Mentionsy

Dwie lewe ręce
02.09.2025 17:00

[KOMENTARZ] Atak budżetowej demagogii! Dymek o budżecie i wetach Nawrockiego.

Dołącz do społeczności ponad TYSIĄCA (!) Patronów podcastu Dwie Lewe Ręce, który prowadzą Marcin Giełzak i Jakub Dymek. Wspieraj treści, które lubisz i miej wpływ na ich kształt: 👉 https://patronite.pl/dlrPamiętajcie też o tym, aby subskrybować nasze treści, tak aby nie ominął Was żaden nowy odcinek! 🔔 Zasubskrybuj: @dwielewereceZapoznaj się też z ofertą sklepu, gdzie autorskie kreacje w stylu DLR: 🛒 https://patronite-sklep.pl/kolekcja/dwie-lewe-rece/━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━Czy można jednocześnie krytykować rząd za zbyt wysoki deficyt, a jednocześnie proponować obniżki podatków i zapowiadać weta kolejnych? Można, jeśli się jest prezydentem RP Karolem Nawrockim, jak widać. Czy to niewiedza, czy jednak coś więcej? - na to pytanie próbuje w dzisiejszym komentarzu odpowiedzieć Jakub Dymek. Wygląda bowiem na to, że propozycje prezydenta nie tylko stanowią formę wywiązania się z "deklaracji toruńskiej" podpisanej ze Sławomirem Mentzenem, co raczej próbę wepchnięcia rządu na budżetową minę i doprowadzenie do wcześniejszych wybórow. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, a także komu naprawdę najbardziej pomogłyby propozycje zawarte w "podatkowym kontrakcie" prezydenta Nawrockiego, posłuchajcie dzisiejszego komentarza.━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━☚ Facebook: https://www.facebook.com/dwielewe☚ Twitter: https://twitter.com/2lewerece☚ Instagram: https://www.instagram.com/dwielewerece_podcast/ Wszystkie teksty Jakuba: ✍ dymek.substack.comJesteśmy też na platformach:🟢 Spotify: https://podcasters.spotify.com/pod/show/dwielewerece🍎 Apple Podcasts: https://podcasts.apple.com/pl/podcast/dwie-lewe-r%C4%99ce/id1635522094Nowa książka Marcina "Wieczna lewica": 📚 https://patronite-sklep.pl/produkt/wieczna-lewica-marcin-gielzak/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 169 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Dzień dobry, przy mikrofonie Jakub Dymęka, to jest podcast roku Dwie Lewe Ręce.

W kampanii wyborczej wielokrotnie słyszeliśmy, że Karol Nawrocki to kibol, huligan i wręcz bandyta.

Teraz jest prezydentem i możemy zadać pytanie, czy aby na pewno jego przeszłość to największy problem.

A co jeśli prawdziwe chuligaństwo prezydenta nie dotyczy wcale jego działalności jako kibica, a pomysłu na rządzenie?

I że prezydent nie ma obaw, aby sięgnąć po kijy bejsbolowe.

Nie po to jednak, by rozwalić komuś głowę, lecz by rozwalić finanse publiczne.

A przy tym obalić również rząd i doprowadzić do przedterminowych wyborów.

Bo o to przecież, nie oszukujmy się, w tym wszystkim chodzi.

O tym będzie dzisiejszy komentarz.

Bo kiedy kilka dni temu rząd przedstawił założenia budżetu, w mediach odbija się znany refren.

Rekordowy dług, rekordowy deficyt, druga Grecja, trzecia Wenezuela, piąty Zimbabwe.

Do tego się niestety w Polsce zdążyliśmy przyzwyczaić.

Choć powiem, że determinacja niektórych mediów i influencerów oburzenia, by konsekwentnie spychać debatę publiczną w Polsce poniżej poziomu dna, mnie osobiście nie przestaje zaskakiwać.

Ale to coś, co jest z nami w Polsce od dawna, bo i sama koalicja obywatelska, gdy była w opozycji, nie miała najmniejszych oporów, by używać podobnie demagogicznej retoryki przeciwko rządzącym.

W jakimś więc przewrotnym sensie dziś wraca do nich echo tych samych argumentów, które podnosili jeszcze kilka lat temu, gdy to oni straszyli drugim gierkiem, upadkiem państwa, gigantomanią i...

greckim kolapsem polskiej gospodarki.

O ile jednak można było spodziewać się, że gigantycznym deficytem będą straszyć ci co zawsze, to już poziom demagogii, obłudy i zwykłego chuligaństwa właśnie, z jakim wyszedł prezydent Karol Nawrocki, to jednak coś, co może zaskakiwać.

Co jednak w tym budżecie jest?

Macie prawo zapytać.

I co budzi takie kontrowersje?

No cóż, jest to budżet rekordowy rzeczywiście pod kilkoma względami.

Po pierwsze dlatego, że po raz pierwszy próg zadłużenia liczonego jako procent PKB, zarówno w metodologii tak zwanej europejskiej, jak i krajowej...

przebije próg 60%.

To ten wielki straszak, o którym od lat mówiły w Polsce media.

Ale jest w tym budżecie jeszcze kilka innych rzeczy obok 270-miliardowego deficytu, który dzisiaj z takim uporem zwraca uwagę opozycja, o których trzeba powiedzieć.

Wszyscy bowiem, chyba że byli, czego zazdroszczę, na jakichś wakacjach bez internetu, wiedzą już także, że w tym budżecie zapisano blisko 200 miliardów na obronność, kolejne 100 miliardów na politykę rodzinną, w tym sztandarowe świadczenie Rodzina 800+, i kolejne kilkadziesiąt miliardów na projekty rozwojowe, w tym inwestycje w kolej, rozwój infrastruktury transportowej i energetycznej nad Bałtykiem, czy polską elektrownię jądrową.

To niespecjalnie trudna zagadka.

Za wszystkimi tymi inicjatywami opowiadali się rządzący w poprzedniej kadencji, a do podniesienia nakładów i wysiłków na te właśnie cele wzywał nie dalej jak kilka tygodni temu w swoim expose sam Karol Nawrocki.

I tu pierwsza sprzeczność.

Gdyby bowiem było tak, że prezydent tak bardzo...

nalega na zwiększenie nakładów na obronność, na te wydatki rozwojowe, na duże inwestycje i to wszystko, co mieści się w haśle polskich ambicji, to powinien chyba nie tylko nie sprzeciwiać się takiemu budżetowi, ale wręcz być jego największym kibicem.

Skoro bowiem mówił, że nie można zrezygnować z ambicji rozwojowych, to powinien trzymać za tak wysoki deficyt na te właśnie cele kciuki.

Tymczasem niedawna rada gabinetowa, której część mieliśmy okazję wszyscy obejrzeć, przynosi obrazki i słowa zgoła inne.

Jestem bardzo zniepokojony tym, co widzę w danych z budżetu.

Mamy 150 miliardów deficytu.

To dla mnie jako dla prezydenta jest jasny sygnał, że coś jest nie tak.

Mamy wielomiliardowe dziury w podatkach, VAT, CIT i akcyzie.

Będę prosił pana premiera i pana ministra o wyjaśnienia.

Odkładając na chwilę na bok w ogóle pytanie o to, czy w polskim ustroju prezydent naprawdę ma prawo domagać się od premiera i ministra wyjaśnień w temacie wykonania ustawy budżetowej, tym bardziej jeżeli sam na te priorytety nalegał, powrócę jeszcze na chwilę do Rady Gabinetowej, bo prawdziwie żenujący moment tego spotkania przyszedł chwilę później.

Po tym, gdy prezydent zadeklarował, że martwią gospodające wpływy z podatków...

Powiedział, że podwyższanie podatków jest czymś, czego nie zamierza akceptować jako prezydent Polski i szczerze jestem zobowiązany Państwu przekazać, cytuję dalej prezydenta Karla Nawrockiego, że poszukiwanie kolejnych sposobów na zasypanie tej dziury poprzez kolejne grupy społeczne jest czymś, na co nie będę wyrażał zgody.

Słowem, jak to pięknie ujął na stronach tygodnika powszechnego Marek Rabi, prezydent tak bardzo martwi się o stan polskich finansów publicznych, że nie zgodzi się na podwyższenie podatków i obniżenie wydatków.

Mówiąc inaczej, że sam, martwiąc się o deficyt publiczny i rosnące zadłużenie, zaproponuje, by tylko je zwiększać.

Zapytacie dlaczego?

O tym za chwilę.

Bo nawracającą frazą tej rady gabinetowej było sformułowanie dwa słowa po męsku.

Pan prezydent wzywał do tego, by po męsku prezydent i premier wyjaśnili mu, skąd się ów deficyt budżeta wybierze i po męsku, po ludzku.

Chciałbym wiedzieć, mówił prezydent, co się wydarzyło w te 18 miesięcy, żebyśmy nie mieli problemów z finansami publicznymi.

Gdyby premier albo minister finansów chcieli odpowiedzieć prezydentowi naprawdę po męsku, to mogliby, tutaj skazany jestem na spekulacje, bo ani nie byłem, ani nie widziałem tego, co działo się już później w trakcie Rady Gabinetowej za zamkniętymi drzwiami, powiedzieć mniej więcej coś w tym stylu.

Chłopie, co ty bredzisz?

Albo nie umiesz dodawać i odejmować, a gdy gdzieś na wysokości drugiej klasy podstawówki były te lekcje, to po prostu wybrałeś pójście na mecz Lechii Gdańsk albo zabawę patykami w Żołnierzy Wyklętych, albo doskonale.

wiesz co robisz, tylko udajesz, nie wiedzę.

Nie wiem, ale gdyby naprawdę po męsku mieli ze sobą rozmawiać, to być może, aby prezydentowi co nieco wyjaśnić, premier i minister finansów byliby skazani po to, aby po takie słowa sięgnąć.

Mówiąc jednak już zupełnie poważnie, problem z propozycjami prezydenta Karola Nawrockiego jest oczywisty.

Ten sam deficyt, który krytykuje dziś urządzących prezydent i w sprawie którego domaga się wyjaśnień, byłby nieproporcjonalnie większy, gdyby propozycję z tzw.

kontraktu podatkowego Karola Nawrockiego zrealizować.

To bowiem, ja sobie ten dokument zapisałem, bo mając takie przeczucie, że może kiedyś zacznie on znikać ze stron internetowych...

Gdy okaże się jednak, że te propozycje nie są możliwe do realizacji albo gdy zmieni się władza i prezydent nie będzie już zainteresowany tak istotnym drenowaniem wpływów do polskiego budżetu, na tę chwilę postanowiłem sobie ten dokument gdzieś przechować.

Dlatego mogę teraz z niego cytować.

W tym kontrakcie podatkowym nie tylko bowiem zapisana była propozycja podwyższenia drugiej stawki podatkowej do 140 tysięcy złotych.

Nie tylko była tam propozycja tzw.

rodzinnego podatku dochodowego PIT, czyli również podniesienia do 140 tys.

zł kwoty wolnej dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci.

Nie tylko była tam obniżka...

podatku odzysków kapitałowych, tzw.

podatku belki, była także obietnica zapisania w Konstytucji zakazu podatku katastralnego oraz zwolnienia polskich inwestorów na 10 lat z podatku od nieruchomości.

Tylko w tej kluczowej sprawie, czyli tzw.

podatku rodzinnego PIT, Instytut Analiz Ekonomicznych CENEA wyliczył koszty realizacji podobnej obietnicy na 19 mld zł.

zwiększyłby się ten sam deficyt, który krytykuje pan prezydent, gdyby ta propozycja przeszła.

Pozwolę sobie teraz obszerniej zacytować, co na temat tych propozycji pisali analitycy Cenei.

Łączne koszty rozwiązań proponowanych przez Karola Nawrockiego w obszarze podatku dochodowego wyniosłyby 19 mld zł rocznie.

Większość korzyści z proponowanych zmian przypadłoby gospodarstwom domowym o wysokich dochodach.

Przeciętne korzyści gospodarstw z najwyższej grupy dochodowej wyniosłyby 580 zł miesięcznie, a z tych najniższych 10% populacji jedynie 2 zł miesięcznie.

Z całkowitych kosztów dla sektora finansów publicznych z pełnego pakietu modelowanych rozwiązań, czyli 19 mld zł rocznie, aż 12 mld zł trafiłoby do najbogatszych 20% populacji, a jedynie 150 mln zł do najbiedniejszych 20%.

No cóż, dość powiedzieć, że w tej propozycji rodzinnego PIT-u ponad dziesięciokrotnie większa kwota trafiłaby do 1,5 zamożniejszych Polaków niż do 1,5 najuboższych.

Ale by nie mówić tylko na abstrakcyjnych liczbach, warto sobie wyobrazić, jak...

jaka rodzina zyskałaby na takich propozycjach nieproporcjonalnie dużo.

Gdyby bowiem propozycje tego PIT-u zero, który proponuje dzisiaj prezydent, weszły w życie, to zakładałyby one podniesienie kwoty wolnej od podatku do 140 tysięcy złotych na osobę wszystkim wspólnie rozliczającym się małżonkom, którzy posiadają co najmniej dwójkę dzieci.

że w rodzinie dwójki ludzi na dyrektorskich stanowiskach, którzy zarabiają rocznie ponad 250 tysięcy, ponad ćwierć miliona rocznie i którzy mają dziecko studiujące do 25 roku życia, państwo polskie darowałoby w podatkach...

34 tysiące złotych rocznie, co najmniej przez kolejne 25 lat, ponieważ ta propozycja zakłada, że ulga trwałaby tak długo, a jak dziecko, młody człowiek, młody dorosły, kontynuuje edukację wyższą.

Dla odmiany rodzina dużo mniej zamożna, która...

mieści się raczej w tych dolnych widełkach dochodowych, uzyskałaby na podobnym picie rodzinnym kilkadziesiąt złotych miesięcznie i kilkazet złotych w skali roku.

Jak olbrzymia to różnica, tłumaczyć nikomu nie trzeba.

Ale chyba jeszcze lepszym przewodnikiem po tym, komu tak naprawdę chce prezydent Karol Nawrocki ulżyć, gdy mówi o tym, że nie będzie podnosił Polakom podatków, będą same weta

i zapowiedzi wet, jakie składa prezydent.

Za nami już decyzja o zawetowaniu podwyżki akcyzy od alkoholu, która mogłaby przynieść do budżetu w dług szacunków około 6 miliardów rocznie.

No tu w oczywisty sposób interesariuszem tego są wielkie koncerny alkoholowe, bo rynek alkoholu w Polsce charakteryzuje się dużą koncentracją

kapitału w rękach zagranicznych, szczególnie w sektorze alkoholi słabszych piwa, ale także w segmencie alkoholi wysokoprocentowych ten udział zagranicznych korporacji jest wysoki.

No ale dalej idźmy po tych wetach, które proponuje Pan Prezydent.

Podwyżka CIT-u od banków.

podatku bankowego, czy CIT-u od banków nie podnosić.

Jak najbardziej zainteresowaniich zagraniczni akcjonariusze, bo i tu w Polsce mamy do czynienia z wysoką koncentracją kapitału zagranicznego, a rok roczni, kilkadziesiąt procent całości wypłacanej w Polsce dywidendy tych spółek trafia za granicę do instytucji finansowych i akcjonariuszy będących...

udziałowcami tych banków.

No cóż, no tu wiemy, że posiadacze wielu nieruchomości, w tym zagraniczne fundusze inwestycyjne, również są głęboko zainteresowane tym, aby złożona w kontrakcie podatkowym lub w deklaracji toruńskiej

Obietnica prezydenta Karola Nawrockiego, że nie wprowadzi podatku katastralnego, czy raczej będzie wetował próby wprowadzenia podatku katastralnego jest im jak najbardziej na rękę.

Wreszcie, nie wiem czy w poprzedniej wyliczance zdążyłem w ogóle to zmieścić,

zniesienie podatku od zysków kapitałowych do kwoty 140 tysięcy złotych.

No to pomimo jakże częstego przedstawiania podobnych propozycji jako ulgi dla emerytów czy drobnych ciułaczy, którzy trzymają jakieś oszczędności w obligacjach Skarbu Państwa, byłaby w największym stopniu ulga dla milionerów, bo jeżeli górny próg kwoty wolnej podatku od zysków kapitałowych miałby wynosić 140 tysięcy złotych,

to nie trudno sobie nawet tak szybciutko to policzyć, że jest to poziom zysku, jaki można osiągnąć w skali roku, jeśli ma się do zainwestowania kwoty idące w miliony, równowartość mieszkania albo kilku.

Z całą pewnością biedny emeryt odkładający coś na lokacie albo ktoś, kto...

kupuje detalicznie obligacje skarbu państwa, zyska na tym dużo mniej niż ktoś, kto naprawdę obraca milionowymi kwotami i sobie z tych 140 tysięcy z całą pewnością, z przyjemnością skorzysta.

Słowem, jak na ironię, można by powiedzieć, że prezydent Karol Nawrocki chciałby w największym stopniu uwolnić od podatków te grupy, którym by sfinansować politykę socjalną Prawa i Sprawiedliwości.

premier Morawiecki swego czasu dokładał.

Dlaczego tak się dzieje?

Są dwie interpretacje.

O pierwszej powiedziałem kilka minut temu.

Być może prezydent zwyczajnie nie rozumie, co tu jest grane i przespał te lekcje matematyki, na których tłumaczono.

dodawanie i odejmowanie i po prostu zwyczajnie nie wie, że ten deficyt się, jeżeli obniżymy podatki w takiej skali, tylko radykalnie zwiększy.

No ale odkładając na chwilę tę nierzeczliinterpretację, zastanówmy się nad drugą.

Być może celem wet prezydenta Karola Nawrockiego jest coś zupełnie innego niż to, co deklaruje.

Celem wet prezydenta i propozycji podatkowych, jakie składa oraz tej całej krytyki na rzekomo nadmierny dług i deficyt nie jest wcale zadbanie o finanse publiczne czy załatanie dziury budżetowej, lecz i pogłębienie.

Po to, by wymusić na rządzie niepopularne cięcia albo podwyżki podatków.

Słowem, swoimi wetami Karol Nawrocki chce pogłębić sytuację, którą sam krytykuje, by pomóc obalić rząd, który mu nie po drodze.

Bowiem wetując podwyżki podatków, a jednocześnie naciskając na utrzymanie wysokich nakładów na zbrojenia czy politykę rodzinną, choć nie dla Ukraińców, prezydent może chcieć nie tylko osłabiać rząd i grać na wzmocnienie Konfederacji czysto wizerunkowo, ale także faktycznie sabotować jego działania.

Jeżeli bowiem prezydentowi udałoby się skutecznie zablokować kolejne podatki i podwyżki podatków,

danin, czyli na przykład tej akcyzy podatku bankowego, zablokować wprowadzenie podatku katastralnego, a jednocześnie skutecznie naciskać na utrzymanie wysokich świadczeń rodzinnych, no to przecież była sztandarowa polityka Prawa i Sprawiedliwości.

oczywiście, że również wysokich wydatków zbrojeniowych, ale także istotnych inwestycji w projekty rozwojowe, to rząd byłby zmuszony poszukać oszczędności gdziindziej.

To musiałoby doprowadzić do takiej albo innej wersji polskiej polityki oszczędności, którą...

z wiadomym skutkiem stosowały różne rządy w Europie, od Holandii przez Wielką Brytanię po Grecję, to znaczy redukując wydatki na pensje w sektorze publicznym, na edukację.

czy zdrowie, co tylko przełożyłoby się na gorszy standard usług publicznych, na po prostu jeszcze gorsze funkcjonowanie polskiego państwa, który to rząd tym łatwiej byłoby dzięki podobnemu pogorszeniu atakować.

Politycznego punktu widzenia win-win.

Prezydent przedstawia się jako obrońca zwykłych Polaków przed podwyżkami podatków, choć jak powiedzieliśmy kilka minut temu, przede wszystkim przed tymi podwyżkami na razie prezydent broni zamożniejszych albo...

wielkie instytucje finansowe czy zagraniczny kapitał, a zarazem wzmacniając swojego ewentualnego sojusznika z Konfederacji, osłabiając poparcie dla rządu nie tylko wśród samych przedsiębiorców, czy tych, którzy są zainteresowani obniżkami podatków, ale poprzez wymuszanie kosztownych cięć także wśród pracowników sfery budżetowej.

rodziców, pacjentów czy emerytów, tylko po to, by doprowadzić do przedterminowych wyborów, możliwie jak najbardziej niekorzystnych dla obecnej koalicji i umożliwić powrót do władzy prawa i sprawiedliwości.

I to jest, powiedzmy sobie otwartym tekstem, sabotaż.

Prezydent pozornie tylko przejmuje się stanem finansów publicznych i instrumentalnie

i głęboko cynicznie powołuje się na tę troskę, faktycznie zaś proponuje pod względem podatkowym, jak i pod względem wydatkowym propozycje, które tylko by ten deficyt...

I zarazem osłabiły możliwość rządu do ulżenia różnym grupom społecznym czy realizowania jego własnej polityki.

I teraz ja krytykowałbym to samo także w drugą stronę.

To nie jest tak, że tego rodzaju antypaństwowe...

Powiedzmy to sobie szczerze, działanie przeszkadza mi dlatego, że robi to prezydent Nawrocki, a ofiarami, jeżeli tak można to powiedzieć, jest rząd Platformy Lewicy i Trzeciej Drogi.

Gdyby sytuacja była analogiczna, ale w drugą stronę, byłbym wobec podobnego sabotażu równie krytyczny.

I to także dlatego, że rolą prezydenta w Polsce nie jest kreowanie polityki finansowej państwa,

Tym bardziej kreowanie jej po to, by rząd osłabić i doprowadzić do jego upadku.

Gdybyśmy bowiem, i to jest taka hipotetyczna sytuacja, która być może posłuży za najlepszy przykład, co w tym jest nie tak.

Mieli sytuację, w której prezydentem jest Rafał Trzaskowski.

a rządzi Prawo i Sprawiedliwość.

I ów Rafał Trzaskowski, siedząc w Pałacu Prezydenckim, nie ponosząc najmniejszej odpowiedzialności za finanse publiczne, używałby prawa weta, żeby uniemożliwić rządzących wprowadzenie kolejnych podatków.

Podatku cukrowego, daniny solidarnościowej, podatku od sklepów wielkopowierzchniowych, podatku bankowego i wszystkich tych innych danin, które Prawo i Sprawiedliwość wprowadzałoby.

wzmocnić wpływy do budżetu państwa i umożliwić prowadzenie polityki socjalnej, to logicznie uznalibyśmy to za swego rodzaju szantaż i sabotaż.

Stwierdzilibyśmy, że prezydent nie ma na myśli interesu Polaków, nie interesuje go tak naprawdę.

Dobra i skuteczna polityka społeczna...

Co więcej, tak naprawdę w ogóle nie przejmuje się on deficytem i zadłużeniem.

Jego głównym celem jest po prostu to, żeby rząd nie mógł sfinansować swoich sztandarowych obietnic i by się na pierwszym możliwym zakręcie wywalił.

Byłaby to polityka destrukcyjna.

Myślę, że ten przykład jest o tyle mocny, że właściwie taki scenariusz jest do wyobrażenia.

To znaczy można wyobrazić sobie prezydenta Trzaskowskiego, który wygrywa...

na obietnicy prostych i niskich podatków, przychylenia nieba przedsiębiorcom, zwalczenia pisowskiego fiskalizmu, centralizmu państwowego i tej całej gierkowszczyzny i w związku z tym wetuje każdą podwyżkę podatków, bo przecież z podobną retoryką ze strony platformianej opozycji też mieliśmy do czynienia.

To jednak, nietrudno sobie w tym alternatywnym scenariuszu wyobrazić, doprowadziłoby tylko do tego, że poziom deficytu by nie zmalał, a wzrósł, zaś rosnące koszty obsługi tego długu musieliby podnieść następcy takiego rządu.

Wtedy jednak, gdyby prezydent i premier byli już z jednego obozu,

Jak sądzę, podejście do finansów publicznych i podatków zmieniłoby się radykalnie.

Wtedy już prezydent by kolejnych propozycji podatków nie wetował i współpraca między rządem a prezydentem, czy ministrem finansów a prezydentem...

układałaby się dalece bardziej harmonijnie.

No właśnie, tylko że nie musimy wyobrażać sobie teraz tego alternatywnego scenariusza, bo mam obawę i chyba udało mi się to jakoś w tym komentarzu dowieść, że widzimy to właśnie na własne oczy.

Prawdziwym celem polityki prezydenta Nawrockiego i dlatego nazywam ją budżetowym chuligaństwem nie jest zamknięcie dziury budżetowej czy redukcja deficytu, lecz zmuszenie rządu do niepopularnych podwyżek podatków, no bo skoro wetuje te od banków czy akcyzę,

to prędzej czy później rząd będzie musiał rzeczywiście inne podatki podnieść albo wmusić mu politykę cięć, by dowieść, że no właśnie, gdy rządzą ci z platformy, to nigdy pieniędzy nie ma i nie będzie.

Zobaczcie, co oni robią.

Podnoszą wam podatki, ściągają z przedsiębiorców coraz więcej, nie obniżają tych składek zdrowotnych i tylko drenują budżet.

A że ten budżet jest napięty i ma dziś duży deficyt dokładnie z tych powodów, na których prezydentowi Karolowi Nawrockiemu zależało, no to cóż, o tym mówić się nie będzie.

To wszystko, co przygotowałem na dzisiaj w tym komentarzu.

Mam nadzieję, że udało mi się pokazać, na czym faktyczny problem ministra Domańskiego i rządzących będzie w najbliższych miesiącach i latach polegał.

Nie będzie to fundamentalnie problem z 60% limitem zadłużenia czy ruiną finansów publicznych, bo...

Te obawy towarzyszą nam od dawna i choć sytuacja finansów publicznych faktycznie będzie w tym roku napięta, no to będzie ona napięta dokładnie z powodu wydatków zbrojeniowych, za którymi głosowali zresztą wszyscy, także przedstawiciele dzisiejszej opozycji.

Problemem ministra Domańskiego i koalicji rządowej będzie raczej hipokryzja, cynizm i demagogia w naszej debacie budżetowej w ogóle i fakt, że prezydent mając na celu osłabienie notowań tego rządu i grę na przedwczesne wybory nie będzie miał najmniejszych oporów, żeby te funkcjonujące w polskiej debacie publicznej demagogiczne sformułowania przeciwko rządzącym wykorzystywać.

No cóż, to wszystko na dzisiaj.

Dziękuję za ten komentarz.

Jeżeli podoba wam się ta formuła i chcielibyście, żebyśmy nagrywali podobnych komentarzy więcej, to nie zapomnijcie samemu zostawić pod tym nagraniem komentarza i dać znać, co myślicie.

Na dziś to wszystko.

Dzięki, do zobaczenia i do usłyszenia już niebawem.

0:00
0:00