Mentionsy
Dwa spojrzenia, jeden kadr – rozmowa z Martą Rybicką i Sławkiem Kamińskim
W najnowszym podcaście Fotopolis posłuchacie o tym jak fotografia połączyła odmienne temperamenty – dynamiczną „akcję” Sławka Kamińskiego oraz dokumentalne wyczekiwanie i spokój Marty Rybickiej.
Fotografowie opowiadają o tym, jak ich bogate doświadczenie reporterskie przekłada się na realizację wspólnych projektów oraz czy jako duet potrafią nawzajem oceniać i wspierać swoją pracę.
Nie zabraknie również refleksji nad tym, co ich zdaniem składa się na dobre zdjęcie oraz gdzie leży granica w pokazywaniu życia prywatnego przez fotografów. To będzie fascynująca opowieść o różnych temperaturach fotografii i przełomowych momentach, które można odnaleźć w ich kadrach.
Marta Rybicka to fotografka dokumentalna i rodzinna, która w swojej karierze uwieczniała zarówno dramatyczne skutki trzęsienia ziemi na Haiti, jak i kryzysy uchodźcze w Europie czy na Bliskim Wschodzie. Laureatka Grand Press Photo i stypendystka Ministra Kultury za projekt „Bliskość w czasach wojny i okupacji” znana jest dziś przede wszystkim z autorskich „Bliskich Sesji”. W swojej pracy rezygnuje z pozowanych kadrów na rzecz emocji, tworząc zdjęcia, które jak sama mówi, „pachną miłością” i celebrują intymną więź między matką a dzieckiem.
Sławek Kamiński, jeden z najbardziej doświadczonych polskich fotoreporterów, od 35 lat związany z „Gazetą Wyborczą”, a od 2023 roku szef jej działu foto. Laureat nagrody głównej Grand Press Photo 2019 najlepiej czuje się w dynamicznym świecie polityki, dokumentując życie sejmowe, które zna jak własną kieszeń. Swoją pracę w Sejmie porównuje do gry w totolotka, gdzie wygrana wymaga niezwykłej umiejętności przewidywania ruchów polityków, co bywa równie wymagające i absorbujące jak opieka nad małym dzieckiem.
www.fotopolis.pl/podcast
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, dobry wieczór, jak zwykle szeroko witamy się w nowym podcaście Fotopolis, a dzisiaj ze mną dwójka wspaniałych gości fotografów, a właściwie fotografka i fotograf, o tak zacznę zapowiadać, trochę nieśmiało, Marta Rybicka, Sławek Kamiński, dzień dobry.
Zaprasza Monika Szewczyk-Wittek.
Postaram się krótko was przedstawić, choć to trudne, bo jak przed chwilą staliłam ze Sławkiem już od 35 lat w gazecie wyborczej Fotoreporter.
To prawda.
Chcesz tutaj coś dopowiedzieć do tej historii 35-lecia?
No mogę dopowiedzieć.
To jest tak, że to nie jest 35 lat za biurkiem, tylko 35 lat w różnych miejscach.
I to jest kolosalna różnica, naprawdę.
No to w ogóle kiedyś usiadłeś za biurkiem tak tylko, że... No właśnie nie, nawet teraz tak próbuję i w zasadzie nie mam biurka.
Bywam w różnych miejscach, więc to 35 lat w biegu.
W terenie.
Będziemy do tego biegły i jeszcze nawiązywać jego prace, jego zdjęcia wielokrotnie nagradzane na konkursach fotograficznych, między innymi Grand Press Photo i publikowane w najważniejszych tytułach prasowych w Polsce i za granicą.
Szczególnie lubi dokumentować życie sejmowe.
Czy to wciąż prawda?
Sam się sobie dziwię.
Właśnie późnym wieczorem stamtąd wczoraj wróciłem i też była porażka.
Okazuje się, że po tylu latach można nawalić.
Do życia filmowego też wrócimy, bo to jest wspaniały temat.
która, i to było dla mnie zaskoczenie, fotografowała także w Indiach i w Sudanie, no bo ja kojarzę cię właśnie z tymi bliskimi sesjami rodzinnymi, a tu duże zaskoczenie, bo też Bliski Wschód to takie ważna część twojej pracy?
Fotograf każdy się rozwija, więc tak jak chyba każdy artysta, chociaż ciężko mi się nazwać artystką, bo raczej nie tworzę, tylko po prostu fotografuję to, co już jest, zostanę.
Ja miałam różne epizody, dużo podróżowałam, mnóstwo rzeczy mnie interesowało, ale później i tak biorąc pod uwagę, nie wiem...
10-15 lat jakiejś takiej sensownej drogi fotograficznej, to zawsze się to skupiało na relacjach międzyludzkich i obojętnie w jakich okolicznościach.
Najpierw to były ciężkie okoliczności, które trochę już za bardzo wypełniły moją głowę i musiałam wziąć oddech i zacząć fotografować coś, co jest milsze i miłe.
I myślę, że jeszcze bardziej działające i mające może właśnie impakt na tych, którzy to oglądają albo którzy dostają te zdjęcia.
Jak Państwo słyszą, dwa nieco różne podejścia, ale też nie jest tajemnicą, że wspólnie wychowujecie córkę, Helenę, która zresztą nam towarzyszy tuż za drzwiami.
Może się pojawi, kto to wie, kto to wie.
I to oczywiście jest jedno z takich pierwszych pytań, jak to jest, kiedy fotografia jest pasją w związku, ale też pasją każdego z Was i to tak różne podejście do fotografii, da się to pogodzić, tak domowo i życiowo?
Ja muszę to wziąć na siebie.
Tak właśnie sprostujesz.
Powiem coś takiego na samym początku naszej rozmowy, że nasze drogi takie...
Te zawodowe, ta fotografia taka wspólna w zasadzie się rozchodzą powoli, z czego ja się nawet cieszę, bo praca wspólna w ogóle była czymś idealnym.
Mieliśmy taki profil motocyklowy, taki profil lifestyle'owy, robiliśmy dużo różnych rzeczy i przy dużych produkcjach oczywiście pracuje się doskonale.
Tylko, że wspólna praca jest kompromisem i trzeba pójść na ustępstwa.
I często robimy twoje zdjęcie albo moje zdjęcie.
Okazuje się, myślę, że nie da się tak wypracować, żeby to było wspólne.
I teraz bardzo się cieszę z tego, co Marta robi, bo w zasadzie nie ma konkurencji.
To, że ona jest osobą po przejściach takich fotograficznych i ona chodziła na demonstracje, była w tych różnych bardzo trudnych miejscach, powoduje to, że działa bardzo szybko, ma warsztat.
ma warsztat i to widać w tych zdjęciach.
Tylko, że jeszcze długo nie dogonią Marty, powiem tak.
Tu nie ma co prostować w ogóle.
To nawet nie jest laurka, tylko to jest szczera prawda.
Ona ma ten warsztat.
A jednocześnie nie ma takich obciążeń, no nie wiem, jak ja, gdzie negatyw, jakieś czarno-białe zdjęcia, ciemnie i tak dalej.
I też od razu, jak już jestem przy głosie, bo zaraz mnie sprostują, ta fotografia negatywowa, czy ta stara fotografia w zasadzie w tej chwili do niczego mi się nie przydaje.
To też jest taki przykład, że wszystkim się wydaje, że to mamy ten background, tam gdzieś negatyw, prawda, jakieś stare podejście o tej fotografii, migawka, przysłona.
W ogóle z tego nie korzystam.
W dzisiejszych czasach przy tej obecnej technologii.
No ja tak naprawdę jak fotografuję, to w ogóle nie myślę o fotografii.
I chyba to jest coś, co odkryłam w sobie i to w sumie całkiem niedawno, bo wcześniej jak powiedzmy ćwiczyłam, uczyłam się patrzenia, uczyłam się kompozycji, co też było bardzo potrzebne, to teraz jakby...
przez to, że to wykonałam i to bardzo intensywnie, to teraz w ogóle o tym nie myślę, w ogóle nie myślę o technikaliach, w ogóle nawet Sławek mi podrzuca jakieś aparaty, ja czasem nawet nie wiem, jaki mam obiektyw założony, bo po prostu jakby skupiam się na tym, co fotografuję.
I uważam, że to jest super, bo myślę tylko o jednej rzeczy.
A fotografowie przeważnie myślą, dobra, tu mam takie światło, tu mam takie ISO.
Staram się współodczuwać emocje.
Czyli wejść pomiędzy...
to, będąc na zewnątrz, próbuje wejść wewnątrz, czyli próbuje wejść w to, co fotografuje, czyli próbuje wejść...
Ułatwi mi się fotografuje więcej niż jedną osobę, więc spróbuję wejść pomiędzy te osoby.
I przez to, że wcześniej właśnie fotografowałam i różne kultury, i różne, powiedzmy, nie wiem, stany zdrowia ludzi, czy różne temperamenty, czy różne osobowości ludzi starszych, ludzi młodych, dzieci,
to jakby nic mnie już nie zaskakuje, więc ja po prostu jakby przyjmuję to, co jest i uważam, że to jest super do sfotografowania.
To ja bym jeszcze na chwilkę wróciła do pytania, które padło wcześniej.
Czy da się połączyć te dwa różne podejścia twoje i Sławka w jednym miejscu zwanym domem?
Bardzo dziękuję, precyzyjna odpowiedź.
Ja chyba zapomniałam powiedzieć też, Sławek, w twojej biografii, że ty pełnisz teraz jeszcze jedną funkcję w Gazecie Wyborczej, bo jesteś też szefem działu fotograficznego, to znaczy uczysz też inne osoby.
A czy to jest tak, że wy się wzajemnie inspirujecie, uczycie, wspieracie, komentujecie swoje zdjęcia, analizujecie je, macie to?
Zacznę od tego szefowania.
Rzeczywiście po latach zgodziłem się na taką funkcję.
Do dzisiaj nie mam stopki nawet w mailu takiej, że jestem szefem, bo jakoś do mnie to nie dociera.
To dłuższa historia, pewnie na inną rozmowę, ale a propos tego uczenia.
Uważam, że tak powiem znowu coś niepopularnego, że tak naprawdę nie da się chyba nauczyć fotografii.
Ja tak uważam.
Ostatnio, w zeszłym tygodniu właściwie, miałem taką rozmowę z grupką studentów.
No i tam rozmawiamy, rozmawiamy, no i oni w zasadzie wszyscy zgodnie powiedzieli, że to, co jest tam w tej szkole, nie będę mówił, w której i co to za studenci, próbuje im się narzucić, przyswoić pewne zasady.
Wiemy, o co chodzi.
Kompozycja, złoty podział, złota godzina, nie wiadomo jeszcze co.
I wszyscy zgodnie powiedzieli, że jest to na niekorzyść dla nich, bo potem ich to blokuje.
Chcieliby to zrobić po swojemu, ale słyszą głos wykładowcy gdzieś tam w sercu, że jednak pamiętaj złoty podział, złota godzina, nie stój tutaj, zrób to z góry.
I tak naprawdę ja też, my zresztą wspólnie prowadziliśmy często warsztaty, czy tam oddzielnie prowadzimy warsztaty,
I rzeczywiście na wstępie mówimy to, że fotografia jest taką dziedziną, że albo się to ma, albo się tego nie ma.
Tak naprawdę to właśnie nie sprzęt, nie te obiektywy, nie te różne rzeczy, tylko musi to wychodzić z nas.
Jeszcze powiem za pewnym klasykiem, że zdjęcie musi być spożywcze.
No nie powiem, powiem po tym na ofie, ale w każdym razie ta spożywczość, jak się zastanowimy głębiej, no to też jest coś fajnego, bo to jest to coś, co to zdjęcie ma, tak?
Można to nazwać jakimś zębem, nie wiem, czymś, co nas skupia.
I są zdjęcia i są fotografowie, którzy nie zrobili nawet jednego takiego zdjęcia, przynajmniej ja tak uważam.
A są tacy, którzy w każdym z nich, z tych zdjęć coś jest.
to ta domowa nasza współpraca często, tam Marta już nawet nie zaglądamy sobie przez ramię, ale czasami mówi, żebym rzucił okiem na tej i tej, czy pomógł jej tam coś wybrać i często to drugie, tak zwane drugie oko widzi rzeczy, których ona nie widzi w tym całym tym, no ale wyłapujemy tam wspólnie rzeczy genialne.
Czasami popatrzę też na moje zdjęcia, ale nawet trzyletnia Helena powiedziała, że mama fotografuje ciągle gołe panie, a tata starych facetów, ale nieźle mi to wychodzi.
Wspaniała recenzja.
Podsumowała nas bardzo szybko.
A ty starych facetów, ale nieźle ci to wychodzi.
No i w zasadzie tyle.
Tak, ona wszystko też widzi, pokazujemy jej zdjęcia, zresztą w ogóle tak staramy się, to chyba też fizycznie wychodzi, bo mamy niewielkie mieszkanie, więc po prostu jesteśmy cały czas w jakiejś swojej okolicy.
Mamy się na oku, więc obojętnie kto otworzy laptopa czy ogląda zdjęcia, no to po prostu wszyscy to widzą, bo tak to jest na widoku.
I Helena, jak chce przyjść do nas, no to na kolana, no to oczywiście widzi te zdjęcia, które akurat przeglądamy i ona na przykład bardzo często...
Mówi, mamo, a pokaż mi tego dzidziusia, ojejku, ale to jest fajny dzidziuś, a możemy wybrać najlepsze zdjęcia?
Bo ja już jej mówię, że jeżeli chce oglądać, no to mi powiedz, które zdjęcie ci się podoba.
I ona już wie, że można strzałką przeglądać i tak przeglądamy.
A wracając do pytania, czy my komentujemy swoje zdjęcia, jak jeszcze Heleny nie było, no to praktycznie każdą sesję...
jakby komentowaliśmy sobie, edytowaliśmy.
Tak, ale wydaje mi się, że w ogóle punktem stycznym od samego początku między nami jest to, że my sobie nawzajem imponujemy.
W
w tym, co fotografujemy.
Też nie ukrywając, że spotkaliśmy się na scenie na Grand Press Photo, gdzie Sławek dostał nagrodę i ja dostałam nagrodę.
Wtedy się zaczęło.
Zaczęło się od fotografii zbiorowej.
Rzecz Sławek był najlepszym fotografem w Polsce, a ja dostałam dwie też inne nagrody i staliśmy razem i po prostu ta duma nam się po prostu wymieszała.
I to było super, więc najpierw popatrzyliśmy na siebie jako na fajnych fotografów, na dobrych fotografów.
A dopiero później drążyliśmy w sobie, powiedzmy, osobowości.
kompletne wariactwo na punkcie tego, co fotografujemy.
I takie samo tempo fotografowania, obojętnie co fotografujemy.
Jeżeli, czyli ten sam temperament, ta sama stuprocentowa powiedzmy oddanie, zaangażowanie.
I właśnie tutaj, co jest super, że my po prostu tak się wyrzynamy, robiąc te zdjęcia, mówiąc wprost, to nie ma dla nas kompromisu na jednej sesji.
Nie możemy dać ani kawałka swojego myślenia, to znaczy opuścić.
Więc to dopiero później się okazało, że co z tego, że my jesteśmy...
tak samo zaangażowań w tą fotografię, mamy duże doświadczenie, chcemy zrobić to jak najlepiej, jeżeli właśnie ten punkt styczności, no on się nie styka, bo każdy ma jednak tą swoją w głowie przestrzeń, której się nie da wymieszać, po prostu.
to myślę, że to była w ogóle genialna decyzja i bardzo taka dojrzała, że i troszkę samoistna, chociaż na początku było to troszkę walki, że dlaczego nie robimy razem sesji, zaczynamy się trochę sprzeczać o to, jest niefajnie, ktoś chce być szefem planu, ktoś nie chce być drugim fotografem, żadne z nas nie chce być drugim fotografem, nigdy.
I to wywoływało sprzeczki na polu prywatnym.
No więc chyba po zastanowieniu stwierdziliśmy, że trochę ta nasza fotografia, jakby zostawimy ją sobie.
I to, co chcemy, żeby było częścią wspólną, to po prostu...
Wspólnie popatrzymy, czy ona jest, jak to mówić, kłótogenna?
I chyba jesteśmy w takim momencie, że...
Robiliśmy, nawet już na początku wspominałem, nawet spore jakieś projekty, czy jakieś sesje.
Całą Filharmonię w Warszawie.
Symfonię w Warszawie, tak, na przykład.
Ale to jest też tak, że od razu musi być podział i to jest tak, że to nawet niekoniecznie ważniejszy jest ten, co naciska na guzik.
Nie, ale ja akurat z racji stażu i doświadczenia naciskałem na guzik.
Marta kontrolowała to na komputerze, ale też ustawiała tych ludzi.
I to był taki podział, który im odpowiadał, bo jakby z racji wieku nie podskakiwali do fotografa, coś tam żartowali.
Oni byli bardzo zadowoleni.
Ja wykorzystałam to, że jestem po szkole muzycznej, więc to w ogóle mnie bardzo... Wiedza taka muzyczna.
Robiliśmy też takie zdjęcia motocyklowe w zasadzie, które wzięły się z pasji.
Bardzo nietypowy sposób jakby
pokazywania motocyklizmu całego, czyli tych ubrań, kasków i tak dalej.
Nie tylko samego sprzętu, w sensie nie tylko samych motocykli.
Zupełnie bez motocykli nawet to było.
Z perspektywy pary.
W ogóle przedziwne.
Zaczęło się od tego, że to warto powiedzieć, bo to nie pokazujemy tu zdjęć, ale warto powiedzieć, jak to wyglądało.
Dostaliśmy do sfotografowania kask, który w nazwie miał no właśnie
Utwór muzyczny.
Miało tam malowanie, nocturne się nazywało.
No więc błyskawicznie wpadliśmy na to, że akurat jest konkurs Chopinowski, więc ubraliśmy Martę w jakiś tam wieczorowy strój, jakieś perły.
W kasku.
W szpilkach w perłach.
W szpilkach w perłach, jedzie w kasku, który nazywa się Nocturne.
Nawiązaliśmy do konkursu szopenowskiego.
Jakieś 3% środowiska motocyklowego załapało jakby o co chodzi, ale dla nas się jakby zaczęło, że po prostu potem nawet kilka film na świecie nawet z nas to zerżnęło, bo jest to zupełnie...
nietypowe podejście, bo wszyscy myślą, że jak jest kask, to musi być też motocykl.
Ale właśnie też mało spożywcze, czyli takie mało sprzedawalne, no bo jednak trzeba wiedzieć, co to jest ten Nocturne, a większość osób nie wie.
Na dole była gwiazdka Nocturne Road i tak dalej.
Ale ja i tak uważam, że my musimy pracować zgodnie ze sobą, a nie zgodnie z tym, co będzie fajniejsze dla innych, więc...
Mówisz my jako fotografowie?
A co to znaczy waszym zdaniem, albo jakie cechy powinno mieć dobre zdjęcie?
I tutaj nie chciałabym chyba się zawężać do tego, czy jest to fotografia polityczna, czy jest to bliska sesja, czy jest coś, co waszym zdaniem łączy dobre zdjęcie?
No to może ty najpierw.
Bo kiedyś się posprzeczaliśmy, czy fotografujemy modeli, czy bohaterów.
Potem było tak, że to, co Marta przed chwilą powiedziała, mało to nawet wybiło się, to ja jeszcze raz powtórzę, że tego się od niej nauczyłem, że dużo lepiej fotografuje się dwie osoby niż jedną.
Bo jak fotografujemy jedną osobę, musimy kombinować, inscenizować, manipulować.
My musimy brać w tym udział.
My mierzymy w tym udział.
Mówimy stań tutaj i ten ktoś często nie jest sobą.
Sadzamy muzyka na środku ulicy, na krześle, ale równie dobrze ktoś fotografuje tak piekarza albo listonosza.
Zupełnie nic to o tym człowieku nie mówi.
Ona w zasadzie stoi tam obok i...
I widzi te dwie osoby, relacje między tymi dwoma osobami.
Ja fotografuję jeszcze coś innego, bo ja na szczęście mam te wszystkie RODO, te wszystkie historie mnie nie dotyczą, bo fotografuję newsa, więc jakby jestem w miejscach publicznych, mogę to fotografować, robię to, co chcę, jakby staję, gdzie chcę.
Bardzo często w ogóle skupiam się na kuchni tego wydarzenia.
Widzę jak fotografują inni koledzy, zupełnie inaczej, to nie jest żaden tam jakby komplement, tylko po prostu no jakby lata wylatane mile i jakiś tam taki przebieg powoduje to, że znajduję tam swoje, czuję się w tym cały czas świetnie i jakby ciągle coś mogę zrobić w tym nowego.
A to zdjęcie, no tak jak powiedziałem, w moim przypadku często to jest informacja.
To jest często tak, że jak fotografujemy trzech facetów i nic się nie dzieje, to też tłumaczymy tym studentom, ale nagle jeden z nich podniesie kartkę, jakąkolwiek, mówi coś o tej kartce czy o tym, co tam jest.
I jeszcze dwie rzeczy są w mojej pracy.
Codziennie czysta kartka, to już ta inna kartka, czyli taka moja, gdzie wstaję rano i nie wiem, co będę robił.
A druga rzecz to jest cykliczność czy powtarzalność.
Dzisiaj, wstyd się przyznać, byłem na 189 miesięcznicy smoleńskiej.
Właśnie stamtąd wracam.
No i to jest jakby fascynujące z różnych względów.
Ciągle jestem w stanie, oczywiście z fotograficznych względów, jestem w stanie ciągle coś tam zrobić.
Także tak to wygląda u mnie.
No to teraz ja powiem, jak to z mojego punktu widzenia wygląda.
Powiem tylko o zdjęciach Sławka, że Sławek świetnie fotografuje, ale on też bardzo merytorycznie fotografuje.
On się bardzo na tym wszystkim zna.
I ja akurat to wiem, bo zawsze jak przychodzi po pracy, jest totalnie zmęczony.
Ale nie tak, że dobra, teraz bawimy się klockami i zapominamy o temacie.
On cały czas jakby mówi kto, co, na kogo popatrzył.
Fotografowie w newsach czasem jakby nie mają siły, żeby kontrolować to, co się dzieje i jeszcze jakby łączyć fakty i jeszcze dobiec do kogoś.
A Sławek robi te dwie rzeczy naraz.
Nie wiem, jak on to robi, ale po prostu jest tym świetny.
On to wrzuca jako materiał z każdego dnia i każde zdjęcie jest opatrzone godziną.
I to są zdjęcia właśnie niepublikowalne, bo to są czasem jakieś w ogóle takie symboliczne, nie wiem, pokazanie dłoni, pokazanie oka, pokazanie jakichś takich szczegółów, które nie opisują jakby całego wydarzenia, ale opisują to jeszcze coś pomiędzy, więc...
Sławek tak naprawdę robi dwie rzeczy na raz, trzy rzeczy na raz tak naprawdę.
To jest ta merytoryka, to są zdjęcia i to jest jeszcze wyciągnięcie, no już wyciśnięcie z tego jakichś takich dodatkowych smaczków, które na tych relacjach są po prostu genialne.
W ogóle bliska sesja.
I dlaczego uważam, że te zdjęcia, które... Nazwa wymyślona w kuchni kiedyś wieczorem.
Nie, w łazience.
Sukces ma wielu ojców.
otrzymuję od mam różne słowa, co na tych zdjęciach jest, co one czują na tych zdjęciach, jak one są ważne dla nich.
Jedna dziewczyna powiedziała, że te zdjęcia przypominają jej, jak była sama dzieckiem i jak wkładała zimne stopy między ciepłe uda mamy.
No to mnie po prostu, aż teraz mam ciarki, to mi się tak spodobało, więc zaczęłam jakby dochodzić do tego,
czym są dobre zdjęcia, czyli właśnie jaką wartość mają dla ludzi, którzy dostają te zdjęcia albo którzy je oglądają.
Bo to nie tylko mama z dzieckiem, która jest na zdjęciu, jakby czerpie z tego, nie wiem, przyjemność, radość i jest to dla niej pamiątka, ale też inne mamy, czyli jakby, no tak, rodziny mamy też chcą mieć takie zdjęcia, czyli jakby...
znajdują w sobie tą potrzebę, że właśnie one nie mają zdjęć, one jakby mają tylko jakieś selfie zrobione, dziecko ma więcej zdjęć z ojcem, ten ojciec robi takie krzywe zdjęcia, że ona się na tych zdjęciach nie lubi.
I nagle one mają podczas jednej sesji, nawet godzinnej, mają symbol swojego macierzyństwa, jakiegoś powiedzmy okresu, nie wiem, rocznego, dwuletniego, no mają te zdjęcia.
I moim zdaniem dobre zdjęcie polega też na tym, że od strony technicznej, czyli kompozycji, nie wiem, światła, ziarna, to są jakby aspekty zdjęcia, które nie zakłócają tej informacji, a wręcz przyciągają wzrok.
Nawet osoby, która się nie zna na fotografii i nie wie, czy to zdjęcie jest dobrze zrobione, ale ono mu się podoba,
pewnie tylko merytorycznie, bo widzi, co na tym zdjęciu jest, ale nie potrafi nazwać tego, że to zdjęcie mu się też podoba, bo ma ładny kolor, bo jest rozmazane, właśnie nie jest takie oczywiste.
I też mi się podoba, że dziewczyny, które fotografuję, których wcześniej nigdy jakby nie widziałam, nie znałam, pisząc, mówią bardzo fajnym językiem, że właśnie to są zdjęcia nieoczywiste, że one coś mają, nie tylko to, co jest na zdjęciach, tylko
Dużo więcej.
I ja w tym jakby postrzegam tą wartość zdjęcia.
Powiedziałaś coś takiego, kiedyś zupełnie nie czuję sesji pozowanych.
Lukrowany, gdzie pięknie wymalowane mamy tulą dzieci ubrane w tym samym kolorze, co one.
To jest trochę o instagramowym świecie.
To jest trochę o tym, co widzimy w mainstreamie.
Tak, no bo po pierwsze takiej sesji jest dużo więcej i dużo więcej osób chce takie sesje, dlatego że wtedy jest pewna kontrola nad tym, jak się wygląda, że koleżance się to zdjęcie spodoba, że nie wiem, rodzinie się takie zdjęcia spodoba, bo widać, że to jest zaplanowane, jest to sesja zorganizowana z profesjonalnym fotografem, który ma profesjonalny sprzęt.
I ja uważam, tak samo jak sesje świąteczne, czy jakieś takie okolicznościowe, których ja też nie wykonuję, ale uważam, że nawet jeżeli takie sesje są wykonane, to to już jest krok do przodu, że te zdjęcia są.
Obojętnie, czy są właśnie lukrowane, czy nie są lukrowane, ale jest to, i czy są co roku robione na święta, jest to jednak zdjęcie, które dokumentuje po prostu tych ludzi.
W takich ramach zobaczyć, że są rzeczywiście ubrani podobnie i to zdjęcie jest ładne właśnie pod względem kolorystycznym.
Dlaczego to jest ważne?
Bo powiedziałaś o tym, że obojętnie jakie to zdjęcie jest, ale ważne, że ono powstaje.
Dlaczego to jest ważne?
Wydaje mi się, że nawet jak wszyscy teraz korzystają z czata GPT i innych różnych technologii, to zdjęcie się po prostu nie jest w stanie zdewaluować.
Więc ja w ogóle jestem tak cholernie dumna z tego, że ja fotografuję, a nie robię nic innego, bo ja wiem, że zawsze będę miała pracę.
I zawsze będę to robiła.
I nie muszę się mierzyć z, nie wiem, z nowoczesnym sprzętem, albo nie wiem, z jakimś filmem właśnie.
Mimo tego, że teraz zdjęcia robią wszyscy.
A trzecia strona medalu też przyjechali świetni fotografowie ze wschodu, którzy robią wspaniałe zdjęcia.
Ja je uwielbiam.
Czy właśnie z Ukrainy, czy rosyjska fotografia.
No uwielbiam, uwielbiam te zdjęcia, bo one właśnie...
Oni po prostu fotografują to, co uważają za ładne, co uważają za ważne i to mi się w tym podoba, po prostu.
Tam właściwie jest sama wrażliwość.
Podobnie jak w zdjęciach Marty.
To, o czym mówiliśmy wcześniej, myślę, że są też dwa rodzaje odbiorców.
Że są odbiorcy, którzy wolą jednak wyglądać, nazwijmy to świątecznie.
Może nawet pójdźmy dalej, chcą wyglądać inaczej niż zwykle.
Chcą trochę poczuć się gwiazdami.
I wybierają te lukrowane.
Te sweterki, reniferki, choinki i takie rzeczy.
Absolutnie uważam, że to jest sprawa też estetyki, którą każdy posiada.
I taki aspekt kulturowy, wydaje mi się.
Tak, i zupełnie... To na pewno nie są odbiorcy Marty i na odwrót.
Właściwie po kilkudziesięciu sesjach doszliśmy do wniosku, że ona właściwie nie potrzebuje żadnego tła ani studia.
Potrzebuje kawałka miejsca, kawałka ściany, która i tak jest jedną dwudziestą kadru, bo wszystko się dzieje blisko, bardzo blisko i rzeczywiście czujemy te emocje.
Jest jeszcze jeden fajny aspekt, o którym powiem, że jak czasami Marta mówi, a zobacz to, a zobacz to, czasami, już coraz rzadziej mnie prosisz, czego się też cieszę,
To też taka fajna samodzielność i już pewność siebie.
Ona jakby wie, co robi.
I czasami mówimy tak, nie no, świetnie zrobiłaś to zdjęcie, ale wiesz co?
Mówię, wiesz, ale to może się jej spodobać.
z punktu widzenia jej, czy z punktu widzenia takiego fotograficznego, artystycznego jest takie sobie, ale dla tej mamy może być jakimś wspomnieniem i dorzucamy je tak dodatkowo.
I to jest też super aspekt, że ja właśnie nie pytam ciebie jako fotografa, czy to zdjęcie ci się podoba, tylko jako człowieka.
Ja mu nie mówię żadnej historii.
I ja też jako człowiek od razu wybieram, czy pomagam.
Więc obojętnie, czy Sławek byłby informatykiem, czy kimś innym, to też na tej samej zasadzie prosiłabym go o opinię.
Bo potrzebna mi opinia człowieka, a nie fotografa od strony technicznej.
Też poznałem cały ten proces, no bo czasami byłem na jakichś takich, albo z dzieckiem, albo gdzieś tam się szwendałem, czasami mogłem rozstawić lampy, czy coś takiego i widzę cały ten proces.
Jak to powstaje, jak Marta tam z nimi rozmawia, jak
jaka to jest udręka i widzę efekt końcowy.
I wiem jedno, że to jest jakby jedyne i niepowtarzalne, jest to terapia dla tych mam, mówiąc krótko, bo one w ogóle są zaskoczone, że coś takiego wyszło.
To jest nieplanowane zupełnie i bez zamysłu.
Ja nie byłbym w stanie tego robić nawet nie z powodów takich, że mężczyzna i żonę przy mnie by się czuły może tam, nie wiem, skrępowane czy nieśmielone, ale trzeba mieć ten pewien taki dar docierania do tych ludzi.
One się czują... Wiemy, jak wygląda portretowanie.
Często ja mam taką sytuację, że przychodzę, znam kogoś z internetu, prawda, to jakiś gwiazdor, fotograf, mówię, czy aktor, czy ktoś inny,
A tutaj trzeba wejść bardzo głęboko.
I to widać na tych zdjęciach.
Te mamy są zaskoczone, że aż tak się otworzyły.
To ja jeszcze bym nawiązała do, taki piwocik zrobimy teraz, w kontekście zaskoczenia i tego, jak z nieplanowanych sesji może powstawać piękny zapis, czy nawet zapach miłości, bo też to gdzieś padło, to nawiążę do cytatu, który znalazłam w wywiadzie z tobą wiele lat temu.
Ciekawa jestem, czy to jest aktualne.
Żeby dobrze wykonać swoją robotę, musimy umieć przewidywać, gdzie polityk pójdzie i co zrobi.
Tę umiejętność trzeba ćwiczyć.
Trzeba znać każdy zakamarek Sejmu jak własną kieszeń.
Ten wywiad robiła z tobą Kinga Kenning.
O rany, wzruszając.
Tak, to prawda.
Ja pomyślałam sobie o tym, ja już też nie pracuję w newsach od wielu lat, ale pamiętam jakim wydarzeniem było to, że zamknięto dostęp do restauracji sejmowej dla dziennikarzy.
Pamiętam sytuację, w której fotoreporterzy, nie tylko sami fotoreporterzy, ale też operatorzy, dziennikarze odkładali w proteście aparaty, kamery.
Czy ten rodzaj odpowiedzialności, zaangażowania jest wciąż obecny w Sejmie?
No więc powiem coś pewnie niepopularnego.
Jestem jak najdalej od tych protestów, bo to jest po pierwsze kopanie się z koniem, po drugie fotograf powinien radzić sobie w zastanej sytuacji.
Nigdy jakby nie narzekałem na te warunki.
Czy to jedna władza, czy druga, czy dziesiąta, zupełnie mi to nie przeszkadza.
Za to pomaga mi ta orientacja w terenie, bo...
Powiedziałem o tych wylatanych milach, no bo tak to sobie nazywam.
Jednak w pewnym momencie już nie widzimy aparatu, nie widzimy ogniskowej i ogarniamy to bardzo intuicyjnie.
To widać często u amatora, że wyrasta drzewo z głowy, bo on jest skupiony na tych pierwszych punktach, na tych pierwszych...
zaporach, aparacie, obiektywie, fleszu, światłach i tak dalej.
Tak jak uważam, że na przykład na sesjach takich poważnych, studyjnych, fotograf powinien się skupić na fotografowaniu.
Broń Boże, na światłach, dlatego jest asystent, to jest nic złego, że jest asystent.
To on odpowiada za tą stronę.
My musimy, tak jak Marta w tych swoich sesjach, używa jak najmniej techniki, jak najmniej technologii po to, żeby być blisko.
I ja podobnie, jakby muszę być skupiony na tym, co robię, muszę wiedzieć, gdzie biegnę i wiedzieć, tu się przydaje ta powtarzalność, muszę wiedzieć, co będzie za chwilę.
Czasami jestem zaskoczony, że niektórzy są zaskoczeni, że po latach nie wiedzą, że po tym nastąpi to.
Czyli to też jest jakiś taki brak skupienia, ale przez wszystkie lata próbowałem różnych jakby dziedzin, jakieś mody, reportażu i tak dalej, jednak zostałem w tym newsie i tego newsa się trzymam, bo potrafię się spiąć no tak bardzo na chwilę.
Ciężko jest wylądować?
Ciężko jest wylądować.
Brakuje tej adrenaliny już następnego dnia, więc sobie jej szukamy.
Marta się śmieje, że czasami spóźnam się specjalnie, żeby wpaść na adrenalinę gdzieś tam.
No właśnie, więc to okazuje się, że to już potrzebne są takie emocje i takie paliwo.
No i też jeszcze jedna bardzo ważna rzecz jest w tym, że pewnie jeśli jesteśmy na swoim miejscu, to dlatego nam to wychodzi.
Dlatego ta fotografia akurat nam odpowiada i dlatego tą dziedzinę lubimy.
Ja, to wstyd się przyznać, właśnie 189 miesięcznica albo jakieś tam nie wiadomo które posiedzenie Sejmu i ciągle mam tremę przede wszystkim.
To jest ważne, żeby wciąż mieć taką pokorę do tych zdjęć i do...
Myślę, że to jest takie bardzo ważne.
W pewnym momencie mówię, nie no, to nie ma sensu.
A jednak, jeśli znajdziemy plusy w tym wszystkim, na przykład bardzo podobały mi się sesje mody.
I to nie jest tak, że ja jestem osobą nietowarzyską.
Tylko, że tak mało zależy od tego fotografa, paradoksalnie, albo w drugą stronę.
Cała ekipa oczekuje, że ten fotograf wyczaruje nie wiadomo co, a czasami nie ma czego wyczarować.
I to nie jest tak, że nie lubię pracować w zespole, ale no nie do końca mi to leży.
I uwielbiam tą reporterkę moją, bo w zasadzie nie muszę zjeżdżać na bazę, jestem sam.
Mogę się spóźnić, mogę przyjść wcześniej, mogę zostać dłużej, jakby nikt nigdy mi nie mówił, jak mam to robić i nigdy też...
przez te wszystkie lata mnie tego nie uczył.
Też za to cenię w gazecie tych moich wszystkich poprzednich szefów, którzy mi nie mówili, jak ja mam to robić.
Czyli jakby zdawali się na mnie i liczyli na to, co ja z siebie wycisnę.
Tak, tak, robię eksperymenty takie, że teraz mamy bardzo młodego, zdolnego fotografa dwudziestoletniego, którego albo wypuszczamy na takim GPS-ie, ja mu mówię od początku do końca, wiesz, zaparkuj tu, przejdź tam, zobaczysz tego, albo mu mówię zupełnie, słuchaj, poradzisz sobie, może tam kogoś spotkasz, na pewno coś zrobisz.
I eksperyment oczywiście kończy się tym, że dużo lepiej, jeśli on jest bez tego GPS-u.
Jeśli zaczynamy mu narzucać, to jest to, wrócę do tych studentów, którzy właściwie nie wiedzą, co zrobić, czy robić pod tego wykładowcę, tak jak, nie wiem, uczniowie wielkich mistrzów zazwyczaj ich naśladowali.
Potem się mówi, no, uczeń Rembrandta, bo to widać, prawda?
Czasem trzeba komuś powiedzieć, bo ktoś jest też w takich emocjach i...
czuje tak dużą presję tego tematu, że czasem warto mu powiedzieć, wiesz co, spróbuj to jeszcze z góry może jakoś zrobić, na przykład.
Ja mówię, ty wiesz, dobry pomysł, ale to wtedy nawet fotograf z dużym stażem, czy fachowiec, czy naprawdę profesjonalista wcale się nie obrazi, tak?
Ale na pewno metoda taka, nazywam to GPS-em, ale moim zdaniem nie jest dobra, bo to jest taka niewolnicza praca.
To zaczyna być takie jak bardzo odtwórcze, o, po prostu.
Ja tylko chcę dopowiedzieć, że ciężko się skupić na dwóch rzeczach, czyli dogodzić komuś, kto oczekuje tych zdjęć i robić po swojemu.
Więc ja na przykład w moim przypadku jest tak, że kiedyś też fotografowałam śluby i jakieś eventy.
i czasami podsyłali jakiś plan tego wydarzenia, ale jak ja mam plan, to już po prostu nie jestem skupiona, nie śledzę każdej sytuacji, więc ja już mam tak, że też przed każdą sesją się denerwuję, bo nie wiem, co będzie, bo ona jest niezaplanowana, ale to mi daje, mając doświadczenie już wydarzenia,
w reportażu wcześniej, że jestem pewna, że nawet jeżeli się nic nie wydarzy, albo się wydarzy coś niebywałego, to ja zrobię z tego fajne zdjęcia.
Bo tak w stu procentach jestem skupiona na tym, czego nie wiem, co się wydarzy.
coś, co muszę po prostu wyłapać i nie opuścić.
Jeśli mogę wskoczyć, to zapytałabym was o jedno, co prawdopodobnie pozwoli też rozwinąć to, o czym mówicie.
Dziś po 35 latach pracy, jeszcze wiele lat pracy przed tobą, fantastycznych wydarzeń w polskim Sejmie, tego jestem pewna,
Tu czekają nas różne historie do sfotografowania i opowiedzenia.
Jest jedna, dwie, takie trzy takie historie, które myślisz sobie tak fotograficznie.
Nie spodziewałem się tego, ale to po prostu to jest zdjęcie, które ma moc, to jest to, to jest to dobre zdjęcie.
Opowiedz o takich historii albo historiach, albo historii, jeśli możesz.
Jeszcze tylko króciutko nawiążę do Marty, bo jakby naszym wrogiem jest agenda taka, największym wrogiem.
Czyli jeśli mamy plan, to zazwyczaj nam coś umknie albo... A ja mam tą kartkę, to jest taka prowizorka.
Ja wiem.
Też wczoraj był taki plan, żeby się przygotować trochę do tego wywiadu.
Nie, i uzgodniliśmy to dosłownie w trzy sekundy, że lepiej na żywo.
Bo będziemy się pilnować, będziemy się... Wracając do tych wydarzeń, w zasadzie do wydarzeń, bo przełomem jakby nie tylko dla mnie, ale w ogóle dla takiej moim zdaniem prasowej fotografii w Polsce była kampania Aleksandra Kwaśniewskiego, która była zupełnie inna niż wszystko do tej pory.
To mnie też kształtowało, bo to były moje... Ja od razu jak to powiedziałeś, to przypominam sobie piosenkę Olek, Olek i kiwamy głową.
Jestem z niewielu szczęśliwców, którzy mają to zdjęcie.
Masz to, oczywiście, dlatego nawiązuję, dlatego proszę państwa, to chodzi o piosenkarza, który śpiewał tę piosenkę Olek, Olek, to była piosenka wyborcza, zdaje się, piosenka.
Tak, ale PR-owcy, nie wiem czy wtedy już byli PR-owcy, pewnie byli, może w Polsce nie, ale gdzieś za granicą na pewno już byli, oni nawet nie zadbali o to wtedy, żeby to nagłośnić.
To były takie prawybory we wrześniu, 95. rok, byliśmy, szczerze mówiąc, poszliśmy wszyscy fotoreporterzy z kolegami, poszliśmy na kiełbaski, bo... Dobrze, że nie na wódkę, przepraszam, że tak powiem.
Wtedy się rzeczywiście piło też wódkę.
Ale poszliśmy na kiełbaski, byliśmy zmęczeni, wiadomo, chwila przerwy i nagle okazało się, że jest tam jakiś ten... Jedni pobiegli, ludzie nie pobiegli, ci, co pobiegli, mają to zdjęcie.
Ale nawet PR-owcy nie zadbali o to, żebyśmy to sfotografowali czy uwiecznili.
Ta cała kampania to nawet nie jest jakieś tam uwielbienie dla Aleksandra Kwaśniewskiego, tylko czas był taki, że to się wszystko zmieniało.
To właśnie on czy jego sztab zatrudnił zagranicznych PR-owców.
Wprowadzono odchudzanie, błękitne koszule, piosenkę, autobus wyborczy.
Dziś trudno to uwierzyć, że w tym autobusie była cała masa wolnych miejsc.
Nikt jakby nie doceniał w ogóle tej sytuacji.
Dzisiaj, jeśli się pojawia taki autobus, nie wiem, czy premiera, czy prezydenta, kandydata na premiera, czy prezydenta w kampanii wyborczej, to w ogóle zabiera się tam kilku wybrańców.
Reszta to działacze, prawda, i ludzie z partii.
To w ogóle jest to tak ekskluzywne, że nie... Nie ma szans, żeby tam wejść.
Machamy teraz chwila przerwy, machamy Helenię.
Historia była o tyle niesamowita, że było to wszystko nowe.
Że było to wszystko nowe, inne, to było kolejne otwarcie.
I drugą taką rzeczą oczywiście tych sytuacji, fotografowałem mnóstwo, teraz nawet założyłem sobie taki profil na Instagramie ze zdjęciami archiwalnymi.
A jak się nazywa, powiedz, ten profil?
sławekamiński.archiv
Po angielsku, tak, ale mówię po polsku.
I codziennie wrzucasz jakieś zdjęcia.
Wrzucam tam jakieś, na początku mówię, a wrzucę 100 postów, prawda, albo nawet mniej.
Codziennie coś tam wrzucam z różnych dziedzin.
To jest jakaś, w ogóle to jest portret, to jest moda, to są... Port też pewnie, nie?
Dużo jakichś zdjęć oczywiście politycznych, czy zagranicznych i tak dalej.
I jestem pod olbrzymim wrażeniem, że ja to wszystko przez tą moją biedną głowę przepuściłem.
Naprawdę.
To jest tak dużo wydarzeń, takich różnych koalicji, jakichś historii, tyle ludzi, tyle jakby sytuacji, znajomości, kontaktów.
Nieprawdopodobne.
Jestem pod wrażeniem, jak tego wszystkiego było dużo.
A drugim wydarzeniem dla mnie jest to zdjęcie, któremu jakby trochę zawdzięczamy tą naszą znajomość.
Gdzieś tam się wcześniej widywaliśmy, ale ja fotografowałem to zdjęcie roku, dostałem za proces w Sejmie, notabene też, bo okazuje się, że w tym Sejmie też nie trzeba w zasadzie wychodzić, żeby zrobić fajne zdjęcie.
Był proces, to się nazywa Rodziców Osób Niepełnosprawnych.
No i tam w zasadzie chodziłem codziennie, jakby nie chodziło mi nawet o to, żeby zyskać ich zaufanie.
Bo oni tam byli w różnych sytuacjach, czynnościach takich, których intymnych, których się jakby nie powinno fotografować.
Oczywiście nawet czasami zatrzymywałem kolegów, którzy chcieli to fotografować, no bo to jest... Niestetyczne po prostu.
Niestetyczne, nikt z nas nie wygląda.
Ale też jakby od razu usprawiedliwiam kolegów, bo jeśli... Ja tam chodziłem przez te wszystkie czterdzieści kilka dni.
wysłany przez redakcję na gwałt, był wysłany, żeby zrobić coś z dzisiaj, no to też często trafiał na takie sytuacje, gdzie na przykład wszyscy jedzą obiad przez godzinę, albo jest jakaś toaleta, więc to też jakby to niekoniecznie była ich wina czy brak etyki.
I to jest zdjęcie, na którym widać mamę, jedną z osób, która jest mamą osoby z niepełnosprawnościami, która jest przez straż
poprawcie mnie, jeśli się mylę, bo ja odtwarzam zdjęcie z głowy.
Straż Marszałkowska przytrzymuje w tą kobietę.
Ten chłopiec niepełnosprawny, który taką chudą ręką, który tam... To zdjęcie w ogóle, to jest niesamowite i to nie dlatego, że to jest moje zdjęcie, tylko że
W tym zdjęciu rzeczywiście jest taka iskra Boża, bo w tym zdjęciu, jak się zaczynamy przyglądać, jest wszystko.
To jest niebywałe w ogóle, bo klatka przed, klatka po jest, mówiąc krótko, do bani.
Tam było bardzo wielu fotografów.
Oczywiście trzeba mieć, tak jak w każdym zawodzie czy w życiu, odrobinę szczęścia.
Stałem tam, gdzie stałem, w zasadzie zrobiłem to zdjęcie z takiej sytuacji, przewidywałem, że to będzie dobre miejsce, no też jakby lata stażu robią swoje, stanąłem, oczywiście można nie mieć tego zdjęcia.
Ta fotografia newsowa też za to ją lubię, że ona codziennie uczy nas pokory.
I często z chłopakami, nie odstawiając aparatu od oka, mówimy, masz to?
I często jest to fotograf starszy ode mnie, młodszy czas, a czasami dwudziestolatek to ma.
Więc to jest szczęście, pokora, doświadczenie, bardzo duże skupienie.
No i zebranie tego wszystkiego do kupy.
Jak patrzę na to zdjęcie dzisiaj, to wyłapuję tam rzeczy, tam jest wszystko.
Tam wszyscy ci strażnicy, którzy szarpią tą panią, w zasadzie nie mają wizerunku.
Albo mają opuszczone głowy, albo ktoś te ich twarze zasłania.
Wszystko się ułożyło jak do jakiegoś obrazu.
Stąd mówię ta iskra Boża, czy jakaś tam pomoc przy tym zdjęciu.
No i tak jest nie zawsze.
Nie można mówić, że w zasadzie wypuszczamy tylko same ikoniczne i że jesteśmy na cygenialni.
Zacytuję Beatę Tyszkiewicz, która kiedyś zareklamowała odkurzacz.
To były czasy, kiedy aktorzy zaczynali brać udział w reklamach.
zareklamowała Zelmera, wszyscy byli zaskoczeni, ale jak pani w ogóle?
Taka aktorka, no mówimy, aktorka jak aktorka.
Jakbym pozbierała tego wszystkiego, było jakieś 3 do 5 minut.
Rozwaliło mnie to.
Genialna odpowiedź, bo
Tych cudownych, tych rzeczy jest naprawdę niewiele.
Mam ich kilka, naprawdę.
Takich ulubionych, czy takich ikonicznych, które wiem, ile mnie kosztowały, jak powstały.
To ja jeszcze jedno pytanie do Sławka, zanim wrócę do Marty.
Ono będzie podchwytliwe, więc... Nie damy się.
Tak, ale zasygnalizowałam też tę podchwytliwość, bo obserwując media i też obserwując to, co się dzieje w polityce, mam wrażenie, że dużo tam jest spektaklu.
Spektaklu dla wyborców.
Kiwasz głową, więc się ze mną zgadzasz.
Jak zatem fotografować to życie sejmowe, żeby nie podbijać tego spektaklu?
Żeby nie odtwarzać tego, co politycy chcą, szykują w tym teatrze dla odbiorców, tylko rzeczywiście oddawać to, co tam się dzieje, prawdziwe emocje.
Jeszcze dopowiem, dużo się mówi o tym, że na antenie jest kłótnia między politykami, a poza anteną jest uścisk dłoni i kieliszek wódki.
Prawda to?
No tu nie będę potwierdzał, ale powiem trochę, trochę odwrócę to, ale na pewno fotografować rzetelnie.
Ja nigdy przez te wszystkie lata nie miałem żadnych skrupułów, żeby, ja patrzę na to jak na dobre zdjęcie.
Czy to jest Tadeusz Mazowiecki, czy Andrzej Duda, czy Andrzej Leper, naprawdę nie mam uprzedzeń.
Przede wszystkim każdy z nas ma jakieś poglądy, jakieś sympatie, to jest oczywiste.
Ale na robocie, że tak powiem, trzeba je odłożyć, bo się nie da.
To wiem.
Niektórych nawet utopiły te emocje.
To jest dla mnie w ogóle kluczowe, czasami nawet były jakieś takie propozycje, przecież jesteśmy w tym samym wieku, widujemy się codziennie, czasami więcej spędzamy z tym politykiem czasu niż we własnym domu.
Ale nie, i to jest straszne fajne, nie dlatego, że jestem jakimś tam takim, prawda, mało towarzyskim typem, tylko to też by mi przeszkadzało.
I dopiero ta rzetelność i takie trzeźwe podejście pozwala nam zrobić uczciwe zdjęcie.
Oczywiście, że to jest spektakl, czasami niektórzy się zapominają o tym i czasami mówią sobie po imieniu i tak dalej i to nie wypada dobrze.
Zwłaszcza w czasach, kiedy te media zostały, czy same się podzieliły na dwie części.
U mnie w gazecie to też cenię bardzo.
Nigdy nie było takich nacisków, żeby zrobić złośliwe zdjęcie Nawrockiemu, a dobre zrobić Tuskowi.
To też jest strasznie fajne, że polega się na tym fotografie i że... Chcesz powiedzieć, że zdarzają się w gazecie wyborczej złośliwe zdjęcia albo nie takie bardzo reprezentacyjne pana premiera?
Myślę, że wszędzie się zdarzają.
Ja rozmawiałam z Beatą Łyżową-Sokół a propos zdjęć z Marszu Niepodległości.
W jednym z podcastów, w jednym z rozmów powiedziałam o tym, że jest taka trochę dysproporcja w pokazywaniu różnego obrazu tego marszu i że jednak media powiedzmy centrowe czy lewicowe pokazują obraz tego marszu taki w moim rozumieniu jednak zakłamany.
Podobnie jest, prawdopodobnie po drugiej stronie.
I Beata wówczas powiedziała, że ona walczyła kiedyś bardzo mocno o zdjęcie frontowe, na którym właśnie była rodzina z dzieckiem, z flagami polskimi, właśnie walcząc o to, żeby przekaz był rzetelny.
To jest początek, to jest to pierwsze ogniwo bardzo ważne.
To też jest ważne, że jakby on nie ma takiego zdjęcia, które można by wykorzystać.
Ja na przykład nie robię takich zdjęć, gdzie ktoś, nie wiem, dłubie w nosie, czy wygląda niekorzystnie.
Nawet nie z powodu takiego, że chcę jemu zrobić dobrze, czy nie zrobić mu krzywdy, tylko wiem, że to są często tak,
krótkie ułamki w tym wszystkim, w tej całej postaci, w tej całej jego sylwetce, że one zakłamałyby to.
Ktoś i tak mógłby to wykorzystać.
Ktoś by mógł to wykorzystać zupełnie w innym celu.
I tak jak mówię, ten fotograf jest początkiem drogi, potem jest edytor, który to zdjęcie wybiera, potem jest wydawca, potem jest redaktor prowadzący to wydanie i...
Może się zdarzyć, że po drodze ktoś ma inne widzenie tego wszystkiego.
Też często wcale nie złośliwie i wcale nie celowo może to zrobić.
Jeśli fotograf jest na miejscu, czuje te zapachy, hałasy, krzyki, całą atmosferę, stara się to na tym zdjęciu zostawić, pokazać.
Ktoś, kto jest w redakcji, czy ogląda to przed telewizorem, widzi już pewien taki półprodukt, dostarcza mu się mało tego, to jest temat na kolejną rozmowę, bardzo często mało kto to zauważa, widzimy na ekranie.
No, mi to się nie mieści w głowie.
Materiały PR-owskie tak naprawdę.
My, fotografowie, jakby mówię, lobby fotografów, przewalczyliśmy to, że wpuszczani jesteśmy na te konwencje wyborcze.
Ale bardzo często nie wpuszcza się kamer.
I na przykład, no, nie wiem, TVN pokazuje materiał organizatora z konwencji PiSu, czyli fotografia produktowa, tak?
To co mówisz, PR-owski materiał, to się nie mieści w głowie i też jakby trzeba by się nad tym zastanowić, bo z jednej strony nie bierzemy odpowiedzialności za to, co pokazuje organizator, ale z drugiej strony powinniśmy się nad tym zastanowić, czy w ogóle to pokazywać, bo to jest...
Jedna strona medalu, to jest już obrobiony pewien ten.
I tak jak mówię, jeśli fotograf nie przyniesie złośliwego zdjęcia z różnych powodów, jeśli to dalej nie pójdzie, to mieliśmy taką historię w redakcji, gdzie o włos byłaby porażka, taka fotograficzna, całkiem niedawno, gdzie były te dwa marsze PiSu i Platformy.
Tuż przed wyborami jeden szedł w tą stronę, drugi szedł w tą stronę.
I gdzieś tam po drodze tego całego cyklu ktoś chciał pokazać to tak, że tutaj były tłumy młodych, uśmiechniętych ludzi, a tam był jakiś tam niepełnosprawny staruszek na przykład.
No i przewalczyliśmy to jednak, że poszły obok siebie w zasadzie dwa identyczne zdjęcia.
Jedni i drudzy mieli biało-czerwone flagi, jedni i drudzy coś tam skandowali na tych zdjęciach, jedni i drudzy byli zaangażowani, szczęśliwi, popierali swojego kandydata.
I ja jestem zdania, czy może z tej starej szkoły jednak, że jednak to czytelnik powinien wybrać, prawda?
Oczywiście są statystyki, no statystyki nie da się okłamać, oczywiście też się je często zakłamuje, ale tu było półtora miliona, a tu było dziesięć tysięcy.
Okej, niech to każdy we własnym sumieniu oceni, ale fotografią, jak wiadomo, można manipulować.
I gdyby doszło do takiej sytuacji, gdzie tu dajemy tłum uśmiechniętych młodych ludzi, a tutaj jakiegoś niespełna rozumu na dokładkę z jakimś dziwnym wyrazem twarzy czy dziwnym transparentem,
I naprawdę to, że udało nam się tą walkę wygrać, nawet to nie była żadna walka, po prostu dopilnowaliśmy tego, żeby przynajmniej ta nasza strona fotograficzna była na tyle w porządku i była rzetelna, żeby nic takiego się nie wydarzyło i potem wszyscy jakby zgodnie w redakcji przyznaliśmy, że rzeczywiście tak jest dużo lepiej, bo nie kanalizujemy w jedną czy w drugą stronę.
To jest fajne, to jest trudne, jak wiemy w dzisiejszych mediach.
Bardzo trudne mam wrażenie i rzeczywiście temat na długą rozmowę, ale ja jeszcze chciałam Marty zapytać o takie sesje, to też trochę o emocjach, o takie bliskie sesje, które właśnie zostaną w tobie na zawsze.
No właśnie jak Sławek opowiadał, to się zastanawiałam.
Wiesz, każda bliska sesja jest dla mnie niesamowitym wydarzeniem, dlatego że każdy inaczej rozumie tą bliskość, każdy inaczej ją pokazuje, każdy... Dla mnie to jest...
Zaczynam fotografować od zera, czyli po prostu widzę ludzi i to, co się wydarzy, to jest coś, czego nie powtarzam, jakby nie powtarza się.
Po prostu to nie są cykliczne sesje, które w jakiś sposób mogę, powiedzmy, uszeregować do jakichś konkretnych typów sesji.
Bardzo często zgłaszają się do mnie dziewczyny, które mają wcześniaków.
Na przykład miałam taką mamę, to tak po prostu ona była jedną z niewielu, dlatego jest to taka może wyjątkowa też sesja, gdzie rzeczywiście dziecko się urodziło i ona po prostu...
Nie chcę patrzeć na zdjęcia z pierwszego roku, po prostu nie chcę na nie patrzeć, nie chcę pamiętać tego momentu i chcę zacząć dokumentować relacje z tym dzieckiem.
Zobaczyłam to dziecko, miało wszędzie blizny po różnych operacjach.
Wesołe, w ogóle wspaniałe i piękne.
Mama powiedziała, że od tego stresu po prostu hormony jej się poprzestawiały i bardzo przytyła.
Nie czuła się najlepiej po prostu z tą swoją posturą.
Ale to też jest moje zadanie, jak to sfotografować tak, żeby...
Jakby oczekiwanie od tych sesji jest zawsze takie samo, czyli zachować coś jednak pozytywnego, bo życie pozytywnymi wspomnieniami buduje kolejne pozytywne wspomnienia i kolejne pozytywne przeżycia.
I teraz ja na tej sesji po prostu pokazałam fragmenty ich gestów, jakiś dotyk, skóra do skóry.
Zapytałam, czy chcą się na przykład razem wykąpać, czego w ogóle nie planowałyśmy.
I ona mówi, nie wiem, nie kąpaliśmy się jeszcze razem pod prysznicem.
Ja mówię, a chcesz spróbować?
Ona mówi, tak.
No i zaczęli się rozbierać i wyszły przepiękne zdjęcia, bo ten chłopiec po roku pierwszy raz się wykąpał z małą podprysznicą, zawsze go kąpała gdzieś tam w anience.
był przeszczęśliwy.
To były pierwsze w ogóle jego oznaki radości, że się kąpię pod prysznicem.
A co za tym idzie, jego mama była tak tym mile zaskoczona, że w ogóle wyszły zdjęcia tak autentyczne i tak prawdziwe i tak radosne, że ona się aż popłakała pod tym prysznicem.
Oczywiście nie widać tego za bardzo na zdjęciach, bo wszyscy są mokrzy, ale...
Właśnie te sesje, to nie dość, że to są zdjęcia, to jest jeszcze doświadczenie, które się przeżyło podczas sesji i
już osoba, która ogląda te zdjęcia, wie, co się wtedy wydarzyło.
Czyli dokładnie tak samo, jak ty opowiadasz, że robisz jakieś zdjęcia i masz ogląd całej sytuacji i wiesz, czym to zdjęcie pachnie, czym wibruje.
I to jest najfajniejsze w tych sesjach właśnie też indywidualnych, że te osoby, które doświadczają sesji, mają te zdjęcia i to jest coś...
No dwie rzeczy na raz, po prostu.
Nie wiem jak to opisać, ale to są zdjęcia typowo dla tych osób, które mają dużo większe znaczenie niż te osoby, które oglądają je na przykład na Instagramie.
A dla mnie to jest super ważne, żeby właśnie te zdjęcia miały ogromną wartość dla tych ludzi, którzy są na tych zdjęciach.
Bardzo wam dziękuję za dzisiejsze spotkanie.
Moimi gośćmi byli Marta Rybicka i Sławek Kamiński.
Ostatnie odcinki
-
Dwa spojrzenia, jeden kadr – rozmowa z Martą Ry...
23.01.2026 16:00
-
Rafał Sieradzki i Karol Bartnik o ludziach, pow...
02.10.2025 13:00
-
Diana Lelonek i Michał Adamski: jak poprzez szt...
23.09.2025 11:00
-
Podcast na żywo: o "Transformacji" z rezydentam...
16.09.2025 13:00
-
Podróż za jeden uśmiech z Karoliną Jonderko i M...
14.08.2025 14:00
-
O fotografowaniu przyrody z Olszą Grochowską i ...
17.07.2025 06:00
-
Za obiektywem: Zosia Promińska i Marta Zgierska...
01.07.2025 12:00
-
Szymon Rogiński i Justyna Kociszewska o AI w sz...
09.06.2025 08:00
-
Poza utartymi szlakami: Agata Ciastoń i Bartek ...
02.06.2025 07:00
-
Arkadiusz Gola o książce „Życia nigdy dość”
03.03.2025 08:00