Mentionsy
🎙 Morderstwo w Zakopanem | Zwłoki nad morzem | Pielgrzymka zakończona śmiercią | PODCAST
Wakacyjne Zbrodnie to program przedstawiający historie Polaków, których wymarzony urlop zamienił się w istny koszmar. Pakując walizki nikt nie spodziewa się, że wyczekiwany odpoczynek zakończy się tragicznie.
"Dobry duch"🌴
W sierpniu 2003 roku pewien znany krakowski fotograf spacerował po Dolinie Chochołowskiej, gdzie natrafił na ukrytą w zaroślach torbę z rzeczami, która należała do 22-letniej Kasi P. Dziewczyna wyruszyła w samotną, wakacyjną podróż do Tatr.
"Autostopowiczka"
🌴Ala wybrała się ze swoją przyjaciółką na wakacje do Łeby. W trakcie urlopu postanowiła pojechać na dwa dni do Przemyśla, gdzie miała iść z rodzicami na wesele. Później miała wrócić do Łeby. Wsiadła w autobus w Przemyślu, ale nad morze nie dotarła.
"Pielgrzymka"
🌴Daria wybrała się z ojcem na pielgrzymkę do Izraela. Pewnego dnia dziewczyna źle się poczuła i została w hotelu, podczas gdy jej tata i pozostali pielgrzymi wyszli na wycieczkę. Po powrocie okazało się, że Darii nie ma. Ślad po niej zaginął.
🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.
📺 Subskrybuj kanał, by nie przegapić kolejnych historii opartych na prawdziwych wydarzeniach.
Naszą stację znajdziecie tu:
POLSAT BOX 32/80
CANAL+ 227
NETIA 97
INEA 307
ORANGE 42/463
TOYA 354
PLAY (MEDIABOX) 116
PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405
PLAY TV BOX 404
T-Mobile (Magenta TV) 518
Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.
Szukaj w treści odcinka
Zapraszamy na podcast Wakacyjne Zbrodnie, zrealizowany na podstawie polskiej serii dokumentalnej True Crime o tym samym tytule, którą możecie oglądać w telewizji Crime and Investigation Polsat.
co było powodem tego, że dziewczyna porzuca wszystkie swoje rzeczy.
Kimś ważnym w jej życiu jest tak zwany dobry duch.
Ktoś wyrwał te kartki.
To wzbudziło we mnie już takie bardzo mocne podejrzenia.
Bez wątpienia trzeba było go odnaleźć jak najszybciej.
Okazało się, że jest to niestety recykliwista.
Dowiedzieliśmy się, co zrobił.
Wakacyjne zbrodnie.
Odcinek pierwszy.
Tego dnia, to było 6 sierpnia 2003 roku, znany taki krakowski fotograf robił zdjęcia w Dolinie Chochołowskiej.
Dariusz Nowak, ówczesny rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
W którymś momencie zobaczył, że tam są jakieś reklamówki.
To była, ja bym powiedział, taka sprawa niezwykła dla nas.
Ona w ogóle nie zapowiadała tego, co miało się później wydarzyć.
To był początek sierpnia, także początek takiego pełnego sezonu wakacyjnego w Zakopanem.
To był, pamiętam, chyba dosyć ciepły dzień, siedziałem w redakcji, no gdy nagle na biurku odezwał się telefon, to jeszcze był telefon stacjonarny wtedy, no i zadzwonił taki mężczyzna, trochę znajomy, akurat ja odebrałem ten telefon, powiedział, że ma taką dziwną sprawę, nietypową, że znalazł jakieś rzeczy osobiste kogoś.
Z tego, co pamiętam, powiedziałem, że no to trzeba chyba zawiadomić policję najlepiej, no bo nie wiemy, co się stało, kto to jest.
No ale on mówi, że nie, że na razie nie chce na policję dzwonić, bo to może jakaś błaha sprawa jest, ale że może ja bym przyjechał jednak i zobaczył.
Jakaś zagadkowa sprawa, czemu nie.
Trochę byłem zaskoczony, że wszystkie te rzeczy, które były znalezione, były dokładnie rozłożone.
No i zacząłem patrzeć wśród tych rzeczy, czy nie ma jakiegoś kontaktu do właściciela, do właścicielki.
Nie wiedzieliśmy wtedy, kto to kompletnie jest.
No i jedynym tropem wtedy to był ten notes, pamiętnik.
Tak przez chwilę nawet myślałem, czy czytać, czy nie czytać.
No są to jakieś osobiste zapiski, ale sobie myślę, że może to doprowadzi do tego, że zaraz się skontaktujemy z tą osobą.
Pierwsze, co mnie zdziwiło, gdy otworzyłem, patrzę się, a tu tam nie ma kilku stron.
Widzę, że ktoś prowadził, prowadził pamiętnik, bo są zapisywane daty.
Nagle właśnie ostatnie dni, patrzę, ostatnich dni, kilka dni jest wyrwanych.
Ktoś wyrwał te kartki.
No to wzbudziło we mnie już takie bardzo mocne podejrzenia, że coś jest naprawdę nie tak, no bo po co ktoś miałby wyrywać te strony.
Znalazł jakiś numer telefonu, wyglądało na to, że to jest telefon do mamy i on po prostu zadzwonił.
Mówi, że od 9 dni nie miała kontaktu z córką.
Zaczęliśmy się zastanawiać, co jest, prawda?
No bo gdyby dziewczyna była widziana wczoraj, przedwczoraj, no to jeszcze, powiedzmy, można przypuszczać, że nic się nie dzieje.
No ale 9 dni bez kontaktu i to jest jeszcze dziewczyna normalna, ułożona, która ma dobry kontakt z rodzicami, no już to wydawało się być podejrzane.
Z takiego zwykłego telefonu zaczynała się robić bardzo, bardzo poważna historia.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jaki ona będzie miała finał, ale można było podejrzewać, że stało się coś złego.
Oczywiście taką skarbnicą wiedzy na temat Katarzyny, jej kontaktów, był ten notes.
To było sporo takich w tym dowodzie poszlak, sporo dla nas takich wniosków czy sporo tropów.
Ten notes okazał się bardzo istotny w tej sprawie.
Kasia, ja bym powiedział, była w takim okresie, który jest dla człowieka cudowny, dlatego że to są takie pierwsze długie wakacje.
Wszyscy pamiętamy, kończymy szkołę średnią, zdajemy na studia i mamy te pierwsze takie upragnione okresy.
długie wakacje i to rzeczywiście tak było.
Ona skończyła szkołę średnią, zdała maturę, zdała również egzaminy na studia i wtedy postanowiła z tego skorzystać.
To 22-letnia dziewczyna, miła, sympatyczna, bardzo lubiana, atrakcyjna.
Kasia wyruszyła w podróż do Zakopanego 28 lipca 2003 roku.
Z tych paru wpisów wynikało, że trochę szukała miłości tak naprawdę.
Miała chyba przyjechać z koleżanką tutaj, ale coś nie wyszło i przyjechała sama.
Z tych zapisków wynikało, że dotarła do Zakopanego i w zasadzie to było tyle.
W swoim pamiętniku Kasia wielokrotnie wspominała o rozmowach z kimś, kogo nigdy nie widziała na żywo.
Kimś ważnym w jej życiu jest tak zwany dobry duch.
Wydawało się, że to jest jakiś młody chłopak, młody mężczyzna, z którym jest blisko.
Ja bym powiedział, że to bardziej taka bliskość duchowa niż fizyczna, że ona jest pod jego wpływem, że to rodzaj jakiegoś takiego mentora, nauczyciela, guru.
Sądziliśmy, że ona po prostu nie mówiąc z rodzicom o tym, spotkała się z tym dobrym duchem i gdzieś w towarzystwie tego dobrego ducha jest.
To był 2003 rok, młody policjant uczący się dopiero tej pracy wyjątkowej.
Roman Wieczorek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem.
Ja byłem w tej komórce, która zajmowała się zaginięciami i poszukiwaniami osób.
Dla nas zadanie tego dnia było właśnie takie, że jest zgłoszenie o zaginięciu
młodej dziewczyny, mieliśmy dane osobowe tej kobiety, podjąć czynności, które by miały pomóc w jej odnalezieniu.
No i takie działania podejmowane były.
Policjanci pionu kryminalnego sprawdzają teren miasta, hotele, pensjonaty, dworce, tak aby znaleźć trop, czy ona faktycznie była tutaj, jeżeli tak, to gdzie, gdzie się przemieszczała, z kim ewentualnie się spotkała.
kto wie, co się stało.
Myślałem, a może poznała jakiegoś chłopaka i gdzieś na chwilę o rodzicach, o domu rodzinnym zapomniała.
W pamiętniku Kasi kilka tygodni przed jej zaginięciem pojawia się wpis o tym, że dobry duch planuje wakacyjną podróż od Pomorza do serca Podhala.
Dla nas wtedy najważniejsze było odnalezienie właśnie tego dobrego ducha.
Dariusz Nowak, ówczesny rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Nie wiedzieliśmy ani jak on ma na imię, ani kim jest, ani gdzie mieszka.
Wydawało się, że idąc tym tropem, dojdziemy również do Katarzyny.
Pracowało pewnie kilkaset osób.
Trzeba było założyć, czy albo ktoś ją widział, więc policjanci z jej zdjęciem chodzili po Zakopanem, chodzili po Dolinie Chochołowskiej, sprawdzali hotele, kwatery, te, które oczywiście są zarejestrowane.
No i to był rzeczywiście trop celny.
Okazało się, że Kasia spędziła noc z 30 na 31 lipca w jednym ze schronisk.
Jej imię i nazwisko widniało w księdze meldunkowej.
Schronisko w Dolinie Chochołowskiej, wśród osób, które tego dnia i dni poprzednich meldowały się, jest Kasia.
Rozmawiając z dalszymi osobami, z pracownikami, dowiadujemy się, że jest towarzystwie młodego mężczyzny.
Wiedzieliśmy, że tam na pewno tej nocy była.
To już był pewnego rodzaju, powiedziałbym, w tych poszukiwaniach sukces.
Z tego, co pamiętam, to tam na takiej sali może być kilka, nawet kilkanaście osób.
Zaczęliśmy sprawdzać ludzi, którzy razem z nią tę noc spędzili w tym dużym pokoju.
No to chyba było kilkanaście nazwisk z tego, co dzisiaj pamiętam, ale szczególnie jedno nazwisko było istotne, dlatego że jak sprawdziliśmy w kartotece tego człowieka, to był 36-letni Paweł, Paweł H. To się okazało, że to z kryminalnego punktu widzenia straszna postać.
Ten mężczyzna zostawił swoje dane osobowe, z którymi się nie krył.
Okazało się, że jest to niestety recytywista, który siedział w więzieniu za popełnienie gwałtu.
Człowiek agresywny, który zwabiał dziewczyny do siebie, te dziewczyny gwałcił, niedawno wyszedł z więzienia.
Mało tego, to więzienie nie bardzo na niego wpłynęło, dlatego że pojawiły się kolejne rzeczy, kolejne gwałty.
Na razie nie było wiadomo, czy on ma związek z Katarzyną, ale było wiadomo, że ten poszukiwany, groźny przestępca jest również w Zakopanem, więc to było istotne, żeby go po prostu złapać.
Jedna z hipotez, która była sprawdzana, to ta czy Paweł H., dobry duch, to ta sama osoba.
Zaczęliśmy przeglądać internet, przeszukaliśmy również czat.
Tu okazało się, było imię i nazwisko tego dobrego ducha.
Wyglądało na to, że to jest młody chłopak.
Zdziwił się, że jego numer telefonu figuruje na tym czacie.
No więc zaczęliśmy się zastanawiać, co jest.
Wakacyjne zbrodnie.
Jedynym tropem wtedy to był ten notes, pamiętnik.
Dla nas wtedy najważniejsze było odnalezienie właśnie tego dobrego ducha.
Wśród osób, które tego dnia meldowały się, jest Kasia.
Było imię i nazwisko tego dobrego ducha.
Zaczęliśmy się zastanawiać, co jest.
Zadaniem policji było ustalenie, kto mógł jeszcze korzystać z telefonu mężczyzny i podawać się za dobrego ducha.
Była wtedy studentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Tutaj studiowała w Krakowie.
I do tej Justyny dotarliśmy i Justyna powiedziała, że ona jest rzeczywiście tym dobrym duchem.
Udawała mężczyznę.
Jak powiedziała wtedy, jej się po prostu zrobiło żal.
Kiedy Kasia pomyłkowo napisała do niej, zrobiło jej się żal i zaczęła z nią rozmawiać jako chłopak.
Była jej powiernicą, doradzała jej, rozmawiała z nią, ale cały czas udawała, że jest chłopakiem.
Nigdy jej na oczy nie widziała i nie ma z tą sprawą nic wspólnego.
No oczywiście, miała sprawdzone alibi.
Trop dobrego ducha ostatecznie zaprowadził śledczych donikąd.
Co było powodem tego, że dziewczyna porzuca wszystkie swoje rzeczy.
Czy wpadła na przykład na pomysł taki, że kończę z moją osobą tutaj w Polsce, zaczynam nowe życie za granicą, będę miała nową tożsamość.
To jest jedna z hipotez, jedna z wersji.
Druga, no niestety coś się musiało wydarzyć, że ktoś te rzeczy dziewczynie zabrał, być może w wyniku czynu przestępczego.
Nie wiem, czy okradł ją w hotelu, pensjonacie, czy w schronisku górskim.
hipoteza, że coś przykrego się musiało wydarzyć i że tej kobiecy coś się stało.
Jedyny trop prowadził do Pawła H., karanego wcześniej za gwałty mężczyzny, który 30 lipca razem z Kasią spędził noc w schronisku.
Nikt nie wiedział jednak, gdzie mężczyzna jest ani jak aktualnie wygląda.
Policja dysponowała jedynie jego zdjęciem sprzed siedmiu lat.
Pewnego rodzaju przypadek, ale szczęście, szczęśliwy traf, sprawił, że pewien człowiek w Dolinie Chowołowskiej robił zdjęcie swojej rodzinie i on po prostu robił te zdjęcia cykał jedno po drugim.
On się zgłosił wtedy w ogóle do nas, zaczęliśmy przeglądać te jego zdjęcia i zobaczyliśmy, że w tle tego zdjęcia, jak robił rodzinie, jest Katarzyna z jakimś mężczyzną.
Oczywiście porównaliśmy to zdjęcie do zdjęcia po Was sprzed lat.
I tak mieliśmy zdjęcia w miarę aktualne Pawła i przede wszystkim wiedzę, że on był razem z Katarzyną, bo razem szli obok siebie.
Bez wątpienia trzeba było go odnaleźć jak najszybciej.
Zdjęcie tego Pawła pojawiło się w internecie.
Informacja była taka, że jest podejrzewany o zaginięcie 22-letniej dziewczyny.
To już było bardzo poważne zadanie dla nas wszystkich tutaj na Podhalu Zakopieńskich Policjantów, żeby jak najszybciej ustalić, gdzie ten mężczyzna jest, bo na pewno dzięki temu dowiemy się, gdzie jest Kasia.
Wiemy dzisiaj, że wpadł w koinie.
Został rozpoznany przez jednego z przechodniów.
No i podczas pracy z zatrzymanym i w prokuraturze, i w zakopiańskiej komendzie, no niestety dowiedzieliśmy się, co zrobił.
Mamy Pawła.
Paweł był w towarzystwie Katarzyny.
Prawdopodobnie był ostatnią osobą, która widziała Katarzynę, ale co się stało z Katarzyną, to przecież myśmy nie wiedzieli.
Równie dobrze Paweł mógł wtedy powiedzieć, że no tak, nawet się przyznać do tego, że miałem z nią kontakt, że ją widziałem, ale rozstaliśmy się w Dolinie Chochołowskiej, ona gdzieś poszła i tak dalej.
I praktycznie być może nie wiedzielibyśmy do tej pory, co się z Kasią stało.
W stażu doświadczeniu policjanci wzięli go na przesłuchanie.
Zablefowali, jak się okazało, to był taki bardzo skuteczny blef na zasadzie takiej, że no słuchaj, no wszystko wiadomo, wiemy, że ją zabiłeś, wiemy, co się stało, jak się przyznasz, no to wyrok będzie dużo mniejszy.
No i on myślał, myślał i po pewnym czasie zdecydował się na to opowiedzieć, jak było naprawdę, co się stało.
No i ta prawda okazała się tragiczna i to, co stało się z Katarzyną, trzeba powiedzieć, że to było po prostu przerażające.
Przyjechał do Zakopanego, wiedział, że jest ścigany przez policję w Białymstoku, więc się ukrywał.
Zatrudnił się u pewnego człowieka, który miał pokoje do wynajęcia i był tak zwanym naganiaczem, czyli człowiekiem, który podchodzi do turysty i proponuje mu pokój.
I zobaczył rzeczywiście 29 lipca z autobusu wysiadła Katarzyna.
Ona przyjechała wtedy tym autobusem do Zakopanego.
No niestety on miał jakieś takie powiedzmy możliwości czy oddziaływanie psychologiczne, że potrafił ładnie opowiadać, potrafił być miłym, potrafił być czarującym.
Ona miała tak naprawdę wielkiego pecha.
No wystarczyło pewnie, żeby godzinę później, godzinę wcześniej przyjechała do Zakopanego i nigdy by go nie spotkała.
Widać, że przyjechał tutaj po prostu chyba na łowy.
Był pomysł na to, żeby pójść do Doliny Chochołowskiej.
On wiedział, że tam są po prostu tanie noclegi.
Dzień spędzili razem, wieczorem znaleźli się w schronisku w Dolinie Chochołowskiej.
Tam się zameldowali.
W ogóle się tak naprawdę nie ukrywał, bo podał swoje dokładne dane osobowe w tym schronisku.
Chyba miał już ten w głowie plan, ten swój taki zbrodniczy, wiadomo to był gwałciciel poszukiwany, ścigany od wielu lat, mający na sumieniu mnóstwo tego typu historii.
To stało się na takiej polanie między Doliną Chochołowską a Kościeliską, na polanie, gdzie stał taki szałas.
W którymś momencie, kiedy przechodzili obok szałasu, zaczął Katarzynę wciągać do tego szałasu.
Kiedy już była taka zamroczona, zgwałcił ją.
Ponownie zaczął ją bić, dusić, aż w końcu ją zabił.
Zwłoki przeciągnął obok tego szałasu, tam przykrył, także one były niewidoczne i nie do odnalezienia praktycznie.
Późno po południu, już przy zapadającym zmroku poszliśmy czarnym szlakiem z Doliny Chachobowskiej w kierunku Doliny Kościeliskiej.
Roman Wieczorek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem.
To miejsce było wskazane jako miejsce, w którym doszło do zbrodni.
Z racji tego, że to już było bardzo późno, nie mogliśmy wykonać bardzo dokładnych czynności i oględzin z udziałem biegłych prokuratora i innych śledczych, przyszło nam całą noc zostać tam na miejscu.
Na miejscu zbrodni, na tej polanie, przy tym szałasie i w pobliżu tego ciała, które tam cały czas czekało na wykonanie następnego dnia wszystkich czynności śledczych.
Wyjątkowa, zimna, ale i też ta świadomość tego, że jesteśmy na miejscu zbrodni, dawała nam takie dziwne odczucie.
Ta świadomość, że jednak jest to ciało tej młodej dziewczyny właśnie tam ukryte, dawało pewnego rodzaju takie przemyślenia, jak do tego doszło, co spowodowało, że ona uwierzyła tak łatwo temu mężczyźnie, że dała się przekonać do wspólnego spaceru czy tam wyjścia na ten szlak.
Widać było, że to nie była taka zbrodnia, że ktoś zupełnie siłą do wszystkiego przymusza, bo ta dziewczyna poszła do schroniska.
Tam gdzieś nocowali dwa dni, więc nie powinno się szczególnie jeszcze w góry przyjeżdżać samemu.
Paweł Pełka, redaktor naczelny Tygodnika Podhalańskiego.
Jednak wciąż żyjemy w takich czasach, że nie wiemy na kogo spotkamy.
Może w dziewięćdziesięciu, dziewięciu na sto przypadków to nie skończy się tak tragicznie, ale jest zawsze jakieś niebezpieczeństwo.
Mnie się wydaje, że ona była taką osobą otwartą i trochę jednak łatwowierną, łatwo ją było podejść.
Ona jakby nie czuła chyba niebezpieczeństwa.
No tego typu, ja bym powiedział, właśnie zachowanie zawsze będzie ryzykowne.
No musi się zapalić ta czerwona lampka w głowie na zasadzie takiej, no nie wiem, kim jesteś człowieku, muszę cię najpierw poznać.
To jest naturalne, że poszukujemy jakiegoś sympatii, że poszukujemy miłości, że poszukujemy tego rodzaju rzeczy, ale przy okazji szukania tych rzeczy po prostu przestajemy niejako logicznie czasami myśleć, czasami mieć ten instynkt samozachowawczy,
Licząc na to, albo nie biorąc w ogóle pod uwagę tego, że ten drugi człowiek może być zupełnie kimś innym niż sprawiającym tylko takie dobre wrażenie.
Paweł H. za zabójstwo Kasi został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.
Będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie w 2033 roku.
Już za chwilę historia brutalnego morderstwa w Łebie.
Pode mną zapadła ziemia i ja wiedziałam, że się coś stało.
Urywa się wszelki kontakt z Alicją.
Nie wiemy już, gdzie Alicja pojechała.
Ona wskazała Kciuk, że chce jechać do Łeby.
Tego nie wiadomo.
Zostałem poinformowany o tym, że niedaleko miejscowości Łeba spoczywają zwłoki ludzkie.
Te zwłoki były rozebrane.
Czasem jedna decyzja powoduje, że zmienia się całe życie człowieka.
Uważam, że taki człowiek powinien ponieść karę i nie ma prawa chodzić wśród żywych.
Podwodne zdjęcia chciała robić.
Zwierzęta chciała fotografować.
Miała 19 lat, kiedy razem ze swoją koleżanką postanowiły spędzić wakacje nad morzem.
To miał być jej pierwszy wyjazd nad morze.
Nigdy nie widziała Bałtyku.
Raz była nad Morzem Czarnym, jak wspomina jej mama, ale Polskiego Morza nie widziała nigdy, więc postanowiła razem z koleżanką spędzić tam wakacje.
ponieważ kochały podróż autostopem, więc wybrały się tam autostopem.
Nie wiem, dlaczego ona wybierała autostop.
Ja jej nie mówiłam, żeby jechała autostopem.
To taki wiek był, że może chciała zaoszczędzić, może chciała trochę spróbować jakichś takich podróży.
Alicja z Beatą przejechały autostopem z Trzebnicy do Łeby ponad 550 kilometrów.
Wynajęły kwaterę.
Jednak Alicja zobowiązała się, że wróci do domu na ślub, na wesele kogoś z rodziny.
Alicja i Beata rozstały się 14 lipca po trzech dniach wspólnego pobytu nad morzem.
Beata została sama w łebie i czekała na powrót swojej przyjaciółki.
Wróciła do nas i pojechaliśmy do Przemyśla na ślub.
Później po ślubie Ala mówi, że wraca nad morze.
Ja się pytam, to kiedy tam zakwaterowały się?
Do czwartku.
To był wtorek.
Ja mówię, to już na dwa dni pojedziesz tam.
Ale Ala była taka słowna i ja tak uczyłam Ale, że jak da komuś słowo, to powinna dotrzymać.
I mówi, mamuś, ja powiedziałam Beacie, że ja do niej wrócę, a ty mnie uczyłaś, że trzeba słowa dotrzymać, więc ja już nic nie mówiłam, to pojedź.
Dwa dni później.
Bo Ala zawsze tłumaczyła i mówiła, gdzie się zatrzyma, do kogo idzie, kiedy wróci.
To wszystko miałyśmy ustalone, dlatego że ja bardzo dobre relacje miałam z Alą.
I ja wiedziałam, że się coś stało.
Dziewczyna nie dała znaku życia, co nie było do niej podobne.
Jednocześnie nie dotarła do łeby i też koleżanka nie wiedziała, co się z nią dzieje i zaczęły się poszukiwania.
Sprawa została zgłoszona na policję.
Policja próbowała ustalić, czy Alicja może nie miała jakiegoś motywu związanego z chęcią oddalenia się z domu, mówiąc tak kolokwialnie, ucieczki.
Patryk Wegner, prokurator rejonowy w Lęborku.
Ale nikt nie potwierdził, że Alicja mogłaby się nosić z zamiarem ucieczki z domu.
Co więcej, wszyscy mówili, że ona była bardzo emocjonalnie związana z rodzicami, szczególnie z mamą.
To był taki czas, gdzie myśli przeróżne przychodzą do głowy.
Wyobrażałam sobie, że gdzieś Ala jest uwięziona.
Wyobrażałam sobie, że Ala gdzieś jest zamknięta i torturowana.
Wyobrażałam sobie, że jest wywieziona.
A już nie daj Boże za granicę, to wtedy nie wiedziałabym w ogóle, co zrobić.
Ta niewiadoma, co się z dzieckiem dzieje, jest przerażająca.
18 września 1997 roku, 30 dni od zaginięcia Alicji.
W lesie, niecałe 5 km od Łeby, miejscowy grzybiarz w czasie spaceru natknął się na makabryczne znalezisko.
Będąc oficerem Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Lęborku, wraz z kolegami policjantami i policjantkami zostałem poinformowany o tym, że niedaleko miejscowości Łeba, w miejscowości Stęknica, spoczywają zwłoki ludzkie.
Józef Próchniak, ówczesny naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego w Lęborku.
No było to dosyć porażające, dlatego że ten komunikat był taki dosyć twardy, że w stanie wysoce rozłożonym.
Było dość ciepło, te zwłoki były rozebrane.
To już dało do myślenia uczestniczących w oględzinach, że mogło dojść do jakiegoś zdarzenia, w którym raczej miały udział osoby trzecie.
Nie było wiadomo, co to jest za człowiek i ile ten człowiek mógł mieć lat.
Pokrzywdzona miała tylko jeden but i skarpety.
Znaleziono również wisiorek w czołcie delfinka.
Obowiązkiem policji było identyfikować, kto to jest.
Dawno, dawno temu był w telewizji polskiej taki program, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Na tej podstawie nawiązaliśmy kontakt z rodzicami Alicji.
Te dwa wisiorki.
Rodzice już nie mieli wątpliwości.
A ten łańcuszek miał dwa wisiorki.
Bo tak jak powiedziałam, Ala lubiała zwierzęta morskie.
Mam to w pamięci.
To spotkanie było smutne, bowiem mama Alicji nie radziła sobie z emocjami.
Nie radziła sobie z tragedią własnego dziecka i rodziny, że coś takiego się stało jej ukochanej córce.
19 września 1997 roku.
No i tutaj zaczęły się prace policji, co się tak naprawdę stało.
Rozpoczęte dochodzenie miało na celu wyjaśnienie przyczyny śmierci Alicji oraz tego, czy w zdarzeniu brały udział osoby trzecie.
Każdy funkcjonariusz służby śledczych stawia sobie jeden cel.
Józef Pruchniak, ówczesny naczelnik wydziału dochodzeniowo-śledczego w Lęborku.
Żeby wykryć sprawcę każdego przestępstwa, w tym przypadku jest to przestępstwo najwyższej kategorii.
Miejsce, w którym znaleziono zwłoki, były bardzo blisko ruchliwej drogi między Lęborkiem a Łebą.
Był sezon, więc tych samochodów było dużo.
Taką cechą charakterystyczną tego miejsca jest to, że z drogi można było wjechać taką drogą wewnętrzną na łąki, do lasu.
Z mechaniki tego zdarzenia wynika, że ktoś tam musiał ją podwozić.
Mógł ją podwozić.
Już wstępne oględziny i fakt, że zwłoki były nagie, świadczyło o tym, że zostały rozebrane.
Patryk Wegner, prokurator rejonowy w Lęborku.
Miejsce znalezienia zwłok było w pobliżu linii kolejowej.
Znaleziono podkłady kolejowe z...
widoczną na nich brunatnym zabarwieniem, które mogło być krwią.
To zostało zabezpieczone, zostało poddane badaniom, ale z badań DNA wynikło, że jest to krew zwierzęcia jakiegoś zającewatego.
że na tkankach miękkich, twardych, w kośćcu nie ujawniono żadnych śladów, żadnego mechanizmu obrażeń.
I w ten sposób biegły nie mógł przyjść do wniosku, co było, co jest przyczyną tego zgonu.
Ale takie są prawidła.
Takie są prawidła, gdy ciało spoczywa dosyć długo w takim miejscu.
Ciepło, parno, coś takiego jak owady.
Muchy, ścierwce rozkładają ciało natychmiast.
W październiku 1997 roku, trzy miesiące od śmierci Alicji, nastąpił przełom w śledztwie.
Tak naprawdę ślad po Alicji urywa się w Lęborku.
Ale tam jeszcze pojawiła się osoba, która Alicję widziała.
Zgłosił się do policji świadek, który w tamtym okresie, on pochodził z Trójmiasta, pracował w Lubowicy, to jest pobliżu Lęborka, jako ratownik.
I z całą pewnością twierdził, że widział.
Ale widział.
On z nią rozmawiał.
Świadek, który widział Alicję, twierdził tak, że to jest Alicja, że z Alicją rozmawiał.
Ta młoda pani powiedziała mu, że ma na imię Alicja.
Rozmawiali krótko.
Świadek twierdzi, pan Robert twierdzi, że rozmawiali gdzieś tak 10 minut.
Ona mówiła, że przyjechała z południa Polski, że jedzie do koleżanki do Łeby.
Z tym, że ma problem, bowiem następny pociąg jest za kilka godzin.
I jej rozmówca, ten nasz świadek, wskazał jej, że chyba najlepszym rozwiązaniem będzie pójście na dworzec PKS i pojechanie autobusem, komunikacją samochodową.
No i Alicja poszła szukać tego autobusu, który stacjonował w pobliżu, na stację PKS-u.
I w tym momencie urywa się wszelki kontakt z Alicją.
Nie wiemy już, gdzie Alicja pojechała i z kim pojechała.
Możemy się domyślać tylko, że jechała w kierunku Łeby, bo 4 km przed Łebą ujawniono jej ciało.
Kolejne badania podkładów kolejowych znalezionych obok zwłok Alicji ujawniły obecność na nich włosów, które mogły należeć do ofiary.
Nie było jednak stuprocentowej pewności.
Na czas Alicji nie było znaków, które wskazywałyby na to, że została uderzona podkładem czy czymkolwiek ciężkim, więc trudno na tej podstawie stwierdzić, że to podkład był narzędziem zbrodni, ale jednak włosy znalazły się na tym podkładzie Alicji.
Mogło to by sugerować, że po prostu ktoś podrzucił w tym miejscu ciało dziewczyny, przeciągał je, zahaczyło włosami o podkład i stąd te włosy się tam znalazły.
Ale tak jak mówię, nic w tej historii nie ma pewnego.
Dla mnie jest takim pytaniem, na które usiłuję poszukiwać odpowiedzi.
Dlaczego to ciało spożywało tam tak długo?
Przecież ono było tak blisko torów kolejowych.
Do pociągu było ileś tam godzin, tak samo było prawdopodobnie do PKS-u, a może on ileś tam kosztował, a do Łeby z Lęborka nie jest daleko.
Odejrzewam, że ona skorzystała z autostopu i w ten sposób próbowała dostać się do Łeby, bo jak wiemy, nie dojechała.
Rodzice wspominali, że być może spotkała kogoś w pociągu w drodze z Przemyśla do Gdyni lub z Gdyni później do Lęborka, kto zdobył jej zaufanie.
Ja nie do końca jestem przekonany, że ktoś musiał zdobywać jej zaufanie, jeżeli podróżowała autostopem, to dla autostopowicza, osobą, która
Zbudza zaufanie i już jest ten, który się zatrzymał, otworzył, uśmiechnie.
Człowiek, który zabrał Alicję, po prostu mógł otworzyć jej drzwi i zatrzymać się.
Ona wskazała kciuk, że chce jechać do Łeby.
I to wystarczyło.
Tego nie wiadomo.
Z powodu braku dowodów świadczących o tym, że ktoś mógł dokonać zabójstwa Alicji, prokurator rejonowy w Lęborku zdecydował o umorzeniu śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.
Podstałe umorzenie było to, że nie zgromadzono dowodów,
wskazujący, że to ktoś, że to wirtualny Jan Kowalski dopuścił się tego czynu.
Nie mamy bezpośrednich dowodów, że mogło dojść do zbrodni zabójstwa, ale co najmniej doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci.
A mechanizm śmierci chyba pozostanie do końca dla nas wszystkich zagadką.
Dla mnie, ale to tylko dla mnie, można przyjąć albo należy przyjąć, że tu mamy do czynienia z przestępstwem zabójstwa z ubieżności.
Józef Pruchniak, ówczesny naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego w Lęborku.
Ja tak czuję w sercu, że tak mogło być, że tak było prawdopodobnie.
Ale w dniu dzisiejszym,
Mogę tak powiedzieć, że nie mamy dowodu na poparcie tej tezy.
No, nie odpowiemy na to, dopóki nie będziemy mieli, dopóki nie będzie sprawcy tego czynu.
Czasem jedna decyzja powoduje, że zmienia się całe życie człowieka.
Oczywiście mogła nie pojechać, mogła nie jechać na wesele, mogła zostać z koleżanką, ale w tej historii przebija się jedno najbardziej.
Jeżeli już decydujesz się podróżować autostopem, jeźdź z koleżanką albo z kolegą.
I to obojętnie, czy to będzie dziewczyna, chłopak czy ktokolwiek inny.
Nigdy nie wiesz, co ci otworzy drzwi w samochodzie.
Te poszukiwania pomału ustawały.
To jakby nadzieja rodziców na znalezienie sprawcy nie.
I oni cały czas, aż do dziś starają się ustalić, co się tak naprawdę stało.
Myślę o ostatnich chwilach.
Co to dziecko musiało przeżyć tam, że skonało w tym lesie.
Dopóki żyję, to mam nadzieję, że ktoś może jeszcze... Będę walczyć o to, żeby ktoś może się zgłosił, może coś ktoś wie.
Wiem, że nigdy się z tym nie pogodzi.
Wiem, że ją na tyle kochała, że oddałaby za nią życie, żeby ona wróciła, tak mi mówiła.
Prowadziłem wiele rozmów, nawet w zeszłym roku poradziłem rozmowy z panią Teresą.
Wiem, że za nią bardzo tęsknię.
Jesteśmy po zawale.
Dosłownie jest pęknięte nasze serce, także... Chcielibyśmy chociaż tyle, bo Ala zasługuje na to, żeby odnaleźć sprawcę.
Ponieważ uważam, że taki człowiek powinien ponieść karę i nie ma prawa chodzić wśród żywych, który odebrał dziecku życie,
Sprawa Alicji Baran po 20 latach uległa przedawnieniu.
Pomimo tego policja oraz rodzice Alicji wciąż czekają na pojawienie się świadka, który pomógłby w wyjaśnieniu sprawy.
Przed Wami historia zaginięcia młodej dziewczyny podczas pielgrzymki do Izraela.
Najgłośniejsze sprawy kryminalne.
Tylko w telewizji Crime and Investigation Polsat.
Ojciec mówi do mnie, nie ma mojej córki.
Daria poinformowała tatę, że się źle poczuła.
Daria nie wraca na noc, to już zaczęło się dziać coś niepokojącego.
Telefon Darii został znaleziony w Tel Awiwie.
Miała wsiąść do jakiegoś samochodu z obcym mężczyzną.
Ktoś zgłosił na policję, że w lesie znajdują się zwłoki kobiety.
Miałem wrażenie, że ja śnię po prostu.
W 2015 roku zacząłem pracować jako przewodnik grup pielgrzymkowych.
Michał Szczepaniak, przewodnik pielgrzymki do Izraela.
Dostałem propozycję oprowadzania grupy i to byli uczestnicy Narodowej Pielgrzymki Leśników do Izraela.
Wśród uczestników pielgrzymki była 24-letnia Daria.
Jej ojciec był jednym ze współorganizatorów, w związku z tym ona postanowiła, że będzie towarzyszyć najpierw ojcu i matce, a potem okazało się, że mama zrezygnowała i poleciała tylko ze swoim tatą.
Ostatni raz z Darią widziałam się dzień przed tym, jak pojechała.
Właśnie przyjechała po mnie do domu i mówiła właśnie Sara fajnie, że wyjeżdżam z tatą.
Ja mówię, no to super, udanego wyjazdu.
Mówię, jak wrócisz, to od razu daj znać, musimy się spotkać.
Jak się dowiedziałam o wszystkim, wiadomo, było ciężko, bo no nie spodziewałam się.
Bardzo, bardzo, no nóż w sercu tak naprawdę.
18 kwietnia 2015 roku.
Już od samego początku tą pielgrzymkę, można powiedzieć, prześladowały pewne przeciwności losu.
Okazało się, że hotel, do którego byli skierowani przez Biuro Podróży, miał już nadmiarową liczbę gości.
Gdybyśmy może zostali w tym hotelu, który jest praktycznie rzecz biorąc w samym centrum Nazaretu, a nie przenieśli się
do gwiazdkę wyższego, ale hotelu, który był, jakby powiedzieli Anglicy, in the middle of nowhere, w środku nigdzie, może cała sytuacja poszłaby zupełnie innym zdorem.
Jeżeli chodzi o Darię, na pewno ja myślę, że ona troszeczkę wpisywała się w to, jak podchodzą do takiego wyjazdu młodzi ludzie.
Dlatego, że dla niej może nie aż tak istotna jest ta sfera, nazwijmy to religijno-architektoniczno-duchowa, a bardziej...
Zwraca uwagę na ten Izrael powszedni, na ten Izrael tu i teraz.
I ja widziałem ją jako osobę, która chyba najbardziej jest zaintrygowana właśnie tym aspektem spotkania z tymi żywymi ludźmi na tym obszarze Bliskiego Wschodu, na którym się w tym momencie znajdowała.
19 kwietnia 2015 roku.
Pielgrzymi, jak to pielgrzymi na takiej wycieczce krótkiej do Izraela, podróżowali po miejscach związanych z religią i jednego dnia mieli się wybrać na kolejny taki wyjazd.
Jednak Daria poinformowała tatę, że się źle poczuła.
Ojciec Darii informuje mnie, że Daria się troszeczkę gorzej czuje, w związku z tym nie będzie uczestniczyła w naszym wyjeździe, nie dołączy też do nas i po prostu zostanie w hotelu.
Daria została sama w hotelu od rana do późnych godzin popołudniowych.
Ledwo zdążyłem siąść i zacząć jeść, podchodzi do mnie ojciec Darii i pełen takiego przerażenia, malującego się na jego twarzy, mówi do mnie, nie ma mojej córki.
Ponieważ jesteśmy w jadalni, gdzie słyszą to pytanie inni też biesiadnicy, no więc pojawia się od razu głos, ale biskup widział Darię.
Biskup widział Darię.
Według niektórych świadków około godziny 16.30 Daria była widziana jak wychodziła z hotelu.
Ja myślę sobie, no dobra, nie ma co robić, prawda, nagle wielkiego gwałtu rety z faktu, że po prostu dziewczyna wyszła z pokoju, no i ojciec jej w tym pokoju nie zastał.
On mi zaczyna opowiadać, on, czyli ojciec, dlaczego był taki przerażony.
Kiedy on przyszedł do pokoju, zobaczył następujący widok.
Na ścianie kabiny prysznicowej ścieka woda.
Do umywalki ciepnięty jest ręcznik.
Wszystko jest rozbebeszone.
Nie wzięła portfela, nie wzięła torebki, nie wzięła komórki.
Jego obraz ten zaniepokoił, bo ona mu ani nie wysłała żadnego SMS-a.
Nie powiedziała, tato, jak będziesz, przyjdziesz do pokoju, to słuchaj, mnie nie będzie, ale nie martw się, bo ja wyszłam i idę, nie wiem, kupić sobie pomarańcze.
Po kilku godzinach oczekiwania Daria nie pojawiła się w hotelu.
Tata, przewodnicy i uczestnicy pielgrzymki zaczęli jej poszukiwać.
tym bardziej się przekonuję, że to jest nierealne, żeby ona po prostu z niego wyszła tak pospacerować.
Dlatego, że hotel znajduje się po przeciwnej stronie szkoły, po przekątnej, nieduży las.
Mówię, to nie jest, to nie jest miejsce do jakichś, Bóg wie jak długich spacerów, no można pochodzić trochę.
W godzinach wieczornych tata Darii zgłosił zaginięcie córki izraelskiej policji.
Policjanci Izraelscy jakby przyjęli to zgłoszenie, natomiast zaczęli przekonywać Pana Benedykta do tego, że Daria prawdopodobnie poszła szukać gdzieś zabawy, a kiedy ta nieobecność się przedłużała, zaczęli przekonywać, że być może córka postanowiła uciec od rodziny, od swojego dotychczasowego życia i zostać w Izraelu.
20 kwietnia 2015 roku.
Mijały kolejne godziny, a właściwie już nastał kolejny dzień.
Daria nie wraca na noc, to według mnie już jest niepokojące, ponieważ Daria nie wyszłaby sama na całą noc.
Nie była aż tak odważną osobą jeszcze w obcym kraju, znając Darię.
Oczywiście dałaby tacie znać.
Według mnie to już zaczęło się dziać coś niepokojącego.
Tego faktu zniknięcia Polki służby israelskiej już nie mogły zlekceważyć.
Zgodnie z planem grupa pielgrzymów wyjeżdżała z hotelu tego samego dnia.
Razem z nimi miał wyruszyć tata Darii.
Wpada na pomysł, że on zostanie tu w Nazarecie, że on będzie czekał na córkę.
Inni uczestnicy mówią, słuchaj, no ale przecież ty tak, nie znasz języka.
Tu będziesz z nami, tu będzie przewodnik, tu będzie przewodnik lokalny.
No i on dał się przekonać, wsiadł do tego autobusu, ruszamy.
W tym czasie trwały, zakrojone na naprawdę szeroką skalę poszukiwania.
Pojawiła się gdzieś nawet kolportowana przez izraelską policję informacja, że Daria miała wsiąść do jakiegoś samochodu z obcym mężczyzną.
Oczywiście tego nagrania ojcu dziewczyny nie pokazano.
W trakcie śledztwa okazało się, że Daria do Izraela zabrała ze sobą dwa telefony.
Nie powiedziała o tym swojemu ojcu.
Daria zostawiła swój główny telefon w pokoju, a opuściła hotel z drugim, zastępczym telefonem.
Młodzi ludzie często mają dwa numery, dwa aparaty, no i mają też jakieś tam swoje drobne sekrety.
W czasie poszukiwań Darii do uczestników pielgrzymki docierały szczątkowe wiadomości od policji.
Dostaję informację, że telefon Darii został znaleziony w Tel Awiwie.
To zaczyna mi się układać w taką całość.
Ja tworzę sobie pewien obraz tego, jak to mogło być, że po prostu ona rzeczywiście uciekła.
I ona teraz jest z jakimś facetem w Tel Awiwie.
Ale to jest moje wyobrażenie.
22 kwietnia 2015 roku.
Dzwoni telefon.
Dzwoni komisariat policji z Nazaretu.
Chcą przesłuchać, chcą jeszcze raz rozmawiać z ojcem.
Na wewnętrznej części nadgarstka.
Po trzech dniach od zaginięcia ktoś zgłosił na policję, że w lesie znajdują się zwłoki kobiety, które trzeba zidentyfikować.
Kładę mu, pamiętam, dłonie na ramionach i mówię do niego tak.
Ojciec mówi do mnie, nie ma mojej córki.
Trwały, zakrojone na szeroką skalę poszukiwania.
W Tel Awiwie.
Ktoś zgłosił na policję, że w lesie znajdują się zwłoki kobiety.
Z relacji pana Benedykta wynika, że po dosyć długim przesłuchaniu poproszono
o to, aby potwierdził, czy to jest właśnie jego córka.
Z tego, co zapamiętał pan Benedykt, nasłonięto jedynie twarz.
Widać tam było na niej zadrapania.
Ja dowiedziałam się w taki sposób przez Internet, tak po prostu przeczytałam.
Dzień przed wyjazdem widziałyśmy się, umawiałyśmy się, że po powrocie się spotkamy, także dla mnie to była straszna tragedia.
Super dziewczyna, każdy ją lubił, a nagle nie ma osoby, to straszne przeżycie.
Widok tej Darii musiał być niesamowicie wyciskający piętno.
Michał Szczepaniak, przewodnik pielgrzymki do Izraela.
Dlatego, że pamiętam, że ksiądz, który wrócił, oni mi obaj powiedzieli, myśmy jej nie poznali.
To było czymś zupełnie nadzwyczajnym, wykraczającym poza jakiekolwiek ramy zdrowego rozsądku.
Ale nie sytuacja, że młoda dziewczyna, która przylatuje na pielgrzymkę z ojcem, zostaje zamordowana.
22 kwietnia 2015 roku.
Dzień znalezienia zwłok Darii.
Wydane zostało formalnie postanowienie o wszczęciu śledztwa.
Tutaj mamy do czynienia z sytuacją, w której do zdarzenia doszło na terenie państwa nie będącego członkiem Unii Europejskiej.
Maciej Meller, prokurator, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
To postępowanie prowadzone było bezpośrednio przez organy policyjne Izraela.
Zaczęły się poszukiwania, bo skoro ktoś ujawnił ciało, to być może wie na ten temat coś więcej.
Maj 2015 roku, miesiąc od znalezienia zwłok Darii.
Policji udało się dotrzeć do mężczyzny, który anonimowo zgłosił znalezienie zwłok.
Okazało się, że ciało pokazał mu wcześniej jego bratanek Kutaba.
Poinformował swoich bliskich, że znalazł ciało.
nieopodal budowy, na której pracowali.
Udali się na miejsce, zobaczyli to ciało, no i stwierdzili, że pora uciekać z Izraela.
No tyle, że wujek chłopaka postanowił anonimowo zgłosić fakt odnalezienia ciała na jednej z budów.
Chcieli dowiedzieć się, czy znalazł ciało Darii przypadkowo, czy może jednak miał związek z jej śmiercią.
Jak one wyglądają w Izraelu, jak wyglądają w stosunku do Palestyńczyków, no możemy się spodziewać.
Koniec końców Kutaba Aytian przyznał się do zabójstwa i ze szczegółami przedstawił to, w jaki sposób do niego doszło.
I tak naprawdę te ostatnie chwile, minuty właściwie życia, a nie godziny Darii znamy tylko i wyłącznie z jego relacji.
19 kwietnia 2015 roku.
Dzień zabójstwa Darii.
Wyjaśnienie tej sprawy, to wyjaśnienie oficjalne jest następujące.
Daria wychodzi z hotelu.
Udaje się w kierunku nie do końca wiadomym.
Spotyka palestyńczyka nielegalnie pracującego w Izraelu.
który nazywa się Kutai Batien, jest jej mniej więcej rówieśnikiem i wywiązuje się między nimi rozmowa.
Problem w tym, że Polka nie znała miejscowego języka, Kutaba nie znał żadnego innego poza swoim językiem, nie mogli się dogadać.
Prawdopodobnie doszło do czegoś, co możemy nazwać takim złamaniem takiej strefy osobistej Polki.
Czy to była próba jakiegoś kontaktu, dotknięcia czy pocałowania, być może nawet żartobliwego.
Polka w tym momencie zaczęła krzyczeć, uciekać.
Jego pobyt był nielegalny, także o to w ogóle się bał, pewnie o deportację.
I właśnie tą chustką Palestyńczyk udusił Polkę, a później jej ciało ukrył na jednej z budów.
Sam ten akt duszenia miał trwać od 23 do 27 sekund.
Po czasie Kutaba wycofał swoje zeznania, jednak na ciele Darii znaleziono jego materiał DNA.
Stał się on kluczowym dowodem w sprawie.
To informacja dotycząca skazania obywatela Palestyny.
Maciej Meller, prokurator, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
Oczywiście została tutaj ustalona, jak wyniósł, sygnatura tego postępowania.
Natomiast te materiały do chwili obecnej nie wpłynęły do prokuratury.
Ostatnie pismo zawierające ponowny wniosek o ich udostępnienie skierowane zostały przez prokuraturę krajową 18 marca 2023 roku.
Pan Benedykt nawet teraz mówił mi o tym, że on nie wie czy Kutaba dalej siedzi w więzieniu, czy nie siedzi.
A jak siedzi, to czy siedzi w Izraelu, czy w Palestynie.
Opowiadał o tym, że kilkakrotnie próbował pisać listy, pisma, wnioski do izraelskich dyplomatów, ale też one pozostały bez żadnej odpowiedzi.
To cały czas siedzi w głowie.
Ja mam te dni, te cztery dni w głowie.
Ja je widzę, ja widzę tych ludzi, ja pamiętam, jaka była pogoda, ja pamiętam wszystko, co strasznego, potwornego musiał czuć ten ojciec, organizując wyjazd, organizując pielgrzymkę.
Pielgrzymkę, na której teoretycznie nic się nie powinno złego wydarzyć, a która kosztowała życie jego córki.
Sprawa zabójstwa Darii, prowadzona przez polską prokuraturę od ośmiu lat, pozostaje niezamknięta.
Do tej pory nie udało się otrzymać od władz Izraela kopii wszystkich akt sprawy.
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału na YouTubie, to warto to zrobić, aby nie przegapić naszych podcastów i innych materiałów, które publikujemy.
Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją opinią na temat tego, czego właśnie wysłuchałeś, to zapraszamy do zostawienia komentarza.
Jeśli interesuje Was tematyka True Crime w najlepszym wydaniu, oglądajcie telewizję Crime & Investigation Polsat.
Informacje o tym, gdzie znajdziecie stację, podajemy w opisie podcastu.
Ostatnie odcinki
-
🎙 Czy naprawdę zabił dwóch chłopców? Marcin Chm...
02.02.2026 14:53
-
🎙 Bezdomny gwałciciel. Zabetonował ciało ofiary...
22.01.2026 17:00
-
🎙 Bestialsko zabił dwie osoby - Krzysztof Zalew...
15.01.2026 17:00
-
🎙 Bezwzględny seryjny morderca - Grzegorz Musia...
08.01.2026 17:00
-
🎙 Brutalnie znęcał się i zabił przyjaciela - Ra...
01.01.2026 17:00
-
🎙 Satanistka morderczyni | Poćwiartowane ciało ...
25.12.2025 17:00
-
🎙 Morderstwo w rodzinie | Bezsensowna zbrodnia ...
18.12.2025 17:00
-
🎙 Otruła męża dla pieniędzy | Zakopane Ciało | ...
11.12.2025 17:00
-
🎙 9 ofiar seryjnej morderczyni | ogród śmierci ...
04.12.2025 17:00
-
🎙 Dwa brutalne morderstwa w Tatrach | Uprowadze...
27.11.2025 17:00