Mentionsy

Dział Zagraniczny
16.10.2025 04:28

Czy Brytyjczycy przestaną mieszkać na barkach (Dział Zagraniczny Podcast#255)

W ostatnich kilkunastu latach tysiące Brytyjczyków, szczególnie w Londynie, zamieszkało na stałe na małych barkach cumowanych w lokalnych kanałach. Co skłoniło ich do takiego życia i czy planowane na przyszły miesiąc zmiany w przepisach zmuszą część z nich do powrotu na ląd?

📺 To jest wersja dźwiękowa odcinka wideo, który możesz obejrzeć na https://www.youtube.com/dzialzagraniczny

Jeżeli podoba Ci się ten materiał, to możesz mnie też wesprzeć dobrowolną wpłatą w serwisie Patronite ➞ https://patronite.pl/dzialzagraniczny

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 376 wyników dla "Szkole Studiów Orientalnych i"

Dzień dobry.

Nazywam się Maciej Okraszewski, a to jest Dział Zagraniczny.

Podcast o wydarzeniach na świecie, o których w polskich mediach słuchacie niewiele albo wcale.

Jeżeli interesują Cię podejmowane tu tematy, to możesz wesprzeć moją działalność dobrowolną wpłatą w serwisie Patronite pod adresem patronite.pl łamane przez Dział Zagraniczny.

Dzień dobry, ja nazywam się Maciej Okraszewski.

Ja się nazywam Kasia Bednarczyk-Główna.

I dziś będziemy rozmawiać o tym, czy Brytyjczycy przestaną mieszkać na barkach.

Jest taka możliwość, ponieważ w przyszłym miesiącu, w listopadzie, ma się wreszcie pojawić raport niezależnej komisji powołanej przez Canal and River Trust, czyli taką organizację pozarządową, która de facto zarządza właśnie wszystkimi kanałami w Wielkiej Brytanii.

I to ma być pierwsza wielka zmiana przepisów od lat dziewięćdziesiątych.

Nie wiemy, co obejmie.

Nikt nie chce na ten temat jeszcze rozmawiać.

Obrady tejże niezależnej komisji są tajne i na podstawie ich wskazówek Canal River Trust dopiero będzie podejmować tą swoją decyzję.

Natomiast według plotek i według obaw, które krążą w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim w Londynie, ma to oznaczać z grubsza podniesienie różnego rodzaju opłat oraz taką zmianę dotychczas obowiązujących przepisów, która wielu osobom na barkach mieszkającym uniemożliwi prowadzenie tego życia w taki sposób, w jaki prowadzą je od dłuższego czasu.

Zaraz przejdziemy do tych wszystkich szczegółów, ale może zacznijmy właśnie od tego, czyli jak to jest żyć na barce.

O tym rozmawiałam z Colinem Legg, który mieszka na barce od 14 lat, między innymi w Londynie, ale nie tylko.

Ja go zastałam na przykład w Essex tydzień temu, kiedy rozmawialiśmy.

W prawstwie Essex to jest południowo-wschodnia Anglia.

Nazywam się Colin Legg i pracuję w obszarze dostępności web.

W zasadzie pomagam organizacjom w zrobieniu dostępności web dostępnych dla niepełnosprawnych ludzi.

Żyłem na samochodzie od, myślę, 14 lat.

Takie sobie życie na Łodzi i mieszkanie na Łodzi może być i bajką, i koszmarem w zasadzie, bo wyobraź sobie, że masz dzień, jest piękne słońce, pijesz sobie kawę, otwierasz laptop, zaczynasz pracę, patrzysz sobie na zieleń, patrzysz sobie na wodę, a jeśli mieszkasz w Londynie, to po południu idziesz sobie spotkać się ze znajomymi na miasto, idziesz sobie na zakupy.

a wieczorem sobie wracasz do swojej fajnej społeczności, do fajnych sąsiadów, z którymi możesz zawsze pogadać, a potem sobie wracasz do domu na wodzie.

I to jest ta pierwsza opcja, ale jest też druga, bo możesz obudzić się rano i mieć szambo do wymiany i mieć puste zbiorniki z wodą, więc musisz jechać...

płynąć w zasadzie, żeby te zbiorniki uzupełnić, ale nie jesteś jedyną osobą, która ma te puste zbiorniki.

Okazuje się, że jest kilkanaście osób w kolejce, więc spędzasz pół dnia albo cały dzień, a woda się wcale szybko nie napełnia, więc wracasz do domu późnym popołudniem.

I się okazuje, że w drodze powrotnej coś z silnikiem jest nie tak, więc kolejnego dnia trzeba naprawić silnik i jeszcze trzy inne rzeczy, które się po drodze popsuły i jeszcze rdza gdzieś wyszła, a poza tym to w ogóle pada od tygodnia i jest zimno i nie ma słońca.

Więc te panele słoneczne, które ci ogrzewają tą łódkę i dają prąd na codzienne potrzeby, nie wystarczają, więc trzeba ogrzewać innymi sposobami, które są bardzo drogie.

I do tego jeszcze dochodzi na przykład zima.

Zima jest testem, podobno tym najważniejszym testem dla wszystkich osób, które decydują się zamieszkać na łódzce i ta pierwsza zima najbardziej weryfikuje.

A Colin mówi, że te dwa, trzy lata na łódzce to jest ten moment największego odsiewu.

Jeżeli wytrzymasz trzy lata i nie zrezygnujesz z mieszkania na łódzce, to jesteś na tyle wytrwały, zdeterminowany i masz na tyle silną motywację, żeby na niej mieszkać,

Ale większość ludzi jednak się niestety poddaje.

Większość ludzi się poddaje, ale faktycznie decydują się na to z własnej woli, czy czasami przymuszeni trochę okolicznościami.

I wrócimy do tej współczesności, jak te okoliczności wyglądają, ale cofnijmy się w czasie, żeby zrozumieć jak do tego w ogóle doszło, że Brytyjczycy mają możliwość mieszkania na barkach.

Skąd tych barek też tak dużo i skąd kanałów tak dużo w Wielkiej Brytanii, bo to jest też bardzo specyficzny element historii tego kraju.

I teraz tak, jedno polecenie, jeżeli ktoś Londyn odwiedza turystycznie, albo jeżeli ktoś w Londynie mieszka, to warto się wybrać do London Canal Museum, czyli muzeum, które jest położone bardzo centralnie, przy King's Cross, czyli w samym centrum tego miasta, w jednym z tych największych punktów przesiadkowych londyńskich, a to jest dosłownie 5 minut na piechotę stamtąd.

Jest to muzeum, które od razu ostrzegam, jest płatne, ponieważ jest zarządzane przez prywatną organizację, w przeciwieństwie do muzeów publicznych, które są darmowe oczywiście w Londynie.

I jest to muzeum, które ewidentnie potrzebuje dofinansowania, bo eksponaty tam nie zawsze są w najlepszym stanie i czasami te ekspozycje wyglądają na trochę zaniedbane.

I mówię o tym dlatego, bo niedawno tam byłem, w związku z czym miałem okazję to wszystko zobaczyć na własne oczy.

Mimo to polecam, bo jest to super interesujące i większość z tych historii, które dziś mamy do opowiedzenia, dowiedziałem się zresztą tam na miejscu dopytując o nie,

I to jest bardzo rozległa historia, co zresztą widać w tamtym muzeum, natomiast skracając ją do takiego minimum, które jest nam potrzebne dla zrozumienia naszego dzisiejszego tematu, wygląda to tak.

Zaczyna się rewolucja przemysłowa i dużym problemem na samym początku jest transport towarów, przede wszystkim węgla, który jest oczywiście ciężki i którego można na wóz konny załadować jakąś tam określoną ilość niewystarczającą do napędzenia tego, co tą rewolucją przemysłową się stanie.

Ponieważ z tymi wozami jest problem, bo jest ich niewystarczająco dużo, bo drogi są czasami nieprzejezdne itd., to w pewnym momencie powstaje pomysł, żeby węgiel oraz inne towary wozić drogą wodną, czyli po prostu na barkach.

Ponieważ przeciętna barka jest w stanie pomieścić 10 razy więcej towaru, czy w tym przypadku węgla, bo o tym na początku myślano, niż właśnie wóz konny.

Więc jest świetnym rozwiązaniem.

Problem polega na tym, że w wielu tych miejscach, które ten węgiel wydobywają bądź go potrzebują, nie ma tam żadnego połączenia rzecznego na przykład.

Więc trzeba stworzyć jakąś właśnie sieć kanałów.

I dochodzi do inwestycji na ogromną skalę tylko w Anglii i w Walii.

Nie objęło to Szkocji, no z oczywistych powodów nie objęło to też na przykład...

wówczas będącej pod brytyjskimi rządami Irlandii.

Natomiast na przełomie XVIII i XIX wieku powstaje aż 6,5 tysiąca kilometrów kanałów właśnie Anglii i Walii, więc to jest ogromna sieć.

Możemy z południa Anglii dopłynąć prawie do samej Szkocji.

Natomiast powstaje też problem, ponieważ rządu nie stać na tego rodzaju inwestycje, więc one są wszystkie prywatne.

Żeby się opłacały, to po prostu tym inwestorom, którzy bardzo często są też biznesowo powiązani właśnie z hutami, z kopalniami i tak dalej, im daje się wyłączność na użytkowanie jakiegoś odcinka komunikacyjnego.

Czyli jeżeli jesteś inwestorką i dostałaś ode mnie jako od rządu zgodę na to, żeby zainwestować i wybudować tam swój kanał,

to ja ci gwarantuję, że nie powstanie tam konkurencyjny kanał.

No bo wówczas bez sensu byłyby te wszystkie nakłady finansowe, które poniesiesz.

W związku z czym, ponieważ nie można wybudować innych kanałów, to zostaje wymyślona kolej parowa.

To jest jeden z impulsów.

I to, z czym nam się kojarzy dziś rewolucja przemysłowa i kolej, która oczywiście znów Wielka Brytania jest ojczyzną kolei.

Kolej powstaje właśnie dlatego, że potrzebują mieć konkurencję dla tych kanałów.

W 1804 roku jest pierwszy kurs takiej właśnie kolei parowej i bardzo szybko okazuje się, że taniej jest położyć tory i puszczać tamtędy takie pociągi, niż wszędzie przekopywać te kanały, które trzeba w dodatku utrzymywać.

Ale jeżeli jesteś właścicielką tych kanałów i zainwestowałeś w nie dużo pieniędzy już, no to jednak chcesz je w dalszym ciągu mieć.

Więc ci ówcześni kapitaliści stwierdzają, że jeżeli mają być konkurencyjni, to muszą ciąć koszta.

A koszta najlepiej ciąć na pracownikach.

W związku z czym momentalnie idą pensje do dołu i bardzo wiele osób, które na tych kanałach pracuje, nagle nie może już sobie pozwolić na to, żeby na przykład wynajmować gdzieś dom albo mieszkanie.

I wpadają na pomysł, że taniej będzie przenieść się całą rodziną na barkę, na której pracują.

I to jest początek tego fenomenu w Wielkiej Brytanii, który z czasem, z kolejnymi kryzysami zaczyna narastać.

I według różnych szacunków historycznych pod koniec XIX wieku 18 tysięcy rodzin...

mieszkało na barkach na terenie właśnie Anglii i Walii.

Jak mówię rodzin, to naprawdę całych rodzin, czyli ojciec, matka i bardzo często dzieci.

Zresztą w tym muzeum, które polecam, London Canal Museum, też to widać, że faktycznie mówimy o rodzinach wieloosobowych, które muszą się tam tłoczyć na bardzo niewielkiej przestrzeni, no bo reszta jest zajmowana przez na przykład węgiel.

I teraz...

Robimy przeskok, te kanały zaczynają powoli tracić na znaczeniu i coraz mniej ludzi też na barkach mieszka, ale nadchodzi druga wojna światowa i to jest duży problem, dlatego że ze względu na niemieckie bombardowania pół miliona domów zostaje zniszczonych, przede wszystkim właśnie w Londynie.

W związku z czym ludzie, którzy potrzebują gdzieś po wojnie zamieszkać, są tymczasowo kierowani na łodzie, które gdzieś stoją w różnego rodzaju dokach, albo właśnie na barki, które są na kanałach.

I być może byłoby to coś, co zostałoby już tylko domeną artystów albo ludzi związanych zawodowo-życiowo z wodą, dlatego że kanały zaczynały zanikać i w zasadzie w połowie XX wieku duża część z nich była już kompletnie, powiedzielibyśmy, nieprzejezdna, chociaż rzeczywiście chodzi o przepłynięcie.

Natomiast w 1968 roku powstaje ustawa transportowa, w której kanały zostają uznane za część dziedzictwa narodowego Wielkiej Brytanii.

I wówczas powołana do życia wspomniana wcześniej organizacja pozarządowa CRT dostaje te kanały w zarząd.

I od tamtej pory rusza ich wielkie remontowanie i dziś w XXI wieku widzimy, że sytuacja się zupełnie odwróciła, ponieważ pomimo tego, że część kanałów została bezpowrotnie stracona,

to ich ogromna sieć funkcjonuje w dalszym ciągu, jest utrzymywana i faktycznie po raz kolejny, jeżeli ktoś ma ochotę barką przepłynąć z południowego wybrzeża Anglii aż niemalże do Szkocji, to jest to w stanie zrobić, dlatego że te kanały są funkcjonalne.

Więc zatrzymamy się na tym i porozmawiajmy teraz przez sekundę, jak wygląda w ogóle zarządzanie tą całą infrastrukturą.

Ja porozmawiam z Matthew Simmonsem, który jest szefem do spraw żeglugi i obsługi klienta w brytyjskim zarządzie kanałów i rzek, czyli właśnie Canal River Trust, o którym mówiłeś wcześniej.

Są trzy główne obszary zarządzania kanałami przez CRT.

Pierwsze to jest przydzielanie licencji.

One się różnią w zależności od rodzaju tej licencji i od wielkości łodzi.

Druga rzecz to jest monitorowanie tych kanałów, dokładnie 2000 mil, to jest ponad 3200 kilometrów.

Ten zarząd sprawdza, jak łodzie się poruszają, obserwuje, czy poruszają się w taki sposób, do jakiego ich te licencje właśnie zobowiązują.

A jeżeli nie robią tego w sposób odpowiedni, wtedy zarząd interweniuje.

I rzecz trzecia, to jest ta rzecz, której najbardziej boją się mieszkańcy łódek, czyli oni mogą eksmitować łódkę z kanałów, którymi zarządzają.

I ci właściciele.

No dobrze, ale to zatrzymajmy się w takim razie na tej eksmisji też, bo to jest istotny wątek, ponieważ jak mówiłaś wcześniej, w ciągu dwóch, trzech lat te osoby, które decydują się na zamieszkanie na takiej barce jednak odpadają ze względu na warunki.

Ale tych, którzy są chętni, jest bardzo dużo, a wręcz coraz więcej.

I to widać w statystykach, spójrzmy do nich.

CRT zrobiło spis w 2022 roku, więc on jest bardzo aktualny.

I wyszło z niego, że w tej chwili na tych kanałach jest 35 tysięcy tego rodzaju barek.

To jest wzrost aż o 1 trzecią od początku XXI wieku, ale, co najciekawsze, w Londynie to jest ponad dwa razy więcej niż jeszcze dekadę temu.

I to jest absolutny przyrost w tym mieście.

I widać, jakby, no powód jest oczywisty.

Londyn podobnie jak...

Duża część świata zachodniego przechodzi przez kryzys mieszkaniowy, ale Londyn przez wyjątkowy.

Coraz więcej ludzi musi wyprowadzać się ze swoich dzielnic, dlatego że po prostu nie stać ich na mieszkanie tam.

I mieszkają już nie w pierwszej, nie w drugiej, tylko w trzeciej, czwartej, piątej strefie.

I jest to wszechogarniający problem przede wszystkim dla ludzi, którzy pracują w tych zawodach.

mniej płatnych, a jednak wymagających obecności na przykład w centrum miasta, bo są to prace, które wykonuje się fizycznie na miejscu.

I teraz w związku z tym taka barka jest potencjalnie doskonałą alternatywą.

I żeby to sprawdzić, wziąłem sobie przykład jednej dzielnicy, Bethnal Green, bo to jest dzielnica, gdzie ja bym chciał mieszkać w Londynie potencjalnie.

Czyli dla osób, które Londynu nie znają, to jest dawniej wschodni Londyn, wschodni robotniczy Londyn,

Obecnie Befnal Green to jest na warszawskie warunki taki stary Mokotów, albo na łódzkie stare Polesie, w Wałbrzychu bym powiedział, że nowe miasto.

Czyli taka dzielnica, która jest stosunkowo blisko tego ścisłego centrum, która ma różnego rodzaju udogodnienia, dużo parków.

Befnal Green jest generalnie bardzo spoko miejscem, ale mówię też o nim dlatego...

To jest jeden z najbardziej znanych kanałów w Londynie.

Zresztą znany też wielu turystom, dlatego że w okolicy są parki dość liczne, to jest też popularna trasa rowerowa, więc jeżeli ktoś po prostu wynajmuje sobie rower w Londynie, to bardzo jest to możliwe, że przez Regents Canal też przejedzie.

Wiele przewodników to zaleca.

I mamy tam oczywiście mnóstwo zacumowanych barek, na których ludzie mieszkają.

W związku z czym postanowiłem sobie sprawdzić statystyki.

I teraz tak, przeciętna barka ma około 55 metrów kwadratowych.

Są większe i mniejsze, ale jak przejrzałem różnego rodzaju ogłoszenia o sprzedaży, to te 55 metrów kwadratowych się powtarza.

No oczywiście oni tam powstają w stopach, ale przeliczyłem sobie i to jest mniej więcej tyle.

I teraz, szukałem mieszkań.

Bethnal Green, które byłyby tego samego rozmiaru.

Jest coś takiego jak shared ownership, które polega na tym, że

Kupujesz mieszkanie, ale nie w całości, tylko pewną jego część i później płacisz czynsz.

I ten czynsz płacisz tak zwanym building societies, od których później po latach możesz kolejne części tego mieszkania wykupywać, aż staniesz się pełni właścicielką.

Natomiast jeżeli mówimy o kupnie od razu całego mieszkania na siebie, tak żeby mieć pewne prawo własności, to najtańsze mieszkanie 55-metrowe, jakie znalazłem w Bethnal Green w zeszłym tygodniu, kosztowało 235 tysięcy funtów.

Były też takie, które kosztowały znacznie, znacznie więcej, ale w te nawet nie będę wchodzić.

Średnio to jest około 500 tysięcy funtów za 55 metrów, jeżeli chcesz od razu być właścicielką takiego mieszkania.

Czyli jest to bardzo wysoka suma, nawet jeżeli zarabiasz w funtach, a nie w złotówkach.

A łódka 55-metrowa, którą można właśnie zacumować na Regent's Canal, to jest koszt około 50 tysięcy funtów, czyli dziesięciokrotnie mniejsze.

I to skłania nas do kolejnego pytania.

Czy to właśnie kwestie finansowe są tymi, które, jakby to się wydawało po statystykach, pchają ludzi do mieszkania na barkach?

O tym powiedział mi dr Ben Bowles, który jest antropologiem w Szkole Studiów Orientalnych i Afrykańskich Uniwersytetu Londyńskiego.

On też napisał doktorat o ludziach mieszkających na barkach w Londynie i na południowym wschodzie Anglii i on sam też przez sześć lat mieszkał na barce w Londynie.

Można je w największym ogóle podzielić na ekonomiczne i na ideowe.

I te ekonomiczne, to właśnie idealnie opowiedziałeś, to jest kwestia drugiego mieszkalnictwa w Londynie, ale to jest naprawdę, tak przynajmniej powiedział Ben, tylko jeden z wielu, wielu powodów, dlatego że już opowiedziałeś całą tą historię, ale barki były obecne...

I w latach czterdziestych i bardzo ich przybyło w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy jeszcze tego kryzysu tak wielkiego, jaki mamy w tym momencie i tak wielkich problemów z mieszkalnictwem nie było.

Więc te powody muszą być dużo bardziej zróżnicowane.

To nie jest tylko kwestia mieszkań, które oczywiście tak są droższe.

Z drugiej strony wiesz, możesz mieć łódkę za...

3000 funtów, a możesz mieć łódkę ze 150 tysięcy funtów.

Więc to nie jest tak, że wszystkie łódki są tańszym wyjściem.

Wszystko zależy od portfela możliwości, jak ta łódka jest od środka uzbrojona tak naprawdę.

Więc kolejny powód to jest, i to jest chyba ten powód, który najczęściej był podawany przez osoby, z którymi Ben rozmawiał badając tą społeczność, to jest potrzeba alternatywnego trybu życia.

Co kto przez tą alternatywę rozumie, to jest jeszcze osobna wielka opowieść, ale w największym ogóle chodzi o to, żeby dom gdzieś płynął razem z tobą, żeby nie zasiedzieć się w jednym miejscu, żeby poznawać nowych ludzi.

I z tymi nowymi ludźmi idzie nam trzeci powód, trzecia ważna motywacja, czyli społeczność ludzi mieszkających na łodziach.

To jest bardzo zżyta społeczność, to jest społeczność, która bardzo sobie pomaga.

To jest trochę taka społeczność, którą trudno spotkać obecnie w dużych miastach, w stolicach wielkich państw, bo jej mentalność jest bardziej wioskowa.

I to się wiąże z nawiązywaniem relacji sąsiedzkich, z pomaganiem sobie na co dzień, z witaniem się, ze spędzaniem ze sobą dużo większej ilości czasu niż przeciętny sąsiad, sąsiadem w bloku.

Ale też często ludzie chcą sobie połączyć pracę, jeżeli mają pracę zdalną, właśnie z doświadczeniem natury.

To się wiąże znowu z kolejną naszą motywacją, czyli potrzebą ucieczki z korporacji.

To jest trochę taka nasza wersja ucieczki w Bieszczady.

Ludzie chcą żyć inaczej, ludzie nie chcą siedzieć w korpo w tych swoich małych boksach przy jarzeniówkach.

ale też dzięki temu, że zamieszkają sobie na łodzi, mogą ograniczyć koszty, jeżeli sprytnie sobie zaplanują życie na tej łodzi.

Więc mogą pracować mniej, mogą pracować zdalnie, jednocześnie trochę sobie podróżować i korzystać z tej natury i nie być niewolnikiem dużej firmy, nie być niewolnikiem korpo.

Zatrzymajmy się na chwilę jednak przy tych kosztach, o których teraz wspomniałaś, bo to jest też ważne.

Jak przeglądają te wszystkie ogłoszenia, ile kosztują barki, ile kosztują mieszkania,

W pewnym momencie zacząłem naprawdę przyglądać te barki, bo mieszkania są kompletkiem poza jakimkolwiek zasięgiem.

Ale mówię to już nie dlatego, bo w niektórych z tych ogłoszeń zwróciło moją uwagę...

Takie przekonywanie potencjalnych kupców, że kupujesz tą barkę i już jesteś wolna, wolny, nie musisz nic więcej robić.

To nie jest do końca tak.

Mamy jednak dom, który jest osadzony na wodzie i wymaga poniesienia pewnych kosztów.

Wspominałeś już wcześniej m.in.

o tym, że chociażby woda bitna, że chociażby opróżnienie szamba, ale z czym jeszcze się wiąże w takim czysto praktycznym aspekcie mieszkanie na barce?

To ja tu jeszcze muszę podzielić na trzy rodzaje.

Trochę te łódki, na których ludzie mieszkają, bo pytając o to Bena, on bardzo silnie podkreślał, że wszystko zależy właściwie od tego, jak ta łódka wygląda i jakie ma wyposażenie.

Na ile jest bogata, na ile jest podstawowa.

Więc te główne łódki, które widzimy, to są łódki wąskie.

To są te najbardziej rozpowszechnione w Wielkiej Brytanii.

Kabina jest zrobiona z drewna, ze stali albo ze szkła.

Druga opcja to są to takie niewielkie łodzie, takie bardziej do dziennych rejsów.

One też są czasami zamieszkiwane i one są zrobione albo z włókna szklanego, albo z plastiku najczęściej.

No i trzecia opcja, te barki, barki często stare, często z takim wygiętym środkiem, podobne do tych, które możemy zobaczyć w Holandii na przykład.

I tam też ludzie mieszkają.

W zależności od tego, na ile ta łódź jest nowoczesna i na jak nowoczesne wyposażenie sobie ktoś może pozwolić, a mówiąc wyposażenie, mam na myśli właśnie instalację wodno-kanalizacyjną, mam na myśli sposób opróżniania toalety ze ścieków, sposób ogrzewania tych barek, najczęściej są to panele słoneczne, ale nie zawsze, tak jak już powiedziałam wcześniej, one wystarczają, no to nam rosną koszty.

I

Do tego jeszcze dochodzi bardzo istotna rzecz, czyli sezonowość życia na tej łodzi.

Latem koszty są inne, zimą koszty są inne.

Kiedy spada nam temperatura do minus pięciu stopni i trzeba tą łódź ogrzać, no to robi się mało ciekawie, zwłaszcza w momencie, kiedy ta łódka jest mała.

A na przykład kanał jest zamarznięty i trochę utknęliśmy i trochę nie mamy co ze sobą zrobić i musimy wytrwać w tym miejscu, dopóki nie będziemy się mogli z niego ruszyć.

Więc to są te koszty podstawowe, o których powiedział mi Ben, a to mi bardzo mocno jeszcze uzupełnił Colin, dlatego że on 14 lat na tych łódkach podróżuje.

I on tutaj mi wymienił bardzo szczegółowo, jakie to jest męczące i drobiazgowe tak naprawdę.

I jak wielką trzeba mieć pasję, żeby na te wszystkie koszty się zgodzić, ale nie tylko koszty finansowe ukryte, bo jest ich masa, ale też koszty czasowe.

Bo na przykład weźmy sobie naprawę takiej łodzi.

Tam się non-stop coś psuje, non-stop trzeba coś konserwować, używać elektronarzędzi, jakiś szlifierek, walczyć z rdzą, malować tą łódź.

Jeżeli nie mamy takiego wajbu złotej rączki i nie chcemy sobie sami o tą łódkę dbać, to wydamy majątek albo się strasznie sfrustrujemy, dlatego że zamiast odpoczywać albo zamiast pracować i zarabiać pieniądze, masę, masę czasu będzie nam pochłaniało po prostu dbanie o tą łódź i to nie jest tak, że ono się kiedyś kończy, to jest właściwie codzienność.

To może być kosztowo skomplikowane, ale tak jak mówię, jest to kosztowa ilość czasu, więc jest to bardzo kosztowa ilość czasu, więc myślę, że jeśli patrzysz na to z punktu widzenia tego, że mogłabym spędzić ten czas pracując, zamiast wyrzucać rost z mojego samochodu, to... Gdybyś powtarzał te wszystkie rzeczy, nie jestem całkowicie pewny, czy jest to dobrym pomysłem, żeby to zrobić z powodów kosztowych.

Mamy koszty paliwa, które jest drogie.

Mamy koszty stałego cumowania.

Jeżeli ktoś chce mieć stałe miejsce do cumowania, koszty są bardzo wysokie.

Na początku Colin o takim miejscu myślał, ale zrezygnował, bo go to przerosło.

Tak czy inaczej trzeba ponieść opłaty za to cumowanie, no i trzeba ponieść opłaty za licencję.

Ja sobie sprawdziłam te koszty licencji na ile mogłam aktualne, no bo one cały czas systematycznie wzrastają.

No to jest w zależności od wielkości łodzi od 500 do 1500 funtów rocznie.

I sprawdziłam też koszty tego stałego cumowania i one oczywiście są...

wyższe w zależności od miejscówki.

Im bardziej atrakcyjne miejsce, im bardziej popularne w Londynie, bliżej centrum, tym te koszty są wyższe.

I okolice muzeum, o którym mówiłeś, czyli King Cross, to jest jedna z tych najdroższych lokalizacji do cumowania.

I sprawdziłam ceny, dokładnie udało mi się na South Dog Marina dla łodzi dziesięciometrowej.

Koszty stałego cumowania to będzie około 6200 funtów rocznie.

Ja sprawdziłem Iceworth Marina.

To jest ta zatoka, czy marina w tym przypadku faktycznie, przy której jest to muzeum, które w ogóle też polecam, dlatego że ma super ogródek, w którym można posiedzieć w słoneczny dzień.

I ta marina jest naprawdę takim punktem, prime spotem, tak byśmy powiedzieli.

Dlatego, że z jednej strony ma to muzeum, a po drugiej stronie ma redakcję Guardiana.

Jeżeli ktoś się interesuje dziennikarstwem, to to jest taki dodatkowy smaczek.

No ale naprawdę jesteśmy przy tym King's Cross i pięć minut dalej jest budynek, w którym w tej chwili znajduje się Google oraz oczywiście ten słynny nowy biurowiec, który w tej chwili budują, który też miałem okazję zobaczyć, co prawda z dachu starego Google'a, ale mimo wszystko i to robi wrażenie, że tam sadzą las na dachu tego nowego budynku.

I tam koszt sumowania roczny dla też takiej barki, jak wymieniłaś, to jest 15 tysięcy funtów rocznie, czyli dwa razy więcej.

I co więcej, zacząłem się też rozglądać, ponieważ Iceworth Marina należy do CRT, czyli właśnie do tej organizacji No Profit.

Oni mają troszeczkę niższe opłaty od tych różnych marin prywatnych, które też znajdują się w różnych częściach Londynu.

I tam ceny potrafią sięgnąć nawet 20 tysięcy funtów.

No ale to już jest dodatkowa kwestia taka, że tam nie każdego przyjmują, że czasami trzeba być członkiem takiego klubu.

Natomiast w tych teoretycznie ogólnodostępnych, czyli na przykład tych zarządzanych przez CRT, jak widzimy, jeżeli ktoś chce mieszkać w samym centrum miasta, no to 15 tysięcy funtów to jest dość spory wydatek.

Do tego opłaty za wodę, opłaty za prąd, opłaty za ścieki, takie nasze zwyczajne codzienne, które mamy w czynszu za mieszkanie.

I to się naprawdę w sumie zbiera na sporą kwotę.

Tutaj spytałam też kolejna o organizację takiego codziennego życia, jeżeli chodzi o takie poszczególne, takie trywialne elementy, na które my uwagi nie zwracamy.

A na łodzi wręcz przeciwnie, właściwie każda taka czynność związana czy z gotowaniem, czy z praniem, czy z myciem się, to jest inna logistyka.

I na przykład elektryczność, prąd zapewniają przeważnie w Wielkiej Brytanii panele słoneczne, które są umieszczone na zewnątrz, na dachach tych łódek.

I faktycznie nawet w Wielkiej Brytanii, nawet w tamtej pogodzie to daje radę, dopóki są w miarę słoneczne dni, w miarę słoneczna pora roku, a w tym roku i wiosna i lato było dość słoneczne w Wielkiej Brytanii.

Natomiast jak nam przychodzą te dni chłodniejsze, oni gdzieś muszą sobie to uzupełniać z generatorów, czy gdzieś ładowaniem z silnika, ale oni też bardzo oszczędzają prąd.

Nie używają tosterów, nie używają czajników elektrycznych, nie używają mikrofali i starają się żyć w sposób, który też dzięki temu jest dużo bardziej ekologiczny niż nie jednej osoby, która żyje w standardowym mieszkaniu w bloku.

A jeżeli chodzi o pranie, to powiedział mi, że może mi absolutnie polecić wszystkie najlepsze pralnie w Londynie i okolicach.

I generalnie mieszkańcy łódek rzadko kiedy tam w ogóle pralki mają.

I to już nawet nie chodzi w tym momencie o prąd, tylko po prostu o oszczędzanie wody.

Bo tak jak już wspomnieliśmy sobie, napełnienie tych baniaków z wodą, cała wycieczka po to, to jest pół dnia albo dzień czekania w kolejce, żeby tą wodę z powrotem zdobyć.

Więc trochę to się po prostu nie opłaca.

Natomiast najbardziej szalona jest toaleta i też najwięcej osób chyba właściwie, tak powiedział Colin, podchodzi do niego gdzieś z ulicy, gdy on cumuje i się pyta jak sobie radzi właśnie z toaletą.

No on ma akurat toaletę kompostową, co jest bardzo ciekawe, bo...

też się staje coraz bardziej popularne w kontekście ochrony środowiska, bo to jest toaleta, która nie używa wody w ogóle do spłukiwania, wszystkie nieczystości są szczelnie zamknięte, a później powstaje z nich po prostu kompost.

Inna opcja to jest toaleta kasetowa, podobna do tych w kamperach, którą po prostu się wymienia i trzeba znaleźć odpowiedni punkt, żeby oddać wszystkie nieczystości.

No i trzecia opcja to są toalety z pompowaniem, czyli one mają taki wewnętrzny zbiornik z szambem, potem to się podłącza do systemu miejskiego i to szambo się po prostu odpompowywuje.

Oczywiście opcja i druga i trzecia to są opcje, gdy znowu trzeba pojechać do specjalnego miejsca, popłynąć właściwie do specjalnego miejsca, wystać swoje w kolejce i dopiero kiedy jakby nasza kolej nadejdzie, możemy wracać z domem na swoje miejsce i wracać do normalności.

Ale dobrze, zatrzymajmy się jeszcze na sekundę przy czymś innym, co padało w tej rozmowie kilkukrotnie, czyli przemieszczanie się.

Bo jak rozmawiamy tak o tym sobie, to część osób, która nie zna tego tematu, może mieć wrażenie, że to jest właśnie taki sposób na życie jakichś lekko duchów, którzy sobie trochę podróżują, trochę sobie zwiedzają, mają tę przyrodę i tak dalej.

To nie do końca też o to chodzi.

Te licencje, o których mówiłaś wcześniej...

mają różne koszta, ale też biorą pod uwagę, czy ktoś ma stałe miejsce cumowania.

Bo stałe miejsce cumowania jest w Wielkiej Brytanii w tym przypadku traktowane zgodnie z prawem trochę jakby to był cancel tax, czyli podatek od nieruchomości.

No i znów on będzie dużo niższy niż na przykład mieszkając w bloku, ale mimo wszystko, tak jak mówisz, są te wszystkie koszta dodatkowe, no i przede wszystkim problemy, z którymi trzeba się mierzyć praktycznie na co dzień, których przeciętny mieszkaniec zwykłego domu nie ma.

Natomiast, żeby płacić znacznie mniej, jest na to sposób i to jest tak zwana licencja wiecznego żeglarza, czy ciągłego żeglarza, bo to jest Continuous Cruiser License.

I polega ona na tym, że nie mamy tych dodatkowych kosztów, znaczy ona oczywiście też kosztuje i ostatnio kosztuje nawet trochę więcej, natomiast jest znacznie tańsza pod warunkiem, że ktoś jest w trakcie ciągłej podróży.

I teraz przepisy regulują to w ten sposób, że co dwa tygodnie należy barkę przesunąć, ale nie regulują jak daleko należy ją przesunąć.

I jeżeli spojrzymy znów do tych statystyk z tego spisu, które CRT zrobiło w 2022 roku,

to widzimy, że co czwarta barka, która pływa w tej chwili na brytyjskich kanałach, ma właśnie taką licencję, z czego koncentracja w Londynie jest ogromna.

Bo tam ponad dwukrotnie przekracza ilość tych barek z taką licencją, ilość tych, które mają jednak stałe miejsce cumowania.

I mało tego, sprawdziłem jeszcze jedną statystykę bardzo ciekawą, dlatego że

Jak ogląda się gdzieś w telewizji brytyjskiej programy na temat barek, jakieś takie dokumentalne albo przy okazji, i one są kręcone właśnie w jakimś, wiesz, miłym miejscu, na przykład w Walii, blisko natury, jakiejś zielonej przestrzeni, to to z reguły są starsze osoby, które wyglądają na tak 60+.

W dużej mierze mężczyźni, chociaż nie tylko, jest też bardzo dużo kobiet, ale są to jednak osoby...

w wieku okołoemerytalnym, które w pewnym momencie zdecydowały się na takie życie.

Być może to jest też forma emerytury dla nich.

W Londynie jest zupełnie inaczej.

Tam, jak widzimy, 65% wszystkich posiadaczy tych licencji, które zmuszają ich do przesiedlania się, to są ludzie pomiędzy 25 a 34 rokiem życia.

Czyli jeżeli spojrzymy akurat na stolicę brytyjską, to tam te powody mieszkania na barkach, obok tych wszystkich

powiedzmy alternatywnych, używając też języka lat 90. trochę, to jednak te powody finansowe bardzo wyraźnie tutaj mają wpływ.

Natomiast zatrzymałem się jeszcze tutaj przy tym i jak to wygląda z tym przemieszczaniem się?

Skoro tak jak mówimy, przepisy nakazują, żeby przesunąć barkę, ale nie mówią jak daleko, to jak to wygląda w praktyce?

W praktyce jest to źródło największych konfliktów między mieszkańcami Łodzi, a zarządem kanału i rzek.

O tym mi powiedział właśnie dr Ben Bowles.

I on sam jak sześć lat na łódce mieszkał, to się przemieszczał, bardzo tego pilnował.

Na tyle daleko, żeby się nikt do niego nie doczepił.

W sumie pływał w te i we, w te po Londynie, latem wypływał na Tamii wracał.

Kiedy mieszkałem na samochodzie w Londynie, miałem długie podróże między południem i południem miasta, a w zimę, kiedy miałem czas na spacer, wyjechałem z samochodu na rzekę Thamesa i południowo w górę, aby wiedzieć, że pojeżdżałem bardzo długo.

Natomiast naprawdę panuje jakiś rodzaj z jednej strony zagubienia, jak daleko trzeba się poruszyć, żeby to była realna podróż.

Z drugiej strony jest część osób mieszkających na łodzie, które z powodów pragmatycznych...

i finansowych nie chcą opuszczać jakby swojego rejonu mieszkania na kanale, dlatego że mają dzieci, które chodzą do konkretnej szkoły albo mają pracę gdzieś w pobliżu, więc oni trochę kombinują, żeby w jak najmniejszej odległości przemieścić się tą łodzią, żeby po prostu wygodniej im się żyło.

A te licencje właśnie, tak jak wspomniałeś, dla tych, którzy są w podróży, są po prostu tańsze.

Dlatego chętniej z nich ludzie korzystają.

Zatrzymam cię tu na sekundę jeszcze, żebyśmy sobie to ustalili, bo w takim razie ludzie się co prawda muszą przemieszczać, ale jak sama mówisz, mają dzieci w konkretnych szkołach, mają na przykład pracę w konkretnych miejscach i tak dalej, więc też jak się chodzi na przykład po Londynie w okolicy kanałów, to widać chociażby, że barki są jedna przy drugiej przyczepione, że ci ludzie muszą się znać, bo inaczej nie dostaną się na ląd niż po barce sąsiadów.

Czasami to są trzy barki na przykład obok siebie,

I wiemy też, że mają własny związek skupiający tych wszystkich, którzy podróżują, to jest National Bargy Travelers Association.

Co jeszcze można powiedzieć o tej społeczności?

To znaczy, czy to są ludzie, którzy faktycznie się znają, czy to, że jest ten wymóg tego przemieszczania się sprawia, że ta społeczność jest jednak trochę bardziej anonimowa niż wśród zwykłych sąsiadów mieszkających na stałe pod jakimś adresem?

Czy może jednak paradoksalnie właśnie nie?

Colin należy do tego związku i właśnie nie.

Bo ta społeczność ludzi mieszkających na łodziach, no właśnie, ona się nazywa sama siebie najdłuższą wioską w Wielkiej Brytanii.

I ich styl życia przypomina to wiejskie życie w dobrym tego słowa znaczeniu.

Ta bliskość, ta sąsiedzkość.

I też trudno jest kilka razy na siebie nie wpaść.

Przynajmniej nawet jeżeli mieszkasz w kanałach Londynu, które są

dosyć spore i rozległe.

Do tego jeszcze ilość problemów, które generuje mieszkanie na łódce.

Kiedy chcemy je sobie sami naprawić, pomoc sąsiada jest często nieoceniona.

I są w ogóle całe odcinki kanału w Londynie, które dzięki mieszkańcom łódek, dzięki tej społeczności zmieniły się na lepsze.

Wcześniej to były jakieś ciemne

miejsca, do których raczej turystów nie ciągnęło, a dzięki temu, że mieszkańcy Łódek zaczęli przy tych kanałach cumować, oni je ożywili, oni je oświetlili i teraz to są regularne, interesujące miejsca dla turystów i dla mieszkańców.

To też w ogóle potwierdzam, bo byłem w takich miejscach, gdzie tak mi się wydawało, że gdyby nie światło na przykład z barek,

To może nie chciałbym tam się przechadzać.

Natomiast wróćmy w takim razie do tego, czego zaczęliśmy nasz odcinek, czyli proponowanych w listopadzie zmian.

Oczywiście, tak jak mówiliśmy na samym początku, nie wiemy, jakie one do końca będą, ale jest bardzo dużo plotek i większość z nich skupia się na dwóch rzeczach.

Po pierwsze, podniesienie opłat za licencję, bo i tak już je podniesiono.

W kwietniu zeszłego roku one wzrosły o 10% i wiadomo, że do 2028...

W związku z czym wśród takich obaw, które się pojawiły, najczęściej były przytaczane przez brytyjskie media, to jest właśnie to, że ceny pójdą bardzo do góry za te wszystkie opłaty.

Natomiast pojawia się też taka obawa, że jednak ten obowiązek ciągłego przemieszczania się

będzie dużo bardziej kontrolowany i te odległości będą dużo większe i nie będzie ludziom już się pozwalać na takie podsumowanie jedna barka do drugiej, bo to jest kolejny argument, który z kolei jest podnoszony przez tych, którzy mają stałe opłaty licencyjne,

że jest trudno nawigować na niektórych kanałach, dlatego że miejsce jest zajęte i że jest trudno się też dostać do niektórych właśnie instalacji, które są wymagane.

A ja pytałam o to nawet, Matthew, i rozmawialiśmy, a czy on powiedział, że jeżeli sąsiadowi to nie przeszkadza i jeżeli nie blokują kanału, to w ogóle nie ma żadnego problemu?

Jeżeli taką ma opinię, to dobrze, ale zmierzam z tym pytaniem do tego, jakie jest rozumowanie po stronie CRT, dlaczego oni wprowadzają te zmiany i dlaczego uważają, że są konieczne?

Kanały, którymi zarządzają już zmieniły się w ciągu ostatnich 30 lat, a jednak prawo, które obowiązuje jest z 1995 roku.

Teraz mamy zupełnie inną rzeczywistość i jeżeli chodzi o liczbę łódek, jeżeli chodzi o inflację też, bo mówimy tutaj bardzo mocno o pieniądzach.

Dlatego, że ponieważ wspomnieliśmy już o tym, CRT jest non-profit i od kilku lat, kilkunastu już lat nawet, musi sobie sam ogromadzić fundusze, a wsparcie rządu spada.

Oni mieli zapewnić i zapewniali do tej pory 25% ich dochodu, ale od 2027 roku to będzie się zmniejszało 5% rocznie, czyli oni muszą gdzieś zasypać lukę około 300 milionów funtów w ciągu najbliższych 10 lat.

No i to jest poważna kwota.

Stąd podwyżki i stąd zmiany.

Po pierwsze, prawo, któremu trzeba się przyjrzeć, czy ono w ogóle jest aktualne, skoro zostało 30 lat temu stworzone, czy ono komukolwiek służy i kanałom, i ludziom w tym przypadku.

Po drugie, zasypujemy dziurę, która nam powstała finansowa, czyli podnosimy licencję, podnosimy opłaty za licencję.

Bo one teraz stanowią mniej więcej 10% budżetu.

10-11% w zależności od roku.

Tak, kilkanaście procent.

Powiedział mi, że około 14 mniej więcej wszystkich przychodów.

Więc nie tylko licencje nam podrożeją.

Podrożeje najem budynków na ziemiach należących właśnie do CRT.

Oni też udostępniają przestrzenie pod drogami holowniczymi wzdłuż kanałów, gdzie na przykład są umieszczane światłowody albo rury gazowe albo wodne i za to też pobierają opłaty i te opłaty też zdrożają.

Poza tym dojdą do tego datki, zbiórki, darowizny, dotacje wszelkie, bo te pieniądze są potrzebne przede wszystkim z tego, co mi tłumaczył Matthew, właśnie na utrzymanie kanałów i na zapewnienie bezpieczeństwa na kanałach.

doktora Bena Boulsa spytałam o motywację CRT, jak on je ocenia.

No bo jakby to jest jedna strona medalu, a po drugiej stronie medalu mamy ludzi, którzy mogą tym podwyżkom nie podołać, którzy mogą po prostu stracić swoje domy.

Ben powiedział mi, że jedną z takich, to można nazwać wymówką społeczną jest to, że osoby mieszkające na łodziach burzą estetykę niektórych dzielni z Londynu.

tym, że mają gdzieś jakiś rower przypięty do dachu, albo jakieś drewno, albo łódź jest stara i brzydka.

I dużo osób skarży się na to, że im zanieczyszczają też powietrze przez piece, które są w środku i które im jakoś dymią, chociaż Colin podkreśla, że te piece nie dymią i są odpowiednio filtrowane.

I do tego jeszcze dochodzą skargi od żeglarzy rekreacyjnych, którzy chcieliby sobie po prostu zacumować w Londynie na kilka dni, a nie mają gdzie, bo wszystko jest tak zapchane.

Ben uważa, że i też ze swoich wywiadów wyniósł taką refleksję, że jest to bardzo przejaskrawiony obraz, że ludzie przede wszystkim są bardzo ciekawi osób, które mieszkają na łódkach, że do nich podchodzą, że się pytają, jak to życie wygląda, że często osoby w ten sposób inspirują się i potem za kilka lat też decydują się na taki tryb życia.

ale rozumie perspektywę zarządu rzeki kanałów, rozumie, że te pieniądze są potrzebne, rozumie, że dostają skargi i jako instytucja jakoś na te skargi po prostu muszą odpowiedzieć.

No dobrze, a w takim razie, skoro rozumiemy dlaczego oczywiście te zmiany mogą zostać wprowadzone, ale czy ze strony tych ludzi, którzy żyją na tych barkach i którzy na tej podstawie tych licencji, które zmuszają ich do przemieszczania się, mieszkają w tej chwili w Londynie?

Czy ta perspektywa zmian ich jakoś mobilizuje?

No bo sama mówiłaś, że Colin jest w tym związku.

Czy ci związkowcy będą protestować w związku z tym?

Czy czekają po prostu na tę decyzję listopadową?

Ale też czy te ewentualne zmiany mogą w ich własnej ocenie zmusić część tych osób do zmiany trybu życia i po prostu zejścia na stały ląd?

Najbardziej martwi ich obecny przegląd licencji i boją się o wydłużenie dystansów do pokonania, co najbardziej uderzy w osoby, które mają rodziny, dzieci do odprowadzenia do szkoły, osoby z niepełnosprawnościami i samotne kobiety.

To będzie dla nich i trudne, i ryzykowne.

Jeżeli chodzi o kwestie finansowe, podniesienie opłat licencyjnych to jedno, ale wprowadzenie stref finansowo ekskluzywnych dla niektórych do cumowania, co też przypuszczają, że się wydarzy, to jeszcze inna opowieść i to też bardzo wielu osobom utrudni życie.

I ta rzecz dodatkowo jeszcze bardzo obniżająca im poczucie bezpieczeństwa to jest zmniejszenie ochrony prawnej.

Obawiają się, że do tego właśnie CRT dąży, bo w Wielkiej Brytanii ludzie mieszkający na łódkach są chronieni w pewnym sensie ustawą o równouprawnieniu.

I jakby mieszkanie na łódce samo w sobie nie jest cechą chronioną, ale jeżeli na przykład dojdzie do tego niepełnosprawność, to to już jest sytuacja pewnej ochrony.

Mamy też zapisane w prawie między innymi, że no właśnie osobie na łódce nie można odmówić wynajmu miejsca na kanale.

Nie można jej odmówić usług komunalnych, dostępu do prądu, dostępu do wody.

Jeśli ktoś mieszka na łódce, nie można go traktować gorzej w pracy ani dyskryminować.

Jest samochrona i przed nękaniem, i przed różnymi upokarzającymi lub wykluczającymi osoby mieszkające na łodziach akcjami.

W przypadku łodzi zamieszkałych w Marinach, które są uznawane za mieszkalne, właściciele muszą uzyskać nakaz sądowy przed eksmisją.

I jeśli jest to dom, to zawsze przyjmujemy sprawy, kiedy chcemy zmienić łódkę, bo nie mogli znaleźć rezolucji lub nie są w stanie zgodnie z regułami po bardzo długim czasie.

Zazwyczaj to wymaga około dwóch lat, żeby dojść do tego stopnia.

Przechodzimy do prawa.

Matthew powiedział, że możliwość usunięcia z Łodzi jest, ale jest to skrajność.

I jest to koniec bardzo długiego procesu, który trwa latami, to jest około dwóch lat i tak naprawdę dopiero sąd decyduje o tym, czy Łódź zostanie eksmitowana z wód Londynu.

Wcześniej to jest długa droga, gdzie mieszkaniec Łodzi dostaje odpowiednie upomnienia, która jest poprzedzona długimi, długimi staraniami, żeby jednak mógł na tej Łodzi zostać, ale zgodnie z prawem.

Dobrze, a w takim razie na sam koniec odejdźmy trochę od tych kwestii prawnych i od tego, co się w listopadzie zmieni bądź nie zmieni, bo trochę jednak spekulujemy, ale uznaliśmy, że warto o tym powiedzieć z wyprzedzeniem przed ewentualnie wybuchem jakiejś formy protestów.

Natomiast ja ostatni raz byłem w Wielkiej Brytanii latem i krótko po moim wyjeździe, ale jeszcze widziałem początki tego, co się zaczynało dziać, był problem właśnie z wodą w kanałach, szczególnie na północy, w okolicach Manchesteru.

Dlatego, że cała ta sieć, pomimo tego, że jest już o połowę mniejsza niż historycznie, no ale to w dalszym ciągu jest 3000 km, jak sama mówiłaś, w wielu miejscach boryka się z problemami, z przeciekami, z różnego rodzaju potrzebą też napraw, które sprawiają, że trzeba kanał opróżnić całkowicie z wody i on się staje nieprzyjazny.

Nie można nim pływać, nie można tam oczywiście też cumować i tak dalej.

Ale dochodzi do tego jeszcze jeden element, czyli katastrofa klimatyczna.

I to, co miało miejsce latem tego roku w Manchesterze i w okolicach Manchesteru przede wszystkim, to jest to, że po prostu zaczynało brakować wody w bardzo dużej ilości kanałów.

CRT też doradzało ludziom, żeby wypłynęli z zagrożonych miejsc wcześniej, zaopatrzyli się w większej ilości wody pitnej, w jakieś pożywienie.

ponieważ może dojść do takich sytuacji, do których zresztą doszło w wielu przypadkach, że te barki osiadły na mieliznach i nie mogły nigdzie wypłynąć.

I nie było też jak uzupełnić tych kanałów wodą, no bo były z nią problemy.

Więc czy z jednej strony osoby, które na barkach mieszkają, ale z drugiej strony też CRT, czy oni widzą ten nadchodzący problem katastrofy klimatycznej, czy to może być jakieś zagrożenie dla dotychczasowego stylu życia tych ludzi, ale też dla samych kanałów, czy po prostu...

to wysychanie nie okaże się większym problemem niż nawet ewentualne jakieś finansowe bolączki.

CRT jest świadome oczywiście tego, co się dzieje z klimatem i tego, co się dzieje z kanałami i z rzekami przez zmiany w pogodzie.

Tak jak już powiedziałeś, lato i wiosna ostatnie były bardzo suche.

Około 20% zarządzanych przez nich kanałów było zamkniętych właśnie z powodu braku wody albo tego, żeby właśnie ten poziom wody utrzymać, bo

Za każdym razem, gdy ktoś przepływa przez śluzę, tej wody ubywa, więc oni muszą na wszelki wypadek je zamykać.

Natomiast zimą sytuacja jest odwrotna i więcej deszczu może powodować i powoduje poważne uszkodzenia, erozje wałów i po tej ostatniej naprawy kosztowały miliony.

Bo była też powódź właśnie w tym roku, bardzo dużo.

Więc oni przede wszystkim inwestują w zbiornik na okres suszy w tym momencie.

Mają około 70 zbiorników wspomagających wodę właśnie w kanałach i przez ostatnie 5 lat wydali ponad 15 milionów funtów rocznie, żeby to było odporniejsze i bardziej bezpieczne.

Te inwestycje, o których mówimy, które mają być sfinansowane przez te przeróżne podwyżki, to jest też opowieść,

opowieść o odpowiedzi na to, co się dzieje z naszym klimatem.

Jednocześnie przy takim bardzo istotnym podkreśleniu, że ludzie mieszkający na łodziach, to jest prawdopodobnie jedna z najbardziej ekologicznych społeczności w tym momencie w Wielkiej Brytanii.

Oni używają małej energii,

Robią mało odpadów, zużywają mało wody, używają paneli słonecznych i też będą musieli wprowadzić już bardzo niedługo zeroemisyjność.

Więc to, w jaki sposób te łodzie będą ogrzewane, też się zmieni.

I ten cały problem, o którym tu rozmawiamy, problem, który może w ciągu najbliższych kilku lat bardzo utrudnić życie ludziom mieszkającym na barkach.

Jest bardzo istotny dla całej społeczności, która na tych barkach mieszka i tu jest też ulokowana bardzo duża pretensja wobec CRT, dlaczego oni nie próbują negocjować, rozmawiać, bo to jest główny problem.

Z ich perspektywy to jest coś, co wymaga spotkań, narad, dyskusji, czasu, namysłu, a nie powrót do ustawy, która ich zdaniem jakby działała dobrze i wszystko było okej i jest to zupełnie niepotrzebne.

Jest to odbieranie im poczucia bezpieczeństwa i odbieranie im czasu, który można by spożytkować dużo, dużo lepiej niż na jakąś wzajemną walkę i wzajemny konflikt.

Więc teoretycznie ochrona środowiska i dbanie o te kanały pod tym kątem to jest taki wątek, gdzie CRT i mieszkańcy Łodzi powinni znaleźć trochę wspólny grunt do rozmowy i do kompromisu, ale czy tak faktycznie będzie, okaże się po listopadzie.

Dobrze, to w takim razie to jest dobry moment na postawienie kropki.

Jeżeli kogoś też zainteresowaliśmy tym tematem, albo jeżeli ktoś, kto nas słucha, mieszka w Wielkiej Brytanii, bo mamy też taką społeczność i myśli o przeniesieniu się na barki, no to teraz będzie miał już trochę, albo miała trochę pełniejszą wiedzę.

Także dziękuję Ci bardzo serdecznie za tę rozmowę i do usłyszenia w przyszłym tygodniu.

Do usłyszenia.

Do usłyszenia.

0:00
0:00