Mentionsy
Kolej dużych prędkości, seria zaskoczeń w światowej gospodarce i deszcz strategii. PB BILANS
Czy pociągi polskiej kolei dużych prędkości powinny jeździć 250, czy 350 km na godzinę i co to oznacza dla krajowego przemysłu? Dlaczego w światowej gospodarce to, co miało spadać rośnie, a handel międzynarodowy kwitnie mimo wojen celnych? I skąd nagle tyle rządowych strategii i priorytetów – to tematy najnowszego odcinka PB Bilans.
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry.
Jest piątek, 26 września.
Zapraszamy na podcast PB Bilans.
Dziś będziemy rozmawiać m.in.
o tym, czy pojedziemy szybką koleją, która będzie osiągać prędkość 250 czy 350 km na godzinę i jakie to ma znaczenie dla rozwoju naszej gospodarki.
Pomówimy także o wszystkich tych rzeczach w światowej gospodarce, które miały spadać, a nieoczekiwanie rosną.
Będziemy także rozmawiali o tym, że nagle obrodziło nam strategiami.
Bardzo długo czekaliśmy na to, aż rząd wskaże takie swoje cele główne.
w polityce gospodarczej.
No i wskazał.
Ta lista jest bardzo długa.
No a w sekcji plusy i minusy będziemy mówili m.in.
o tym, że rosyjska gospodarka ma coraz większe kłopoty i mocno trzymamy kciuki za to, żeby te kłopoty były coraz bardziej dotkliwe.
Ale nie tylko o tym.
Na Bilans zapraszają Ignacy Morawski i Marek Chądzyński.
Na początek, Ignacy, chciałbym cię zapytać, czy lubisz jeździć pociągiem?
Bardzo lubię jeździć pociągiem, ponieważ w pociągu można robić jednocześnie dwie rzeczy, czego nie można robić w samochodzie.
Można jechać... I spać?
I spać.
Albo jechać i czytać.
Masz wiele możliwości.
Albo jechać i oglądać.
Czyli jest cała jakby kombinacja.
Natomiast w samochodzie możesz głównie jechać.
Możesz jechać i słuchać.
Czyli masz jakby jedną kombinację.
O ile to ty prowadzisz?
Tak, no ja zwykle ja prowadzę, więc stąd moje doświadczenia w tej dziedzinie.
Ale jeszcze jedna rzecz, wiesz co, w samochodzie nie możesz chodzić, a w pociągu możesz chodzić.
Więcej rzeczy możesz robić w pociągu i z tego powodu... Możesz też pójść na kawę nawet.
Powiem ci, że do tego stopnia lubię pociągi, że kiedyś dawno temu, jak mieszkałem za granicą i byłem sam i jakoś było mi smutno, to czasami sobie chodziłem na stację kolejową.
Bo to mi tak kojarzyło się z jakimś ciekawym wydarzeniem.
Z otwarciem na świat może trochę.
No tam kupowałem jakąś kawę czy coś i po prostu sobie spacerowałem.
A czy chciałbyś takim pociągiem jeździć szybciej?
To jest moje drugie pytanie.
Oczywiście.
A zależy jak szybko, czy jesteś, czy należysz do tego teamu 250 km na godzinę, czy do teamu 350 km na godzinę.
Marek, to wszystko zależy, czy to będzie polski pociąg, czy zagraniczny.
A właśnie, a właśnie.
To jest takie moje podprowadzenie, taki mam pomysł na podprowadzenie tematu o sporze, jaki się w Polsce rozpoczął na temat tego, jak szybko kolej dużych prędkości w Polsce powinna jeździć.
To jest takie trochę dzielenie skóry na niedźwiedziu jeszcze i to mam wrażenie,
Natomiast wydaje mi się, że ten spór jest dosyć ciekawy, bo tutaj jest kilka wątków.
Masz rację, jest bardzo ciekawy.
Które moglibyśmy poruszyć.
Na przykład jeden wątek jest taki, apelowaliśmy wielokrotnie do rządu i do obecnej ekipy, żeby w końcu wynalazła jakiś sposób na rozbudzenie zbiorowej wyobraźni, jeśli chodzi o gospodarkę i o inwestycje i zdaje się, że tak właśnie jest.
W przypadku kolei dużych prędkości trochę to przypadkiem wyszło.
rządowi dzięki opozycji, która zrobiła z tego spór polityczny, ale rzeczywiście tak jest.
Ludzie dyskutują, czy my powinniśmy tymi pociągami jeździć 250 km na godzinę, czy 350 km na godzinę.
Drugi wątek, jaki chciałbym tu omówić, to czy my w ogóle mamy potencjał do tego, żeby taką kolej dużych prędkości, a konkretnie tabor, móc produkować u siebie.
Te dwa dylematy są ze sobą opowiązane, bo jak rozumiem, część ludzi czy obserwatorów, uczestników tej debaty uważa, że powinniśmy mieć pociągi, które jeżdżą do 250 km na godzinę, ponieważ takie będziemy w stanie wyprodukować sami.
Natomiast druga część społeczeństwa uważa, że powinniśmy kupić po prostu jak najszybsze pociągi, ponieważ one będą jak najbardziej użyteczne dla pasażerów, mimo że takich pociągów nie wyprodukujemy sami.
Jest jeszcze pewna część uczestników debaty, która uważa, że powinniśmy wyprodukować sami też najszybsze pociągi, mimo że...
Nie, mamy do tego na razie zdolności, ale że powinniśmy po prostu... Przynajmniej spróbować.
Powinniśmy przynajmniej spróbować.
I to jest, jak sądzę, ciekawa debata.
Tu jeszcze interesujący wątek i ważny, żeby nadmienić, jest taki, że na razie nie produkujemy pociągów, które są w stanie jeździć ponad 200 na godzinę.
Czyli nawet do tych 250 jeszcze nie dochodzimy.
Więc mamy kilka obozów w tej debacie.
Jeden to jest obóz, bym powiedział, ujmując to w takich tradycyjnych kategoriach, liberalny, który uważa, że powinniśmy się skupić na użyteczności konsumenta i po prostu kupić to, co jest najlepsze dla niego.
Wtedy ta korzyść będzie maksymalna dla gospodarki.
A drudzy uważają, że powinniśmy przede wszystkim skupić się na to, co technologicznie
umiemy zrobić i przekuć inwestycje, czy też zrobić te inwestycje w taki sposób, żeby zmobilizować krajowych producentów do produkcji nowoczesnych pociągów.
Więc gdzie ty, Marek, jesteś w tej debacie?
Ja jestem w Team 350, od razu mogę powiedzieć i mam na to przynajmniej jeden mocny argument.
po 2030 roku ma się otworzyć rynek kolejowy w Europie.
Czyli tak jak rozmawialiśmy tydzień temu, że na polskie tory wjechał Regiojet, czyli czeska linia kolejowa, która na razie ma połączenie między Warszawą a Krakowem, tak za jakiś czas również Intercity będzie mogło teoretycznie konkurować z innymi przewoźnikami na innych liniach kolejowych gdzieś w Europie.
I jak my tutaj jakby na dzień dobry zablokujemy możliwość rozwoju i kupowania taboru
do kolei dużych prędkości w standardzie, który w Europie gdzieś tam już jest, albo będzie zaraz, to w zasadzie skazujemy się na dzień dobry na przegraną w tej konkurencji.
To jest taki argument, który do mnie... Dlaczego skazujemy się na przegraną?
Dlatego, że PKP Intercity nie będzie kupowało pociągów...
które mogą jeździć 350 km na godzinę, skoro tutaj w kraju linia kolejowa nie będzie do tego dostosowana.
Czyli PKP nie wjedzie tymi pociągami, które będzie miało na tory w Niemczech?
Wjedzie, ale kto będzie tym jeździł, skoro będzie mógł jeździć szybciej?
Bo nie będzie popytu.
Więc do mnie ten argument przemawia.
Argument taki, że polskie firmy nie są gotowe technologicznie do tego, żeby tą rękawicę dzisiaj podjąć.
Oczywiście ja go rozumiem, ale też
Producenci chyba też to rozumieją i oni wchodzą już we współpracę z producentami taboru za granicą.
Nasze dwie czołowe firmy podpisują odpowiednie umowy i być może coś się w tej sprawie zadzieje pozytywnego.
Nie wiązałbym im rąk już na wstępie, a do tego to w tej chwili zmierza.
Mówię tutaj o zwolennikach przyblokowania rozwoju kolei dużych prędkości, czy też ograniczenia tej prędkości właśnie.
Więc wydaje mi się, że lepiej sobie tak tej furtki od razu nie zamykać, zanim się jeszcze weszło do tego ogródka.
Tak, to jest ciekawy argument.
Ja bym dodał do tego obserwację, że chcemy kupić pociągi w ciągu 10 lat maksymalnie, prawda?
Bo ta CPK ma być gotowa w 2032, ta sieć kolejowa też chyba, może parę lat później w całości.
A w takim okresie technicznie nie jesteśmy w stanie stworzyć nowego pociągu.
Wytworzenie czy wyprodukowanie prototypu pociągu to jest około 10 lat.
Więc my w tym pierwszym rzucie nie jesteśmy w stanie tego zrobić.
Ale nawet prawdopodobnie nie tylko pociągów do 350 km na godzinę, ale prawdopodobnie też do 250, chociaż...
Z rozeznania, które dokonałem, wynika, że to nie jest jeszcze na 100% pewne.
Newak, polski producent, mówi, że tego się nie da zrobić.
mówiła, że się da i podejmie próbę, ale słyszałem też takie głosy dochodzące z różnych źródeł, że ta firma też ostatecznie odpuści.
Natomiast generalnie wydaje mi się, że jak patrzymy na to w dłuższym okresie, to powinniśmy próbować, a nawet musimy budować kompetencje też w tej dziedzinie.
Czyli pewnie nie zdążymy tego zrobić w tym pierwszym rzucie w ciągu 10 lat, ale co do zasady, rola kolei w gospodarce będzie rosła.
Ze względu na elektryfikację, potrzebę elektryfikacji i wydaje mi się naturalne, że ta sieć kolejowa będzie rosła.
Taka też jest strategia Unii Europejskiej, żeby zwiększać liczbę połączeń wysokich prędkości.
Więc będzie na to popyt.
My jesteśmy dużym rynkiem, który ten popyt będzie generował i powinniśmy to wykorzystać, żeby też w Polsce były kompetencje do produkcji takich pociągów.
Może to nie muszą być wszystkie kompetencje, ale że w tym łańcuchu wartości powinniśmy być.
I teraz w Pulsie Biznesu pojawił się bardzo ciekawy artykuł kilka dni temu Katarzyny Kapczyńskiej, który analizował, dlaczego nam się do tej pory nie udało wytworzyć takiego pociągu.
I ten artykuł wskazuje na bardzo ciekawe zjawiska.
Otóż mieliśmy program organizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, którego celem było opracowanie polskiego pojazdu jeżdżącego 250 km na godzinę.
I w tym projekcie, do tego uczestnictwa w projekcie zostały zaproszone firmy krajowe, międzynarodowe, które miały współpracować poprzez udostępnianie know-how, ale ostatecznie z tego programu niewiele wyszło.
Niewiele wyszło, ponieważ...
przynajmniej wedle tego, co w artykule mówią przedstawiciele NWAG-u, warunki konkursu zorganizowanego przez NCBR były takie, że praktycznie
firmy nie mogły w nim uczestniczyć, ponieważ musiałyby oddać licencję, czy też prawo do stworzonych innowacji temu organizatorowi, tak, NCBR-owi.
Które mogłyby przekazać podmiotom trzecim te prawa, tak?
Które by ktoś tam wygrał, powiedzmy, przedarg na dostarczenie taboru i mógłby dostać...
Tak, więc w tym artykule pojawia się ciekawe zdanie.
Barierą, czyli barierą do rozwoju tego typu projektów jest też brak kompetencji.
Dotyczy tylko producentów, ale też innych podmiotów uczestniczących w procesie produkcji i dopuszczeniu pojazdów do ruchu.
Od zamawiających przez firmy projektowe po urząd transportu kolejowego.
Do opracowania pojazdów dużych prędkości niezbędne byłoby skoordynowanie działań tych podmiotów.
Krótko mówiąc, wielkich szans na super szybkie pociągi made in Poland nie ma.
Więc to są błędy.
Jeżeli ta diagnoza jest słuszna, ja nie chcę tutaj wyrażać mojej opinii, bo aż tak szczegółowo nie znam tego rynku, ale jeżeli ta diagnoza jest słuszna, to błędy zostały popełnione nie w tym roku, czy w zeszłym, tylko w ostatnich dziesięciu latach.
To pierwsze.
Po drugie,
wychodzą tu dwa problemy, o których bardzo często rozmawiamy.
Po pierwsze, brak koordynacji.
Czyli każdy podmiot w tym kraju, też publiczny, robi swoje i nie ma kogoś, kto by koordynował duże strategie technologiczne, gospodarcze.
To jest pierwszy problem.
I drugi problem, o którym też często mówimy, też często piszemy w Pulsie Biznesu, to jest duża wersja do ryzyka.
Czyli państwo chętnie sfinansuje innowacje, ale nie w taki sposób, żeby ktoś na tych innowacjach mógł dużo zarobić,
a państwo zostanie z niczym.
Albo, że na przykład ktoś miałby stracić i tym tracącym miałoby być państwo.
Czyli to finansowanie innowacji odbywa się przy maksymalnej awersji do ryzyka instytucji publicznych.
Wydaje mi się, że obie te rzeczy muszą się zmienić, żeby w Polsce powstawały ambitne technologie.
I myślę, że warto patrzeć na kolej dużych prędkości jako coś, co powinniśmy docelowo w Polsce robić.
Nawet jak ostatecznie nie uda się uczestniczyć w najlepszych elementach łańcucha wartości tego produktu, to zająć się jak najlepsze miejsce.
Pełna zgoda, natomiast chyba nie należy tego robić tak, jak zwolnicy kolei 250 km na godzinę próbują robić, czyli ograniczać dostęp kapitału, czy też tej technologii z zachodu, która już jest na rynku i ona jest dostępna
Wyciągając argument uzależnienia od Zachodu na przykład, czy od zagranicznego kapitału, który się co jakiś czas gdzieś tam pojawia, albo wyciągając argument, że znowu niemieckie firmy dostaną tutaj kontrakty w Polsce i to one będą zarabiać
Ja się zgadzam z argumentem, że musimy wykorzystać bardzo duże inwestycje publiczne w nowych sektorach, jak energetyka, transport, zbrojenia, do tego, żeby rozwinąć krajowe technologie.
No dobrze, tylko że na razie pomysł na wykorzystanie środków publicznych, żeby rozwijać te krajowe technologie jest taki, żeby ich nie rozwijać.
Znaczy nie rozwijać ich w takim tempie, w jakim one są już rozwinięte na zachodzie.
Tak, bo mówimy tak.
I to źle.
Dlaczego 350 km na godzinę, skoro nikt z krajowych producentów nie dowiezie nam takiego taboru, takiego narzędzia, które będzie można użyć w pełni na tej infrastrukturze, którą teraz budujemy.
Lepiej ograniczmy to do 250 i niech krajowi to budują, bo oni są w stanie to tam za tą dekadę zrobić.
No i właśnie ja taki sposób myślenia krytykuję, bo wydaje mi się, że jeżeli nawet zaimportujemy tą technologię w pierwszej fazie,
No to jednak może to być jakiś bodziec, stymulant do tego, żeby w przyszłości doskoczyć do tego poziomu.
A jeżeli sobie na dzień dobry ograniczymy to tak odgórnie, no to nie będzie tej motywacji.
Ja ostatecznie nie umiałbym chyba odpowiedzieć na pytanie, czy jakie dokładnie, jakie parametry pociągu powinniśmy zamówić.
Natomiast na pewno trzeba połączyć dwa cele i każdy z nich może być równoważny.
Korzyść dla użytkownika, czyli celem powinna być pewna wygoda usług, ale jednocześnie rozwój krajowych kompetencji.
To też jest istotny cel, który powinien być równoważny.
Żaden z tych celów nie powinien być w 100% dominujący.
Okazuje się, że w światowej gospodarce rośnie wiele rzeczy, które miały spadać.
I to, jak sądzę, jest bardzo pozytywne zjawisko.
Czyli ten temat, ten blok, nazwijmy roboczo, rośnie, chociaż miało spadać.
Tak, rośnie, chociaż miało spadać.
Jest kilka takich rzeczy, które rosną, chociaż miały spadać.
Pierwsza rzecz jest taka, że rośnie handel na świecie.
Chociaż miał spadać przez wojny celne.
Ale dane pokazują, że wolumen handlu światowego generalnie rośnie.
I co ciekawe, on jest wyższy niż trend sprzed wojny celnej.
Czyli jak weźmiemy sobie wolumen handlu na świecie, powiedzmy z dwóch lat przed wojną celną i sobie nakreślimy, w jakim trendzie to zmierza, to widzimy, że teraz ten handel jest wyższy niż tamten trend.
To jest dość interesujące.
Druga rzecz, która rośnie, a miała spadać, to jest amerykańska gospodarka.
Ostatnie dane pokazują, że wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych jest naprawdę mocny.
W takim ujęciu, jak my liczymy w Polsce, czyli rok do roku, w drugim kwartale amerykańskie PKB wzrosło o 2,1%, po wzroście o 2% w pierwszym kwartale.
Można powiedzieć, okej, to nie jest bardzo dużo, bo my rośniemy o 3,5%, tylko że mówimy o największej gospodarce świata.
najbardziej rozwiniętej, która miała zwalniać, bo takie były prognozy ekonomistów mniej więcej w drugim kwartale, na wiosnę, że będzie głębokie spowolnienie.
Niektórzy mówili o recesji.
Paul Krugman, słynny ekonomista, mówił, że to może być kryzys na miarę kryzysu finansowego, a tymczasem gospodarka rośnie.
Czyli Donald Trump mówił prawdę, jak występował w ONZ, że jest złoty wiek, trwa złoty wiek.
Co więcej, Donald Trump mówił, że we wszystkim miał rację.
Może miałby wszystkim rację.
Jeszcze jedna rzecz rośnie.
Rośnie, rosną giełdy.
Miała być Bessa, jest Hossa i nawet w Stanach Zjednoczonych.
S&P 500 ciągnie w górę jak szalony.
No akurat może teraz jak rozmawiamy, to jest mały spadek, ale generalnie jak sobie spojrzymy na ostatni rok i ostatnie pół roku, to tam widzimy duże wzrosty.
Więc wiele takich rzeczy, które miały wyglądać źle, wyglądają dobrze.
I teraz pytanie, z czego to wynika?
Czy właśnie okazuje się, że Donald Trump miał rację i jego polityka jest dobra, a może po prostu te negatywne, bo niektórzy uważają, że jest inaczej, że te negatywne efekty polityki Trumpa, one jeszcze po prostu nie przyszły.
One sobie przyjdą, one czekają za drzwiami i w pewnym momencie wejdą.
albo porządek światowy jest już tak trwale zakorzeniony w rzeczywistości, że to wywracanie stolika przez Donalda Trumpa zostało zamortyzowane w jakiś sposób.
Weźmy ten handel zagraniczny, od którego zacząłeś.
Goldman Sachs opublikował taki raport parę dni temu o tym, że w zasadzie świat nauczył się omijać cła.
Przekierowuje towary, załóżmy dany kraj... Marek, to ja napisałem taki artykuł, nie Goldman Sachs.
Oni mogli przepisać.
Przepisali to od ciebie.
Ja to napisałem tydzień temu.
Oni policzyli, że to może dotyczyć towarów o wartości 200 miliardów dolarów nawet i że budżet amerykański traci na tym do 40 miliardów dolarów również.
W tym sensie traci, że nie uzyska tych dochodów z ceł, które chciałby uzyskać i które uzyskałby normalnie.
gdyby to zjawisko przekierowywania towarów nie następowało.
Więc może stąd jest ten dobry wynik, o którym mówisz.
Tak, to prawda, że ten światowy system po prostu się dostosował.
I tak na przykład, bo ja rzeczywiście pisałem o tym zjawisku 15 września, pisałem, że faktyczna stawka celna USA jest dużo mniejsza od ogłoszonej, bo towary płyną naokoło.
Tak jak w sprawach geopolitycznych, tak też w handlowych.
Polityka Waszyngtonu jest dużo mniej ostrzębia od retoryki.
Ale to, co jest ciekawe właśnie, że widać na przykład import Stanów Zjednoczonych z Chin spadł.
Wprowadzili wyższe cła, import spadł.
Ale w analogicznej wielkości wzrósł import Stanów Zjednoczonych z krajów ASEAN, czyli Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej.
Tam jest Wietnam, Tajlandia, Malezja, tego typu kraje.
I to jak się zsumuje, to ten wolumen handlu to wychodzi na jedno.
Czyli po prostu te statki dokują się w jakichś portach, tam rejestrują towary i to wszystko płynie dalej do Stanów.
Zgadza się i tutaj też mam przed nosem takie wyliczenie, że około 5 dolarów z 15 dolarów importu z Wietnamu do Stanów Zjednoczonych to jest tak naprawdę...
import Chin.
Z Chin.
Tylko, że przemetkowane na... 5 z 15, czyli dużo.
1 trzecia.
Jako wytworzone w Wietnamie.
Więc no tak.
System się dostosował.
Świat się dostosował.
A ciekawe jest, czy Amerykanie to zaakceptują?
Czy to wystarczy Trumpowi, że on zrobił zamieszanie, tupnął butem i niech towary sobie płyną naokoło, czy też jednak Amerykanie będą starali się to przystopować?
Czy da się to w ogóle przystopować?
Czy da się zidentyfikować taki towar?
Jaka to musiałaby być operacja?
My rozmawialiśmy już o tym omijaniu, o tym płynięciu towarów naokoło tydzień temu i ja tam przypominałem kazus surowców z Rosji.
Nagle import surowców z Kazachstanu, z Kyrgyzstanu do Europy gwałtownie wzrosł.
To jest dokładnie ten sam mechanizm, więc czy da się to zatrzymać?
Jeżeli nawet zatrzymają import z Wietnamu, podejrzewając, że jest to import z Chin, no to wyskoczy import im z innego kraju i to będzie takie ciągłe gonienie koliczka, dosyć kosztowne i czasochłonne.
Tak, więc jest jedną przyczyną tej odporności światowej gospodarki, amerykańskiej gospodarki to, że po prostu ten globalny system...
jest jak taka bardzo mocna sieć.
Taka, wiesz, sieć pająka, której się nie da rozbić jednym ruchem ręki, nie?
Bo jak nawet machniesz, no to ona gdzieś trzyma się w tylu miejscach, że musisz użyć jakiejś wielkiej szczoty, żeby się tego pozbyć.
I trochę tak jest z systemem handlu światowego.
Ale jest jeszcze inna hipoteza, że cały czas widzimy na świecie, w przemyśle, w handlu efekty akumulacji zapasów.
Czyli firmy, widząc co się dzieje,
zwiększają zapasy w magazynach, bo się obawiają, że w jakimś momencie zabraknie im komponentów i że to ten popyt na zapasy ciągnie jeszcze gospodarkę w górę, ale w pewnym momencie to się skończy, to trwa dłużej może niż oczekiwano, ale że to się skończy i wtedy będzie klops.
No dobrze, ja jeszcze w tym wątku chciałbym powiedzieć na zasadzie lustrzanego odbicia, że w Polsce to jest trochę odwrotnie.
Znaczy niektóre rzeczy miały rosnąć, a spadają jednak.
I mam tu kilka przykładów pod ręką.
Pierwsza rzecz, rentowność polskich obligacji miała rosnąć, bo dwie agencje ratingowe zmieniły nam perspektywę ratingu na negatywną.
Ostatnio Moody's, wcześniej Fitch Ratings.
No a tutaj nie dość, że one nie wzrosły, te rentowności to jeszcze spadły przejściowo.
Krótko po ogłoszeniu decyzji przez MUDYS rentowność obligacji dziesięcioletnich spadła.
Nie widać jakoś szczególnie, żeby się nastroje inwestorów pogorszyły w związku z tymi decyzjami, bo popyt na ostatniej aukcji był bardzo duży.
Zdaje się, że sięgną 14 miliardów złotych, ale tutaj pewności nie ma.
Albo 14, albo 11 miliardów.
W każdym razie dużo powyżej oferty Ministerstwa Finansów.
Więc trochę jakby idziemy tutaj w poprzek.
Oczywiście to jest pozytywna informacja, to, że nam rentowność obligacji nie rośnie.
Ja bym to odwrócił, co powiedziałeś i mimo wszystko podczepił pod moją kategorię, ponieważ jak wiadomo rentowności obligacji poruszają się w odwrotną stronę niż ceny, więc skoro rentowności miały rosnąć, a spadają, to znaczy, że ceny miały spadać, a rosną.
Czyli miało spadać, a rośnie.
Ja patrzę na sprawę po prostu z pozycji emitenta.
Jednak mimo wszystko dla niego rentowność jest istotna.
Zawsze to są dwie strony tego samego medalu.
Druga rzecz to inwestycje.
No tutaj mamy pewien klops, no bo inwestycje miały rosnąć, a jednak nie rosną.
a nawet w drugim kwartale spadły.
Jak się głębiej wejdzie w te dane, to oczywiście to nie jest takie zero-jedynkowe, bo okaże się, że sektor prywatny całkiem dobrze sobie radzi.
Znaczy tam inwestycje wzrosły, jeśli chodzi o drugi kwartał.
To sektor publiczny pogorszył cały wynik, czyli mamy opóźnienie w wydawaniu pieniędzy z KPO.
Nie widać tego w rachunkach narodowych.
Mówiliśmy o tym wiele razy.
Nie chcę już tego tematu rozwijać.
I trzecia rzecz,
No to inflacja.
Ona miała być wyższa, a jednak spada.
To zasadniczo jest dobra wiadomość, ale nie dla ministra finansów, bo przez to, że inflacja spada, minister finansów ma dużo mniej pieniędzy w budżecie z tytułu VAT i tutaj musi sobie jakoś radzić.
Na razie radzi sobie tym, że mu się dobrze sprzedają obligacje, o czym powiedzieliśmy na początku.
No ale czy tak będzie cały czas, to nie wiemy.
Inflacja rzeczywiście spada i to jest ciekawy temat, ile jeszcze ten spadek będzie trwał, albo inaczej, ile wytrzymamy z taką inflacją między 2 a 3%, czyli taką normalną.
Dominujące przekonanie na rynku jest takie, że teraz już jesteśmy w epoce niskiej inflacji.
Ale jak sobie spojrzymy na taki dłuższy okres, to część ludzi na świecie bardzo boi się inflacji cały czas.
Wiesz po jakim wskaźniku to widać?
Ceny złota wzrosły w ciągu roku prawie o połowę, licząc w dolarach.
Oczywiście dolar się przecenił, ale nawet jak skorygujemy to efekt dolarowy, przeliczymy na złotego, to też jest duży wzrost.
W ciągu dwóch lat to jest wzrost o 100%.
Ja sądzę, że częściowo, bo częściowo to jest wiedzione dużym popytem banków centralnych, takich jak Chiński Bank Centralny czy Polski Bank Centralny i po to podczepiają się inwestorzy prywatni, ale w jakiejś mierze jest to efekt obaw o stabilność światowego systemu finansowego w warunkach takiej eksplozji długu publicznego.
Bo ten dług publiczny rośnie wszędzie.
W USA rośnie, rośnie w Niemczech, rośnie we Francji, w Polsce rośnie.
Przy czym my może nie znaczymy tak dużo w światowej gospodarce, ale odzwierciedlamy ten sam trend.
Są zbrojenia, są nakłady na AI.
Dużo innych potrzeb.
Nikt nie chce podnosić podatków.
Jest dużo konfliktów politycznych.
W ramach konfliktu politycznego
Generalnie trudniej jest bilansować budżet, bo każdy rozrywa, można powiedzieć, to sukno ze wszystkich stron i część inwestorów po prostu boi się, że to będzie proinflacyjne i dlatego masywnie kupują złoto.
Proinflacyjne, ale też część inwestorów boi się tej niestabilności generalnie w świecie.
Tych globalnych ryzyk, które nam się...
Nawarstwiały, bo przecież my z szoku przechodzimy w szok już tak od kilku lat.
Najpierw był COVID, potem była wojna w Ukrainie i kryzys na rynku surowców, a teraz mamy Donalda Trumpa i wojny celne, więc ciągle ta niestabilność wraca i wraca, więc taki twardy nośnik wartości, jakim jest złoto, jest pożądany.
To chyba z tego też wynika.
Tak, chociaż w historii warto pamiętać, że złoto przechodziło różne okresy, były wielkie hossy, ale były też wielkie bessy.
Kiedy pod koniec lat 70. cena złota drastycznie rosła, bo był kryzys inflacyjny, bo był kryzys polityczny, wtedy też mieliśmy przecież zaostrzenie sytuacji międzynarodowej, wojna w Afganistanie, rewolucja w Iranie i tak dalej.
No też był taki moment,
Aha, były jeszcze masywne zbrojenia, prawda?
To był taki moment górki, jeżeli chodzi o budowę głowic atomowych.
Wydaje mi się, że wtedy strach był jeszcze większy niż dziś.
No jeżeli ktoś kupił to złoto na początku lat 80., to realnie tracił przez 25 lat chyba, jak nie dłużej.
Więc ja myślę, że złoto to jest fajne aktywo jako pewne zabezpieczenie na trudne czasy, ale też trzeba uważać i pamiętać o wszystkich ryzykach z tym związanych.
W każdym razie, ale wniosek z tej naszej rozmowy jest taki, moim zdaniem, że kiedy Donald Trump mówi, że miał we wszystkim rację...
To nie jest tak, że on się jakby myli w tej tezie.
On trochę ma rację, że miał rację.
Jak dużo tej racji miał.
Czy miał we wszystkim rację, czy tylko trochę?
Znaczy, ma trochę rację w tym, że miał we wszystkim rację, to znaczy, że ma trochę rację.
Moim zdaniem miał rację w tym, że te jego cła nie rozbiją gospodarki.
Bo to nie jest tylko efekt tego, że te towary omijają, jeżdżą, że akumulacja zapasów, ale w Stanach też konsumpcja rośnie, rosną inwestycje firm, EVI, co już trwało, ale rosną też inwestycje firm w przemyśle.
Takim słabym punktem amerykańskiej gospodarki jest rynek pracy.
Tak jest, o tym miałem powiedzieć.
Co tam się dzieje na tym rynku pracy?
Dlaczego jeżeli gospodarka rośnie, to bezrobocie też rośnie?
Czyli słynne prawo Okuna, że bezrobocie i PKB poruszają się w odwrotnych kierunkach, jakby jest złamane.
Więc to jest pewna taka zagwozdka, ale generalnie ten obraz makroekonomiczny poza bezrobociem nie wygląda najgorzej.
Tak, ta zagwozdka jest na tyle mocna, że przecież Fed zaczął obniżać stopy, czyli rezerwa federalna, amerykańska rezerwa federalna, właśnie z powodu złej sytuacji na rynku pracy.
Tam nie ma się do czego przyczepić, bo tak jak powiedziałeś, inflacja już jest nisko, wydaje się być pod kontrolą, inne wskaźniki gospodarcze też są okej, natomiast bezrobocie i w ogóle rynek pracy, dane z rynku pracy są fatalne.
rewidowane w dół ostatnio.
Czyli te poprzednie okazały się gorsze niż w tej pierwszej wersji publikacji, jakie ujrzały światło dzienne.
W związku z tym, no tak, wszystko rośnie, chociaż miało spadać, łącznie z bezrobociem, które miało spadać.
Tak, to prawda, więc...
Ale żeby te wszystkie trendy skupić pod jakimś jednym hasłem, to powiedziałbym, że nie jest źle.
Nie jest źle i nie ma co się za bardzo denerwować.
Zaczęliśmy od tego, że w końcu jest coś w gospodarce, co rozbudza taką zbiorową wyobraźnię, czyli debata na temat kolei dużych prędkości, ale jest jeszcze coś, o co prosiliśmy, nawoływaliśmy w naszych podcastach wielokrotnie, czyli strategie gospodarcze.
Jak nie było tych strategii przez całe miesiące, tak teraz mamy co najmniej dwie.
Jedna to strategia rozwoju Polski do 2030 roku, o której mówiliśmy w poprzednich odcinkach i którą
przygotowało Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, a którą rząd ma się podobno zająć jeszcze w tym roku.
A druga rzecz to jest lista 58 priorytetów, które rząd przyjął w swojej polityce do końca kadencji, które ogłosił dokładnie tydzień temu.
No i nad którą chciałbym się tu chwilę popastwić, jeśli pozwolisz.
Może powinna być jakaś strategia tworzenia strategii w tej sytuacji.
Taka matka wszystkich strategii.
Jak stworzyć strategię?
Moim zdaniem wynika to z tego, że obecna ekipa rządząca, a szczególnie premier, była oskarżana o to, że nie ma takich jasnych, przejrzystych planów, pomysłów.
I podobne oskarżenia, pamiętasz, padały w czasie kampanii wyborczej, że nie wiadomo o co chodzi.
Sam nie informowaliśmy właśnie.
I w pewnym momencie w kampanii wyborczej Donald Tusk powiedział, okej, no dobra, no to macie, tu jest sto jakby priorytetów, sto konkretów.
Powiedział, to jest nasze sto konkretów.
Później się okazało, że te 100 konkretów niewiele znaczy, bo nic nie można zrobić w koalicji.
Odpowiedź jest taka, że w koalicji potrzebne są głosy wszystkich, a wśród tych konkretów mało jest takich, które zyskują poparcie wszystkich partii koalicyjnych, więc nie ma 100 konkretów.
No więc teraz, ponieważ zarzucano, że ta pierwsza część kadencji rządu płynęła bez strategii i pomysłów konkretów,
Więc pojawiły się konkrety.
Jest lista 58 priorytetów.
Tak, co brzmi jak oksymoron samo w sobie.
Ja uważam, że to jest dobrze, że coś takiego istnieje, ponieważ później można przyjść i powiedzieć, gdzie jest to, to, to i to.
Więc ja generalnie myślę, że dobrze i zawsze mówiliśmy, że powinny być strategie, dobrze, że są, nawet jeżeli stwierdzenie 58 priorytetów brzmi dziwnie.
Właśnie, no bo bardzo długa lista jest tych priorytetów, o to chodzi.
Natomiast powiedzmy sobie od razu na początku, że mówimy o priorytetach w ogóle w polityce rządu, nie tylko w polityce gospodarczej, więc mamy tam takie sprawy na przykład jak związki partnerskie i uregulowanie... Co do których nie ma zgody chyba.
Tak, no ale jeżeli tak się skupić na gospodarce, ja się skupiłem na finansach publicznych, bo interesuje mnie ten temat i chciałbym się bliżej tutaj zatrzymać, a poza tym akurat tutaj lista priorytetów jest dość krótka, bo ma tylko trzy.
pozycję i nie ma wśród tych pozycji kwoty wolnej, podwyżki kwoty wolnej w PIT do 60 tysięcy złotych.
Moim zdaniem to jest jasny sygnał, że możemy już ten projekt zamknąć, zapomnieć o nim.
To się po prostu nie wydarzy.
A to był jeden z tych stu konkretów, o których wspomniałeś przed chwilą.
Ale czy to oznacza, że jeden ze stu konkretów nie znalazł się na liście 58 priorytetów?
Czyli powinien się znaleźć na liście 42 niepriorytetów.
Albo jakiejś liście rezerwowej.
Moim zdaniem powinno tak powstać.
Jeżeli wykonamy 58 priorytetów w naszej listy bazowej, to mamy tu jeszcze listę rezerwową.
42 niepriorytety, ale konkrety, bo te niepriorytety też są konkretami w pewnym sensie.
No nie zdecydowano się na tę formułę, nie wiem dlaczego.
Znaczy domyślam się dlaczego, ale no fakty są takie, że mamy tylko tą jedną listę.
No i co mamy na liście w kategorii finanse?
Powiedzmy sobie szczerze, projekt rozpoczęty przez rząd PiS.
Brzmi fascynująco.
Zatrzymany przez obecny rząd w pewnym momencie, ponieważ minister finansów uznał,
gdy wszedł do resortu, że no stopień przygotowania jest taki, że grozi jakąś katastrofą, jakąś niezliczoną liczbą błędów, kiedy się go uruchomi o czasie, więc opóźniono wejście KSeF.
No, ponieważ był jednak to projekt w toku, więc zakładam, że jest już na ukończeniu, tym bardziej, że ma wejść w życie od 1 lutego, zdaje się, więc już w zasadzie zaraz, więc to dobrze, że mamy taki priorytet, który z pewnością zostanie wykonany.
I jak myślisz, to zmieni rzeczywistość wokół nas?
Nie mam bladego pojęcia.
Myślę, że uszczeli nam trochę system podatku VAT.
Przypomnijmy, to polega na tym, że każda faktura będzie przepływała przez system, który widzi państwo.
Czyli nie będzie już wysyłania fakturek.
Każda faktura będzie ustandaryzowana.
Będzie wszystko przechodziło przez system zarządzany przez Krajową Administrację Skarbową, która będzie miała po prostu oko na praktycznie 100% obrotu.
Taka jest chyba idea tego.
No wiesz, nie za każde usługi się wystawia fakturę, więc 100% obrotu nie, oczywiście.
Fakturowanego obrotu, może tak uściślimy.
No tak, bo nie każdy podmiot gospodarczy jest płatnikiem VAT.
No wiadomo, że jest określony próg przychodów, powyżej którego trzeba płacić VAT, więc tak tutaj poprawka, oczywiście nie 100% obrotu.
Chociaż już są deklaracje VAT przecież, które trzeba wysyłać, składać, więc państwo i tak dużo widzi na bieżąco.
Ale tu będzie, jak rozumiem, widziało w czasie rzeczywistym, nie może.
Więc pytanie tylko, czy będzie w stanie taką ilość danych przetworzyć.
Tego nie wiem.
W sensie takim kontrolnym i nadzorczym.
Ja zakładam, że docelowo my będziemy wiedzieć, jakie jest PKB z dnia na dzień.
Bo my sobie czasami gadamy, jakie PKB było w drugim kwartale, kilka miesięcy temu, patrząc we wsteczne lusterko i w czasy, o których już wszyscy zapomnieli.
A tak będziemy widzieć, ile PKB wynosi z dnia na dzień.
To już jak ten pociąg będzie 350 km na godzinę jeździł chyba.
I w tym pociągu będziemy siedzieć i analizować to.
No i dobrze.
To jest jeden punkt na liście priorytetów kategorii finanse.
Drugi punkt to osobiste konta inwestycyjne.
Czyli projekt, który minister finansów zapowiedział w lecie, który się rodził bardzo długo, bo to jest ten projekt, który zastąpił zmiany w podatku belki.
Ale czy ten projekt przejdzie?
To jest moim zdaniem duże pytanie.
On jest ważny z punktu widzenia rozwoju rynku kapitałowego i my jako przedstawiciele gazety, która trochę reprezentuje ludzi z rynku kapitałowego, popieramy ten projekt.
Natomiast to jest jednak cięcie podatków.
Okej, nie bardzo duże, bo tam jest kilkaset milionów chyba obytku w dochodach, ale wkrótce zacznie się dyskusja, które podatki podnosić.
I wtedy będzie...
Ciężko, moim zdaniem, obniżyć podatki inwestorom giełdowym, kiedy będzie się je podnosić, nie wiem, ludziom spożywającym cukier albo palaczom.
W końcu trzeba będzie podnieść też zwykłym Kowalskim, tak?
Pewnie.
Na razie zaczynamy od banków, ale to banki nikogo nie obchodzą akurat.
Natomiast jak to zejdzie na poziom takiego przeciętnego wyborcy...
to ja mówię z wyborczego punktu widzenia, to wtedy będzie to politycznie karkołomne, żeby obniżać komuś podatki.
Przy czym nie jestem pewien, czy akurat OKI jest tym takim problemem numer jeden, jeśli chodzi o odcięcie tych wpływów z podatków.
Masz rację, nie jest.
Na razie nie jest.
No i ostatni punkt w tej części to jest uproszczenie prawa podatkowego.
Czyli w zasadzie wszystko, co możesz sobie wyobrazić, można tutaj wcisnąć i ten priorytet też zostanie dochowany.
Uproszczenie prawa podatkowego to jest dość pojemna kategoria.
No właśnie dlatego mówię, że wydaje mi się, że jeśli chodzi o kategorię finanse, to rząd jest tutaj zabezpieczony.
To się po prostu uda.
Tak jak KSEF albo w jakiejś zaawansowanej formie, jak OKI.
Ale tam jest oczywiście bardzo dużo też punktów dotyczących transformacji energetycznej, cyfryzacji, AI.
Tak, oczywiście.
Ja mówię tylko o finansach.
Natomiast mamy taki działek gospodarka i innowacje.
I tutaj punkt pierwszy, wydaje mi się też interesujący.
Program o zwoju inwestycji w polskiej gospodarce do 2035 roku.
Czyli dokładnie to, nad czym pracuje też Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, które już właściwie opracowało taką strategię rozwoju Polski.
Ten program ma opracować Minister Finansów i Gospodarki, czyli minister Domański.
Ciekawe spostrzeżenie wydaje mi się.
Natomiast czy to jest coś, co zasługuje na taki specjalny priorytet w działaniach rządu, to nie wiem.
W każdym razie jest lista, którą będziemy mogli wykorzystać, żeby... Rozliczać.
Tak, zaznaczać te okienka, czy zostało zrealizowane, czy nie zostało zrealizowane.
Chociaż powiedzmy sobie też szczerze, że nie ma tutaj dat.
Ale ja rozumiem, że to dotyczy tej kadencji.
Tak, do końca kadencji.
No tak, no to w tym sensie rzeczywiście data to jest rok 2027 i październik zdaje się, bo wtedy będą wybory do Sejmu.
Tu jeszcze możemy, mówiąc o Ministerstwie Finansów, wrócić do dyskusji o budżecie, bo jeden ze słuchaczy zwrócił uwagę...
że popełniłem błąd przytaczając plany podatkowe Ministerstwa Finansów.
W zeszłym tygodniu dyskutowaliśmy o tym, że Ministerstwo Finansów chce uszczelnić system podatkowy likwidując niektóre ulgi i mówiliśmy o tym, ja mówiłem głównie o tym przytaczając artykuł na ten temat, że
To ma przynieść 7 miliardów złotych dochodów, czyli mniej więcej tyle, ile miały przynieść te propozycje zawetowane przez prezydenta, czyli podatku cukrowego czy akcyzy na alkohol.
Nie zawetowane przez prezydenta, ale te, które prezydent zapowiedział, że zawetuje.
Jak słusznie ktoś nam zwrócił uwagę, te 7 miliardów, o których ja powiedziałem z tego uszczelnienia podatku...
nie dotyczy jednego roku, tylko jest rozciągnięte na 10 lat.
Także rocznie to jest kilkaset milionów złotych.
Czyli mówiąc krótko, Ministerstwo Finansów... Ja zawsze powtarzałem, nikt nie wie, ile to jest miliard, więc te miliardy zawsze się mylą.
Natomiast ja generalnie jak piszę o budżecie, to zawsze podaję kwoty roczne, bo dla mnie to jest jakby główny okres odniesienia, jeden rok, dwanaście miesięcy.
Jak czytam gdzieś siedem miliardów, to moja głowa od razu myśli, że chodzi o jeden rok.
Więc to jest, to jest mój błąd i za niego, za niego przepraszam.
Czyli te planowane uszczelnienie podatków, albo inaczej likwidacja niektórych ulg nie jest jakąś, jakąś wielką zmianą podatkową po prostu.
Jeśli chodzi o przyszły rok to nie, bo też jak już sprawdziliśmy to dokładnie, przyszły rok to jest chyba 70 milionów.
Także to nie są jakieś wielkie pieniądze.
Natomiast sam trend się liczy.
Znaczy to, to że Ministerstwo Finansów próbuje zagęszczać to sito,
i uszczelniać podatki, żeby zapewnić dodatkowe dochody.
No tak się dzieje.
Natomiast efekt jest dużo, dużo, dużo mniejszy.
Przejdźmy teraz już do naszej cotygodniowej rubryki plusy i minusy tygodnia.
Jeśli pozwolisz ja zacznę i zacznę od minusa, nieprzyjemnego dosyć.
Otóż Bosch, firma Bosch wstrzymała budowę fabryki pomp ciepła w Polsce.
To była inwestycja warta...
Ponad miliard złotych, 1,2 miliarda dokładnie.
Powód jest taki, że rośnie niepewność polityczna i gospodarcza w Europie, tak to uzasadniają.
Trochę rynek się skurczył, jeśli chodzi o pompy ciepła.
No a efekt jest taki, że tych inwestycji zagranicznych będziemy mieli jednak mniej.
No rzeczywiście to jest duża inwestycja, bo 1,2 miliarda złotych to nieczęsto zdarzają się takie inwestycje i w Polsce było dużo w ogóle fabryk nowych, moce produkcyjne do wytwarzania pomp ciepła, ale ewidentnie ten rynek trochę zwolnił i to chyba się wpisuje w szerszy trend, jakim jest trochę przyhamowanie transformacji energetycznej z powodu niepewności w jakim kierunku to będzie zmierzało.
To też jest element tej globalnej układanki, bo zobacz jaką Donald Trump wywiera presję na Europę, żeby zredukowała tempo transformacji energetycznej.
Pewnie wynika to z tego, że Amerykanie chcą po prostu sprzedawać swój gaz wszystkim.
Ale teraz patrz, Chińczycy stali się głównym
orędownikiem tego, żeby szybko przejść do przodu z zieloną transformacją.
Bo prezydent Chin powiedział w Nowym Jorku na posiedzeniu zgromadzenia ogólnego ONZ, że on jest za kontynuacją i szybkim przechodzeniem na odnawialność źródła energii.
Chociaż w jego przypadku motywacja jest trochę inna niż w przypadku Europy.
W Europie mówimy głównie o tym, żeby ograniczyć emisję i ślad węglowej gospodarki, żeby było trochę mniej CO2 w powietrzu i efektu globalnego ocieplenia.
Dla Chin to po prostu dodatkowe źródło energii, której oni potrzebują.
Szybko się rozwijają.
Zwłaszcza w dziedzinie nowych technologii, które są energożerne.
Więc obok tych tradycyjnych źródeł energii z paliw kopalnych potrzebują też innych.
W związku z tym... Tak to wygląda.
Tak, my też potrzebujemy, tylko że u nas ta dyskusja przebiega po takiej linii trochę ideologicznej.
Tak, albo węgiel i ropa, albo
wiatr i słońce.
A wydaje mi się, że raczej rozsądnie byłoby po prostu dywersyfikować te źródła.
No i tyle.
Ale ciekawe jest to, że Bosch rezygnuje z takiej inwestycji, bo to jest rzeczywiście sygnał, że na tym rynku coś nie...
Coś nie gra.
Bo ja rozumiem, że powodem rezygnacji nie jest jakiś czynnik specyficznie związany z Polską, tylko po prostu ogólna koniunktura w Europie.
Ogólna koniunktura w Europie.
Natomiast też warto sobie powiedzieć, że polski rynek akurat jest już dość nasycony, jeśli chodzi o produkcję pomp ciepła.
Mamy na przykład japońską firmę Daikin u siebie, która produkuje te urządzenia, więc też nie jest tutaj tak luźno.
Jest dosyć ciasno wejście
na ten rynek, zainwestowanie w budowę nowej fabryki i ryzykowanie, że potem nie sprzedamy tego towaru, no to też jest dyskusyjne.
I myślę, że to też mogło tutaj mieć wpływ na decyzję firmy.
Faktem jest, że tych inwestycji zagranicznych, które miały być takimi pomnikami, jest mniej, bo wcześniej, już jakiś czas temu oczywiście,
Podobną decyzję podjął Intel, przecież miał wybudować fabrykę, zdaje się, pod Wrocławiem, nic z tego nie będzie.
No tak, chociaż to w dużej mierze jest związane z problemami samego Intela, bardziej niż rynku, na którym Intel funkcjonuje, bo rynek rośnie świetnie, ogółem rzecz biorąc.
Więc tam przyczyny były trochę inne.
Mój minus jest też związany z relacją między Polską a zagranicą, chociaż w trochę innym wymiarze.
Przytoczę fakt, który już zapewne uważni obserwatorzy gospodarki dostrzegli, że Moody's obniżył perspektywę ratingu Polski.
Zrobił to w piątek wieczorem, już po tym, jak my żeśmy nagrywali nasz podcast.
Tym samym jest drugą agencją z trzech największych, która obniżyła perspektywę ratingu Polski.
Obniżenie perspektywy ratingu oznacza, że rośnie prawdopodobieństwo, że sam rating zostanie obniżony, czyli sama ocena wiarygodności kredytowej w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.
Tak jak powiedziałeś wcześniej, nie widać specjalnie reakcji na rynku polskich aktywów.
Kurs obligacji się nie zmienił, kurs złotego się nie zmienił, kursy na giełdzie się nie zmieniły.
Wręcz powiedziałbym, że był taki lekki oddech ulgi po tej decyzji Moody'sa, bo chyba niektórzy się obawiali, że będzie już cięcie ratingu teraz, ze względu na ten masywny przyrost długu publicznego, który planujemy w przyszłym roku.
Natomiast...
Ewidentnie coś trochę trzeszczy w obrazie Polski.
Nie jest to jakieś duże pęknięcie, ale jest to jakiś przytyczek w nos dla polskich polityków.
Tak i być może długofalowo może to mieć jakiś wpływ na przykład na postrzeganie polskiej gospodarki przez inwestorów zagranicznych.
To o czym powiedziałem przed chwilą, czyli o decyzji Bosza i wstrzymaniu budowy fabryki.
To może być taki przykład, że my w zasadzie, można chyba zaryzykować taką tezę, tak mi się wydaje, że tracimy takie przewagi konkurencyjne, które mieliśmy wcześniej.
Już nie jesteśmy takim rezerwuarem taniej pracy, taniej i pracy dobrej jakości.
Za chwilę nie będziemy atrakcyjnym rynkiem też aktywów dla zagranicznego kapitału, tego portfelowego tym razem.
Czyli będziemy dość ryzykowni,
nie będzie się opłacało kupować polskich obligacji.
Być może tak będzie.
Nie wiem, czy idzie dobrym torem.
Tego nie wiemy oczywiście.
Ale mi się wydaje, że polska gospodarka wykazała naprawdę wiele odporności na przeróżne ryzyka i negatywne trendy, które ją spotykały.
To, co jest oczywiste, to, że tracimy pewien dynamizm.
To jest jasne, widoczne gołym okiem.
Zobacz, nie tracimy go w takim stopniu, w jakim straciły go inne kraje regionu.
Zobacz, co się dzieje na Węgrzech, co się dzieje w Rumunii.
Tamten wzrost gospodarczy zwolnił dużo bardziej.
W Czechach, Słowacji to już się wydarzyło wcześniej, 10 lat temu właściwie to spowolnienie było obserwowane.
Teraz ono dotknęło inne kraje regionu, a my cały czas rośniemy.
Więc mimo wszystko tą siłę gospodarki wydaje mi się widać i warto docenić.
I tak płynnie przeszliśmy z minusów do plusów.
To jest taki plus zagraniczny.
Rosyjska gospodarka, rosyjski budżet.
Do tego stopnia te kłopoty są już bolesne, że rząd w Moskwie rozgląda się za dodatkowymi dochodami i wpadł na pomysł podwyżki podatku VAT, stawki podatku VAT z 20 do 22%.
Ma to zapewnić oczywiście dodatkowy dochód w budżecie i zmniejszyć deficyt tego budżetu.
Ten deficyt jak spojrzymy w takich wartościach w relacji do PKB, on wydaje się nie być duży, no bo w tej chwili to jest 2,6% PKB, oni go chcą obniżyć o punkt procentowy.
No ale problem polega na finansowaniu tego deficytu.
To jest właśnie dokładnie odwrotna sytuacja niż u nas.
My mamy wysoki deficyt, szybko rosnący dług, ale nie mamy żadnych problemów z tym, żeby to finansować.
Minister finansów wychodzi na rynek i sprzedaje obligacje.
Rosji nie jest tak łatwo.
Rosja jest objęta sankcjami.
Wiadomo za co.
Prowadzi wojnę już od kilku lat w Ukrainie.
I ta wojna...
nie jest za darmo.
Ona kosztuje rosyjską gospodarkę, co właśnie widzimy w tych wynikach i w dużych problemach z finansowaniem deficytu.
W związku z tym, moim zdaniem, to jest bardzo dobry plus tygodnia.
Pokazuje, że Donald Trump, jak to powiedziałeś, znowu miał rację, bo nazwał Rosję papierowym tygrysem.
To zresztą bardzo dotknęło do żywego rosyjskich oficjeli i ludzi odpowiedzialnych za rosyjską propagandę.
I być może coś w tym jest.
Chociaż takie głosy, że Rosja zaraz się rozpadnie, że ta wojna zniszczy ją gospodarczo.
To jest raczej takie zaklinanie rzeczywistości.
Już od trzech lat słychać i to się nie wydarzyło.
Jak sądzę, się nie wydarzy.
W przypadku gospodarki wojennej oczywiste jest, że pojawia się presja inflacyjna i presja na monetyzowanie deficytu.
Dla mnie to jest jasne.
To co w sensie wojennym, w sensie wojennym,
jest pewną siłą rosyjskiej gospodarki jest to, że ona jest bardzo zasobna w surowce.
Wszystko, co trzeba mieć, żeby prowadzić wojnę.
Ma swoje paliwo, ma swoje metale, ma swoich producentów.
To, czego nie mają Rosjanie i to jest ich problem, to jest dostęp do technologii.
Nie mają swoich technologii, wyższych technologii.
Nie wiem, półprzewodnikowych na przykład, a półprzewodniki są potrzebne bardzo dorakie itd., ale to dostarczały im akurat Chińczycy.
Więc mi się wydaje, że oczywiście pod względem standardu życia jasne jest, że sytuacja w Rosji pewnie się pogarsza.
Natomiast nie sądzę, żeby ta presja makroekonomiczna była wystarczająca, żeby zmienić przebieg wydarzeń wojennych.
Ja tu absolutnie nie mówię tego, żeby w jakiś sposób...
ocenić gospodarkę rosyjską pozytywnie, w kontrze do tego, co powiedziałeś.
Nie o to chodzi.
Chodzi mi tylko o to, że te zjawiska, o których mówisz, to nie będzie wystarczająco dużo, żeby przycisnąć Rosję do muru w najbliższym czasie.
Być może to jest kwestia czasu właśnie.
Być może to nie jest temat na rok, dwa, czy nawet na te kilka lat trwania wojny w Ukrainie, ale przypominam, że...
Taki kraj jak Związek Radziecki połamał sobie zęby na wojnie w Afganistanie, właśnie wyczerpał swoje zasoby, wykrwawił się w pewnym sensie też gospodarczym, ale trwało to dekadę, to prawda, trwało to dekadę, więc być może to jest, trzeba się odbroić w cierpliwość, mówiąc krótko.
Trwało to dekadę i wymagało głębokiego spadku cen energii na świecie i też zmian technologicznych.
Kto wie, może kontekst teraz będzie podobny, bo mamy dużą falę zmian technologicznych,
Może dojść do spadku cen energii potencjalnie.
Niektórzy, nie wiem, są takie projekcje, że ceny ropy dość wyraźnie spadną w najbliższym czasie, względu na to, że OPEC podnosi wydobycie.
Tam są też spory w ramach OPEC, więc ceny technologii mogą spaść.
To tworzy podobny kontekst, ale jedna podstawowa różnica między dzisiejszym czasem, a tym, co było w latach 80. jest takim,
Taka, że dzisiaj Rosja ma potężne wsparcie ze strony Chin, czyli tak naprawdę głównego alternatywnego mocarstwa, jeżeli można powiedzieć, wobec Stanów Zjednoczonych.
Ma wsparcie ekonomiczne, ma wsparcie technologiczne, strategiczne.
W latach 80-tych to Rosja była tym drugim mocarstwem, to mocarstwo słabło, nie było właściwie żadnej alternatywy.
Koń z końców Rosjanie chcieli jakoś zreformować ten system i te reformy wymknęły się spod kontroli na szczęście i to wszystko padło, ale teraz kontekst jest jednak trochę inny.
Dobrze, to jest mój jeszcze minus.
Nie, mój plus, przepraszam, plus.
O tylu mówimy o rzeczach niebezpiecznych i niepokojących, że myślałem, że mówimy o minusach, a jesteśmy w sekcji plusów.
Więc mój plus jest taki, że to trochę się wpisuje w ten trend, że miało spadać, a rośnie.
Otóż poprawiły się bardzo nastroje w motoryzacji.
Motoryzacja to jest taka branża, która miała podzielić los Nokii.
Pamiętasz, co się stało z Nokią?
W ogóle pamiętasz takie telefony?
Pamiętam, oczywiście.
Nie wszyscy pamiętają może, ale my pamiętamy.
Ale ja akurat pamiętam, tak.
Więc była Nokia i w pewnym momencie pojawiła się konkurencja z Azji, z USA i Nokia przestała robić bardzo szybko telefony.
Niektórzy mówią, że europejska motoryzacja przejdzie podobny proces.
Oczywiście nie tak szybko, bo cykl wymiany samochodów jest dużo dłuższy niż wymiany telefonów, więc to się nie może wydarzyć w ciągu dwóch lat, tak jak z Nokią, ale że się wydarzy w przeciągu dekady.
Może, natomiast jak spojrzymy sobie na dane, to nastroje w motoryzacji nieoczekiwanie się poprawiły.
Mówię tu akurat o polskiej branży.
Ostatnio GUS opublikował serię swoich miesięcznych wskaźników koniunktury, też branżowych i tam akurat motoryzacja jest jedną z branż przemysłu, w której nastroje są najlepsze i się najbardziej poprawiły.
Jest jakieś ożywienie w Europie.
Trzeba przyznać, że to ożywienie jest bardzo rachityczne, małe.
I mnie, szczerze mówiąc, nawet dziwi to, że na tle tak rachitycznego ożywienia nastroje w polskim przemyśle motoryzacyjnym się tak poprawiły, no ale ewidentnie coś lepszego się zadziało w tej branży.
Ciekawe, czy to jest tylko jakieś takie przejściowe odbicie, czy może coś poważniejszego.
Na pewno w europejskiej gospodarce pewne koła kręcą się szybciej.
Więc może to długo wyczekiwane odbicie w Niemczech i poprawa zamknięcia.
Tak, liczba rejestracji samochodów osobowych w Niemczech rośnie.
Przyspieszyła ewidentnie.
Więc tam popyt rośnie.
Chociaż niektórzy analitycy mówią, że to jest właśnie takie rachetyczne ożywienie, które jest przejściowe.
Mamy jeszcze jeden plus tygodnia, taki trochę ponadplanowy i myślałem, że Ty o nim powiesz, no ale skupiłeś się na motoryzacji.
Otóż chcielibyśmy Państwu podziękować za to, że głosowaliście na nas w takim konkursie Best Stream Awards w kategorii podcast Biznes Ekonomia.
Nie tylko na nas, ale na wszystkie podcasty Pulsu Biznesu, bo te podcasty Pulsu Biznesu wygrały ten konkurs.
Tak, konkurs Best Stream Audio Awards 2025 w kategorii podcast Biznes, ekonomia, redakcja Pulsu Biznesu, czyli i nasz PB Bilans, i codzienny PB Brief, i podcast motoryzacyjny, i PB Nieruchomości, i Out of the Box.
Który się ukazuje w poniedziałki i to są rozmowy Mirka Konkiela.
Serdecznie Państwa zapraszamy.
Doceniliście naszą pracę.
Dziękujemy.
Liczymy na więcej.
Liczymy, że grona naszych słuchaczy będzie się stale poszerzać.
My ze swojej strony obiecujemy, że jakość naszych podcastów będzie coraz lepsza.
Dołożymy wszelkich starań, żeby tak było.
Tak, a tymczasem zapraszamy jak zwykle na Pewe Bilans za tydzień.
Do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
RPP przed dylematem, zakaz sprzedaży alkoholu i...
04.02.2026 05:55
-
Bloki, schrony i paragrafy PB NIERUCHOMOŚCI
03.02.2026 10:59
-
Problemy KSeF, stopy procentowe i nowa umowa US...
03.02.2026 06:00
-
Fed, Trump i złoto. Piotr Kuczyński o kulisach ...
02.02.2026 16:20
-
Davos po Schwabie. Ideologia się skończyła, rzą...
02.02.2026 12:01
-
Mróz ściska Europę, gaz drożeje, a Polska „goni...
02.02.2026 05:55
-
Co zrobi nowy szef Fed, gdzie buduje się najwię...
30.01.2026 12:15
-
Rozejm na prąd, marzenia o UE i krach softwaru....
30.01.2026 06:39
-
Matra: Odwaga zamiast skali. PB AUTOPORTRET
29.01.2026 10:55
-
Złoto – dlaczego drożeje? Fed studzi rynek, Col...
29.01.2026 05:55