Mentionsy

Nowy Ład
30.11.2025 21:37

Laboratorium społeczne Ziem Odzyskanych – geneza i wnioski - Piotr Zduńczyk

Kolejne wybory to kolejne mapy ukazujące podział Polski na wschodnią i zachodnią, konserwatywną i liberalną – „zaściankową” i „oświeconą”. Znów Podkarpacie udzieliło rekordowego poparcia kandydatom szeroko pojętej prawicy: Karolowi Nawrockiemu, Sławomirowi Mentzenowi i Grzegorzowi Braunowi. Z kolei w województwach Ziem Odzyskanych najlepsze wyniki osiągnęli kandydaci obozu lewicowo-liberalnego. Warto się po raz kolejny pochylić nad pytaniami, skąd bierze się ten podział w polskim społeczeństwie, czy można go zażegnać oraz czy możemy wyciągnąć wnioski na przyszłość, aby się z tego czegoś nauczyć.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 164 wyników dla "PO"

Za chwilę wysłuchasz wersję audio najnowszego tekstu z naszego portalu.

Artykuł ukazał się w aktualnym 33 numerze polityki narodowej.

Kolejne wybory to kolejne mapy ukazujące podział Polski na wschodnią i zachodnią, konserwatywną i liberalną, zaściankową i oświeconą.

Znów Podkarpacie udzieliło rekordowego poparcia kandydatom szeroko pojętej prawicy – Karolowi Nawrockiemu, Sławomirowi Męcenowi i Grzegorzowi Braunowi.

Warto się po raz kolejny pochylić nad pytaniami, skąd bierze się ten podział w polskim społeczeństwie, czy można go zażegnać oraz czy możemy wyciągnąć wnioski na przyszłość, aby się z tego czegoś nauczyć.

Temat ten jest szczególnie interesujący w kontekście przypadającego na 2025 rok mało nagłaśnionego, lecz istotnego jubileuszu – 80-lecia powrotu ziem odzyskanych do Polski.

Co prawda, znakomity tekst na ten temat opublikował na portalu Nowy Ład Jakub Siemiątkowski.

Pod tytułem Ziemie prawdziwie odzyskane kilka tez na 80. rocznicę powrotu do Polski.

Różnice kulturowe między ziemiami odzyskanymi a centralną i wschodnią Polską miałem okazję poznać bardzo dobrze dzięki osobistym doświadczeniom.

Urodziłem się i wychowałem w Kołobrzegu, jednym z najbardziej liberalnych miast powiatowych w Polsce, położonym na terenie jednej z najbardziej zlaicyzowanych diecezji w kraju.

Tymczasem życiowe wybory zaprowadziły mnie na Lubelszczyznę, do Janowa Lubelskiego, powiatu, w którym odsetek małżeństw wyznaniowych nieprzerwanie przekracza 80%.

To właśnie tutaj w przeszłości największe poparcie zdobywały komitety wyborcze Mariana Krzaklewskiego, Ligi Polskich Rodzin, Prawa i Sprawiedliwości, a dziś również Konfederacji.

W powiecie janowskim kandydaci szeroko pojętej prawicy uzyskali w pierwszej turze wyborów ponad 80% głosów.

Zderzenie tych dwóch światów unaoczniło mi skalę różnic światopoglądowych między mieszkańcami różnych części Polski.

I nie chodzi jedynie o odmienne poglądy polityczne czy poziom religijności.

To także kwestia głęboko zakorzenionego poczucia tożsamości społecznej przywiązania do rodzinnej ziemi.

Ziemie odzyskane, Dolny Śląsk, Ziemia Lubuska, Pomorze Zachodnie, Warmia i Mazury to obszary, które po II wojnie światowej stały się, jak trafnie nazwał Grzegorz Strauchold, swoistym laboratorium społecznym powojennej Polski.

Po konferencji w Poczdamie w 1945 roku region ten został zasiedlony przez Polaków z różnych części kraju, w tym Kresów Wschodnich.

Proces ten pełen zarówno nadziei, jak i niepewności ukształtował społeczeństwo o wyjątkowej strukturze społeczno-kulturowej, które do dziś wyróżnia się na te reszty kraju.

Czemu to właśnie tutaj odnotowuje się wyższą przestępczość, większy odsetek dzieci urodzonych poza małżeństwem, czy większą liczbę rozwodów?

Skąd wzięła się ta odmienność społeczna i kulturowa?

Aby odpowiedzieć na te pytania, warto przyjrzeć się historii, procesom migracyjnym, polityce władz komunistycznych oraz socjologicznym analizom, które pokazują, jak brak lokalnego zakorzenienia, trauma przesiedleń i przede wszystkim oderwanie od rodzinnych korzeni podcisnęły swoje piętno na tożsamości mieszkańców tych regionów.

W stereotypowym myśleniu, nie tylko mas społecznych, lecz także środowisk narodowych, funkcjonuje przekonanie, że ziemie odzyskane zasiedlili przede wszystkim przesiedlańcy z kresów wschodnich.

Nie w pełni odpowiada to jednak rzeczywistości.

Największą grupę pionierów stanowili mieszkańcy centralnej Polski.

Kresowiacy mieli stanowić około 30%, polscy autochtoni zaś głównie za Śląska i Mazur kolejne 20%.

W mniejszym stopniu ludność regionu tworzyli również Niemcy, którzy pozostali w swoich majątkach, a także Ukraińcy i Łemkowie przesiedleni w ramach akcji Wisła.

Swój udział w tej mieszance mieli również Polacy powracający z Syberii i państw Europy Zachodniej.

W przypadku osadników z centralnej Polski często byli to chłopi marzący o nowym początku na zachodzie.

Ludzie, którzy nie mieli nic do stracenia, pochodzący z biedoty, pozbawieni majątku podczas wojny lub reprezentujący margines społeczny.

Niektórzy z osadników mieli opuścić swoje rodzinne domy ze względu na dokonywane w czasie wojny występki przeciwko lokalnej społeczności.

Zasiedlanie ziem zachodnich reklamowano jako szansę na przejęcie poniemieckiego bogactwa.

Rzeczywiście dla wielu osób przeprowadzka spod wiejskiej strzechy do miejskiej kamienicy oznaczała awans społeczny.

Wśród nowych mieszkańców poniemieckich miast i wsi powszechne było poczucie tymczasowej obecności na tych terenach.

Jeszcze przez wiele dekad społeczeństwo żyło w obawie przed powrotem Niemców lub utratą przydzielonych mieszkań i gospodarstw, które Polacy otrzymali od komunistycznego aparatu państwowego.

Tego rodzaju niepewność sprzyjała brakowi właścicielskiego podejścia do nowej małej ojczyzny.

Do dziś jest to widoczne w tak przyziemnych kwestiach jak podejście do modernizacji i remontu własnych domów czy mieszkań, a także w mniejszym szacunku dla własności i przestrzeni publicznej.

Posadnictwo przesiedlonych kresowiaków było znacznie lepiej zorganizowane niż migracje ich rodaków z centralnej Polski.

Zdarzały się przypadki, w których całe wsie przenosiły się z Małopolski Wschodniej czy Wołynia na ziemię odzyskane, szczególnie na Dolny Śląsk.

Dzięki temu udawało im się zachować lokalne spoiwotożsamości.

Jeśli przyjrzymy się różnym mapom, np.

ukazującym poparcie dla sił lewicowo-liberalnych czy odsetek dzieci urodzonych poza związkami małżeńskimi, zauważymy, że Dolny Śląsk, Opolszczyzna oraz Warmia i Mazury tworzą pewnego rodzaju ogniwo pośrednie między silniej zlaicyzowanymi regionami, takimi jak ziemia lubuska czy Pomorze Zachodnie,

a tymi bardziej tradycyjnymi regionami centralnej i wschodniej Polski.

Wpływ na to może mieć właśnie większy udział małych, zżytych społeczności kresowych, a w niektórych przypadkach także ludności autochtonicznej, przede wszystkim Opolszczyzna.

Konserwatyzm tych społeczności kontrastował z liberalizmem większych miast i gmin zdominowanych przez zatomizowane grupy osadników, co tworzyło obraz regionu pełnego wewnętrznych sprzeczności.

W metropoliach takich jak Wrocław wpływy kresowiaków stopniowo rozmywały się w bardziej zróżnicowanej populacji, co z czasem sprzyjało większej liberalizacji społeczeństwa.

Do kwestii dużych miast i ich specyfiki powrócimy na końcu artykułu.

Światopoglądowe różnice na mapie Polski.

Dla przypomnienia i uwydatnienia różnic warto przyjrzeć się mapom, które obrazują jak bardzo odmienni są mieszkańcy ziem odzyskanych w porównaniu z resztą Polaków.

pod względem podejścia do religii oraz norm moralnych, a bardziej szczegółowo pod względem częstotliwości uczęszczania na nabożeństwa, liczby zawieranych małżeństw wyznaniowych, czy nawet popełnianych przestępstw, czy wreszcie głosów oddanych na kandydatów partii prawicowych i liberalnych.

Mapy te potwierdzają to, co intuicyjnie wyczuwa niemal każdy obserwator życia publicznego, że ziemie odzyskane wykazują wyraźnie większy stopień liberalizacji.

Z tego schematu zdaje się jednak wyłamywać północna Wielkopolska oraz części województwa kujawsko-pomorskiego, regiony, które formalnie nie są zaliczane do ziem odzyskanych.

Po ich wysiedleniu również tutaj powstała konieczność uzupełniania luk demograficznych, choć skala osadnictwa była znacznie mniejsza niż na zachodzie i północy.

Żywioł osadniczy był obecny także w tych rejonach, co może po części tłumaczyć ich bardziej liberalną postawę światopoglądową w porównaniu z konserwatywnym wschodem kraju.

To istotny wątek, o którym warto pamiętać w każdej dyskusji dotyczącej regionalnego zróżnicowania postaw i wartości w Polsce.

Osadnictwo kierowano do pośrednich państwowych urzędów repatriacyjnych, zlokalizowanych w większych miastach, takich jak Wrocław, Legnica, Szczecin, Koszalin, Gdańsk czy Olsztyn.

Tam każda rodzina otrzymywała przydział zgodny z zapotrzebowaniem państwa oraz w miarę możliwości z kwalifikacjami zawodowymi osadników.

W warunkach gospodarki centralnie planowanej planowano również kwestie osadnictwa.

Choć teoretycznie można było odmówić przydziału, wiązało się to z ryzykiem długiego oczekiwania na nową propozycję, która mogła okazać się jeszcze mniej atrakcyjna.

Brak ciągłości kulturowej i rodzinnej miał poważniejsze konsekwencje niż jedynie mniejszy stół na święta Bożego Narodzenia.

Osłabienie więzi społecznych sprowadziło do większej anonimowości i słabego przywiązania do norm moralnych i społecznych.

Zanikły naturalne mechanizmy pozytywnie wpływające na ład i porządek, takie jak ostracyzm czy presja środowiskowa.

W porównaniu z 1,6 w województwie mazowieckim odsetek par żyjących w konkubinacie był zauważalnie wyższy w zachodniopomorskim 15% niż w podkarpackim 10%.

Odtworzenie życia religijnego na ziemiach zachodnich nie było łatwe, nie tylko z powodów społecznych, ale i historycznych.

W latach 1939-1945 Niemcy wymordowali około 20% polskich księży, a wiele seminariów duchownych zostało zamkniętych lub działało w ograniczonym zakresie.

Ponadto po wojnie tworzenie nowych parafii było trudne.

Wymagało zgody władz państwowych, które często blokowały zarówno wykorzystanie dawnych świątyń poniemieckich, jak również budowy nowych obiektów sakralnych.

Na domier złego księża wysyłani z centralnej Polski napotykali trudności z osiedlaniem się na ziemiach odzyskanych.

Choć na wsiach mieszkańcy często próbowali odtworzyć znane im zwyczaje, społeczeństwo zostało wyrwane z wcześniejszej rutyny.

Porównać to można do wpływu pandemii COVID-19 na uczestnictwo Polaków w nabożeństwach.

Rekordowe pod tym względem jest województwo warmińsko-mazurskie.

Najniższy wskaźnik notuje Małopolska 9 na 1000.

Poza Warmią i Mazurami próg 20 dłużników na 1000 mężczyzn przekroczono również w województwach pomorskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, lubuskim i dolnośląskim.

Anonimowość oraz trudne warunki życia w początkowym okresie osadnictwa na ziemiach odzyskanych sprzyjały nieetycznym postawom.

Po domach grasowały bandy szabrowników, nie tylko Polaków, lecz także czerwonoarmistów oraz Niemców, którzy znając zwyczaje dawnych sąsiadów, wiedzieli gdzie szukać kosztowności.

Dodatkowo zdecydowana większość osadników była zatrudniona w państwowych przedsiębiorstwach, zwłaszcza w państwowych gospodarstwach rolnych PGR, które dominowały na ziemiach odzyskanych.

Na terenach dawnego zaboru pruskiego, z wyjątkiem Kaszub, udział PGR w strukturze gospodarczej przekraczał 50%.

Wszystko to dopiero zaczynało powstawać, często z inicjatywy państwa.

Podejście Polaków do pracy w sektorze publicznym dobrze oddaje popularne powiedzenie – czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.

Z zakładów pracy wynoszono wszystko co tylko możliwe, od płodów rolnych, przez środki chemiczne, aż po gotowe sprzęty gospodarstwa domowego produkowane w fabrykach PRL.

Ten kulturowy rys cwaniaka i kombinatora do dziś pozostaje wyraźniejszy wśród mieszkańców naszych kresów zachodnich.

Jak wspomniano, w tych regionach obserwuje się również wyższy w porównaniu z resztą kraju poziom przestępczości.

Statystyki policyjne wskazują, że w województwach lubuskim i zachodniopomorskim wskaźniki przestępczości przewyższają średnią krajową.

Często tłumacze się to skutkami transformacji ustrojowej, w tym likwidacją PGR, która doprowadziła do bezrobocia i marginalizacji znacznych grup społecznych.

Kolejnym kluczowym aspektem środowiskowym kształtującym postawy moralne mieszkańców ziem zachodnich jest brak namacalnego zakorzenienia w polskiej tożsamości narodowej.

Mimo, że propaganda PRL podejmowała intensywne działania, by spolonizować miasta takie jak Szczecin czy Gorzów Wielkopolski, w oczach Polaków nie mogły wypełnić historycznej pustki.

W większości miast i wsi ziem odzyskanych próżno szukać wyraźnych polskich akcentów kulturowych czy historycznych.

Owszem, można przywoływać Wrocław jako prastary gród piastowski, czy Kołobrzeg jako siedzibę jednego z pierwszych polskich biskupstw, lecz są to raczej odległe odniesienia niż przejawy rzeczywistej historycznej obecności Polaków na tych terenach.

Lokalne społeczności borykają się z brakiem inspirujących postaci i bohaterów związanych z ich małymi ojczyznami.

Często taką rolę odgrywają żołnierze armii Berlinga, walczący o przełamanie Wału Pomorskiego, Okołobrzeg, a później forsujący Odrę.

Sumarycznie stanowi to jednak skromny substytut w porównaniu z bogactwem tradycji historycznych ziem centralnej i wschodniej Polski, gdzie nawet najmniejsze miasteczka i wsie przechowują w zbiorowej pamięci nazwiska bohaterów powstań XIX wieku, twórców niepodległościowych z pierwszych dekad XX wieku, czy żołnierzy podziemia z lat 1939-1953.

Nie wspominając już o rozpościerającej się na kilka wieków...

Czy brak wzorców patriotyzmu i poświęcenia dla ojczyzny wpływa na postawy Polaków z zachodu?

Jedynym badaniem uwzględniającym miejsce zamieszkania w kontekście stosunków Polaków do obowiązków wobec ojczyzny jest sondaż IBRY z 2015 roku.

Wynika z niego, że mężczyźni w wieku 18-60 lat, zamieszkujący wschodnią Polskę, a także województwa warmińsko-mazurskie i pomorskie, wykazują postawę proobronną.

Z kolei mieszkańcy Pomorza Zachodniego, Ziemi Lubuskiej, Dolnego Śląska i Opolszczyzny deklarują większą skłonność do poszukiwania schronienia w razie konfliktu zbrojnego.

W centralnej Polsce postawy te są bardziej zróżnicowane.

Na tle tych procesów kryje się sowiecka próba ukształtowania polskiego homo sovieticus.

Jak zauważa wspomniany wcześniej Grzegorz Strauchold, ziemie odzyskane stanowiły dla władz komunistycznych swoiste laboratorium społeczne, w którym dążono do stworzenia społeczeństwa wyzbytego przedwojennych tradycji.

Nacjonalizacja przemysłu, kolektywizacja rolnictwa w postaci PGR oraz propaganda laicyzacyjna miały na celu ujednolicenie postaw mieszkańców.

Konflikt między sowiecką wizją nowego człowieka a różnorodnymi odcieniami polskości przeniesionymi z terenów dawnej II Rzeczypospolitej ukształtował złożoną tożsamość regionu.

Wszystkie te procesy rozgrywały się w cieniu poczucia tymczasowości, o którym wspomniałem wcześniej.

Obawa przed powrotem Niemców podsycana niejasnymi ustaleniami międzynarodowymi sprawiała, że mieszkańcy traktowali nowe miejsca zamieszkania jako przejściowe.

XX wieku w zachodnioniemieckiej telewizji publicznej można było zobaczyć prognozy pogody dla Breslau czy Stettina.

To poczucie niepewności hamowało inwestycje lokalnych społeczności, a jednocześnie wzmagało ich mobilność.

Wielu mieszkańców poszukiwało legendarnego poniemieckiego bogactwa.

Polityczna mapa Polski

Historia ziem odzyskanych oraz specyfika zamieszkującej je ludności w znacznym stopniu wpływają na wybory polityczne tamtejszych Polaków.

Województwa lubuskie i zachodniopomorskie tradycyjnie określano mianem Czerwonych, ponieważ najlepsze wyniki osiągały tam formacje takie jak Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Kluczowe pytanie w tym kontekście brzmi, czy lewicowo-liberalne nastawienie mieszkańców tych regionów ma charakter trwały, czy jedynie przejściowy, a może jako Polacy jesteśmy skazani na stopniową liberalizację społeczeństwa, przy czym zachód naszego kraju po prostu szybciej uległ temu procesowi.

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, warto poruszyć jeszcze jedną istotną kwestię.

Rozwój dużych ośrodków miejskich, które od lat pozostają bastionami liberalnych ugrupowań politycznych.

Jedynym miastem wojewódzkim, w którym większość mieszkańców poparła Karola Nawrockiego, jest Rzeszów.

Cofając się dalej w przeszłość, przypomnimy sobie, że Lech Kaczyński sprawował urząd prezydenta Warszawy, ciesząc się silnym poparciem.

W drugiej turze wyborów w 2002 roku zdobył aż 70,54% głosów, czym wyraźnie pokonał Marka Balickiego z koalicji SLD-UP.

Skąd zatem współczesna dominacja liberalnych poglądów w dużych miastach?

Mechanizm ten wykazuje uderzające podobieństwo do procesów zachodzących na ziemiach odzyskanych w latach 40.

Winę ponoszą przede wszystkim migracje wewnętrzne.

Człowiek odcięty od rodziny i lokalnej wspólnoty, wolny od pozytywnego wpływu społecznej kontroli, staje przed pokusą porzucenia tradycyjnego porządku, który przez pokolenia kształtował Polaków.

Ponadto migracja do metropolii sprawia, że presja związana z małomiesteczkowo lub wiejską tożsamością, często silnie zakorzenioną w wartościach chrześcijańskich, ustępuje miejsca naciskowi hedonistycznego stylu życia i wielkomiejskiemu wyścigowi szczurów.

Oczywiście da się zidentyfikować pewne różnice między mechanizmem przemiany prowincjonalnego konserwatysty w liberalnego mieszkańca miasta, a procesami zachodzącymi na ziemiach odzyskanych, lecz ich istota pozostaje bardzo podobna.

Człowiek oderwany od swoich korzeni, ulegający atomizacji, odwraca się do tychczasowego porządku społecznego.

Z czasem na ziemiach odzyskanych powstały nowe punkty odniesienia dla lokalnej tożsamości, takie jak strajk szczecińskich stoczniowców w 1980 roku.

W regionie tym uformowały się lokalne grupy i stowarzyszenia, które wzmacniają poczucie lokalnej wspólnoty.

Wreszcie osadnicy założyli na nowych terenach nie lub bardziej liczne rodziny, a oni sami spoczęli w grobach na polskich cmentarzach.

Te okoliczności sprzyjają budowaniu dumy z lokalnego pochodzenia, konsolidacji społeczności, a także odbudowie wcześniej zatraconych wartości rodzinnych.

Wysuwam tezę, że społeczeństwo ziem odzyskanych również ulega procesowi, który można by było nazwać konserwatywnieniem, lecz opiera się na nieco innych wartościach niż te dominujące na wschodzie kraju.

Niektóre liberalne postulaty mogą wydawać się zbyt daleko idące.

Niestety brak jest badań, które analizowałyby podejście Polaków z różnych regionów kraju do współczesnych postulatów obozu lewicowo-liberalnego, takich jak kwazi małżeństwa osób tej samej płci, tranzycja płciowa dzieci czy eutanazja.

Czy wobec tego możemy zmierzyć te potencjalne zmiany w inny sposób?

Przed laty utarło się powiedzenie, że w rywalizacji między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską na mapach wyborczych widać zabory.

Faktycznie jeszcze w 2015 roku podział ten był wyraźny.

Jednak jeżeli porównamy mapy poparcia dla kandydatów w PCPO...

W poszczególnych gminach w drugiej turze wyborów prezydenckich w latach 2015, 2020 i 2025 można zauważyć, że od co najmniej pięciu lat granice zaborów przestają być widoczne, a coraz więcej gmin opowiada się za kandydatami prawicowymi.

podczas gdy w 2025 liczba ta spadła do 548.

Niewielki wzrost poparcia procentowego dla kandydatów PiS jest widoczny również w odniesieniu do województw zachodniej Polski.

Karol Nawrocki w 2025 roku poprawił wynik Andrzeja Dudy z 2015 roku we wszystkich województwach ziem odzyskanych, z wyjątkiem Dolnego Śląska.

Co ciekawe, tendencja ta występuje pomimo faktu, że w skali ogólnokrajowej kandydaci PO z wyborów na wybory nieznacznie zmniejszają dystans do swoich prawicowych konkurentów.

Fakt, że Dolny Śląsk wyróżnia się na tle tej tendencji wynika z roli Wrocławia, należącego do wielkiej piątki polskich metropolii, które przyciągają najwięcej nowych mieszkańców.

Do tej grupy zalicza się również Gdańsk, a wyniki wyborcze w województwie pomorskim wskazują na znacznie wolniejszy wzrost poparcia dla kandydatów szeroko rozumianej prawicy w porównaniu z innymi regionami ziem odzyskanych.

Należy też pamiętać, że terytorium dzisiejszego województwa pomorskiego to również w dużej mierze ziemie odzyskane.

Po każdych wyborach przegranych przez siły lewicowo-liberalne obserwowaliśmy wzmożoną frustrację wśród najbardziej zagorzałych ich zwolenników.

Osoby identyfikujące się jako należące do elity intelektualnej głośno mówiły o ciemnogrodzie i konieczności podzielenia Polski na dwie części.

W dużej mierze wiąże się to z postępującym ukorzenieniem się polskich rodzin, które od lat 80. przez kilka pokoleń budują swoje życie w tym laboratorium społecznym, jakim są te tereny.

Jednocześnie tym powolnym przesunięciom w stronę prawicy nie towarzyszy powrót Polaków do kościoła.

Wprawdzie ostatnie trzy lata przyniosły pewne wzrosty, ale ma to raczej związek z powrotem do normalności po pandemii i związanych z nią lockdownów, które dotknęły także kościoły.

Podobne tendencje wzrostowe obserwuje się w większości polskich diecezji.

Pomimo optymistycznego wniosku dotyczącego umacniania się konserwatyzmu na zachodzie Polski, nie można przeoczyć faktu, że społeczeństwo jako całość zmierza w stronę liberalizmu, ponieważ odrzuca tradycyjny porządek społeczny znany naszym rodzicom i dziadkom.

Proces ten jest szczególnie wyraźny w dużych miastach wojewódzkich, które bez wyjątku przekształcają się w kosmopolityczne tygle, gdzie życie jest podporządkowane karierze zawodowej i konsumpcjonizmowi, gdzie stabilność jest coraz rzadszym dobrem.

Dlatego właśnie uważam, że głównym zagrożeniem dla jedności polskiego narodu są migracje wewnętrzne, skierowane niemal wyłącznie do większych aglomeracji.

Tendencję tę nasilił powrót rządu Donalda Tuska do koncepcji rozwoju polaryzacyjnego-dyfuzyjnego, w którym prowincja jest dyskryminowana względem dużych aglomeracji.

Świadczy o tym rezygnację z rozbudowy powiatowej infrastruktury kolejowej w Polsce na rzecz kolei dużych prędkości, która ma obsługiwać jedynie miasta wojewódzkie, w pierwszej kolejności cztery najbardziej lewicowo-liberalne – Warszawę, Wrocław, Łódź i Poznań.

W sytuacji, gdy rząd będzie wspierał wielkie ośrodki miejskie, lokując w nich znaczące inwestycje, mniejsze miejscowości będą doświadczać dalszego drenażu kapitału na rzecz metropolii z Wielkiej Piątki.

Podsumowując, podział na zachodnią i wschodnią Polskę staje się coraz mniej aktualny.

Nie będzie odkrywcze stwierdzenie, że współcześnie główną osią polaryzacji jest kontrast między polską powiatową a metropolitalną.

Zrozumienie historii i genezy światopoglądowej specyfiki ziem odzyskanych ma znaczenie nie tylko dla lepszego poznania naszego narodu jako całości.

Mechanizmy odrywania jednostek od ich korzeni, rodzin i lokalnych wspólnot powinny być dobrze znane polskim narodowcom, a szerzej wszystkim ideowym osobom o poglądach prawicowych.

Biorąc pod uwagę destrukcyjny wpływ wielkich metropolii na poczucie tożsamości narodowej, w interesie szeroko rozumianej prawicy, nie tylko narodowej, mogłoby leżeć dążenie do dezurbanizacji dużych miast, gdyby uznać to za realny postulat.

Niewątpliwie jednak konieczne są preferencje prawne wspierające rozwój przedsiębiorczości na terenach wiejskich i w mniejszych miejscowościach, a także znaczące inwestycje infrastrukturalne, które priorytetowo uwzględniają potrzeby tych obszarów.

Celem jest ograniczenie migracji wewnętrznych oraz zachowanie wielopokoleniowego modelu rodziny, która żyje w bliskim sąsiedztwie.

Jak bowiem mówił kardynał Stefan Wyszyński, bez rodziny nie ma narodu, tak jak bez narodu trudno sobie wyobrazić zdrowe, porządne państwo.

W rodzinie rodzi się naród i wychowuje się poczucie ładu społecznego.

Zachęcamy Państwa serdecznie do polubienia i skomentowania tego nagrania, czym pomogą nam Państwo w docieraniu do nowych odbiorców.

Wspierać nas Państwo mogą za pośrednictwem serwisu Patronite pod adresem patronite.pl ukośnik nowylat, a wszelkie szczegóły odnośnie tej, a także innych możliwych form wsparcia znajdą Państwo w opisie tego nagrania.