Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
05.09.2025 18:15

201. Dysforia | Sprawa Ani Szysiak

„Boje się go” – wyznała kiedyś swojej mamie. Ania Szysiak była piękną, uśmiechniętą studentką kosmetologii, która wierzyła, że miłość da jej szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Zamiast tego wpadła w sidła toksycznego związku, z którego próbowała się uwolnić. Jej ukochany nie potrafił jednak pogodzić się z rozstaniem. To, co wydarzyło się 9 sierpnia 2013 roku w Lubartowie, wstrząsnęło nie tylko rodziną i sąsiadami, ale i całą Polską.Zagłosuj na 5NZ w Best Stream Awards: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfW4c53EEWboTAuXwydgbw7R5RLFDHmBV08siRJnD5pbD7wYQ/viewformNajnowsze i archiwalne numery Magazynu Kryminalnego Newsweek kupisz tu: https://literia.pl/prasa/newsweek-magazyn-kryminalnyResearchJudyta Gołębiowska, Justyna Mazur-KudelskaMontażJudyta GołębiowskaMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Słuchaj na:Spotify: https://spoti.fi/2WM488O Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw Google : https://bit.ly/3I7v5L6 YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQWybrane źródła:Morderstwo Niedoskonałe - “Syn znanych lekarzy zamordował dziewczynę, bo chciała z nim zerwać”https://detektywonline.pl/anna-szysiak-zabita-przez-bylego-chlopaka/#:~:text=Ania%20Szysiak%20i%20Mateusz%20K,nich%20raptem%20po%20dw%C3%B3ch%20miesi%C4%85cachhttps://www.se.pl/wiadomosci/polska/zabil-z-zimna-krwia-swoja-dziewczyne-wyrok-12-lat-aa-EZTJ-CgjL-Uaw7.html#https://www.dziennikwschodni.pl/lubartow/poderznal-dziewczynie-gardlo-morderca-wyszedl-na-wolnosc,n,1000187079.html#:~:text=Szysiak%2C%20mama%20zamordowanej%2021,przechodzi%C4%87%20w%C2%A0wi%C4%99ziennym%20szpitalu%2C%20a%C2%A0nie%20u%C2%A0mamusihttps://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lublin/mateusz-k-z-lubartowa-zamordowal-anie-szysiak/6nlb028#:~:text=7%20marca%20zapad%C5%82%20wyrok,s%C4%99dzia%20Wojciech%20Zar%C4%99ba%20uzasadniaj%C4%85c%20wyrokhttps://wiadomosci.onet.pl/lublin/zabojstwo-w-lubartowie-mateusz-k-z-zarzutami/x6zbf55#:~:text=%E2%80%93%20Uderzy%C5%82%20chyba%20w%20pi%C4%99%C4%87,tragedii%20Piotr%20Szczepaniak%2C%20%C5%9Bwiadek%20zdarzeniahttps://www.dziennikwschodni.pl/lubartow/poderznal-gardlo-bylej-narzeczonej-po-kasacji-ziobry-zaostrzyli-mu-wyrok,n,1000214741.html#:~:text=Do%20zab%C3%B3jstwa%2021,i%20rzuca%C5%82%20si%C4%99%20pod%20samochodyhttps://buzz.gazeta.pl/buzz/7,185693,30284162,syn-lekarzy-poderznal-ani-gardlo-bo-z-nim-zerwala-wczesniej.html#:~:text=Przewieziony%20do%20szpitala%20Mateusz%20zosta%C5%82,zezna%C5%82%2C%20%C5%BCe%20niczego%20nie%20pami%C4%99tahttps://www.nowytydzien.pl/morderca-ani-wrocil-kratki/#:~:text=a%C5%BC%C2%A0jej%20matka%20wyjdzie%20z%C2%A0psem%20na%C2%A0spacer,LL

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 278 wyników dla "Sądem Okręgowym w Lublinie"

W dzisiejszym odcinku przeniesiemy się do Lubartowa.

Lubartów to miasto w województwie lubelskim.

Jest mi ono szczególnie bliskie, ponieważ to właśnie tam, a właściwie stamtąd pochodzi moja przyjaciółka, którą serdecznie dzisiaj pozdrawiam.

bo wiem, że tego Patrycja słucha.

W Lubartowie byłam.

Wiem, jak to miasto wygląda.

Do tego wszystkiego to właśnie tam miała miejsce inna bardzo słynna sprawa kryminalna, o której też wam kiedyś opowiem, a którą poznałam na studiach podczas czytania książek reporterskich, bo musieliśmy czytać i zapoznawać się właśnie z polską literaturą faktu na studiach dziennikarskich.

I to chyba właśnie wtedy zakochałam się w reportażu, to po pierwsze, a po drugie siłą rzeczy w reportażu kryminalnym, czyli czymś, co dzisiaj nazwalibyśmy true crimem.

I to właśnie sprawie z Lubartowa poświęcimy uwagę w 201 odcinku tego podcastu, więc zapraszam was do wysłuchania niezwykłej historii.

Niezwykłej historii dlatego, że tu będzie wszystko kwestią chyba ekspertyz mam takie wrażenie, a to takie poletko, które wydaje mi się, że bardzo lubimy rozważać.

czyli zdrowie psychiczne, stan psychiczny w momencie popełnienia zabójstwa oraz będziemy na pewno się zastanawiać, czy zapadł sprawiedliwy wyrok.

Anna Szysiak to 21-letnia mieszkanka Lubartowa, która pochodzi z kochającej rodziny.

Rodzice Ani wychowali ją jako jedynaczkę, otaczając oczywiście troską i wsparciem.

Ania jest też pogodną i ambitną dziewczyną, uczy się w I Liceum Ogólnokształcącym w Lubartowie, w którym to na pewnym etapie edukacji poznaje Mateusza.

Mateusza K., który jest jej rówieśnikiem.

Oboje pochodzą z dobrych domów.

Mateusz wyrasta w szanowanej rodzinie lubartowskich lekarzy.

Jego rodzice prowadzą w mieście przechodnie i cieszą się poważaniem i szacunkiem wśród mieszkańców.

Rodzina Szysiaków zna dobrze Mateusza i jego rodziców, dlatego też traktują go jako swojego.

Więc Ania i Mateusz mają bardzo dobry start swojego związku, szybko zaczynają być parą i ten związek tworzą bardzo zgrany, bardzo udany, są szczęśliwi.

Po zdaniu matury w 2011 roku Ania i Mateusz wspólnie wyjeżdżają na studia do Lublina.

Tam też postanawiają razem zamieszkać i mają też taką możliwość, ponieważ rodzice Mateusza dzięki temu, że są majętni, bez trudu wynajmują dla dzieci mieszkanie.

Natomiast Ania podejmuje oprócz studiów na kosmetologii pracę dorywczą w McDonaldzie.

Chce odciążyć finansowo swoich rodziców, bo to nie jest tak, że to mieszkanie fundują tylko rodzice Mateusza.

Jest bardzo pracowita, ale też uzdolniona, a jej znajomi określają ją jako uśmiechniętą, cieszącą się ogromnym powodzeniem wśród nie tylko chłopaków, ale też w ogóle towarzysko.

Cieszy się powodzeniem.

Ma też bardzo poukładaną głowę, ma bardzo taki porządny, osadzony w realiach, rozsądny stosunek do życia.

Jest też niewątpliwie bardzo piękna i mimo tego, że ma taki naprawdę łatwy start w tą przyszłość, bo i mieszkanie, i kochający chłopak, i bogaci rodzice, on też majętny, plus właśnie ten Lublin, mogłaby spocząć na laurach, mogłaby też grać swoją urodą.

Mateusz, bo już wiemy, że Ania studiuje tą kosmetologię, Mateusz wybiera ślady, które dobrze przetarli mu rodzice.

Marzył od samego początku o studiowaniu medycyny, albo to jego rodzice marzyli za niego, tego nie wiadomo i nie dowiemy się tego pewnie później.

Wiadome jest na pewno to, że rodzice bardzo wspierają go w nauce, wspierają go w staraniach do dostania się na medycynę, więc też kiedy jeszcze jest w liceum, to uczęszcza na dodatkowe zajęcia z biologii, z chemii, pewnie na jakieś korepetycje.

Niestety to wszystko nie przynosi pożądanych rezultatów, bo nie dostaje się na medycynę, więc podejmuje na przeczekanie inne studia.

Ale nie wiem, na jakie studia idzie, na jaki kierunek w końcu się dostaje.

Natomiast wybierając ten inny kierunek studiów, postanawia zrezygnować po dwóch miesiącach z tego kierunku.

Najprawdopodobniej ze względu na to, że po prostu marzył nadal o medycynie.

I może po prostu postanowił się skupić jednak nie na studiach takich na przetrwanie, studiach tylko dlatego, żeby nie stracić roku.

No właśnie, w sumie rozsądnie, bo postanawia ten czas, który mu został przeznaczyć na podszkolenie się studiów.

w przedmiotach i podciągnięcie matury po prostu, żeby uzyskać lepszy wynik przy rekrutacji na medycynę, to oczywiste.

Więc moim zdaniem rozsądny krok.

Ania i Mateusz planują wspólną przyszłość, ona mówi otwarcie o ślubie, a Mateusz też wydaje się być mocno zaangażowany i też taki zaangażowany w związek oczywiście, ale też za tymi planami Ani podąża.

Rodzina Szysiaków zresztą akceptuje Mateusza, traktują go na tamten moment jak członka rodziny, jak swojego syna.

Ufają mu do tego stopnia, że po jakimś czasie nawet powierzają mu klucze do własnego mieszkania, aby zawsze mógł do nich wpaść, wtedy kiedy nawet ich nie ma, traktując go naprawdę jako swoje dziecko.

W miarę upływu czasu w związku Ani i Mateusza zaczynają pojawiać się napięcia, co też jest zupełnie normalne, tak się w związkach dzieje.

Mateusz, mimo że rezygnuje z tych studiów i uczy się do matury, do tej poprawki maturalnej,

to jednak raczej ma sporo czasu, bo to nie jest tak, że on musi nagle nauczyć się od nowa całej wiedzy, tylko musi podszkolić to, czy podszlifować tą wiedzę, którą ma.

Natomiast w przeciwieństwie do Ani, która studiuje i pracuje, to Mateusz tej pracy nie podejmuje.

Jest utrzymywany przez swoich majątnych rodziców, więc też ma mnóstwo wolnego czasu i to też powoduje, że zachowanie Mateusza zaczyna się zmieniać.

Bo rośnie w nim coś na kształt frustracji, że innym coś wychodzi, a jemu nie.

Bardzo mocno przeżywa to, że nie udało mu się dostać na tę medycynę, że to ogromna jego porażka.

A te wszystkie negatywne emocje przelewa na najbliższych.

A że mieszka z Anią, to głównie jej dostaje się tą zazdrością.

To niestety powoduje, że w związku zaczyna narastać konflikt, nie tylko jakieś napięcie, ale konflikt.

Więc związek Ani i Mateusza zaczyna przybierać dosłownie toksyczny charakter, bo Ania stopniowo zaczyna dostrzegać w swoim ukochanym te mroczne cechy, o których początkowo w ogóle nie ma zielonego pojęcia, nie miała.

Mateusz staje się chorobliwie zaborczy,

Potem staje się nawet porywczy, zachowuje się tak, jakby Ania była jego własnością, o której on może w stu procentach decydować.

Ania nawet zwierza się swojej mamie, że boi się Mateusza.

wi o tym naprawdę otwarcie.

W trakcie kłótni Mateusz potrafił wpadać w szał.

Zdarzało mu się, że w złości na przykład demolował mieszkanie.

Raz omal jej nie udusił w nerwach podczas kłótni w samochodzie.

No i Ania traci poczucie bezpieczeństwa.

I po pewnym czasie mówi nawet swojej mamie, że znajomi w pracy traktują ją o niebo lepiej niż własny chłopak.

W połowie 2013 roku, po wielu wahaniach, po wielu miesiącach przemyśleń, takiego naprawdę bicia się z myślami, Ania decyduje się rozstać z Mateuszem, definitywnie.

Na początku sierpnia wyprowadza się z ich wspólnego mieszkania i wraca do Lubartowa, do swoich rodziców.

Niestety można się domyślać, że to rozstanie nie przebiegło spokojnie i pojednawczo, że było wręcz przeciwnie, zakończyło się ogromną kłótnią.

w efekcie której Ania po dwóch dniach w towarzystwie swoich rodziców jedzie do Lublina, bo nie czuje się pewnie sama, aby zabrać swoje rzeczy i po prostu opuścić to mieszkanie Mateusza.

To spotkanie jednak po raz kolejny komplikuje zdesperowany Mateusz, bo postanawia wtedy wyrwać Ani telefon, oznajmiając tym samym, że go nie odda.

że on będzie, a nie więził, dopóki nie zmieni ona swojego zdania.

Czyli w ogóle dochodzi do tego podczas, gdy w tym wszystkim są jej rodzice.

Więc to tylko pokazuje mi, pewnie wam również, jak bardzo niezdrowo się zachowywał, bo wszystkim nam pewnie by to kazało przypuszczać, że przy rodzicach był o wiele bardziej spokojny.

Ale wręcz przeciwnie, nawet mówi, że...

Rodzicom dziewczyny udaje się wyswobodzić swoją córkę z rąk tego agresywnego człowieka, którego traktowali wcześniej jak syna, więc dla wszystkich te przeżycia są bardzo traumatyczne.

Kiedy Ania wraca do Lubartowa, jest przekonana, że wreszcie nadszedł czas na jej spokój, że jest bezpieczna.

Niestety nic bardziej mylnego, bo przez kolejne dwa dni otrzymuje od Mateusza setki SMS-ów, próbuje się do niej dodzwonić.

W tych SMS-ach widać, że Mateusz totalnie nie radzi sobie ze swoimi emocjami.

Pisze wiadomości przedziwnej treści.

Jedne z nich są rozpaczliwe i błagające o powrót, z kolei inne w sekundzie są bardzo agresywne, czy zmieniają się w ton bardzo agresywny.

Ania oczywiście stara się ignorować te wiadomości i połączenia, bo jest przekonana, że Mateusz po prostu prędzej czy później się znudzi i przestanie ją nękać.

7 sierpnia wysyła do niej ostatniego smsa, po którym nareszcie zapada cisza.

8 sierpnia Ania i Mateusz obchodziliby kolejną rocznicę związku, gdyby byli dalej razem.

Ania po otrzymaniu statek o ile nie tysięcy wiadomości w ostatnich dniach jest pewna, że w tak wyjątkowym dniu również otrzyma coś od swojego byłego chłopaka.

Szykuje się na to, że to znowu będzie dzień,

naznaczony błaganiem o powrót lub groźbami.

Nie ma żadnych SMS-ów, żadnych połączeń.

Piątek, wczesny ranek, w domu państwa Szysiaków jest cicho, Ania jest już na nogach, krząta się po mieszkaniu, rozpoczyna ten poranek, planuje dzień.

Pani Ewa Szysiak wychodzi z domu na krótkie zakupy do pobliskiego sklepu, Ania zostaje w domu sama na kilkanaście minut.

Kiedy pani Ewa wraca do domu z zakupami, zastaje przerażający widok.

Jej jedyna córka, 21-letnia Anna, leży na podłodze w kałuży krwi i nie daje oznak życia.

Więc roztrzęsiona matka natychmiast oczywiście wzywa pogotowie, policję, ale niestety na ratunek jest już za późno.

Krzyk rozpaczy pani Ewy alarmuje sąsiadów, więc chwilę później na miejscu pojawiają się oczywiście sąsiedzi i funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie.

wnocześnie, kilkanaście kilometrów dalej, rozgrywa się kolejny dramatyczny epizod.

Policja otrzymuje zgłoszenie, że na drodze w tarle biega poparzony mężczyzna i rzuca się pod nadjeżdżające samochody.

Świadkowie tego zdarzenia opisują szokujące sceny, naprawdę szokujące, że młody mężczyzna, cały w płomieniach i dymie też, bo się z niego też dymi momentami,

Wyskakuje z płonącego auta i desperacko próbuje, czy wyskoczył z płonącego samochodu i desperacko próbuje popełnić samobójstwo, wpadając pod koła samochodów.

Ludzie są przerażeni, ponieważ ten mężczyzna rzuca się bezwładnie pod pięć różnych samochodów.

Wszyscy kierowcy, którzy są tego świadkami, zatrzymują się, jako wspólnymi siłami próbują obezwładnić tego człowieka.

Na miejsce szybko dociera śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego i ciężko poparzony mężczyzna zostaje przetransportowany do specjalistycznego szpitala w Lublinie.

Sprawa zabójstwa Ani Szysiak

Od początku jest dla policji oczywista, bo wszystkie tropy prowadzą do jednej osoby, czyli do jej byłego chłopaka.

Mateusz niemal natychmiast staje się głównym i, no co tu dużo ukrywać, jedynym podejrzanym.

Już w pierwszych minutach po zgłoszeniu tragedii funkcjonariusze dowiadują się od rodziny ofiary o tym, jak przebiegały ostatnie dni z życia ich córki.

Rozstała się z chłopakiem, że zachowywał się agresywnie, że chciał ją nawet pozbawwolności, że groził jej, wypisywał do niej.

A do tego wszystkiego jeszcze miał klucze do ich mieszkania, do ich domu.

Kiedy tylko udało się ustalić, że poparzonym mężczyzną starła jest Mateusz, były chłopak Ani, to obraz prawdopodobnego przebiegu wydarzeń oraz motyw staje się więcej niż jasny.

Na miejscu zbrodni, myślę, że to was nie zaskoczy, nie znaleziono śladów włamania.

Drzwi nie nosiły śladów wyważenia czy gmerania w zamku, co wskazywało na to, że ofiara albo sama wpuściła sprawcę do domu, albo że sprawca miał klucz.

W obydwu założeniach były chłopak Ani pasował jako osoba odpowiedzialna za jej śmierć.

Wydaje mi się nawet, że bardziej prawdopodobna byłaby wersja, że sam wszedł kluczami do mieszkania, bo Ania by go po prostu do tego domu nie wpuściła.

Motyw zbrodni również jest dość jasny dla śledczych od samego początku.

Szybko potwierdzono, że za zbrodnią najprawdopodobniej stoi były chłopak, z którym Ania niedawno zerwała.

Zresztą zeznania rodziny i znajomych Ani absolutnie wskazują na tło jakim jest chorobliwa zazdrość, niepogodzenie się Mateusza z decyzją Ani o rozstaniu,

wcześniejsze akty agresji, do których dochodziło, więc policja rozpoczyna formalne dochodzenie, które ma na celu potwierdzenie tego wstępnego założenia o przebiegu zbrodni.

Natomiast Mateuszka w tym czasie przebywa w szpitalu i zostaje objęty policyjną obstawą, właściwie to otoczony.

Jego sala jest pilnowana przez funkcjonariusza, a on sam ma rozległe oparzenia, m.in.

klatki piersiowej, też dróg oddechowych, więc zostaje wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

W związku z czym nie można go po prostu przesłuchać tak, jakby to było w sytuacji, kiedy byłby mniej ranny, w lepszym stanie.

Już w ogóle o aresztowaniu go w takim trybie zwykłym czy zwyczajnym też w ogóle nie ma mowy, gdy jest w takim stanie.

Prokuratura nie czeka jednak bezczynnie i już 24 sierpnia 2013 roku, gdy tylko stan zdrowia Mateusza się poprawia, słyszy on oficjalnie zarzut zabójstwa Anny Szysiak.

Jedyną reakcją Mateusza na postawienie mu aktu oskarżenia było potwierdzenie, że rozumie treść stawianego zarzutu oraz swoje prawa.

Ze względu na ciężki stan zdrowia, początkowo nie zastosowano wobec niego aresztu tymczasowego.

Sąd uchyla taką decyzję, uznając, że pobyt w areszcie nie jest w danym momencie możliwy z przyczyn medycznych i do czasu poprawienia się jego stanu zdrowia przy jego łóżku dyżurowali policjanci.

Kiedy Mateuszka jest w stanie już złożyć wyjaśnienia, to okazują się one być dość wymijające i zdystansowane.

Mateusz nie przyznaje się wprost do winy, zasłania się niepamięcią, zeznaje wprost, że niczego nie pamięta.

I te słowa stają się jego linią obrony, bo za każdym razem Mateusz twierdzi, że tamtego feralnego poranka jakby dosnał jakiegoś załamania czy urazu psychicznego, wskutek którego w ogóle nie pamięta przebiegu wydarzeń.

Śledczy oczywiście nic dziwnego, podchodzą sceptycznie do tych deklaracji, ale formalnie Mateusz nadal nie składa żadnych wyjaśnień, poza ogólnym wyrażeniem oczywiście skruchy i stwierdzeniem luki w pamięci.

Gdy tylko stan zdrowia na to pozwala, Mateusz zostaje przeniesiony z oddziału szpitalnego do aresztu śledczego.

I tak już w październiku 2013 roku trafia do zakładu karnego, gdzie oczekuje na proces.

Oczywiście tam jest w ramach aresztu.

Prokuratura zleca oczywiście kompleksowe badania sądowo-psychiatryczne, żeby ocenić jego poczytalność.

Biegli obserwują Mateusza K. przez wiele tygodni, prowadzą różnego rodzaju obserwacje, przeprowadzają testy, robią wywiady.

Ostatecznie psychiatrzy wydają opinię, która ma duży wpływ na dalsze losy tej sprawy, bo według nich w momencie popełnienia zbrodni Mateusz K. miał ograniczoną poczytalność.

Innymi słowy, stwierdzono u niego stan tzw.

reakcji dysforycznej, czyli silnego wzburzenia połączonego z zaburzeniami emocji.

To był stan, który znacząco ograniczał jego zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem.

Natomiast biegli podkreślają, że nie była to całkowita niepoczytalność, bo Mateusz nadal w pewnym stopniu

Taki wniosek oznacza, że sprawca będzie odpowiadał karnie, ale sąd będzie mógł zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, bo zgodnie z polskim prawem za zabójstwo w warunkach znacznie ograniczonej poczytalności grozi kara od 8 do 15 lat.

więzienia zamiast przedziału od 12 lat do dożywocia.

Do tego wszystkiego jeszcze Mateusz jest 20-latkiem czy tam 21-latkiem, więc tak czy inaczej dla tak młodego wieku dożywocie zapaść by raczej nie mogło.

Proces rusza w 2015 roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie i z uwagi na charakter sprawy i drastyczne okoliczności toczy się z wyłączeniem jawności.

Na ławie oskarżonych zasiada Mateusz K., który wtedy ma już 24 lata.

Prokuratura stawia mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i według relacji osób obecnych na korytarzu sądowym, Mateusz zachowywał się spokojnie, momentami nawet sprawiał wrażenie zadowolonego.

Kiedy policjanci prowadzili Głyskutego kajdankami, uśmiechał się do wszystkich i raczej sprawiał wrażenie dość spokojnego, zrelaksowanego.

Co znamienne, to Mateusz w trakcie procesu korzysta z usług bardzo renomowanych adwokatów, oczywiście opłacanych przez jego rodzinę.

ma jedną z najlepszych ekip obrońców, co rzadko zdarza się w przypadku tak młodych oskarżonych i to również budzi komentarze, że wpływowa rodzina dokłada starań, by złagodzić, mówimy, kary.

Mnie to akurat nie szokuje, no pomyślmy sobie, że mamy naprawdę bardzo duże środki finansowe do tego, żeby...

żeby zatrudnić obrońców kogoś bardzo nam bliskiego.

No raczej nie zatrudnia się wtedy, no nie powiem byle kogo, no ale zatrudnia się wtedy ekstraklasę, prawda?

Więc tutaj akurat nie widzę w tym nic szokującego.

Czy to jest sprawiedliwe i równe wobec całego społeczeństwa?

Oczywiście, że nie.

Jeśli masz oczywiście na to ochotę, o tak.

Sam Mateusz podczas całego procesu podtrzymuje, że niewiele pamięta z tamtego dnia, a już w ogóle z tamtego zajścia.

Mateusz odzywa się właściwie do sądu jednym zdaniem.

wi, że nie pamięta całego zdarzenia i że każdego dnia bardzo żałuje tego, co się stało.

Dodaje też, że jego zdaniem kara 12 lat więzienia, o którą wtedy wnosi jego obrona, byłaby dla niego sprawiedliwa.

W trakcie całego procesu rodzice Ani nie kryją swojego szoku i niezadowolenia.

Przede wszystkim nie są w stanie uwierzyć, że to właśnie Mateusz dokonał tak makabrycznej zbrodni i odebrał im ich jedyne dziecko.

Pani Ewa przypomina przed sądem, że ufali mu bezgranicznie, że sami dali mu klucze do ich domu, co niestety finalnie okazało się...

No zabójcze tamtego dnia, bo to właśnie dzięki tym kluczom bez żadnego problemu dostał się do środka i zabił Anię.

Rodzina Szysiaków nie kryje też swojego oburzenia tym, jaką linię obrony stosują prawnicy Mateusza i on sam, bo jego tłumaczenia o zaniku pamięci, o braku poczytalności są dla nich po prostu czymś niedopuszczalnym, że ten człowiek nie ponosi odpowiedzialności, nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny.

Po trwającym kilka miesięcy procesie poszlakowym Sąd Okręgowy w Lublinie ogłasza wyrok 23 czerwca 2015 roku.

Sędzia uznaje Mateusza K. winnym zabójstwa Anny Szysiak.

Jednocześnie uwzględnia opinie biegłych o ograniczonej poczytalności oskarżonego i w uzasadnieniu wyroku sędzia odczytuje opis zbrodni.

Działając w zamiarze bezpośrednim zabójstwa Anny S., ostrzem noża typu scyzoryk wykonał co najmniej trzy ruchy posuwiste w poprzek szyi.

Czynu tego dopuścił się działając w stanie reakcji dysforycznej, który to stan psychiczny w znacznym stopniu ograniczał zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem.

Jeżeli niewiele Wam to mówi...

a mi początkowo niewiele mówiło, to warto w ogóle opowiedzieć, czym jest ta dysforia.

Zacytuję Wikipedię.

Dysforia polega na wyolbrzymianiu pewnych sytuacji oraz innych bodźców, co powoduje reakcje nieadekwatne, gniewne, złość, rozżalenie, żal, zniechęcenie lub wręcz agresję u osoby, która jej doświadcza.

Obserwuje się w niej ogólną drażliwość, wybuchowość, rozdrażnienie, gwałtowność, reaktywność czy zmienność.

Osoba przeżywająca dysforię negatywnie ocenia swoją pozycję i sytuację, w której się znajduje.

Czuje się poniżona w stosunku do siebie.

Odczuwa złość albo litość.

Nie widzi rozwiązań.

Negatywnie ocenia własną przeszłość.

Odczuwalny brak wyjścia z sytuacji może spowodować, że osoba będąca w nastroju depresyjno-dysforycznym będzie oczekiwać, że inni rozwiążą odczuwane przez nią problemy.

Może się tego domagać, a nawet starać się to wymusić.

Dysforia w słowniku stałaby naprzeciwko pojęcia, jaką jest euforia.

To jest wszystko, co euforia reprezentuje tylko o 180 stopni odwrotnie.

I w tym właśnie momencie chyba chciałabym też wam przedstawić, jak według śledczych przebiegała ta zbrodnia i czy faktycznie zauważycie jakieś objawy stanu dysforycznego u Mateusza.

Oczywiście pewnie teraz mnie zjecie za to, że będziemy sobie tutaj diagnozować, ale próbuję zrozumieć, w jaki sposób to znosi poczytalność i jeżeli właśnie nastąpi to, co teraz przeczytam i bardzo bym chciała, żeby jeżeli tutaj mam psychologów, psychiatrów,

Osoby, które znają się na właśnie takich zaburzeniach psychiatrycznych, powiedziały mi, w jaki sposób można coś zaplanować, będąc jednocześnie w ograniczonej poczytalności.

Rankiem 9 sierpnia, kiedy pani Ewa wychodzi do sklepu, Ania zostaje sama w mieszkaniu.

Pod blokiem, ja też mówiłam, przepraszam, wcześniej, że to jest dom, jakby używam słowa dom jako dom rodzinny, jako mieszkanie niestety, więc was za to przepraszam, to oczywiście chodzi o mieszkanie w bloku.

Więc pod tym blokiem w zaparkowanym samochodzie znajduje się Mateusz K., który od dłuższego czasu obserwuje mieszkanie swojej byłej dziewczyny.

Gdy tylko widzi, że matka Ani wychodzi i okolica jest pusta, natychmiast opuszcza auto i kieruje się do klatki.

Wejście do mieszkania nie stanowi dla niego problemu, bo posiada własny klucz, który wcześniej otrzymał od rodziców Ani, gdy był jeszcze mile widzianym gościem.

Kiedy wchodzi do mieszkania, w domu panuje cisza.

Ania, niczego nieświadoma, siedzi tyłem do przedpokoju, w swoim pokoju przy oknie, zakładając szkła kontaktowe.

Gdy słyszy otwieranie drzwi, myśli, że to mama.

Wróciła po coś, więc nawet nie reaguje.

W tym momencie atakuje Mateusz.

Wpada do pokoju, rzuca się na byłą dziewczynę z nożem.

Wywiązuje się szamotanina.

Mateusz zadaje jej ciosy z cyzorykiem, wymierzając ostrze prosto w szyję.

Rani dziewczynę kilkakrotnie, przecinając tchawice i duże naczynia krwionośne.

Ania upada na podłogę, traci przytomność i wykrwawia się w ciągu kilku minut.

Mateusz K. pozostawia konającą dziewczynę i ucieka z mieszkania.

Z zimną krwwymyka się z bloku jeszcze przed powrotem pani Ewy, a całe zdarzenie trwa zaledwie kilka minut.

Sąsiedzi niemal nic nie słyszą, niczego nie zauważyli, dopiero słyszą krzyk pani Ewy, kiedy wraca do mieszkania.

Kamery monitoringu osiedlowego zarejestrują jedynie postać młodego mężczyzny przemykającego między samochodami, kierującego się pospiesznie do wyjścia z osiedla i chwilę później Mateusz wsiada do swojego auta i odjeżdża.

Kieruje się wtedy w stronę kolonii Tarło, oddalonej o kilkanaście kilometrów wsi, gdzie jego rodzice posiadają działkę rekreacyjną.

Śledczy ustalą również treść ostatniego smsa wysłanego do Ani z telefonu Mateusza.

Chłopak wysłał do niej wiadomość, że już wie, co zrobi.

I wtedy z jego strony zapadła cisza.

Sekcja zwłok wykazała, że na ciele Ani widoczne były liczne siniaki, otarcia, co świadczy o tym, że dziewczyna w chwili napaści zaciekle się broniła.

Więc stąd moje pytanie.

Faktycznie był pod wpływem dysforii w chwili zabójstwa, bo wygląda to, jakby pielęgnoww sobie coś, no ale może właśnie dysforia jest takim zaburzeniem, że może trwać na przykład kilka dni, może się utrzymywać na przykład ten stan.

zaburzonej poczytalności, nie wiem, zniesionej poczytalności, bo wygląda to tak, jakby on wysyła smsy, tak?

Ostatni dzień, kiedy to robi, to w jednym z nich pisze, że już wie, co zrobi, po czym milknie na dwa dni i odbiera jej życie.

Więc nie wzruszył go nawet fakt, że jego ukochana się broni, że zapewne robi wszystko w momencie ataku, żeby zlitował się nad nią, czego on niestety oczywiście nie robi.

Tylko bezpardonowo ją po prostu zabija.

Więc jestem bardzo ciekawa, po pierwsze tutaj opinii ludzi, którzy się na tym znają, ale też jestem ciekawa bardzo waszego zdania na ten temat.

No ale wiecie, my możemy mieć zdanie na temat...

że nam się wydaje, nie tak na chłopski rozum, ale chłopski rozum nie jest dobrym doradcą.

Wracając jednak do sprawy i do wyroku pierwszej instancji, taka kwalifikacja prawna oznaczała nadzwyczajne złagodzenie wyroku, więc sąd skazał Mateusza K. na 12 lat pozbawienia wolności, a ponadto orzekł obowiązek wypłacania przez skazanego na wiązki w wysokości 50 tys.

zł na rzecz matki zamordowanej,

czyli tzw.

odszkodowania za doznaną krzywdę.

Na poczet kary zaliczono oskarżonemu blisko 2 lata, które spędził w areszcie tymczasowym i w szpitalu więziennym przed wyrokiem.

Co ważne, ten wyrok przewidywał możliwość ubiegania się przez Mateusza K. o warunkowe przedterminowe zwolnienie już po odbyciu połowy kary, co w praktyce dawało szansę wyjścia na wolność już w 2019 roku.

Nie zaskoczę was pewnie mówiąc, że rodzina Ani złożyła apelację, ponieww dalszym ciągu liczyli na wyrok co najmniej 25 lat pozbawienia wolności.

Co zaskakujące, obrona również złożyła swoją apelację z uwagi na fakt pogorszenia stanu psychicznego oskarżonego.

I tak sprawa trafiła do sądu apelacyjnego w Lublinie.

W marcu 2016 roku sąd drugiej instancji podtrzymał w całości wyrok 12 lat więzienia dla Mateusza K.,

oddalając obie apelacje jako niezasadne, tym samym wyrok stał się prawomocny.

W sierpniu 2016 roku Mateusz rozpoczął odbywanie kary w zakładzie karnym i niespełna miesiąc później wystąpił z wnioskiem o udzielenie przerwy w odbywaniu kary ze względów zdrowotnych.

Powołał się wtedy na konieczność przeprowadzenia specjalistycznej operacji rekonstrukcji tchawicy.

To efekt powikłań po jego próbie pozbawienia się życia miał rozległe poparzenia i uszkodzenia dróg oddechowych.

Może ta próba była jakimś dowodem na to, że był w tym stanie ograniczonej poczytalności.

Tak sobie teraz oczywiście gdybam.

7 września 2016 roku sąd penitencjarny przychylił się do wniosku i zgodził się na przerwę w karze do końca października 2016 roku.

W praktyce oznaczało to, że Mateusz K. został wypuszczony na wolność na blisko dwa miesiące.

W tym czasie miał się poddać operacji specjalistycznej w klinice i dojść do siebie po zabiegu.

Sąd uzasadnił decyzję stanem zdrowia skazanego, wskazując, że pobyt w więzieniu mógł zagrażać jego życiu lub poważnie utrudnić leczenie, co oczywiście jest ustawową przesłanką do udzielenia takiej przerwy.

Co ważne, nie objęto go żadnym dozorem ani nadzorem policyjnym.

W efekcie lubartowscy policjanci dostali informację o wyjściu Mateusza K., że on wychodzi, ale 25-latka nikt nie pilnowałby, to już miał wtedy 25 lat.

Dowiedzieli się o tym również bliscy Ani, ponieważ matka pani Ewa, Szysiak, złożyła takie podanie, które zapewniało jej bycie informowaną na bieżąco, co się z Mateuszem dzieje, czy on ma przerwę, czy wychodzi, co się z nim dzieje w tym więzieniu, dla własnego bezpieczeństwa i po prostu takiego poczucia posiadania jakiejś wiedzy na ten temat, co się dzieje z zabójcą jej córki, więc ona się o tym też dowiedziała.

Kiedy dotarły do niej te wieści, nie potrafiła ukryć swojego rozżalenia i w wywiadzie dla Dziennika Wschodniego powiedziała Od początku procesu na mnie patrzył tak, jakby wiedział, że szybko wyjdzie.

Rozumiem, że może potrzebować operacji, ale rekonwalescencję powinien przechodzić w więziennym szpitalu, a nie u mamusi.

W 2017 roku do sprawy osobiście włączył się minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Uznał, że kara 12 lat za tak brutalne zabójstwo jest rażąco niewspółmierna do winy.

Sprawcy, prokurator generalny złożył wtedy do sądu najwyższego kasację od prawomocnego wyroku, domagając się jego uchylenia w części dotyczącej wymiaru kary.

Wtedy Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku Ziobry, co oznaczało, że sprawa ponownie wraca do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, celem ponownego wymierzenia kary dla Mateusza K. Wyrok skazujący jako taki, czyli wina oskarżonego, pozostał oczywiście bez zmian.

Kwestionowano jedynie tę łagodność.

Na polecenie Sądu Najwyższego Mateusz został na nowo tymczasowo aresztowany.

I ten ruch Sądu Najwyższego dał rodzinie Szysiaków nadzieję, że krótka kara zostanie zaostrzona.

Powtórny proces odwoławczy zakończył się wiosną 2018 roku i 7 marca 2018 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie

wydał prawomocny wyrok zwiększając wymiar kary dla Mateusza K. z 12 do 15 lat pozbawienia wolności.

Sąd wtedy pod przewodnictwem sędziego Wojciecha Zaremby uznał, że poprzedni wyrok był zbyt łagodny.

Jednocześnie apelacja nie uwzględniła wniosku prokuratury o maksymalny wymiar 25 lat, bo uznano go za zbyt surowy w okolicznościach tej sprawy.

W swoim uzasadnieniu sędzia Zaremba stwierdził, 25 lat pozbawienia wolności byłoby zbyt surowym karą.

Całkowicie odizolowałby Mateusza K. od społeczeństwa.

Oskarżony działał w stanie znacznego ograniczenia poczytalności.

Ponadto jest zbyt młody, by można było zakładać, że nie nastąpi wcześniejsza poprawa.

Sędzia podkreślił jednak równocześnie, że 12 lat to zdecydowanie za mało.

Tutaj też cytat, na niekorzyść oskarżonego przemawia sposób działania i sam charakter czynu.

Życie straciła osoba młoda, przed którą otworem stało całe życie, wyjaśnił sędzia, wskazując na brutalność sprodni i tragiczne skutki.

Sąd apelacyjny zaznaczył też, że ta opinia biegłych wskazała na poważne deficyty w osobowości Mateusza K., wymagające długotrwałej resocjalizacji.

Oskarżonego charakteryzuje egocentryzm, nadmierna koncentracja na własnej osobie,

Przesadne oczekiwanie zainteresowania nim.

Są to cechy osobowości nieprawidłowej, cytował z opinii psychologicznej sędzia Zaremba i wtedy uznano, że piętnastoletnia izolacja da czas na próbę jego resocjalizacji i terapii, podczas gdy poprzednie 12 lat mogłoby okazać się okresem zbyt krótkim na jakąkolwiek poprawę.

Nie wiem, jaka jest różnica w sensie, jeżeli chodzi o resocjalizację tych trzech lat.

Rozumiem w wymiarze kary, ale że te akurat trzy lata się okazują bardzo kluczowe dla resocjalizacji, to bardzo ciekawe dla mnie.

Nie mówię tego ironicznie, mówię zupełnie poważnie.

Dziś Mateusz K. odbywa wyrok wciąż 15 lat pozbawienia wolności i jak dotąd nie pojawiły się żadne informacje, by ubiegał się o warunkowe zwolnienie.

Rodzina Szysiaków stara się żyć dalej, choć oczywiście rana po stracie jedynej córki zapewne nigdy się nie zagoi.

Państwo Szysiakowie uczestniczyli we wszystkich kolejnych rozprawach apelacyjnych, walcząc o sprawiedliwość dla Ani.

Po latach przyznają, że żadna kara nie przywróci im dziecka, ale wierzą, że surowy wyrok dla jej zabójcy to przestroga dla innych potencjalnych spraww przemocy domowej.

No i właśnie to kolejny taki przykład kobietobójstwa w moim odczuciu.

Bo to, że byli młodzi, że nie byli w formalnym związku i to, że się rozstali tuż przed tym zabójstwem, to nie znaczy, że nie doszło do zabójstwa kobiety na tle relacji pomiędzy nią i zabójcą.

Bardzo wam polecam też pójść do kin w listopadzie.

Ja w ciemno polecam Wojciecha Smarzowskiego, ale...

Widziałam zwiastun jego nowego filmu, który nazywa się Dom Dobry i nie jest to oczywiście wesoła historia, będzie to film o przemocy domowej, o tym jaką ona ma twarz.

A widać, że ma twarz właśnie dobrego domu, w którym kryją się największe demony.

Dziękuję Wam bardzo dzisiaj za uwagę.

Proszę Was o to, żebyście docenili moją pracę, jeżeli ją oczywiście doceniacie, łapką w górę, polubieniem tego podcastu, nie wiem, oceną go, oczywiście dobrą, jeżeli tak uznacie, no i subskrypcją kanału oraz obserwowaniem tego podcastu w platformach streamingowych, podcastowych, da mi to bardzo dużo, właściwie to jest waluta najcenniejsza, jaką możecie

zapłacić za moją pracę, a ja proszę was o to, żebyście dbali o siebie, byli bezpieczni i do usłyszenia.