są zbyt skomplikowane, utrudniają szybką reakcję, być może trzeba je zmienić" - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM Paweł Jabłoński, pytany, czy powinniśmy zestrzeliwać rosyjskie samoloty, które naruszają przestrzeń powietrzną NATO. Polityk PiS-u zaznaczył, że w takich sytuacjach trzeba reagować "adekwatnie i zdecydowanie", aczkolwiek zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, moim gościem jest Paweł Jabłoński, poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych.
Witam Panie Ministrze, Panie Pośle.
Dzień dobry, dzień dobry Państwu.
Panie Ministrze, Panie Pośle, powinniśmy strzelać, rozważyć strzelanie do rosyjskich samolotów wlatujących w przestrzeń powietrzną NATO?
Są w tym zakresie bardzo konkretne procedury.
To są procedury, które się różnią w zależności od tego, czy mówimy o statku powietrznym cywilnym, czy wojskowym.
One są opisane bardzo szczegółowo.
w dokumentach, które są wydawane przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej na podstawie konwencji o lotnicy cywilnym w zakresie statków cywilnych.
A jeśli chodzi o statki powietrzne wojskowe, to są przepisy natowskie, które Polska ma wdrożone.
Ja też mówię to jako znawca z zewnątrz, nie jestem ekspertem w żadnym razie.
Myślę, że tu jakiś wojskowy mógłby szczegółowo to opisać.
Ale to wygląda z tego, co pamiętam, mniej więcej tak, że jeżeli coś obcego wlatuje na nasze terytorium, należy to przechwycić.
To oznacza, że nasz samolot, nasz statek powietrzny albo sojuszniczy powinien mieć kontrolę nad tym, gdzie on się udaje, wydawać mu polecenia, żeby opuścił terytorium albo zmusić do lądowania.
No a jeśli polecenie nie wykonuje, to wtedy jest oczywiście procedura również, jeśli jest zagrożenie ze strzelenia.
Pytam o to dlatego, że choćby minister obrony, litewska minister obrony, kobieta powiedziała, że Turcja dała przykład 10 lat temu i jest to coś do rozważania.
To jest bardzo mocna teza, a za nią poszli politycy estońscy, a nawet jeden z polityków CDU.
Rzeczywiście była taka sytuacja, właśnie to było chyba prawie dokładnie 10 lat temu, kiedy tureckie siły powietrzne po naruszeniu przestrzeni powietrznej przez rosyjski samolot zestrzeliły go.
Ja szczerze mówiąc nie pamiętam na tyle dokładnie, żeby to jakoś wyrokować, jaka tam była procedura, czy były podjęte próby na przykład zmuszania tego samolotu do lądowania, czy nie.
No ale takie są mniej więcej przepisy.
My powinniśmy tego przestrzegać, jeżeli wojskowi, fachowcy uznają, że obecne procedury są na przykład zbyt skomplikowane,
utrudniają szybką reakcję.
Być może trzeba je zmienić i tak reagować adekwatnie, reagować zdecydowanie.
Absolutnie tak.
Tutaj nie ma żadnych wątpliwości, że musimy być gotowi na to, że takie prowokacje się będą powtarzały.
No bo właśnie tu jest to kluczowe pytanie.
Jeden z polityków litewskich powiedział, oni przekraczają kolejne granice.
A my mówimy, mówimy, zamiast zacząć działać.
Rosjanie boją się tylko siły.
I to jest prawda.
Rosjanie będą cały czas, jeśli nie zostaną powstrzymani, będą testować granice, do jakich mogą się posunąć.
Będą kolejne prowokacje próbowali na naszym terytorium, na terytorium naszych sojuszników realizować.
nie tylko w przestrzeni powietrznej, ale też te działania dywersyjne, próby podpalania różnych miejsc, niszczenia infrastruktury kolejowej, energetycznej, wodociągowej.
Mieliśmy ostatnio w Warszawie taką sytuację.
To jest przedziwne, że dwie osoby zostały zatrzymane przez już nie wiem czy policję, czy Straż Miejską na terenie wodociągów i powiedzieli, że oni są turystami, zostali wypuszczeni.
A potem się okazało, że to nie byli żadni turyści, tylko jakieś osoby nielegalnie w Polsce przebywające.
Tutaj myślę, że musimy też bardzo mocno wzmocnić ten komponent
zatrzymywania tego typu potencjalnych szpiegów.
Powiem wprost, póki Putin nie zobaczy zestrzelania samolotu, będzie tę granicę przesuwał, powiedział jeden z polityków polskich.
Jak pan sądzi, kto?
Nie wiem, wielu polityków tego typu... Ale zgodziłby się pan z tą tezą?
Wie pan co, jest takie ryzyko, że rzeczywiście będzie taka eskalacja następowała, natomiast znowu, my powinniśmy działać zgodnie z procedurami, co oznacza, że to nie jest tak, że jeżeli coś wlatuje w naszą przestrzeń powietrzną, należy w następnej sekundzie odpalać rakietę.
Natomiast należy być gotowym do tego, że jeżeli taka potrzeba powstanie, to oczywiście tak, od tego jest wojsko, żeby z obcą ingerencją, z takimi intruzami, którzy mogą mieć wrogie zamiary, walczyć.
No może najpierw trzeba po prostu zakomunikować Rosji.
Nie róbcie tego, bo to zrobimy.
Trzeba to komunikować i trzeba za każdym razem, jeżeli do czegoś takiego dochodzi, bardzo skutecznie doprowadzić najpierw do przechwycenia tego wrogiego statku powietrznego, a następnie do jego usunięcia z naszego terytorium, ewentualnie zneutralizowania.
Pana zdaniem prezydent Donald Trump wsparłby taką decyzję?
Ojej, pyta mnie pan w tej chwili w teorii.
Zależy, co by się stało.
Jeżeli byłoby zrobione to zgodnie z procedurami NATO, to nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek z naszych sojuszników miałby protestować.
Pytam o to, bo dosłownie kilkanaście godzin temu Donald Trump powiedział, że gdyby Rosja eskalowała dalej wobec Polski lub państw bałtyckich swoje działania, to on oczywiście zacząłby działać.
No i to jest bardzo dobry sygnał, bo potwierdza to, co mówił wcześniej w Waszyngtonie w trakcie wizyty prezydenta Nawrockiego.
Mieliśmy taką przedziwną sytuację w ubiegłym tygodniu, gdzie
Źle zinterpretowano, źle przetłumaczono wypowiedź prezydenta USA.
Była taka próba dezinformacji, mam wrażenie.
Nie wiem, czy świadoma, czy wynikająca właśnie z nieudolnego tłumaczenia, ale ktoś w PAP powinien, myślę, bardzo poważnie się zastanowić nad tym, co robi.
I to chyba jest odpowiedzialność szefa tej agencji.
Trzeba też powiedzieć, żeby Donald Trump ma dość specyficzną frazę, o tak powiedzmy.
Tym bardziej, wiedząc o tym, należy bardzo uważnie słuchać tego, co mówi, żeby nie napisać jakiejś głupoty, a Polska Agencja Prasowa w stanie likwidacji napisała głupotę, dezinformowała, co zresztą potem spowodowało, zresztą także u pana w studio był rzecznik rządu, który opowiadał potem, że no w zasadzie to jesteśmy bardzo zaniepokojeni.
Na początku wszyscy się odwoływali do tej depresji, łącznie z Telewizją Republika, to trzeba uczciwie powiedzieć.
Bardzo dużo ludzi się odwoływało i właśnie dlatego odpowiedzialność Polskiej Agencji Pracowej w stanie likwidacji, formalnie, bo faktycznie oczywiście to jest tylko fikcja, to jest odpowiedzialność tych ludzi, którzy do tego się dopuścili i ja czekam na informacje o konsekwencjach, bo to jest bardzo poważna rzecz, która się wydarzyła.
Jeszcze pytanie o służbę wojskową, obowiązkową.
Dziś United Services opublikowało dla Wirtualnej Polski taki sondaż, z którego wynika, że ponad połowa, 52% Polaków
Chciałoby przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej.
Pana zdaniem to jest dobry kierunek, dobry pomysł?
Nie, dlatego że jestem przeciwnikiem obowiązku.
Pamiętam jeszcze jak wyglądała obowiązkowa służba wojskowa jeszcze kilkanaście lat temu, natomiast jestem zwolennikiem masowego.
Ale nie uczestniczył, nie był pan w wojsku.
Miałem kategorię A, ale z uwagi na to, że poszedłem na studia, dostałem odroczenie, ale jeszcze przechodziłem przez Komisję Wojskową.
Natomiast ja uważam, że powinniśmy mieć powszechne, masowe, dobrowolne szkolenia wojskowe.
Pół roku temu premier Donald Tusk w Sejmie o tym mówił.
Ja nawet ostatnio zadałem pytanie w interpelacji, co się z tym dzieje, bo kompletnie nic nowego nie słychać.
Mam nadzieję, że coś rzeczywiście przygotowują teraz.
Nie, jeszcze nie dostałem.
Teraz widzę, że w ramach tych 58 priorytetów rządu znowu jest mowa o tych szkoleniach.
Tylko, że jak oni będą cały czas zapowiadać, że coś zrobią za pół roku, za dziewięć miesięcy, no to się obudzimy za chwilę.
A dziewięć miesięcy to jest bardzo dobry termin.
Akurat tyle ciąża trwa.
Ale to ma jakiś związek ze szkoleniem wojskowym?
Nie, nie, no chodzi mi o to, że jakby tyle może musi wzrastać pomysł, żeby stał się... No to może on gdzieś wzrasta, ale na razie ja nic nie słyszałem na ten temat i mówię to naprawdę z dobrą wolą.
Mam nadzieję, że coś jest przygotowywane.
Natomiast nic konkretnego nie wiemy.
Panie ministrze, to jeszcze proszę teraz o losowanie.
Dwa pytania proszę od razu wylosować.
Dwie koperty.
I to jest prawdziwe mieszanie kopert.
Bardzo dziękuję.
Pan czyta, żeby nie było, że ja coś fałszuję, że coś tutaj chcę ściemniać.
Bardzo proszę pierwsze pytanie od naszych słuchaczy.
Dlaczego obywatelom, którzy zarabiają setki tysięcy rocznie wypłaca się 800+, dlaczego te świadczenia mają obciążać budżet?
Pyta pan Piotr z Krakowa.
Panie ministrze i na to pytanie odpowiemy już za chwilę w radiu RMF24.
Gdybyście chcieli usłyszeć tą odpowiedź, to zapraszamy do radia RMF24.
do naszych mediów społecznościowych na stronę rmf24.pl albo oczywiście na portal YouTube.
Tam pytanie o 800 plus dla bogatych.
A ja przypomnę naszym gościem jest Paweł Jabłoński, poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych.
Panie ministrze, no to dlaczego wypłacać wszystkim 800 plus?
Konstrukcja na początku 500 plus, teraz 800 plus od początku była taka, żeby nie wprowadzać tutaj żadnego kryterium dochodowego, dlatego że po pierwsze, jeśli tego typu mechanizm byłby wprowadzony, to
Koszty kontrolowania tego, czy ktoś rzeczywiście pobiera, ktoś byłby na granicy, ktoś byłby pod progiem, zachęcałoby to też do różnego rodzaju nadużyć.
Wyliczyli wtedy eksperci, to był rok 2016, że to by przekroczyło koszty wypłaty ponad ten rzekomy, czy tam planowany limit.
A powód drugi jest nieco bardziej psychologiczny, dlatego że od samego początku to świadczenie 500 plus było traktowane jako rozdawnictwo, jako polityka dla ubogich, no tak to było przedstawiane przez naszych przeciwników.
Czyli chodziło o to, żeby pokazać, że to nie jest socjalne.
My od samego początku chcieliśmy pokazać, żeby też w najmniejszym stopniu beneficjenci tego programu byli stygmatyzowani.
A byli, cały czas zresztą są.
To nie pomogło w stu procentach, ale trochę się do tego przyczyniło.
Żeby to nie było tak, że teraz proszę sobie wyobrazić, gdybyśmy mieli taki próg dochodowy.
no to osoby zarabiające właśnie po kilkanaście tysięcy złotych by mówiły, aha, to z moich podatków ta biedota jest finansowana.
I tak dużo ludzi tak mówi, ale trochę się dzięki temu udało to zmniejszyć.
To jest program powszechny na kształt programów innych w innych państwach.
Ja bym to zostawił z uwagi na to, przede wszystkim z punktu widzenia budżetowego.
że koszty tej zmiany, przynajmniej wtedy tak było, nie wiem, czy dzisiaj się to nie zmieniło z uwagi też na to, że mamy 800, a nie 500, ale koszty wówczas wychodziły po prostu albo na zero, albo były kompletnie pomijalne dla budżetu.
No ale teraz jest ten nowy projekt prezydenta, to znaczy zerowy PIT od dwójki dzieci.
Czy wtedy, jeżeli to zostanie wprowadzone, tego oczywiście nie wiemy, to 800 plus powinno zniknąć?
Absolutnie nie uważam, żeby tak nie było.
Czyli jedno i drugie powinno być?
My tak naprawdę mamy cały czas potężny problem demograficzny.
Kiedy zostało wprowadzone 500+, nie zgadzam się z tą tezą, bo mamy też wyliczenia, które pokazywały w roku 2013.
W roku 2013 GUS, to była końcówka rządów Platformy, przewidywał totalny spadek liczby urodzeń, który się udało zatrzymać, a nawet częściowo odbiło się w górę wtedy w 2016, 2017, 2018 roku.
Na to się składa masa różnych czynników, także ekonomicznych, chociaż nie tylko.
Moim zdaniem bardzo duży jest wpływ czynników kulturowych, na które polityka podatkowa nie ma aż tak dużego wpływu.
Ale jeżeli jakiś ma, to uważam, że trzeba próbować.
Ta polityka podatkowa, ta propozycja prezydenta Nawrockiego ma również znaczenie prodemograficzne i uważam, że należy to wprowadzić.
Czyli jedno i drugie powinno zostać.
Zwłaszcza, że jeżeli zostanie przeprowadzona sensowna reforma finansów publicznych, w zasadzie powrót do tego, co proponowało Prawa i Sprawiedliwość w okresie uszczelniania podatków, o tym mówi często premier Mateusz Morawiecki, to to jest absolutnie do sfinansowania.
I drugie pytanie, bardzo proszę, druga koperta, otwieramy i pan minister, pan poseł spróbuje odpowiedzieć na pytanie, nie wiem jakie będzie.
Co musi się stać, żebyśmy zerwali stosunki dyplomatyczne z Rosją?
To pani Maria Zdobina.
Pytanie, które wraca nieustająco.
Powinniśmy w ogóle je zrywać, pana zdaniem?
Są takie momenty, kiedy to jest uzasadnione.
My utrzymywaliśmy na bardzo niskim poziomie te stosunki.
Praktycznie te relacje nie istnieją, nawet jeśli formalnie są ambasady.
Przede wszystkim po to, żeby móc zapewniać ochronę naszym obywatelom, którzy są w Rosji.
To był główny powód, czy główny argument przeciwko natychmiastowym zrywaniu stosunków dyplomatycznych.
Przeszłego w czasie, kiedy rządziliśmy.
Dzisiaj ta polityka jest mniej więcej kontynuowana, aczkolwiek szczerze mówiąc uważam, że należy zastanowić się na przykład nad tym, czy ambasada rosyjska nie powinna być przeniesiona w jakieś mniej reprezentacyjne miejsce, co wiązałoby się oczywiście z tym, że nasza ambasada w Moskwie też prawdopodobnie zostałaby gdzieś przeniesiona.
Natomiast to jest rzecz niespotykana w zasadzie, żeby Rosja miała ambasadę w tak reprezentacyjnym miejscu, chyba w żadnym kraju, nawet w danym bloku sowieckim.
Ale panie ministrze, panie pośle, jest pan w stanie zadeklarować, być może kiedyś w przyszłości jako minister albo wiceminister spraw zagranicznych, że po ewentualnym powrocie PiS do władzy...
Jesteście naprawdę gotowi na twardo odebrać Rosji teren ambasady w Warszawie?
Uważam, że tak się powinno stać.
Są takie pewne możliwości.
Mimo wszystkich możliwych skutków... Ja bym się na to zdecydował, dlatego że po prostu jest to rzecz niewłaściwa, żeby państwo, które jest do nas wrogo nastawione, miało ambasadę w miejscu sąsiadującym bezpośrednio z Kancelarią Premiera, z Ministerstwem Obrony Narodowej, z Belvederem.
To polega na tym, że jeżeli dane państwo, oczywiście każde państwo jest absolutnie nienaruszalność pracówek dyplomatycznych, natomiast istnieje możliwość dokonania notyfikacji o tym, że w danym miejscu państwo przyjmujące nie wyraża zgody na dalsze prowadzenie tej działalności, proponując nieruchomość zamienną.
Tego typu sytuacje miały miejsce wcześniej.
Podniesienie do niektórych placówek konsularnych.
Stany Zjednoczone robiły coś takiego wobec placówek chińskich na przykład kilka lat temu.
Więc to nie jest rzecz zupełnie niespotykana.
Tylko, że skutkiem byłoby na pewno odwet Moskwy.
Należy się spodziewać kroków retorcyjnych, czyli kroków symetrycznych albo przekraczających nawet ich poziom.
Oczywiście, że tak.
Natomiast uważam, że...
Także ze względów bezpieczeństwa obecność ambasady rosyjskiej z bardzo dużą ilością najprawdopodobniej sprzętu nasłuchującego, szpiegującego, bezpośrednio w otoczeniu kluczowych ministerstw, kluczowych urzędów państwowych, premier, prezydent, Ministerstwo Obrony Narodowej, to nie jest do końca właściwe, albo nawet to nie jest w ogóle właściwe.
A możliwe jest Pana zdaniem, Panie Pośle, w takiej sprawie ponadpartyjne porozumienie?
Bo jak się pytać polityków koalicji, to oni też mówią, że generalnie się zgadzają co do zasady, pytanie, czy zgadzają się co do możliwości wykonania.
Jeżeli dzisiejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych taki krok by wykonało, z całą pewnością ja bym to poparł.
Może pan to twardo powiedzieć, popieram takie rozwiązanie, jeśli Radosław Sikorski to zrobi.
Właśnie dlatego przedstawiliśmy projekt uchwały Sejmu w tej sprawie, uchwały, która zobowiąże rząd do takiego działania, więc bardzo liczymy na to, że uchwała zostanie podjęta, choćby na rozpoczynającym się za dwa dni posiedzeniu Sejmu.
To jeszcze pytanie na koniec, wróćmy do pytania naszej słuchaczki.
A co by się musiało stać, żebyśmy zerwali stosunki dyplomatyczne z Rosją?
Myślę, że to zależy od, znów, to jest to hipotetyzowanie trochę.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć dokładnych działań, co się może wydarzyć.
Natomiast jeżeli doszłoby do ataku na nasze terytorium, na przykład takiego, w wyniku którego ludzie by zginęli, to sądzę, że to już jest moment, w którym bardzo poważnie trzeba taki krok rozważyć.
Panie ministrze, panie pośle, zbierzmy na chwilę temat, pewnie wrócimy jeszcze do polityki międzynarodowej.
Jak pan zapatruje się na nocną prohibicję w Warszawie?
Powiem panu szczerze, że ja nie mam do końca w tej sprawie zdania i dlatego też słyszałem różne bardzo pozytywne opinie na ten temat z innych miast, że to spowodowało na przykład w Krakowie gwałtowne zmniejszenie...
obciążenia na przykład szpitalnych oddziałów ratunkowych, że jest mniej interwencji policji.
Choć paradoksalnie te interwencje policji polegały często na tym, że ktoś był zatrzymywany, bo pił sobie piwo na ławce, więc to też nie jest jakaś poważna przestępczość.
Albo dlatego, że się bił, albo dlatego, że zaczepiał ludzi.
Dlatego też również w tej sprawie zwróciłem się z interpelacją do pana ministra Kierwińskiego, który jest, jak słyszymy, jednym z głównych blokujących tą nocną prohibicję, takie przynajmniej były medialne informacje, że to dzięki
Jego interwencji radni Warszawy zagłosowali przeciwko z prośbą o przedstawienie szczegółowych statystyk.
Jak to rzeczywiście wyglądało właśnie na przykładzie Krakowa, ale być może też dostaniemy informacje o innych miastach, bo takich miejsc w Polsce ponad 200.
Nie, jeszcze odpowiedzi nie mam.
Szczerze mówiąc, ja generalnie nie jestem zwojennikiem zakazów, natomiast jeżeli by się okazało, że to bardzo podnosi poziom bezpieczeństwa, to uważam, że absolutnie można to rozważyć.
Zwłaszcza, że jak słyszę, to większość ludzi nie ma z tym kompletnie problemu.
Ja osobiście też nie miałbym z tym kompletnie problemu.
Panie pośle, panie ministrze, jednak większość ludzi nie musi od 23 do 6 kupować alkoholu.
Jak ktoś nie ma problemu alkoholowego... Dokładnie tak, dlatego wydaje mi się, że wprowadzenie tego typu rozwiązania nie byłoby szczególnie dotkliwe społecznie, ale ja jestem generalnie przeciwnikiem narzucania takich zakazów.
Wie pan co, no to znowu jest kwestia tego, czy... Znaczy, ale bo wiemy, że to jest największy problem.
Te małe, malutkie buteleczki, od których ludzie często zaczynają dzień.
Słyszałem też taką propozycję, że niektórzy postulują wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu w ogóle do którejś godziny rano.
Ale to już było, jak śpiewają...
My wprowadziliśmy w trakcie drugiej kadencji rządów PiS, wprowadziliśmy coś, co się nazywało tak hasłowo podatkiem cukrowym, ale dotyczyło też opakowań napojów w mniejszych pojemnikach, w tym właśnie także małpek.
Co spowodowało, że te opakowania stały się nieco mniej atrakcyjne cenowo.
Nieco mniej, co nie znaczy, że zniknęły z rynku.
Być może jakieś dalsze rozwiązania w tym zakresie są potrzebne.
Aczkolwiek, panie redaktorze, bądźmy też poważni, jeśli nawet by zniknęły małpki.
to czy ktoś może racjonalnie uznawać, że ludzie przestaną pić alkohol?
No nie przestaną, będą kupować go w innych pojemnikach, będą sobie jakoś inaczej radzić.
Samo zniknięcie małpek nie spowoduje, że nagle ten problem zniknie.
Trzeba oczywiście z tym walczyć, trzeba profilaktykę wprowadzać, ale mam obawę, że poprzez właśnie jeden zakaz za drugim to nie będzie takim magicznym rozwiązaniem, które sobie z tym poradzi.
Czyli pan jest wolnościastą.
A jak pan ocenia ten spór, który rozgłaszał na linii minister przydarz, nie minister Sikorski, wicepremier Sikorski, także na X ten spór o to, kto leci, kto nie leci, ale także spór o ministra, ambasadora, kierownika placówki Klicha.
No więc co do tego, kto leci, kto nie leci, to pan minister, wicepremier Sikorski, to jak on się zachowuje jest dla mnie trochę dziwne, bo takie opowiadanie, że on to by bardzo chciał być zaproszony przez prezydenta, rzecznik MSZ-u, pan Wroński mówi, że taka tradycja jakaś była.
Nie było nigdy takiej tradycji.
To jest dziwne zachowanie.
Pan Sikorski się w ogóle dziwnie zachowuje, jeśli chodzi o aktywność międzynarodową, zwłaszcza na odcinku polsko-amerykańskim ostatnio.
Jakieś tam filmiki wrzuca.
A minister Przydacz w porządku się zachowuje?
Uważam, że minister Przydacz zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać, czyli odpowiada...
na rzeczy, których w ogóle być nie powinno.
Gdyby Sikorski nie zaczynał gadania takich głupot, przepraszam, ale tak to należy określić.
To jest niepoważne, co robi pan Sikorski.
Minister Przydecz odpowiada, jak jest.
Mówi, jaka jest rzeczywistość, jakie są procedury, jakie są zwyczaje także dyplomatyczne.
Nie było nigdy tak, że prezydent był jakoś zobowiązany, czy był jakimś zwyczajem, że zawsze zabierał ministra.
Wręcz przeciwnie, to się raczej rzadko zdarzało.
Raczej wiceministrowie towarzyszą prezydentowi w delegacjach.
Co więcej, myślę szczerze mówiąc, patrząc na ostatnią aktywność naszego MSZ-u kierowanego przez pana Sikorskiego na forum ONZ, zwłaszcza to nieszczęsne wystąpienie pana Marcina Bosackiego, wiceministra.
On sam nie miał wiedzy, co się dzieje.
Sam został zdezinformowany przez swojego zwierzchnika, czy przez kogoś innego.
To naraziło Polskę też na utratę wiarygodności, niestety.
To może oni powinni trochę odpocząć od tego ONZ.
Ale to pana zdanie w ogóle nie powinno lecieć, rozumiem, minister Sikorski, wicepremier Sikorski.
Szczerze mówiąc, ja w ogóle nie widzę wartości dodanej w aktywności MSZ w ostatnich tygodniach, czego bardzo żałuję, bo to jest taki czas, że taka wartość dodana być powinna.
Nie widzę w ogóle wartości dodanej w aktywności pana Bogdana Klicha w USA.
Cóż on tam wielkiego osiągnął?
On jest tam kompletnie nieobecny, jeśli chodzi o spotkanie na jakimkolwiek wysokim szczeblu.
I tu nawet nie chodzi o spotkanie z prezydentem Nawrockiego.
Ale naprawdę przed wylotem do NZ-u trzeba załatwiać takie sprawy?
No przecież wiadomo, jakie jest stanowisko prezydenta wobec Bogdana Klicha.
Po co to przypominać właśnie teraz?
Nie osłabia to naszej sytuacji?
Po to, że Polska powinna mieć ambasadora w Stanach Zjednoczonych.
Tak, to brak ambasadora osłabia naszą pozycję.
A tylko po połajanki, nie?
Ale jakie połajanki?
Panie ministrze, panie pośle, ja mam takie wrażenie, ja jestem tylko dziennikarzem, nie jestem politykiem, ale mam wrażenie, że pewne rzeczy politycy powinni załatwiać między sobą, nie na X, bo wszyscy to czytają.
Ambasada rosyjska nie musi podsłuchiwać, czyta X. I nie rozumiem, po co pan Sikorski, czy pan Wroński, który jest jego rzecznikiem, w taki sposób działają, no bo to jest za każdym razem inicjowane przez MSZ.
Ale minister Przydacz też to robi.
Czy może mi pan pokazać sytuację, w której minister przyda, czy ktokolwiek z Kancelarii Prezydenta zainicjował tego typu wymianę?
A propos samolotu, a propos procedury, kto kogo wita, czy była taka sytuacja?
A propos pana ambasadora Szaszdafer-Klicha, to jednak tak.
Nie.
A propos pana Szerze Klicha, został sformułowany bardzo jasny komunikat jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, że ten pan po prostu nie zostanie ambasadorem w Stanach Zjednoczonych.
I tu się nic nie zmieni, rozumiem.
I tutaj taka jest deklaracja prezydenta.
Nie rozumiem, dlaczego miałoby się to zmieniać, skoro to prezydent nominuje ambasadorów.
To nie jest tak, że prezydent jest notariuszem.
Czytam takie wpisy, np.
Roman Giertych pisze, że...
To w ogóle jest obowiązek.
Jak nie podpisze, to jest zrzeczenie się urzędu.
Oczywiście jest to bzdura kompletna, ale nie pierwsza i nie ostatnia pewnie w wykonaniu tego pana.
Natomiast zasada jest taka, że jeżeli prezydent nie chce kogoś powołać na ambasadora, to po prostu ta osoba nie zostaje ambasadorem.
I to nie jest odkrywanie Ameryki, nomen omen.
Ale podobno jakiś kompromis jest szykowany.
No więc ja mam nadzieję, że dojdzie do jakiegoś w końcu otrzeźwienia ze strony MSZ-u, że nie będą wysyłali prezydentowi, że proszę o to, jest nasz kandydat, proszę go podpisać, bo tutaj masz prezydencie taki obowiązek.
Nie ma takiego obowiązku.
Powiem więcej, bywały takie sytuacje nawet zarządów Zjednoczonej Prawicy, gdzie prezydentem był Andrzej Duda, człowiek z naszego obozu, z naszego środowiska politycznego, też nie zawsze była zgoda.
Jak był kandydat, którego prezydent nie chciał zaakceptować, to po prostu nie był wysyłany.
A Sikorski od tej tradycji, która funkcjonowała ponad 30 lat, po prostu odszedł, po to, żeby wywołać wojnę polityczną.
To jeszcze pytanie o awanturę medialną, ale właśnie pytanie, czy tylko medialną między prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, a szefem
Ostatecznie szefem Konfederacji Sławomirem Mencelem.
To na poważnie?
Czy to jest tylko taki przekaz dla elektoratów, żeby... A na czym to jest ta awantura?
No, panowie się tutaj wymyślają sobie cały czas.
Nie, nie wydaje mi się, żeby była jakaś awantura.
No to, że zapytany przez dziennikarzy prezes Kaczyński odpowiada o tym, co sądzi na temat niektórych działań lidera Konfederacji, to...
Wypowiada się krytycznie.
Ja też jestem krytyczny wobec niektórych działań lidera Konfederacji.
Ale jest pan krytyczny, panie ministrze i panie pośle, ale rozumiem, że nie macie na tym etapie wyjścia.
To znaczy, jeśli PiS ma wrócić do władzy, jeśli chcecie, żeby wrócił do władzy, to na tym etapie wyłącznie w koalicji z Konfederacją.
Tylko, wiecie pan, jeżeli nawet tak jest, że będzie potrzebny partner koalicyjny, na co rzeczywiście dzisiaj sondaże wskazują, to nie jest po pierwsze powiedziane, jak rozłożą się głosy wyborców, ile mandatów będą miały, które partie.
To nie jest tak, że z uwagi na to, że kiedyś być może będziemy zawierać jakąś umowę koalicyjną, to następuje zupełne, nawet nie powiedziałbym zawieszenie broni, bo to nie ma żadnej wojny, ale wstrzymanie się od krytycznej oceny niektórych działań naszych kolegów z opozycji.
Tak by było, gdyby nie ten drobiazg.
że bardzo podobnie surowo ocenialiście PSL i są tacy analitycy, nawet politycy PiSu, którzy mówią, to, że tak mocno polemizowaliśmy z PSL-em zamknęło drogę do zachowania władzy po tamtych wyborach.
Ja mam wrażenie, słuchając takich diagnoz, bo one rzeczywiście funkcjonują czasami, ale słuchając czegoś takiego mam takie wrażenie, że
Niektórzy by oczekiwali, że Prawo i Sprawiedliwość będzie z pokorą wysłuchiwać całej krytyki, która jest pod naszym adresem kierowana.
A tak jest przecież nie od dziś.
Tak było przez całe dwie kadencje rządów, ale już wcześniej jak byliśmy w opozycji.
I nikogo nie będziemy atakowali, bo broń Boże, bo ktoś się może obrazić i jego serduszko po prostu będzie krwawiło, że został źle gdzieś tam przez kogoś skomentowany.
Na tym polega polityka, że to jest spór i ten spór powinien się odwołać w sposób cywilizowany, ale jeżeli na przykład mamy sytuację, że Sławomir Mencen głosuje przeciwko penalizacji banderyzmu, to ja jestem wobec tego krytyczny i otwarcie o tym mówię.
No bo on mówi, że jest zwolennikiem wolności słowa.
A jeszcze w lutym jeździł nawet na Ukrainę i mówił, że tam będzie walczył z banderyzmem, a tam będzie walczył, a tutaj będzie przeciwnikiem.
Więc ja wskazuję na to, że moim zdaniem to jest niekonsekwentne i że to jest błąd.
I uważam, że powinien ten błąd naprawić.
Że głosują właśnie za odbieraniem Polakom 800+, razem z Klaudią Jachirą, z Ryszardem Petru.
Znaczy, przedziwna koalicja, takich kilku posłów się tam znalazło właśnie z tej części Konfederacji.
Więc ja mam nadzieję, że zwycięży również w Konfederacji rozsądek, nawet jeśli się nie będziemy zgadzali...
że zwycięży rozsądne podejście.
Z Krzysztofem Bosakiem też się w niektórych sprawach zgadzam, a w niektórych się nie zgadzam.
No to nie jest tak, że my będziemy, gdybyśmy się zgadzali we wszystkim, to byśmy byli w jednej partii.
A jesteśmy w partiach różnych, dlatego, że mamy trochę inną wizję państwa.
Oczywiście, że tak.
W ramach PiSu również są różne poglądy na różne sprawy.
Paweł Jabłoński, poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych, był naszym gościem.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo.
Dobrego dnia.
Ostatnie odcinki
-
"Terapia szokowa jest potrzebna". Cie...
04.02.2026 07:02
-
Kiedy poznamy kandydata PiS-u na premiera? Czar...
03.02.2026 07:02
-
"To byłby idiotyczny błąd". Petru o p...
02.02.2026 07:02
-
"Warto się spotykać". O czym politycy...
30.01.2026 07:02
-
USA chcą rządu PiS-u i Konfederacji? "Naci...
29.01.2026 07:02
-
Czy Polsce grozi blackout? Minister energii zab...
28.01.2026 08:56
-
Jacek Sasin: Powinniśmy być członkiem Rady Pokoju
27.01.2026 07:02
-
"Brakuje mi słów". Żurek o akcji amer...
26.01.2026 07:02
-
Prof. Marcin Matczak: Wystarczy, że Nawrocki wy...
23.01.2026 07:02
-
Błaszczak: Trump już kilkakrotnie ograł Putina
22.01.2026 07:02