Mentionsy

Normalnie o tej porze
21.08.2025 13:09

Dyskusyjny klub filmowy “Dobra wspólne” w MSN

Dyskusyjny klub filmowy “Dobra wspólne” w MSN

“Dobra wspólne” to wspólne zasoby, surowce i ziemia, które z założenia są bogactwem każdego z nas. Jednak o ich wykorzystaniu niekoniecznie decydujemy wszyscy. Wakacyjny klub filmowy “Dobra wspólne” pokazuje społeczności, które budują więzi poprzez relacje z ziemią. To nie tylko relacje człowiek-natura, ale też skomplikowane polityczne i środowiskowe współzależności, które niełatwo sklasyfikować. Pomagają w tym prowadzące cyklu: Ewelina Węgiel i Weronika Zalewska, w rozmowie z Ulą Ożarowską.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 120 wyników dla "M"

Słuchasz audycji Normalnie o tej porze.

Gdy ty wozisz się po mieście, my rozmawiamy z zajawkowiczami o kulturze i lifestyle'u.

Słuchaj na żywo codziennie po 15 albo odtwórz podcast na Radiocampus FM.

Daj znać, zasubskrybuj i zaobserwuj Radiocampus.

Ze mną w studiu Ewelina Węgiel i Weronika Zalewska, artystki wizualne i kuratorki prowadzące dyskucyjnego klubu filmowego Dobra Wspólne w Kinomuzeum.

Cześć, witamy.

Jak tak się zastanawiałam nad tym, jaki mógłby być taki motyw wspólny filmów w tym waszym cyklu.

to od razu wpadłam na motyw z filmu Salome Jashi, kiedy te wielkie drzewa były wycinane, wykopywane i przynoszone do posiadłości gruzińskiego miliardera.

I tak naprawdę ten motyw był dla mnie taką esencją

hipokryzji, trochę takiej śmiesznej, ale też i tragicznej relacji człowieka z naturą.

Jak dla Was, jak Wy sądzicie, czy ten motyw dobrze by określał motyw przewodni tego cyklu Waszych filmów?

W pewnym sensie tak.

Ja myślę, że te relacje w każdym filmie są nieco inne.

Generalnie wiele z tych filmów, które pokazujemy, rzeczywiście wraca do miejsc, z których w ogóle pochodzą artystki, reżyserki, które te filmy tworzą.

Więc jest tam też dużo ciepła i jakichś takich struktur społecznych, które działają na innych zasadach i też alternatywnie, ale z drugiej strony też rzeczywiście odchodzimy od jednoznacznej romantyzacji też tego, co dzieje się na przykład poza miastem, na wsi i wydaje mi się, że w ogóle te relacje, które występują w filmie, o którym mówisz, rzeczywiście...

wyjątkowo gdzieś wchodzą w takie zawiłości też ekonomiczne w relacji z ziemią, bo tam też pojawia się taka sytuacja, w której tak naprawdę często to sprzedanie wielkiego, starego drzewa, w którym często społeczności mają jakieś bliskie relacje, jest jedyną możliwością, takim przetargiem, żeby zdobyć na przykład dostęp do lepszej drogi, zbudowaną właśnie drogę, żeby to drzewo mogło w ogóle przejechać i

Jest to często taki deal, w którym dostaje się dostęp do prądu, więc często właśnie te ironie całej transakcyjności też bycia w naturze, poza miastem, rzeczywiście pokazują, że te relacje są wszędzie bardzo uwikłane.

I też nawet ta nazwa DKF-u, Dobra Wspólna, która myślę, że brzmi bardzo tak afirmująco, miękko,

ale miała też trochę pokazać taki dualizm.

Może on bardziej się ujawnia w języku angielskim, jak jest to słowo goods, które rzeczywiście od razu sugeruje też jakąś taką ekonomizację i po prostu goods, dobra jako produkty, ale nam też trochę chodziło o takie przełamanie.

jakiś metod współdzielenia, wzrostu, jakichś takich struktur poza pieniądzem, a z drugiej strony właśnie tego, jak te dobra wspólne są wiecznie ekonomizowane, od wody, gleby, po bardzo różne rzeczy, które się stają produktami.

Tak właśnie, bo ten tytuł mi się też, dobra wspólne, skojarzył z tym, czy właśnie, że są wspólne, ale tak naprawdę, czy naprawdę są wspólne, do kogo tak naprawdę należą.

Wiele tych filmów daje odpowiedzi, ale wiele pozostaje tak naprawdę bez odpowiedzi na to pytanie i te więzi społeczne jakoś tak zostawia otwarte i niedopowiedziane.

Ale na pewno też przez to, że w waszych spotkaniach jest to spotkanie przed, są też spotkania potem, dyskusje, to te jakoś nieścisłości, nieodpowiedziane pytania można trochę wyjaśnić i trochę uzyskać na nie odpowiedź.

Tak, w ogóle cała idea programu wzięła się z tego, że gdzieś tam z Weroniką dużo rozmawiałyśmy o tym właściwie, co my jako osoby artystyczne możemy zrobić w takiej ciężkiej sytuacji po prostu związanej z kryzysem klimatycznym, z różnymi wojnami, kryzysami, których doświadczamy, którymi jesteśmy świadkiniami.

I właśnie z tego pojawił się ten pomysł, żeby właśnie pokazywać i zapraszać osoby właśnie i w ramach jakiejś wspólnoty o tym rozmawiać, o tym kryzysie, w którym jesteśmy, o tym momencie.

No i właśnie też w tych filmach dużo jest różnych form oporu, takich codziennych, małych czynności i sposobów radzenia sobie właśnie z problemami.

Na przykład film Bosko we wspaniały sposób właśnie podchodzi do problemu, jakim jest zanikanie wiosek i inne filmy też właśnie pokazują to, w jaki sposób osoby radzą sobie z znikaniem miejsc, w ogóle z znikaniem wiosek.

I dużo też w naszym programie jest w ogóle żałoby.

Dużo jest właśnie jakiejś melancholii, smutku za tym, co odchodzi, ale uważamy, że super jest właśnie spotkać się i przemyśleć, odczuć, porozmawiać o tym, w jaki sposób teraz możemy też działać.

Tak, trochę nas zdziwiło to, ile koniec końców okazało się, że jest w tych pracach historii, jakichś takich śladów, które się właśnie w miejscu ujawniają w momencie, jak ta narracja, ta opowieść staje się właśnie inna, trochę często pozascenariuszowa.

Właśnie ostatnio jeden reżyser, którego pokazywałyśmy, Fra Martino, on właśnie mówił, że jego film pochodzi z ziemi, z piachu raczej niż z kartek scenariusza i mam wrażenie, że właśnie przez to inne pokazania, nie przez ten taki wielki film, przez te wielkie kinowe gesty, tylko przez jakieś takie nielinearne formy, często okazało się, że lądujemy w jakichś miejscach, które w dziwny sposób spotykają właśnie i rzeczywistość, i mitologię, i przeszłość, i przyszłość.

No i często są to rzeczywiście też wątki bardzo zawiłe politycznie, gdzie w jakiejś takiej pozornie idyllicznej miejscowości nagle ukazują się jakieś różne przecięcia polityki tej dużej, tej małej, na przykład dwa tygodnie temu.

miałyśmy dużo wątków związanych z jedną wioską, z której właśnie pochodzi rodzina reżyserki, które totalnie po prostu były warstwami i warstwami historii ormiańskiej, kurdyjskiej i te nasze wstępy trochę pomagają te wątki może nie wyjaśnić, ale trochę właśnie

Przybliżyć, rozszczelnić i właśnie często dotyczą też jakiegoś takiego tła polityczno-społecznego, choć też staramy się nie zagadywać.

To jest zawsze wyzwaniem na ile powiedzieć przed takim filmem, który jest super imersyjny, ile powiedzieć przed.

Tak i też ważne jest to, że w ogóle filmy, które wybieramy często są tworzone w bardzo długich procesach i angażują też osoby społeczności, są same w sobie w ogóle dobrym, wspólnym, są taką tymczasową,

która pomaga zaangażować właśnie całe społeczności, stworzyć coś razem, coś, co będzie mogło w pewien sposób przekazać wiedzę następnym pokoleniom albo w ogóle pokazać coś, jakieś tajemnice nieodkryte, czy jakieś ważne rzeczy z codziennego życia wspólnot ludzkich czy nieludzkich.

Chciałam wrócić do samego programu.

Czy były tam filmy, jeżeli w ogóle możecie tak powiedzieć, czy był film, który był dla Was najważniejszy?

Może obie spróbujemy powiedzieć o kilku, które coś wyjątkowego nam zrobiły.

Ja może zacznę od filmu polskiego, który jest mi wyjątkowo bliski i który wydaje mi się, że też jest...

Filmem bardzo rzadko w Polsce puszczanym.

On miał premierę dwa czy trzy lata temu na Nowych Horyzontach, a potem właściwie taką mikrodystrybucję w kinie Muranów, ale to były dosłownie dwie, trzy projekcje.

To jest film kolektywu MML, polsko-szwajcarskiego kolektywu, na który składa się Michał i Maciej Modratce, to są bracia i Gilles Lapore.

Film nazywa się Wabik, Tracking Satires, ma podwójną nazwę.

I odnosi się, czy punktem wyjścia jest dramat satyrowy Sophoclesa, ale przeprowadza nas właściwie przez bardzo dziwne, alternatywne miejsca i sceny w samej Polsce.

imersyjnych, czarno-białych zdjęciach.

Przez te wszystkie miejsca i taką współczesną, też trochę ciężką właśnie, ciężką powietrzem Polskę przeprowadzają nas postaci, które w jakimś sensie są trochę z boku, są zmarginalizowane albo trochę funkcjonują na inny sposób w dzisiejszym świecie.

I to też są osoby, które funkcjonują w tym filmie jako aktorzy, ale zostały jakby trochę wzięte z tych światów i tak naprawdę grają często w jakimś sensie samych siebie.

To są osoby queerowe, jest tam jeden aktor, który spędził kilkadziesiąt lat w więzieniu, jest poeta, który zamieszkuje częściowo w Puszczy Białowieskiej w kryzysie bezdomności i to jest takie dziwne połączenie baśni, a z jednej strony przez tą baśń jakiegoś głębszego opowiedzenia momentu, w którym jesteśmy.

No dla mnie na pewno dwa filmy Taming the Garden.

Jak reżyserka mówi, nasz były premier ma ciekawą pasję.

Uwielbia kolekcjonować najstarsze w kraju i poza krajem drzewa.

No i ten film pokazuje jakąś po prostu...

niesamowitą skalę tej władzy, którą ten premier ma w Gruzji i w jaki sposób nad tymi dobrami wspólnymi panuje, a ludzie muszą się temu poddawać i oddawać nawet cząstkę siebie, bo każde to drzewo

korzenie miało nie tylko w ziemi, nie tylko właśnie w jakimś miejscu, ale też głęboko w rodzinach i w samych osobach, więc tam też jest dużo właśnie przeżywania i melancholii związanej właśnie z przewożeniem członków tych społeczności, czyli drzew.

I reżyserka właściwie nie ocenia tego całego procesu, tylko pokazuje nam całą kompleksowość związaną z...

Ja chciałam jeszcze powiedzieć o jednym filmie, który nazywa się Rock Bottom Riser, autorstwa Ferna Sealy, który wydaje mi się, że był jakąś taką wyjątkową ucztą wizualną dla nas, bo jest kompletnie nielinearny i trochę też nawiązuje do jakichś takich obrazów popkulturowych, a wydaje mi się, że może być szczególnie ciekawy też dla osób między innymi studenckich, ale w kontekście też takiego...

przewrotnego spojrzenia na naukę, bo tam pojawia się wątek budowania największego teleskopu na świecie, który miał zostać wybudowany na Hawajach, na górze Maunakea, która jest taką świętą górą dla społeczności hawajskiej.

Notabene najwyższa góra na świecie, jeżeli mierzyć ją od trzonu, ma ponad 10 tysięcy metrów.

Wydaje mi się, że ten film nie dopowiada i zadaje bardzo dużo pytań, jeżeli chodzi o to, czym jest nauka

co powinna zrobić, jaka jest jej etyka i też w przewrotny sposób w ogóle wraca do samej historii Hawajów i regionu, czyli tej rdzennej wiedzy nawigacji polynezyjskiej, która się wydarzała za pomocą gwiazd, więc

Jest niesamowitym połączeniem tego, czym nauka była i jak te społeczności zasiedlały okoliczne wyspy, a jak potem te różne też rodzaje kolonizacji, też współczesna kolonizacja amerykańska zmieniła tą całą strukturę miejsc i tego, kto nimi zarządza, bo tak naprawdę większość tych istniejących już teleskopów, bo część z nich już istnieje, dzierża w ziemię za chyba dolara rocznie w tym miejscu.

Właśnie w wielu tych filmach wydaje mi się, że widać dokładnie takie starcie między lokalną społecznością a gigantami, nie tylko gigantami polityki, tak jak mówiliśmy o premierze Gruzji, ale też gigantami nauki.

I każdy tak naprawdę stara się znaleźć swoje miejsce tam.

i ludzie próbują znaleźć swoje miejsce, ale też natura.

Natura, bardzo dobrze to wiemy, że tak naprawdę wkrada się i czasami ona jeszcze silniej umie walczyć o swoje miejsce niż ludzie.

Więc to są takie przyploty, które pięknie widać w tych wszystkich filmach.

No i też ja myślę, że też to uwikłanie i niejasność czasem tego, czym dzisiaj jest ta rdzenność, też w tym późnym kapitalizmie, bo nawet w przypadku tych Hawajów i protestów, które się wydarzyły i które sprawiły, że ten teleskop nie został wybudowany, to też nie jest tak, że po jednej stronie były osoby rdzenne, po drugiej biali Amerykanie, bo rzeczywiście też były osoby...

które mówiły, że po prostu chciałyby, żeby ta nauka rozwijała się w ten sposób u nich, że to może być jakiś sposób odejścia od polegania na turystyce jako głównym przychodzie.

Te głosy były bardzo różne, więc też często pokazuje skomplikowanie i uwikłanie nas wszystkich w dzisiejsze systemy.

Mówiłyśmy już o filmach, które już były w ramach Waszego klubu, a co jeszcze nas czeka?

Bo jeszcze dwa spotkania, najbliższe w tą niedzielę, już o 18 w Kinomuzeum, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Tak, następnym filmem będzie film Aiste Regulite, która nas odwiedzi.

Jest to film, którego główną osią jest...

Kultura myśliwska i też kultura taksydermii, która jest jakimś takim ostatnio popularnym motywem w sztuce, ale wydaje mi się, że w filmie Aiste jakoś tak wyjątkowo wprowadza nas w dziwność tych relacji z ciałami zwierząt, ich apropriacją.

z tą ludzko-zwierzęcą, więc ten film wydaje mi się, że też pokaże kulturę nam bliską, no bo reżyserka jest z Litwy w bardzo ciekawy sposób.

Wrócimy do filmu eksperymentalnego, bo to jest też wasza działalność poza tym klubem.

Wasza działalność artystyczna skupia wiele tych wątków, które obracają się w ramach tego cyklu filmowego, ale zajmujecie się też filmem eksperymentalnym i propagowaniem tego rodzaju działalności artystycznej, czy można by to tak nazwać?

Znaczy no na razie może jeszcze to propagowanie jest właśnie tym DKF-em.

Jest to jakaś nasza pierwsza próba w ogóle właśnie oglądania wspólnego z osobami i zapraszania na seanse.

No ale podjęłyśmy...

W listopadzie ubiegłego roku takie bardziej konkretne działania i zorganizowałyśmy konferencję w Zamku Jazdowskim.

Było to spotkanie środowiska i po prostu rozmowa na temat tego, czego potrzeba filmowi eksperymentalnemu i artystycznemu.

Inspirowałyśmy się też przykładami z zagranicy.

Zaprosiłyśmy rozmówczynie takie jak Martę Chryniuk, Lawinie Rato i Anię Kołyszko do rozmowy właśnie o tym, jak sytuacja wygląda za granicą.

Oczywiście też za granicą nie jest kolorowo, ale myślę, że w Polsce w ogóle jest właśnie duża dziura, jeżeli chodzi o finansowanie takich filmów artystycznych.

My potrzebujemy generalnie sprzętu i jakichś minimalnych zasobów, żeby móc pracować, co często nie jest uwzględniane w produkcjach prac na wystawy.

Napisałyśmy list otwarty środowiska filmu artystycznego do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w którym przedstawiamy sytuację i nasze postulaty.

Tak, czujemy, że w Polsce rzeczywiście ta wyrwa między światem filmu a sztuk wizualnych jest duża i mimo, że jest bardzo dużo pracowni czy katedr filmu eksperymentalnego czy sztuki mediów na szkołach artystycznych, to potem coś się wydarza.

Coś takiego, że mimo, że osoby studenckie często kończą szkołę dyplomami z pracami wideo, potem okazuje się, że te osoby gdzieś tam nam giną albo zaczynają działać bardziej w malarstwie czy rzeźbie, no bo rzeczywiście robienie filmów jest po prostu ogromnym wydatkiem.

a świat filmu generalnie eksperymentu powiedziałabym, że nie wspiera.

Granty Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej generalnie jednak funkcjonują dla filmów tradycyjnie rozumianych, tradycyjnie w kontekście linearności scenariusza, głównego bohatera, podróży bohatera, takich konwencji, które wydaje mi się, że już odchodzą i nawet patrząc na festiwale filmowe te rozszczelnienia istnieją i wydaje mi się, że coraz więcej jest

No właśnie, a okazuje się, że na eksperyment, mimo że potrzebujemy często mniej pieniędzy niż takie właśnie wielkie, piswowe firmy, no to tych pieniędzy nie ma, bo często muzea...

czy galerie sztuk wizualnych po prostu czy nie mają, czy nie zamrażają akurat pieniędzy na produkowanie prac.

Okazuje się więc, że żeby zaprosić kogoś do współpracy, nawet pojedynczą osobę do zrobienia dźwięku, czy operatorki, osoby muszą wygarniać pieniądze z własnych kieszeni.

i nie ma nawet tych 10-20 tysięcy, żeby zrobić jakieś mikrodziałanie wspólnie.

Więc dążymy do tego, żeby jednak to zmieniać i żeby jakiś most między tymi światami zbudować, bo czasami naprawdę małym nakładem jakichś takich działań społecznościowych, mentorskich.

i też częściowo produkcyjnych, to środowisko można zmienić i sprawić, że rzeczywiście więcej takich prac powstanie, a uważamy też, że to są takie prace, które o współczesności mogą mówić w bardzo złożony sposób i zupełnie inaczej też angażować się w działanie w społeczności, w etykę robienia filmu ze społecznością, puszczanie filmów w małych miastach.

To jest po prostu jakiś ogrom rzeczy, które za pomocą filmów, pod pretekstem oglądania filmów na poziomie takim edukacyjnym i społecznym

wydarzyć się mogą.

A dobrze wiemy, że tych miejsc i sytuacji spotkania w dzisiejszych czasach, tego wyjścia z domu i rozmowy jest bardzo niewiele.

Bo przy wielu też filmach w ramach Waszego cyklu się pojawiało, że to był bardzo długotrwały proces, tworzenie tych filmów.

I czy, pierwsze pytanie, czy waszym zdaniem to jest właśnie jakąś przeszkodą, która powoduje to, że tak trudno jest tworzyć te filmy, że to są długotrwałe procesy, które wymagają jednak więcej czasu, większego zaangażowania?

A drugie pytanie, czy kiedy spotykałyście, bo spotykałyście w ramach tego cyklu też twórców tych filmów, czy oni też się spotkali z takimi trudnościami?

Na razie właściwie spotkaliśmy się z kolektywem MML i oczywiście oni spotkali się z trudnościami, jeżeli chodzi o produkcję filmową, ale oni jakby twardym głosem mówią, że właśnie dlatego, że jest trudno, trzeba robić film.

Wydaje mi się, że kwestia tego, że ten proces jest taki długi nie jest aż tak trudna.

Bardziej, że te procesy nasze są totalnie inne niż klasyczne jakieś procesy powstawania dokumentu czy...

czy filmu fabularnego i to nie mieści się w ogóle w ramach właśnie tych polskich grantów, bo często nawet u osób, które puszczałyśmy właściwie na naszym programie Dobra Wspólne, często tam ekipa była bardzo mała i dzięki temu ten czas mógł być wydłużony z angażowania i tak jak już Weronika powiedziała, to te nasze budżety, nawet jeżeli film robi się długo,

Nie muszą być wcale właściwie takie duże jak filmów pełnometrażowych, fabularnych.

No to jest ciekawe, że właściwie przecież te standardowe filmy też zazwyczaj zajmują mnóstwo czasu, wiele lat, więc jeżeli chodzi o to, wydaje mi się, że eksperyment się jakoś nie wyróżnia, jest to raczej kwestia wartościowania i tego, że projekty, które po prostu w inny sposób...

prowadzą narrację, inaczej o świecie opowiadają, po prostu w jakimś sensie nie mogą przejść przez rodzaj, no nie wiem, takich trochę czasami konserwatywnych układów, gdzie pewne osoby lubią, że jest tak, jak jest, mimo że te filmy najbardziej gdzieś tam komercyjne, popularne, które dostają miliony, a może nawet dziesiątki milionów,

to nie jest tak, że one się zwracają, bo tak naprawdę pojedyncze filmy w Polsce, które się realnie zwracają, to są pewnie jakieś po prostu listy do M, ale te duże filmy też nie są jakimś zarobkiem dla PiS-u, to jest raczej zarobek dla producentów, którzy po prostu biorą większość z tych grantów publicznych, bo tak naprawdę oni są beneficjentami, więc

Jest to skomplikowany układ producentów, który wydaje mi się, że w filmie eksperymentalnym nie zadziała, bo nie mamy osób produkujących filmy eksperymentalne albo nawet podejrzewam, że w naszym układzie moglibyśmy takich producentów nie potrzebować.

Nam by wystarczyło, żeby mieć wsparcie procesualne, na przykład od jakiejś instytucji sztuki typu Zachęty, Ujazdowskiego czy jakiejś sieci BWA.

Więc nasz pomysł właściwie wychodzi spoza struktury producenckiej, na której cały świat filmu stoi, a która wydaje nam się, że nie jest do końca zdrowa.

Tak jak powiedziałaś o kolektywie, że im trudniej, tym bardziej warto filmy tworzyć, to ja jeszcze dodam, że tym bardziej warto na pewno oglądać i przychodzić do Was w niedzielę wakacyjne o 18 do Kinomuzeum w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Ze mną była Ewelina Węgiel i Weronika Zalewska.

Dzięki, zapraszamy.

0:00
0:00