Mentionsy
MÓJ KOCHANY WNUCZEK. DRUGIE OPOWIADANIE SF.
Moja własna interpretacja potencjalnej przyszłości. Zapraszam na drugie opowiadanie SF "Mój Kochany Wnuczek". Opowiadanie wymyśliłem sam. Nie sugerowałem się żadnym znanym mi autorem gatunku.
Szukaj w treści odcinka
Na dworzec główny w Krakowie przyjechałem pół godziny przed odjazdem pociągu.
Zgodę na wyjazd dostałem tydzień temu.
Starałem się o nią przez dwa miesiące.
Nie było to łatwe, ponieważ zweryfikowano moje wydatki na mięso, na ubranie i stwierdzono, że nadmiernie eksploatuję naszą planetę, emitując CO2 poprzez moje zakupy.
Gotówki w użyciu nie było już od 2040 roku.
Niczego nie dało się ukryć.
Nic na to nie poradzę.
Lubię sobie zjeść czasami mięso i lubię dobrze się ubierać.
Musiałem złożyć deklarację, że przez najbliższe dwa miesiące zrezygnuję z moich przydziałów mięsa.
Ostatecznie zgodę otrzymałem, musiałem jednak wydać połowę dochodu gwarantowego na bilet do Poznania.
W Poznaniu miałem spotkać się z człowiekiem, który nie wiedział o moim istnieniu, nie wiedział o tym, że przyjadę, ale mógł mi pomóc w upuszczeniu europejskiej strefy ekonomicznej.
Namiar do tego człowieka otrzymałem od mojego znajomego na karteczce, który wsunął mi ją do kieszeni w toalecie.
Nie można było sobie przekazywać informacji poprzez internet, przez telefon, a nawet pisząc na klawiaturze komputera i drukując jakiś dokument na kartce.
Wszystko było monitorowane.
Każdy mógł sprawdzić każdą naszą czynność, którą wykonujemy, urządzeń elektronicznych, nie tylko tych podłączonych do internetu, ale wszystkich innych.
Każde urządzenie miało swoją aplikację, specjalnie wbudowany chip, który dawał możliwość odczytania wszystkiego, co z tym urządzeniem się działo.
Większość urządzeń miało również mikrofony, które umożliwiały podsłuchiwanie naszych rozmów.
Najskuteczniejszą formą ukrycia czegokolwiek
Był powrót do przeszłości.
Pisanie na zwykłej kartce papieru, długopisem lub ołówkiem.
Tydzień czasu zajęła mi korespondencja z moim znajomym, poprzez wkładanie i wyciąganie sobie karteczek z kieszeni w miejscach, gdzie prawdopodobnie nie było monitoringu.
DZIĘKI ZA OBSERWACIE!
Musiałem zadeklarować, że oddam wszystko co posiadam, oczywiście mam na myśli rzeczy materialne, ponieważ płatność pieniędzmi była niemożliwa.
Nie było gotówki, nie było możliwości zapłacenia komukolwiek bez poinformowania odpowiednich władz o tej transakcji.
Jeżeli się dogadamy, mój chip zostanie zdezaktywowany, a potem bardzo szybko zostanę ukryty na kilka miesięcy w jakiejś dziurze, prawdopodobnie w lesie.
Po to, żeby przeczekać najbardziej gorący okres, kiedy będę poszukiwany w celu dokonania na mnie eutanazji za próbę wyłamania się z systemu.
Ryzykowałem wszystkim, ale miałem już dość.
I nie chce mi się dłużej żyć w systemie, który stał się dla mnie obcy.
Nie znam szczegółów.
Nie wiem, w jaki sposób zostanie dokonana ewakuacja.
Wiem, że jeżeli opuści się wody terytorialne Europejskiej Strefy Ekonomicznej, wtedy mogą mi nagwizdać.
Postawiłem wszystko na jedną kartę i jestem zdeterminowany.
Udałem się na czwarty peron, na którym był już podstawiony pociąg do Poznania.
Wszedłem do wagonu czwartego i zająłem moje miejsce.
Pociągi do Poznania, jak zresztą do wszystkich innych miast, jeździły niezwykle rzadko.
W tym przypadku dwa razy w tygodniu.
Podróże zostały ograniczone do minimum.
Zgodę uzyskiwali nieliczni.
Jeżeli ktoś miał koneksję, należał do właściwej rodziny albo zajmował odpowiednie stanowisko, mógł jeździć bez ograniczeń.
Tak samo jak mógł kupować wszystkie dobra, mięso, ubrania, buty, samochody bez ograniczeń.
Takich ludzi było jednak niewiele.
Pociąg, który jeździł dwa razy w tygodniu do Poznania i tak był wypełniony tylko w 50%.
Usiadłem i zauważyłem, że naprzeciwko mnie siedzi starsza pani.
Popatrzyła na mnie podejrzliwie, a potem się uśmiechnęła.
Zauważyłem, że na kolanach trzyma koszyk, w którym siedzi mały kotek.
Tak na oko 6 miesięcy.
Zdziwiłem się, ponieważ posiadanie zwierząt było niezwykle rzadkie, ponieważ niezbyt chętnie wydawano na to zgodę.
Uznano, że jest to szkodliwe dla naszej planety i powoduje niepotrzebną emisję CO2, która to emisja zabija naszą planetę.
Ukłoniłem się i również się uśmiechnąłem.
Bardzo ładny kotek, powiedziałem.
Znalazłam go pod moim blokiem, pod krzaczkiem.
Biedactwo siedziało takie biedne.
Nie wiem, co się z nim stało.
Nie wiem, gdzie jego mamusia.
Postanowiłam się nim zaopiekować.
Wydałam połowę swojej emerytury, żeby go odrobaczyć, zaszczepić.
Weterynarz powiedział, że jest w dobrym stanie i że życzy mi powodzenia w legalizacji i wierzy, że mi się na pewno uda.
A pan lubi zwierzęta?
Tak, bardzo lubię, ale nigdy nie dostałem zgody na posiadanie psa ani kota.
Pani jedzie do Poznania?
Jadę do Poznania do wnuczka.
Chciałem go odwiedzić.
Ma 25 lat i od kilku lat mieszka w Poznaniu.
Pomogłam mu w uzyskaniu mieszkania.
Mieszka tam ze swoim partnerem.
Musiałam zadeklarować, że zrezygnuje z połowy swojej emerytury.
Wtedy on będzie mógł uzyskać dostęp do mieszkania.
To bardzo ładne z pani strony.
Wystarcza pani pieniędzy na życie?
Tak, wraz z dochodem gwarantowanym dajemy sobie radę.
Przez 40 lat byłam nauczycielką, mam dość wysoką emeryturę.
Stać mnie nawet na to, żeby raz na dwa tygodnie kupić sobie mięso, którym zresztą teraz dzielę się z moim kotkiem.
Wnuczek musi być Pani bardzo wdzięczny.
Myślę, że tak, 25 metrów ze swoim partnerem to jest wyjątkowy komfort.
Zajmuję wysokie stanowisko w Urzędzie Kontroli Szczęścia i Zadowolenia Społecznego.
Bezpośrednio monitoruję zachowania ludzi i ocenia,
Czy są szczęśliwi?
To bardzo odpowiedzialne stanowisko, odparłem, lekko się uśmiechając.
Postanowiłam zrobić mu niespodziankę.
Nie informowałam go o tym, że przyjadę.
Jestem przekonana, że się ucieszy.
Myślę, że dużo pani zawdzięcza.
Jestem przekonany, że się ucieszy, odparłem.
A pan też jedzie do Poznania?
Rzeczywiście umówiłem się na rozmowę o pracę po to, żeby przykryć mój prawdziwy powód wyjazdu.
Jestem konserwatorem kapsuł deutanazji.
Nie jest to bardzo ciężka praca.
Te sprzęty są dość dobrze dopracowane i niezbyt często się psują, natomiast nie ma zbyt wielu chętnych, żeby się nimi zajmować.
Nie chcę powiedzieć, że jest to praca, którą lubię, ale dochód gwarantowany to dla mnie trochę za mało, a płacą nie najgorzej.
Złożyłem CV w poznańskim oddziale zajmującym się eutanazją i zostałem zaproszony na rozmowę.
Była to oczywiście przykrywka dla głównego celu mojej podróży.
Ja bym nigdy nie zamieniła Krakowa na Poznań.
Mieszkam tu od urodzenia i nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu.
Poznań to bardzo piękne miasto.
Tak, ale jednak przywiązanie to przywiązanie.
Wybiła godzina 14.30 i pociąg ruszył.
Podróż do Poznania trwała około 4 godzin.
Po drodze zatrzymywał się tylko w Katowicach, Opolu i Wrocławiu.
Do Katowic dotarliśmy po około 40 minutach.
Podróż przebiegała bez większych problemów.
Starsza pani kilka razy zagadywała mnie o moją pracę, o moją rodzinę, o moje życie.
Starałem się odpowiadać zdawkowo.
Nie chciałem przyznawać się do tego czym się zajmuję, ani też nie chciałem mówić o swoich sprawach osobistych.
Po mniej więcej dwóch godzinach pociąg wjechał na dworzec główny we Wrocławiu.
Przewidywany postój około 20 minut.
Kiedy zatrzymaliśmy się dokładnie naprzeciwko naszego wagonu zauważyłem medyczny zespół interwencyjny.
Mieli charakterystyczne seledynowe ubrania, zawsze chodzili w zespołach trzyosobowych i zawsze byli na miejscu z bardzo konkretnego powodu.
Jak się okazało, moje zaniepokojenie było uzasadnione.
Weszli do naszego wagonu i podeszli do naszego stolika.
Jeden z nich, najstarszy, prawdopodobnie kierownik ekipy, zapytał, pani Leokadia Wiśniewska?
Tak, tak, o co chodzi?
Dlaczego pani opuściła swoją strefę bez zgody?
Jadę odwiedzić wnuczka.
Pani nie ma prawa przebywać w tym pociągu.
Przecież kupiłam bilet.
Tak, kupiła pani bilet, ale nikt nie wyraził na to zgody.
Dlaczego opuściła pani swoją strefę bez zgody?
Chciałam jechać do wnuczka.
Nie posiada pani zgody na wyjazd.
Poza tym przewozi pani nielegalne zwierzę.
Ale dlaczego ono jest nielegalne?
Przecież była mu weterynarza, jest wyleczone, jest odrobaczone.
Zajmuje się nim.
Dlaczego jest nielegalne?
Nielegalne jest dlatego, że pani go nie zarejestrowała.
W tym momencie kierownik skinął głowę na jednego z sanitariusz.
Wyciągnął urządzenie wielkości cygara i przyłożył do kotka.
Kotek zadygotał, zamrugał i znieruchomiał.
Starsza pani popatrzyła z przerażeniem, otworzyła usta, ale nie wydobyła żadnego dźwięku.
Drugi z sanitariuszy wziął martwego kotka i wrzucił do foliowego worka.
Pani Leokadio, pani wnuk Wiktor Dołęga, zamieszkały w Poznaniu, złożył wniosek do Urzędu Psychiatrii i Oceny Zdrowia Psychicznego Społeczeństwa o sprawdzenie pani stanu zdrowia psychicznego.
Uważa, że jest przez panią nękany poprzez próby zbyt częstego kontaktu.
Przecież ja tylko dwa razy w tamtym miesiącu do niego zadzwoniłam.
A Matko Boska, co zrobiliście z moim kotkiem?
Pani kotka już nie ma.
Pani kotek był nielegalny.
Zobaczyłem łzy toczące się po policzkach pani Leokratii.
Jak to mój wnuk złożył na mnie wniosek?
Przecież zrezygnowałam z połowy mojej emerytury, żeby pomóc mu zdobyć mieszkanie.
Pani wnuk, Wiktor Dołęga, twierdzi, że sprawia mu pani duży dyskomfort psychiczny.
Wraz ze swoim partnerem mają z tego powodu duże problemy.
Muszą chodzić na psychoterapię i nie radzą sobie z problemami życia codziennego.
Partner pana Wiktora cierpi z tego powodu na bezsenność.
Ale nie rozumiem jak próba kontaktu z moim wnukiem, rozmowa telefoniczna może wpływać na jego partnera.
Nie mi to oceniać.
My jesteśmy tylko od wykonywania decyzji podjętych przez urząd.
Jakich decyzji?
Wniosek pani wnuka został rozpatrzony zaocznie, bez pani obecności.
Ale jak to bez mojej obecności?
Przecież nikt ze mną nie rozmawiał.
Tak, ale mamy dostęp do wszystkich parametrów życiowych Pani, do stylu Pani życia, do tego co Pani robi w wolnym czasie, z kim Pani rozmawia, jak się Pani zachowuje.
Potrafimy ocenić nawet temper Pani głosu, co bardzo pomaga w ocenie Pani stanu psychicznego.
Wnuk złożył również wniosek o przyjęcie pani mieszkania w Krakowie.
Ma możliwość podjęcia pracy wraz ze swoim partnerem, ale jedyną barierą jest brak miejsca, w którym mógłby zamieszkać.
Pani sama mieszka na 30 metrach, a on ze swoim partnerem na 25.
40 lat pracowałem jako nauczycielka.
Zasłużyłam sobie na to mieszkanie.
Świadomie zrezygnowałam z aktu własności mojego mieszkania, ale w zamian obiecano mi, że będę mogła w nim mieszkać do końca życia.
Tak pani Leokadio?
Będzie pani w nim mieszkać do końca swojego życia.
Och, ale ulga, ale dlaczego zabiliście mojego kotka?
Co on takiego zrobił?
Pani kotek był nielegalny.
Pani kotka już nie ma i nie wracajmy do tego.
Poza tym nie zabiliśmy go, tylko zgodnie z prawem został poddany eutanazji.
Tak, pani Leocatio.
Ale Urząd do Spraw Zdrowia Psychicznego Społeczeństwa i Psychiatrii zbadał pani stan zdrowia psychicznego zaocznie.
I stwierdził, że jest Pani w ciężkiej depresji i stanowi Pani zagrożenie dla siebie, jak również dla otoczenia.
Poza tym od 15 lat Pani już nie pracuje i nie wnosi Pani nic do społeczeństwa.
Poza tym zużywa Pani zasoby, które są niezbędne dla młodych ludzi, którzy podejmują pracę, tak jak Pani wnuk.
Dlaczego pan mi tu mówi?
Dlaczego w ogóle przyszliście tutaj?
Dlaczego zabijacie mojego kotka i dlaczego w ogóle tutaj ze mną rozmawiacie?
Pani Leokadio, proszę nie stwarzać problemów.
Urząd do Spraw Zdrowia Psychicznego Społeczeństwa i Psychiatrii podjął decyzję o eutanazji.
Oczy pani Leokadii się rozwarły.
Jak to zostanie pani w ciągu 24 godzin poddana eutanazji, a panie mieszkanie zostanie przejęte przez pani wnuka?
A co na to moja córka i jego matka?
Pani córka powiedziała, że nie będzie się w to wtrącać, że jest to sprawa między panią, a wnukiem, a jej synem.
Dosyć tego.
Nie mamy czasu, mamy jeszcze dzisiaj sporo roboty.
To wszystko, panie Leokadio.
Musimy iść.
Ale ja nigdzie nie pójdę, ja jadę do Poznania do mojego wnuka!
Kierownik skinął głową na drugiego sanitariusza, wyjął podobne urządzenie jak w przypadku kota, zostało przyłożone do przedramienia i pani Leokadia po chwili się uspokoiła.
Została zabrana przez dwóch sanitariuszy, którzy podtrzymywali ją po obu stronach.
i chwiejnym krokiem została wyprowadzona z pociągu.
Grupy interwencyjne poruszały się takimi małymi granatowymi furgonetkami bez oznaczeń, wyposażonymi w nosze i miejsce dla dwóch sanitariusz.
Praktycznie każdy, kto był zakwalifikowany do eutanazji, był w ten sposób transportowany.
Nikt dobrowolnie nie zgłaszał się i nikt dobrowolnie nie chciał się poddać eutanazji.
Dzięki zaczipowaniu wszystkich ludzi bardzo łatwo było namierzyć takiego delikwenta.
Ekipy były doświadczone, były wyposażone w specjalne urządzenia, wstrzykujące preparaty, usypiające.
W następnym kroku były układane na noszach, wkładane do tych furgonetek i przewożone do specjalnych placówek, które zajmowały się eutanazją.
Takim ludziom nie dawano szansy pożegnania się z bliskimi ani żadnych innych czynności prawnych.
Po prostu byli zawożeni, podłączani do specjalnego urządzenia i w ciągu 24 godzin tych ludzi nie było.
Następnie byli kremowani, a ich prochy były
Wyrzucane na śmietnik.
Nie było grobów, nie było pamięci, nie było człowieka.
Byłeś i już cię nie ma.
Do podjęcia takiej decyzji wystarczyła decyzja jednego psychiatry.
Na podstawie danych zebranych poprzez sztuczną inteligencję o naszym stanie zdrowia, o tym co robimy, o tym co kupujemy, algorytm wypluwał wstępną decyzję.
Praktycznie nigdy nie zdarzało się, żeby psychiatra podejmował
Kiedy pociąg ruszał, zauważyłem, że pani Leokadia jest układana na noszach, a sanitariusze zmierzają w kierunku furgonetki, która ustawiona była na końcu peronu.
Prawdopodobnie zostało jej jeszcze kilka godzin życia, a jej wnuczek przyjedzie sobie do Krakowa i przejmie jej mieszkanie.
Podejrzewam, nie będzie miał najmniejszych wyrzutów sumienia.
Zmiany w edukacji, odbieranie dzieci rodzicom, kształtowanie osobowości od trzeciego roku życia spowodowały, że ludzie przed 30 rokiem życia byli w zasadzie pozbawieni empatii w stosunku do zwierząt, do ludzi starszych, do ludzi chorych.
Natomiast wykazywali się bardzo wysoką wrażliwością jeśli chodzi o ochronę planety, emisję CO2, jak również wysokim poziomem tolerancji jeśli chodzi o związki jednopłciowe.
Ostatnio pojawiły się prace w parlamencie europejskim na temat zalegalizowania związków między ludźmi i zwierzętami.
Oczywiście tymi legalnymi zwierzętami.
Nie tak jak biedny kotek pani Leocati.
Postarałem się szybko wyrzucić z pamięci to, czego byłem świadkiem.
Nie byłem w stanie nic robić, w żaden sposób pomóc pani Leocadii.
Musiałem się zastanowić, czy chcę zaryzykować utratę wszystkiego tego, czego znałem do tej pory i wejść w nieznane.
Czy mogę zaufać człowiekowi, do którego miałem
Namiar w głowie, bo karteczka oczywiście została zniszczona.
Czy jestem gotowy spędzić kilka miesięcy w lesie, a potem na pokładzie jakiegoś frachtowca albo innego statku w jakiejś ładowni zdecydować się na opuszczenie miejsca, w którym się urodziłem i jak do tej pory spędziłem całe moje życie.
Myślę, że to co mnie spotkało w ciągu ostatnich kilku godzin będzie miało decydujący wpływ na podjęcie przeze mnie decyzji.
Ostatnie odcinki
-
Leszek Sykulski: Wojna na Ukrainie, Rosja, USA ...
18.01.2026 16:13
-
USTAWIENIA DOMYŚLNE. ZEMSTA W 2040 ROKU. 8# OPO...
04.01.2026 10:40
-
"DESPERACJA". 7 OPOWIADANIE SF. TAK JUŻ BYŁO.
30.12.2025 23:47
-
ZAGŁOSOWAŁEM ZA UE. WINA I KARA.
28.12.2025 22:57
-
"BYŁA SOBIE ZOSIA". JAK TRAFIĆ DO PIEKŁA? 6 OPO...
24.12.2025 23:16
-
"BRUKSELA 2050". 5 OPOWIADANIE SF. KU PRZESTRODZE.
21.12.2025 16:21
-
MOŻLIWA PRZYSZŁOŚĆ. "UCIECZKA ZE SZPITALA". 4 O...
21.12.2025 00:42
-
"SOBOTNIE PRZEDPOŁUDNIE" TO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ. 3...
20.12.2025 23:49
-
MÓJ KOCHANY WNUCZEK. DRUGIE OPOWIADANIE SF.
20.12.2025 23:29
-
CZY POLAK STAŁ SIĘ WOLNY? JEŚLI TAK TO KIEDY?#H...
17.05.2025 17:40