Mentionsy

Polityka Insight Podcast
29.08.2025 10:11

Kosmiczny boom | Z dystansu

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o polskim przyśpieszeniu w kosmosie. W pierwszej części Rafał Modrzewski, współzałożyciel i prezes ICEYE, mówi o umieszczeniu polskich satelitów na orbicie, również wojskowych. W drugiej rozmowie płk prof. Michał Kędzierski z WAT opowiada o kontroli misji satelitarnych i zalążku wojsk kosmicznych. Rozmowy prowadzi Marek Świerczyński. Zapraszamy!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 249 wyników dla "Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie"

Słuchacie państwo podcastu Polityki Insight z dystansu.

W tej audycji rozmawiamy o najważniejszych wydarzeniach międzynarodowych, obserwujemy potyczki mocarstw i analizujemy politykę europejską.

Poświęcamy uwagę sprawom bezpieczeństwa, obronności i przyglądamy się przemysłowi zbrojeniowemu.

Nazywam się Marek Świerczyński i prowadzę Dział Bezpieczeństwa i Spraw Międzynarodowych Polityki Insight.

Polska ostatnio mocno przyspieszyła w kosmosie.

I nie chodzi tylko o wszystkim znany tego dowód, misję orbitalną astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego.

W tym roku rakietowego tempa nabrały starania o umieszczenie na orbicie okołoziemskiej polskich satelitów, w tym tych wojskowych, połączenie ich z Ziemią systemami kontroli misji i analizy danych oraz rozbudowa struktur i kadr, tym wszystkim się zajmujących.

Polski sektor kosmiczny stoi w obliczu boomu, a jego liderem stała się do niedawna mało komu znana firma IceEye, która jeszcze w tym roku wystrzeli pierwsze wojskowe satelity rozpoznawcze, o których potrzebie resort obrony mówił od ponad dekady.

To przyspieszenie stało się możliwe dzięki demokratyzacji działań w kosmosie, upowszechnieniu i potanieniu technik wynoszenia oraz budowy satelitów.

W podcaście Polityki Insight opowiada o tym współzałożyciel IceEye'a Rafał Modrzewski.

Prezes, wiceprezes, dyrektor generalny, człowiek na topie.

Nie wiem, czy tutaj powinienem uszczegóławiać.

Faktycznie prezes i współzałożycia.

Chciałem poprosić właśnie o tę rozmowę, bo jesteśmy w szczególnym momencie, jeśli chodzi o rozwój polskiego sektora kosmicznego, ponieważ po wielu latach mocowania się z rzeczywistością, powiedzmy...

projektów bardzo dużych i bardzo trudnych.

Przeszliśmy w realia projektów bardzo szybko się dziejących.

Można chyba powiedzieć, że projekt satelitów dostarczanych czy zamówionych przez Ministerstwo Obrony w firmie ASI był najszybciej zrealizowanym w ogóle w historii polskich starań kosmicznych.

Tak można powiedzieć, choć prawda jest taka, że ja bardzo dogłębnych badań na ten temat nie przeprowadziłem.

My też nie rozmawialiśmy z agencją, czy tak faktycznie jest, ale pamiętam, że w momencie, kiedy doszło do podpisania tej umowy, takie pojawiły się opinie, że była to umowa najszybciej wynegocjowana i cały ten proces zakupowy był przeprowadzony najszybciej.

Poza samymi negocjacjami oczywiście i zakupem, no to chyba ta ciekawostka tutaj, czy coś, co się wydarzy z niespodzianą prędkością, to jest dostarczenie samego systemu.

Czyli mamy moment podpisania w maju, jeżeli dobrze pamiętam, no a dostarczenie systemu jest jeszcze przed końcem roku, a to jest system satelitarny.

Czyli mówimy o dostarczeniu systemu nie tylko do rąk własnych, tylko właściwie na orbitę, w wystrzelniu tego systemu w kosmos, no i przekazaniem kontroli nad takim systemem.

wimy o kilku miesiącach od momentu

z zamówienia satelity do momentu przekazania satelity.

I to będzie pierwszy polski satelita wojskowy.

Z tego, co nam wiadomo, jak najbardziej będzie to pierwszy polski satelita wojskowy.

Ja się cieszę, że to będzie satelita radarowy.

Bo przez wiele lat myśleliśmy głównie o obserwacji Ziemi z kosmosu w kategoriach optycznych.

I jednym z takich nowych trendów, nowych z perspektywy osoby, która być może nie śledzi tego codziennie przez ostatnie 15 lat,

Jest jednak to, że satelity z czujnikami radarowymi, czyli SAR, zaczynają chyba nawet dominować na tym rynku rozpoznania kosmicznego.

Jakby pan zechciał wytłumaczyć, czym się różnią te dwa systemy patrzenia na Ziemię z kosmosu?

Jest to też temat dość ważny, myślę, dla wszystkich słuchaczy tutaj.

No więc faktycznie, jeżeli chodzi o możliwość wykonania zdjęcia z kosmosu, czyli pozyskania takiej informacji obrazowej, na którym widać pewne obiekty, można wykonać takie zdjęcie termiczne, czyli falami podczerwonymi, optyczne, czyli o to, o czym mówiliśmy, radarowe, no i tak zwane hiperspektralne.

No ale powiedzmy, że zarówno termiczne, jak i hiperspektralne nie są najważniejsze tutaj, ponieważ są to takie technologie dość mocno niszowe.

Jeżeli chodzi o typową technologię, która była zastosowana do teraz najczęściej, to była ta technologia optyczna, czyli tak naprawwykonywanie zdjęcia aparatem fotograficznym dość podobnym do tego, co mamy w telefonach komórkowych, czy co kiedyś po prostu nosiliśmy za sobą, jak chcieliśmy wykonać zdjęcia.

Takie zdjęcie wygląda tak jak każde inne zdjęcie optyczne.

Widzimy na nim budynki, widzimy na nim lasy, widzimy na nim samochody.

Wszystko dokładnie tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Jeżeli chodzi o zdjęcie wykonane technologią radarową, no to ten instrument nie posiada żadnej optyki.

Tam nie wpada do niego światło, nie ma kliszy, nie ma elementu CCD.

tylko wysyłamy wiązkę fal radarowych.

Ta wiązka dolatuje nam do obiektu obserwowanego, odbija się od niego i taką wiązkę zapisujemy jeszcze raz tym samym instrumentem.

Dużo bardziej to przypomina taki radar lotniczy, który widzimy na lotnisku, który gdzieś tam się obraca.

Jeżeli chodzi o samą technologię wykonania zdjęcia, jest to bardzo podobne.

Takiego algorytmu używamy do stworzenia tego zdjęcia, że zamiast kilku kropek, które gdzieś tam pokazują nam, co się dzieje, to faktycznie otrzymujemy zdjęcie, które jest dość podobne do tego zdjęcia optycznego.

Jaka tutaj jest najważniejsza różnica między tymi dwoma technologiami?

Ze względu na to, że my wysyłamy swoją własną wiązkę fali i wysyłamy tę wiązkę fali na konkretnej częstotliwości, częstotliwości dużo niższej, jesteśmy w stanie takie zdjęcie uzyskać niezależnie od warunków pogodowych czy czasu dnia.

Zdjęcia radarowe jesteśmy w stanie wykonać zarówno w nocy, jak i w dzień, zarówno przez chmury, jak i w czasie dobrej pogody.

To jest dość poważna różnica, ponieważ zdjęcia optyczne z kosmosu nie jesteśmy w stanie ich wykonać w czasie złej pogody czy w ciemnościach, a jeżeli w momencie zachmurzenia, no to tak naprawwidzimy tylko i wyłącznie chmury.

Zmieniło się podejście do tego, jak często chcemy wykonywać zdjęcia z kosmosu i jak ważna jest dla nas częstotliwość właśnie wykonania takich zdjęć.

W momencie, kiedy problemy, które rozwiązywaliśmy, były tak zwanymi problemami długoterminowymi, czyli obserwowaliśmy na przykład wzrost lasów, czy obserwowaliśmy jakieś gromadzenie sił przeciwnika w długim okresie czasu, no to

Mogliśmy sobie pozwolić na to, że co jakiś czas, na przykład co drugi dzień czy w nocy, takie zdjęcie nam nie wychodzi.

Chodziło nam o to, żeby można było obserwować zmiany w rzeczywistości, które dzieją się na zasadzie tygodni czy czasami miesięcy.

W tym momencie zdjęcie optyczne było dla nas łatwiejsze, prostsze w interpretacji.

Co zmieniło się w przeciągu ostatnich 10 lat, to to, że zamiast pojedynczych satelitów, które mają tzw.

czas rewizyty właśnie na poziomie 1 czy 2 dni, wystrzeliwujemy konstelacje z satelitów.

Tutaj znany jest Starlink w tym.

Wystrzeliwujemy zamiast jednego dziesiątki, czasami nawet setki małych satelitów i te satelity pozwalają nam wykonywać zdjęcia z częstotliwością 1 godziny, czasami 30 minut.

No i w tym momencie, jeżeli mamy zdolność obserwacji z częstotliwością co 30 minut, to zmiany, które jesteśmy w stanie zaobserwować na Ziemi, one są dużo szybsze.

Nagle okazuje się, że mamy zupełnie inny typ obrazowania, pozwalający nam na...

podejmowanie decyzji na podstawie czegoś, co dzieje się dużo bliżej czasu rzeczywistego.

Dużo więcej wiedzy spływa do nas w jednostce czasu po prostu.

No i w tym momencie okazuje się, że już nie możemy sobie pozwolić na przykład na to, żeby obserwować jakieś miejsce na Ziemi w czasie dnia i potem przestać je obserwoww nocy i znowu czekać na dzień.

Albo obserwować je w czasie dobrej pogody i nagle w momencie, kiedy zła pogoda, która nie jest w naszej kontroli, się pojawia, to już takiego dostępu do tych zdjęć nie mamy.

Ta niezależność od warunków pogodowych i czasu dnia, jeżeli chodzi o obrazowanie wysokiej częstotliwości, powoduje, że radary stały się dużo bardziej popularne dzisiaj niż systemy optyczne.

wił Pan o konstelacjach.

Wy chwalicie się, że macie największą w Europie konstelację tego typu satelitów sarowskich.

Ponad 40, tak, staje się w tej chwili na orbicie.

chwalimy się nawet, że największą na świecie.

Faktycznie ta konstelacja zmienia się bardzo szybko, ponieważ dzisiaj wystrzeliwujemy 25 satelitów rocznie.

Plan jest taki, żeby zmienić moce produkcyjne na przyszły rok, tak żeby już wystrzeliwać 50 satelitów rocznie, więc faktycznie można powiedzieć, że co miesiąc tych satelitów będzie więcej, znacząco więcej.

Z tego, co dzisiaj wiemy, przynajmniej komercyjnie rzecz biorąc, jest to największa konstelacja satelitów radarowych na świecie.

Czy te zasoby są dostępne dla wszystkich waszych klientów, tylko jakoś współdzielone między nimi?

Czy każdy ma kilka swoich satelitów?

Jak to będzie wyglądało w przypadku tego kontraktu dla Polskiego Ministerstwa Obrony?

My oferujemy dwa typy dostępu do systemów satelitarnych.

Jeden taki bardziej tradycyjny, czyli klient kupuje satelity na własność i to jest to, co się dzieje, jeżeli chodzi o Ministerstwo Obrony Polskie, Ministerstwo Obrony.

W tym momencie my takie systemy budujemy, wystrzeliwujemy i przekazujemy w stu procentach do pełnej obsługi klienta i tak naprawdę już nasza rola się w tym momencie kończy może poza jakąś pomocą czy współpracą.

I drugi ten model, który również oferujemy, to jest dostęp do konstelacji, której posiadaczami jesteśmy my.

Czyli firma ISAI co jakiś czas zamiast wystrzeliwać satelitę dla klienta, wystrzeliwuje satelitę, której używa sama.

No i w tym momencie taka konstelacja, która dzisiaj to jest 25 satelitów, którą my jakby używamy sami, no my możemy taki dostęp wypożyczyć.

Ja często porównuję to, że jakby sprzedaż tych satelitów to jest tak, jakby ktoś przyszł do nas i chciał kupić samochód, a ten abonament to jest trochę tak jak używanie Ubera.

I jednym i drugim jesteśmy w stanie się przemieszczać między punktami, tylko albo używamy swojego własnego samochodu, który jest zawsze jakby dla nas gotowy i nikt innego nie używa, albo używamy jakiejś floty samochodowej, której ktoś inny jest właścicielem.

To wszystko nie mogłoby się zadziać w takim tempie i na taką skalę bez powiedzmy rozwoju dwóch równoległych komponentów wspierających.

Przede wszystkim wynoszenie, to znaczy gdyby nie to, że usługi wynoszenia właśnie stały się usługami, a nie czyjąś suwerenną, że tak powiem, własnością i zdolnością,

no to nie można by było właśnie w takich ilościach wystrzeliwać satelitów.

To jest jak najbardziej prawda.

Ja może nawet powiem dla słuchaczy, jak poważna zmiana nastąpiła, jeżeli chodzi o usługi wynoszenia, bo oczywiście to, że one stały się dostępne, to jest na pewno jakby taki pierwszy krok.

Ale druga zmiana, która się dokonała, to zmiana też ceny tego wynoszenia.

Proszę sobie wyobrazić, że 7 lat temu, jak my wystrzeliwaliśmy pierwszego satelitę, to płaciliśmy jeszcze 35 tysięcy dolarów za kilogram.

Dzisiaj, jak wystrzeliwujemy najnowszą generację, płacimy 5 tysięcy dolarów za kilogram.

Jest to olbrzymia zmiana, ponieważ jeżeli w jakimkolwiek przemyśle następuje zmiana o rząd wielkości, to ta zmiana cenowa ma niebywałe konsekwencje.

I dlatego mówi się często o demokratyzacji usług kosmicznych.

Ten trend demokratyzacji jest ogólnie trendem napędowym, jeżeli chodzi o wiele rzeczy, które się dzieją w kosmosie.

Ja mogę powiedzieć, że w momencie, kiedy te usługi wystrzelenia zostały zdemokratyzowane, to nagle takie powiedzmy małe zespoły, jak zespół ICE jeszcze wtedy był, który był dość mały, zdecydowały, że to kolejnym krokiem właśnie będzie demokratyzacja dostępu do informacji na temat tego, co się dzieje wokół naszej Ziemi.

Ktoś inny pomyślał, że trzeba było zdemokratyzować dostęp do komunikacji satelitarnej, więc powstały takie systemy jak Starlink.

Cały plan tych różnych zespołów polega na tym, żeby udostępnić pewne zdolności, które kiedyś były wyłącznie domeną bardzo wąskiej grupy państw, bo to nawet nie było tak, że to była domena krajowa, tylko to była domena trzech, czterech, pięciu może państw, udostępnić takie zdolności konsumentom.

Bo my oczywiście je udostępniamy rządom, ale udostępniamy je również firmom, nawet w takich dość daleko idących przypadkach również bezpośrednio konsumentom.

Drugim komponentem, już trochę pan o tym wspomniał, jest to, że żeby umieć, żeby móc te dane pozyskiwane z satelitów wykorzystać, muszą powstać centra, pierwsze zasysania ich łączności, a po drugie analizy i to chyba ważniejsze tutaj na Ziemi.

Rozwój tej infrastruktury zarówno komunikacyjnej, jak i przetwarzania danych był również bardzo znaczący.

Pierwszy satelita, którego wystrzeliliśmy, miał dostęp do jednej stacji naziemnej i musieliśmy czekać 90 minut za każdym razem, żeby się z nim skomunikować po raz kolejny.

Obecnie każdy satelita, który zostaje wystrzelony przez nas ma dostęp do 25 stacji naziemnych i komunikujemy się z nim co 15 minut.

Więc znowu ta różnica jest bardzo znacząca.

I znowu można powiedzieć, że też w Polsce zaczyna się dziać szybciej.

W czwartek, czyli w momencie nadawania tego podcastu wczoraj, miało miejsce otwarcie takiego centrum w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

To cieszy, to że to centrum zostaje otwarte, jest to krok w dobrą stronę.

Jeżeli chodzi o zmiany takie technologiczne jak sztuczna inteligencja czy właśnie technologie kosmiczne, prawda jest taka, że ciężko z nimi jakoś w ogóle dyskutować.

One stają się faktem dość szybko, więc raczej niż z nimi dyskutować, trzeba się do nich jak najszybciej adaptować.

No i tutaj bardzo się cieszę, że Wojskowa Akademia Techniczna podjęła kroki tak szybko, adaptuje się tak szybko, tworzyła już całe nowe centrum operacji zelitarnych razem z anteną komunikacyjną, bo zawsze taka adaptacja zaczyna się od uczenia się, kształcenia, kształcenia przyszłych kadr.

No i myślę, że tutaj z dużym sukcesem się to będzie odbywało.

wnież pewnym wymiarem adaptacji, czyli uchwycenia tej zmiany jest ta sytuacja, w której teraz się znajdujemy.

Bo my siedzimy po prostu w biurowcu, w centrum Warszawy, mamy przepiękny widok na to piękne miasto i to w ogóle nie pasowałoby jeszcze 10 lat temu do siedziby firmy obronnej sektora kosmicznego.

Dużo rzeczy się zmieniło w przeciągu ostatnich 10 lat.

Myślę, że my, jak zaczynaliśmy firmę, to zaczynaliśmy ją trochę z takim założeniem, że będziemy jeszcze raz zastanawiać nad wszystkimi takimi podstawowymi założeniami sektora obronnego.

Czy wszystko powinno być wykonywane dokładnie tak, jak zawsze było, czy może należy trochę krytycznie na to spojrzeć i pewne zmiany powinny nastąpić.

Prawda trochę jest taka, że...

Jak prześledzimy historię różnych sektorów, to zawsze jest tak, że następuje pomysł czy pewien sposób, który zostaje wdrożony przez większość firm, no i potem przez dziesiątki lat ten pomysł jest powielany i ten sposób jest powielany, aż następuje znowu pewna rewolucja.

No i teraz dokładnie taka sama rewolucja dzieje się, jeżeli chodzi o kosmos.

Tak jak 30 lat temu faktycznie do produkcji Stability potrzebne były wielkie przestrzenie i bardzo skomplikowane

systemy, tak jak teraz te wszystkie systemy są po prostu zdecydowanie mniejsze, same statuty są mniejsze, dużo więcej używa się komputerów do wykonywania tej całej pracy, no i nie potrzebujemy już takich samych przestrzeni, takich samych budynków jak kiedyś, no i im szybciej znamy sobie z tego sprawę, że ta zmiana nastąpiła, tym łatwiej dla nas.

Wy z jednej strony przeszliście te zmiany, a z drugiej strony w pewnym sensie byliście pionierem pewnych rozwiązań.

Króciutko przejdźmy przez historię firmy, bo wyście wyszli ze środowiska uniwersyteckiego, z kampusu po prostu.

To dwóch studentów, którzy spotkali się pewnego dnia w laboratorium w Finlandii, rozmawiając na temat tego, czy powinniśmy, czy nie powinniśmy założyć firmę, która będzie wystrzeliwała i budowała wiele satelitów.

zdecydowaliśmy się, czyli dobrą decyzję wtedy podjęliśmy, że tak powinno to wyglądać, że założymy taką firmę i spróbujemy dokonać takiego, wtedy nie myśleliśmy o tym jako o przełomie, ale spróbujemy wykonać takie zadanie.

I pierwsze pieniądze były europejskie, zdaje się.

W ogóle trochę jest tak, że jeżeli chodzi o firmy, no to w ogóle trochę jest ciężko, żeby one się udawały bez pieniędzy, więc myślę, że tutaj warto zawsze myśleć o tym, jakiego typu dofinansowanie mamy dla małych przedsiębiorców i dla nowych firm.

Tak, pieniądze europejskie, jedne z pierwszych pieniędzy, które do nas przyszły, to pieniądze z tak zwanego Horyzontu 2020, wtedy był taki program dofinansowania dla małych i średnich przedsiębiorstw i wtedy pamiętam, że też

zaaplikowaliśmy, no i zgarnęliśmy całość tej nagrody, która była dostępna dla małych firm, jeżeli chodzi o przemysł kosmiczny.

No i to też była taka pionierska sytuacja, ponieważ pierwszy raz tak się wydarzyło.

No i od tego momentu było parę takich kamieni milowych.

Jak to się stało, że ta historia wasza doprowadziła w którymś momencie do kontaktu z Polskim Resortem Obrony, w ogóle z instytucjami rządowymi, które dostrzegły coś, co było niestandardowe?

W tej historii jest jakby taki moment dość bardzo przełomowy z punktu widzenia firmy, ponieww ogóle jeżeli ktoś kiedyś się zastanawia nad całą nazwą firmy, to może pewne rzeczy wywnioskować, ponieważ firma nazywa się IceEye, to jest połączenie dwóch słów, IceEye, czyli lód i oko.

To nie ma nic wspólnego z obronnością, ma za to coś wspólnego z obserwowaniem lodu na oceanie arktycznym.

Taki był plan firmy w momencie, kiedy ją zakładaliśmy.

Model biznesowy, który został założony 10 lat temu, polegał na tym, że będziemy obserwowali ruchy gór lodowych i informacje na taki temat będziemy sprzedawali zarówno naukowcom, jak i właścicielom statków, którzy po oceanie arktycznym chcieliby pływać.

Czyli gdzieś też zmiany klimatyczne w tej swojej historii nam grają.

Warto wrócić po prostu do tego, że 10 lat temu zmiany klimatyczne były bardzo szeroko dyskutowane, a obronność w ogóle nie była dyskutowana.

Nastąpił jakby ten pierwszy element napaści Rosji na Ukrainę, czyli zajęcie Półwyspu Krymskiego.

W momencie, kiedy Rosja zaanektowała Krym, nastąpiła reakcja Zachodu, czyli nałożenie na Rosję sankcji.

No i te sankcje, które zostały wtedy w taki sposób skonstruowane, zakłóciły jakikolwiek ruch na Oceanie Arktycznym.

Cały ten rynek, który my chcieliśmy serwisować, to nam zniknął z dnia na dzień.

No i musieliśmy zacząć zastanawiać, co z tym fantem zrobić, bo firma nie może istnieć tylko po to, żeby wystrzeliwać satyryty.

Musimy komuś mimo wszystko jakieś te informacje sprzedawać.

Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym dość mocno.

Oczywiście różne rzeczy z satelitami można robić, więc na przykład zaczęliśmy bardzo mocno interesować się wycinką lasu w Amazonii.

No i mogę powiedzieć, że jeden z pierwszych klientów, któremu satelitę sprzedaliśmy, czyli Siły Zbrojne Brazylii, używają tego po części do tego, aby monitorowwłaśnie las w Amazonii.

No ale też dostrzegliśmy wtedy...

to był rok może 2016, że element obronnościowy i taki element wywiadowczy jest też czymś, do czego można takie satelity wykorzystywać.

Satelity radarowe w ogóle z założenia są tak zwaną technologią podwójnego zastosowania, czyli jest zastosowanie cywilne czy komercyjne, jak i zastosowanie wojskowe.

No i wtedy jakby zaczęliśmy dostrzegać, że to zastosowanie wojskowe może być znaczące.

Sytuacja już była taka, jaka była, czyli gdzieś te napięcia zaczęły powstawać.

My też zaczęliśmy otrzymywać pewnego rodzaju zapytania od klientów międzynarodowych, czy ta nasza technologia mogłaby być wykorzystana do zbierania informacji wywiadowczych.

zdecydowaliśmy się, że warto by było też polskiemu MON-owi takie coś zaproponować, ponieważ czujemy się firmą polską, mamy wielu Polaków i zawsze uważaliśmy, że jeżeli już jakaś technologia powstaje, tym bardziej jeżeli możemy do tego wykorzystać polską myśl techniczną, no to jak najszybciej powinniśmy taką technologię zaoferować MON-owi.

Nie jest to najbardziej typowa sytuacja z punktu widzenia MON-u, że jakaś mała firma, mały startup, który ma pomysł na satelity, przychodzi i coś oferuje.

No więc oczywiście jakiś czas nam zajęło, żeby te rozmowy nabrały tempa, no ale cieszę się, że koniec końców zakończyły się tak, jak się zakończyły.

Fascynująca rozmowa.

Rafał Modrzewski, ISI.

Dzięki wielkie.

Kosmos demokratyzuje się również od dołu.

Wspomniane Centrum Kontroli Misji Satelitarnych, zlokalizowane na terenie kampusu Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, to wierzchołek całej piramidy szkolenia, kształcenia, budowy infrastruktury w celu operacyjnego wykorzystania satelitarnych zdolności rozpoznania.

Ale jak mówił mi dziekan Wydziału Inżynierii Lądowej i Geodezji VAT, prof. pułkownik Michał Kędzierski, to może być coś więcej.

Zalążek polskich wojsk kosmicznych.

Dzisiaj byliśmy świadkami takiego namacalnego dowodu satelitarnego przyspieszenia Polski VAT-u sił zbrojnych.

Ja pamiętam, jak przyjeżdżałem tutaj, nie wiem, 12 lat temu, 14 lat temu, kiedy w planie rozwoju sił zbrojnych i w programie modernizacji 12.23 żeśmy sobie powiedzieli, że te zdolności satelitarne muszą być pozyskane do rozpoznania właśnie obrazowego.

W zasadzie dopiero dzisiaj, w tych miesiącach, w tym roku obserwujemy realizację tych planów.

Tak to można w skrócie określić?

W dużym uproszczeniu.

Realizacja takich planów rozpoczęła się pięć lat temu.

Napisaliśmy wniosek, otrzymaliśmy projekt Piast, dostaliśmy częściowe finansowanie i zbudowaliśmy stację.

Ale stacja, satelity to nie wszystko.

Najważniejsi są wysokiej klasy specjaliści i my tutaj w Wojskowej Akademii Technicznej takich kształcimy.

Bez oczywiście nowoczesnego sprzętu nie można wykształcić specjalistów, ale dzięki Centrum Kontroli Misji Satelitarnych nasi absolwenci, nasi oficerowie, którzy opuszczą nasze mury w Wojskowej Akademii Technicznej...

będą mogli od razu działać, od razu pójść do jednostki w Lesznie, gdzie będziemy mieli stację odbioru danych satelitarnych z systemu Plejad i innych, bez żadnych kursów zagranicznych, będą gotowi od razu do działania.

Czyli mają praktyczne narzędzie, a w przyszłości też taki system operacyjny, bo to temu ma służyć.

Tak, zresztą my już rozpoczęliśmy nie tylko kształcenie na specjalności rozpoznanie satelitarne tych specjalistów, bo mamy ich teraz na trzecim roku,

Ale również prowadzimy kursy i przeprowadziliśmy już dwie edycje kursów dla operatorów.

Kursy z podstawowych maneww orbitalnych, całą mechanikę, dynamikę orbitalną przedstawiamy dla żołnierzy z XIX Samodzielnego Oddziału Geoprzestrzennego w Lesznie.

Czyli można powiedzieć, że niejako tak na naszych oczach, organicznie, od dołu niejako tworzą się polskie wojska kosmiczne.

Musimy sobie odpowiedzieć to, co mówił pan premier.

Nie ma współczesnej armii bez rozpoznania satelitarnego.

I tak jak zacytował mnie, to teraz się tworzą.

Tak jak ponad 100 lat temu tworzyło się lotnictwo wojskowe, tak teraz przechodzimy w kosmos.

To, że mamy porozumienia międzynarodowe, które mówią, że nie można umieszczać broni...

w przestrzeni kosmicznej, to wiemy, jak te wszystkie porozumienia są łamane dość szybciutko.

Musimy być na to gotowi.

Musimy być gotowi, żebyśmy potrafili satelitami zarządzać, pozyskiwać dane do rozpoznania obrazowego, a w przyszłości i móc przechwycić wrogiego nam satelitę.

Na pewno na poziomie badań i uczelni na pewno one muszą wyprzedzać to, co się będzie działo.

Ale zanim tak daleko pójdziemy, to opiszmy może jak działać ma to, co jest w zasadzie nad nami.

Czyli ta wielka antena zamknięta w takiej wielkiej kuli przypominającej nieco osłony tych radarów lotniskowych.

Tak, osłona jest po to, żeby wiatr ani deszcz nie uszkodził dość drogiej anteny.

Safrana ma średnicę prawie 4 metrów, więc oddziaływanie wiatru byłoby znaczące.

Mogłaby wyrwać konstrukcję, dlatego jest ta osłona.

Ale chodzi również o to, że najpierw na jesieni będziemy umieszczali satelity naszego projektu Piast i to już będą pierwsze satelity, gdzie nasi podchorążowie będą mogli zacząć nimi sterować.

Dwa z trzech satelitów będą miały silniki, więc będzie można impulsami próbowwykonywać manewry.

I w przyszłości naszym celem jest posiadanie zawsze jakiegoś nanosatelity z silnikami,

Czy to będzie 6U czy 12U, jeżeli chodzi o jednostki kiepsatowe, to już mniej istotne.

Chodzi o to, żeby nasi podchorążowie mogli faktycznie sterować.

Czasami to może być nieodwracalne.

Pamiętajmy o tym, że jeszcze mamy do czynienia w kosmosie z tak zwanymi alarmami, manewrami antykolizyjnymi, gdzie musimy szybko przeprowadzić manewr, musimy być gotowi w każdej chwili.

Stacje pracują 24 na 7, jak to się mówi.

Tu nie ma możliwości, ażeby ktoś czegoś nie dopatrzył, bo wiemy, ile kosztował zakup polskich satelitów.

I teraz ktoś będzie musiał nad nimi czuwać.

Tak to wyszło, że przez przyspieszenie pozyskiwania tych satelitów mniejszych, a zwłaszcza tych SAR-owskich, które rzeczywiście w błyskawicznym tempie zostały zakupione i za chwilę, dosłownie za parę miesięcy mają się znaleźć na orbicie, uzyskaliśmy właśnie taką ścieżkę postępu od tych mniejszych ptaków orbitalnych do tych dużych.

Ale każda z tych rodzin zapewnia inne możliwości.

Mógłby Pan je w skrócie opisać?

Satelity dla wojska związane z rozpoznaniem obrazowym ogólnie możemy podzielić na te tak zwane optoelektroniczne, czyli według klasycznej fotografii, choć to nie jest klasyczna fotografia, ale mamy obraz nam znany.

A satelity ISI, czyli satelity SAR-owskie, to są satelity radarowe, gdzie dają obraz radarowy.

Żeby można było mówić już o interpretacji tych danych, potrzebujemy wysokiej klasy specjalistów.

Kształcimy ich na bliźniejszej specjalności rozpoznanie obrazowe.

Jaka jest przewaga?

To wszystko w życiu, plusy i minusy.

Satelity sarowskie umożliwiają nam zobrazowanie bez względu na warunki atmosferyczne, umożliwiają zobrazowanie w nocy.

Ale mają, mimo że mówimy, że mają 25 cm rozdzielczości te satelity, to nie jest takie same 25 cm, jakie będzie z Plejad.

Tamta rozdzielczość pozwala nam na identyfikację wręcz szczegółów uzbrojenia.

Nawet powiem więcej, nie tylko, że stoi tam tu 160 cm,

Ale co jest obok podwieszane do tego Tu-160?

A satelity sarowskie tego akurat jeszcze nie zrobią.

Co prawda będzie ich więcej.

Częstotliwość odświeżania tego obrazu będzie mogła być większa.

Natomiast jak będziemy chcieli rzeczywiście zajrzeć, no niemalże pod skrzydło się nie da, ale w okolice samolotu to użyjemy tych optycznych.

Satelity sarowskie może nie tyle, że ogólne, nazywamy to rozdzielczością czasową.

Tutaj ta rozdzielczość czasowa jest dużo, dużo większa.

Skoro satelita ma mniej więcej około 15-16 orbit dziennie, to satelita optoelektroniczny może...

Powiedzmy mieć teraz dwie rewizyty na jednym miejscu, bo tak mają obecne plejady, że może sfotografować jedno miejsce na Ziemi dwa razy w ciągu doby.

Oczywiście poprzez odpowiednie wychylenie sensora.

W przypadku satelitów radarowych będzie to podwójne.

a kiedy będą chmury, Plejady nam nic nie dadzą, a wtedy satelita Sarowski.

To jest typowe uzupełnienie i nad tym zresztą prowadzone są prace też nasze badawcze, żeby podnieść tą dokładność, żeby można było... Żeby jak najwięcej wycisnąć informacji z tego obrazu, jaki się uzyska.

To jeszcze bym wrócił do tego pana cytatu, niezwykle obrazowego, że to jest podobnej skali rewolucja, co wprowadzenie lotnictwa.

i do sił zbrojnych i w ogóle do naszego życia.

Tak, jeśli byśmy przeszli na rynek cywilny, na rynek gospodarki, to proszę sobie wyobrazić, że posiadamy wahadłowiec i tym wahadłowcem przejmiemy meteoroidę.

Taką małą, 100-kilogramową.

To w tej meteoroidzie może być na poziomie 30-40 kg złota, ileś platyny.

Ale na tej meteoroidzie możemy mieć pierwiastki, o których nie mamy pojęcia, że istnieją.

One mogą wywrócić rewolucję technologiczną na całej Ziemi.

Górnictwo kosmiczne.

Nad tym państwa niektóre pracują, próbują ten temat zgłębić, żeby właśnie przechwycić takie rzeczy w kontekście nie tego złota, tylko pierwiastków, które mogą wywrócić tam całą elektronikę.

Jest jeszcze jeden komponent tej całej sfery kosmicznej, bo mówiliśmy o zobrazowaniu, mówiliśmy o analizie, ale jest jeszcze wynoszenie.

Czy tutaj w tym zakresie Polska ma jakieś swoje zdefiniowane ambicje?

Bo rozmaite próby oczywiście są podejmowane, ale raczej na takich wysokościach suborbitalnych.

Trudno mi się tutaj na ten temat wypowiadać.

Nie mamy zdolności rakietowych.

firma chociażby z Gdańska Space Forest w ramach projektu z NCBIR-u również rakietę wynosiła, żeby mieć możliwości, no to trzeba tak jak Amerykanie czy każda inna organizacja ileś lat poświęcić i ileś pieniędzy spalić na starcie.

W każdym razie ta demokratyzacja kosmosu następuje na naszych oczach.

Można powiedzieć tak, że książki Lema i Zeidla dzieją się na naszych oczach.

Panie pułkowniku, bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Na dziś to wszystko.

Posłuchajcie również naszych innych audycji.

We wtorki energii do zmiany, w środy na słuchu, a w czwartki wartości dodanej.

0:00
0:00