Mentionsy

Lwowska Fala | Radio Katowice
28.09.2025 08:16

Lwowska Fala. Odc. 272

Marian Frużyński przedstawi ciekawostki ze Lwowa.
Danuta Skalska rozmawia z Panią Heleną Sak o sytuacji we Lwowie we wrześniu 1939 r. 
Rozmowa z prof. Nicieją Martyny Słabikowskiej - o Kresach i Kresowej Atlantydzie
Z twórcami wystawy pt. „Jaworów. Ludowe barwy Roztocza” w Zespole Cerkiewnym w Radrużu - oddziale Muzeum Kresów w Lubaczowie rozmawia Iwona Piętak z Polskiego Radia Rzeszów. W Centrum Kresowym w Bytomiu odbyło się spotkanie z cyklu: Spotkania czwartkowe u Kresowian pod hasłem: Duch Kresowy w uroczystościach!  Na miejscu z mikrofonem była Agnieszka Baron-Twarkowska.
A na koniec: Narodowe czytanie utworów Jana Kochanowskieg we Lwowie.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 340 wyników dla "Centrum Kresowym w Bytomiu"

Polskie Radio Lwów i wszystkie rozwojstwie polskie.

Niech inni zjadą, nie mogą cię co Do widnia Paryża lód lną A ja żyć ze lwowa nie ruszam za mną Za skarb, za skarż niech Bóg

Tylko we woli.

Gdzie śpiewem w tytulu i budzę ze snu?

Tylko we woli.

I bogacz, i dziad, tu słosa pan brat, i każdy ma uśmiech na twarzy.

I gdybym się kiedyś urodził, chciał znowu.

I szkoda gadania i co też znowu.

Dzień dobry Państwu, tu Lwowska Fala.

Płyniemy do Was 14 września 2025 roku.

Zapraszamy na poranną kawę z Lwowską Falą.

Dobry wieczór mówimy przyjaciołom na drugiej półkuli.

Wszystkich Was, Lwowiaków i Ślązaków, rodaków na wschodzie, w Kanadzie, Australii, Ameryce, przyjaciół Lwowa, gdziekolwiek są,

a także i tych, którzy chcieliby do nas dołączyć, przygarniamy do naszej kresowej rodziny i zapraszamy na 976. spotkanie ze Lwowem na antenie Polskiego Radia Katowice i Polskiego Radia Opole w programie o kresach nie tylko dla kresowian.

Lwowska fala nadal płynie i płynąć będzie jak Wisła do Gdańska.

Serdecznie pozdrawiamy naszą redaktorkę Danutę Skalską, Ewa Węglarz przy mikrofonie i Krzysztof Kiczek, reżyser dźwięku.

Witają Was kochani najserdeczniej lwowskim.

Na początek głos oddajemy naszemu korespondentowi ze Lwowa, Marianowi Fróżyńskiemu.

Dzień dobry, drodzy słuchacze Polskiego Radia Katowice, Polskiego Radia Opory.

Bardzo cieszę się, że lwowska fala znów zapracowała.

Przede wszystkim my Polacy ze Lwowa chcemy pozdrowić naszą panią redaktor Danutą Skalską.

Życzymy jej dużo, dużo zdrowia.

I czekamy ją we Lwowie.

Przede wszystkim, żeby my usłyszeli już jej głos w lwowskiej fali.

Ciekawostki ze Lwowa.

We Lwowie jest odnośnie spokojnie.

1 września, Lwowskich Liceum, numer 10, Marii Magdaleny.

Odbył się pierwszy dzwonek i zaczął się rok szkolny, ale był przerwany alarmami i musieli dzieci spuścić się do schronu.

W dzień Wojska Polskiego Polacy z Lwowa i Okręgu Lwowskiego razem z konsulatem Rzeczypospolitej we Lwowie złożyli kwiaty przy grobie nieznanego żołnierza na cmentarzu Orląt Lwowskich.

A potem odbyła się uroczystość wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny we lwowskiej katedrze.

Po zakończeniu odbyła się procesja dołkowa kościoła, gdzie dzieci rzucali kwiaty i były poświęcone ziele.

W ogrodzie butanicznym Lwowskiego Uniwersytetu Narodowego im.

Iwana Franki odbyło się narodowe czytanie poezji Jana Kochanowskiego.

gdzie Polacy ze Lwowa wzięli liczny udział w czytaniach.

105. rocznicę bitwy pod Zadwórzem Polacy ze Lwowa przyjechali, żeby uczcić pamięć kapitana Bolesława Zerczowskiego, jaki obronił Lwów.

Odbyła się msza święta.

Po mszy byli złożone kwiaty przy pomniku chwały bojowej Wojska Polskiego.

Ze Lwowa Marian Fróżyński.

Szanowni Państwo, nie każdy z nas wie, że bitwa pod Zadwórzem nazywana jest polskimi termopilami.

17 sierpnia 1920 roku w Zadwórzu podczas wojny polsko-bolszewickiej 33 km od Lwowa batalion 330 młodych polskich ochotników pod dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego stoczył heroiczny bój.

Bohaterska obrona Zadwórza przeszła do historii jako polskie termopile.

Pod zadwórzem zginął m.in.

19-letni Konstanty Zarugiewicz, polski ormianin, uczeń siódmej klasy, obrońca Lwowa z 1918 roku.

Kawaler Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych.

W 1925 roku jego matka, Jadwiga Zarugiewiczowa, została poproszona, aby spośród ciał znalezionych na pobojowisku wskazać jedno, które przewieziono do grobu nieznanego żołnierza w Warszawie.

Nad cmentarzu łyczakowskim leży bukiet kwiatów polskich Tam, gdzie śpią orlęta lwowskie, wojska z walki kościuszkowskiej Cała ta historia polska, konopnicka i zapolska

Weterani i poeci, najwierniejsze polskie dzieci.

To jest mój kochany Lwów, więc panowie czapki z gór.

Lwów mnie wciąż przy życiu trzyma, bo drugiego w świecie nie ma.

Lwowie, Lwowie, wybacz zdradę, że miast kochać w dal odjadę, że w złej chwili Cię zostawię, chociaż gorzką łzą się dławię.

Po niewierkę człowiek idzie, dusza w żalu i we wstydzie.

Tu zostawiam życie całe, serce swoje obolałe.

To jest mój kochany Lwów, więc panowie czapki z głów.

Lwów mnie wciąż przy życiu trzyma, bo drugiego w świecie nie ma.

Chociaż z lwami były spory, wciąż są polskie do tej pory.

Nas tam nie ma, one stoją i baciarów się nie ma.

Grodu dzielnie nam pilnują, wrogów Polski w oczy kłują.

To jest mój kochany Lwów.

Więc panowie, czapki z głów, Lwów mnie wciąż przy życiu trzyma, Bo drugiego w świecie nie ma.

Wiem czy kiedy powrócę, czy gdzieś w świecie się przewrócę i zostanę w innej glebie nie wracając już do Ciebie.

Lwowie, Ty, mój ukochany, nam przez Boga darowany, zostawiony, smutny czekasz, może kiedyś się doczekasz.

W środę 17 sierpnia obchodzimy rocznicę niechlubną dla polskiej historii, nazywaną czwartym rozbiorem Polski.

To rocznica podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.

W dniach 16 i 17 września 1939 roku Wojsko Polskie stoczyło ciężkie walki z Wehrmachtem na północnych przedpolach Lwowa.

Głównym rejonem starć była miejscowość Zboiska, gdzie szczególnie wyróżniła się 10 Brygada Kawalerii pułkownika Stanisława Maczka, wspierana przez idące na odsiecz miastu oddziały dowodzone przez generała Kazimierza Sosnkowskiego.

Oddziały Maczka i Sosnkowskiego mimo trudności w zaopatrzeniu i pogarszającej się sytuacji strategicznej zdołały zatrzymać przeciwnika, a bitwy Osboiska i Skniłów zapisały się jako jedne z najbardziej dramatycznych epizodów obrony miasta.

17 września sytuacja uległa jednak zasadniczej zmianie.

Agresja Armii Czerwonej na wschodniej granicy II Rzeczypospolitej sprawiła, że Lwów znalazł się pod jednoczesnym naciskiem dwóch armii.

Jedna z mieszkanek Lwowa wspomina.

Po tym zaciszu zaczęli do Lwowa przychodzić bolszewicy.

Główna ulica na wschód to się nazywa Łyczakowska i Zielona.

One są brukowane i tam dobrze się czołgami jechało, ale piechota szła jak mrówki.

Ona wyglądała tak, że jednym słowem mogę to określić.

Myśmy takich ludzi tutaj nigdy nie widzieli.

Kosookie, Tatarzy, Kałmyki, Tadżyki, narodowości, które były tam w sowieckim Sojuzie.

Karabiny mieli starego wzoru jeszcze.

Jeżeli szedł żołnierz, a oni byli niskiego wzrostu, to te karabiny im biły po piętach.

I za ojczyzny zdrowie, Boże, Ciebie proszę, abyś z miłością wieczną przed wrogiem nas chronił i wszystkie zagrożenia od Polski odgonił.

Ze światła energii, z czasu stworzyłeś mnie.

Nie pozwól mi się zgubić w życia zakamarkach Pozwól, bym krzyż udźwignął na swych wątłych barkach Rozjaśnij drogę, proszę, w labiryntach ciemnych I chroń nie ode złego od mocy piekielnych

Dziękuję Tobie, Boże, za wszystko, co dobre.

Za miłość, zdrowie, siły, za te dary szczodre.

Kłaniam się i modlę żarliwie, niezło.

A co wydarzyło się w naszej rzeczywistości?

Otóż 6 września na zachodniej Ukrainie odbył się pochówek polskich ofiar zamordowanych w czasie rzezi wołyńskiej w Późnikach.

Uroczystość z udziałem przedstawicieli władz Polski i IPN-u była pierwszą tego typu po zniesieniu zakazu ekshumacji polskich ofiar na Ukrainie w listopadzie 2024 roku.

że w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku Sotni UPA pod dowództwem Petra Hamczuka, stojącego na czele oddziału Szare Wilki, dokonały w Puźnikach masakry polskich mieszkańców.

Według różnych źródeł liczba ofiar wyniosła od 50 do 120 osób.

Wieś została całkowicie zniszczona, a jej miejsce dziś zajmuje las.

W liście do uczestników roczystości w Puźnikach na Ukrainie prezydent Karol Nawrocki podkreślił, że gloryfikacja zbrodniarzy z OUN-UPA skażonych kolaboracją z hitlerowskimi Niemcami i zapiekłych w swej etnicznej nienawiści jest rzeczą niedopuszczalną w kontekście euroatlantyckich aspiracji Ukrainy.

A my jeszcze raz, szanowni państwo, powracamy do Światowego Zjazdu i pielgrzymki Kresowian na Jasną Górę.

Martyna Słabikowska rozmawia z panem profesorem Stanisławem Nicieją.

Panie profesorze, jeśli rozmawiać o miastach kresowych, to oczywiście z panem w końcu kto lepiej jak nie pan zna historię miast kresowych, to już ile tomów?

Dwudziesty drugi tom przywiozłem właśnie do Częstochowy.

A wszystko zaczęło się od Lwowa.

Zaczęło się od Lwowa i to przed 35 laty, nawet więcej, kiedy jako świeży absolwent historii przypadkowo trafiłem do miasta i uległem fascynacji tym miastem, jego architekturą, tym wdziękiem.

I wtedy zacząłem pisać książkę o cmentarzu łyczakowskim, zupełnie zapomnianej nekropolii, gdzie leżą wielcy Polacy, tacy jak Zapolska, Konopnicka czy Rottger.

I ta książka była pierwszą, która przełamała tamę milczenia w ogóle o Lwowie.

I to spowodowało, że ta książka osiągnęła ogromny sukces.

W Polsce akurat padła cenzura.

Wielu zaczęło pisać.

I Lwów był w centrum uwagi.

A ja uznałem, że swoją rolę, jeżeli chodzi o Lwów, jego historię spełniłem.

I uznałem, że przecież byśmy nie tylko jeden Lwów stracili.

Straciliśmy ogromny obszar, około 200 miast, tysiące wsi, zamków, pałaców, dworów, klasztorów, cmentarzy.

Skąd pochodzi większość tych osób, które dzisiaj mieszkają na Śląsku, na Opolszczyźnie, na ziemi lubuskiej czy Pomorzu.

I zacząłem pisać o tych właśnie miasteczkach, takich jak Złoczów, Stryi, Sambor, Kołomyja, Krzemieniec.

I to ożywiło ogromną grupę korespondentów, bo książki były atrakcyjnie wydane, dobrze ilustrowane, z anegdotą, z historią.

Zostałem zasypany setkami maili, listów, informacji na spotkaniach, których miałem dziesiątki.

I to mi dało tlen, nieprawdopodobny materiał, którego żaden historyk nie znajdzie w archiwum, tylko w archiwach domowych.

I to spowodowało, że to jest fakt kulturowy te 22 tomy.

To jest w tej chwili w sumie 7 tysięcy stron, 8 tysięcy fotografii dobrze opisanych z informacją, kto tam jest na tym zdjęciu, kim był, co robił, po co tam był.

I to trwa, tu jestem na kolejnym spotkaniu, które znów mi daje różne odkrycia, tak jak ostatnio tutaj byłem i cała historia Poliraksy, wielkiej polskiej aktorki pochodzącej z Lidy, a ostatni to mój.

To, co mi dano tutaj dzięki temu spotkaniu, tej jego fotografii, ta historia Poliraksy i jej sąsiadów, no nigdy bym jej nie odtworzył, gdybym nie spotkał rodziny.

Ostatnio byłem na spotkaniu autorskim w Zabrzu i tam spotkałem z kolei sąsiadów Poliraksy.

I nagle wiem wszystko o jej rodzicach, o ich całej rodzinie.

A tak to widziałem, że to była córka krawca, który czapki szył i nic więcej nie wiedziałem.

A tak to pokazałem, jak żyli, kim byli i jak wyglądali ci ludzie, których gdybym nie dostał tych zdjęć, to one poszłyby z czasem, no...

Być może nawet w zapomnienie, ale to też pokazuje, że lata mijają, a ta historia wciąż jest żywa.

I trzeba szanować fotografię.

Bo ja często jestem w Bytomiu na jarmarku staroci i kupuję tam fotografie stare, ale nieopisane.

I ja tego nie wykorzystam.

Napiszę mieszkaniec Kresów?

A jak ustalę, kim był, co robił, jaką miał rodzinę, to wtedy książka żyje i ten człowiek żyje

często 100 lat od czasów śmierci.

Na przestrzeni tych lat i tych 22 już tomów Pana coś szczególnie zaskoczyło?

No ciągle mnie coś zaskokuje, bo po prostu odkrywam na każdym spotkaniu, że ktoś podchodzi, proszę Pana, Pan w tej książce pisząc o Samborze zapomniał o czymś takim, czy Pan nie wiedział.

Przed chwilą podpisałem na przykład dedykację Panu Durkalcowi.

Niezwykła postać z Gliwic, która ma te kresowe korzenie.

Jej przodkowie mieli, to bogaci ludzie byli, pracowali tam przy szybach naftowych i mieli motocykl Harley'a.

Na otwartej przestrzeni doszło do dramatu, zderzyli się z drzewem i zginęli.

To była wielka sensacja, jak to się stało, że Durkalec, znany bardziej człowiek, jechał z tym tak zwanym człenkiem, przyczepką do motocykla i wszyscy zginęli.

Jego syn, żona, świetna aktorka, śpiewaczka.

I nagle ja pokazuję, jak wyglądał ten mocoksyk, jak ta rodzina, kim była ta aktorka, co zagrała.

I cały taki moduł, taka kapsułka w książce jest o tym.

I tak jest zbudowana ta seria książek, że jest tych kapsułek dziesiątki.

deski do deski, od pierwszej do ostatniej.

Można w środku otworzyć, zobaczyć zdjęcie, przeczytać historię tych ludzi, przesunąć się w bok, cofnąć się.

Także ona jest tak budowana, dlatego mam czytelników w młodym pokoleniu, którzy nie mają cierpliwości przeczytać książki czystostronicowej.

Ja o tym wiem.

Poza tym wiem, że jest cywilizacja obrazkowa.

I książka źle ilustrowana, bo często to zaniedbują sobie autorzy.

A ja robię tak, że czytasz i widzisz człowieka.

Widzisz jak był ubrany, jaką miał urodę, z kim się zadawał, co robił.

Tak z Pana odczuć, jakbyśmy tak zebrali wszystkie te wspomnienia w całość, taka jedna rzecz, która z nich przebija.

No przebija wielka historia Polski, bo historię tworzą Polski nie tylko królowie, książęta, prezydenci, szefowie partii, kardynałowie, generałowie.

Historię tworzą też charyzmatyczni nauczyciele, charyzmatyczni proboszczowie, twórcy pasiek, historie lekarzy, różnych notariuszy, którzy...

tworzyli biblioteki, mieli kolekcje.

Są różni ludzie, prawda?

Ja piszę o ludziach pozytywnie, nie napadam na nich, pokazuję barwę życia.

Jest dużo martyrologii na Kresach, ale ja się nie koncentruję na niej, bo ci ludzie, nim ich tam wygnano, czy ich tam pozabijano, to oni żyli szczęśliwie.

Mieli swoje pensjonaty, mieli swoje atrakcyjne romanse, podróżowali, mieli sukcesy.

My mamy w życiu okres sukcesów, wiedzie nam się wielkich miłości, a przychodzi też czas, kiedy ktoś nam odchodzi, ktoś nas okradł, ktoś nam zrobił krzywdę.

I tak są moje książki konstruowane o tych miastach.

Miasta kwitły, później dostawały jakieś pożogi, jakieś powodzie niszczyły, ludzie się podnosili.

No ten rytm historii jest mi bliski i piszę szerokim takim planem, nie tylko historię polityczną, ale historię obyczaju, historię nauki, historię sztuki, historię, no, psychologię człowieka, dlaczego dwaj bracia z jednej rodziny, jeden jest

Trud nie ma, drugi jest świetną szlachtą.

Co powoduje?

No ta sama krew w nich płynie.

Jeden jest po prostu narkomanem, przegrał życie, zniszczył się, a inny wychodząc często z dołów społecznych jest tym self-made manem, czyli tym Amerykaninem takim.

Jak wyszedłeś z biedy?

Pisze o synie organisty z małej wsi pod Rutkiem Jagiellońskim.

To jest Julian Fałat, wielki polski malarz.

Jak on się wyrwał, ta chłopczyna, z tej biednej, jakiej miał perspektywę, że będzie też organistą po ojcu i będzie tam za grosze grał w kościele?

a jednak przebił się, wyrwał się od ojca, skończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium i został osobistym malarzem na dworze cesarza Niemiec, Felichelma II.

A później wrócił do Polski, stworzył silną Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie był profesorem i rektorem.

No ofałacie, no co namalował.

No a ja pokazuję, kim był, jak do tego doszedł, że jest dzisiaj w muzeach szanowanym wielkim polskim malarzem.

Na współczesne miasta kresowe jak pan patrzył?

No jeszcze tam, bo robiliśmy filmy i one są różnie się rozwijają.

Tam jednak to, co zrobiono w Nieświeżu, jak odbudowano zamek perfekcyjnie, czy w Lidzie.

Na Ukrainie wojna powoduje, że się... Ale też są miasta kwitnące, jak Lwów, Czerniowce.

Czerniowce...

To jest dowód, że czytelników mam niestety.

To jest niebywałe.

Także udało mi się taką znaleźć szczelinę, w którą wszedłem.

i pokazuje wielkość narodu, który przez 600 lat tam był, zostawił tam ewidentne dokwody naszej żywotności, naszej wagi politycznej jako narodu, te wielkie artefakty kultury w postaci zamków, pałaców, kościołów, cmentarzy, nagrobków i tak dalej.

W różnych krajach rosną nasze dzieci, ale serca wciąż we Lwowie są.

Oto my, oto my, wnuki i pragnuki Lwowi od starcych dni.

Pamięci polskiego miasta siedmiu wzgórz.

Wnuki i prawnuki, lwowiec tamtych dni.

Pamięci polskiego miasta siedmiu wzgórz.

Dziś kłaniamy się wojskości i cieniom, znacząc szlak błękitnym lgnem.

Przekażemy nowym pokoleniom miłości i szacunek do tych ziemi.

Oto my, oto my, wróci i prawdziwi Lwowie w samych dniach.

Przed chwilą wysłuchaliście Państwo pięknego, chóralnego, akademickiego nagrania hymnu Kresowian.

A w Lubaczowie i powiecie lubaczowskim, jak wspomnieliśmy w ostatnim odcinku, odbył się XXI Festiwal Dziedzictwa Kresów.

Prezentował bogactwo kultury dawnych Dziem Rzeczypospolitej, a jednym z wydarzeń festiwalu był wernisaż wystawy pod tytułem Jaworów Ludowe Barwy Roztocza w Zespole Cerkiewnym w Radrużu, oddziale Muzeum Kresów w Lubaczowie.

Z twórcami wystawy rozmawiała Iwona Piętak z Polskiego Radia Rzeszów.

Roman Zilinko z Muzeum Architektury i Życia Ludowego im.

Szeptyckiego we Lwowie, kurator wystawy Jaworów Ludowe Barwy Roztocza.

Dzień dobry, witam serdecznie.

Wystawa ma kilka części, kilka segmentów.

Tak, właściwie wystawa ta składa się z takich trzech głównych rozdziałów, które najlepsze reprezentują sztukę ludową Jaworowszczyzny, Jaworowa i są to...

Akurat te stroje to są z kolekcji naszego muzeum z Kancelianu Lwowskiego i posiadamy chyba jedną z największych kolekcji tych strojów z Jaworowa i okolic.

Niektóre są jeszcze z końca XIX wieku i właściwie tu w tej dolnej części wystawy to mamy akurat te najstarsze rzeczy, bardzo archaiczne, na przykład te chusty ubrusy, te stroje męskie i kobiece.

To są takie ważne elementy ubiorów.

Czyli jedna część to są te stroje, druga część to są skrzynie, skrzynie wianne.

I właściwie same skrzynie to już są z kolekcji Muzeum Lubaczowskiego.

Posiadają też dużą kolekcję skrzyń, które albo produkowane były w większości w Jaworowie i w okolicach Jaworowa,

a sprzedawano je, czy kupowano też po tym dużym obszarze tej jevorowszczyzny i faktycznie też część, której leży na stronie polskiej granicy teraz.

Też taki cenny element tej wystawy.

A trzeci to są właśnie zabawki jaworowskie.

I z zabawkami to jest tak, że niektórzy badacze mówią, że te zabawki były produkowane niemalże od XVII wieku, a faktycznie rozwój tego zabałkarstwa w Jaworowie to przypadł na koniec XIX, początek XX wieku.

od kiedy założono Szkołę Zabałkarską w Jaworowie.

I właściwie tu na wystawie są pokazane te stare zabawki z lat 90-tych, 30-tych, z kolekcji Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Muzeum Ziemi Przemyskiej w Przemyślu i też z prywatnej kolekcji z Ukrainy jest jedna zabawka.

A inne to też już zabawki te współczesne,

którzy tworzyli, tworzą Oksano Kochot i Ostap Sojka w Janowie, niedaleko od Jaworowa i zajmują się odrodzeniem tego zabałkarstwa, bo faktycznie to zabałkarstwo w ten sposób naturalny to przetrwało gdzieś, no mniej więcej tam do...

Początku lat dziewięćdziesiątych do końca lat dziewięćdziesiątych jeszcze było kilku twórców, którzy to wykonywali.

Faktycznie do końca XX wieku tam jeszcze jedna pani Olga Logan, to ona jeszcze w latach dwutysięcznych czas do czasu nawet sprzedawała we Lwowie na rynku, przyłożyła te zabałki.

Zabawki drewniane, mówiąc naszym współczesnym językiem, powiedzielibyśmy zabawki ekologiczne, ale najważniejsze jest to, że te zabawki służyły dzieciom do zabawy, ale także rozwijały ich wyobraźnia, także edukowały.

No tak i przygotowywały też do życia dorosłego, czyli mamy tu mebelki dla lalek, że tam dziewczynki mogły sobie się bawić, tam ustawić jakieś takie mieszkania, prowadzić jakieś takie rozmowy dla lalek, też jakieś wózki, koniki, ptaszki, klepaki.

skrzypce i zupełnie było dużo, bardzo dużo tych różnych modeli, tych zabawek.

Pani Luba Kozak-Sfarnyk, pracownik naukowy Muzeum Architektury i Życia Ludowego im.

Szeptyckiego we Lwowie.

Zajmuje się właśnie, do mnie należy tkanina.

Teraz właśnie przywiozłyśmy tą wystawę z Jaworowszczyzny i ja zrobiłam 11 komplektów odzieży od najdawniejszego do późniejszego.

To znaczy koniec XIX wieku i środek XX wieku.

Austria, Ukraińcy, Polacy i Związek Radziecki.

I tak można powiedzieć, że i zostali cztery pokolenia.

Babcia tak chodziła, znaczy w jednym stroju, potem jej córka, potem tak jakby od babci do wnuczka.

I właśnie za ten czas...

ponieważ zmiana tych różnych rządów była, ale oni sobie żyli, trzymali się swego, zachowali język, zachowali swoją tradycję, jak ozdobną, tak i religijną i tak dalej.

Ukraińcy, bo właśnie chodzi o Ukraińcy, bo Polacy mieli inne i hapty, i oni mówili, że my nie chodziliśmy w soroczkach, a my chodziliśmy w galkach i nie haptowaliśmy, tak jak Ukraińcy.

Dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie Piotr Zubowski.

Panie dyrektorze, ta wystawa jest rezultatem wielu działań, które Państwo podejmują, żeby pokazywać dziedzictwo pogranicza.

Dziedzictwo pogranicza, dziedzictwo kresów dawnej Rzeczypospolitej.

Ta wystawa jest dla nas niezwykle cenna, z tego względu, że organizujemy ją na pograniczu wspólnie z naszymi partnerami, współorganizatorami tej wystawy, Muzeum Architektury i Życia Ludowego ze Lwowa.

Na wystawie pokazujemy elementy lokalnego, jaworowskiego folkloru.

który jest też folklorem bliskim mieszkańcom dzisiejszej ziemi lubaczowskiej, bo skrzynie wianne, które można zobaczyć na wystawie, skrzynie pochodzące z naszej kolekcji, jeszcze znajdziemy w wielu domach

One bardzo często nie funkcjonują już w takich przestrzeniach mieszkalnych, a bardziej są wykorzystywane do celów gospodarczych, gdzieś tam w chlewikach, stodołach.

Często zniszczone, ale mamy takie informacje, że są i widzimy dość duży ruch na różnych aukcjach internetowych, że takie skrzynie można kupić i obserwujemy te aukcje i dość często trafiają one właśnie do nas za pośrednictwem takiej drogi.

No i strój ludowy.

Jeżeli spojrzymy na niego, to dostrzeżemy w nim elementy strojów, które prezentujemy na co dzień na naszej wystawie stałej Kultura Wsi Lubaczowskiej, bo te elementy stroju fakt faktem, jakby mamy takie odrębności regionalne, ale one się ze sobą przenikały i elementy stroju jaworowskiego dostrzeżemy też w stroju, który był.

strojem występującym na terenie ziemi lubaczowskiej.

I tą wystawę skrzyń wiannych, elementu związanego z obrzędowością weselną, w którym panna młoda wnosiła swoje wiano, stroje, elementy biżuterii, trzymała w nich dokumenty,

Ta wystawa jest dopełniona przez zabawkę jaworowską, czyli ten trzeci element jaworowskiego folkloru.

I tu widzimy na naszej wystawie zarówno zbiory oryginalne z pierwszej połowy, pierwszej tercji XX wieku,

ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im.

Seweryna udzieli w Krakowie, Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej i te kolekcje kilkunastu oryginalnych zabawek uzupełniają zabawki współczesne ze zbiorów prywatnych Oksany Kochut i Ostapa Sojki z Iwano-Frankowego.

Iwano-Frankowe, dawny Janów Lwowski.

Tak się nazywa ta miejscowość.

Zabytkowe drewniane zabawki, skrzynie wianene i stroje ludowe z Jaworowa można oglądać na najnowszej wystawie w Zespole Cerkiewnym w Radrużu.

Przypomnijmy, to jeden z oddziałów Muzeum Kresów w Lubaczowie, a z twórcami ekspozycji rozmawiała Iwona Piętak z Polskiego Radia Rzeszów.

U dwunasty godzini idym sy przez Lwów, upiłem si na wini, awantura znów.

wi do mnie Batiarwek, ja w cylinder paf.

Gdy tramwajem jechał ja, baba robi krzyk.

Ktoś turebki grajfnął jej łapać, pomóc w mig.

Ali jej się tak zdawało, bo mia chultaj jakich mało.

Ali jej się tak zdawało, bo mia chultaj jakich mało.

Wtem nadchodzi policaj i zabiera głos Ja swą gierę odwijam, policaja w nos Aż mu z nosa pokapało Będz go jeszcze, bo to mało Aż mu z nosa pokapało Będz go jeszcze, bo to mało

I pod krzaczkiem wonnych róż spałem całą noc.

Szwenderbal si zaczyna, muzyczka gra już.

Szanowni Państwo, 11 września w ubiegły czwartek w Centrum Kresowym w Bytomiu przy ulicy Moniuszki 13 odbyło się spotkanie z cyklu Spotkania Czwartkowe u Kresowian pod hasłem Duch Kresowy w uroczystościach.

Byli zaproszeni specjalni goście, wiceprezydent Częstochowy dr Ryszard Stefaniak oraz szef Centrum Macierz Polonii Marek Patecki.

Na miejscu z mikrofonem była Agnieszka Baron-Twarkowska.

Za dwa tygodnie będę w Polskim Gimnazjum na Łotwie w Rezekny, jeszcze 100 kilometrów za Dźwińskiem czy Dałgopilis, tak jak to dzisiaj się nazywa.

I oczywiście tam również będę jako prezydent

Reprezentant naszego tutaj kresowego środowiska.

Moim gościem jest teraz wiceprezydent Częstochowy Ryszard Stefaniak, który dzisiaj wystąpił właśnie podczas spotkania w Bytomiu jako członek, miłośnik właśnie Kresów.

Kresy są dla nas bardzo ważne, bo jak pisze Norman Davies, serce Polski biło na kresach.

Tak dla ludzi urodzonych właśnie tutaj na ziemiach dawnych Rzeczypospolitej, wychowanych na poezji Słowackiego, poezji Mickiewicza, na prozie Sienkiewicza, serce biło na kresach i o tym musimy pamiętać.

Musimy również pamiętać o tym, o czym mówił marszałek.

Piłsudski, że Polska to jest ten obwarzanek, pusty trochę w środku, ale to co najlepsze, najlepsi ludzie są na Kresach.

A skąd u Pana zainteresowanie Kresami?

No nie, ja generalnie urodziłem się w Katowicach i gdyby może tak sięgać daleko, no to raczej z takiej powstańczej śląskiej rodziny, natomiast jestem z zawodu również historykiem, więc moją specjalnością jest...

Historia najnowsza, to jest ten okres po roku 1918, no i w tych sprawach się jak gdyby trochę specjalizuję.

Poza tym przyjaźnimy się od dłuższego okresu czasu z ojcem Eustachem Rakoczym, jasnogórskim kapelanem żołnierzy niepodległości i te kwestie związane z historią Polski, z historią kresową, z postaciami generała Romana Abrahama,

generała Boruty Spiechowicza, czyli tymi dowódcami, którzy jako kapitan, jako porucznik w listopadowej obronie Lwowa, właśnie od 1 do 22 listopada 1918 Polski w Lwów walczyli i później w Częstowie organizowali spotkania kombatantów, którzy ufundowali tablicę Orląt Lwowskiej na Jasnej Górze, którzy prowadzili tę drugą obronę Lwowa, czyli

walkę o odbudowę i ochronę przed zniszczeniem cmentarza Orlan.

To są te problemy, które są mi bliskie po linii zainteresowań historycznych.

Ale ta historia też pisana jest po nowemu.

Sam poniekąd tworzy Pan, biorąc udział właśnie w tych spotkaniach, nową historię.

Tutaj na dzisiejszym spotkaniu przedstawiłem taką ideę zorganizowania takiego międzynarodowego konkursu na pracę historyczno-literacką w takim trochę temacie w kręgu kresowej Atlantydy, która będzie poświęcona ludziom.

miastom, miasteczkom, wydarzeniom związanym z kresami tymi południowo-wschodnimi, ale również północnymi, czyli będzie to poświęcone postaciom związanymi z kresą.

Na przykład jednym z tematów będzie Lwowska Szkoła Matematyczna.

Wiadomo, że chociażby Stefan Banach musi się tu przewinąć.

Galicyjska Pensylwania, Borysław, czyli też miasto przemysłowe, ale i Janowa Dolina.

ale i Maria Rodziewiczowa i Kazimiera Iłakiewiczów, która na kresach miała swoje początki, ale i również zbrodnia wołyńska, los Polaków na wschodzie, operacja polska NKWD.

Będzie to konkurs złożony z kilku bloków tematycznych i pomysł jest taki, że najlepsze prace uczniów zostaną wydane w postaci książkowej.

Nie broszurki, książka pewnie będzie miała ze trzysta stron, może więcej.

Dlatego, że ideą moją byłoby to, by te teksty, jeżeli to będą dzieci z Litwy, z Łotwy czy z Ukrainy, i te polskie, i te ukraińskie, by te prace w języku polskim, ukraińskim, łotewskim czy litewskim również się odbyły polskim.

tym drugim, po to, żeby ta wiedza o tym, czym jest ta ziemia, jak wielcy ludzie tę ziemię budowali, tworzyli i co na niej się znajduje, niosła się jak gdyby w lód.

A to telefon redaktor Skalskiej właśnie teraz dzwoni.

Panu bardzo dziękujemy za rozmowę.

No i co, myślę, że jeszcze pewnie o tym konkursie porozmawiamy, kiedy wystartuje nabór.

Tak, myślę, że rozpoczniemy ten konkurs w październiku.

Jeden z gazety czyta, radia słucha ktoś, A ten z telewizji wie, już gdzieś się stało coś.

Drugi gryzi się Berlinem lub Ginewu znów, Trzeci każdy słówko łowi z politycznych mów.

Do mojego świata, z którym ja się zrób Mogą sobie gadać w doli i na szyci Moje życie moim życiem, a nie ich Co mnie z tego, tak kolego Gadać łatwo, ale tęsknić to jest mus Podróżało, otaniało, pociepliało, źle Pozimniało, odtajało, nie obchodzi mnie

Ten wyleciał, ten przyleciał, konferencja zjazd.

Sto tytułów, dwieści nazwisk, trzysta różnych miast.

My bez miasta swego, ono bez nas tam, do księżyca.

do lwowskiego.

W obcych miastach noc ci śmiej pod latarnią.

My z baciarnią lwowską ci śmiejemy z niej.

Obiecują złote góry, mówią, będziesz lord, a my oba tak śpiewamy, opuszczając port.

Co nam z tego, co nam z tego, my do Lwowa, do naszego, czołem cześć.

My baciary obaj jakie my tam lordy, Z każdej mordy po dwa razy pijemy wód.

Miśko i Nuśko śpiewają co nam z tego.

A ja ciekawa jestem, kto z Państwa pamięta autora następującego cytatu.

Cieszy mnie ten Rym, Polak mądr po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi.

Oczywiście, szanowni Państwo, to Jan Kochanowski.

Za nami narodowe czytanie utworów tego wspaniałego, renesansowego poety.

A jak było we Lwowie?

Nasz nieoceniony Marian Frużyński przybliży nam to wydarzenie.

6 września w całej Polsce, poza granicami kraju i oczywiście we Lwowie odbyło się narodowe czytanie poezji Jana Kochanowskiego.

na lwowskie uroczystości, a było bardzo uroczyście, pod patronatem konsulatu generalnego Rzeczypospolitej Polskiej.

W ogrodzie botanicznym siedzieliśmy na krzesłach, duża polana ze starą lipą, dookoła kwiaty, krzewy, dalej drzewa.

Narodowe czytanie rozpoczął konsul generalny Marek Radziwon.

Osłyszeliśmy fraszki, treny, inne wiersze poety w wykonaniu znanych osób.

Oczywiście nie zabrakło dyrektora i reżysera Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniewa Chrzanowskiego.

Siedział w fotelu, pod lipą, w ubraniu z epoki, z lutnią, z wielką księgą.

Mnie wzruszył bardzo tren ósmy.

Wspaniałe wykonanie aktora Tadeusza Chudyckiego.

Myślę, że nie tylko mnie się bardzo podobało wykonanie, to niektórzy nawet łzy ucierali, wiedziałam.

Wieczór był pięknym jesiennym, ale ciepły dzień, zachód słońca, zapachy kwiatów, cała atmosfera była naprawdę niezwykła.

Na zakończenie usłyszeliśmy pieśń świętojańską o Sobótce, ale wykonanie było też takie niezwyczajne.

Koncert praktycznie w jazzowym wykonaniu Magdy Goworskiej.

Na pamiątkę każdy mógł otrzymać książkę, tomik poezji Jana Kochanowskiego z odpowiednim stemplem.

Wracaliśmy wieczorem pełni wrażeń, było pięknie.

I kończymy naszą audycję, Szanowni Państwo, zaproszeniem na kolejne czwartkowe spotkanie w Centrum Kresowym w Bytomiu przy ulicy Moniuszki 13.

Odbędzie się tam spotkanie czwartkowe u kresowian, a jego tematem będą wypędzenia z kresów.

Serdecznie zapraszamy, nie może Was tam zabraknąć.

Kłaniają się Państwu i życzą dobrej niedzieli.

Krzysztof Kiczek i Ewa Węglarz.

Bóg jest w nas, we wspomnieniach, w marzeniach, w snach.

Bóg jest w nas, epopeja bez końca trwa.

Jest wraz, w naszych sercach zatrzymał się czas, tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu kamienne lwy Mają w oczach polskie łzy Urodzeni w niepodległej Polsce Urodzeni wiele lat po Jałcie Urodzeni w nowej już Europie Wspomnieniami powracamy zawsze

Do tych ulic, do tych placów, do tych domów Gdzie nie mieszka już nikt z naszych bliskich Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy

Bóg jest w nas we wspomnieniach, w marzeniach, w snach Bóg jest w nas epopeja bez końca trwa Bóg jest w nas

W naszych sercach zatrzymał się czas.

Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Lwów jest w nas, we wspomnieniach, w marzeniach, w snach.

Lwów jest w nas, epopeja bez końca trwa.

Lwów jest w nas, w naszych sercach zatrzymał się czas.

Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Ostatnie odcinki