Mentionsy

Krzyk Horror Podcast
27.08.2025 01:00

Wakacyjne opowieści grozy #9 FINAŁ

Chcesz więcej odcinków? Słuchaj i obserwuj Krzyk Horror Podcast, zostaw ⭐⭐⭐⭐⭐ i wyślij link z tym odcinkiem do tych, którzy lubią takie historie.


Ostatni, dziewiąty odcinek wakacyjnej serii opowiadań grozy przy ognisku. W każdą środę przez całe wakacje usłyszysz krótkie, autorskie historie.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 92 wyników dla "Marek"

Nazywał się Marek Kowalczyk i gdy mi to opowiadał, jego ręce trzęsły się tak mocno, że rozlał kawę na blat stolika.

Najbardziej szokujące jednak nastąpiło kilka dni po naszym spotkaniu, a dokładniej tydzień po nim Marek utonął w wannie w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze w bloku, 30 kilometrów od najbliższego naturalnego zbiornika wodnego.

Zanim Marek zaczął swoją opowieść, zapytał mnie o coś dziwnego.

Marek powiedział mi, że przez lata zastanawiał się, czy to był przypadek.

— Opowiem ci wszystko — powiedział w końcu Marek, prostując się na krześle.

Marek wytarł rozlaną kawę i przez moment zbierał myśli, jakby układał w głowie wydarzenia w odpowiedniej kolejności.

Marek wymieniał ich imiona, jakby odmawiał jakąś litanię.

Wszyscy się znali, kontynuował Marek.

Marek wskazał na serwetkę, szkicując nieporadnie plan ośrodka.

Marek jako ratownik miał tylko sprawdzać, czy nie piją alkoholu i czy nie wychodzą poza tereno środka.

Marek robił kolejne obchody co godzinę.

Normalnie Marek kazałby im je zgasić, ale to była ostatnia noc.

O drugiej trzydzieści sprawdziłem ich po raz ostatni przed tym jak... Marek urwał.

Marek nie wiedział wtedy, co to jest.

O 3.47 Marek zapamiętał dokładnie godzinę.

Marek zaczął tam biec, ale zatrzymał się w półkroku.

Kontynuował Marek, a jego głos stał się bardziej napięty.

Marek przyłożył twarz do zimnego szkła i wtedy to zobaczył.

Marek przełknął ślinę.

Marek zawahał się, jakby następne słowa miały moc przywołania czegoś, czego nie chciał przywoływać.

Marek próbował otworzyć drzwi, ale klamka się zacięła.

Pobiegłem po łą do szopy, kontynuował Marek.

Po raz pierwszy, od kiedy Marek zaczął to obserwować.

I w tym świetle Marek zobaczył coś, co sprawiło, że upuścił łom z dłoni.

Marek cofnął się o krok i potknął.

Marek stał sparaliżowany strachem, patrząc na krąg martwych ptaków wokół domku.

Przez szybę Marek widział, jak niektórzy próbują zebrać ręce z planszy, ale ich palce przyległy do niej, jakby były przyklejone.

Marek zacisnął pięści.

Marek wziął głęboki oddech.

Marek pokręcił głową.

Marek spojrzał mi prosto w oczy, a w jego wzroku zobaczyłem coś, czego nigdy nie zapomnę.

Marek wciąż próbował wyważyć drzwi łomem, gdy usłyszał jak Piotr, który przed chwilą mówił cudzym głosem.

Marek mówił teraz szybko, jakby sam był w panice.

Jedno, fatalne, które Marek słyszał wyraźnie przez uchylone okno.

Marek poczuł, jak włosy stają mu dęba na karku.

Kiedy Marek w końcu zdołał rozbić szybę łomem, zobaczył ich.

Marek dotknął swojego czoła, jakby wciąż czuł ból głowy po tamtej nocy.

Marek zamknął oczy.

Marek przerwał swoją opowieść i sięgnął po telefon.

Marek mówił cicho, jakby bał się, że ktoś ich podsłuchuje.

Marek przesunął palcem po ekranie, pokazując kolejne zdjęcie.

Marek pokazał mi kolejne zdjęcie.

Marek znalazł coś więcej.

Marek schował telefon.

Marek patrzył mi teraz prosto w oczy.

Marek wyjaśnił im wtedy swoją teorię.

Marek zacisnął dłonie w pięści.

Marek nalał sobie wodę z drżącą ręką.

Marek przełknął ślinę.

Marek aż zadrżał.

Marek obserwował, jak wszyscy członkowie grupy wstrzymują oddech, jakby najmniejszy dźwięk mógł zepsuć cokolwiek.

Marek przetarł oczy, jakby wciąż nie mógł uwierzyć we własne wspomnienia.

Marek pokazał mi swój stary czasomierz, jakby to był dowód w tej sprawie.

Marek widział, jak jej ręka drży, jak co chwilę przerywa i patrzy w stronę jeziora, jakby nasłuchiwała czegoś, co tylko ona mogła usłyszeć.

Marek mówił teraz bardzo cicho.

Marek zacisnął pięści.

Wtedy Marek zauważył coś, co wcześniej umknęło jego uwadze.

Marek wziął głęboki oddech, jakby następna część historii wymagała od niego szczególnej odwagi.

Marek zacisnął zęby.

Marek dotknął swego policzka, jakby sprawdzał, czy sam nie płacze.

Marek przełknął ślinę.

Marek widział, jak biegnie w stronę lasu.

Marek mówił teraz bardzo cicho.

Marek ścisnął pięści tak mocno, że aż mu pobielały.

Marek umilkł na chwilę, jakby następne słowa wymagały zebrania jeszcze większej ilości odwagi.

Wtedy Marek zobaczył coś, co sprawiło, że przestał wierzyć w możliwość ocalenia.

Ktoś z grupy, Marek nie zapamiętał kto, wziął nóż z kuchni i próbował przecień sobie żyły.

Marek mówił teraz bardzo wolno, ważąc każde słowo.

Następne minuty były najdłuższymi w moim życiu, kontynuował Marek.

Ale gdy podniósł głowę, Marek zobaczył w jego oczach coś więcej niż winę.

Wszyscy zaczęli godzić się ze swoim losem, powiedział Marek i przełknął ślinę.

Marek obserwował to dalej przez okno, jak powoli.

Bez wahania Marek wszedł przez rozbite okno do domu.

Marek znów dotknął swojego czoła.

Dziesięciu wystarczy, bo Marek zgodził się być zewnętrznym punktem odniesienia.

Marek szedł na końcu, obserwując to wszystko.

Marek sprawdził zegarek, jakby wciąż odmierzał ten czas.

Marek przełknął śliny.

Marek zawiesił głos.

Marek wziął głęboki oddech.

Marek spojrzał na swoją dłoń.

Marek powiedział, pływała na powierzchni wody, może z metra do brzegu.

Marek pokiwał głową, że moim zadaniem jest opowiedzenie tej historii.

Marek obserwował, jak idą ścieżką przez las, jak znikają.

Marek pokręcił głową.

Marek mówił bardzo cicho.

Marek przerwał i napił się wody.

Marek widział przyszłość.

Marek zbladł na to wspomnienie.

Marek!

I wtedy Marek zrozumiał najgorszy aspekt swojej roli świadka.

Zanim odeszliśmy od jeziora, Marek spojrzał mi prosto w oczy.

0:00
0:00