Mentionsy
Lwowska fala. Odc. 278
Rodem kielczanin, sercem bytomianin, przedsiębiorca i filantrop. W poniedziałek 20 października, Leszek Dziub otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Bytomia. Wywiad z laureatem przeprowadziła Danuta Skalska!
Gość Ewy Węglarz w studio: dr Dominik Abłamowicz - archeolog, od 2018 roku pracuje
w Biurze Upamiętniania Walk i Męczeństwa Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Opowie o uroczystości patriotycznej, która odbędzie się 31 października o godz. 16.00 na cmentarzu Mater Dolorosa (ul. Piekarska) przy Memoriale Pamięci Orląt Lwowskich i Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa.
Marian Frużyński korespondent ze Lwowa opowie o ludobójstwie na Kresach w latach 1937-1938.
Agnieszka Baron-Twarkowska - relacja z Centrum Kresowego w Bytomiu, gdzie odbyło się spotkanie z Kamilem Stefanem Woźniakiem Prezesem Towarzystwa Miłośników Lwowa
i Kresów Południow-Wschodnich (oddział w Krakowie) pt. „Od Krakowa do Lwowa”.
Niewielu wie, że w latach '30 w Polsce odbyło się Grand Prix... Lwowa. Porównywano je
z najsłynniejszym wyścigiem ulicznym o Grand Prix Monaco. O szczegółach Krzysztof Słabikowski i jego gość Mikołaj Sokół - dziennikarz i publicysta.
Cykl spotkań z kulturą kontynuuje nasz korespondent ze Lwowa Marian Frużyński!
Nagranie o XX festiwalu polskich filmów – wywiew z Konsul Dianą Graczyk.
Szukaj w treści odcinka
Polskie Radio Lwów i wszystkie rozgłosznie polskie.
Niech inni zjadą, nie mogą cię cofnąć, No widnia Paryża, lód i lno.
A ja się ze lwowa nie ruszam za mną, Za skarb, do skarż i dłoń.
Tylko we Wowie!
Gdzie śpiewem w tytulu i budzę ze snu?
Tylko we Wowie!
I bogać i dziad, tu słosa pan brat, i kurzdy ma uśmiech na twarzy.
I gdybym się kiedyś urodzić miał znowu, tylko bym owiec.
I szkoda gadania i co chcesz znowu, nie ma.
Dzień dobry Państwu.
Tu Lwowska Fala.
Płyniemy do Was ostatnią niedzielę października 2025 roku.
Zapraszamy jak co tydzień na poranną kawę z Lwowską Falą.
Dobry wieczór mówimy przyjaciołom na drugiej półkuli.
Wszystkich Was, lwowiaków i ślązaków, rodaków na wschodzie, w Kanadzie, Australii, Ameryce, przyjaciół u Lwowa, gdziekolwiek są, a także i tych, którzy chcieliby do nas dołączyć, przygarniamy do naszej kresowej rodziny i zapraszamy na 983.
Spotkanie ze Lwowem na antenie Polskiego Radia Katowice w programie o kresach nie tylko dla kresowian.
Lwowska fala nadal płynie i płynąć będzie jak Wisła do Gdańska.
Serdecznie pozdrawiamy naszą redaktorkę Danutę Skalską, Ewa Weglasz przy mikrofonie i Krzysztof Kiczek, reżyser dźwięku.
Witają Was kochani, najserdeczniej lwowskim dajoj!
Szanowni Państwo, rodem Kielczanin, sercem Bytomianin, przedsiębiorca i filantro.
W poniedziałek, 20 października, Leszek Dziub otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Bytomia, a wywiad z nim przeprowadziła Danuta Skalska.
Proszę Państwa, Opera Śląska i szczególna uroczystość.
Honorowy obywatel miasta Bytomia otrzymał dziś pan Leszek Dziup.
Człowiek niezwykły wprost dla Bytomia.
ale również dla Lwowa, dla Kresów, dla Polaków mieszkających tam za wschodnią granicą.
O to właśnie pytam dziś, panie Leszku, o te wszystkie sprawy, które łączyły nas i łączą nieustannie, jeśli chodzi o Kresy i Polskę i to wszystko, co dla nas jest tak ważne.
Ja wiem, że Polacy mieszkający za wschodnią granicą mają bardzo ciężko, ale naprawdę bardzo ciężko.
Dlatego staram się, jeżeli mam tylko możliwość, żeby im pomóc w różny sposób.
chociażby i dzisiaj tak w kwestach, gdzie uzbieraliśmy dosyć pokazną kwotę, bo prawie ponad 6 tysięcy złotych.
Jest to kwota dosyć, wydaje mi się, duża.
Będziemy na gali przedsiębiorców 14 listopada również zbierali.
Także myślę, że uzbieramy i przekażemy tym biednym dzieciom, które tam mieszkają za wschodnią granicę,
A tym bardziej, że zbliżają się święta i czasami tam na pewno będzie sytuacja taka, że niektóre dzieci nie będą miały co na tą Wigilię zjeść, na te święta zjeść.
Także tutaj wydaje mi się, że ta pomoc jest konieczna i wszyscy powinniśmy pomagać.
Ta ogromna pomoc i wielkie serce dla Polaków na wschodzie, to jedna sprawa, ale przecież ten nam mater dolorosa.
Memoriał, no więc ten memoriał to bardzo się cieszę, gdy przyjeżdżam piekarską.
To był, pani redaktor, twój, Danusiu, pomysł, który żeśmy wspólnie zrealizowali i ja się tak cieszę, bo ten krzyż stał pod płotem, pod murem koło budowlanki, a teraz tam zawsze świecą się znicze.
Ludzie pamiętają, ja mam telefony z różnych miast, jak to się udało zrobić, jak to jest i tu by trzeba podziękować księdzu Rzeszczakowi, który po prostu wyraził zgodę na postawienie tego memoriału.
Jest piękny, jestem dumny z niego, naprawdę jestem dumny, że się udało to zrealizować.
Jeszcze przecież jest Jasna Góra, Jasna Góra, której co roku wspierasz nasze stowarzyszenie.
No więc tutaj to już jest tradycja od lat, zresztą zainicjowana przez Ciebie.
że co roku jesteśmy na Jasnej Górze, mamy ten piękny biało-czerwony wieniec z szarfami i składamy go na Jasnej Górze w hołdzie pamięci od mieszkańców Bytomia.
Wiem, że razem ze swoimi kolegami wyjeżdżasz do Lwowa, wyjeżdżasz na Kresy, bo tam cię po prostu ciągnie.
Tak, no ciągnie mnie, bo to jest historia, którą my chcemy bliżej poznać, zwiedzić i mamy faktycznie taką grupę, gdzie wyjeżdżamy, zwiedzamy.
No teraz, ponieważ jest ta wojna, no to przestaliśmy, mamy przerwę, ale myślę, że ten pokój w końcu nastąpi i na pewno tam się wybierzemy.
Tak, pracują po prostu, ja jestem z nich zadowolony, oni też są zadowoleni i wspólnie po prostu realizujemy tutaj różne obiekty.
Z Bukowiny Ukraińskiej tam ksiądz Bożek wybudował kościół wspólnie, zresztą przy pomocy twojej, przy pomocy dyrektora Klabisa, przy pomocy Basi Kulikowskiej.
Wspólnie ten kościół powstał po prostu i trzeba się po prostu cieszyć i czekać na pokój, oby on jak najszybciej nastąpił.
Przypominamy, że w szeregu honorowych obywateli miasta Bytomia stanęła w ubiegłym roku sama Danuta Skalska.
A skoro mowa była o pomocy dla dzieci na Kresach i Śląsku, także żywnościowej, to proponuję za sprawą Włady Majewskiej przypomnieć sobie, jak smakuje chlip gulikowski.
Ja nie wiem skąd się nagle przypomniało to mi Może mi się w nocy przyśniło podświadomie Może jak ja koło piekarza przychodzę Ten kminek zapachem zajechał mi po drodze I już ja nieprzytomna i w nosie mi się kręci I ciągle przed oczyma stoi mi w pamięci
Jak to jest z Warszawy, z Poznania albo z Łodzi, nie szkodzi, ale przecież on nie wie o co chodzi, to skąd on może wiedzieć, nawet jak się dowi, że mile od Lwowa w miasteczku Kulikowi była cechowa piekarska osada i piekli tam piekarze z dziada prapradziada.
Chlip ten, chlip kulikowski, chlip kulikowski, chlip kulikowski, chlip ten, chlip kulikowski, chlip, chlip, chlip.
Taki duży bochem nabohni skorupka, jak z wiśniowego drzewa, ali krucha, ali chrupka.
Po trzynastu latach, ta ja pamiętam jeszcze, jak świeci, jak blyszczy się, jak szęszczy i jak trzeszczy i pachni.
Jak tylikusi wejdzie do kuchni, to ja wam więcej powiem.
Jak czasem wiatr dmuchnie na rynku od straganu, to nagle całym rynkiem zajedzie tym zapachem, tą skórką i tym kminkiem.
A jak go przykrajać, nim mama go przykraje, przyżegna jego zawsze taki miała obyczaj.
Ale nasz nie tutejszy Że jak zjesz go To kamień w żołądku jest lżejszy Ale lekki jak pianka Aż dotknąć się frajda Już w ręku pachnąca Gorąca jeszcze pajda Jak żywa to zdaj się Że nagli tobie powie To zjedz mnie I niech tobie wyjdzie na zdrowie Chlip, chlip
Chlip kulikowski, chlip kulikowski, chlip kulikowski Chlip, chlip, chlip kulikowski, chlip, chlip, chlip Co ja wygaduję?
Bożysz ty mój, bożysz Proszę ci z łzami, zrób to możesz Przecież ja nie proszę samego łakomstwa Żeby to zostało dla Lwowa, dla potomstwa
Dla tych lwowskich dzieci, co rosną wśród Anglików, może kto z piekarzy, który z czyladników, jeszcze tam pamięta, jaka to recepta.
Niech on ją zapisze, niech on ją wyszepta, dzieciom umierając, tak by jego synek wiedział, ile mąki, ile drożdży i jaki gminyk.
Niech to ocaleje, niech to się uchowa, ta mała cząsteczka.
Prawdziwego Lwowa Bo Lwów to nie jest tylko Ukolica na mapach To ludzi, to ta mowa I piosenka, i ten zapach Czujesz?
Szanowni Państwo, zaczął się ostatni tydzień października.
To czas szczególny, poprzedzający uroczystość Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny.
W tych dniach towarzyszyć nam będą zatuma, melancholia, refleksja, często smutek, żal, tęsknota.
31 października odbędzie się w Bytomiu uroczystość, która będzie wspaniałą okazją do oddania także hołdu tym, którzy w obronie naszej ojczyzny oddali życie.
O tym porozmawiam z naszym gościem w studio.
Pan dr Dominik Abłamowicz, archeolog z wykształcenia, obecnie pracuje jako główny specjalista w Oddziałowym Biurze Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Katowicach.
Dzień dobry państwu.
W takim razie proszę opowiedzieć, cóż to wydarzy się w Bytomiu 31 października o godzinie 16.
Ja bardzo dziękuję pani redaktor za zaproszenie i chciałem państwa zaprosić, korzystając właśnie z tej możliwości, wszystkich państwa 31 października, czyli następny piątek o godzinie 16 na...
cmentarzu Mater Dolorosa, czyli takiej nekropolii narodowej, historycznej w Bytomiu, odbędą się uroczystości przypominające przy Memoriale Pamięci Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, uroczystości związane z pamięcią o tzw.
obronie Lwowa w listopadzie 1918 roku.
Ta inicjatywa pamięci, czy powstania tego memoriału na cmentarzu Mater Dolorosa w Bytomiu, no łączy się naturalnie z działalnością
Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu z panią Dantą Skalską, która od lat o Lwowie, o tym, że około 10 milionów ludzi w Polsce, jak się szacuje, pochodzi, czy ma korzenie wschodnie, pochodzi stamtąd, nie tylko z terenu Lwowa, ale i z innych terenów na wschód położonych od dzisiejszej Rzeczypospolitej.
No więc właśnie to głównie jest inicjatywa Stowarzyszenia Bytomskiego, tak zwanego Światowego Kongresu Kresowian.
Więc z jednej strony w obecności Kresowian, tych, którzy się poczuwają do historii, do pamięci o swoich przodkach, o lwowiakach, o tych horlętach lwowskich, doszło do przygotowania kolejnej edycji podobnego przedsięwzięcia, ale...
I tu chciałem Państwu powiedzieć, wspomnieć też i o tym, że tego typu uroczystości, pamięci odbywają się od wielu lat.
Staraniem właśnie w Bytomiu, między innymi właśnie pani Danuty Skalskiej, to ta uroczystość tegoroczna będzie miała pewien szczególny akcent.
Otóż staraniem Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach udało się wyremontować położony na cmentarzu Mater Dolorza i zapomniany grób Wielkiego Lłowiaka.
O tej osobie niestety wiele osób nie pamiętało.
Mam tu na myśli nagrobek Antoniego Nestorowskiego, który w końcu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku był faktycznym architektem budującym i nadzorującym budowę cmentarza obrońców Lwowa, zwanego też cmentarzem Orląt.
Niedawno udało nam się, jak wspomniałem Państwu, ten nagrobek wyremontować i to na dodatek, co trudno oczywiście pokazać w polskim radio.
Ten cmentarz jest wyremontowany nieco na wzór tych mogił, które do dzisiaj znajdują się we Lwowie, na terenie tej nokropoli narodowej, zwanej właśnie cmentarzem obrońców Lwowa.
Ja myślę, że nasi słuchacze to koniecznie muszą zobaczyć, bo taka sensacja to jest naprawdę niezwykła.
W naszym radiu po raz pierwszy słyszymy takie nowiny.
Natomiast jedynie uchylając może troszkę rąbka tajemnicy, chciałem wspomnieć, że czasami praca czy archeologa, bo jestem archeologiem też z wykształcenia i wieloletnim praktykującym, że tak powiem w zawodzie, czasami praca pracowników właśnie Biura Upamiętniania Walki Męczeństwa łączy się nieco z poszukiwaniami detektywistycznymi.
bo już jakiś czas temu w jednym z publikacji, z książek pana profesora Niciei znalazłem taką krótką informację, że Antoni Nestorowski, czyli jeden twórca cmentarza obrońców Lwowa, zmarł po wojnie w Bytomiu.
I zacząłem szukać dalszych śladów tej informacji.
Bardzo szybko okazało się, że pani Anna Czysz, która jest zarządcą cmentarza Mater Doloroza, tej nekropolii słynnej w Bytomiu, nagle powiedziała mi, ależ przecież ten grup jest u nas.
Że tak powiem, stanąłem jak w ryty, że tak powiem, udało się nawiązać kontakty z bliskimi, czy z rodziną daleką Antoniego Nastarowskiego.
I wspomnę też o tym, o istnieniu tego nagrobka na cmentarzu nie wiedziało środowisko Krysowiaków.
zwykle bardzo silnie związanych, prawda, z przeszłością, z pamięcią, z utrzymywaniem kontaktów między sobą.
Więc dlatego się bardzo cieszę, że tę postać możemy przypomnieć, że na cmentarzu bytomskim ten nagrobek dzisiaj pięknie został odbudowany na wzór nieco rozmaitych fragmentów istniejącego cmentarza we Lwowie.
Przepraszam, chciałam Państwu powiedzieć, że Pan doktor tutaj ma fantastyczne materiały faktograficzne, pokazuje mi tutaj wiele zdjęć.
Jak to wyglądało?
Żałuję, że państwo nie mogą zobaczyć, ale myślę, że musicie tam koniecznie pójść i rzeczywiście w imieniu Lwowian się trochę usprawiedliwię, bo to właśnie tacy ludzie pozytywnie zakręceni, entuzjaści, tacy detektywi, poszukiwacze odnajdują największe skarby.
Bardzo się cieszę i dziękuję przede wszystkim pani redaktor, zachęcając państwa, wszystkich naszych słuchaczy do zainteresowania historią własnych rodzin.
Ale to jest tylko jedna kwestia, ale kwestią drugą, czy państwo może też pomyśleli, że przybywa w naszym otoczeniu nowych ulic, placów, nowych nazw.
Bardzo często nie pamiętamy o ludziach z tych dawnych kresów Rzeczypospolitej.
I nadajemy, czy rady miast, prawda, samorządy nadają nazwy niedawno odeszłych, zasłużonych ludzi dla danego miasta, właśnie regionu, miejscowości.
Natomiast nie pamiętamy o tych ludziach ze wschodu.
A w kontekście, a zaczęła pani też przecież od listopada, no listopad, pierwszy listopada, dzień pamięci naszej, o naszych bliskich, o naszych rodakach wielkich, o historii państwa.
No przecież w naszą historię głęboko zakorzeniły się też nekropole narodowe.
Takie jak w Katowicach cmentarz przy ulicy Francuskiej, w Bytomiu choćby Mater Doloroza, Rakowice w Krakowie, cmentarz Stary Powązki w Warszawie, to są przecież miejsca też pamięci, gdzie jak się przyjrzeć rozmaitym tabliczkom, poszukać i poszperać za informacjami, można odkryć wiele ciekawych, a często nawet nieznanych historii.
Musimy Pana koniecznie zaprosić, szczególnie właśnie w tej tematyce.
A moje pytanie właśnie, skąd u Pana to zainteresowanie kresami?
Bo widzę, że Pan po prostu mógłby godzinami opowiadać przed audycją, też o tym rozmawialiśmy, że Pan ma korzenie też kresowe.
Tak, pani redaktor łaskawie wspomniała, że jestem archeologiem.
Przyszło mi też jakiś czas temu działać między innymi w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, gdzie starałem się utworzyć dział kresów i kultur pogranicza poprzez połączenie tam istniejącego dział historii wówczas i tworzonego działu historii Lwowa i kresów południowo-wschodnich.
Myślę, że troszkę mało pamiętamy właśnie o tych dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej.
Moje korzenie są wschodnie.
Z jednej strony mama lwowianka, dziadek, który w 1918 roku umił 15 lat i był jednym z obrońców Lwowa.
A z drugiej strony rodzina ze strony taty, ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, Wileńszczyzna, Nowogródczyzna.
Ojciec Adama Mickiewicza był znajomym urodzinny, który prowadził jako prawnik sprawy rodzinne.
No to słuchajcie Państwo, musimy ten wątek rozwinąć.
Bardzo dziękujemy Panu doktorowi za wizytę dzisiaj w studio naszym radiowym i prosimy, żeby Pan jeszcze raz zaprosił wszystkich, podał jeszcze konkretne dane tego właśnie wielkiego wydarzenia.
Szanowni Państwo, dziękuję za tę chwilkę z Państwem.
Zapraszam Państwa bardzo serdecznie 31 października na godzinę 16 do Bytomia na cmentarz Mater Doloroza przy ulicy Piekarskiej.
Tam odbędą się obchody związane z pamięcią o obronie Lwowa w roku 1918, o Orlętach Lwowskich.
Tam również przypomnimy postać Antoniego Nestorowskiego, twórców cmentarza obrońców Lwowa.
A zaprosił nas pan dr Dominik Abłamowicz.
Serdecznie dziękujemy i do zobaczenia w następnym programie.
Tam nad Dniestrem Kiedyś był mój dom Dziś tu jestem Więc mówią, że ja stąd Tam zostało wszystko
Dziś mam wielki żal Że kiedyś Polska, a dziś tam obcy kraj
Gdy wspominam tamte chwile Ciągle smutno mi Tam się przecież urodziłem W Polsce, w polskiej wsi Polskie drzewa, polskie liście Kwiaty z górskich stron
Ustóp Karpat zbudował dziadek dom.
Za oknami wzgórza z obu stron.
Piekła chleb w domu, co nad Dniestrem był.
Gdy wspominam tamte chwile, ciągle smutno mi.
Tam się przecież urodziłem, w Polsce, w polskiej wsi.
Polskie drzewa, polskie liście Kwiaty z górskich stron Może jeszcze mi się przyśni Mój na kresach dom Gdy wspominam tamte chwile Ciągle smutno mi
Tam się przecież urodziłem, w Polsce, w polskiej wsi.
Polskie drzewa, polskie liście, kwiaty z górskich stron.
O tym także wie pan Marian Fróżyński, korespondent ze Lwowa.
Jesteśmy na kolejnym wykładzie w Katolickim Uniwersytecie Trzeciego Wieku we Lwowie.
Panie Arturze, pan podjął taki ciekawy problem, to nawet nie problem, ale pamięć narodową o wielkim terrorze w latach 1937-38.
Bo my faktycznie wiemy o 40-tych latach, 39-te, 40-te, o Katyniu, a o tym problemie nawet się nie mówi.
Proszę powiedzieć, jak pan doszedł do tego?
Faktycznie tak jest, bo w pamięci, ogólnopamięci narodowej polskiej, operacja polska jest nijako nieobecna.
Może nie chciałbym powiedzieć, że ona jest całkowicie zapomniana, bo faktycznie wśród historyków, wśród...
Działaczy związanych właśnie z polską historią czy w polskiej historiografii ten temat jest opracowywany, ale jeżeli chodzi o taką ogólną pamięć narodową, polską pamięć narodową, to faktycznie my dużo więcej wiemy o Katyniu i prawdopodobnie dlatego właśnie,
że potomkowie ofiar katyńskich, potomkowie tych oficerów, dostojników państwa polskiego, urzędników polskich, pomimo wszystko, pomimo represji stalinowskich, czy też represji w PRL-u, czy represji w Związku Radzieckim, przeżyli i byli w stanie przekazać tę informację swoim dzieciom.
choć tajnie, choć nieoficjalnie, ale jednak przekazywali tę wiedzę.
Niestety ci Polacy, którzy zostali zgładzeni w ramach Operacji Polskiej, a tak naprawdę ja bym ją nawet nazwał antypolską, bo Operacja Polska to tak w nomenklaturze NKWD Związku Radzieckiego ten proceder się nazywało, po...
uchwaleniu właśnie w sierpniu 1937 roku, dokładnie 11 sierpnia 1937 roku rozkazu o numerze 00485.
Podpisał się pod nim Jeżow, ale to zostało uchwalone na wniosek Stalina przez Komitet Centralny Komunistyczny.
Te ludzie, Polacy pod względem narodowościowym byli tak naprawdę poddawani nie tylko represjom, a przede wszystkim wyeliminowaniu, bo ze 140 tysięcy skazanych Polaków zamieszkujących Związek Radziecki, 112 tysięcy zostało rozstrzelanych.
No to Związek Radziecki, to byli te terytorium, jakie byli polskie terytorium, a po 1920 roku Związek Radziecki zajął ich i tych ludzi zaczął wysyłać.
No najwięcej to do Syberii, do Kazachstanu.
Tak naprawdę ci Polacy, te kategorie były bardzo różne, bo to zarówno kategoria tych Polaków mieszkających na terenach od dziada, pradziada, tak jak na przykład na terenie Białoruskiej Republiki Socjalistycznej, tam stworzono dzierżyńszczyznę pod koniec lat dwudziestych, taki pseudopolski twór.
na Ukrainie stworzono z kolei Marchlewszczyznę.
Ale także to byli Polacy, którzy mieszkali na terenie całego Związku Radzieckiego, bo także w Gruzji były te represje.
W Gruzji, w północnym Kazachstanie, na Syberii.
To byli zarówno jeńcy wojenni z czasów wojny polsko-bolszewickiej, ale nawet ci potomkowie tych zesłańców z czasów carskich.
Panie Arturze, a w pana wykładzie było, że Polaków zginęło najwięcej, więcej niż 40%.
Jeżeli chodzi o całe wielki teror, bo jeżeli chodzi o operacje narodowościowe, to Operacja Polska to była jedna z licznych operacji narodowościowych.
bo była operacja łotewska, litewska, estońska, niemiecka, grecka, koreańska, japońska, chińska i pewnie jeszcze nawet coś zapomniałem, to wśród wszystkich tych narodowości 40%, tak jak pan powiedział, to stanowili Polacy.
Większość to były wyroki śmierci.
Dodatkowo jeszcze trzeba uwzględnić rozkaz 00486, także Jeżowa, wydany trzy dni później, który dotyczył rodzin wrogów ludu, właśnie tych Polaków.
I on nie tylko kazał represjonować żony, czy też mężów, no bo to różnie wyglądało, wysyłać na Syberię, czy też do Kazachstanu na 5-10 lat, gdzie w większości przypadków oni nie przeżyli tej katorgi.
to tym rodzinom się zabierało dzieci i te dzieci trafiały do radzieckich obozów.
Powiedzmy obozów, bo to domy dziecka niby to miały być.
No tak, ale to był obóz i były całkowicie wynarodowiane, bo zmieniano im dane osobowe, całkowicie rusyfikowano, więc oni stracili całkowicie swoją tożsamość i wystarczy powiedzieć to, że...
50% męskiej populacji narodu polskiego zamieszkującego ówczesny Związek Sowiecki straciło życie.
Panie Arturze, ja panu bardzo dziękuję, ale chcę jeszcze, żeby ten problem, jaki jest, bo to jest największe ludobójstwo do 1939 roku, jakie było na polskim narodzie zrobione, żeby ten problem podejmować, żeby Polska tym się zajęła, żeby ludzie wiedzieli o tym.
Tutaj też bym apelował do wszystkich, przede wszystkim do polityków, którzy mają wpływ na pamięć historyczną.
Oczywiście Instytut Pamięci Narodowej 2010 roku stworzył co najmniej kilka publikacji, kilka wystaw poświęconej operacji, ale ja bym chciał, żeby to właśnie istniało bardziej w pamięci całego narodu.
Faktycznie ta zbrodnia, która ma wpływ dotychczas tak naprawdę na naród polski,
została w jakiś sposób tak trochę zepchnięta na ubocze.
Prawdopodobnie właśnie dlatego, że większość potomków tych ofiar albo nie przeżyło, albo mieszka teraz na terenie nie Rzeczypospolitej Polskiej i może politykom nie do końca się opłaca mówić na ten temat.
Chciałbym także, żeby Polska się zwróciła do organizacji międzynarodowych, żeby uznać to właśnie za ludobójstwo.
Może nawet się to nie uda, ale przynajmniej zaznaczyć ten fakt.
I niestety myślę, że tych ofiar i większość specjalistów, których czytałem, jest przekonana, że tych ofiar jest więcej, ale dotychczas mamy zablokowany dostęp do archiwów.
Był tylko krótki okres na początku lat 90., kiedy historycy mieli dostęp i tutaj bardzo dziękuję między innymi historykom rosyjskiego memoriału, który teraz też ma chwalebny tytuł w Federacji Rosyjskiej Wroga Ludu.
No u nich teraz nazywany inagentem, tak, obcym agentem tych historyków, ludzi dobrej woli, którzy te dane dla nas zdobyli, na których my możemy teraz pracować i tworzyć tego typu wykłady.
Daj Boże, żeby udało się politykom w Polsce to rozszerzać, bo naprawdę to jest zapomniany okres o tych ludziach, a najwięcej, że to jest pamięć o tych ludziach, jakie zginęli i żeby choć jakaś pamięć została, bo nie ma nijakich, nie pomników, nie wspomnień nigdzie.
To dziękuję bardzo panu za to i życzę zdrowia, zdrowia i zapraszam na kolejny raz.
Stepie płowy, milcze ciumiesz.
Ostanę ich żyć w dłoń.
Miecz, broń, rubieży Gdzie wróg niech uderzy Han niestraszny nam Szedł tu w wysokości
Dziś białe kości serca nasze męstwem natchni, Masie, Tyś nasz Pan.
Koniu wierny, czemuś smutny ty.
Nocko zginę, dniem mnie pochowają.
strzeż rubiezi pierz wróg nie uderzy charnie straszny nam szedł tu w wysokości wstęp
Białe kości serca nasze męstwe natknij, Marsie, Tyś nasz Pan.
Szanowni Państwo, w ubiegły czwartek Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu odwiedził Kamil Stefan Woźniak, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, oddział w Krakowie.
Z gościem rozmawia Agnieszka Baron-Twarkowska.
Dzień dobry, witamy Panie Prezesie po raz pierwszy w Bytomiu.
Dzień dobry, bardzo serdecznie Państwa witam.
Tak, po raz pierwszy jestem w Bytomiu na zaproszenie pani prezes redaktor Danuty Skalskiej i jestem bardzo ciekawy tego spotkania i miasta.
Zastanawiam się właśnie jak to u Was w Krakowie wygląda, czy podobnie jak tutaj w Bytomiu na Omuniuszki, co czwartek przyjeżdża jakiś gość, opowiada o kresach, czy inaczej działacie?
Zapewne każdy oddział, każda struktura działa troszkę inaczej.
To są spotkania na samym rynku głównym w Krakowie w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką.
Są to pierwsze wtorki miesiąca, każdy pierwszy wtorek miesiąca o godzinie 17, nie licząc lipca i sierpnia.
Spotkania, które odbyły się już w liczbie około 150, są prowadzone od kilkunastu lat przez panią dr Annę Sztęgl, urodzoną we Lwowie.
Czyli tak, mamy raz na miesiąc spotkania, mamy kwartalnik Krakowia-Leopolska, to jest wydanie papierowe i o to Państwo też zabiegacie, ale też jeszcze pomagacie w remoncie cmentarza łyczakowskiego i to już są powiedzmy poważne kwoty.
Tak, rzeczywiście sprawa renowacji i uporządkowania Cmentarza Łyczakowskiego, ponieważ od prawie 30 lat skupiamy się tylko i wyłącznie na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
Pierwsza kwesta na krakowskich cmentarzach odbyła się w 1996 roku, więc za rok to będzie już 30-lecie.
I przez te 30 lat udało nam się odnowić, uważam, że niebagatelną liczbę, ponad 650 grobów.
za łączną kwotę około 1,5 miliona złotych.
Odnowiliśmy między innymi, moglibyśmy wymieniać tutaj do rana, ale odnowiliśmy między innymi z tych bardziej znanych nagrobków, nagrobek Marii Konopnickiej, Stefana Banacha, Gabrieli Zapolskiej, Luny Drexlerowej.
Teraz tak naprawdę skupiamy się na takich zwyczajnych, zwykłych grobach rodzinnych, często grobach ziemnych,
grobach, które są bardzo często zapomniane, gdzieś schowane, gdzieś wystaje po prostu sam krzyż w zarośniętych krzakach.
To są groby, jak ja nazywam je, groby wysokiego ryzyka.
To są groby, o których wszyscy zapominają i tak naprawdę duże podmioty państwowe, jak chociażby ministerstwo czy wielkie fundacje nie zajmują się tymi małymi grobami.
Oni zajmują się grobami, które przedstawiają dużą wartość artystyczną, historyczną, zabytkową i bardzo dobrze, bo mają na to środki, mają ludzi i wiedzą jak to robić.
A my jako towarzystwo staramy się wykonywać taką pracę organiczną u podstaw i odnawiamy grobowce rodzinne, które całkowicie są zapomniane z prostego względu.
To są grobowce, które jeżeli zostaną porzucone i pozostawione bez opieki, prędzej czy później znajdą nowych właścicieli i zostaną przerobione na groby współczesnych.
Wspominał Pan Prezes o kweście.
My tutaj też w Bytomiu mamy swoją taką odsłonę.
Jak to wygląda u Was w Krakowie?
No i w jakich dniach?
Bo być może nasi słuchacze będą chcieli Wam wrzucić kilka złotych do tych skarbonek.
Tak, oczywiście w tym roku nasza kwesta jest zgłoszona jako zbiórka w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji z odpowiednim numerem.
W tym roku kwestujemy 1 i 2 listopada, czyli sobota i niedziela.
Zapraszamy wszystkich chętnych, jeżeli może słuchają nas jacyś nauczyciele, może zechcieliby przyjść i kwestować razem ze swoimi uczniami.
Kwestujemy w tym roku na czterech cmentarzach krakowskich, czyli na głównym cmentarzu, na głównej nekropolii narodowej
Na cmentarzu rakowickim, na cmentarzu salwatorskim, na cmentarzu na Batowicach i na cmentarzu podgórskim.
W tamtym roku brało udział w naszej kwestii około 100 wolontariuszy.
Jak będzie w tym roku zobaczymy i trzymamy kciuki za końcowy wynik.
Mam nadzieję, że uda nam się zebrać co najmniej takie środki jak rok temu i że będzie jeszcze więcej chętnych.
Świat biednych znów, lądem książę mali, a słońku kocha lwów.
Życzy wciąż Wieniawa, niech żyje Warszawa.
I my też, Wisły dzieci, kochamy stary gród.
Nie ma jak u nas w Krakowie, niech się przekona się.
Każdy dzień dobry ci powie, Lampy uroczą cię.
Są tam cudowne zabytki, Paweł, pamiątek moc.
Gnali piękne kobietki, A w lasku wolskim noc.
Nie ma jak u nas w Krakowie Każdy już płonia zna Kraków to życie, to zdrowie Kraków swój urok ma Jest elegancja i granda W sportu polskiego dnia
A teraz szanowni Państwo w naszym programie Czas na Sport.
Jednym z największych marzeń większości miłośników wyścigów samochodowych jest obejrzeć Formułę 1 na polskim torze wyścigowym.
Szanse na to są niewielkie, ale aby przeżyć podobne wydarzenie, wystarczy cofnąć się w czasie.
Niewielu bowiem wie, że w latach 30. w Polsce odbyło się Grand Prix Lwowa.
Porównywano je z najsłynniejszym wyścigiem ulicznym o Grand Prix Monaco.
O szczegółach Krzysztof Sławikowski i jego gość Mikołaj Soku, dziennikarz i publicysta.
Naszym gościem jest Mikołaj Sokół, dziennikarz, komentator, głos, który każdy miłośnik motorsportu na pewno kojarzy, komentator m.in.
Cofamy się do lat 30., to właśnie wtedy nastąpił ten rozwój, ten początek takiego ścigania, którego formę teraz możemy oglądać?
ale w sumie zbliża się stulecie tych wydawień, także może tym bardziej warto o tym wspominać.
Wydarzenie teraz byłoby na skalę absolutnie unikalną, gdyby na terenie Polski zorganizować wydarzenia podobnego kalibru.
Cztery edycje tych wyścigów odbyły się na ulicach Lwowa na początku lat 30. ubiegłego wieku, począwszy od takiego bardziej narodowego wydarzenia,
Wydarzenie rangi międzynarodowej, w którym brali udział najsłynniejsi kierowcy tamtych czasów.
W swoim artykule wspomniałeś, że Polska nie była potęgą motorsportu, ale udało się zorganizować wydarzenie we Lwowie, na które przychodziło po 50 tysięcy ludzi i było to wydarzenie nazywane Polskim Wyścigiem Monaco.
Oczywiście, jeżeli zestawimy ówczesne możliwości Polski z możliwościami innych europejskich krajów, gdzie motoryzacja, motorsport były bardzo szeroko rozwijane, no to trudno tu jakiekolwiek tak naprawdę porównania.
Chociaż pamiętajmy, że przecież i w Polsce wytwórnie były fabryki samochodów, nie tylko licencyjnych, ale także własnej, rodzimej produkcji.
Mieliśmy też znakomitych kierowców.
którzy oczywiście nie mogą się przebić do zagranicznych, tych potężnych fabrycznych zespołów, tak naprawdę nie mieli większych szans, ale mieli możliwość, żeby kupować prywatne samochody wyścigowe i nimi startować, czy w wyścigach typu Grand Prix, jak właśnie ten wyścig na ulicach Lwowa, czy w wyścigach górskich, bo w Tatrach też był przecież międzynarodowy wyścig górski o znakomitej randze, o którym mam nadzieję jeszcze kiedyś będzie okazja porozmawiać, czy go opisać, przypomnieć te wszystkie wydarzenia.
No i tak, mimo tego, że jednak Lwów, jakby to ładnie powiedzieć, leży z daleka od takich miejsc jak Monako, przez ciebie wspomniane, gdzie rok wcześniej zaczęła się ta kariera, ta historia znanego do dziś wyścigu, zwanego przecież perłą w koronie Formuły 1, to udało się takie zawody zorganizować, organizować je przez cztery lata i tak jak wspomniałem, przyciągać na start naprawdę znakomitości ówczesnego świata wyścigowego.
Śledząc historię tego wyścigu we Lwowie miałem okazję przekonać się z relacji ówczesnych, jak bardzo profesjonalnie do tego organizatorzy podeszli, jak to wszystko było przygotowane, przemyślane, cała organizacja ruchu, wytyczenie trasy, rzeczy, które dzisiaj byłyby dużym wyzwaniem logistycznym.
Wtedy udało się to wszystko bez problemu większych zorganizować i tak jak mówisz, przyciągnąć mnóstwo kibiców, mnóstwo fanów na trybuny.
8 września 1930 roku to był ten pierwszy wyścig we Lwowie i tutaj organizatorzy zdecydowali się, aby to nie był wyścig z punktu A do B, bo takie wtedy organizowano, tylko żeby była pętla.
Tak i to też jest ważny element takiego rozwoju wyścigów w tamtych czasach.
Same początki wyścigów samochodowych to były właśnie wyścigi z punktu A do punktu B.
Generalnie we Francji zaczynało się takie wyścigi z punktem startowym przeważnie w Paryżu, ale okazywało się, że jednak to są zawody, które po prostu były niebezpieczne.
No i wtedy też pomyślano o tym, żeby w troszkę inny sposób to organizować pierwsze wyścigi.
zawody rangi Grand Prix 1906 rok.
Trasa, ok, po drogach, ale zamknięty obwód tych dróg w okolicach miasta Le Mans, znanego do dzisiaj oczywiście.
No i później zaczęto budować też tory wyścigowe, jak Brooklands w Wielkiej Brytanii, Indianapolis oczywiście w Stanach Zjednoczonych 1911 rok, pierwsza edycja tam tego wyścigu.
oparte na nitce dróg, ale zamykanej oczywiście i zapętlonej na potrzeby właśnie wyścigów samochodowych.
A do tego wszystkiego oczywiście doszły też wyścigi po ulicach miast, jak to Monaco, do którego tak często się odwołujemy i właśnie Lwów, gdzie też w okolicach tych pierwszych zawodów przez ciebie...
Wspomnianych rozgrywano też zawody na drodze, na trasie w pobliżu Lwowa na Szosie Stryjskiej.
Tam były też wyścigi rozgrywane.
No ale postanowiono jednak pójść z duchem czasu, możemy chyba tak śmiało powiedzieć, i zorganizować wyścig na nieco ponad 3-kilometrowej pętli po ulicach, co oczywiście miało swoje wyzwania organizacyjne i sportowe.
I tutaj trochę z uśmiechem zerkam na opis, który pojawił się na Twoim blogu, że do zabezpieczenia trasy użyto worków z piaskiem.
zmierzyć z problemem szyn, które były też w drodze, a sama droga śliska z kostki brukowej.
Takie też były realia ówczesnych tras wyścigowych.
Przypominam też, że nawet po wojnie, już kiedy narodziła się Formuła 1 Wyścigowe Mistrzostwa Świata, były takie tory jak w Portugalii, gdzie te szyny tramwajowe też w jezdni nie były w żaden sposób zabezpieczone i zdarzało się, że samochodom po prostu koła wpadały w te szyny i trudno było z nich się wydostać we Lwowie.
To wszystko było przykryte, przysypane.
Oczywiście z kostką brukową nie dało się walczyć, ale biorąc pod uwagę to, że wtedy też samochody wyścigowe jeździły po drogach np.
nieutwardzone, gdzie się mocno kurzyło, ta kostka jakimś takim szczególnym problemem nie była, aczkolwiek oczywiście była sporym dla zawodników wyzwaniem.
No i w tej pierwszej edycji chyba jedyne do czego...
Można się było przyczepić, to ta wspomniana przez ciebie późniejsza pora, jeżeli chodzi o kalendarz, o miesiące, bo na początku września jakoś tam wielu, aż tak wielu kibiców nie było.
Później ten wyścig przeniesiono na czerwiec i od razu okazało się, że i fanów jest więcej i ta renoma już powoli opracowywana też przyciągała wielkie gwiazdy z zagranicy.
50 tysięcy ludzi mniej więcej w tych późniejszych edycjach.
Ludzie stali w oknach, na latarniach, na kominach.
Tych kibiców było bardzo dużo.
A czy byli kierowcy z czołówki?
Tak, oczywiście.
Hans Stuck von Filius, kierowca, który wygrał drugą edycję wyścigu we Lwowie.
zwany mistrzem gór, bo znakomicie sobie radził w wyścigach górskich.
Rok później już tu walczył z Rudolfem Karaciolą, a Karaciola to był naprawdę nie byle kto.
Tak jakby teraz przyjechał do Warszawy Max Verstappen i tutaj się ścigał po ulicach miasta.
Karaciola był też trzykrotnym mistrzem Europy w wyścigach górskich.
Później trzykrotnie mistrzem Europy w wyścigach Grand Prix, przy czym to była wtedy najwyższa ranga.
Nie było Mistrzostw Świata, nie było Formuły 1.
Po wyścigach Grand Prix Karaciola trzykrotnie, to jest rekord, zostawał mistrzem.
Sześć razy wygrał Grand Prix Niemiec.
Wtedy, na początku lat trzydziestych, Karaciola jeszcze tych sukcesów...
w ramach Mistrzostwa Europy nie odnosił, bo też ta seria nie była wtedy jeszcze tak bardzo rozwinięta.
Były dwie edycje, 30-31 rok, ale bez takich tuzów, bez takich nazwisk.
Karaciola, Sztuk, oni się ścigali też w fabrycznych zespołach niemieckich.
Też oczywiście historycznie taki trudny i niewygodny
temat, ale Trzecia Rzesza bardzo mocno stawiała na rozwój motoryzacji, na samochody wyścigowe, żeby tę dominację też na rynku motoryzacyjnym, na rynku wyścigowym pokazywać.
Mikołaj Sokół, komentator sportowy i dziennikarz opowiedział nam o tej pięknej historii Grand Prix Lwowa.
Jeśli chcą Państwo więcej na ten temat się dowiedzieć, to zachęcamy do bloga Sokolim Okiem.
To była prawdziwa przyjemność.
Bądź zdrów, słuchaj Radia Lwów.
Szanowni Państwo, teraz ogłoszenia.
Serdecznie zapraszamy 30 października w najbliższy czwartek na godzinę 16 do Centrum Kresowego w Bytomiu przy ulicy Moniuszki 13 na spotkanie wspomnieniowe poświęcone zmarłym członkom Towarzystwa Miłośników Lwowa, znanym lwowianom i kresowianom, obrońcom Lwowa i polskich kresów.
Serdecznie zapraszamy w czwartek do Centrum Kresowego w Bytomiu.
I wreszcie przypominam Państwu, tak jak wcześniej rozmawialiśmy z panem doktorem Dominikiem Abłamowiczem, spotykamy się wszyscy 31 października, czyli w piątek o godzinie 16 na uroczystości patriotycznej na cmentarzu Mater Dolorosa przy ulicy Piekarskiej.
Na ten czas przygotowań do święta wszystkich świętych oraz zadumy, serdeczne życzenia zdrowia i takich dobrych refleksji życzą Państwu Krzysztof Kiczek i Ewa Węglarz.
Bóg jest w nas, we wspomnieniach, w marzeniach, w snach.
Bóg jest w nas, epopeja bez końca trwa.
Jest raz, w naszych sercach zatrzymał się czas, tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?
Powiedz czemu kamienne lwy Mają w oczach polskie łzy Urodzeni w niepodległej Polsce Urodzeni wiele lat po Jałcie Urodzeni w nowej już Europie Wspomnieniami powracamy zawsze
Do tych ulic, do tych placów, do tych domów Gdzie nie mieszka już nikt z naszych bliskich Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy
Lwów jest w nas We wspomnieniach, w marzeniach, w snach Lwów jest w nas Epopeja bez końca trwa Lwów jest w nas
W naszych sercach zatrzymał się czas.
Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?
Powiedz czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?
Lwów jest w nas, we wspomnieniach, w marzeniach, w snach.
Lwów jest w nas, epopeja bez końca trwa.
Lwów jest w nas, w naszych sercach zatrzymał się czas.
Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?
Powiedz czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?
Ostatnie odcinki
-
Lwowska Fala. Odc. 291
01.02.2026 07:10
-
Lwowska Fala. Odc. 290
25.01.2026 11:07
-
Lwowska Fala. Odc. 289
18.01.2026 10:25
-
Lwowska fala. Odc. 288
11.01.2026 08:54
-
Lwowska Fala. Odc. 287
04.01.2026 07:10
-
Lwowska Fala. Odc. 286
28.12.2025 17:02
-
Lwowska Fala. Odc. 285
21.12.2025 07:10
-
Lwowska Fala. Odc. 284
14.12.2025 07:10
-
Lwowska Fala. Odc. 283
07.12.2025 07:10
-
Lwowska Fala. Odc. 282
30.11.2025 08:19