Mentionsy

Grzegorz Wawro Podcast
24.12.2025 23:16

"BYŁA SOBIE ZOSIA". JAK TRAFIĆ DO PIEKŁA? 6 OPOWIADANIE SF.

6 już opowiadanie SF, mojego autorstwa. "BYŁA SOBIE ZOSIA", to historia o tym, do czego może doprowadzić, źle pojęte równouprawnienie i ludzka głupota.


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 249 wyników dla "Centrum Monitoringu Miejskiego w Krakowie"

Z pracy wyszedłem o 16.10.

W Centrum Monitoringu Miejskiego w Krakowie wprowadzano nowy system rozpoznawania twarzy.

Ja odpowiadałem za połączenie tego systemu z centralną bazą danych.

Chodziło o to, żeby każdy obywatel po rozpoznaniu mógł być zidentyfikowany i wwietlały się wszystkie jego dane.

Pracy było dużo, system działał słabo, rozpoznawanie twarzy sprawdzało się maksymalnie w 60%, a cel był taki, żeby sprawdzał się w 100%.

Myślę, że potrwa to jeszcze kilka miesięcy, a ja pewnie na końcu tego wszystkiego wyciągnę nogi.

Przeszedłem ulicą Retoryka i skręciłem w prawo w Piłsudskiego.

Kierowałem się na rynek.

O 18 umówiłem się ze znajomymi.

Miałem prawie dwie godziny czasu.

Była połowa lipca, pogoda piękna, chciało się żyć.

Przeszedłem przez podwale i udałem się w kierunku Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zamierzałem zrobić rundkę albo dwie dookoła Starego Miasta.

Była spora szansa, że spotkam kogoś znajomego i zamienię parę słów.

Ludzi było dużo, przewalali się we wszystkich kierunkach i naprawdę trzeba było nieźle uważać, aby się w kogoś nie wpakować.

Właśnie miałem skręcić w ulicę Anny, kiedy na jednej z ławeczek, trochę wycofanej, trochę za krzakiem, zobaczyłem prześliczną dziewczynę.

Miała 170 cm wzrostu, rude włosy, bardzo zgrabna, ubrana była w dość konserwatywną sukienkę, w kwiaty na ramiączka,

a na nogach miała sandały w stylu jestem weganką.

Od czasu wejścia w życie ustawy o przemocy psychicznej ryzykowne było zagadywanie obcych, zwłaszcza obcych i atrakcyjnych kobiet.

Ta dziewczyna jednak mnie zaintrygowała.

Siedziała wpatrzona przed siebie, ale patrzyła tak jakby nikogo nie widziała.

Wyglądała na niezwykle smutną.

Na oko dawałem jej 20-22 lata.

Jesteś z Krakowa?

Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi.

Co tak śliczna dziewczyna w połowie wakacji robi sama na plantach?

Jak kocha, to poczeka albo zadzwoni.

Dziewczyna dalej wpatrywała się przed siebie, tak jakby w ogóle nie zauważyła mojej obecności.

No cóż, pewnie nic z tego nie będzie, pomyślałem i już miałem zbierać się do odejścia.

W tym momencie dziewczyna pochyliła się, schowała twarz między dłońmi i zaczęła płakać.

Był to płacz bardzo cichy, w zasadzie szloch.

No nieźle się wpakowałem.

Pewnie rozstała się z chłopakiem i szuka pocieszenia.

Miesiąc temu sam rozstałem się z dziewczyną i póki co miałem dość.

Już miałem zbierać się do odejścia, kiedy dziewczyna powiedziała...

Ja naprawdę tego nie chciałam.

Usiadłem z powrotem na ławce.

Milczenie, a potem znowu szloch.

Może powiesz mi co się stało?

Wspólnie łatwiej rozwiązać problem.

Nikt mnie nie rozumie, więc dlaczego ty obcy człowiek miałby to zrobić?

Wydobyła z siebie jakieś słowa.

No wiesz, obcemu czasami łatwiej powiedzieć o trudnych sprawach.

Poza tym obcy jest obiektywny.

Nigdy nie potrafiłem trzymać języka za zębami, co sprawiało mi zresztą dość często problemy.

Jesteś z Krakowa?

Tak, urodziłam i wychowałam się w Krakowie.

No nieźle, jakaś nowobogacka rozpieszczona smarkula.

Też urodziłem się w Krakowie.

Przełamaliśmy pierwsze lody.

Niestety znowu zapadło milczenie, a potem szloch.

Teraz szloch zamienił się w regularny płacz.

Stwierdziłem, że lepiej chwilę pomilczeć.

Może zacznie mówić sama.

Tydzień temu wyszłam ze szpitala.

Usunęłam płód w siódmym miesiącu.

Zesztywniałem.

W 2029 roku weszło prawo, które pozwalało do samego momentu narodzin stosować te drastyczne zabiegi.

Jestem dość radykalny w swoich poglądach i nie akceptuję tych przepisów.

Niestety udało się to przeprowadzić i nic nie miałem do powiedzenia.

Może się okazać, że to będzie bardzo trudna rozmowa.

Nagle dziewczyna już nie wydała mi się taka sympatyczna.

Staram się myśleć o sobie, że jednak jestem tolerancyjny, więc pomyślałem, że dam jej szansę.

Niech się wygada.

Dlaczego tak długo zwlekałaś?

Ponieważ na początku byłam zdecydowana urodzić, powiedziała.

A łzy lały się wielkimi kroplami po jej policzkach.

Ono teraz śni mi się każdej nocy, widzę jak je przewijam, jak leży w łóżeczku, jak je karmię, a jego tak naprawdę nie ma.

Nie masz odpowiednich warunków?

Wszyscy mówili, że to nie jest żadne dziecko, że to jest płód.

Znowu chwila milczenia.

Był temu przeciwny.

Powiedział, że jak to zrobię, nie chce mi widzieć na oczy.

Od tamtej pory już go nie widziałam.

Powiedział, że podejmie drugą pracę, że będzie w stanie nas utrzymać bez pomocy moich rodziców.

Powiedziałaś, że byłaś zdecydowana urodzić.

Zastanawiam się, co wpłynęło na zmianę twojej decyzji.

Najpierw moja przyjaciółka Basia przekonywała mnie, że zniszczę sobie całe moje młode życie.

Że będę człapać jak jakaś idiotka z wózkiem po plantach i w ogóle zasługuję na kogoś lepszego niż ten robol, z którym się spotykam.

Że zamknę sobie drzwi do lepszego życia, do lepszego faceta, utknę w mieszkaniu z jakimiś śmierdzącymi pieluchami.

Gdy tylko moi znajomi dowiedzieli się o tym, że jestem w ciąży,

Głównym tematem rozmów przy naszych spotkaniach było to, dlaczego chcę urodzić.

Śmiech, żarty, wytykanie, przekonywanie, że jestem głupio konserwatywna, że tradycyjna rodzina to już jest przeszłość, a stały związek to nuda.

Na początku starałam się być asertywna.

wiłam, że mi to tak wcale naprawdę nie przeszkadza, że będę miała jakiś cel w życiu, że kocham mojego chłopaka, on też mnie bardzo kocha i że na pewno sobie poradzimy.

A imprezowanie przez całe życie to nie jest nic dobrego, a oni swoje.

Że mi się epoki pomyliły, że jestem prymitywna, że powinnam się wyprowadzić na prowincję.

I kolejny salwy śmiechu.

A co na to twoi rodzice?

Byli jednak o wiele bardziej stonowani w wyrażaniu swoich poglądów.

Powiedzieli, że zaakceptują każdą moją decyzję i będą mnie wspierać bez względu na to, co zrobię.

Sugerują jednak, żebym podjęła ten trudny krok, ponieważ zniszczę sobie życie.

Jedynie dziadek powiedział, że jeżeli to zrobię, to zniszczę sobie całe moje życie.

I jeżeli naprawdę podejmę ten krok, to nie chcę mieć ze mną żadnych kontaktów.

Badania pokazywały, że płód jest w pełni zdrowy, sprawny, nic się nie dzieje, nie ma żadnych medycznych podstaw, żeby przerwać ciążę.

Jednak sam wiesz, że dzisiaj takich powodów być nie musi.

W tym momencie przemaszerowały przed nami dwie panie, obydwie prowadziły wózki i w obydwu wózkach były koty, powszechnie zwane kociecka.

Miesiąc temu moi znajomi zorganizowali imprezę w mieszkaniu u mojej przyjaciółki.

Jednego z moich kolegów, Bartka, przebrali za niemowlę.

Położyli go w zaimprowizowanym łóżeczku.

Dwoje innych znajomych przebrało się w domowe ciuchy, fartuszki, czepki.

Chodziło o to, żeby zainscenizować matkę i ojca.

Kolega, który udawał niemowlę, ryczał, wrzeszczał, płakał, a rodzice starali się go uspokoić.

Zmieniali mu pieluchy, próbowali go karmić, a moja koleżanka chciała mu podstawić pierś do karmienia, co wywołało salwę śmiechu.

Stworzyli taką atmosferę, że poczułam się jak idiotka, naprawdę prymitywna idiotka.

Na drugi dzień poinformowałam go, że podjęłam decyzję.

Wiesz, teraz to idzie bardzo łatwo.

Przychodzisz, zgłaszasz, a wszyscy ci pomagają.

Psycholog, psychiatra, wszyscy cię przekonują, że to dobra decyzja.

Nie każą się zastanowić, nie mówią o negatywnych skutkach, o problemach psychicznych.

wią, że to mądra i rozsądna decyzja.

Termin ustalono w ciągu dwóch tygodni.

Zrobiono podstawowe badania ze względu na narkozę i przyjęto mnie do szpitala.

Dzień przed zabiegiem przyszedł Maciek z kwiatami i próbował mnie przekonywać.

Nie chciałam z nim rozmawiać.

Powiedziałam, że to moja decyzja, moje życie i że nic mu do tego.

Powiedział, że jeżeli zrobię ten zabieg, to więcej nie chce mnie widzieć i nigdy więcej się do mnie nie odezwie.

I że on też powinien mieć coś do powiedzenia.

Zostawił kwiaty i poszedł.

Następnego dnia przeprowadzono zabieg.

Do domu wypisano mnie kolejnego dnia.

5 dni temu, to znaczy w sobotę, moi znajomi zapowiedzieli, że zamierzają zrobić u mnie imprezę.

że wszystko załatwią, żebym niczym się nie przejmowała.

Jak powiedzieli, tak zrobili.

Moja przyjaciółka wkroczyła prowadząc przed sobą wózek.

Z koszyka wystawała główka małego pieska.

I nie wiedziałam, czy będę potrafiła sobie z nim poradzić.

Powiedzieli, że piesek jest zaszczepiony, odrobaczony i że gdybym sobie nie radziła, to mi pomogą.

Impreza się rozkręcała, wszyscy się śmiali, bawili, żartowali, prawili mi komplementy, jak mądrą decyzję podjęłam i jak bardzo nowoczesna się stałam.

Moja przyjaciółka chciała mnie zapoznać z jakimś nowym gościem, który podobno miał być dla mnie najlepszym kandydatem.

I powiedziała, żebym zapomniała o tym durnym Maćku, bo naprawdę stać mnie na kogoś lepszego.

Czułam, że zaczyna we mnie coś narastać.

Jakiś potwór, który zasiedlił się w żołądku i rósł, rósł coraz bardziej.

Po północy impreza się zwinęła, wszyscy poszli, a ja zostałam z całym tym bajzlem.

Pojawiły się sny, o których Ci mówiłam.

Karmię go, dbam o niego, ale emocjonalnie nie potrafię się do niego przywiązać.

Zrozumiałam, że popełniłam straszny błąd, że tak naprawdę tego nie chciałam, tylko dałam się zmanipulować.

Wczoraj dostałam pismo z Urzędu Kreowania Nowoczesnego Społeczeństwa o tym, że został mi przyznany zasiłek za wybitną postawę prospołeczną.

Ma to być forma nagrody za mój wkład właśnie za budowę nowoczesnego społeczeństwa.

Próbowałaś się kontaktować z Maćkiem, twoim chłopakiem?

Byłam u niego w mieszkaniu, ale nie otwierał drzwi albo go nie było w domu.

Czym się zajmuje twój chłopak?

Czy raczej twój były chłopak?

Z kolegą założyli firmę remontową.

Nie byłam tego pewna, dopóki mnie nie zostawił.

Myślisz, że wróci do ciebie?

Obawiam się, że nie.

To co powiedział w szpitalu, a w zasadzie sposób w jaki to powiedział, był niezwykle jednoznaczny.

On jest bardzo uparty i konsekwentny.

Jak coś sobie postanowi, to nie zmienia zdania.

Widziałam jak zaglądał przez okno, zobaczył mnie na ulicy.

Dzwoniłam przez 15 minut, pukałam, waliłam w drzwi, ale mnie nie wpuścił.

Dziadek jest praktykującym katolikiem, bardzo konserwatywnym w swoich poglądach.

Siedziałam na schodach przez pół godziny i płakałam, ale on i tak nie wyszedł.

Potem włóczyłam się po Krakowie i teraz jestem tutaj.

Moi znajomi już nie chcą się ze mną spotykać, ponieważ cały czas płaczę i narzekam, a oni chcą się po prostu bawić.

Ja mam coraz większe wyrzuty sumienia, koszmarne sny i straszliwą pustkę w sobie.

Psychiatra powiedział, że mi to przejdzie i dał jakieś leki.

Trochę mnie oszołamiają, ale nie poprawiają nastroju.

W tym momencie przemaszerowały przed nami dwie pary.

Dwóch czule obejmujących się nastolatków, a za nimi dwie jeszcze bardziej czule obejmujące się nastolatki.

Przyzwyczaiłem się do tego coraz bardziej powszechnego widoku, ale bardzo trudno jest mi to zaakceptować.

Zapraszam cię na kawę i jakieś ciastko.

Podniosłem się z ławki i ruszyłem.

Po chwili Zosia również się podniosła.

Skierowaliśmy się w kierunku Anny.

Poruszała się bardzo sztywno, jakby szedł ze mną robot.

Wpatrywała się w bruk, a po policzkach cały czas płynęły łzy.

Kawiarnia była nieduża, ale bardzo przyjemna.

Serwowali tu bardzo dobre ciasto i nie najgorszą kawę.

Nastrój był romantyczny, a w tle płynęła spokojna muzyka.

Zosia wybrała sobie latte kokosową i kremówkę.

Ja wziąłem tylko Amerykanę.

Nie wiem jak się pozbierać, jakie decyzje podjąć, w jakim kierunku pójść.

To bardzo pomaga w takich sytuacjach.

Zajęcie, brak czasu na myślenie, nowi ludzie, nowe środowisko.

Rodzice mnie do niczego nie przystosowali.

Zawsze wszystko za mnie robili.

Nawet umyć podłogi nie potrafię.

Do mnie też przychodzi sprzątaczka dwa razy w tygodniu, za którą płacą rodzice.

Myślałam o tym, ale nie mam żadnego pomysłu, nie wiem co chciałabym robić.

To był coraz bardziej powszechny problem.

Masa młodych ludzi, niewykształconych, nienauczonych ciężkiej pracy, nie potrafiła się odnaleźć w prawdziwym życiu.

Duża część z nich oczekiwała wsparcia od państwa, zasiłków, pomocy, darmowych mieszkań, tylko za to, że istnieją.

Przypadek Zosi był inny, ponieważ miała wsparcie rodziców.

Ale nie wiem, czy jestem już na to gotowa.

Staram się przebywać poza mieszkaniem.

Kiedy tam jestem, to wracają do mnie wszystkie demony.

Przed podjęciem decyzji o usunięciu płodu miałam już zaplanowane mieszkanie.

Wiedziałam, gdzie będzie stało łóżeczko.

Maciek obiecał, że zrobi remont i że się do mnie wprowadzi, a swoje mieszkanie komuś wynajmie.

Możesz po raz kolejny zajść w ciążę.

Możesz sobie kogoś znaleźć i ułożyć życie na nowo.

Tak, wiem, ale jakoś tego nie widzę.

Myślę, że potrzebujesz więcej czasu.

Wiem, ale strasznie mi ciężko.

Łzy znowu zaczęły jej płynąć po policzkach.

Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy i nic nie mówiliśmy.

Kiedy trochę się uspokoiła, wypiła swoje latte i dziubnęła trochę kremówki.

Ja wypiłem swoją Amerikanę.

Rodzice kupili mi mieszkanie w starej kamienicy.

Chodź zawiozę cię do domu.

O 18 jestem umówiony ze znajomymi.

Wyjąłem smartfona i zamówiłem Ubera.

Zapłaciłem rachunek, wziąłem ją po dramie i wyprowadziłem z kawiarni.

Na Gertrudy dojechaliśmy w kilka minut.

Wysiedliśmy z samochodu i zatrzymaliśmy się.

Życzę Ci powodzenia.

Jestem przekonany, że jakoś sobie poradzisz i na nowo ułożysz życie.

Ptuliła się we mnie i zaczęła płakać.

Potem bez słowa obróciła się i poszła w kierunku swojej klatki schodowej.

Do rynku, gdzie byłem umówiony ze znajomymi, poszedłem na nogach.

Spotkanie przebiegło dobrze, wszyscy świetnie się bawili, żartowali, opowiadali swoje historie.

Z jednej strony było mi jej bardzo szkoda, z drugiej strony trudno było mi zaakceptować to, co zrobiła.

Każdy powinien mieć drugą szansę, nawet jeśli popełni tak straszną rzecz, jak usunięcie 7-miesięcznego płodu.

Bez powodów medycznych.

Do domu wróciłem koło północy Uberem.

Mieszkałem na Klinach, gdzie niedawno kupiłem sobie 50-metrowe mieszkanie.

Cały czas przed oczami miałem tą biedną, płaczącą dziewczynę.

Sen jednak w końcu przyszedł, ale przebudzenie nie było fajne.

W pracy musiałem stawić się na godzinę ósmą rano.

Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i tramwajem pojechałem do centrum.

Koło południa z Andrzejem, moim kolegą, który zajmował się dokładnie tym samym co ja i siedział przy sąsiednim biurku, wybraliśmy się na kawę do pobliskiej kawiarni przy ulicy Piłsudskiego.

Wróciliśmy koło wpół do pierwszej.

Wszedłem do jednego z portali informacyjnych, żeby sprawdzić najświeższe wiadomości.

W dziale regionalnym na pierwszym miejscu zobaczyłem zdjęcie Zosi.

Pod spodem była informacja, że w jednym z mieszkań przy ulicy Gertrudy rodzice znaleźli swoją córkę Zofię F., która zażyła całe opakowanie leków psychotropowych.

Niestety nie udało się jej odratować.

Sprawa stała się głośna, ponieważ rodzice Zosi byli znanymi prawnikami związanymi z partią rządzącą i czynnie udzielającymi się politycznie.

Kliknąłem link prowadzący do wywiadu z jednym z bardziej znanych psychiatrów w Krakowie.

wił dużo i najczęściej bez sensu.

Stwierdził, że pomimo przeprowadzenia zabiegu usunięciu płodu, nie udało się uratować Zosi.

Prawdopodobnie miała problemy psychiczne związane z zajściem w ciążę.

Gdyby zabieg przeprowadzono odpowiednio wcześnie, pewnie udałoby się uniknąć tragedii.

Powiedział, że Zosia prawdopodobnie tak długo zwlekała z decyzją,

Ponieważ czuła na sobie presję otoczenia.

Nasze konserwatywne społeczeństwo nie akceptuje takich postaw.

Zosia na pewno bała się ostracyzmu.

wiąc inaczej zbyt późno podjęła decyzję i nie potrafiła sobie z nią poradzić.

Potem zaczął wypluwać z siebie jakiś bełkot o samorealizacji, o szczęściu, o tym jak dziecko może w tym wszystkim przeszkadzać młodej dziewczynie.

Na koniec powiedział, że prawdopodobnie nadszedł czas, aby wprowadzić kontrolę urodzeń.

Chodzi o to, żeby zgodę na posiadanie dziecka dostawały kobiety, które przejdą kompleksowe badania psychiczne i fizyczne.

A po urodzeniu specjalna komisja miałaby stwierdzić, czy matka nadaje się do wychowania dziecka, które sama urodziła.

Gdyby komisja stwierdziła, że jednak matka nie nadaje się do wychowania dziecka, należy go jej odebrać i przekazać do specjalnego ośrodka, które zajmie się wychowaniem i kształceniem.

wił też o obowiązkowej sterylizacji, którą należałoby wprowadzić, gdyby komisja uznała, że dana kobieta nie nadaje się do zajścia w ciążę i wychowywania dziecka.

Zniosłoby to całkowicie problem usuwania płodów.

Niestety takie pomysły pojawiają się coraz częściej.

Myślę, że jest kwestią czasu, kiedy któremuś z lewicowych ugrupowań uda się przeprowadzić taką ustawę i wejdzie w życie.

Wyłączyłem portal informacyjny, zająłem się swoją pracą i więcej nie wracałem myślami do Sosi.