Mentionsy

Ludzie
21.01.2026 23:05

Ikona mody - Arkadius. Audycja Agnieszki Obszańskiej

Arkadius - urodzony w Parczewie absolwent Central Saint Martins College of Arts and Design w Londynie, gdzie odbył też kilkumiesięczny staż w Domu Mody jednej z największych gwiazd świata mody przełomu wieku - Alexandra McQueena. Ubierał liczne gwiazdy show-biznesu, m.in. Björk, Janet Jackson, Christinę Aguilerę. Jego okulary nosili m.in. Brad Pitt, Gwen Stefani, Justin Timberlake. W rozmowie z Agnieszką Obszańską opowiada rożne historie z największych wybiegów i domów mody.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 250 wyników dla "Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi"

Dobry wieczór, Agnieszka Obszańska i godzina, w której najważniejsi są ludzie i historie.

Historie to są bardzo różnorodne, tak jak różnorodne są biografie i nasze doświadczenia.

O świat mody dzisiaj zahaczymy.

A ten moment jest dość wyjątkowy, tak jak wyjątkowa jest biografia naszego gościa, który rzadko bywa w Polsce.

A w zeszłym roku mogliśmy oglądać fantastyczną wystawę związaną z jego, chyba nie nadużywam tutaj słów, ikoniczną twórczością.

To było w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

W jej tytule pojawiły się wielkie namiętności i konfrontacje, a nam udało się spotkać przy okazji tej wystawy.

O żadnym polskim projektancie mody nie było tak głośno na świecie jak o nim.

Kontrowersyjny, skandalizujący, pisano, ale równie często pisano wizjoner.

Arkadiusz Weremczuk, czyli Arkadiusz.

Witam serdecznie.

To jest też taka wyjątkowa okazja, ponieważ ty, Arkadiuszu, mieszkasz na co dzień w Brazylii.

Zatem to jest takie twoje miejsce na ziemi.

O tym, mam nadzieję, też porozmawiamy.

Pierwsza tak duża, przekrojowa wystawa twojej twórczości.

Twojej twórczości mówię bez kozery, ponieważ twoja moda, twoje projekty to jest sztuka.

Zatem we właściwym miejscu się znalazła.

To jest przekrój przez całe twoje życie artystyczne, ale nie tylko artystyczne.

Te wszystkie wątki, mam nadzieję, poruszymy, ale opowiedz.

Jakie wrażenie zrobiła na tobie wystawa w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi?

Byłem niezmiernie wzruszony, jak zobaczyłem ją po raz pierwszy w tym kontekście zaprezentowanym w muzeum.

Nigdy sobie nie wyobrażałem, że to będzie wyglądało w tak piękny sposób i że te rzeczy będą tak niesamowicie odnowione, bo ja je ostatnio widziałem, wcześniej jak je widziałem, to one były w workach od śmieci.

Zgniłe, podjedzone przez insekty, myszy i tak dalej i ja nie wiedziałem, że w ogóle...

To można tak to odnowić i całość w ogóle jest w tym kontekście, że byli też inni artyści zaproszeni do tej wystawy, że po prostu jest jedną wielką całością, jest piękna.

I to jest moment, w którym możemy uzmysłowić sobie, jak nieprawdopodobna jest to historia.

Projektant, taki jak ty, który wyjeżdża do Londynu.

No i właściwie tam ta kariera wybucha w taki sposób, że nie ma pisma modowego i nie tylko modowego, pisma lifestylowego, które by o tobie nie pisało.

Od Paryża przez Nowy Jork jesteś porównywany do Aleksandra McQueena, Steli McCartney, Vivianne Westwood.

I tutaj mówisz o workach na śmieci.

To jest w ogóle nieprawdopodobna historia twojego życia, ale i twórczości.

W tym bardzo dużo zwrotów.

To zacznijmy może od tych worków na śmieci, bo wiele twoich kolekcji przeleżało gdzieś w kontenerze w Szkocji.

Jak pakowałem całe moje atelier w Londynie, to był rok 2007 tak naprawdę.

No to te rzeczy musiały być zachowane, gdzieś przewiezione, ale storage, takie miejsca mamy w Londynie, które się nazywa storage, gdzie się przechowuje powiedzmy meble, jakieś tam rzeczy osobiste, były bardzo drogie.

Mnie po prostu na to nie było stać i u mojego przyjaciela w ogrodzie po prostu kupiłem kontener, taki duży, no i tam zawioziłem te wszystkie rzeczy, zostały tam ustawione w ogrodzie.

I w naturze, no po prostu jest pole, jest kontener, są jakieś tam drzewka, no i też wszystkie rzeczy tam były zapakowane, no ale te rzeczy leżały przez jakieś 8 lat bez otwierania tych drzwi, no wiadomo jest wilgotność powietrza, jest i deszcz, jest i śnieg i tak dalej, no i później jak otworzyliśmy ten kontener...

To tam naprawdę 50% prawdopodobnie od razu zostało zniszczone, a drugie 50% przewieźliśmy do Polski i to zostało częściowo odnowione, tak z grubsza powiedziałbym.

No i później znowu to trafiło do piwnicy, do kolejnej piwnicy te rzeczy przez kolejne dwa czy trzy lata, dopóki właśnie Marcin nie odkrył tego, że to może być uratowane.

Marcin, czyli Marcin Różyc, kurator wystawy zatytułowanej Arkadius.

Wielkie namiętności.

Ja od razu powiem, że jest to jedna z najlepszych wystaw jakie zobaczyłam na pewno na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

Być może ktoś ze słuchaczy i słuchaczek miał okazję odwiedzić Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi od czerwca 24 roku do lipca 2025.

Bo długo, długo, nieco ponad rok mieliśmy na to, by przyjrzeć się projektom Arkadiusa, ale nie tylko, bo były one skonfrontowane z tkaninami z kolekcji Muzeum i sztuką współczesną.

Ale wróćmy do fundamentów Twojej pracy.

Co było dla ciebie najważniejsze przy okazji tworzenia mody?

Bo teraz także tworzysz.

I to jest niesamowite, że ta pasja do sztuki, bycie twórcą w tobie w ogóle nie zniknęło z momentem, kiedy przestałeś się projektować bardzo świadomie.

Ale to co było dla Ciebie najważniejsze przy okazji tworzenia kolekcji i balansowania na granicy mody, sztuki, ale też niesamowitości odniesień, teatru, literatury, tego co się dzieje w bardziej surowych też miejscach, to wszystko było ze sobą połączone.

Jak powstał ten Arkadius, który wyraża siebie i co chciał wyrazić?

Przede wszystkim dla mnie ważne było komentowanie naszego życia, to co nas otacza, czyli tak naprawdę życie to nie jest, jak to się mówi, życie to nie jebajka, że to nie są tylko kwiaty i orchidee, ale są różne inne tematy, które często nas dotykają osobiście, jak nasze życie się potoczy, w jakim społeczeństwie żyjemy.

Jak z Twojej perspektywy chłopaka, który z Parcheva trafia do Londynu, to są zbiegi okoliczności, że w 5 sekund stajesz się projektantem, który jest na okładkach największych modowych pism na świecie?

Jak to się dzieje w świecie mody?

No to tak, te 5 sekund to jest tak naprawdę 5 lat.

Dlatego, że od momentu kiedy zacząłem studiować modę w San Martins do momentu ukończenia to były dokładnie 5 lat.

Czyli tak naprawdę 5 lat to jest 5 lat wyrzeczeń, 5 lat bez wakacji, 5 lat bez przyjazdu do Polski, żeby się spotkać z rodziną, z rodzicami.

I to po prostu jest charówka, ale charówka, która była bardzo ciekawa dlatego, że tak naprawdę to była moja pasja, to mnie bardzo interesowało i najciekawszą rzeczą dla mnie to było właśnie robienie tego research, o którym właśnie Marcin mówi, że ten cały research może cię zaprowadzić z jednego terytorium do drugiego i możesz odkryć ciekawe rzeczy po drodze.

A ja zawsze byłem taką ciekawą istotą.

No i wiadomo, taki powiedziałbym Londyn lat 90.

To były wyjścia.

Zresztą moją najbliższą przyjaciółką z czasów studenckich była Gośka Macuga.

Tak jak ja byłem wtedy zajęty w tamtych czasach, tak Gośka dzisiaj jest zajęta.

No działa wszędzie.

I wiadomo, że jak ma się przyjaciół artystów, no to chodzi się na te wszystkie wystawy, chodzi się do tych muzeów, do tych galerii, na eventy różne, czy to jest Chelsea Flower Show związany z naturą, czy to jest The Torture Garden, na którym zawsze był Jean Paul Gaultier.

To są takie ekstremalne sytuacje, ale to wszystko jest właśnie związane z naszym human nature, z naszą naturą ludzką.

I to mnie bardzo fascynowało, że życie może być tak różnorodne.

To jest właśnie to najważniejsze 5 lat do 2005 roku.

Mniej więcej, kiedy świat mody wchłania Twoje projekty, masz w Londynie 10 pokazów, z czego 8 jest na londyńskim takim bardzo prestiżowym wydarzeniu.

Kto pojawi się na tym tygodniu mody w Londynie, ten wygrywa może do następnego pokazu, ale wygrywa minutę sławy.

Ale to jest jeszcze arcyciekawe w tym, jak myślałeś o modzie, że bardzo mocno angażowały cię tematy zwykle pomijane w świecie mody, a jednak ten świat cię wchłonął, ten świat cię pokochał.

Pojawiasz się w 2003 roku z kolekcją Zjednoczone Stany Umysłu, zresztą suknia balowa z piórami, ze skrzydłami, dwoma gołębiami, taki ikoniczny twój projekt, otwierała łódzką wystawę

I jednocześnie była twoim manifestem.

No ta kolekcja właśnie była sprzeciwem do nielegalnej inwazji w Iraku.

Jak się okazało dopiero później, powiedzmy 10 lat później, że to było po prostu wszystko wymyślone.

Ale ja, jako człowiek, jako artysta, chciałem się sprzeciwić temu, że tak naprawdę te siły, które rządzą naszym światem, decydują za nas, zwykłych ludzi, rzeczy, których my nie chcemy.

Ja właśnie w tej kolekcji pokazywałem, że tak naprawdę my ludzie, czy pojedziesz do Iraku, czy pojedziesz do Izraela, czy pojedziesz do Ukrainy, czy pojedziesz do Rosji, my ludzie mamy ze sobą o wiele więcej wspólnego, niż ludzie, którzy nami rządzą.

Ja się temu sprzeciwiłem.

Oczywiście wtedy absolutnie nie wiedziałem,

I to jest clue tego, co robiłeś, ale tak naprawdę aktualności tego, bo że wiemy, jesteśmy w czasach, w których historia się powtarza.

Jesteśmy dwa lata później i zaglądamy znowu do Londynu, bo ten największy rozkwit twojej twórczości i tej ogromnej sławy, no bo przecież ja jeszcze o tym nie wspomniałam, ale twoje stroje nosiły Björk, Janet Jackson, Christina Aguilera.

Ja nie wiem, czy ja dobrze pamiętam, ale Christina Aguilera chyba odbierała nagrodę MTV Awards.

Ale właśnie ta kolekcja, tu znowu wchodzi nam kontekst polityczny, ale ten, który jest jak najbardziej globalny, bo dokładnie ta kolekcja, wychodzisz z nią na wybieg dokładnie tydzień po World Trade Center, czyli po tej wielkiej tragedii i znowu manifestujesz.

No właśnie, to było bardzo ciekawe, dlatego że w tym kontekście zeitgeistu tego, co się działo na świecie wtedy, ja zrobiłem tą kolekcję absolutnie nie wiedząc, bo ta kolekcja była już gotowa tydzień wcześniej przed pokazem, bo to mniej więcej tydzień po tym wydarzył się mój pokaz, i później się dziennikarze mnie pytali, skąd ty wiedziałeś?

Jak mogłeś to przewidzieć?

A ja mówię, słuchaj, jestem po prostu tylko i wyłącznie obserwatorem.

To, co się dzieje, to może nas doprowadzić do takich sytuacji.

No i doprowadziło i ja pamiętam, że wielu projektantów, bo w Nowym Jorku to bardzo dużo pokazów zostało odwołanych w ostatniej chwili, a w Londynie kilku projektantów odwołało, no bo...

Jakby zadecydowali, że nie jest to adekwatne w takim momencie pokazywać, robić pokaz.

A ja właśnie przez to, że ten pokaz miał taki, a nie inny przekaz, odbył się ten pokaz.

I nigdy nie zapomnę, dziewczyna, która nosiła Petra Nemcova, modelka, która nosiła tą właśnie suknię finałową z tymi gołębiami zakrwawionymi, powiedziała, że to był dla niej najbardziej emocjonalny moment w jej życiu modelingu.

I mówimy tutaj o tej symbolicznej, spektakularnej sukni z kolekcji Zjednoczone Stany Umysłu.

Bardzo dużo przekazu symboliki we wszystkich twoich projektach, ale nie unikasz także odwołań do świata sztuki.

Także projektujesz stroje do opery, chociażby przywołajmy tutaj Mariusza Trelińskiego i operę.

No pewnie.

Wspaniała produkcja opery narodowej w Warszawie i Los Angeles Opera.

Więc wspaniale poruszasz się między światem sztuki a mody.

A gdzie w tym wszystkim byłeś ty?

No i mnie, jak osoby, wtedy nie było.

Dlatego, że ja nie miałem czasu na moje życie prywatne, na to, co robiłem.

Tylko po prostu wszystko, cała moja energia, cały czas, był to Arkadius.

Czyli tak naprawdę to była persona trzecia.

Bo ja osobiście, jak ja bym miał wybór,

Jakie życie chciałbym mieć, takiego życia bym nie wybrał.

Ale z drugiej strony chciałem po prostu artystycznie robić te rzeczy, w które ja wierzyłem.

I no właśnie dzięki temu właśnie powstał ten Arkadius.

Te wszystkie moje pomysły, te wszystkie pokazy, te wszystkie sytuacje.

No ale ja dopiero teraz jako Arkadiusz Weremczuk odnalazłem się w moim nowym życiu w Brazylii.

I to jest piękna historia, ponieważ sztuka w twoim życiu istnieje do tej pory.

I oczywiście ten nieprawdopodobny okres, który odbił się szerokim echem na całym świecie.

Arkadius, który był jednym z najważniejszych modowych nazwisk na świecie.

Dla ciebie bardzo intensywny pewnie i trudny.

Ale jak myślimy sobie o przedziale 1999-2005, to to, że kończysz swoją twórczość i ten romans z modą i sztuką, no może być zadziwiający.

Ale z drugiej strony, to co dzisiaj się dzieje, to jest piękne, bo ty cały czas uprawiasz sztukę.

Ale to jest taka sztuka, która nie jestem po pierwsze oceniany, po drugie nie jestem w mediach, tylko po prostu... Przepraszam bardzo za to zaproszenie.

Czy to sprawia tobie w ogóle przyjemność jakąkolwiek jeszcze?

To znaczy tak, z perspektywy tego, co się wydarzyło tych wielu lat, jak ja jestem w Europie teraz raz na rok, przez miesiąc powiedzmy i mam dwa, trzy, cztery wywiady, to mi to nie przeszkadza absolutnie.

I to nie jest taka sytuacja jak kiedyś, że kiedyś też tworzyłeś jakby nie było ten produkt, który musiał być sprzedany.

Dzisiaj nic nie tworzy, co musi być sprzedane.

Także nie ma takiej presji, tylko po prostu my sobie rozmawiamy jak byśmy rozmawiali sobie przy kawie na przykład.

A rozmawiamy nawet przy kawie, możemy zdradzić naszym słuchaczom i słuchaczkom.

Bez presji powiedzmy dzisiaj to wszystko się wydarza.

Dlaczego z tego wielkiego świata mody zrezygnowałeś?

Co sprawiło, że z tego Arkadiusa, który był na językach wszystkich największych, nie tylko ze świata mody, ale także popkultury.

Jak dzisiaj pamiętam, bo ta recepcja w Polsce i za granicą u ciebie była zupełnie inna, ale jak dzisiaj pamiętam, to była końcówka lat 90., początek 2000.

Kiedy ja z przylepionym nosem do szyby, już nie w kiosku, tylko takim nowym, pięknym, pachnącym budynku, gdzie po raz pierwszy mogliśmy oglądać czasopisma z kolorowymi ogładkami, przedruki, ale też polskie wersje zagranicznych czasopism, których nigdy u nas nie było, ja z tym nosem przy szybie czytam.

Ty byłeś postacią, która pojawiała się w gazetach.

O tobie się mówiło, o tobie się pisało.

Za granicą pisało się w kontekście twojej wielkości jako projektanta.

Czemu rezygnujesz z tego świata?

To było kilka takich aspektów.

To był aspekt personalny, ale również aspekt biznesowy.

Cały ten upadek tej polskiej firmy wtedy nie przyczynił się na pewno pozytywnie do moich decyzji osobistych.

Twoją firmę, którą założyłeś w Polsce, bo przypomnijmy, to też jest bardzo ciekawa historia.

Halo, to jest gotowy scenariusz na film, ale to jest o tym, że kiedy wszyscy z Polski wyjeżdżają, żeby pracować za granicą, bo wreszcie można tę granicę przekroczyć, ty wracasz do Polski i zakładasz butik i firmę.

Pojawił się ten polski inwestor, który miał siedzibę w Warszawie.

Polska wchodziła rok później do wspólnoty europejskiej.

To był rok 2003, Polska weszła w 2004.

Mamy do wyboru albo zostać w Londynie z teamem około pięciu osób, na którą wtedy firmy było stać, lub przenieść się do Warszawy, do nowego powiedzmy terytorium, nowego kraju we wspólnocie i tam nam będzie stać kosztowo na trzydzieści pięć osób.

Czyli albo pięć w Londynie i małe atelier, albo trzydzieści pięć osób w Warszawie.

No to ja mówię okej.

Jak mamy się rozwijać i iść do przodu, no to wybieram tą Warszawę.

Biznes upada i to jest jeden z powodów też, dla których kończysz z modem, ze światem mody?

Tak, zdecydowanie tak.

No bo była taka sytuacja, że jeżeli tak bardzo się zawiedziesz na kimś, kto powinien być tak blisko ciebie, w tym wypadku twój wspólnik biznesowy,

To ciężko jest coś takiego odbudować, bo pieniądze, że traci się w biznesach pieniądze, to jest normalne.

Każdy może kiedyś tam zbankrutować, ale w jaki sposób to się wydarzy, to już jest zupełnie inna sprawa.

Bądźmy przyzwoici.

Taka podstawowa zasada, którą warto w życiu się kierować.

A co cię jeszcze zmęczyło w tym świecie?

Jak ty pracowałeś?

Jak to było intensywne i co sprawiło tak naprawdę, że powiedziałeś pas?

Z tym życiem, z tym szampanem, z tym brokatem, z tym byciem na okładkach gazet nie jest łatwo skończyć.

Dla mnie właśnie to była najmniej interesująca część mojego życia, dlatego że dla mnie najbardziej interesująca to była właśnie ta strefa kreatywna, robienie tego researchu całego, który kochałem i cała część artystyczna w tym, co ja robiłem, to było może

Tylko i wyłącznie 5%, a 95% to był zarówno biznes, dystrybucja, produkcja, czyli te mniej fajne rzeczy, PR itd., podróże, które się nigdy nie kończyły.

Bo ja w czasie tych 6 lat miałem w sumie 30 pokazów na całym świecie.

Od Singapuru po Moskwę, po Sao Paulo itd., itd.

Także w Warszawie zresztą miałem chyba 2 czy 3 pokazy tak naprawdę.

Także to się w ogóle nie kończyło.

W samej Warszawie cztery.

No to było takie bardzo męczące dla mnie i to nie było takie przyjemne, a ludzie myśleli, a idę na after show party, gdzieś tam jest impreza i tak dalej.

Ja musiałem to robić, bo jeżeli miałem taki pokaz, miałem sponsorów.

Sponsorzy później organizują event dla swoich gości.

To ja nie miałem wyjścia, że odbył się pokaz, byli sponsorzy, zapłacili za to kupę kasy i że ja bym się nie pojawił na przykład na after show party.

Także ja bym wolał pójść sobie do hotelu i na przykład sobie film obejrzeć.

Show biznesu w ogóle.

Bo jak na przykład piosenkarze mają swoje koncerty, też mają sponsorów, to na pewno są w takiej samej sytuacji, że nie mogą sobie po prostu pójść do hotelu i odpocząć, tylko mają zobowiązania biznesowe.

A my rozmawiamy już bez tej presji, jaka towarzyszyła wielu twoim wywiadom w przeszłości.

Opowiadasz o tej drugiej, mniej widocznej twarzy show biznesu, o rygorze, o zmęczeniu eksploatacji zarówno tej fizycznej, jak i psychicznej.

Ty z tym skończyłeś, ale zostawiłeś jakąś furtkę, bo incydentalnie decydowałeś się jeszcze na jakieś przedsięwzięcia.

No to był taki projekt po dziesięciu latach już opuszczenia tego rynku i powstał jakby taki projekt, który nie był to Arkadius, ale ja byłem dyrektorem artystycznym, czyli Politically Incorrect Fashion.

To był taki powstanowy brand, który miał komentować nasze życie, tak jak zresztą w ogóle główną inspiracją tego miał być Banksy, to co on robi w sztuce.

No i ten projekt niestety przetrwał tylko dwa sezony, dlatego że ci inni ludzie, którzy pracowali przy tym projekcie, bo ja miałem być tylko i wyłącznie dyrektorem artystycznym, byli na normalnych etatach i czasowo jednak nie było to możliwe, żeby połączyć ten projekt z ich etatami i to się na tym skończyło.

Ale zyskałeś drugie życie, konsekwentnie zdecydowałeś się zerwać ze światem mody.

Brazylia była twoim naturalnym wyborem, czy to był przypadek?

To był przypadek, dlatego że mój naturalny wybór, ja mieszkałem wtedy w Londynie, to była Tajlandia, którą też zresztą notabene bardzo lubię i tam często jeździłem, znalazłem nawet swoją tam ziemię, którą miałem kupić wtedy, ale przez przypadek właśnie Gośka miała, Gośka Matsuga miała wystawę w San Paulo, reprezentowała Wielką Brytanię na San Paulo Biennale.

No i zaprosiła mnie i w ogóle ultimatum mi postawiła, bo ja byłem wtedy bardzo zajęty tym tematem okularów.

Miałem wystawę w Paryżu i tak dalej.

Ona mówi, że jeżeli nie przyjedziesz do mnie, to się nie odzywam do ciebie.

Byliśmy chyba w São Paulo przez trzy dni, no i później pojechaliśmy do Bahia, do Stanów, w którym ja mieszkam i w którym się zakochałem.

I byliśmy przez cztery dni w Salwadorze i później pojechaliśmy na tą wyspę, która później została moim domem.

I właśnie dzięki, bo to nie sam Salwador sam sobie, tylko przede wszystkim ta wyspa mnie podbiła, moje serce.

Wróciłem do Londynu i tylko sześć tygodni później już przeprowadziłem się tam na stałe.

Co jest dla ciebie, Arkadiusa, ale też Arkadiusza Weremczuka najważniejsze dzisiaj?

Wolność.

W czym ona się przejawia?

W tym, że po prostu nie mam presji z niczym, że po prostu mogę sobie robić to, co chcę, że jeżeli chcę spać do ósmej, to śpię do ósmej, nie muszę wstawać o szóstej, że jak chcę pojechać na wakacje sobie do Amazonii, to sobie jadę na wakacje do Amazonii, że po prostu nie mam zobowiązań biznesowych, że ja muszę coś robić i to jest dla mnie wolność.

Ale cały czas tworzysz.

To jest taki imperatyw.

Ty jesteś wiecznym artystą.

Wydaje mi się właśnie, że artystą właśnie się jest.

Tak mi się wydaje.

Moją namiętnością dzisiaj jest właśnie natura przede wszystkim.

Co w niej odnajdujesz?

Spokój i wolność.

To jest w ogóle dosyć spektakularne, co mówisz.

Dla mnie spektakularna jest twoja postawa, że ja właściwie ogromnie się cieszę, że cała Polska i nie tylko Polska to usłyszy, bo to jest właściwie o wierności sobie bardzo i takiej sile przetrwania, ale też zrozumienia, że stawiam na swoim i stawiam na siebie.

Nie zatraciłeś się w tym wszystkim, no i gdzieś cały czas poszukujesz.

To jest fascynujące w ogóle.

No bo świat jest takim miejscem bardzo ciekawym i oczywiście antropologicznie, jak mieszkam na innym kontynencie, w innym kontekście, to właśnie ta ciekawość się jeszcze bardziej wyostrza.

To, że przeszedłem też przez Ayahuasca w ogóle zmieniło mnie zupełnie jako człowieka.

Inne rzeczy są dla mnie istotne i to mi też pomogło odnaleźć nową drogę w moich marzeniach przede wszystkim.

No marzę, żeby stworzyć taki piękny ogród, który bym był ogrodem botanicznym, ale który byłby również oazą dla ludzi, którzy być może są zagubieni w dużych miastach, a chcieliby znaleźć się w takim miejscu, gdzie marzą sobie, że istnieje raj na ziemi i to miejsce jest właśnie tym rajem.

Ale wróćmy do tego, co wydarzyło się w Łodzi.

Wystawa, którą mogliśmy oglądać w Centralnym Muzeum Włókiennictwa.

To twój taki wielki powrót, ale też sprawdzian.

Jak twoja moda rezonuje po latach?

A wydaje się, że rezonuje bardzo mocno, sądząc po zainteresowaniu i odbiorze wystawy.

To było takie spotkanie z twoją twórczością, która okazuje się bardzo uniwersalna, wciąż pobudza wyobraźnię, jednych zachwyca, drugich niepokoi, jeszcze innych prowokuje.

Jak byś w ogóle ją nazwał?

Jak byś nazwał tę wystawę?

No i dla mnie to oczywiście to jest film mojego życia londyńskiego.

Także to nie są tylko powiedzmy te piękne, kolorowe momenty, tylko to są te nieprzespane noce.

To są momenty, gdzie przygotowując kolekcję czasami spałem przez 4 godziny w ciągu dwóch tygodni.

To jest wszystko.

To jest po prostu nie tylko fajne momenty, ale naprawdę cierpienie, zmęczenie, łzy, radość.

To wszystko ja pamiętam.

Pamiętam jak mieszkałem w Londynie i musiałem jechać z miejsca na miejsce.

Bardzo szybko, żeby się nie spóźnić na kolejne spotkanie, to ja zawsze narzekałem na tych turystów, którzy idą tak powoli przede mną, nie wiedzą gdzie idą, w metrze, pogubieni są.

A później, jak już teraz byłem ostatnio w Londynie, to tak patrzyłem się jak na film z boku.

I to było niesamowite.

I tak mówiłem, Boże, dziękuję Ci tak bardzo, że zaprowadziłeś mnie tą drogą, którą mnie zaprowadziłeś i że jestem tam, gdzie jestem.

Wielkie namiętności to jest jeden z podtytułów wystawy, ale właśnie konfrontacje to drugi.

Słucham tego i też wyobrażam sobie po drugiej stronie słuchaczy, słuchaczki, osoby słuchające, którą myślą sobie Arkadius, wielka postać, ma mnóstwo pieniędzy, wyjechał sobie do Brazylijera i po prostu...

A my żyjemy tutaj zwykłym życiem, ale ty się skonfrontowałeś ze swoim życiem i to dosyć boleśnie.

Co byś powiedział tym, którzy no właśnie gdzieś są w pułapce, tak jak ty się znalazłeś kiedyś w pułapce tego wielkiego świata.

Ogon machał psem wtedy.

Tego wielkiego świata, który stał przed tobą otworem, ale jednocześnie tak bardzo cię zamęczył.

Masz coś takiego w głowie, jakąś metodę, czego się trzymać, w jaki sposób to realizować?

Zdecydowanie tak.

Po pierwsze, ja jako artysta nigdy dużych pieniędzy nie zarobiłem w życiu.

Zresztą wielu artystów mogą być słynni, niesamowici, biorąc oczywiście, wykluczając piosenkarzy, no bo raczej piosenkarze przez to, że jak już są słynni światowo, no to zarabiają kupę kasy.

Ale mogą być sławni.

I wielu ludzi myśli, że ja nie wiadomo ile pieniędzy mam.

Ja mam normalne życie, w miarę spokojne.

Ale to był też taki moment, ja nigdy nie zapomnę tego, że oczywiście jak byłem na tym topie, to myślałem właśnie, że pewnego dnia jakby dojdę do tego szczytu, że będę zarabiał ogromne pieniądze, że będzie mi stać na prywatny samolot, że będę po prostu tylko w pięciogwiazdkowych hotelach mieszkał i tak dalej i tak dalej.

Do tego momentu nigdy nie doszło, ale to absolutnie nie przeszkodziło mi, żebym zbudował sobie życie w takich realiach, które wtedy miałem, w tamtym momencie.

Pamiętam, że chyba w 2003 roku zostałem zaproszony przez rząd Malezji.

Jimmy też był, siedzieliśmy w tej wodzie i oni się tak pytają, jakie jest twoje największe marzenie?

Jak już osiągniesz ten sukces, będziesz miał te miliony, ten prywatny samolot?

A ja mówię, tak się popatrzyłem, był taki domek drewniany na górce, na tej wyspie.

Ja mówię, że moim największym marzeniem jest mieć taki domek i mieszkać w takim miejscu.

I później, jak te wszystkie problemy się pojawiły,

I miałem do wyboru albo drnąć w tym wszystkim dalej i cierpieć, albo zakończyć tam w tym momencie i po prostu zbudować sobie taki domek na tej wyspie, bez milionów, bo to się dało wtedy zrobić, no to ja wybrałem właśnie tą opcję drugą.

Zbuduj sobie ten domek na wyspie pięknej, bądź szczęśliwy tam, żyj swoje życie teraz, bo życie mamy teraz.

A nie możemy sobie odmawiać wszystkiego, co mamy po drodze po to, że chcemy mieć więcej, chcemy dojść do tego marzenia idealnego, bo czasami marzenia idealne nie są właśnie tymi idealnymi, które ty sobie wyobrażałeś.

I właśnie ten moment, jak oni się mnie zapytali, co byś chciał najbardziej ze wszystkiego, no to był właśnie ten domek na malutkiej wyspie.

I dwa lata później praktycznie, trzy lata później miałem ten domek na malutkiej wyspie.

Nie bójcie się spełniać marzeń, nie bójcie się ucinać pępowin od niczego.

Lepszego zakończenia nie wymyśliłby chyba najwybitniejszy scenarzysta.

Arkadiusz Weremczuk.

Arkadiusz, dziękuję ci bardzo za to nasze wspólne spotkanie.

0:00
0:00