Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
07.11.2025 13:20

210. Wielki talent | Justyna Zawadzka | Polany 1998

Justyna ma zaledwie kilkanaście lat, a już osiąga sportowe sukcesy, o jakich inni mogą tylko marzyć. Jest pracowita, spokojna, odpowiedzialna. Rodzice są z niej dumni. Do czasu. Kiedy jej otoczeniu pojawia się Robert, 19-letni chłopak, Justyna zaczyna się zmieniać. Pozwala sobie na odważniejszy makijaż, i spędza dużo czasu poza domem, jeżdżąc z nim samochodem po okolicy.

Pewnego dnia mówi rodzicom, że wychodzi do koleżanki. Nigdy jednak od niej nie wraca. Wkrótce okazuje się, że tego wieczoru nie była ani u niej, ani u żadnej innej znajomej.

Co wydarzyło się w życiu Justyny? I gdzie dziewczyna naprawdę pojechała tamtej nocy?

[REKLAMA]

Grę "Murdle" znajdziecie tutaj: https://sklep.goliathgames.pl/pl/p/Gra-planszowa-detektywistyczna-Murdle/549Grę „Krzyk” znajdziecie tutaj: https://sklep.goliathgames.pl/pl/p/Gra-Karciana-Krzyk-SCREAM/556

Wpisując kod "JUSTYNA20” otrzymujecie 20 zł zniżki i darmową dostawę. Promocja dotyczy obu gier.


Research

Judyta Gołębiowska

Montaż

podcasteditor.pl


Masz dla mnie sprawę?

Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.pl


Możesz mnie spotkać:

Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj

_______

Słuchaj na:

Spotify: https://spoti.fi/2WM488O

Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr

Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw

Google : https://bit.ly/3I7v5L6

YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw

_______

Muzyka wykorzystana w odcinku:

Wstęp: Resolver - Amulet

Czołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the Hood

Tło: Luke Atencio - Counsel

Tyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQ


źródła:

https://www.facebook.com/zaginieniprzedlaty/posts/nieodnalezieni-historia-pewnego-zg%C5%82oszenia-justyna-zawadzka-urodzi%C5%82a-si%C4%99-1-sierp/1951526525054448/

https://radom.wyborcza.pl/radom/7,48201,31079308,archiwum-x-tajemnica-zaginiecia-14-letniej-mistrzyni-polski.html

https://zaginieni.policja.gov.pl/zag/form/r78559,ZAWADZKA-JUSTYNA.html

https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,164483,24605392,mistrzyni-polski-w-zapasach-kadetek-wciaz-jest-poszukiwana.html

https://porzadek.org.pl/justyna-zawadzka-mistrzyni-polski-w-zapasach-kadetek-1995449.html

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 262 wyników dla "Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w"

Wyobraźcie sobie, że to wy prowadzicie śledztwo.

W powietrzu unosi się napięcie, a wy odkrywacie kolejne fragmenty układanki, które mogą zmienić bieg wydarzeń.

bo tylko od was zależy, czy odkryjecie prawdę jako pierwsi.

Jeśli chcecie się przenieść do detektywistycznego świata, poznajcie grę Murder od Goliath Games.

Gra jest oparta na bestsellerowej książce kryminalnej, myślę, że na pewno ją kojarzycie, która łącząc wciągającą zagadkę morderstwa z dedukcyjnym myśleniem i emocjonującą rywalizacją sprawia, że po prostu stała się gigantycznym hitem.

Waszym zadaniem jest ustalenie sprawcy, narzędzia zbrodni, miejsca i oczywiście werdyktu.

Na starcie każdy gracz otrzymuje teczkę z dowodami, ale może podejrzeć tylko dwie poszlaki.

Reszta informacji ukryta jest w teczkach pozostałych graczy.

Wymiana informacji i korzystanie z siatki logicznej pozwala eliminować błędne kombinacje i zawężać krąg podejrzanych.

Gra toczy się dynamicznie, aż ktoś poczuje, że zna rozwiązanie.

Wtedy ogłasza oskarżenie.

Jeśli ma rację, wygrywa, a jeśli nie, odpada, a śledztwo trwa dalej.

Każda rozgrywka to nowa tajemnica i nowe wyzwanie, więc gra nigdy się nie nudzi.

W zestawie znajdziecie planszę logiczną, teczki dowodowe i karty do notatek.

Wszystko w jakości, z jakiej słynie Goliath Games.

To idealna propozycja na wieczory z przyjaciółmi albo rodziną dla dwóch do czterech graczy w wieku od dwunastego roku życia.

Co ważne, nie ma tam jakichś bardzo brutalnych opisów, więc spokojnie dwunastolatkowie mogą w to grać.

Jeśli chcecie sprawdzić swoje detektywistyczne zdolności, to zostawiam Wam link w opisie odcinka oraz kod justyna20, z którym otrzymacie 20 zł zniżki na tę grę i darmową wysyłkę.

Pamiętajcie też, że mój kod rabatowy Justyna20 działa także na grę karcianą pod tytułem Krzyk, o której Wam mówiłam już kilka odcinków wcześniej.

Link do niej także zostawiam w opisie dzisiejszego odcinka.

A teraz zapraszam Was do jego wysłuchania.

Przenosimy się do okolic Radomia, dokładnie do miejscowości Polany, w której żyje 14-letnia Justyna Zawadzka.

Justyna jest córką Ewy i Krzysztofa Zawadzkich, z którymi oczywiście ma bardzo dobre relacje.

Mimo młodego wieku jest ogromną pomocą dla swoich rodziców.

Potrafi ugotować, posprzątać, zrobić pranie, a do tego wszystkiego jest jeszcze dobrą uczennicą.

Interesuje się muzyką i na co dzień, wykonując obowiązki domowe, właściwie zawsze podśpiewuje, nuci coś pod nosem.

Jej babcia nazywa ją aniołem, bo jest kochana i po prostu bardzo pomocna.

Nieraz zdarzało się, że przychodziła do babci, aby jej pofarbowwłosy.

Znaczy ona żyje, ale już nie farbuje jej włosów.

Niestraszna była jej również opieka nad schorowanym dziadkiem, który był do tego stopnia schorowany, że miał problemy ze wstawaniem z łóżka.

Bardzo dbała o swoich dziadków.

Justyna jest lubiana nie tylko przez kolegów i koleżanki, ale lgną do niej też małe dzieci, którymi potrafi się świetnie zająć i zabawiać.

Co ciekawe, dzieci miały zwyczaj nazywać ją Alusią, ponieważ imię Justyna było dla nich za trudne do wypowiedzenia.

Z tego opisu można wywnioskować, że Justyna prowadzi naprawdę zwykłe, niezwykłe nastoletnie życie.

Jednak dlaczego niezwykłe?

Jest coś, co wyróżnia ją na tle innych osób w jej wieku.

Mając 11 lat Justyna zaczyna chodzić na treningi zapasów do klubu Orzeł Wierzbica.

Jej talent zostaje szybko zauważony przez trenera.

Zanim opowiem o tych sukcesach Justyny, to warto wspomnieć, że nie bez powodu wybiera sobie akurat taką dyscyplinę sportu, dość nietypową, jakbyśmy mogli sobie tak na pierwszy rzut oka pomyśleć.

Dodatkowo jest to też taki sport nieuważany za sport kobiecy.

Zazwyczaj zapasy kojarzą nam się z mężczyznami, a tutaj jednak jedenastolatka wybiera zapasy.

Okazuje się, że stryjem Justyny jest Włodzimierz Zawadzki.

Ci z Was, którzy interesują się sportem, może kojarzą lub pamiętają olimpiadę w Atlancie z 96 roku, gdzie właśnie Polskę w zapasach w stylu klasycznym reprezentow

Nikt inny jak Włodzimierz Zawadzki.

Do tego wszystkiego Włodzimierz Zawadzki zdobył złoty medal w tych Igrzyskach Olimpijskich.

No i to właśnie przez prawdopodobnie to pokrewieństwo Justyna, zafascynowana zapasami, sama postanowiła w tej dziedzinie się realizować.

Podobno Justyna zakochała się w zapasach w momencie, kiedy wujek pokazał jej złoty medal przywieziony z Atlanty.

Rodzice Justyny wspominają, że na widok tego złotego krążka zaświeciły jej się oczy i miała wtedy powiedzieć do swojego taty, czyli brata, tego medalista olimpijskiego, żebym ja do czegoś takiego doszła.

Justynka była znana wszystkim ze swojej determinacji, dążenia do celu.

Rodzina mówi też, że to z pewnością dlatego, że była spod znaku lwa, a lwy lubią górować nad innymi, być zawsze na górze.

Uparcie więc Justyna dąży do tego, żeby w tych zapasach też być perfekcyjną.

Ogromny talent, ale też siła walki sprawiają, że przez lata Justyna staje się jedną z najlepszych zawodniczek młodego pokolenia.

Jej trener to dostrzega, zauważa i wysyła ją jako reprezentantkę klubu na krajowe turnieje.

I Justyna wygrywa prawie wszystkie.

To jest oczywiście ogromny sukces, ale przełom w jej karierze sportowej następuje w 1998 roku.

Bo wiosną bierze udział w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Poznaniu, w której to zdobywa złoty medal.

Jako nagrodę główną otrzymuje rower górski oraz białą bluzkę z orłem.

I ten tryumf jeszcze dodatkowo napędza Justnę do działania, a jej sukces sprawia, że trener podejmuje wobec niej kolejne kroki.

Dostaje powołanie do kadry narodowej i ma reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata w sekcji kadetek w Anglii.

Mistrzostwa mają odbyć się w lipcu 1998 roku, więc Justyna wytrwale trenuje, przygotowując się do tych mistrzostw, których oczywiście nie może się doczekać.

W tym samym czasie, kiedy triumfuje na zawodach, odnosi również inne sukcesy szkolne.

Rok przed mistrzostwami zyskuje tytuł Mistrz Szkoły.

Z konkursu tego zostaje pamiątka w postaci fotografii, na której widać ją uśmiechniętą, z pięknymi, bujnymi, kręconymi włosami, ubraną w podkreślającą jej bardzo zgrabną sylwetkę sukienkę.

Warto wspomnieć, że Justyna należy do bardzo atrakcyjnych nastolatek.

Wygląda też na starszą na swój wiek.

Jej mama stwierdza, że bardzo szybko dojrzewa, rośnie.

Właśnie z tego względu planują z mamą wybrać się na większe zakupy, żeby kupić nowe ubrania, bo Justyna ze wszystkiego bardzo szybko wyrasta.

Pani Ewa, mama Justyny, wspomina, że kiedy ustaliły termin wspólnych zakupów na 18 maja, czyli na poniedziałek, Justyna miała jej powiedzieć, że już nie będzie kupować miniówek, bo jej nie wypada, że woli spodnie.

No i faktycznie ubierała się tak mniej dziewczęco, bardziej poszła w ten taki chłopięcy look, no taki powiedzmy uniseksowy.

Zresztą to są czasy, 98 rok, ja właściwie tylko nosiłam wtedy spodnie.

A byłam taka chyba dość dziewczęca, mam wrażenie.

I Justyna miała podobnie, mimo tej zmiany w stylu nadal cieszy się dość dużym zainteresowaniem u chłopców.

W tym ostatnim czasie szczególnym zainteresowaniem darzy ją chłopak o imieniu Robert.

A Robert jest to dziewiętnastolatek mieszkający w pobliskiej wsi.

Justyna poznaje go zupełnie przypadkowo, bo kiedyś odbiera telefon u swojego wujka, nie Włodzimierza Zawadzkiego, tylko wujka od strony mamy, do którego właśnie Robert dzwoni.

Kilkukrotnie zdarzało się, że Robert odwiedza wujka Justyny, który mieszka po sąsiedzku i tak też Justyna i Robert się ze sobą poznają.

Pewnego dnia dochodzi do sytuacji, że Justyna spóźnia się do domu o ponad godzinę, co jej się wcześniej nie zdarzało.

Pani Ewa po prostu się niepokoi.

Kiedy w końcu Justyna wraca do domu, to matka zadaje jej pytanie, dlaczego się spóźniła i gdzie była.

Justyna wtedy jej odpowiada, że widziała się właśnie z Robertem, z którym zrobiła sobie przyjażdżkę samochodem, jego samochodem po okolicy.

Pani Ewa nie jest z tego zadowolona.

Niepokoi się, bo chłopak jest o wiele starszy od niej.

Ja wiem, że 5 lat w dorosłym życiu to nie jest żadna różnica wieku.

Ale w momencie, kiedy mówimy o 14-latce i 19-latku, to ta różnica jest drastyczna.

Po pierwsze, właśnie to jest argument.

Po drugie, wszyscy w okolicy wiedzą o tym, że Robert ma narzeczoną, która mieszka jeszcze w innej miejscowości, więc nie wypada w ogóle, żeby zabierał na przejażdżki po pierwsze czternastolatkę, a po drugie jakąkolwiek inną dziewczynę, podczas gdy sam ma narzeczoną.

Więc naturalnym jest to, że pani Ewa prosi Justynę o to, żeby nie spotykała się z nim więcej.

W niedzielę 17 maja 1998 roku Justyna jak zwykle rano idzie do kościoła na mszę, po czym wraca do domu.

Około dziesiątej oznajmia rodzicom, że wybiera się pieszo do koleżanki w pobliskiej wsi Pomorzany.

Obie miejscowości dzieli niewielka odległość, bo zaledwie niewiele więcej ponad półtora kilometra.

Pieszo taką trasę można marszem pokonać w nieco ponad 20 minut.

Przed wyjściem po raz pierwszy robi sobie w życiu delikatny makijaż, co jest dość nietypowe.

No i zostaje dostrzeżone przez rodziców.

Justyna zapewnia rodzinę, że wróci na wspólny obiad, po czym wychodzi.

Jest wtedy tuż przed południem.

Przychodzi pora obiadu, Justyna jednak nie wraca do domu, co sprawia, że jej mama się denerwuje, ale po prostu się złości.

Początkowo zakłada, że zapewne się zasiedziała u koleżanki.

że pewnie za chwilę wróci.

Jej złość z czasem jednak zmienia się w strach, ponieważ Justyna nie wraca też na kolację.

Pani Ewa i pan Krzysztof udają się więc do koleżanki, do której Justyna się wybierała.

Tam jednak słyszą informację, która zwala ich z nóg, bo okazuje się, że Justyny u koleżanki wcale nie było.

Więc po pierwsze, gdzie była i dlaczego nie wróciła do domu?

Wtedy do nich dociera bardzo niepokojąca informacja, że od rana właściwie, od południa nie wiadomo, gdzie jest ich córka.

Mimo tego paraliżującego strachu i lęku o jej los, państwo zawadcy zaczynają automatycznie działać, odwiedzają prawie każdego sąsiada i pytają, czy widzieli Justynę.

Niestety od nikogo nie dowiadują się niczego.

Zanim przejdę do dalszej części tej historii, to tylko chcę powiedzieć, że to jest rok 98.

Rok, kiedy internet nie jest powszechny, a już na pewno nie na wsiach.

Więc też wiedza o zaginięciach, o zgłaszaniu zaginięć po prostu może być w takich miejscach żadna.

I mam wrażenie, że właśnie tak mogło być w tym przypadku.

Pan Krzysztof wtedy bierze wolne w pracy i szuka Justyny na własną rękę.

Razem oczywiście z panią Ewą przeszukują całą wieś i okolice.

Dzwonią do wszystkich krewnych w całej Polsce, projektują też ulotkę, którą powielają o zaginięciu Justyny, proszą mieszkańców o pomoc w przeszukiwaniu wsi, które organizują na środę 20 maja, w sensie planują organizację tego na 20 maja.

Tą ulotkę z informacjami przekazują każdej napotkanej osobie, dzięki czemu oczywiście w ten sposób poszerzają grono odbiorców.

I dopiero kiedy poszukiwania i działania rodziców nie przynoszą pożądanego rezultatu, to postanawiają udać się na policję i zgłosić zaginięcie.

Na komisariacie funkcjonariusz odbierający zgłoszenie stara się uspokoić zmartwionych rodziców.

No i niestety odmawia wszczęcia poszukiwań, zasłaniając się procedurami mówiącymi o tym, że można przyjąć zgłoszenie dopiero po upływie 48 godzin.

Co oczywiście pragnę w tym momencie, jeżeli są jeszcze jakieś osoby, które myślą, że tak jest, to to jest absolutna nieprawda.

Lepiej potem odwołać takie zaginięcie, takie zgłoszenie, ono się nie wiąże z żadnymi konsekwencjami prawnymi, niż czekać i po prostu trwonić czas, bo tych straconych godzin nigdy już się nie odrobi.

Policjant argumentuje to tym, że córka mając zaledwie 14 lat mogła po prostu pójść na imprezę, pójść do znajomych, określa to jako młodzieńczy wybryk.

Natomiast rodzice Justyny dobrze ją znają, najlepiej na świecie i wiedzą, że Justyna nie zachowałaby się w taki sposób.

W środę 20 maja ma miejsce społeczna akcja poszukiwania Justyny, inaczej mówiąc takie lokalne przeszukanie pobliskiego lasu.

W tej akcji biorą udział niemal wszyscy mieszkańcy Polan.

który może odpowiedzieć na pytanie, co się z nią stało.

Dopiero tydzień po zaginięciu do akcji włącza się policja i straż pożarna.

Przeszukują tereny wokół wsi, pobliskie lasy.

Do akcji też zostają zaangażowane psy tropiące, które podążają tropem, a właściwie to trasą, jaką Justyna miała do pokonania, chcąc iść do swojej koleżanki, do Pomorzan.

Psy podejmują trop, ale po chwili gubią ślad na wiejskiej drodze niedaleko domu.

Więc policjanci stwierdzają, że wszystko wskazuje na to, że Justyna właśnie w tym miejscu musiała wsiąść do czyjegoś samochodu.

Mimo niepowodzeń w poszukiwaniach, państwo zawadcy zaczynają otrzymywwiele różnych telefonów z informacjami na temat zaginięcia Justyny.

Pierwszy z nich ma miejsce kilka dni po jej zniknięciu.

Pani Ewa otrzymuje wtedy telefon od pewnego mężczyzny, który twierdzi, że dzwoni z targu i ma coś do przekazania.

Informuje, że Justyna przebywa obecnie w Radomiu i wróci za tydzień.

Kiedy pani Ewa próbuje dowiedzieć się, kto mówi, rozmówca odpowiada jedynie, że nieważne i odkłada słuchawkę.

Oczywiście ten fakt zostaje od razu przekazany policji.

Funkcjonariusze sprawdzają, skąd zostało wykonane połączenie.

Co zaskakujące, okazuje się, że telefon faktycznie został wykonany z Radomia i dokładnie z targowiska przy ulicy Wernera.

Kilka dni później nieznana kobieta telefonuje do rodziny Zawadzkich i proponuje spotkanie w Szydłowcu.

To jest miejscowość pod Radomiem.

Rodzice od razu informują o tym policję, która nie lekceważy tego zgłoszenia, tylko poleca im pojechać na miejsce, sugerując, że być może padnie tam żądanie okupu.

Czterech policjantów miało jechać razem z nimi, aby oczywiście przyłapać ewentualnych szantażystów na gorącym uczynku.

Problem jednak pojawił się taki, że w Szydłowcu są aż trzy parki miejskie, a kobieta prosząca o spotkanie nie powiedziała dokładnie, o który park chodzi.

No więc państwo zawadcy tak szybko jak mogą sprawdzają dwa z nich.

ale nikt do nich w tym parku, czy w żadnym z tych parków nie podchodzi.

Stwierdzają więc, że muszą udać się do trzeciego, zlokalizowanego tuż przy komisariacie.

Tam na miejscu okazuje się, że przygląda im się pewna dziewczyna siedząca na ławce.

Pani Ewa i pan Krzysztof zwracają na nią uwagę, zauważają nawet, że ma ze sobą plecak.

W pewnym momencie nieznajoma nawet wykonuje dynamiczny ruch i wstaje z ławki, idąc w ich kierunku, jednak dokładnie w tym samym czasie zauważa dwóch strażników miejskich, którzy gdzieś tam w oddali sobie patrolują ten park, co powoduje, że dziewczyna się momentalnie wycofuje i wychodzi z parku, idzie dokładnie w kierunku dworca.

Państwo zawadcy nie podeszli do niej, nie podążali za nią.

Być może dowiedzieliby się czegoś o Justynie.

Jest też szansa, że nieznajoma z parku oczywiście nie miała żadnego związku z zaginięciem Justyny, a telefon tej kobiety był po prostu blefem albo jednym z tych telefonów, które po prostu ludzie wykonują, Bóg wie z jakiego powodu, żeby na moment zyskać czyjąś uwagę w takich sytuacjach.

Niedługo potem ktoś ponownie dzwoni, tym razem na policję w Radomiu, podając się za Włodzimierza Zawadzkiego.

Mężczyzna ten mówi, jako Włodzimierz Zawadzki, że Justyna przybywa w domu, w miejscowości Łączany.

Funkcjonariusze niemal od razu udają się na miejsce, żeby sprawdzić ten trop, jednakże na miejscu zastają jedynie starszą panią, która nie ma absolutnie zielonego pojęcia, o co chodzi i kim jest Justyna.

Finalnie wszystkie te trzy telefony okazują się, no nie wiem czy ten drugi też, ale okazują się takimi ślepymi tropami, żeby nie powiedzieć, że to są jakieś po prostu fałszywe tropy.

Co najgorsze rodzina Zawadzkich otrzymuje jeszcze kilka takich, które również okazują się po prostu ślepym załukiem.

Nie zastanawia właśnie dlaczego ludzie robią takie rzeczy, dlaczego tyle telefonów.

To tak wygląda, jakby ktoś szczególnie chciał sprawić im dodatkową przykrość, dając jeszcze złudną nadzieję albo po prostu chcąc zmylić trop i zająć policję badaniem tych nieprawdziwych tropów.

Śledczy z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu nie dają się zwieść i w dalszym ciągu prowadzą szeroko zakrojone dochodzenie.

Starają się odtworzyć ostatnie godziny przed zniknięciem Justyny i potencjalne motywy ewentualnego zabójstwa czy jakiegoś przestępstwa, do którego mogło dojść.

Bo przecież na przykład mogła być po prostu uprowadzona.

Co zaskakujące, w toku śledztwa ustalono, że Justyna nie do końca była ze swoimi rodzicami szczera.

Okazuje się bowiem, że jej relacje z Robertem, z tym dziewiętnastolatkiem, nie zostały wbrew temu, co kazała jej matka zrobić i wbrew temu, co powiedziała mamie i obiecała, na to nie zostały ograniczone.

A wręcz przeciwnie, spotykała się z nim potajemnie, co wyszło na jaw po przesłuchaniu kilku koleżanek z jej bliskiego otoczenia, które potwierdziły, że była wielokrotnie z nim widziana.

Do tego wszystkiego policjanci otrzymują informację o tym, że Robert przywoził Justynę pod dom jej koleżanki, specjalnie po to, by jej rodzice nie wiedzieli, że to właśnie ze spotkania z nim wraca, tylko żeby widzieli, że wychodzi jakby od koleżanki i wraca z tamtej strony.

Do tego wszystkiego zatrważające są informacje, które trafiają do śledczych właśnie od przyjaciółek Justyny.

wią one, że Justyna była w nim zakochana.

Jednej ze swoich koleżanek miała powiedzieć nawet coś w stylu, że kocham Roberta, ale jednocześnie się go boję.

Z kolei inna znajoma wspomina o tym, że Justyna kiedyś zwierzyła jej się, że właśnie ten chłopak zadał jej pytanie, co byś zrobiła, gdybym pewnego dnia wywiózł cię gdzieś daleko i zostawił.

Po tym pytaniu miała być przerażona i poważnie zaniepokojona, jednak po czasie tej samej koleżance tłumaczyła, że Robert ją za to przeprosił, bo musiała chyba z nim odbyć jakąś rozmowę na ten temat.

Powiedział, że tylko żartował.

W konfrontacji z rodzicami okazuje się, że na krótko przed zaginięciem doszło do spotkania Justyny i Roberta, o którym państwo zawadcy nie mieli pojęcia, jak pewnie o większości spotkań z tym chłopakiem.

No to tylko świadczyło o tym, że Justyna ich okłamywała i że miała przed nimi tajemnicę, co też sprawia, że oni po prostu żyli w jakimś złudzeniu, że wiedzieli o niej wszyscy.

Co najistotniejsze, w toku postępowania, właściwie tego dochodzenia, pojawiają się co najmniej dwie osoby, które w dniu jej zaginięcia widziały Justynę.

Jeżdżącą samochodem właśnie z Robertem.

Miało to miejsce 17 maja, tuż przed południem, czyli dokładnie w tym momencie mniej więcej, kiedy Justyna właśnie wyszła z domu.

Śledczy oczywiście docierają do Roberta.

Mężczyzna w pierwszej kolejności wypiera się w ogóle, że zna Justynę.

bo jednak w jakimś czasie stwierdza, że się znają.

Jednak na pewno nie jeździł z nią w niedzielę samochodem po okolicy.

Tłumaczy też wtedy, że cały weekend spędził ze swoją narzeczoną i jego alibi zostaje potwierdzone przez rodzinę tej dziewczyny.

Po niedługim czasie okazuje się, że Robert odwiedził koleżankę, która właśnie zeznała policjantom, że widziała Justynę właśnie z nim tego feralnego dnia.

On miał wtedy jej powiedzieć, że nie był wtedy z Justyną, tylko ze swoją narzeczoną, więc ona musiała się pomylić.

Dzisiaj mamy świadomość tego, że to jest po prostu zastraszanie świadka.

Robert postanowił również rozprawić się z panią Ewą Zawadzką, do której zadzwonił po przesłuchaniu z pretensjami.

że ktoś go pomawia o bliskie relacje z Justyną, co jest wierutnym kłamstwem.

Pani Ewa wtedy dosadnie zareagowała, prosząc go po prostu, by dał jej spokój i od tej pory na szczęście ze strony Roberta zapadła w stosunku przynajmniej do państwa Zawadzkich cisza.

Śledczy postanawiają zweryfikować słowa Roberta i sprawdzić te doniesienia świadków, więc przeanalizowali bilingi Roberta i Justyny, dzięki czemu oczywiście będą mogli określić stopień ich zażyłości.

Wtedy okazuje się, że w kwietniu 1998 roku, czyli miesiąc przed zaginięciem, z telefonu Roberta często odzwoniono do domu Zawadzkich.

A niemal co druga rozmowa wychodząca z telefonu Justyny jest skierowana właśnie do Roberta.

Nie da się ukryć, że wątek tych częstych rozmów może sugerować motyw osobisty albo konflikt uczuciowy.

Być może Justyna czuła się odrzucona, a być może narzeczona Roberta dowiedziała się od niej i była zazdrosna o to.

Niestety brak twardych dowodów nie pozwala postawić mu żadnych zarzutów.

Jego alibi mimo wszystko zostaje uznany przez śledczych za wiarygodne, a dotychczasowe śledztwo nie wskazuje jednoznacznie jego winy.

Też przypominam, że rok 98 to nie jest rok powszechnego dostępu do telefonów komórkowych.

Są to dosłownie ostatnie chwile, kiedy jeszcze żyliśmy właściwie bez tych telefonów.

Być może w dużych miastach one były bardziej powszechne, ale i tak nie tak bardzo.

Więc mówimy tutaj o bilingach domowych telefonów stacjonarnych.

W toku postępowania śledczy docierają do kolejnych rewelacji, które rzucają nieco inne światło na tę sprawę.

Postanawiają zatem, w związku właśnie z tymi rewelacjami, szczegółowo przeanalizować środowisko sportowe.

wię dla tego śledztwa, bo czasami słyszymy o takich historiach, kiedy po prostu śledczy trzymają się jednego wątku i nie poruszają żadnych innych, będąc przekonanymi o tym, że właśnie są na dobrym tropie.

Więc tutaj tak nie było.

Analizowano różne możliwe losy i hipotezy.

Okazuje się, że tuż po tym, jak Justyna otrzymała powołanie do reprezentacji Polski...

Jedna z rywalek miała śmiało powiedzieć, że i tak nie pojedzie.

W momencie, kiedy te słowa padły, to nikt nie brał ich na poważnie, raczej jako taką koleżeńską zawiść, czy nie koleżeńską zawiść.

Niemniej, zważywszy na fakt, że kilka tygodni później dochodzi do jej zaginięcia, to słowa te nabierają zupełnie innego znaczenia i mocy.

Więc policjanci zaczęli badać środowisko sportowe Justyny, szukając ewentualnych wrogów czy zawistnych rywali.

Nie ma co ukrywać, Justyna została wytypowana do wyjazdu na Mistrzostwa Świata Kadetek.

Miała wyjechać za granicę do Anglii.

Mogło wzbudzić to u kogoś uczucie zazdrości lub właściwie to zawiści.

Zawiść jest.

Co więcej, okazuje się, że kilka miesięcy przed zaginięciem Justyna miała oznajmić, że nie będzie więcej trenowała w klubie Orzeł.

Miało to być argumentowane anonimowym listem, jaki otrzymał pan Krzysztof na temat swojej córki, a ten list zawierał wycięte z gazety zdjęcie pobitej dziewczyny z dopiskiem Niech pan uspokoi swoją córkę, niech się przestanie szmacić, bo inaczej będzie wyglądała tak.

Pierwszą myślą pana Krzysztofa jest to, że autorką tego listu jest jedna z zawodniczek, która nie radziła sobie na treningach i odeszła.

Jednak miało to miejsce dwa lata przed zaginięciem Justyny, więc dlaczego miałaby pisać list z pogróżkami po upływie dwóch lat?

Otóż koleżanki z sekcji zapaśniczej miały donieść Justynie, że podczas ich treningu pojawiło się trzech chłopaków, którzy jej szukali.

Dziewczyny miały wrażenie, że ci chłopcy przyszli, bo chcieli ją pobić.

Po tym wszystkim poinformowano oczywiście trenera, który obiecał się tym zająć.

Sam też chciał wezwać policję w tej sprawie, ale zrezygnował, ponieważ państwo zawadzcy sami tego nie zgłosili na policję, co wydało mu się wtedy dość dziwne.

Po tej sytuacji Justyna faktycznie zrobiła sobie przerwę od treningów, a w późniejszym czasie sam trener woził ją na treningi oraz zarządził, że nikt obcy nie miał wstępu na halę sportową, gdzie odbywały się zajęcia.

No i te okoliczności oczywiście są bardzo niepokojące i sugerują możliwość, że komuś ze sportowego otoczenia mogło zależeć na wyeliminowaniu Justyny z rywalizacji.

Nigdy też nie ustalono tożsamości ani tych mężczyzn, ani autora lub autorek czy autorów listu z pogróżkami.

Nie wiadomo też, czy w ogóle ten anonim ma jakikolwiek związek z późniejszym zniknięciem, czy też był w ogóle celowym i zaplanowanym działaniem mającym odwrócić uwagę od prawdziwego sprawcy.

No wiele, wiele, wiele pytań.

W trakcie poszukiwań Justyny Zawadzkiej, jej rodzina korzystała z pomocy jasnowidzów z różnych części Polski.

Pierwsze wizyty odbyły się w Końskich, gdzie jeden z wróżów stwierdził, że dziewczyna żyje, lecz jest przetrzymywana w ukryciu.

Z kolei inny jasnowidzów analizował zdjęcie Justyny twierdząc, że widać na nim ślady przemocy.

Z kolei wróżka z Radomia uznała brak reakcji wahadełka nad fotografią za zły znak.

Jasnowic z Czułkowic, polecony przez poprzedniego, oświadczył, że Justyna nie żyje i podczas ponownej wizyty w Końskich rodzina usłyszała hipotezę o gwałcie i zabójstwie.

Ostatecznie zawadzcy utrzymali kontakt z jednym jasnowidzem z Radamia, który twierdził, że Justyna wciąż żyje, lecz znajduje się w miejscu, do którego trudno dotrzeć z powodu silnych zakłóceń.

Według niego miała być wówczas przetrzymywana w Warszawie.

Mimo tych wszystkich działań, zarówno rodziców, jak i policji, los Justyny do dzisiaj pozostaje nieznany.

Nie znaleziono ani żadnych śladów, mogących wpłynąć na tok postępowania, ani ciała, więc nie wiadomo, czy Justyna żyje, czy nie.

Jedno jest pewne.

Analizując zachowanie psów tropiących, Justyna wychodząc feralnego dnia z domu w kierunku Pomorzan z niewiadomym zamiarem faktycznym, jak to fachowo się określa, musiała wsiąść do czyjegoś samochodu.

Dobrowolnie albo siłą.

Ten samochód w mojej opinii może wskazywać na Roberta, z którym dziewczyna wielokrotnie spotykała się właśnie w jego samochodzie jeżdżąc po okolicy.

Więc prawdopodobieństwo, że nagle chodzi o jakiś inny samochód jest w moim odczuciu, w moim odczuciu powtarzam.

Małe, do tego wszystkiego Justyna się pomalowała tuż przed tym wyjściem z domu i nigdy nie była umówiona z koleżanką, a powiedziała rodzicom, że idzie do tej koleżanki i do tego wszystkiego ukrywała tą znajomość z Robertem, więc bardzo wiele mogłoby wskazywać na to, że to on widział ją po raz ostatni.

Podczas śledztwa policjanci mieli okazję usłyszeć również o tym, co myślą lokalni mieszkańcy.

Większość z nich wtedy stwierdziła, że Justyna była bardzo zdolna, więc zapewne ją porwali.

No przecież nie można porwać czyjegoś talentu, nie?

Inni zaś zwracali uwagę na jej urodę, która mogła być powodem porwania na przykład do zagranicznych agencji towarzyskich, szczególnie, że Justyna była bardzo młoda.

Niestety, mimo wieloletnich poszukiwań, do dzisiaj nie udało się ustalić przyczyny zaginięcia Justyny i jej dalszych losów.

Jej sprawy włączone do katalogu niewyjaśnionych spraw mazowieckiej policji.

Co pewien czas policja i media przypominają jej historię, a organy ścigania ponawiają apele o informacje.

No i właśnie po jednym z takich przypomnień

W 2022 roku na policję w Radomiu zgłosiła się kobieta, która twierdziła, że ustaliła osobę odpowiedzialną za zabójstwo Justyny.

Śledczy z archiwum X, analizując jednak zebrany materiał dowodowy, stwierdzili, że wątek, o którym wspomina kobieta, już został dawno przez nich szczegółowo zbadany i przez nich odrzucony.

Policja podkreśla jednak, że każda, nawet z pozoru błaha informacja może okazać się cenna dla rozwiązania tej sprawy.

Ważne jest też to, że rodzina i bliscy wciąż żyją w niepewności, pragnąc poznać prawdę o losie Justyny i doczekać się odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się 17 maja 1998 roku.

Justyna Zawadzka, urodzona 1 sierpnia 1984 roku, zamieszkała w miejscowości Polany 17 maja 1998 roku, wyszła z domu i do dzisiaj nie nawiązała kontaktu z rodziną.

W momencie, kiedy wyszła z domu, miała na sobie niebieskie dżinsy, białą bluzkę z dzianiny z długimi rękawami i granatowymi obszyciami, do tego czarne sandały na obcasach i grubej podeszwie.

Na ręku zegarek metalowy Casio z bransoletką, w uszach srebrne kolczyki, malutkie kółeczka, na palcu srebrny pierścianek ze skarabeuszem, który ojciec przywiózł jej z Egiptu.

Dziękuję Wam za uwagę.

To wszystko, co dzisiaj dla Was przygotowałam.

Proszę Was o to, żebyście zasubskrybowali ten kanał lub podcast, jeśli go słuchacie w innych platformach.

Polubili ten odcinek i wyrazili to dając kciuk w górę.

Dzięki temu kanał się będzie mógł rozwijać, bo ostatnio zasięgi spadają na całym YouTubie, wszystkim.

Na łeb, na szyję, więc to jest taka globalna rzecz i myślę, że to może pomóc.

Więc jeżeli macie ochotę, to bardzo Was o to proszę.

A ja Was proszę, żebyście dbali o siebie i byli bezpieczni.

0:00
0:00