Mentionsy

Dobra Rozmowa
18.11.2025 23:00

Guilty pleasures - o rzeczach, które lubimy bardziej, niż chcemy przyznać

Każdy ma coś, co robi tylko dla siebie, w ukryciu przed ciekawskimi oczami innych, choć oficjalnie udaje, że absolutnie nie. Małe rytuały, nie do końca poważne wybory i przyjemności, które lepiej brzmią w myślach niż w rozmowie przy stole. W tym odcinku mówimy o naszych guilty pleasures: o rzeczach, do których niby nie wypada się przyznawać, ale które uparcie poprawiają nastrój. I może właśnie dlatego tak trudno z nich zrezygnować.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 323 wyników dla "Al Bundy"

Ależ dzisiaj będzie przyjemny temat.

Ja bym... I teraz właśnie myślę, że tutaj są dwie rzeczy, no bo są albo przyjemność wstydliwa, albo wzbudzająca poczucie winy.

I o tym będziemy pewnie dzisiaj sobie rozmawiali.

Ale widzisz, bo ja mam, ponieważ myślę sobie o tym temacie, odkąd zaczęłaś zbierać głosówki...

to ja mam generalnie przekonanie, taką wielką rozkminę swoją, co sprawia, że pewna przyjemność jest guilty, a inna nie jest guilty.

Jest jedna rzecz, która wzbudza we mnie bardzo duża poczucie winy, ale to jest moja ukochana forma prokrastynacji.

ale taka, która mnie w danym momencie przerasta, a w danym momencie przerasta najczęściej to oznacza, że jeszcze nie mam pomysłu, jak ją zrobić.

Magic Bottle to jest taka gra, jeżeli ktoś nie zna, polecam totalnie, gdzie przelewasz kolorowe, masz butelki takie laboratoryjne i masz tam poukładane różne kolory i musisz przelewać tak, żeby zrobić w końcu jeden kolor i tak dalej.

Ale na przykład mam też swoją farmę.

Nie, no normalnie mam farmę, którą zarządzam w telefonie.

Kiedyś na przykład miałem Tartag, gdzie w pewnej nocy się napieprzałem z Chińczykiem w challenge'u i byłem najlepszy na świecie.

Tak, ale po prostu widziałem, że gość w Chinach absolutnie ze mną rywalizuje i całą noc po prostu napieprzałem produkcję drewna, wiesz, na jakimś chorym poziomie w ogóle zdobywając, robiąc kolejne rozbudowy Tartaku i tak dalej, tylko patrzyłem...

czy go wyprzedziłem, czy go nie wyprzedziłem, czy go wyprzedziłem, czy go nie wyprzedziłem, czy zdążyłem zasiać dyredno, żeby później je zebrać i tak dalej, czy go nie wyprzedziłem i tak dalej.

Musiałem na to przewalić trochę pieniędzy, bo generalnie nie da się wygrywać z Chińczykiem, nie dopalając tego pieniędzmi.

Ale teraz, gdybym odpowiedział na pytanie, czy to jest w jakikolwiek sposób poczucie winy z tego, że gramy,

To znaczy dla mnie granie w gry, żeby prokrastynować jest czymś doskonale zrozumiałym dla mnie i absolutnie normalnym, ale w tobie to wzbudza poczucie winy.

Ale we mnie wzbudza poczucie winy to, że nie robię tego do pracy, a nie, że gram.

Znaczy wiem, o co chodzi w zadaniu, przerasta mnie na poziomie tego, jak mam sobie ułożyć projekt, rozpisać i tak dalej, i tak dalej.

czymś turbo dalekim od tej pracy.

Ale tak, są takie rzeczy, które mnie totalnie jarają.

Ja rozumiem, ale co wywołuje wstyd?

Ej, no ale jakby... No i?

To są złe filmy, po prostu złe filmy, one są przepalaczami czasu, to niczego nie wnosi do mojego życia, oprócz jakiejś takiej perwersyjnej przyjemności, kiedy sobie wyobrażam, że mogłabym tak żyć jako oni, mogłabym być nieśmiertelna, wtedy na pewno bym była cała piękna i w ogóle miała kupę forsy, bo widziałeś kiedyś biednego wampira, no raczej nie.

I to mnie, to napawa mnie troszeczkę wstydem, to znaczy... Ale czekaj, 90% filmów jest takich samych.

Całe kinoakcji, ono jest po prostu czasoumilaczem, takim totalnie turbo.

Czasami może być lepiej lub gorzej zrealizowanym.

Albo w muzyce country.

I mimo szczerej mojej miłości do tego filmu i mimo tego, że ta muzyka idealnie pasuje do tego obrazu, to po prostu... Myślałam, że sobie w łeb strzelę, no.

Ja dalej uważam, że każdy facet powinien mieć w domu kowboje.

I to nie było tylko dlatego, że miałem taką fanaberię, że powinienem je mieć, choć dalej uważam, że jest kilka butów, które trzeba mieć.

Ale jakby wierzę, że po prostu... Nie, ale wierzę, że według najnowszych raportów, w ogóle generalnie raport, który właśnie opublikował Spotify, na świecie hip-hop leci w dół.

bardzo ładnie się odbił rok i rok wraca, ale nie tak szybko jak country.

Znaczy, totalnie jakby znajdę ci, podeślę, jest piękny ostatni raport właśnie opublikowany przez Spotify'a dotyczący słuchalności.

i spać dalej.

Nastawiłeś sobie budzik celowo, żeby go wyłączyć i żeby to była miła chwila uświadamiająca Ci, że możesz iść dalej spać?

Nie, ale miliard razy zrobiłem tak, że nastawiłem budzik absolutnie z przekonaniem, że wstanę, po czym rano podjąłem decyzję zgodnie z kiedyś moim ulubionym fanpage'em.

Budzik mnie obudził, ale nie przekonał, więc tylko wyłączałem i szedłem dalej spać.

Ale wiesz co, ja tę głosówkę nazwałam w ogóle idealna definicja guilty pleasure, bo jest dla mnie to akurat, o czym ta słuchaczka opowiedziała, bardzo piękną definicją guilty pleasure.

Ale wydaje mi się, że to jest taka naprawdę bardzo ładna definicja właśnie guilty pleasure, że żeby poczuć, jak mi jest przyjemnie, to muszę sobie tam coś też takiego dziwnego wprowadzić, jakiś dziwny element.

absolutnie z kolei dla mnie definicją czegoś, co jest moim ukochanym, życiowym hasłem, czyli it's okay to live a life that other don't understand i to jest coś, co jest przepiękne, znaczy nikt nie musi tego rozumieć i ja właśnie tego kompletnie nie rozumiem, znaczy jak miałbym wolny dzień, to ostatnia rzecz, którą bym chciał sobie zrobić, to wybudzić się tym budzikiem, ale rozumiem, że po prostu tak masz i spoko.

Bo ja naprawdę byłem totalnie, i teraz mówię zupełnie wprost, byłem totalnie przekonany, że w dzisiejszym świecie, czyli w 2025 roku, już moim zdaniem tak daleko mamy, wiesz, przesunięte granice normy, że nic, że nic nie, znaczy, że generalnie powinniśmy, no bo są tylko...

Wstyd jest pochodną dwóch elementów, czyli albo norm społecznych i kulturowych, czyli, że generalnie, nie wiem, tak?

I to jest, wiesz, takie totalne zaprzeczenie, wiesz, normy kulturowej, która się pojawia.

Albo mężczyzna ubierający się w damskie ciuchy, co tak naprawdę ten pierwszy przypadek, o którym powiedziałeś, to teraz już się to wszystko tak bardzo przesunęło, że to jest normalne, że dziewczyna chodzi w spodniach, ale nadal nie jest do końca normalne dla ludzi, że facet mógłby chodzić w sukience.

albo, nie wiem, w damskiej bieliźnie, albo coś w tym stylu, tak?

Czyli tutaj, no to tak było przecież w tym serialu Potwór, tak?

Ale jak nie?

Albo ty, ty chodzisz w spódnicach.

Ja chodzę w spódnicy, ale to tylko dlatego, że jak o tym powiedziałaś, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co może być wygodnego w sukience.

Ale może po prostu moja... Nie ciśnie w pasie.

I ta regulacja jest nawet do 10 centymetrów, więc totalnie jestem w stanie... Czyli po dobrym obiedzie u mamy po prostu przekładasz tylko na... Mało tego, jestem w stanie nosić je, a już mam to sprawdzone, w wakacje, kiedy jestem w turboformie.

I naprawdę mam przekonanie, że zrobiłem formę na lato bardzo dobrze i wyglądam wspaniale i tak jak teraz na przykład, dalej są dobre, jest dalej okej.

Moim guilty pleasure jest łamanie tabliczek czekolady w sklepach, a szczególnie mam żniwa, kiedy jest Boże Narodzenie i są te mikołaje, takie czekoladowe, które są puste w środku i jak je zgnieciesz, to się od razu łamią, albo zajączki na Boże Narodzenie.

Niestety to guilty pleasure przekazałam dalej swoim dzieciom, synom, w zasadzie jednemu, bo jeden też się podobnie jak mąż wstydzi, drugi podąża za mną, też łamie te tabliczki czekolady, a jak jest Boże Narodzenie to krzyczy na cały sklep.

I mam się wstydzi i tak czasami opierdala, że Boże, jakbyś sama trafiła na taką połamaną tabliczkę czekolady.

Ty, ale czekaj, jesteś demonem zła.

Jejku, ale Jezus.

Cały sobą się wewnątrz śmieje, ale wiem, że nie powinienem.

Ale widzisz, no dobra.

Ale ja myślę, że to jest guilty pleasure, które i sprawia, że ona się czuje winna.

Ale widzisz, to i teraz znowu, znaczy ja nie wiem, czy ona się czuje winna, bo ja, to jak o tym powiedziałaś, dobra, powiem to głośno.

No ale faktycznie jest tak, że... Czyli coś, co przypomina... Coś, co przypomina... Penisa.

Ale to jest coś, co ja, ponieważ jestem aktywnym...

To, co kocham robić, to jak prowadzę szkolenie w sali obcej, czyli na przykład gdzieś w hotelu albo u kogoś w sali konferencyjnej, to wychodząc, totalnie kocham przewinąć kilka kartek do przodu.

Czasami jest to dokładnie zgodnie z symbolem grupy, czasami jest to taki moment, kiedy sobie piszę jakieś śmieszne hasło i tak dalej.

I zawsze zostawiam ludzi i sobie wyobrażam zawsze ten moment, że wchodzi do tej sali jakiś inny prowadzący, rozpoczyna prowadzić jakieś bardzo poważne szkolenie, rozpisuje na flipchartcie bardzo ważne dane, jest w takim, wiesz, turbo skupieniu i tam leci z taką uwagą, pisze, no i tu, słuchajcie, będziemy robić takie targety, cele i tam pisze, przerzuca kartkę,

Ale to, lubię to robić.

Ale znowu, ja się tego w ogóle nie wstydzę, w takim sensie, że uważam, że gdyby ktoś mnie spytał, Wojtek, czy to jest, bo widzisz, czy to jest, ludzie, którzy czasami są przy mnie i to robią, mówią, Wojtek, masz 50 lat, może byś już nie zachował się szczeniacko.

Ale oni uważają, że powinieneś się tego wstydzić.

A mnie to za każdym razem bawi, jak ja sobie wyobrażam, bo mnie najbardziej bawi ten moment, jeszcze nigdy nikt mi nie powiedział, kto się wyobrażał, ale ja wyobrażam sobie, że w tej sali jest jakieś bardzo ważne spotkanie.

A wylizałbyś publicznie talerz w restauracji?

Ja bym nie wylizał talerza, ani publicznie, ani prywatnie.

Wiesz, wylizujesz talerze.

Moja siostra lub mój tata, czyli jedyne osoby w moim życiu w sumie, przy których wylizywałam kiedykolwiek talerze, są nadal jedynymi osobami, przy których mogłabym to zrobić.

I mimo, że się do tego przyznaję, to myśl o tym, że ktoś by mnie zobaczył z wywalonym jezorem.

Jak po kluskach śląskich z sosem, takim grubym, gęstym sosem wylizuję talerz i tak ktoś by mnie widział, przyprawia mnie o dreszcze, rozumiesz?

No nic, no wylizujesz talerz, no dajesz do zmywarki, po prostu nie musisz go spłukiwać.

Obrońców wylizywania talerzy.

Zależy w którym kręgu kulturowym.

No, przecież, nie wiem, w wielu krajach, nie wiem, choćby afrykańskich, no w takim Maroku na przykład też, gdzie ostatnio byłam, też można by było jeść palcami.

No jakby to jest normalne, tam nie masz sztućców.

On absolutnie kocha, kocha, kocha, kocha, ale po prostu no...

W związku z czym to jest naturalna rzecz, że ma po prostu dużą potrzebę też do stymulowania.

Okej, ale co on je rękami?

Ale jeżeli ma schabowego, to sobie go najpierw pokroi, a potem wkłada do ust palcami te kawałki?

To wolałby sobie pokroić i jeść, choć bardziej jest prawdopodobne, że wtedy zjemy go normalnie, ale już wszystkie rzeczy, które można jeść,

Tak, to w ogóle mówimy o detalu.

Problem polega na tym, że myślę sobie, że on jest w stanie udowodnić, że większość dań da się spokojnie zjeść palcami.

Mało tego, on uważa, że po prostu jedzenie palcami jest smaczniejsze.

Ciekawa jestem, jak zareagowaliby ludzie w restauracji, gdybym poszła z twoim synem na obiad i gdybyśmy podziękowali za sztućce.

Żeby była jasność, on miałby z tym totalny luz, w takim sensie, że on akurat jest, kocham go najbardziej na świecie, bo on jest dowodem na to, że guilty pleasure nie istnieje.

Generalnie jakby jest totalnie pod tym względem wyluzowany.

Ale...

Ale mnie te dramy w tym programie tak rozbawiają, one mi tak poprawiają humor i myślę sobie, że oni muszą mieć fajne też życie, bo chyba nie mają innych problemów, skoro potrafią się pokłócić o takie rzeczy albo tak knuć na siebie gdzieś tam, kombinować, ale oni nie, nie grają tam, wszystko jest po prostu, nikt nikomu nie robi pod górkę, oni wszyscy się kochają tam, lubią i tak dalej, po czym odwracają.

Oczywiście nie powiem tego tak oficjalnie, że tak, że oczywiście ja to oglądam, bo to jest wartościowe i tak dalej.

Nie jest, ale mi to tak poprawia humor i tak powoduje chyba to, że jakiś tam stres takiego codziennego dnia i pracy po prostu ze mnie schodzi przy oglądaniu tego.

No dobra i tu wiem, że moglibyśmy się bardzo ładnie odpalić.

Ale przyszło kilka, no bo to jest temat rzeka właściwie, jeżeli chodzi o te reality show, a że sam pracowałeś przy m.in.

Ale ja myślę, że powinniśmy posłuchać jeszcze przynajmniej jednej lub dwóch głosówek na ten temat, bo zebrałam je do kupy.

Natomiast jakie to jest dla mnie socjologicznie ciekawe, jak niektórzy są sprytni, jak do celu idą, no wow, ale co lepsze, umiem się umawiać ze znajomymi, kiedy wiem, że jest Hotel Paradise, że muszę być w domu, nie umawiam się wtedy, a już nie daj Boże, że ktoś do mnie przyjdzie i siedzi, a ja wtedy go nie słucham, tylko myślę o tym.

Niech on już wyjdzie, bo ja nie wiem, co tam Ania zrobi z Piotrem albo Anitka, czy zostanie sama.

Ale nikomu o tym nie mówię.

Znaczy mówię, moja najlepsza przyjaciółka, przy której myślę na głos, wszystko wie, ale publicznie się do tego przyznam, ale mam nadzieję, że nikt mnie nie pozna po głosie.

Osoby odpowiedzialne za casting do tego programu powinny dostać, nie wiem, jakąś potrójną premię, bo to, co tam się działo, te dramy, Boże.

Nie obejrzałam nigdy nawet pół odcinka tego typu reality show, bo tam wiem, że są tam jakieś Love is Blind, czy tam Hotel Paradise, Love is Blind, co tam jeszcze było.

Nie obejrzałam, mimo że dziewczyna, którą followuję na Instagramie, czyli Michalina Grzesiak,

Ale mnie bawi ona, komentująca to wszystko, a nigdy nie widziałam nawet pół odcinka tego typu programu.

Czy ja bym nie miała poczucia cringe'u, bo mnie powstrzymuje przed oglądaniem takich rzeczy właśnie to takie, ten cringe, no nie wiem jak to nazwać po polsku, ja nie wiem w ogóle jaki jest odpowiednik cringe'u po polsku, ale mam takie uczucie wtedy, że tak się... Zażenowanie.

zażenowanie, że ja się tak bardzo wstydzę za to, co się dzieje na ekranie, że miałabym ochotę, wiesz, zapaść się pod ziemię albo schować się pod stół i szybciutko to wyłączyć i w ogóle o tym zapomnieć i wymazać to z pamięci, więc ja mam trochę tak.

I boję się, że jakbym ten, to, albo jakieś kardaszjanki, to bym spadła jak śliwka w kanalizację.

Ale to za chwilę.

Po pierwsze zajmuję się, prowadzę biuro doradztwa personalnego, czyli

Specjalizuję się w rekrutacjach masowych, czyli umiem robić budowanie i rekrutację całych zespołów.

Jestem absolutnie na fali, jeśli chodzi o kumanie zależności w zespole.

Dzisiaj wiem, że wiedziałem bardzo mało, ale wtedy mi się wydawało, że naprawdę dużo kumam.

Jestem zafascynowany dobieraniem ludzi pod względem cech osobowościowych i temperamentalnych.

Już kiedyś rozmawialiśmy, że ja generalnie jestem słaby w popkulturę, w takim sensie bieżącą, jestem dobry w tą, która jest trochę starsza i za każdym razem mam trochę lat opóźnienia.

Ale jadę do Warszawy, w międzyczasie się dowiaduję, że to będzie Big Brother.

Generalnie w Polsce nikt nie wie, o co chodzi w Big Brotherze.

Wiem tylko jedną rzecz, że jest skandal i że Polskie Towarzystwo Psychologiczne w ogóle wyraziło swoją sprzeciw, że ktokolwiek weźmie w tym udział, to go skreślą z listy.

Wchodzę do sali konferencyjnej, gdzie przyjeżdżają Holendrzy, którzy są producentami tego programu i oni mi rzucają na stół takiej wielkości książki telefonicznej Bible Book, czyli książkę programu, całe założenia, wszystkie rzeczy i mówią mi, i teraz wyjaśnię jedną rzecz dla tych, którzy mówią, że ta rekrutacja jest wybitna.

I jeżeli ktoś myśli, że reality show jest reality show, nie, tam jest książka wielkości tego i tam jest wszystko napisane, co się musi wydarzyć.

Bo faktycznie, niewiele myśląc, kilka miesięcy później, z gigantycznym wsparciem całego zespołu redakcyjnego, ale też bardzo dobrą współpracą jeszcze z psychiatrą, z drugim psychologiem, piszemy cały model rekrutacyjny, w ramach którego wybieramy takie osoby jak, nie wiem, Gulczas, Klaudiusz, Manuela i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

Jak program ruszył, to ja przez pierwsze cztery dni, cztery dni, w rozumieniu cztery doby, cztery razy dwadzieścia osiem godzin, ale nie wyszedłem z tego.

Znaczy ja siedziałem, jak wiesz, w takim sensie, że ja spałem wtedy, kiedy oni spali.

Znaczy żyłem w 100% na żywo z ekipą, bo mój poziom zafascynowania tego, co tam się dzieje i właśnie jakie wchodzą interakcje, co się pojawia i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, był tak duży.

że ja po tych czterech dniach powiedziałem sorry, ale muszę wyjechać, a wtedy mieszkałem na stałe w Trójmieście, więc powiedziałem, że muszę jechać do domu, bo muszę się zresetować, bo jak nie wyjadę, to sto dni wielkiego brata przesiedzę razem z nimi.

wyjechałem na tydzień, odciąłem się od takiego cyklu i byłem w stanie żyć normalnym cyklem produkcyjnym, czyli że tylko dostawałem już zmontowane materiały z dnia i nie miałem potrzeby obserwowania ich na stałe.

Ale to chcesz powiedzieć, że to cię na swój sposób uzależniło?

Uzależniło.

Ale to uzależnia, znaczy ten moment, kiedy jesteś członkiem czy jakiejś innej dramy i obserwujesz inną dramę, która jest lustrem

Tak naprawdę wielu naszych pragnień, zachowań i tak dalej.

No i musieliśmy mieć Janusza, czyli archetyp zasad takich, wiesz, moralności, prawilności i wielu innych rzeczy i wiedzieliśmy, że się zetną, nic dziwnego, ścięli się, tak?

miłość, w związku z czym musieliśmy wprowadzić osoby, które w naturalny sposób zbudują ze sobą miłość.

Musieliśmy mieć konflikt bardzo silny, żeński, więc była Gośka i Alicja, które w naturalny sposób musiały mieć ze sobą konflikt, no bo jak wiesz...

to oczywiście, żeby odrzucić trochę tych pierwszych, których nie mieli szczęścia, no to było bardzo łatwe, ale jak już później zostajesz, nie wiem, z pierwszą trzydziestką, to im poświęcasz dużo czasu, tak?

Tam naprawdę już jest mało prawdopodobieństwa tego, że się walniesz w takim sensie, że ktoś się zaskoczy tak bardzo, że nagle nie zrobi swojej roli, mimo tego, że na przykład tak się zakładaliśmy, kto wygra, to oczywiście nikt nie wygrał, tak?

Znaczy generalnie zakładaliśmy do każdego odcinka, kto odpadnie, nie mieliśmy pojęcia, kto odpadnie.

I tak dalej, i tak dalej.

I nie trafialiście?

A powiedz mi, a myślisz Wojtek, że to jest nadal w taki sposób, dokładnie w ten sam sposób rekrutuje się ludzi do tego typu programów?

Zmieniła się jedna rzecz i to już widziałem, no bo zrobiłem później, jeszcze zrobiłem, nie wiem, większość programów o sportach ekstremalnych albo o strachu, Fir Faktor, wszystkie edycje polskie robiłem, dobór uczestników i ten nieustraszonych, czyli polską wersję Fir Faktor, czyli na licencji.

Miasto Marzeń, w ogóle taki bardzo fajny koncert, więc robiłem dużo później programów, ale tak naprawdę jedynym czystym, względnie czystym reality show była jedynka Big Brothera, bo to byli jedyni ludzie,

No tak, ale też oni nigdy nie widzieli z zewnątrz.

Ludzie, którzy startowali już w dwójce, mieli już dwie perspektywy.

Oczywiście też trzeba pamiętać, że to było bardzo ważne, bo to było jednakże przed światem social mediów, więc w naturalny sposób byliśmy podekscytowani tym, że nagle, wiesz, prywatni ludzie pokazują swój świat.

która by przyznała się, że ogląda, ale wszyscy wiedzieli dokładnie, co się wydarzyło w każdym odcinku.

Wszyscy uważali, że generalnie... I to wiesz, nawet mówię, nie wiem, jakby...

osoby ze środowiska psychologicznego, z którymi, którzy w ogóle wydawali wszystkie oświadczenia, że nie wolno tego oglądać, po czym dzwonili do mnie i mówili, a co tam się wydarzyło.

I to był taki moment już naprawdę takiego dualizmu gigantycznego, więc jestem w stanie sobie wyobrazić, że dzisiaj wszystkie pozostałe formuły są dokładnie takie same.

Jedna z najważniejszych książek i tak jak generalnie już dzisiaj nie jestem bardzo mocno przywiązany do Freuda, mimo tego, że długo byłem freudystą i byłem bardzo mocno osadzony w jego myśleniu, czyli Kultura jako źródło cierpień, w którym dokładnie Freud wyjaśnia bardzo mocno

jak ramy kulturowe, społeczne, oczekiwania, wymagania, wszystkie takie, wiesz, normy, co jest dobre, co jest złe i tak dalej, powodują faktycznie nasz gigantyczny rozłam na poziomie ego i super ego, tak, i jakby tego elementu, w którym dochodzimy do takiego momentu, po to tym, kurde, ja chciałbym biegać po ulicy, wiesz, boso i tańczyć w deszczu,

ale nie wypada.

No tak, tylko rozmawialiśmy już o tym, że w różnych miejscach na świecie to samo zachowanie będzie zupełnie inaczej odbierane, ale weźmy tutaj taką mikroskalę, czyli nasz mały światek, naszą Polskę.

Ja nie mówię o tobie, tylko że generalnie, wiesz, i teraz zobacz, jak bardzo norma kulturowa nas nakłada, że jeżeli robisz rzeczy, które nie są przypisane, to doprowadzamy do tego, do tej sytuacji, że generalnie, nie wiem, nie możesz usiąść.

W sumie to chyba chciałbym żyć w świecie, w którym walnę gafę i nie będę zażenowany.

A oprócz tego, będę to po raz kolejny powtarzał, dobrze albo źle to się wypada na czyimś tle.

Myślę sobie, że to jest tło, na którym kochamy wypadać, bo z jednej strony żyjemy innym życiem, a możemy sobie powiedzieć, że my byśmy zachowali się inaczej.

ale ponieważ już mogliśmy sprawdzić w internecie, a przynajmniej w jakimś dziwnym trafem już wiemy, to możemy cisnąć bekę, he, he, he, jak to mogłaś nie wiedzieć, mimo tego, że zapominamy o tym, że tam był stres, tysiąc różnych rzeczy i tak dalej, więc totalnie ja uważam, że w ogóle Hotel Paradise nie powinien być guilty pleasure, jeżeli ktoś ma guilty z tego powodu, to niech wzmacnia swoje pleasure.

Moje guilty pleasure to, uwaga, oglądanie reality show typu Hotel Paradise, Kardashianki, Królowe Przetrwania i te wszystkie inne dziwne pożeracze czasu, które absolutnie niczego nie wnoszą w moje życie, ale jak już zacznie się to oglądać, to nie da się przestać.

Sama z siebie się śmieję, że w ogóle wciągnęłam się w coś takiego, ale nie jestem w tym sama, bo są też w tym moje dwie przyjaciółki, z którymi zarażamy się wzajemnie tego typu programami i potem oglądamy i komentujemy.

To jest takie durne, ale po prostu uwielbiam.

Potem oczywiście śledzę ich losy na Instagramie i sprawdzam, czy dalej są ze sobą.

Dalej będę mówił to samo.

Ja bym chciał, żeby było mniej wstydu, choć dalej pewnie, ale też wiem chyba, co jest.

I na przykład mam pytanie od razu, czy słuchaczka, która łamie czekolady na przykład starała się kiedyś połamać pory albo marchewki i czy generalnie to jest dokładnie tak samo.

Ale potem sobie pomyślałam, że w zasadzie ja to się tego nie wstydzę.

On twierdzi, że się wstydzi za mnie, że generalnie to szkoda marnować czasu na takie programy.

Ale to zawsze wygląda tak, że mniej więcej tak przy czwartym odcinku kolejnego sezonu, to mąż już na dźwięk dżingla siada w fotelu z chipsiochami, a potem wykrzykuje do ekranu, jak ona mogła, co za frajer, miała być z tamtym.

Ale ja wyobraziłem sobie samochód i jak ona dopowiedziała, że pieszo, to jest cudowne.

No, ale mnie tutaj najbardziej wybrzmiało to, że ona powiedziała, że do tego stopnia to jest u niej jakieś uzależnienie, że ściga się nawet z tymi, którzy idą w odwrotnym kierunku, czyli mijasz kogoś na pasach i sprawdzasz, czy on już doszedł do krawężnika przed tobą, zanim ty, wiesz, doszedł do krawężnika.

Ale tego się nie trzeba wstydzić, bo tego prawdopodobnie nikt nie zauważa.

Ty wyobrażasz sobie na pasach spotkać drugą taką osobę jak ty, która robi dokładnie to samo i patrzy cię na siebie z taką złością i popierdalacie w dwóch różnych kierunkach.

I tam jeszcze jakaś ładna blondynka z taką chusteczką, którą robi, tak jak w tych wyścigach nielegalnych samochodów.

co w praktyce oznacza, nie wiem, słowa mojego ojca do tego, jak trzeba wstawać, czyli że trzeba wstawać szybko i nie wolno gnić w łóżku, bo poradne leżenie to jest gnicie w łóżku, że generalnie jak ci się nudzi, to zdejmij ubrania im i je pilnuj.

Znaczy, że w takim sensie, wiesz, śmieję się, ale że...

A później ocenianie wszystkich rzeczy, które robisz, czyli że po co grasz w tę grę głupią i tak dalej, co później powoduje, że jak tak oceniamy, to dzieci nie uczą się mniej grać, tylko jak bardziej ukrywać, że grają, czyli po prostu mają otwarte na drugim pulpicie coś innego, co...

Albo teraz jest chyba tam Selling coś innego.

Czyli o faktycznie a la reality show, bo to nie jest takie pełne reality show, z kolei o sprzedawcach domów w Stanach.

Sunset, czyli w Kalifornii.

To nie jest zbyt górnolotka na rozrywka, ale poziom dram, które tam jest i ja faktycznie za każdym razem, jak Karolina to robi, to nie zwraca mi uwagi, ale patrzę na nią, bym powiedział tak trochę z pogardą w takim rozumieniu, Jezus,

Ale jak nie daj Bóg, przechodząc, siądę na kanapie.

Więc tak, mimo że, tak, i to totalnie rozumiem tym, ale to nie jest moje guilty pleasure.

Dalej uważam, że to jest guilty tylko dlatego, jak ktoś inny to ocenia, a nie jak tobie to sprawia przyjemność.

Ale to mnie totalnie odpręża.

Totalnie mnie odpręża.

Ale tak, to jeżeli są takie największe szmiry na świecie, to mam potrzebę zobaczyć je na własne oczy.

Ale lubię, no co zrobię?

No, oglądanie starych fragmentów klanu można potraktować jako pewne sentymentalne podejście do seriali polskich.

Wiesz co, ja mam teraz znowu taką rozkminę, trochę nawiązując do tego, co kiedyś rozmawialiśmy o presji mediów społecznościowych, czyli że porównujemy czyjąś wystawę do swojego zaplecza, czy też witrynę.

Albo, że wrzucił książkę, która jest totalnie mało ambitna.

Łatwiej mi jest wrzucić pewnie informację, że jestem w Operze Narodowej w Teatrze Wielkim na Balecie, niż to, że jestem dokładnie na koncersie Martyniuka.

I żeby była jasność, w tym sensie totalnie wyobrazić bez najmniejszego problemu osobę, która chodzi i tu, i tu.

Nie wiem, może to jest powiązane z tym nerwem błędnym, który jest po prostu w uszach i daje to poczucie przyjemności, no ale jest to zdecydowanie moja taka przyjemność, która nie jest do pochwalenia, a raczej do poczucia zażenowania.

A nie masz czegoś takiego, że czasami jest taki cieniutki patyczek i on wejdzie ciut za daleko?

Znaczy ja bym sobie nie sprawiła bólu, rzeczywiście, ale jest coś takiego, że czasami...

Ale że kręci cię to?

Ale co, że inne osoby nie są delikatne?

No nie, no ale to nie jest, wiesz, jakby niech inne osoby zajmują się tym właściwym punktem G, dobrze?

Ale patyczkiem do uszu?

Ale uważam, że tak powinno być.

Ale jako milenials wychowany na dzikim wschodzie nie miałam takich możliwości w czasach swojego dzieciństwa czy czasów nastoletnich, a od zawsze lubiłam muzykę.

A teraz jest to dla mnie takie normalne, aczkolwiek bardzo to doceniam.

Ale też takim drugim guilty pleasure, i to też znajomi troszkę się z tego śmieją, jest granie o takie bilety koncertowe w radiu.

Ale może tutaj dzieje się to, o czym mówiłeś, że z dzieciństwa nam się to bierze, znaczy czegoś tam kiedyś brakowało.

Klocki Lego są po prostu modne i być może dlatego nikt się z dorosłych układających klocki Lego nie śmieje, bo klocki Lego są modne i drogie, bo gdzieś tam popkultura postawiła je na takim piedestale, że...

No, pewnie jakieś tam, nie wiem, serie zbiegów okoliczności sprawiły, że klocki Lego stały się fajne i każdy tak naprawdę w każdym wieku może się nimi bawić i to nie jest jakiś taki atrybut bardzo dziecięcy, ale umówmy się, że już inne klocki, gdybyś zaczął układać inne klocki, to pewnie ktoś by pomyślał, że jesteś nienormalny, no masz 50 lat i układasz sobie klocki.

No dobrze, czyli nie wiedziałam, jak do tego doszło, ale... Marka celowo powiedziała, że zrobimy z czegoś, co było guilty pleasure, coś, co będzie kultowe i pozbędziemy ludzi wstydu.

Ja uważam, że gdyby Krzysztof Zalewski nagrał piosenkę z Zenkiem Martyniukiem, Zenek Martyniuk przestałby być guilty pleasure.

Znaczy pewnie pewne kręgi powiedziałyby Krzyśkowi Zalewskiemu, że jest wieśniakiem.

Nie, myślę, że nie to, ale myślę sobie, że... Ale rozumiesz, no upraszczam bardzo tutaj, upraszczam, ale chodzi mi o pewien taki schemat, że wyciągnięcie ręki po coś być może przez osobę, która ma dobry PR...

Ale zobacz, są takie rzeczy, które mimo tego, że miałyby bardzo duży potencjał na to, żeby być elementem wstydliwym, jednak nie są.

trochę zradykalizowanym kibicem.

a dalej chodzą na Legię na żyletę.

I dalej, mimo tego, że pewnie ich stanowisko, rola, funkcja społeczna powinna już ich przenieść do loży biznesowych i spokojnie mogliby to dalej robić, to dalej bardzo często są w tamtej przestrzeni...

I gdybyśmy kogokolwiek z nich spytali, czy mówi o tym wprost, to pewnie, wiesz, totalnie bez najmniejszego problemu.

Pewnie starają się nie chodzić na ustawki już, ale bardziej dlatego, że głupio byłoby pójść na narady z zarządu z wybitym zębem.

I teraz się zastanawiam nad tym, bo to, wiesz, przepraszam bardzo, ale porównując to do takiego bardzo, bym powiedział,

prostego podziału na ludzi kulturalnych i niekulturalnych, tak?

że ty jako osoba, która nie słucha ani disco polo, ani hip-hopu, patrzysz na odbiorców hip-hopu i na odbiorców disco polo i być może to ty właśnie dzielisz ich na tych, no jednak lepszych i gorszych, ze względu na, nie wiem, cechy charakteru, pochodzenie i tak dalej, nie?

że tutaj tych kojarzysz jednak z tymi chłopakami z blokowisk, którzy mieli tam, nie wiem, ciężki start, a mimo wszystko coś tam próbowali robić, a tutaj tych kojarzysz tylko z tym, że na traktorze na przykład chleją wódę.

Ja bym na przykład optowała za tym, że to się wzięło stąd, ale nie mam pojęcia, bo kto...

ustalił i kiedy, przepraszam, że jakaś muzyka jest tą muzyką wyższą, a jakaś jest niższą i tak dalej.

Ale już na przykład Italo disco... Wraca moda na Italo disco.

Totalnym.

Choć ja nie mam też przekonania, że mogę być ekspertem od tej muzyki, bo myślę sobie, że... Od muzyki nie, ale wiesz co, ja lubię się jednak ładnie posługiwać językiem.

Nie, ale chodzi mi o to, że z wyjątkiem pewnie...

największego hitu, który pierwotnie miał być parodią, czyli Mydełko Fa, i to znowu pokazuję, jak jestem stary, a ze współczesnych hitów to pewnie zatrzymałem się, że przez te oczy zielone, zielone i tak dalej, to z wyjątkiem tego, że to na każdym nikt tego nie słucha, a na weselu wszyscy śpiewają, czy to jest najlepszym dowodem tego, że jednak wszyscy znamy, to nie wiem, jakie są pozostałe teksty w tej chwili.

No, miałam kiedyś, może to było moje guilty pleasure, że miałam kiedyś taki moment, że analizowałam sobie teksty właśnie disco polowe, może nie tak, że siadałam i sobie wiesz... Ale co, normalnie co poeta miał na myśli?

Albo odwagę z odważnikiem.

No na przykład, więc nie zapędzajmy się, ale tak, no kurde, no widzisz, to jest trochę znowu o tym, czym mnie ujmie drugi człowiek.

Nie mam nic do tego, że się ludzie przy tym bawią, no ale ja jednak lubię, jak tam coś ładnie leci słowem.

To ja wracając jeszcze do koncertów, bo od tego do tego, to był nawet przed nagraniem tej audycji rozmawialiśmy.

Miałem tę przyjemność, że mogłem być tam na pełnym legalu bez Guilty Pleasure, to znaczy bez Guilty, bo byłem z synem, więc mogłem udawać, że jestem na tym koncercie tylko dlatego, że dziecko chciało, żebyśmy pojechali.

Totalną.

Ale takim guilty pleasure, którego kiedyś się wstydziłam było to, że...

Uważam, że każdy ma coś, co lubi najbardziej i to nie moja wina, że ja lubię akurat leżenie i mogłabym być w tej konkurencji multimedalistką.

Znaczy ja nie lubię nic nie robić tak zupełnie, ale to moje leniuchowanie polega na bardzo różnych czynnościach dodatkowych, czyli na przykład właśnie oglądanie albo scrollowanie kotków na TikToczku i tak dalej.

Czyli jeżeli leżysz tak po prostu, to jest to wyrzuty sumienia, ale jeżeli już scrollujesz kotki, to jest okej.

Nie, w ogóle wszystko jest okej, wszystko jest okej, także bycie leniwą bułą jest też spoko, ja mam dokładnie to samo, czyli też zdaję sobie sprawę z wartości zdrowotnych uprawiania sportu, też go nie uprawiam, bo mnie męczy, bo mnie nudzi, bo jest niefajny i tak dalej, więc no tak mamy, no Boże Święty, co się będziemy biczować za to, bo aż... To jak o tym mówimy, ja mam jedną rzecz, która jest...

ja nienawidzę seriali.

Z jednej strony kocham seriale, w takim sensie szczególnie dobrze, ze dobrym, zbudowanym bohaterem i wszystkie inne rzeczy, ale nie lubię tej formuły, bo seriale z definicji, szczególnie te Netflixowe i tak dalej, trwają za długo.

Znaczy nawet jak ktoś ma, nie wiem, sześć odcinków, osiem odcinków, to generalnie dałoby się tę historię opowiedzieć w formule filmu fabularnego i by trwała dwie godziny.

Znaczy jak zacznę oglądać serial, a najczęściej jest to ten moment, że Karolina mówi, chodź, pooglądamy serial.

masz dużo rzeczy do zrobienia kolejnego dnia, a robisz taki numer, po czym absolutnie jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak wyjdzie kolejny serial, to koniec.

A jeżeli to jest, nie daj Bóg, serial kryminalny, to... koniec.

Powinienem to robić normalnie, czyli powinienem o 12 zaczynać oglądać, kończyć o 20 i być szczęśliwym gościem, który to zrobił normalnie, ale skoro siara, wiesz, o 12 oglądać filmy, to bez sensu.

Tak więc to jest taka rzecz, która wywołuje, ale to jest moje wewnętrzne, to nie jest zewnętrzne, to jest moja wewnętrzna presja.

Mianowicie jest to polski serial z końcówki lat dziewięćdziesiątych, czyli miotowe lata.

ale tylko do odcinka 93, kiedy grała w nim pani Agnieszka Pilaszewska.

Powiedzmy sobie szczerze, od tamtej pory ten typ humoru w polskich serialach gdzieś się zagubił.

Bo takich postaci jak Karol, Norek, Alina i Danka nie znalazłem już w żadnym innym serialu.

To jest dla mnie jakiś unikatowy kaliber komediowego geniuszu.

Moje guilty pleasure dzielę z moją siostrą i mimo, że mieszkamy w różnych krajach, generalnie nie musimy siedzieć i oglądać każdej sceny, bo i tak moglibyśmy cytować każdą z postaci.

Grunt, żeby serial leciał z tyłu.

Kiedy sprzątamy, gotujemy albo po prostu robimy cokolwiek, co wymaga tła.

Trochę jak nostalgia na autopilocie, ale teksty z tego serialu często wysyłamy sobie w postaci memów albo dogryzając sobie nawzajem.

Eee... Za trudne pytanie mi wydaje się, ale ja sobie tak pomyślę, to standardowo książę podziemia Tadeusz Norek i jego ulubiony przyjaciel Karol Bombowy-Skawczyk, którzy mieszkają na Włodka 33, mieszkanie 27, czy oczywiście Miatowe Lata.

Powiem to z perspektywy mojej mamy, która często nam powtarza, żebyśmy oglądali coś wartościowego, a nie w kółko miodowe lata i miodowe lata.

Ale myślę, że to po prostu taka odskocznia, którą człowiek zna, czy to w postaci serialu, filmu czy muzyki i która potrafi uspokoić i ukoić.

Czyli coś, co ani nie jest obciachowe w żaden sposób, ani inni nie uważają, że to jest obciachowe, ani ty nie uważasz, że jest obciachowe, ale znasz to już tak dobrze i przerobiłeś to tak na wszystkie sposoby, a mimo wszystko ciągle do tego wracasz.

Ale dalej tak ma, że generalnie jest w stanie w momencie, kiedy ma potrzebę

W ogóle teraz zacząłem się zastanawiać trochę o serialach z perspektywy tego, czy to też nie jest tak, że możliwość wyboru powoduje, że coś jest właśnie cringe'owe, czy nie jest cringe'owe.

Znaczy, dla tych, którzy są wystarczająco dojrzali,

Albo, jak się nazywa ten drugi serial, gdzie byli Carringtonowie?

Znaczy, jak oglądaliśmy Dynastię, to nikt nie mówił?

I myślę sobie, że oglądali ją dokładnie wszyscy.

jakość tego serialu nie była, mam takie przekonanie, najwyższa.

Ale był bogatym gejem.

Ale wiesz, mimo że oczywiście nie obejrzałam nigdy wszystkich od deski do deski odcinków teorii wielkiego podrywu.

O Jezu, to jest serial o geniuszach.

takich dzieciakach w zasadzie, dużo młodszych od nas, którzy prowadzą normalne życie, czyli trzeba sobie zrobić kanapkę, trzeba pojechać do lekarza itd., ale przy okazji są, wiesz, na wysokich, no wysoko gdzieś tam w strukturze, nie wiem, uniwersyteckiej itd.

I badają różne rzeczy, któryś tam z nich robi, opracowuje jakieś technologie dla NASA i dla Stacji Międzynarodowej, Stacji Kosmicznej i tak dalej.

To nic, że to jest tylko kibel, ale to właśnie dlatego to jest śmieszne, że to jest po prostu kibel i nikt nie traktuje go poważnie.

Oglądam któryś odcinek i... Bo ja oglądam seriale z lektorem.

Znaczy, wiem, że czasem troszkę stracę, ale ten serial jest bardzo dobrze przetłumaczony.

To znaczy, tam nie ma takich baboli, że wiesz, że oryginalne... To trochę tak jak w Przyjaciółach, że w oryginale...

Ten żart, gdyby ktoś przetłumaczył jeden do jednego, nie byłby w ogóle śmieszny, więc tłumaczy się to też tak, jak w Shreku na przykład było, że ten polski dubbing był zupełnie inny niż ta oryginalna ścieżka dźwiękowa, a mimo wszystko pasuje do nas i my to doskonale rozumiemy.

Bo to jest naprawdę serial, który w każdym sezonie ma bardzo wiele odcinków i ma też bardzo wiele sezonów.

którą utrzymywał tata, aż w końcu, wiesz, musiała się odciąć i bardzo często brakowało jej na jakieś tam podstawowe rzeczy przez jakiegoś tam, nie wiem, IT, który nie radził sobie z dziewczynami, kolesia, po, wiesz... No dobra, ale dalej mnie zastanawia, to dalej jest zjadać czasu, no po prostu.

No ale to jest, bo to jest zabawne.

No dobra, ale czy to w takim razie, co definiuje jakby to, że...

Ale tutaj dowieźli, to miało być zabawne i jest zabawne, a w dodatku w zasadzie każdy może się przejrzeć w tym serialu i w tych bohaterach.

Ale wiesz, no było tak.

Ja się fascynowałem światem według Bundy i generalnie chciałem być jak Al Bundy.

Ja chciałem być jak Al Bundy i do dziś mam nadzieję, że w końcu zrealizuję jego największy challenge życzowy.

Ci, którzy znają Alabandi, wiedzą, co to jest.

Co sprawia, że na przykład, jeżeli coś jest kultowe i malujemy na to czas?

Znaczy, obiektywnie rzecz biorąc, jest to kilka godzin przepalonych

patrząc sobie na serial, który jest, rozumiem, że jest zabawny, ale tak samo kilka przepalonych godzin jest dla kogoś, kto ogląda Love Island czy cokolwiek innego.

To jest przepalony czas.

Bo ja uważam, że ja oglądając dobre, dobrej jakości seriale komediowe i komedie, ja się na przykład nauczyłam całkiem dobrze żartować, bo wydaje mi się, że w żart umiem i sprawia mi to ogromną przyjemność.

Mnie po prostu, wiesz, to tak jak z tą sapioseksualnością, że facet, żebym w ogóle poszła z nim na randkę, to musi mnie ująć intelektem i musi być zabawny i w ogóle.

Możesz przepalić czas

na coś, co kompletnie nie sprawi ci przyjemności, czyli, nie wiem, obejrzeć szmirę na podstawie, nie wiem, blanki lipińskiej, chociaż nie wiem nawet, czy to były szmiry, no tak się o tym mówi, ja tego nigdy nie widziałam, więc nie wiem, ale możesz obejrzeć coś, co jest uważane za szmirę, typu Smoleńsk, to była szmira.

A możesz przepalić czas na 1670, który jest genialny i w którym żarty są takie, że po prostu łechcą ci intelekt.

Jakby ci patyczkiem przez ucho weszli tam do końca i cię tam połechtali.

Nie wiem w sumie, czy to się zalicza, ale mam coś takiego, że jak sprzątam mieszkanie, to zakładam słuchawki, włączam Spotify'a i włączam playlistę tylko i wyłącznie z polskimi wersjami piosenek z poeg Disney'a i oczywiście śpiewam je na cały głos.

A propos scysji, czy to wywołało konflikt albo komuś przeszkadza, to nie wiem.

Ale w sensie, że nie wiem, Hakuna Matata po polsku na przykład?

No czy tam jakieś tam te wszystkie z Króla Lwa albo coś?

No dobra, ja tam nigdy nie twierdziłam, że jestem do końca normalna, dlatego też nie będzie całkiem standardowo.

Pierwsza rzecz, którą uwielbiam, to jest po prostu takie moje, ale o tym nikomu nie mówię, bo mi trochę wstyd, to jest to, że jak przytulam się do kogoś bliskiego, na przykład mama, mąż albo coś takiego, to ja uwielbiam zapach skóry włosów i głowy i bardzo często przytulam się do mojego męża i tak...

Wiecie, wącham, on tego nienawidzi, ale ja po prostu nie mogę się oprzeć, bo skóra głowy i w ogóle włosy tak pięknie pachną zawsze, że ojej.

Ale o takich dziwnych rzeczach to nie mówię.

Ja pomyślałam sobie, że ten odcinek dzisiejszy po tym, czego słuchaliśmy, spokojnie można by było zmiksować z odcinkiem pod tytułem fetysze i z odcinkiem pod tytułem dziwactwa.

Ale... Wąchanie ludzi.

Ale słuchajcie, zanim skończymy, to jeszcze jedna rzecz.

Nie wiem gdzie, nie mogę jej znaleźć, ale była fenomenalna.

Była od dziewczyny, która powiedziała, że jej guilty pleasure to buszowanie po temu AliExpress i tym podobnych portalach, czy też Amazonie.

Ale nie po to, żeby robić tam zakupy, bo ona nie robi tam zakupów.

No, jest na przykład również dyfuzor powietrza, nawilżacz aromaterapeutyczny do sypialni biurowej.

No więc ja się posikałam, a ta dziewczyna, która nagrała mi tę głosówkę, przysłała mi, no właśnie z Aliexpress czy skądś, zdjęcie 1299, broszka, taka na klapę marynarki.

Broszka na klapę marynarki Yves Saint Laurent, oczywiście podróba, bo 12,99 i to jest opisane jako broszka w nowym transgranicznym stylu koreańskim z motywem leśnym yang, świeczka unisex, metalowa broszka świeczka odporna na blaknięcie, biżuteria z motywem kwiatowym.

I jest mnóstwo takich przezabawnych, ja gdzieś już nie miałam siły dzisiaj szukać, ale mam kilka screenów zrobionych właśnie z takich produktów, to jest przezabawne i bardzo rozumiem to guilty pleasure, bo mam dokładnie tak samo, że też lubię czytać te opisy.

Ja mam taką dużą prośbę do was, żebyśmy w Guilty Pleasure pozbywali się Guilty.

I żebyśmy pozbywali się tego poczucia winy i wstydu, bo wszystko to, co powiedzieliście tutaj w tej dobrej rozmowie, ja, ojciec duchowny, dobro rozmówców, Hera, wam wybaczam, rozgrzeszam i mówię, że możecie to robić bez winy.

I generalnie wciskanie nas w to, że coś, co nam sprawia przyjemność, powinno w nas wywoływać poczucie winy, jest delikatnie mówiąc restwem.

To może jeszcze na koniec ustalmy, że powiesz swojemu młodszemu synowi, że pójdę kiedyś z nim do knajpy i zjemy rękami, a potem na koniec ja jeszcze wyliżę talerz.

I to jest tak, że każdy chyba ma... To jest w ogóle ciekawe, być może swoje własne też poczucie wstydu i poczucie tego, że musimy robić rzeczy, nie wiem, akceptowalne społecznie.

narażamy na to innych, czyli na przykład nie każemy komuś oglądać naszych ulubionych seriali, jeżeli on tego nie chce.

Znamy się już 106 audycji, ale dalej nie jesteśmy na tym etapie znajomości, żebym opowiadał ci, co sobie wkładał i gdzie.

A dobrej rozmowy słuchaliście dzięki T-Mobile Polska.

0:00
0:00