Mentionsy

Pokój Zbrodni
02.02.2026 07:10

Olek z Grudziądza. Skandaliczna interwencja policji i ratowników | Pokój ZBRODNI

Szokujące nagrania z karetki i interwencji policji ujawniają kulisy tragicznej śmierci 19-letniego Olka z Grudziądza. Młody mężczyzna zmarł po policyjnym pościgu, a ujawnione materiały wywołały ogromne poruszenie. Prokuratura postawiła zarzuty medykom, a szpital zwolnił personel ratownictwa. Sprawa stawia trudne pytania o odpowiedzialność służb i standardy udzielania pomocy.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 135 wyników dla "Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu"

Tak uważa rodzina 19-latka, którego historia poruszyła ludzi w całej Polsce.

Chłopak był ścigany przez policjantów za to, że przeszedł przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

Podczas ucieczki nadział się na ostry pręt w płocie, który rozerwał mu tętnicę udową.

Zamiast szybkiej pomocy potraktowano go wówczas jak groźnego przestępca.

Historię 19-letniego Olka z Grudziądza przedstawiono we wstrząsającym reportażu programu Uwaga TVN.

Dziennikarz Tomasz Patora ustalił, że chłopak przed tragedią prowadził zwyczajne, spokojne życie.

Uczęszczał do jednego z techników na terenie Grudziądza i był wychowywany przez samotną matkę, która na co dzień pracuje jako opiekunka medyczna w miejscowym szpitalu.

Została mu po nim egzotyczna uroda, ponieważ mężczyzna pochodził z Armenii.

I choć dramat nastolatka rozegrał się dwa lata temu, dokładnie 4 stycznia 2024 roku, to dopiero teraz na jaw wypłynęły szokujące szczegóły sprawy, którą próbowano zamieść pod dywan.

Okazuje się bowiem, że do śmierci Olka mogły przyczynić się zaniedbania przedstawicieli służb mundurowych i ratunkowych, osób, które uczestniczyły w interwencji wobec chłopaka.

To jego rodzina nie pozwoliła, by ludziom odpowiedzialnym uszły te wydarzenia na sucho.

Bliscy skontaktowali się z dziennikarzami, a ci dotarli do wstrząsających nagrań, z których wynika, że Olek był traktowany w sposób agresywny i poniżający.

Tego dnia 19-latek wrócił ze szkoły do domu.

Około godziny 15 powiedział swojej mamie, że umówił się z kolegami na dworze, więc ponownie opuścił mieszkanie.

Olek zawsze dotrzymywał słowa i punktualnie wracał, zgodnie z tym, co wspólnie ustalali.

Ale jej ukochany syn już nie pojawił się w domu.

O tym, co go spotkało, matka dowiedziała się w szpitalu, z którego dostała telefon.

wili, że reanimują go już dwie godziny i lepiej, żebym przyjechała, wspominała kobieta przed kamerami TVN-u.

Niestety obrażenia dziewiętnastolatka były zbyt poważne, a pomoc przyszła za późno.

Dwa lata po tych wydarzeniach i po zakończeniu prokuratorskiego śledztwa bliscy chłopaka wciąż nie mogli pogodzić się z jego śmiercią.

Zaczęli drążyć, aż w końcu dotarli do informacji, które mroziły krew w żyłach.

Do takich wniosków doszła rodzina poszkodowanego.

Pani Małgorzata postanowiła nagłośnić sprawę.

Policyjna interwencja zaczęła się na jednej z ulic w Grudziądzu.

Patrol funkcjonariuszy zauważył, jak Olek razem z kolegą przechodzą przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

Coś, co no niestety zdarza się prawdopodobnie każdemu z nas.

Ale mundurowi nie chcieli odpuścić.

Zaczęli nawoływać chłopaków, a później ich ścigać, kiedy ci w panice oddalali się z miejsca zderzenia.

Zanim Olek wydał ostatnie tchnienie, zdążył zeznać, że uciekał, bo się przestraszył, co zarejestrowały kamery na mundurach policjantów.

Ale w jaki sposób?

Próbował przeskoczyć przez metalowy płot zakończony ostrymi prętami, który otaczał pobliski liceum.

Niefortunnie przerzucił nogę, która nadziała się na jeden z tych prętów.

Ostrze przebiło tętnicę łudową.

Olek upadł na ziemię i zaczął bardzo krwawić.

Zwijał się z bólu, ale funkcjonariusze nie potraktowali go jak wystraszonego nastolatka, który zrobił głupotę przechodząc przez drogę nie na pasach i teraz potrzebuje pomocy, tylko jak groźnego przestępcę.

Zakuli go w kajdanki, powalili na ziemię,

Później wyśmiewali.

Na granic interwencji, która ujawniła uwagę TVN-u, jest skandaliczne.

Aż trudno uwierzyć w tak wysoki brak profesjonalizmu służb.

Nastolatek przez blisko godzinę czekał na karetkę, bo mundurowi zamiast skupić się na wezwaniu ratowników, bagatelizowali objawy Olka, pytając go czy zażywał jakieś środki albo napoje procentowe.

Nie potrafili też wybrać numeru alarmowego.

Nie wiedzieli gdzie i do kogo zadzwonić, kto go przyjmie, kto nie przyjmie.

To była zupełnie nieudolnie prowadzona akcja ratownicza, ocenia dziś pani Małgorzata, mama pokrzywdzonego.

Z nagrań wynika, że działania policjantów od początku były chaotyczne i nieskoordynowane.

Szwankowała także łączność.

Funkcjonariusz zajmujący się Olkiem uciskał rany na udzie, ale nastolatek nie mógł oddychać, opisywał z kolei TVN.

Ostatecznie, jak wykazała późniejsza sekcja zwłok, krwotok nie został poprawnie zatamowany, a krew z rozerwanej tętnicy zaczęła wpływać do wnętrza organizmu ofiary.

Policjanci błędnie uznali, że skoro nie widać jej na zewnątrz, to problem został zażegnany.

Rażący brak wiedzy i przygotowania prawdopodobnie przyczynił się do śmierci Olka.

Zamiast karetki, lekarzy czy ratowników, na miejscu zbierały się natomiast kolejne radiowozy.

Naśmiewali się z niego.

Krzyczeli, żeby nie pajacował, a on się dusił, mówi wzburzona pani Małgorzata.

Kiedy w końcu przyjechała karetka, zaniedbano następne aspekty mogące przyczynić się do śmierci dziewiętnastolatka.

Z nagrań wynika, że nie włączono żadnych sygnałów, ani świetlnych, ani dźwiękowych, które mogłyby przyspieszyć przyjazd ratowników na miejsce.

Nie wyjęto noszy, nie śpieszono się, by dotrzeć do Olka.

Kazali mu w nich pozostać, mimo że nie stanowił żadnego zagrożenia i był w ogromnym bólu.

Jak wynika z reportażu programu Uwaga TVN, biegli eksperci powołani do zbadania tej sprawy określili jako skandaliczne fakt, że lekarze zamiast ratować Olka, skupili się na jego przesłuchiwaniu, tak jakby sami bawili się w policjantów, choć nie należy to do ich obowiązków.

A co teraz tworzysz, zabrałeś coś?

Bo wyglądasz jakbyś coś brał.

Dopytywali czemu 19-latek nie chce do taty i co się z nim stało, kiedy ten przez łzy wypowiadał słowa świadczące o jego strachu przed śmiercią i dołączenia do zmarłego ojca.

Gdy chłopak osuwał się na ziemię, łapali go za włosy i siłą podciągali z powrotem na górę.

Nie reagowali na prośby o pomoc.

Ubrudzone krwią dłonie wycierali w ubrania pokrzywdzonego, który z wykręconymi rękami nadal był w kajdankach.

I miał ograniczoną możliwość swobodnego poruszania się.

Wiele razy powtarzał, że nie może oddychać.

Ignorowany przez medyków.

Dla mnie to wyglądało jak tortury.

Ocenia matka dziewiętnastolatka.

Olek zgłaszał ratownikom duszność i według prawa powinien wówczas otrzymać tlen, którego się domagał. ...

Taki sygnał od osoby poszkodowanej wymaga natychmiastowego działania, ponieww przeciwnym razie może dojść do wstrząsu.

Tymczasem medycy zignorowali prośbę chłopaka.

Uznali, że ten symuluje i powtarzali, że ma się uspokoić.

Karetka do szpitala ruszyła dopiero po kolejnych kilkunastu minutach i znowu bez żadnych sygnałów.

To kompletne zlekceważenie zdrowia i życia człowieka.

Nigdy bym sobie nie pozwoliła, żeby tak traktować pacjenta, mówi pani Małgorzata, dla której takie zachowanie z uwagi na jej własny zawód jest podwójnie szokujące.

Po co on tam w ogóle był?

Pytała w rozmowie z dziennikarzami TVN-u.

Targały nią wielkie emocje, co jest absolutnie zrozumiałe.

W toku postępowania ustalono, że kolega Olka miał przy sobie niewielką ilość narkotyków, ale jednocześnie śledztwo wykluczyło, by 19-latek posiadał jakiekolwiek środki.

Nie miał z tym nic wspólnego.

Jednocześnie Sławomir B., lekarz, który kierował zespołem ratowniczym, został wzięty pod lupę przez prokuraturę.

Biegli zarzucają mu, dopiero teraz, że nie ustalił krwawienia z rozerwanej tętnicy do wewnątrz organizmu, choć było to konieczne i możliwe w przedstawionych warunkach.

Ponadto signorował prośby pokrzywdzonego o podanie tlenu i nie zaordynował preparatów krwiozastępczych, co także było niezbędne, by uratować 19-latkowi życie.

Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, wyrok jeszcze nie zapadł.

Mężczyzna dopiero stanie przed sądem, więc nie można jeszcze przesądzać o winie, nawet jeśli ta wydaje się bardzo prawdopodobna.

Z drugiej strony dziwi stanowisko Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, którego dyrektorka broniła zespół medyków.

Agata Kurkowska przed kamerami TVN stwierdziła, że to wieloletni pracownicy, którzy nie od wczoraj wykonują ten zawód.

Trzeba poczekać na orzeczenie odpowiednich do tego organów.

Podsumowała.

Oskarżony lekarz nadal pracoww pogotowiu.

Przyjmował też pacjentów w innej przychodni.

Nie został zwolniony.

Odmówił również komentarza, mimo pytań zadawanych przez dziennikarzy, na które wszyscy chcemy poznać odpowiedzi.

Tomasz Patora, autor reportażów Uwadza, mówi wprost, że kiedy Olek trafił na oddział ratunkowy szpitala, jego stan był skrajnie ciężki.

Ale lekarz z karetki nie powiedział o tym dyżurnemu.

Niedługo później doszło do zatrzymania krążenia, opowiada dziennikarz.

Jak się okazuje z sali, w której reanimowano pokrzywdzonego nie ma nagrań, więc trudno udowodnić przebieg dalszego leczenia chłopaka, o ile w ogóle można to leczeniem nazwać.

Przez 5 minut pielęgniarki szukały policjantów, którzy mogliby wreszcie zdjąć Olkowi kajdanki.

Źle wpuszczono też rurę intubacyjną do układu pokarmowego zamiast do tchawicy.

I w ten sposób reanimowano chłopaka przez kilkanaście minut, zanim się zorientowano, że doszło do pomyłki.

Kilkadziesiąt minut później stwierdzono zgon ofiary.

To po prostu nie mieści się w głowie.

Dopiero po dwóch latach od sprawy, po tym jak media nagłośniły wydarzenia z Grudziądza, osoby odpowiedzialne za tok wydarzeń zaczynają ponosić konsekwencje.

Nie chciała jednak podejmować decyzji przed wyrokiem sądu.

Choć równocześnie dzień po publikacji reportażu zwolniła z pracy całą załogę.

Lekarza i dwóch ratowników.

Prezydent Grudziądza Maciej Glamowski podczas zorganizowanej konferencji prasowej na temat tej sprawy podkreślił, że wydarzenia są skandaliczne i nigdy nie powinno do nich dojść.

Proszę o wyciszenie, spokojne wyjaśnienie tej sytuacji.

Ale chciałoby się powiedzieć, że cisza już była przez dwa lata, kiedy nikt nie interesował się śmiercią chłopca, kiedy osoby dopuszczające się rażących zaniedbań pracowały dalej bez konsekwencji, gdy nikt nie organizował konferencji prasowej, bo nie czuł takiej potrzeby, skoro nie było medialnego rozgłosu.

Prezydent na koniec uciekł przed dziennikarzami, podobnie jak wicedyrektor szpitala.

Nie chciano odpowiadać na żadne pytania reporterów.

Jan Kosior z Okręgowej Rady Lekarskiej powiedział wprost, że zachowanie tamtego zespołu ratownictwa medycznego było naganne i haniebne.

Zmieniła się narracja, że Olek jest sam sobie winien, że mógł nie uciekać, że jest jakimś narkotykowym dealerem.

Cała poddana wcześniej narracja pękła.

wi poruszona pani Małgorzata, mama dziewiętnastolatka.

Jeżeli widzimy, że chłopak blednie, wykręca oczami, trzęsie się, wiemy, że jest zimno, on leży na ziemi i się wykrwawia, to dlaczego nikt go nie wziął chociażby do samochodu?

Zabrakło jednej duszy, która będzie miała ochotę zareagować inaczej niż koledzy.

Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy stała na stanowisku, że policjanci w sposób prawidłowy przeprowadzili interwencję.

Czynności wyjaśniające nie stwierdziły nieprawidłowości w działaniach mundurowych, choć z punktu widzenia człowieka trudno się z tym zgodzić.

Po dwóch latach prokurator oskarżył jedynie trzech lekarzy, dwóch ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz wspomnianego już Sławomira B.

To on miał odpowiadać za zachowanie całego zespołu karetki.

Ratownicy nie usłyszeli zarzutów i prawdopodobnie nie poniosą żadnej odpowiedzialności karnej.

Wojewoda był bardzo poruszony nagraniem, które zobaczył w uwadze.

Zlecił pilną, doraźną kontrolę w zakresie procedur podjętych w czasie interwencji przy tym zdarzeniu.

Zapowiedziała w TVN-ie Natalia Szczerbińska, rzeczniczka wojewody kujawsko-pomorskiego.

Tymczasem przedstawiciele szpitala martwią się jedynie krytyką, która na nich spłynęła.

Fala mowy nienawiści, gruźb, które tam się znajdują jest dla mnie niewyobrażalna.

Uważam, że wszyscy powinniśmy wyciszyć emocje i dać organom ścigania możliwość pracy i wydania osądów.

Powiedział Maciej Bieliński, zastępca dyrektora do spraw medycznych szpitala w Grudziądzu.

Takie stanowisko, zdaniem mieszkańców, świadczy o tym, że w placówce brakuje refleksji na temat tego, co się stało.

To bardzo niepokojące zjawisko.

Ci, którzy usłyszeli zarzuty, będą odpowiadać za narażenie Olka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi do 5 lat więzienia.

Proces ma dopiero ruszyć i zapewne potrwa wiele miesięcy.

Kliknij w polecane materiały i poznaj najbardziej interesujące historie, które dla Ciebie przygotowaliśmy.

Zasubskrybuj Pokój Zbrodni, aby nie przegapić najmroczniejszych i przerażających spraw.

0:00
0:00