Mentionsy
Słowa, gesty i wszystko pomiędzy – o codziennych sposobach bycia blisko
Często nie trzeba wielkich słów, żeby okazać, że nam zależy. Czasem chodzi o drobiazgi - jedno zdanie, gest, obecność, której nikt nie oczekuje, a każdy docenia. Tak właśnie mówimy o bliskości: po swojemu, nie zawsze wprost, ale zawsze z myślą o drugim człowieku.
Szukaj w treści odcinka
Cześć, tu Agnieszka Kołodziejska i Wojciech Hera.
To jest podcast Dobra Rozmowa, którego partnerem jest T-Mobile.
Dzień dobry wszystkim, zaczynamy kolejną dobrą rozmowę.
Zaczynam ją od zabrzęczenia takimi koraliczkami, które dostaliśmy od T-Mobile w ramach kampanii i naszego też wspierania, kampanii Hate Out, Love In.
I słuchajcie, Wojtek to sobie dzisiaj, ja może pokażę, bo ci, którzy na YouTubie nas oglądają, to od razu zobaczą.
Wojtek złożył to sobie na rękę.
Co ty robisz?
Wojtek, to jest smyczka, zawieszka do telefonu komórkowego.
Przy obudowach masz takie małe dziureczki, wkładasz to i chodzi o to, żeby to wisiało, bo bardzo często ten hejt idzie z telefonu.
Wiesz, tam klikasz sobie jakieś komentarze, piszesz durne, więc żebyś właśnie sobie pamiętał.
Ale możesz sobie to nosić na ręce w zasadzie.
Kto ci zabroni w zasadzie?
To po pierwsze.
Jakbym miał pisać komentarz, to pisałbym go ręką i wtedy ta bransoletka by mnie powstrzymała.
A, dobrze, to jest taka bransoletka mocy.
Słuchajcie, o czym dzisiaj będziemy rozmawiać w Dobrej Rozmowie?
Bo tematów właściwie w ramach tego naszego zagadnienia, które chcemy jakoś tak rozkminić i rozebrać na czynniki pierwsze, jest co najmniej kilka.
A inspiracją do tej rozmowy jest raport przygotowany przez T-Mobile.
O sile słów i bliskości w rodzinie.
A dla mnie największą inspiracją do tej rozmowy jest z kolei nasza rozmowa z gościniami z Sekset i o tym, że ważnym powodem tego, że hejtujemy jest to, że często nie umiemy inaczej, a nie umiemy inaczej, bo my nawet nie wiemy trochę, jak przekazać pozytywną informację.
jak przyjąć pozytywną informację, bo bardzo często nawet jej nie dostaliśmy w domu.
I po tej rozmowie to jest jedna z rzeczy, która we mnie najbardziej została.
Że jak się dzieje coś dobrego, to na to nie zwracamy uwagi, bo co, traktujemy to za normę, a jak coś nam się nie podoba, to wtedy głośno krzyczymy i to jest tyle?
A ja myślę sobie, że my po prostu mamy ten deficyt przekazywania miłości i mówienia dobrych rzeczy.
Ja często powtarzam, ja siedzę najbardziej...
w badaniach o mężczyznach i o zmieniającej się męskości, o relacji też dorosłych facetów ze swoimi ojcami i w badaniach na przykład wychodzi, że to, co dzisiejsi dorośli faceci, ci w moim wieku, 40-50-latkowie, najbardziej chcieliby usłyszeć od swojego ojca, to jest kocham cię.
I to jest taka, wiesz, to nie jest tak, że
statystycznie istotny jest ten wynik, tylko to mówimy o istotności na poziomie powyżej 60% facetów, którzy na pierwszym miejscu, co byś chciał usłyszeć od swojego taty, mówią kocham cię.
Słyszałeś od swojego taty, że cię kocha?
Tak, ale bardzo późno.
A co to znaczy późno?
Myślę, że tak naprawdę i wyłączę ten moment, kiedy byłem bardzo mały, bo wtedy to pewnie było zupełnie inaczej, ale w momencie, kiedy stawałem się mężczyzną i mój tata wpadł na pomysł, że będzie wychowywał mnie tak, jak się wychowuje prawdziwych mężczyzn, czyli na twardziela,
to bardzo długo mu zajęło taki moment, żeby po prostu dać sobie przestrzeń na to, żeby w rozmowie przyjść i powiedzieć hej synu, jestem z ciebie bardzo dumny, kocham cię, jesteś fajnym synem i w ogóle.
I to tak mam na myśli, że to się pojawiło pewnie, nie wiem, z 10 lat temu w takim modelu mniej krępującym dla niego.
Bo wcześniej mam takie przekonanie, że to było dla niego po prostu... I to nie jest tak, że czułem się niekochany, bo czułem się bardzo kochany.
Natomiast mam świadomość tego, że po prostu dla niego po prostu, wiesz, wziąć i tak po prostu powiedzieć hej.
synek, jestem z ciebie diabelnie dumny, kocham cię, albo nie jestem z ciebie dumny, spieprzyłeś, kocham cię.
Nie ma kompletnie znaczenia.
Było bardzo trudne.
A sądzisz, że to się wiąże z tym, że jak mężczyzna, drugiego mężczyznę, czyli swojego syna,
chce wychować na twardziela, to trochę mu się wydaje, że okazywanie uczuć jest właśnie takie niemęskie i zaprzecza temu twardzielstwu i w związku z tym nie będzie tutaj wychowywał takiego miękiszona?
Może to być związane z takim myśleniem?
Wiesz co, ja mam przede wszystkim...
Teorię, którą bardzo często przypominam, pewnie w dobrej rozmowie też kilkakrotnie o niej rozmawiałem albo mówiłem, ale warto to sobie uświadamiać, bo to jest teoria, która jest dla mnie najbardziej uwalniająca.
Tak jak sobie przypomniałem, że moi dziadkowie urodzili się w roku 1920, czyli rodzice mojego taty.
To znaczy, że oni mieli 18 lat, 19 jak wybuchła wojna.
To znaczy, że to było pokolenie nieprawdopodobnie poturbowane emocjonalnie.
Przy zerowym dostępu do psychologii, psychoterapii.
Czyli krótko mówiąc, większość ludzi z tego pokolenia miało coś, co dzisiaj nazywamy PTSD, czyli post-traumatic stress disorder, czyli stres półorazowy i taki głęboki.
Więc myślę sobie, że ich deficyt w okazywaniu uczuć był gigantyczny.
Wychowywali mojego tatę w bardzo dużym deficycie swoich własnych wyzwań emocjonalnych, gotowości do tego, żeby rozmawiać o emocjach i w ogóle.
Byli tym pokoleniem, które po prostu się nigdy tego nie nauczyło.
I mówię o tym, bo dla mnie, ja mam świadomość tego, że dla wielu osób w ogóle relacje z rodzicami są trudne.
A to jest taki moment, kiedy ja bardzo długo mówiłem, że jedną z rzeczy, które muszę, nawet muszę, chcę bardzo mocno zaakceptować, to, że oni wychowywali mnie najlepiej, jak umieli.
To, że czasami nie umieli z perspektywy dzisiejszych standardów, to nie znaczy, że oni celowo robili coś źle.
Oni robili wszystkie rzeczy zgodnie ze swoją najlepszą możliwą wiedzą, doświadczeniem, staraniem się.
Mikołaj Foks, który faktycznie zajmuje się warsztatlami dla facetów i w ogóle zajmuje się zmieniającym się ojcostwem, mówi bardzo często takie piękną rzecz, że jak prowadzi warsztaty i jest ten moment, kiedy ludzie trochę wyrzucają te rzeczy, których im brakowało w domu,
On tak mówi, to teraz weź kartkę i napiszcie wszystkie rzeczy, które dostaliście od swoich rodziców, których oni nie dostali od swoich.
I jak spojrzymy na to z tej perspektywy, jak dużo nasi rodzice nam dali, czegoś, czego sami nie mieli.
I pewnie z naszej perspektywy dzisiejszego świata pewnie mamy do nich żal, że dalej nie dali nam wystarczająco.
Kurczę.
To i tak zrobili pozdę.
Oni dali znacznie więcej niż mieli sami.
I to jest dla mnie na przykład strasznie bardzo, bardzo, bardzo uwalniające w tych relacjach i w tych relacjach trochę też o tym, żeby zaakceptować, że było dużo, ale też bardzo w związku z tym jest mi przykro,
jak wielu z nas, o czym też było nawet w odcinku, tak, o relacjach z dorosłymi dziećmi i naszych dorosłych relacjach z rodzicami, że jak wielu z nas żyje cały czas w takim niespełnionym poczuciu, że jeszcze chcieliby coś dostać.
I pewnie dzisiejszą rozmowę chciałbym bardzo mocno przekierować z tego, czego nam brakuje,
Na to, że to, że nam tego brakuje, wcale nie oznacza, że nie możemy tego dawać innym.
Bo skoro nasi rodzice potrafili, to myślę sobie, że my też potrafimy.
I my też potrafimy bardzo dużo, nawet jeżeli czegoś nie mamy.
a ja, ponieważ znam już i słyszałam już, zajmowałam się w końcu nimi, nasze głosówki dzisiejsze, to chciałabym tę rozmowę zadedykować naszym rodzicom.
Nie, ale chciałabym zadedykować naszym rodzicom, w sensie i moim, i twoim, i waszym, bo w sumie...
Może nigdy nie jest za późno, chociaż z niektórych głosówek czasem będzie wyzierało to, że może jednak jest, ale zaraz się przekonamy.
Bardzo ważny temat braku rozmowy między bliskimi.
Przede wszystkim z moich wspomnień to brak tej rozmowy między mną a moimi rodzicami, którzy niestety w ogóle nie zwracali uwagi na to, co mówię, co właściwie chciałabym do nich powiedzieć o swoich uczuciach, o tym, czego ja pragnę albo co mi nie odpowiada, w jaki sposób traktują mnie.
Niestety nie pamiętam również wzroku mojej mamy skupionego na mnie.
W ogóle nie pamiętam, żeby patrzyła w moim kierunku.
Była dobrą mamą ogólnie, bo przecież chodziłam zawsze najedzona, czysto ubrana, ale jednak brakowało tej bliskości.
Dużo, dużo różnych krzywd mi narobili, ale najbardziej taką bolesną to był ten brak tej rozmowy.
Jako nastolatka kiedyś wręcz...
Wróciłam już w nocy do domu, obudziłam ich w sypialni, zapaliłam światło i dosłownie wykrzyczałam, proszę, porozmawiajcie ze mną.
No niestety, jak zawsze było, iść spać, zajmij się sobą, co ty masz do powiedzenia.
Teraz już, jak mają oni ponad 70 lat, jakiś miesiąc temu siadłam naprzeciwko nich i powiedziałam, że chcę zrozumieć.
Chcę zrozumieć, dlaczego tak mnie traktowali, dlaczego byłam dla nich, według nich, złym dzieckiem, dlaczego nie traktowali mnie poważnie, już nawet będąc dorosłą.
Nie umieli tego odpowiedzieć, patrzyli tylko na mnie, mama miała łzy w oczach, ale nie powiedzieli ani słowa.
Nie padło nigdy w życiu żadne słowo przepraszam z ich strony.
A to, że mnie kochają, usłyszałam w momencie, gdy urodziłam ich wnuka i dlatego...
Nie wierzę też w te słowa, które padły z ich ust o tej miłości do mnie.
Nie są one autentyczne w moim mniemaniu, bo całe życie ich nie słyszałam.
Chcę tylko powiedzieć, że mojego syna wychowałam inaczej.
Z każdym problemem przychodzi do mnie, z każdą radością, dzieli się praktycznie wszystkim i ma we mnie wsparcie, bo nie chcę być taka jak moi rodzice.
Nie zawsze to musi wyglądać tak, że jeżeli czegoś nie dostaliśmy, to sami też tego nie damy, bo nie umiemy tego dawać.
Tutaj jest ewidentnie dowód na to, że ten brak zaowocował jednak chęcią dawania tego, czego ona nie miała, swojemu synowi, co akurat jest...
fajne, ale próbuję sobie wyobrazić właśnie taką sytuację, nie wiem, może ze mną chyba i z moją siostrą też rodzice jakoś niespecjalnie rozmawiali, znaczy były jakieś takie, wiesz, rozmowy, nie wiem, pouczające trochę, jakieś tam, jak był jakiś duży problem w rodzinie, ale na pewno nie wyglądało to tak, jak może to dzisiaj wyglądać, tak jak obserwuję to czasami u moich, nie wiem, przyjaciół, którzy mają dzieci, to na pewno nie wyglądało to tak.
pewnie jakoś mnie tam to poturbowało, chociaż skoro nie mam własnej rodziny, to pewnie nigdy się nie dowiem jak.
A ta rodzina nie ucierpi w żaden sposób.
Ale faktycznie ja sobie próbuję na przykład przypomnieć, czy ja od rodziców słyszałam tam, nie wiem, jestem z ciebie dumna, dumny i kocham cię.
Albo nie, albo nie słyszałam, bo nie mogę sobie tego przypomnieć.
Albo słyszałam i na tyle mi to spowszedniało, że tego po prostu nie pamiętam.
W każdym razie nie pamiętam, naprawdę nie pamiętam takich słów i rzeczywiście chyba troszeczkę mam, tak jak ty Wojtek, że u mojego taty przyszło to dosyć późno.
Znaczy on zamiast kocham cię, mówi bardziej, że jest dumny.
Myślę, że pewnie będziemy dzisiaj też o tym rozmawiać, jak mówić kocham cię, nie mówiąc kocham cię, bo to też dla dorosłego, dojrzałego, starszego też mężczyzny może być trudne.
To na przykład czasem się śmieję, że jak udostępnia moje posty na Facebooku, w których się czymś chwalę, że na przykład poprowadziłam jakiś duży koncert albo coś mi się udało, zrobiłam coś fajnego, to on udostępnia te posty i to jest trochę takie patrzcie, to moja córka, jestem taki dumny, kocham ją.
Może to tak wygląda, bo rzeczywiście jakoś specjalnie wylewny w uczuciach nigdy nie był mama, to nie wiem, no bo jakby już dzisiaj jestem starsza niż moja mama, kiedy zmarła, więc nie wiem, jakby to było.
A też trochę, umówmy się, to było tak dawno temu, że też trochę nie pamiętam, jak wyglądały nasze rozmowy, to się zaciera jakoś z czasem, więc tak ciekawa jestem, ale to smutne, to smutne.
że siadasz ze swoimi rodzicami po latach, chcesz porozmawiać, bo wszyscy już jesteście na tyle dojrzali, że wydaje wam się, że na życiu zjedliście zęby i teraz chcecie sobie coś wyjaśnić i nadal to pozostaje niewyjaśnione.
To właśnie chyba w kontekście tej głosówki powiedziałam, że czasami bywa za późno, czasami po prostu to nic nie wnosi, niczego nie przynosi, niczego nie zmienia.
Ja bym szukał dobrych intencji.
U tych rodziców.
Ona sama powiedziała, że oni byli dobrymi rodzicami.
I myślę sobie, że oni... Znaczy dobrze, powiedzmy sobie szczerze, tak?
Znaczy dostęp do emocji tak w ogóle realnych to mamy pewnie od mniej więcej dwudziestu lat.
W takim sensie, że ktoś nam w ogóle powiedział, że warto mieć.
Znaczy... Jednakże będę przypominał, że...
w tym starym świecie... Zabiorę ci tę bransoletkę, daj, bo to cię rozprasza i wolno mówić.
Świat dzielił się na dwie osoby.
Na te osoby, które są racjonalne i bardziej umieją kierować się mózgiem i logiką.
I te infantylne, szalone artyści mogli mieć prawo do dostępu do emocji.
Ale jeżeli, wiesz, byłeś
dojrzały, to dojrzałość między innymi oznaczała, że wypierasz emocje.
I to dotyczyło zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
U mężczyzn to już w ogóle kobiety były historyczne.
I generalnie w związku z tym, myślę sobie, że bardzo trudno tym osobom dzisiaj
siedemdziesięcioletnim i starszym jest skontaktować się ze swoimi emocjami, z pełnym ich uznaniem, że one są, że one o czymś mówią, że one nam coś sygnalizują.
Myślę, że bardziej tamten element dostępu do emocji jest podparty wstydem, czyli że to mnie przerasta.
Więc dlaczego nas tak traktowali?
Kurczę, bo ja myślę sobie, że też ważne byłoby jednakże mimo wszystko, żebyśmy sięgnęli do czasopism i tego, co było napisane w Filipince o wychowywaniu dzieci.
Jednakże ja myślę sobie, że rodzicielstwo bliskości jest tematem bardzo świeżym.
Jeden z najbardziej znanych psychologów rozwojowych,
U mnie na studiach, 25 lat temu, chwalił się na studiach, że jego drugie dziecko pierwszej nocy płakało trzy godziny, drugiej nocy płakało półtorej godziny, trzeciej nocy nie płakało w ogóle.
Bo podjęli z żoną, również psychologiem, decyzję.
że nie będą reagować na płacz dziecka i że jak oni nie będą wspierali tego płaczu i go przytulać, to ono przestanie płakać.
I oni prawie, że zrobili z tego, wiesz, pracę badawczą trochę, gdzie dziś już cała wiedza o psychologii mówi o tym,
że deprywacja emocjonalna, szczególnie na początkowym okresie, jest jednym z najbardziej szkodliwych elementów.
A to byli ludzie, którzy byli profesorami psychologii.
No dobrze, Wojtek.
Dwadzieścia, dobra, osiem lat temu.
Ale oni trochę robili eksperyment, który dawał im pozytywne rezultaty.
Zgodnie z rekomendacją wielu czasopism wtedy.
I teraz trochę patrząc z tej perspektywy, to nie jest tak.
Bardzo często podkreślał, że jednym z najważniejszych elementów przechodzenia przez zmianę jest zmiana bez poczucia winy i bez obwiniania.
Dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że ludzie robili źle, dlatego że mamy dostęp do nowych badań, nowej wiedzy, nowej nauki.
Znaczy, wsadzanie anielki do pieca na trzy zdrowaśki, czy tam ileś, było zgodne ze sztuką medyczną kilka wieków temu.
I nikt, dzisiaj wiemy, że to jest barbarzyństwo i że to nie działa, ale wtedy, na bazie wtedy prowadzonych badań naukowych, mówiono, że to działa, bo po tych kilku zdrowaczkach dziecko albo wychodziło martwe, albo zdrowe.
Jednakby zaakceptujmy to trochę, że ten świat się zmienia i to, że nie wiem...
kary cielesne, lanie pasem, lanie kablem jest przemocą?
Zostawiło trwałe ślady, było złe, ale w wielu momentach i nie chcę tłumaczyć, to jest ostatnia rzecz, którą chcę tłumaczyć i ich rozgrzeszać, mówiąc, że robili to w dobrej wierze i w dobrej intencji.
Uważam, że jeżeli dzisiaj ktoś bije
dziecko wychowawcze i mówi, że to dla jego dobra, to przy obecnych danych, obecnej wiedzy, obecnej nauce popełnia karygodny błąd.
50 lat temu nie było ani jednych danych, które mówiły o tym, że dyscyplina nie jest elementem wychowawczym w rozumieniu takim.
Przemoc była elementem wychowawczym.
W szkole dostawałeś...
O Jezu, linijką po łapie.
Klenczałeś na grochu, robiłeś wiele różnych rzeczy, których dzisiaj naprawdę już wszyscy by się wstydzili to robić, tak?
Więc trochę idąc tym tropem, ja bym chciał jednak, że sięgnąć do tego świata, w którym chciałbym, żebyśmy sobie trochę powiedzieli pod tytułem kurczę, budujmy swoją świadomość.
przerwijmy rzeczy, które nam się działy, nie przenośmy tych rzeczy, które nam źle nie robiły dalej, ale nie domagajmy się rozliczenia wcześniejszych pokoleń, bo to moim zdaniem nikomu nic nie da.
Mam takie głębokie swoje przekonanie i oczywiście wyłączam z tego...
Wszystkie rzeczy, które już wtedy były definiowane jednakże również jako skandalicznie złe.
No wiesz, to jest trochę tak, jak może trochę trywializuje, no ale umówmy się, widzę pewną analogię, jak kiedyś mówiono nam, że papierosy są super zdrowe.
Wiesz, byłeś chory, do szpitala przynosili ci paczkę fajek, rozumiesz, przedstawiciel handlowy przynosił ci paczkę fajek, bo taki był stan wiedzy na tamten czas.
Mało tego, było dużo badań podkreślających, że one w ogóle są generalnie zdrowe.
Tak samo jak było z alkoholem, no jakby jeszcze jakiś czas temu mówiono o tym, że generalnie jest coś takiego jak bezpieczna i zdrowa dawka alkoholu i było bardzo dużo badań naukowych mówiących o tym, że w sumie to można dla kurażu sobie dziabnąć.
Dzisiaj większość badań mówi wprost, nie ma czegoś takiego jak zdrowa dawka alkoholu, alkohol zawsze jest szkodliwy itd., itd., itd.
I tak moglibyśmy sobie przejść przez wszystkie rzeczy, które są.
w spodniach dzwonach wyglądasz dobrze i dzisiaj znów to mówią, to nie jest prawda.
Ale wiesz, że ktoś może teraz powiedzieć, no dobra, no ale za 20 lat może się okazać, że to, co dzisiaj wiemy, jest też okant dupy.
No i to znaczy, że nie powinniśmy być rozliczani z tego, co robimy dzisiaj zgodnie z najlepszą wiedzą.
To jest jedno z podstawowych praw.
Cześć, witajcie.
Tak sobie słuchajcie, myślę, że prawdziwą sztuką jest słuchać innych wtedy, kiedy tak naprawdę sami chcemy być słuchani.
Kiedyś miałem w życiu tak, że uwielbiałem mówić, mówić, mówić, mówić, bo miałem wtedy takie poczucie, że osoba, która tego słucha, po prostu tego słucha, po prostu ze mną dyskutuje, w jakikolwiek sposób chce pomóc.
bez angażowania się z jakimś ładunkiem emocjonalnym itd.
Dzisiaj po kilku latach psychoterapii wiem, że psychoterapia dała mi przede wszystkim umiejętność słuchania i wysłuchiwania tych, którzy chcą być wysłuchiwani.
Podam wam taki sensowny przykład z mojego życia, najbliższego otoczenia.
Kiedyś to ja najwięcej opowiadałem swojej żonie o tym, jak jest u mnie w pracy, o tym, jak wygląda moje życie, z czym sobie radzę albo z czym sobie nie radzę, ale dzisiaj mam sytuację zupełnie odwrotną.
Dzisiaj to ja przychodzę do domu i zadaję krótkie pytanie mojej żonie, jak minął jej dzień, jak było w pracy, czy jest coś, co ją nurtuje, czy jest coś, co ją przeraża, a może jest po prostu coś, o czym chciałaby pogadać.
No i ona wtedy prowadzi monolog, najczęściej dwie, trzy minuty.
Potem zaczynamy o tym dyskutować, ale najważniejsze jest dla mnie to, że jej nie przerywam.
Daję jej się wygadać do samego końca i wydaje mi się, że to tak naprawdę jest bardzo, bardzo potrzebne.
zarówno dla mnie, bo wtedy wiem, co u niej, i dla niej, bo ona zwyczajnie musi się wygadać.
A wiem, że się wygaduje, bo po prostu jest najbliższą osobą dla mnie.
Ja jestem najbliższą osobą dla niej, więc siłą rzeczy razem się słuchamy nawzajem.
A dlaczego warto?
No bo wtedy, kiedy słuchamy, to słyszymy.
To ja was zapraszam w ogóle do raportu w grupie Dobra Rozmowa, jak również...
W komentarzach na YouTubie, bo na Spotify nie możemy podpiąć linka, podepniemy Wam link, faktycznie nie tylko dobre rady.
Bo to, co dokładnie powiedziałeś, że jest to największe wyzwanie, to 36% osób skarży się na brak uważności w relacjach.
I ponad 54 osób faktycznie jest przekonane, że główną barierą w rozmowie jest nieprzychylna postawa bliskich.
Znaczy, kurczę, ponad połowa z nas ma przekonanie, że bliscy nie mają w sobie gotowości, żeby nas wysłuchać bez oceniania.
Ale tam w ogóle chyba na początku tego raportu, jeszcze jak przeskrolujesz w górę.
Chyba na samym począteczku, naprawdę na samym.
Nie, jeszcze chyba, jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze.
O, czekaj.
Gdzieś tutaj jest o tym, że chyba ponad 90% ludzi uważa, że w takiej rozmowie z bliskimi właśnie najważniejsze jest to, żeby być wysłuchanym.
I tak się zastanawiam, czy ja byłam wysłuchiwana.
Chyba akurat tego nie mogę zarzucić moim rodzicom.
Moi rodzice mnie słuchali.
Zawsze, kiedy potrzebowałam, to poświęcali mi swój czas.
Czasami rady na moje problemy były z dupy, no ale to wiem dzisiaj, prawda, wtedy, tylko tak jak mówisz, no według ich wiedzy, którą mieli na tamten moment, one były takie, jakie powinny być, no.
Ja myślę, że w ogóle znowu jakby ten wątek dotyczący tego, że ważniejsze jest wysłuchanie niż danie rady, pojawił się znowu bardzo trudno.
Jezu, bo my w ogóle też pamiętajmy o tym, że...
naprawdę to, że ktoś chce być wysłuchany nie oznacza w bardzo wielu przypadkach, że on potrzebuje naszej rady, on potrzebuje, żebyśmy go usłyszeli.
To naprawdę nie jest równoznaczne z oczekiwaniami, że my potrzebujemy teraz twojej rady, tego, że mnie teraz poprowadzisz i powiesz, co mam robić.
W ogóle nie o to chodzi.
U mnie w rodzinie, nie mam pojęcia dlaczego, ale nigdy się nic miłego i dobrego nie mówiło.
Takich pozytywów, żadnych komplementów.
Jak kiedyś moją mamę o to zapytałam, to mi powiedziała, że ona nie może nas chwalić, bo bardzo rośniemy w piórka.
Dopiero jak poznałam mojego partnera kilka lat temu, to on zwrócił na to uwagę.
Ja nigdy tego nie widziałam.
U nich w domu jest tak, że rzeczywiście oni się komplementują.
A u mnie w domu to jest takie przemilczenie, a później obgadanie.
Do tego stopnia, że jak odwiedziła mnie kiedyś moja siostra, przyjechała tak po prostu na herbatę, co też się nie zdarza, bo żeby przyjechało moje rodzeństwo, to trzeba od razu imprezę zorganizować.
No i przyjechała ona do mnie i tak później jak odjechała, tak mówię do mojego partnera, tak kurczę Marek, jak fajnie, że ona przyjechała.
Miłe to było, że tak po prostu wpadła na herbatkę, przecież nie trzeba robić jakiejś wielkiej imprezy.
Pół godzinki pogadałyśmy i pojechała.
No i Marek do mnie mówi tak, weź napisz do niej, powiedz jej to, wzmocnij trochę.
No i zadzwoniłam.
Wiecie, że jak do niej zadzwoniłam, powiedziałam jej to, że to było miłe, że...
Bardzo się cieszę, że przyjechała.
Tak nie potrafiła zareagować na miłe słowa, dobre słowa, że zmieniła temat.
Także kochani, mówmy sobie dużo miłych rzeczy, komplementujmy się, bo to jest naprawdę fajne.
Powszechne.
Powszechne, że nie umiemy reagować, prawda?
No ale jejku, no skąd mamy mieć umiejętność radzenia sobie z czymś, co jest na koniec dnia nowe?
że mocną stroną, bardzo mocną stroną mojego rodzinnego domu, ze szczególnym uwzględnieniem relacji z moim bratem, ale też rodzicami był sarkazm.
Znaczy, możemy sobie powiedzieć bardzo uczciwie,
Moi rodzice są bardzo inteligentni, mój brat jest wybitnie inteligentny, a ja jestem najmłodszy, więc jak wiadomo, kumuluje to te wszystkie rzeczy najbardziej.
Mało tego, i ja celowo o tym mówię, bo nawet mieliśmy takie powiedzenie, że sarkazm jest cechą osób inteligentnych.
Znowu, dzisiaj z perspektywy wiemy, że sarkazm nie jest cechą ludzi inteligentnych, sarkazm jest inteligentnym przejawem braku dostępu do emocji, to prawda, znaczy charakteryzuje się tym, że im jesteś bardziej inteligentny, tym umiesz bardziej w skomplikowany sposób komuś wbić szpilę, w taki sposób, żeby pozornie nie wiedział i żeby to nawet było śmieszne, ale na koniec dnia to jest dalej wbijanie szpili.
I to dalej nie jest dobrą formą komunikacji, w związku z czym myśmy byli absolutnymi mistrzami, żeby sobie cisnąć.
I dzisiaj myślę sobie, że to nie jest fajne.
Mimo tego, że kiedyś mnie to, wiesz, diabelnie bawiło.
Ten moment, kiedy... Tak, bo przy tym się dobrze bawisz, oczywiście.
Byłem w stanie iść cios za cios, cios za cios, cios za cios, cios za cios z moim bratem i to myślę sobie, że było na bardzo wysokim poziomie takiego, wiesz...
bardzo celnej riposty na bardzo celną, chamską uwagę, która nie miała, wiesz, to nie było ty chuju, tylko generalnie tam było jednak, że takie elementy bardzo ładnie przemycane, natomiast nie mam przekonania, że to było po prostu fajne, więc zdaję sobie sprawę z tego, że jak wyrastasz w takim środowisku i nagle miałbyś powiedzieć z miękkiego brzucha jesteś fajnym, kochanym bratem, cieszę się, że jesteś, fajnie, że przyjechałeś, to to jest taki moment, bo to tam, ej, czekaj,
A nie przypieprzysz mi?
Ty, dlaczego tak nagle w ogóle wiesz?
Tak, no właśnie, bo ta słuchaczka powiedziała w ogóle o tym, że to jej Marek jej poradził, weź do niej zadzwoń.
Czyli gdyby nie Marek, ona by prawdopodobnie nie wzmocniła tego pozytywnego efektu tej wizyty, czyli nie dałaby znać siostrze i nie przekonałaby się, co tam jest po drugiej stronie.
Zwierzę się z czegoś.
Ostatnio rozmawiałam z moim kolegą Tomkiem.
Tomek jest bardzo mądrym facetem i Tomek jest bardzo głęboko wierzący, jest bardzo rodzinnym w ogóle facetem i w bardzo świadomy sposób podchodzi do wielu rzeczy.
I gdzieś tam w prywatnej rozmowie...
zupełnie.
Coś tam powiedziałam mu, że a, jest taka jedna rzecz, której nie mogę się pozbyć i trochę mnie to męczy.
Ja kiedyś mojej siostrze, ale proszę mnie tak od razu szybko nie oceniać i nie przybić mi
gwoździa w czoło, bo ja naprawdę na tamten czas zachowałam się najlepiej, jak umiałam.
To znaczy dla mnie i dla mojej siostry w tamtym czasie, kiedy rozmawiałyśmy ze sobą, zajście w ciążę było powiedzmy pewnym kłopotem, tak?
To znaczy byłoby pewnym kłopotem.
Żadna z nas nie chciała zajść w ciążę.
Ponieważ moja siostra mieszka daleko ode mnie i w sumie rzadko rozmawiamy jak na siostry, to...
to ja nie wiedziałam, że coś się bardzo w niej zmieniło.
I kiedy ona zadzwoniła do mnie i powiedziała, że jest w ciąży, to ja zamiast się ucieszyć, zadałam pytanie, i co teraz?
No i ona powiedziała, no i fajnie, będę miała dziecko.
I taka cisza nastała.
I ja do tej pory miałam wyrzuty sumienia z tego powodu.
I Tomek mówi, dlaczego ty do niej nie zadzwonisz i jej tego nie powiesz?
No i ja wiesz, w samochód i tak sobie myślę, kurna.
A moja siostra akurat na krótkich wakacjach w Turcji mówi, a chust, dzwonię.
Dzwonię do niej, słuchajcie, stała się rzecz, której się kompletnie nie spodziewałam.
Dzwonię do niej i mówię jej, pamiętasz?
Ja mówię, przepraszam, że tak z dupy w ogóle wyskakuję z tym, ale no to dzisiaj trzeba zrobić, po prostu mam taką potrzebę, ktoś mnie też zainspirował.
I mówię, słuchaj, pamiętasz?
Ona mówi, wiesz co?
Pamiętam, ale to jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia.
I ja już myślałam, że tu będzie koniec.
Ja pomyślałam sobie tak odetchnę z ulgą.
Ona mówi, ale wiesz co mnie zabolało?
Ja mówię, oho, że jak byłam chyba w piątym miesiącu ciąży i przyjechałaś, to powiedziałaś mi w złości, że będę złą matką.
I ja dzisiaj zarzegam się, że to jest prawie niemożliwe, żebym tak powiedziała.
A wiem, że powiedziałam, skoro ona tak twierdzi.
I ja się prawie pobyczałam.
Powiedziałam jej, jak strasznie jest mi przykro w ogóle.
O Jezu, teraz będę beczeć.
Widzisz, to jednak jest coś, co mnie tak rusza.
Strasznie mi się źle zrobiło.
Okropnie mi się zrobiło.
I mówię, dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałaś?
Wiesz, to cię bolało przez tyle lat i nie gadałyśmy o tym, a ona mówi, bo jesteśmy siostrami i się kochamy.
Ale ona nosiła w sobie coś innego, ja nosiłam w sobie coś innego i kuźwa, myśmy, słuchajcie, przez kilkanaście cholernych lat ze sobą o tym nie porozmawiały.
Dawaj następną głosówkę, bo to już nie ma co roztrząsać.
Najpiękniejszym wzorem takich gestów miłości byli dla mnie moi rodzice, szczególnie tata, który miał wiele sposobów na wyrażenie miłości, czy to do mnie, czy do mojej mamy, czy do mojego brata.
Na przykład moja mama uzależniona jest od herbaty i zawsze kiedy wybijała dwudziesta, mama zbierała się z pracy do domu, te dwa kilometry do mieszkania musiała przejść, to tata wtedy wstawał i nastawiał wodę na herbatę, żeby herbata była gotowa, kiedy mama wróci do domu.
No i mogę opowiedzieć taką anedotkę, taką historię, tradycję w mojej rodzinie, która jest o wszystkim.
Jest o tej uprzejmości, o tej trosce, o mówieniu kocham cię, bez używania tych słów.
Otóż zawsze, kiedy moja mama prosiła o coś tatę, na przykład, żeby zrobił jej kanapkę powiedzmy, to tata odpowiadał z przyjemnością.
No i mama zauważała to i nieraz mówiła mi potem, że ona nie może odmówić komuś, kto dla niej robi coś z przyjemnością.
Wszystko robi z przyjemnością.
Usługiwali sobie 35 lat z przyjemnością.
Śliczne, co?
Śliczne.
Śliczne.
Ja najbardziej lubię, jak ktoś mi robi kanapkę z pasztetową.
Wojtku, zrobi ci kanapkę z pasztetową?
Z przyjemnością też bym zjadł.
Ojejku, to śliczne w ogóle.
Ale to trochę na zasadzie takiego sprytu.
Też można powiedzieć, że ja tobie z przyjemnością, to ty mi nigdy też nie odmówisz.
Ale to na pewno wybrzmiało to tutaj, że to była na pewno wielka miłość, a to, że ewentualnie wkradł się jakiś taki sprycik
i mały sposób na żonę czy na męża, to fajnie.
Bo miłość to czasownik i jego się robi.
I nawet jeżeli się go robi intencjonalnie i nawet jeżeli się mówi to z przyjemnością, intencjonalnie, żeby komuś było miło,
To dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów wyrażenia miłości jest po prostu, że celowo robię to, żeby ci było miło.
Ja w ogóle mam duży... Tak, teraz w ogóle poruszyłaś temat, który mnie no bardzo triggeruje.
Czyli trochę mówienie tego, że jeżeli coś robię z intencją, żeby ci było miło, to to jest nieszczere.
Ej, kurde, no jakby nie ma bardziej moim zdaniem szczerej miłości, niż jeżeli robię coś, co wiem, że ci sprawi przyjemność.
Kurcze!
Tak jak w poprzedniej głosówce zostało powiedziane w tą drugą stronę, czyli dziewczyna powiedziała, że mama nas nie chwaliła, bo się zepsujemy.
Wszystkie badania na temat chwalenia mówią jedną rzecz, z chwaleniem nie da się przesadzić.
Nie ma ani jednego badania, które by pokazało, że osoby, które są zbyt często chwalone, rozpuściły się jak dziadoski bicz.
Więc ja bym chciał tutaj bardzo mocno się zatrzymać z tym, co powiedziałem.
Nawet jeżeli to było sprytne, to tym bardziej jest to cenne.
Jeżeli ten twój pan tata miał świadomość tego, że to uśmiecha mamę i to, że powoduje, że jej się robi ciepło na sercu i mimo tego, a właściwie z uwagi na to to robił, to to jest najpiękniejsze.
A ja jeszcze chciałabym powiedzieć, że bardzo zazdroszczę tym dorosłym ludziom, naszym rówieśnikom na przykład, którzy...
że mogą, mają takie wspomnienia i mogą sobie dzisiaj powiedzieć, ej widziałem miłość moich rodziców, no nie, widziałem jak oni sobie to okazywali, bo mimo, że ja wiem, że moi rodzice się kochali, tata kochał mamę, mama kochała tatę, to ja tego nie widziałam, w sensie oni sobie tego nie okazywali, to też może też dlatego ja nie jestem jakaś specjalnie ani romantyczna, ani czuła, że tam nie wiem, niektóre dziewczyny lubią tulaski, przytulaski, jakieś takie wiesz,
zasypianie na łyżeczkę, a ja na przykład nie.
Może to też wynika z tego, że ja tego po prostu gdzieś tam nigdy nie widziałam, więc fajne jest to, wyobrażam sobie, że to musi być naprawdę super, móc powiedzieć, ej, widziałam, jak moje rodzice się kochają.
Naprawdę widziałam, jak on jej robił herbatę z przyjemnością.
Wydaje mi się, że jestem osobą miłą i uprzejmą i że wyniosłam to z mojego rodzinnego domu.
Tego zostałam nauczona i tego uczę też moich bliskich.
Bardzo lubię wysłać mężowi wiadomość rano albo w ciągu dnia z jakimś nawet serduszkiem, buziakiem, żeby wiedział, że o nim myślę.
I nie za każdym razem muszę mu napisać kocham cię, żeby wiedział, że jest dla mnie najważniejsze.
Pokazuje też tą miłość w takich drobnych gestach, na przykład przygotowując coś, co lubi zjeść, albo kupując mu piwko na wieczór, albo włączając wieczorkiem jakiś serial, który razem chętnie obejrzymy.
A powiedzenie komuś w ciągu dnia, nawet obcej osobie, z którą mijasz się w drzwiach, dziękuję, życzę dobrego i spokojnego dnia.
I powiedzenie tego z uśmiechem zawsze wywołuje reakcję podobną.
Ludzie się do mnie też uśmiechają.
To jest bardzo miło.
Właśnie, bo tutaj trochę wyszliśmy już poza rodzinę, prawda?
Poza rodzinę, bo to jest, kurczę, też ważne, bo jednak umówmy się, że z rodziną spędzamy część czasu, z innymi ludźmi też spędzamy drugą część czasu.
Czasami ze sobą też spędzamy trochę czasu, ale jak sobie tak to podzielimy, to okazuje się, że bardzo często z obcymi ludźmi, w sensie nie takimi powiązanymi, nie wiem, więzami krwi, spędzamy więcej czasu niż z rodziną.
No jakby siłą rzeczy.
Chodzimy do pracy, wyjeżdżamy gdzieś tam.
Kurde, no warto też pielęgnować te relacje i warto sobie mówić fajne, miłe rzeczy.
A tak swoją drogą a propos mówienia kocham cię, bo jak zbierałam głosówki do tej rozmowy, to Wojtek tak wpadł na pomysł, że zapytamy was też o to, jak mówić kocham cię, nie mówiąc kocham cię.
Ja muszę wam to opowiedzieć, bo zanim zaczęliśmy nagranie, to zeszła tutaj do nas Karolina Wojtka, dziewczyna i mówi, patrz, pokażę ci, jak Wojtek pokazał, że mnie kocha.
I ona mi pokazuje egzemplarz książki Mein Kampf.
Mówi, przychodzi do mnie któregoś razu i wręcza mi prezent.
Ja go odpakowuję, patrzę, to jest egzemplarz Mein Kampf, a wszystko dlatego i przysięgam, że ja bym się nie domyśliła, dlaczego prezent w postaci książki Mein Kampf ma być wyrazem miłości.
Czy możesz to wyjaśnić?
Karolina mi powiedziała, że ta książka jest zakazana.
Ja powiedziałem, ok, znajdę.
Ale to prawda, bo jest wznowione nowe wydanie, które jest przestrogą.
Pan profesor zrobił całą analizę i wydał książkę.
Wydanie krytyczne.
Wydanie krytyczne, które pokazuje.
A ponieważ czasy mamy, jakie mamy, czyli trochę się radykalizujemy, to faktycznie mamy chyba taką potrzebę trochę zrozumieć, co doprowadziło do poprzedniej sytuacji, po to, żeby mieć faktycznie głębokie przekonanie, że może jeszcze uda się cofnąć czas.
Nawet o tym rozmawialiśmy w...
poprzedniej rozmowie, ja mam głębokie przekonanie, że jednakże da się zatrzymać pewne zmiany i że jednakże jako ludzie jesteśmy w stanie wyciągać wnioski, więc pomyślałem sobie, że ja bardzo nie lubię rozmawiać tylko o opiniach, więc lubię mieć czasami dane do rozmowy, to sobie sięgniemy też do tego.
A jak mówimy w ogóle o mówieniu też kocham cię w różny sposób, to na przykład jest taki sposób, w którym ja wiem...
że mój tata mówi, kocham cię, z bratem z tego zawsze polewamy, w takim pozytywnym z tego słowa znaczeniu, on zawsze mówi, jedź ostrożnie i daj znać, jak dojedziesz.
Robi to też mój tata, a ja nigdy nie daję znać, że dojechałam.
I drugą rzecz, którą mi z kolei mówi, to mówi, dziękuję, że dałeś znać.
Teraz jeszcze bardzo ważną rzecz, bo faktycznie jest duża różnica między mną a moim bratem, jeśli chodzi o styl jeżdżenia.
W sensie, ja jeżdżę tak, jak jeżdżę, czyli wolniej.
ale i tak daj znać jak dojedziesz, więc jakby to jest piękne.
Pomyślałam sobie, że to może być dobry moment, żebym powiedziała coś takiego dla mnie ważnego, a w czego zrozumieniu pomogł mi Wojtek ostatnio, bo to już będzie, emisja tego odcinka będzie kiedy?
Jakoś tak już po pierwszym tygodniu listopada, prawda?
Więc już jestem po takich słowach powiedzmy u mnie w firmie.
Mogę chyba powiedzieć, że zrezygnowałam z pracy w Radiu Z i że rozstaję się z Radiem Z już jakiś czas temu, ale z różnych tam względów jeszcze nie chciałam tego komunikować.
Co się wydarzyło?
Nie wiem, czy to właśnie nie jest też pewien sposób powiedzenia, kocham cię, jestem z ciebie dumny.
Ja przyszłam do Wojka i mówię, słuchaj, opowiem ci coś turbo śmiesznego, co mi się przytrafiło.
Ja potraktowałam to jako turbo śmieszną anegdotę, a Wojtek najpierw się zaśmiał, a potem wytłumaczył mi, co się wydarzyło.
Dzwonię do mojego taty.
musiałam sobie przetrawić, też złożyłam wypowiedzenie w firmie, minęły tam, nie wiem, dwa dni i dzwonię do mojego taty, mówię, tato, no co tam, co tam, wszystko dobrze, wszystko dobrze.
A jesteśmy za nią w sklepie, ja mówię, dobra, to właściwie tylko na chwilę, bo chciałam ci coś powiedzieć, no co tam.
Ja mówię, wiesz co, rzuciłam pracę w radiu.
Jest taka chwila ciszy, po czym słyszę, a ja ostatnio złowiłem 11-kilowego karpia.
Ja się posikałam ze śmiechu.
Na początku nie wiedziałam, co się wydarzyło.
Mówię, ja mu mówię, że po 17 lat pracy w firmie po prostu z niej odchodzę.
On mi mówi, że złowił 11-kilogramowego karpia, co było dla niego sukcesem, największym okazem, jaki złowił.
I przychodzę do Wojtka, opowiadam mu to, a Wojtek mówi...
Bo on cię zna i on wie, że podjęłaś dobrą decyzję.
Słuchał cię wielokrotnie i on po prostu nie będzie robił z tego żadnego zamieszania.
Po prostu podzielił się czymś, co dla niego też było fajną informacją i jakby tyle.
Kurde, jakbym cię Wojtek nie miała, to do dzisiaj zastanawiałabym się, co tam się w tej rozmowie wydarzyło.
Tato, rzuciłam pracę, a ja złowiłem 11-kilowego karpia.
On jest pewny, że umie łowić karpie i jest absolutnie przekonany, że sobie poradzi.
Że ja sobie poradzę, tak.
I ja całym sobą też jestem przekonany, że sobie poradzę.
Tak, dziękuję bardzo.
Jak powiedzieć kocham bez mówienia, kocham cię?
Myślę, że każdego dnia mamy wiele możliwości, żeby to zrobić.
I w zasadzie zależy to tylko od naszej fantazji i od wrażliwości chyba, jaką mamy na drugiego człowieka.
Począwszy od jedź ostrożnie, uważaj na siebie, albo wracaj bezpiecznie, bo ja tutaj na ciebie czekam.
Poprzez takie prozaiczne zajęcia jak mąż wracający z zakupów z nadprogramowym bukietem kwiatów, którego nie było na liście zakupów.
Albo coś, co mnie zawsze wzrusza, zwłaszcza w tych zimowych czasach, które za chwilę nastaną, kiedy wychodzisz rano do pracy głową zajętą myślami, dokumentami z rzeczami, które masz do zabrania i w drzwiach zdajesz sobie sprawę, że nie włączyłaś ogrzewania w samochodzie, więc będzie zimno i nieprzyjemnie.
A mąż stoi, uśmiecha się, życzy Ci spokojnej drogi do pracy i już wiesz, że włączył to ogrzewanie za Ciebie.
Z drugiej strony, kocham cię można powiedzieć nie tylko w relacjach romantycznych.
Mamy przecież wiele innych osób, którym chcielibyśmy to powiedzieć.
Mieszkam dość daleko od moich rodziców, ale zawsze jak jadę do nich w odwiedziny i zdarza się tak, że trafię w porze karmienia do nich, dziwnym przypadkiem na obiad jest zawsze albo zupa pomidorowa, albo jeszcze lepiej szczawiowa z jajkiem.
I wszystko jasne, nie ma jak u mamy.
Dziękuję, pozdrawiam serdecznie.
Urzekł mnie ten mąż, który włącza ogrzewanie.
To się webasto nazywa, tak?
Takie zdalne.
Ale mnie to urzekło.
Załóż czapkę.
Zapnij kurtkę.
I to w ogóle myślę sobie, że też jakbyśmy spojrzeli trochę na naszych rodziców, to myślę sobie, że to był dla nich dostępny sposób w tamtych czasach okazywania troski, znaczy okazywania miłości.
mamy dbały o to, żebyśmy mieli zapiętą kurtkę.
Czasami nas przegrzewały w związku z tym, ale to było dalej w dobrych intencjach.
No grąd, że nie wsadzały nas na cztery zdrowaśki do pieca już.
I ja teraz do wszystkich słuchaczy dobrej rozmowy przypominam...
Kołotka już rzuciła w swoich mediach społecznościowych informację, że w tym roku będzie najmroźniejsza zimia od lat w Polsce.
Tak przeczytałam.
Ja też znalazłem tego mema.
Niepotwierdzone badania o tym mówią, ale to znaczy, że każdy z nas będzie miał bardzo dużo okazji powiedzenia kocham cię, bo można odszronić komuś samochód albo go odśnieżyć.
Uważam, że to jest bardzo miłe.
A kupowanie kwiatów zawsze spoko.
Miłe rzeczy mówię często.
Pracę zaczynam od mówienia współpracownikom, że cześć, to będzie miły dzień.
Zdarzyło mi się powiedzieć kiedyś dziewczynie, którą miałam na ulicy, mijałam i która płakała, powiedzieć nie płacz, wszystko będzie dobrze.
Nie zareagowała, ale tak jakoś mam wrażenie, że mogła poczuć się lepiej.
A co do mówienia kocham, mamy z mężem taką tradycję.
że jak wstajemy rano, patrzmy się na siebie, pytamy się to co?
Wtedy podnosimy bluzki do góry, zaczynamy się przytulać.
To jest takie nasze kocham cię.
Na razie.
Rozumiem.
I co, na tym się kończy?
I wychodzicie do pracy?
Jakoś mi się wierzyć nie chce.
Dzieci słuchają tej dobrej rozmowy czasami też.
Kiedyś byłam w pracy na wyjeździe i miałam bardzo zły dzień.
Podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, ty jesteś zawsze uśmiechnięta, zawsze motywujesz.
Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania.
Podziwiam ciebie i dzięki twojemu nastawieniu wielu ludziom chce się robić.
I przyznam szczerze, że jak wracałam do domu, wróciłam do tych słów i uświadomiłam sobie, że nic nie poprawiłoby mi wtedy nastroju tak jak ta szczerość.
Żadne słodycze, żadne kwiaty czy nawet komplement od mężczyzny, bo ja sama nigdy w taki sposób o sobie nie myślałam.
I tak mnie to pozytywnie nastroiło, że zachciało mi się znowu chcieć.
Więc dobre słowa powodują, że człowiek rozkwita, a złe potrafią zniszczyć niektórą życie.
Ja w ogóle naprawdę nigdy chyba nie zrozumiem, dlaczego ludzie są w stosunku do innych, bywają niemili.
Nie rozumiem tej potrzeby dopieprzenia komuś.
Nie rozumiem tego, że to kogoś buduje naprawdę.
Kurde, nie wiem, nie wiem, nie kumam tego, nie mówię, że sama nie mam czasami jakiejś ogromnej ochoty za coś, za jakąś krzywdę, komuś czegoś powiedzieć, wykrzyczeć, powiedzieć mu coś niemiłego, odszczeknąć się.
Jasne, że mam, ale mam też na tyle rozumu w głowie, żeby się powstrzymać, zamknąć japę.
Co ci tu dzwoni?
Czyli librus, powiadomienie ze szkoły dzieci.
Największy rak.
Ale ponieważ jestem wezwany do szkoły, to nastawiłem sobie powiadomienie włączone, żebym słyszał, że muszę iść i żeby pani mi odpisała.
Więc tak mam ważną sprawę, do której muszę sobie pójść do szkoły.
Ojejku, ty nie masz, a ja myślę, że kurczę, czasami to jest silniejsze też od nas.
Zachęcić nas do tego, żebyśmy mieli refleksję.
I myślę sobie, że każdy z nas czasami wbije szpilę.
Mało tego, znam tego Wojtka, który robił to kiedyś bardzo często.
Cięty żart z kogoś w towarzystwie innych osób.
I wydawało mu się, że jest najśmieszniejszym człowiekiem świata.
Jakbym sobie cofnął się 30 lat, to myślę sobie, że moje żarty były według mnie przednie, ale myślę, że były bardzo krzywdzące.
I myślę sobie, że dalej nie mam podstaw do tego, żeby się za to biczować.
Mam dzisiaj taką pewnie większą refleksję, że dalej mi się to zdarza, bo ktoś się wystawi i się tak wystawi, wiesz, no aż tak, ojejku, że jak kiedyś było tak, że się strzygliśmy tak, że z tyłu było bardzo wysoko wygolone, to można było dawać karczycho.
Czyli tak chcę strzelić soczyście w kart.
I to jest taka sytuacja, że wyobraź sobie, że ktoś jest tak wystrzyżony i pochylił głowę i coś czyta nad biurkiem.
No, przechodzisz i całym sobą wiesz, że strzelnie karczycha to będzie najśmieszniejsza rzecz na świecie.
Więc czasami w takich, wiesz, sytuacjach społecznych, jesteśmy tylko ludźmi, ktoś się tak wystawi.
Znaczy przyjdzie i palnie jakąś rzecz, nawet czasami do ciebie zaczepną i
Cała twoja historia odgryzania się ciętą ripostą mówi jedziesz.
I to się zdarza.
Tylko moim zdaniem później jest moment, co z tym zrobimy.
Bo możesz przegiąć.
Myślę, że w życiu swoim wielokrotnie przegiąłem.
I czy masz wtedy tą gotowość do tego, żeby pójść i powiedzieć hej.
Przepraszam.
Wiem, że mogłeś się źle poczuć.
Uznaję to.
Nie przemyślałem tego.
Tak, byliśmy w towarzystwie innych osób.
Powiedziałem coś niemiłego, niesympatycznego.
czy idę w kierunku zaprzeczania i w ogóle mówienia, wiesz, nie bądź taki wrażliwy, nie bądź i tak dalej, i tak dalej, czy unikam tematów, a unikanie tematów później w naturalny sposób prowadzi nas na przykład do...
cichych dni i myślę sobie, że to, jak często i teraz nie chcę mówić tylko i wyłącznie o takich cichych dniach, wiesz, które generalnie są przemocą, czyli taki moment, w którym w domach sobie mówimy, dobra, to będziemy się teraz mierzyli, mierzyli na ignorowanie siebie nawzajem, tak, to jest w związku w ogóle jedna z najbardziej, myślę, że trudnych zachowań, a z drugiej strony faktycznie, no jakby, wiesz...
W trzech czwartych polskich rodzin pojawiają się ciche dni, czyli sytuacje, w których rozmowy są zawieszone, a emocje pozostają niewypowiedziane.
Kumasz 75% Polaków w sytuacji spiny, w momencie, w których ktoś nie uznał naszych emocji, który ktoś wyraził potrzebę, która nie została dostrzeżona lub spotkał się z odmową, której ktoś, nie wiem...
powiedział, już wracając do naszego sygnału, do naszej jednej ze starszych rozmów, rób jak chcesz i ktoś zrobił coś, co było niezgodne z naszymi potrzebami, oczekiwaniami, było po prostu spiną, rozwiązuje to w...
Ostatnio mamy taki zwyczaj w radiu, że tam po siedemnastej, jak już tak trochę dzień się kończy, ten dzień pracy i tak dalej, pytamy słuchaczy o ich największe sukcesy z danego dnia, jakieś takie albo małe sukcesy nawet, co fajnego.
I zadzwonił do nas facet, bardzo mnie to wtedy uderzyło, zadzwonił do nas facet, który powiedział, a moja żona nie odzywała się do mnie od dwóch miesięcy, a dzisiaj się wreszcie odezwała.
I wiesz, no tam oczywiście można to skwitować, wiesz, jak to w radiu, nie?
Cięta riposta, co powiedziała, nie mów do mnie teraz, nie?
Strasznie mnie to ruszyło, czyli jeżeli to była prawda, jeżeli on naprawdę zadzwonił, że mieli z żoną taką, wiesz, taką zagwozdkę przez dwa miesiące, jaki to jest kawał życia, jak?
jak bardzo trzeba nie umieć ze sobą rozmawiać, jeżeli się nie rozmawia dwa miesiące, mieszkając w tym samym domu, pod tym samym dachem.
Bo ja rozumiem, żebyśmy się kiedyś pokłócili i się nie widzieli na przykład, nie wiem, trzy lata.
Jak z kimś nie mieszkasz, myślisz sobie, dobra, nie jest mi potrzebny w życiu tam walić to, nie?
Ale w rodzinie, wśród najbliższych, kurde.
Dzisiaj czytałem w mediach społecznościowych o Japończyku,
który nie odzywał się do swojej żony przez 20 lat.
I po 20 latach zaczął się odzywać i dalej żyli długo i szczęśliwie.
Znaczy 20 lat trwały ciche dni.
Wiesz co?
Co ci mam powiedzieć?
W momencie, w którym rozpoczynasz próbę sił, bo to jest zawsze się zaczyna od tego samego, czyli
Jak chcesz, no to jedziemy.
Dodatkowo jeszcze pojawia się poczucie bardzo ważnych rzeczy, niestety często z domu.
Czyli ten moment, w którym jesteśmy wychowywani w taki sposób, że rodzice mają być zawsze zadowoleni i rolę dziecka jest ulegać w dużej mierze ich zachowaniom emocjonalnych.
zachowaniem emocjonalnym, no to nagle jest ten moment, kiedy spotykasz się z jakąś sytuacją odrzucenia, no i wtedy nie umiesz sobie poradzić z tymi emocjami, bo sobie nie nauczyłeś się nigdy, jak z tym sobie radzić.
No i idziesz w tym kierunku, no.
Dalej mamy tendencję do tego, żeby wprowadzać, ja rozumiem, że Stańczyk był najmądrzejszą osobą na dworze króla i że żart i generalnie jakby obśmiewanie sytuacji było sposobem komunikacji, natomiast nie mam przekonania, że to nam służy, tak?
Bo ja mam, na przykład jest taki mem, który dokładnie jest o tym, jak stoi
para w domyśle małżeństwo i kobieta mówi nie wiem, czy zauważyłeś, ale od tygodnia się do ciebie nie odzywam.
Zauważyłem, dziękuję.
Tak i teraz sobie myślę, że wiesz, kurczę, nie normalizujmy trochę zachowań, które po pierwsze są przemocowe, po drugie nie są zdrowe, a myślę sobie, że warto byłoby w prześmiewczy sposób, biorąc pod uwagę, że żart jest również formą edukacji, wprowadzać jak sobie z tym radzić.
Bo to, co stoi faktycznie za cichymi dniami, to najczęściej jest napięcie, nierozwiązany konflikt.
No i niestety, jeżeli mamy osoby z dużą możliwością wpływania na innych, to bez problemu może trwać dwa miesiące.
Luz.
Uwielbiam, jak ludzie są mili dla siebie, prowadzą to w życie i chyba też mam jakieś takie szczęście wokół mieć jakieś takie fajne kobiety, akurat pracuję z kobietami, że też dostaję to, że można komuś powiedzieć,
Ja bardzo często nawet takim osobom, bo jednak te komplementy często dotyczą jednak, nie wiem, czegoś fajnego w wyglądzie, w ubraniu, no bo ja kogoś nie znam i ktoś przychodzi do mnie załatwić jakąś sprawę, no często jakby wygląd się rzuca, nie?
Powiedzenie komuś, że ma pani super kolor sweterka albo świetne okulary, jak to odmienia w ogóle taką energię tej osoby.
I to w ogóle nie chodzi o to, żebyśmy nagle... Bo to jest kompletnie... To nie ma mi czegoś dać.
Te osoby przychodzą, sobie załatwiają i idą dalej i już ich pewnie nie spotkam.
Niektórzy nie potrafią przyjąć, a to już jest inny wątek, ale po prostu uwielbiam to, naprawdę uwielbiam, sama uwielbiam usłyszeć różne rzeczy miłe i myślę sobie, że to buduje dzień, to buduje w ogóle jakiś taki rodzaj wymiany, energii, no to jest super.
Zostało ze mną z tej wypowiedzi, że ten ktoś się tym napełnia i że to buduje.
I to jest chyba właśnie najistotniejsze w tym wszystkim i myślę sobie, że no cóż, no niektórzy nie mówią innym miłych rzeczy, mimo że to nie jest rocket science, to jest powszechnie dostępna i chyba taka dosyć prosta wiedza, że powiedzenie komuś czegoś miłego spowoduje, że ta osoba miło się poczuje, tak zwyczajnie.
Bo są zachłanni, bo to jest to, czego w Polakach bardzo nie lubię.
Myślę, że nie tylko zresztą w Polakach, po prostu w ludziach.
Dobra, nie będę generalizowała.
Po prostu w ludziach nie lubię tego syndromu psa ogrodnika.
Sam nie wezmę, drugiemu nie dam.
Ja mam dzisiaj chusteczkowy dzień.
Ja ci nie powiem nic miłego, bo ty będziesz miał milszy dzień niż ja.
To tak samo, jak opowiadałam ci, jak Justyna Dżbik-Klugę napisała tę książkę o Polakach Last Minute, czyli tam, wiesz, oddaj.
Zresztą tak zatytułowaliśmy kiedyś któryś odcinek Dobrej Rozmowy, czy tam było w podtytule, wyłączcie im klimatyzację, żeby było sprawiedliwie.
Że ktoś nie ma w pokoju klimatyzacji, ktoś drugi ma, to temu, kto ma, wyłączcie.
Skoro ja nie mogę mieć, to wyłączcie mu, żeby było sprawiedliwie.
Wiesz co, to ja bym chciał trochę pójść w tym kierunku, bo to jest trochę też o tym, a mianowicie trzynasta strona raportu.
31% osób wskazuje, że takim słowem jest nieprzeszkadzaj.
Znaczy szeroko rozumiane nie teraz.
Czyli przychodzę z jakąś sprawą.
I to jest ten moment, który najczęściej sprawia, że się zamykam w domu.
To jest ten moment, kiedy przychodzę do najbliższych i chcę o czymś powiedzieć, a oni mówią mnie teraz.
Trzeba mieć naprawdę dużo w sobie determinacji.
Trochę bym powiedział takiego genu przedstawiciela handlowego, który wie, że...
za słowem nie teraz, stoi dokładnie to, co stoi, czyli przyjdź za chwilę, bo nauczył się wielokrotnie, że jak nie wpuszczą drzwiami, to wejdzie oknem i ma bardzo silną potrzebę, ale dla większości osób to jest nie jesteś dla mnie ważny, nie chcę o tym... Spadaj.
A nie mówiłem, to jest w ogóle coś, co jest wiesz, w rodzinach,
czy z jednej strony, i to jest w ogóle ciekawe, bo mam takie trochę przekonanie, że chyba już jesteśmy w świecie, w którym wierzymy w to, że prawo do popełniania błędów jest fundamentalne i jestem w stanie sobie wyobrazić domowe sytuacje, w których ktoś przychodzi, na przykład przychodzisz i zaczynasz mi płakać
Wojtek, chłopak mnie zostawił.
A ja mówię, a nie mówiłem, że tak będzie.
Od początku mi się nie wydawał fajny.
Więcej do ciebie nie przyjdę.
I teraz, kumasz?
Jak bardzo poczułaś się, że twoje emocje są uznane?
Znaczy właśnie się jeszcze poczułaś, że jesteś jeszcze bardziej głupia.
Tak, bo się z nim związałam.
Ja ci mówiłem, żebyś się w nim zakochiwała, bo moim zdaniem...
Ja wiem, że łobuz kocha bardziej, ale od samego początku wydawał mi się, że do ciebie nie pasuje i ty głupia pozwoliłaś sobie na to, żeby się w nim zakochać i teraz przychodzisz i potrzebujesz utulenia, a ja mówię a nie mówiłem.
No i wiesz, taka potrzeba tego, na przykład daj już, ty z pięknym, 20% deklaruje, że daj już spokój i wywala.
I teraz, kurczę, no jeżeli przychodzę i o czymś mówię...
I opowiadasz mi na przykład w tej chwili byłabyś w sytuacji, w której w naturalny sposób odchodząc z pracy, przypomnij po ilu latach?
Prawie 18 lat byłaś związana z tą stacją.
Ona jest trwale wytatuowana nie tylko w twoim sercu, ale w mózgu, stopach, wszędzie.
Ona jest bardzo ważną częścią twojej tożsamości, więc w naturalny sposób, chcąc, nie chcąc, będziesz musiała przerobić sobie to rozstanie, będzie trwała żałoba.
Raz na jakiś czas...
Zobaczysz fajną kampanię, którą robią, będzie cię bolało serduszko, kurczę, w sumie robią fajne rzeczy.
Pojawi się moment, kiedy pierwszy raz przy twoim mikrofonie usiądzie ktoś inny w duecie, w którym normalnie ty siedziałaś.
tam się pojawi dużo emocji i teraz byś z nimi przyszła i byś powiedział, ty no już nie przesadzaj, daj już spokój, nie histeryzuj, przecież to była twoja decyzja, przemyślałaś to sobie, ej, psy szczekają, karawana idzie dalej.
Znaczy my generalnie, mam takie bardzo mocne przekonanie, byśmy chcieli, żeby emocje nie istniały.
żeby ten świat był, wiesz, taki fajny i żeby ludzie mieli tylko te dobre emocje, tak?
Żeby przychodzili tylko sobie i mówili hej, wiesz co, znowu jestem uśmiechnięta i szczęśliwa, a to, że przyjdziesz i powiesz, kurde, smutno mi się zrobiło, to jeżeli masz zasoby, żeby to obsłużyć, tak, czyli powiedzieć, okej, to zrozumiałe, co cię poruszyło,
Przecież tam nie ma dramatu, tak?
To nie jest tak, że teraz powiesz, kurczę, w sumie to jutro wyślę CV, z powrotem niech mnie zatrudnią, nawet na stażystę.
Znaczy, mogę się uczyć od zera, a my tak bardzo byśmy nie chcieli dostawać innych problemów, tak?
I... Jezus, co mogę powiedzieć?
Dużo tematów swoich przerabiam sobie w swojej własnej głowie, więc chciałbym, żeby inni też sobie przerabiali je we własnej głowie.
No ale tak wiesz, no tak nie jest.
Dzisiaj przed rozmową odbierałem syna z koszykówki.
To jest ten moment, kiedy on wskakuje do auta i przez 20 minut, jak wracamy do domu, musi mi poopowiadać wszystkie rzeczy, które tam się wydarzyły.
Musi, bo mu każesz, czy musi w sensie ma potrzebę?
Musi, ma swoją wewnętrzną potrzebę.
Szczególnie, że jak sam powiedział, on to pięknie mówi, koszykówka do mnie wróciła.
Miałem już taki moment, że po wakacjach miałem spadek formy, a teraz ewidentnie wchodzę z powrotem.
Dzisiaj mi wchodziły trójki, wchodziły mi podania, musi mi opowiedzieć, jak mi podania weszły i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
I biorąc pod uwagę moje naturalne potrzeby związane z tym, że...
ja mniej się dzielę ze światem tym, co czuję generalnie, to w naturalny sposób mógłbym powiedzieć, już daj spokój, pogadajmy o czymś innym.
Włącz muzykę, posłuchamy sobie jakiegoś wykonawcy.
No i to pewnie by spowodowało, że z każdym kolejnym wyjściem na koszykówkę by mówił coraz bardziej, coraz bardziej, coraz bardziej.
Aż w końcu by przestał mówić o koszykówce.
Mniej, coraz mniej.
Znaczy coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej.
Zamykałby się coraz bardziej, zamykałby się coraz bardziej, zamykałby się coraz bardziej.
Aż w końcu by przestał mówić o koszykówce.
A wraz z mówieniem o koszykówce by przestał mówić o wszystkich innych rzeczach.
A później któregoś pięknego dnia byśmy byli zaskoczeni, co takiego poszło nie tak, że nawet nie wiedziałem, że mój syn zrezygnował z koszykówki.
Albo mierzy się z jakimiś problemami, z którym chciałbym im pomóc i tak dalej.
No kurczę, no.
Zachęcajmy do tego, żebyśmy rozmawiali ze sobą więcej.
Mówienia miłych rzeczy nauczyła mnie moja mama, która odkąd pamiętam właśnie komplementuje czy to ubiór, czy to fryzurę innych ludzi.
Jest w tym tak autentyczna, że od razu pojawia się uśmiech u tej osoby.
Też się staram tak robić, oczywiście nie na siłę, żeby to też było naturalne.
Wiadomo, że łatwiej przychodzi to, jeśli nam ktoś jest bliższy, czyli ktoś z rodziny, znajomych, to wiadomo, że łatwiej jest mu powiedzieć, o, super wygląd, ale fryzura, ale ładny płaszcz i tak dalej, i tak dalej.
Myślę, że część ludzi nie jest bezinteresowna, ale to trzeba wyczuć, a czasami coś podzielić na pół, wiadomo.
Nie jestem pewna, czy przychodzi nam łatwiej mówienie takich miłych rzeczy i komplementowanie bliskich.
Nie jestem pewna, czy to jest łatwiejsze właśnie.
Ja myślę sobie, że jest łatwiejsze wtedy, kiedy się w tym wychowałeś.
A jeżeli tego nie widziałeś nigdy, no to słabe.
Ja jestem ogólnie z reguły uprzejma, staram się taka być i staram się ludziom poprawiać dzień, jeśli mnie to nic nie kosztuje, a komuś mogę po prostu poprawić humor.
Jak nikt mi nie zrobi krzywdy, to zdrowiale mówię, na przykład do danej osoby, nie wiem, typu Aguś, Wojtuś, Marcinek.
Także w pewnym momencie zaczęłam do dziewczyn bardziej mówić, o Aniu, jaka ty jesteś piękna, albo jakie masz piękne włosy, albo jaka ty jesteś fajna.
I w pewnym momencie one tak się zaczęły na mnie dziwnie patrzeć.
W ogóle, czy ty coś brałaś?
W ogóle, dlaczego ty tak mówisz?
Jaki masz w tym cel?
Od razu, wiecie, szukały drugiego dna.
Dlaczego ja to tak mówię?
A ja po prostu z głębi serca mówiłam to, co w danym momencie czuję.
Dziewczyny mają problem z tym, żeby to przyjmować w ogóle, jakiekolwiek uprzejmości.
Później zaczęły się jakieś podśmiechujki pod moim adresem, że ja to jestem kochliwa, że ja wszystkich kocham i uwielbiam i w ogóle.
Niech sobie tam mówią, jak chcą i mają taką opinię, to niech sobie mówią, ale mi korona z głowy nie spadnie.
kiedy ja jakąś uprzejmość czy zrobię, czy powiem do kogoś, kto mi nie zrobił krzywdy.
Ja się naprawdę bardzo dobrze w ich towarzystwie czułam i nie uważałam, żeby im jakoś tego nie okazać w żaden sposób.
Także no tutaj bardzo było to różnie odbierane.
Także dziękuję bardzo i mam nadzieję, że się przyda ta głosówka i miłego dnia, wieczoru.
No i widzisz, teraz mogę powiedzieć.
mój kąśliwy język aż kusił, żeby w tym momencie powiedzieć, w tym momencie powiedzieć, wcale się ta głosówka nie przydała.
I to są takie momenty, które sobie myślisz, dobra, i teraz to jest chyba to takie wyzwanie, że jakbym tobie to powiedział, to byś się zaśmiała, tak?
I teraz czasami dokładnie to samo rzucisz sobie do obcych osób i później warto przyjść i powiedzieć, wiesz co, sorry.
Wiem, powiedziałaś, że masz nadzieję, że się przyda.
Mój naturalny, złośliwy mózg powiedział, mam cię, ale po co?
I oczywiście, dobra, żeby też było jasne, nie chcę tutaj być, iść w kierunku tego, że róbmy sobie różową krainę z biegającymi jednorożcami.
Łódź jest różową krainą z jednorożcami.
W Łodzi są jednorożce.
Mam prośbę, żebyś przed audycją nie brała narkotyków.
Tak byłoby nam łatwiej jednak, żeby prowadzić tę rozmowę.
pomimo tego, że jesteśmy w magentowej krainie, to dobrze.
To ja bym chciał, żebyś mi kiedyś zabrała na łódzkie jednorożce.
Natomiast, żebyśmy nie budowali też takiej historii pod tytułem, że na pewno nikomu nie można przygadać, zażartować sobie, przybić piątkę, ale chciałbym, żebyśmy budowali tę historię z wrażliwością na to,
komu i jak i jeżeli ktoś mówi nam, że przegięliśmy, to żebyśmy uznawali, że przegięliśmy, a nie, że on się nie zna.
Ja mam taką propozycję, bo to jest troszeczkę tak jak z dzieciakami, które na przykład... Ja lubię, jak ty mówisz, jak to jest z dzieciakami, dawaj.
Ja rodzic-teoretyk.
Nie, ale jak to jest z dzieciakami, że na przykład, wiesz, starszy i silniejszy i większy chłopiec pobił młodszego i wtedy ten ojciec tego młodszego pobitego mówi, co?
taki jesteś mocny, na większego naskocz, albo na równego sobie.
Chciałabym, żebyśmy pamiętali o tym, żebyśmy znaleźli równego sobie albo lepszego, a my niestety mamy taką tendencję, żeby czuć się lepiej, znajdujemy sobie kogoś słabszego, z kogo właśnie drwimy, komu wytykamy coś, wbijamy szpileczkę, właśnie ironizujemy z niego, jakieś sarkastyczne żarty rzucamy, bo...
To się zdarza, tak jak mówiłeś o sobie i swoim bracie, okej, wy byliście tutaj równi.
Dokładnie to chciałem powiedzieć, że cieszę się, że jesteś w moim teamie i uważasz, że on jest słabszy.
Nie, no wiesz, prawdopodobnie tak je uswój na swego i by było porówno.
Myślę sobie, że z nim nie mam szans.
Ale właśnie... Absolutnie, z nim nie mam szans.
Okej, no dobra, no to dobrze by było, żebyśmy pamiętali, żeby trafiać na równego sobie.
Jak wiemy, że to jest równy nam przeciwnik albo lepszy, okej, walczmy.
Ale jak jest słabszy, ej, no to albo przeproś, albo daj sobie spokój, no.
I jedna bardzo ważna rzecz, jak w seksie.
Świadoma zgoda.
Jeżeli ktoś ci powiedział trochę, że lubię tą naszą relację, w którym w ten sposób się ze sobą komunikujemy.
Marcin, pozdrawiam cię bardzo serdecznie.
To akurat nie mój brat, ale mój przyjaciel, z którym absolutnie ciśniemy sobie bardzo.
Był taki moment, że prowadziliśmy nawet wspólne szkolenia.
On wtedy był łysy i miał duże, ciemne okulary i wyglądał naprawdę jak Skawiński, więc ja na niego mówiłem kombi i cisnąłem mu z tym strasznie, po prostu cisnąłem, a on niewiele myśląc odgryzał mi się, że wyglądam jak bolec.
Co nawet było wtedy bardziej prawdziwe niż teraz.
Dobra, ale świadomie się obaj zgadzaliście na ten układ.
I świadomie obaj sobie cisnęliśmy naprawdę bardzo mocno, nawet na oczach innych ludzi.
Absolutnie nigdy z nas nikt nie miał sobie, wiesz, takiego momentu, ale myślę, że mieliśmy w sobie bardzo dużo zgody na to, że jak ktoś by przyszedł i powiedział, wiesz co, nie czuję się z tym komfortowo.
Czyli używając takiej analogii jak z łóżka, że jak ktoś ci mówi, że nie lubi, jak mu wsadzasz palec w tyłek, to po prostu go tam nie wsadzaj.
Było prościej i krócej, a ty się rozwlekasz tutaj bez sensu.
Świadoma zgoda przede wszystkim.
o mówieniu miłych rzeczy.
Od prawie 20 lat pracuję jako trener gimnastyki artystycznej i generalnie moją rolą jest mówienie rzeczy niemiłych, bo trener jest od tego, żeby wskazywać błędy i sprawiać, że sportowcy stają się lepsi.
Ale wiemy, jak działa ludzki umysł i zanim znajdziemy ten błąd sportowy,
wskażemy go naszemu zawodnikowi, w moim przypadku zawodniczce, to staram się znaleźć bardzo dużo mocnych punktów, które wykonuję w choreografii dobrze, zanim wskażę ten błąd, nad którym musimy po prostu popracować, żeby jej nie zniechęcać, żeby dodawać jej skrzydeł i żeby ta uwaga o tym pojawiającym się błędzie była motywacją do dalszej pracy, a nie podcinała jej skrzydła.
Nie jest to proste, ale wiem doskonale, że jedno dobre słowo potrafi dziecko uskrzydlić i tmuchnąć w żagle.
No właśnie, od nadmiernego chwalenia jeszcze nikt nie zwariował, tak?
Poza tym właśnie pochwal najpierw, potem wskaż błąd.
Ale to nie są błędzie, czekaj, bo ja myślę, że czekaj, ja bym chciał tutaj w ogóle coś...
zaznaczyć jedną rzecz, bo moim zdaniem generalnie od wskazywania błędów to jest w ogóle sędzia, a trener jest od tego, żeby powiedzieć, że wiem, że możesz to zrobić lepiej i ja ci podpowiem, w jaki sposób możesz to zrobić lepiej.
konsekwentne przelewanie swojej wiary, że możesz to zrobić lepiej.
Jeżeli będziemy mówili, że coś zrobiłeś źle,
to myślę, że tutaj 100% trenerów się podpisze, to nie jest żadna informacja.
Znaczy to, że powiesz, hej, moim zdaniem źle wylądowałeś, nie ma żadnej informacji zwrotnej dla zawodnika.
Jeżeli powiesz, że wolałbym lub też rekomenduję ci lub też następnym razem wyląduj inaczej,
to to jest ta prawdziwa informacja.
Przecież żaden trener nie jest od tego, żeby mówić, co robimy źle, tylko pokazywać, w których obszarach możemy to zrobić inaczej, a to jest coś zupełnie innego, bo moim zdaniem to jest akurat jedna z najbardziej wspierających rzeczy, pod warunkiem, że przychodzę i mówię, wiem, że możesz.
Jestem absolutnie przekonany, że to jest w twoim zasięgu, że ty jesteś w stanie to zrobić i że to jest generalnie coś.
Nawet jeżeli jeszcze nie wierzysz w to, że możesz, to ja już wierzę, że to możesz i ja cię do tego poprowadzę.
To jest chyba coś, co droga słuchaczko chciałaś nam powiedzieć, a jak nie, to dziękuję, że powiedziałaś, że wskazujesz błędy, choć myślę sobie, że i tak tego nie robię.
Mówienie sobie miłych słów, szczególnie w usługach, to jest temat, który ma dwa obozy, przynajmniej w moim doświadczeniu.
Pracując kilkanaście lat w aptece, spotkałam się zarówno z pacjentami, którzy potrafili przyjść, powiedzieć żegnamy się przed wakacjami, przyjdziemy się przywitać, jak wrócimy z wakacji, ale też spotkałam się z pacjentami, do których uśmiecham się, mówię dzień dobry, w czym mogę pomóc i w odpowiedzi słyszę, dlaczego pani się za mnie śmieje.
Czy to zależy od złego dnia, złego samopoczucia?
To pewnie ta głosówka była w odpowiedzi też na moją storkę.
Na Instagramie poskarżyłam się na pewną panią w Biedronce, która notorycznie uważam, że skandalicznie się zachowuje w stosunku do klientów.
W stosunku do mnie zachowała się bardzo brzydko kilka razy i pewnie już do tej Biedry tam nie pójdę.
I to nie jest tak, że ktoś ma zły dzień, tylko ma najwyraźniej zły miesiąc, no bo to tak trzeba by było nazwać.
Niektórzy ludzie po prostu tacy są.
Nie mają tego takiego, nie wiem, barometru, takiego mierniczka, że gdzieś przeginają pałę po prostu.
Bo, nie wiem, rodzą się tacy, czy coś im poszło w życiu nie tak, że tacy są?
Ja wierzę kontekstowo.
Coś tam się dzieje.
I tak jak rozumiem, że z tej konkretnej perspektywy masz wybór, czyli możesz tam nie pójść, to myślę, że jeżeli ktoś byłby dla ciebie niemiły w środowisku, w którym musisz być regularnie, czyli na przykład w domu, to byłoby trudniej.
To ty je przygotowywałaś.
Tak, chłopak nagrał się, jak w Stanach Zjednoczonych, no dobra, to wam szybciutko opowiem.
Nagrał nam się słuchacz, który razem z siostrą projektuje odzież i jeździli do Stanów Zjednoczonych, próbowali tam sprzedawać te ciuchy, ale tam nauczyli się przede wszystkim tego, że ludzie nie mają problemu z tym, żeby zaczepiać się na ulicy.
On miał kiedyś taki płaszcz na sobie własnego projektu, bardzo szalony.
I zaczepiały go kobiety, mężczyźni i mówili, jak świetnie wyglądasz, jaki to jest świetny projekt, kto to robi, wow, jaki masz fantastyczny talent.
I najpierw czuł się bardzo onieśmielony czymś takim, bo nie potrafił tego przyjmować, a teraz się tego nauczył i próbuje to właśnie implementować tutaj na nasze polskie ogródeczki.
I mówi, że to całkiem nieźle działa, to znaczy, że to całkiem dobrze idzie i jest pełen nadziei, że i niebawem nauczymy się przyjmować komplementy nawet od obcych osób, kiedy ktoś nam mówi coś miłego, ale nauczymy się też dawać i mówić coś.
Ile razy idziesz na przykład sobie ulicą i myślisz sobie, Boże, jak ten człowiek jest fantastycznie ubrany.
Albo jaką ta dziewczyna ma świetną fryzurę i zachwycasz się i po prostu idziesz i gapisz się non-stop.
A dlaczego jej tego nie powiedzieć?
No może dlatego, żeby nie wyzwała policji, prawda?
Bo może pomyśleć, że jesteś walnięty, ale wiecie o co mi chodzi, że może to właśnie warto znormalizować.
Mówmy sobie miłe rzeczy, no nie tylko w domu, ale i poza domem.
Żebyśmy może zaczęli od tego momentu, że jak idziesz ulicą i zaczynasz się patrzeć na kogoś, to on, żeby do ciebie nie podchodził i nie pytał, czy masz jakiś problem.
Myślę, że to byłby już ten pierwszy dobry krok.
A myślę sobie, że najlepszym krokiem byłoby jednakże to, żebyśmy mieli gotowość do tego, żeby rozmawiać w domu.
Bo ważną częścią też rozmów domowych
I to jest w ogóle niesamowite, ale mimo tego, że jedzenie, wspólne jedzenie jest bardzo ważnym elementem komunikacji,
to niestety duża część osób objętych badaniem deklaruje, że ma coraz mniej czasu na to, żeby usiąść ze sobą razem.
Ja już kiedyś o tym rozmawiałem, znaczy kiedyś tutaj rozmawialiśmy, ale jeżeli jest jedna rzecz, którą naprawdę wyniosłem z domu, to były weekendowe śniadania.
I to jest najbardziej chyba taki zapamiętany przeze mnie moment, zarówno sobotnie, przypomnę, kiedyś były soboty pracujące, ale jak nie było soboty pracującej i nie soboty pracującej handlowej, tylko normalnie ludzie w biurach nawet pracowali w soboty kiedyś, to siadaliśmy całą rodziną, jedliśmy śniadanie, a niedziela to już w ogóle było święte.
że jemy śniadanie, że jemy obiad razem.
I ja myślę, że to są takie rytuały, które też nam uciekają trochę, że my po prostu w domach coraz rzadziej ze sobą siadamy, coraz rzadziej jemy ze sobą.
I to, co jest bardzo też ciekawe, to my coraz częściej już nawet mamy taką świadomość, że technologia nam przeszkadza.
I z jednej strony cieszymy się tym, że uwielbiamy udostępniać, nie wiem, rolki na Instagramie, TikToku z tymi wszystkimi historiami, że rodzina siada przy stole i do koszyka na środku kładają telefon.
A nie mam przekonania, że oprócz tego, że udostępniamy i mówimy, że to jest super, to konsekwentnie pilnujemy, żeby to był moment na to, żeby usiąść.
i dać sobie przestrzeń na to, żeby po prostu porozmawiać.
Dzisiaj czytałam też taki mały, malusieńki raport takiej bardzo dużej ogólnopolskiej firmy cateringowej, która zbadała to i doszli do wniosków, że o najważniejszych rzeczach, jakie dzieją się w firmie, rozmawia się najczęściej, wcale nie przez maila,
I tylko podczas wspólnego posiłku.
I dlatego to jest tak ważne, żeby na przykład w firmach, jeżeli są w miarę duże, a nawet te małe, żeby mieć kuchnię.
Nawet z kuchenką mikrofalową, gdzie możesz sobie odgrzać obiad i gdzie zbierają się ludzie w tej porze obiadowej i po prostu siedzą i trochę tak jakby w anturażu już nie do końca pracowym, rozmawiają ze sobą i oprócz tego, że bardzo często rozmawiają o takich swoich fajnych różnych rzeczach prywatnych, to także podobno tam są załatwiane czasami bardzo istotne sprawy takie służbowe, firmowe, że wcale nie przez maila, więc zobaczcie jak dużo to daje jednak wspólne spotkanie się przy stole.
No i teraz mamy przerąbane.
Bo teraz dostaniemy łomot od naszych słuchaczy, że jesteśmy osobami lobobującymi za powrotem do biur i że praca zdalna w ogóle chcemy im ją odebrać.
W domach rozmawiajmy trochę, ale chyba ja mam taką dużą też w ogóle refleksję, trochę też czytając ten raport,
żebyśmy zadbali o jedną bardzo ważną rzecz, a mianowicie, żebyśmy nie dążyli do tego, żeby było sprawiedliwie.
I to sprawiedliwie w takim rozumieniu, że wszystkim porówno, to jest rzecz, która bardzo późno ze mną u mnie się pojawiła i pojawiła się bardzo świadomie.
A mianowicie moi rodzice to jest jedna rzecz, którą naprawdę robili bardzo, według mnie z ich perspektywy bardzo dobrze, a mianowicie starali się mnie i mojego brata traktować równo.
To znaczy, że jak decydowali się na to, że nie wiem, jedziemy na wczasy, to jechaliśmy zawsze wszyscy razem.
I ja bardzo późno się nauczyłem tego jednego momentu, który brzmi Wojtek, masz prawo pojechać na weekend tylko z jednym synem.
I ja wiem, tobie się wydaje, że trzeba porówno, więc jak jedziesz, musisz wziąć dwóch.
A zaakceptuj po pierwsze to, że jeden może nie chcieć, to jest pierwsza rzecz, a po drugie rodzicielski czas sam na sam z jednym dzieckiem jest w ogóle czymś zupełnie innym niż rodzicielski czas z dwójką dzieci w moim przypadku.
bo one przy sobie się zachowują zupełnie inaczej.
Oni sami na siebie nakładają presję, że o niektórych rzeczach nie chcą rozmawiać nie ze mną, tylko ze sobą nawzajem.
Przy bracie tego nie powiedzą, więc dlatego też to mówię, bo jaram się strasznie, bo za tydzień jedziemy.
z jednym na koncert, co jest w ogóle strasznie fajne, no bo drugi już mnie wykluczył ze swojego życia i powiedział, że nie będzie ze mną już jeździć na koncerty.
Ale opowiadać o koszykówce także nie ma.
Ale nie, to właśnie z tym, który mi opowiada na koszykówce jadę na koncert, więc jadę z nim.
Więc myślę sobie, że będzie dobry koncert, ale najbardziej się cieszę na czas w samochodzie, bo będziemy musieli sobie dojechać do Gliwic i wrócić, więc mam nadzieję, że sobie dużo porozmawiamy o różnych ważnych sprawach.
Tylko we dwójkę jedziecie?
I w ogóle myślę sobie, że dbajmy o to, żeby znajdować taki czas,
I może w ogóle też to jest sposób też na naszych rodziców, że może zamiast siadać z nimi i mówić, dlaczego to robili, możemy sobie zabrać jedno z nich na weekend gdzieś i nadrobić ten czas, który uciekł.
Bez szukania winnych, bez zastanawiania się, dlaczego to zrobili, tylko z nadrobieniem wszystkiego, czego nam zabrakło.
Bo może tak jak ty z siostrą, jak sobie nawet po wielu latach powiecie, kurde, w sumie to nawet nie pamiętam, że to powiedziałam, przepraszam, ale przepraszam to, co powiedziałam, czego ty nie pamiętasz, to myślę sobie, że nasi rodzice też nie pamiętają bardzo wielu rzeczy, za które my mamy do nich żal.
Tak działa nasz mózg.
Ale myślę sobie, że też mają kilka rzeczy, za które oni mają być może do nas żal.
I żebyśmy sobie to powyjaśniali i żyli długo i szczęśliwie.
To ja teraz pójdę zjeść kolację z moim przyjacielem, z którym sobie pewnie porozmawiamy na długo nieporuszane tematy, a potem zadzwonię do mojego taty i zapytam, czy tego karpia zamroził i czy będzie go smażył na święta.
Nie ma takich dużych zamrażarek.
Chyba, że go wrzucił do Tesco gdzieś tam na dolną półkę.
11 kilogramów to jest większy niż indyk.
No tata złowił.
Dziękujemy wam bardzo za dzisiejszą dobrą rozmowę.
Zapraszamy oczywiście na grupę Dobra Rozmowa na Facebooku.
Piszcie komentarze na Spotify, na YouTubie, tam gdzie nas słuchacie, oglądacie.
Warto dobrze rozmawiać.
To był podcast Dobra Rozmowa.
A dobrej rozmowy słuchaliście dzięki T-Mobile Polska.
Ostatnie odcinki
-
Między dietą a życiem
03.02.2026 23:00
-
O różnicach, które nie dzielą
27.01.2026 23:00
-
O końcach, które były potrzebne, i początkach, ...
20.01.2026 23:00
-
Pasje, które łączą ludzi
13.01.2026 23:00
-
Najbardziej nietrafione prezenty
06.01.2026 23:00
-
How I met... miłość mojego życia?
30.12.2025 23:00
-
Święta, które każdy przeżywa inaczej
23.12.2025 23:00
-
Nie takie oczywiste świąteczne tradycje
16.12.2025 23:00
-
O wpadkach, które z czasem okazały się całkiem ...
09.12.2025 23:00
-
Odzyskane relacje o - powrotach, które dojrzewa...
02.12.2025 23:00