Mentionsy
🎙 Morderstwo w rodzinie | Bezsensowna zbrodnia | Wyrok po 26 latach | Polskie Zabójczynie | PODCAST
Podcast przedstawia historie Polek, oskarżonych i skazanych za zabójstwa. Policjanci, psycholodzy, śledczy i świadkowie analizują najbardziej szokujące zbrodnie.
1. ZERWANE WIĘZI
Pod koniec maja 2006 r. w Henrykowie przez dwa dni kilkadziesiąt osób przeczesywało teren w poszukiwaniu zaginionej 21-letniej Anny.
Poszukiwania wszczęła mama, która nie mogła nawiązać kontaktu z córką. W rzece nieopodal znaleziono ubrania dziewczyny. A po jakimś czasie nagie, posiniaczone ciało z krwiakami na szyi. Zatrzymano m.in. cztery lata młodszą siostrę ofiary – Bernadettę oraz jej chłopaka, Dominika, który wcześniej spotykał się z Anną.
2. DIABLICA ZE STALOWEJ
Warszawska Praga, 2015 r.
Pewnego dnia dochodzi do przerażającej zbrodni. Ginie młoda matka i dwoje jej dzieci – roczny Norbert i ośmioletnia Oliwia. Magdalena M. miała przyjść do Pauliny celem rozliczenia wspólnych interesów.
3. TAJEMNICZY LIST
Dolny Śląsk, 1991. Stanisław F. zostaje zaatakowany podczas snu. Umiera w wyniku obrażeń. Jego żona, Ewa F., zgłasza policji napad rabunkowy na dom. Sprawców nie wykryto. Po 26 latach odnajduje się tajemniczy list, który zmienia oblicze sprawy.
W podcaście wykorzystano materiały pochodzące z serii dokumentalnej "Polskie Zabójczynie", emitowanej w telewizji Crime + Investigation Polsat.
🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.
Zapoznaj się z naszymi programami na 👉🏻 https://www.crimeinvestigation.pl/
Naszą stację znajdziecie tu:
POLSAT BOX 32/80
CANAL+ 227
NETIA 97
INEA 307
ORANGE 42/463
TOYA 354
PLAY (MEDIABOX) 116
PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405
PLAY TV BOX 404
T-Mobile (Magenta TV) 518
Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.
Szukaj w treści odcinka
Polskie Zabójczynie Zerwane więzi 26 maja 2006 roku w Henrykowie, małej wsi położonej 60 km od Wrocławia, doszło do brutalnej zbrodni.
Romuald Piela, redaktor naczelny Gazeta Kłodzka.
Ja nie znam drugiej takiej historii zabójstwa bez powodu, bo zawsze jakiś powód jest.
Czasami jest to głupota, czasami są to narkotyki, natomiast tutaj nic takiego nie było.
Plotki były od samego początku.
Później można się było tylko domyślać, że skoro nie ciążę, no to co?
Do dzisiaj nie ustalono motywu, którym kierowali się zabójcy.
Siedemnastoletnia Bernadetta mieszkała ze swoją o cztery lata starszą siostrą i matką.
Bernadetta uczyła się w pobliskim Strzelinie w liceum ekonomicznym.
Anna pracowała wraz z matką w urzędzie pocztowym we Wrocławiu oraz studiowała dziennikarstwo i komunikację społeczną.
Młoda, nie wściekaj się tak, bo znowu Polakom... Zamknij się!
Chcesz, to ci pomogę.
Zamknij się, powiedziałam, wyłazj stąd!
Jak ostatnio ci pomogłam, dostałaś trójkę.
Zamknij się, powiedziałam, wyłazj stąd!
Przecięty nastolatek ma jakby mózg w budowie jeszcze.
Z innym mózgiem zasypie, a z innym się budzi.
Jego mózg jest bardziej skłonny do ryzykownych rzeczy.
Przyswaja bardziej takie rzeczy związane z wiedzą taką użytkową, która go interesuje, którą od razu można jakby spożytkować.
Co się tu dzieje dziewczyny z domu?
Bernadetta, a ty się weź wreszcie do roboty, bo rzeczywiście tą maturę oblejesz.
Chodź, spóźnimy się do pracy.
Bernatka była właściwie dzieckiem.
Bernatka była normalną 17-latką Ania, natomiast w opowiadach rodziców była bardzo inteligentna, bardzo miła.
Bernatka była najnormalniejszą w świecie gimnazjalistką.
W listopadzie 2005 roku w jednej z restauracji w Henrykowie Bernadetta w obecności swojej siostry poznała jej byłego chłopaka, Dominika, który właśnie wrócił z pracy za granicą.
Moja siostra.
Dominik.
Miło mi.
Bernadetta i Dominik zaczęli się ze sobą spotykać.
W maju 2006 roku na zorganizowanym przez kolegę ognisku Bernadetta prowokowała Dominika, co doprowadziło do awantury.
Zachowanie Bernadetty zwróciło uwagę znajomych Dominika.
Jesteś z Dominikiem, nie?
Dobrze, z tym przecież nic się nie dzieje.
Ty możesz gadać z Anką, to ja też mogę robić, co chcę.
Tomasz Bokszczanin, adwokat obrońca Dominika.
To jest taka osobowość, to jest taka dziewczyna, która miała taką zdolność oddziaływania.
Część jej kolegów, koleżanek to widziała, bo to myśmy to zaobserwowali, zeznawali, uprzedzali Dominika, żeby Dominik się z nią za bardzo nie wiązał.
Rzuć ją, bo prędzej czy później wywinie ci jakiś numer, zobaczysz.
Takie osoby jak Bernadetta o cechach psychopatycznych potrafią bardzo manipulować drugą osobą, zwłaszcza jeżeli w grę wchodzą jeszcze emocje tamtej osoby, jeżeli tamta osoba jakieś nadzieje w tym związku pokładała.
Potrafią manipulować, potrafią brać to, co według nich im się należy.
Wkrótce, po incydencie, do którego doszło podczas spotkania ze znajomymi, Bernadetta okłamała Dominika, twierdząc, że jest z nim w ciąży.
W ogóle nie masz dla mnie czasu.
Albo siedzisz z moją siostrą, albo siedzisz z kolegami.
A co mam robić, cały czas w domu siedzieć?
Tak, ze mną, rozumiesz?
Masz siedzieć ze mną i tylko ze mną!
Ale daj mi trochę... Nie, bo ja jestem najważniejsza, rozumiesz?
Jestem w ciąży!
Wydaje mi się, że Dominik po prostu był zakochany w Bernadette i ta wykorzystywała te relacje między nimi i to raczej ona w mojej ocenie miała ogromny wpływ na Dominika.
Ogromny.
I on w zasadzie według mojej oceny doprowadził do tego dramatu.
Ten jej wpływ na Dominika.
Bernadetta coraz częściej skarżyła się Dominikowi na Annę, twierdząc, że jej siostra jest przeciwna ich związkowi.
Wykreowany przez Bernadette konflikt z każdym dniem przybierał na sile.
Mówiłam ci, żebyś z nimi siedziała sama.
Oglądamy telewizję.
Wyłaź stąd, powiedziałam!
Jesteś nienormalna.
Już u najmłodszych dzieci można zauważyć takie syndromy, które mogą przypominać psychopatię, czyli znęcanie się nad zwierzętami, znęcanie się nad rówieśnikami, nad rodzeństwem.
Takie syndromy jak poczucie takiej wszechwładzy i takiego egocentryzmu, że skupienie tylko na swoich potrzebach.
W maju 2006 roku zbliżał się termin wywiadówki w szkole Bernadetty.
Mamo, nauczyciele się na mnie uwzięli.
Nie, nie wiem, kiedy jest wywiadówka.
Będę mieć przesrane, jak ona pójdzie na tę wywiadówkę.
Dziewczyna obawiała się, że jej matka dowie się o braku zaliczeń z kilku przedmiotów.
Możecie jakoś pomóc.
To wtedy najprawdopodobniej zrodził się pomysł dokonania zabójstwa.
Wtedy matka będzie miała większe zmartwienie niż moje oceny.
U takich osób jak Bernadetta można znaleźć rysy psychopatyczne przede wszystkim.
Też zaburzenie dwubiegunowe na przykład, maniakalno-depresyjne, że w manii jakby jesteśmy skłonni do różnych rzeczy, na które byśmy się normalnie nie odważyli.
Po prostu nie patrzymy na zasady, jakie działają w tym środowisku, w tym świecie, tylko mamy własne swoje zasady, których się trzymamy i po prostu działamy według tych zasad, nie patrząc i nie licząc się z innymi osobami.
Bernadetta i Dominik ustalili, że zabiją Annę 26 maja 2006 roku.
Tej nocy pani Czesławy miało nie być w domu, ponieważ pracowała na nocną zmianę.
No Dominik, możesz już przyjeżdżać.
Mama pojechała do pracy, a Anka zaraz pójdzie spać.
Była to dziewczyna, która potrafiła manipulować ludźmi.
Miała przeogromny wpływ na otoczenie, na środowisko, w którym się obracała, w tym na Dominika.
Trójka młodych ludzi wspólnie spędzała czas przed telewizorem, lecz Dominik i Bernadetta tylko czekali, aż Anna pójdzie spać.
Związek z Bernadettą poparty informacjami, że Bernadetta jest w ciąży, pokazywaniem jemu zdjęć USG, które go utwierdzały w przekonaniu, a wiemy, że to była nieprawda, że ona to wymyśliła, nie wiadomo skąd zdobyła to zdjęcie, ale wykorzystała to zdjęcie po to, żeby Dominika w jakiś sposób i związać, i przekonać do pewnych zachowań.
to ona jemu sygnalizowała, że ich związek jest zagrożony i to zagrożony przez Anię.
W mojej ocenie to ona doprowadziła właśnie do tego, że on pomimo tego, że powinien racjonalnie postępować, nie postępował racjonalnie.
Ja będę ją trzymała, a ty będziesz ją dusił.
To, co się stało, stało się niedługo, niemal po siedemnastych urodzinach Bernatki.
Więc to było dziecko, które chodziło do gimnazjum.
Idziemy.
Nie wiem, czy dam radę.
Ja dałam radę usunąć dziecko.
Nie ma w przeszłości Dominika niczego, co mogłoby sygnalizować, że to był człowiek zdolny do takiego strasznego, okrutnego czynu.
Bernadetta i Dominik upewnili się, że dziewczyna śpi, po czym udali się do jej pokoju.
Po wejściu do sypialni Dominik nakrył głowę Anny kocem i zaczął ją dusić.
Bernadetta robiła wszystko, żeby unieruchomić swoją siostrę.
Bernadetta nie miała jednak zamiaru zrezygnować z zabójstwa siostry.
Musimy skończyć to, co zaczęliśmy.
Dla osób o rysach psychopatycznych to nie ma raczej znaczenia, czy to jest ta osoba z rodziny, czy nie z rodziny.
Po prostu mają swój plan i wszystko zrobią, żeby go dopełnić.
Czyli Bernadetta miała plan, żeby się pozbyć tej siostry, tej przeszkody i zrobiła wszystko, żeby się jej pozbyć.
Dominika, który, jak wiadomo, jako mężczyzna ma więcej siły i on mógł jej bardzo pomóc w tym właśnie działaniu, w tym pomyśle.
Jaka była rola Dominika?
No, sprowadzić ją tylko i wyłącznie do roli narzędzia w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z dorosłym człowiekiem, w jakimś tam stopniu dojrzałym, no działającym pod wpływem emocji, to jest zrozumiałe, ale człowiekiem, który wiedział, co robi, no to byłoby nadmierne uproszczenie.
Kiedy zabójcy upewnili się, że Anna nie żyje, dotarło do nich jak makabrycznego czynu się dopuścili.
wytłumaczenie stanem odurzenia w sytuacji, kiedy ten chłopak nie miał problemów narkotykowych.
To tak w tej sprawie się pojawiał taki wątek, ale on był zupełnie marginalny.
Zaważyły pewną emocję, natomiast on był aktywnym uczestnikiem.
Bernadetta uczestniczyła w tym bardzo aktywnie.
Musisz mi coś z nią zrobić.
Wsać do barka, wywieźć, spalić nie wiem.
Najpierw musimy posprzątać ten bajzel.
Zawiążemy ją i wsadzimy ją do samochodu.
Nie wiem, nieważne.
Zajmiemy się teraz ciałem.
Ubrane w piżamy zwłoki Anny, para zawinęła w worek jutowy przyniesiony z kotłowni.
Biorąc pod uwagę pewne zdarzenia, pewne fakty, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że to nie było zdarzenie, które nagle powstało, ten pomysł.
Nie było to zdarzenie nagłe, takie, jakbyśmy powiedzieli, w efekcie absolutnie.
Bernadetta wyczyściła plamę na dywanie, a krew z podłogi zmyła szczoteczką do zębów.
Nie robiłbym z tego zabójstwa z premedytacją, no bo za daleko byśmy poszli.
To było zabójstwo bardzo brutalne, okrutne, które zaowocowało przeciw bardzo surowym wyrokiem.
Dominik i Bernadetta musieli działać szybko, ponieważ o 5 rano matka dziewczyny kończyła nocną zmianę.
O 3 w nocy młodzi ludzie wywieźli zwłoki do lasu.
Pomóż mi.
Mordercy porzucili ciało w głębi lasu, a portfel z dokumentami ofiary wyrzucili do pobliskiej rzeki.
Musimy zrobić tak, żeby nikt się nie połapał.
Rzeczy osobiste zamordowanej spakowali do worka i zakopali.
Potem razem wrócili do domu.
Tutaj sąd dysponował bardzo obszernym materiałem dowodowym i ten materiał był oczywisty, jeżeli chodzi o udział obydwu osób w dokonaniu tego zabójstwa.
Jedno i drugie aktywnie w tym uczestniczyły.
Około 5 rano matka zadzwoniła do starszej córki, żeby jak zwykle obudzić ją do pracy.
Podejmij go.
Cicho, bądź, zamknij się.
No, cześć, mamo.
Matka nie zorientowała się, że rozmawia nie z tą córką, do której dzwoniła.
1 czerwca 2006 roku matka Ani zgłosiła jej zaginięcie na policji.
Może była z kimś umówiona?
Nic mi o tym nie wiadomo.
Rano mi powiedziała, że wstaje.
Miała iść do pracy.
Bernadetta, by zmylić tropy, wskazała na Waldemara K. Ja wiem tylko, że była umówiona z sąsiadem.
Mieli jakieś sprawy do załatwienia, ale nie wiem jakie.
Z Waldkiem?
Mężczyzna został zatrzymany.
Wiedzą, kiedy mogą manipulować.
Kłamią nawet wtedy, kiedy wiedzą, że ta osoba, która ich słucha, jakby wie, że to jest kłamstwo.
Ale mimo wszystko kłamią, wierząc, że akurat tym razem się im uda.
No stosują różne metody, żeby nie trafić do więzienia albo po prostu mieli złagodzoną tą karę.
Waldemar K. z powodu braku jakichkolwiek dowodów łączących go z zaginięciem Anny został wypuszczony z aresztu.
Niedługo po tym spotkał się z Bernadettą, która wcześniej skierowała na niego podejrzenia.
Co ty nam opowiadałaś w policji?
Przecież ja z tym nie mam nic wspólnego.
W rozmowie z Waldemarem K. zabójczyni zdradziła miejsce porzucenia zwłok swojej siostry.
Chodziła, szukała, rozklejała plakaty, starała się pomóc, a tak naprawdę od samego początku przecież wiedziała, gdzie to ciało zostało porzucone.
Masz to zgłosić na policję, inaczej ja to zrobię.
Mężczyzna niezwłocznie przekazał te informacje organom ścigania.
po takim strasznym czynie, podjęcie prób poszukiwawczych, przekonywanie ludzi, chodzenie po wsi ze zdjęciem Anny czy nie widzieli.
No przecież wyobraźmy sobie, jak normalny człowiek w takiej sytuacji by postąpił.
Jak również wskazywanie określonej osoby, która mogła być w kręgu podejrzanych, to świadczy o nieprawdopodobnej jej postawie.
To jest też rzecz, która zapewne też i zaważyła na tym wyroku.
Bernadetta i Dominik zostali zatrzymani przez policję i z zarzutami dokonania morderstwa trafili do aresztu.
W trakcie przesłuchań kilkukrotnie zmieniali swoje zeznania, wzajemnie obarczając się winą za śmierć Anny.
Potem kilka razy, jak sytuacja się zmieniła, też odwracała kota ogonem i próbowała stworzyć sobie jakiś inny awaryjny plan, plan B. Starała się zrzucić całą odpowiedzialność na tego swojego chłopaka później.
To pokazuje, że rzeczywiście Bernadetta była taką osobą, która próbowała manipulować.
Nie wiem, czy to wynika z tego, że zabiła tę siostrę i bała się odpowiedzialności, więc dlatego zaczęła manipulować, czy już wcześniej manipulowała i po tej całej zbrodni po prostu to dalej kontynuowała.
Niewątpliwie na różnych etapach postępowania widać było też zmieniającą się postawę Dominika.
Początkowo, tak ja odnoszę wrażenie, że będąc pod bardzo silnym wpływem Renadety, chciał ją chronić.
Tę winę w całości na siebie przejmował.
Natomiast w momencie, kiedy on się dowiedział, że był po prostu oszukiwany, że to zdjęcie USG było nieprawdziwe, że ta ciąża była nieprawdziwa, kiedy on zobaczył, że Bernadetta po prostu posłużyła się nim, no zmienił tę swoją postawę i już ujawniał wszystkie okoliczności tej sprawy.
Bernadetta nigdy nie przyznała się do zabicia siostry, twierdząc, że tylko pomagała Dominikowi posprzątać miejsce zbrodni.
Sąd nie dał jednak wiary jej wyjaśnieniom.
21 kwietnia 2008 roku zapadł wyrok skazujący Bernadette G. i Dominika N. na 25 lat pozbawienia wolności.
Sąd uznał, że jednak było to morderstwo zaplanowane.
No niejako można by było przynajmniej częściowo zrozumieć Bernadettę, że coś się tam złego stało i pod wpływem tego impulsu ta zbrodnia się wydarzyła.
Natomiast jeśli oni to planowali, a to wynika też z zeznań, że już wcześniej rozmawiali o tym, no to to jest tym bardziej przerażające.
Fenomenem dla mnie było zawsze i pozostanie to, że bardzo młodzi ludzie, często bez jakichś takich poważnych motywów, racjonalnych przesłanek, potrafią dokonać tak strasznych zbrodni, że przeciętny człowiek normalnie funkcjonujący w normalnej rodzinie potrafi raptem zrobić coś strasznego.
Najwyraźniej kontrowersyjne było to, że młoda dziewczyna zabiła swoją siostrę bez wyraźnego motywu.
I tego motywu do dzisiaj tak naprawdę, pomimo tego, że 14 lat już minęło, nie znamy.
To była normalna rodzina i nagle się zdarzyła taka tragedia, że ta matka straciła dwie córki, bo jedna leży na cmentarzu, druga ciągle siedzi w więzieniu.
Przed Wami historia okrutnej i bezsensownej zbrodni, która wydarzyła się na warszawskiej Pradze.
Zbrodnia bliżej niż myślisz.
W 2015 roku, w nocy z 1 na 2 listopada, kiedy na grobach zapala się znicze i wspomina się tych, którzy odeszli, na warszawskiej Pradze dochodzi do brutalnego morderstwa.
Aleksandra Smolińska, prezes Stowarzyszenia Serduszko dla Dzieci.
Ma gdzieś taką renomę, że jej się nie zaczepia.
Jakby nie przeszłoby mi przez głowę to, że coś mogłoby się stać.
Roczny Norbert i ośmioletnia Oliwia.
Chwilę usiedliśmy w pokoju,
Chciałbym się jakby, nie wiem, ogarnąć, bo nie uwierzyłem do końca siostrze, na chwilę mi siostra potwierdziła, że to było w stu procentach Paulina wraz z dziećmi.
Tak po prostu trudne do wyobrażenia, że z takiego powodu mogło zginąć troje ludzi.
Co ta szmata to zrobiła? !
Życiorysy wielu osób mieszkających na warszawskiej Pradze są podobne.
Wszyscy też tam się znają.
Coś takiego z charakteru dawnej Pragi zachowało się w miejscu, gdzie doszło do tego nieszczęścia.
To były stare kamienice komunalne, gdzie mieszkali ludzie niekoniecznie pracujący, mający stałe zarobki.
Wielu z nich żyło tam z zasiłków, z jakiegoś może drobnego handlu, niekoniecznie legalnego,
Ale ich los był w jakiejś mierze spójny i w związku z tym trzymali się razem.
Byli tak solidarni w tej swojej, trochę w biedzie, trochę w kombinactwie, może w takim, no nazwijmy to wspólnym losem.
W jednej z kamienic przy ulicy Stalowej na parterze w 20-metrowej kawalerce mieszka 26-letnia Paulina.
Mieszkała właściwie na dziko.
Zajęła lokal, niewielki zresztą, po swojej znajomej, która wyjechała za granicę, która miała na ten lokal przydział i właściwie czekała ją eksmisja.
Można powiedzieć, że była bezdomna.
Kobieta samotnie wychowuje dwójkę dzieci.
Codziennie odwiedza ją Marek, jej były partner i ojciec Oliwii.
Paulina poznałam prowadząc stowarzyszenie w momencie, kiedy Paulina była już dorosłą kobietą, kiedy miała już pierwsze dziecko, czyli Oliwię i Oliwię zapisała do nas do świetlicy.
Mimo trudnych warunków, w jakich przyszło żyć Paulinie, starała się spełniać jako matka.
To, jaką była matką, to też było widać poprzez dzieci i poprzez to, jak funkcjonowała Oliwia w świetlicy.
Zawsze była właśnie wesoła, otwarta, empatyczna, pomocna i myślę sobie, że to też wyniosła z domu.
W momencie, kiedy ja je poznałam, to mama Pauliny mieszkała już w Niemczech.
Układała sobie życie właśnie w Niemczech na nowo.
Jej sytuacja domowa była trudna.
Jarosław Adamczuk, były prezes stowarzyszenia Serduszko dla Dzieci.
Matka była taką osobą, która była bardzo rezolutna, aktywna i też jakby taką typowo praską kobietą.
Paulina była raczej taka, że ona dawała sobie radę zawsze jakoś z każdym jakimś tym problemem.
Zobacz, jakie mam fajne ubrankę dla twojego Norberta.
O kurczę, z nieba mi spadłaś.
On tak szybko rośnie, że zbankrutowałabym na samych ciuchach.
No właśnie, jak chcesz, to mogę mieć tego więcej.
No tyle co zwykle, tam pół tego co na metce, tak żebyśmy obie były zadowolone.
Kiedy i w jakich okolicznościach Paulina poznała Magdalenę M, nie wiadomo.
Choć kobiety miały odmienne charaktery i nie była to wielka przyjaźń, połączyły je wspólne sprawy, wspólne interesy.
Może ślinieczek?
Nie wiem z jakiej rodziny pochodziła Magdalena, ale z tego co wiem chyba z rozbitej.
Ona chyba brata czy kogoś miała tam jeszcze w więzieniu, więc ona mniej więcej no już znała ten półświatek.
Znaczy trudniła się tym, że wynosiła ubrania z supermarketów i ona po prostu je sprzedawała tutaj.
No wiadomo, że w większości na narkotyki.
32-letnia Magdalena M. była dobrze znana policji.
Już od najmłodszych takich lat, kiedy jeszcze była nastolatką, potrafiła na przykład z czwartego piętra wyrzucić psa.
Więc było w niej jakieś takie okrucieństwo, którego nikt nie chciał albo nie był w stanie pohamować.
kradzieże, jakieś próby rozboju, bo też zdarzyło się, że usiłowała w jednym z salonów gier wyrwać pieniądze pilnujące i tam kobiecie, która wypłacała wygrane klientom.
Może ja cię uspokoję, co?
Była po prostu takim, szczerze mówiąc, takim samym złem, nad którym się nikt nie pochylił, nie szukał przyczyny, dlaczego jest taka, co się takiego działo w jej życiu.
Miała córkę już taką, która poszła do pierwszej komunii, która dostała chyba jedyny w życiu prezent od rodziny, laptop.
I ona jako następnego dnia do Lombardów zaniosła, bo chciała mieć pieniądze, żeby mogła grać w tych salonach gier właśnie.
Będziesz mi zakładać sprawę o alimenty?
Będziesz mnie po sondach ciągać?
Ty uważaj, bo spalę ciebie i te twoje bachory, rozumiesz?
A ty mi nie groź!
No to masz!
Nie jestem żaden tatuś!
Lepiej, żeby dzieci nie miały żadnego ojca niż takiego jak ty.
To było krótkie zauroczenie, które skończyło się, kiedy mężczyzna dowiedział się, że Paulina jest w ciąży.
Dziewięć miesięcy później na świat przyszedł Norbert.
Ona usiłowała go ścigać o alimenty, on się ukrywał, w końcu wyjechał za granicę, ale kiedy czasem tam ją odwiedzał i wtedy na całe podwórko krzyczał, używając wulgarnych słów, że tam co z nią zrobi, kiedy ją dopadnie i tak dalej, i tak dalej, jeśli ona pójdzie do sądu i będzie się domagała.
domagała od niego alimentów, czy przede wszystkim uznania tego ojcostwa.
W każdym razie przychodził, nawet w pewnym stopniu chciał jej pomagać, opiekował się tymi dziećmi, pilnował ich o przynajmniej tyle, ale nie pracował.
każdy z własnymi problemami i wiecznym brakiem pieniędzy.
Dzień Wszystkich Świętych to jeden z nielicznych okresów w roku, kiedy można było trochę dorobić do domowego budżetu.
Utrzymywała się z alimentów.
Myślę, że to było z tego funduszu alimentacyjnego.
Jakiś zasiłek z pomocy społecznej dla samotnych matek i z tego, co mogła sprzedać raz w roku pod bramą cmentarną.
Ale jestem już zmęczona.
Całe ręce mam poparzone od tych szyszek.
Zróbmy jeszcze jedną porcję, bo jest masa.
Mam nadzieję, że dużo sprzedamy.
No, żeby nasze poparzone ręce nie poszły na marlę.
Komunia oliwki.
Każdy grosz przenosiła do domu, bo ona ma dzieci.
Było jak Paulina, chodź postajesz z nami chwilę.
Nie, nie mogę, ulecę do dzieci.
I zawsze Paulina była z dziećmi.
Ona zawsze gdzieś jedną miała, zawsze przy sobie.
Gdzie właśnie tamta Magdalena miała córkę starszą od Oliwki.
No i tamta imprezowała na potęgę, jak się dało.
Nie, idźcie już z wujkiem.
My i tak już kończymy, a rano trzeba wstać.
O której się widzimy?
Możemy lecieć.
1 listopada Paulina była już pod tą bramą cmentarną cmentarza Brudnowskiego w Warszawie, żeby sprzedawać te swoje ozdoby cmentarne.
Sprzedała to, co tam miała.
Coś tam jej zostało na następny dzień i potem wróciła do domu.
Dziękuję, ale byłam głodna.
Ja jestem wykończona.
Od razu się rozliczymy, co?
Trzymaj.
Jak coś ci się nie podoba, to nie musisz tego robić w ogóle, tylko cicho, bo dzieci śpią.
Kiedy zmęczona Paulina kładła się spać, nie przypuszczała, że będą to ostatnie chwile jej życia.
Była zmęczona, bo całą noc zajmowała się tą produkcją tych szyszek i późnym wieczorem zadzwoniła do niej.
Magda, jej znajoma, nieprzyjaciółka i powiedziała, że chce do niej wpaść i porozmawiać.
Kiedy już stanęła w progu jej tego mieszkania, powiedziała, ale tylko szybko, bo tutaj już dzieci ledwo uśpiłam.
Mów, czego chcesz i spływaj.
Dzwoniłam do ciebie.
Wiem, że dzwoniłaś.
Jestem zmęczona.
Położyłam dopiero dzieci spać.
Doszło do jakiegoś nieporozumienia, do jakiejś sprzeczki.
Kobieta, która mieszkała w tym mieszkaniu, kazała opuścić mieszkanie tej swojej znajomej.
Magdalena była dość znana z tego, że pod wpływem narkotyków dostała swoich odpałów.
Nigdy nie przedstawiała, nigdy nie przejawiała takiej jakiejś empatii do drugiego człowieka.
Zawsze miała taką dziwną postawę osoby aroganckiej, chamskiej.
Po krótkim spacerze Magdalena M wróciła do mieszkania.
Zabrała cenne rzeczy, biżuterię, telefony komórkowe i pieniądze.
podłożyła ogień w dwóch miejscach i zamknęła drzwi na klucz wychodząc z tego mieszkania.
Magdalena po dokonaniu zbrodni robiła wszystko, aby zatrzymać ślady przestępstwa i odwrócić od siebie uwagę.
Symptomatyczne jest to i takie trudne do zrozumienia, że właściwie cały czas była w pobliżu mieszkania zamordowanej kobiety.
Bo najpierw na podwórku spotkała się ze znajomym, z którym piła piwo i obserwowała, co dzieje się dalej w tym mieszkaniu po podłożeniu przez nią ognia.
Wiesz, ja pełnię tysiąc razy powtarzałam, że może powinna się zejść z Markiem.
Nie wiem jak ktoś, kto siedział pod oknem i wiedział, co się dzieje w środku, mógł sobie spokojnie pić i czekać i wierzyć w to, że uda się zatrzeć ślady tego, co się tam stało.
Do godziny czwartej nad ranem Magdalena imprezowała pod oknem mieszkania Pauliny.
Już nic nie pali, że mogą spać spokojnie.
Przekonała strażaków, że nic się nie dzieje i że nie ma żadnego zagrożenia.
Potem wysyłała SMS-y do znajomych, próbując odwrócić uwagę i opóźnić znalezienie zwłok zamordowanej kobiety i jej dzieci.
Pieniądze, które ukradła z domu Pauliny, około 1700 złotych, Magdalena przegrała jeszcze tej samej nocy na automatach.
Nie było też w oknie niemowlaka, którego Paulina zwykle sadzała na parapecie.
Postanowili, że wejdą do mieszkania.
W mieszkaniu już nie było pożaru, to wszystko się tak zetlało.
No i zobaczyli już martwą Paulinę i martwe jej dzieci.
Było to prawdziwe przerażenie i naprawdę prawdziwa rozpacz w obliczu takiej strasznej śmierci, takiego nieszczęścia.
Prawczyni była na miejscu i pocieszała osoby, które tam płakały nad tymi znalezionymi zwłokami.
Cały czas była w pobliżu i cały czas pozorowała, że ona nie ma z tym nic wspólnego.
Aleksandra Smolińska.
Jarosław Adamczuk.
To mieszkanie nie wyglądało jak spalone, natomiast było mocno osmolone i wyglądało właśnie w taki sposób, jakby zaczął się jakiś pożar, który się nie rozwinął, natomiast większość ludzi myśli sobie, że ludzie w pożarze giną w płomieniach, a tak naprawdę giną od tego, że duszą się i trują gazami, które powstają.
Nikt nie chciał uwierzyć, że ktoś mógł zabić dwójkę bezbronnych dzieci.
Natychmiast po dokonaniu oględzin podjęto działania zmierzające do wykrycia sprawcy tego przestępstwa.
Już 3 listopada zatrzymano osobę podejrzewaną o dokonanie tego zabójstwa.
To była znajoma zamordowanej kobiety.
Przy zatrzymaniu Magdalenem w jej domu znaleziono telefony.
Stwierdzono też u zatrzymanej świeże otarcia naskórka i zadrapania.
Media i sąsiedzi po tym, co zrobiła, ochrzcili Magdalenę diablicą ze stalowej.
Podawała różne wersje, bo musiała się wytłumaczyć tej swojej obecności w mieszkaniu Pauliny, ponieważ na jej butach znaleziono, które ona umyła pod kranem,
Podczas wyjaśnień podejrzana wskazała, że miała pretensje do zamordowanej kobiety o to, że ta powiedziała jej konkubentowi o długu, który miała i o narkotykach zażywanych przez podejrzaną.
To nie potwierdziło się do końca w trakcie postępowania, dlatego że konkubent podejrzanej zaprzeczyłaby kiedykolwiek rozmawiał z zamordowaną kobietą i miał z nią jakiekolwiek relacje.
Być może to był motyw, najważniejszy właśnie motyw rabunkowy.
Trudno to nawet teraz, po tylu latach, na chłodno analizować, co się mogło takiego stać, że ktoś odbiera życie drugiemu człowiekowi, jest niezrozumiały, a z drugiej strony, że zabiera to życie małym dzieciom i mając własne dziecko jest w stanie zrobić coś takiego.
Czy to tłumaczy, że ktoś jest potworem alkoholu, czy jakichś środków odurzających?
Ludzie podejmują decyzję o tym, że biorą te prochy wcześniej i to, co się potem dzieje, jest jakąś konsekwencją, na którą się muszą godzić.
Obrona próbowała wykazać, że Magdalena działała w afekcie.
Magda nie poszła do Pauliny z zamiarem zabicia jej.
Katarzyna Hadysz, adwokat obrońca Magdaleny M.
A ona tam poszła w zupełnie innym celu, a to, że doszło do tej zbrodni, było wynikiem tego, w jaki sposób się panie ze sobą komunikowały.
Biegła powiedziała, że mogło tak być, że ona nie widziała tych dzieci, że ona...
I to jest to właśnie zawężone pole świadomości, że ona nie obejmowała tą swoją świadomością tego, że dzieci spały na łóżku.
Magdalena była badana przez biegłych psychiatrów, a także przez psychologa, którzy stwierdzili, że ma ona nieprawidłową osobowość, że jest osobą uzależnioną nie tylko od narkotyków, ale też od hazardu.
Jest osobą, która nie przestrzega norm społecznych, która jest osobą bardzo impulsywną i egocentryczną, nastawioną na zaspokajanie własnych potrzeb.
W związku z tym też mało empatyczną, mało zainteresowaną innymi ludźmi.
Biegli stwierdzili też, że inteligencja skazanej jest poniżej normy, ale nie stwierdzili, aby w jej przypadku doszło do zniesienia lub ograniczenia poczytalności w chwili tego zdarzenia.
Co ta szmata to zrobiła?
Napisała z wielkimi błędami ortograficznymi na parapecie, w tym więziennym oknie, jak gdyby taki liścik do tej dziewczynki, która zginęła.
Wolałabym, żebyś ty żyła, czy coś takiego.
Więc to miała być taka właśnie jakiegoś próba pokajania się.
Wyraziła głębokie ubolewanie, ale powiedziała też, że nie ma takiej mocy, żeby cofnąć czas.
Gdyby mogła, to by to uczyniła.
Od zbrodni minęło kilka lat i życie na warszawskiej Pradze toczy się dalej, jednak co roku w Dzień Wszystkich Świętych grób Pauliny i jej dzieci tonie w kwiatach.
Nikt nie zapomniał tej okrutnej, bezsensownej zbrodni.
Jak mówią, Praga nie zapomina.
Najlepsze polskie programy true crime.
Najgłośniejsze sprawy kryminalne.
Tylko w telewizji Crime and Investigation Polsat.
Bliżej niż myślisz.
W nocy z 17 na 18 października 1991 roku w miejscowości Sobota, niedaleko Lwówka Śląskiego, doszło do brutalnego zabójstwa 32-letniego Stanisława F. Co się stało?
Nie wiem, leży cały w ekranie.
Musimy pamiętać o tym, że to był jednak proces poszlakowy.
Nie mamy sprawcy złapanego z tą słowiewą, dymiącą spluwą nad ciałem ofiary na miejscu zbrodni.
Nieznany sprawca wdarł się do mieszkania na pierwszym piętrze, odurzył i skrępował żonę ofiary EWF.
Kiedy się ocknęła, mąż leżał we krwi.
Stanisław F. miał ogromnego pecha, że trafił na dwoje ludzi.
Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej.
Którzy związali się razem i żadna z tych osób nie miała moralnych dylematów, żeby pozbawić inną osobę.
Doświadczeni śledczy często powtarzają takie zdanie, taką złotą myśl, że morderca jest zawsze w pierwszym tomie akt.
Jakub Orłowski, adwokat, obrońca Ewy F. Która w mojej ocenie nie została dana nam, aby ją udowodnić z wielu względów.
Nikt z rodziny i znajomych nie przypuszczał, że Stanisław może paść ofiarą tak bestialskiej zbrodni.
Był dobrym człowiekiem, starał się dbać o rodzinę, wyjeżdżał do pracy.
Nic nie mówiłeś, że przyjeżdżasz.
Chciałem wam zrobić niespodzianek.
Nic nie wskazywało na to, aby w tym małżeństwie działo się źle.
Do czasu, gdy Stanisław F. zaczął wyjeżdżać do Niemiec.
Za każdym razem, kiedy Stanisław wracał z pracy sezonowej w Niemczech, mógł liczyć na swoją stałą posadę kierowcy w pobliskich zakładach przemysłu drzewnego.
Ewa pracowała w jednym z banków w Lwówku Śląskim.
Był też taki moment, zeznają o tym świadkowie, że Ewa chciała opuścić męża.
To działo się mniej więcej w tym czasie, w roku prawdopodobnie 1990.
Była już spakowana, chciała wrócić do swojej matki, ale na to nie zgadzała się matka Ewy i poprosiła szwagierkę Stanisława, aby ta przekonała Ewę, żeby tego nie robiła.
nie opuściła męża, została w sobocie.
jakby swoich takich informacji, takich przemyśleń przelewała na listy.
Ewa F. poznała Waldemara B. Waldemar B. świadczył swoje usługi transportowe w magazynie zbożowym, który graniczył z posesją, na której mieszkała Ewa i Stanisław.
Najgorsze, że mamy jeszcze te wszystkie dokumenty do wypełnienia.
Dawaj podjedziemy do Ewy.
Może nam pomoże to powypełnić.
Ewa pomagała tak naprawdę magazynierowi w prowadzeniu księgowości, w jakichś rozliczeniach tak naprawdę finansowych.
Zdzisław razem z Waldemarem B. zaczęli do niej przychodzić i ją odwiedzać.
I od tego momentu w tym małżeństwie zaczęło się psuć.
Z tego, co ustaliła prokuratura, był to taki bardzo intensywny i płomienny romans i ona bardzo chciała odejść od męża i chciała być z tym Waldemarem.
Właśnie kończyliśmy.
Wiesz, Waldek, wolałbym, żebyś tu nie przychodził, kiedy mnie nie ma.
Stanisław domyślał się, że zagrożeniem dla ich związku, dla ich małżeństwa jest Waldemar B. Sądził, że to Waldemar B jest zakochany w jego żonie, natomiast bez wzajemności.
Niecały rok przed zabójstwem Stanisława dochodzi do różnego rodzaju dziwnych zdarzeń.
6 grudnia 1990 roku ktoś dzwoni do drzwi domu małżeństwa.
Ten budynek, w którym mieszkał Stanisław, zewnętrznie wyglądał jak zwykły budynek mieszkalny, gdzie i na parterze, i na piętrze są pomieszczenia mieszkalne.
Natomiast w istocie tak naprawdę Stanisław z żoną mieszkali, mieli pomieszczenia mieszkalne tylko na piętrze.
Na parterze były pomieszczenia gospodarcze.
Staszek, mam ktoś do ciebie.
Do mnie?
Oni mieli taki zwyczaj, że jeżeli ktoś dzwonił domofonem, to najpierw wyglądali przez okno, żeby sprawdzić, kto przyszedł.
I wydaje się, że podczas tego zdarzenia z 6 grudnia sprawca wiedział o tym zwyczaju, że tak się stanie, bo po...
w zadzwonieniu domofonem do mieszkania, gdy Stanisław otworzył okno, wyjrzał przez to okno, ten oddał do niego strzał z broni palnej.
Zabójczy plan tym razem się nie udał.
Jednak od tego momentu Stanisław zaczyna poważnie obawiać się o swoje życie.
nieprawdziwego motywu przyszłej zbrodni.
Stanisław F. otrzymał kartkę z Niemiec z pogróżkami, że jeżeli czegoś nie odda, to zostanie pozbawiony życia.
Stanisław zaczyna mieć dziwne problemy ze zdrowiem.
Staje się też bardziej podejrzliwy i mniej ufny.
Nie, nie wiem, co się dzieje.
Poczekaj, on po prostu musi trochę odpocząć, prawda, Staszek?
Stanisław jechał, wrócił na posesję samochodem, nie trafił w bramę garażową, zarysował samochód, następnie wypadł niejako z tego samochodu i był w stanie, który świadek opisał jako skrajne upojenie alkoholowe, natomiast absolutnie nie było czuć od niego woni alkoholu.
On był absolutnie cały czas zdziwiony, nie wiedział czego od niego się żąda, czego od niego chcą jakieś tam bliżej nieokreślone osoby z Niemiec.
I do tego stopnia był zdziwiony tym faktem, że napisał list do swojego znajomego, z którym pracował w Niemczech.
Taki zaniepokojony pytał, czy tam coś się nie stało, czy on tam komuś nie podpadł.
Ten kolega nawet nie odpisał, bo myślał, że taki żart jest.
Nieudane zamachy na życie Stanisława bardzo źle wpływały na jego psychikę.
Eto, nie ma co gadać.
Też miałem jakiś dziwny telefon na stacji benzynowej.
Ktoś cię szukał, mówił, że masz mu coś oddać.
Sam nie wiem.
Ktoś coś do mnie ma, a ja nie wiem kto i co.
Ostatnia próba zamachu na życie Stanisława miała miejsce na kilka dni przed zabójstwem.
Stanisław miał udać się w delegację z dyrektorem Tartaku, w którym pracował do miejscowości Jaworzno.
I o tym wyjeździe dowiedział się, co jest istotne, zaledwie kilka godzin przed wyjazdem.
Natomiast zwrócił uwagę, że korona tego drzewa znajduje się w kierunku do lasu, a nie w kierunku oddalonym od lasu, czyli zauważył, że to drzewo nie mogło samoczynnie spaść, przestraszył się tej sytuacji i nie wysiadł z tego samochodu.
Tego dnia na dworze było bardzo zimno.
Temperatura sięgała 5 stopni Celsjusza, ale wiał śnienny wiatr i świadkowie mówili, że było bardzo zimno.
Sprawca wszedł do mieszkania, jest na piętrze, na wysokości mniej więcej 4 metrów, wszedł do mieszkania przez okno.
Musiał wejść przez okno, przejść przez pokój tych dziewczynek.
Robert Tomankiewicz.
Następnie wszedł do pokoju, gdzie spał Stanisław F. i zadał mu co najmniej dziewięć uderzeń narzędziem tempo krawędzistym w głowę, a także przy użyciu noża lub innego zbliżonego wyglądem przedmiotu zadał mu kilka ran kutych.
Myślała, że...
Gdy weszła do pokoju, została rzekomo zaatakowana przez sprawcę, który związał jej ręce i też jednocześnie przyłożył jakąś tkaninę, materiał nasączony substancją chemiczną, która spowodowała, że ona straciła przytomność.
Nie do końca jest jasne, dlaczego oszczędził ją tak bardzo, a tak potwornie, brutalnie zabił jej męża.
W sprawie miała status osoby pokrzywdzonej.
Większość śladów wskazywała na porachunki z czasów, kiedy Stanisław pracował w Niemczech.
Niestety policja nie znalazła mordercy, a w 1992 roku dochodzenie zostało zamknięte.
Dopiero po 26 latach od popełnienia zbrodni, policjanci wpadli na nowy trop dotyczący tego zagadkowego morderstwa.
List miłosny, o którym wiemy, że Ewa go napisała.
Patrz co mam.
Ten list to przełom.
Pamiętasz sprawę w sobocie?
Mamy zielone światło od prokuratury.
Co takiego sensu mówitego w tym liście?
Kochany mój, nie mogę jak zwykle spać.
Postanowiłam przekazać Ci moje nocne myśli.
Nie wiem, dlaczego nie możesz uwierzyć w moją miłość do Ciebie.
Zapewniam Cię, że ona jest tak silna, że dech zapiera.
Nigdy nie czułam nic podobnego.
Rozmyślam o tym, jakby cudownie było być razem.
Ja ciągle mam nadzieję, że znowu coś wymyślisz.
Na bank mieli romans.
Może i mieli, ale niekoniecznie oni zabili.
Poza tym za romans do więzienia się jeszcze nie wsadza.
Robert Tomankiewicz.
Ściągnęliśmy akta tej sprawy, poddaliśmy je analizie, stwierdziliśmy, że są tam zabezpieczone dowody rzeczowe, które nigdy nie były badane.
przy użyciu obecnych technik, które diametralnie różnią się od tych technik, które były dostępne w 1991 roku.
No i te wykonane czynności doprowadziły nas do decyzji o podjęciu tego umorzonego postępowania.
Jak się wtedy okazało, Ewa dwa lata po śmierci Stanisława zamieszkała z Waldemarem.
Wspólnie mieli też dwójkę dzieci.
Ona, rozumiem, musiała grać ofiarę przerażoną tym, co się stało, a on taki, który ją pocieszył, który wsparł w trudnych chwilach.
Kobieta, która została sama po jakiejś straszliwej zbrodni, w potwornej traumie, znajduje przyjaciela, który wtedy jej pomaga i do tego stopnia pomaga, że nawiązuje się między nimi jakaś relacja.
Fakt tego romansu społecznie może wynikać tylko z faktu, iż oni w przyszłości po tym zdarzeniu zostali parą i z ich związku urodziły się dzieci, więc to było w mojej ocenie główne uzasadnienie tego romansu sprzed zabójstwa.
Natomiast w roku 1991 z całą pewnością tych świadków o ich romansie w tym postępowaniu nie było.
Proszę napisać, co pani powiem.
Nie mogę, jak zwykle, spać.
Twierdziła, że ona nie pamięta, aby...
Kiedykolwiek tego rodzaju list pisała, na moje pytania, kogo darzyła takim uczuciem, jak wynika z treści tego listu, nie potrafiła sobie przypomnieć.
Powołaliśmy biegłego z zakresu badań pisma ręcznego, żeby zweryfikować, czy aby na pewno ten list był napisany jej ręką.
Chyba miałeś rację.
Pamiętasz ten fragment w liście, jak ona siedzi?
Coś tam takiego było.
Zaraz poszukam.
To chyba ten fragment.
Nie zapomnę nigdy takiego momentu, gdy siedziałeś w fotelu koło okna.
Ja w drugim fotelu, patrzyłeś na mnie i w pewnym momencie powiedziałeś kocham cię.
I było tak ciepło powiedziane, że aż ukłuło mnie w środku.
Czy ty wiesz, że dokładnie taki sam układ mebli był w jej mieszkaniu?
a Zdzisiek to kierownik magazynu na zborze.
To o czym doświadczy?
Mamy ich.
Wątpliwości i niewyjaśnione wcześniej kwestie zaczęły się układać w nowy motyw.
Tym razem nie były to niemieckie porachunki, ale usunięcie męża, który stał na drodze do szczęścia.
W momencie, w którym prokuratura razem z Archiwum X byli przekonani, że mają wszystko, co pozwala na przedstawienie zarzutów, Ewa i Waldemar stali zatrzymani, przesłuchani, skonfrontowani też z tymi dowodami, które przy koniu zebrano.
Cały czas twierdzili, że nie mają z tym nic wspólnego.
Na żadnym etapie tego postępowania nie przyznali się do winy, wręcz zaprzeczali do samego końca swojemu romansowi w czasie, gdy Stanisław F. jeszcze żył.
Z zebranych dowodów w akcie oskarżenia znalazły się zarówno wydarzenia dotyczące usiłowania zabójstwa Stanisława, wyniki ekshumacji, które potwierdziły w jego krwi obecność środka nasennego oraz wyniki badań na obecność DNA sprawców.
Od początku twierdziliśmy, że proces jest procesem poszlakowym.
Nie mieliśmy możliwości przedstawienia własnej wersji wydarzeń przez całe to postępowanie.
W mojej ocenie o winie przesądziło pewnego rodzaju historia, która została utkana przez prokuraturę, oparta o poszlakę w postaci DNA.
Nie wiadomo do kogo należały buty porzucone na miejscu zbrodni oraz odciski obuwia zostawione na parapecie.
Biegli wykazali, że Ewa nie mogła zostać odurzona i uśpiona.
Zawsze gdzieś w tyłu głowy jest jakaś taka drobna wątpliwość, a może nie.
Natomiast jeżeli tak, to to jest niesamowita zbrodnia i potworne wyrachowanie.
Sąd pierwszej instancji skazał Ewe i Waldemara na 25 lat pozbawienia wolności.
Sąd apelacyjny zmniejszył wyrok do 15 lat.
Historia z tym zwalonym drzewem.
Ktoś próbował go truć, czy też przynajmniej usypiać.
Nie wiem, jak było.
Jeżeli nawet były jakieś próby zabójstwa, to już nie rozwikłamy tego, bo przy założeniu, że prokuratura odtworzyła tę historię poprawnie, tą jedną, co do której mamy procesowo prawomocny wyrok, no to do pewnego stopnia stało się zadośćprawiedliwości, ale nigdy już nie
Odtworzymy tej historii do końca.
Nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie w tej sprawie są.
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału na YouTubie, to warto to zrobić, aby nie przegapić naszych podcastów i innych materiałów, które publikujemy.
Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją opinią na temat tego, czego właśnie wysłuchałeś, to zapraszamy do zostawienia komentarza.
Za każdy dziękujemy.
Jeśli interesuje Was tematyka True Crime w najlepszym wydaniu, oglądajcie telewizję Crime & Investigation Polsat.
Informacje o tym, gdzie znajdziecie stację, podajemy w opisie podcastu.
Ostatnie odcinki
-
🎙 Czy naprawdę zabił dwóch chłopców? Marcin Chm...
02.02.2026 14:53
-
🎙 Bezdomny gwałciciel. Zabetonował ciało ofiary...
22.01.2026 17:00
-
🎙 Bestialsko zabił dwie osoby - Krzysztof Zalew...
15.01.2026 17:00
-
🎙 Bezwzględny seryjny morderca - Grzegorz Musia...
08.01.2026 17:00
-
🎙 Brutalnie znęcał się i zabił przyjaciela - Ra...
01.01.2026 17:00
-
🎙 Satanistka morderczyni | Poćwiartowane ciało ...
25.12.2025 17:00
-
🎙 Morderstwo w rodzinie | Bezsensowna zbrodnia ...
18.12.2025 17:00
-
🎙 Otruła męża dla pieniędzy | Zakopane Ciało | ...
11.12.2025 17:00
-
🎙 9 ofiar seryjnej morderczyni | ogród śmierci ...
04.12.2025 17:00
-
🎙 Dwa brutalne morderstwa w Tatrach | Uprowadze...
27.11.2025 17:00