Mentionsy
JAPOŃSKA POPKULTURA. Historia, społeczeństwo, wpływ
W tym odcinku przyglądamy się fenomenowi Cool Japan – od tradycyjnego kabuki i teatrów lalkowych Edo, przez mangę i anime, po J-pop i globalne gry wideo.
🎌Zastanawiamy się, jak popkultura kształtuje tożsamość, społeczeństwo i gospodarkę Japonii, a także wpływa na jej miejsce w świecie.
Dr Paweł Dybała z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zapraszam do lektury książki: https://wuj.pl/ksiazka/historia-kultury-popularnej-w-japonii
Szukaj w treści odcinka
Partnerem odcinka jest to Anda TMS Brokers, dom maklerski oferujący prawie 4000 instrumentów, w tym akcje, ETF-y, kontrakty CFD.
Broker oferuje promocyjne oprocentowanie wolnych środków na rachunku, można uzyskać nawet 7% w skali roku.
Obowiązują warunki?
Dowiedz się więcej klikając link w opisie odcinka.
Bardzo się cieszę, jeżeli są dzisiaj tutaj fani kultury azjatyckiej, jeżeli są tu fani Japonii, dzisiaj w kolejnym odcinku Podróży bez paszportu trochę sobie porozmawiamy o historii japońskiej kultury popularnej, odpowiedniej Japonii.
przez złotą erę anime mangi, aż po współczesne fenomeny, które myślę, że zdobywają serca fanów na całym świecie.
Myślę, że częściej mogliście się spotkać z kulturą koreańską.
soft power Korei Południowej w wersji właśnie chociażby muzycznej dzisiaj Japonia i zobaczymy, co ta Japonia trochę skrywa.
Po drugiej stronie dr Paweł Dybała z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dziękuję za zaproszenie.
A pretekstem do naszego spotkania i zachęcam wszystkich, których Japonia interesuje do tego, żeby po książkę Atkins, Taylor Atkins sięgnąć.
Drodzy Państwo, książka, historia kultury popularnej w Japonii, po prostu prosta nazwa od XVII wieku do współczesności.
Link oczywiście w opisie wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, więc mają Państwo dostęp.
Jakby taką pewność, że będzie to dobra literatura.
Tym bardziej, jeżeli UJ się pod tym podpisuje.
Ja tak planowałem, żeby rozmawiać od narodzin, od początków nowoczesnej tej popkultury lata 50. i 70.
Ale pewnie moje pytania będą cały czas wędrować.
No właśnie, do czego nawiązujemy, do czego sięgamy.
Ja znam bardzo dosyć proste pytanie.
Co skłoniło autora tej historii i kultury popularnej, żeby akurat w tym momencie postawić jakiś mianownik?
Nie chcę tutaj brnąć w takie bardzo naukowe teorie, jak działa popkultura i co to w ogóle jest popkultura.
Natomiast trzeba by sobie powiedzieć krótko, jakie warunki muszą zaistnieć, żeby popkultura była pop.
Czyli była powszechnie dostępna, popularna i tak dalej.
I wśród takich warunków jest...
jakby szeroko pojęty potencjał czy możliwość wśród odbiorców, czyli wśród takiego zwykłego społeczeństwa, żeby z tą popkulturą, z tą kulturą obcować, a z drugiej strony ta kultura musi być odpowiednio dostępna, czyli musi być na przykład potencjał finansowy, a popkultura musi być odpowiednio finansowo dostępna, czyli jeżeli będziemy mieli
tani i powszechny dostęp do kultury, to już będzie ten czynnik spełniany.
Dalej, no, musi być względny spokój.
Popkultura się raczej gorzej rozwija w czasie wojny, to znaczy rozwija się inaczej.
Czasami w stronę propagandy, a czasami w ogóle ludzie, no, koleksialnie mówiąc, nie mają do tego głowy.
XVI wiek w dziejach Japonii był takim wiekiem walk wewnętrznych o dominację, o zjednoczenie Japonii i tam się bardzo dużo działo.
I to jest bardzo wdzięczna tematyka dla tekstów popkultury, które nadal powstają o tamtych czasach, no ale nie były to u wymarzone warunki do rozwoju kultury jako takiej.
Od roku 1600, mniej więcej, kilka lat później, mamy do czynienia ze względnym spokojem.
To znaczy, władzę przejmuje jeden konkretny lud.
Lud Tokugawa obejmuje władzę w Japonii faktyczną.
W sensie mają swojego sioguna i rządzą.
Zjednoczyli Japonię w miarę.
jeszcze tam się różne rzeczy lokalnie czasami działy, natomiast od wtedy tak do połowy XIX wieku panował względny spokój.
Czyli mamy ten warunek, że ludzie mogli się skupić na czymś innym niż ciągłe dbanie o bezpieczeństwo i walka o życie, walka o władzę i tak dalej.
Czyli stabilna i socjalistyczna Japonia, Sakoku, która jednocześnie ogranicza kontakty z zagranicą do minimum, to prawda?
Tak, bo stwierdzili, że te kontakty mogą przynieść więcej złego niż dobrego.
Tam były jakieś faktycznie minimalne relacje, natomiast ogólnie stwierdzono, że Japonia sobie sama może poradzić.
Bo mamy ludzi, którzy mogą się zająć wreszcie czymś innym niż nieustająca wojna i mamy względnie dostępną kulturę.
I takim świetnym przykładem jest coś, co ja określam mianem takiego bardzo wczesnego ksero.
Japończycy zrobili z siebie ksero do obrazków, co się nazywało drzeworyty i do dzisiaj ma dużą wartość, taką artystyczną już, żeby daleko nie szukać, niedawno w centrum, w Muzeum Manga była wystawa fajnych drzeworytów o japońskich demonach.
zaczęło się to wszystko robić coraz bardziej dostępne, w tym sensie, że, no nie wiem, jeśli mamy jednego malarza, Van Gogha, to on namalował obraz i to był jeden obraz.
Można tworzyć jego tam jakieś reprodukcje, ale ten oryginał był jeden.
W przypadku dżeworytów to wyglądało tak, że tworzono matrycę, z której odbijano ileś kopii.
I te kopie mogły być spokojnie sprzedawane za stosunkowo nieduże pieniądze wszystkim zainteresowanym.
czy drzeworyty o treści erotycznej, to się zawsze dobrze sprzedawało, to generalnie jak ktoś chciał mieć taki obrazek, to sobie go kupował.
I tu już trochę widzimy, że to wszystko było sprzężone ze sobą, bo był też ten teatr, coraz bardziej dostępny dla odbiorców.
Mamy kolejny element, kolejny czynnik, który musi zajść, żeby popkultura się rozwijała.
Otóż odbiorcy muszą być gotowi, w sensie trochę wyedukowani do tej popkultury, do jej odbioru.
Tak, jak najbardziej, ale też patrząc na sam teatr,
pojawiły się prostsze formy niż te, które były dostępne tylko dla arystokracji.
Ono dzisiaj się wydaje trudne dla odbiorcy, ale wtedy było łatwiejsze niż teatr.
I tak dalej.
Także generalnie to się wszystko rozwijało, bo jeśli był teatr, to sprzedawano fotos aktorów.
Jeśli gdzieś był właśnie jakiś spektakl, na który ludzie chętnie przywodzili, no to tam się rozwijała kultura związana z jedzeniem.
Pojawiały się kramiki, jakieś takie limitowane potrawy i tak dalej.
Dlatego mówimy o tym XVII wieku i później, bo wtedy zaistniały w Japonii te warunki.
To był trochę taki paradoks, bo ona była uważana powszechnie za taką najgorszą.
W sensie tak tradycyjnie mówiono, że ci mieszczanie, kupcy i tak dalej, to oni właściwie nic swojego nie robią, tylko żyją dzięki temu, co wyprodukują inni.
nie jacyś samurajowie.
Oni akurat za czasów pokoju nie bardzo mieli jak zarabiać.
I tak to się rozwijało.
Oczywiście trochę we własnym sosie, w sensie Japonia była zamknięta, jak już było powiedziane, i ona przez te dwa i pół wieku tak się niechętnie otwierała na wpływy jakiekolwiek.
właśnie jeśli chodzi o rozwój popkultury.
Czyli podsumowując, kultura dostępna dla wszystkich, społeczeństwo zhierarchizowane, społeczeństwo było siśle zhierarchizowane, cesarz, szogun, feudalni panowie, samuraje, chłopi, rzemieślnicy, kupcy, kultura artystyczna, czyli malarstwo,
Drzewury, wspomniał pan o Teatrze Kabuki, jest Bunraku, właśnie teatr lalkowy, rozkwit literatury, ale też religia i filozofia.
Pojawiała się synkretyczna mieszanka tradycji Shinto, buddyzmu, wpływająca też na codzienne życie i rytuały i przede wszystkim codzienne życie i kultura miejskich elit.
Nie wiem, czy mówi się o jakiejś takiej kulturze miejskich przyjemności, herbaciane domy, literackie salony, muzyka, gra, jakaś wykwintna kuchnia.
Oczywiście mowa też o większych miejscowościach, Kyoto, Osaka, Edo.
Zrastała rola klasy kupieckiej, która też pomimo tego niskiego statusu formalnego i też o tym pan powiedział, była mecenasem sztuki i kultury.
Oczywiście mecenasi też jak najbardziej się zdarzali, jeśli ktoś miał wystarczająco dużo pieniędzy, żeby w tę sztukę zainwestować, żeby coś tutaj podziałać, jasne.
I to zresztą do dzisiaj widzimy, że
Silne grupy odbiorców motywują twórców i kształtują popkulturę.
I to już się wtedy zaciało.
Po tym okresie do Japonia wchodzi w kolejne bardzo dynamiczne fazy historyczne, które też mocno wpłynęły na kulturę, ale mowa już bardziej o okresie modernizacji, o pewnych zachodnich pewnie inspiracjach, liberalizacji kultury masowej, bo jak mamy rozkwit demokracji parlamentarnej, to i pewnie rozwój prasy, literatury popularnej.
Rozumiem, że to jest ten czas, kiedy już wchodzi powoli moda zachodnia, chociażby jazz, do życia miejskiego, zwłaszcza na przykład w Tokio i Osace.
To jest w ogóle czas, kiedy Japonia została otwarta trochę w obrębie własnej woli.
Metaforycznie mówiąc, przystawiono jej pistolet do głowy, powiedziano no, to my tu wrócimy za jakiś czas i wtedy...
chcemy, żebyście już byli gotowi na otwarcie.
I tak to wyglądało najpierw ze strony amerykańskiej i do tego się podłączyły inne państwa.
I generalnie sporo się działo też na podwórku japońskim, takim wewnętrznym, bo były silne grupy przeciwne temu
otwieraniu Japonii i tak dalej.
Natomiast summa summarum doszło do tego, że Japonia trochę bez wyboru pozostając, ale jednak się tym zachodem, czy zagranicą zachłysnęła.
To jest też znany mechanizm w różnych stronach świata.
Na dżeworytach widać, że na przykład stroje japońskie w pewnym momencie zastąpiły stroje zachodnie, że postaci, panowie zaczęli nosić okulary i wąsy na tych dżeworytach.
Dość ironicznym jest to, że wówczas sztuka japońska często siłą rzeczy uznawana była za coś gorszego.
I tak niektóre drzeworyty trafiły do Europy, bo opakowywano nimi jakieś produkty, jakieś inne tam działa wysyłane do Europy właśnie i zawijano w te odbitki drzeworytowe, jak w gazety dzisiaj byśmy zawinęli.
I dopiero tam w Europie ktoś to zaraz stwierdził, o kurczę, to jest ładne, to jest sztuka sama w sobie.
A do Japończyków wtedy to tak za bardzo nie przemawiało, no bo było to zachłyśnięcie zachodem.
No i jak to często bywa, ono minęło po jakimś czasie, znaczy minęła ta bezkrytyczność.
Nadal uważano, że Zachodem trzeba się inspirować w wielu dziedzinach, nie tylko kulturowych, nauki, sztuki i tak dalej, znaczy sztuki nawet tej takiej wyższej, politycznie, gospodarczo, różnie.
Natomiast skończyło się przekonanie, że wszystko co zachodnie jest z definicji lepsze.
W związku z czym wróciły do łask takie typowo japońskie elementy również w sztuce, również w kulturze i popkulturze.
Często wygląda to tak sinusoidalnie, nie tylko w przypadku Japonii, ale tam również, że mamy górkę takiego zainteresowania za granicą i to trochę idzie w dół, potem znowu w górę i w dół.
Więc tu mieliśmy takie trochę, może opamiętanie to nie jest to słowo, ale po jakimś czasie nastąpił taki koniec bezkrytycznego podejścia.
Oczywiście swoje się Japończycy nauczyli.
Dużo zostało zrobione w dziedzinie właśnie chociażby równego dostępu do edukacji, w tym kobiet na przykład, co też podskutkowało wykształceniem kolejnych pokoleń gotowych na przyjmowanie kultury i popkultury w różnych jej przejawach.
W międzyczasie pojawiło się kino w Japonii.
też przyszło z zachodu, no ale jakoś się zaczęło w tej Japonii rozwijać.
A wracając do wątków teatralnych, tutaj przydalili się aktorzy z teatru japońskiego, niektórzy z nich się po prostu przekwalifikowali na film.
I tak to się kulało, że tak powiem, synkretycznie również, jeśli chodzi o tę linię japońskość-niejapońskość.
Ja myślę, że bardzo wiele w ogóle zmieniła II wojna światowa, bo to nadal ta sinusoid, o której pan powiedział.
Jak tutaj czerpać z tej westernizacji, jak tutaj Amerykanie są jednak tymi, z którymi trzeba się skonfrontować, ale nie na polu kultury, ale na wojnie, na froncie.
Na polu kultury też tak naprawdę, bo jeszcze zanim doszło do II wojny, bo to był tak jakby pik tych nastrojów imperialistycznych,
no to Japonia zaczęła dostrzegać swój potencjał, być może nawet momentami ponad miarę, ale w tym, że może mieć duży potencjał również militarny i geopolityczny, przynajmniej w regionie, utwierdzały ją takie wydarzenia jak, nie wiem, wojna z Chinami, wojna z Rosją, gdzie wyglądało na to, że ku zaskoczeniu nawet niektórych właśnie Japończyków
No i narastały te nastroje imperialistyczne.
To już okej, to nie jest tak, że zagranica jest cała dobra, właściwie to nasze jest lepsze, właściwie jest najlepsze i stąd jest tylko krwaw do takich nastrojów nacjonalistycznych, imperialistycznych i tak dalej.
W międzyczasie rozwijała się popkultura
Ino, ale też filmy animowane i komiksy, czyli to, co znamy dzisiaj jako manga i anime.
I to było jeszcze przed II wojną światową i jeszcze w latach 30 XX wieku władze Japonii, już mocno nastawione militarnie i tak imperialistycznie na ekspansję, przynajmniej właśnie w regionie,
dostrzegły potencjał propagandowy filmów animowanych głównie.
No i nic dziwnego, ale że postanowili go wykorzystać, jak to się zwykle dzieje w takich sytuacjach i nie szczędzili pieniędzy w pewnym momencie dość konkretnie dofinansowując różne przedsięwzięcia tego typu.
Stąd jeszcze przed drugą wojną pojawiły się
z dzisiejszej perspektywy wyglądające dość kuriozalnie filmiki o tym, jak złamysz kamiki ze swoją armią zwierzaczków atakuje pokojowo nastawioną wyspę i jej mieszkańców i postaci z legend japońskich przybywają na pomoc i dochodzi do wielkiej bitwy.
Te legendy japońskie to jest też pewien wyznacznik propagandy w popkulturze, bo
zwłaszcza legenda o Momotaro, brzoskwiniowym chłopcu, czy też brzoskwiniuszu, jak kto woli, była chętnie wykorzystywana już nawet podczas samej II wojny światowej.
Powstało kilka filmów o tym, jak to właśnie armia dziennych zwierzątek pod dowództwem Momotaro, który jest takim ewidentnie japońskim admirałem
dowodzącym flotą, jak ta armia na przykład leci zbombardować pseudo-hawajską wyspę, albo jak broni innej wyspy, swojej napędniętej przez złe diabły i tak dalej.
Więc ta popkultura wtedy, i to były bardzo dobre filmy, więc ta popkultura się rozwijała jakby na fali tego całego przemysłu wojennego, tej machiny wojennej.
bo to wszystko miało pokazać odbiorcom wewnętrznym, japońskim, że tak naprawdę my walczymy po tej dobrej stronie, my walczymy z diabłami, my jesteśmy fajni, tamci są niedobrzy.
I dopiero koniec wojny jakby tutaj tę tendencję przystopował, bo ostatni film o Momotaro...
wszedł do kin bodaj jeszcze w 1945 roku.
To już była końcówka wojny i tam nikt, kto znał sytuację na froncie, za bardzo nie wierzył w to, że to się inaczej ułożyło, niż się faktycznie ułożyło.
Ale propaganda poprzez popkulturę jak najbardziej nadal miała się dobrze.
No właśnie to jest dla mnie zaskakujące, że tak, wojenna propaganda, czyli zwrot od tego, co jeszcze było niedawno, czyli tego zachłyśnięcia się, z kolei znowuż po wojnie wracamy znowuż do tego drugiego, czyli znowuż na zachodnią modłę, mam wrażenie, tak?
Czyli narodziny tej nowoczesnej popkultury, powiedzmy te lata 50., 70., to szybka odbudowa kraju, ale znowuż Amerykanie, znowuż kino, rock'n'roll, baseball, tak?
pojawia się manga, no i związany właśnie z technologiami, idolki, muzyka.
Jak to jest możliwe dokonać takiego przewrotu w umysłach Japończyków na tak naprawdę przestrzeni kilkudziesięciu lat?
To jest tak, że to znowu już doszło do takiego, do westernizacji nieco wymuszonej, no bo Japania wojnę, nie da się ukryć, przegrała.
przez radio cesarz powiedział, że jednak nie pochodzi od Boga.
Amerykanie, czyli ci, z którymi walczyliśmy i przegraliśmy w opinii ogólnej.
Czy to będzie taka okupacja, że teraz zabronią być Japończykami?
To była taka okupacja, że tak powiem soft powerowa w dużej mierze.
Oczywiście nie obyło się bezsiłowych rozwiązań, żeby nie było wątpliwości, ale bardzo postawiono takie proste działania typu problemem przeciętnego Japończyka po wojnie.
Zresztą mam wrażenie, że przeciętny Japończyk mniej cierpiał przez to, że akurat przegraliśmy wojnę z Amerykanami, tylko bardziej cierpiał przez to, że był głodny i nie miał gdzie mieszkać.
No i kiedy przyjeżdżali wojska amerykańskie i mówiły macie tu chleb, macie mąkę,
macie różne inne dobra, a jeszcze tutaj coś Wam pomożemy ogarnąć, żeby się dało żyć, no to, że tak powiem, bliższe koszul na ciału.
To łatwiej jest przejąć różne wzorce zachowań od kogoś takiego, niż od kogoś, kto by jeszcze tam, nie wiem, dobijał rannych i stosował opresyjne działania.
Nie mówię, że Amerykanie nie stosowali opresyjnych działań, natomiast jeśli mamy porównanie z różnymi okupacjami w pierwszej połowie XX wieku powiedzmy, no to ta była taka bardziej nastawiona na zmianę sposobu myślenia.
Oczywiście po jakimś czasie zawsze przychodzi to odbicie, że okej,
to nasze jednak nie jest takie złe, to nie jest tak, że zachodnie albo nasze, można jedno i drugie pogodzić, można się inspirować i tak dalej.
Japończycy na przykład w pewnym momencie stali się znani z tego,
że biorą jakiś, nie wiem, wynalazek zachodni typu tranzystor i go udoskonalają, tworząc mikrotranzystor.
Także trochę im zajęło dojście do takiego momentu w swoim myśleniu, że właściwie nie musimy niczego odrzucać, bo jedno i drugie może współistnieć.
I mam wrażenie, że to się zadziało może nie w latach zaraz po wojnie, ale tak w okolicach 70-tych może.
gdybym miał strzelać może trochę wcześniej już u niektórych twórców.
Natomiast pozostawało jeszcze coś innego, mianowicie nieprzepracowana trauma wojenna, co często się też dzieje przez popkulturę.
zaczęły pojawiać się te faktyczne wątki związane z II wojną światową, z bombardowaniem, z Hiroshima, Nagasaki.
Do dzisiaj są to bardzo mocne tematy i od czasu do czasu coś się nowego ukazuje, jeśli chodzi o te wydarzenia z tym związane.
Natomiast znowuż musiało troszkę czasu minąć po wojnie, żeby to przepracowywanie Całmy znowu było możliwe.
Także to się też przyczyniło trochę do pewnych tendencji w rozwoju popkultury japońskiej po wojnie.
I to jest początek japońskich gwiazd estrady, które łączą zachodni pop z lokalnym systemem.
To jest początek, nie wiem, mamy mangę Osamu Tezuka, Astro Boy, 1963 rok, pierwsze wielkie anime telewizyjne.
Można powiedzieć dokładnie to, co się działo wcześniej, od czego właściwie zaczęliśmy rozmowę, czyli żeby rozwijała się popkultura, musi być siła nabywcza i musi być ona powszechnie dostępna.
Media się rozwijały wówczas, takie jak telewizja, takie jak kina.
One już istniały wcześniej, ale to był ten czas ich ekspansji.
Problemem było to, że kiedy człowiek nie ma gdzie mieszkać i jest głodny, to nie pójdzie do kina.
Najpierw nie kupi sobie komiksu, jeśli nie ma na śniadanie.
I trzeba było ogarnąć te podstawowe potrzeby, trzeba było zaspokoić potrzeby życiowe, takie żeby przetrwać, potem się trochę wzbogacić po to, żeby móc mieć finanse i czas na konsumpcję kultury.
I to były właśnie te dekady powojenne.
gdzie z jednej strony popkultura się rozwijała, ale z drugiej rozwijało się też i bogaciło społeczeństwo, rozwijała się gospodarka japońska, nie bez pomocy zagranicznej oczywiście, ale się jak najbardziej rozwijała w tych latach powojennych.
Stąd też jakby naturalnym jest, że doszło do takiego sprzężonego rozwoju społeczeństwa z popkulturą.
ludzie zaczęli być gotowi na różne atrakcje, na różne rozrywki, a skoro pojawił się popyt, no to pojawił się też podaż.
Idąc dalej, złota era anime i magii, moglibyśmy powiedzieć, lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte.
To już jest czas chyba takiego eksportu kultury, bo myślę, że gdybym wymienił kilka naz, bajek, seriali, filmów, no to i słuchacze podróże już mogliby skojarzyć.
Sam oglądałem Dragon Balla, Pokemon, Japonia też zaczyna w tym momencie kształtować...
Nie mówiąc w ogóle o Nintendo, o sedze, o początku boomu na boys bandy, girls bandy, także telewizyjne, music show właśnie w myśl amerykańskiej, tej kultury amerykańskiej.
Oddaję głos panu doktorowi.
Rozwijała się telewizja, co trochę też zaszkodziło kinom.
Bo ponieważ można było sobie obejrzeć coś w domu, to po co iść do kina?
To jest trochę to, co mamy teraz ze streamingiem.
I pojawiają się znaki zapytania, jak to będzie wyglądało dalej.
właśnie anime, które zaczęły wchodzić do kin, tworzone były produkcje kinowe, wysokobudżetowe, robiące duże wrażenie na dużym ekranie, dzięki czemu ludzie znowu zaczęli, to jest pewne uproszczenie, ale było to istotnym czynnikiem, ludzie zaczęli znowu chodzić do kin.
I w latach dziewięćdziesiątych trochę jakby bez czynnego i zaplanowanego udziału Japonii, ta japońska popkultura
manga i anime, głównie anime wtedy, przeniknęła na zachód, przeniknęła do innych krajów, w tym do Polski, żeby daleko nie szukać.
Ja też jestem z pokolenia czarodziejek z Księżyca, Dragon Ball i tak dalej.
W latach dziewięćdziesiątych Japonia z pewnym zdziwieniem odkryła, że ludzie za granicą coraz częściej kojarzą Japonię właśnie z Dragon Ballem czy z czarodziejką z Księżyca,
czy Super Mario właśnie, jeśli chodzi o gry, niż z takimi klasykami, jak nie wiem, ceremonia parzenia, herbaty, czy inne takie klasyczne japońskie rzeczy.
Oczywiście to też było nadal popularne, ale zaczął działać ten soft power, nawet w czasach, kiedy w Japonii nie do końca zdawano sobie sprawę z tego, co to jest.
Mało tego, chociaż w Japonii manga i anime i poklewne, że tak powiem, dziedziny cały czas były bardzo popularne,
to w pewnym momencie na cenzurowanym znalazło się ich nadmierna fascynacja, może tak, czyli taka kultura, to było nazywane otaku, czyli takich, podówczas należałoby to przetłumaczyć jako bycie nie tyle fanem, co maniakiem.
W każdym razie społeczeństwo japońskie, kiedy słyszało otaku, to miało skojarzenia raczej negatywne.
Tymczasem na całym świecie ludzie coraz częściej przyznawali się do tego, że tak, my jesteśmy otaku, jesteśmy fanami japońskiej popkultury, lubimy anime, lubimy mangi.
i chcemy jakby zgłębiać to hobby, chcemy pojechać do Japonii, bo nam się spodobała wizja tego kraju, którą poznajemy przez ten pryzmat popkultury.
Chcemy się uczyć japońskiego.
Znowuż, żeby daleko nie szukać, ja sam dzięki czarodziejstwu z Księżyca poszedłem na japonistykę.
stwierdziłem, że mi się bardzo ten język podoba, że go słyszałem właśnie w anime, no to jestem produktem japońskiego soft power, nawet w czasach, kiedy właśnie on był nie do końca uświadomiony.
Więc lata dziewięćdziesiąte wyglądały tak, że coraz częściej doceniano japońską popkulturę i to bez względu na to, czy Japonia się starała, czy nie.
To okazało się trochę zgubne, bo w pewnym momencie władze Japonii uznały, że no dobra, skoro już tak jest, że świat widzi nas przez pryzmat tej popkultury, której w sumie nie wiadomo, czy się wstydzić, czy się cieszyć, to już na pewno zawsze tak będzie.
I uznano, że nie trzeba nic robić, a to się będzie samo popularyzowało albo popularyzowało dzięki wysiłkom tych fanów, którzy już są.
No i tu już wybiegając trochę w przód do początku lat 2000, okazało się, że nie do końca była to prawda.
Wcześniej jeszcze świat docenił już tak oficjalnie anime poprzez Oscara dla Hayao Miyazakiego na przykład.
I to był taki też sygnał również dla was z Japonii, że okej, to już nie są tylko dzieciaki oglądające Dragon Balla gdzieś tam w telewizorze, tylko ludzie poważani w całym świecie, eksperci od kina,
zaczynają mówić, że tak, anime to jest coś bardzo fajnego, bardzo ważnego i też potrafi być czymś bardzo poważnym.
I tu wychodzimy z niszy tak naprawdę, przechodząc do tych czasów współczesnych, że anime i manga zdobywają tak naprawdę ogromne grono fanów w Europie i Stanach Zjednoczonych.
Kolorowe subkultury stają się symbolem Tokio, modazy Haruyaku, nie wiem, czy dobrze wypowiedziałem.
Harajuku.
Harajuku, tak.
Oczywiście tam już wchodzi powoli K-pop, ale tam J-pop jeszcze funkcjonował, bo w tle rywalizacja azjatyckich scen muzycznych i rząd Japonii też uruchamia program Cool Japan.
Co to za program i w ogóle co to za lata, te drugie tysiąclecie dla Japonii pod kątem kulturowym.
To jest tak.
Myślę, że K-pop i J-pop to jest świetny przykład tego, o czym mówiłem, czyli błędnego założenia przez Japonię, przez władzę i ogólnie przez ludzi odpowiedzialnych za dystrybucję kultury, błędnego założenia, że pewne rzeczy się będą robić same i się nie zmienią.
Problem polegał na tym, że był sobie J-pop.
Czyli japoński pop, idolki, idole, boys bandy, girls bandy śpiewające.
I Korea, będąca przez długi czas takim tym biedniejszym sąsiadem, do którego można polecieć na weekend na tanie zakupy, ale generalnie przecież ich popkultura Japonii nie zagrozi, tak uważano.
Okazało się, że owszem, jest w stanie.
zrobić coś niewyobrażalnego wówczas, czyli wyprodukować, stworzyć gatunek muzyczny, który tak naprawdę nie odstawał od J-popu jakoś treścią czy jakością.
On po prostu był bardzo intensywnie promowany, tak jak w Korei, jak i na świecie, w tym w Japonii.
I doszliśmy do momentu, w którym jak ja na zajęciach mówię o J-popie, to czasem zdarzy się student, który w życiu nie słyszał o czymś takim.
J-pop?
Co to J-pop?
Tak, K-pop jak najbardziej.
Wszyscy słyszeli o K-popie, a J-pop nie.
Także Japonia, trochę mówiąc kolekwialnie, zaspała.
Przebudzania, jak wiemy, bywają ciężkie.
Rozmawiamy w poniedziałek, więc tutaj możemy sobie pomnożyć razy dwa, bo poniedziałki wiadomo jakie są.
Mam nawet w Krakowie ulicę Poniedziałkowy Dół, także nic nie dzieje się bez powodu.
No i właśnie Japonia miała takie ciężkie poniedziałkowe przebudzenie w pewnym momencie.
To nie był moment, to był proces, ale kiedy się okazało, że K-pop zjadł J-pop na śniadanie i z tego J-popu już prawie nic nie zostało,
Kiedy się okazało, że Korea produkuje softpowerowe treści, które są o wiele łatwiej dostępne niż treści japońskie, no to Japonia zaczęła się zastanawiać, co by tutaj poprawić, bo chyba nie do końca idzie w tę stronę, w którą chcieliśmy, żeby szło.
To znaczy, miało się dziać samo, a się nie dzieje.
No bo na przykład, jeśli teraz to się trochę wyrównało, ale jeszcze jakieś to samo.
Jeśli odbiorca chciał sobie posłuchać K-popu, chodził na jakąś aplikację, chociażby na YouTube'a i wpisywał K-pop i znajdował masę K-popu.
J-popu było o wiele, wiele, wiele mniej.
Bo Japonia trwała w tym takim już bardzo nieaktualnym przekonaniu, że jeśli coś jest gdzieś dostępne za darmo, to jest na pewno piractwo i to jest strata pieniędzy.
A Korea się załaża, że nie, właśnie jak damy ludziom za darmo piosenki k-popowe dostępne do słuchania, to przyjdą na koncert, to kupią płytę, to kupią gadżety i jeszcze do tego Korea softpowerowo na tym skorzysta.
No i tak, to działało i nie trudno się domyślić, że podejście koreańskie odniosło większy sukces.
Ja pamiętam, jak kiedyś chcieliśmy, parę ładnych lat temu,
ze znajomą Sujotu.
I to nie najnowszych, starych filmów o godzilli.
Pokaz absolutnie niekomercyjny, taki tylko, żeby się zwróciły koszty wynajęcia sali kinowej w ramach promowania kultury japońskiej i tak dalej.
No i napisaliśmy do japońskiego dystrybutora, do Toho,
z pytaniem, czy możemy, bo mamy tutaj dostępne filmy z Filmoteki Narodowej, z licencją, tylko nie byliśmy pewni, czy ona jeszcze obowiązuje.
Także no, słuchajcie, tam chcielibyśmy wypromować jeszcze bardziej godzille.
No to odpowiedź pojawiła się, nie, nie ma takiej możliwości, bo my nie mamy naszych filmów.
Jak nie macie waszych filmów?
na co podpisuje, że ale my mamy wasze filmy, to chętnie je pokażemy.
Tylko napiszcie, że okej.
I podobno osiągnąłem pewien sukces w tych negocjacjach, bo doprowadziłem do faktu, że odpisała mi pani...
pani, która jest taką szychą, ale taką szychą, o której się w kuluarach festiwalów największych, festiwali największych filmowych mówi, że no nie, najlepiej się mówi.
No i pani nakazała szycha z tobą i odpisała, że absolutnie nie ma takiej możliwości do widzenia.
Więc to obrazuje to, jakie podejście swojego czasu miała Japonia i nadal czasami się zdarza, do dystrybucji tekstów kultury, popkultury poza Japonią.
Program, o którym Pan wspomniał, czyli Cool Japan.
Nie bardzo było wiadomo, jak tę kawę zrobić, jak mocna ma być i co właściwie do niej dodać, żeby to przebudzanie zadziałało i było dłuższe niż na chwilę.
Chodziło o to, żeby opracować w miarę spójny program wykorzystania soft power, czyli popkultury w promowaniu wizerunku Japonii na świecie.
Obejmowało to magę, anime, muzykę, gry i tak dalej.
I brzmi to bardzo fajnie, natomiast pojawiło się pytanie, no dobra, to co właściwie będziemy robić?
No i zgłoszono ileś tam różnych pomysłów, mniej lub bardziej trafionych.
Wszystko fajnie, tyle że o tym, co ma być promowane i co może być popularne poza Japonią, decydują 70-letni panowie politycy, co jest tak dalekie od targetu tych działań, jak może być, no bo to nie do nich ma być skierowane.
Więc ogarnięcie tego tematu im zajęło parę lat.
Trzeba było uważać z tym, żeby nie przedobrzyć z tym byciem cool, z tym takim... Była taka tania coolowatość, takie hello fellow kids i dorośli rapujący w czapeczkach z daszkiem do tyłu, bo to też nie o to chodzi.
Ciekawym przypadkiem było wystąpienie świętej już pamięci premiera Shinzo Abe na zamknięciu Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, bo jako przedstawiciel gospodarzy kolejnych Igrzysk, które miały się odbyć w Tokio i się odbyły rok później niż miały, co prawda przez COVID, ale się odbyły, no to on tam wystąpił.
to w jaki sposób się tam zaprezentował, wzbudziło z jednej strony aplauz za granicą, a z drugiej pojawiły się też głosy w Japonii, że być może to była trochę przesada w tym byciu kul.
Otóż on się tam wyłonił z takiej wielkiej, zielonej rury w stroju Super Mario.
I spotkałem się z głosami w Japonii mówiącymi, że kurczę, no premier wielkiego kraju się wydurnia i przebiera za wąsa tego hydraulika oraz z głosami z zagranicy mówiącymi, ja bym chciał, żeby nasz premier się przebrał za Supermaria.
Także no na pewno zapadło to w pamięć i było takim przejawem tego, że no okej, czasami można z tym trafić, czasami przestrzelić.
ale przynajmniej coś się w temacie tego softpoweru i popkultury japońskiej dzieje.
Czasami dzieje się w dobrą stronę, mianowicie dofinansowywane są jakieś wyjazdy artystów japońskich do krajów europejskich na różne turne.
Bywa, że ułatwiane są jakieś kontakty z dystrybutorami.
Natomiast myślę, że bardzo dużo jest tu jeszcze do zrobienia na takim bardzo prostym poziomie kontaktu dystrybutora polskiego zainteresowanego zdaniem czegoś japońskiego w Polsce, a kontaktu tego dystrybutora z dystrybutorem japońskim.
To jest wszystko oparte o prywatne koncerny, które niekoniecznie muszą działać w imię takiego dobra narodowego, szeroko pojętego i promocji kraju.
Także jesteśmy obecnie na takim etapie, że Japonia nadal czuje oddech Korei na karku.
W niektórych dziedzinach, które już dawno plecy Korei oglądają, albo nawet tego już nie widać.
Nadal Japonia ma bardzo duży potencjał i przynajmniej teraz wie, że trzeba tego pilnować, bo obok mają jeszcze na przykład Chiny, które też ostatnio popkulturowo próbują swoich sił w takiej ekspansji softpowerowej.
Drodzy Państwo, ja zachęcam do tego, żeby też obejrzeć audycję z Julianem Marcinów.
Rozmawialiśmy o godzili, więc jest też taki materiał dla fanów japońskiej kultury.
Zachęcam raz jeszcze do tego, żeby sięgnąć po książkę Historia kultury popularnej w Japonii.
Trochę o społecznych przemianach właśnie w tym kraju.
My dzisiaj trochę liznęliśmy tematu, żebyśmy sobie, żeby Państwo mieli taki może lekki niedosyt po tej rozmowie.
Mam nadzieję, że lektura będzie się Wam podobać.
A za dzisiaj wyczerpująco bardzo dziękuję dr Paweł Dybała.
Dziękuję.
Pozdrawiamy Juliana oczywiście.
Z Julianem też tam złączę hobby, wspólna przeszłość akademicka.
Zapraszam do nas na Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu, bo u nas się dużo w temacie popkultury dzieje.
Dziękuję za zaproszenie dziś.
Tak jest.
Ostatnie odcinki
-
ROSJA ZAMARZA NA WŁASNE ŻYCZENIE. Ciemności i F...
03.02.2026 11:50
-
WIETNAM I UE ZWIERAJĄ SZYKI. Nowy sojusz przeci...
02.02.2026 13:59
-
KONIEC MONOPOLU FIDESZU? Magyar uderza w najczu...
02.02.2026 10:39
-
Co ICE wyprawia na ulicach USA? Naloty o świcie...
01.02.2026 18:02
-
KONIEC KADYROWA? Dlaczego Putin pilnie szuka na...
01.02.2026 12:11
-
Płacili solą i krowami. Nie uwierzysz, co było ...
31.01.2026 12:54
-
W Londynie strach? BRYTYJCZYCY PAKUJĄ WALIZKI D...
30.01.2026 12:49
-
Koniec duopolu USA i Chin? UE i Indie właśnie z...
29.01.2026 15:00
-
POLOWANIE ICE: Minnesota. Środowisko TRUMPA POD...
29.01.2026 09:58
-
SMOK I SŁOŃ: Wojna o Azję, której nie da się un...
28.01.2026 17:30