Mentionsy

Kryminatorium
21.04.2025 03:00

9 ciał w 1 rzece. Milicja długo nie widziała powiązania | 367.

[autopromocja] 🕵️‍♀️ KONWENTKryminalne Miasto we Wrocławiu!🎫 https://www.ebilet.pl/biznes/konferencje/kryminalne-miasto?gad_source=1&gclid=Cj0KCQjwhr6_BhD4ARIsAH1YdjDSSdO0vAKdyj_wMFY0BbLnXM5nlvFpHbcEdkyQ3jRU4QNmDxdSwoMaAoeiEALw_wcB------------------OPIS SPRAWY: Podwójna zbrodnia popełniona w niewielkiej wsi pod Augustowem postawiła wiosną 1967 roku na nogi tamtejszą milicję. Rozpoczęło się intensywne śledztwo. Sprawcy szukano głównie wśród bliskich ofiar. Nikt wówczas nie podejrzewał, że śmierć starszego małżeństwa była tylko wstępem do przerażającej serii zbrodni, które zszokowały mieszkańców ówczesnego województwa białostockiego…

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 70 wyników dla "Jan Wołyniec"

Nie było żadną tajemnicą, że Aleksander miał brata Jana w Ameryce.

Z milicjantami przybył lekarz sądowy, który tuż po godzinie 17 stwierdził zgon gospodarzy.

Jako, że milicjanci nie znaleźli w domu ofiar żadnych wartościowych pod względem kolekcjonerskim monet, uznano ten trop za wiarygodny.

Przybyli na miejsce milicjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej, szybko ustalili jego tożsamość.

Zmarłem był Jan, 63-letni mieszkaniec Augustowa.

Szukając okazji do łatwego zarobku, przypomniałem sobie o starym Janku.

Milcyjne śledztwo szybko wykazało, że wbrew temu, co wszystkim opowiadał, Jan nie miał za wiele pieniędzy.

Miesięcznie Jan otrzymywał gotówką równowartość mniej więcej ówczesnej półmiesięcznej pensji.

Obok zwłok milicjanci odnaleźli zakrwawione narzędzie.

Jako że Jan najczęściej widywany był w barze gastronomicznym, zwanym przez miejscowych mordownią, znajdującym się w sąsiedztwie miejsca zbrodni, to właśnie tam rozpoczęto przepytywanie osób, które znały ofiarę lub spożywały z nią alkohol.

22-letnia kobieta, pomimo swojego bardzo młodego wieku, stałaby walczyni mordowni, powiedziała milicjantom, że widziała 63-latka wieczorem, 10 kwietnia, czyli krótko przed jego zabójstwem.

Pijany Jan był prowadzony chodnikiem przez niejakiego Apolinarego, także mocno już wstawionego.

Nie tylko nie zabił Jana, ale nawet nie widział go 10 kwietnia, a tym bardziej nie pił z nim alkoholu.

Jana prowadził Apolinary.

Wiele razy umawiało się z nim w ustronnych miejscach, gdzie piła z Janem alkohol.

Co więcej, milicjanci dotarli do informacji, że ktoś w mordowni podsłuchał rozmowy 22-latki, w trakcie której przyznała się ona, że celowo złożyła fałszywe zeznania obciążające Apolinarego.

Dziewięć lat starszy od niej Jan Dąbrowski, zwany przez wszystkich Dąbrusiem.

Czy oboje mogli być zamieszani w napad rabunkowy na pijanego dozorce spółdzielni?

Teraz twierdziła, że do obciążenia Apolinarego namówił ją nie Dąbruś, ale jej drugi kolega, Jan Wołyniec.

Milicjanci już wtedy byli niemal pewni, że to właśnie ona jest w jakiś sposób związana z zabójcem dozorcy.

Nie wiemy, w jaki sposób milicjanci próbowali przemówić jej do rozumu.

Więc znając realia PRL-owskich przesłuchań, możemy się tylko domyślać, w jaki właściwy sposób milicjanci próbowali wyciągnąć z niej prawdę.

Milicjanci mieli w końcu czworo podejrzanych.

Potencjalnych zabójców 63-letniego Jana.

33-letni Dąbróś, czyli Jan Dąbrowski, był z nich wszystkich najstarszy.

Do tego doszło jeszcze wszczynanie popijanemu awantur ze swoimi dowódcami.

Jej apodektyczny ojciec był milicjantem, a mocno nadużywająca alkoholu matka sprzątaczką.

Trojanka, bo tak ją wszyscy wtedy nazywali, opuściła placówkę, gdy skończyła 18 lat.

Był nim jej rówieśnik, Jan Wołyniec.

Do tego stopnia, że Wołyniec od razu wprowadził się do mieszkania wieśki.

Wołyniec szybko zaprzyjaźnił się także z Dąbrusiem.

Tak poznał Wołyńca, a przez niego także Dąbrusia, Trojankę i Macieja.

Ostatni dołączył do nich Jurek, o którym w swoich pierwszych zeznaniach wspominała trojanka.

Milicjanci od razu wyczuli, że właśnie ona może być najsłabszym ogniwem całej grupy.

Oni, czyli Trojanka, Maciejka, Dąbruś i Wołyniec.

Podczas ich ostatniej biesiady Jan chwalił się, że otrzymał od brata pieniądze na sprzedaż gospodarstwa.

Gdy jego kolega odszedł, do Janka dosiadła się Alicja.

Pijany 63-latek natychmiast się zgodził, licząc pewnie, że tym oto sposobem doświadczy wkrótce podwójnego szczęścia ze strony kobiet, które tak naprawdę mogłyby być jego wnuczkami.

Jan dopił jeszcze spokojnie swoje piwo i kwadrans później także wyszedł z mordowni.

Jak odmówił, Wołyniec podniósł z podłogi cegłę i walnął starego prosto w łeb.

Zarówno Dąbruś, Wołyniec, jak i Jurek uparcie twierdzili, że ze śmiercią starego Jaśka nie mieli nic wspólnego.

Dąbruś nigdy wcześniej nie spotkał Wołyńca, a Wołyniec Dąbrusia.

Dlatego za najważniejszy dowód uznano słowa Trojanki i Maciejki.

Pod koniec 1973 roku prokuratura postanowiła ostatecznie zamknąć śledztwo w sprawie zabójstwa 63-letniego Jana.

W trakcie ostatniego przesłuchania nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji, którego milicjanci w ogóle się nie spodziewali.

Jednak przesłuchujący ją milicjanci wciąż dawali jej jasno do zrozumienia, że prokurator także dla niej będzie domagał się tej najsurowszej kary.

Trojanka załamała się.

Milicjanci byli w szoku.

Do udziału w tej zbrodni Jan Dąbrowski oczywiście także się nie przyznał.

Milicjanci wznowili zawieszone wcześniej śledztwo w sprawie zbrodni w Grabowie sprzed sześciu lat i zamierzali pójść znacznie dalej.

Zastanawiali się, czy aby przypadkiem grupa, którą zaczęli nazywać Bandą Trojanki, nie miała na swoim sumieniu znacznie więcej ofiar.

Dopiero po tym czasie milicjanci mogli go przesłuchać.

Choć w 1979 roku dziennikarz Janus Atlas w swoim reportażu na temat tej sprawy zatytułowanym Ludzie czy Bestie zastanawiał się, czy może przypadkiem ofiara nie udawała swojej amnezji, aby nie składać zeznań obciążających sprawców, a tym samym uniknąć ich potencjalnej zemsty, której Mieczysław mógł się obawiać.

Podczas prowadzonego śledztwa milicjantom nie udało się odtworzyć rzeczywistego przebiegu wypadku.

Choć zarówno Dąbrowski, jak i Wołyniec wciąż do niczego się nie przyznawali, obie kobiety sukcesywnie przyznawały się do udziału w kolejnych, sprawdzanych przypadkach.

Franciszek, choć był już tak pijany, że nie mógł iść o własnych siłach, chciał wrócić do baru.

Milicjanci prowadzący śledztwo uznali, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Po prostu pijany mężczyzna wracając do domu wpadł do lodowatej rzeki i utopił się.

Sekcja zwłok nie wykazała obrażeń zewnętrznych, więc milicjanci nie mieli wątpliwości.

Tylko Wieśka, Alicja, Dąbruś i Wołyniec wiedzieli, że było inaczej.

Mocno pijanego mężczyznę znajomi doprowadzili do domu.

Uznano, że nie doszło tutaj do przestępstwa, a obrażenia czaszki powstały w skutek upadku pijanego mężczyzny i uderzenia głową o betonowy chodnik.

Wspomniał o tym w swoim reportażu dziennikarz Janusz Atlas.

Trojanka i Maciejka licząc na łagodniejsze wyroki, ze szczegółami opisywały wszystkie zbrodnie swojej bandy.

Tylko ja i Wołyniec do końca próbowaliśmy wszystkiemu zaprzeczać.

Jan Dąbrowski, zwany Dąbrusiem, oskarżony został o popełnienie dziewięciu zabójstw.

Jan Wołyniec – trzech.

Trojanka, czyli Wiesława – siedmiu.

Łącznie powstały 42 tomy akt głównych śledztwa w sprawie, którą w tym czasie miejscowa prasa nazwała sprawą augustowską lub sprawą bandy trojanki.

38-letni Jan Dąbrowski i 30-letni Jan Wołyniec zostali skazani na karę śmierci.

0:00
0:00