Mentionsy

Gość Radia ZET
30.01.2026 08:00

Hołownia odejdzie? Kobosko: Jest ojcem, pytanie o stabilnośc poglądów

Michał Kobosko o wyborach w partii, z pytaniem o stabilność poglądów obecnego przewodniczącego, o braku rozliczenia kampanii prezydenckiej, o spotkaniu z premierem

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 378 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Gość Radia Z. A nasz gość jest w Brukseli.

Eurodeputowany Polski 2050 Szymona Hołowni.

Michał Kobosko, dzień dobry.

Dzień dobry panie redaktorze, witam państwa.

Krótka piłka na początek.

Na dziś u nas pytanie.

Czy Szymon Hołownia pogrążył Polskę 2050?

Nie, nie mam takiego wrażenia, że pogrążył.

Rozumiem, że to ma być krótka odpowiedź.

To za chwilę rozwiniemy, ale sprawdźmy, co na to nasi słuchacze.

Sonda na radio.pl już działa, można głosować.

Titanic, Armageddon, a może właśnie leci kabarecik?

Sprawdzał pan, panie pośle, co dzisiaj w telewizji grają o was, o Polsce 2050?

Od wielu tygodni niestety grają podobnie, to znaczy podobnie dlatego, że nie skończył się ciągle jeszcze proces wyborczy w naszej partii.

Jak coś trwa, a de facto w naszym przypadku trwa już od czterech miesięcy, bo pod koniec września pan marszałek zapowiedział, że nie będzie ponownie kandydował.

no to jest trochę już to, powiedziałbym, przedłużone za bardzo i dobrze, że jutro, mam nadzieję i wszystko na to wskazuje, ten proces wyborczy, jeżeli chodzi o przewodniczącą naszego ugrupowania, się zakończy.

Bo jutro wybory, no ale trwa walka frakcji, są Szymonici, są Paulini, są Katarzynki, jakby ich nie nazywać, tylko pytanie, czy te jutrzejsze wybory skończą te walki frakcyjne, skończą tę wojnę w Polsce 2050, czy przeciwnie, otworzą nową Puszkę Pandory?

Ja mam nadzieję, że skończą i wszystkich przekonuję w mojej partii do tego, że są wybory, jest kampania wyborcza, ona bywa najostrzejsza i to nie tylko kampania w naszej partii, ale różne kampanie wyborcze w Polsce pokazały, że czasami mówi się dużo, czasami mówi się...

zbyt agresywnie w kampanii wyborczej.

No ale życie nie kończy się na dniu jutrzejszym i także życie naszej partii się na tym dniu nie kończy.

Partia będzie dalej funkcjonowała, świat będzie dalej funkcjonował i warto myślę też uważać trochę na słowa, których się używa czy oskarżenia, które się rzuca.

Ja osobiście nie mam wrażenia, żebym przekroczył kiedykolwiek granicę oskarżeń konkretnych osób.

Nikomu nie groziłem wyrzucaniem spraw,

To a propos tych słów, panie pośle, zdaje się, że Szymon Hołownia nie wierzy w happy end, bo on mówi tak, przeprowadzenie wyborów w tej chwili i doprowadzenie do tego, że wygra jedna frakcja jest zaproszeniem do katastrofy tego ruchu.

Nie mam takiego wrażenia.

W każdej partii są wybory.

Są takie partie rzeczywiście, w których kandydat jest aż jeden na przewodniczącego.

Taki mamy klimat.

Ja się cieszę, od początku byłem zadowolony, że u nas tych kandydatów jest więcej, skoro Szymon Hołownia z własnej nieprzymuszonej woli zrezygnował z kandydowania.

Natomiast Polska 2050 jest wartością, jest siłą polityczną, jest wartością, mówiąc bardzo konkretnie, na dzisiaj na pewno w koalicji rządzącej, jest odrębnym bytem politycznym i chciałbym, żeby tak pozostało i dlatego wszystkich namawiam do tego, żeby, jak powiedziałem, nie przesadzać z używaniem pewnych słów i określeń i wyjść z bardzo prostego założenia, że od poniedziałku po tym wyborze przewodniczącej zaczynamy

No tylko Szymon Hołownia pisze, że ta wojna na górze u was zmieniła lokalnych działaczy w agresywnych hejterów i że są u was lokalni nepoci pozamieniani w zaciężne wojska.

Skoro to jest, jak mówi Hołownia, partia agresywnych hejterów i lokalnych nepotów, to chce pan być jeszcze w takiej partii?

Czy wydaje mi się, że to jest zdecydowanie przesadzona ocena ze strony pana marszałka?

Tak jak powiedziałem, w kampaniach wyborczych różne słowa padają, ale z tego nie należy wyciągać wniosków.

Dlaczego nie?

I pytanie, dlaczego wyborcy mieliby popierać partie lokalnych nepotów i agresywnych hejterów?

Ja nie użyłbym tego typu określenia.

Znam tych ludzi, znam naszych ludzi, pracuję z nimi od sześciu lat, kiedy na początku tworzyliśmy ruch społeczny i pierwszą kampanię prezydencką Szymona Hołowni.

Jest masa świetnych, fajnych, zaangażowanych ludzi,

Mówiąc skrótowo, nic z tego nie mają.

Nie przyszli do Polski 2050 dla stanowisk, żeby się jakoś poustawiać życiowo, tylko ciągle im się chce i trochę ich za to podziwiam.

Bardzo jestem im za to wdzięczny i na pewno nie nazwałbym ich lokalnymi nepotami czy despotami, bo takimi po prostu nie są.

A propos pana słów, to pan mówi, że zmienianie zdania przez Szymona Hołownię to jedno ze źródeł waszych problemów.

Czyli Szymon Hołownia przyczynił się do tej katastrofy Polski 2050, o której pisze.

Tych czynników było wiele, czynników wpływających na naszą dzisiejszą sytuację.

Powiedziałem to publicznie i podtrzymuję moje zdanie.

Od lidera politycznego to jest chyba dość oczywista oczywistość.

Oczekujemy pewnej determinacji, konsekwencji.

No i na pewno konsekwencji także w wypowiadanych opiniach, wypowiadanych zdaniach.

Więc w tym kontekście tak, jeżeli lider zmienia zdanie...

a tak było na przykład w kontekście właśnie jego kandydowania na stanowisko przewodniczącego, no to wtedy i ludzie w partii, i sympatycy, czy wyborcy zaczynają się zastanawiać, które zdanie jest tym najwłaściwszym, tym najbardziej odpowiadającym realnym poglądom przewodniczącego.

Więc w tym kontekście tak, ja oczekuję od lidera politycznego, że jak coś powie, to to się będzie działo i będzie w tym konsekwentny, będzie zdeterminowany, będzie szedł pewną konkretną linią.

A na to Szymon Hołownia w TVN24 odpowiada, że słowa o Brutusie są ciągle aktualne.

Przyjaciel, ktoś z kim można było beczkę soli zjeść, pierwszy zastępca, tak mówi o panu.

Sól się panu przejadła?

powiedział w tej samej części wypowiedzi w wywiadzie telewizyjnym, że złego słowa na mój temat nie powie i ja to cenię, szanuję i trzymam i powiedziałbym jako dobrą monetę na przyszłość, jak powiedziałem, w tej partii, którą trzeba będzie skleić w nowych realiach z nową przewodniczącą.

Ale on mówi, że może wyjść z tej partii właśnie.

On mówi, że może wyjść z tej partii i zabrać ze sobą...

znaczną liczbę posłów.

Myśli pan, że ilu posłów Hołownia mógłby ze sobą zabrać?

Proszę wybaczyć, ale po pierwsze nie wejdę w tego typu dyskusję, bo ja osobiście ani nie widzę takiej grupy jakiejś znaczącej, która widziałaby sens w tym, żeby opuszczać naszą partię, no bo łatwo jest wyjść, tylko pytanie po co?

Nie ma posłów, którzy pójdą za Hołownią?

Ja po pierwsze niespecjalnie wierzę w to i że pan marszałek mógłby podjąć taką decyzję o pozostawieniu swojego własnego ugrupowania, które zakładał, no za które nadal jako przewodniczący do wyboru nowej przewodniczącej odpowiada.

Więc to nie jest tak, że to nagle jakieś takie dziecko, które uciekło, urwało się z domu i nie wiadomo, co z nim się teraz dzieje i rodzice za to dziecko nie odpowiadają.

Ojciec tego ugrupowania, Szymon Hołownia,

także odpowiada za działania naszej partii, więc wydaje mi się, że jakakolwiek próba teraz odcinania się od tego, co się w tej partii dzieje czy działo, no to też jest pytanie właśnie o stabilność poglądu.

A wie pan o czym ten ojciec Szymon Hołownia rozmawia w ostatnich tygodniach z ludźmi prezydenta i z ludźmi z Prawa i Sprawiedliwości?

Nie jestem świadom istnienia takich rozmów, czy prowadzenia takich rozmów.

Wiem, że takie pogłoski się pojawiają.

I wierzy pan w te pogłoski?

Pan marszałek nigdy nas nie informował o takich rozmowach, czy pani minister Pełczyńska-Nałęcz również, która według tych pogłosek miała uczestniczyć w takich rozmowach, nic na ten temat nam nie mówiła.

Myślę, że chcielibyśmy wiedzieć, czy takie rozmowy były prowadzone.

Tylko ja szczerze mówiąc... To może trzeba zapytać, wziąć telefon do ręki i zapytać, panie przewodniczący, rozmawia pan z PiS-em czy nie?

Pan Marszałek wielokrotnie powiedział także w ostatnich dniach w wywiadach medialnych, że nie wyobraża sobie koalicji z PiS-em, że chce, żeby Polska 2050 pozostała stałym, ale także silnym, suwerennym elementem koalicji 15 października.

I ja te słowa przyjmuję za dobrą monetę.

Pan Marszałek też powtarza, bo to wiemy publicznie, że rozmawiać trzeba z każdym, także jego zdaniem z Jarosławem Kaczyńskim i Adamem Bielanem

w takim konkretnym autorażu, powiedziałbym, jaki to miał miejsce w ubiegłym roku.

Więc ja nie odmawiam mu prawa rozmawiania ze wszystkimi.

Jest liderem politycznym nadal swojego ugrupowania, więc nikt mu takiego prawa nie odbierze.

Oczywiście czym innym byłoby rozmowy o jakichkolwiek scenariuszach politycznych wspólnych z największą partią opozycyjną.

Ja na dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby takie scenariusze miały się materializować.

To o nich za chwilę, zanim zostaniemy tylko w sieci.

Jeszcze trzy pytania, czyli krótka piłka po raz drugi.

Sikorski niepotrzebnie zaczepia maska w internecie.

Tak czy nie?

Ktoś musi z Elonem Muskiem dyskutować i dodawać kłam jego wielu twierdzeniom, więc uważam, że minister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej, osoba rozpoznawalna na świecie, także taką rolę może i powinna pełnić.

Polska powinna wejść do Rady Pokoju Trumpa, nawet jeśli będzie w niej Putin.

Nie wyobrażam sobie, żeby Polska była w tej samej radzie pokoju, podkreślę to słowo, z Władimirem Putinem, który jest wszystkim, ale na pewno niepokojem.

Jest zaprzeczeniem, jednym z najważniejszych, największych zaprzeczeniem pokoju na świecie.

Startując samodzielnie w wyborach, Polska 2050 przekroczy próg wyborczy.

No oto idzie ta walka i po to wybieramy przewodniczącą, po to chcemy poukładać partię od nowa, żeby ona w wyborach, nasza partia w 1927 roku sama oddzielnie przekroczyła próg wyborczy.

W naszej sądzie pytaliśmy, czy Szymon Hołownia pogrążył Polskę 2050.

88% odpowiadających powiedziało, że tak, tak właśnie jest.

Jesteśmy wciąż na Radio Zet.pl, na Facebooku, na YouTubie.

Polecamy dalszy ciąg naszej rozmowy.

To jest Gość Radia Zet.

Panie pośle, ale PiS próbuje was namawiać na wspólną koalicję, na stworzenie koalicji PiSu i Polski 2050?

Po pierwsze, ja nie uczestniczę w takich rozmowach, nie jestem członkiem władz statutowych, to znaczy na pewno zarządu naszej partii.

Jestem członkiem Rady Krajowej, ale nie zarządu, a to zarząd i przewodniczący mogą w takich rozmowach ewentualnie uczestniczyć.

Natomiast

Dla mnie podstawowe też, jedno z podstawowych pytań to, co to jest PiS dzisiaj, bo wiemy, że ta partia się dzieli coraz bardziej na frakcje i frakcyjki.

Tutaj słabsza pozycja prezesa tej partii, niezależnie od jego stanu zdrowia, ale po prostu obiektywnie słabsza pozycja, wskazuje na to, że w PiS-ie są różnego rodzaju ruchy odsiądkowe.

Byłbym ostrożny z tym wytykaniem innym tego, że są frakcje w jakiejś partii, kiedy te frakcje u was walczą.

PiS jest trochę większy.

Ale słyszy pan na przykład Przemysława Czarnka, który w Superekspresie mówi tak.

Katarzyna Pełczyńska na łącz premierem?

Czemu nie?

Moglibyśmy się pochylić nad taką propozycją, nad takim rozwiązaniem.

Oczywiście z udziałem PiSu.

No takie jest wilcze prawo opozycji, partii opozycyjnej, żeby robić wszystko, wszystkimi możliwymi narzędziami, żeby osłabiać rząd, osłabiać koalicję.

Przecież oni walczą o władzę, więc nie zrobią absolutnie nic, żeby wzmacniać nasz rząd.

Będą próbowali wbijać

kliny większe i mniejsze pomiędzy nasze partie, więc absolutnie mnie nie dziwią, bo wiedziałbym wręcz, w jaki sposób są logiczne w tej logice politycznej tego typu wypowiedzi i polityków PiSu.

Ja, patrząc i słuchając naszych działaczy, bo przecież przez kilka tygodni prowadziłem sam, własną, moją kampanię kandydata na przewodniczącego, absolutnie nie słyszałem żadnej gotowości naszych sympatyków i naszych działaczy do tego, żeby pójść na jakieś dile z PiSem po prostu.

To jest nasz rywal i konkurent polityczny, który szykuje się, żeby razem z Konfederacją czy Konfederacjami przejąć rządy w Polsce i w tym kontekście nie wyobrażam sobie naszej współpracy partii centrowej, partii demokratycznej ze skrajną prawicą.

A po co był pan u premiera, panie pośle, w ostatnich tygodniach?

Na początku grudnia, tu też widziałem różne doniesienia medialne, na początku grudnia pan premier zaprosił mnie na rozmowę.

Zaprosił mnie wtedy w bardzo konkretnej sytuacji, co było dla mnie dość czytelne, mianowicie dotychczasowy szef naszego ugrupowania, Szymon Hołownia, zrezygnował w praktyce, już wtedy abdykował, no bo zajmował się czym innym, wtedy czynione były starania

związane z jego, jak wiadomo, ubieganiem się o pozycję międzynarodową w systemie ONZ.

On wtedy zrezygnował ze stanowiska.

Ja byłem kandydatem i byłem uważany za jednego z czołowych kandydatów na stanowisko przewodniczącego naszej partii.

Jakbym był premierem, byłoby dla mnie dość naturalne chcieć się zorientować, co się tak naprawdę dzieje i w jaką stronę sprawy idą.

Nie wpływać na decyzję w partii koalicyjnej, ale chcieć się zorientować, zrozumieć u źródła

Ale premier nie ma czasu spotkać się z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, która miałaby być wicepremierem, a ma czas spotkać się z panem, z europosłem Polski 2050.

Dodam, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, jak rozumiem, to jest pierwsza zastępczyni Szymona Hołowni.

Jest pierwszą zastępczynią, była moją konkurentką na tym etapie, na którym na początku grudnia... I premier zaprasza pana, a nie ją do siebie.

Ale ja nie wiem, kogo pan premier zaprasza.

Nie mam wpływu na zaproszenia, które wychodzą z kancelarii premiera.

Ja zostałem przez pana premiera zaproszony na rozmowę i czy ja miałem w tej sytuacji powiedzieć nie, absolutnie nie zgadzam się, nie jestem zainteresowany rozmową z panem premierem.

Ta rozmowa... Ale czy tę rozmowę, panie pośle, konsultował pan z Szymonem Hołownią?

Nie, nie konsultowałem wtedy tej rozmowy z Szymonem Hołownią.

A z kimś z zarządu Polski 2050 pan konsultował?

I jeszcze raz powtórzę, panie redaktorze, to był ten moment, kiedy ja kandydowałem na stanowisko przewodniczącego naszej partii.

W zarządzie były osoby, które ze mną konkurowały w tej roli.

Nie mam wpływu na to, kogo pan premier zapraszał i zapraszał, rzecz jasna.

Takie zaproszenie się pojawiło.

Ja na to zaproszenie też nie od razu odpowiedziałem, bo szukaliśmy terminu.

Ja znam, panie pośle, ale ja pytam o to, czy pan nie wpadł na pomysł, żeby porozmawiać z kolegami z partii, że może jednak warto zapytać, czy wy też idziecie, wy nie rozmawiacie ze sobą w Polsce 2050?

My ze sobą rozmawiamy.

Atmosfera już wtedy była dość napięta w związku z kampanią wyborczą.

Nie miałem żadnej wiedzy i świadomości, czy to spotkanie, pan premier traktuje jako spotkanie, powiedziałbym, dość publiczne, czy spotkanie takie, o którym on nie będzie...

mówił publicznie.

Jak powiedziałem, nie mam wpływu na to zaproszenie.

Poszedłem na to spotkanie jako europoseł i jak się okazało, duża część rozmowy była właśnie temu poświęcona i mojej pracy, ale przede wszystkim sprawom międzynarodowym, które pana premiera bardzo mocno zajmują.

Natomiast elementem niewielkim, ale elementem tej rozmowy było też pytanie pana...

premiera o to, jak ja widzę sytuację i czy ja będę także kandydować finalnie.

Wtedy w czasie tej rozmowy nie udzieliłem panu premierowi jednoznacznej odpowiedzi, a potem, jak wiadomo, pod koniec grudnia zrezygnowałem, uznając, że chcę wesprzeć inne kandydatury, inne osoby, które kandydowały wtedy w pierwszej turze.

Dostał pan wtedy od premiera zaproszenie do Koalicji Obywatelskiej?

Nie, nie dostałem takiego zaproszenia ani od pana premiera, ani od innych przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej, ani w Polsce, ani w Parlamencie Europejskim.

Tak się złożyło, taka była decyzja wyborców, jedynym przedstawicielem mojej partii w Parlamencie Europejskim i jedynym Polakiem we frakcji liberalnej, liberalno-demokratycznej w Parlamencie Europejskim.

To jest istotna rola.

Czasami w Polsce mniej widziana, czy mniej...

dostrzegana, rozumiem, szanuję, żałuję trochę tego.

Uważam, że za mało w Polsce o tym, co my europosłowie realnie robimy, a za dużo o tym, jakie to podobno niby luksusowe życie pędzimy.

Ja nie mam takiego wrażenia w żadnym stopniu, patrząc i słuchając od mojej rodziny, że przez większość

dnia, to tak naprawdę nie ma ze mną kontaktu, a co dopiero czasu wolnego, ale okej, na tym polega praca posła do Parlamentu Europejskiego.

Robię, co do mnie należy.

Słyszy pan polityków lewicy, którzy mówią, że w Polsce 2050 są ludzie podzielający wartości lewicy.

To brzmi trochę jak zaproszenie.

Nie ma pan wrażenia, że to się tak właśnie może skończyć, że Polska 2050 skończy

Częściowo w Koalicji Obywatelskiej, częściowo w Lewicy, częściowo może w PSL-u?

Absolutnie nie chciałbym, żeby tak się stało.

Nie widzę na dzisiaj takich scenariuszy.

Nie chciałbym?

To jedno, ale czy tak się rzeczywiście może nie stać?

Przychodziliśmy do polityki, ja również, ja w moim przypadku w roku 2019, kiedy dołączyłem do przygotowań do pierwszej kampanii prezydenckiej Szymona Hołowni z bardzo konkretną wizją, z bardzo konkretnym pomysłem, odpowiedzi na to, co się w polskiej polityce dzieje, a jednym z elementów tej odpowiedzi, i tu nie zmieniam zdania, jest potrzeba taka mianowicie, żeby w centrum sceny politycznej znalazła się stabilna siła polityczna,

która będzie między PiS-em a Platformą, choć nie będzie siłą symetrystyczną, będzie po stronie demokratycznej, po stronie silnej Polski w Europie i taka partia jest potrzebna.

Moim zadaniem, moim celem i moim marzeniem jest to, żeby Polska 2050 na trwałe wpisała się właśnie w to miejsce na scenie politycznej.

Zdania nie zmienią.

No tylko, że jak słucham tego, co mówi Szymon Hołownia, to będzie bardzo trudne zadanie.

On mówi, że ta kampania wyborcza przekroczyła już wszystkie granice wewnętrznego rozpadu i śmieszności publicznej.

Partia, która jest za granicą śmieszności publicznej, trudno będzie miała się pozbierać.

I czytam, co mówi profesor Antoni Dudek, komentując waszą sytuację i pisze, wasz ostateczny upadek przyspieszyło zaślepienie Szymona Hołowni w okresie igrzysk prezydenckich i bezpośrednio po nich.

Wielu wytyka Szymonowi Hołowni, że w kampanii atakował Trzaskowskiego, a nie Nawrockiego.

Jak powiedziałem, kampania wyborcza jest takim momentem, kiedy politycy są dość siłą rzeczy agresywni, zdeterminowani, mają, szukają swojego miejsca też w tej kampanii.

Taką linię przyjął Szymon Hołownia wtedy.

Pytanie, czy to nie był błąd, który nie kosztował tej prezydentury w Polsce dla koalicji rządzącej?

Szymon Hołownia taką podjął decyzję, że chce startować.

Takich miał też wokół siebie doradców, którzy go w tym wzmacniali.

Na koniec liczy się wynik.

Ten wynik był rozczarowujący i dla Szymona Hołowni, i dla nas wszystkich.

I tak naprawdę to my w naszej partii, wśród wielu rzeczy, których jeszcze nie zrobiliśmy, no to nie zrobiliśmy takiego szczerego rozliczenia kampanii prezydenckiej.

Tego, kto wtedy decydował, w jaki sposób decydował, jakie decyzje były podejmowane.

No bo ta kampania się zakończyła takim, a nie innym wynikiem.

Organizacja przez kilka miesięcy była w nią bardzo mocno zaangażowana.

Po tej kampanii także, co jest istotne w świecie realnym, pozostał kredyt, który mamy do spłacenia, kilka milionów złotych, które ma partia do spłacenia.

Więc ja uważam, że z myślą właśnie o kolejnych kampaniach, także tej kampanii parlamentarnej 27 roku.

Takie szczere, wewnętrzne, wewnętrzne to podkreślę, nie na grupach sygnalowych, które przeciekają natychmiast do mediów, rozliczenie powinno nastąpić.

Czyli nie było takiej szczerej, wewnętrznej rozmowy w Polsce 2050?

Dlaczego kampania prezydencka skończyła się takim, a nie innym wynikiem Szymona Hołowni?

Nie mam wrażenia, że taka rozmowa się odbyła.

Oczywiście były kolejne wydarzenia, które lawinowo, można powiedzieć, przykrywały kampanię prezydencką.

Pan marszałek był do listopada marszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej, więc miał bardzo dużo różnego rodzaju pracy i obowiązków, ale takiej szczerej rozmowy do tej pory nie było.

Tak jak powiedziałem, jest potrzebna, żebyśmy mogli skutecznie przygotować się do kolejnych kampanii wyborczych.

No to Szymon Hołownia skutecznie w kampanii wyborczej krzyżował plany Rafała Trzaskowskiego, na przykład w sprawie debat prezydenckich.

Czy gdyby nie ten wspólny front kandydatów koalicji rządowej przeciwko Trzaskowskiemu, ten wynik wyborów mógłby być inny?

Znaczy ja się generalnie sprzeciwiam takiemu stawianiu sprawy.

Nie mówię, że to pan redaktor tak to postawił, ale czasami to słyszę, że to przez hołownię Trzaskowski przegrał wybory.

W debacie publicznej często ten argument pada.

No tak, ale to paredaktor mnie zachęca, żebyśmy przeanalizowali wszystkie błędy i słabości kampanii Rafała Trzaskowskiego.

Było ich rzeczywiście wiele i funkcjonowania sztabu Rafała Trzaskowskiego.

Inni kandydaci mieli prawo w tych wyborach wystartować.

Taką decyzję podjął także Szymon Hołownia.

Tak, były wypowiedzi, które były...

w kontrze do Trzaskowskiego, no ale każdy kandydat zaznacza to, że jest suwerenny, że jest indywidualnym kandydatem, a nie czyjąś przystawką.

Tylko na finale przegrali wszyscy kandydaci koalicji rządowej.

Taki był efekt tej strategii.

Ale bardzo dobrze, że Szymon Hołownia na przykład w Końskich się pojawił na debatach, że na przykład przez jego determinację nie doszło do jakichś takich ustawek kandydatów, że tylko Trzaskowski z Nawrockim, Nawrocki z Trzaskowskim.

Więc to były ważne rzeczy i moim zdaniem pozytywne rzeczy.

I dzisiaj jeszcze raz powtórzę, stawianie takiej tezy, że Trzaskowski przegrał, bo Hołownia, no jest nieusprawiedliwione, jest po prostu niesprawiedliwe i niezgodne ze stanem faktycznym.

To jakaś ustawka, teatrzyk polityczny, pozorowany dialog.

Tak wasi koalicjanci z Koalicji Obywatelskiej i Lewicy mówią o tym, co wydarzyło się wczoraj u prezydenta.

Prezydent zaprosił do siebie przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych.

Wy skorzystaliście z tego zaproszenia.

Czy to znaczy, że daliście się wciągnąć w ustawkę?

Ja nie wiem, jakie były kulisy, nie brałem udziału w rozmowach na temat wzięcia udziału w tym spotkaniu, na zaproszenie pana prezydenta.

Jak rozumiem, ci, którzy nie poszli, używają argumentu, że nie do końca wiedzieli, o czym ma być to spotkanie.

Mówią, że nie chodzą na prywatne spotkania, że spotkania towarzyskie można odbywać w innym gronie.

No i właśnie, że to jest ustawka, że prezydentowi chodziło tylko o propagandowy cel w całej tej sytuacji.

No nie wiem, jaki cel propagandowy pan prezydent mógł osiągnąć, bo nie widzę dzisiaj jakiegoś celu, jakichś efektów, które pan prezydent mógłby sobie przypiąć.

Prezydent wyciąga rękę do drugiej strony sceny politycznej, chce rozmawiać, jest otwarty, zaprasza do siebie, a tamci nie przychodzą, odrzucają tę wyciągniętą dłoń.

Propagandowy cel absolutnie czytelny.

Nawet przyjmując, że prezydent wyciąga rękę, to najpierw zanim tę rękę wyciągnął, to zawetował ileś ustaw, ileś miał wystąpień publicznych, w których odrzucał podstawowe kierunki działania naszego rządu.

Ustawił się w roli głównego krytyka rządu, więc to jest taka trochę linia, że najpierw użyje 10 razy rękawicy bokserskiej.

a potem wyciągnę rękę i powiem, że chcę być twoim przyjacielem.

No nie do końca.

Znaczy ja uważam, że dobrze się stało per saldo, że przedstawiciele naszego klubu parlamentarnego Polski 2050 tam byli, dlatego że rozmawiali, wiem to z informacji, które nam przekazali wewnętrznie, rozmawiali o konkretnych projektach ustaw.

Tylko pytanie, czy prezydent nie był skuteczny w tym wbijaniu klina między was, partie koalicyjne, no bo nie było wspólnej strategii całej koalicji w tej sprawie.

Może to był błąd, bo teraz rzecznik prezydenta może rozgrywać tę sytuację mówiąc, no tak, lewica, koalicja obywatelska stchórzyły, tamci przyszli.

Nie stworzyły, nie użyłbym takiego określenia.

Natomiast gdybym był w jednym z tych dwóch ugrupowań, to raczej namawiałbym, żeby przyjąć zaproszenie prezydenta.

No bo wiadomo, że jak mówią, że nie wiedzieli o czym będzie to spotkanie, no wiadomo, że to nie było spotkanie towarzyskie z definicji.

Wiadomo było, że nie będzie rozmowy o sporcie, igrzyskach olimpijskich, boksie, czy pan prezydent nie będzie chciał wspominać swojej pracy w Sopockim Grand Hotelu, tylko że będzie to rozmowa.

No po to się zaprasza kluby parlamentarne do Pałacu Prezydenckiego.

Jeżeli jest taki argument, czasami używany przez naszą koalicję, że prezydent wetuje ustawy, bo nie zna wszystkich okoliczności, bo jest pod wpływem swoich doradców, którzy chcą źle generalnie.

No to jak jest taka szansa, żeby bezpośrednio prezydentowi przekazać argumentację, to nasi ludzie wczoraj to zrobili i ja nie mam o to do nich pretensji.

Ostatnie zdanie, nie uważam, że z tego coś istotnego będzie, jeżeli chodzi o zmianę sposobu postępowania prezydenta i Pałacu Prezydenckiego, ale odrzucanie takiego z definicji takiego zaproszenia też nie jest moim zdaniem właściwe.

Nawrocki czy Duda, kto lepiej pasuje do fotela prezydenckiego?

Ja nie mam wrażenia, żeby któryś z tych dwóch panów bardzo dobrze pasował do fotela prezydenckiego w takiej koncepcji, w takim formacie, który ja wierzę.

Takim mianowicie, że prezydent powinien godzić Polaków, łączyć ponad podziałami, być ponad partią czy partiami politycznymi.

I prezydent Duda cały czas czuł się zakładnikiem i stronnikiem jednej strony sceny politycznej, a prezydent Nawrocki, powiedziałbym, do sześcianu jeszcze to bardziej podkręca, chociaż nie jako zwolennik Prawa i Sprawiedliwości, tylko czegoś, co jest jeszcze bardziej na prawo niż PiS.

Więc ani jeden, ani drugi model prezydentury mnie nie przekonuje.

Pytam, bo jest sondaż Polstera dla Superekspresu i w nim 36% pytanych odpowiedziało, że obaj sprawdzili się tak samo.

31% odpowiedziało, że lepiej Nawrocki się sprawdza, 22% lepiej oceniło Dudę.

Ale właśnie, kiedy słyszy pan doniesienia o tym, że Amerykanie mieliby wysłać PiSowi sygnał, żeby nie myślał o ewentualnej koalicji z Brownem, to myśli pan, że to są plotki bez pokrycia, czy coś jest rzeczywiście na rzeczy?

Nie w tym sensie, że to Ameryka i Amerykanie i administracja Trumpa decyduje o tym, kto w Polsce będzie rządził.

Takiego wpływu Amerykanie dzięki Bogu nie mieli, nie mają.

Nawet jeżeli prezydent Trump chciałby potem opowiadać, że to on wygrał właściwie wybory za Karola Nawrockiego, to to się po prostu nie wydarzyło.

i moim zdaniem nie wydarzy.

Natomiast dla Ameryki Polska jest istotnym, bardzo istotnym sojusznikiem w Europie.

Tak jak Amerykanie, administracja Trumpa krytykuje kraje tzw.

starej Europy, szczególnie Niemcy i Francję, tak Polska jest przez tę administrację kwalona, pokazywana jako pozytywny przykład.

W związku z tym dla Ameryki jest istotne, jak będzie się układała władza w Polsce, jakie poglądy będą reprezentowane

w przyszłym rządzie.

Na dzisiaj mamy takie ryzyko, że w Polsce po wyborach 27 roku może rządzić, powiedziałbym, konfederacja czy konfederację z przybudówką w postaci Prawa i Sprawiedliwości.

Grzegorz Braun to nie ukrywa absolutnie swoich poglądów.

To są między innymi poglądy bardzo mocno antysemickie.

To w Ameryce, jaka ona by nie była, Bidena, Trumpa czy innych prezydentów, na to nigdy po prostu nie będzie zgody, więc to Amerykanie...

Jeśli Amerykanie wysłaliby taki sygnał, rzeczywiście, prezesowi największej partii opozycyjnej, to nie jest mieszanie się Amerykanów w nieswoje sprawy?

No, zawsze można postawić taki zarzut.

Ja takiego zarzutu nie stawiam w tym kontekście.

Najważniejszy nasz sojusznik, pod każdym względem, wojskowym dzisiaj szczególnie, ale także sojusznik gospodarczy, chce wiedzieć, z kim będzie w Polsce rozmawiać.

Nie wpływa bezpośrednio na nasze wybory, ale mówi jasno, jakie poglądy, jakie opinie są dla niego.

że nieakceptowalne opinie Grzegorza Brauna dla sojusznika amerykańskiego są absolutnie nieakceptowalne, więc wszyscy, którzy myślą nad poparciem w wyborach tego konkretnego polityka i jego partii, muszą o tym wiedzieć, że to jest natychmiastowy kryzys nie tylko w naszych relacjach z Unią Europejską, z Europą, z naszymi sojusznikami i pogłębienie kryzysu, powiedziałbym, w naszych relacjach z Ukrainą,

ale przede wszystkim to jest proszenie się o gigantyczny kryzys w relacjach z Ameryką, a to nie jest absolutnie w naszym interesie narodowym.

A jeśli korona brauna zostanie odtoczona takim politycznym kordonem sanitarnym, to zyska konfederacja Mencena i Bosaka, bo nie będzie już na skraju sceny politycznej, będzie postrzegana jako bardziej racjonalna siła.

Może tak się zdarzyć?

Proszę wybaczyć, nie jestem specjalistą od wewnętrznych tarcz i frakcji w Konfederacji.

Pan powiedział, że nie powinienem się wypowiadać o frakcjach w innych partiach, bo i u nas takowe występują i w tym jest trochę racji.

Konfederacja jest dla mnie partią, która nie kryje swoich poglądów i ja niespecjalnie wierzę w Konfederację Light i Konfederację Hardt,

Oni mają takie poglądy, jakie mają.

Pan Bosak podpisywał też różne dokumenty i wielokrotnie mówił rzeczy, które są moim zdaniem kompletnie nieakceptowalne i kompletnie niezrozumiałe.

Więc ja uważam generalnie, że którakolwiek z Konfederacji by uczestniczyła, jeżeli by tak się wydarzyło w polskim rządzie, to jest ogromny problem, to jest zagrożenie dla Polski, zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, nie tylko z powodu poglądów, które, nie nazwę ich otwarcie,

prorosyjskimi, proputinowskimi, ale dokładnie idące, powiedziałbym, po linii oczekiwań Kremla wobec nas.

Więc ja się takich partii w Polsce obawiam i będę z nimi politycznie walczył.

To zaglądam do pytań naszych słuchaczy, widzów, internautów.

Pan Michał pyta pana, panie pośle.

Kiedy zaproponujecie swoją wersję rodzinnego PIT-u lub czy poprzecie podobny projekt zaproponowany przez prezydenta?

Mieliśmy naszą koncepcję wzorowaną na picie rodzinnym, picie francuskim, który rzeczywiście wspiera... Mówiliście o tym w kampanii wyborczej, rzeczywiście.

Mówiliśmy o tym w kampanii wyborczej.

Gdzie ten pomysł?

Nie mamy silnej reprezentacji, jeżeli chodzi o Polskę 2050 w Ministerstwie Finansów.

I to mnie martwi.

Mieliśmy już wiele trudnych rozmów z ministrem finansów.

Ja uważam, że z tego pomysłu nie można, nie wolno rezygnować, bo tu nie chodzi tylko o wpływy podatkowe i patrzenie wąsko fiskalne, ale o nasz gigantyczny problem demograficzny, który narasta z dnia na dzień.

Jest nas i będzie coraz mniej.

Starzejemy się jako społeczeństwo.

Trzeba wspierać rodziny, które...

chcą się powiększać.

Tak, mówiliście, rodziny z co najmniej trójką dzieci nie będą płacić podatku w ogóle.

A im więcej dzieci, tym ten podatek jest niższy.

Minęły dwa lata, klops.

Tak ten system funkcjonuje m.in.

we Francji i bardzo dobrze, żeby u nas tak się stało, bo problem demograficzny narasta i trzeba wspierać rodziny, które jak wiadomo 500-800 plus w żadnym stopniu nie odegrało takiej roli.

Tutaj konkretne zwolnienie podatkowe może być przynajmniej zachętą, żeby rozważyć to, żeby dzieci było więcej w Polsce, bo od tego w sumie zależy cała nasza przyszłość.

Ale w tej kadencji parlamentu to się raczej nie wydarzy, panie pośle, jeśli chodzi o rodzinny PIT w Polsce.

Ja uważam, że nie można z tego rezygnować, że jak już poukładamy sprawy w naszej partii, to trzeba wyjść z ofensywą i to powinien być jeden z elementów naszej rozmowy z rządem, z koalicjantami, z ministrem finansowym.

Co a propos spraw w waszej partii?

Pan Dawid stawia takie długie pytanie, więc proszę o cierpliwość.

W Polsce 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w pierwszej turze zdobyła ponad dwa razy więcej głosów niż Paulina Henik-Kloska.

Ma ogromne doświadczenie dyplomatyczne, odblokowała miliardy z KPO i cieszy się szerszym uznaniem w społeczeństwie.

Z kolei Paulina Henik-Kloska budzi sporo kontrowersji, choćby wokół ustawy wiatrakowej, wypowiedzi o pożyczkach dla powodzian czy decyzji w resorcie klimatu.

I pytanie, dlaczego mimo to uważa pan, że to właśnie ona powinna zostać przewodniczącą partii?

Pyta pan Dawid.

No po pierwsze to jest pytanie, w tym sensie stronnicze, że pokazuje jakie są osiągnięcia pani minister Pełczyńskiej na łącz i jakie są kontrowersje wokół pani minister Heni Kloski.

Ja mógłbym odwrócić takie pytanie i pokazać ileś elementów dokładnie odwrotnych, ale to jest mało istotne i nie mamy na to czasu.

Dla mnie najistotniejsze jest to...

że dotychczas przez ostatnie półtora roku ponad to pani minister Pełczyńska-Nałęcz grała pierwsze skrzypce w naszej partii, w dużym stopniu zarządzała naszą partią, co także było efektem decyzji pana marszałka Hołowni, że powierzył jej pełnię władzy.

No i ostateczny efekt na dzisiaj jest taki, że jesteśmy, gdzie jesteśmy.

Nie odmawiam zasług i działań pani minister w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej,

Tak, program KPO, trudny program, bo opóźniony z winy PiSu toczy się.

Zobaczymy w tym roku, jaki będzie jego finał i po tym będziemy oceniać pracę pani minister.

Natomiast generalnie nasza partia jest w takim położeniu, które wymaga zmiany.

Nie może być prostej kontynuacji.

Tak jest moje wyjście, mój punkt wyjścia do myślenia i o tym mówię od wielu tygodni, popierając panią minister Heni Kloskę.

że potrzebujemy zmiany, jeżeli chodzi o sposób zarządzania naszą partią, gdyż czasowy sposób po prostu się nie sprawdził.

Więcej tego samego da taki sam efekt, czyli to, o czym mówiliśmy parę minut temu, osiągnięcie 5% progu, wtedy będzie skrajnie...

skrajnie trudne.

Potrzebujemy zmiany.

Paulina Heniklowska jest nie tylko zapowiedzią zmiany, ale ona wiem, że ma bardzo konkretne pomysły, które przekazuje na spotkaniach z naszymi działaczami, jak zmienić i do wewnątrz, i na zewnątrz postrzeganie naszej partii.

Nie ma tutaj tajemnicy i teorii konspiracyjnych, mam nadzieję, też nie ma.

Nazwaliśmy naszą partię, żeby pokazać długoterminowe myślenie o polityce, polskiej polityce.

Zresztą w wielu miejscach świata polityka jest skupiona na najbliższym wydarzeniu, najbliższej kampanii wyborczej, najbliższym wywiadzie radiowym czy telewizyjnym 2050, bo potrzeba decyzji.

które w 2050 roku, który jest pokazywany jako taki rok, kiedy będzie weryfikacja tego, co się sprawdza, co się nie sprawdza, połowa wieku, które nas postawią w zupełnie innym miejscu, jeżeli chodzi o funkcjonowanie np.

ochrony zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, szkolnictwa, edukacji, klimatu itd.

Więc 2050 jest nazwą aktualną.

Myślę, że po roku 2050 będziemy aktualizować nazwę naszej partii.

No, na razie jest problem, żeby Polska 2050 dotrwała do roku 2027, złośliwi pewnie powiedzą, ale 2050 to trochę dalsza perspektywa.

To jeszcze pan Bogdan, a propos lekkich złośliwości, ma takie pytanie.

Czy bycie europosłem, wygodne i beztroskie życie, pobieranie dużej diety, mała odpowiedzialność, liczne i dalekie podróże służbowe są dla pana szczytem ambicji politycznych?

Bardzo dziękuję za to pytanie.

Można powiedzieć, że trudno być sędzią we własnej sprawie, ale ja o tym tak wspomniałem, mam wrażenie w trakcie naszej rozmowy, panie redaktorze, że po 21 latach członkostwa Polski w Unii Europejskiej ciągle tak do końca nie jest jasne, co właściwie robią posłowie polscy w Parlamencie Europejskim.

Natomiast bardzo łatwo jest właśnie taką opowieść snuć, że nic nie robią, lenią się.

Za mało rozmawiacie z wyborcami i za mało im to tłumaczycie.

W jakimś stopniu jest to pewnie też problem, do którego się przyznaję, z bilokacją.

Trudno jednocześnie być w robocie, która jest poza Polską i jednocześnie opowiadać o tym, co ja robię.

Staram się, jak mogę, mówić o tym, co robię i jak robimy, bo dzieją się rzeczy mega ważne w tej chwili.

Nie powiedziałbym i nie mam takiego wrażenia z ogromnym szacunkiem dla pracy moich koleżanek, kolegów w polskim parlamencie, że moja praca jest mniej istotna, jest pewnie mniej widziana, mniej dostrzegalna także w polskich mediach.

Natomiast decydują się losy Europy na dziesięciolecia w tej chwili, jeżeli chodzi o obronność, bezpieczeństwo, energetykę i tak dalej, i tak dalej.

Więc czy to jest szczyt moich ambicji politycznych?

Ja późno wszedłem do polityki i nie stawiam na ostrzu noża realizacji jakichś osobistych planów.

Chcę być częścią tej siły politycznej w Polsce i tych sił politycznych w Europie, które będą popychały sprawy do przodu i rozwiązywały problemy zamiast je mnożyć.

A wierzy pan w energetyczny rozejm na Ukrainie, o którym mówi Donald Trump?

Chciałoby się powiedzieć, uwierzę jak zobaczę, bo słuchacze mogą wiedzieć, mogą nie wiedzieć.

Chodzi o to, że podobno żołnierze z obu stron, ukraińscy i rosyjscy, dostali takie rozkazy ze strony swoich dowództw, żeby zaprzestać na razie atakowania celów energetycznych.

To wyjaśnię.

Trump mówi, Putin na moją prośbę zgodził się przez tydzień nie strzelać do Kijowa i ukraińskich miast i miasteczek z powodu ekstremalnego zimna.

No tak, ale od wielu tygodni przy ekstremalnym zimnie, bo minus 20 stopni to jest bardzo zimno, te ataki były kontynuowane.

Dla Putina nie jest problemem atakowanie ludności cywilnej i zamrażanie tak naprawdę mieszkańców szczególnie dużych miast ukraińskich.

Mam nadzieję, że to z przyczyn humanitarnych rzeczywiście się wydarzy, bo patrząc na...

mapy pogody i to, że na Ukrainie będzie za chwilę około 30 stopni mrozu, w sytuacji, w której nie ma źródeł ogrzewania i ocieplania gospodarstw domowych i temperatura wewnątrz mieszkań jest koło 0 stopni, no to to jest dosyć katastrofalna sytuacja.

humanitarna.

Mam nadzieję, że tutaj rzeczywiście Putin wyjątkowo, powiedziałbym, dotrzyma słowa, ale też pod naciskiem Trumpa, więc nie będę Trumpa za to krytykował, że taki telefon wykonał, ale zobaczymy, czy Putin będzie w stanie choć raz w jakiejkolwiek konkretnej sprawie, która nie jest może zgodna do końca z jego interesem wojskowym, jego drapieżnym apetytem, dotrzymać słowa.

Czy Szymon Hołownia

Powinienem przeprosić naukowców, politologów konkretnie, za to, co mówił o nich ostatnio w TVN24, że grają dziś w politycznych drużynach.

No ja staram się unikać takiego generalizowania i takiego stawiania tezy, że wszyscy politolodzy są zaangażowani politycznie po jednej, drugiej czy trzeciej stronie sporu politycznego.

No Hołownia tak powiedział.

Tutaj jakby powiedzieć, wszyscy politycy są cyniczni, wszyscy politycy kłamią i tak dalej i tak dalej.

Kłamią, kradną i tak dalej i tak dalej.

To może Hołownia jednak powinien zawrócić.

Nie użyłbym takiego określenia.

Ja wiem, podejrzewam, skąd się wzięło użycie takiego określenia w ustach pana marszałka.

Są rzeczywiście znane nazwiska, znani politolodzy, którzy jak my istniejemy powiedzmy te pięć lat na scenie politycznej, to ja nigdy z ich strony nie słyszałem ani jednego dobrego słowa w rozmowach medialnych na nasz temat.

Są oczywiście politycy znani z imienia i nazwiska, którzy są pewnie cyniczni, którzy przekraczają granice.

W każdym środowisku się tacy znajdą.

Pytanie krótko na koniec.

Przepraszam, należy się tym politologom jako środowisku?

Wydaje mi się, że jakaś forma wycofania się z takiego generalizowania przy istnieniu problemu, o czym powiedziałem przed chwilą, istnieniu problemu takiego, że politolog, który z definicji powinien być bezstronny, czasami pokazuje w wywiadach swoje sympatie polityczne, mówiąc bardzo dobrze o jednej partii, a o innej.

współtworzącej koalicję rządową wyłącznie źle.

To jest dla mnie również jakiś problem, ale nie generalizowałbym i szanuję pracę politologów.

Są potrzebni na rynku politycznym, czasami także po to, żeby politycy kompletnie nie zwariowali.

Michał Kobosko, Polska 2050.

Bardzo dziękuję za spotkanie.

Marcin Zaborski, kłaniam się.

Dobrego dnia życzę.

Do zobaczenia.

Miłego dnia.

Dziękuję bardzo.