Mentionsy

Damian Olszewski - podcast
12.08.2025 07:33

SKUP FIRM pod KPO i 100 WINY PIS-u? #BizWeek

SKUP FIRM pod KPO i 100 WINY PIS-u? #BizWeek

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 199 wyników dla "Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej"

Ciąg dalszy afery KPO.

Okazuje się, że część przedsiębiorców kupowała spółki z branży choreka specjalnie pod pieniądze z KPO, a premier 100% winy za tę sytuację przypisuje poprzedniej władzy.

100% odpowiedzialności za ten wieloletni bałagan spada na poprzedników, którzy to zablokowali i w związku z tym także dali nam bardzo mało czasu, żeby móc te środki dobrze wydać.

Pytanie, czy lepiej rozdać te pieniądze na głupoty, czy po prostu nie wykorzystać.

Tymczasem Nvidia i AMD dogadały się z Trumpem, który za drobną opłatą otworzy dla nich chiński rynek, mimo napięć geopolitycznych.

Dlaczego amerykańskie procesory wrócą jednak do Chin i co zyska na tym USA?

W Polsce natomiast podatek belki jednak zostaje, ale będzie OKI, czyli osobiste konto inwestycyjne.

Zatem jak to będzie działać i kto skorzysta, a kto straci na nowym instrumencie dla oszczędzających?

Ciekawi?

Bizweek.

Cotygodniowy przegląd świata biznesu i finansów.

Cześć, tutaj Damian Olszewski i witam Was serdecznie w programie Praktycznie o pieniądzach i informacyjnej serii Bizweek, gdzie co tydzień otrzymujecie dawkę najważniejszych wieści ze świata biznesu, finansów i geopolityki.

Afera z KPO się rozkręca, więc warto zaktualizować informacje.

W USA też zresztą dzieją się cuda.

Stałych widzów proszę jak zwykle o kredyt zaufania w postaci łapki w górę i ruszamy.

Czas to pieniądz, więc zaczynajmy.

15% haraczu za Chiny.

Jak Nvidia i AMD kupiły sobie powrót na kluczowy rynek?

Nvidia i AMD właśnie wykupiły sobie dostęp do chińskiego rynku za miliardy dolarów.

Tak, dobrze słyszycie.

Jeszcze niedawno amerykańskie czipy AI były w Chinach objęte zakazem sprzedaży.

Dzisiaj jednak mogą tam wrócić w ramach porozumienia z administracją Donalda Trumpa w formie pewnego rodzaju haraczu.

Nvidia i AMD zgodziły się przekazywać 15% swoich przychodów ze sprzedaży czipów w Chinach rządowi USA w ramach umowy mającej na celu uzyskanie licencji eksportowych.

Dla Nvidia chodzi o flagowy model H20, dla AMD o MI308.

To pierwsza tego typu umowa w historii amerykańskiej polityki handlowej.

To rodzaj umowy typu quid pro quo, która jest dość bezprecedensowa i tak naprawdę wyznacza nowy standard w zakresie kosztów zgodności, jakie ponoszą firmy prowadzące interesy z Chinami.

Tutaj warto spojrzeć na liczbę.

W 2024 roku Nvidia wypracowała rekordowe 130,5 miliarda dolarów przychodów, podwajając tym samym wynik sprzed roku.

Z tego tortu 17 miliardów.

czyli 13% całkowitej sprzedaży, pochodziło właśnie z Chin.

W przypadku AMD udział tego rynku był jeszcze większy.

W 2024 roku odpowiadał za 24% przychodów firmy, co przełożyło się na 6,2 miliarda dolarów.

Widać więc o jak gigantycznych sumach mówimy.

Zatem amerykańscy giganci wolą już zapłacić 15% od przychodów, niż stracić tak ogromny rynek.

Analitycy przewidują, że Nvidia może odzyskać nawet 20 miliardów dolarów przychodów z Chin w 2026 roku, jeśli tylko sprzedaż czipów H20 zostanie w pełni wznowiona.

Z drugiej strony Chiny odzyskają oficjalnie dostęp do najlepszych czipów na świecie.

A ile zyska na tym administracja Trumpa i USA?

Można pokusić się o stwierdzenie, że Trump ponownie może ogłosić kolejny deal of the century.

Taki, który zasili amerykański budżet następnymi miliardami dolarów.

Szybko licząc, jeśli Nvidia wypracuje w Chinach 20 miliardów dolarów przychodów, do kasy USA trafią z tego 3 miliardy dolarów.

AMD dorzuci z kolei niespełna miliard, co razem daje nam prawie 4 miliardy dolarów rocznie.

Z perspektywy całości amerykańskiego budżetu to raczej tak zwane peanuts, ale jednak mówimy o 4 miliardach, które wcześniej się tam nie znajdowały.

Pytanie jednak, dlaczego Trump zgodził się na tak ryzykowne odstępstwo pomimo rywalizacji technologicznej z Chinami?

Tak jak mówiłem, dla największej gospodarki świata 4 miliardy to nie jest żaden przełom.

W zamian za te pieniądze Trump ryzykuje nieproporcjonalnie wiele w kontekście rywalizacji z Chinami, ponieważ ponownie otwiera przed Pekinem drogę do wyścigu w segmencie AI, w którym Chiny i tak coraz mocniej się rozpychają, a do tego może to zagrażać bezpieczeństwu narodów.

Powodów takiej decyzji może być kilka.

Po pierwsze, wygląda na to, że Trump uznał, że Nvidia mimo zakazu i tak sprzedawałaby czipy Chinom.

A skoro nie da się tego zupełnie zatrzymać, to warto chociaż na tym zarobić.

Po drugie, w tej sytuacji może też występować element strategiczny.

Mianowicie rynek nie znosi próżni, więc brak dostaw z USA nie oznaczałby braku układów AI dla Chin.

Prawdopodobnie długotrwały zakaz byłby jedynie silnym impulsem dla rozwoju chińskiej technologii.

Już teraz głośno mówi się o tym, że firmy takie jak Huawei czy Biren...

włożyły miliardy w rozwój własnych układów AI GPU.

Powrót amerykańskich gigantów na chiński rynek może spowolnić ten rozwój i utrudnić pozyskanie klientów przez chińskie firmy.

A to z kolei z punktu widzenia USA może być paradoksalnie korzyścią, bo spowolni proces budowania przez Chiny pełnej samodzielności technologicznej.

Jeśli tak się stanie, to w dłuższej perspektywie oznacza to także jeszcze większe zyski dla NVIDII i AMD,

czyli de facto coraz większe wpływy do amerykańskiego budżetu, który również będzie na tym zarabiał.

Tutaj warto przypomnieć, że już teraz Nvidia pobija kolejne rekordy.

Gigantyczna spółka już na początku lipca osiągnęła 4 biliony dolarów kapitalizacji rynkowej.

Teraz powoli dobija do 4,5 biliona.

Czy powrót na chiński rynek pozwoli dobić do 5 bilionów?

Niewykluczone i byłaby to pierwsza taka sytuacja w historii.

Warto podkreślić, że amerykańska spółka rosła przez ostatnie lata bardzo, bardzo dynamicznie i to nie tylko na wykresie.

Cały biznes NVIDII rozwija się w astronomicznym tempie, stanowiąc pewnego rodzaju fenomen na skalę światową.

Jeszcze w 2020 roku firma zakończyła rok z przychodami na poziomie ponad 16 miliardów dolarów, a już w 2024 wygenerowała ponad 130 miliardów dolarów przychodu.

Boom na sztuczną inteligencję jest widoczny w kolejnych branżach, a Nvidia dostarcza procesory i usługi do rozwoju tej technologii.

Marże w tym segmencie wciąż są bardzo, bardzo wysokie.

Marża zysku netto dla NVIDII to dalej ponad 50%.

Dla porównania marża zysku netto w przypadku wspomnianego AMD to około 8%.

W mojej opinii NVIDIA wciąż wypada bardzo dobrze w porównaniu do konkurencji i widzę spory potencjał do dalszego rozwoju tego biznesu.

Dlatego dzisiaj postanowiłem zakupić 5 akcji NVIDII za około 182,5 dolara każda na platformie partnera kanału.

Akcje NVIDII trafią do portfela amerykańskiego, gdzie wcześniej zakupiliśmy już akcję Intela.

W jego przypadku w długim terminie liczę na odbicie.

Portfel amerykański to część serii, gdzie wspólnie budujemy portfolio akcji i ETF-ów na światowych rynkach.

tak abyście widzieli, jak to wygląda w praktyce.

Na Freedom24 znajdziemy ponad milion instrumentów finansowych na 15 różnych giełdach, więc pomysłów raczej nam nie zabraknie.

A jeśli sami planujecie inwestycje na rynkach kapitałowych, to warto rozpocząć ją z bonusem od sponsora kanału.

Szczegóły promocji, w której możecie wylosować aż do 20 akcji o wartości do 800 dolarów każda i link do konta brokerskiego znajdziecie w opisie odcinka.

Oki zamiast rewolucji.

Czy nowe konto inwestycyjne się opłaca?

Miała być wielka rewolucja, czyli porzucenie podatku od zysków kapitałowych, a zamiast tego mamy jedynie niewielką ewolucję.

Minister Finansów nie zlikwiduje podatku belki, jak obiecywała Koalicja Obywatelska w trakcie kampanii wyborczej.

Obywatelom rzucono jednak pewną nagrodę pocieszenia, której warto się przyjrzeć.

W końcu ta alternatywa ma w zamiarze zmienić sposób, w jaki Polacy myślą o oszczędzaniu.

Dlatego proponujemy osobiste konto inwestycyjne.

100 tysięcy inwestycji bez podatku.

zapewni polskim gospodarstwom domowym możliwość efektywnego oszczędzania, efektywnego inwestowania bez podatku, bez podatku od zysków kapitałowych do kwoty 100 tysięcy złotych.

W ramach OKI można będzie inwestować w akcje, obligacje, fundusze ETF oraz inne instrumenty z rynku.

Wszystko do łącznego limitu 100 tysięcy złotych bez podatku od zysków kapitałowych.

W tym limicie można przeznaczyć maksymalnie 25 tysięcy złotych na część oszczędnościową, czyli lokaty i obligacje oszczędnościowe.

I tutaj pojawiają się pierwsze niedociągnięcia.

No i co uważasz?

Moim zdaniem, według mnie, kilka niedociągnięć jest.

Wychodzi bowiem na to, że pozostałe 75 tysięcy trzeba inwestować już w akcje, fundusze, ETF-y czy inne, bardziej dynamiczne instrumenty rynku kapitałowego, które nie zawsze generują zyski.

Problem zaczyna się także w sytuacji, gdy zainwestujemy powyżej 100 tysięcy złotych.

Powyżej tej kwoty wprowadzany jest podatek od aktywów w wysokości między 0,8 a 0,9% rocznie, naliczany od średniorocznego stanu rachunku.

Trochę jak w funduszach inwestycyjnych, w których często występuje opłata za zarządzanie, bez względu na to, czy fundusz przyniósł wynik dodatni czy ujemny.

Brzmi niewinnie, bo to niecały procent, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Okazuje się, że ten podatek trzeba będzie zapłacić nawet wtedy, gdy na inwestycjach wyjdziemy na minus.

Dla przeciętnego Kowalskiego to raczej odległy temat i fajny instrument na start.

Średnia wartość oszczędności Polaków wynosi bowiem nieco ponad 35 tys.

Dlatego największymi beneficjentami osobistego konta inwestycyjnego będą inwestorzy z umiarkowanymi oszczędnościami.

50 tysięcy złotych obecnie i przy stopie zwrotu na poziomie 5% obecnie podatek odzysków kapitałowych wyniósłby 475 złotych.

W przypadku skorzystania z konta OKI ten podatek wyniesie zero.

Jeśli wejdzie to w życie, to będzie to naprawdę konkretna oszczędność dla klasy średniej, która może zachęcić do większego zaangażowania w rynek kapitałowy.

A o to właśnie chodzi Ministerstwu Finansów, które nie ukrywa, że głównym celem OKI jest wzmocnienie polskiego rynku kapitałowego.

W chwili obecnej relacja kapitalizacji polskiej giełdy do PKB to niewiele ponad 20%.

W Stanach Zjednoczonych największej wciąż gospodarce na świecie to 200%, średnia unijna to ponad 60%, a w krajach liderach w Unii Europejskiej, czyli na przykład w Szwecji, to jest 170%.

Może to być naprawdę spory zastrzyk kapitału, który otrzyma polska giełda papierów wartościowych.

Zresztą nowa propozycja została ściągnięta właśnie ze Szwecji.

OKI to nie tylko zachęta podatkowa, to część większego planu budowy tzw.

equity culture w Polsce, czyli kultury inwestowania w akcje.

Do dzisiaj nadal ponad połowa oszczędności Polaków leży w gotówce i na lokatach bankowych.

Ministerstwo chce zmienić te nawyki, przekierowując przynajmniej część tych środków na rynek kapitałowy i liczy przy okazji, że w ciągu pierwszych trzech lat do OKI trafi nawet 100 miliardów złotych, czyli około 2,5% polskiego PKB.

Tylko jest jeszcze parę rzeczy, które można byłoby zrobić lepiej i prościej.

100 tysięcy złotych bez podatku belki brzmi naprawdę dobrze, ale kwota ta nie będzie rosnąć razem ze wzrostem gospodarki, wzrostem naszych dochodów czy oszczędności.

Za 5 czy 10 lat będzie zatem warta znacznie, znacznie mniej.

Inflacja zrobi swoje.

Tymczasem wystarczyło sięgnąć po sprawdzony mechanizm, taki jak IKE czy IGZE i powiązać limit np.

z przeciętnym wynagrodzeniem.

Mogłoby to być chociażby 12 średnich krajowych rocznie.

To byłoby z pewnością uczciwe i elastyczne i przede wszystkim dostosowane do zmieniających się warunków.

Poza tym znów dostajemy cały pakiet formalności.

Zamiast prostych zmian w stylu do 100 tysięcy złotych zero podatku i po sprawie, albo chociaż obniżki podatku belki do 12%, czyli do poziomu, którym opodatkowane są dochody z pracy.

Zamiast takich zmian znowu mamy coś skomplikowanego.

Musimy zakładać nowe konto.

Robić osobne przelewy i mamy jakieś zasady, limity, rzeczy o których musimy pamiętać.

Nie rozumiem po co tak sobie i innym komplikować życie, no ale okej.

Do wejścia oki w życie jeszcze trochę nam zostało.

Według zapowiedzi nowe konto ma wystartować w połowie przyszłego roku.

Więc mam nadzieję, że do tej pory dobrze sobie przemyślą cały ten plan i naniosą sensowne poprawki.

Natomiast pytanie do Was, jak oceniacie taki produkt?

Czy będziecie z niego korzystać i czy jest według Was ciekawy i korzystny?

Dajcie znać w komentarzach.

Afera KPO nabiera rozpędu.

Premier sądzi, że to wina PiSu?

Wydawało się, że powoli temat przygasa, aż wyszły na jaw kolejne kwiatki, a do pieca zaczął dorzucać jeszcze premier.

Do tego mamy wyłom w szeregach, bo do sprawy postanowiła się odnieść była pani prezes, wcześniej stawiana w roli winnej całej sytuacji.

Jak się okazuje, cały proceder przez co sprytniejszych przedsiębiorców był przygotowywany od dawna.

W jaki sposób?

Otóż w sieci handlowano spółkami z branży choreka, nadającymi się pod dotacje z KPO, czyli takimi z odpowiednim spadkiem obrotów.

W ten sposób kreatywni przedsiębiorcy przejmowali firmy odpowiadające kryterium, często już praktycznie nieaktywne, tylko po to, aby ubiegać się o środki z KPO.

Działania dotyczące ewentualnej sprzedaży firm nie były przedmiotem oceny podczas przyznawania dotacji.

Ważne było jej ujawnienie we właściwym rejestrze jako aktywną działalność.

Przedsiębiorca musiał mieć konkretny status i spełniać kryteria oraz prowadzić działalność od końca 2019 roku, stwierdziła Aneta Zielińska-Sroka.

Innymi słowy rząd nie przewidział ryzyka takich nadużyć i nie wprowadził wymogów, które mogłyby takowe zablokować.

Ale to nie koniec kontrowersji związanych z dotacjami.

W tej aferze znalazł się nawet niemiecki akcent, bowiem na Opolszczyźnie za rozdział KPO odpowiadała fundacja założona przez niemiecką mniejszość.

To naprawdę ciekawa historia.

W Niemczech raczej nie do pomyślenia byłoby, aby Polska Fundacja miała wpływ na cokolwiek ze sfery publicznej.

Teraz głośno zaczyna być w sprawie KPO dla kultury, gdzie przykładowo można było dostać 30 tysięcy złotych na nabycie kompetencji cyfrowych na potrzeby rozwoju zawodowego aktora i reżysera teatralnego, albo 15 tysięcy złotych na inwestowanie w rozwój zawodowy i osobisty w celu przygotowania się do studiów za granicą.

Oczywiście są to o wiele mniejsze kwoty niż w przypadku branży choreka i słynnych jachtów, ale internauci zaczęli kopać już naprawdę głęboko, a do publicznej oceny trafia coraz więcej absurdów lub po prostu wątpliwych ścieżek dystrybucji środków z KPO.

Przy okazji, pamiętacie tę firmę, która odpowiadała za aferę z alkotubkami?

Alkohol w opakowaniach, które przypominają tubki z musem owocowym dla dzieci.

Nie, ten numer u nas nie przejdzie.

Teraz ta sama firma, która stała za tymi produktami otrzyma 15 milionów złotych właśnie.

To też całkiem ciekawy zbieg okoliczności.

Dlatego nie dziwi oburzenie wielu osób i instytucji, które nie otrzymały pieniędzy z KPO, kiedy inni otrzymali je na takie cele.

Wokół całej sprawy pojawia się coraz więcej kontrowersji, a rząd zamiast posypać głowę popiołem udostępnia posty o inwestycjach z KPO.

Do tego kolejnym hitem w internecie stała się wypowiedź

premiera, który zrzuca 100% odpowiedzialności na poprzednią władzę.

Mój rząd musiał nie tylko odblokować te środki, ale też stanąć dosłownie na głowie, żeby zdążyć je wydać.

Problem z KPO i to z całym KPO, nie tylko z tym procentem wydanych środków na branżę hotelarsko-restauracyjną, ale problem z całym KPO polegał na tym, że Polska mogła przez pisowskie zablokowanie, mogła nie zdążyć wydać tych środków.

W związku z tym szukano różnych sposobów, żeby możliwie szybko jak najwięcej pieniędzy trafiło do polskich beneficjentów, bo inaczej te środki by po prostu przepadły.

W tych niefortunnych okolicznościach brzmi to nieco komicznie, bo można odnieść wrażenie, że główne zadanie to wydanie tych pieniędzy, nawet jakbyśmy nie mieli na nie pomysłu.

Pieniądze trzeba było wydać szybko i ważne, żebyśmy je wydali w odpowiednim terminie, a nie jak je wydamy.

To nie do końca odpowiada właściwemu pojmowaniu interesu publicznego, ponieważ te pieniądze w części są pożyczkami, czyli będziemy musieli je zwracać.

Do pieca dołożyły też filmiki z premierem i dość kontrowersyjną piosenką w tle.

Ciekawe, czy tutaj podobnie jak w przypadku łodzi podwodnej będzie można liczyć na światowy viral.

W końcu premier Polski pozujący w takiej sytuacji z taką muzą w tle to raczej niecodzienny wybór.

Nie wiem kto prowadzi social media kancelarii premiera, ale timing z pewnością nie zawsze macie odpowiedni.

Zamiast wyjaśnień ze strony władzy mieliśmy cichą dymisję, która postanowiła jednak zabrać głos.

Z pracą pożegnała się z końcem lipca pani Katarzyna Duber-Stachurska, która odniosła się do afery z KPO, wskazując winnych i tracąc nadzieję na apolityczną i skuteczną administrację państwową.

Nie podejmuje decyzji o programach.

Nie ustala kryteriów przyznawania dofinansowania.

Wszystkie procedury, regulaminy i umowy są zatwierdzane przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.

Kontrolę pani minister zleciła tym samym osobom, które zajmują się programem od półtora roku.

Czyli poleciła im skontrolować samych siebie.

Nie mieszajmy PARP do polityki.

To kierownictwo MFIPR ponosi odpowiedzialność za KPO Choreka i wszystkie inne programy ze środków europejskich, które na bieżąco kontroluje.

A na koniec tylko jedna osobista uwaga.

Tak się kończą złudzenia, że Polska może mieć apolityczną i sprawną administrację publiczną.

Ciężko się nie zgodzić w tej kwestii z byłą panią prezes PARP-u.

Przecież to Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej trzyma pieczę nad całym projektem, a PARP go jedynie realizuje.

Pani Pełczyńska również postanowiła się bronić i odniosła się do wpisu byłej prezes, gdzie twierdzi, że w ciągu minionego roku żadnego pisma o nieprawidłowościach w choreka nie otrzymała.

Zaczęła się więc polityczna przepychanka z kategorii słowo przeciwko słowu.

Niestety póki co dowodów brakuje, ale może niebawem wypłynie coś ciekawego.

Być może władza spodziewała się wielu kontrowersji i po prostu rzucono kozła ofiarnego na pożarcie publice.

Pytanie czyja wersja okaże się bliższa prawdy?

Pani Duber-Stachurskiej czy może minister Pełczyńskiej?

No i która z nich powinna pożegnać się z posadą?

Jak uważacie?

Dajcie znać w komentarzu.

premiera wynika bowiem, że jeszcze ktoś pracę najprawdopodobniej straci, a niebawem przekonamy się kto.

Mówił Damian Olszewski, a to był BizWik, wasz cotygodniowy przegląd najważniejszych wieści ze świata biznesu, finansów i geopolityki.

Warto subskrybować kanał na dole, aby wiedzieć dokąd zmierzał pieniądz.

Warto też nadrobić odcinki o kłopotach nadmorskich hotelarzy, ten o korupcji na Ukrainie oraz ten o wojnie między impostem a Allegro.

Wiernych widzów proszę jak zwykle o hashtag BizWig w komentarzu, jeśli doceniacie naszą pracę.

Tymczasem do zobaczenia już za moment.

0:00
0:00