Mentionsy

O Zmierzchu
31.01.2026 07:00

S08E03 Jutrzenka swobody – O Zmierzchu

Odcinek kaloryczny, wymagający spokojnego przyswojenia. Udajemy się z wizytą do trójki filozofów, żeby zapytać o co, do diaska chodzi z tą wolnością? Z jakiego powodu problemy z nią wracają do nas z uporem - zarówno w naszym życiu osobistym, jak i społecznym.

Może istnieć wrażenie, że jest to problem teoretyczny lub slogan polityczny, ale okazuje się że jest bardzo realnym problemem. Nie tylko w kontekście dopaminy czy uzależnień, ale także tego jak podejmujemy decyzje i czym się w życiu kierujemy.


Książki:

- Erich From, Ucieczka od wolności, wyd. Vis-a-Vis Etiuda.

- Hannah Arendt, O rewolucji, Wydawnictwo X.

- Timothy Snyder, O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić, Znak Horyzont.

- Octavia E. Butler, Przypowieść o siewcy, WAB.


🔴Słuchajcie i podawajcie dalej! Życie się robi lepsze, o zmierzchu.


#ozmierzchu #psychologia #polskiepodkasty #podkast #podcast #psychoterapia #psychoedukacja #swoboda #wolność

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 279 wyników dla "Niedźwiecka O Zmierzchu"

O Zmierzchu.

Witam was w kolejnym odcinku podcastu O Zmierzchu.

Zima w pełni, mrozy trzaskają, a ja poddałam się różnym refleksjom i rozkminkom po odcinku o ciekawości i waszym wątpliwościom, które z nim były związane.

Które to wątpliwości można streścić takim zdaniem, pod co ćwiczyć mięsień cierpliwości, skoro tak wiele mi wolno i tak wiele rzeczy mogę zrobić, pozwolić sobie na nie.

Dlatego dzisiaj będzie odcinek pozornie teoretyczny.

A tak naprawdę bardzo praktyczny i chciałabym, żebyście zamiast myślenia, o Boże, co to ma wszystko ze mną wspólnego, zaczęli sprawdzać, zaczęły sprawdzać, jak to wszystko dla mnie działa.

Bo na pewno to ma coś z wami wspólnego.

Mam nadzieję, że do tego dojdziemy na koniec.

I żeby złapać o co ho, spróbujcie sobie przypomnieć

Pierwszy powrót do domu z podstawówki, taki samodzielny, jeśli pamiętacie.

Nie bycie odprowadzanym przez dorosłego albo jako podlotki po raz pierwszy wyjeżdżacie na wakacje bez nadzoru.

Jaki to był, jaki to był feeling w ogóle?

Albo jeszcze kolejne.

Pierwsze zarobione pieniądze w garści i to odczucie, że i jest, tak?

Zarobiłam, coś mogę kupić albo oożyć, albo cokolwiek.

Albo pierwsza podróż samochodem na legalu po tym, jak zdaliście prawko.

I to jest to odczucie swobody i nieograniczonych możliwości, które bardzo często, także ze sprawą tego, co opowiada nam kultura, utożsamiamy z wolnością.

No i nie do końca mamy rację.

Dlatego dzisiaj spróbujemy zasięgnąć rozumu u trzech osób, które bardzo dużo czasu i swojej uwagi poświęciły rozważaniom wolności.

To będzie dwójka filozofów Erich Fromm i Timothy Snyder i filozofka Hannah Arendt.

Pobierzcie płyny na naszą przechadzkę, bo nie dosyć, że ziom to niejeden zakręt nas czeka.

Potrzebujemy się dowiedzieć, co jest z tą wolnością.

Że ona zamiast nam rozkwitać i opromieniać nasze żywoty, niczym w zacytowanej w tytule rewolucyjnej piosence, to robi nam się coraz bardziej problematyczna.

I na początek zacytuję Greena, takiego pierwszego filozofa, z tego co wiem pierwszego, jestem gotowa na korektę, który przeczuwał dwoistość natury wolności i on powiedział w

S08E03 Jutrzenka swobody O Zmierzchu.

No i dobra, Fromm.

On pierwszy tak głęboko, pierwszy w ogóle, ale tak głęboko zanalizował ten problem z wolnością w swojej bardzo przełomowej książce Ucieczka od wolności i wykreślił jej dwa różne typy.

Wolność od i wolność do.

Wolność negatywna i wolność pozytywna.

Wolność negatywna, wolność od

polegała na uwolnieniu się od jarzma, ucisku i różnych rzeczy, które były związane na przykład z feudalizmem, ideologiczną władzą Kościoła.

Wtedy to były czasy, w których ludzie wierzyli, że się częściowo przynajmniej od jarzma klasowości uwalniają.

Czyli te przemiany historyczne, które

Zmieniają kształt świata, oczywiście one mogą też dotyczyć jednostek, wolność negatywna może dotyczyć też jednostek, ale generalnie powodują, że jest mniej ucisku, mniej represji, mniej krótkiej smyczy.

A wolność do, według Fromma, wolność pozytywna, to jest prawo do wyrażania siebie, do twórczej pracy, miłości.

No pamiętacie, co on o miłości mówił, że to jest w ogóle taka siła, która napędza relacje międzyludzkie i to poczucie połączenia i wymiany, które mamy z innymi.

Fromm nie tylko...

Wgrysł się w świat tak, że doszedł do tego, co było pod spodem tego oczywistego dla niektórych postępu.

Ludzie się tym postępem mocno zachłysnęli, ale też mocno wsparty takim myśleniem psychoanalitycznym uchwycił fenomen ludzkiej rezygnacji z wolności.

Dlaczego ludzie rezygnują z wolności, chociaż teoretycznie jest to rzecz tak cenna?

I dla Fromma człowiek nowoczesny, przypominam, że to są wczesne lata czterdzieste w Niemczech, bardzo mroczny czas, co prawda się uwolnił od różnych pętających go dotychczas ograniczeń, ideologii, feudalizmu, okowów kultury, ale nie zyskał po drodze ani prawa.

Ani możliwości, ani nawet pomysłu na to, jak być sobą, jak się wcielać w tym świecie, jak to się w ogóle robi, żeby być wolną osobą i łączyć się z innymi ludźmi.

No i...

Fromm miał taki wniosek, przypominam, 80 lat temu, że dawne formy ucisku zostaną, czy już zostały zastąpione nowym uciskiem kapitalistycznym, który chociaż ma mniej takich formalnych ograniczeń, że nie wolno tam, nie wiem, nosić krótkich spódnic albo wychodzić z domu bez kapelusza, to on jest absolutnie

Systemem absolutnie uniemożliwiającym urzeczywistnianie siebie, bo wszystko co spróbujemy wymyślić zostanie pożarte, zamienione albo na konsumpcję, albo na wytwarzanie i że człowiek przerażony tym swoim oswobodzeniem, które przyniosła modernizacja i industrializacja jest w związku z tym bezradny.

I że nienawidziliśmy tych dotychczasowych ograniczeń, chcieliśmy właśnie tej jutrzenki swobody, żeby zajaśniała nad całym światem.

Ale one miały taką zaletę nieoczekiwaną, że podtrzymywały i pomagały się określać całą grupą ludzi.

A teraz trzeba nagle, o matko, wziąć odpowiedzialność za siebie.

I Fromm mówi, że skutkiem tej lękliwości ludzkiej w braniu odpowiedzialności za siebie jest konformizm i poszukiwanie ucieczki pod skrzydłami silnych liderów, którzy wcale niekoniecznie muszą być mądrzy.

I można to przyrównać do takiej sytuacji w naszym życiu młodego dorosłego.

Jak nim byliśmy albo jesteśmy, to jest to relatywnie łatwe do przywołania.

Kiedy marzymy o wyprowadce z domu,

I już się wyprowadzamy, ale potem jak już jesteśmy wyprowadzeni, to się nagle okazuje, że trzeba prać, sprzątać, płacić rachunki i znosić cały ten znój codzienności i odpowiedzialności z tym, że jak się nie zapłaci za prąd, to ci go odetną.

I nagle się okazuje, że to wcale nie było takie seksowne, jak nam się wydawało wcześniej i zaczyna nas to przerażać i męczyć i w ogóle już nie chcemy.

I się obrażamy często.

No i Fromm pisał, człowiek przerwał pierwotne więzi łączące go z naturą, stanął jako istota odrębna i samotna wobec świata we wszystkich jego przytłaczających rozmiarach i potędze i mówi, że dałoby się coś zrobić z tym stanem naszego wyobcowania w świecie.

Obyśmy się wzięli za naszą wolność pozytywną.

Do wolności do.

Do, i tu znowu cytuję Froma, aktywnej solidarności z ludźmi, spontanicznej działalności, miłości i pracy, dzięki któremu człowiek jednoczy się na nowo ze światem.

Przez jednoczy tu mamy na myśli taki czasownik, który się nigdy nie dokonuje, ale ciągle trwa.

No i przychodzi kapitalizm i nami zarządza, bo daje nam bardzo dużo metod na to, żeby naszą lękliwość wobec tej wolności pozytywnej zamienić na różne, teraz możemy powiedzieć, estetyki.

Wtedy świat oferował ludziom trzy drogi ucieczki.

Pierwsza to jest poszukiwanie autorytarnych przywódców lub systemów.

Druga to destruktywność, czyli niszczenie tego co jest na zewnątrz, żeby już się przestać bać, żeby nie czuć, że to coś nam zagraża.

O Zmierzchu.

O Zmierzchu.

O Zmierzchu.

O Zmierzchu.

No i to w ogóle nie jest tak, że Fromm widział kulturę tylko jako źródło cierpienia, a my jesteśmy w tym wszystkim w wiecznej opresji i w ogóle nie idzie się wydostać, wręcz przeciwnie.

Mówił, że społeczeństwo nie ma tylko tych represyjnych właściwości, ale też twórcze, tylko trzeba jakoś rozsądnie do tego podejść.

I że my się wpisujemy w kulturę i ją współtworzymy i na koniec dnia nasze lęki, pasje, zainteresowania, pragnienia, małości i wielkości tworzą tą materię kultury.

I moglibyśmy ją robić lepszą, taką, która nas wzmacnia.

No problemem jest to, że wolimy albo wyjście awaryjne, albo w ogóle się wycofać.

Czyli po fromie świat zyskuje dwa typy wolności.

Zrozumienie, że wolność nie jest zjawiskiem jednorodnym, to po pierwsze.

Dwa typy wolności i zrozumienie, że to nie jest tak, że jak coś jest dobre, to ludzie będą to chcieli mieć i do tego dążyć, ponieważ nie.

Mogą nie chcieć tego mieć, ponieważ będą uważali, że to jest dla nich za trudne.

I najważniejsze jest to, żeby skumać, że samo usuwanie ograniczeń z naszego życia nie daje wam wolności.

I tu znowu przywołam sytuację nastolatka, który może sobie wyjechać na pierwsze samodzielne wakacje, bo mu staże pozwalają, ale jak nie ma hajsu, żeby wyjechać, bliskich, jakiejś ekipy, żeby móc to zrobić albo chociaż jednej osoby zaprzyjaźnionej, z którą może to

Nie ma poczucia celu, a do tego na przykład odpowiedzialności za siebie, żeby odpał nie był za duży, no to cała stojąca przed danym nastolatkiem przygoda albo się w ogóle nie dokona, albo będzie średnio ciekawa, albo wręcz będzie niebezpieczna.

Dobra.

Zostawiamy na chwilę Froma, idziemy do Hanny Arendt, która przeżywszy wojnę i naoglądawszy się różnych rzeczy, wyciągnęła bardzo cierpkie wnioski na temat natury ludzkiej.

Takie wnioski z pogranicza filozofii, socjologii i psychologii, no bo to jej zawdzięczamy taką myśl, że zło to nie jest ten epicki

Diaboliczny, po prostu super seksowny wizerunek utrwalony w kulturze, tylkoo to jest tępe podporządkowanie, buchalteria niemieckich urzędników w czasie trwania III Rzeszy i taki rodzaj, no, banalności, bo to ona powiedziała o banalności zła, do którego sięgnąć może każdy z nas i niespecjalnie nawet musi się starać, żeby zostać Mefistofelesem.

Ale ona też mocno rozkminiała temat wolności, w naturalny sposób ją interesował i ona rysowała linię demarkacyjną pomiędzy wyzwoleniem a wolnością i to było to dosyć podobnie jak u Fromma, czyli wyzwolenie to jest oswobodzenie według Arendt oczywiście z jakichś

O Zmierzchu.

O ile możemy być wyzwoleni i dowolnie gonić za indywidualnym szczęściem i samorealizacją, o tyle, żeby w ogóle móc pomyśleć o byciu osobami wolnymi, w pełnym znaczeniu tegoowa, to musimy się upolitycznić, czyli przekroczyć próg naszego domu i wyjść na agorę.

Po ludzku można by powiedzieć, musimy patrzeć dalej niż czubek własnego nosa.

Musimy się wpisać w jakąś grupę, doświadczać jakiejś przestrzeni wspólnej z innymi ludźmi, kształtować ten świat na bazie naszych wartości.

I kształt tego świata oczywiście zależy od naszego bezpośredniego zaangażowania.

Uczestnicząc w tej przestrzeni wspólnej nie tylko dyskutujemy o tym, co dotyczy nas i innych ludzi i robimy różne rzeczy, czyli stajemy się obywatelami,

Ale przekraczamy też naszą taką jednostkowość, czyli zaczynamy tworzyć coś, co po naszemu można by nazwać społeczeństwem obywatelskim.

No inaczej będzie bardzo dużo jednostek.

A trochę nie zaistnieje grupa, czyli społeczeństwo.

W związku z tym ten podstawowy warunek, którego wolność wymaga, żeby była, też nie zaistnieje, bo te jednostki będą robiły, co będą chciały w skrócie.

Nie będą w ogóle zauważały jakiegoś metapoziomu w swoim życiu, jakiejś wartości, dla której można by na przykład dokonać samoograniczenia, z czegoś zrezygnować.

No i będą wodzone na pokuszenie, naturalnie, różnymi świecidełkami i smaczkami.

W związku z tym swoją uwagę, głosy, pieniądze, czas będą oddawać różnym instancjom, które doownie bądź pośrednio za to zapłacą.

I w związku z tym te jednostki będą tym instancjom oddawać władzę w kształtowaniu świata.

Przypominam, że Arendt to pisana długie lata przed wynalezieniem internetu, te swoje myśli o rewolucji.

A tutaj mamy wypisz, wymaluj naszą gospodarkę uwagi i zaangażowania, którą nam platformy fundują.

No i Arendt dotyka takiego trzeciego dużego problemu związanego z wolnością.

To znaczy, o ile my sami dla siebie, same dla siebie, możemy sobie szukać jednostkowego spełnienia i jednostkowej wolności, jak się uprzemy i nie oglądać się na nikogo.

To nigdy, jeżeli będziemy tak robić, nie będziemy żyli w świecie, w którym zaistnieje wolność, bo ta wolność na zewnątrz nas zawsze jest wypadkową współpracy ludzi, którzy w imię tej wolności się łączą.

I to jest na ludzki język bardzo ważna konstatacja.

Bo wiele sytuacji, które obsługujecie w waszych głowach hasłami w stylu wolno mi albo bo mogę, sytuacji, w których odrzucacie jakieś ograniczenia albo niewygody,

To będą sytuacje, w których wam się będzie wydawało, że wybieracie wolność, a tak naprawdę będziecie najwyżej wybierali swobodę, tudzież wolność negatywną.

Pozorne zrzucenie jakiegoś małego kajdanka, które ma koszt.

I super brutalny przykład, to jest osoba, która ma problem z używaniem jakiejś substancji i w przypływie emocji mówi sobie, a wolno mi się napić, nikt mnie nie będzie ograniczał.

To jest moje życie, zrobię z nim, co będę chciała, chciał.

I ta osoba, oczywiście, że ma wolność własną na tyle, żeby się napić w sytuacji, w której chce się napić, czy tam, nie wiem, sięgnąć po jakąś inną substancję dla siebie problematyczną, ale tym ruchem kasuje własną wolność.

Ponieważ niniejszym ta substancja zyskuje władzę nad tą osobą.

No i my jesteśmy przyzwyczajeni trochę przez kulturę i trochę przez takie powierzchowne wyobrażenia do tego typu

Swobody, w którym bardzo nie lubimy, jak ktoś przychodzi i mówi nam jakieś mądrości, jak my mamy dysponować naszymi pieniędzmi, czasem, umysłem, decyzjami, wyborami.

I jest w tym bardzo fajny, bardzo polski potencjał, który jest bardzo polski.

I to się na przykład skrapla w postaci sprzeciwu wobec ograniczenia praw reprodukcyjnych, że tak przypomnę czarne marsze chociażby.

I takiemu naturalnemu polskiemu oporowi wobec władzy czy kontroli narzucanej z góry.

Ale rewersem tego jest wspaniała polska cecha, jaką jest warcholstwo, czyli nieważne co kto przynosi, jaką zasadę przynosi, jaką regułę, jak ktoś coś przynosi z zewnątrz, czy to będzie Unia, czy to będzie gospodarz mojego domu, czy to będzie nauczyciel w klasie mojego dziecka, to ja się po prostu temu będę sprzeciwiać, ponieważ mogę.

Ponieważ to jest wyraz mojej wolności jako obywatela, najczęściej ten sprzeciw odbywa się kompletnie bezrefleksyjnie.

To znaczy, wystarczy, że czujemy, że coś tam nad nas delikatnie napiera, to już od razu się odpalamy.

I po prostu nie będziemy współpracować.

Jak sobie przypomnicie te sytuacje, o które prosiłam, żebyście przywołały, przywołali je na początku, pierwszy spacer do domu bez opieki, pierwszy wyjazd za własny hajs na przykład, czy właśnie podróż autem, to one są związane z bardzo ważnym procesem,

który my mamy jednostkowo jakoś tam obsłużony, a narodowo bardzo kiepsko obsłużony.

I to jest taki proces, który się dzieje przez dużą część naszego życia i on się nazywa separacja od autorytetów i dążenie do autonomii.

To znaczy,

On jest bardzo trudny dla jasności, bardzo często się wykoleja.

To znaczy, my rosnąc jako dzieci i fajnie by było, żeby rosnąć jako społeczeństwo, uczymy się być coraz bardziej niezależni, ale jednocześnie coraz lepiej rozumieć istotę wolności pozytywnej i negatywnej, bo małe dziecko jej nie rozumie.

Małe dziecko, jak mu ktoś odmawia cukierka, to dostaje szału.

I koniec.

I ktoś go musi wyregulować w tym napadzie szału.

I nara będą to opiekunowie, którzy odmówili cukierka.

I my się rzucamy jak nastolatkowie, nawet będąc osobami dorosłymi, a często rzucamy się narodowo, jak tylko widzimy, że ktoś nam czegoś zabrania i uważamy, że to jest atak na wolność.

To niekoniecznie to, że nam ktoś coś czegoś zabrania albo coś nakazuje, to może być bardzo złe, a może być bardzo mądre.

I teraz rodzaj wolności, który my wtedy realizujemy, jest bardzo często w ogóle nieuświadomiony.

My sobie nie zadajemy pytania, czy ja teraz uciekam od wolności pozytywnej i dążę bardzo mocno do wolności negatywnej, czyli nikt mi nie będzie mówił, co ja mam robić.

I jakie są tego koszty?

W związku z tym możemy płacić za to bardzo wysokie rachunki, nawet czasem zdrowiem albo życiem.

I takie, powiedziałabym, narodowe nieodróżnianie, indywidualne i narodowe nieodróżnianie spontaniczności od bezhołowia.

I taka alergiczna reakcja na jakąkolwiek strukturę albo porządek, który przychodzi skądkolwiek, to jest coś, co my mamy bardzo mocno do przećwiczenia i jako jednostki, i jako kolektyw.

Ja tylko tak na marginesie chciałabym, bo jak sobie przypominałam tego Froma i tą Arendt, to myślałam, że oni w ogóle nie mieli pojęcia o socialach i o platformach i o tym wszystkim, co się teraz dzieje.

I miałam jakąś taką złośliwą satysfakcję.

Co oni by powiedzieli, jakby zobaczyli, za co my oddajemy teraz naszą wolność pozytywną?

I jak potrafimy dopłacać do tego, żeby ktoś nam ją zabrał.

I jak potrafimy ją handlować za kompletnie bezwartościowe rzeczy.

Bo zobaczcie, to nasze pragnienie wyrażania siebie w świecie, to jest główny materiał, który jest przerabiany przez sociale na tą me culture i my to napędzamy naszą obsesją walidacji.

I sociali podtrzymują w nas przekonanie, że my jesteśmy tacy strasznie niezależni, unikalni, fantastyczni i w ogóle tralalala.

Nieprawdopodobnie w ogóle świat się zawali, jak nas zabraknie.

Ale jednocześnie sprzedaje nam taki message, ta me culture, że my jesteśmy w bardzo silnie konkurencyjnym układzie z innymi ludźmi, rywalizując z nimi o uwagę tych tłumów w socialach, próbując ściągnąć do siebie ten przepływ energii.

I zaangażowanie w to wszystko fantastycznie nas oddala od realnej takiej wolności społecznej.

Coraz bardziej spychając w stronę różnych form zniewolenia czy nawet niewolnictwa.

Co więcej, dostarczając różnych takich potencjalnych, absolutnie fejkowych ruchów, żebyśmy myśleli, że walczymy o wolność w społeczeństwie, bo sobie zmienimy naklejkę na zdjęciu profilowym, na taką, która reprezentuje nasze poglądy.

Tak naprawdę nasza energia w ogóle nie idzie w zmianę świata.

Na dnie tego oczywiście jest przekonanie, że

Nie da się tego systemu zmienić, a często też przekonanie, że w ogóle nie fajnie byłoby go zmienić, bo nieuchronnie musielibyśmy coś oddać z tego naszego indywidualizmu i z tej autoprezentacji.

Więc naprawdę czasem myślę, że niektórzy filozofowie z początku zeszłego wieku mieli jakieś zdolności profetyczne, jak opisywali rzeczywistość.

Ale dobra, idziemy do czegoś, do trzeciej osoby z naszej opowieści dzisiejszej, do Timothy'ego Snydera.

Odnoszę się do książki o wolności, przewodnik po świecie, który można ocalić.

To jest książka, która w zeszłym roku wyszła w wydawnictwie Znak Horyzont i którą serdecznie wam polecam.

Bo on w niej pokazuje bardzo współczesną refleksję o wolności, opierając się oczywiście częściowo o przykład Stanów Zjednoczonych, ale bardzo dużo opowiadając o krajach byłego bloku wschodniego, w tym Polsce i o Czechach.

I daje mnóstwo materiału, żeby się namyślić nad tym, gdzie my tak naprawdę z tą naszą wolnością jednostkową i społeczną jesteśmy.

Przede wszystkim kontynuując tą tradycję rozróżniania wolności pozytywnej i negatywnej.

Mówi bardzo wyraźnie, że nie ma co marzyć o wolności pozytywnej w indywidualnym aspekcie i społecznym, jeśli my nie zaczniemy rozróżniać tych rodzajów wolności i jeszcze dodaję takie dodatkowe, za chwilę o tym powiem, i nie zaczniemy

Dogadywać się z innymi, czyli przekraczać tego progu naszego domu, naszego ja, naszego indywidualizmu, bo tu pokazuję Stany jako przykład, nagromadzenie wolności negatywnej

Nagromadzenie wolności pod tytułem niech się państwo ode mnie odwali, niech je jak najmniej ingeruje w to, co w ogóle ja robię w swoim życiu, niech państwo nie pomaga biednym, niech państwo tam w ogóle nie ingeruje w edukację, w różne systemy, niech będzie jak najdalej od obywatela, taki postulat, który był bardzo mocny w Stanach, doprowadza do katastrofy, którą mamy obecnie.

I swoją drogą ja czytam, czy też czytałam

Snydera równolegle z taką opowieścią, opowieść o siewcy butlerowej.

To jest taka dystopijna opowieść science fiction o Ameryce w 2025 roku, napisana w latach 90-tych zeszłego roku.

I przeczytanie tych dwóch rzeczy jednocześnie robi naprawdę porządnego mindfucka, bo Butlerowa prawdopodobnie po prostu myśląc pewnymi bardzo logicznymi kategoriami doprowadza do skroplenia te wszystkie rzeczy, które wtedy już widziała jako problemy Ameryki.

No i dostajemy obraz jakiegoś straszliwego świata.

Szarpanego nierównościami, przemocą, głodem i brakiem nadziei, który naprawdę niezwykle przypomina Amerykę w 25 roku.

Łącznie z tłumami ludzi uzależnionymi od przeróżnych, dziwnych narkotyków, którzy robią dziwne rzeczy.

Ten Snyderowska opowieść o wolności i butlerowej opowieść o siewcy.

No to jest takie... Ciężko potem normalnie pić herbatę i jakoś nie mieć lęków albo grubych rozkmin.

Ale dobra, wracam do tego, co on tam opowiada.

Pięć różnych jakości podtypów wolności, które się razem nakładając umożliwiają istnienie wolności pozytywnej.

Czyli idzie dalej w tej analizie i nie dosyć, że musimy rozumieć kiedy jesteśmy w pozytywnej i negatywnej, jak się łączymy czy nie łączymy z innymi i co to w ogóle jest indywidualnie i zbiorowo.

Jeszcze potrzebujemy zrozumieć suwerenność, nieprzewidywalność, mobilność, fakty i solidarność.

I bardzo szanuję to, że można by to wszystko ponazywać bardziej po filozoficznemu i bardziej akademicko, a Snyder nazywa to po ludzku właśnie dlatego, żeby...

O Zmierzchu.

Tam jest bardzo dużo bardzo dobrych pasaży.

Pasaż ze strony 90. o wartościach.

Polecam szczególnie waszej uwadze.

Nie będę go już w całości cytować, żeby was nie zamęczyć, ale generalnie on tam mówi, że wartości to jest wartości takie jak wolność.

Nie można traktować tak jak rzeczy materialne, że one istnieją w piątym wymiarze naszego świata.

To nie znaczy, że ich nie ma, tylko to oznacza, że one mają zupełnie inną fizykę i logikę.

I że jak będziemy je lekceważyć, to to się na nas zemści, a jak będziemy to traktować utylitarnie, to też się na nas zemści i że musimy zacząć rozumieć ten piąty wymiar w naszym życiu indywidualnym i społecznym, bo powoli dochodzimy do granic świata, do limitów świata, w którym to wszystko było lekceważone i jakby ściągamy na siebie katastrofę.

Ale wracam do wolności.

Dla Snydera suwerenność to jest oczywiście pierwsza forma wolności, która polega na znajomości siebie i świata na tyle zaawansowanej, że możemy podejmować poinformowane decyzje na temat naszych przemyślanych osądów.

I tutaj podkreślam poinformowane na podstawie przemyślanych.

Czyli nie, że bo mogę.

Albo bo chcę, albo mi się nie podoba, tylko mogę, ale jaki jest rewers tego?

To mi się nie podoba, ale dlaczego mi się nie podoba?

Tego chcę, ale w zasadzie czemu ja chcę właśnie tego?

Nieprzewidywalność Justydra, dosyć fascynujący koncept.

Ja bym to streściła jako

Antytezę konformizmu.

Antytezę dostosowania do opresyjnych reguł.

To jest taka zdolność wybierania własnej drogi w zgodzie z własnymi wartościami.

Do buntu, ale też do mądrej adaptacji.

No i oczywiście ze zrozumieniem, że ciągle musimy się doskonalić moralnie.

Żeby nas nie zawłaszczały, nie konsumowały jakieś systemy, które nieuchronnie będą próbowały odebrać nam jakieś formy niezależności czy wolności.

To oczywiście nie ma nic wspólnego z nieodpowiedzialnością, żeby tutaj wybrzmiało.

O Zmierzchu.

Taka zdolność poruszania się w przestrzeni, w czasie oraz w tym świecie wartości, która jest gwarantowana dla wszystkich uczestników naszego świata, a nie tylko dla wybranych, to jest jakiś warunek, być może na razie brzmiący utopijnie, ale do którego powinniśmy zmierzać.

Tam w tle jest naturalnie dostęp do wody, żywności, opieki zdrowotnej, natury, komunikacji, praw, tak żeby ludzie mogli realizować swój potencjał, a nie tylko po prostu uciekać przed bólem albo śmiercią.

Prostym przykładem jest ten zgrany, ale bardzo działający przykład polskich paszportów, które leżały na

Komisariatach milicji, które się odbierało, jak się można było o to ubiegać i można było nie odebrać, bo mogli ci go nie dać i wtedy się tylko wyjeżdżało za granicę.

I ja przypominam, że to było niecałe 40 lat temu, że nie można było wyjechać za granicę bez zgody władz naszego kraju.

Żeby nie było, że to są tylko takie patetyczne hasła.

Dobra, czwarty obszar wolności, czy emanacja wolności, to są fakty.

To jest wolność.

Taka wolność, przepraszam, prawda.

To jest to, że nie tylko wiemy jak wygląda rzeczywistość i nikt nas nie oszukuje i jesteśmy w stanie dojść do jakichś podstawowych faktów, bo tak fakty istnieją i istnieje jakaś nauka i istnieją jakieś niepowtarzalne informacje, których się nie da obalić na temat naszego świata.

W której to korekcie informuje, że

Nie mamy już tej teorii.

Obaliliśmy ją naukowo.

Sprawdziliśmy z przodu do tyłu, z lewa na prawo.

Wiemy, że to nie jest tak, jak Porges mówił.

Ona jest nieaktualna.

I wiele osób na moją taką odpowiedź, że tak, powoływałam się na teorię Porgesa, wtedy była aktualna, potem się nauka rozwinęła i nauka mówi, nie, tak to nie działa, badamy to dalej, to nie ten.

Wiele osób mówi, no i co, ale mi się podoba.

Ono fajnie działa, fajnie wytłumaczy te rzeczy, które ja chcę mieć wytłumaczone.

No i to jest takie miejsce, w którym mogę się tylko podrapać po czubku głowy i pomyśleć, tak, wolność w prawdzie to jest coś, co chcielibyśmy mieć, ale musimy umieć z tego korzystać, bo inaczej narastają iluzje, uprzedzenia i kłamstwa, które sami sobie sprowadzamy na łeb.

I w końcu ostatnia piąta forma, emanacja wolności, to jest solidarność.

I ona jest w książce opowiedziana nie czymkolwiek innym, tylko historią polskiej solidarności i tym hasłem, którego nie ma co w ogóle wyjaśniać, że nie ma wolności bez solidarności.

Nie możemy sobie wyobrazić żadnego wolnego świata, żadnego świata o fundamentalnej sprawiedliwości, jeśli nie zaczniemy uwzględniać solidarności w jakichkolwiek działaniach ludzkich, postulatach politycznych.

O Zmierzchu.

Bez takiego fundamentalnego poczucia odpowiedzialności za innych, mamy taką konstrukcję świata, jaką mamy.

I tu jak argumentuje Snyder, nie jesteśmy w stanie wytworzyć sami żadnej z rzeczy, które potrzebujemy do przetrwania.

I to jest jak dla mnie fantastyczny argument za tym, żeby jednak uznać solidarność za jeden z fundamentów wolności.

Co oczywiście logicznie, jak widzicie, domyka ten jego sposób myślenia, ale też trochę wraca do Fromma, no bo tylko w ochronie Solidarności my jesteśmy się w stanie jakoś bezpiecznie różnić w ramach naszych systemów wartości, zostając bezpiecznymi pasażerami tego statku kosmicznego, a nie kierując się na cel o nazwie Zagłada.

I tak jak mówiłam na początku, z pewnego punktu widzenia rozważania o wolności mogą się wydawać teoretycznym bajaniem.

Ale zobaczcie, co się stało z dzielnymi senami Albionu, zobaczcie, co się dzieje w Stanach.

które uważały się za najbardziej wolnościowe państwo świata, a w tym momencie jakby są tam gdzie są, no wiecie tak samo dobrze jak ja.

I jakby można sobie wyobrazić tego froma z Arendtową i Snyderem siedzących na kanopie, patrzących na to, co się dzieje i wzruszających ramionami i mówiących, a nie mówiliśmy.

No po prostu dlaczego nie słuchacie informacji o tym, że wolność jest fundamentalnym fragmentem świata, który tworzycie i że olanie jej

W imię czegokolwiek strachu, partykularnych interesów, religii, czegokolwiek, pieniędzy, ekspansji, doprowadza do katastrofy.

Doprowadziło w zeszłym wieku, doprowadzi i w tym.

I dlatego to ćwiczenie z odnoszenia wolności do siebie teraz, styczeń 2006,

Do was takimi, jakimi jesteście w tym świecie, w którym jest, jest tak głęboko uzasadnione, bo to jest nie tylko to, co możecie zrobić, ale to też, czego wybieracie nie robić, bo coś.

I rozróżnianie tej wolności pozytywnej od negatywnej porządkuje

Bardzo wiele wyborów, które stoją przed wami, tych indywidualnych i tych w życiu społecznym, i pozwala zrozumieć coś takiego, co się nazywa kategoria wyższego dobra.

I to jest dokładnie to.

Ten old schoolowy temat, jak po prostu z podręczników dla dzieci w latach 60. albo nawet po prostu przed wojną.

Wyższe dobro, czyli to, co jest ważne, co jest rozwojowe i zasilające dla was samych, ale też dla waszego życia społecznego.

I to jest jakiś fundamentalny kawałek, który trzeba sobie wpuścić do systemu, żeby sobie odpowiedzieć na pytanie o cierpliwość i o wolność i o bardzo wiele innych rzeczy.

Bo bez zrozumienia pojęcia wyższego dobra nie jesteście w stanie wybrać dla siebie

Tych rzeczy, które was zasilają, ale na przykład kosztują ból i wysiłek.

No bo po co?

Skoro można się ukontentować doraźnym hedonizmem.

I bez rozumienia tej kategorii wyższego dobra, na przykład możecie nieustannie wybierać jakiś rodzaj bólu i samoudręczenia albo uzależnienia czy kłopotów, bo nie rozumiecie, czym jest dla was wewnętrznie wyższe dobro.

Z czego ja mam zrezygnować w moim życiu i na jakiej zasadzie?

Żeby być bardziej wolną, pozytywnie osobą.

A z czego na pewno nie wolno mnie rezygnować.

I to samo w życiu społecznym.

Gdzie mi się wydaje, że jestem super wolna, a to jest najwyżej wyzwolenie albo swoboda, bo mogę chodzić w krótkiej kietce i, nie wiem, dowolnie, mieć tatuaże.

To fajnie jest mieć tatuaże.

To jest element ekspresji.

Bardzo lubię moje tatuaże.

Ale one ze mnie nie czynią osoby pozytywnie wolnej.

No i to zdrowe samoograniczenie, które zawsze jest związane z rozumieniem kategorii większego dobra, nie tylko celu w takim merkantylnym, pragmatycznym znaczeniu, że ja dążę do tego, żeby zarobić pieniądze.

Jaki porządek?

Czemu to w ogóle wszystko służy?

Jaki porządek wewnętrzny i zewnętrzny ja obsługuję?

No i jak zaczniecie o tym myśleć, to obiecuję, że traficie na taki paradoks, jeden z wielkich paradoksów naszej psychiki i naszego życia społecznego oczywiście też, że wolność, ta pozytywna, istnieje wtedy, kiedy my jesteśmy w stanie zobaczyć i przytrzymać własne ograniczenia i znosić na zewnątrz to, że inni ludzie nas ograniczają.

No tak, końcem mojej wolności jest początek wolności innego.

I im bardziej się czujecie osobami poszukującymi tej swobody w typowym znaczeniu tegoowa, tym bardziej będzie wam brakowało takiej pozytywnej wolności wewnętrznej, więc będziecie czuć coraz większą pustkę, więc będziecie coraz bardziej zgłodniali tej zasilającej formy wolności.

No i oczywiście w życiu społecznym, jak będzie bardzo dużo ludzi, którzy są nastrojeni na negatywną wolność, po prostu chcą uciekać od reguł i zasad, bo tak, bo libertarianizm jest wspaniały i zbudujmy na Grenlandii miasta, które są utopiami i nie ma tam żadnego prawa i można robić, co się chce, to im więcej będzie takich pomysłów na świecie, tym bardziej zniewoleni będziemy jako ludzie.

I to będzie jeszcze większa zima niż ta, którą mamy teraz.

I tym niezwykle optymistycznym akcentem żegnam się z wami styczniowo i do usłyszenia w lutym.

Jeśli uważasz, że Zmierzchy wspierają ciebie, może rozważysz wsparcie Zmierzchów na Patronite.

www.patronite.pl

Możesz zajrzeć na facebookowy albo instagramowy profil Zmierzchowy.

Na Facebooku to będzie Niedźwiecka O Zmierzchu, na Instagramie Niedźwiecka dolne podkreszenie Marta.

Raz w miesiącu zapraszam cię na webinary, które są rozwinięciem treści z podcastu albo opowiadają głębiej o tematach, o których do mnie piszecie i które chcielibyście lepiej rozumieć.

Na stronie Niedźwiecka.net można się zapisać do newslettera Przyjaciele z przywilejami, który wysyłam raz w miesiącu.

I który jest spoko.

I serdecznie zapraszam do oceniania i pytania, komentowania odcinków i podcastu na Spotify, bo istnieje już taka możliwość.

I rozgaszczenia się w zmierzchowym mikrokosmosie.

0:00
0:00